**************************
Niall przewrócił się na bok i skrzywił, czując ból przechodzący wzdłuż jego kręgosłupa. Spanie na karimacie, pod kocem, z głową na poduszce, która pachniała podejrzanie, nie należało do luksusów. Podniósł się więc, siadając i rozmasowując dół swoich pleców. Chwilę potem krzyknął krótko, gdy dostrzegł przed sobą Louisa Tomlinsona.
Był on starszy od niego o dwa lata. Kasztanowe włosy starczały mu we wszystkie strony. W niebieskich oczach błyszczały iskierki podekscytowania, a na ustach gościł psotny uśmiech. Był drobny, ale zwinny i szybki. No cóż, w końcu był synem Hermesa, a Niall wylądował w jego domku jako Nieokreślony.
- Dzień dobry, Niall – przywitał się radośnie starszy chłopak. – Jak się spało?
- Bywało lepiej – przyznał, przebiegając palcami przez jasne włosy. – Ale dziękuję, że pytasz.
Tomlinson uśmiechnął się tylko i wyprostował, poganiając wszystkich pozostałych. Horan podniósł się na równe nogi, rozmasowując obolałe ciało i wsunął na stopy swoje trampki.
Jeszcze tydzień temu był normalnym osiemnastolatkiem, żyjącym z matką, ojczymem i przybranym bratem. Gdyby ten tydzień temu, ktoś mu powiedział, że wyląduje w jakimś obozie dla herosów, roześmiał by się głośno. Bo szczerze. On miał być półbogiem? A jednak. Po południu przyszły po niego Erynie by się go pozbyć, ale uratował go faun i przyprowadził tutaj. Był więc skazany na domek Hermesa ze względu, iż nie wiadomo, było który z Bogów był jego ojcem.
Wyszedł przed domek i przyjemne lipcowe słońce zatańczyło na jego jasnej skórze. Zmrużył chabrowe tęczówki, po czym udał się ze wszystkimi na śniadanie. Usiadł przy stole z Louisem i rozejrzał się dookoła. Chwile potem jego uwagę przyciągnął chłopak, którego jeszcze nigdy wcześniej tu nie widział.
- Lou, kto to? – zapytał, wskazując na wysokiego i dobrze zbudowanego szatyna, którego włosy lśniły w świetle słońca. Linię szczęki zdobił kilkudniowy zarost, a w ciemnych, z tej odległości, oczach można było dostrzec mądrość i pewność siebie. Lewy nadgarstek zdobiła żemykowa bransoletka z kolorowymi koralikami, których było sporo. I Niall wiedział co one oznaczają. Musiał bardzo długo przebywać w obozie.
- To Liam Payne, syn Ateny – wytłumaczył Tomlinson. – Jest w obozie od kiedy skończył osiem lat. Jest najstarszym z herosów w obozie i mieszka tu przez cały rok. Widzę, że wrócił z misji.
Chwilę potem szatyn wziął się za swój posiłek, a blondyn, przyglądał się chłopakowi wchodzącemu na stołówkę. Rozejrzał się on po sali i kiedy ich spojrzenia się spotkały, Niall od razu spuścił wzrok na swój talerz, speszony faktem, że został przyłapany na gapieniu się. Chwycił swój widelec i przez resztę posiłku nie podnosił wzroku znad swojego talerza.
Ψ
Ruszył w stronę plaży uznając, iż zasłużył na odpoczynek, po zajęciach na Arenie. Był poobijany, zmęczony i stwierdził, że nigdy więcej nie pójdzie podglądać Liama podczas treningu. Przyglądając mu się ze swojej kryjówki (która nie była najlepsza) został wciągnięty w trening, przez co kilka razy dostał ciężkim, spiżowym mieczem i wszędzie miał siniaki.
Zdjął trampki ze stóp, i zszedł na plażę. Podszedł do linii brzegowej, wchodząc do wody, tak by zmoczyła jego stopy do kostek. Odetchnął, gdy chłodna woda obmyła jego stopy. Cały ból zniknął, a w niego wstąpiły nowe siły. Letni wiatr przebiegł przez jego jasne włosy i naprawdę naszła go ochota, by popływać, ale powstrzymał się.
Westchnął głęboko, czując się znacznie lepiej i wyszedł z wody, rozchlapując ją stopami. Moment potem dobił do kogoś i gdyby nie silne ramię ktosia, prawdopodobnie upadłby, boleśnie tłukąc sobie pupę. Zadarł głowę i spojrzał w piękne piwne oczy z jasnymi drobinkami, które patrzyły na niego uważnie. Dopiero po chwili zorientował się na kogo wpadł.
- P-Przepraszam – wydukał Niall, poprawiając swoją koszulkę. – Nie chciałem.
- Jesteś tu nowy, prawda? – spytał szatyn, splatając ręce na piersi. – Widzę cię pierwszy raz.
- T-Tak. Przyjechałem tydzień temu – wytłumaczył się, a jego policzki, nie wiedzieć czemu, pokryły się dorodnym rumieńcem. – Nazywam się Niall Horan.
- Liam Payne, syn Ateny – przedstawił się. – A twój boski rodzic?
- Nie wiem – odparł blondyn. – Mieszkam w domku Hermesa. Ponoć do czasu, aż mój boski rodzić mnie uzna.
- Takie są zasady – odparł Payne. – Powodzenia.
Wyminął go i ruszył dalej wzdłuż nabrzeża. Niall odprowadził go swoimi niebieskimi oczyma, a gdy znów się odwrócił dostrzegł przed sobą smukłego bruneta, z burzą loków na głowie i błyszczącymi, zielonymi oczyma. Zakrzyknął krótko, łapiąc się za serce, po czym spiorunował chłopaka.
- Czy ty nie znasz przypadkiem Louisa, Harry? – zapytał, spoglądając na zielonookiego.
Harry Styles był siedemnastolatkiem, który przywitał go szerokim uśmiechem i ciepłymi słowami, gdy tylko pojawił się w obozie. Był synem Apollona i jak powiedział: wiedział, że wkrótce pojawi się nowy heros. Chłopak był tak kochany oraz przyjazny, że czuły uśmiech wkradł się na usta Nialla i po prostu nie mógł się z nim nie zaprzyjaźnić.
- Właściwie to tak – odpowiedział mu lokaty, marszcząc brwi i układając usta w dzióbek. Jak na zawołanie przy jego boku stanął satyn, posyłając im uśmiech. – LouLou!
Styles wtulił się w niego niczym mała panda, co szatyn skomentował szczerym śmiechem. Niall podejrzewał, że ta dwójka, to najbardziej beztroska para ludzi w całym obozie. Wiecznie uśmiechnięci, mili i niezwykle głośni.
- O. Widzę, że Li znów podejmuję próbę walki ze swoją fobią – stwierdził Tomlinson, na co wszyscy spojrzeli w stronę jeziora. Dostrzegli tam czerwony kajak, w którym siedział Payne, zawzięcie wiosłując i wypływając na głębszą wodę.
- Fobią? – spytał Horan, przyglądając się chłopakowi.
- Yhym. Liaś boi się wody i nie umie pływać – wytłumaczył Harry.
Niall przyglądał się szatynowi, uważnie go śledząc. Coś się w nim obudziło. Coś co kazało mu mieć na oku tego chłopaka. Może to fakt, że nie umiał pływać? On sam był znakomitym pływakiem i w szkole należał do drużyny pływackiej, zgarniając wszystkie możliwe medale i puchary na zawodach. A oddech umiał wstrzymać na dziesięć minut.
Niespodziewana fala zachwiała kajakiem Payne’a, który wypuścił wiosło i kurczowo złapał się brzegów. Kiedy woda się uspokoiła, próbował dosięgnąć, dryfującego za łódką wiosła, wychylając się mocno za nią. To wtedy przechyliła się, a on wpadł do wody z głośnym pluskiem.
- Liam! – zawołali jednocześnie Harry oraz Louis. Niall natomiast puścił swoje trampki, zdjął koszulkę i nie myśląc za wiele, wszedł do wody, rozchlapując ją na boki. Rzucił się w wodę i zaczął płynąć najszybciej jak umiał w stronę tonącego chłopaka. Ale pływanie w jeziorze było czymś zupełnie innym niż w basenie. Woda, mimo wszystko była w ciągłym ruchu.
Czy ta woda nie może chociaż przez chwilę być spokojna? – warknął w myślach blondyn i jak na zawołanie ciemna toń uspokoiła się. Nawet najmniejszy wiaterek nie zdołał zakłócić gładkiej tafli. Zdziwił się na moment zwalniając, jednak przyspieszył, gdy dostrzegł Liama znikającego pod wodą.
Wziął głęboki wdech i zanurkował. Dostrzegł szatyna powoli opadającego na dno, więc skierował się w jego stronę. Podpłynął i widząc jego mocno zaciśnięte wargi, zdał sobie sprawę, że wciąż próbuje desperacko utrzymać powietrze w płucach. Oplótł więc jedno z ramion wokół jego piersi, po czym skierował się w górę, by jak najszybciej wypłynąć na powierzchnię.
Gdy przebili się przez tafle wody, obaj nagrali powietrza w płuca. Payne zakaszlał i zaczął wymachiwać rękoma, przypadkiem trafiając Nialla w nos.
- Uspokój się – zawołał oburzony, mocniej zaciskając ramię wokół jego ciała. – No już. Uspokój się, to odholuję cię do brzegu.
Chłopak przestał się rzucać w jego ramionach, więc powoli ruszył w stronę brzegu. Jednak trudno było płynąć z ciężkim chłopakiem, którego dodatkowo obciążały przemoczone ubrania i mając do dyspozycji, tylko jedną rękę. Ale woda wciąż pozostała niewzruszona i to był jedyny plus tego wszystkiego. Nie musiał walczyć z falami.
W końcu dotarli do wystarczająco płytkiego nabrzeża, gdzie pozwolił sobie wypuści Liama. Ten podniósł nie i na miękki nogach powoli wyszedł z wody. Horan poszedł w jego ślady i wyszedł z wody, opadając na kolana. Woda skapywała z jego włosów i znaczyła ścieżki na jego skórze, przyprawiając go o dreszcze. Kiedy już podniósł wzrok, trzy pary oczu wpatrywały się w niego z niedowierzaniem.
- No co? – zawołał, nie bardzo rozumiejąc. – Nigdy nie widzieliście kogoś, kto skoczył do wody, by uratować drugiemu życie?
- Louis. Leć po Chejrona – powiedział szatyn, odgarniając mokre włosy. – Teraz.
Starszy chłopak podskoczył i pobiegł w stronę Wielkiego Domu. Niall zmarszczył brwi nie bardzo wiedząc o co im chodzi i po co tu centaur. Przecież nikomu nic się nie stało, więc uważał, że robią nie potrzebie tyle hałasu.
- Ale po co zaraz Chejron – zawołał, podnosząc się na nogi i sięgając po swoją koszulkę, czując jak przechodzą go dreszcze. Harry na to wskazał palcem na coś nad jego głową. Zadarł ją więc do góry i dostrzegł wirujący nad nią znaczek. Wyglądał trochę jak widelec. Tak przynajmniej mu to wyglądało.
- To trójząb – odezwał się cicho loczek, jakby obawiając się czegoś. – Symbol Pana Mórz.
- Że Posejdona? – zapytał Horan i nagle jego jedność z wodą stała się jasna. Woda była dla niego miejscem gdzie czuł się najlepiej, najbezpieczniej. A to jak posłuchała go ta w jeziorze. Aż odwrócił się i spojrzał na taflę, na której unosił się kajak, lekko poruszany przez delikatne fale. W następnej chwili kichnął. I wiedział, jak skończy się pływanie pół nago, w chłodnej wodzie.
Ψ
Wychylił głowę spod kołdry, wyglądając swoim jednym okiem w okno. Domek Posejdona był czymś zupełnie innym od tego miejsca, w którym do tej pory spał. Mógł sam wybrać sobie pokój. Spał w ciepłym i miękkim łóżku, a cały dom wypełniony był miłym zapachem jodu.
Czuł się już lepiej. Przeziębienie, którego się nabawił, ratując Liama minęło, ale wciąż chował się za nim, nie chcąc się pokazywać. Bowiem wieść o tym, że jest synem Posejdona, rozeszła się w zastraszającym tempie i wszyscy się na niego perfidnie gapili, jakby był jakimś obiektem muzealnym. Rozumiał, że nie codziennie zdarza się syn lub córka Wielkiej Trójki, ale bez przesady. To nie powód do perfidnego wlepiania w kogoś gał.
Pukanie do drzwi sprawiło, że wyjrzał spod kołdry. Wsłuchiwał się w cisze i dźwięki zza okna, czekając, aż gość odejdzie. Ten jednak ponowił pukanie. Niall westchnął ciężko i wykopał się spod kołdry, porywając po drodze szarą bluzę. Zarzucił ją na ramiona i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą, choć i tak nie było tu nikogo innego poza nim. Nacisnął klamkę i w progu dostrzegł Liama.
- Przyniosłem ci śniadanie – odezwał się, podając kubek z parującą herbatą i talerz kanapek. – Jak się czujesz? Ambrozja chyba pomogła?
- Tak, pomogła. Dziękuję za troskę – odparł, biorąc od niego śniadanie i ustawiając na komodzie przy wejściu. – Ale jakoś nie mam specjalnie ochoty wychodzić. Wszyscy się gapią.
- Jesteś synem Posejdona – przypomniał mu szatyn. – Nie codziennie trafia się dziecko Wielkiej Trójki.
Niall westchnął ciężko na te słowa.
- Wiesz… Dziękuję za uratowanie mnie – odezwał się po chwili Liam. – Naprawdę.
- Drobiazg – uśmiechnął się lekko. – Jak widać, woda to mój żywioł.
Payne uśmiechnął się do niego, po czym postąpił krok w przód, by skryć się we wnętrzu domku. Blondyn cofnął się zaskoczony. Już chciał się odezwać, kiedy chłopak pochylił się ku nie mu i złożył pocałunek blisko kącika jego ust. Horan stanął jak wryty w ziemię, czując znajome mrowie na policzkach, które zapewne przybrały śliczny odcień czerwieni.
- Dziękuję – powtórzył jeszcze raz Liam i potargał jasną grzywkę Nialla. Ten zaśmiał się tylko nerwowo, po czym odprowadził wzrokiem szatyna, który wyszedł za drzwi i skierował się w znanym tylko sobie kierunku. Blondyn zaś zamknął za nim drzwi, oparł się o nie i dotknął miejsca, które wciąż paliło go od buziaka, który otrzymał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz