sobota, 4 stycznia 2014

4

Kiedy kolacja dobiegła końca i wszyscy wyszli, Johanna została jeszcze na chwilę by pogadać z Anne o dzisiejszym dniu. W tym samym czasie Harry i Louis udali się na górę.

- Powinniśmy kontynuować? – zapytał cicho Harry siadając na łóżku obok szatyna.

- Pewnie, że tak, a po tym wymyśliłem coś fajnego co możemy zrobić. – uśmiechnął się Louis zanim jego usta spotkały się z ustami Harry’ego w miękkim i słodkim pocałunku.

Szatyn owinął swoje ramiona wokół talii Harry’ego i zamruczał cicho. Pocałunek pochłonął ich w całości, aż Harry powoli się odsunął.

- Więc… co chciałbyś robić? – uśmiechnął się brunet leżąc na łóżku obok drugiego chłopaka.

- Więc… ja i Stan mieliśmy zarezerwowaną wizytę w studiu tatuażu na końcu ulicy. Powiedział mi, że nie będzie w stanie dzisiaj przyjść, więc… chciałbyś zrobić sobie swój pierwszy tatuaż Harry? – Louis uśmiechnął się szeroko patrząc na Harry’ego.

- Ja… ja… Nie sądzę żeby było mi wolno. – szepnął loczek opuszczając głowę w dół.

- Daj spokój Harry! Masz tylko jedno życie, nie marnuj tego! – zaprotestował szatyn, po czym poderwał się do góry ciągnąc za sobą bruneta. – To może być coś malutkiego na przykład na twoim biodrze, kostce, albo gdziekolwiek, gdzie twoja mama nie będzie w stanie tego dojrzeć. – dodał uśmiechając się szeroko.

Harry westchnął.

- No dobrze… - powiedział uśmiechając się nerwowo - chodźmy zrobić tatuaż.

- I o to chodzi! – wykrzyknął Louis całując policzek Harry’ego i ciągnąc go po schodach na dół.

*

- Mamo, czy możemy z Louisem wyjść na spacer na chwilę? – zapytał Harry.

Anne obdarzyła go spojrzeniem mówiącym „Mój matczyny instynkt mówi mi, że nie powinnam się zgadzać”, ale w końcu odpowiedziała:

- W porządku. Wróćcie zanim się ściemni – westchnęła.

- To tyczy się was dwóch. – dodała Johanna patrząc na swojego syna.

- Spoko, pa mamo! – zawołał chłopak, a potem pomachali im i wyszli.

Szli w dół ulicy, a Harry zasypywał Louisa pytaniami dotyczącymi tatuaży.

- Czy to boli? Czy wszystko będzie w porządku? Co jeśli się nie uda? Louis, nie jestem pewien co do tego… - zaczynał wariować, gdy w końcu dotarli do studia.

- Tak, pierwszy trochę boli, ale przyzwyczaisz się. Ci kolesie są najlepsi, będzie dobrze. Spójrz na moje tatuaże… wyglądają dobrze, prawda? – powiedział szatyn spokojnym głosem i zaczął pokazywać brunetowi swoje ramię pokryte tatuażami.

- Tak… tak wyglądają dobrze. – zachichotał nerwowo loczek spoglądając na salon.

Weszli do środka, a Louis przywitał się z chłopakiem, który był w środku.

- Siema Zayn! Jak leci? – zapytał obejmując go ramieniem i przytulając lekko.

Harry podążał za Louisem do pokoju z fotelem z podnóżkiem, książkami z wzorami i narzędziami do tatuażu. Gdy Louis zaczął rozmawiać z Zaynem, Harry rozglądał się po pomieszczeniu i powoli zaczynał panikować.

- To mój kolega Harry… jego pierwszy raz. – zaśmiał się cicho szatyn, a Zayn wyraźnie mógł dostrzec panikę i horror na bladej twarzy chłopaka.

- Cześć Harry. Jestem Zayn. Przyjaźnię się z Louisem i często robię mu jakiś tatuaż. O czym myślałeś dla siebie? – zapytał podając Harry’emu rękę i sadzając go na krześle.

Chwilę później podał mu książkę z wzorami, którą Harry zaczął przeglądać.

- T-ten mi się podoba. – powiedział nerwowo loczek wskazując na gwiazdę.

- Dobry wybór jak na pierwszy raz – skinął głową mulat – Gdzie chciałbyś go zrobić? – zapytał przygotowując wszystkie narzędzia.

- Może tutaj. – Harry podwinął koszulkę i pokazał miejsce pod swoim ramieniem, blisko pachy.

- Okej, no to zaczynajmy! – uśmiechnął się chłopak.

Przytrzymał rękę Harry’ego i zaczął przecierać miejsce by potem chwycić w ręce potrzebny do zrobienia przedmiot. Gdy igła dotknęła skóry Harry’ego, chłopak wydał z siebie zduszony krzyk i sięgnął po rękę Louisa. Zayn tylko się uśmiechnął – był przyzwyczajony do podobnych odgłosów podczas pierwszych tatuaży.

- Louis! – pisnął Harry podnosząc na niego wzrok – Boli.

- Wiem, ale jest malutki, więc to nie potrwa długo. – uśmiechnął się delikatnie.

- Harry właściwie to znosisz to lepiej niż Louis. – zachichotał mulat nie przerywając robienia tatuażu.

- Zamknij się. – zaśmiał się szatyn, a na jego twarzy pojawił się rumieniec.

Szatyn do samego końca trzymał dłoń Harry’ego i wszystko przebiegło płynnie.

Płynnie, dopóki Harry nie wróci do domu, a jego mama nie zauważy bandażu na jego ramieniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz