czwartek, 2 stycznia 2014

478

-Jak to odwołali wszystkie loty…cholerna śnieżyca- rozłączyłem się i rzuciłem telefonem na stolik, opadając na fotel. ‘Pierwsze święta bez rodziny. Pieprzony Londyn, pieprzony śnieg, pieprzony brak lotów…wszystko jest nie tak jak powinno. Jeszcze ktoś dobija się do drzwi naprzeciwko. Czy ta dziewczyna nie mogła uprzedzić swoich znajomych, że wyjeżdża? Muszę robić za jej recepcjonistę, jakby ten palant, który próbuje się z nią skontaktować nie mógł do niej zadzwonić ‘ Wyjrzałem przez judasz w drzwiach i zobaczyłem chłopaka w czarnej kurtce i obcisłych jeansach. Naprawdę nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, ale dźwięk pukania w drzwi doprowadzał mnie do szału. Nabrałem dużo powietrza w płuca i powoli wypuszczałem, dopiero decydując się na otworzenie własnych drzwi.

-Hej, jeśli próbujesz znaleźć Gemmę to źle trafiłeś- powiedziałem spokojnym głosem do nieznajomego, którego ciało widocznie się spięło, ale dzięki bogu pukać. Już miałem wracać do mieszkania, ale jego ochrypły głos zatrzymał mnie w progu.
-Nie wiesz gdzie mogę ją znaleźć?- spojrzał w moją stronę, a mi odjęło kompletnie mowę. Musiałem tam wyglądać jak kompletny idiota stojąc z otwartymi ustami i wzrokiem wpatrzonym w jego zielone tęczówki.
-Um..wyszła z wysokim blondynem. Chyba ma na imię Niall?- ocknąłem się dopiero po chwili i przypomniałem sobie jego pytanie.
-Własna siostra mnie zostawiła mnie w święta…eh, no cóż pójdę już i dzięki za pomoc- mogę przysiądź, że puścił mi oczko, cholerne oczko! Przyłapałem się na patrzeniu na jego tyłek, gdy ruszył w kierunku schodów. ‘Ogarnij się Tomlinson’ pomyślałem i zamknąłem za sobą drzwi. ‘Boże…taki wstyd, musiał sobie chyba pomyśleć, że jestem jakimś zboczonym napaleńcem. A może powinienem go zaprosić do siebie? W końcu zostałem sam na święta i on najwyraźniej też, ale nie to bez sensu, nawet go nie znam. Co ja sobie myślę? Nie mam czasu przejmować się jego problemami z wigilią, gdy mam na głowie swoje, a jeden z nich to taki, że nie mam kompletnie nic do jedzenia w lodówce’ ubrałem buty i ciepłą, puchową kurtkę po czym wyszedłem do sklepu. Co roku mnie zastanawia czy ludzie naprawdę muszą robić zakupy na ostatnią chwile? Czy wszyscy mają takie nagłe sytuacja jak ja czy po prostu nie chce im się ruszyć wcześniej dupy z kanapy, żeby potem robić te okropne kolejki w sklepach…Stojąc z wózkiem, w którym miałem jedynie mąkę, suszone owoce i trochę przypraw potrzebnych do zrobienia mince pies* myślałem, że dosłownie oszaleję. Dziękowałem Bogu, że ktoś wymyślił kasy „do 10 produktów”, bo w reszcie z nich kolejki były jeszcze dłuższe. Jak wielka była moja ulga, gdy wreszcie zapłaciłem za zakupy i mogłem opuścić ten zatłoczony supermarket. Na parterze w moim bloku swoją siedzibę ma Starbucks, więc postanowiłem przy okazji wpaść na pierniczkową latte z dużą ilością bitej śmietany. To jedyne czego było mi trzeba na wszystkie moje problemy. Zadowolony wyszedłem w jednej ręce z gorącym kubkiem kawy, a w drugiej z papierową torbą na zakupy. Zacząłem schodzić po schodach i wszystko byłyby dobrze, gdyby nie lód którym były pokryte. W jednej chwili torba poleciała w górę, a ja spadłem 3stopnie niżej wpadając na nogi jakiegoś chłopaka, który poleciał do przodu i wylądował z moim napojem na plecach. W pierwszej chwili przejąłem się tylko kawą, na którą miałem wielką ochotę, ale oprzytomniałem i ignorując ból pleców, podbiegłem do chłopaka, który leżał podparty na rękach na chodniku.

-Przepraszam, nic ci się nie stało? –wyciągnąłem do niego rękę – Mogliby coś zrobić z tymi oblodzonymi schodami, ale…-urwałem, bo chłopak podniósł głowę, a nieznajomy okazał się być tym samym, który jakiś czas wcześniej sprawił, że odjęło mi mowę.
-Nic mi nie jest, w przeciwieństwie do mojej kurtki – dotknął mokrej plamy na swoich plecach – hm…czyżbym czuł pierniczki? Pierniczkowa latte?- spojrzał pytająco.
-Ta-tak- jąkałem się. ‘Cholera, czemu się jąkam? Znów wyjdę na idiotę…’
-Przynajmniej wiem, że wpadł na mnie ktoś z dobrym gustem. To moja ulubiona kawa – uśmiechnął się szeroko przez co mogłem zobaczyć jego urocze dołeczki i podniósł z ziemi moje zakupy podając mi torbę.
-Dzięki. Czekasz na Gemmę? – przynajmniej tym razem udało mi się ułożyć sensowne zdanie.
-Szczerze mówiąc miałem nadzieje, że przyjdzie, bo nie odbiera moich telefonów, a miałem z nią spędzić wigilie, ale chyba nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do domu i pójść spać – westchnął ciężko, a z jego ust wydobył się obłoczek pary.
-Chcesz powiedzieć, że stałeś przez godzinę na tym mrozie?- byłem naprawdę zaskoczony jego odpowiedzią.
-W zasadzie to tak…wiem, że to głupie, ale nie chciałem spędzić najlepszego dnia w roku sam – skierował wzrok na buty – Nie będę cię zatrzymywać, pewnie czeka na ciebie rodzina – klepnął mnie w bark i odwrócił się tyłem. Mało myśląc złapałem go za ramię i odwróciłem w swoją stronę.’ Teraz , albo nigdy.’
-Naprawdę myślałeś, że puszczę Cie z przemoczoną kurtką do pustego mieszkania w wigilię?-otworzył szeroko oczy i popatrzył na mnie ze zdziwieniem- Zapraszam cię do siebie, oczywiście jeśli tylko masz ochotę.
-Huh, to bardzo miłe z twojej strony, ale nie chcę ci przeszkadzać. To czas z rodziną i nie będę się dobrze czuł jako piąte koło u wozu…-dodał już ciszej.
-Mieszkam sam, a moja rodzina w Doncaster. Miałem dzisiaj do nich lecieć, ale na drodze samolotu panuje potężna śnieżyca i wszystko zostało odwołane, więc zostałem skazany na samego siebie-odważyłem się puścić mu zachęcające oczko i złapać pod ramię.
-Nie mam wyjścia, prawda?- zapytał rozbawiony moim zachowaniem.
-Nie, sądzę że nie masz- uśmiechnąłem się szeroko i ruszyliśmy do mojego mieszkania.

Otworzyłem drzwi i puściłem nieznajomego przodem dopiero uświadamiając sobie, że się nie przedstawiłem. ‘Pięknie Tomlinson. Nie przeszkadzało Ci patrzenie się na dupę tego chłopaka przez 3 piętra, ale o imię to się już nie zapytałeś’ odstawiłem zakupy na blat w kuchni i wróciłem do przedpokoju, żeby zdjąć buty.

-Z góry przepraszam za brak ozdób świątecznych, ale myślałem że mnie tu nie będzie. Czuj się jak u siebie…tak właściwie to jak masz na imię?- zaśmiałem się i zwróciłem do chłopaka o cudownych brązowych loczkach, które uwolnił spod grubej, wełnianej czapki, którą wcześniej nosił.
-Harry, ale przyjaciele mówią mi Hazza, albo Curly-podał mi swoją rękę- A ty mój wybawco?
-Louis, ale przyjaciele mówią Lou- odpowiedziałem na jego uścisk dłoni, a w moim brzuchu rozszalało się stado motyli. ‘Opanuj się Louis, opanuj się Louis, opanuj się Louis’ powtarzałem w głowię jak mantrę, zanim usłyszałem najpiękniejszy śmiech jak w życiu słyszałem i wróciłem do rzeczywistości.

-O czym tak myślisz Lou?-popatrzył prosto w moje oczy. ‘Powiedział Lou, o boże…powiedział Lou. Czemu zachowuję się jak zakochana nastolatka? Tylko spokojnie, przestań robić z siebie debila’
-Czemu myślisz, że o czymś myślę? – ‘Kolejny raz brawo dla ciebie Tomlinson za świetnie złożone zdanie’ czułem jak moje policzki oblewa czerwony rumieniec, a ja chciałem zapaść się pod ziemię, gdy najgorsze miało dopiero nadejść.
-Bo ciągle trzymasz moją dłoń!- zaśmiał się jeszcze głośniej, a ja nerwowo rozłączyłem nasze ręce odskakując krok w tył.
-Musisz uważać mnie za nienormalnego -westchnąłem cicho i spuściłem głowę.
-Miałbym uważać za nienormalnego osobę dzięki, której nie muszę siedzieć teraz w domu i wypłakiwać się w poduszkę, że wszyscy mnie opuścili? – uśmiechną się tak uroczo, że jestem pewien, że znów stałem wpatrzony w niego z otwartymi ustami.- Nie, na pewno nie. A jeśli już powiedziałeś, że mogę się czuć jak u siebie to czy mógłbyś mi dać jakieś spodnie na przebranie się? Wydaje mi się, że moje są pokryte kawą.
-Tak, jasne- budowanie krótszych zdań szło mi dużo lepiej. Weszliśmy do mojego pokoju, a ja wygrzebałem z szuflady parę szarych dresów. – Mam nadzieje, że będą pasować, gdybyś czegoś jeszcze potrzebował to mów śmiało. Będę w kuchni i zacznę robić babeczki –odpowiedział mi jedynie uśmiechem, a ja nie odmówiłem sobie okazji, żeby popatrzeć przez niedomknięte drzwi na jego tyłek w samych bokserkach. Musiałem mocno się powstrzymywać, żeby nie rzucić się na niego w tamtej chwili, ale opanowałem swoje żądze i po rozłożeniu wszystkich składników zabrałem się za wyrabianie ciasta. Harry wszedł przebrany do kuchni, a moje dresy sięgały mu nad kostki. Wyglądał tak zabawnie, że nie potrafiłem powstrzymać śmiania się z jego wyglądu. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, ale przyłączył się do mnie przy stole. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się jak dwójka dobrych przyjaciół. Włożyłem nasze dzieło do piekarnika i nie zdążyłem się całkiem odwrócić, gdy na moją twarz poleciała garść mąki.

-To za śmianie się z mojego wyglądu!- zachichotał Harry, a ja próbowałem ścierką zetrzeć z siebie sypki proszek, który drażnił moje oczy i nos.
-No nie Hazza! Nie ujdzie ci to na sucho!- w miarę czysty rzuciłem się w jego kierunku, ale musiał chwilę wcześniej wyczuć zagrożenie, bo uciekł przede mną do salonu. Biegaliśmy wokół kanapy, a gdy w końcu udało mi się go przewrócić na podłogę, zacząłem łaskotać go po brzuchu. Siedziałem na nim okrakiem, a on wił się pode mną i nie mogłem odgonić od siebie nieprzyzwoitych myśli, gdy dodatkowo krzyczał

-Oh nie Louis…Louis proszę przestań…hahaha Louis błagam cię!
-Masz za swoje Curly- zszedłem z niego, bardziej dla tego, że nie mogłem wytrzymać już jego widoku w takiej sytuacji niż dlatego że mnie o to prosił. Niestety dla niego to nie był koniec zabawy. Wykorzystując moją chwile nieuwagi teraz to on mnie łaskotał po czym po chwili uciekł, chowając się za drzwi mojego pokoju.- Nie schowasz się tam! W końcu będziesz musiał wyjść! – na palcach zakradłem się i czekałem na odpowiedni moment, żeby się na nim odegrać. Chłopak uchylił drzwi i gdy tylko wystawił głowę, żeby się rozejrzeć, złapałem go za nadgarstki i przyparłem miednicą do ściany. Nie byłem pewien, ale wydawało mi się że nie tylko mój członek był nabrzmiały. Spojrzałem niepewnie w jego oczy, ale odnalazłem w nich tylko migające iskierki. Przeniosłem wzrok na jego śmiejące się usta i znów na oczy. ‘Warto spróbować’ zaledwie cmoknąłem jego usta bojąc się o odrzucenie i odsunąłem niepewnie twarz czekając na jego ruch. Kilka sekund wydawało się być wiecznością, której nie mogłem już znieść. Cała niepewność, strach i miliony innych myśli krążyły mi po głowie, gdy jego wąska linia ust ułożyła się ponownie w szeroki uśmiech, a spomiędzy warg wydał cichy chichot. Uznałem to za śmiech z mojego zachowania, więc szybko odskoczyłem od niego i odwróciłem się w stronę drzwi pragnąc uciec stamtąd przed upokorzeniem jakie czekało mnie, gdy Harry się spyta co sobie myślałem całując go. Zrobiłem krok w kierunku wyjścia, podczas gdy ktoś mocno okręcił mnie tyłem do łóżka i pchnął na nie. Loczek nie czekał na moją reakcje i od razu usiadł na moich udach okrakiem, zatapiając swoje usta w moich i błądząc językiem po podniebieniu. Jego ręce znalazły się pod moją koszulką i wędrowały od góry do dołu po moim torsie, zahaczając o wrażliwe sutki na co odpowiadałem zduszonymi jękami. Niestety musiał zauważyć moją wstydliwą słabość, bo uśmiechną się zadziornie i zsunął ze mnie koszulkę, która poleciała w kąt pokoju. Przejechał językiem od podbrzusza do sutków, zatrzymując się na jednym z nich liżąc, ssąc i przygryzając go na zmianę, podczas gdy szczypał drugiego palcami drugiej ręki. Nie mogłem już dłużej tłumić w sobie rozkoszy i zacząłem głośno oddychać, cicho pomrukując od czasu do czasu jego imię. Moje sutki stawały się coraz twardsze i nabrzmiałem (z resztą nie tylko one) i musiałem go powstrzymać, bo doszedłbym pod wpływem jego zwinnego, ciepłego języka. Szybkim ruchem zrzuciłem go z siebie i przycisnąłem do materaca. Rozumiejąc sugestię, ściągnął tshirt i przyciągnął mnie za kark do swoich ust. Całowaliśmy się namiętnie, z pasją i pożądaniem. Jego język toczył nieustanną walkę z moim o dominacje, ale ostatecznie przeniosłem się od jego spuchniętych warg na szyję, zaciskając pomiędzy zębami kawałek jego bladej skóry i zasysając z całej siły na co wypchnął biodra do przodu prze co nasze twarde erekcje otarły się o siebie. Popatrzyłem na swoje dzieło, które zaczynało sinieć i polizałem jej delikatnie jeszcze kilka razy. Powoli zszedłem z pocałunkami na klatkę, całując każde z żeber, a następnie przejechałem językiem po cienkiej skórze brzucha, na co Harry zaczął się wić i wyginać jakby prosił o więcej. Ułożyłem się wygodniej między jego nogami i zabrałem się za ściągnięcie z niego szarych dresów, a później bokserek. Jego penis stał teraz na baczność w całej okazałości, a ja spojrzałem na loczka, który patrzył na mnie wręcz błagalnym wzrokiem, gdy drażniłem się z nim zataczając palcem kółeczka na jego podbrzuszu. Z jego ust wydobyło się ochrypłe ‘-Proszę…’ i to wystarczyło, żebym wsunął jego główkę w swoje usta. Kilka razy przejechałem językiem po całej długości, koniuszkiem zahaczając o wrażliwą górę na co Hazza odpowiedział głośnymi jękami i coraz mocniejszym zaciskaniem rąk na pościeli łóżka. Postanowiłem go dłużej nie drażnić, więc złapałem go u podstawy i wsunąłem całą długość do ust. Krzyczał jak w amoku ‘-Oh, Louis….kurwa…Chryste…Louis!’ co jedynie zachęcało mnie do pogłębiania mojego działania. Wtopił ręce w moje włosy, ale po chwili mocno zacisnął na nich ręce i podciągnął mnie w górę. Na początku poczułem ból, ale to jedynie sprawiło, że napaliłem się na niego bardziej. Bez zastanowienie wdarłem się pomiędzy jego wargi i przygryzłem jedną z nich ciągnąc ją do tyłu. Loczek mocno przycisnął paznokcie do moich pleców i przejechał nimi z całej siły po mojej skórze. Ze całą pewnością oboje jutro będziemy mieć pamiątki z tej nocy, ale teraz to nie miało znaczenia.

-Masz lubrykant i gumki?- zapytał zdyszany gdy na chwile się od siebie oderwaliśmy. Sięgnąłem do szafki nocnej i wyciągnąłem z niej żel i prezerwatywę, ale gdy chciałem otworzyć tubkę Harry zabrał mi ją z rąk i ponownie przewrócił mnie, tak że to on dominował. Przysunął się do mojego ucha i niskim głosem szepnął- Byłeś niegrzeczny Lou. Dzisiaj to ja cię będę pieprzył…
-Nie-niegrzeczny?- wydusiłem z siebie, gdy jego ręka powędrowała do mojego rozporka.
-Och, nawet nie wiesz jak bardzo. Jak mogłeś założyć tak wąskie spodnie, które opinały twoją idealną pupę?- rozpiął guzik i suwak, po czym zsunął ze mnie wąskie spodnie i bokserki.

Subtelnie sunął obiema rękami od moich łydek w górę, zatrzymując się na mojej żuchwie. Złapał ją w dwie ręce i mocno przyciągnął do siebie, dając mi soczystego, pełnego uroku buziaka. Jego usta przeszły do płatka ucha, który przygryzł i ciepłym oddechem drażnił szepcząc ‘-Odwróć się’. Posłusznie wykonałem jego prośbę i moment później poczułem jak jego smukły palec wsunął się we mnie, a ja zacisnąłem zęby, żeby nie pisnąć z bólu. Powoli pogłębiał swoje ruchy, drugą ręką błądząc po moim torsie i kolejny raz zabawiając się z moimi sutkami. Gdy nieco się rozluźniłem, dodał drugi i całkowicie odpadłem. Uczucie był tak przyjemnie, że prosiłem go o więcej i więcej. Usłyszałem otwieranie lubrykantu, którego używał żeby przygotować się na wejście we mnie. Ustawił się przy moim wejściu i mocno objął moje biodra, wchodząc powoli, ale kręcąc biodrami na boki przez co bardzo szybko dostosowałem się do jego rozmiaru i dałem mu sygnał, żeby pogłębił swoje ruchy. Wszedł we mnie całą długością przez co krzyknąłem gardłowo i zacisnąłem palce na poduszce leżącej pode mną. Wiłem się ciałem po pościeli, gdy loczek przyśpieszał, a pokój wypełniały nasze krzyki i pomruki. Nachylił się nad moją szyją i mocno zagryzł jej kawałek, przez co czułem jak zbliża się mój koniec. Przesunął rękę przez tali i zacisnął na mojej męskości dostosowując ruchy na do pchnięć. Cały drżałem i czułem kumulujące się ciepło w podbrzuszu, a w moje głowie szumiało tak mocno, że na chwilę zatkały mi się uszy. Harry jęczał moje imię, wchodząc we mnie coraz szybciej i szybciej i przyciskając mnie do siebie ręką położoną na moim biodrze, podczas gdy druga nadal pracowała na moim penisie. Krzyknął ostatni raz głośno ‘-Kurwa Louis’ i poczułem wypełniające mnie ciepło, co spotęgowało moje doznania i doszedłem kilka sekund później. Hazza spowolnił ruchy pozwalając nam obojgu rozkoszować się orgazmem, po czym wyszedł ze mnie i opadł na puchatą kołdrę obok. Ciężko sapaliśmy, a po naszych ciałach spływały kropelki potu. Chłopak obrócił się twarzą do mnie i uśmiechną się pokazując linię białych zębów. Taki wydawał się idealny- z rumieńcami na policzkach, roztrzepaną grzywką i z uśmiechem, który mógłbym widywać codziennie. Niepewnie wsunął się pod moje ramie, używając mojej klatki jako poduszki i wtulił się w nią, podczas gdy jego loczki drażniły moje nozdrza. Nachyliłem się do jego głowy, żeby pocałować go w jej czubek, gdy nagle poczułem dziwny zapach. Oczywiście nie chodziło o włosy Hazzy, bo one pachniały cudownie jabłkami, ale o…

-Cholera!- poderwałem się z łóżka- Babeczki! – wybiegłem z pokoju, łapiąc po drodze bokserki i modląc się, żeby kuchnia się nie spaliła. Wpadłem do kuchni i rzuciłem się w stronę piekarnika, wyciągając ze środka spalone na węgiel ciastka.- Nic już z nich nie będzie…-westchnąłem, gdy zobaczyłem Harry’ego opartego o futrynę w moich za małych dresach, które idealnie odsłaniały jego wyrzeźbioną posturę i wcięcie V na dole brzucha.- Wydaje mi się, że dzisiaj nic nie zjemy.
-Nie szkodzi LouLou- złapał mnie od tyłu i mocno przycisnął do siebie, a jego usta krążyły po mojej szyi. –Możemy wrócić do poprzedniego zajęcia- powiedział tym cudownym, niskim i ochrypłym głosem, a ja mogłem poczuć jak jego ustaw wyginają się do uśmiechu, gdy o tym mówił.
-Myślę, że mógłbym się przyzwyczaić do takich świąt- odwróciłem się przodem do niego i wpiłem się zachłannie wpiłem w jego usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz