Collage w Bradford przy Sunbridge Road zaliczał się do jednego z najlepszych w tym małym miasteczku. Mogli się tutaj uczyć ci najlepsi, którzy wiązali ambitne plany na przyszłość. Właśnie w tym niedużym miasteczku postanowił podjąć naukę Niall, skromny chłopak pochodzący z Irlandii.
Na początku było mu ciężko. Dostrzegł, że collage, do którego uczęszczał był dość złożony. Nie wyróżniał się niczym od innych szkół. Uczniowie byli podzieleni. Byli ci popularniejsi, do których wzdychała cała szkoła i naśladowała ich na każdym kroku. Albo byli ci, którzy byli szarymi myszkami wśród dziesiątek innych uczniów i mało kto znałby nazwisko tej osoby.
Niall, chociaż zaliczał się do tej drugiej grupy, gdyż absolutnie nic go nie wyróżniało, należał jednak do wyjątków, jakich było w tej szkole naprawdę mało. Już pierwszego dnia, kiedy podjął tu edukację, każdy wiedział, że przyjechał z Irlandii. Plotki szybko się rozniosły. W pierwszych tygodniach wiele dziewczyn kręciło się koło niego, czego nie potrafił zrozumieć. W Irlandii nie należał do rozchwytywanych chłopców. Później, kiedy na zajęciach ze sztuki pracował w grupie razem z Ellie, dziewczyna opowiedziała mu, że obcokrajowcy to tutaj osoby rzadko spotykane i każdy chciałby chociaż dla szpanu chodzić z kimś takim. Dlatego Niall stał się ostrożny i nie ufał nikomu poza Ellie. A wręcz nawet bawiło go, kiedy dziewczyny tak starały się o niego. Nie były świadome tego, że Niall za każdym razem oprze się ich względom i nie ulegnie, gdyż płeć przeciwna nie pociągała go w żadnym stopniu.
Po pół roku Niall mógł już normalnie funkcjonować, bez tłumaczenia dziewczynom, że kogoś ma, byleby tylko dały mu spokój. Istotnie, był w związku, na dodatek mieszkał z tym chłopakiem w wynajmowanym mieszkanku, trzy przecznice dalej.
Ku nieszczęściu Nialla, wydało się, że chłopak jest homoseksualny, zanim zdążył ukończyć pierwszy rok. Całkiem przypadkowo. Zebrało mu się na zwierzenia Ellie, którą uważał za swoją przyjaciółkę. Byli wtedy w bibliotece i pracowali wspólnie nad zadaniem z fizyki, którego nie do końca rozumieli. Wtedy podsłuchała ich jedna z dziewczyn, które na początku roku dłużyły się w Niallu. I, oczywiście, szybko rozpowiedziała to wszystkim. Ale dzięki pomocy Ellie, obelgi kierowane pod adresem Nialla, chłopak łatwo przetrwał. Choć nie od dziś spotykał się z obraźliwymi określeniami.
Teraz, kiedy minęły prawie dwa lata, wszystko już się ustabilizowało. Niall pokazał, że ma silny charakter i nie daje się złamać. Jednak mimo wszystko pozostała tylko jedna jedyna osoba, która po tym wszystkim ciągle lubi mu dopiekać.
- Hej, Ellie – Irlandczyk przywitał się z przyjaciółką, całując w policzek. – Ślicznie dziś wyglądasz.
- Och, Niall! Dziękuję – odparła słodko, pozwalając sobie przytulić mocno do przyjaciela, a na koniec całując go delikatnie w usta.
Takie gesty były dla nich na porządku dziennym. Ellie traktowała Nialla tak samo, jak swoje przyjaciółki, Hilary i Bellę. A w stosunku do nich okazywała takie same gesty. Były dla niej po prostu dowodem czystej przyjaźni. Choć wścibscy odbierali to jako coś więcej, oni wiedzieli, że nigdy nie połączy ich miłość.
- Wczoraj Hilary była na randce z Davidem. Wieczorem przyszła do mnie i opowiedziała, że całkiem dobrze się bawili. Mam nadzieję, że będzie z tego coś więcej, bo przecież tak długo starała się o jego względy – westchnęła wyraźnie rozpromieniona.
To Ellie załatwiła przyjaciółce randkę. Gdy dowiedziała się ponad miesiąc temu, że Hilary podkochuje się w chłopaku, który chodzi z nią na większości zajęć, postanowiła zbliżyć się do niego i bardziej zakumplować. Prowokowała wiele sytuacji, w których przyjaciółka mogłaby bardziej poznać Davida Greena, jednak nieśmiałość nie pozwalała jej na to. Dlatego któregoś dnia na lekcji francuskiego Ellie zapytała wprost, czy umówiłby się z Hilary. David zgodził się bez problemu. A nawet więcej, Ellie miała wrażenie, że jej przyjaciółka również spodobała się Greenowi.
- To dobrze. Hilary może w końcu przestanie wzdychać do nich dwóch na raz – zauważył Niall, przypominając sobie, że Hilary raz oznajmiła, że kiedyś chciałaby spotkać się z Davidem, albo jego kuzynem, Zaynem.
Zayn był jednym z najpopularniejszych chłopaków w całym collage’u . I chociaż był rodziną z Davidem, ich charaktery były zupełnie odmienne. Zayn zaliczał się do środowiska osób niedostępnych. A gdy już zwrócił na jakąś dziewczynę uwagę, była ona największą szczęściarą, uczącą się na tym uniwersytecie.
- A kiedy ty w końcu wybijesz go sobie z głowy? – zapytał niespodziewanie Niall. Ellie na krótką chwilę zamilkła, nie patrząc na przyjaciela.
Niall doskonale wiedział, że dziewczyna była jedną z tych, które skrycie podkochiwały się w Zaynie Maliku. Wiele razy próbował wybić jej z głowy tego chłopka, bojąc się, że dziewczyna będzie cierpieć przez niego. Jednak bezskutecznie. Dziewczyna była ślepo zauroczona.
Irlandczyk uważnie zlustrował jasną buzię Ellie. Dostrzegł, że jest nieco zakłopotana, ale nie rozumiał powodu tego. Nie raz zdarzyło mu się wysłuchiwać, jaki to Zayn jest mądry z historii, bo zna wszystkie wydarzenia z przeszłości. Albo jak to Zaynowi udało się zaskoczyć panią Willis, gdyż napisał bardzo dobre wypracowanie z języka angielskiego. Niall wtedy zawsze porównywał zachowanie Ellie do typowego nastoletniego zauroczenia. Dziewczyny wtedy śledzą każdy ruch chłopca, który im się podoba i potrafią zachwycić się absolutnie wszystkim. Nie rozumiał tego.
Nagle twarz dziewczyny rozjaśniała. Powiódł wzrokiem w kierunku, gdzie ona patrzyła i już zrozumiał jej zachowanie.
- O wilku mowa – mruknął z niezadowoleniem.
Właśnie Zayn wraz ze swoimi kumplami weszli do szkoły i zmierzali w kierunku szafek. Czasem Niall zastanawiał się, dlaczego to akurat Louis Tomlinson wyrwał dziewczynę, która uchodziła za najpiękniejszą w całym collage’u. Niall nie postrzegał tak Eleanor Calder. Owszem, na swój sposób była piękna, ale bardziej jego uwagę zwracała Danielle Peazer, przyjaciółka El. Miała ona dość specyficzną urodą, a jej burza włosów zawsze wyróżniała się w tłumie, co, według Nialla, czyniło ją wyjątkową w całej szkole.
- Siema, Collins – odezwał się Zayn, kiedy znalazł się obok Irlandczyka i oniemiałej Ellie. Chłopak uśmiechnął się szarmancko do dziewczyny, puszczając jej oczko. – Zauważyłem, że rozumiesz ten ostatni temat z matematyki. Może… mogłabyś mi jakoś z nim pomóc? Algebra nigdy nie była moją mocną stroną.
Ellie bez zastanowienia zgodziła się, umawiając z Zaynem następnego dnia po lekcjach w bibliotece szkolnej. Niallowi ani trochę nie spodobało się to. Miał wrażenie, że Malik coś kombinuje. A gdy brunet zmierzył wzrokiem od stóp do głów Irlandczyka, ten był niemal stuprocentowo pewien swoich podejrzeń.
- Ellie, zastanów się dobrze, zanim zrobisz coś głupiego – poprosił przyjaciółkę, gdy Zayn wraz ze swoją paczką oddalili się.
Niall obejrzał się za pozostałą trójką, napotykając wzrokiem Malika, który posłał zadziorny uśmiech jego przyjaciółce. Poczuł dreszcze, nawet w cebulkach włosów. Wyczuwał kłopoty. Dla niego Zayn był jednym, wielkim, chodzącym kłopotem. Kłopotem, którego chciałaby mieć każda dziewczyna.
- Nialler, nie bądź taki przewrażliwiony. – Powiedziała Ellie, pociągając przyjaciela za ramię. Podążyli w kierunku klasy, gdzie mieli mieć lekcję angielskiego. – Mam swoje lata, nie jestem, już tą głupią szesnastolatką, która robiła wszystko, aby zatrzymać przy sobie ukochaną osobę.
Zatrzymali się przy klasie, witając z kilkoma osobami. Niall oparł się o ścianę, obserwując Ellie spod swojej blond czupryny, opadającej na jego oczy. Nie starał się nawet ukrywać, że nie podziela radości przyjaciółki. Ellie zauważywszy to, westchnęła głęboko, przewracając teatralnie wzrokiem. Nie rozumiała obaw Nialla. Miała swoje dwadzieścia lat i była odpowiedzialna za siebie. Potrafiła podjąć właściwe decyzje i panować nad sytuacją. Była tego pewna.
- Zaufaj mi – szepnęła, chwytając blondyna za ramiona.
Przeszywała go wzrokiem na wskroś, dopóki ten nie spojrzał gdzieś w bok. Ellie wykorzystała ten moment, aby krótko musnąć go w policzek.
- Jestem dużą dziewczynką – rzekła, uśmiechając się słodko. Chłopak, mimo woli, odwzajemnił ten gest. – A teraz weź mnie przytul i pokaż, że choć trochę cieszysz się moim szczęściem – dodała, przyciągając chłopaka ku sobie.
Niall nie potrafił tak po prostu odtrącić niskiej, drobnej brunetki, która była pełna optymizmu. Podziwiał to w niej. I był wdzięczny Bogu za to, że to właśnie ją postawił na jego drodze. Bo gdyby nie ona, pewnie zrezygnowałby z nauki w collage’u, szczególnie tym przy Sungridge Road, który cieszył się najlepszą opinią wśród uniwersytetów w Bradford.
*
Niall już dobrą godzinę siedział na murku przed budynkiem szkoły. Co chwilę odprowadzał wzrokiem przypadkowe osoby, czekając na tą właściwą. Nie powiedział Ellie, że ma zamiar porozmawiać z Zaynem i ostrzec go. Wiedział, że przyjaciółka wybiłaby mu z głowy ten, według niej szalony, pomysł. A on uległby jej słowom. Dlatego skłamał, że musi zebrać jakieś dodatkowe materiały o Szekspirze na angielski i przez chwilę ukrył się w bibliotece.
Irlandczyk ponownie zerknął na zegarek. Zbliżała się piętnasta, a zajęcia już dawno się skończyły. Jednak drużyna koszykowa nadal miała trening. I z tego, co Niall zdążył wywnioskować, ten trening właśnie się przeciągał. Zeskoczył z murku, otrzepując pośladki z prochu i zawrócił w stronę mieszkania. Jednak wtedy do jego uszu dobiegły wesołe śmiechy, wśród których rozpoznał Zayna.
Zatrzymał się, krzyżując ręce na piersi i wyczekiwał, kiedy domniemany król koszykówki wyjdzie wraz z całą zgrają z budynku szkoły. Nie minęła chwila, a Zayn stał naprzeciwko blondyna, obserwując jego zaciętą minę. Louis i Harry, którzy stanęli po obu stronach swojego przyjaciela, trochę przestraszyli Nialla. Wyglądali, jak ochroniarze Malika. Siłą także przeważali, gdyby mieli we trójkę rzucić się na Irlandczyka.
- Czego chcesz? – zapytał z kpiną w głosie brunet, mierząc wzrokiem chłopaka. – Jeśli myślisz, że pozwolę ci się zbliżyć do mnie, to grubo się mylisz. Wracaj do swojego pedałka, a ode mnie trzymaj się z daleka – powiedział, rozbawiając kumpli swoimi słowami.
W Niallu aż zagotowało się ze złości. Obiecał sobie panować nad sobą, ale kiedy usłyszał, że ktoś obraża jego chłopaka, nie mógł przejść obok tego obojętnie. Z wściekłością wymalowaną na twarzy zbliżył się o krok w stronę Zayna, wyciągając palec w jego kierunku i grożąc mu.
- Słuchaj, ty nadęty idioto. Możesz mnie obrażać do woli, ale nie pozwolę ci obrażać mojego chłopaka. – Malik prychnął pod nosem, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia pomiędzy kumplami. Niall zignorował to, kontynuując. – Czekałem tu tylko po to, aby uświadomić ci, że wiem, co knujesz. Każdy wie, że matematykę masz głęboko w poważaniu i nie interesuje cię, czy będziesz miał dobrą ocenę, bo twoi rodzice i tak zapłacą dyrektorowi odpowiednią sumę, żebyś tu się uczył. Dlatego od razu ostrzegam, jeśli tylko skrzywdzisz Ellie, będziesz miał ze mną do czynienia. I ja nie żartuję, Malik. Zajmij się lepiej tą swoją koszykówką i przynoś dumę szkole – dodał z ironią, mierząc bruneta zaciętym spojrzeniem.
Zayn w pierwszym momencie zaniemówił. Nie wiedział, co odpowiedzieć blondynowi, aby go pogrążyć i upokorzyć przed swoimi kumplami. Do tej pory z łatwością przychodziło mu ubliżanie Irlandczykowi, gdyż ten nigdy nie próbował mu się postawić. Jednak tego dnia determinacja w głosie Horana była dla niego nowością. Kiedy ten obcokrajowiec dołączył do szkoły, wydawał się być zagubiony i niepewny swoich możliwości. A gdy całą szkołę obiegła informacja, że jest gejem, na pewno jego nieśmiałość i ostrożność wzrosła. A jednak Irlandczyk stoi teraz tu, przed szkołą, sam na sam z Malikiem i jego załogą, która na jedno jego skinienie mogłaby stłuc Nialla na kwaśne jabłko.
- Odważny jesteś – powiedział w końcu, kiwając głową z uznaniem. – Nie boisz się, że zaraz oberwiesz od nas? Jesteś przy nas nic niewartym śmieciem. I ty myślisz, że możesz mi coś zrobić? Naprawdę, Horan, naprawdę?
- Wiem, na co mnie stać. I jeśli przyjdzie taka potrzeba, zniszczę cię. – Powiedział pewnie Niall, na chwilę zerkając na Harry’ego i Louisa, którzy wydawali się być zagubieni w obrocie sytuacji. Jeszcze nikt nigdy nie zagroził wprost Zaynowi. A tym bardziej chuderlawy chłopczyk, który jest typem naukowca, nie sportowca. – Znam twój największy sekret i nie wiem, czy nadal byłbyś taki ochoczy do spuszczenia mi manta, jeśli powiedziałbym całej szkole, co lubisz robić w wolnych chwilach. Och, wszyscy byliby uradowani mogąc poznać Zayna Malika od strony, od której go jeszcze nie znali. Nie wiem tylko, jak ty byś na to zareagował. I czy wytrzymałbyś to – dodał, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z brązowych tęczówek Malika, tryskających jadem i złością.
- Za dużo naoglądałeś się bajek? – Zayn buchnął niepohamowanym śmiechem, do którego dołączyli jego kumple. – Och, albo może ten twój pedałek nie do końca zadowolił cię poprzedniej nocy?
- Stul dziub! – warknął Niall. Był zaskoczony, że momentalnie poskutkowało. – Albo zamkniesz jadaczkę i będziesz trzymał się z daleka ode mnie i od moich przyjaciół, albo naprawdę gorzko tego pożałujesz. Myśl sobie, co tylko chcesz. Gej, to też człowiek i istota myśląca, która może mieć nawet większą władzę, niż ty – dodał, zawracając.
Gdy tylko stanął plecami do Zayna, otworzył szeroko oczy, wypuszczając po cichu powietrze z ust. Nie sądził, że będzie miał na tyle odwagi, aby stawić się Malikowi. Ale znał jeden jego sekret, o którym wiedziała jeszcze jedna osoba poza nimi dwoma. Niall dałby sobie głowę uciąć, że Zayn za wszelką cenę nie chciałby ujawnienia tej tajemnicy.
- Wal się, niedopieprzony pedale! – zawołał głośno Zayn, a jego kumple zarechotali razem z nim.
Niall nie fatygował się, aby komentować jego zachowanie. Uniósł tylko dłoń nad głowę, wystawiając mu środkowy palec i skręcił we właściwą ulicę, idąc do domu z mocno bijącym sercem i drżącymi nogami.
Naprawdę udało mu się. Naprawdę zaczynał wierzyć, że może mieć Zayna w garści. Szczególnie, kiedy ten odważy się wykorzystać Ellie. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał wszczynać żadnych konfliktów z osobą, która, bądź co bądź, nadal miała nad nim przewagę siłową, i za którą z pewnością stanie cała szkoła.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
2
Spacer to nie był dobry wybór dla Irlandczyka. Miał do mieszkania raptem pół godziny na piechotę przy szybszym tempie. Nie sądził, że ciemne chmury tak nagle napłyną z północy i zastanie go ulewa. Będąc już na klatce schodowej, czuł dreszcze. Miał tylko nadzieję, że nie zachoruje, bo następnego dnia musiał być w szkole.
Otworzył drzwi, wchodząc na mały korytarzyk we wspólnym mieszkaniu, które dzielił ze swoim chłopakiem. Już w progu poczuł zapach parzonej kawy i męskiej wody kolońskiej, której używał Liam. Po cichu zdjął przemoczoną bluzę, idąc na koniec korytarza prosto do łazienki. Nie obeszło to uwadze jego chłopaka, który siedział w salonie i czytał książkę.
- Niall? Miałeś być dzisiaj po dwunastej – zauważył, odkładając lekturę na mały stolik i zwinnie przeskoczył mebel. – Dzwoniłem do ciebie, ale zostawiłeś telefon. Martwiłem się.
Wszedł do łazienki zaraz za Niallem, który już zdejmował przemoczone spodnie. Uważnie przyjrzał się blademu ciału Irlandczyka, kręcąc głową z rezygnacją. Był pewien, że jego chłopak zachoruje następnego dnia.
- Przepraszam, Liam. Musiałem coś załatwić – mruknął, wieszając ubrania na cienkim sznurku nad wanną. – Wiesz, że Malik zaczyna przystawiać się do Ellie? – zapytał nagle ze zdenerwowaniem, patrząc w oczy chłopaka.
- Ten Malik? – zapytał Liam dla upewnienia. Blondyn przytaknął, czując narastającą złość. – Ellie jest dorosła. Sama potrafi decydować o swoim życiu. Sądzę, że nie powinieneś się wtrącać…
- Nie powinienem? Li! Ty nie wiedziałeś, jak ona patrzyła na niego. Ona ewidentnie nadal się w nim podkochuje i kiedy on tylko zaproponuje jej pójście do łóżka, poleci z wywalonym językiem – warknął.
Liam objął mocno Nialla, chcąc go uspokoić. Wiedział, jak ważna jest dla niego Ellie i jak bardzo troszczy się o nią. Czasem czuł zazdrość, kiedy blondyn w kółko opowiadał o dziewczynie. Ale wiedział, że Niall mimo wszystko kocha go nad życie i nie zamieniłby go na nikogo innego. Pozwolił wtulić się blondynowi w niego i uspokoić się.
- On ją skrzywdzi, wiem to – szepnął Niall, czując dreszcze na zimnej skórze.
Liam pogładził chłopaka po mokrych włosach, całując w czubek głowy.
- Wykąp się w gorącej wodzie, żebyś się do reszty nie rozchorował. Zrobię ci herbaty z miodem i cytryną, i razem oglądniemy jakiś film pod ciepłym kocem, co ty na to? – zapytał, cmokając go w usta.
Blondyn skinął posłusznie głową, czekając, aż chłopak opuści łazienkę.
*
Niall myślał, że nic nie może go wyprowadzić z równowagi. Ale kiedy kolejnego dnia obudził się z potwornym bólem gardła i stanem podgorączkowym, w pierwszej chwili chciał ukryć chorobę przed swoim chłopakiem. Wstał potulnie z łóżka, wrzucając do tornistra potrzebne zeszyty na piątkowy plan zajęć. Lecz gdy tylko wkroczył do kuchni, gdzie Liam już przygotował dla nich dwóch śniadanie, Niall wiedział, że z pójścia do szkoły nici.
- Niall, na miłość boską, co ty robisz na nogach w takim stanie? – zapytał rok starszy chłopak, prędko stawiając czajnik na gaz, aby zrobić herbaty dla chorego.
- Li, muszę iść do szkoły, nie mogę zostać – wychrypiał Niall.
Blondyn poczuł, że zachciewa mu się kichać. Szybko złapał za chusteczkę, przykładając ją do nosa w ostatniej chwili. Liam pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie mógł zrozumieć uporu swojego chłopaka. Znał osobiście Ellie. Można powiedzieć, że również łączyły ich przyjacielskie stosunki. Wydawała się Liamowi odpowiedzialną kobietą, która nie da się wykorzystywać. Tym bardziej nie rozumiał zachowania blondyna.
- Zostaniesz dzisiaj w domu? – poprosił, podając Niallowi gorący kubek herbaty z miodem i cytryną.
- Ale…
- Mam zostać razem z tobą? – zapytał poważnym tonem.
Naprawdę był gotów zrezygnować z zajęć i czuwać przy chłopaku. Znał Nialla na tyle długo, iż miał prawo przypuszczać, że blondyn wymknie się z mieszkania zaraz po tym, jak on je opuści. Jednak Niall gwałtownie zaprzeczył głową, będąc gotowym nie pójść tego dnia do szkoły. Jak bardzo zależało mu na spotkaniu z Ellie, tak jeszcze bardziej zależało mu na Liamie. Czułby później potworne wyrzuty sumienia, że chłopak zawala przez niego wykłady.
- Idź – powiedział Niall, siadając na wysokim krześle kuchennym. Upił łyk herbaty, odkładając ją koło siebie. – Nie martw się, zostanę – zapewnił.
Liam, chociaż wahał się jeszcze chwilę, w końcu nachylił się w kierunku blondyna, całując go w czubek głowy.
- Dzwoń, gdyby coś się działo! – zawołał z korytarza, zatrzaskując za sobą drzwi.
*
Zbliżała się trzynasta piętnaście. Ellie od dwóch godzin czekała w bibliotece na Zayna. Miał tego dnia więcej zajęć w planie, dlatego poświęciła się i nie wracała do domu. Chociaż do Clayton były niecałe dwa kilometry, wolała poświęcić się i poczekać na swojego ucznia. Przed spotkaniem bardzo się stresowała. Nadal podobał się jej Zayn, a możliwość uczenia go była dla niej, jak wygrany los na loterii. Chciała się sprawdzić i pokazać Malikowi, że nie jest tylko szarą myszką, za którą zapewne ją odbierał.
Zayn stawił się punktualnie. Nie planował tego, myślał nawet o klasycznym spóźnieniu. Ale Louis zmył się razem z Eleanor do kina, a Harry’ego nie było tego dnia w szkole. A skoro tej dwójki nie było, nie miał czego szukać na korytarzach collage’u. Już przy wejściu dostrzegł Ellie, siedzącą na drugim końcu biblioteki. Pochylała się nad jakąś lekturą, co wywnioskował po ciągu liter i dialogach w to wplecionych. Stanął za nią, zaglądając przez jej ramię.
- Co czytasz? – zapytał, powodując, że z ust Ellie wyrwał się cichy krzyk.
Zawstydzona dziewczyna zabrała swój błękitny sweterek i plecak z drugiego krzesła, kładąc obok nogi. Zayn skorzystał z jej niemego zaproszenia i usiadł obok, tak, że stykali się ramionami. Dziewczyna poczuła, jak jej ciało ogarnia fala gorąca. Tak długo starała się o jakąkolwiek uwagę ze strony Zayna, a teraz siedziała z nim tu, w bibliotece i na dodatek czuła jego perfumy.
- A tak sobie wzięłam, jak czekałam na ciebie – powiedziała, odsuwając książkę na bok stolika. – Masz jakiś zeszyt, żeby notować wszystko, co będziemy ćwiczyć?
Chłopak skinął głową, wyjmując niepotrzebny notatnik i chwilę potem dziewczyna zaczęła tłumaczyć Zaynowi to, czego nie umiał. Brunet z początku niektóre rzeczy rozumiał, ale gdy Ellie dała mu inne przykłady, nie rozwiązał ich do końca dobrze. Dziewczyna była cierpliwa i uporczywie tłumaczyła wszystko od początku. Po pół godziny dostrzegła, że Zayn zaczyna się nudzić. Westchnęła, zamykając gwałtownie książkę. Głuchy huk rozległ się po bibliotece.
- Dobra, Zayn, powiedz mi, o co ci tak naprawdę chodzi? – zapytała pewnie. Spojrzała w jego głębokie, czekoladowe oczy. – Widzę, że nawet nie starasz się zrozumieć tego działu i pewnie cudem napiszesz na dwóję, ale to już nie moja w tym głowa.
- Chciałem cię bliżej poznać – odparł, opierając się wygodnie. Spojrzał na jej usta, zwilżając własne. Nie ukrywał tego, że miał ochotę na dziewczynę.
- Jeśli chcesz mnie na jedną noc, lepiej zapomnij. Nie interesują mnie jednorazowe znajomości.
- Ostra jesteś. Lubię takie. – Mruknął pod nosem z zadowoleniem, obejmując Ellie jednym ramieniem. Zmniejszył dystans pomiędzy nimi. Patrzył w jej błękitne oczy z niewielkiej bliskości. – Lubię niedostępne, pewne siebie kobiety.
Już układał usta do pocałunku, kiedy Ellie ułożyła swoje drobne palce na jego wargach. Zayn nie poddał się. Przewidział jej ruch. Wiedział, że nie łatwo będzie zdobyć tę dziewczynę, jednak postawił sobie to za cel główny. Chciał dopiec Horanowi. Niemal uwielbiał sprawiać ból temu obcokrajowemu blondynkowi. A wykorzystanie jego przyjaciółki było ciosem idealnym. Zamiast w usta, Zayn cmoknął Ellie pod uchem, wywołując na jej bladym ciele dreszcze.
- Zayn, przestań – szepnęła. I chociaż starała się być dzielna, nie mogła tak po prostu oprzeć się urokowi mulata.
- Jutro wieczorem moich rodziców nie będzie. Wpadnij do mojego domu o osiemnastej, nie mieszkam aż tak daleko od ciebie. Sprawię, że poczujesz się niesamowicie. Zobaczysz na co mnie stać… – mruczał do jej ucha, czując, że ma dziewczynę w garści.
Ellie ostatkiem sił wstała z krzesła, zabierając w pośpiechu plecak i błękitny sweterek. Uciekła z biblioteki, zostawiając Zayna z szerokim uśmiechem na twarzy. Chłopak dopiął swego. Był pewien, że dziewczyna stawi się w sobotni wieczór u jego progu. A wtedy on wciągnąłby ją do mieszkania, od razu pokazując jej swoją sypialnię. Jego plan by się ziścił i mógłby odegrać się na Irlandczyku, który bezczelnie groził mu przy kumplach.
Zastanawiał się, skąd Horan mógł znać jego największy sekret. Albo czy w ogóle wiedział cokolwiek, czy tylko chciał go przestraszyć. Mimo wszystko Zayn z uśmiechem opuścił budynek collage’u, dzwoniąc do osoby, z którą miał ochotę spędzić resztę udanego dnia.
*
Zayn zapukał cicho w drzwi, rozglądając się wokoło. Oparł się dłonią o ścianę, czekając aż ktoś mu otworzy. Zaczął rytmicznie stukać palcami, ciągle unosząc kąciki ust do góry. Drzwi uchyliły się, a zza nich wyjrzała kędzierzawa czupryna. Uśmiechnął się szerzej.
- Jesteś sam? – zapytał półszeptem.
Chłopak skinął twierdząco głową, a wtedy Zayn bez namysłu wpił się w jego słodkie usta. Popchnął go w głąb korytarza, a nogą zatrzasnął drzwi frontowe. Naparł całym ciałem, na ciało chłopaka.
- Stęskniłem się, Harry – wydyszył pomiędzy zachłannymi pocałunkami. Na chwilę oderwał się od słodkich warg chłopaka, obserwując zadziorny uśmiech Stylesa.
- Wiem – odparł pewnie, swobodnie układając dłoń na piersi bruneta. Zacisnął powoli materiał jego koszulki.
Harry wpił się w wargi bruneta, który powoli zaczął pchać Stylesa w stronę schodów. Zielonooki pozwolił się zaprowadzić do swojej skromnej sypialni, ani na chwilę nie zaprzestając pieścić spragnionych warg Malika. Opadł na łóżko razem z chłopakiem, błądząc dłońmi po jego plecach. Nagle Harry przypomniał sobie o czymś.
- Ten farbowany naprawdę wie o nas? – zapytał, odchylając głowę do tyłu, dając tym samym swojemu przyjacielowi lepszy dostęp do jego wrażliwej szyi. Wyrwało mu się głośne westchnienie, kiedy Zayn delikatnie przygryzł jego skórę.
- W dupie to mam – mruknął. – Ten idiota mi nie zaszkodzi. Zawsze będę miał nad nim władzę i niedługo ci to udowodnię. Cokolwiek by się działo, śmiej się z tego. Nikt nie musi wiedzieć, że jesteśmy bi, prawda? – zapytał retorycznie, na krótką chwilę spoglądając w zielone tęczówki chłopaka. Kędzierzawy skinął twierdząco głową. – Nie pozwolę, żeby nas wydał. Nie pozwolę, żebyśmy przechodzili piekło i byli wytykani palcami jak Horan. – Zayn wierzchem dłoni potarł policzek Harry’ego, który uśmiechnął się z czułością. – Za bardzo mi zależy, że to mogło tak po prostu ujrzeć światło dzienne.
Zayn zdjął z siebie bluzkę. Od razu zabrał się za rozpinanie guzików koszuli Harry’ego. Kędzierzawy chłopak patrzył z zadziornym uśmiechem na to, co robi jego przyjaciel. Czuł narastające podniecenie. Był spragniony bliskości bruneta. Chociaż nie był do końca heteroseksualny, musiał stwierdzić sam przed sobą, że wyobrażenia jak całuje się z innym chłopakiem przyprawiały go o mdłości. Żył w rodzinie, gdzie związki homoseksualne były traktowane jako coś złego, odmiennego, czego należy unikać jak ognia. A jednak Zayn był wyjątkiem. Wiedział, że nie ulegnie żadnemu innemu chłopakowi. Brunet miał w sobie coś, co sprawiało, że Harry nie mógł o nim zapomnieć. Dlatego postanowił korzystać z życia, póki jest młody i nie znalazł jeszcze dziewczyny, z którą chciałby spróbować czegoś poważniejszego.
- Nie cackaj się tak ze mną – mruknął zniecierpliwiony Harry. Sam skończył rozpinać swoją koszulę. – Kocham w tobie tą… brutalność – wymruczał pożądliwym tonem.
Zayn uwielbiał Harry’ego za jego uległość. Zawsze górował nad nim i na samym początku ich skomplikowanej relacji zastrzegł, że nie zgodzi się na zmianę. Nikt poza nimi nie wiedział o ich stosunkach. Louis nadal żył w przeświadczeniu, że ma równe prawa z Harrym. A jednak Styles zdobył sobie serce Zayna innym sposobem, chociaż nie okazywali tego publicznie i zachowywali się tak, jak przystało. Mimo, że bywało im trudno tak po prostu stać obok siebie bez żadnego dotyku.
Harry nie nazwałby uczucia do Zayna miłością. Dla niego była to raczej fascynacja. Zakazane owoce smakują najlepiej i Harry nigdy nie opierał im się. Wręcz sam ich szukał. Wydawać by się mogło, że to działa na tej samej zasadzie w drugą stronę. Wydawać by się mogło. Zayn, chociaż traktował Harry’ego, jako kogoś ważnego w życiu, szukał u chłopaka głównie zapomnienia.
Otworzył drzwi, wchodząc na mały korytarzyk we wspólnym mieszkaniu, które dzielił ze swoim chłopakiem. Już w progu poczuł zapach parzonej kawy i męskiej wody kolońskiej, której używał Liam. Po cichu zdjął przemoczoną bluzę, idąc na koniec korytarza prosto do łazienki. Nie obeszło to uwadze jego chłopaka, który siedział w salonie i czytał książkę.
- Niall? Miałeś być dzisiaj po dwunastej – zauważył, odkładając lekturę na mały stolik i zwinnie przeskoczył mebel. – Dzwoniłem do ciebie, ale zostawiłeś telefon. Martwiłem się.
Wszedł do łazienki zaraz za Niallem, który już zdejmował przemoczone spodnie. Uważnie przyjrzał się blademu ciału Irlandczyka, kręcąc głową z rezygnacją. Był pewien, że jego chłopak zachoruje następnego dnia.
- Przepraszam, Liam. Musiałem coś załatwić – mruknął, wieszając ubrania na cienkim sznurku nad wanną. – Wiesz, że Malik zaczyna przystawiać się do Ellie? – zapytał nagle ze zdenerwowaniem, patrząc w oczy chłopaka.
- Ten Malik? – zapytał Liam dla upewnienia. Blondyn przytaknął, czując narastającą złość. – Ellie jest dorosła. Sama potrafi decydować o swoim życiu. Sądzę, że nie powinieneś się wtrącać…
- Nie powinienem? Li! Ty nie wiedziałeś, jak ona patrzyła na niego. Ona ewidentnie nadal się w nim podkochuje i kiedy on tylko zaproponuje jej pójście do łóżka, poleci z wywalonym językiem – warknął.
Liam objął mocno Nialla, chcąc go uspokoić. Wiedział, jak ważna jest dla niego Ellie i jak bardzo troszczy się o nią. Czasem czuł zazdrość, kiedy blondyn w kółko opowiadał o dziewczynie. Ale wiedział, że Niall mimo wszystko kocha go nad życie i nie zamieniłby go na nikogo innego. Pozwolił wtulić się blondynowi w niego i uspokoić się.
- On ją skrzywdzi, wiem to – szepnął Niall, czując dreszcze na zimnej skórze.
Liam pogładził chłopaka po mokrych włosach, całując w czubek głowy.
- Wykąp się w gorącej wodzie, żebyś się do reszty nie rozchorował. Zrobię ci herbaty z miodem i cytryną, i razem oglądniemy jakiś film pod ciepłym kocem, co ty na to? – zapytał, cmokając go w usta.
Blondyn skinął posłusznie głową, czekając, aż chłopak opuści łazienkę.
*
Niall myślał, że nic nie może go wyprowadzić z równowagi. Ale kiedy kolejnego dnia obudził się z potwornym bólem gardła i stanem podgorączkowym, w pierwszej chwili chciał ukryć chorobę przed swoim chłopakiem. Wstał potulnie z łóżka, wrzucając do tornistra potrzebne zeszyty na piątkowy plan zajęć. Lecz gdy tylko wkroczył do kuchni, gdzie Liam już przygotował dla nich dwóch śniadanie, Niall wiedział, że z pójścia do szkoły nici.
- Niall, na miłość boską, co ty robisz na nogach w takim stanie? – zapytał rok starszy chłopak, prędko stawiając czajnik na gaz, aby zrobić herbaty dla chorego.
- Li, muszę iść do szkoły, nie mogę zostać – wychrypiał Niall.
Blondyn poczuł, że zachciewa mu się kichać. Szybko złapał za chusteczkę, przykładając ją do nosa w ostatniej chwili. Liam pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie mógł zrozumieć uporu swojego chłopaka. Znał osobiście Ellie. Można powiedzieć, że również łączyły ich przyjacielskie stosunki. Wydawała się Liamowi odpowiedzialną kobietą, która nie da się wykorzystywać. Tym bardziej nie rozumiał zachowania blondyna.
- Zostaniesz dzisiaj w domu? – poprosił, podając Niallowi gorący kubek herbaty z miodem i cytryną.
- Ale…
- Mam zostać razem z tobą? – zapytał poważnym tonem.
Naprawdę był gotów zrezygnować z zajęć i czuwać przy chłopaku. Znał Nialla na tyle długo, iż miał prawo przypuszczać, że blondyn wymknie się z mieszkania zaraz po tym, jak on je opuści. Jednak Niall gwałtownie zaprzeczył głową, będąc gotowym nie pójść tego dnia do szkoły. Jak bardzo zależało mu na spotkaniu z Ellie, tak jeszcze bardziej zależało mu na Liamie. Czułby później potworne wyrzuty sumienia, że chłopak zawala przez niego wykłady.
- Idź – powiedział Niall, siadając na wysokim krześle kuchennym. Upił łyk herbaty, odkładając ją koło siebie. – Nie martw się, zostanę – zapewnił.
Liam, chociaż wahał się jeszcze chwilę, w końcu nachylił się w kierunku blondyna, całując go w czubek głowy.
- Dzwoń, gdyby coś się działo! – zawołał z korytarza, zatrzaskując za sobą drzwi.
*
Zbliżała się trzynasta piętnaście. Ellie od dwóch godzin czekała w bibliotece na Zayna. Miał tego dnia więcej zajęć w planie, dlatego poświęciła się i nie wracała do domu. Chociaż do Clayton były niecałe dwa kilometry, wolała poświęcić się i poczekać na swojego ucznia. Przed spotkaniem bardzo się stresowała. Nadal podobał się jej Zayn, a możliwość uczenia go była dla niej, jak wygrany los na loterii. Chciała się sprawdzić i pokazać Malikowi, że nie jest tylko szarą myszką, za którą zapewne ją odbierał.
Zayn stawił się punktualnie. Nie planował tego, myślał nawet o klasycznym spóźnieniu. Ale Louis zmył się razem z Eleanor do kina, a Harry’ego nie było tego dnia w szkole. A skoro tej dwójki nie było, nie miał czego szukać na korytarzach collage’u. Już przy wejściu dostrzegł Ellie, siedzącą na drugim końcu biblioteki. Pochylała się nad jakąś lekturą, co wywnioskował po ciągu liter i dialogach w to wplecionych. Stanął za nią, zaglądając przez jej ramię.
- Co czytasz? – zapytał, powodując, że z ust Ellie wyrwał się cichy krzyk.
Zawstydzona dziewczyna zabrała swój błękitny sweterek i plecak z drugiego krzesła, kładąc obok nogi. Zayn skorzystał z jej niemego zaproszenia i usiadł obok, tak, że stykali się ramionami. Dziewczyna poczuła, jak jej ciało ogarnia fala gorąca. Tak długo starała się o jakąkolwiek uwagę ze strony Zayna, a teraz siedziała z nim tu, w bibliotece i na dodatek czuła jego perfumy.
- A tak sobie wzięłam, jak czekałam na ciebie – powiedziała, odsuwając książkę na bok stolika. – Masz jakiś zeszyt, żeby notować wszystko, co będziemy ćwiczyć?
Chłopak skinął głową, wyjmując niepotrzebny notatnik i chwilę potem dziewczyna zaczęła tłumaczyć Zaynowi to, czego nie umiał. Brunet z początku niektóre rzeczy rozumiał, ale gdy Ellie dała mu inne przykłady, nie rozwiązał ich do końca dobrze. Dziewczyna była cierpliwa i uporczywie tłumaczyła wszystko od początku. Po pół godziny dostrzegła, że Zayn zaczyna się nudzić. Westchnęła, zamykając gwałtownie książkę. Głuchy huk rozległ się po bibliotece.
- Dobra, Zayn, powiedz mi, o co ci tak naprawdę chodzi? – zapytała pewnie. Spojrzała w jego głębokie, czekoladowe oczy. – Widzę, że nawet nie starasz się zrozumieć tego działu i pewnie cudem napiszesz na dwóję, ale to już nie moja w tym głowa.
- Chciałem cię bliżej poznać – odparł, opierając się wygodnie. Spojrzał na jej usta, zwilżając własne. Nie ukrywał tego, że miał ochotę na dziewczynę.
- Jeśli chcesz mnie na jedną noc, lepiej zapomnij. Nie interesują mnie jednorazowe znajomości.
- Ostra jesteś. Lubię takie. – Mruknął pod nosem z zadowoleniem, obejmując Ellie jednym ramieniem. Zmniejszył dystans pomiędzy nimi. Patrzył w jej błękitne oczy z niewielkiej bliskości. – Lubię niedostępne, pewne siebie kobiety.
Już układał usta do pocałunku, kiedy Ellie ułożyła swoje drobne palce na jego wargach. Zayn nie poddał się. Przewidział jej ruch. Wiedział, że nie łatwo będzie zdobyć tę dziewczynę, jednak postawił sobie to za cel główny. Chciał dopiec Horanowi. Niemal uwielbiał sprawiać ból temu obcokrajowemu blondynkowi. A wykorzystanie jego przyjaciółki było ciosem idealnym. Zamiast w usta, Zayn cmoknął Ellie pod uchem, wywołując na jej bladym ciele dreszcze.
- Zayn, przestań – szepnęła. I chociaż starała się być dzielna, nie mogła tak po prostu oprzeć się urokowi mulata.
- Jutro wieczorem moich rodziców nie będzie. Wpadnij do mojego domu o osiemnastej, nie mieszkam aż tak daleko od ciebie. Sprawię, że poczujesz się niesamowicie. Zobaczysz na co mnie stać… – mruczał do jej ucha, czując, że ma dziewczynę w garści.
Ellie ostatkiem sił wstała z krzesła, zabierając w pośpiechu plecak i błękitny sweterek. Uciekła z biblioteki, zostawiając Zayna z szerokim uśmiechem na twarzy. Chłopak dopiął swego. Był pewien, że dziewczyna stawi się w sobotni wieczór u jego progu. A wtedy on wciągnąłby ją do mieszkania, od razu pokazując jej swoją sypialnię. Jego plan by się ziścił i mógłby odegrać się na Irlandczyku, który bezczelnie groził mu przy kumplach.
Zastanawiał się, skąd Horan mógł znać jego największy sekret. Albo czy w ogóle wiedział cokolwiek, czy tylko chciał go przestraszyć. Mimo wszystko Zayn z uśmiechem opuścił budynek collage’u, dzwoniąc do osoby, z którą miał ochotę spędzić resztę udanego dnia.
*
Zayn zapukał cicho w drzwi, rozglądając się wokoło. Oparł się dłonią o ścianę, czekając aż ktoś mu otworzy. Zaczął rytmicznie stukać palcami, ciągle unosząc kąciki ust do góry. Drzwi uchyliły się, a zza nich wyjrzała kędzierzawa czupryna. Uśmiechnął się szerzej.
- Jesteś sam? – zapytał półszeptem.
Chłopak skinął twierdząco głową, a wtedy Zayn bez namysłu wpił się w jego słodkie usta. Popchnął go w głąb korytarza, a nogą zatrzasnął drzwi frontowe. Naparł całym ciałem, na ciało chłopaka.
- Stęskniłem się, Harry – wydyszył pomiędzy zachłannymi pocałunkami. Na chwilę oderwał się od słodkich warg chłopaka, obserwując zadziorny uśmiech Stylesa.
- Wiem – odparł pewnie, swobodnie układając dłoń na piersi bruneta. Zacisnął powoli materiał jego koszulki.
Harry wpił się w wargi bruneta, który powoli zaczął pchać Stylesa w stronę schodów. Zielonooki pozwolił się zaprowadzić do swojej skromnej sypialni, ani na chwilę nie zaprzestając pieścić spragnionych warg Malika. Opadł na łóżko razem z chłopakiem, błądząc dłońmi po jego plecach. Nagle Harry przypomniał sobie o czymś.
- Ten farbowany naprawdę wie o nas? – zapytał, odchylając głowę do tyłu, dając tym samym swojemu przyjacielowi lepszy dostęp do jego wrażliwej szyi. Wyrwało mu się głośne westchnienie, kiedy Zayn delikatnie przygryzł jego skórę.
- W dupie to mam – mruknął. – Ten idiota mi nie zaszkodzi. Zawsze będę miał nad nim władzę i niedługo ci to udowodnię. Cokolwiek by się działo, śmiej się z tego. Nikt nie musi wiedzieć, że jesteśmy bi, prawda? – zapytał retorycznie, na krótką chwilę spoglądając w zielone tęczówki chłopaka. Kędzierzawy skinął twierdząco głową. – Nie pozwolę, żeby nas wydał. Nie pozwolę, żebyśmy przechodzili piekło i byli wytykani palcami jak Horan. – Zayn wierzchem dłoni potarł policzek Harry’ego, który uśmiechnął się z czułością. – Za bardzo mi zależy, że to mogło tak po prostu ujrzeć światło dzienne.
Zayn zdjął z siebie bluzkę. Od razu zabrał się za rozpinanie guzików koszuli Harry’ego. Kędzierzawy chłopak patrzył z zadziornym uśmiechem na to, co robi jego przyjaciel. Czuł narastające podniecenie. Był spragniony bliskości bruneta. Chociaż nie był do końca heteroseksualny, musiał stwierdzić sam przed sobą, że wyobrażenia jak całuje się z innym chłopakiem przyprawiały go o mdłości. Żył w rodzinie, gdzie związki homoseksualne były traktowane jako coś złego, odmiennego, czego należy unikać jak ognia. A jednak Zayn był wyjątkiem. Wiedział, że nie ulegnie żadnemu innemu chłopakowi. Brunet miał w sobie coś, co sprawiało, że Harry nie mógł o nim zapomnieć. Dlatego postanowił korzystać z życia, póki jest młody i nie znalazł jeszcze dziewczyny, z którą chciałby spróbować czegoś poważniejszego.
- Nie cackaj się tak ze mną – mruknął zniecierpliwiony Harry. Sam skończył rozpinać swoją koszulę. – Kocham w tobie tą… brutalność – wymruczał pożądliwym tonem.
Zayn uwielbiał Harry’ego za jego uległość. Zawsze górował nad nim i na samym początku ich skomplikowanej relacji zastrzegł, że nie zgodzi się na zmianę. Nikt poza nimi nie wiedział o ich stosunkach. Louis nadal żył w przeświadczeniu, że ma równe prawa z Harrym. A jednak Styles zdobył sobie serce Zayna innym sposobem, chociaż nie okazywali tego publicznie i zachowywali się tak, jak przystało. Mimo, że bywało im trudno tak po prostu stać obok siebie bez żadnego dotyku.
Harry nie nazwałby uczucia do Zayna miłością. Dla niego była to raczej fascynacja. Zakazane owoce smakują najlepiej i Harry nigdy nie opierał im się. Wręcz sam ich szukał. Wydawać by się mogło, że to działa na tej samej zasadzie w drugą stronę. Wydawać by się mogło. Zayn, chociaż traktował Harry’ego, jako kogoś ważnego w życiu, szukał u chłopaka głównie zapomnienia.
3
Ellie nie pojawiła się w szkole ani w poniedziałek, ani we wtorek. Niall telefonował do niej i dowiedział się, że dziewczyna przez weekend złapała lekkie przeziębienie i chciała to od razu wyleczyć, nie idąc na zajęcia. Blondynowi w pierwszej chwili wydało się to podejrzane, ale w końcu uwierzył, wmawiając sobie, że Ellie nie mogłaby go tak po prostu okłamać. We środę dziewczyna pojawiła się na zajęciach. Ale wyglądała bardzo marnie. Niall czuł, że przeziębienie, to mogła być tylko wymówka, aby dziewczyna nie chodziła na zajęcia. Dlatego też nie odstępował jej na krok w trakcie przerw. Chyba, że zdarzyły się wspólne zajęcia. Wtedy opiekuńczość przerosła Ellie. Dziewczyna przyznała mu się na biologii, że w sobotę poszła do Zayna.
- Co?! – wyrwało się Niallowi.
Chłopak złapał się za głowę, chcąc coś powiedzieć. Jednak jego uwagę przykuły spojrzenia osób, siedzących przed nim. Patrzyli wprost na niego z zainteresowaniem. Uniósł głowę. Pan Doubney stał przed jego ławką, lustrując go wzrokiem znad okrągłych binokli. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Panie Horan, chce pan coś dodać do szczegółowej budowy serca? Czy ma pan może jakieś zastrzeżenia co do mojej nauki…
- Przepraszam, panie profesorze. To się więcej nie powtórzy.
Potulnie skupił się do samego końca zajęć na tym, co pan Doubney mówił i notował każdy szczegół. Był pewien, że na następnych zajęciach profesor go zapyta, a Niall za żadne skarby nie chciał podpaść. Chociaż ciągle zerkał na Ellie, myśląc, co takiego ją skłoniło do tego, aby poszła do mieszkania Zayna. Wiedział, jak zakończyła się ta wizyta. Choć usilnie wmawiał sobie, że Ellie naprawdę jest rozsądną dziewczyną i ciągle miał nadzieje.
*
- Niall, błagam cię, chodź ze mną do domu. Proszę, błagam, nawet na kolanach!
Dziewczyna rozpaczliwie uklękła przed chłopakiem, wzbudzając zainteresowanie osób przebywających przed szkołą. Niall pospiesznie chwycił ją za przedramiona, mocno pociągając ku górze. Nie chciał robić widowiska, a tym bardziej nie chciał ściągać na siebie uwagę ciekawskich. Ellie ze łzami w oczach patrzyła na niego, niemo prosząc, aby Niall nie działał pochopnie.
Odważyła się powiedzieć przyjacielowi, jak skończyła się noc u Zayna. Z początku szło wszystko jak najlepiej. Ale na sam koniec chłopak tak po prostu wyprosił ją z mieszkania i powiedział, że spodziewał się czegoś więcej. To był pierwszy raz Ellie, dlatego po tych słowach zwyczajnie załamała się i uciekła z pokoju swojego rówieśnika. Czuła się upokorzona sama przed sobą, a co dopiero przed przyjacielem, który ostrzegał ją przed Malikiem. Zawiodła Nialla swoim postępowaniem. Irlandczyk wiedział, że nie spieszyło się jej z seksem i czekała na tego jedynego. Czy Zayn był wart aż tyle?
- Ellie, ten sukinsyn cię skrzywdził. Myślisz, że zostawię to tak po prostu? – zapytał szeptem z niedowierzaniem. Przytulił ją z całej siły, całując w skroń. Kątem oka dostrzegł Hilary, opuszczającą budynek collage’u. – Hilary, zabierz ją do domu.
Ellie nie chciała pójść z przyjaciółką, ale stanowczość Nialla lekko ją przestraszyła. W pewnej chwili chłopak krzyknął na dziewczynę, że ma chociaż raz go posłuchać i pozwolić załatwić sprawę po męsku. Zrobiła jak kazał, nie miała innego wyjścia.
*
Niall zatrzymał się przed wejściem na salę gimnastyczną. Pewnie pchnął wielkie drzwi, wchodząc na długi i wąski korytarzyk. Niecałe pięć metrów dalej po lewej stronie była szatnia męska, do której wpadł bez skrępowania. Mimo, że paru zawodników drużyny koszykowej było w samych slipkach, on nie spojrzał nawet na nich. A mimo to usłyszał kąśliwą uwagę na temat swojej orientacji.
- Racja, chowajcie fiutki, bo nie macie czym się pochwalić – odgryzł się Niall, w głębi ducha czując rozbawienie, że jego „koledzy” pomyśleli, że on mógłby na nich spojrzeć tak, jak na Liama.
Podszedł pewnie do Zayna. Szturchnął go mocno za ramię. Brunet powoli odwrócił się, ukazując blondynowi swój idealnie wyrzeźbiony tors, na którym widniało parę tatuaży. Przez ułamek sekundy, w którym spojrzał na ciało mulata, Niall stwierdził, że właściwie nie dziwi się Ellie, że skorzystała z propozycji Malika. On sam, gdyby nie był z Liamem, pewnie zgodziłby się na jednorazową noc.
- Przyszedłeś napatrzeć się na nas i podniecić, bo twój chłoptaś cię nie zadowala? – zapytał Zayn, powodując ryk śmiechu pozostałych chłopców.
- Zostaw mojego chłoptasia w spokoju – mruknął nerwowo Niall, przełykając ślinę. Czuł strach, ale nie poddawał się. Nie mógł tak po prostu podarować Zaynowi, że skrzywdził jedną z najważniejszych osób w jego życiu. – Jesteś skończonym dupkiem, wiesz?
- Przynajmniej nie jestem pedałem wytykanym palcami – odparł obojętnie, zarzucając na ramię koszulkę. – Jeśli skończyłeś, wynoś się stąd.
- Nie skończyłem! I nie wyjdę stąd, dopóki mnie nie wysłuchasz! – Krzyknął. Nagle wszystkie szmery i wszystkie rozmowy w szatni ucichły, a kilkanaście par oczu było skierowane na Zayna i Nialla. Byli zaciekawieni rozmową tej dwójki. – Jesteś niewyżytym idiotą! Nie mogę już znaleźć słów, żeby opisać, jaki głupi jesteś. Możesz sobie bzykać każdą dziewczynę z uniwersytetu, ale ostrzegłem cię, że masz się trzymać z dala od Ellie. Ostrzegałem? Ostrzegałem, do cholery!
Zayna rozbawiła wściekłość Irlandczyka. Czyż nie o to mu właśnie chodziło? Z przyjemnością obserwował, jak na jego policzki wkradają się rumieńce wywołane gniewem. Ciągle ściągnięte brwi tworzyły pionowe zmarszczki na czole blondyna, dodając mu tylko uroku. Wiedział, że osiągnął swój cel. A także, że Horan nie mógł mu niczym zagrozić.
- I co mi zrobisz teraz? – zapytał Malik, podpierając ręce na biodrach.
- Ciekawe czy twoi kochani znajomi wiedzą z kim lubisz sypiać najbardziej i na dodatek, że ta osoba chodzi na uniwersytet! – zawołał, prostując się dumnie.
Zayn zerknął przelotnie na bladą twarz Harry’ego, który stał w kącie i przysłuchiwał się wszystkiemu. Teraz brunet był pewien, że blondyn musiał ich jakoś przyłapać, ale ciągle nie wiedział, gdzie oboje ze Stylesem popełnili błąd. Musiał szybko wymyślić, jak może wyciągnąć od Nialla informację, skąd dowiedział się o nim i Harrym. Najgorsze jest to, że Zayn nigdy nie sypia z jakąś osobą dwa razy. Dlatego słowa Nialla wywołały taką sensację i szepty pomiędzy zawodnikami drużyny, którzy to usłyszeli.
- Jaką jeszcze ciekawą bajeczkę mi opowiesz? – zapytał Zayn, podejmując największe ryzyko, jakie tylko mógł. Zaatakował pierwszy. – Za dużo naoglądałeś się bajek i teraz próbujesz zgrywać bohatera? Może zaraz wciśniesz wszystkim, że sypiam z facetem, co? Ha, ha, dobre, dobre! – Jego wzrok padł na chłopaka z kędzierzawą czuprynką. Styles przejrzał przyjaciela, ale mimo tego bał się, że ten popełni gdzieś błąd. – No, dalej! – kontynuował Zayn, nabierając przewagi nad blondynem. – Powiedz wszystkim, że lubię pieprzyć się z Harrym i dlatego oboje nie mamy dziewczyn. Jesteśmy w takim… sekretnym związku – dodał z rozbawieniem. – No, na co czekasz?! – Krzyknął rozwścieczony na zdezorientowanego Nialla.
Blondyn dokładnie to chciał teraz powiedzieć. Nie zdawał sobie sprawy, że jego wróg zyska na tyle odwagi, żeby to wykrzyczeć przy całej drużynie koszykowej – przy wszystkich, którzy widzieli w nim kapitana i największą nadzieję w zawodach. Tym bardziej był zdezorientowany, gdy usłyszał śmiechy Louisa i Harry’ego. Obejrzał się z lekko otwartą buzią. Cała reszta zawodników drużyny poszła w ślady kumpli ich kapitana.
- Harry, pochwal się, jaki Zayn jest w łóżku – zawołał jeden chłopak, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Nawet zgiął się w pół i złapał za brzuch, nie mogąc wytrzymać. Oni naprawdę nie uwierzyli w coś, co w rzeczywistości było prawdą.
- Josh! Mówię ci, jest nam tak dobrze, że któregoś dnia w trakcie lekcji wyskoczyliśmy do kibelka, żeby zrobić sobie dobrze – odparł ze śmiechem Styles.
- Może i ja spróbuje? Zayn, co robisz dziś po lekcjach? – zapytał Louis kokieteryjnie, powodując kolejną salwę głośnych śmiechów.
Niall czuł łzy napływające do oczu. Upokorzono go przy osobach, które w tej szkole zajmowały ważne stanowisko. Teraz nie dość, że będą czepiać się jego orientacji, to jeszcze będą mu wypominać ten incydent w szatni. Nie mógł na to pozwolić. Zebrał się resztkami sił, by zakończyć ich bezsensowną wymianę zdań.
- To nie zmienia faktu, że to ty wykorzystujesz te wszystkie dziewczyny i to ty puszczasz się na prawo i lewo! Gorzej niż tania dziwka! – zawołał Niall, chcąc przekrzyczeć śmiechy w szatni.
Tymi słowami do reszty rozwścieczył Zayna. Mulat zamachnął ręką, ale blondyn w ostatniej chwili uniknął ciosu. Nie czekał, ani nie uciekał. Zaatakował Malika, pchając go na ławkę, a potem na podłogę. Zaczęli się bić, a doping zza ich pleców tylko bardziej pobudzał ich do działania. Niall chciał wyładować na Maliku całą złość, jaka siedziała w nim. Chciał, żeby czuł ból za wszystkie krzywdy, jakie brunet wyrządził dziewczynom. Miał ku temu idealną okazję. I mimo, że oberwał parę razy od Zayna, nie poddawał się i oddawał mu każdy cios.
- Co tu się dzieje?! – Głos trenera drużyny koszykowej rozgrzmiał po pomieszczeniu, w mig uciszając wszystkich uczniów.
Mężczyzna chwycił z całych sił Nialla pod ramiona, z łatwością ściągając chłopaka z Malika. Blondyn ciągle rzucał się z chęcią uderzenia swojego wroga. Gdy jednak zorientował się, co jest grane, zawstydzony stanął na boku, podczas gdy trener pomagał podnieść się Malikowi.
- Co wy wyprawiacie? – zapytał ze złością. – Nie spodziewałem się tego po tobie, Horan. Jesteś przecież wzorowym uczniem. A ty Malik? Mój zawodnik i takie bójki na terenie szkoły? – Pokręcił głową z zawodem. – Natychmiast do dyrektora!
Zayn przyłożył wierzch dłoni do nosa, ocierając strużkę krwi, która pojawiła się tam pod wpływem uderzenia blondyna. Oboje zmierzyli się groźnymi spojrzeniami, próbując ustabilizować przyspieszone oddechy. Trener wyciągnął otwartą dłoń w kierunku wyjścia, przypominając chłopcom o jego rozkazie.
*
Chłopcy dobre piętnaście minut siedzieli w gabinecie dyrektora. Potulnie wysłuchiwali wszystkiego, co miał im do powiedzenia pan Harris. Niall dopiero po przekroczeniu progu gabinetu dyrektora zrozumiał, że wpadł po uszy w kłopoty. Bójka mogła przekreślić jego opinię wśród nauczycieli. Nie lubił podlizywać się wykładowcom, ale nie chciał też, aby widzieli w nim chuligana, którym w rzeczywistości nie był.
- Wiecie, że czeka was kara? – zapytał ostrym tonem, lustrując wzrokiem dwójkę uczniów. – Pan Montero organizuje dwutygodniowy obóz muzyczny początkiem maja. Wyjazd jest już trzydziestego kwietnia, w przyszły poniedziałek. Sądzę, że przydadzą mu się dwaj uczniowie, którzy mają na tyle energii, żeby móc pomagać w kuchni. Wycieczka jest sponsorowana przez szkołę, także nie musicie martwić się o wydatki – dodał ze satysfakcją pan Harris.
Jak co roku ich collage w pierwszych tygodniach maja miał dużo wolnego, a także ten czas poświęcano na zabawy na cześć założycieli i sponsorów szkoły. Dni wolne wcale nie kolidują z nauką i uczniowie są na bieżąco z materiałem. Tym bardziej chętnie uczestniczą w różnych uroczystościach i zabawach, organizowanych w ich szkole. W tym roku panu Montero udało się załatwić z dyrektorem zgodę na przeznaczenie funduszy szkoły na osób muzyczny, na który było sporo chętnych.
- Po moim trupie! – krzyknął Zayn, krzyżując dłonie na piersi. – Nie zmusi mnie pan do mycia garów. Szczególnie z tym… z Horanem.
- W takim razie będę musiał zawiesić w prawach ucznia, obydwóch.
- Nie! – pisnął cicho Niall, spoglądając błagalnym wzrokiem na niewzruszonego Zayna. – Panie dyrektorze, nie mogę sam odpracować swojej kary?
- Siedzicie w tym oboje. Albo pojedziecie tam razem, albo oboje zostajecie zawieszeni. A teraz możecie wracać do domów. Macie czas do jutra na zastanowienie się.
- Ale… - Niall próbował coś powiedzieć, ale pod surowym spojrzeniem dyrektora zamilkł.
Opuścił gabinet pana Harrisa zaraz po Zaynie. Wściekł się, że brunet miał wszystko gdzieś. Może dla niego nie liczyła się tak bardzo nauka, jak dla Nialla. Irlandczyk jednak sądził, że Malik ma trochę serca i zgodzi się na ten głupi obóz.
- Zayn! Zaczekaj! – zawołał blondyn, podejmując ostatnią próbę.
- Czego chcesz? – zapytał zmęczonym tonem.
Odwrócił się przodem do Nialla, obserwując jego posiniałą twarz. Był zadowolony z efektów. Dopiął swojego nawet bardziej, niż jego plan przewidywał. Uśmiechnął się triumfalnie w kierunku blondyna.
- Wiem, że nie zależy ci na tym obozie… ja też nie mam na niego najmniejszej ochoty. Ale proszę cię, zgódź się na to.
- Masz racje… Nie zależy mi na tym obozie – odparł, odwracając się z zamiarem odejścia.
Niall automatycznie chwycił chłopaka za nadgarstek, powstrzymując go przed odejściem. Zayn powoli odwrócił się w jego kierunku, patrząc na dłoń Horana, a później prosto w jego oczy. Wyrwał nadgarstek spod jego uścisku, krzyżując ręce na piersi.
- Mam tego dość! – zawołał Niall, łapiąc się za włosy. Wplótł palce w farbowane kosmyki czując, że złość znów go ogarnia. – Jesteś egoistą! Myślisz tylko o tym, co jest dla ciebie dobre. Nie liczysz się z uczuciami innych!
- Chcesz znów oberwać? – warknął Malik, chwytając blondyna za bluzę. Przyciągnął go ku sobie, przygotowując pięść do ataku. – Nie będę delikatny.
- Przywal mi - odparł pewnie Niall, zaskakując totalnie mulata. Blondyn roześmiał się z kpiną, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Odważny jesteś. Przyznać otwarcie, że z Harrym łączy cię coś więcej niż przyjaźń. Ale nie pomyślałeś, że ten pedałek, którego tak nie cierpisz, może mieć dowody twojego „zabawnego żartu”.
Zayn przez chwilę poczuł, jakby tracił grunt pod nogami. Nie spodziewał się takiego ataku ze strony swojego wroga. Nie wierzył, że blondyn mógłby mieć jakikolwiek dowód na jego stosunki z Harrym. A raczej spodziewał się, ale za wszelką cenę nie chciał uwierzyć. Zawsze można by się wszystkiego wyprzeć. Ale jeśli Horan miałby mieć niezbite dowody, chociażby głupie zdjęcie, to pogrążyłby nie tylko siebie, ale także Stylesa. Obiecywał kędzierzawemu chłopcu, że świat nigdy nie dowie się o nich. A Zayn strzegł tej tajemnicy jak oka w głowie.
- Nie odważyłbyś się – powiedział Malik, puszczając ubranie chłopaka.
- Widzisz do czego jestem zdolny. Tylko wydaje ci się, że jestem tchórzliwy i uciekam przed kłopotami – prychnął, widząc, że jego pewność siebie niemal zabija Malika. – Mamy podobne charaktery, Zayn. To nie wróży nic dobrego. Ale to ty wybierzesz, czy przekroczymy granicę prawdziwej wojny, czy pojedziemy na ten pieprzony obóz, odbębnimy karę za bójkę, a po tych dwóch tygodniach będziemy się zachowywać jak dawniej. Ty będziesz nadal mógł trzymać swój związek w tajemnicy, a ja zapomnę, że słyszałem jakąkolwiek waszą rozmowę i widziałem, jak go całujesz.
Brunet otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, zastanawiając się, kiedy mógł popełnić ten błąd. Zdarzyło mu się nie jeden raz pocałować w szkole Harry’ego. Czasem nie mógł wytrzymać braku bliskości Stylesa. Miał wtedy wrażenie, że kędzierzawy chłopiec owinął go sobie wokół palca. Jednakże zawsze idealnie się kryli, nikt nie mógł wiedzieć, co ich łączy.
Zayn przyjrzał się Niallowi. Pewność siebie, jaką posiadał chłopak stanowiła dla niego wyzwanie. Pomyślał, że ten obóz nie może być aż takim strasznie złym pomysłem. Dwa tygodnie wolnego od szkoły, wieczorki przy ognisku i poznanie nowych osób – uśmiechało mu się to. Na dodatek Niall, który pokazał mu się z zupełnie innej strony. Zawsze widział w Irlandczyku nieśmiałą osobę. Nie sądził, że potrafi być taki zawzięty. Ciekaw był, jaki jest naprawdę chłopiec o dwóch twarzach.
- Co?! – wyrwało się Niallowi.
Chłopak złapał się za głowę, chcąc coś powiedzieć. Jednak jego uwagę przykuły spojrzenia osób, siedzących przed nim. Patrzyli wprost na niego z zainteresowaniem. Uniósł głowę. Pan Doubney stał przed jego ławką, lustrując go wzrokiem znad okrągłych binokli. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Panie Horan, chce pan coś dodać do szczegółowej budowy serca? Czy ma pan może jakieś zastrzeżenia co do mojej nauki…
- Przepraszam, panie profesorze. To się więcej nie powtórzy.
Potulnie skupił się do samego końca zajęć na tym, co pan Doubney mówił i notował każdy szczegół. Był pewien, że na następnych zajęciach profesor go zapyta, a Niall za żadne skarby nie chciał podpaść. Chociaż ciągle zerkał na Ellie, myśląc, co takiego ją skłoniło do tego, aby poszła do mieszkania Zayna. Wiedział, jak zakończyła się ta wizyta. Choć usilnie wmawiał sobie, że Ellie naprawdę jest rozsądną dziewczyną i ciągle miał nadzieje.
*
- Niall, błagam cię, chodź ze mną do domu. Proszę, błagam, nawet na kolanach!
Dziewczyna rozpaczliwie uklękła przed chłopakiem, wzbudzając zainteresowanie osób przebywających przed szkołą. Niall pospiesznie chwycił ją za przedramiona, mocno pociągając ku górze. Nie chciał robić widowiska, a tym bardziej nie chciał ściągać na siebie uwagę ciekawskich. Ellie ze łzami w oczach patrzyła na niego, niemo prosząc, aby Niall nie działał pochopnie.
Odważyła się powiedzieć przyjacielowi, jak skończyła się noc u Zayna. Z początku szło wszystko jak najlepiej. Ale na sam koniec chłopak tak po prostu wyprosił ją z mieszkania i powiedział, że spodziewał się czegoś więcej. To był pierwszy raz Ellie, dlatego po tych słowach zwyczajnie załamała się i uciekła z pokoju swojego rówieśnika. Czuła się upokorzona sama przed sobą, a co dopiero przed przyjacielem, który ostrzegał ją przed Malikiem. Zawiodła Nialla swoim postępowaniem. Irlandczyk wiedział, że nie spieszyło się jej z seksem i czekała na tego jedynego. Czy Zayn był wart aż tyle?
- Ellie, ten sukinsyn cię skrzywdził. Myślisz, że zostawię to tak po prostu? – zapytał szeptem z niedowierzaniem. Przytulił ją z całej siły, całując w skroń. Kątem oka dostrzegł Hilary, opuszczającą budynek collage’u. – Hilary, zabierz ją do domu.
Ellie nie chciała pójść z przyjaciółką, ale stanowczość Nialla lekko ją przestraszyła. W pewnej chwili chłopak krzyknął na dziewczynę, że ma chociaż raz go posłuchać i pozwolić załatwić sprawę po męsku. Zrobiła jak kazał, nie miała innego wyjścia.
*
Niall zatrzymał się przed wejściem na salę gimnastyczną. Pewnie pchnął wielkie drzwi, wchodząc na długi i wąski korytarzyk. Niecałe pięć metrów dalej po lewej stronie była szatnia męska, do której wpadł bez skrępowania. Mimo, że paru zawodników drużyny koszykowej było w samych slipkach, on nie spojrzał nawet na nich. A mimo to usłyszał kąśliwą uwagę na temat swojej orientacji.
- Racja, chowajcie fiutki, bo nie macie czym się pochwalić – odgryzł się Niall, w głębi ducha czując rozbawienie, że jego „koledzy” pomyśleli, że on mógłby na nich spojrzeć tak, jak na Liama.
Podszedł pewnie do Zayna. Szturchnął go mocno za ramię. Brunet powoli odwrócił się, ukazując blondynowi swój idealnie wyrzeźbiony tors, na którym widniało parę tatuaży. Przez ułamek sekundy, w którym spojrzał na ciało mulata, Niall stwierdził, że właściwie nie dziwi się Ellie, że skorzystała z propozycji Malika. On sam, gdyby nie był z Liamem, pewnie zgodziłby się na jednorazową noc.
- Przyszedłeś napatrzeć się na nas i podniecić, bo twój chłoptaś cię nie zadowala? – zapytał Zayn, powodując ryk śmiechu pozostałych chłopców.
- Zostaw mojego chłoptasia w spokoju – mruknął nerwowo Niall, przełykając ślinę. Czuł strach, ale nie poddawał się. Nie mógł tak po prostu podarować Zaynowi, że skrzywdził jedną z najważniejszych osób w jego życiu. – Jesteś skończonym dupkiem, wiesz?
- Przynajmniej nie jestem pedałem wytykanym palcami – odparł obojętnie, zarzucając na ramię koszulkę. – Jeśli skończyłeś, wynoś się stąd.
- Nie skończyłem! I nie wyjdę stąd, dopóki mnie nie wysłuchasz! – Krzyknął. Nagle wszystkie szmery i wszystkie rozmowy w szatni ucichły, a kilkanaście par oczu było skierowane na Zayna i Nialla. Byli zaciekawieni rozmową tej dwójki. – Jesteś niewyżytym idiotą! Nie mogę już znaleźć słów, żeby opisać, jaki głupi jesteś. Możesz sobie bzykać każdą dziewczynę z uniwersytetu, ale ostrzegłem cię, że masz się trzymać z dala od Ellie. Ostrzegałem? Ostrzegałem, do cholery!
Zayna rozbawiła wściekłość Irlandczyka. Czyż nie o to mu właśnie chodziło? Z przyjemnością obserwował, jak na jego policzki wkradają się rumieńce wywołane gniewem. Ciągle ściągnięte brwi tworzyły pionowe zmarszczki na czole blondyna, dodając mu tylko uroku. Wiedział, że osiągnął swój cel. A także, że Horan nie mógł mu niczym zagrozić.
- I co mi zrobisz teraz? – zapytał Malik, podpierając ręce na biodrach.
- Ciekawe czy twoi kochani znajomi wiedzą z kim lubisz sypiać najbardziej i na dodatek, że ta osoba chodzi na uniwersytet! – zawołał, prostując się dumnie.
Zayn zerknął przelotnie na bladą twarz Harry’ego, który stał w kącie i przysłuchiwał się wszystkiemu. Teraz brunet był pewien, że blondyn musiał ich jakoś przyłapać, ale ciągle nie wiedział, gdzie oboje ze Stylesem popełnili błąd. Musiał szybko wymyślić, jak może wyciągnąć od Nialla informację, skąd dowiedział się o nim i Harrym. Najgorsze jest to, że Zayn nigdy nie sypia z jakąś osobą dwa razy. Dlatego słowa Nialla wywołały taką sensację i szepty pomiędzy zawodnikami drużyny, którzy to usłyszeli.
- Jaką jeszcze ciekawą bajeczkę mi opowiesz? – zapytał Zayn, podejmując największe ryzyko, jakie tylko mógł. Zaatakował pierwszy. – Za dużo naoglądałeś się bajek i teraz próbujesz zgrywać bohatera? Może zaraz wciśniesz wszystkim, że sypiam z facetem, co? Ha, ha, dobre, dobre! – Jego wzrok padł na chłopaka z kędzierzawą czuprynką. Styles przejrzał przyjaciela, ale mimo tego bał się, że ten popełni gdzieś błąd. – No, dalej! – kontynuował Zayn, nabierając przewagi nad blondynem. – Powiedz wszystkim, że lubię pieprzyć się z Harrym i dlatego oboje nie mamy dziewczyn. Jesteśmy w takim… sekretnym związku – dodał z rozbawieniem. – No, na co czekasz?! – Krzyknął rozwścieczony na zdezorientowanego Nialla.
Blondyn dokładnie to chciał teraz powiedzieć. Nie zdawał sobie sprawy, że jego wróg zyska na tyle odwagi, żeby to wykrzyczeć przy całej drużynie koszykowej – przy wszystkich, którzy widzieli w nim kapitana i największą nadzieję w zawodach. Tym bardziej był zdezorientowany, gdy usłyszał śmiechy Louisa i Harry’ego. Obejrzał się z lekko otwartą buzią. Cała reszta zawodników drużyny poszła w ślady kumpli ich kapitana.
- Harry, pochwal się, jaki Zayn jest w łóżku – zawołał jeden chłopak, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Nawet zgiął się w pół i złapał za brzuch, nie mogąc wytrzymać. Oni naprawdę nie uwierzyli w coś, co w rzeczywistości było prawdą.
- Josh! Mówię ci, jest nam tak dobrze, że któregoś dnia w trakcie lekcji wyskoczyliśmy do kibelka, żeby zrobić sobie dobrze – odparł ze śmiechem Styles.
- Może i ja spróbuje? Zayn, co robisz dziś po lekcjach? – zapytał Louis kokieteryjnie, powodując kolejną salwę głośnych śmiechów.
Niall czuł łzy napływające do oczu. Upokorzono go przy osobach, które w tej szkole zajmowały ważne stanowisko. Teraz nie dość, że będą czepiać się jego orientacji, to jeszcze będą mu wypominać ten incydent w szatni. Nie mógł na to pozwolić. Zebrał się resztkami sił, by zakończyć ich bezsensowną wymianę zdań.
- To nie zmienia faktu, że to ty wykorzystujesz te wszystkie dziewczyny i to ty puszczasz się na prawo i lewo! Gorzej niż tania dziwka! – zawołał Niall, chcąc przekrzyczeć śmiechy w szatni.
Tymi słowami do reszty rozwścieczył Zayna. Mulat zamachnął ręką, ale blondyn w ostatniej chwili uniknął ciosu. Nie czekał, ani nie uciekał. Zaatakował Malika, pchając go na ławkę, a potem na podłogę. Zaczęli się bić, a doping zza ich pleców tylko bardziej pobudzał ich do działania. Niall chciał wyładować na Maliku całą złość, jaka siedziała w nim. Chciał, żeby czuł ból za wszystkie krzywdy, jakie brunet wyrządził dziewczynom. Miał ku temu idealną okazję. I mimo, że oberwał parę razy od Zayna, nie poddawał się i oddawał mu każdy cios.
- Co tu się dzieje?! – Głos trenera drużyny koszykowej rozgrzmiał po pomieszczeniu, w mig uciszając wszystkich uczniów.
Mężczyzna chwycił z całych sił Nialla pod ramiona, z łatwością ściągając chłopaka z Malika. Blondyn ciągle rzucał się z chęcią uderzenia swojego wroga. Gdy jednak zorientował się, co jest grane, zawstydzony stanął na boku, podczas gdy trener pomagał podnieść się Malikowi.
- Co wy wyprawiacie? – zapytał ze złością. – Nie spodziewałem się tego po tobie, Horan. Jesteś przecież wzorowym uczniem. A ty Malik? Mój zawodnik i takie bójki na terenie szkoły? – Pokręcił głową z zawodem. – Natychmiast do dyrektora!
Zayn przyłożył wierzch dłoni do nosa, ocierając strużkę krwi, która pojawiła się tam pod wpływem uderzenia blondyna. Oboje zmierzyli się groźnymi spojrzeniami, próbując ustabilizować przyspieszone oddechy. Trener wyciągnął otwartą dłoń w kierunku wyjścia, przypominając chłopcom o jego rozkazie.
*
Chłopcy dobre piętnaście minut siedzieli w gabinecie dyrektora. Potulnie wysłuchiwali wszystkiego, co miał im do powiedzenia pan Harris. Niall dopiero po przekroczeniu progu gabinetu dyrektora zrozumiał, że wpadł po uszy w kłopoty. Bójka mogła przekreślić jego opinię wśród nauczycieli. Nie lubił podlizywać się wykładowcom, ale nie chciał też, aby widzieli w nim chuligana, którym w rzeczywistości nie był.
- Wiecie, że czeka was kara? – zapytał ostrym tonem, lustrując wzrokiem dwójkę uczniów. – Pan Montero organizuje dwutygodniowy obóz muzyczny początkiem maja. Wyjazd jest już trzydziestego kwietnia, w przyszły poniedziałek. Sądzę, że przydadzą mu się dwaj uczniowie, którzy mają na tyle energii, żeby móc pomagać w kuchni. Wycieczka jest sponsorowana przez szkołę, także nie musicie martwić się o wydatki – dodał ze satysfakcją pan Harris.
Jak co roku ich collage w pierwszych tygodniach maja miał dużo wolnego, a także ten czas poświęcano na zabawy na cześć założycieli i sponsorów szkoły. Dni wolne wcale nie kolidują z nauką i uczniowie są na bieżąco z materiałem. Tym bardziej chętnie uczestniczą w różnych uroczystościach i zabawach, organizowanych w ich szkole. W tym roku panu Montero udało się załatwić z dyrektorem zgodę na przeznaczenie funduszy szkoły na osób muzyczny, na który było sporo chętnych.
- Po moim trupie! – krzyknął Zayn, krzyżując dłonie na piersi. – Nie zmusi mnie pan do mycia garów. Szczególnie z tym… z Horanem.
- W takim razie będę musiał zawiesić w prawach ucznia, obydwóch.
- Nie! – pisnął cicho Niall, spoglądając błagalnym wzrokiem na niewzruszonego Zayna. – Panie dyrektorze, nie mogę sam odpracować swojej kary?
- Siedzicie w tym oboje. Albo pojedziecie tam razem, albo oboje zostajecie zawieszeni. A teraz możecie wracać do domów. Macie czas do jutra na zastanowienie się.
- Ale… - Niall próbował coś powiedzieć, ale pod surowym spojrzeniem dyrektora zamilkł.
Opuścił gabinet pana Harrisa zaraz po Zaynie. Wściekł się, że brunet miał wszystko gdzieś. Może dla niego nie liczyła się tak bardzo nauka, jak dla Nialla. Irlandczyk jednak sądził, że Malik ma trochę serca i zgodzi się na ten głupi obóz.
- Zayn! Zaczekaj! – zawołał blondyn, podejmując ostatnią próbę.
- Czego chcesz? – zapytał zmęczonym tonem.
Odwrócił się przodem do Nialla, obserwując jego posiniałą twarz. Był zadowolony z efektów. Dopiął swojego nawet bardziej, niż jego plan przewidywał. Uśmiechnął się triumfalnie w kierunku blondyna.
- Wiem, że nie zależy ci na tym obozie… ja też nie mam na niego najmniejszej ochoty. Ale proszę cię, zgódź się na to.
- Masz racje… Nie zależy mi na tym obozie – odparł, odwracając się z zamiarem odejścia.
Niall automatycznie chwycił chłopaka za nadgarstek, powstrzymując go przed odejściem. Zayn powoli odwrócił się w jego kierunku, patrząc na dłoń Horana, a później prosto w jego oczy. Wyrwał nadgarstek spod jego uścisku, krzyżując ręce na piersi.
- Mam tego dość! – zawołał Niall, łapiąc się za włosy. Wplótł palce w farbowane kosmyki czując, że złość znów go ogarnia. – Jesteś egoistą! Myślisz tylko o tym, co jest dla ciebie dobre. Nie liczysz się z uczuciami innych!
- Chcesz znów oberwać? – warknął Malik, chwytając blondyna za bluzę. Przyciągnął go ku sobie, przygotowując pięść do ataku. – Nie będę delikatny.
- Przywal mi - odparł pewnie Niall, zaskakując totalnie mulata. Blondyn roześmiał się z kpiną, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Odważny jesteś. Przyznać otwarcie, że z Harrym łączy cię coś więcej niż przyjaźń. Ale nie pomyślałeś, że ten pedałek, którego tak nie cierpisz, może mieć dowody twojego „zabawnego żartu”.
Zayn przez chwilę poczuł, jakby tracił grunt pod nogami. Nie spodziewał się takiego ataku ze strony swojego wroga. Nie wierzył, że blondyn mógłby mieć jakikolwiek dowód na jego stosunki z Harrym. A raczej spodziewał się, ale za wszelką cenę nie chciał uwierzyć. Zawsze można by się wszystkiego wyprzeć. Ale jeśli Horan miałby mieć niezbite dowody, chociażby głupie zdjęcie, to pogrążyłby nie tylko siebie, ale także Stylesa. Obiecywał kędzierzawemu chłopcu, że świat nigdy nie dowie się o nich. A Zayn strzegł tej tajemnicy jak oka w głowie.
- Nie odważyłbyś się – powiedział Malik, puszczając ubranie chłopaka.
- Widzisz do czego jestem zdolny. Tylko wydaje ci się, że jestem tchórzliwy i uciekam przed kłopotami – prychnął, widząc, że jego pewność siebie niemal zabija Malika. – Mamy podobne charaktery, Zayn. To nie wróży nic dobrego. Ale to ty wybierzesz, czy przekroczymy granicę prawdziwej wojny, czy pojedziemy na ten pieprzony obóz, odbębnimy karę za bójkę, a po tych dwóch tygodniach będziemy się zachowywać jak dawniej. Ty będziesz nadal mógł trzymać swój związek w tajemnicy, a ja zapomnę, że słyszałem jakąkolwiek waszą rozmowę i widziałem, jak go całujesz.
Brunet otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, zastanawiając się, kiedy mógł popełnić ten błąd. Zdarzyło mu się nie jeden raz pocałować w szkole Harry’ego. Czasem nie mógł wytrzymać braku bliskości Stylesa. Miał wtedy wrażenie, że kędzierzawy chłopiec owinął go sobie wokół palca. Jednakże zawsze idealnie się kryli, nikt nie mógł wiedzieć, co ich łączy.
Zayn przyjrzał się Niallowi. Pewność siebie, jaką posiadał chłopak stanowiła dla niego wyzwanie. Pomyślał, że ten obóz nie może być aż takim strasznie złym pomysłem. Dwa tygodnie wolnego od szkoły, wieczorki przy ognisku i poznanie nowych osób – uśmiechało mu się to. Na dodatek Niall, który pokazał mu się z zupełnie innej strony. Zawsze widział w Irlandczyku nieśmiałą osobę. Nie sądził, że potrafi być taki zawzięty. Ciekaw był, jaki jest naprawdę chłopiec o dwóch twarzach.
4
Wszystkie plany, jakie Zayn snuł przez cały tydzień, w przeciągu kilku minut prysnęły jak bańka mydlana. Chłopak stał przed dużym autokarem, obserwując osoby, które zbierały się wokoło. Sądził, że pojawi się jakaś śliczna dziewczyna, którą mógłby się zająć. Był zdania, że to te piękne są utalentowane. A jednak wokoło były dziewczyny niczym nie różniące się od siebie. A już na pewno nie w jego typie.
- Liczyłeś na stado długonogich blondynek? – Usłyszał dobrze mu znany głos Nialla. O dziwo nie usłyszał kpiny, po prostu zwykłe rozbawienie. Odwrócił się, napotykając twarz chłopaka, na której ciągle widniały ślady po ich ostatniej bójce.
- Na pewno na coś więcej, niż piegowate i rudowłose laski w przerażających okularach – zniżył głos, zerkając na Ann, dziewczynę o rok młodszą od nich.
Niall nie rozumiał, dlaczego Zayn tak powierzchownie oceniał ludzi. Ukradkiem spojrzał na Ann. Niska, rudowłosa dziewczyna wcale nie była taka, jak sugerował Malik. Była piękna na swój sposób. Gdyby inaczej zaczesała włosy, okulary zastąpiła innymi lub soczewkami i ubierała się bardziej kobieco, z pewnością dorównałaby nie jednej piękności uczącej się w collage’u.
- Jesteś chujem, wiesz?
Zayn prychnął pod nosem, odchodząc od blondyna na bezpieczną odległość. Wyciągnął telefon, pisząc wiadomość. Niall uśmiechnął się pod nosem, wsiadając do autokaru. Zajął miejsce w samym tyle przy oknie, zakładając słuchawki i totalnie odcinając się od świata. Chciał, aby najbliższe dwa tygodnie minęły jak najszybciej. Gdy ponownie uchylił oczy dostrzegł akurat Zayna, wsiadającego do autobusu na samym końcu. Pech chciał, że ostatnie dwa miejsca, jakie mógł zająć były obok blondyna i obok niskiej brunetki. Z tym wyjątkiem, że czarnowłosa dziewczyna siedziała w drugim rzędzie. Zayn, chociaż niechętnie, powlókł się na tyły autokaru, siadając obok Nialla. Czekała ich długa droga, a brunet już dostrzegł, że nie będzie łatwo wytrzymać mu te czternaście dni w towarzystwie Irlandczyka. Szczególnie, że dyrektor Harris zapewnił ich, że będą razem dzielić pokój.
*
Kilka godzin jazdy coraz bardziej nudziło bruneta. Spojrzał na Nialla z nadzieją, że będzie mógł porozmawiać z nim o czymkolwiek. Chociażby pozaczepiać go, co z pewnością skończyłoby się kłótnią. Wolał to, niż milczenie.
- Hej, ty, nie wiesz, jak daleko jeszcze? – zapytał szatyna siedzącego obok niego.
- Pół godziny, nie więcej – odparł chłopak, wyglądając trochę na przestraszonego.
Zayn jęknął z niezadowoleniem. Jak kołek siedział przez ostatnie kilkadziesiąt minut, rozglądając się po autokarze albo dla odmiany relacjonując Harry’emu i Louisowi, jak strasznie to wszystko wygląda. Choć dopiero siedział w dużym autobusie. Jako że wyruszali po ósmej, a jego przyjaciele mieli lekcje, nie zawsze od razu mu odpisali. Tym bardziej go to wynudziło.
Spojrzał ponownie na Horana z nadzieją, że ten jednak się obudził. Ale gdy on nadal tkwił w tej samej pozycji, co poprzednim razem, Zaynowi przyszedł do głowy pewien pomysł.
- Jak masz na imię? – zapytał szatyna siedzącego po lewej.
- Andy.
- Andy… masz może jakiś czarny długopis, pisak albo marker? – zapytał grzecznie, posyłając mu na koniec uśmiech.
Szatyn skinął twierdząco głową, zaczynając szukać w swoim podręcznym plecaku. Po chwili wyciągnął otwartą dłoń w kierunku Malika, który uśmiechnął się szeroko. Wziął do ręki marker. Z cwanym uśmiechem przyłożył palec do ust, nakazując tym samym siedzieć Andy’emu cicho. Szatyn skinął głową, obserwując to, co robił chłopak. Zayn nachylił się w kierunku Irlandczyka, ostrożnie i w miarę szybko rysując mu dwie poziome kreski nad górną wargą, zakończone półłukiem na policzkach, mające przypominać wąsy. Szybko zatkał marker, wrzucając niezdarnie do plecaka szatyna, po czym usiadł prosto, udając, że niczego nie zrobił.
- Wścieknie się – zauważył Andy. Szybko umilkł, kiedy Zayn zgromił go wzrokiem.
- Co tu tak śmierdzi? – zapytał rozespany Niall, przecierając dłońmi oczy.
Wychylił się ostrożnie, żeby móc zapytać o to szatyna, gdyż z Zaynem nie chciał mieć nic wspólnego, ale dziewczyny siedzące naprzeciwko pod oknem roześmiały się głośno na jego widok. Nie mógł zrozumieć, co takiego się stało. Spojrzał z wściekłością w stronę Malika, będąc pewien, że to on coś nagadał dziewczynom.
- Czemu zawsze, jak stanie się coś złego, obwiniasz o to właśnie mnie? – zapytał brunet z niewinnością, nie mogąc powstrzymać uśmiechu wkradającego się na jego usta.
- Bo tylko ty jesteś przyczyną moich nieszczęść – warknął blondyn, odwracając głowę w stronę okna.
Obaj chłopcy do końca podróży nie zamienili ze sobą ani słowa. Kiedy w końcu dotarli do niedużej miejscowości Crosby na zachodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii, Niall poczuł na sobie spojrzenia wszystkich uczniów biorących udział w wycieczce. Ciche szepty i spojrzenia w jego stronę dały mu do myślenia, że coś jest nie tak. A opiekun wycieczki tylko potwierdził jego przypuszczenia.
- Panie Horan, nie wiem, czy podąża pan za modą, ale sądzę, że marker będzie trudno usunąć ze skóry – powiedział pan Montero, kiedy liczył stan osób i zatrzymał się przy jego parze.
- Jaki marker…? – zapytał niepewnie Niall, odwracając się w kierunku Zayna i zaciskając usta w wąską linię. Gdzieś podświadomie czuł, że o czymkolwiek mówił nauczyciel, na pewno sprawcą tego jest jego wróg.
- Ten na pańskiej twarzy – odparł starszy mężczyzna, kontynuując liczenie uczniów.
- Jaki marker na mojej twarzy? – powtórzył Niall, przejeżdżając opuszkami palców nad wargą. Spojrzał na dłoń, nie dostrzegając żadnych czarnych smug. Zmarszczył brwi w celu zastanowienia się, o czym mówił nauczyciel.
- Daj spokój. Montero jest ślepy. Sam widzisz, jakie okulary musi nosić – powiedział Zayn, ruchem głowy wskazując na mężczyznę.
Niall nie uwierzył na słowo brunetowi, jednak nie drążył więcej tego tematu. Sądził, że nauczyciel naprawdę coś przeoczył albo tylko zdawało mu się. Nie widział podstaw, aby nie wierzyć Malikowi. Był pewien, że brunet zakopał topór wojenny i w spokoju odpokutują swoją bójkę w szatni sali gimnastycznej.
Nie wiedział wtedy, jak bardzo się mylił.
*
Mały pensjonat, w którym zatrzymała się cała pięćdziesięcioosobowa grupa był skromny, ale za to bardzo zadbany. Ściany były pokryte ciepłymi kolorami przeróżnych odcieni żółci, pomarańczy i beżu. Wielkości pokoi były zależne od ilości łóżek znajdujących się w nich. Jednak każde ograniczały się do posłania, niewielkich komód na ubrania, szafek nocnych z fikuśnymi lampkami i osobnymi łazienkami dla lokatorów, aby oszczędzić przepychu.
Niall z całego serca wierzył, że jednak obaj z Zaynem dostaną jednoosobowe pokoje. Ale gdy pan Montero potwierdził słowa dyrektora, oboje zaczęli się temu sprzeciwiać. W końcu i tak wyszło na to, że chcąc nie chcąc musieli przez dwa tygodnie spać w jednym pomieszczeniu i dzielić jedną łazienkę.
Cała grupa miała noclegi na drugim piętrze pensjonatu. Zaś pokój dwójki chłopców znajdował się na samym końcu długiego korytarza. Niall poszedł przodem, chcąc zająć lepsze łóżko. Skoro ta cała wycieczka była karą z winy Malika, blondyn chciał chociaż mieć posłanie w lepszym miejscu. Przekraczając próg, od razu poszedł do łóżka w kącie tuż obok wejścia i położył na nim swoją walizkę.
- Zaklepuję – powiedział, kiedy mulat wszedł zaraz za nim.
- Co za syf – mruknął Zayn, marszcząc nos, jakby poczuł niemiły zapach.
Zatrzasnął za sobą drzwi, zostawiając swój bagaż niezdarnie na środku małego pokoju. Od razu skierował kroki ku łazience, a gdy tam zajrzał, zaklął siarczyście pod nosem.
- Prysznic, umywalka i kibel? To wszystko twoja wina, Horan! – krzyknął rozzłoszczony, omiatając spojrzeniem pokój. Jego twarz przybrała minę, jakby właśnie dowiedział się, że stracił wszystko, co było dla niego najcenniejsze. Brakowało tylko łez.
- Przypominam ci – Niall szybkim krokiem podszedł do bruneta, wymierzając palec w jego kierunku – że gdybyś mnie posłuchał i trzymał się z daleka od Ellie, nie byłoby tego wszystkiego.
- To ty się zbłaźniłeś, nie ja – prychnął pod nosem.
Znów czuł potrzebę dokuczenia Irlandczykowi, a skoro blondyn sam się o to prosił, nie zamierzał przestać. Chciał wyładować na nim wszystkie emocje, jakie panowały wewnątrz niego. Chciał, żeby Horan poczuł to, co on czuł w tej chwili.
- Gdyby nie trener, twoja idealna buźka już nie byłaby taka idealna! – warknął ze złością.
Usłyszawszy słowa swojego wroga, Zayn cofnął się o krok ze zdumienia. Niall wykonał podobny gest z tym, że jego policzki przybrały lekko rumianego koloru, a oczy otworzyły się szeroko ze strachu. Skarcił się w myślach za słowa, które zostały wypowiedziane. Chociaż tak sądził, nigdy nie chciał dać Zaynowi powodu do satysfakcji.
- Sądzisz, że moja buźka jest idealna? – podchwycił brunet, podchodząc do Nialla. Chłopak jednak odszedł od Malika, zatrzymując się przy swojej walizce.
- Zajmij się Harrym, mnie zostaw w spokoju – odparł.
Odpiął walizkę, zaczynając wyciągać z niej rzeczy. Chciał najpierw poukładać na łóżku osobno spodnie, bluzki, bluzy, bieliznę, skarpetki i znaleźć dwie pary butów, które zabrał ze sobą. Przez szum, który robił wokół siebie, i którym chciał zagłuszyć bicie własnego serca nie usłyszał, kiedy Zayn zbliżył się do niego. Dopiero gdy ręka oplotła jego brzuch, a następnie pewnie przyciągnęła go do ciała Malika. Czuł każdy mięsień znajdujący się na torsie bruneta i wcale nie czuł się dobrze z faktem, że chciałby móc częściej czuć dotyk mulata. Miał wrażenie, że na chwilę przestał oddychać.
- Ale przyznasz, że z wielką chęcią znalazłbyś się na miejscu Hazzy, czyż nie? – wyszeptał wprost do ucha Irlandczyka, powodując na jego ciele dreszcze.
Niall resztkami sił odepchnął od siebie chłopaka, marszcząc brwi. Choć jak bardzo nie chciał, nie mógł zapominać, że Malik jest jego wrogiem, który przede wszystkim nie może bezczelnie wykorzystywać faktu, że jest homoseksualny.
- Naprawdę jesteś jakiś chory. Nie wiem, co Styles w tobie widzi. Jeśli lubuje dodatkowo w chłopakach, powinien znaleźć kogoś bardziej go godnego. Nie wydaje się być taki próżny, jak ty. Bardziej zagubiony. Ale to nie zmienia faktu, że naprawdę musi być głupi. – Blondyn wyminął współlokatora, kierując się do wyjścia.
- Wie, co dobre! – zawołał Malik z triumfem w głosie, zanim Niall zdążył zatrzasnąć drzwi.
*
Zbliżało się popołudnie i pora obiadowa, a co szło za tym, także pora wspólnej pracy dwóch wrogów. Niall szybko zaklimatyzował się z osobami z obozu. Pierwsze zajęcia, jakie mieli o jedenastej, to były wspólne lekcje śpiewu. Specjalnie usiadł z daleka od Malika, nie mogąc dłużej wytrzymać obecności tego nadętego idioty.
Zaraz, gdy tylko wyszedł na korytarz spotkał Marcele, która wraz z koleżankami powiedziała mu o „czarnym wąsie” na jego twarzy. Niall wpadł w szał i chciał wrócić do pokoju, aby rozszarpać Zayna. Jednak Marcela powstrzymała go przed tym i razem ze swoimi współlokatorkami udali się do ich łazienki i pomogły mu zmyć malunek z twarzy. Nie udało im się to do końca, przez co Niall obiecał sobie, że przy najbliższej okazji skopie tyłek mulatowi. Być może dosłownie.
Po skończonym obiedzie, kiedy uczniowie mieli godzinę przerwy dla siebie na zwiedzenie okolicznych miejsc, Nialla i Zayna czekała praca. Pełno talerzy do umycia, wszystkie blaty w kuchni, garnki, a na koniec przetarcie stołów i umycie podłóg w jadalni. Zwykle kucharki zajmowały się tym, ale wtedy miały tylko nadzór nad uczniami, którzy za karę przyjechali na obóz. Oboje przeklinali dyrektora Harrisa, że załatwił im tak ciężką pracę.
Nie było nowością, że ciągle się przy tym kłócili. Wymieniali między sobą kąśliwe uwagi, byle tylko dopiec temu drugiemu. W pewnym momencie, kiedy Zayn ponownie wspomniał o Liamie i zaczął z niego otwarcie kpić, Niall nie mógł się powstrzymać i zanim pomyślał, rzucił talerzem pod nogi Malika. Naczynie z głośnym i ciężkim hukiem roztrzaskało się, wprawiając w osłupienie obojgu chłopców.
- Zwariowałeś, debilu?! – wrzasnął wściekły Zayn.
- Ostrzegałem, to czego się teraz czepiasz!
- Co tu się dzieje? – przerażony, a zarazem rozzłoszczony głos jednej z kucharek przerwał kłótnię chłopców. Dostrzegła roztłuczone szkło, jej mina przybrała groźniejszy wyraz.
Nie był to dobry znak dla chłopców.
- Liczyłeś na stado długonogich blondynek? – Usłyszał dobrze mu znany głos Nialla. O dziwo nie usłyszał kpiny, po prostu zwykłe rozbawienie. Odwrócił się, napotykając twarz chłopaka, na której ciągle widniały ślady po ich ostatniej bójce.
- Na pewno na coś więcej, niż piegowate i rudowłose laski w przerażających okularach – zniżył głos, zerkając na Ann, dziewczynę o rok młodszą od nich.
Niall nie rozumiał, dlaczego Zayn tak powierzchownie oceniał ludzi. Ukradkiem spojrzał na Ann. Niska, rudowłosa dziewczyna wcale nie była taka, jak sugerował Malik. Była piękna na swój sposób. Gdyby inaczej zaczesała włosy, okulary zastąpiła innymi lub soczewkami i ubierała się bardziej kobieco, z pewnością dorównałaby nie jednej piękności uczącej się w collage’u.
- Jesteś chujem, wiesz?
Zayn prychnął pod nosem, odchodząc od blondyna na bezpieczną odległość. Wyciągnął telefon, pisząc wiadomość. Niall uśmiechnął się pod nosem, wsiadając do autokaru. Zajął miejsce w samym tyle przy oknie, zakładając słuchawki i totalnie odcinając się od świata. Chciał, aby najbliższe dwa tygodnie minęły jak najszybciej. Gdy ponownie uchylił oczy dostrzegł akurat Zayna, wsiadającego do autobusu na samym końcu. Pech chciał, że ostatnie dwa miejsca, jakie mógł zająć były obok blondyna i obok niskiej brunetki. Z tym wyjątkiem, że czarnowłosa dziewczyna siedziała w drugim rzędzie. Zayn, chociaż niechętnie, powlókł się na tyły autokaru, siadając obok Nialla. Czekała ich długa droga, a brunet już dostrzegł, że nie będzie łatwo wytrzymać mu te czternaście dni w towarzystwie Irlandczyka. Szczególnie, że dyrektor Harris zapewnił ich, że będą razem dzielić pokój.
*
Kilka godzin jazdy coraz bardziej nudziło bruneta. Spojrzał na Nialla z nadzieją, że będzie mógł porozmawiać z nim o czymkolwiek. Chociażby pozaczepiać go, co z pewnością skończyłoby się kłótnią. Wolał to, niż milczenie.
- Hej, ty, nie wiesz, jak daleko jeszcze? – zapytał szatyna siedzącego obok niego.
- Pół godziny, nie więcej – odparł chłopak, wyglądając trochę na przestraszonego.
Zayn jęknął z niezadowoleniem. Jak kołek siedział przez ostatnie kilkadziesiąt minut, rozglądając się po autokarze albo dla odmiany relacjonując Harry’emu i Louisowi, jak strasznie to wszystko wygląda. Choć dopiero siedział w dużym autobusie. Jako że wyruszali po ósmej, a jego przyjaciele mieli lekcje, nie zawsze od razu mu odpisali. Tym bardziej go to wynudziło.
Spojrzał ponownie na Horana z nadzieją, że ten jednak się obudził. Ale gdy on nadal tkwił w tej samej pozycji, co poprzednim razem, Zaynowi przyszedł do głowy pewien pomysł.
- Jak masz na imię? – zapytał szatyna siedzącego po lewej.
- Andy.
- Andy… masz może jakiś czarny długopis, pisak albo marker? – zapytał grzecznie, posyłając mu na koniec uśmiech.
Szatyn skinął twierdząco głową, zaczynając szukać w swoim podręcznym plecaku. Po chwili wyciągnął otwartą dłoń w kierunku Malika, który uśmiechnął się szeroko. Wziął do ręki marker. Z cwanym uśmiechem przyłożył palec do ust, nakazując tym samym siedzieć Andy’emu cicho. Szatyn skinął głową, obserwując to, co robił chłopak. Zayn nachylił się w kierunku Irlandczyka, ostrożnie i w miarę szybko rysując mu dwie poziome kreski nad górną wargą, zakończone półłukiem na policzkach, mające przypominać wąsy. Szybko zatkał marker, wrzucając niezdarnie do plecaka szatyna, po czym usiadł prosto, udając, że niczego nie zrobił.
- Wścieknie się – zauważył Andy. Szybko umilkł, kiedy Zayn zgromił go wzrokiem.
- Co tu tak śmierdzi? – zapytał rozespany Niall, przecierając dłońmi oczy.
Wychylił się ostrożnie, żeby móc zapytać o to szatyna, gdyż z Zaynem nie chciał mieć nic wspólnego, ale dziewczyny siedzące naprzeciwko pod oknem roześmiały się głośno na jego widok. Nie mógł zrozumieć, co takiego się stało. Spojrzał z wściekłością w stronę Malika, będąc pewien, że to on coś nagadał dziewczynom.
- Czemu zawsze, jak stanie się coś złego, obwiniasz o to właśnie mnie? – zapytał brunet z niewinnością, nie mogąc powstrzymać uśmiechu wkradającego się na jego usta.
- Bo tylko ty jesteś przyczyną moich nieszczęść – warknął blondyn, odwracając głowę w stronę okna.
Obaj chłopcy do końca podróży nie zamienili ze sobą ani słowa. Kiedy w końcu dotarli do niedużej miejscowości Crosby na zachodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii, Niall poczuł na sobie spojrzenia wszystkich uczniów biorących udział w wycieczce. Ciche szepty i spojrzenia w jego stronę dały mu do myślenia, że coś jest nie tak. A opiekun wycieczki tylko potwierdził jego przypuszczenia.
- Panie Horan, nie wiem, czy podąża pan za modą, ale sądzę, że marker będzie trudno usunąć ze skóry – powiedział pan Montero, kiedy liczył stan osób i zatrzymał się przy jego parze.
- Jaki marker…? – zapytał niepewnie Niall, odwracając się w kierunku Zayna i zaciskając usta w wąską linię. Gdzieś podświadomie czuł, że o czymkolwiek mówił nauczyciel, na pewno sprawcą tego jest jego wróg.
- Ten na pańskiej twarzy – odparł starszy mężczyzna, kontynuując liczenie uczniów.
- Jaki marker na mojej twarzy? – powtórzył Niall, przejeżdżając opuszkami palców nad wargą. Spojrzał na dłoń, nie dostrzegając żadnych czarnych smug. Zmarszczył brwi w celu zastanowienia się, o czym mówił nauczyciel.
- Daj spokój. Montero jest ślepy. Sam widzisz, jakie okulary musi nosić – powiedział Zayn, ruchem głowy wskazując na mężczyznę.
Niall nie uwierzył na słowo brunetowi, jednak nie drążył więcej tego tematu. Sądził, że nauczyciel naprawdę coś przeoczył albo tylko zdawało mu się. Nie widział podstaw, aby nie wierzyć Malikowi. Był pewien, że brunet zakopał topór wojenny i w spokoju odpokutują swoją bójkę w szatni sali gimnastycznej.
Nie wiedział wtedy, jak bardzo się mylił.
*
Mały pensjonat, w którym zatrzymała się cała pięćdziesięcioosobowa grupa był skromny, ale za to bardzo zadbany. Ściany były pokryte ciepłymi kolorami przeróżnych odcieni żółci, pomarańczy i beżu. Wielkości pokoi były zależne od ilości łóżek znajdujących się w nich. Jednak każde ograniczały się do posłania, niewielkich komód na ubrania, szafek nocnych z fikuśnymi lampkami i osobnymi łazienkami dla lokatorów, aby oszczędzić przepychu.
Niall z całego serca wierzył, że jednak obaj z Zaynem dostaną jednoosobowe pokoje. Ale gdy pan Montero potwierdził słowa dyrektora, oboje zaczęli się temu sprzeciwiać. W końcu i tak wyszło na to, że chcąc nie chcąc musieli przez dwa tygodnie spać w jednym pomieszczeniu i dzielić jedną łazienkę.
Cała grupa miała noclegi na drugim piętrze pensjonatu. Zaś pokój dwójki chłopców znajdował się na samym końcu długiego korytarza. Niall poszedł przodem, chcąc zająć lepsze łóżko. Skoro ta cała wycieczka była karą z winy Malika, blondyn chciał chociaż mieć posłanie w lepszym miejscu. Przekraczając próg, od razu poszedł do łóżka w kącie tuż obok wejścia i położył na nim swoją walizkę.
- Zaklepuję – powiedział, kiedy mulat wszedł zaraz za nim.
- Co za syf – mruknął Zayn, marszcząc nos, jakby poczuł niemiły zapach.
Zatrzasnął za sobą drzwi, zostawiając swój bagaż niezdarnie na środku małego pokoju. Od razu skierował kroki ku łazience, a gdy tam zajrzał, zaklął siarczyście pod nosem.
- Prysznic, umywalka i kibel? To wszystko twoja wina, Horan! – krzyknął rozzłoszczony, omiatając spojrzeniem pokój. Jego twarz przybrała minę, jakby właśnie dowiedział się, że stracił wszystko, co było dla niego najcenniejsze. Brakowało tylko łez.
- Przypominam ci – Niall szybkim krokiem podszedł do bruneta, wymierzając palec w jego kierunku – że gdybyś mnie posłuchał i trzymał się z daleka od Ellie, nie byłoby tego wszystkiego.
- To ty się zbłaźniłeś, nie ja – prychnął pod nosem.
Znów czuł potrzebę dokuczenia Irlandczykowi, a skoro blondyn sam się o to prosił, nie zamierzał przestać. Chciał wyładować na nim wszystkie emocje, jakie panowały wewnątrz niego. Chciał, żeby Horan poczuł to, co on czuł w tej chwili.
- Gdyby nie trener, twoja idealna buźka już nie byłaby taka idealna! – warknął ze złością.
Usłyszawszy słowa swojego wroga, Zayn cofnął się o krok ze zdumienia. Niall wykonał podobny gest z tym, że jego policzki przybrały lekko rumianego koloru, a oczy otworzyły się szeroko ze strachu. Skarcił się w myślach za słowa, które zostały wypowiedziane. Chociaż tak sądził, nigdy nie chciał dać Zaynowi powodu do satysfakcji.
- Sądzisz, że moja buźka jest idealna? – podchwycił brunet, podchodząc do Nialla. Chłopak jednak odszedł od Malika, zatrzymując się przy swojej walizce.
- Zajmij się Harrym, mnie zostaw w spokoju – odparł.
Odpiął walizkę, zaczynając wyciągać z niej rzeczy. Chciał najpierw poukładać na łóżku osobno spodnie, bluzki, bluzy, bieliznę, skarpetki i znaleźć dwie pary butów, które zabrał ze sobą. Przez szum, który robił wokół siebie, i którym chciał zagłuszyć bicie własnego serca nie usłyszał, kiedy Zayn zbliżył się do niego. Dopiero gdy ręka oplotła jego brzuch, a następnie pewnie przyciągnęła go do ciała Malika. Czuł każdy mięsień znajdujący się na torsie bruneta i wcale nie czuł się dobrze z faktem, że chciałby móc częściej czuć dotyk mulata. Miał wrażenie, że na chwilę przestał oddychać.
- Ale przyznasz, że z wielką chęcią znalazłbyś się na miejscu Hazzy, czyż nie? – wyszeptał wprost do ucha Irlandczyka, powodując na jego ciele dreszcze.
Niall resztkami sił odepchnął od siebie chłopaka, marszcząc brwi. Choć jak bardzo nie chciał, nie mógł zapominać, że Malik jest jego wrogiem, który przede wszystkim nie może bezczelnie wykorzystywać faktu, że jest homoseksualny.
- Naprawdę jesteś jakiś chory. Nie wiem, co Styles w tobie widzi. Jeśli lubuje dodatkowo w chłopakach, powinien znaleźć kogoś bardziej go godnego. Nie wydaje się być taki próżny, jak ty. Bardziej zagubiony. Ale to nie zmienia faktu, że naprawdę musi być głupi. – Blondyn wyminął współlokatora, kierując się do wyjścia.
- Wie, co dobre! – zawołał Malik z triumfem w głosie, zanim Niall zdążył zatrzasnąć drzwi.
*
Zbliżało się popołudnie i pora obiadowa, a co szło za tym, także pora wspólnej pracy dwóch wrogów. Niall szybko zaklimatyzował się z osobami z obozu. Pierwsze zajęcia, jakie mieli o jedenastej, to były wspólne lekcje śpiewu. Specjalnie usiadł z daleka od Malika, nie mogąc dłużej wytrzymać obecności tego nadętego idioty.
Zaraz, gdy tylko wyszedł na korytarz spotkał Marcele, która wraz z koleżankami powiedziała mu o „czarnym wąsie” na jego twarzy. Niall wpadł w szał i chciał wrócić do pokoju, aby rozszarpać Zayna. Jednak Marcela powstrzymała go przed tym i razem ze swoimi współlokatorkami udali się do ich łazienki i pomogły mu zmyć malunek z twarzy. Nie udało im się to do końca, przez co Niall obiecał sobie, że przy najbliższej okazji skopie tyłek mulatowi. Być może dosłownie.
Po skończonym obiedzie, kiedy uczniowie mieli godzinę przerwy dla siebie na zwiedzenie okolicznych miejsc, Nialla i Zayna czekała praca. Pełno talerzy do umycia, wszystkie blaty w kuchni, garnki, a na koniec przetarcie stołów i umycie podłóg w jadalni. Zwykle kucharki zajmowały się tym, ale wtedy miały tylko nadzór nad uczniami, którzy za karę przyjechali na obóz. Oboje przeklinali dyrektora Harrisa, że załatwił im tak ciężką pracę.
Nie było nowością, że ciągle się przy tym kłócili. Wymieniali między sobą kąśliwe uwagi, byle tylko dopiec temu drugiemu. W pewnym momencie, kiedy Zayn ponownie wspomniał o Liamie i zaczął z niego otwarcie kpić, Niall nie mógł się powstrzymać i zanim pomyślał, rzucił talerzem pod nogi Malika. Naczynie z głośnym i ciężkim hukiem roztrzaskało się, wprawiając w osłupienie obojgu chłopców.
- Zwariowałeś, debilu?! – wrzasnął wściekły Zayn.
- Ostrzegałem, to czego się teraz czepiasz!
- Co tu się dzieje? – przerażony, a zarazem rozzłoszczony głos jednej z kucharek przerwał kłótnię chłopców. Dostrzegła roztłuczone szkło, jej mina przybrała groźniejszy wyraz.
Nie był to dobry znak dla chłopców.
5
Spokojny szum morza był ukojeniem dla Irlandczyka. Przyszedł nad brzeg, aby nieco ochłonąć po pełnym wrażeń dniu. Był poniedziałek, pierwszy dzień obozu, do końca pozostało jeszcze trzynaście, a obaj zostali usunięci z ostatnich zajęć popołudniowych i tuż przed nimi przebyli długą rozmowę z panem Montero w cztery oczy. Niall usłyszał, jak bardzo nauczyciel zawiódł się na nim i że w ten sposób prędzej złapią więcej niepotrzebnych kar albo, co gorsza, nawet zostaną zawieszeni w prawach ucznia do odwołania. I nie pomoże płacz ani zgrzytanie zębów.
Chwilę temu skończył rozmawiać przez telefon z Liamem. Uronił przy tym kilka łez, nie mogąc już dłużej tłumić w sobie wszystkich emocji. Było mu niesamowicie ciężko. Nie miał przy sobie żadnej zaufanej osoby, na dodatek Zayn robił wszystko, aby tylko uprzykrzyć mu życie. Irlandczyk nie rozumiał, za co mulat tak go nienawidził. Od samego początku nie przypadli sobie do gustu, fakt. Ale żeby aż tak rujnować mu życie? Nie pojmował tego.
Ellie raz powiedziała blondynowi, że jego wróg jest po prostu zazdrosny o urodę obcokrajowca. Ale on wiedział, że to nie mogło być prawdą. Zayn jest przystojny i jest świadomy swojej urody. Właśnie dlatego skreślił tę opcję.
Niall westchnął. Oplótł rękoma nogi, opierając podbródek na kolanach. Patrzył na horyzont, gdzie chwilę temu schowało się słońce, nadal pozostawiając czerwoną poświatę nad linią horyzontu. Chciał przeczekać półtorej godziny zajęć gry na instrumentach. Miał nadzieję, że Marcela i jej przyjaciółki przygarną go na chwilę do siebie. Chciał jak najbardziej ograniczyć kontakty z Zaynem, a nawet obiecał sobie, że nie odezwie się do niego bez przymusu.
- Szukałem cię.
Niall dobrze rozpoznał głos Malika, nie miał jednak zamiaru odpowiadać.
- Możemy pogadać?
Zacisnął usta w wąską linię. Chciał powiedzieć, żeby zostawił go w spokoju. Aczkolwiek, gdyby Zayn miał odrobinę oleju w głowie, milczenie blondyna powinno jasno dać mu do wiadomości, że nie chce mieć z nim nic do czynienia.
- Rozumiem – rzekł z rozbawieniem Zayn. Usiadł w bezpiecznej odległości od Horana. – Pewnie Montero trzasnął ci taki sam wykład jak mi, co nie? – zapytał obojętnie. Jednak Niall wciąż milczał, prosząc w duchu, aby Malik dał sobie spokój i nie brnął dalej w rozmowę. – No spójrz w końcu na mnie! – zawołał wyprowadzony z równowagi.
- Nie będziesz mi rozkazywał, nie masz takiego prawa! – Niall poderwał się z miejsca, chcąc jak najszybciej opuścić plażę i poczekać na Marcelę pod drzwiami pokoju, który dzieliła z przyjaciółkami.
Zayn jednak w porę zareagował, blokując mu drogę ucieczki. Chwycił blondyna za ramiona, aby ten został i go wysłuchał.
- Puszczaj mnie! – warknął Niall, wyszarpując się z jego uścisku.
Minął Zayna, kierując się ku pensjonatowi.
- Chciałem do ciebie po dobroci, ale to ty zachowujesz się jak rozwydrzona panienka w czasie okresu! – zawołał za Niallem, ale ten nie zareagował nijak. – Idź do diabła, Horan!
Zaklął siarczyście pod nosem, kopiąc w piasek. Od razu pożałował swojego czynu. Wiatr, który jak na złość wiał w jego oczy, zabrał ze sobą drobinki piasku. Ponownie przeklął w myślach, obwiniając za wszystko Irlandczyka.
*
Pochmurna pogoda popsuła nastroje wszystkim obozowiczom. W środku nocy zastała ich burza, a rankiem ciągle padało. Niall z trudem wytrzymał do pory śniadania. Mało kto wiedział o tym, że strasznie boi się burz, szczególnie nocą. Nawet kiedy grzmoty i błyskawice ustały, on leżał roztrzęsiony w łóżku, zwrócony twarzą do ściany i przykryty kołdrą, włącznie z głową, wsłuchiwał się szaleńczemu biciu swojego serca. Gdyby był w Bradford, obok Liama, na pewno by się nie bał. Kiedy wie, że ktoś jest tuż obok, jego strach ulatnia się. A tu nawet Zayn nie pomógł. Miał nadzieję, iż myśl, że Malik jest tuż obok sprawi, że zapomni o strachu. Mylił się.
Na śniadanie przyszedł trochę spóźniony, próbując znaleźć w swoich ubraniach niebieską bluzę. Był pewien, że zabrał ją ze sobą. A lubił ją szczególnie, gdyż na takie chłodne dni mu w zupełności wystarczyła do przechadzania się po dworze. Jedyne miejsce, które było wolne, było obok Zayna, Andy’ego i jego przyjaciela, którego Niall w zupełności nie kojarzył. Przysiadł się do nich, powodując chwilową ciszę, która zapadła między rozmówcami. Zaraz jednak Zayn spytał o coś Andy’ego i cała trójka rozmawiała tak, jak poprzednio, ignorując to, że siedzi przy nich Niall i wszystko słyszy.
Po śniadaniu wszyscy rozeszli się do swoich pokojów, w oczekiwaniu na lekcję śpiewu. Niall i Zayn najchętniej nie uczestniczyliby w tych zajęciach. Obaj sądzili, że nie mają dobrych głosów. Przecież nie zjawili się tutaj w celu ćwiczenia talentu wokalnego, jakie ich szkoła preferowała, ale w celu kary za bójkę. Nie zapomnieli o tym. Dlatego, kiedy śpiewali zespołowo, oni tylko prowizorycznie poruszali ustami, aby nikt nie zarzucał im fałszów.
Niall nie fatygował się pójść do kuchni, aby pomóc brunetowi zmywać naczynia. Od razu zabrał się za wytarcie stołów i mycie podłogi. Zayn był trochę zawiedziony, że Irlandczyk go unika. Chciał z nim porozmawiać szczerze tego ranka, ale Horan mu to uniemożliwiał. Dlatego uwinął się jak najszybciej ze swoją robotą, wychodząc przez białe drzwi z okienkiem do jadalni, gdzie Niall kończył swoją pracę.
- Porozmawiamy?
- Nie chodź tam! Dopiero co umyłem – powiedział z rezygnacją, biorąc głęboki oddech.
- Proszę? – Szczerość, którą Niall usłyszał w głosie chłopaka, kazała mu zwrócić na niego uwagę. Obejrzał się przez ramię, napotykając brązowe tęczówki, które tak bardzo przypominały mu kolor oczu Liama. Z tym, że Zayn miał ciemniejsze i głębsze, bardziej podobne do roztopionej, gorzkiej czekolady.
Skinął twierdząco głową, kończąc swoją pracę. Wyszedł wejściem głównym, znajdując się na długim korytarzu. Po chwili od lewej strony przyszedł ku niemu brunet. Poczekał aż Niall zaniesie wiaderko i mop do schowka przy końcu korytarza.
- O czym chcesz rozmawiać? – zapytał obojętnie Niall, krzyżując ręce na torsie.
- Chciałem przeprosić – powiedział Malik.
Nialla, z niespodziewanych przyczyn, zaskoczył atak śmiechu. Nie mógł go powstrzymać. Chichotał pod nosem, powodując coraz większe zmieszanie ze strony bruneta. Poczuł się podle sam przed sobą, że w ogóle tak zaczął tę rozmowę. Ale miał ważny powód. Chciał pójść na kompromis z Niallem. Chciał jakoś przetrwać te dwa tygodnie obozu, gdzie zewsząd słyszał same śpiewy, doprowadzające go do szału. A to był dopiero drugi dzień ich niechcianych „wakacji”! Co z tego, że z Andym podtrzymywał rozmowę? Nie interesowało go życie tego chłopaka. Chciał tylko pokazać Horanowi, że on także potrafi się zaaklimatyzować w obcym miejscu z, bądź co bądź, obcymi ludźmi. A Nialla co nieco znał. W końcu swojego wroga trzeba znać, prawda?
- Ty nienawidzisz mnie, ja nie cierpię ciebie… Czego ty chcesz ode mnie? – zapytał retorycznie, kiedy już uspokoił swój śmiech. Szybko pokręcił głową, nie chcąc znać odpowiedzi Zayna. – Nieważne. Spójrz na moją twarz. Widzisz? Ciągle mam ślad po tym głupim markerze i…
- Prawie wcale już nie widać – wtrącił mulat, uśmiechając się na samo wspomnienie, jak zabawnie Niall wyglądał z „prezentem” od niego.
- Prawie wcale już nie widać – przedrzeźnił go Irlandczyk, mrużąc oczy. - Unikajmy się. Nie odzywajmy się do siebie, ani najlepiej nawet na siebie nie patrzmy. Obejdzie się bez kłótni…
- I stłuczonych talerzy. – Malik ponownie wtrącił się w wypowiedź blondyna.
Irlandczyk skinął twierdząco głową, zgadzając się ze słowami swojego wroga. Nie chciał w tym momencie słuchać kolejnych obłudnych kłamstw. Nie chciał dać się wykiwać Malikowi. To zhańbiłoby jego dumę. Chociaż zdarzały się chwile, gdy podziwiał urodę Zayna, to jednak nigdy nie pragnął go na tyle, aby wdawać się z nim w jakieś relacje.
- Po prostu… Zostaw mnie w spokoju, proszę.
*
Zayn wydawał się posłuchać Nialla. Przez resztę dnia nie szukał żadnych zaczepek, ani nie podejmował tematów do rozmów. Irlandczyka niesamowicie to cieszyło. Oszczędzał sobie w ten sposób cierpienia i wewnętrznego rozdarcia, które pojawiały się zawsze wtedy, gdy Malik był blisko. Niall nie szukał z nim kontaktu, nie rozumiał zatem, dlaczego nagle brunet go poszukuje.
Kolejnego ranka pożałował, że nie zamknął drzwi łazienki na zamek. Poszedł umyć zęby zaraz po obudzeniu, gdyż poprzedniego dnia był tak wykończony, że zasnął niemal zaraz po przyjściu do pokoju. I właśnie wtedy do małego i ciasnego pomieszczenia wszedł Zayn, w zupełności odcinając mu drogę ucieczki.
- Albo ze mną porozmawiasz albo nie pójdziemy na poranny spacer z całą grupą, spóźnimy się na śniadanie, nie zdążymy przemyć jadalni, odpuścimy lekcję śpiewu, a to wszystko sprowadza się do tego, że tylko ty poczujesz się winny, bo ja to wszystko mam głęboko w dupie.
Niall wypluł z ust pastę do zębów, prędko przepłukując buzię. Chciał jak najszybciej ochrzanić Zayna za to, że bezczelnie wszedł, kiedy akurat on korzystał z łazienki. Na dodatek był w samych spodenkach od pidżamy. W nocy, kiedy się przebudził, zrobiło mu się strasznie gorąco, dlatego zdjął koszulkę. Wyprostował się pewnie, marszcząc gniewnie brwi.
- Co, może znów chcesz pożartować z Liama, hm? – zapytał z przekąsem, ocierając twarz ręcznikiem, który wziął z szafki obok umywalki. – Odpuść już sobie Malik. Mam cię szczerze dość! Nie wiem, jak mam ci to dobitniej powiedzieć, żebyś ty w końcu…
Niall zamknął usta, kiedy został brutalnie przyciągnięty przez Zayna, powodując, że zatrzymał się na klatce piersiowej Malika. Zaparł się rękoma na torsie bruneta, odchylając głowę na bezpieczną odległość. Nie uśmiechało mu się ponownie okazać słabości wobec współlokatora. A wszystko wskazywało na to, że Zayn nie prędko zrezygnuje z gnębienia go i wykorzystywania faktu, że jest homoseksualny.
- Zayn… - wyszeptał słabo Irlandczyk, nie mogąc opanować zdenerwowania.
Zayn nie odezwał się. Powoli zmniejszył dystans pomiędzy nimi. Był świadom swojej przewagi nad chłopakiem i był z tego faktu niesamowicie dumny. Skoro nie mógł mieć stada długonogich blondynek, jak to Niall ujął, będzie miał jego we własnej osobie. Kiedy ich usta prawie się zetknęły, zauważył, że Niall opuścił powieki, w zupełności poddając się jego dotykowi. Wtedy był już pewien, że nie jest obojętny dla blondyna i zamierzał to wykorzystać. Jednak jeszcze nie teraz.
- Chcesz mnie pocałować. Widzę to – rzekł równie cicho.
Te słowa zadziałały na Nialla jak kubeł zimnej wody. Odepchnął pewnie Malika, opuszkami palców sunąc ostrożnie po brodzie.
- To tylko potwierdza, jak bardzo puszczalski jesteś, Malik – warknął. - Ale ode mnie masz trzymać się z daleka, powiedziałem ci już.
- A czy twój chłoptaś byłby zadowolony, gdyby dowiedział się przypadkowo, że prawie całowałeś się ze mną? – zapytał Zayn, uśmiechając się triumfalnie.
Chociaż wiedział, że Niall może mu zaszkodzić, to jednak nie przywiązywał do tego większej uwagi. Miał bardzo prosty plan – wyciągnąć od Nialla, jakim cudem dowiedział się o jego związku z Harrym, a następie zniszczyć dowody, jakie chłopak posiadał - który powoli zaczynał wcielać w życie. Szantaż za szantaż. A przy tym odrobina zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
- Nie zrobiłbyś tego, Liam nie uwierzyłby ci – odparł pewnie blondyn, krzyżując ręce na torsie. Omiótł spojrzeniem posturę Zayna. Spojrzał mu w oczy, unosząc prawą brew do góry. Uśmiechnął się szeroko. –Och, proszę cię, gdyby do czegokolwiek kiedyś doszło, wtedy on by ci nie podarował tego, że rzuciłeś się na mnie. Na pewno poszedłby do szkoły i przy wszystkich powiedział, za co dokładnie cię nienawidzi, a wtedy twój biseksualizm wyszedłby na jaw. I nawet gdyby miał mnie przez to znienawidzić, to… on kocha mnie i wiem, że byłby w stanie wybaczyć mi takie… coś. Nie umiem tego inaczej nazwać.
- Lubisz się ze mną droczyć, prawda? – Zayn czuł lekkie podenerwowanie. Sądził, że ma Nialla w garści, jednak zapomniał, że nie tak łatwo jest go pogrążyć.
Przypomniał sobie sytuację, kiedy bili się w szatni chłopców przed treningiem. Wtedy podjął najbardziej ryzykowny czyn, jaki tylko mógł i prosił w duchu, aby Harry niczego nie spieprzył. Kędzierzawy chłopiec nie ma tyle pewności siebie, jak Zayn, i brunet dobrze wiedział, że nie ma tendencji do kłamstw. Po prostu nie umiał, dlatego odpowiadał wymijająco.
- Mam dość tej rozmowy. Powiesz mi, czego ty chcesz ode mnie? Chciałbym pójść na spacer, a nie siedzieć ciągle w pensjonacie czy na plaży. – Powiedział zmęczonym tonem Niall, opuszczając dłonie wzdłuż tułowia.
- Praca zajmuje nam dużo więcej czasy jeśli robimy wszystko osobno… Zaś jeśli robimy coś razem to kłócimy się i ani trochę nie wychodzi nam to na dobre. Pomyślałem… - Zawahał się na krótką chwilę. – Może.. zawarlibyśmy taki pakt na te kilkanaście dni i spróbowali się jakoś dogadać? Naprawdę nie chcę przesiadywać w kuchni więcej, niż jest to konieczne.
Niall dłuższą chwilę milczał, kiedy usłyszał propozycję swojego… wroga. No właśnie, przecież oni się nienawidzili, niemalże krzywdzili nawzajem. Irlandczyk od razu wspomniał sytuację, kiedy Malik perfidnie wykorzystał Ellie. Wiedział, że był przyczyną tego zachowania. Przecież Malikowi zależało tylko na tym, aby go mocno wkurzyć i udało mu się to. Tego dnia, kiedy dowiedział się od Ellie o całym zajściu, miał ochotę rozszarpać Zayna na strzępy i cieszył się, że na oczach wszystkich niejednokrotnie go uderzył. A teraz Malik stoi przed nim, proponując mu dwutygodniową przyjaźń? Byleby tylko mieć więcej czasu dla siebie? Niall nie mógł w to uwierzyć.
- Żartujesz sobie?
- Nie, Niall, nie żartuję.
- Nie pomyślałeś o tym, że na tym obozie jest kilkadziesiąt innych osób z naszej szkoły, którzy na pewno będą plotkować o tym, że wielki Zayn Malik nagle zaprzyjaźnił się z gejem, z którego tak lubi drwić na szkolnych korytarzach?
- Wtedy powiemy, że tylko i wyłącznie chcieliśmy uniknąć kazań od Montero czy starego Harrisa, mieć więcej czasu na swoje sprawy, a na koniec ja powiem, jakim jesteś idiotą, a ty nazwiesz mnie sukinsynem i będziemy kwita.
Niall mimowolnie zachichotał na jego słowa. Tym bardziej spodobało mu się, że nazwał siebie tak, jak naprawdę Niall określiłby jego wybujałe ego. Szybko przeanalizował w głowie wszystkie plusy i minusy ich umowy. Stwierdził, że to naprawdę nie może być głupi pomysł.
- Zgoda – odparł, uśmiechając się jednocześnie z Zaynem.
W duchu miał nadzieję, że nie pożałuje tego.
Chwilę temu skończył rozmawiać przez telefon z Liamem. Uronił przy tym kilka łez, nie mogąc już dłużej tłumić w sobie wszystkich emocji. Było mu niesamowicie ciężko. Nie miał przy sobie żadnej zaufanej osoby, na dodatek Zayn robił wszystko, aby tylko uprzykrzyć mu życie. Irlandczyk nie rozumiał, za co mulat tak go nienawidził. Od samego początku nie przypadli sobie do gustu, fakt. Ale żeby aż tak rujnować mu życie? Nie pojmował tego.
Ellie raz powiedziała blondynowi, że jego wróg jest po prostu zazdrosny o urodę obcokrajowca. Ale on wiedział, że to nie mogło być prawdą. Zayn jest przystojny i jest świadomy swojej urody. Właśnie dlatego skreślił tę opcję.
Niall westchnął. Oplótł rękoma nogi, opierając podbródek na kolanach. Patrzył na horyzont, gdzie chwilę temu schowało się słońce, nadal pozostawiając czerwoną poświatę nad linią horyzontu. Chciał przeczekać półtorej godziny zajęć gry na instrumentach. Miał nadzieję, że Marcela i jej przyjaciółki przygarną go na chwilę do siebie. Chciał jak najbardziej ograniczyć kontakty z Zaynem, a nawet obiecał sobie, że nie odezwie się do niego bez przymusu.
- Szukałem cię.
Niall dobrze rozpoznał głos Malika, nie miał jednak zamiaru odpowiadać.
- Możemy pogadać?
Zacisnął usta w wąską linię. Chciał powiedzieć, żeby zostawił go w spokoju. Aczkolwiek, gdyby Zayn miał odrobinę oleju w głowie, milczenie blondyna powinno jasno dać mu do wiadomości, że nie chce mieć z nim nic do czynienia.
- Rozumiem – rzekł z rozbawieniem Zayn. Usiadł w bezpiecznej odległości od Horana. – Pewnie Montero trzasnął ci taki sam wykład jak mi, co nie? – zapytał obojętnie. Jednak Niall wciąż milczał, prosząc w duchu, aby Malik dał sobie spokój i nie brnął dalej w rozmowę. – No spójrz w końcu na mnie! – zawołał wyprowadzony z równowagi.
- Nie będziesz mi rozkazywał, nie masz takiego prawa! – Niall poderwał się z miejsca, chcąc jak najszybciej opuścić plażę i poczekać na Marcelę pod drzwiami pokoju, który dzieliła z przyjaciółkami.
Zayn jednak w porę zareagował, blokując mu drogę ucieczki. Chwycił blondyna za ramiona, aby ten został i go wysłuchał.
- Puszczaj mnie! – warknął Niall, wyszarpując się z jego uścisku.
Minął Zayna, kierując się ku pensjonatowi.
- Chciałem do ciebie po dobroci, ale to ty zachowujesz się jak rozwydrzona panienka w czasie okresu! – zawołał za Niallem, ale ten nie zareagował nijak. – Idź do diabła, Horan!
Zaklął siarczyście pod nosem, kopiąc w piasek. Od razu pożałował swojego czynu. Wiatr, który jak na złość wiał w jego oczy, zabrał ze sobą drobinki piasku. Ponownie przeklął w myślach, obwiniając za wszystko Irlandczyka.
*
Pochmurna pogoda popsuła nastroje wszystkim obozowiczom. W środku nocy zastała ich burza, a rankiem ciągle padało. Niall z trudem wytrzymał do pory śniadania. Mało kto wiedział o tym, że strasznie boi się burz, szczególnie nocą. Nawet kiedy grzmoty i błyskawice ustały, on leżał roztrzęsiony w łóżku, zwrócony twarzą do ściany i przykryty kołdrą, włącznie z głową, wsłuchiwał się szaleńczemu biciu swojego serca. Gdyby był w Bradford, obok Liama, na pewno by się nie bał. Kiedy wie, że ktoś jest tuż obok, jego strach ulatnia się. A tu nawet Zayn nie pomógł. Miał nadzieję, iż myśl, że Malik jest tuż obok sprawi, że zapomni o strachu. Mylił się.
Na śniadanie przyszedł trochę spóźniony, próbując znaleźć w swoich ubraniach niebieską bluzę. Był pewien, że zabrał ją ze sobą. A lubił ją szczególnie, gdyż na takie chłodne dni mu w zupełności wystarczyła do przechadzania się po dworze. Jedyne miejsce, które było wolne, było obok Zayna, Andy’ego i jego przyjaciela, którego Niall w zupełności nie kojarzył. Przysiadł się do nich, powodując chwilową ciszę, która zapadła między rozmówcami. Zaraz jednak Zayn spytał o coś Andy’ego i cała trójka rozmawiała tak, jak poprzednio, ignorując to, że siedzi przy nich Niall i wszystko słyszy.
Po śniadaniu wszyscy rozeszli się do swoich pokojów, w oczekiwaniu na lekcję śpiewu. Niall i Zayn najchętniej nie uczestniczyliby w tych zajęciach. Obaj sądzili, że nie mają dobrych głosów. Przecież nie zjawili się tutaj w celu ćwiczenia talentu wokalnego, jakie ich szkoła preferowała, ale w celu kary za bójkę. Nie zapomnieli o tym. Dlatego, kiedy śpiewali zespołowo, oni tylko prowizorycznie poruszali ustami, aby nikt nie zarzucał im fałszów.
Niall nie fatygował się pójść do kuchni, aby pomóc brunetowi zmywać naczynia. Od razu zabrał się za wytarcie stołów i mycie podłogi. Zayn był trochę zawiedziony, że Irlandczyk go unika. Chciał z nim porozmawiać szczerze tego ranka, ale Horan mu to uniemożliwiał. Dlatego uwinął się jak najszybciej ze swoją robotą, wychodząc przez białe drzwi z okienkiem do jadalni, gdzie Niall kończył swoją pracę.
- Porozmawiamy?
- Nie chodź tam! Dopiero co umyłem – powiedział z rezygnacją, biorąc głęboki oddech.
- Proszę? – Szczerość, którą Niall usłyszał w głosie chłopaka, kazała mu zwrócić na niego uwagę. Obejrzał się przez ramię, napotykając brązowe tęczówki, które tak bardzo przypominały mu kolor oczu Liama. Z tym, że Zayn miał ciemniejsze i głębsze, bardziej podobne do roztopionej, gorzkiej czekolady.
Skinął twierdząco głową, kończąc swoją pracę. Wyszedł wejściem głównym, znajdując się na długim korytarzu. Po chwili od lewej strony przyszedł ku niemu brunet. Poczekał aż Niall zaniesie wiaderko i mop do schowka przy końcu korytarza.
- O czym chcesz rozmawiać? – zapytał obojętnie Niall, krzyżując ręce na torsie.
- Chciałem przeprosić – powiedział Malik.
Nialla, z niespodziewanych przyczyn, zaskoczył atak śmiechu. Nie mógł go powstrzymać. Chichotał pod nosem, powodując coraz większe zmieszanie ze strony bruneta. Poczuł się podle sam przed sobą, że w ogóle tak zaczął tę rozmowę. Ale miał ważny powód. Chciał pójść na kompromis z Niallem. Chciał jakoś przetrwać te dwa tygodnie obozu, gdzie zewsząd słyszał same śpiewy, doprowadzające go do szału. A to był dopiero drugi dzień ich niechcianych „wakacji”! Co z tego, że z Andym podtrzymywał rozmowę? Nie interesowało go życie tego chłopaka. Chciał tylko pokazać Horanowi, że on także potrafi się zaaklimatyzować w obcym miejscu z, bądź co bądź, obcymi ludźmi. A Nialla co nieco znał. W końcu swojego wroga trzeba znać, prawda?
- Ty nienawidzisz mnie, ja nie cierpię ciebie… Czego ty chcesz ode mnie? – zapytał retorycznie, kiedy już uspokoił swój śmiech. Szybko pokręcił głową, nie chcąc znać odpowiedzi Zayna. – Nieważne. Spójrz na moją twarz. Widzisz? Ciągle mam ślad po tym głupim markerze i…
- Prawie wcale już nie widać – wtrącił mulat, uśmiechając się na samo wspomnienie, jak zabawnie Niall wyglądał z „prezentem” od niego.
- Prawie wcale już nie widać – przedrzeźnił go Irlandczyk, mrużąc oczy. - Unikajmy się. Nie odzywajmy się do siebie, ani najlepiej nawet na siebie nie patrzmy. Obejdzie się bez kłótni…
- I stłuczonych talerzy. – Malik ponownie wtrącił się w wypowiedź blondyna.
Irlandczyk skinął twierdząco głową, zgadzając się ze słowami swojego wroga. Nie chciał w tym momencie słuchać kolejnych obłudnych kłamstw. Nie chciał dać się wykiwać Malikowi. To zhańbiłoby jego dumę. Chociaż zdarzały się chwile, gdy podziwiał urodę Zayna, to jednak nigdy nie pragnął go na tyle, aby wdawać się z nim w jakieś relacje.
- Po prostu… Zostaw mnie w spokoju, proszę.
*
Zayn wydawał się posłuchać Nialla. Przez resztę dnia nie szukał żadnych zaczepek, ani nie podejmował tematów do rozmów. Irlandczyka niesamowicie to cieszyło. Oszczędzał sobie w ten sposób cierpienia i wewnętrznego rozdarcia, które pojawiały się zawsze wtedy, gdy Malik był blisko. Niall nie szukał z nim kontaktu, nie rozumiał zatem, dlaczego nagle brunet go poszukuje.
Kolejnego ranka pożałował, że nie zamknął drzwi łazienki na zamek. Poszedł umyć zęby zaraz po obudzeniu, gdyż poprzedniego dnia był tak wykończony, że zasnął niemal zaraz po przyjściu do pokoju. I właśnie wtedy do małego i ciasnego pomieszczenia wszedł Zayn, w zupełności odcinając mu drogę ucieczki.
- Albo ze mną porozmawiasz albo nie pójdziemy na poranny spacer z całą grupą, spóźnimy się na śniadanie, nie zdążymy przemyć jadalni, odpuścimy lekcję śpiewu, a to wszystko sprowadza się do tego, że tylko ty poczujesz się winny, bo ja to wszystko mam głęboko w dupie.
Niall wypluł z ust pastę do zębów, prędko przepłukując buzię. Chciał jak najszybciej ochrzanić Zayna za to, że bezczelnie wszedł, kiedy akurat on korzystał z łazienki. Na dodatek był w samych spodenkach od pidżamy. W nocy, kiedy się przebudził, zrobiło mu się strasznie gorąco, dlatego zdjął koszulkę. Wyprostował się pewnie, marszcząc gniewnie brwi.
- Co, może znów chcesz pożartować z Liama, hm? – zapytał z przekąsem, ocierając twarz ręcznikiem, który wziął z szafki obok umywalki. – Odpuść już sobie Malik. Mam cię szczerze dość! Nie wiem, jak mam ci to dobitniej powiedzieć, żebyś ty w końcu…
Niall zamknął usta, kiedy został brutalnie przyciągnięty przez Zayna, powodując, że zatrzymał się na klatce piersiowej Malika. Zaparł się rękoma na torsie bruneta, odchylając głowę na bezpieczną odległość. Nie uśmiechało mu się ponownie okazać słabości wobec współlokatora. A wszystko wskazywało na to, że Zayn nie prędko zrezygnuje z gnębienia go i wykorzystywania faktu, że jest homoseksualny.
- Zayn… - wyszeptał słabo Irlandczyk, nie mogąc opanować zdenerwowania.
Zayn nie odezwał się. Powoli zmniejszył dystans pomiędzy nimi. Był świadom swojej przewagi nad chłopakiem i był z tego faktu niesamowicie dumny. Skoro nie mógł mieć stada długonogich blondynek, jak to Niall ujął, będzie miał jego we własnej osobie. Kiedy ich usta prawie się zetknęły, zauważył, że Niall opuścił powieki, w zupełności poddając się jego dotykowi. Wtedy był już pewien, że nie jest obojętny dla blondyna i zamierzał to wykorzystać. Jednak jeszcze nie teraz.
- Chcesz mnie pocałować. Widzę to – rzekł równie cicho.
Te słowa zadziałały na Nialla jak kubeł zimnej wody. Odepchnął pewnie Malika, opuszkami palców sunąc ostrożnie po brodzie.
- To tylko potwierdza, jak bardzo puszczalski jesteś, Malik – warknął. - Ale ode mnie masz trzymać się z daleka, powiedziałem ci już.
- A czy twój chłoptaś byłby zadowolony, gdyby dowiedział się przypadkowo, że prawie całowałeś się ze mną? – zapytał Zayn, uśmiechając się triumfalnie.
Chociaż wiedział, że Niall może mu zaszkodzić, to jednak nie przywiązywał do tego większej uwagi. Miał bardzo prosty plan – wyciągnąć od Nialla, jakim cudem dowiedział się o jego związku z Harrym, a następie zniszczyć dowody, jakie chłopak posiadał - który powoli zaczynał wcielać w życie. Szantaż za szantaż. A przy tym odrobina zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
- Nie zrobiłbyś tego, Liam nie uwierzyłby ci – odparł pewnie blondyn, krzyżując ręce na torsie. Omiótł spojrzeniem posturę Zayna. Spojrzał mu w oczy, unosząc prawą brew do góry. Uśmiechnął się szeroko. –Och, proszę cię, gdyby do czegokolwiek kiedyś doszło, wtedy on by ci nie podarował tego, że rzuciłeś się na mnie. Na pewno poszedłby do szkoły i przy wszystkich powiedział, za co dokładnie cię nienawidzi, a wtedy twój biseksualizm wyszedłby na jaw. I nawet gdyby miał mnie przez to znienawidzić, to… on kocha mnie i wiem, że byłby w stanie wybaczyć mi takie… coś. Nie umiem tego inaczej nazwać.
- Lubisz się ze mną droczyć, prawda? – Zayn czuł lekkie podenerwowanie. Sądził, że ma Nialla w garści, jednak zapomniał, że nie tak łatwo jest go pogrążyć.
Przypomniał sobie sytuację, kiedy bili się w szatni chłopców przed treningiem. Wtedy podjął najbardziej ryzykowny czyn, jaki tylko mógł i prosił w duchu, aby Harry niczego nie spieprzył. Kędzierzawy chłopiec nie ma tyle pewności siebie, jak Zayn, i brunet dobrze wiedział, że nie ma tendencji do kłamstw. Po prostu nie umiał, dlatego odpowiadał wymijająco.
- Mam dość tej rozmowy. Powiesz mi, czego ty chcesz ode mnie? Chciałbym pójść na spacer, a nie siedzieć ciągle w pensjonacie czy na plaży. – Powiedział zmęczonym tonem Niall, opuszczając dłonie wzdłuż tułowia.
- Praca zajmuje nam dużo więcej czasy jeśli robimy wszystko osobno… Zaś jeśli robimy coś razem to kłócimy się i ani trochę nie wychodzi nam to na dobre. Pomyślałem… - Zawahał się na krótką chwilę. – Może.. zawarlibyśmy taki pakt na te kilkanaście dni i spróbowali się jakoś dogadać? Naprawdę nie chcę przesiadywać w kuchni więcej, niż jest to konieczne.
Niall dłuższą chwilę milczał, kiedy usłyszał propozycję swojego… wroga. No właśnie, przecież oni się nienawidzili, niemalże krzywdzili nawzajem. Irlandczyk od razu wspomniał sytuację, kiedy Malik perfidnie wykorzystał Ellie. Wiedział, że był przyczyną tego zachowania. Przecież Malikowi zależało tylko na tym, aby go mocno wkurzyć i udało mu się to. Tego dnia, kiedy dowiedział się od Ellie o całym zajściu, miał ochotę rozszarpać Zayna na strzępy i cieszył się, że na oczach wszystkich niejednokrotnie go uderzył. A teraz Malik stoi przed nim, proponując mu dwutygodniową przyjaźń? Byleby tylko mieć więcej czasu dla siebie? Niall nie mógł w to uwierzyć.
- Żartujesz sobie?
- Nie, Niall, nie żartuję.
- Nie pomyślałeś o tym, że na tym obozie jest kilkadziesiąt innych osób z naszej szkoły, którzy na pewno będą plotkować o tym, że wielki Zayn Malik nagle zaprzyjaźnił się z gejem, z którego tak lubi drwić na szkolnych korytarzach?
- Wtedy powiemy, że tylko i wyłącznie chcieliśmy uniknąć kazań od Montero czy starego Harrisa, mieć więcej czasu na swoje sprawy, a na koniec ja powiem, jakim jesteś idiotą, a ty nazwiesz mnie sukinsynem i będziemy kwita.
Niall mimowolnie zachichotał na jego słowa. Tym bardziej spodobało mu się, że nazwał siebie tak, jak naprawdę Niall określiłby jego wybujałe ego. Szybko przeanalizował w głowie wszystkie plusy i minusy ich umowy. Stwierdził, że to naprawdę nie może być głupi pomysł.
- Zgoda – odparł, uśmiechając się jednocześnie z Zaynem.
W duchu miał nadzieję, że nie pożałuje tego.
6
Poranek kolejnego dnia zapowiadał się przyjemnie. Zajęcia śpiewu, w których chłopcy tak bardzo nie lubili uczestniczyć, wyjątkowo szybko i miło im minęły. Chociaż siedzieli po przeciwnych stronach sali, czuli wewnątrz rozpierającą ich energię. Być może dlatego, że coś, co miało być dla nich karą, mogło okazać się wspaniale spędzonym czasem i zapoznaniem bliżej z niektórymi osobami z collage’u? A być może dlatego, że oboje już męczyli się w pojedynkę sprzątając kuchnię.
Chociaż Zayn i Niall mieli trzymać się razem tylko w czasie sprzątania, nawet po odpracowaniu kary lubili pójść gdzieś razem i żartować z bliżej nieokreślonych rzeczy. Czas wolny pomiędzy zajęciami głównie spędzali razem, czasem dołączali do jakiejś grupki, gdzie Zayn był z pewnością mile widziany. W końcu okazja, gdzie najbardziej pożądana osoba w szkole będzie rozmawiała z tobą bez zbędnych zaczepek czy ironii naprawdę była rzadkością.
Dni do piątku wydawały się upływać w mgnieniu oka. Każdy z pięćdziesięcioosobowej grupki z upragnieniem czekał na weekend. I chociaż wiedzieli, że to kieruje ich do szybszego powrotu do codzienności, nie mogli się już doczekać wieczornych ognisk, na które pogoda na szczęście im pozwalała. Pan Montero obiecał, że w soboty i niedziele popołudnia mają wolne i mogą jechać do pobliskiego centrum na zakupy, do kawiarni, czy po prostu pospacerować i poznać tamtejsze rejony.
Zayn i Niall właśnie skończyli popołudniową pracę i wspólnie udali się do swojego pokoju, gdzie zamierzali odpocząć chwilę, a później udać się do centrum, żeby kupić parę napojów energetyzujących, swoich ulubionych. Zayn uprzejmie przepuścił Nialla, zatrzaskując za nimi drzwi. Obserwował, jak blondyn z głośnym jękiem opada na łóżko.
- Mam dość! – zawołał, rozkładając ręce na boki. Przymknął powieki, nie obserwując dłużej białego sufitu. – Pociesza mnie tylko myśl, że Montero zgodził się na imprezkę na plaży – dodał podekscytowany, podpierając się na łokciach. Chciał odszukać wzrokiem Zayna.
Brunet właśnie siadał na swoim łóżku, opierając się o ścianę. Zaczął bawić się czymś na telefonie, uśmiechając na słowa jego rówieśnika.
- Zaczynam go lubić. I może nawet muzykę potraktuję inaczej – roześmiał się pod nosem.
Właśnie wspomniał dzisiejszą pochwałę z porannych zajęć. Pan Montero wyznaczył go do zaśpiewania utworu, który ćwiczyli przez całe pięć dni i nauczycielowi wyjątkowo przypadł do gustu głos chłopaka. Był zaskoczony, że w Maliku drzemie taki talent i nakazał mu, aby go w żaden sposób nie zmarnował.
- Powinieneś. Pan Montero ma rację, potrafisz śpiewać, choć o tym nie wiesz.
Zayn uniósł z zainteresowaniem głowę, lustrując wzrokiem delikatne rysy twarzy Nialla. Szczery uśmiech, który gościł na wąskich ustach jego współlokatora spodobał mu się. Czuł się doceniony nie tylko przez swojego nauczyciela, nie tylko przez całą grupę, z którą miał zajęcia, ale także przez kogoś takiego jak Horan.
Zayn skinieniem głowy poprosił, aby Niall przysiadł obok niego. Horan niepewnie zajął miejsce przy brunecie, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń. Wiedział, że właśnie porywa się na głęboką wodę, a przebywanie blisko Zayna może skończyć się źle. Dla ścisłości, bardzo źle. A jednak zaryzykował.
- Naprawdę cię lubię – szepnął cicho Zayn, opierając głowę o ścianę za nim. Przechylił ją na bok, aby móc idealnie widzieć twarz swojego towarzysza. – Myślałem, że jesteś tacy jak wszyscy, ale ty… jesteś inny.
- Nie rozumiem – odparł niepewnie Niall, przełykając ślinę.
Poczuł gulę w gardle, która przeszkadzała mu w spokojnym i równomiernym oddychaniu. Jego dłonie zaczęły się pocić. W końcu niecodziennie mógł słyszeć od osoby, która uprzykrza mu życie, że tak naprawdę jest przez nią lubiany. Był zaskoczony, choć w środku cieszył się z tego powodu. Miał nadzieję, że to nie tylko puste słowa i ta mała więź, która nawiązała się pomiędzy nimi przez ostatnie kilkadziesiąt godzin, będzie tego potwierdzeniem. Westchnął, kiedy nie doczekał się odpowiedzi ze strony Malika.
- Po co mi to mówisz? – zapytał retorycznie, nie mając nawet iskry nadziei, że Zayn odpowie. Nawet nie dał mu tej możliwości. – Przecież następne dni miną bardzo szybko, a później zapomnimy, że w ogóle rozmawialiśmy na normalne tematy, nie wymieniając przy tym nienawistnych słów. Po co to wszystko, Zayn?
- Bo naprawdę cię lubię. – Powtórzył pewnie, kładąc nacisk na każdy wyraz, jakby to miało w zupełności rozwiać wątpliwości Nialla. – Mogę liczyć na jeden niewinny pocałunek? – zapytał po chwili ciszy.
Obserwował, jak oczy Nialla otwierają się szerzej, a jego usta opadają w dół. Szok i zdziwienie, które malowały się na twarzy blondyna rozbawiły Malika. Czuł jednak, że szybkie zaprzeczenie ze strony Horana jest połową zgodny na pocałunek, o którym niemal śnił po nocach, odkąd zaczął zaczepiać go na obozie. Choć tak naprawdę, od dnia, kiedy odkrył, że podobają mu się nie tylko dziewczyny, Niall także stał się osobą, z którą chciałby się przespać. Jednak zatajał to najlepiej, jak tylko potrafił.
- Ja mam chłopaka. – Słowa wypowiedziane przez Nialla wydawały się brzmieć jak poczucie winy. Albo żal, że tak jest naprawdę, jak powiedział. Niall w porę zorientował się, że to nie przekona Zayna do pozostawienia tej sytuacji bez żadnego zakończenia. – Kocham go.
- Ale to nie znaczy, że nie możesz mnie pocałować. – Droczył się z nim Zayn, mając pewność, że blondyn ulegnie jego prośbom i namowom. Prędzej czy później.
- To jest zdrada, ale ty nie możesz tego zrozumieć. – Niall prychnął pod nosem.
Zamierzał wstać z łóżka swojego współlokatora, aby nie zrobić czegoś, czego potem mógłby żałować. Jednak silna dłoń Zayna pewnie przyciągnęła z powrotem Nialla na poprzednie miejsce. Chłopak niechętnie spojrzał na bruneta, jednak łagodny uśmiech sprawił, że przez chwilę znów nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
- Nie uciekaj od razu. – Roześmiał się lekko. – I tak wiem, że w końcu mnie pocałujesz z własnej woli – dodał z taką pewnością, że w pierwszej chwili Niall prychnął. Zayn odblokował ekran telefonu, włączając jakąś grę. – Zobacz, ostatnio kumpel mi przesłał, jest całkiem fajna.
Niall nie zastanawiał się nad tym, jak dwudziestoletniego chłopaka mogą kręcić głupie gierki telefoniczne. Ukradkiem obserwował usta swojego współlokatora, które poruszały się w czasie mówienia i tłumaczenia mu, o co chodzi w grze. Słowa Zayna brzmiały coraz bardziej odlegle, a zamiast nich w głowie Nialla pojawiły się nurtujące pytania i… poczucie winy. Choć przecież do niczego nie doszło.
*
- Ciii, Zayn! Słyszysz? – zapytał rozbawiony Niall. Przyłożył całą dłoń do ust mulata, uwieszając się na jego ramieniu. Rozejrzał się podejrzliwie na boki, wytężając wzrok w ciemnościach. – Ktoś tu jest.
Dłoń Zayna mocniej zacisnęła się na talii totalnie pijanego Nialla. Wieczorna zabawa na plaży przy ognisku znudziła ich i niedługo po północy oboje wymknęli się do pubu, oddalonego od pensjonatu o niecałe pięćset metrów. Chłopcy kompletnie zatracili się w ilości pochłanianego piwa. Szczególnie Niall, który w drodze powrotnej nie potrafił samodzielnie stawiać kroków, aby nie narobić przy tym niepotrzebnego hałasu.
- A jeśli to Monreto? – zapytał, na koniec chichocząc. Wypowiedzenie nazwiska nauczyciela sprawiło mu trochę trudności, dlatego zrezygnował z poprawienia przekręconych liter. – Uciekajmy! – zawołał szeptem, już zabierając się do biegu.
Zayn w ostatniej chwili złapał blondyna, mocno obejmując go jednym ramieniem. Pokonali cały korytarz w ciszy. Jedynie ciężki oddech Nialla zakłócał spokój panujący wokoło. Gdy w końcu znaleźli się w pokoju, Niall naparł całym ciałem na mulata, obejmując jego kark. Powoli oparł czoło o policzek chłopaka, głośno wzdychając.
- Miałeś rację. Pocałuj mnie – wyszeptał z pożądaniem, zwilżając wargi.
Nie wiedział, co w niego wstąpiło. Nie chciał powiedzieć tych słów na głos, chociaż w głębi ducha niejednokrotnie tego dnia pomyślał, aby Zayn pocałował go bez uprzedniego zapytania o zgodę. Być może to alkohol, krążący w jego żyłach i przyjemnie szumiący w głowie sprawił, że poproszenie współlokatora o ten niewinny gest nie sprawiło mu żadnych wyrzutów sumienia. Które prędzej czy później musiały się w nim odezwać.
Dłoń Niall powoli sunęła po karku i szyi Zayna, kończąc swoją wędrówkę na torsie, gdzie Niall zacisnął palce na materiale czarnej koszulki chłopaka. Wiedział, że tymi dwoma prostymi słowami rozpali pożądanie i długo nie będzie musiał prosić.
- W takim razie na co czekasz? – zapytał z zadziornym uśmiechem Malik. Nie zadawał sobie nawet kłopotu, żeby ukryć satysfakcję, jaka go opanowała.
- Całuj, kurwa, albo idę spać – warknął Niall, marszcząc w zabawny sposób brwi.
Zayn nie przepuścił okazji, tym bardziej, że miał jawne pozwolenie. Wpił się w wargi Nialla, który starał się oddawać każdy zachłanny pocałunek. Czuł dłonie mulata na swoich plecach, sunące coraz niżej. Gdy zatrzymały się na pośladkach blondyna i lekko zacisnęły, wyrwało mu się ciche westchnienie. Odchylił głowę lekko w tył, chcąc zaczerpnąć powietrza, którego mu zabrakło, by następnie móc powrócić do przyjemnych pocałunków. Alkohol jednak otumaniał go i chłopak chwilami nie wiedział, co się wokół niego działo. Dopiero gdy leżał na swoim łóżku pod ciałem Malika, bez koszulki, która nagle zniknęła z jego torsu, opamiętał się.
- Zayn… - mruknął pomiędzy pocałunkami, którymi obdarzał go mulat. – Za…yn. Zayn! Zaczekaj!
Malik niechętnie uniósł się na łokciach, patrząc w oczy chłopaka.
- To nie… Ty chyba mnie źle zrozumiałeś – wybełkotał, przymykając powieki. Oddychał głośno nie tylko z nadmiaru emocji, jakich dostarczyły mu pieszczoty z Malikiem. – Ja chciałem, żebyś mnie pocałował. Nie godziłem się na seks.
Zayn usiadł na udach blondyna, który leżał półprzytomny na łóżku i wpatrywał się w niego z osłupieniem. Nieświadomie otworzył usta, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie usłyszał od Nialla. Także wewnętrznie czuł wściekłość, że Horan rozpalił w nim żądzę i tak po prostu teraz stwierdził, że chciał tylko pocałunków. Pewnie w skrajnym wypadku sprawiłby, aby Niall się z nim przespał, ale przede wszystkim duma nie pozwalała mu na to. Chociaż był zdenerwowany, postanowił się opanować. Wziął głęboki oddech, opuszczając nogi na podłogę.
- Jak chcesz. – Obojętnie wzruszył ramionami. – I tak mi nie zależy.
Wstał, zostawiając Nialla na łóżku. Zamknął się w łazience, biorąc szybki prysznic, aby odświeżyć się choć trochę i ochłonąć. A kiedy wyszedł, dostrzegł, że Niall sam poradził sobie ze zdjęciem spodni i leżał twarzą do ściany zawinięty w białą kołdrę. W myślach przeklinał siebie, że nie powstrzymał Horana przed opróżnianiem kolejnych kufli piwa. Jednak z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że teraz będzie mu prościej zbliżyć się do Nialla. A co za tym szło, w końcu w zrealizuje swój plan i przestanie żyć w strachu.
*
Ból głowy, z jakim Niall obudził się sobotniego poranka, nie był dla niego niczym przyjemnym. Na dodatek jego współlokator rozmawiał przez telefon w łazience i wcale nie krył się z głośnym śmiechem. Niall miał wrażenie, że Malik specjalnie to robił, aby go obudzić, co w efekcie udało mu się skutecznie. Sen, którym zaczął się zadręczać tuż po przebudzeniu wydawał mu się tak realistyczny, że aż przestraszył się, co by było, gdyby okazał się prawdą.
- Poczekaj, Hazz. Księżniczka właśnie wstała. Muszę doprowadzić go do stanu używalności i zasuwać na śniadanie. – Rozbawiony głos Zayna, wyglądającego z łazienki, wcale nie poprawił humoru Niallowi.
- Zayn, ciszej, ciszej… - jęknął błagalnie. Usiadł ze skrzyżowanymi nogami, podpierając głowę. – Jak dużo wczoraj wypiłem?
- Och… Czyli jednak nie pamiętasz…
- Czego? – zapytał ze strachem. – Czyli to nie był sen? Naprawdę całowałeś mnie? – zapytał zszokowany, nieświadomie podnosząc głos. Szybko tego pożałował, gdyż ból wydawał się niemal rozdzierać głowę blondyna.
- Sam o to prosiłeś. Nie zwalaj winy na mnie.
- To niemożliwe…
Opuścił głowę, kręcąc z niedowierzaniem. Był święcie przekonany, że to był tylko sen, że on nie zmuszał wręcz Zayna do pocałunku. Miał wrażenie, że traci grunt pod nogami. Wyrzuty sumienia nawiedziły go ze zdwojoną siłą. Nie tylko czuł się podle w stosunku do Liama, ale także czuł obrzydzenie do siebie na myśl, że mógł tak postąpić. Niektóre rzeczy powinny się nigdy nie wydarzyć, tak uważał.
- Oj, już. Nie udawaj takiego świętego i porządnego, jak ten twój chłoptaś. Korzystaj z życia, póki możesz. – Niall uniósł głowę i zgromił wzrokiem Zayna, który właśnie usiadł obok niego. – Widzisz, ciągle zastanawiam się, jak mogłeś dać się uziemić temu… no temu swojemu chłoptasiowi.
- To Liam, matole, nie żaden chłoptaś! – warknął i znów pożałował, że nie zapanował nad emocjami.
- Okay, okay, niech ci będzie… Liamowi. Gdybyś miał choć trochę mózgu w swojej główce, nie pakowałbyś się w związek przed dwudziestką. To idiotyczne.
- Każdy myśli inaczej, Zayn. Mówisz jak moja matka. Oboje chcecie, żeby było tak, jak wy to sobie wyobrażacie – mruknął niezadowolony, wstając.
Zayn od razu zrównał się z Niallem.
- Mówię, co myślę. Mam ku temu prawo. – Rękoma oplótł Nialla w talii, przyciągając go ku sobie. Zmniejszył dystans dzielący ich do tego stopnia, że poczuł na swoich wargach przyspieszony i nierówny oddech współlokatora, który zapewne wyczekiwał pocałunku. Ale Zayn nawet nie zamierzał złączyć ich ust. Spodobało mu się takie zwodzenie blondyna i patrzenie, jak ulega każdemu jego dotykowi. Czuł nad nim przewagę. – Widzimy się na śniadaniu.
Wypuszczając z objęć chłopaka, wyszedł z ich pokoju. Zostawiając Nialla kompletnie oniemiałego z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
Chociaż Zayn i Niall mieli trzymać się razem tylko w czasie sprzątania, nawet po odpracowaniu kary lubili pójść gdzieś razem i żartować z bliżej nieokreślonych rzeczy. Czas wolny pomiędzy zajęciami głównie spędzali razem, czasem dołączali do jakiejś grupki, gdzie Zayn był z pewnością mile widziany. W końcu okazja, gdzie najbardziej pożądana osoba w szkole będzie rozmawiała z tobą bez zbędnych zaczepek czy ironii naprawdę była rzadkością.
Dni do piątku wydawały się upływać w mgnieniu oka. Każdy z pięćdziesięcioosobowej grupki z upragnieniem czekał na weekend. I chociaż wiedzieli, że to kieruje ich do szybszego powrotu do codzienności, nie mogli się już doczekać wieczornych ognisk, na które pogoda na szczęście im pozwalała. Pan Montero obiecał, że w soboty i niedziele popołudnia mają wolne i mogą jechać do pobliskiego centrum na zakupy, do kawiarni, czy po prostu pospacerować i poznać tamtejsze rejony.
Zayn i Niall właśnie skończyli popołudniową pracę i wspólnie udali się do swojego pokoju, gdzie zamierzali odpocząć chwilę, a później udać się do centrum, żeby kupić parę napojów energetyzujących, swoich ulubionych. Zayn uprzejmie przepuścił Nialla, zatrzaskując za nimi drzwi. Obserwował, jak blondyn z głośnym jękiem opada na łóżko.
- Mam dość! – zawołał, rozkładając ręce na boki. Przymknął powieki, nie obserwując dłużej białego sufitu. – Pociesza mnie tylko myśl, że Montero zgodził się na imprezkę na plaży – dodał podekscytowany, podpierając się na łokciach. Chciał odszukać wzrokiem Zayna.
Brunet właśnie siadał na swoim łóżku, opierając się o ścianę. Zaczął bawić się czymś na telefonie, uśmiechając na słowa jego rówieśnika.
- Zaczynam go lubić. I może nawet muzykę potraktuję inaczej – roześmiał się pod nosem.
Właśnie wspomniał dzisiejszą pochwałę z porannych zajęć. Pan Montero wyznaczył go do zaśpiewania utworu, który ćwiczyli przez całe pięć dni i nauczycielowi wyjątkowo przypadł do gustu głos chłopaka. Był zaskoczony, że w Maliku drzemie taki talent i nakazał mu, aby go w żaden sposób nie zmarnował.
- Powinieneś. Pan Montero ma rację, potrafisz śpiewać, choć o tym nie wiesz.
Zayn uniósł z zainteresowaniem głowę, lustrując wzrokiem delikatne rysy twarzy Nialla. Szczery uśmiech, który gościł na wąskich ustach jego współlokatora spodobał mu się. Czuł się doceniony nie tylko przez swojego nauczyciela, nie tylko przez całą grupę, z którą miał zajęcia, ale także przez kogoś takiego jak Horan.
Zayn skinieniem głowy poprosił, aby Niall przysiadł obok niego. Horan niepewnie zajął miejsce przy brunecie, oczekując dalszego rozwoju wydarzeń. Wiedział, że właśnie porywa się na głęboką wodę, a przebywanie blisko Zayna może skończyć się źle. Dla ścisłości, bardzo źle. A jednak zaryzykował.
- Naprawdę cię lubię – szepnął cicho Zayn, opierając głowę o ścianę za nim. Przechylił ją na bok, aby móc idealnie widzieć twarz swojego towarzysza. – Myślałem, że jesteś tacy jak wszyscy, ale ty… jesteś inny.
- Nie rozumiem – odparł niepewnie Niall, przełykając ślinę.
Poczuł gulę w gardle, która przeszkadzała mu w spokojnym i równomiernym oddychaniu. Jego dłonie zaczęły się pocić. W końcu niecodziennie mógł słyszeć od osoby, która uprzykrza mu życie, że tak naprawdę jest przez nią lubiany. Był zaskoczony, choć w środku cieszył się z tego powodu. Miał nadzieję, że to nie tylko puste słowa i ta mała więź, która nawiązała się pomiędzy nimi przez ostatnie kilkadziesiąt godzin, będzie tego potwierdzeniem. Westchnął, kiedy nie doczekał się odpowiedzi ze strony Malika.
- Po co mi to mówisz? – zapytał retorycznie, nie mając nawet iskry nadziei, że Zayn odpowie. Nawet nie dał mu tej możliwości. – Przecież następne dni miną bardzo szybko, a później zapomnimy, że w ogóle rozmawialiśmy na normalne tematy, nie wymieniając przy tym nienawistnych słów. Po co to wszystko, Zayn?
- Bo naprawdę cię lubię. – Powtórzył pewnie, kładąc nacisk na każdy wyraz, jakby to miało w zupełności rozwiać wątpliwości Nialla. – Mogę liczyć na jeden niewinny pocałunek? – zapytał po chwili ciszy.
Obserwował, jak oczy Nialla otwierają się szerzej, a jego usta opadają w dół. Szok i zdziwienie, które malowały się na twarzy blondyna rozbawiły Malika. Czuł jednak, że szybkie zaprzeczenie ze strony Horana jest połową zgodny na pocałunek, o którym niemal śnił po nocach, odkąd zaczął zaczepiać go na obozie. Choć tak naprawdę, od dnia, kiedy odkrył, że podobają mu się nie tylko dziewczyny, Niall także stał się osobą, z którą chciałby się przespać. Jednak zatajał to najlepiej, jak tylko potrafił.
- Ja mam chłopaka. – Słowa wypowiedziane przez Nialla wydawały się brzmieć jak poczucie winy. Albo żal, że tak jest naprawdę, jak powiedział. Niall w porę zorientował się, że to nie przekona Zayna do pozostawienia tej sytuacji bez żadnego zakończenia. – Kocham go.
- Ale to nie znaczy, że nie możesz mnie pocałować. – Droczył się z nim Zayn, mając pewność, że blondyn ulegnie jego prośbom i namowom. Prędzej czy później.
- To jest zdrada, ale ty nie możesz tego zrozumieć. – Niall prychnął pod nosem.
Zamierzał wstać z łóżka swojego współlokatora, aby nie zrobić czegoś, czego potem mógłby żałować. Jednak silna dłoń Zayna pewnie przyciągnęła z powrotem Nialla na poprzednie miejsce. Chłopak niechętnie spojrzał na bruneta, jednak łagodny uśmiech sprawił, że przez chwilę znów nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
- Nie uciekaj od razu. – Roześmiał się lekko. – I tak wiem, że w końcu mnie pocałujesz z własnej woli – dodał z taką pewnością, że w pierwszej chwili Niall prychnął. Zayn odblokował ekran telefonu, włączając jakąś grę. – Zobacz, ostatnio kumpel mi przesłał, jest całkiem fajna.
Niall nie zastanawiał się nad tym, jak dwudziestoletniego chłopaka mogą kręcić głupie gierki telefoniczne. Ukradkiem obserwował usta swojego współlokatora, które poruszały się w czasie mówienia i tłumaczenia mu, o co chodzi w grze. Słowa Zayna brzmiały coraz bardziej odlegle, a zamiast nich w głowie Nialla pojawiły się nurtujące pytania i… poczucie winy. Choć przecież do niczego nie doszło.
*
- Ciii, Zayn! Słyszysz? – zapytał rozbawiony Niall. Przyłożył całą dłoń do ust mulata, uwieszając się na jego ramieniu. Rozejrzał się podejrzliwie na boki, wytężając wzrok w ciemnościach. – Ktoś tu jest.
Dłoń Zayna mocniej zacisnęła się na talii totalnie pijanego Nialla. Wieczorna zabawa na plaży przy ognisku znudziła ich i niedługo po północy oboje wymknęli się do pubu, oddalonego od pensjonatu o niecałe pięćset metrów. Chłopcy kompletnie zatracili się w ilości pochłanianego piwa. Szczególnie Niall, który w drodze powrotnej nie potrafił samodzielnie stawiać kroków, aby nie narobić przy tym niepotrzebnego hałasu.
- A jeśli to Monreto? – zapytał, na koniec chichocząc. Wypowiedzenie nazwiska nauczyciela sprawiło mu trochę trudności, dlatego zrezygnował z poprawienia przekręconych liter. – Uciekajmy! – zawołał szeptem, już zabierając się do biegu.
Zayn w ostatniej chwili złapał blondyna, mocno obejmując go jednym ramieniem. Pokonali cały korytarz w ciszy. Jedynie ciężki oddech Nialla zakłócał spokój panujący wokoło. Gdy w końcu znaleźli się w pokoju, Niall naparł całym ciałem na mulata, obejmując jego kark. Powoli oparł czoło o policzek chłopaka, głośno wzdychając.
- Miałeś rację. Pocałuj mnie – wyszeptał z pożądaniem, zwilżając wargi.
Nie wiedział, co w niego wstąpiło. Nie chciał powiedzieć tych słów na głos, chociaż w głębi ducha niejednokrotnie tego dnia pomyślał, aby Zayn pocałował go bez uprzedniego zapytania o zgodę. Być może to alkohol, krążący w jego żyłach i przyjemnie szumiący w głowie sprawił, że poproszenie współlokatora o ten niewinny gest nie sprawiło mu żadnych wyrzutów sumienia. Które prędzej czy później musiały się w nim odezwać.
Dłoń Niall powoli sunęła po karku i szyi Zayna, kończąc swoją wędrówkę na torsie, gdzie Niall zacisnął palce na materiale czarnej koszulki chłopaka. Wiedział, że tymi dwoma prostymi słowami rozpali pożądanie i długo nie będzie musiał prosić.
- W takim razie na co czekasz? – zapytał z zadziornym uśmiechem Malik. Nie zadawał sobie nawet kłopotu, żeby ukryć satysfakcję, jaka go opanowała.
- Całuj, kurwa, albo idę spać – warknął Niall, marszcząc w zabawny sposób brwi.
Zayn nie przepuścił okazji, tym bardziej, że miał jawne pozwolenie. Wpił się w wargi Nialla, który starał się oddawać każdy zachłanny pocałunek. Czuł dłonie mulata na swoich plecach, sunące coraz niżej. Gdy zatrzymały się na pośladkach blondyna i lekko zacisnęły, wyrwało mu się ciche westchnienie. Odchylił głowę lekko w tył, chcąc zaczerpnąć powietrza, którego mu zabrakło, by następnie móc powrócić do przyjemnych pocałunków. Alkohol jednak otumaniał go i chłopak chwilami nie wiedział, co się wokół niego działo. Dopiero gdy leżał na swoim łóżku pod ciałem Malika, bez koszulki, która nagle zniknęła z jego torsu, opamiętał się.
- Zayn… - mruknął pomiędzy pocałunkami, którymi obdarzał go mulat. – Za…yn. Zayn! Zaczekaj!
Malik niechętnie uniósł się na łokciach, patrząc w oczy chłopaka.
- To nie… Ty chyba mnie źle zrozumiałeś – wybełkotał, przymykając powieki. Oddychał głośno nie tylko z nadmiaru emocji, jakich dostarczyły mu pieszczoty z Malikiem. – Ja chciałem, żebyś mnie pocałował. Nie godziłem się na seks.
Zayn usiadł na udach blondyna, który leżał półprzytomny na łóżku i wpatrywał się w niego z osłupieniem. Nieświadomie otworzył usta, nie mogąc uwierzyć w słowa, które właśnie usłyszał od Nialla. Także wewnętrznie czuł wściekłość, że Horan rozpalił w nim żądzę i tak po prostu teraz stwierdził, że chciał tylko pocałunków. Pewnie w skrajnym wypadku sprawiłby, aby Niall się z nim przespał, ale przede wszystkim duma nie pozwalała mu na to. Chociaż był zdenerwowany, postanowił się opanować. Wziął głęboki oddech, opuszczając nogi na podłogę.
- Jak chcesz. – Obojętnie wzruszył ramionami. – I tak mi nie zależy.
Wstał, zostawiając Nialla na łóżku. Zamknął się w łazience, biorąc szybki prysznic, aby odświeżyć się choć trochę i ochłonąć. A kiedy wyszedł, dostrzegł, że Niall sam poradził sobie ze zdjęciem spodni i leżał twarzą do ściany zawinięty w białą kołdrę. W myślach przeklinał siebie, że nie powstrzymał Horana przed opróżnianiem kolejnych kufli piwa. Jednak z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że teraz będzie mu prościej zbliżyć się do Nialla. A co za tym szło, w końcu w zrealizuje swój plan i przestanie żyć w strachu.
*
Ból głowy, z jakim Niall obudził się sobotniego poranka, nie był dla niego niczym przyjemnym. Na dodatek jego współlokator rozmawiał przez telefon w łazience i wcale nie krył się z głośnym śmiechem. Niall miał wrażenie, że Malik specjalnie to robił, aby go obudzić, co w efekcie udało mu się skutecznie. Sen, którym zaczął się zadręczać tuż po przebudzeniu wydawał mu się tak realistyczny, że aż przestraszył się, co by było, gdyby okazał się prawdą.
- Poczekaj, Hazz. Księżniczka właśnie wstała. Muszę doprowadzić go do stanu używalności i zasuwać na śniadanie. – Rozbawiony głos Zayna, wyglądającego z łazienki, wcale nie poprawił humoru Niallowi.
- Zayn, ciszej, ciszej… - jęknął błagalnie. Usiadł ze skrzyżowanymi nogami, podpierając głowę. – Jak dużo wczoraj wypiłem?
- Och… Czyli jednak nie pamiętasz…
- Czego? – zapytał ze strachem. – Czyli to nie był sen? Naprawdę całowałeś mnie? – zapytał zszokowany, nieświadomie podnosząc głos. Szybko tego pożałował, gdyż ból wydawał się niemal rozdzierać głowę blondyna.
- Sam o to prosiłeś. Nie zwalaj winy na mnie.
- To niemożliwe…
Opuścił głowę, kręcąc z niedowierzaniem. Był święcie przekonany, że to był tylko sen, że on nie zmuszał wręcz Zayna do pocałunku. Miał wrażenie, że traci grunt pod nogami. Wyrzuty sumienia nawiedziły go ze zdwojoną siłą. Nie tylko czuł się podle w stosunku do Liama, ale także czuł obrzydzenie do siebie na myśl, że mógł tak postąpić. Niektóre rzeczy powinny się nigdy nie wydarzyć, tak uważał.
- Oj, już. Nie udawaj takiego świętego i porządnego, jak ten twój chłoptaś. Korzystaj z życia, póki możesz. – Niall uniósł głowę i zgromił wzrokiem Zayna, który właśnie usiadł obok niego. – Widzisz, ciągle zastanawiam się, jak mogłeś dać się uziemić temu… no temu swojemu chłoptasiowi.
- To Liam, matole, nie żaden chłoptaś! – warknął i znów pożałował, że nie zapanował nad emocjami.
- Okay, okay, niech ci będzie… Liamowi. Gdybyś miał choć trochę mózgu w swojej główce, nie pakowałbyś się w związek przed dwudziestką. To idiotyczne.
- Każdy myśli inaczej, Zayn. Mówisz jak moja matka. Oboje chcecie, żeby było tak, jak wy to sobie wyobrażacie – mruknął niezadowolony, wstając.
Zayn od razu zrównał się z Niallem.
- Mówię, co myślę. Mam ku temu prawo. – Rękoma oplótł Nialla w talii, przyciągając go ku sobie. Zmniejszył dystans dzielący ich do tego stopnia, że poczuł na swoich wargach przyspieszony i nierówny oddech współlokatora, który zapewne wyczekiwał pocałunku. Ale Zayn nawet nie zamierzał złączyć ich ust. Spodobało mu się takie zwodzenie blondyna i patrzenie, jak ulega każdemu jego dotykowi. Czuł nad nim przewagę. – Widzimy się na śniadaniu.
Wypuszczając z objęć chłopaka, wyszedł z ich pokoju. Zostawiając Nialla kompletnie oniemiałego z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
7
Niall nie zjawił się na śniadaniu. Nie miał siły, ani ochoty nic przełknąć. Stracił apetyt głównie przez Zayna, który stawiał go pod ścianą. Czuł presję ze strony swojego współlokatora. Mało tego! Czuł, że Zayn nim manipuluje i już dawno ma go w garści. A gdzie podział się ten Niall, który był górą? Który potrafił stawić czoła swojemu wrogu? Kompletnie zatracił się w tym wszystkim.
W kuchni pojawił się, kiedy cała grupa udała się do swoich pokoi albo na zewnątrz. Zastał tam już Zayna, który kończył myć stołówkę. Niall bez słowa zabrał się za mycie sterty brudnych naczyń, starając odciągnąć uwagę od myśli, które zaprzątały jego głowę. Wyrzuty sumienia rosły w nim coraz bardziej. Próbował znaleźć sposób, jak może oprzeć się Malikowi i co zrobić, aby ten na nowo go znienawidził.
Nie chciał kusić losu.
- Dlaczego nie przyszedłeś na śniadanie? – Niski i cichy głos, dobiegający tuż zza pleców Irlandczyka, wywołał na jego ciele dreszcze. W momencie cały się spiął.
Poczuł dłonie na swojej talii, które w zupełności rozproszyły go. Nie myślał już o niczym. Szczególnie w momencie, kiedy poczuł ciało bruneta, przylegające do jego pleców.
- Nie mów, że będziesz chodził teraz obrażony – wyszeptał Zayn do jego ucha, śmiejąc się cicho. Po ciele blondyna przeszło stado dreszczy, wywołane bliskością Malika. – Niall, poważnie?
- Zostaw mnie – powiedział spokojnie Niall, odwracając się przodem do bruneta. – Mam cię szczerze dość. Myślałem, że twoje dokuczanie i poniżanie mnie jest straszne, ale… Myliłem się.
- Przesadzasz. – Zayn zmniejszył dystans, dzielący ich, jednak nie pocałował Nialla. Chciał się z nim podroczyć, co było w jego naturze. – Widzę, że ci się podobam.
Niall prychnął pod nosem, odwracając głowę w bok.
- Nie bądź tego taki pewien.
- Na pewno wieczorami, kiedy leżymy w łózkach, ty myślisz o różnych… - Uwiesił na chwilę głos, kiedy dostrzegł niewielki błysk w oku Nialla. – O różnych rzeczach – dokończył, oblizując lubieżnie wargi. Widział, że Niall ulega. Oddychał szybciej, a jego wzrok nie potrafił znaleźć lokalizacji pomiędzy jego ustami a oczami. – Nie rozumiem tylko, dlaczego się przed tym tak bardzo bronisz…
- Skończ – wydyszał słabo słyszalnie Niall, zdając sobie sprawę, że tylko chwila go dzieli od rzucenia się na współlokatora.
- Wiesz dobrze, że jestem obok – ciągnął Zayn, nie zważając na słowa Irlandczyka. Patrzył na jego usta, uśmiechając się zadziornie. – Jestem chętny na nowe doświadczenia. To ty się przed tym bronisz i zupełnie nie rozum…
Czując na swoich ustach wargi Nialla, Zayn uśmiechnął się ostrożnie. Szybko jednak skupił się na oddaniu tej pieszczoty, ujmując twarz blondyna w dłonie. Próbując rozdzielić ich wargi językiem, z ust Nialla wydobyło się ciche sapnięcie. Dla Zayna było to jasnym sygnałem. Niall był jego. Teraz był tego pewien. Niall mu uległ w podobny sposób jak Harry. Była jednak zasadnicza różnica pomiędzy tą dwójką. Nie do końca był szczery z obydwoma, ale miał jeszcze szansę to naprawić. Nie wiedział tylko, czy decyzja, którą podejmie, będzie dla niego właściwa.
*
Niedzielny wieczór był wyjątkowo ciepły, jak na późnowiosenną porę. Cóż, lato zbliżało się wielkimi krokami, jednak nawet w tym przypadku Niall nie mógł liczyć na wielkie upały, których miał szansę zaznać w Australii w czasie ferii zimowych, gdzie udał się do swojego brata i jego narzeczonej. Tam także lubił spędzać czas na plaży. Wykorzystywał to, że domek Grega i Sally znajdował się tylko pięćset metrów od wybrzeża, a wokoło było wyjątkowo spokojnie. I na dodatek pięknie.
Już od dobrych kilkunastu minut bawił się telefonem, zastanawiając, czy wybrać jeden zasadniczy numer. Obawiał się, że jego chłopak mógłby zacząć coś podejrzewać. Zdawał sobie sprawę, że Liam zna go na wylot. Wie, kiedy Niall kłamie. To go przede wszystkim powstrzymywało.
Westchnął głęboko, przesuwając palcem po ekranie, tym samym wykonując połączenie.
- Nie ma odwrotu – szepnął cicho do siebie, przykładając telefon do ucha.
W wielkim napięciu wsłuchiwał się w sygnały, aż w końcu usłyszał aksamitny głos, na dźwięk którego niegdyś czuł mrowienie w brzuchu. Teraz poza wyrzutami sumienia nie czuł nic.
- Jak sobie radzisz? – zapytał starszy chłopak.
- W porządku – odparł przygnębiony. Chciał choć w połowie cieszyć się, że może słyszeć głos swojego chłopaka, jednak nie potrafił się do tego zmusić. – Jakoś dajemy radę.
- Zmienił się choć trochę?
- Przynajmniej nie kpi z tego, że jestem gejem. – Niall prychnął pod nosem. Chociaż mówił prawdę Liamowi, nie mógł uwierzyć, jak wiele może ukryć pod tymi prostymi słowami.
- Brzmisz, jakby ci tego brakowało. – Liam zachichotał, wprawiając w ruch serce Nialla. Prędko się otrząsnął, bojąc popełnić kolejnej gafy. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Liam mu przerwał. – Tylko nie wierz mu. Był, jest i będzie fałszywy, nic tego nie zmieni.
- Wiem, wiem…
Pomiędzy chłopakami zapadła chwilowa cisza, zakłócana jedynie ich oddechami i cichymi szmerami po drugiej stronie. Niall wywnioskował, że Liam prawdopodobnie gdzieś idzie. Cichy trzask drzwi tylko potwierdził jego przypuszczenia.
- Tęsknię za tobą – powiedział czule Liam.
Trzy proste słowa sprawiły, że Niall poczuł napływającą wilgoć do oczu. Zdał sobie sprawę, że popełnił wiele niewybaczalnych błędów. W tym momencie wyrzuty sumienia niemal go zjadały. Był bliski wyznania prawdy swojemu chłopakowi, ale zrezygnował, odkładając to na powrót z obozu.
- Ja za tobą też, Li… - Odparł cicho, zagryzając wargę. – Będę kończył. Odezwę się niedługo.
Szybko rozłączył się, wsuwając telefon do kieszeni. Schował twarz w dłoniach, już więcej nie ukrywając łez. Jego ciało zadrżało spazmatycznie od płaczu. Nieraz czuł ulgę po wylaniu kilku łez, ale w tamtym momencie miał wrażenie, że czuje się jeszcze gorzej. Zdał sobie sprawę, że jest naprawdę podły, zachowując się w stosunku do Liama. Czuł coraz większą pustkę, która wypełniała jego serce. Był rozdarty. Nie rozumiał, co się z nim stało.
Niall zawsze wiedział, czego oczekuje od życia. Zawsze był lojalny wobec osób, które kochał. Gdzie to się podziało? To pytanie w kółko krążyło w jego myślach, odbijając się echem.
- Czyżby kłopoty w związku? – Głos, który dobiegł zza jego pleców, sprawił, że niemal od razu stanął na równe nogi. Otarł wierzchem dłoni łzy, obserwując zaskoczony wyraz twarzy Zayna. Szybko jednak znów pojawił się na niej cwany uśmieszek. – Nie mów, że zerwaliście ze sobą i dlatego płaczesz.
Patrząc na Zayna, Nialla nagle ogarnęło dziwne uczucie. Nie umiał tego opisać. Zupełnie, jakby właśnie doznał myśli, która miała zmienić jego życie. Jakby to, co krążyło po jego głowie, było prostym krokiem do rozwiązania problemów.
- Wiesz co, Zayn? Nigdy cię nie zrozumiem. – Prychnął cicho pod nosem, słysząc swoje słowa. Nie to chciał powiedzieć. – Nigdy nie chciałbym cię zrozumieć. Przez ostatnie miesiące wyrobiłem sobie opinię na twój temat. Chodzący kłopot, to naprawdę idealne określenie dla ciebie. Gdzie się nie zjawisz, tam są problemy. Co z tobą nie tak?!
- O czym ty bredzisz, Niall? – zapytał, marszcząc brwi.
Niall szybko wydobył z kieszeni bordowej bluzy telefon, ocierając łzy z policzków, które wcześniej nie zostały starte. Skupił całą swoją uwagę na poszukiwaniu w folderach rzeczy, która była mu potrzebna. A mimo to wiedział, że Zayn patrzy na niego, niemo domagając się wyjaśnień jego zachowania. W końcu Niall uśmiechnął się, odtwarzając krótki filmik i pokazał go Zaynowi.
- Obejrzyj.
Zayn wziął telefon w dłoń. Jego brwi wydawały się być bardziej ściągnięte. Był przerażony, a Niall wyczuł to. Wiedział, ile dla Zayna znaczyło utrzymanie relacji z Harrym w tajemnicy. A on, prosty Irlandczyk, właśnie ukazał mu swój dowód w postaci krótkiego nagrania.
Zayn przypomniał sobie chwilę, kiedy to zostało nakręcone. To było za budynkiem szkoły, po dodatkowych treningach. Poszedł tam razem ze Stylesem zapalić. Tak po prostu. Od czasu do czasu zdarzało się im to. Wtedy też nie mogli wytrzymać braku swojej bliskości. Nie pomyśleli tylko, że ktoś taki jak Niall, który musiał zostawać przez drugie półrocze na dodatkowych zajęciach z francuskiego, mógł być jeszcze w szkole. I akurat tego felernego dnia ich przyłapał.
Brunet uniósł gwałtownie głowę. Jego wzrok ociekał złością, a zarazem strachem, co sprawiło, że Niall się uśmiechnął delikatnie.
- Usuń to. – Powiedział pewnie, ruchem głowy wskazując telefon.
- Co…?
- Masz to natychmiast usunąć i oddać mi mój telefon! – Zażądał Niall, wyciągając w kierunku swojego współlokatora roztrzęsioną dłoń.
Zayn wydawał się być oniemiały. Szybko jednak skasował nagranie, wręczając telefon blondynowi. Na jego twarzy pojawił się wyraz wielkiej ulgi.
- Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój. – Spojrzał w bliżej nieokreślony punkt, znajdujący się za Zaynem, uśmiechając się szerzej. – Jesteś taki prosty. To wszystko było do przewidzenia. Lubisz mieć nad wszystkim władzę. Zawsze musi być tak, jak ty postanowisz. Bo przecież Zaynowi Malikowi się nie odmawia!
- To nieprawda! – zaprzeczył gwałtownie brunet.
- Prawda. Nie wypieraj się tego. Podchodziłeś mnie tylko dla jednego. Usunąłem dowód na twoje relacje z Harrym, więc jesteśmy kwita. Powiesz mi tylko, jak bardzo bawiło cię wykorzystywanie mnie? Fajnie jest traktować inne osoby, jak zwykłych poddanych? Jak służących? Jak robotów? Fajnie jest patrzeć, jak ktoś ci ulega? Fajnie jest manipulować kimś jak marionetką? – Skrzyżował dłonie na torsie, biorąc głęboki oddech. - Jesteś skończonym zerem.
Odszedł, pozostawiając Zayna samego. Stał z opuszczonymi rękoma, próbując przetrawić słowa współlokatora. Poczuł wewnątrz radość. Dopiął swego i Harry był bezpieczny. Jednak z drugiej strony czuł, że stracił coś, czego gdzieś wewnętrznie pragnął.
Zagubił się sam w swoich gierkach.
*
- No witaj... – Przeciągły i jak zwykle lekko zachrypnięty głos Stylesa rozbrzmiał po drugiej stronie słuchawki. Brzmiał kokieteryjnie, co niesamowicie rozbawiło Zayna. Osunął się po ścianie budynku pensjonatu. Poszedł na tyły, wiedząc, że nikt nie będzie mu przeszkadzał w rozmowie. Wzniósł wzrok ku niebu. – Tęskniłem już za twoim głosem.
- Mamy go. – Powiedział brunet, nie zważając na słowa przyjaciela.
Harry zachichotał po drugiej stronie.
- Nie wyspałeś się, czy co? O czym ty do mnie mówisz? – zapytał miękko.
- Horan naprawdę miał dowód na to, że jesteśmy tak jakby razem – wyjaśnił mu powoli, ostrożnie dobierając słowa.
Styles sapnął cicho. Brunet spodziewał się takiej reakcji. Gdyby prawda miała wyjść na jaw, to nie on miałby tutaj najbardziej pod górkę, tylko właśnie Harry. Zayn był silny, potrafiłby znieść krytykę, poniżenia. Także sytuację w domu na pewno zniósłby powoli. Ale nie jego przyjaciel. Czuł się zatem szczególnie zobowiązany wobec Harry’ego. To on wciągnął go w to wszystko. Jako pierwszy posunął się do niewinnego pocałunku, który rozpoczął wszystko. To on pokazał Stylesowi, że życie nie ogranicza się do tego, co przekazali mu rodzice. A kędzierzawy chłopiec wychowywał się wśród zagorzałych katolików. Gdyby kiedykolwiek jego mama miała usłyszeć, że Harry całuje się z innym chłopakiem, co więcej, uprawiają seks, z pewnością kazałaby mu spakować rzeczy i wynosić się, gdzie pieprz rośnie. Wstydziliby się go. Nie przyznaliby się do niego.
Zayn nie mógł do tego dopuścić. Już i tak mieli za złe, że zadaje się z Zaynem i Louisem, ale przymknęli na to oko. Zwyczajnie nie mógł pozwolić na pogorszenie się sytuacji.
- I co…? – Cichy i drżący głos w końcu wydobył się z ust jego przyjaciela, powodując dreszcze na karku bruneta. Zayn szybko potarł to miejsce.
- Widzisz, Harry… Postanowiłem działać tak, jak ustalaliśmy. Skoro padły takie oskarżenia z jego strony, mogłem śmiało zacząć mieszać mu w głowie. Wiesz, że ma chłopaka, Liama, tak? – Harry przytaknął cichym pomrukiem. – On jest bardzo lojalny wobec niego i gdy tylko pocałowałem go raz czy dwa, odezwały się w nim wyrzuty sumienia.
Zayn zamilkł na chwilę, patrząc tępym wzrokiem na drzewa, uginające się pod wpływem wiatru. Westchnął, kiedy Harry poprosił go niemal szeptem, aby kontynuował.
- Słyszałem jego rozmowę chwilę temu. I naprawdę czuje wyrzuty sumienia z tego powodu. No wiesz… dlatego, że mnie pocałował. Potem powiedział mi otwarcie, że mnie przejrzał, że wie, dlaczego się tak zachowuję. Pokazał mi filmik, gdzie… całowaliśmy się.
- Oh. – Wyrwało się Harry’emu.
- Tak… - Zayn skinął głową, choć jego przyjaciel nie mógł tego dostrzec. – Wtedy po jednym z treningów za szkołą… Ugh, było gorąco. – Skomentował Zayn, uśmiechając się szeroko.
- Jak możesz teraz o tym myśleć? – zapytał z niedowierzaniem Harry, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
- Kazał mi usunąć to nagranie, rozumiesz? Tak wyprowadziło go z równowagi moje podrywanie, że chciał się mnie pozbyć.
- Jesteśmy bezpieczni? – zapytał z nadzieją, a Zayn mruknął na znak zgody. Wtedy Styles głośno wypuścił powietrze z ust. – Jak dobrze. Bałem się, że coś pójdzie nie tak.
Zayn uśmiechnął się, wstając. Rozejrzał się wokoło, upewniając, czy aby na pewno nikt go nie obserwował. Otrzepał wolną dłonią pupę z prochu, ruszając przed pensjonat.
- Powiedz mi, Harry. Pamiętasz, co ci kiedyś mówiłem? O czym kazałem ci nie zapominać?
- Że nigdy nie pozwolisz, aby coś mi się stało? – zapytał cicho Harry.
- Dokładnie. – Przytaknął Zayn. – Znamy się od dziecka. Jesteśmy jak bracia z tym wyjątkiem, że łączy nas coś skomplikowanego. I znam twojego ojca. Wiem, że nie byłbym mile widziany w domu wśród twoich rodziców.
- Nie mieszkałbym już w nim. – Zauważył Harry ze smutkiem. Szybko jednak odpędził od siebie te myśli. – Mam taką straszną ochotę pocałować cię teraz i po prostu się przytulić.
- Harry, proszę… - jęknął błagalnie Zayn. – Bo jeszcze zmusisz mnie do pójścia do toalety i zrobienia sobie dobrze… - Styles zaśmiał się głośno po drugiej stronie. – A to byłoby kompromitujące…
- Mów dalej – poprosił Harry, znów śmiejąc się radośnie.
- Nie, Harry! – Zaprotestował otwarcie, uśmiechając się szeroko. – Widzimy się za tydzień, a wtedy… - Kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej, kiedy usłyszał cichy pomruk po drugiej stronie. – Na razie, Kudłaty.
- Nie nazywaj mnie tak, lalusiu! – Warknął Styles, ciągle chichocząc.
- Naprawdę kończę. Do zobaczenia, Kudłaty.
W kuchni pojawił się, kiedy cała grupa udała się do swoich pokoi albo na zewnątrz. Zastał tam już Zayna, który kończył myć stołówkę. Niall bez słowa zabrał się za mycie sterty brudnych naczyń, starając odciągnąć uwagę od myśli, które zaprzątały jego głowę. Wyrzuty sumienia rosły w nim coraz bardziej. Próbował znaleźć sposób, jak może oprzeć się Malikowi i co zrobić, aby ten na nowo go znienawidził.
Nie chciał kusić losu.
- Dlaczego nie przyszedłeś na śniadanie? – Niski i cichy głos, dobiegający tuż zza pleców Irlandczyka, wywołał na jego ciele dreszcze. W momencie cały się spiął.
Poczuł dłonie na swojej talii, które w zupełności rozproszyły go. Nie myślał już o niczym. Szczególnie w momencie, kiedy poczuł ciało bruneta, przylegające do jego pleców.
- Nie mów, że będziesz chodził teraz obrażony – wyszeptał Zayn do jego ucha, śmiejąc się cicho. Po ciele blondyna przeszło stado dreszczy, wywołane bliskością Malika. – Niall, poważnie?
- Zostaw mnie – powiedział spokojnie Niall, odwracając się przodem do bruneta. – Mam cię szczerze dość. Myślałem, że twoje dokuczanie i poniżanie mnie jest straszne, ale… Myliłem się.
- Przesadzasz. – Zayn zmniejszył dystans, dzielący ich, jednak nie pocałował Nialla. Chciał się z nim podroczyć, co było w jego naturze. – Widzę, że ci się podobam.
Niall prychnął pod nosem, odwracając głowę w bok.
- Nie bądź tego taki pewien.
- Na pewno wieczorami, kiedy leżymy w łózkach, ty myślisz o różnych… - Uwiesił na chwilę głos, kiedy dostrzegł niewielki błysk w oku Nialla. – O różnych rzeczach – dokończył, oblizując lubieżnie wargi. Widział, że Niall ulega. Oddychał szybciej, a jego wzrok nie potrafił znaleźć lokalizacji pomiędzy jego ustami a oczami. – Nie rozumiem tylko, dlaczego się przed tym tak bardzo bronisz…
- Skończ – wydyszał słabo słyszalnie Niall, zdając sobie sprawę, że tylko chwila go dzieli od rzucenia się na współlokatora.
- Wiesz dobrze, że jestem obok – ciągnął Zayn, nie zważając na słowa Irlandczyka. Patrzył na jego usta, uśmiechając się zadziornie. – Jestem chętny na nowe doświadczenia. To ty się przed tym bronisz i zupełnie nie rozum…
Czując na swoich ustach wargi Nialla, Zayn uśmiechnął się ostrożnie. Szybko jednak skupił się na oddaniu tej pieszczoty, ujmując twarz blondyna w dłonie. Próbując rozdzielić ich wargi językiem, z ust Nialla wydobyło się ciche sapnięcie. Dla Zayna było to jasnym sygnałem. Niall był jego. Teraz był tego pewien. Niall mu uległ w podobny sposób jak Harry. Była jednak zasadnicza różnica pomiędzy tą dwójką. Nie do końca był szczery z obydwoma, ale miał jeszcze szansę to naprawić. Nie wiedział tylko, czy decyzja, którą podejmie, będzie dla niego właściwa.
*
Niedzielny wieczór był wyjątkowo ciepły, jak na późnowiosenną porę. Cóż, lato zbliżało się wielkimi krokami, jednak nawet w tym przypadku Niall nie mógł liczyć na wielkie upały, których miał szansę zaznać w Australii w czasie ferii zimowych, gdzie udał się do swojego brata i jego narzeczonej. Tam także lubił spędzać czas na plaży. Wykorzystywał to, że domek Grega i Sally znajdował się tylko pięćset metrów od wybrzeża, a wokoło było wyjątkowo spokojnie. I na dodatek pięknie.
Już od dobrych kilkunastu minut bawił się telefonem, zastanawiając, czy wybrać jeden zasadniczy numer. Obawiał się, że jego chłopak mógłby zacząć coś podejrzewać. Zdawał sobie sprawę, że Liam zna go na wylot. Wie, kiedy Niall kłamie. To go przede wszystkim powstrzymywało.
Westchnął głęboko, przesuwając palcem po ekranie, tym samym wykonując połączenie.
- Nie ma odwrotu – szepnął cicho do siebie, przykładając telefon do ucha.
W wielkim napięciu wsłuchiwał się w sygnały, aż w końcu usłyszał aksamitny głos, na dźwięk którego niegdyś czuł mrowienie w brzuchu. Teraz poza wyrzutami sumienia nie czuł nic.
- Jak sobie radzisz? – zapytał starszy chłopak.
- W porządku – odparł przygnębiony. Chciał choć w połowie cieszyć się, że może słyszeć głos swojego chłopaka, jednak nie potrafił się do tego zmusić. – Jakoś dajemy radę.
- Zmienił się choć trochę?
- Przynajmniej nie kpi z tego, że jestem gejem. – Niall prychnął pod nosem. Chociaż mówił prawdę Liamowi, nie mógł uwierzyć, jak wiele może ukryć pod tymi prostymi słowami.
- Brzmisz, jakby ci tego brakowało. – Liam zachichotał, wprawiając w ruch serce Nialla. Prędko się otrząsnął, bojąc popełnić kolejnej gafy. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Liam mu przerwał. – Tylko nie wierz mu. Był, jest i będzie fałszywy, nic tego nie zmieni.
- Wiem, wiem…
Pomiędzy chłopakami zapadła chwilowa cisza, zakłócana jedynie ich oddechami i cichymi szmerami po drugiej stronie. Niall wywnioskował, że Liam prawdopodobnie gdzieś idzie. Cichy trzask drzwi tylko potwierdził jego przypuszczenia.
- Tęsknię za tobą – powiedział czule Liam.
Trzy proste słowa sprawiły, że Niall poczuł napływającą wilgoć do oczu. Zdał sobie sprawę, że popełnił wiele niewybaczalnych błędów. W tym momencie wyrzuty sumienia niemal go zjadały. Był bliski wyznania prawdy swojemu chłopakowi, ale zrezygnował, odkładając to na powrót z obozu.
- Ja za tobą też, Li… - Odparł cicho, zagryzając wargę. – Będę kończył. Odezwę się niedługo.
Szybko rozłączył się, wsuwając telefon do kieszeni. Schował twarz w dłoniach, już więcej nie ukrywając łez. Jego ciało zadrżało spazmatycznie od płaczu. Nieraz czuł ulgę po wylaniu kilku łez, ale w tamtym momencie miał wrażenie, że czuje się jeszcze gorzej. Zdał sobie sprawę, że jest naprawdę podły, zachowując się w stosunku do Liama. Czuł coraz większą pustkę, która wypełniała jego serce. Był rozdarty. Nie rozumiał, co się z nim stało.
Niall zawsze wiedział, czego oczekuje od życia. Zawsze był lojalny wobec osób, które kochał. Gdzie to się podziało? To pytanie w kółko krążyło w jego myślach, odbijając się echem.
- Czyżby kłopoty w związku? – Głos, który dobiegł zza jego pleców, sprawił, że niemal od razu stanął na równe nogi. Otarł wierzchem dłoni łzy, obserwując zaskoczony wyraz twarzy Zayna. Szybko jednak znów pojawił się na niej cwany uśmieszek. – Nie mów, że zerwaliście ze sobą i dlatego płaczesz.
Patrząc na Zayna, Nialla nagle ogarnęło dziwne uczucie. Nie umiał tego opisać. Zupełnie, jakby właśnie doznał myśli, która miała zmienić jego życie. Jakby to, co krążyło po jego głowie, było prostym krokiem do rozwiązania problemów.
- Wiesz co, Zayn? Nigdy cię nie zrozumiem. – Prychnął cicho pod nosem, słysząc swoje słowa. Nie to chciał powiedzieć. – Nigdy nie chciałbym cię zrozumieć. Przez ostatnie miesiące wyrobiłem sobie opinię na twój temat. Chodzący kłopot, to naprawdę idealne określenie dla ciebie. Gdzie się nie zjawisz, tam są problemy. Co z tobą nie tak?!
- O czym ty bredzisz, Niall? – zapytał, marszcząc brwi.
Niall szybko wydobył z kieszeni bordowej bluzy telefon, ocierając łzy z policzków, które wcześniej nie zostały starte. Skupił całą swoją uwagę na poszukiwaniu w folderach rzeczy, która była mu potrzebna. A mimo to wiedział, że Zayn patrzy na niego, niemo domagając się wyjaśnień jego zachowania. W końcu Niall uśmiechnął się, odtwarzając krótki filmik i pokazał go Zaynowi.
- Obejrzyj.
Zayn wziął telefon w dłoń. Jego brwi wydawały się być bardziej ściągnięte. Był przerażony, a Niall wyczuł to. Wiedział, ile dla Zayna znaczyło utrzymanie relacji z Harrym w tajemnicy. A on, prosty Irlandczyk, właśnie ukazał mu swój dowód w postaci krótkiego nagrania.
Zayn przypomniał sobie chwilę, kiedy to zostało nakręcone. To było za budynkiem szkoły, po dodatkowych treningach. Poszedł tam razem ze Stylesem zapalić. Tak po prostu. Od czasu do czasu zdarzało się im to. Wtedy też nie mogli wytrzymać braku swojej bliskości. Nie pomyśleli tylko, że ktoś taki jak Niall, który musiał zostawać przez drugie półrocze na dodatkowych zajęciach z francuskiego, mógł być jeszcze w szkole. I akurat tego felernego dnia ich przyłapał.
Brunet uniósł gwałtownie głowę. Jego wzrok ociekał złością, a zarazem strachem, co sprawiło, że Niall się uśmiechnął delikatnie.
- Usuń to. – Powiedział pewnie, ruchem głowy wskazując telefon.
- Co…?
- Masz to natychmiast usunąć i oddać mi mój telefon! – Zażądał Niall, wyciągając w kierunku swojego współlokatora roztrzęsioną dłoń.
Zayn wydawał się być oniemiały. Szybko jednak skasował nagranie, wręczając telefon blondynowi. Na jego twarzy pojawił się wyraz wielkiej ulgi.
- Mam nadzieję, że teraz dasz mi spokój. – Spojrzał w bliżej nieokreślony punkt, znajdujący się za Zaynem, uśmiechając się szerzej. – Jesteś taki prosty. To wszystko było do przewidzenia. Lubisz mieć nad wszystkim władzę. Zawsze musi być tak, jak ty postanowisz. Bo przecież Zaynowi Malikowi się nie odmawia!
- To nieprawda! – zaprzeczył gwałtownie brunet.
- Prawda. Nie wypieraj się tego. Podchodziłeś mnie tylko dla jednego. Usunąłem dowód na twoje relacje z Harrym, więc jesteśmy kwita. Powiesz mi tylko, jak bardzo bawiło cię wykorzystywanie mnie? Fajnie jest traktować inne osoby, jak zwykłych poddanych? Jak służących? Jak robotów? Fajnie jest patrzeć, jak ktoś ci ulega? Fajnie jest manipulować kimś jak marionetką? – Skrzyżował dłonie na torsie, biorąc głęboki oddech. - Jesteś skończonym zerem.
Odszedł, pozostawiając Zayna samego. Stał z opuszczonymi rękoma, próbując przetrawić słowa współlokatora. Poczuł wewnątrz radość. Dopiął swego i Harry był bezpieczny. Jednak z drugiej strony czuł, że stracił coś, czego gdzieś wewnętrznie pragnął.
Zagubił się sam w swoich gierkach.
*
- No witaj... – Przeciągły i jak zwykle lekko zachrypnięty głos Stylesa rozbrzmiał po drugiej stronie słuchawki. Brzmiał kokieteryjnie, co niesamowicie rozbawiło Zayna. Osunął się po ścianie budynku pensjonatu. Poszedł na tyły, wiedząc, że nikt nie będzie mu przeszkadzał w rozmowie. Wzniósł wzrok ku niebu. – Tęskniłem już za twoim głosem.
- Mamy go. – Powiedział brunet, nie zważając na słowa przyjaciela.
Harry zachichotał po drugiej stronie.
- Nie wyspałeś się, czy co? O czym ty do mnie mówisz? – zapytał miękko.
- Horan naprawdę miał dowód na to, że jesteśmy tak jakby razem – wyjaśnił mu powoli, ostrożnie dobierając słowa.
Styles sapnął cicho. Brunet spodziewał się takiej reakcji. Gdyby prawda miała wyjść na jaw, to nie on miałby tutaj najbardziej pod górkę, tylko właśnie Harry. Zayn był silny, potrafiłby znieść krytykę, poniżenia. Także sytuację w domu na pewno zniósłby powoli. Ale nie jego przyjaciel. Czuł się zatem szczególnie zobowiązany wobec Harry’ego. To on wciągnął go w to wszystko. Jako pierwszy posunął się do niewinnego pocałunku, który rozpoczął wszystko. To on pokazał Stylesowi, że życie nie ogranicza się do tego, co przekazali mu rodzice. A kędzierzawy chłopiec wychowywał się wśród zagorzałych katolików. Gdyby kiedykolwiek jego mama miała usłyszeć, że Harry całuje się z innym chłopakiem, co więcej, uprawiają seks, z pewnością kazałaby mu spakować rzeczy i wynosić się, gdzie pieprz rośnie. Wstydziliby się go. Nie przyznaliby się do niego.
Zayn nie mógł do tego dopuścić. Już i tak mieli za złe, że zadaje się z Zaynem i Louisem, ale przymknęli na to oko. Zwyczajnie nie mógł pozwolić na pogorszenie się sytuacji.
- I co…? – Cichy i drżący głos w końcu wydobył się z ust jego przyjaciela, powodując dreszcze na karku bruneta. Zayn szybko potarł to miejsce.
- Widzisz, Harry… Postanowiłem działać tak, jak ustalaliśmy. Skoro padły takie oskarżenia z jego strony, mogłem śmiało zacząć mieszać mu w głowie. Wiesz, że ma chłopaka, Liama, tak? – Harry przytaknął cichym pomrukiem. – On jest bardzo lojalny wobec niego i gdy tylko pocałowałem go raz czy dwa, odezwały się w nim wyrzuty sumienia.
Zayn zamilkł na chwilę, patrząc tępym wzrokiem na drzewa, uginające się pod wpływem wiatru. Westchnął, kiedy Harry poprosił go niemal szeptem, aby kontynuował.
- Słyszałem jego rozmowę chwilę temu. I naprawdę czuje wyrzuty sumienia z tego powodu. No wiesz… dlatego, że mnie pocałował. Potem powiedział mi otwarcie, że mnie przejrzał, że wie, dlaczego się tak zachowuję. Pokazał mi filmik, gdzie… całowaliśmy się.
- Oh. – Wyrwało się Harry’emu.
- Tak… - Zayn skinął głową, choć jego przyjaciel nie mógł tego dostrzec. – Wtedy po jednym z treningów za szkołą… Ugh, było gorąco. – Skomentował Zayn, uśmiechając się szeroko.
- Jak możesz teraz o tym myśleć? – zapytał z niedowierzaniem Harry, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
- Kazał mi usunąć to nagranie, rozumiesz? Tak wyprowadziło go z równowagi moje podrywanie, że chciał się mnie pozbyć.
- Jesteśmy bezpieczni? – zapytał z nadzieją, a Zayn mruknął na znak zgody. Wtedy Styles głośno wypuścił powietrze z ust. – Jak dobrze. Bałem się, że coś pójdzie nie tak.
Zayn uśmiechnął się, wstając. Rozejrzał się wokoło, upewniając, czy aby na pewno nikt go nie obserwował. Otrzepał wolną dłonią pupę z prochu, ruszając przed pensjonat.
- Powiedz mi, Harry. Pamiętasz, co ci kiedyś mówiłem? O czym kazałem ci nie zapominać?
- Że nigdy nie pozwolisz, aby coś mi się stało? – zapytał cicho Harry.
- Dokładnie. – Przytaknął Zayn. – Znamy się od dziecka. Jesteśmy jak bracia z tym wyjątkiem, że łączy nas coś skomplikowanego. I znam twojego ojca. Wiem, że nie byłbym mile widziany w domu wśród twoich rodziców.
- Nie mieszkałbym już w nim. – Zauważył Harry ze smutkiem. Szybko jednak odpędził od siebie te myśli. – Mam taką straszną ochotę pocałować cię teraz i po prostu się przytulić.
- Harry, proszę… - jęknął błagalnie Zayn. – Bo jeszcze zmusisz mnie do pójścia do toalety i zrobienia sobie dobrze… - Styles zaśmiał się głośno po drugiej stronie. – A to byłoby kompromitujące…
- Mów dalej – poprosił Harry, znów śmiejąc się radośnie.
- Nie, Harry! – Zaprotestował otwarcie, uśmiechając się szeroko. – Widzimy się za tydzień, a wtedy… - Kąciki jego ust powędrowały jeszcze wyżej, kiedy usłyszał cichy pomruk po drugiej stronie. – Na razie, Kudłaty.
- Nie nazywaj mnie tak, lalusiu! – Warknął Styles, ciągle chichocząc.
- Naprawdę kończę. Do zobaczenia, Kudłaty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)