Zayn Malik. Znany i popularny w mieście gangster pod pseudonimem „Night killer”. Niezbyt sławny przydomek, ale dla niego był bardzo ważny. Nie liczył się z uczuciami innych, gardził litością, poniżał słabych, innych dobijał swoim pistoletem czy też nożem. Nie miał zahamowań. Uwielbiały go kobiety, niektórzy mężczyźni. Był przykładem dla podrzędnych mu wypierdków. I to mu się podobało. Od małego dążył do tego by być kimś. I stał się kimś. Stał się potworem. Często przysiadywał w Ministry of Sound, jednak tak naprawdę był tam zaciągany przez znajomych. Przez jego cholerny gang, który nie dawał chwili spokoju. Ale czy on sam sobie ją dawał?
~*~
Kolejny raz został w domu. Miał szczerze mówiąc dość potwornego hałasu, rumoru i Bóg wie czego. Usiadł na krześle i czyścił swój pistolet. Uwielbiał to robić, uspakajało go to. Po chwili jednak nie chciało mu się dokańczać tej roboty. Ze zrezygnowaniem założył swoją ulubioną, skórzaną kurtkę i wyszedł z domu. Otoczył go chłodny, lutowy wiatr. Wsiadł do swojego nowego maclarena i odjechał. Błądził się po mieście, bez celu. Musiał przemyśleć parę spraw, które zaważały na jego przyszłości. Na jego stylu bycia. Odpalił papierosa firmy L&M. Zaciągnął się trującym dymem i uśmiechnął pod nosem. On sam był trucizną. Przejechał na czerwonym świetle i zrobił ostre hamowanie, po czym skręcił w ulicę obok parku. Czasem stawał obok, siadał na ławce i obserwował innych. Spojrzał na elektroniczny zegarek, wskazujący 21.46. Zaparkował przy starej lampie, która migotała. Uwielbiał klimaty grozy i strachu. W końcu sam taki był. Wysiadł z czarnego samochodu a jego buty ocierały się o pęknięty chodnik. Od czasu do czasu się rozglądał. Wreszcie przekonawszy się, iż jest wszystko w porządku skręcił do parku.
~*~
Niall Horan. Wyglądał niczym anioł, i w środku taki też był. Porządny, miły o dobrym usposobieniu. Kochał grać na gitarze, która w sumie była jego jedynym sensem życia. Był mało znanym chłopakiem, praktycznie kilka osób z miasta znało go jako „Anioła o słowikowym głosie” I mieli racje. Uwielbiał wpatrywać się godzinami w chmury, czy też księżyc zdobiący sklepienie niebiańskie. Był jak on. Świecił własnym światłem. Nie przejmował się opinią innych na swój temat. Zawsze radosny i uśmiechnięty z ludźmi, sam smutny i przygnębiony.
Usiadł na krawędzi fontanny. Nie miał przy sobie gitary, spadła ze schodów razem z piłką. W efekcie była potłuczona, delikatnie mówiąc. A na nową gitarę musiał poczekać aż do urodzin lub więcej, gdyż u niego z pieniędzmi się nie przelewało. Pociągnął nosem i zaczął śpiewać jedną ze swoich ulubionych piosenek – Apologize. Blade światło księżyca okalało jego porcelanową twarz, sprawiając iż wyglądał jak Anioł. Chłopak uśmiechnął się i rozochocony zaczął śpiewać weselsze piosenki. Nie wiedział jednak, że ktoś go nieopodal obserwował.
~*~
Zayn przykucnął przy pieniu starego dębu. Nie widział dokładnie postaci niedaleko jego, ale głos Nieznajomego z chęcią obijał się w umyśle. Jego głos wyrył się w jego pamięci, jak hieroglify w kamieniu. Przysunął się bliżej, jednak popełnił błąd. Chrust zatrzeszczał, powodując iż blondyn zaczął się rozglądać. Był wystraszony, jednak nie opuścił go urok. Urok który pokochał Zayn. Wysunął się nieznacznie i zaczął wracać do swojego samochodu, kiedy ktoś go zawołał. Anielski głos.
- Em… Widziałeś tu kogoś? – spytał chłopak, wpatrując się w Malika swoimi chabrowymi oczyma. Kolejna rzecz którą Zayn pokochał.
- Nie… I lepiej odejdź. Tu jest niebezpiecznie. – odparł, mocno akcentując ostatnie słowo. Uważał że nie musi robić Mu krzywdy, jednak zbyt natrętna rozmowa go denerwowała. Lepiej aby wtedy w pobliżu nie było nikogo.
- Wszystko mi jedno. – westchnął blondyn i ulokował swój piękny wzrok w ziemi. – Jestem niczym. Jestem jak powietrze. Niezauważalne.
I wtedy coś w Zaynie pękło. Zrozumiał, iż są osoby, które uważają że są niczym. Nie jest sam. Pojął iż zakochał się w właścicielu pięknych, chabrowych oczu.
- Nie mów tak… - wychrypiał i zadał sobie mentalnego kopniaka. Skarcił się głową tak gwałtownie, jakby odpędzał stado pszczół. Na ogół zimny, bez litości, teraz dobry i wyrozumiały.
- Ale tak jest. Wszystko się wali jak domek z kart. – wzruszył ramionami blondyn a Zayn podszedł do niego.
- Nie wiesz co to znaczy więc nie mów. – mulat wycedził mu prosto w twarz. Jego ciepły, pachnący gumą Orbit oddech owinął twarz Niall’a. Pokiwał wolno głową, a w oczach posiadał strach. Zayn wsiadł do samochodu.
- Ty… Ty jesteś Night Killer, prawda? – wyjąkał chłopak a na usta Zayn’a wpłynął uśmiech.
- Owszem. I żadna osoba po spotkaniu mnie, nie chodziła wolno. – powiedział spokojnie. Złość wróciła na właściwe tory.
~*~
Niall nie rozumiał nagłej złości tego chłopaka. Słyszał wiele okropnych plotek na jego temat. Ale podczas rozmowy był miły i to zapunktowało u blondyna.
Ale czy na pewno nie udawał?
To pytanie dręczyło Horana każdego dnia i każdej nocy. Wielokrotnie spoglądał w gwiazdy i prosił jedną z nich by przekazała szept do Zayn’a. Szept potocznie zwanej miłości. Niall czuł się źle z uczuciami. Znał chłopaka kilka minut, jednak te minuty zmieniły jego życie na zawsze. Wiedział iż zakochiwanie się w złym, aroganckim mordercy do niczego dobrego nie doprowadzi, ale on chciał kierować się uczuciami.
Głupi romantyk zamknięty w świecie własnej wyobraźni.
Mijały dni. Niall wytrwale chodził do parku, tego samego gdzie spotkał mulata. Nie znał jego imienia, ale znał przydomek. To mu wystarczyło. Dokładnie zapisał w swoim pamiętniku wszystko co zapamiętał z tej chwili. Był szczęśliwy miejąc zarys jego twarzy w umyśle.
~*~
Zayn miał za sobą paręnaście nieprzespanych nocy. Nie przez swoją pracę. Często słyszał jak Harry i Louis kochają się w pokoju obok. Chodziło o blondyna z parku. Nie mógł za nic go usunąć z pamięci, chociaż próbował. Usiadł na parapecie i wpatrywał się w ciemne jak atrament niebo. Chciałby być szczęśliwy. Chciałby poczuć się kochany. Ale nie porzuci zawodu, dla jakiegoś nieznanego chłopaka. Wstał i zszedł do kuchni, gdzie nalał sobie herbaty. Powonienie napoju widocznie dotarło do nozdrzy Louisa, który pojawił się chwilę potem obok Malika.
- Co jest? – spytał Tomlinson, widząc lekkie przygnębienie na twarzy Zayna.
- Nic, nic… - wymamrotał, upijając łyk herbaty.
- Czyżby ten tajemniczy chłopak? – uśmiechnął się szatyn a mulat otworzył szerzej oczy.
- Skąd ty o nim wiesz…?
- Cóż… Mówisz o nim przez sen, szepczesz przy oknie. Nasz najsłynniejszy zabójca się zakochał. – zaczął podśpiewywać, czym świadomie zdenerwował Zayna.
- Mów co chcesz. – warknął i zbijając przez przypadek szklankę wrócił do pokoju.
Lew zakochał się w owieczce.
Malik dostał szersze zlecenie. Zabić brata burmistrza Londynu. Nie ciekawie, jednak wiedział że musi podołać zadaniu. Spakował do czarnej, dość dużej torby to co miał. Ubrał się na czarno, aby wtopić się w otoczenie. Night Killer powraca do gry. W przeciągu 30 minut znalazł się na dachu budynku, który mieścił się naprzeciwko domu burmistrza. Po kilku minutach rozległ się czysty strzał, unieszkodliwiając przeciwnika. Jednak ktoś jeszcze się tam pojawił… Osoba niezwykle intrygująca Zayn’a. Niall. Szybko schował sprzęt i schodami pożarowymi odszedł do samochodu. Odłożył broń i podbiegł do blondyna, który wyrzucał papierek bo batoniku. Stuknął go w ramię, a gorąco skóry chłopaka otuliło go.
- Cześć… Coś chciałeś ? – spytał od niechcenia Horan, jednak zrobiło mu się milej na sercu, kiedy ujrzał Zayn’a.
- Ja… - mulat zmierzwił swoje włosy. Po chwili namysłu złapał Niall’a za nadgarstki i przycisnął do muru w jakimś nieznanym zaułku bez okien. Jego oddech momentalnie przyśpieszył a ciepło bijące od chłopaka sprawiało, że tracił zmysły. Przejechał czubkiem nosa po bladej szyi blondyna, po czym z zapałem się wpił w jego usta. Odwzajemnił. Ściągnął powolnym ruchem jego koszulkę. Tu i ówdzie zasysał skórę czy przegryzał. Niall uśmiechał się i mierzwił włosy bruneta. Zamienili się rolami. Zayn ściągnął spodnie, a Niall dobrał się do jego członka.
- Kurwa… - wyszeptał mulat i uśmiechnął się pod nosem. Demon w skórze anioła.
W końcu Malik doszedł w ustach Niall’a, który łapczywie spijał jego soki. Koniec końców założył koszulkę i położył dłonie na biodrach, oblizując wargi.
- Nawet nie wiem, jak masz na imię. – powiedział Zayn i zmarszczył brwi. – Ale wiem że nie mam zamiaru ciebie nigdzie puszczać. Jesteś już mój, aniele.
- Niall, miło mi. – przygryzł płatek ucha bruneta i zaśmiał się.
- Zayn. – polizał dolną wargę blondyna, prosząc o dostęp. Ten z ochotą otworzył usta, powodując iż zaczęła się mała walka ich języków. Niall położył głowę na jego ramieniu i westchnął.
Owieczka zmieniła lwa.
~*~
Co dalej z nimi było, spytasz. Nie wiem, nie mnie mówić. Wiem i jestem pewien jednego. Anioł porzucił swe skrzydła a diabeł opuścił broń. Razem jako jedność zaczęli iść własną drogą ku potocznie zwanego szczęściu. Każdy namiętny pocałunek, za każdy śmiertelny nabój.
sobota, 15 lutego 2014
Liam budzi się przez swój budzik i od razu wywraca oczami. Nigdy nie był kimś, kto narzeka na wczesne pobudki, ale wydarzenia z zeszłego tygodnia, zdecydowanie mu ciążą. Siada i jęczy, kiedy jego ciało przyzwyczaja się do nowej pozycji.
Drzwi szafy delikatnie się uchylają, co wystrasza Liama. Nie był pewien czego oczekiwać, ale miał nadzieję, że Zayna nie będzie w jego pokoju dzisiejszego poranka.
Zayn wychyla głowę, a jego twarz zdobi grymas.
- Hej, widziałem, że nie chciałeś mnie wpuścić do środka zeszłej nocy. – zarzuca mu, a Liam krzywi się, ale nie ma energii na nic więcej.
Zayn, najwyraźniej czekając na odpowiedź, prycha. – To wredne.
Liam jęczy i wstaje z łóżka, żeby się przygotować.
Nie żegna się z Zaynem, zanim wychodzi.
☯ You Holy Fool ☯
To jeden z tych poranków. W szkole, jedyną rzeczą, którą chce zrobić to spotkać Louisa, ale kiedy wyjmuje odpowiednie książki z szafki przed pierwszym dzwonkiem, Louis stoi w kącie z jakimś chłopakiem. Louis jest dość blisko tego dzieciaka i uśmiecha się do niego psotnie.
Liam jest pewien, że widział go z tym chłopakiem raz, czy dwa, ale nie może dopasować żadnego imienia do jego twarzy. Tak czy inaczej, grymasząc z niezadowolenia, idzie na swoją pierwszą lekcję.
Louis spóźnia się na lekcję homeroomu, jakoś z dwadzieścia minut, więc Liam jest trochę naburmuszony, kiedy Louis w końcu przychodzi.
- Gdzie byłeś? – pyta Liam, próbując zachować spokój, choć to nie łatwe. Louis wygląda na zaskoczonego, kiedy słyszy ponury ton głosu Liama.
- Spokojnie, mamo. – chichocze Louis. – Byłem… niedaleko.
Liam jest kompletnie niezadowolony z tej odpowiedzi, więc unosi wyczekująco brew, ale nie naciska dłużej, kiedy Louis po prostu wzrusza ramionami.
- Więc, jak leci? – pyta Louis, siadając na odpowiednim miejscu ze skupioną miną. Kładzie rękę na plecach Liama i zaczyna nią wykonywać pocieszające, okrężne ruchy, przez co zbija Liama z tropu.
- Jest… - Liam ma zamiar powiedzieć, że wszystko w porządku, ale wie, że Louis i tak przejrzy jego kłamstwo. – Jestem bardzo zmęczony, Lou. Jestem wyczerpany.
Louis pochyla się i kładzie głowę na ramieniu Liama. – To te całe cholerne sprzątanie, stary.
- Louis – nauczycielka karci go ostro za jego niewyparzony język. Louis po prostu ją ignoruje.
- Czy coś jeszcze jest nie tak? – pyta Louis, ale Liam szybko kręci głową.
- Nie, jestem po prostu strasznie zmęczony. – zapewnia i ociera swój policzek o czubek głowy Louisa. – Może mogę przespać resztę tej lekcji.
- Nie krępuj się. Będę tuż obok. – obiecuje Louis. Chociaż dobrze to brzmi, Liam nie może się zdobyć na zamknięcie oczu, zanim dzwoni dzwonek.
☯ You Holy Fool ☯
Liam wraca do domu, czując się jak zombie. Jego ojca nadal nie ma i cały dom jest pogrążony w ciszy, ale kiedy wchodzi przez drzwi tarasowe, słyszy skomlenie Bustera.
Rzuca swój plecak i idzie powoli po schodach w kierunku odgłosów. Pies nie brzmi jakby był zraniony, tylko wystraszony i to trochę przeraża Liama, kiedy podchodzi bliżej.
Drzwi do jego sypialni są uchylone, więc Liam otwiera je szeroko i to co widzi, uderza go niczym betonowa ściana.
Jeśli sądził, że jego pokój był katastrofą wczoraj po kościele, to było nic w porównaniu do obecnego stanu. To wygląda, jakby ktoś przetrząsnął jego pokój i wyszedł. Ale winowajca leży na dywanie na poszarpanej pościeli z jego łóżka, wygrzewając się w południowym słońcu.
Liam czuje, że jego dolna warga drży, kiedy Zayn unosi się na łokciach. Wygląda jak szczeniaczek, który wie co zrobił źle, a Liam nie wie co ma powiedzieć.
Kartki z książek są powyrywane, postrzępione w małe kawałeczki i porozrzucane, a komoda jest opróżniona. Uprzednio poskładane ubrania są rozrzucone, jak gdyby Zayn po prostu wziął je i wyrzucił.
Jego biurko jest zniszczone, małe zszywki są rozsypane na blacie i powbijane w drewniane nogi. Szkocka i ochraniająca taśma są przyklejone do farby na ścianach i to wszystko, zebrane razem, sprawia, że oczy Liama zachodzą łzami.
Zazwyczaj, byłby zły, ale tego już tu nie ma. Jest zmęczony, więc podchodzi i upada na swoje niepościelone łóżko.
- Tobie również cześć. – narzeka Zayn sarkastycznie i to Liamowi wystarcza. Unosi głowę z materaca, po czym wstaje, a łzy ściekają mu po twarzy. Sięga i chwyta Zayna za kołnierz jego bluzy. Liam podnosi go z łatwością, a Zayn jest w czystym szoku, kiedy Liam popycha go na ścianę.
- Mam cię dość! – Liam krzyczy Zaynowi w twarz i ściska jego bluzę tak mocno, że jego knykcie są całkowicie białe. – Myślałem, że dam radę, ale nie daję i nie będę się z tobą więcej użerał. Byłeś niczym więcej niż problemem od kiedy cię spotkałem i nie chcę już tego więcej. Nie chcę.
Zayn bierze szybki oddech, a jego twarz łagodnieje, a Liamowi zabiera sekundę na zorientowanie się w jakiej kompromitującej pozycji się znajdują.
Dolna część jego ciała przyciska Zayna do ściany, ramię ma przytknięte do gardła Zayna, a ich usta są wystarczająco blisko, że Liam czuje jak jego oddech uderza twarz Zayna.
- Zamierzasz mnie pocałować, Liam? – szepcze Zayn, przymykając lekko oczy. – Czy muszę sam to zrobić?
Liam nie dostaje szansy na odpowiedź, zanim Zayn staje na palcach i złącza ze sobą ich usta.
Pocałunek nie jest jakoś wybujały, ale Liam czuje znajome mrowienie na swoich ustach i na swoim ramieniu, którym dotyka skóry Zayna, i to go uspokaja.
Przez chwilę, nieważne jak krótką, Liam pozwala sobie się tym rozkoszować. Zamyka oczy i rozluźnia się. Wtedy Zayn przysuwa się jeszcze bliżej, pogłębiając pocałunek tylko odrobinę, zanim Liam odsuwa się, a ciało Zayna zostaje bezwładne pod ścianą.
Liam patrzy się na niego z rozwartymi ustami, nie będąc pewien, co powiedzieć ani myśleć, a Zayn posyła mu leniwy uśmiech.
- Fajnie, no nie? – pyta, a Liam marszczy brwi, nie słysząc żadnych słów. Liamowi odbiera mowę po raz drugi tego dnia, więc zamiast próbować coś powiedzieć, ze łzami w oczach zaczyna sprzątać bałagan.
☯ You Holy Fool ☯
Mijają dwie godziny, zanim cały pokój jest posprzątany i kolejne pół godziny, zanim Buster całkowicie się uspokaja i nawet wtedy, pies nie zbliża się do Zayna.
- W porządku. – mówi Liam, odzywając się po raz pierwszy od ich wspólnego incydentu. – Zawrzyjmy umowę.
Zayn siada na brzegu łóżka i unosi wyczekująco brew.
- W moim życiu jest to coś zwane szkołą. Muszę tam chodzić każdego dnia tygodnia z wyjątkiem soboty i niedzieli. Zaczyna się o ósmej rano i trwa do trzeciej po południu. Daję ci jeszcze jedną szansę, Zayn. Jedną. Jeśli nie potrafisz się w tym czasie zachować, to będzie koniec. Nie kłamię.
Zayn grymasi. – A co mam robić?
- Jest w porządku, bo kiedy sprzątałem, wpadłem na pomysł. – ogłasza Liam z dumnym uśmiechem. Podchodzi do swojego świeżo posprzątanego biurka, po czym wyjmuje zeszyt i ołówek. Otwiera go na pierwszej stronie i kładzie Zaynowi na kolanach.
- Kiedy mnie tu nie będzie, zostawię cię z tym i każdego ranka przed szkołą, powiem ci jedną rzecz, którą chcę, żebyś dla mnie narysował. Musi być zrobione wystarczająco dobrze, żeby mnie zadowolić, w innym wypadku wyrwę to i każę ci zacząć od początku. Twoją nagrodą jest szklanka soku na koniec każdego dnia, jeśli skończysz rysunek.
Zayn wygląda na kompletnie niezadowolonego z tego pomysłu. – Przekupujesz mnie sokiem?
- Tak. – przytakuje Liam i uśmiecha się – Tak, przekupuję.
- Dlaczego nie mogę dostać soku teraz? – narzeka Zayn, krzyżując ramiona na piersi.
- Bo tak, Zayn! Nie zasłużyłeś na sok. Sok jest rzeczą, na którą musisz zasłużyć! – wyjaśnia Liam, triumfując.
- Nie podoba mi się ten pomysł.
- Trudno. Jestem wyczerpany i nie mam zamiaru wracać do domu, żeby zastać katastrofę w moim pokoju.
Zayn wygląda jakby zrozumiał, bo porzuca temat, kładąc zeszyt na łóżku i siada obok niego leniwie.
- Teraz zjem jabłko, a później pójdę spać. – mówi Liam, a Zayn idzie za nim do kuchni, patrzy jak Liam je, po czym podąża za nim z powrotem na piętro, gdzie siada na brzegu łóżka i obserwuje jak Liam myje zęby w pomieszczeniu naprzeciwko.
Liam nie pamięta nic po tym, jak jego głowa opada na poduszkę.
Drzwi szafy delikatnie się uchylają, co wystrasza Liama. Nie był pewien czego oczekiwać, ale miał nadzieję, że Zayna nie będzie w jego pokoju dzisiejszego poranka.
Zayn wychyla głowę, a jego twarz zdobi grymas.
- Hej, widziałem, że nie chciałeś mnie wpuścić do środka zeszłej nocy. – zarzuca mu, a Liam krzywi się, ale nie ma energii na nic więcej.
Zayn, najwyraźniej czekając na odpowiedź, prycha. – To wredne.
Liam jęczy i wstaje z łóżka, żeby się przygotować.
Nie żegna się z Zaynem, zanim wychodzi.
☯ You Holy Fool ☯
To jeden z tych poranków. W szkole, jedyną rzeczą, którą chce zrobić to spotkać Louisa, ale kiedy wyjmuje odpowiednie książki z szafki przed pierwszym dzwonkiem, Louis stoi w kącie z jakimś chłopakiem. Louis jest dość blisko tego dzieciaka i uśmiecha się do niego psotnie.
Liam jest pewien, że widział go z tym chłopakiem raz, czy dwa, ale nie może dopasować żadnego imienia do jego twarzy. Tak czy inaczej, grymasząc z niezadowolenia, idzie na swoją pierwszą lekcję.
Louis spóźnia się na lekcję homeroomu, jakoś z dwadzieścia minut, więc Liam jest trochę naburmuszony, kiedy Louis w końcu przychodzi.
- Gdzie byłeś? – pyta Liam, próbując zachować spokój, choć to nie łatwe. Louis wygląda na zaskoczonego, kiedy słyszy ponury ton głosu Liama.
- Spokojnie, mamo. – chichocze Louis. – Byłem… niedaleko.
Liam jest kompletnie niezadowolony z tej odpowiedzi, więc unosi wyczekująco brew, ale nie naciska dłużej, kiedy Louis po prostu wzrusza ramionami.
- Więc, jak leci? – pyta Louis, siadając na odpowiednim miejscu ze skupioną miną. Kładzie rękę na plecach Liama i zaczyna nią wykonywać pocieszające, okrężne ruchy, przez co zbija Liama z tropu.
- Jest… - Liam ma zamiar powiedzieć, że wszystko w porządku, ale wie, że Louis i tak przejrzy jego kłamstwo. – Jestem bardzo zmęczony, Lou. Jestem wyczerpany.
Louis pochyla się i kładzie głowę na ramieniu Liama. – To te całe cholerne sprzątanie, stary.
- Louis – nauczycielka karci go ostro za jego niewyparzony język. Louis po prostu ją ignoruje.
- Czy coś jeszcze jest nie tak? – pyta Louis, ale Liam szybko kręci głową.
- Nie, jestem po prostu strasznie zmęczony. – zapewnia i ociera swój policzek o czubek głowy Louisa. – Może mogę przespać resztę tej lekcji.
- Nie krępuj się. Będę tuż obok. – obiecuje Louis. Chociaż dobrze to brzmi, Liam nie może się zdobyć na zamknięcie oczu, zanim dzwoni dzwonek.
☯ You Holy Fool ☯
Liam wraca do domu, czując się jak zombie. Jego ojca nadal nie ma i cały dom jest pogrążony w ciszy, ale kiedy wchodzi przez drzwi tarasowe, słyszy skomlenie Bustera.
Rzuca swój plecak i idzie powoli po schodach w kierunku odgłosów. Pies nie brzmi jakby był zraniony, tylko wystraszony i to trochę przeraża Liama, kiedy podchodzi bliżej.
Drzwi do jego sypialni są uchylone, więc Liam otwiera je szeroko i to co widzi, uderza go niczym betonowa ściana.
Jeśli sądził, że jego pokój był katastrofą wczoraj po kościele, to było nic w porównaniu do obecnego stanu. To wygląda, jakby ktoś przetrząsnął jego pokój i wyszedł. Ale winowajca leży na dywanie na poszarpanej pościeli z jego łóżka, wygrzewając się w południowym słońcu.
Liam czuje, że jego dolna warga drży, kiedy Zayn unosi się na łokciach. Wygląda jak szczeniaczek, który wie co zrobił źle, a Liam nie wie co ma powiedzieć.
Kartki z książek są powyrywane, postrzępione w małe kawałeczki i porozrzucane, a komoda jest opróżniona. Uprzednio poskładane ubrania są rozrzucone, jak gdyby Zayn po prostu wziął je i wyrzucił.
Jego biurko jest zniszczone, małe zszywki są rozsypane na blacie i powbijane w drewniane nogi. Szkocka i ochraniająca taśma są przyklejone do farby na ścianach i to wszystko, zebrane razem, sprawia, że oczy Liama zachodzą łzami.
Zazwyczaj, byłby zły, ale tego już tu nie ma. Jest zmęczony, więc podchodzi i upada na swoje niepościelone łóżko.
- Tobie również cześć. – narzeka Zayn sarkastycznie i to Liamowi wystarcza. Unosi głowę z materaca, po czym wstaje, a łzy ściekają mu po twarzy. Sięga i chwyta Zayna za kołnierz jego bluzy. Liam podnosi go z łatwością, a Zayn jest w czystym szoku, kiedy Liam popycha go na ścianę.
- Mam cię dość! – Liam krzyczy Zaynowi w twarz i ściska jego bluzę tak mocno, że jego knykcie są całkowicie białe. – Myślałem, że dam radę, ale nie daję i nie będę się z tobą więcej użerał. Byłeś niczym więcej niż problemem od kiedy cię spotkałem i nie chcę już tego więcej. Nie chcę.
Zayn bierze szybki oddech, a jego twarz łagodnieje, a Liamowi zabiera sekundę na zorientowanie się w jakiej kompromitującej pozycji się znajdują.
Dolna część jego ciała przyciska Zayna do ściany, ramię ma przytknięte do gardła Zayna, a ich usta są wystarczająco blisko, że Liam czuje jak jego oddech uderza twarz Zayna.
- Zamierzasz mnie pocałować, Liam? – szepcze Zayn, przymykając lekko oczy. – Czy muszę sam to zrobić?
Liam nie dostaje szansy na odpowiedź, zanim Zayn staje na palcach i złącza ze sobą ich usta.
Pocałunek nie jest jakoś wybujały, ale Liam czuje znajome mrowienie na swoich ustach i na swoim ramieniu, którym dotyka skóry Zayna, i to go uspokaja.
Przez chwilę, nieważne jak krótką, Liam pozwala sobie się tym rozkoszować. Zamyka oczy i rozluźnia się. Wtedy Zayn przysuwa się jeszcze bliżej, pogłębiając pocałunek tylko odrobinę, zanim Liam odsuwa się, a ciało Zayna zostaje bezwładne pod ścianą.
Liam patrzy się na niego z rozwartymi ustami, nie będąc pewien, co powiedzieć ani myśleć, a Zayn posyła mu leniwy uśmiech.
- Fajnie, no nie? – pyta, a Liam marszczy brwi, nie słysząc żadnych słów. Liamowi odbiera mowę po raz drugi tego dnia, więc zamiast próbować coś powiedzieć, ze łzami w oczach zaczyna sprzątać bałagan.
☯ You Holy Fool ☯
Mijają dwie godziny, zanim cały pokój jest posprzątany i kolejne pół godziny, zanim Buster całkowicie się uspokaja i nawet wtedy, pies nie zbliża się do Zayna.
- W porządku. – mówi Liam, odzywając się po raz pierwszy od ich wspólnego incydentu. – Zawrzyjmy umowę.
Zayn siada na brzegu łóżka i unosi wyczekująco brew.
- W moim życiu jest to coś zwane szkołą. Muszę tam chodzić każdego dnia tygodnia z wyjątkiem soboty i niedzieli. Zaczyna się o ósmej rano i trwa do trzeciej po południu. Daję ci jeszcze jedną szansę, Zayn. Jedną. Jeśli nie potrafisz się w tym czasie zachować, to będzie koniec. Nie kłamię.
Zayn grymasi. – A co mam robić?
- Jest w porządku, bo kiedy sprzątałem, wpadłem na pomysł. – ogłasza Liam z dumnym uśmiechem. Podchodzi do swojego świeżo posprzątanego biurka, po czym wyjmuje zeszyt i ołówek. Otwiera go na pierwszej stronie i kładzie Zaynowi na kolanach.
- Kiedy mnie tu nie będzie, zostawię cię z tym i każdego ranka przed szkołą, powiem ci jedną rzecz, którą chcę, żebyś dla mnie narysował. Musi być zrobione wystarczająco dobrze, żeby mnie zadowolić, w innym wypadku wyrwę to i każę ci zacząć od początku. Twoją nagrodą jest szklanka soku na koniec każdego dnia, jeśli skończysz rysunek.
Zayn wygląda na kompletnie niezadowolonego z tego pomysłu. – Przekupujesz mnie sokiem?
- Tak. – przytakuje Liam i uśmiecha się – Tak, przekupuję.
- Dlaczego nie mogę dostać soku teraz? – narzeka Zayn, krzyżując ramiona na piersi.
- Bo tak, Zayn! Nie zasłużyłeś na sok. Sok jest rzeczą, na którą musisz zasłużyć! – wyjaśnia Liam, triumfując.
- Nie podoba mi się ten pomysł.
- Trudno. Jestem wyczerpany i nie mam zamiaru wracać do domu, żeby zastać katastrofę w moim pokoju.
Zayn wygląda jakby zrozumiał, bo porzuca temat, kładąc zeszyt na łóżku i siada obok niego leniwie.
- Teraz zjem jabłko, a później pójdę spać. – mówi Liam, a Zayn idzie za nim do kuchni, patrzy jak Liam je, po czym podąża za nim z powrotem na piętro, gdzie siada na brzegu łóżka i obserwuje jak Liam myje zęby w pomieszczeniu naprzeciwko.
Liam nie pamięta nic po tym, jak jego głowa opada na poduszkę.
Liam nie widzi Zayna przez resztę wieczoru.
Sprząta bałagan, kończy przyrządzać makaron, zjada jego zdrową porcję na kuchennym blacie, po czym zmywa naczynia. Kiedy wszystkie są umyte i odłożone do wyschnięcia, zabiera Bustera do ogródka za domem. Wtedy jest już dziewiąta trzydzieści, więc zamyka drzwi na klucz i udaje się do łazienki.
Dokładnie szczotkuje zęby i myje twarz chłodną wodą, a kiedy kończy, odkłada do szafek wszystkie, już suche, naczynia, po czym bierze Bustera na ręce. Zanosi szczeniaka na piętro i kładzie go na swoim łóżku, zerkając na drzwi od szafy i powstrzymuje dreszcz.
Nawet zabiera swoje piżamy do łazienki, żeby się przebrać, tak na wszelki wypadek, a kiedy wychodzi kładzie się do łóżka. Buster wślizguje się pod koc, kiedy Liam podciąga go wyżej, a szczeniak wtula się w jego biodro, tworząc przyjemne ciepło. Liam klepie go po głowie, zanim wyłącza lampkę.
Leży w ciemności, patrząc na sufit i w dalszym ciągu nie śpi, kiedy jego ojciec wraca do domu koło północy.
☯ You Holy Fool ☯
Liam musiał zasnąć, bo kiedy się budzi, to tylko z powodu dźwięku budzika. Siada i wyłącza go, a jego wzrok od razu pada na drzwi od szafy. Są otwarte na kilka centymetrów, a zza nich wygląda Zayn.
- Dzięki Bogu. – marudzi dramatycznie. – To głupie ustrojstwo ujadało przez całe pięć sekund.
Liam wywraca oczami. – Przepraszam. – odpowiada i zrzuca nogi z łóżka, będąc ostrożnym, by nie obudzić psa, który wciąż śpi obok. Wyciąga rękę i przeciera zmęczone oczy.
Nigdy dotychczas nie czuł się tak ospale w niedzielny poranek. Po raz pierwszy, chciałby wrócić do snu, niż zacząć się ubierać.
Wie, że jego ojciec już wyszedł, żeby przygotować kościół do mszy, więc wstaje i przeciąga się, jego ramiona sięgają po nic ponad jego głową. Podchodzi do szafy i otwiera szeroko drzwi.
Zayn wychodzi, kiedy Liam wyjmuje białą koszulę i czarne spodnie, po czym kładzie je na łóżku.
Następnie idzie do łazienki, zamykając za sobą drzwi i zdejmuje swoją koszulkę oraz bokserki, zanim rzuca je do kosza na pranie i wchodzi pod prysznic. Nie traci czasu tak, jak to robi w sobotę. Nie, w niedziele wszystko jest oficjalne, więc myje swoje włosy z przekonaniem, jak zawsze.
Odgłos otwieranych drzwi powoduje, że Liam podskakuje. Wygląda zza zasłony prysznicowej i dostrzega Zayna, który stojąc na palcach otwiera szafkę na lekarstwa, po czym wyjmuje kilka z nich. Patrzy na etykietkę i bierze przedmiot w ręce.
- Co to jest? – pyta, pokazując Liamowi buteleczkę Advilu*.
Liam prostuje się, trochę zrozpaczony, podczas gdy ściska zasłonę prysznicową, by się zakryć. Szampon truskawkowy ścieka strużkami z jego włosów, kiedy mówi – To lek, ale mógłbyś?
Zayn unosi brew.
- Biorę prysznic, Zayn. – odpowiada Liam, niedowierzając i posyłając mu karcące spojrzenie.
- Tak. – odpowiada szyderczo Zayn, przytakując i robiąc sarkastyczną minę. – A ja patrzę.
Liam prycha i z przekonaniem zasłania zasłonkę. – Nie, nie patrzysz. Wynocha.
- Nie.
- Tak.
- Liam, nie zmuszaj mnie do zagotowania wody w prysznicu. – ostrzega Zayn, a Liam wytrzeszcza oczy. Kontynuuje mycie włosów w ciszy.
Kiedy kończy brać prysznic, zawiązuje ręcznik na biodrach i zaczyna myć zęby, ale przerywa mu warczenie Bustera i Zayn, wydający przerażone pomruki.
Liam biegnie do pokoju, w którym Zayn zepchnął śpiącego psa z łóżka i teraz zajmuje jego miejsce. Buster nie jest wystarczająco duży, żeby wdrapać się na łóżko, więc stoi na tylnych łapach i warczy na Zayna przez zaciśnięte zęby.
- Dość tego! – zarządza Liam, ale to nie działa. Bierze Bustera na ręce, przytrzymując opadający ręcznik i zabiera psa do łazienki, wywracając oczami. Zamyka za sobą drzwi i kontynuuje przygotowywanie się.
☯ You Holy Fool ☯
Liam za nic nie może się skupić podczas nabożeństwa.
Oficjalnie wini to tym, że siedzi na złym miejscu, bo musiał usiąść w drugim rzędzie ławek zamiast w pierwszym, ponieważ spóźnił się dziesięć minut. Poświęcił zbyt dużo czasu na karcenie Zayna za dokuczanie Busterowi za trzecim razem, ale nie zrobił żadnych postępów.
Ale szczerze nie może powiedzieć, że beznadziejne miejsce jest wszystkiemu winne. Wie, co tak naprawdę jest nie w porządku.
To pierwszy raz, kiedy ma problemy z całkowitym oddaniem się Bogu, kiedy się modli i to naprawdę go denerwuje. Resztę mszy spędza z grymasem na twarzy.
Kilkoro przyjaciół kościoła, chce zabrać jego i jego ojca na śniadanie, to propozycja, którą pastor szybko przyjmuje za nich dwóch. Ma nawet problemy z udzielaniem się w rozmowie podczas posiłku.
Od razu czuje się lepiej, gdy wraca do domu i od razu kieruje się prosto do swojego pokoju, w którym zamiera w progu, a jego usta się otwierają.
Pościel i koc są ściągnięte z łóżka i rzucone na podłogę razem z rozmaitymi częściami garderoby, które zostały pozdejmowane z wieszaków. Cała górna szuflada jest opróżniona z bielizny, która leży nie tylko na podłodze, bo bokserki ze Spidermanem zwisają z wiatraka na suficie.
Butelki z lekarstwami z łazienki zostały porozsypywane na komodzie i ułożone w przekleństwo, które sprawia, że Liam się rumieni.
Zayn, we własnej osobie, leży na łóżku z rękoma założonymi za głową i komórką Liama w jednej dłoni. Wpatruje się w Liama ze złowieszczym uśmiechem.
- Jak tam, skarbie? – wita się, a Liam wydaje z siebie ledwo słyszalne warknięcie. Słyszy swojego ojca w kuchni, więc zamyka za sobą drzwi.
- Co to ma być? – pyta Liam, prawie widząc czerwień ze złości. – Co narobiłeś?!
Zayn uśmiecha się szerzej. – Nudziło mi się.
- Nudziło ci się? – pyta Liam, zaciskając pięści, kiedy podchodzi bliżej łóżka. Zayn przytakuje. – A nie mogłeś rozwiązać krzyżówki, czy coś?!
- Nudy. – mówi beznamiętnie Zayn, wywracając oczami.
Liam jęczy, szczypiąc czubek swojego nosa. – Sprawisz, że cię stąd wyrzucę. Nie żartuję, Zayn, naprawdę! – ostrzega ostro, kiedy w pospiechu zaczyna podnosić rzeczy z podłogi.
- Nie zrobisz tego.
- Oh, oczywiście, że zrobię, Zayn. Zaprezentuję twojemu tyłkowi taki egzorcyzm, że… - zaczyna Liam, ale zamiera w momencie, kiedy słowa opuszczają jego usta, a oczy wytrzeszczają się. Zayn wygląda na zachwyconego.
Milczą przez kilka sekund, wpatrując się w siebie, kiedy Zayn mówi.
- Woah, jest jeszcze dla ciebie nadzieja. Teraz musimy zdobyć dla ciebie jakieś papierosy…
- Zamknij się. – nakazuje Liam w prawie przerażający sposób. – Po prostu się zamknij i idź do swojej szafy.
Zayn syczy na niego. – Nie…
- W tej chwili! – krzyczy Liam, modląc się wewnętrznie, że jego ojciec tego nie słyszy. Zayn przybiera zszokowaną minę. Po sekundzie, odwraca wzrok i wstaje. Wchodzi do szafy i zamyka za sobą drzwi.
Liam ma tylko chwilę, żeby odetchnąć, zanim jego ojciec szybko puka do drzwi i je otwiera. Od razu zamiera, patrząc na bałagan, a Liam wzdycha, przeklinając swoje szczęście.
- Liam, czy wszystko w porządku? Co tu się stało? – pyta pastor, wyglądając na dość zmartwionego. Liam kręci głową.
- Wszystko w porządku, szukałem tylko czegoś co zgubiłem i nie mogłem znaleźć. – Liam kłamie, mając nadzieję, że jego ojciec tego nie dostrzeże.
- Okej, w porządku. – mówi i zaczyna zamykać drzwi. – Po prostu posprzątaj i nigdy więcej tego nie rób.
Liam siada na krawędzi swojego łóżka i stara się nie rozpłakać.
☯ You Holy Fool ☯
Jest już druga, kiedy udaje mu się posprzątać cały bałagan i próbuje zgadnąć, która tabletka powinna być w danej butelce, kiedy drzwi od szafy otwierają się po raz kolejny.
- Mogę już skończyć swoją karę, czy co? – pyta Zayn stając w pokoju Liama bez czekania na odpowiedź.
- Masz szczęście, że nie zamknąłem cię tam na tydzień, Zayn. – mówi ponuro Liam.
Zayn unosi komórkę Liama i mówi: - Czy poprawiłby ci się humor, jeśli powiedziałbym, że ten o imieniu Louis za chwilę cię odwiedzi?
- Kurde. – Liam przeklina i zabiera telefon, po czym sprawdza wiadomości. – Zayn, to było wysłane piętnaście minut temu, on prawdopodobnie prawie…
Liam przerywa, kiedy słyszy dźwięk dzwonka do drzwi i to, jak jego ojciec wpuszcza kogoś do środka.
- Szafa. – nakazuje i wskazuje na drzwi z szeroko otwartymi oczami. Zayn uśmiecha się złowieszczo i nie rusza się z miejsca. Liam jęczy i podchodzi do niego, kiedy słyszy kroki na schodach.
Chwyta Zayna za ramiona i prowadzi go prosto do szafy. Zayn ma tylko czas powiedzieć: - Boże, jesteś strasznie arogancki wobec swojego kochanka, Li… - a Liam zatrzaskuje drzwi szafy w tym samym momencie, w którym drzwi sypialni otwierają się.
- Louis. – wita się krótko Liam i stara się nie wyglądać jak osoba bliska zawału. Wzdycha z ulgą.
Louis promienieje, a jego oczy błyszczą. – Musisz być na warunkowym!
Liam śmieje się, słysząc ironię w stwierdzeniu Louisa. – Tak jakby.
- W takim razie świetnie, bo zostaję na dłużej. – deklaruje Louis i rzuca się na łóżko Liama. Liam przytakuje kilka razy, przeklinając swoje szczęście. – Mama zabiera dziewczyny do kina, a ja najwyraźniej nie zostałem zaproszony.
Liam mruczy pod nosem, siadając ostrożnie na niewielkim miejscu na łóżku, które nie jest zajęte przez Louisa.
- Oh, o wilku mowa, możesz ich popilnować we wtorek wieczorem? – pyta Louis, pstrykając w powietrzu. – Muszę zabrać Lottie na jakieś lekcje tańca, czy coś.
Liam zamiera, grymasząc. – Tutaj czy u ciebie?
- U mnie. – Louis prycha. – Niech to szlag, jeśli miałbym je tu przyprowadzać.
- Uhm… - zaczyna Liam, wiedząc, że nie może powiedzieć „nie”. Nie może też użyć tego wytłumaczenia „Nie jestem dobrą nianią”, skoro pilnował sióstr Louisa, od kiedy Lottie (teraz trzynastolatka) była małym dzieckiem. – Myślę, że mógłbym.
- Więc, dobrze. Poza tym nie masz nic do roboty. – śmieje się Louis, a Liam posyła mu spojrzenie.
☯ You Holy Fool ☯
Louis wyszedł, a Liam opiera się o zamknięte drzwi swojej sypialni, kiedy Zayn rozkłada się na jego łóżku.
- Lubię go… tego Louisa. – zawiadamia, a Liam tępo się w niego wpatruje.
- Nie dziwię się. – zgadza się. – Ten chłopak ma gadkę niczym marynarz i nastawienie jak wysokopłatny model. Macie ze sobą wiele wspólnego, z tym wyjątkiem, że on jest mniej… zły.
Zayn udaje urażonego. – Ranisz mnie. – naśmiewa się. – Ale żarty na bok, byłem uwięziony w tej szafie przez co najmniej kilka godzin i jestem głodny.
Liam zamiera, przybierając zwykły wyraz twarzy. – Powinienem zrobić ci coś do jedzenia?
- Nie sądzę, że cokolwiek w twojej spiżarni będzie dla mnie odpowiednie. – chichocze ponuro Zayn. – Nie, po prostu zostaw dzisiaj otwarte okno i wezmę sobie coś na wynos.
Liam krzywi się, ale wstaje i przygotowuje się do snu.
☯ You Holy Fool ☯
Liam budzi się w środku nocy i dostrzega, że szafa jest pusta, a okno uchylone. Wstaje z łóżka i wygląda przez szybę, ale nic nie widzi.
Po chwili zastanowienia, zamyka okno i kładzie się z powrotem do łóżka, zanim poczuje się przez to winny.
*Advil - lek przeciwbólowy
Sprząta bałagan, kończy przyrządzać makaron, zjada jego zdrową porcję na kuchennym blacie, po czym zmywa naczynia. Kiedy wszystkie są umyte i odłożone do wyschnięcia, zabiera Bustera do ogródka za domem. Wtedy jest już dziewiąta trzydzieści, więc zamyka drzwi na klucz i udaje się do łazienki.
Dokładnie szczotkuje zęby i myje twarz chłodną wodą, a kiedy kończy, odkłada do szafek wszystkie, już suche, naczynia, po czym bierze Bustera na ręce. Zanosi szczeniaka na piętro i kładzie go na swoim łóżku, zerkając na drzwi od szafy i powstrzymuje dreszcz.
Nawet zabiera swoje piżamy do łazienki, żeby się przebrać, tak na wszelki wypadek, a kiedy wychodzi kładzie się do łóżka. Buster wślizguje się pod koc, kiedy Liam podciąga go wyżej, a szczeniak wtula się w jego biodro, tworząc przyjemne ciepło. Liam klepie go po głowie, zanim wyłącza lampkę.
Leży w ciemności, patrząc na sufit i w dalszym ciągu nie śpi, kiedy jego ojciec wraca do domu koło północy.
☯ You Holy Fool ☯
Liam musiał zasnąć, bo kiedy się budzi, to tylko z powodu dźwięku budzika. Siada i wyłącza go, a jego wzrok od razu pada na drzwi od szafy. Są otwarte na kilka centymetrów, a zza nich wygląda Zayn.
- Dzięki Bogu. – marudzi dramatycznie. – To głupie ustrojstwo ujadało przez całe pięć sekund.
Liam wywraca oczami. – Przepraszam. – odpowiada i zrzuca nogi z łóżka, będąc ostrożnym, by nie obudzić psa, który wciąż śpi obok. Wyciąga rękę i przeciera zmęczone oczy.
Nigdy dotychczas nie czuł się tak ospale w niedzielny poranek. Po raz pierwszy, chciałby wrócić do snu, niż zacząć się ubierać.
Wie, że jego ojciec już wyszedł, żeby przygotować kościół do mszy, więc wstaje i przeciąga się, jego ramiona sięgają po nic ponad jego głową. Podchodzi do szafy i otwiera szeroko drzwi.
Zayn wychodzi, kiedy Liam wyjmuje białą koszulę i czarne spodnie, po czym kładzie je na łóżku.
Następnie idzie do łazienki, zamykając za sobą drzwi i zdejmuje swoją koszulkę oraz bokserki, zanim rzuca je do kosza na pranie i wchodzi pod prysznic. Nie traci czasu tak, jak to robi w sobotę. Nie, w niedziele wszystko jest oficjalne, więc myje swoje włosy z przekonaniem, jak zawsze.
Odgłos otwieranych drzwi powoduje, że Liam podskakuje. Wygląda zza zasłony prysznicowej i dostrzega Zayna, który stojąc na palcach otwiera szafkę na lekarstwa, po czym wyjmuje kilka z nich. Patrzy na etykietkę i bierze przedmiot w ręce.
- Co to jest? – pyta, pokazując Liamowi buteleczkę Advilu*.
Liam prostuje się, trochę zrozpaczony, podczas gdy ściska zasłonę prysznicową, by się zakryć. Szampon truskawkowy ścieka strużkami z jego włosów, kiedy mówi – To lek, ale mógłbyś?
Zayn unosi brew.
- Biorę prysznic, Zayn. – odpowiada Liam, niedowierzając i posyłając mu karcące spojrzenie.
- Tak. – odpowiada szyderczo Zayn, przytakując i robiąc sarkastyczną minę. – A ja patrzę.
Liam prycha i z przekonaniem zasłania zasłonkę. – Nie, nie patrzysz. Wynocha.
- Nie.
- Tak.
- Liam, nie zmuszaj mnie do zagotowania wody w prysznicu. – ostrzega Zayn, a Liam wytrzeszcza oczy. Kontynuuje mycie włosów w ciszy.
Kiedy kończy brać prysznic, zawiązuje ręcznik na biodrach i zaczyna myć zęby, ale przerywa mu warczenie Bustera i Zayn, wydający przerażone pomruki.
Liam biegnie do pokoju, w którym Zayn zepchnął śpiącego psa z łóżka i teraz zajmuje jego miejsce. Buster nie jest wystarczająco duży, żeby wdrapać się na łóżko, więc stoi na tylnych łapach i warczy na Zayna przez zaciśnięte zęby.
- Dość tego! – zarządza Liam, ale to nie działa. Bierze Bustera na ręce, przytrzymując opadający ręcznik i zabiera psa do łazienki, wywracając oczami. Zamyka za sobą drzwi i kontynuuje przygotowywanie się.
☯ You Holy Fool ☯
Liam za nic nie może się skupić podczas nabożeństwa.
Oficjalnie wini to tym, że siedzi na złym miejscu, bo musiał usiąść w drugim rzędzie ławek zamiast w pierwszym, ponieważ spóźnił się dziesięć minut. Poświęcił zbyt dużo czasu na karcenie Zayna za dokuczanie Busterowi za trzecim razem, ale nie zrobił żadnych postępów.
Ale szczerze nie może powiedzieć, że beznadziejne miejsce jest wszystkiemu winne. Wie, co tak naprawdę jest nie w porządku.
To pierwszy raz, kiedy ma problemy z całkowitym oddaniem się Bogu, kiedy się modli i to naprawdę go denerwuje. Resztę mszy spędza z grymasem na twarzy.
Kilkoro przyjaciół kościoła, chce zabrać jego i jego ojca na śniadanie, to propozycja, którą pastor szybko przyjmuje za nich dwóch. Ma nawet problemy z udzielaniem się w rozmowie podczas posiłku.
Od razu czuje się lepiej, gdy wraca do domu i od razu kieruje się prosto do swojego pokoju, w którym zamiera w progu, a jego usta się otwierają.
Pościel i koc są ściągnięte z łóżka i rzucone na podłogę razem z rozmaitymi częściami garderoby, które zostały pozdejmowane z wieszaków. Cała górna szuflada jest opróżniona z bielizny, która leży nie tylko na podłodze, bo bokserki ze Spidermanem zwisają z wiatraka na suficie.
Butelki z lekarstwami z łazienki zostały porozsypywane na komodzie i ułożone w przekleństwo, które sprawia, że Liam się rumieni.
Zayn, we własnej osobie, leży na łóżku z rękoma założonymi za głową i komórką Liama w jednej dłoni. Wpatruje się w Liama ze złowieszczym uśmiechem.
- Jak tam, skarbie? – wita się, a Liam wydaje z siebie ledwo słyszalne warknięcie. Słyszy swojego ojca w kuchni, więc zamyka za sobą drzwi.
- Co to ma być? – pyta Liam, prawie widząc czerwień ze złości. – Co narobiłeś?!
Zayn uśmiecha się szerzej. – Nudziło mi się.
- Nudziło ci się? – pyta Liam, zaciskając pięści, kiedy podchodzi bliżej łóżka. Zayn przytakuje. – A nie mogłeś rozwiązać krzyżówki, czy coś?!
- Nudy. – mówi beznamiętnie Zayn, wywracając oczami.
Liam jęczy, szczypiąc czubek swojego nosa. – Sprawisz, że cię stąd wyrzucę. Nie żartuję, Zayn, naprawdę! – ostrzega ostro, kiedy w pospiechu zaczyna podnosić rzeczy z podłogi.
- Nie zrobisz tego.
- Oh, oczywiście, że zrobię, Zayn. Zaprezentuję twojemu tyłkowi taki egzorcyzm, że… - zaczyna Liam, ale zamiera w momencie, kiedy słowa opuszczają jego usta, a oczy wytrzeszczają się. Zayn wygląda na zachwyconego.
Milczą przez kilka sekund, wpatrując się w siebie, kiedy Zayn mówi.
- Woah, jest jeszcze dla ciebie nadzieja. Teraz musimy zdobyć dla ciebie jakieś papierosy…
- Zamknij się. – nakazuje Liam w prawie przerażający sposób. – Po prostu się zamknij i idź do swojej szafy.
Zayn syczy na niego. – Nie…
- W tej chwili! – krzyczy Liam, modląc się wewnętrznie, że jego ojciec tego nie słyszy. Zayn przybiera zszokowaną minę. Po sekundzie, odwraca wzrok i wstaje. Wchodzi do szafy i zamyka za sobą drzwi.
Liam ma tylko chwilę, żeby odetchnąć, zanim jego ojciec szybko puka do drzwi i je otwiera. Od razu zamiera, patrząc na bałagan, a Liam wzdycha, przeklinając swoje szczęście.
- Liam, czy wszystko w porządku? Co tu się stało? – pyta pastor, wyglądając na dość zmartwionego. Liam kręci głową.
- Wszystko w porządku, szukałem tylko czegoś co zgubiłem i nie mogłem znaleźć. – Liam kłamie, mając nadzieję, że jego ojciec tego nie dostrzeże.
- Okej, w porządku. – mówi i zaczyna zamykać drzwi. – Po prostu posprzątaj i nigdy więcej tego nie rób.
Liam siada na krawędzi swojego łóżka i stara się nie rozpłakać.
☯ You Holy Fool ☯
Jest już druga, kiedy udaje mu się posprzątać cały bałagan i próbuje zgadnąć, która tabletka powinna być w danej butelce, kiedy drzwi od szafy otwierają się po raz kolejny.
- Mogę już skończyć swoją karę, czy co? – pyta Zayn stając w pokoju Liama bez czekania na odpowiedź.
- Masz szczęście, że nie zamknąłem cię tam na tydzień, Zayn. – mówi ponuro Liam.
Zayn unosi komórkę Liama i mówi: - Czy poprawiłby ci się humor, jeśli powiedziałbym, że ten o imieniu Louis za chwilę cię odwiedzi?
- Kurde. – Liam przeklina i zabiera telefon, po czym sprawdza wiadomości. – Zayn, to było wysłane piętnaście minut temu, on prawdopodobnie prawie…
Liam przerywa, kiedy słyszy dźwięk dzwonka do drzwi i to, jak jego ojciec wpuszcza kogoś do środka.
- Szafa. – nakazuje i wskazuje na drzwi z szeroko otwartymi oczami. Zayn uśmiecha się złowieszczo i nie rusza się z miejsca. Liam jęczy i podchodzi do niego, kiedy słyszy kroki na schodach.
Chwyta Zayna za ramiona i prowadzi go prosto do szafy. Zayn ma tylko czas powiedzieć: - Boże, jesteś strasznie arogancki wobec swojego kochanka, Li… - a Liam zatrzaskuje drzwi szafy w tym samym momencie, w którym drzwi sypialni otwierają się.
- Louis. – wita się krótko Liam i stara się nie wyglądać jak osoba bliska zawału. Wzdycha z ulgą.
Louis promienieje, a jego oczy błyszczą. – Musisz być na warunkowym!
Liam śmieje się, słysząc ironię w stwierdzeniu Louisa. – Tak jakby.
- W takim razie świetnie, bo zostaję na dłużej. – deklaruje Louis i rzuca się na łóżko Liama. Liam przytakuje kilka razy, przeklinając swoje szczęście. – Mama zabiera dziewczyny do kina, a ja najwyraźniej nie zostałem zaproszony.
Liam mruczy pod nosem, siadając ostrożnie na niewielkim miejscu na łóżku, które nie jest zajęte przez Louisa.
- Oh, o wilku mowa, możesz ich popilnować we wtorek wieczorem? – pyta Louis, pstrykając w powietrzu. – Muszę zabrać Lottie na jakieś lekcje tańca, czy coś.
Liam zamiera, grymasząc. – Tutaj czy u ciebie?
- U mnie. – Louis prycha. – Niech to szlag, jeśli miałbym je tu przyprowadzać.
- Uhm… - zaczyna Liam, wiedząc, że nie może powiedzieć „nie”. Nie może też użyć tego wytłumaczenia „Nie jestem dobrą nianią”, skoro pilnował sióstr Louisa, od kiedy Lottie (teraz trzynastolatka) była małym dzieckiem. – Myślę, że mógłbym.
- Więc, dobrze. Poza tym nie masz nic do roboty. – śmieje się Louis, a Liam posyła mu spojrzenie.
☯ You Holy Fool ☯
Louis wyszedł, a Liam opiera się o zamknięte drzwi swojej sypialni, kiedy Zayn rozkłada się na jego łóżku.
- Lubię go… tego Louisa. – zawiadamia, a Liam tępo się w niego wpatruje.
- Nie dziwię się. – zgadza się. – Ten chłopak ma gadkę niczym marynarz i nastawienie jak wysokopłatny model. Macie ze sobą wiele wspólnego, z tym wyjątkiem, że on jest mniej… zły.
Zayn udaje urażonego. – Ranisz mnie. – naśmiewa się. – Ale żarty na bok, byłem uwięziony w tej szafie przez co najmniej kilka godzin i jestem głodny.
Liam zamiera, przybierając zwykły wyraz twarzy. – Powinienem zrobić ci coś do jedzenia?
- Nie sądzę, że cokolwiek w twojej spiżarni będzie dla mnie odpowiednie. – chichocze ponuro Zayn. – Nie, po prostu zostaw dzisiaj otwarte okno i wezmę sobie coś na wynos.
Liam krzywi się, ale wstaje i przygotowuje się do snu.
☯ You Holy Fool ☯
Liam budzi się w środku nocy i dostrzega, że szafa jest pusta, a okno uchylone. Wstaje z łóżka i wygląda przez szybę, ale nic nie widzi.
Po chwili zastanowienia, zamyka okno i kładzie się z powrotem do łóżka, zanim poczuje się przez to winny.
*Advil - lek przeciwbólowy
Droga do domu Liama jest zawsze krótka. Kiedy rodzina Payne’ów się tu wprowadziła, chcieli nigdy nie pomijać kościoła, nawet jeśli miałoby to znaczyć „chodzenie tam, gdyby się paliło i waliło”*, cytując jego ojca. A Liam dziękuje swojemu szczęściu, że ta droga jest tak krótka, bo ta jest również okropnie cicha. Nie jest pewien co ma powiedzieć Zaynowi i próbuje trzymać wszystko razem, bo wie, że to tylko kwestia czasu, kiedy zorientuje się co robi i spanikuje.
Szybko przeczesuje wzrokiem okolicę, żeby się upewnić, iż jest bezpiecznie. Jego ojciec najwyraźniej zabrał Bustera do środka, bo ogródek jest pusty, więc Liam zabiera Zayna na tyły domu, będąc ostrożnym, aby nikt ich nie zauważył. Liam stawia Zayna pod oknem do swojego pokoju.
- Dobrze, zostań tu. Wejdę na górę i je otworzę, wtedy ty będziesz musiał się wspiąć, jasne?
Liam rozgląda się wokół jeszcze raz, a Zayn nie odpowiada tylko wygląda na zadowolonego z całej sytuacji.
- Zostań. – mówi Liam po raz ostatni i odwraca się.
Otwiera drzwi tarasowe i rzuca szybkie – Wróciłem.
Jego ojciec pewnie ucina sobie drzemkę, bo leży na kanapie z jedną ręką z niej zwisającą, a jego klatka piersiowa unosi się i opada równomiernie. Liam przykłada uwagę do bycia maksymalnie cicho, kiedy wspina się po schodach, krzywiąc się na skrzypiące stopnie pod jego stopami.
Od razu podbiega do okna, otwiera je i wystawia głowę na zewnątrz.
- Okej – szepcze, wskazując Zaynowi ruchem dłoni, że ma wejść. Zayn kładzie opuszki swoich palców na ścianie i bez wsparcia o półki skalne, tak jak robi to Louis, Zayn wspina się tylko za pomocą swoich palców – po prostej ścianie do góry.
Liam przybiera na twarz wystraszoną minę, przez co Zayn chichocze, kiedy patrzy przez otwarte okno.
- Musisz mnie zaprosić do środka.
Liam przechyla głowę na bok. – Co?
- Musisz mnie zaprosić do swojego domu za pierwszym razem. – wyjaśnia cierpliwie Zayn, a Liam się krzywi. Nie podoba mu się to, bo to tylko zwiększa ludzie ograniczenia Zayna, ale nie chce być niemiły. Na dodatek, on to wszystko wymyślił i zaczyna mu to trochę przeszkadzać.
Zamiera na sekundę, po czym spotyka wzrok Zayna i szepcze – Wejdź.
Zayn, jak gdyby na próbę, wyciąga rękę przez otwarte okno i nagle wsuwa się do pokoju Liama z gracją kota.
Liam zamyka drzwi po raz pierwszy, od kiedy wprowadzili się do tego domu. I nagle to w niego uderza, chociaż wiedział, że tak będzie.
Wszystko co robi ciąży na nim w tym momencie i na chwilę przestaje oddychać, kiedy jego wzrok zatrzymuje się na Zaynie.
Zayn unosi brew, zatrzymując swoją mroczną twarz. Liam nie odpowiada, ale czuje zbliżającą się trwogę, która tworzy się w jego klatce piersiowej i znienacka trudno mu się oddycha.
Zayn, jak zwykle, pozostaje niezmienny do paniki Liama i odwraca się leniwie, żeby rozejrzeć się po pokoju Liama, pootwierać szuflady i zaglądać w nie bez najmniejszego celu. A Liam obserwuje jak długie, szczupłe palce Zayna owijają się wokół klamki od szuflady z ubraniami i nawet to sprawia, że Liamowi robi się niedobrze.
Zaczyna chodzić w kółko, kompletnie ignorując zadanie.
W pewnym momencie zatrzymuje się, kiedy jego oczy napotykają Zayna. Chłopak siedzi na brzegu łóżka Liama, jedna z jego długich nóg jest skrzyżowana z drugą, a ręce trzyma na kolanach i patrzy na Liama jakby oczekiwał czegoś więcej.
- Powinienem… - zaczyna Liam, przykładając palec do ust, kiedy rozgląda się wokół i myśli. – Powinienem zrobić ci miejsce do spania.
Zayn pytająco przechyla głowę na bok, ale Liam nie odpowiada.
Stara się wymyśleć miejsce, gdzie mógłby ukryć Zayna, żeby jednocześnie było mu wygodnie. Podchodzi do strony łóżka, na której nie siedzi Zayn i unosi koc, żeby pod nie zajrzeć. Jest tam idealnie czysto, ale nie jest tam wystarczająco dużo miejsca, więc wstaje, a Zayn śmieje się z niego pod nosem. Liam posyła mu groźne spojrzenie.
- Staram się jak mogę. – karci go szeptem, a wtedy jego wzrok pada na szafę. Otwiera drzwi szafy i uśmiecha się. Odwraca się, a Zayn wychyla się, żeby przyjrzeć się temu miejscu ze sceptycznym spojrzeniem.
Spogląda na Liama i przybiera niezadowolony wyraz twarzy.
- Spójrz, ja tu się staram. – błaga Liam, marszcząc brwi i czując dziwne współczucie.
- Więc staraj się bardziej. – sugeruje Zayn, siadając trochę wyżej i wygląda dumnie. Gdyby nie to, że Liam widział go w zupełnie innym świetle, mógłby pomyśleć, że Zayn to normalny nastoletni chłopak.
- Oh, no dalej, Zayn. Będzie fajnie. – przekonuje Liam, uśmiechając się, jak gdyby przekonywał małe dziecko do odrobienia pracy domowej.
Zayn prycha i wywraca oczami. – Skoro tak bardzo lubisz szafę, to możesz w niej spać.
Liam karci go, kompletnie się nie zgadzając i otrzymuje tylko kręcenie nosem w odpowiedzi. Liam wzdycha.
- Spójrz, zrobię ci tu wygodne miejsce. – oferuje Liam, podchodząc do komody, po czym otwiera dolną szufladę. Wyjmuje pierwszą złożoną kołdrę i dodatkowy koc, który pochodzi z jego poprzedniego zestawu do spania. Jest zniszczony i ma więcej niż kilka niewielkich dziurek, ale nadal jest dobry. Jest na nim naszyty „Tomek i przyjaciele”* – Liam chciał Batmana, ale jego ojciec nigdy nie był dobrze nastawiony do super bohaterów, kiedy Liam był dzieckiem.
Zgaduje, że gadający, magiczny pociąg z twarzą i bez żadnych innych części ciała, był w jakiś sposób w porządku.
Ostatnią rzeczą, którą wyciąga z dolnej szuflady jest śpiwór. Następnie, zostawiając szufladę pustą, Liam podnosi koc i wstaje.
Rzuca rzeczy obok wejścia do szafy, po czym klęka i oczyszcza podłogę szafy ze swoich butów, które rzuca na bok. Jego szafa nie jest ogromna, ale zdecydowanie można w niej ustać, więc Liam zaczyna od rozłożenia śpiwora na podłodze.
Śpiwór zakrywa większość powierzchni. Kładzie na nim koc, a następnie kołdrę, aż w końcu dół szafy wygląda jak łóżko. Wstaje i posyła Zaynowi szczery uśmiech, nie zauważając, by wyrażał zgodę.
Zayn wzdycha poirytowany. – Dobra. Ale nie polubię tego.
Liam wzrusza ramionami, nadal się uśmiechając. – Nie byłbym tego taki pewien. To całkiem wygodne.
Odgłos drapania dochodzi z dolnej części drzwi Liama, który powoduje, że skacze do góry. Zamiera na sekundę, ale odpręża się, kiedy dochodzi do niego, że to tylko Buster.
Idzie otworzyć drzwi, ale znienacka Zayn go zatrzymuje.
- Zaczekaj. – nakazuje ostro Zayn. – Co to jest?
Liam przekręca klucz i otwiera drzwi, a Buster wchodzi drepcząc, po czym staje na tylnych łapach, drapiąc i wąchając stopy Liama. Payne ostrożnie zamyka drzwi chwilę później.
Zayn posyła szczeniakowi przerażone spojrzenie, jak gdyby patrzył na przerażający akt przemocy. Liam spogląda i marszczy brwi, widząc reakcję Zayna.
- Co? – pyta. – To tylko Buster.
- To pies. – syczy Zayn, całkowicie obrażony. Buster orientuje się, że Zayn jest w pokoju i zamiera, po czym zniża się jeszcze bardziej do podłogi ( o ile to możliwe u jamnika) i zaczyna odsłaniać zęby.
Jest tylko szczeniakiem, więc nie jest to groźne, ale Liam nigdy nie widział go w takim stanie.
Liam marszczy brwi. – Buster. – mówi karcącym tonem. Buster zaczyna warczeć gardłowo.
Zayn unosi nogi na łóżko i zwija je pod siebie, chcąc je uchronić.
- Uspokój swojego kundla, bo jak go… - ostrzega ponuro, a Liam pochyla się, biorąc Bustera na ręce. Chowa mordkę psa w swojej bluzce i ucisza go, drapiąc go po szyi.
- Cicho. – grucha i buja psem w swoich ramionach, jak niemowlęciem. – Nie wiem o co chodzi, on przeważnie lubi towarzystwo.
Buster wtula się, jego zimny nos dotyka przed ramienia Liama, podczas gdy Liam kontynuuje drapanie szczeniaka po szyi i grzbiecie. Siada po drugiej stronie łóżka, a Zayn nie spuszcza wzroku z psa w ramionach Liama.
- Po co w ogóle masz psa? – pyta Zayn, chociaż pytanie jest retoryczne.
Liam milknie na to pytanie, zastanawiając się, czy powinien skłamać, ale tego nie robi. – Moja mama zmarła dawno temu i myślę, że mocno mnie to dotknęło w zeszłym roku. – wyjaśnia cicho, próbując nie wyjawiać, jak trudno jest mu o tym mówić. – Więc, mój tata dał mi go do towarzystwa.
Zayn prycha, wyrywając Liama z zamyślenia, w celu spojrzenia z ciekawości.
- Dlaczego nie zaprzyjaźnisz się z ludźmi?
Liam wzrusza ramionami, nie czując się urażonym przez pytanie. – Myślę, że moja religia powstrzymuje mnie od posiadania ich zbyt wielu.
Zayn chichocze pod nosem, kładąc się na łóżku i wyciągając nogi, nie bojąc się już kulki śpiącej w ramionach Liama.
- Chrystianizacja wszystko rujnuje.
Liam wykrzywia twarz w grymasie niezadowolenia, sprawiając, że Zayn uśmiecha się szerzej. Po chwili ciszy, Zayn znowu się odzywa.
- Więc, co dokładnie robisz tutaj dla zabawy? – pyta. – Jak wygląda dzień z życia Liama?
- Więc, uhm – zaczyna Liam, nie do końca pewien jak powinien odpowiedzieć. – Myślę, że budzę się, myję zęby i biorę prysznic, wtedy robię śniadanie dla mnie i mojego taty. Wyprowadzam Bustera na zewnątrz i idę do szkoły. Później, kiedy wracam do domu, myję naczynia i robię pranie – zależy co musi być zrobione, robię obiad i idę spać.
Zayn ma minę, jakby był odurzony jakimś narkotykiem i patrzy na Liama, jakby wyrosła mu druga głowa.
- Wow.
- Co? – Liam marszczy brwi i zwija się w sobie.
- Tak wygląda twój dzień? – pyta Zayn i świadomie Liam przygryza wargę.
- W większości, tak.
Zayn milczy przez chwilę, jakby przemyślał swoje następne słowa. – Chyba nigdy nie spotkałem kogoś tak niewinnego. Pastor ma cię na okropnie ciasnej smyczy.
Przerywa po raz kolejny, spotykając oczy Liama, przysuwając się bliżej, a Liam instynktownie robi to samo.
Bez odrobiny dokuczliwości w tonie głosu, mówi – Nie mogę się doczekać, aż cię zniszczę.
Po tym, Liam wstaje i zaczyna chodzić w kółko po pokoju, bujając Bustera w swoich ramionach w tę i z powrotem, kiedy próbuje powstrzymać poczucie mdłości i żalu.
☯ You Holy Fool ☯
Jest około pół godziny później, kiedy Zayn unosi pościel Liama, żeby pod nią zajrzeć, a Liam słyszy jak jego ojciec budzi się.
W akcie nagłej paniki jego oczy wędrują od Zayna do szafy.
- Okej, zagramy w grę – zaczyna cichutko Liam, a Zayn przekrzywia ciekawsko głowę. – Nazywa się „jak szybko Zayn jest w stanie wejść do szafy, kiedy usłyszymy, że mój tata tu idzie”.
Zayn wywraca oczami. – Pozwól, że ci powiem, że mógłbym za cholerę to wygrać.
Liam, słysząc to, śmieje się. – Dobrze, bo jeśli to zrobisz, to możesz tu zostać. Jeśli przegrasz tę grę, mój tata wyśle mnie na obóz wojskowy i prawdopodobnie będzie cię egzorcyzmował.
Zayn wydaje z siebie pomruk niezadowolenia. Czekają kilka minut – z każdą Liam denerwuje się jeszcze bardziej – zanim słyszą, jak ojciec Liama pokonuje pierwsze stopnie.
Liam z trudem łapie powietrze. – Okej, Zayn. Teraz. Idź. – nakazuje cicho, a Zayn wstaje powoli i idzie do szafy, w ogóle się nie spiesząc, żeby tylko wkurzyć Liama.
Zamyka drzwi szafy z wrednym uśmiechem w tym samym momencie, w którym tata Liama krótko puka do drzwi, po czym je otwiera.
- Cześć, tato. – mówi Liam na nerwowym wydechu.
- Cześć, skończyłeś w kościele? – pastor Payne pociera oczy, wyglądając na zmęczonego po drzemce.
- Oczywiście.
- Okej, dobrze. Otóż, wychodzę z kilkoma znajomymi dziś na kolację, więc nie będzie mnie w domu do późna. – informuje, a Liam sztywno kiwa głową w zrozumieniu, jego serce nadal bije milion razy na minutę. Jego ojciec już ma zamykać drzwi, ale jednak się cofa. – Oh, bądź ostrożny jeśli planujesz gdzieś dzisiaj wychodzić. Musi być niedźwiedź gdzieś w okolicy, bo pan Mclain stracił dwie krowy, znalazł je rozszarpane na pastwisku. To znaczy znalazł jedną z nich. Druga została gdzieś zaciągnięta, czy coś w tym stylu.
Liam marszczy brwi, ale przytakuje w zrozumieniu. – Będę ostrożny, tato. Dzięki.
- W porządku, dam znać, kiedy będę wychodził. – kończy i zamyka za sobą drzwi.
Liam wzdycha głośno, kiedy drzwi szafy otwierają się i wychodzi zza nich Zayn, oglądając swoje paznokcie, jak gdyby nic nowego się nie wydarzyło w jego życiu.
- Dwie krowy, huh? – pyta Zayn, uśmiechając się zadziornie. – Dokładnie pamiętam zabieranie tylko jednej.
Liam obraca głowę w szoku. – Co zrobiłeś?
Zayn spotyka jego wzrok i zaczyna się śmiać. Ale poza tym nie mówi nic więcej, ale Liam jest w stanie zgadnąć. Poruszony, ale zachowując neutralny wyraz twarzy, odwraca się i opiera o drzwi do swojej sypialni, próbując nie panikować. Próbując.
Zayn przysiada na łóżku w tym samym miejscu co poprzednio, przygryzając koniuszek swojego palca. Liam spotyka jego wzrok tylko na sekundę, ale to wystarcza Zaynowi, żeby puścić mu oczko, a w takim razie…
- Muszę siku. – deklaruje Liam, a zabierając swojego psa wychodzi i zamyka za sobą drzwi tak szybko, jak tylko może. Stawia Bustera na podłodze i szczeniak posyła mu ciekawskie spojrzenie, zanim zaczyna schodzić ze schodów, po jednym stopniu na jakiś czas.
Czuje, że przynajmniej może oddychać, kiedy jest z dala od Zayna, więc bierze głęboki oddech, przypominając sobie, żeby nie panikować.
Naprawdę idzie do łazienki, ale tylko po to, żeby umyć twarz mydłem i zimną wodą. Wraca na korytarz, czując się znacznie lepiej. Mimo to, zatrzymuje się przed zamkniętymi drzwiami, myśląc o odwrocie i ucieczce z domu bez powrotnie.
Zarówno jego podświadomość, jak i stan przytomności wiedzą, że jest zbyt wielkim tchórzem, by to zrobić, więc bierze kolejny głęboki oddech i chwyta za klamkę, po czym wchodzi do środka.
Zayn stoi nad jego komodą, górna szuflada jest otwarta, a para bokserek ze Spidermanem jest zaplątana wokół jego długich palców.
- Powiedz mi, Liam. Czy ty masz jedenaście lat? – dokucza Zayn, przechylając głowę na bok. – Bo chociaż jestem nienormowany, to wolałbym nie być osądzony o pedofilię.
- Nie, nie, nic tu się nie dzieje. – Liam wskazuje pomiędzy sobą a Zaynem, rumieniąc się. – I skończę osiemnaście lat w sierpniu, dziękuję bardzo.
Zayn przytakuje, rzucając bieliznę za siebie, nie zwracając uwagi na to, gdzie upadła i kontynuuje grzebanie w szufladzie.
Liam jęczy i idzie podnieść przedmiot, składając je równiutko, po czym odpycha Zayna z drogi i wkłada bokserki z powrotem na miejsce.
- Okej, nowa zasada. – zarządza Liam, kiedy Zayn posyła mu uśmiech. – Zakaz grzebania w mojej szufladzie z bielizną.
Zayn wywraca oczami, śmiejąc się krótko. – Jesteś zbyt zabawny.
Liam krzyżuje ramiona na piersi, ale zostaje kompletnie wyrwany ze swojego dziecięcego manewru, kiedy jego telefon wibruje mu w kieszeni.
Louis (6:45):
hej, jesteś już wolny??
Liam zerka na Zayna, który z uwagą przebiega paznokciem po farbie na ścianie, zostawiając rysę. Liam szybko odpisuje:
nie. ale może jutro, w porządku?
Od razu źle się czuje przez kłamanie, szczególnie w stosunku do Louisa, ale nie może tego teraz cofnąć i raczej by tego nie zrobił, gdyby mógł. Ma teraz ważniejsze sprawy na głowie od spotkania ze swoim przyjacielem.
Czuje oddech Zayna na swoim ramieniu, chłodne powietrze dostaje się za kołnierzyk jego koszulki, więc wzdryga się.
- Kto to? – pyta Zayn, sięgając wokół torsu Liama i zabierając mu telefon. Jego kościste palce obracają go i dotykają klawiszy.
- Mój przyjaciel właśnie wysłał mi sms’a. – odpowiada Liam, odbierając telefon, ale Zayn szybko odwraca się od niego. Zayn chciwcze i znowu wymyka się Liamowi, wbrew jego staraniom.
☯ You Holy Fool ☯
Pół godziny później, pastor Payne informuje, że wychodzi. Liam spotyka go na dole, przy schodach, żeby go porzegnać, a Zayn jest zaraz zanim, kiedy tylko zamykają się drzwi frontowe.
- Co robimy? – pyta, kiedy wchodzą do kuchni. Liam wyjmuje patelnię z dolnej szafki. Kiedy wstaje, Zayn siedzi na blacie na wprost Liama ze skrzyżowanymi ramionami.
Liam posyła mu wystraszone spojrzenie. – Uh, ja będę robił obiad. Chcesz coś do jedzenia?
Zayn kręci przecząco głową, patrząc na Liama. Jego dłoń opada na brzuch pod za dużą bluzą Liama, którą ma na sobie. – Jestem najedzony, dzięki.
Liam przytakuje sztywno i sięga po opakowanie makaronu, po czym napełnia garnek wodą. – Nie sądziłem, że adoptowanie… czymkolwiek jesteś, będzie wymagało tyle uwagi. Jesteś gorszy niż Buster.
Zayn grymasi niezadowolony i bierze pomarańczę z miski na owoce, stojącej obok. Ściska ją na chwilę w pięści, po czym rzuca i uderza Liama w tył głowy. Liam piszczy i odwraca się, masując bolące miejsce, wyglądając na zranionego.
- Nie jestem psem, ani nie jestem podobny do psa, więc dam ci chwilę na przemyślenie tego, co zrobiłeś, by mnie obrazić. – obraża się Zayn, krzyżując ramiona na piersi i zadziera nos.
Liam schyla się i podnosi pomarańczę z podłogi, patrząc na nią z żalem. – Miałem zamiar to zjeść.
- Z jakiegoś powodu mają skórę. – zauważa Zayn. – Więc możesz je z niej obedrzeć.
Liam wykrzywia twarz w grymasie, bo ma wrażenie, że doświadczenie Zayna w tym fachu, nie mają nic wspólnego z pomarańczami. Ani innymi owocami.
Liam stawia garnek z wodą na kuchence i nalewa sobie oraz Zaynowi po szklance soku jabłkowego, ale kiedy Liam stawia przed chłopakiem szklankę, Zayn posyła jej wrogie spojrzenie.
- Co to?
- Sok, Zayn. Spróbuj. – mówi przekonująco Liam. Zayn przechyla głowę na bok i zanurza koniuszek swojego palca w cieczy. Unosi palec do ust, a kiedy spotyka wzrok Liama, ssie palec, wydając z siebie zadowolony jęk. Liam jest zmuszony zrobić krok do tyłu.
- Dobre. – zgadza się Zayn i unosi szklankę do ust, wypijając wszystko dwoma łykami. Wygląda na zadowolonego z siebie, kiedy upuszcza pustą szklankę na podłogę i patrzy na Liama, kiedy przedmiot tłucze się. – Więcej.
Wzrok Liama wędruje od bałaganu do Zayna z grymasem. Wygląda na prawie nieświadomego swojego złego zachowania. Prawie. Poza tym, że ma ten złośliwy błysk w oczach, który mówi Liamowi co innego.
- Zayn, nie! – krzyczy ostro, jak gdyby mówił do psa, a Zayn odpowiada mu ściągnięciem brwi i zszokowaną miną. – Nie tak prosi się o więcej soku.
Zayn warczy gardłowo i krzyżuje ramiona ja dziecko, kiedy Liam wyjmuje drugą szklankę z szafki i napełnia sokiem do połowy.
- Powiedz „proszę”. – informuje i posyła Zaynowi wyczekujące spojrzenie, trzymając szklankę z dala od niego.
Zayn najpierw patrzy z żądzą na sok, ale za chwilę odwraca zdecydowanie wzrok. – Nie.
- Zayn, powiedz „proszę”. – nakazuje Liam, zaciskając usta.
Zayn wzdycha głośno i wpatruje się w szklankę soku. Liam nie jest pewien co on robi, dopóki ciecz w naczyniu niespodziewanie zaczyna się gotować i szybko upuszcza ją, kiedy zaczyna parzyć jego dłoń.
Krzyczy i odskakuje, gdy szkło roztrzaskuje się na podłodze, a gorący napój rozlewa się obok jego stóp.
- Zayn! – piszczy, kiedy łzy zaczynają napływać do jego oczu. Ściska nadgarstek swojej poparzonej ręki i podbiega do zlewu, odkręcając zimną wodę i pozwala jej ujarzmić ból.
- Nie chciałem tego robić. – odpowiada Zayn, choć brzmi mniej przepraszająco, niż sugerują jego słowa.
- Więc, wolałbyś mnie spalić, niż powiedzieć „proszę”?! – wykrzykuje Liam, kiedy opatruje swoją czerwoną, poparzoną dłoń.
- Jeśli bym musiał.
Liam spogląda na niego z zapłakanymi oczami i wygląda na to, że Zayn trochę się uspokaja. Zeskakuje z blatu i Liam słyszy jak szkło chrzęści pod jego bosymi stopami. Wygląda na to, że go to nie boli, bo Zayn ani trochę nie reaguje, kiedy podchodzi i chwyta z szafki ręcznik, po czym podaje go Liamowi.
Liam doceniłby gest, gdyby nie fakt, że to Zayn go poparzył, więc bierze ręcznik, trzymając go przy sobie i nie napotykając wzroku Zayna.
To musi być dla Zayna wystarczające, bo otwiera lodówkę, bierze karton soku jabłkowego i wraca na górę. Liam słyszy jak drzwi jego szafy, zamykają się chwilę później.
* w oryginale pojawiło się “come Hell or high water”, ale nie jest to nic innego niż tylko powiedzenie, które w Polsce tłumaczymy tak, jak to przeczytaliście wyżej.
* “Thomas the Train” bajka, która w naszej telewizji jest tłumaczona jako “Tomek i przyjaciele”
Szybko przeczesuje wzrokiem okolicę, żeby się upewnić, iż jest bezpiecznie. Jego ojciec najwyraźniej zabrał Bustera do środka, bo ogródek jest pusty, więc Liam zabiera Zayna na tyły domu, będąc ostrożnym, aby nikt ich nie zauważył. Liam stawia Zayna pod oknem do swojego pokoju.
- Dobrze, zostań tu. Wejdę na górę i je otworzę, wtedy ty będziesz musiał się wspiąć, jasne?
Liam rozgląda się wokół jeszcze raz, a Zayn nie odpowiada tylko wygląda na zadowolonego z całej sytuacji.
- Zostań. – mówi Liam po raz ostatni i odwraca się.
Otwiera drzwi tarasowe i rzuca szybkie – Wróciłem.
Jego ojciec pewnie ucina sobie drzemkę, bo leży na kanapie z jedną ręką z niej zwisającą, a jego klatka piersiowa unosi się i opada równomiernie. Liam przykłada uwagę do bycia maksymalnie cicho, kiedy wspina się po schodach, krzywiąc się na skrzypiące stopnie pod jego stopami.
Od razu podbiega do okna, otwiera je i wystawia głowę na zewnątrz.
- Okej – szepcze, wskazując Zaynowi ruchem dłoni, że ma wejść. Zayn kładzie opuszki swoich palców na ścianie i bez wsparcia o półki skalne, tak jak robi to Louis, Zayn wspina się tylko za pomocą swoich palców – po prostej ścianie do góry.
Liam przybiera na twarz wystraszoną minę, przez co Zayn chichocze, kiedy patrzy przez otwarte okno.
- Musisz mnie zaprosić do środka.
Liam przechyla głowę na bok. – Co?
- Musisz mnie zaprosić do swojego domu za pierwszym razem. – wyjaśnia cierpliwie Zayn, a Liam się krzywi. Nie podoba mu się to, bo to tylko zwiększa ludzie ograniczenia Zayna, ale nie chce być niemiły. Na dodatek, on to wszystko wymyślił i zaczyna mu to trochę przeszkadzać.
Zamiera na sekundę, po czym spotyka wzrok Zayna i szepcze – Wejdź.
Zayn, jak gdyby na próbę, wyciąga rękę przez otwarte okno i nagle wsuwa się do pokoju Liama z gracją kota.
Liam zamyka drzwi po raz pierwszy, od kiedy wprowadzili się do tego domu. I nagle to w niego uderza, chociaż wiedział, że tak będzie.
Wszystko co robi ciąży na nim w tym momencie i na chwilę przestaje oddychać, kiedy jego wzrok zatrzymuje się na Zaynie.
Zayn unosi brew, zatrzymując swoją mroczną twarz. Liam nie odpowiada, ale czuje zbliżającą się trwogę, która tworzy się w jego klatce piersiowej i znienacka trudno mu się oddycha.
Zayn, jak zwykle, pozostaje niezmienny do paniki Liama i odwraca się leniwie, żeby rozejrzeć się po pokoju Liama, pootwierać szuflady i zaglądać w nie bez najmniejszego celu. A Liam obserwuje jak długie, szczupłe palce Zayna owijają się wokół klamki od szuflady z ubraniami i nawet to sprawia, że Liamowi robi się niedobrze.
Zaczyna chodzić w kółko, kompletnie ignorując zadanie.
W pewnym momencie zatrzymuje się, kiedy jego oczy napotykają Zayna. Chłopak siedzi na brzegu łóżka Liama, jedna z jego długich nóg jest skrzyżowana z drugą, a ręce trzyma na kolanach i patrzy na Liama jakby oczekiwał czegoś więcej.
- Powinienem… - zaczyna Liam, przykładając palec do ust, kiedy rozgląda się wokół i myśli. – Powinienem zrobić ci miejsce do spania.
Zayn pytająco przechyla głowę na bok, ale Liam nie odpowiada.
Stara się wymyśleć miejsce, gdzie mógłby ukryć Zayna, żeby jednocześnie było mu wygodnie. Podchodzi do strony łóżka, na której nie siedzi Zayn i unosi koc, żeby pod nie zajrzeć. Jest tam idealnie czysto, ale nie jest tam wystarczająco dużo miejsca, więc wstaje, a Zayn śmieje się z niego pod nosem. Liam posyła mu groźne spojrzenie.
- Staram się jak mogę. – karci go szeptem, a wtedy jego wzrok pada na szafę. Otwiera drzwi szafy i uśmiecha się. Odwraca się, a Zayn wychyla się, żeby przyjrzeć się temu miejscu ze sceptycznym spojrzeniem.
Spogląda na Liama i przybiera niezadowolony wyraz twarzy.
- Spójrz, ja tu się staram. – błaga Liam, marszcząc brwi i czując dziwne współczucie.
- Więc staraj się bardziej. – sugeruje Zayn, siadając trochę wyżej i wygląda dumnie. Gdyby nie to, że Liam widział go w zupełnie innym świetle, mógłby pomyśleć, że Zayn to normalny nastoletni chłopak.
- Oh, no dalej, Zayn. Będzie fajnie. – przekonuje Liam, uśmiechając się, jak gdyby przekonywał małe dziecko do odrobienia pracy domowej.
Zayn prycha i wywraca oczami. – Skoro tak bardzo lubisz szafę, to możesz w niej spać.
Liam karci go, kompletnie się nie zgadzając i otrzymuje tylko kręcenie nosem w odpowiedzi. Liam wzdycha.
- Spójrz, zrobię ci tu wygodne miejsce. – oferuje Liam, podchodząc do komody, po czym otwiera dolną szufladę. Wyjmuje pierwszą złożoną kołdrę i dodatkowy koc, który pochodzi z jego poprzedniego zestawu do spania. Jest zniszczony i ma więcej niż kilka niewielkich dziurek, ale nadal jest dobry. Jest na nim naszyty „Tomek i przyjaciele”* – Liam chciał Batmana, ale jego ojciec nigdy nie był dobrze nastawiony do super bohaterów, kiedy Liam był dzieckiem.
Zgaduje, że gadający, magiczny pociąg z twarzą i bez żadnych innych części ciała, był w jakiś sposób w porządku.
Ostatnią rzeczą, którą wyciąga z dolnej szuflady jest śpiwór. Następnie, zostawiając szufladę pustą, Liam podnosi koc i wstaje.
Rzuca rzeczy obok wejścia do szafy, po czym klęka i oczyszcza podłogę szafy ze swoich butów, które rzuca na bok. Jego szafa nie jest ogromna, ale zdecydowanie można w niej ustać, więc Liam zaczyna od rozłożenia śpiwora na podłodze.
Śpiwór zakrywa większość powierzchni. Kładzie na nim koc, a następnie kołdrę, aż w końcu dół szafy wygląda jak łóżko. Wstaje i posyła Zaynowi szczery uśmiech, nie zauważając, by wyrażał zgodę.
Zayn wzdycha poirytowany. – Dobra. Ale nie polubię tego.
Liam wzrusza ramionami, nadal się uśmiechając. – Nie byłbym tego taki pewien. To całkiem wygodne.
Odgłos drapania dochodzi z dolnej części drzwi Liama, który powoduje, że skacze do góry. Zamiera na sekundę, ale odpręża się, kiedy dochodzi do niego, że to tylko Buster.
Idzie otworzyć drzwi, ale znienacka Zayn go zatrzymuje.
- Zaczekaj. – nakazuje ostro Zayn. – Co to jest?
Liam przekręca klucz i otwiera drzwi, a Buster wchodzi drepcząc, po czym staje na tylnych łapach, drapiąc i wąchając stopy Liama. Payne ostrożnie zamyka drzwi chwilę później.
Zayn posyła szczeniakowi przerażone spojrzenie, jak gdyby patrzył na przerażający akt przemocy. Liam spogląda i marszczy brwi, widząc reakcję Zayna.
- Co? – pyta. – To tylko Buster.
- To pies. – syczy Zayn, całkowicie obrażony. Buster orientuje się, że Zayn jest w pokoju i zamiera, po czym zniża się jeszcze bardziej do podłogi ( o ile to możliwe u jamnika) i zaczyna odsłaniać zęby.
Jest tylko szczeniakiem, więc nie jest to groźne, ale Liam nigdy nie widział go w takim stanie.
Liam marszczy brwi. – Buster. – mówi karcącym tonem. Buster zaczyna warczeć gardłowo.
Zayn unosi nogi na łóżko i zwija je pod siebie, chcąc je uchronić.
- Uspokój swojego kundla, bo jak go… - ostrzega ponuro, a Liam pochyla się, biorąc Bustera na ręce. Chowa mordkę psa w swojej bluzce i ucisza go, drapiąc go po szyi.
- Cicho. – grucha i buja psem w swoich ramionach, jak niemowlęciem. – Nie wiem o co chodzi, on przeważnie lubi towarzystwo.
Buster wtula się, jego zimny nos dotyka przed ramienia Liama, podczas gdy Liam kontynuuje drapanie szczeniaka po szyi i grzbiecie. Siada po drugiej stronie łóżka, a Zayn nie spuszcza wzroku z psa w ramionach Liama.
- Po co w ogóle masz psa? – pyta Zayn, chociaż pytanie jest retoryczne.
Liam milknie na to pytanie, zastanawiając się, czy powinien skłamać, ale tego nie robi. – Moja mama zmarła dawno temu i myślę, że mocno mnie to dotknęło w zeszłym roku. – wyjaśnia cicho, próbując nie wyjawiać, jak trudno jest mu o tym mówić. – Więc, mój tata dał mi go do towarzystwa.
Zayn prycha, wyrywając Liama z zamyślenia, w celu spojrzenia z ciekawości.
- Dlaczego nie zaprzyjaźnisz się z ludźmi?
Liam wzrusza ramionami, nie czując się urażonym przez pytanie. – Myślę, że moja religia powstrzymuje mnie od posiadania ich zbyt wielu.
Zayn chichocze pod nosem, kładąc się na łóżku i wyciągając nogi, nie bojąc się już kulki śpiącej w ramionach Liama.
- Chrystianizacja wszystko rujnuje.
Liam wykrzywia twarz w grymasie niezadowolenia, sprawiając, że Zayn uśmiecha się szerzej. Po chwili ciszy, Zayn znowu się odzywa.
- Więc, co dokładnie robisz tutaj dla zabawy? – pyta. – Jak wygląda dzień z życia Liama?
- Więc, uhm – zaczyna Liam, nie do końca pewien jak powinien odpowiedzieć. – Myślę, że budzę się, myję zęby i biorę prysznic, wtedy robię śniadanie dla mnie i mojego taty. Wyprowadzam Bustera na zewnątrz i idę do szkoły. Później, kiedy wracam do domu, myję naczynia i robię pranie – zależy co musi być zrobione, robię obiad i idę spać.
Zayn ma minę, jakby był odurzony jakimś narkotykiem i patrzy na Liama, jakby wyrosła mu druga głowa.
- Wow.
- Co? – Liam marszczy brwi i zwija się w sobie.
- Tak wygląda twój dzień? – pyta Zayn i świadomie Liam przygryza wargę.
- W większości, tak.
Zayn milczy przez chwilę, jakby przemyślał swoje następne słowa. – Chyba nigdy nie spotkałem kogoś tak niewinnego. Pastor ma cię na okropnie ciasnej smyczy.
Przerywa po raz kolejny, spotykając oczy Liama, przysuwając się bliżej, a Liam instynktownie robi to samo.
Bez odrobiny dokuczliwości w tonie głosu, mówi – Nie mogę się doczekać, aż cię zniszczę.
Po tym, Liam wstaje i zaczyna chodzić w kółko po pokoju, bujając Bustera w swoich ramionach w tę i z powrotem, kiedy próbuje powstrzymać poczucie mdłości i żalu.
☯ You Holy Fool ☯
Jest około pół godziny później, kiedy Zayn unosi pościel Liama, żeby pod nią zajrzeć, a Liam słyszy jak jego ojciec budzi się.
W akcie nagłej paniki jego oczy wędrują od Zayna do szafy.
- Okej, zagramy w grę – zaczyna cichutko Liam, a Zayn przekrzywia ciekawsko głowę. – Nazywa się „jak szybko Zayn jest w stanie wejść do szafy, kiedy usłyszymy, że mój tata tu idzie”.
Zayn wywraca oczami. – Pozwól, że ci powiem, że mógłbym za cholerę to wygrać.
Liam, słysząc to, śmieje się. – Dobrze, bo jeśli to zrobisz, to możesz tu zostać. Jeśli przegrasz tę grę, mój tata wyśle mnie na obóz wojskowy i prawdopodobnie będzie cię egzorcyzmował.
Zayn wydaje z siebie pomruk niezadowolenia. Czekają kilka minut – z każdą Liam denerwuje się jeszcze bardziej – zanim słyszą, jak ojciec Liama pokonuje pierwsze stopnie.
Liam z trudem łapie powietrze. – Okej, Zayn. Teraz. Idź. – nakazuje cicho, a Zayn wstaje powoli i idzie do szafy, w ogóle się nie spiesząc, żeby tylko wkurzyć Liama.
Zamyka drzwi szafy z wrednym uśmiechem w tym samym momencie, w którym tata Liama krótko puka do drzwi, po czym je otwiera.
- Cześć, tato. – mówi Liam na nerwowym wydechu.
- Cześć, skończyłeś w kościele? – pastor Payne pociera oczy, wyglądając na zmęczonego po drzemce.
- Oczywiście.
- Okej, dobrze. Otóż, wychodzę z kilkoma znajomymi dziś na kolację, więc nie będzie mnie w domu do późna. – informuje, a Liam sztywno kiwa głową w zrozumieniu, jego serce nadal bije milion razy na minutę. Jego ojciec już ma zamykać drzwi, ale jednak się cofa. – Oh, bądź ostrożny jeśli planujesz gdzieś dzisiaj wychodzić. Musi być niedźwiedź gdzieś w okolicy, bo pan Mclain stracił dwie krowy, znalazł je rozszarpane na pastwisku. To znaczy znalazł jedną z nich. Druga została gdzieś zaciągnięta, czy coś w tym stylu.
Liam marszczy brwi, ale przytakuje w zrozumieniu. – Będę ostrożny, tato. Dzięki.
- W porządku, dam znać, kiedy będę wychodził. – kończy i zamyka za sobą drzwi.
Liam wzdycha głośno, kiedy drzwi szafy otwierają się i wychodzi zza nich Zayn, oglądając swoje paznokcie, jak gdyby nic nowego się nie wydarzyło w jego życiu.
- Dwie krowy, huh? – pyta Zayn, uśmiechając się zadziornie. – Dokładnie pamiętam zabieranie tylko jednej.
Liam obraca głowę w szoku. – Co zrobiłeś?
Zayn spotyka jego wzrok i zaczyna się śmiać. Ale poza tym nie mówi nic więcej, ale Liam jest w stanie zgadnąć. Poruszony, ale zachowując neutralny wyraz twarzy, odwraca się i opiera o drzwi do swojej sypialni, próbując nie panikować. Próbując.
Zayn przysiada na łóżku w tym samym miejscu co poprzednio, przygryzając koniuszek swojego palca. Liam spotyka jego wzrok tylko na sekundę, ale to wystarcza Zaynowi, żeby puścić mu oczko, a w takim razie…
- Muszę siku. – deklaruje Liam, a zabierając swojego psa wychodzi i zamyka za sobą drzwi tak szybko, jak tylko może. Stawia Bustera na podłodze i szczeniak posyła mu ciekawskie spojrzenie, zanim zaczyna schodzić ze schodów, po jednym stopniu na jakiś czas.
Czuje, że przynajmniej może oddychać, kiedy jest z dala od Zayna, więc bierze głęboki oddech, przypominając sobie, żeby nie panikować.
Naprawdę idzie do łazienki, ale tylko po to, żeby umyć twarz mydłem i zimną wodą. Wraca na korytarz, czując się znacznie lepiej. Mimo to, zatrzymuje się przed zamkniętymi drzwiami, myśląc o odwrocie i ucieczce z domu bez powrotnie.
Zarówno jego podświadomość, jak i stan przytomności wiedzą, że jest zbyt wielkim tchórzem, by to zrobić, więc bierze kolejny głęboki oddech i chwyta za klamkę, po czym wchodzi do środka.
Zayn stoi nad jego komodą, górna szuflada jest otwarta, a para bokserek ze Spidermanem jest zaplątana wokół jego długich palców.
- Powiedz mi, Liam. Czy ty masz jedenaście lat? – dokucza Zayn, przechylając głowę na bok. – Bo chociaż jestem nienormowany, to wolałbym nie być osądzony o pedofilię.
- Nie, nie, nic tu się nie dzieje. – Liam wskazuje pomiędzy sobą a Zaynem, rumieniąc się. – I skończę osiemnaście lat w sierpniu, dziękuję bardzo.
Zayn przytakuje, rzucając bieliznę za siebie, nie zwracając uwagi na to, gdzie upadła i kontynuuje grzebanie w szufladzie.
Liam jęczy i idzie podnieść przedmiot, składając je równiutko, po czym odpycha Zayna z drogi i wkłada bokserki z powrotem na miejsce.
- Okej, nowa zasada. – zarządza Liam, kiedy Zayn posyła mu uśmiech. – Zakaz grzebania w mojej szufladzie z bielizną.
Zayn wywraca oczami, śmiejąc się krótko. – Jesteś zbyt zabawny.
Liam krzyżuje ramiona na piersi, ale zostaje kompletnie wyrwany ze swojego dziecięcego manewru, kiedy jego telefon wibruje mu w kieszeni.
Louis (6:45):
hej, jesteś już wolny??
Liam zerka na Zayna, który z uwagą przebiega paznokciem po farbie na ścianie, zostawiając rysę. Liam szybko odpisuje:
nie. ale może jutro, w porządku?
Od razu źle się czuje przez kłamanie, szczególnie w stosunku do Louisa, ale nie może tego teraz cofnąć i raczej by tego nie zrobił, gdyby mógł. Ma teraz ważniejsze sprawy na głowie od spotkania ze swoim przyjacielem.
Czuje oddech Zayna na swoim ramieniu, chłodne powietrze dostaje się za kołnierzyk jego koszulki, więc wzdryga się.
- Kto to? – pyta Zayn, sięgając wokół torsu Liama i zabierając mu telefon. Jego kościste palce obracają go i dotykają klawiszy.
- Mój przyjaciel właśnie wysłał mi sms’a. – odpowiada Liam, odbierając telefon, ale Zayn szybko odwraca się od niego. Zayn chciwcze i znowu wymyka się Liamowi, wbrew jego staraniom.
☯ You Holy Fool ☯
Pół godziny później, pastor Payne informuje, że wychodzi. Liam spotyka go na dole, przy schodach, żeby go porzegnać, a Zayn jest zaraz zanim, kiedy tylko zamykają się drzwi frontowe.
- Co robimy? – pyta, kiedy wchodzą do kuchni. Liam wyjmuje patelnię z dolnej szafki. Kiedy wstaje, Zayn siedzi na blacie na wprost Liama ze skrzyżowanymi ramionami.
Liam posyła mu wystraszone spojrzenie. – Uh, ja będę robił obiad. Chcesz coś do jedzenia?
Zayn kręci przecząco głową, patrząc na Liama. Jego dłoń opada na brzuch pod za dużą bluzą Liama, którą ma na sobie. – Jestem najedzony, dzięki.
Liam przytakuje sztywno i sięga po opakowanie makaronu, po czym napełnia garnek wodą. – Nie sądziłem, że adoptowanie… czymkolwiek jesteś, będzie wymagało tyle uwagi. Jesteś gorszy niż Buster.
Zayn grymasi niezadowolony i bierze pomarańczę z miski na owoce, stojącej obok. Ściska ją na chwilę w pięści, po czym rzuca i uderza Liama w tył głowy. Liam piszczy i odwraca się, masując bolące miejsce, wyglądając na zranionego.
- Nie jestem psem, ani nie jestem podobny do psa, więc dam ci chwilę na przemyślenie tego, co zrobiłeś, by mnie obrazić. – obraża się Zayn, krzyżując ramiona na piersi i zadziera nos.
Liam schyla się i podnosi pomarańczę z podłogi, patrząc na nią z żalem. – Miałem zamiar to zjeść.
- Z jakiegoś powodu mają skórę. – zauważa Zayn. – Więc możesz je z niej obedrzeć.
Liam wykrzywia twarz w grymasie, bo ma wrażenie, że doświadczenie Zayna w tym fachu, nie mają nic wspólnego z pomarańczami. Ani innymi owocami.
Liam stawia garnek z wodą na kuchence i nalewa sobie oraz Zaynowi po szklance soku jabłkowego, ale kiedy Liam stawia przed chłopakiem szklankę, Zayn posyła jej wrogie spojrzenie.
- Co to?
- Sok, Zayn. Spróbuj. – mówi przekonująco Liam. Zayn przechyla głowę na bok i zanurza koniuszek swojego palca w cieczy. Unosi palec do ust, a kiedy spotyka wzrok Liama, ssie palec, wydając z siebie zadowolony jęk. Liam jest zmuszony zrobić krok do tyłu.
- Dobre. – zgadza się Zayn i unosi szklankę do ust, wypijając wszystko dwoma łykami. Wygląda na zadowolonego z siebie, kiedy upuszcza pustą szklankę na podłogę i patrzy na Liama, kiedy przedmiot tłucze się. – Więcej.
Wzrok Liama wędruje od bałaganu do Zayna z grymasem. Wygląda na prawie nieświadomego swojego złego zachowania. Prawie. Poza tym, że ma ten złośliwy błysk w oczach, który mówi Liamowi co innego.
- Zayn, nie! – krzyczy ostro, jak gdyby mówił do psa, a Zayn odpowiada mu ściągnięciem brwi i zszokowaną miną. – Nie tak prosi się o więcej soku.
Zayn warczy gardłowo i krzyżuje ramiona ja dziecko, kiedy Liam wyjmuje drugą szklankę z szafki i napełnia sokiem do połowy.
- Powiedz „proszę”. – informuje i posyła Zaynowi wyczekujące spojrzenie, trzymając szklankę z dala od niego.
Zayn najpierw patrzy z żądzą na sok, ale za chwilę odwraca zdecydowanie wzrok. – Nie.
- Zayn, powiedz „proszę”. – nakazuje Liam, zaciskając usta.
Zayn wzdycha głośno i wpatruje się w szklankę soku. Liam nie jest pewien co on robi, dopóki ciecz w naczyniu niespodziewanie zaczyna się gotować i szybko upuszcza ją, kiedy zaczyna parzyć jego dłoń.
Krzyczy i odskakuje, gdy szkło roztrzaskuje się na podłodze, a gorący napój rozlewa się obok jego stóp.
- Zayn! – piszczy, kiedy łzy zaczynają napływać do jego oczu. Ściska nadgarstek swojej poparzonej ręki i podbiega do zlewu, odkręcając zimną wodę i pozwala jej ujarzmić ból.
- Nie chciałem tego robić. – odpowiada Zayn, choć brzmi mniej przepraszająco, niż sugerują jego słowa.
- Więc, wolałbyś mnie spalić, niż powiedzieć „proszę”?! – wykrzykuje Liam, kiedy opatruje swoją czerwoną, poparzoną dłoń.
- Jeśli bym musiał.
Liam spogląda na niego z zapłakanymi oczami i wygląda na to, że Zayn trochę się uspokaja. Zeskakuje z blatu i Liam słyszy jak szkło chrzęści pod jego bosymi stopami. Wygląda na to, że go to nie boli, bo Zayn ani trochę nie reaguje, kiedy podchodzi i chwyta z szafki ręcznik, po czym podaje go Liamowi.
Liam doceniłby gest, gdyby nie fakt, że to Zayn go poparzył, więc bierze ręcznik, trzymając go przy sobie i nie napotykając wzroku Zayna.
To musi być dla Zayna wystarczające, bo otwiera lodówkę, bierze karton soku jabłkowego i wraca na górę. Liam słyszy jak drzwi jego szafy, zamykają się chwilę później.
* w oryginale pojawiło się “come Hell or high water”, ale nie jest to nic innego niż tylko powiedzenie, które w Polsce tłumaczymy tak, jak to przeczytaliście wyżej.
* “Thomas the Train” bajka, która w naszej telewizji jest tłumaczona jako “Tomek i przyjaciele”
W piątek w szkole Liam nie może się na niczym skupić. Nie pisze notatek, nie odrabia pracy domowej, ani nie oddaje żadnej nauczycielowi. Nie uczestniczy w lekcji, ani w rozmowie, którą próbuje nawiązać z nim Louis podczas ich wspólnych zajęć. Lunch mija mu na wykonywaniu ruchów podobnych do jedzenia, ale naprawdę niczego nie próbowaniu.
Idzie prosto do domu po raz pierwszy od kilku dni i wypuszcza Bustera na zewnątrz. Jedyne co jest w stanie czuć, kiedy Buster wybiega z ich ogródka do sąsiadów, to irytacja, mimo że pies sąsiadów jest trzy razy większy od Bustera i łatwo mógłby zrobić z niego obiad.
Liam znajduje jamnika i zabiera go z powrotem do domu. Następnie przyrządza herbatę w imbryku i bardzo się stara, żeby choć raz nie słuchać rozkazów i wymigać się od dzisiejszego sprzątania.
Próbuje to zrobić, naprawdę próbuje, ale wie, że jakąkolwiek karę daje mu Bóg, za cokolwiek co zrobił musi być to coś na co zasłużył, ale to strasznie trudne wrócić do kościoła, wiedząc co tam na niego czeka.
A poza tym, nie jest wcale trudno tego pragnąć.
Liam coś czuje, kiedy Zayn jest w pobliżu. Nie jest do końca pewien co to za uczucie, ale ono tu jest i nieważne jak głęboko próbował je pogrzebać przez ostatnie kilka dni.
Myśli, że to może być dreszcz. Wie, że Zayn jest czymś złym i wie, że wszystko co z nim związane jest złe, ale nadal tego chce. I to przeraża go najbardziej.
Nigdy nie miał problemu z odmawianiem nieprawym rzeczom. Nigdy nie próbował alkoholu, nigdy nie palił, ani nie miał do tego chęci. Nigdy nie myślał o seksie przed ślubem i nigdy nie uznał tego za właściwe. Nie używa brzydkich słów. Nie rusza nawet samochodem przed uprzednim zapięciem pasów, więc dlaczego jest mu tak niemożliwie trudno powiedzieć Zaynowi „nie”?
Jest szczerze zaskoczony, że wytrzymał tak długo, ale to nie znaczy, że nie chce czegoś więcej niż samo myślenie o tym. O wiele łatwiejsze jest olewanie Zayna, niż przyznanie, że go pragnie, co również go przeraża.
Więc robi to, co każdy wierzący mężczyzna zrobiłby na jego miejscu – nalewa sobie kubek herbaty i modli się. Zamyka oczy i bardzo się stara nie myśleć o Zaynie inaczej niż jak o wstrętnym stworzeniu, ale za każdym razem, gdy w głowie Liama pojawia się wspomnienie z nim, musi znowu spróbować być obrzydzonym.
Tak jest za każdym razem, kiedy Liam jest wściekły na Zayna, aż nagle wspomnienie tych złudnych, choć niezwykle pięknych, oczu wszystko niszczy.
Liam siedzi na kuchennym blacie ze swoją herbatą pod nosem i marszczy brwi, jak gdyby szukał sensu życia w zabarwionej wodzie, dopóki nie słyszy pukania w drzwi tarasowe.
To wystrasza go nie na żarty, a Buster wypełza ze swojego psiego łóżka w pralni, jego pazury rysują podłogę, kiedy drepcze, żeby sprawdzić o co chodzi.
Pusty dźwięk stykania się knykci ze szkłem przepełnia kuchnię i Liam wstaje ze swojego miejsca z zaciśniętymi ustami. Zanim udaje mu się wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, odsuwa zasłonę i wzdycha z ulgą. Louis patrzy na niego przez szybę ze złośliwym błyskiem w oku, który Liam zna za dobrze. Liam otwiera drzwi i wpuszcza go do środka.
- Lou, co ty tu robisz? Mówiłem ci, jestem uziemiony. – mówi karcąco Liam, chociaż jest dziesięć razy szczęśliwszy, kiedy widzi Louisa, zamykającego drzwi i wchodzącego do kuchni.
- Wiem, ale wyglądałeś na bardzo przybitego dziś w szkole, więc stwierdziłem, że potrzebujesz towarzystwa. – Louis wygląda na pełnego nadziei, że Liam nie może się powstrzymać od przytulenia go. To miał być szybki uścisk jednym ramieniem, ale Liam przyciąga chłopaka bliżej i trzyma tak przez kilka długich sekund.
Louis odwzajemnia uścisk, ale Liam czuje, że jego ruchy są skrępowane. – Li? – próbuje Louis i układa brodę na ramieniu Liama.
Liam wzdycha ciężko. Nie może okłamywać Louisa, ale co więcej, wie, że nie może mu nic powiedzieć. Mimo iż jesteś najbliższym przyjacielem Liama, to nie jest coś, czym Liam chciałby się podzielić. Nawet z Louisem.
Chociaż Louis nie jest zbyt dobrze nastawiony do religii, to jeśli Liam będzie gotowy mu powiedzieć to wie, że Louis będzie pierwszym, który się dowie.
Ma tylko nadzieję i modli się, że nie będzie musiał tego robić, chce bardziej niż czegokolwiek, wrócić do kościoła i zobaczyć, że Zayn odszedł. Przynajmniej tak myśli…
- Liam? Ziemia do Liama. – Louis delikatnie dźga go dwoma malcami w żebra, a mięśnie Liama drgają w odpowiedzi.
- Wszystko w porządku, Lou. – kłamie Liam, puszczając Louisa po długim uścisku. Louis wygląda na nieprzekonanego. – Po prostu za tobą tęsknię.
- Więc, jestem tu. – mówi z nadzieją i uśmiechem. – Zauważyłem, że samochodu twojego taty nie ma na podjeździe, więc czy to znaczy, że mogę zostać?
Liam marszczy brwi. – Lepiej nie, Lou. Jeśli mój tata się dowie, że tu byłeś w czasie mojego szlabanu, prawdopodobnie wyśle mnie do szkoły wojskowej.
Louis krzywi się. – Krótko ścięte włosy ci nie pasują, mówię ci.
Liam śmieje się i w końcu to czuje. Odkłada na bok całe poczucie winy, bo nikt nie sprawia, że tak się czuje, tylko Louis. – Co ty na to, żebyśmy poszli do twojego pokoju i obejrzeli film? Mogę się wymsknąć przez okno, kiedy twój tata wróci do domu. – sugeruje Louis po chwili ciszy. Liam przemyśla to przez chwilę.
- Co jeśli się dowie? – pyta, choć czuje się dziecinnie, używając tych słów. – Mój tata urwie ci głowę. Wiesz co o tobie myśli. – Louis wywraca oczami, pochylając się, żeby sięgnąć po szczeniaka, który domaga się chwili uwagi. Buster liże Louisa po policzku, sprawiając, że chłopak chichocze w najbardziej uroczy sposób.
- Tak, wiem. „Masz zły wpływa na mojego syna, awanturnik, złe nasienie, jedno zgniłe jabłko psuje cały koszyk”. Słyszałem o wiele gorsze rzeczy, Li. Nie boję się pastora Payne’a.
- Może powinieneś. – Liam wzrusza ramionami. – Ja wiem, że boję się, iż nigdy więcej cię nie zobaczę, bo nie możesz trzymać się z daleka od mojego domu.
- Oh, nie dramatyzuj. Idę na górę, a jeśli nie pójdziesz ze mną, zacznę rzucać twoimi pierdołami. – grozi Louis.
Liam zaciska usta. – Czekaj, Lou, nadal muszę iść do kościoła dziś wieczorem. Nie mogę tego odpuścić. Nie mogę.
- Oh, oczywiście, że możesz. To proste. – Louis bierze Liama za rękę i ciągnie go za sobą mimo protestów.
Tej nocy Liam dowiaduje się, że Louis „spotykał się” z kimś nowym, a kiedy Liam udaje zranionego, Louisa uderza go w ramię i wywraca oczami.
- Nie w ten sposób, ty głupku. Mam na myśli, że spotykałem się z kimś.
- Oh. Oh. – Liam kiwa głową i uważnie słucha jak Louis opowiada o drugoklasiście, który jest „o wiele fajniejszy, niż powinien być” według Louisa i kilku metafor o jego włosach i falach oceanu, co zbija Liama z tropu. Dowiaduje się, że imię tego drugoklasisty to Harry i Louis spotyka się z nim przez trzy tygodnie, a Liam nawet nie wiedział.
Jakkolwiek nie fair to jest, wyjawianie ukrywanego sekretu w takich okolicznościach, Liam czuje się trochę zraniony, że dowiaduje się o tym chłopaku teraz. Nie chce wyglądać na zasmuconego, ale to i tak się dzieje.
- Liam, powiedziałbym ci, ale nie wiedziałem czy nie odegrasz gejowskiego szaleńca. – wyjaśnia Louis, jak gdyby nic, machając ręką, żeby to udowodnić. – Poza tym, to na razie nic takiego.
Smutek Liama tylko się powiększa i marszczy brwi, kiedy mruczy niezadowolony – Brzmi inaczej, według mnie.
Louis wydaje z siebie dziecinny chichot i Liam kompletnie zapomina o kościele i swoim ojcu, i nawet o Zaynie. Jest po prostu bardzo szczęśliwy, że może spędzić czas z kimś oddalonym od jego problemów.
Kiedy ojciec Liama wraca do domu, Louis wyślizguje się przez okno bardzo szybko tak jak planował, dzięki swojemu niewielkiemu ciału i zwinnym ruchom kota. Liam pisze wypracowanie do szkoły z Busterem skulonym na jego kolanach, kiedy jego tata otwiera drzwi do pokoju.
- Cześć, Liam. Jak było w szkole? – pyta, wyglądając bardziej radośnie niż zazwyczaj.
- Oh, było w porządku, tato. Jak w pracy? – odpowiada formalnie. Dopiero zorientował się, że ich rozmowy wyglądają o wiele oficjalniej w porównaniu do tych, które prowadzi z Louisem.
- Dobrze. Łatwy dzień, dzięki Bogu. A jak wygląda kościół? – pyta jego ojciec. – Skończysz listę do niedzieli?
Liam zamiera na pół sekundy, zanim pozwala sobie skłamać. – Wygląda świetnie. Wszystko idzie według planu.
Jego ojciec kiwa głową i, wyglądając na zadowolonego, zamyka za sobą drzwi, zostawiając Liama z rosnącym poczuciem winy.
_____________
Kiedy Liam się budzi, jest sobota i nie może być bardziej wdzięczny. To ostatni dzień sprzątania, nie ma szkoły i wygląda na to, że spał do dziewiątej. Bierze prysznic, spędzając trochę więcej czasu na przeczesywaniu swoich włosów zamydlonymi palcami i myśli co zrobi na śniadanie.
Jego ojciec jest już na dole, czyta gazetę z palcami owiniętymi wokół kubka czarnej kawy. Spogląda do góry i uśmiecha się, kiedy widzi Liama, schodzącego po schodach.
- Dzień dobry, synu. – mówi i zamyka gazetę.
Liam posyła mu uśmiech i macha, spoglądając na drzwi tarasowe, zwiększając swój uśmiech. Słońce jest wysoko na niebie i świeci, rzucając żółte promienie i to pierwszy ładny dzień od dawna.
- Jadłeś śniadanie? – pyta Liam, kiedy otwiera lodówkę i zagląda do niej.
- Czekałem na ciebie. – informuje jego ojciec. – Chcesz wyjść z Busterem, a w międzyczasie ja usmażę jajka?
Liam przytakuje, chociaż wie, że to nie do końca sugestia, tylko polecenie. Bierze szczeniaka na ręce. Liam zakłada Busterowi długą smycz i pozwala mu truchtać po ogrodzie.
Liam zostawia drzwi tarasowe otwarte, żeby mógł słyszeć jeśli coś pójdzie nie tak, a kiedy już to zrobił, jego ojciec zdąża rozbić cztery jajka i ubić je w misce, kiedy rozgrzana patelnia czeka.
Liam decyduje, że to moment, w którym powinien przejąć gotowanie, bo ostatnim razem, gdy pastor próbował gotować na kuchence, skończyło się to poparzeniem i wycieczką do szpitala.
Mimo wszystko, ma świetny poranek. Włącza kreskówki w salonie, kiedy gotuje i słyszy jak Buster prowadzi konwersację z psem sąsiadów – z odpowiedniej odległości.
Nie spieszy się z gotowaniem jajek, a jego tata w międzyczasie robi tosty z masłem. Siadają razem na kanapie i jedzą w swoim towarzystwie tradycyjnie po modlitwie.
I nie może być lepiej, kiedy… - Liam, zdecydowałem, że możesz być „od-uziemiony”. Pracowałeś ciężko w kościele przez cały tydzień.
Liam zamiera z widelcem w połowie drogi do ust, a kawałek jajka spada komicznie na talerz.
- Mówisz poważnie?
Jego ojciec wzrusza ramionami. – Oczywiście. Nie uważasz, że na to zasłużyłeś?
Liam energicznie przytakuje. – Zdecydowanie zasłużyłem.
- Też tak myślę, dlatego po skończeniu ostatniej czynności z listy, możesz robić co chcesz dzisiejszego wieczoru.
Liam otwiera szeroko oczy, a jego wnętrzności robią fikołka, kiedy orientuje się, że nadal musi zrobić jedną rzecz.
___________
Musi się zdobyć na odwagę, żeby otworzyć drzwi, bo stoi z palcami owiniętymi wokół klamki, wyglądając jak idiota i czując się jak tchórz.
- No dalej, Liam. – mówi do siebie, zaciskając oczy i nareszcie mając siłę otworzyć drzwi.
Przygotowywał się do tego przez przynajmniej godzinę, myśląc o tym, kiedy zakładał buty i bluzę, mówiąc do siebie w głowie i odgrywając różne sytuacje w myślach, kiedy spędził dziesięć minut przed kościołem, bojąc się otworzyć drzwi.
Ale w środku jest tak zdenerwowany jak nigdy dotąd, moczy palce w święconej wodzie, mówiąc krótką modlitwę pod nosem, kiedy wykonuje znak krzyża.
Stawia kilka kroków w głąb cichego kościoła i zatrzymuje się, jego ramiona opadają, a na twarzy pojawia się mimowolna oznaka porażki.
Zayn leży z rozprostowanymi nogami i rękami, patrząc do góry, a jego skrzydła rozłożone są na marmurze. Patrzy się na sufit, wchłaniając tyle późno-porannego słońca ile może.
- Zayn. – mówi delikatnie Liam, nie unosząc głosu, żeby być słyszanym, bo są od siebie w odległości kilku kroków. Zayn unosi się na łokciach ze smutkiem na twarzy i zatrzymuje wzrok na Liamie.
- Gdzie byłeś wczoraj, kochanie? – pyta tonem tak delikatnym, że w połowie uspokaja nerwy Liama. Jego głos jest niezwykle kojący. – Zaczynałem myśleć, że cię wystraszyłem.
Zayn zdobywa się na maleńki, subtelny, ale złośliwy uśmieszek, kiedy wymawia ostatnie słowa.
- Nie zrobiłeś tego. – Liam nie może spotkać jego wzroku, bojąc się, że może ulec i zrobić coś, na co nie jest gotowy. Nie mówi nic więcej tylko bierze obszarpaną listę i bierze się do pracy.
Nie ma wiele do zrobienie, ale nie spieszy się z tym, próbując zabić czas, który spędziłby na mówieniu do siebie. Jego brzuch pali go ze strachu – takiego, którego dostajesz, kiedy musisz wystąpić przed rówieśnikami i więcej niż raz musi przerwać sprzątanie, żeby wziąć kilka głębokich wdechów.
Kiedy kończy, jego zegarek wskazuje w pół do czwartej, co znaczy, że spędził większość dnia, zachowując się jak przestraszone dziecko. Odkłada miotłę, której używał na miejsce i odwraca się twarzą do Zayna.
Odnajduje go, siedzącego w ławce z nogami rozłożonymi byle jak , patrzącego na jego pacę z pewnym siebie pół-uśmiechem na twarzy.
- Więc, okej. Skończyłem tutaj. – mówi Liam, wzdychając. Zayn przechyla głowę na bok, zatrzymując uśmiech, bo wie, że Liam ma więcej do powiedzenia.
Liam wygląda jakby nie mógł znaleźć właściwych słów, ale w końcu otwiera usta, żeby coś powiedzieć.
- Jutro jest niedziela, Zayn. Nie możesz tu zostać.
Zayn nie reaguje tak, jak Liam tego oczekiwał, natomiast pozostaje niewzruszony.
- Nie mam za wiele do zaoferowania, ale możesz zostać w moim pokoju, dopóki nie wymyślę jak na stałe się ciebie pozbyć. – mówi Liam, dodając zdecydowane kiwnięcie głową, żeby pokazać, iż nie żartuje.
Zayn wygląda na zaskoczonego, jest tylko nutka żartobliwości w jego głosie, kiedy mówi. – Wow, Liam. Założę się, że zajęło ci całą noc przemyślenie tego. Siedziałeś i ćwiczyłeś przed lustrem, prawda?
Liam marszczy brwi. – Zamknij się. – nakazuje. – Idziesz czy nie?
Zayn wygląda przez chwilę jakby nad tym myślał. – Jeśli uważasz, że ciężko mnie ukryć w olbrzymim kościele, to co sprawia, że myślisz, iż możesz mnie ukryć w swoim pokoju?
Wzruszając ramionami, Liam odpowiada. – Po prostu wiem, że nie mogę pozwolić, aby ktoś z parafian cię zobaczył. I nie mam dla ciebie innego miejsca. W dodatku, mojego taty często nie ma w domu. Przeważnie tylko w soboty.
Zayn wydaje z siebie śmiech. – W takim razie, w porządku.
- Racja, więc pierwsze rzeczy na początek. – zaczyna Liam, ściągając bluzę przez głowę, a Zayn unosi brew.
- Jak do tej pory mi się podoba. Tak długo jak będziesz zdejmował ubrania, myślę, że będziemy się dogadywać.
Liam wywraca oczami i rozprostowuje swoją koszulkę pod spodem. – Ucisz się. Okej. – podchodzi, żeby dać Zaynowi bluzę, ale zatrzymuje się, kiedy jego wzrok pada na olbrzymie skrzydła wyrastające z jego pleców. – Oh, zapomniałem o nich.
Zayn obraca lekko głowę, pocierając policzkiem o swoje pióra, niczym kot pragnący uwagi. – Otóż, nie cieszy mnie fakt, że muszę ci pomóc, ale jeśli to oznacza dostanie się do twojego pokoju, to… - Zayn przerywa i nagle pochyla głowę z bólem wymalowanym na twarzy, zgrzytając zębami. Zaciska pięści, a odgłos cichego rozrywania i kilku ciężkich oddechów przepełnia powietrze, zanim tona czarnych piór rozsypuje się i upada na podłogę. Kiedy Zayn unosi głowę, na jego obojczykach pojawiają się skrzydła wytatuowane czarnym i szarym tuszem.
Liam gapi się niekontrolowanie, jego dolna warga jest rozchylona i wygląda na zmartwionego. Chce sięgnąć i dotknąć palcami tatuażu, ale nie może się na to zdobyć.
- Możesz tak po prostu to robić?
- Oczywiście nie bez ceny. – mówi Zayn, jego głos przepełniony bólem, kiedy rozluźnia szyję i ramionami. – Boli jak cholera.
- Zważaj na słowa. – zgania go Liam i marszczy brwi, podając Zaynowi swoją zieloną bluzę. – Jesteś w kościele.
Zayn wsuwa bluzę przez głowę i orientuje się, że praktycznie w niej tonie, skoro Liam jest od niego większy o co najmniej dwa albo trzy rozmiary.
- Okej, zabiorę cię do mojego domu. – zaczyna Liam, rozglądając się po sanktuarium. Wie, że wymiguje się od dwóch dni sprzątania, ale teraz są o wiele ważniejsze rzeczy. – Mój tata prawdopodobnie tam będzie, więc będziesz musiał wślizgnąć się do mojego pokoju przez okno i musisz być cicho. Bardzo, bardzo cicho. Możesz to zrobić?
- Oh, Liam. Wydaje się, że myślisz o mnie jak o dzikim zwierzęciu. Dałem radę ukrywać się tak długo, bez bycia zauważonym przez kogoś, przez kogo nie chciałem być zauważony.
- W takim razie, świetnie. Bo przysięgam, jeśli złe zrobi się gorsze, zrzucę wszystko na ciebie w sekundę. – ostrzega Liam, odwracając się na pięcie i udając się do schowka. Wyjmuje miotłę, której wcześniej używał i zaczyna zmiatać rozsypane pióra na kupkę. Wyrzuca je do kosza i otrzepuje ręce, czując, że musi je umyć.
- Uroczo. – prycha Zayn.
Liam spuszcza głowę, czując się niespodziewanie zawstydzony, przez powiedzenie czegoś tak niemiłego. Jednak nie czuje się na tyle winny, żeby przepraszać, więc zaczyna iść w kierunku drzwi i skina głową na Zayna, żeby szedł za nim. W ciszy otwiera je i czeka, aż Zayn zrobi to samo.
Jednak Zayn zatrzymuje się na chwilę, wychyla głowę, sprawdzając obydwie strony. Jego złote oczy napotykają południowe słońce i nabierają złoto-brązowej i zielonej barwy tęczówek, sprawiając, że wygląda jak zwierze, ale także jak człowiek jednocześnie. Liam musi mentalnie zrobić krok w tył.
Zayn wychodzi, jego bose stopy dotykają cementu przez co kuli palce.
- Zimno. – syczy. – Nienawidzę zimna.
Liam wzrusza ramionami. – Jest wczesna wiosna. Czego się spodziewałeś?
- Koca.
Idzie prosto do domu po raz pierwszy od kilku dni i wypuszcza Bustera na zewnątrz. Jedyne co jest w stanie czuć, kiedy Buster wybiega z ich ogródka do sąsiadów, to irytacja, mimo że pies sąsiadów jest trzy razy większy od Bustera i łatwo mógłby zrobić z niego obiad.
Liam znajduje jamnika i zabiera go z powrotem do domu. Następnie przyrządza herbatę w imbryku i bardzo się stara, żeby choć raz nie słuchać rozkazów i wymigać się od dzisiejszego sprzątania.
Próbuje to zrobić, naprawdę próbuje, ale wie, że jakąkolwiek karę daje mu Bóg, za cokolwiek co zrobił musi być to coś na co zasłużył, ale to strasznie trudne wrócić do kościoła, wiedząc co tam na niego czeka.
A poza tym, nie jest wcale trudno tego pragnąć.
Liam coś czuje, kiedy Zayn jest w pobliżu. Nie jest do końca pewien co to za uczucie, ale ono tu jest i nieważne jak głęboko próbował je pogrzebać przez ostatnie kilka dni.
Myśli, że to może być dreszcz. Wie, że Zayn jest czymś złym i wie, że wszystko co z nim związane jest złe, ale nadal tego chce. I to przeraża go najbardziej.
Nigdy nie miał problemu z odmawianiem nieprawym rzeczom. Nigdy nie próbował alkoholu, nigdy nie palił, ani nie miał do tego chęci. Nigdy nie myślał o seksie przed ślubem i nigdy nie uznał tego za właściwe. Nie używa brzydkich słów. Nie rusza nawet samochodem przed uprzednim zapięciem pasów, więc dlaczego jest mu tak niemożliwie trudno powiedzieć Zaynowi „nie”?
Jest szczerze zaskoczony, że wytrzymał tak długo, ale to nie znaczy, że nie chce czegoś więcej niż samo myślenie o tym. O wiele łatwiejsze jest olewanie Zayna, niż przyznanie, że go pragnie, co również go przeraża.
Więc robi to, co każdy wierzący mężczyzna zrobiłby na jego miejscu – nalewa sobie kubek herbaty i modli się. Zamyka oczy i bardzo się stara nie myśleć o Zaynie inaczej niż jak o wstrętnym stworzeniu, ale za każdym razem, gdy w głowie Liama pojawia się wspomnienie z nim, musi znowu spróbować być obrzydzonym.
Tak jest za każdym razem, kiedy Liam jest wściekły na Zayna, aż nagle wspomnienie tych złudnych, choć niezwykle pięknych, oczu wszystko niszczy.
Liam siedzi na kuchennym blacie ze swoją herbatą pod nosem i marszczy brwi, jak gdyby szukał sensu życia w zabarwionej wodzie, dopóki nie słyszy pukania w drzwi tarasowe.
To wystrasza go nie na żarty, a Buster wypełza ze swojego psiego łóżka w pralni, jego pazury rysują podłogę, kiedy drepcze, żeby sprawdzić o co chodzi.
Pusty dźwięk stykania się knykci ze szkłem przepełnia kuchnię i Liam wstaje ze swojego miejsca z zaciśniętymi ustami. Zanim udaje mu się wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, odsuwa zasłonę i wzdycha z ulgą. Louis patrzy na niego przez szybę ze złośliwym błyskiem w oku, który Liam zna za dobrze. Liam otwiera drzwi i wpuszcza go do środka.
- Lou, co ty tu robisz? Mówiłem ci, jestem uziemiony. – mówi karcąco Liam, chociaż jest dziesięć razy szczęśliwszy, kiedy widzi Louisa, zamykającego drzwi i wchodzącego do kuchni.
- Wiem, ale wyglądałeś na bardzo przybitego dziś w szkole, więc stwierdziłem, że potrzebujesz towarzystwa. – Louis wygląda na pełnego nadziei, że Liam nie może się powstrzymać od przytulenia go. To miał być szybki uścisk jednym ramieniem, ale Liam przyciąga chłopaka bliżej i trzyma tak przez kilka długich sekund.
Louis odwzajemnia uścisk, ale Liam czuje, że jego ruchy są skrępowane. – Li? – próbuje Louis i układa brodę na ramieniu Liama.
Liam wzdycha ciężko. Nie może okłamywać Louisa, ale co więcej, wie, że nie może mu nic powiedzieć. Mimo iż jesteś najbliższym przyjacielem Liama, to nie jest coś, czym Liam chciałby się podzielić. Nawet z Louisem.
Chociaż Louis nie jest zbyt dobrze nastawiony do religii, to jeśli Liam będzie gotowy mu powiedzieć to wie, że Louis będzie pierwszym, który się dowie.
Ma tylko nadzieję i modli się, że nie będzie musiał tego robić, chce bardziej niż czegokolwiek, wrócić do kościoła i zobaczyć, że Zayn odszedł. Przynajmniej tak myśli…
- Liam? Ziemia do Liama. – Louis delikatnie dźga go dwoma malcami w żebra, a mięśnie Liama drgają w odpowiedzi.
- Wszystko w porządku, Lou. – kłamie Liam, puszczając Louisa po długim uścisku. Louis wygląda na nieprzekonanego. – Po prostu za tobą tęsknię.
- Więc, jestem tu. – mówi z nadzieją i uśmiechem. – Zauważyłem, że samochodu twojego taty nie ma na podjeździe, więc czy to znaczy, że mogę zostać?
Liam marszczy brwi. – Lepiej nie, Lou. Jeśli mój tata się dowie, że tu byłeś w czasie mojego szlabanu, prawdopodobnie wyśle mnie do szkoły wojskowej.
Louis krzywi się. – Krótko ścięte włosy ci nie pasują, mówię ci.
Liam śmieje się i w końcu to czuje. Odkłada na bok całe poczucie winy, bo nikt nie sprawia, że tak się czuje, tylko Louis. – Co ty na to, żebyśmy poszli do twojego pokoju i obejrzeli film? Mogę się wymsknąć przez okno, kiedy twój tata wróci do domu. – sugeruje Louis po chwili ciszy. Liam przemyśla to przez chwilę.
- Co jeśli się dowie? – pyta, choć czuje się dziecinnie, używając tych słów. – Mój tata urwie ci głowę. Wiesz co o tobie myśli. – Louis wywraca oczami, pochylając się, żeby sięgnąć po szczeniaka, który domaga się chwili uwagi. Buster liże Louisa po policzku, sprawiając, że chłopak chichocze w najbardziej uroczy sposób.
- Tak, wiem. „Masz zły wpływa na mojego syna, awanturnik, złe nasienie, jedno zgniłe jabłko psuje cały koszyk”. Słyszałem o wiele gorsze rzeczy, Li. Nie boję się pastora Payne’a.
- Może powinieneś. – Liam wzrusza ramionami. – Ja wiem, że boję się, iż nigdy więcej cię nie zobaczę, bo nie możesz trzymać się z daleka od mojego domu.
- Oh, nie dramatyzuj. Idę na górę, a jeśli nie pójdziesz ze mną, zacznę rzucać twoimi pierdołami. – grozi Louis.
Liam zaciska usta. – Czekaj, Lou, nadal muszę iść do kościoła dziś wieczorem. Nie mogę tego odpuścić. Nie mogę.
- Oh, oczywiście, że możesz. To proste. – Louis bierze Liama za rękę i ciągnie go za sobą mimo protestów.
Tej nocy Liam dowiaduje się, że Louis „spotykał się” z kimś nowym, a kiedy Liam udaje zranionego, Louisa uderza go w ramię i wywraca oczami.
- Nie w ten sposób, ty głupku. Mam na myśli, że spotykałem się z kimś.
- Oh. Oh. – Liam kiwa głową i uważnie słucha jak Louis opowiada o drugoklasiście, który jest „o wiele fajniejszy, niż powinien być” według Louisa i kilku metafor o jego włosach i falach oceanu, co zbija Liama z tropu. Dowiaduje się, że imię tego drugoklasisty to Harry i Louis spotyka się z nim przez trzy tygodnie, a Liam nawet nie wiedział.
Jakkolwiek nie fair to jest, wyjawianie ukrywanego sekretu w takich okolicznościach, Liam czuje się trochę zraniony, że dowiaduje się o tym chłopaku teraz. Nie chce wyglądać na zasmuconego, ale to i tak się dzieje.
- Liam, powiedziałbym ci, ale nie wiedziałem czy nie odegrasz gejowskiego szaleńca. – wyjaśnia Louis, jak gdyby nic, machając ręką, żeby to udowodnić. – Poza tym, to na razie nic takiego.
Smutek Liama tylko się powiększa i marszczy brwi, kiedy mruczy niezadowolony – Brzmi inaczej, według mnie.
Louis wydaje z siebie dziecinny chichot i Liam kompletnie zapomina o kościele i swoim ojcu, i nawet o Zaynie. Jest po prostu bardzo szczęśliwy, że może spędzić czas z kimś oddalonym od jego problemów.
Kiedy ojciec Liama wraca do domu, Louis wyślizguje się przez okno bardzo szybko tak jak planował, dzięki swojemu niewielkiemu ciału i zwinnym ruchom kota. Liam pisze wypracowanie do szkoły z Busterem skulonym na jego kolanach, kiedy jego tata otwiera drzwi do pokoju.
- Cześć, Liam. Jak było w szkole? – pyta, wyglądając bardziej radośnie niż zazwyczaj.
- Oh, było w porządku, tato. Jak w pracy? – odpowiada formalnie. Dopiero zorientował się, że ich rozmowy wyglądają o wiele oficjalniej w porównaniu do tych, które prowadzi z Louisem.
- Dobrze. Łatwy dzień, dzięki Bogu. A jak wygląda kościół? – pyta jego ojciec. – Skończysz listę do niedzieli?
Liam zamiera na pół sekundy, zanim pozwala sobie skłamać. – Wygląda świetnie. Wszystko idzie według planu.
Jego ojciec kiwa głową i, wyglądając na zadowolonego, zamyka za sobą drzwi, zostawiając Liama z rosnącym poczuciem winy.
_____________
Kiedy Liam się budzi, jest sobota i nie może być bardziej wdzięczny. To ostatni dzień sprzątania, nie ma szkoły i wygląda na to, że spał do dziewiątej. Bierze prysznic, spędzając trochę więcej czasu na przeczesywaniu swoich włosów zamydlonymi palcami i myśli co zrobi na śniadanie.
Jego ojciec jest już na dole, czyta gazetę z palcami owiniętymi wokół kubka czarnej kawy. Spogląda do góry i uśmiecha się, kiedy widzi Liama, schodzącego po schodach.
- Dzień dobry, synu. – mówi i zamyka gazetę.
Liam posyła mu uśmiech i macha, spoglądając na drzwi tarasowe, zwiększając swój uśmiech. Słońce jest wysoko na niebie i świeci, rzucając żółte promienie i to pierwszy ładny dzień od dawna.
- Jadłeś śniadanie? – pyta Liam, kiedy otwiera lodówkę i zagląda do niej.
- Czekałem na ciebie. – informuje jego ojciec. – Chcesz wyjść z Busterem, a w międzyczasie ja usmażę jajka?
Liam przytakuje, chociaż wie, że to nie do końca sugestia, tylko polecenie. Bierze szczeniaka na ręce. Liam zakłada Busterowi długą smycz i pozwala mu truchtać po ogrodzie.
Liam zostawia drzwi tarasowe otwarte, żeby mógł słyszeć jeśli coś pójdzie nie tak, a kiedy już to zrobił, jego ojciec zdąża rozbić cztery jajka i ubić je w misce, kiedy rozgrzana patelnia czeka.
Liam decyduje, że to moment, w którym powinien przejąć gotowanie, bo ostatnim razem, gdy pastor próbował gotować na kuchence, skończyło się to poparzeniem i wycieczką do szpitala.
Mimo wszystko, ma świetny poranek. Włącza kreskówki w salonie, kiedy gotuje i słyszy jak Buster prowadzi konwersację z psem sąsiadów – z odpowiedniej odległości.
Nie spieszy się z gotowaniem jajek, a jego tata w międzyczasie robi tosty z masłem. Siadają razem na kanapie i jedzą w swoim towarzystwie tradycyjnie po modlitwie.
I nie może być lepiej, kiedy… - Liam, zdecydowałem, że możesz być „od-uziemiony”. Pracowałeś ciężko w kościele przez cały tydzień.
Liam zamiera z widelcem w połowie drogi do ust, a kawałek jajka spada komicznie na talerz.
- Mówisz poważnie?
Jego ojciec wzrusza ramionami. – Oczywiście. Nie uważasz, że na to zasłużyłeś?
Liam energicznie przytakuje. – Zdecydowanie zasłużyłem.
- Też tak myślę, dlatego po skończeniu ostatniej czynności z listy, możesz robić co chcesz dzisiejszego wieczoru.
Liam otwiera szeroko oczy, a jego wnętrzności robią fikołka, kiedy orientuje się, że nadal musi zrobić jedną rzecz.
___________
Musi się zdobyć na odwagę, żeby otworzyć drzwi, bo stoi z palcami owiniętymi wokół klamki, wyglądając jak idiota i czując się jak tchórz.
- No dalej, Liam. – mówi do siebie, zaciskając oczy i nareszcie mając siłę otworzyć drzwi.
Przygotowywał się do tego przez przynajmniej godzinę, myśląc o tym, kiedy zakładał buty i bluzę, mówiąc do siebie w głowie i odgrywając różne sytuacje w myślach, kiedy spędził dziesięć minut przed kościołem, bojąc się otworzyć drzwi.
Ale w środku jest tak zdenerwowany jak nigdy dotąd, moczy palce w święconej wodzie, mówiąc krótką modlitwę pod nosem, kiedy wykonuje znak krzyża.
Stawia kilka kroków w głąb cichego kościoła i zatrzymuje się, jego ramiona opadają, a na twarzy pojawia się mimowolna oznaka porażki.
Zayn leży z rozprostowanymi nogami i rękami, patrząc do góry, a jego skrzydła rozłożone są na marmurze. Patrzy się na sufit, wchłaniając tyle późno-porannego słońca ile może.
- Zayn. – mówi delikatnie Liam, nie unosząc głosu, żeby być słyszanym, bo są od siebie w odległości kilku kroków. Zayn unosi się na łokciach ze smutkiem na twarzy i zatrzymuje wzrok na Liamie.
- Gdzie byłeś wczoraj, kochanie? – pyta tonem tak delikatnym, że w połowie uspokaja nerwy Liama. Jego głos jest niezwykle kojący. – Zaczynałem myśleć, że cię wystraszyłem.
Zayn zdobywa się na maleńki, subtelny, ale złośliwy uśmieszek, kiedy wymawia ostatnie słowa.
- Nie zrobiłeś tego. – Liam nie może spotkać jego wzroku, bojąc się, że może ulec i zrobić coś, na co nie jest gotowy. Nie mówi nic więcej tylko bierze obszarpaną listę i bierze się do pracy.
Nie ma wiele do zrobienie, ale nie spieszy się z tym, próbując zabić czas, który spędziłby na mówieniu do siebie. Jego brzuch pali go ze strachu – takiego, którego dostajesz, kiedy musisz wystąpić przed rówieśnikami i więcej niż raz musi przerwać sprzątanie, żeby wziąć kilka głębokich wdechów.
Kiedy kończy, jego zegarek wskazuje w pół do czwartej, co znaczy, że spędził większość dnia, zachowując się jak przestraszone dziecko. Odkłada miotłę, której używał na miejsce i odwraca się twarzą do Zayna.
Odnajduje go, siedzącego w ławce z nogami rozłożonymi byle jak , patrzącego na jego pacę z pewnym siebie pół-uśmiechem na twarzy.
- Więc, okej. Skończyłem tutaj. – mówi Liam, wzdychając. Zayn przechyla głowę na bok, zatrzymując uśmiech, bo wie, że Liam ma więcej do powiedzenia.
Liam wygląda jakby nie mógł znaleźć właściwych słów, ale w końcu otwiera usta, żeby coś powiedzieć.
- Jutro jest niedziela, Zayn. Nie możesz tu zostać.
Zayn nie reaguje tak, jak Liam tego oczekiwał, natomiast pozostaje niewzruszony.
- Nie mam za wiele do zaoferowania, ale możesz zostać w moim pokoju, dopóki nie wymyślę jak na stałe się ciebie pozbyć. – mówi Liam, dodając zdecydowane kiwnięcie głową, żeby pokazać, iż nie żartuje.
Zayn wygląda na zaskoczonego, jest tylko nutka żartobliwości w jego głosie, kiedy mówi. – Wow, Liam. Założę się, że zajęło ci całą noc przemyślenie tego. Siedziałeś i ćwiczyłeś przed lustrem, prawda?
Liam marszczy brwi. – Zamknij się. – nakazuje. – Idziesz czy nie?
Zayn wygląda przez chwilę jakby nad tym myślał. – Jeśli uważasz, że ciężko mnie ukryć w olbrzymim kościele, to co sprawia, że myślisz, iż możesz mnie ukryć w swoim pokoju?
Wzruszając ramionami, Liam odpowiada. – Po prostu wiem, że nie mogę pozwolić, aby ktoś z parafian cię zobaczył. I nie mam dla ciebie innego miejsca. W dodatku, mojego taty często nie ma w domu. Przeważnie tylko w soboty.
Zayn wydaje z siebie śmiech. – W takim razie, w porządku.
- Racja, więc pierwsze rzeczy na początek. – zaczyna Liam, ściągając bluzę przez głowę, a Zayn unosi brew.
- Jak do tej pory mi się podoba. Tak długo jak będziesz zdejmował ubrania, myślę, że będziemy się dogadywać.
Liam wywraca oczami i rozprostowuje swoją koszulkę pod spodem. – Ucisz się. Okej. – podchodzi, żeby dać Zaynowi bluzę, ale zatrzymuje się, kiedy jego wzrok pada na olbrzymie skrzydła wyrastające z jego pleców. – Oh, zapomniałem o nich.
Zayn obraca lekko głowę, pocierając policzkiem o swoje pióra, niczym kot pragnący uwagi. – Otóż, nie cieszy mnie fakt, że muszę ci pomóc, ale jeśli to oznacza dostanie się do twojego pokoju, to… - Zayn przerywa i nagle pochyla głowę z bólem wymalowanym na twarzy, zgrzytając zębami. Zaciska pięści, a odgłos cichego rozrywania i kilku ciężkich oddechów przepełnia powietrze, zanim tona czarnych piór rozsypuje się i upada na podłogę. Kiedy Zayn unosi głowę, na jego obojczykach pojawiają się skrzydła wytatuowane czarnym i szarym tuszem.
Liam gapi się niekontrolowanie, jego dolna warga jest rozchylona i wygląda na zmartwionego. Chce sięgnąć i dotknąć palcami tatuażu, ale nie może się na to zdobyć.
- Możesz tak po prostu to robić?
- Oczywiście nie bez ceny. – mówi Zayn, jego głos przepełniony bólem, kiedy rozluźnia szyję i ramionami. – Boli jak cholera.
- Zważaj na słowa. – zgania go Liam i marszczy brwi, podając Zaynowi swoją zieloną bluzę. – Jesteś w kościele.
Zayn wsuwa bluzę przez głowę i orientuje się, że praktycznie w niej tonie, skoro Liam jest od niego większy o co najmniej dwa albo trzy rozmiary.
- Okej, zabiorę cię do mojego domu. – zaczyna Liam, rozglądając się po sanktuarium. Wie, że wymiguje się od dwóch dni sprzątania, ale teraz są o wiele ważniejsze rzeczy. – Mój tata prawdopodobnie tam będzie, więc będziesz musiał wślizgnąć się do mojego pokoju przez okno i musisz być cicho. Bardzo, bardzo cicho. Możesz to zrobić?
- Oh, Liam. Wydaje się, że myślisz o mnie jak o dzikim zwierzęciu. Dałem radę ukrywać się tak długo, bez bycia zauważonym przez kogoś, przez kogo nie chciałem być zauważony.
- W takim razie, świetnie. Bo przysięgam, jeśli złe zrobi się gorsze, zrzucę wszystko na ciebie w sekundę. – ostrzega Liam, odwracając się na pięcie i udając się do schowka. Wyjmuje miotłę, której wcześniej używał i zaczyna zmiatać rozsypane pióra na kupkę. Wyrzuca je do kosza i otrzepuje ręce, czując, że musi je umyć.
- Uroczo. – prycha Zayn.
Liam spuszcza głowę, czując się niespodziewanie zawstydzony, przez powiedzenie czegoś tak niemiłego. Jednak nie czuje się na tyle winny, żeby przepraszać, więc zaczyna iść w kierunku drzwi i skina głową na Zayna, żeby szedł za nim. W ciszy otwiera je i czeka, aż Zayn zrobi to samo.
Jednak Zayn zatrzymuje się na chwilę, wychyla głowę, sprawdzając obydwie strony. Jego złote oczy napotykają południowe słońce i nabierają złoto-brązowej i zielonej barwy tęczówek, sprawiając, że wygląda jak zwierze, ale także jak człowiek jednocześnie. Liam musi mentalnie zrobić krok w tył.
Zayn wychodzi, jego bose stopy dotykają cementu przez co kuli palce.
- Zimno. – syczy. – Nienawidzę zimna.
Liam wzrusza ramionami. – Jest wczesna wiosna. Czego się spodziewałeś?
- Koca.
W piątek w szkole Liam nie może się na niczym skupić. Nie pisze notatek, nie odrabia pracy domowej, ani nie oddaje żadnej nauczycielowi. Nie uczestniczy w lekcji, ani w rozmowie, którą próbuje nawiązać z nim Louis podczas ich wspólnych zajęć. Lunch mija mu na wykonywaniu ruchów podobnych do jedzenia, ale naprawdę niczego nie próbowaniu.
Idzie prosto do domu po raz pierwszy od kilku dni i wypuszcza Bustera na zewnątrz. Jedyne co jest w stanie czuć, kiedy Buster wybiega z ich ogródka do sąsiadów, to irytacja, mimo że pies sąsiadów jest trzy razy większy od Bustera i łatwo mógłby zrobić z niego obiad.
Liam znajduje jamnika i zabiera go z powrotem do domu. Następnie przyrządza herbatę w imbryku i bardzo się stara, żeby choć raz nie słuchać rozkazów i wymigać się od dzisiejszego sprzątania.
Próbuje to zrobić, naprawdę próbuje, ale wie, że jakąkolwiek karę daje mu Bóg, za cokolwiek co zrobił musi być to coś na co zasłużył, ale to strasznie trudne wrócić do kościoła, wiedząc co tam na niego czeka.
A poza tym, nie jest wcale trudno tego pragnąć.
Liam coś czuje, kiedy Zayn jest w pobliżu. Nie jest do końca pewien co to za uczucie, ale ono tu jest i nieważne jak głęboko próbował je pogrzebać przez ostatnie kilka dni.
Myśli, że to może być dreszcz. Wie, że Zayn jest czymś złym i wie, że wszystko co z nim związane jest złe, ale nadal tego chce. I to przeraża go najbardziej.
Nigdy nie miał problemu z odmawianiem nieprawym rzeczom. Nigdy nie próbował alkoholu, nigdy nie palił, ani nie miał do tego chęci. Nigdy nie myślał o seksie przed ślubem i nigdy nie uznał tego za właściwe. Nie używa brzydkich słów. Nie rusza nawet samochodem przed uprzednim zapięciem pasów, więc dlaczego jest mu tak niemożliwie trudno powiedzieć Zaynowi „nie”?
Jest szczerze zaskoczony, że wytrzymał tak długo, ale to nie znaczy, że nie chce czegoś więcej niż samo myślenie o tym. O wiele łatwiejsze jest olewanie Zayna, niż przyznanie, że go pragnie, co również go przeraża.
Więc robi to, co każdy wierzący mężczyzna zrobiłby na jego miejscu – nalewa sobie kubek herbaty i modli się. Zamyka oczy i bardzo się stara nie myśleć o Zaynie inaczej niż jak o wstrętnym stworzeniu, ale za każdym razem, gdy w głowie Liama pojawia się wspomnienie z nim, musi znowu spróbować być obrzydzonym.
Tak jest za każdym razem, kiedy Liam jest wściekły na Zayna, aż nagle wspomnienie tych złudnych, choć niezwykle pięknych, oczu wszystko niszczy.
Liam siedzi na kuchennym blacie ze swoją herbatą pod nosem i marszczy brwi, jak gdyby szukał sensu życia w zabarwionej wodzie, dopóki nie słyszy pukania w drzwi tarasowe.
To wystrasza go nie na żarty, a Buster wypełza ze swojego psiego łóżka w pralni, jego pazury rysują podłogę, kiedy drepcze, żeby sprawdzić o co chodzi.
Pusty dźwięk stykania się knykci ze szkłem przepełnia kuchnię i Liam wstaje ze swojego miejsca z zaciśniętymi ustami. Zanim udaje mu się wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, odsuwa zasłonę i wzdycha z ulgą. Louis patrzy na niego przez szybę ze złośliwym błyskiem w oku, który Liam zna za dobrze. Liam otwiera drzwi i wpuszcza go do środka.
- Lou, co ty tu robisz? Mówiłem ci, jestem uziemiony. – mówi karcąco Liam, chociaż jest dziesięć razy szczęśliwszy, kiedy widzi Louisa, zamykającego drzwi i wchodzącego do kuchni.
- Wiem, ale wyglądałeś na bardzo przybitego dziś w szkole, więc stwierdziłem, że potrzebujesz towarzystwa. – Louis wygląda na pełnego nadziei, że Liam nie może się powstrzymać od przytulenia go. To miał być szybki uścisk jednym ramieniem, ale Liam przyciąga chłopaka bliżej i trzyma tak przez kilka długich sekund.
Louis odwzajemnia uścisk, ale Liam czuje, że jego ruchy są skrępowane. – Li? – próbuje Louis i układa brodę na ramieniu Liama.
Liam wzdycha ciężko. Nie może okłamywać Louisa, ale co więcej, wie, że nie może mu nic powiedzieć. Mimo iż jesteś najbliższym przyjacielem Liama, to nie jest coś, czym Liam chciałby się podzielić. Nawet z Louisem.
Chociaż Louis nie jest zbyt dobrze nastawiony do religii, to jeśli Liam będzie gotowy mu powiedzieć to wie, że Louis będzie pierwszym, który się dowie.
Ma tylko nadzieję i modli się, że nie będzie musiał tego robić, chce bardziej niż czegokolwiek, wrócić do kościoła i zobaczyć, że Zayn odszedł. Przynajmniej tak myśli…
- Liam? Ziemia do Liama. – Louis delikatnie dźga go dwoma malcami w żebra, a mięśnie Liama drgają w odpowiedzi.
- Wszystko w porządku, Lou. – kłamie Liam, puszczając Louisa po długim uścisku. Louis wygląda na nieprzekonanego. – Po prostu za tobą tęsknię.
- Więc, jestem tu. – mówi z nadzieją i uśmiechem. – Zauważyłem, że samochodu twojego taty nie ma na podjeździe, więc czy to znaczy, że mogę zostać?
Liam marszczy brwi. – Lepiej nie, Lou. Jeśli mój tata się dowie, że tu byłeś w czasie mojego szlabanu, prawdopodobnie wyśle mnie do szkoły wojskowej.
Louis krzywi się. – Krótko ścięte włosy ci nie pasują, mówię ci.
Liam śmieje się i w końcu to czuje. Odkłada na bok całe poczucie winy, bo nikt nie sprawia, że tak się czuje, tylko Louis. – Co ty na to, żebyśmy poszli do twojego pokoju i obejrzeli film? Mogę się wymsknąć przez okno, kiedy twój tata wróci do domu. – sugeruje Louis po chwili ciszy. Liam przemyśla to przez chwilę.
- Co jeśli się dowie? – pyta, choć czuje się dziecinnie, używając tych słów. – Mój tata urwie ci głowę. Wiesz co o tobie myśli. – Louis wywraca oczami, pochylając się, żeby sięgnąć po szczeniaka, który domaga się chwili uwagi. Buster liże Louisa po policzku, sprawiając, że chłopak chichocze w najbardziej uroczy sposób.
- Tak, wiem. „Masz zły wpływa na mojego syna, awanturnik, złe nasienie, jedno zgniłe jabłko psuje cały koszyk”. Słyszałem o wiele gorsze rzeczy, Li. Nie boję się pastora Payne’a.
- Może powinieneś. – Liam wzrusza ramionami. – Ja wiem, że boję się, iż nigdy więcej cię nie zobaczę, bo nie możesz trzymać się z daleka od mojego domu.
- Oh, nie dramatyzuj. Idę na górę, a jeśli nie pójdziesz ze mną, zacznę rzucać twoimi pierdołami. – grozi Louis.
Liam zaciska usta. – Czekaj, Lou, nadal muszę iść do kościoła dziś wieczorem. Nie mogę tego odpuścić. Nie mogę.
- Oh, oczywiście, że możesz. To proste. – Louis bierze Liama za rękę i ciągnie go za sobą mimo protestów.
Tej nocy Liam dowiaduje się, że Louis „spotykał się” z kimś nowym, a kiedy Liam udaje zranionego, Louisa uderza go w ramię i wywraca oczami.
- Nie w ten sposób, ty głupku. Mam na myśli, że spotykałem się z kimś.
- Oh. Oh. – Liam kiwa głową i uważnie słucha jak Louis opowiada o drugoklasiście, który jest „o wiele fajniejszy, niż powinien być” według Louisa i kilku metafor o jego włosach i falach oceanu, co zbija Liama z tropu. Dowiaduje się, że imię tego drugoklasisty to Harry i Louis spotyka się z nim przez trzy tygodnie, a Liam nawet nie wiedział.
Jakkolwiek nie fair to jest, wyjawianie ukrywanego sekretu w takich okolicznościach, Liam czuje się trochę zraniony, że dowiaduje się o tym chłopaku teraz. Nie chce wyglądać na zasmuconego, ale to i tak się dzieje.
- Liam, powiedziałbym ci, ale nie wiedziałem czy nie odegrasz gejowskiego szaleńca. – wyjaśnia Louis, jak gdyby nic, machając ręką, żeby to udowodnić. – Poza tym, to na razie nic takiego.
Smutek Liama tylko się powiększa i marszczy brwi, kiedy mruczy niezadowolony – Brzmi inaczej, według mnie.
Louis wydaje z siebie dziecinny chichot i Liam kompletnie zapomina o kościele i swoim ojcu, i nawet o Zaynie. Jest po prostu bardzo szczęśliwy, że może spędzić czas z kimś oddalonym od jego problemów.
Kiedy ojciec Liama wraca do domu, Louis wyślizguje się przez okno bardzo szybko tak jak planował, dzięki swojemu niewielkiemu ciału i zwinnym ruchom kota. Liam pisze wypracowanie do szkoły z Busterem skulonym na jego kolanach, kiedy jego tata otwiera drzwi do pokoju.
- Cześć, Liam. Jak było w szkole? – pyta, wyglądając bardziej radośnie niż zazwyczaj.
- Oh, było w porządku, tato. Jak w pracy? – odpowiada formalnie. Dopiero zorientował się, że ich rozmowy wyglądają o wiele oficjalniej w porównaniu do tych, które prowadzi z Louisem.
- Dobrze. Łatwy dzień, dzięki Bogu. A jak wygląda kościół? – pyta jego ojciec. – Skończysz listę do niedzieli?
Liam zamiera na pół sekundy, zanim pozwala sobie skłamać. – Wygląda świetnie. Wszystko idzie według planu.
Jego ojciec kiwa głową i, wyglądając na zadowolonego, zamyka za sobą drzwi, zostawiając Liama z rosnącym poczuciem winy.
_____________
Kiedy Liam się budzi, jest sobota i nie może być bardziej wdzięczny. To ostatni dzień sprzątania, nie ma szkoły i wygląda na to, że spał do dziewiątej. Bierze prysznic, spędzając trochę więcej czasu na przeczesywaniu swoich włosów zamydlonymi palcami i myśli co zrobi na śniadanie.
Jego ojciec jest już na dole, czyta gazetę z palcami owiniętymi wokół kubka czarnej kawy. Spogląda do góry i uśmiecha się, kiedy widzi Liama, schodzącego po schodach.
- Dzień dobry, synu. – mówi i zamyka gazetę.
Liam posyła mu uśmiech i macha, spoglądając na drzwi tarasowe, zwiększając swój uśmiech. Słońce jest wysoko na niebie i świeci, rzucając żółte promienie i to pierwszy ładny dzień od dawna.
- Jadłeś śniadanie? – pyta Liam, kiedy otwiera lodówkę i zagląda do niej.
- Czekałem na ciebie. – informuje jego ojciec. – Chcesz wyjść z Busterem, a w międzyczasie ja usmażę jajka?
Liam przytakuje, chociaż wie, że to nie do końca sugestia, tylko polecenie. Bierze szczeniaka na ręce. Liam zakłada Busterowi długą smycz i pozwala mu truchtać po ogrodzie.
Liam zostawia drzwi tarasowe otwarte, żeby mógł słyszeć jeśli coś pójdzie nie tak, a kiedy już to zrobił, jego ojciec zdąża rozbić cztery jajka i ubić je w misce, kiedy rozgrzana patelnia czeka.
Liam decyduje, że to moment, w którym powinien przejąć gotowanie, bo ostatnim razem, gdy pastor próbował gotować na kuchence, skończyło się to poparzeniem i wycieczką do szpitala.
Mimo wszystko, ma świetny poranek. Włącza kreskówki w salonie, kiedy gotuje i słyszy jak Buster prowadzi konwersację z psem sąsiadów – z odpowiedniej odległości.
Nie spieszy się z gotowaniem jajek, a jego tata w międzyczasie robi tosty z masłem. Siadają razem na kanapie i jedzą w swoim towarzystwie tradycyjnie po modlitwie.
I nie może być lepiej, kiedy… - Liam, zdecydowałem, że możesz być „od-uziemiony”. Pracowałeś ciężko w kościele przez cały tydzień.
Liam zamiera z widelcem w połowie drogi do ust, a kawałek jajka spada komicznie na talerz.
- Mówisz poważnie?
Jego ojciec wzrusza ramionami. – Oczywiście. Nie uważasz, że na to zasłużyłeś?
Liam energicznie przytakuje. – Zdecydowanie zasłużyłem.
- Też tak myślę, dlatego po skończeniu ostatniej czynności z listy, możesz robić co chcesz dzisiejszego wieczoru.
Liam otwiera szeroko oczy, a jego wnętrzności robią fikołka, kiedy orientuje się, że nadal musi zrobić jedną rzecz.
___________
Musi się zdobyć na odwagę, żeby otworzyć drzwi, bo stoi z palcami owiniętymi wokół klamki, wyglądając jak idiota i czując się jak tchórz.
- No dalej, Liam. – mówi do siebie, zaciskając oczy i nareszcie mając siłę otworzyć drzwi.
Przygotowywał się do tego przez przynajmniej godzinę, myśląc o tym, kiedy zakładał buty i bluzę, mówiąc do siebie w głowie i odgrywając różne sytuacje w myślach, kiedy spędził dziesięć minut przed kościołem, bojąc się otworzyć drzwi.
Ale w środku jest tak zdenerwowany jak nigdy dotąd, moczy palce w święconej wodzie, mówiąc krótką modlitwę pod nosem, kiedy wykonuje znak krzyża.
Stawia kilka kroków w głąb cichego kościoła i zatrzymuje się, jego ramiona opadają, a na twarzy pojawia się mimowolna oznaka porażki.
Zayn leży z rozprostowanymi nogami i rękami, patrząc do góry, a jego skrzydła rozłożone są na marmurze. Patrzy się na sufit, wchłaniając tyle późno-porannego słońca ile może.
- Zayn. – mówi delikatnie Liam, nie unosząc głosu, żeby być słyszanym, bo są od siebie w odległości kilku kroków. Zayn unosi się na łokciach ze smutkiem na twarzy i zatrzymuje wzrok na Liamie.
- Gdzie byłeś wczoraj, kochanie? – pyta tonem tak delikatnym, że w połowie uspokaja nerwy Liama. Jego głos jest niezwykle kojący. – Zaczynałem myśleć, że cię wystraszyłem.
Zayn zdobywa się na maleńki, subtelny, ale złośliwy uśmieszek, kiedy wymawia ostatnie słowa.
- Nie zrobiłeś tego. – Liam nie może spotkać jego wzroku, bojąc się, że może ulec i zrobić coś, na co nie jest gotowy. Nie mówi nic więcej tylko bierze obszarpaną listę i bierze się do pracy.
Nie ma wiele do zrobienie, ale nie spieszy się z tym, próbując zabić czas, który spędziłby na mówieniu do siebie. Jego brzuch pali go ze strachu – takiego, którego dostajesz, kiedy musisz wystąpić przed rówieśnikami i więcej niż raz musi przerwać sprzątanie, żeby wziąć kilka głębokich wdechów.
Kiedy kończy, jego zegarek wskazuje w pół do czwartej, co znaczy, że spędził większość dnia, zachowując się jak przestraszone dziecko. Odkłada miotłę, której używał na miejsce i odwraca się twarzą do Zayna.
Odnajduje go, siedzącego w ławce z nogami rozłożonymi byle jak , patrzącego na jego pacę z pewnym siebie pół-uśmiechem na twarzy.
- Więc, okej. Skończyłem tutaj. – mówi Liam, wzdychając. Zayn przechyla głowę na bok, zatrzymując uśmiech, bo wie, że Liam ma więcej do powiedzenia.
Liam wygląda jakby nie mógł znaleźć właściwych słów, ale w końcu otwiera usta, żeby coś powiedzieć.
- Jutro jest niedziela, Zayn. Nie możesz tu zostać.
Zayn nie reaguje tak, jak Liam tego oczekiwał, natomiast pozostaje niewzruszony.
- Nie mam za wiele do zaoferowania, ale możesz zostać w moim pokoju, dopóki nie wymyślę jak na stałe się ciebie pozbyć. – mówi Liam, dodając zdecydowane kiwnięcie głową, żeby pokazać, iż nie żartuje.
Zayn wygląda na zaskoczonego, jest tylko nutka żartobliwości w jego głosie, kiedy mówi. – Wow, Liam. Założę się, że zajęło ci całą noc przemyślenie tego. Siedziałeś i ćwiczyłeś przed lustrem, prawda?
Liam marszczy brwi. – Zamknij się. – nakazuje. – Idziesz czy nie?
Zayn wygląda przez chwilę jakby nad tym myślał. – Jeśli uważasz, że ciężko mnie ukryć w olbrzymim kościele, to co sprawia, że myślisz, iż możesz mnie ukryć w swoim pokoju?
Wzruszając ramionami, Liam odpowiada. – Po prostu wiem, że nie mogę pozwolić, aby ktoś z parafian cię zobaczył. I nie mam dla ciebie innego miejsca. W dodatku, mojego taty często nie ma w domu. Przeważnie tylko w soboty.
Zayn wydaje z siebie śmiech. – W takim razie, w porządku.
- Racja, więc pierwsze rzeczy na początek. – zaczyna Liam, ściągając bluzę przez głowę, a Zayn unosi brew.
- Jak do tej pory mi się podoba. Tak długo jak będziesz zdejmował ubrania, myślę, że będziemy się dogadywać.
Liam wywraca oczami i rozprostowuje swoją koszulkę pod spodem. – Ucisz się. Okej. – podchodzi, żeby dać Zaynowi bluzę, ale zatrzymuje się, kiedy jego wzrok pada na olbrzymie skrzydła wyrastające z jego pleców. – Oh, zapomniałem o nich.
Zayn obraca lekko głowę, pocierając policzkiem o swoje pióra, niczym kot pragnący uwagi. – Otóż, nie cieszy mnie fakt, że muszę ci pomóc, ale jeśli to oznacza dostanie się do twojego pokoju, to… - Zayn przerywa i nagle pochyla głowę z bólem wymalowanym na twarzy, zgrzytając zębami. Zaciska pięści, a odgłos cichego rozrywania i kilku ciężkich oddechów przepełnia powietrze, zanim tona czarnych piór rozsypuje się i upada na podłogę. Kiedy Zayn unosi głowę, na jego obojczykach pojawiają się skrzydła wytatuowane czarnym i szarym tuszem.
Liam gapi się niekontrolowanie, jego dolna warga jest rozchylona i wygląda na zmartwionego. Chce sięgnąć i dotknąć palcami tatuażu, ale nie może się na to zdobyć.
- Możesz tak po prostu to robić?
- Oczywiście nie bez ceny. – mówi Zayn, jego głos przepełniony bólem, kiedy rozluźnia szyję i ramionami. – Boli jak cholera.
- Zważaj na słowa. – zgania go Liam i marszczy brwi, podając Zaynowi swoją zieloną bluzę. – Jesteś w kościele.
Zayn wsuwa bluzę przez głowę i orientuje się, że praktycznie w niej tonie, skoro Liam jest od niego większy o co najmniej dwa albo trzy rozmiary.
- Okej, zabiorę cię do mojego domu. – zaczyna Liam, rozglądając się po sanktuarium. Wie, że wymiguje się od dwóch dni sprzątania, ale teraz są o wiele ważniejsze rzeczy. – Mój tata prawdopodobnie tam będzie, więc będziesz musiał wślizgnąć się do mojego pokoju przez okno i musisz być cicho. Bardzo, bardzo cicho. Możesz to zrobić?
- Oh, Liam. Wydaje się, że myślisz o mnie jak o dzikim zwierzęciu. Dałem radę ukrywać się tak długo, bez bycia zauważonym przez kogoś, przez kogo nie chciałem być zauważony.
- W takim razie, świetnie. Bo przysięgam, jeśli złe zrobi się gorsze, zrzucę wszystko na ciebie w sekundę. – ostrzega Liam, odwracając się na pięcie i udając się do schowka. Wyjmuje miotłę, której wcześniej używał i zaczyna zmiatać rozsypane pióra na kupkę. Wyrzuca je do kosza i otrzepuje ręce, czując, że musi je umyć.
- Uroczo. – prycha Zayn.
Liam spuszcza głowę, czując się niespodziewanie zawstydzony, przez powiedzenie czegoś tak niemiłego. Jednak nie czuje się na tyle winny, żeby przepraszać, więc zaczyna iść w kierunku drzwi i skina głową na Zayna, żeby szedł za nim. W ciszy otwiera je i czeka, aż Zayn zrobi to samo.
Jednak Zayn zatrzymuje się na chwilę, wychyla głowę, sprawdzając obydwie strony. Jego złote oczy napotykają południowe słońce i nabierają złoto-brązowej i zielonej barwy tęczówek, sprawiając, że wygląda jak zwierze, ale także jak człowiek jednocześnie. Liam musi mentalnie zrobić krok w tył.
Zayn wychodzi, jego bose stopy dotykają cementu przez co kuli palce.
- Zimno. – syczy. – Nienawidzę zimna.
Liam wzrusza ramionami. – Jest wczesna wiosna. Czego się spodziewałeś?
- Koca.
Idzie prosto do domu po raz pierwszy od kilku dni i wypuszcza Bustera na zewnątrz. Jedyne co jest w stanie czuć, kiedy Buster wybiega z ich ogródka do sąsiadów, to irytacja, mimo że pies sąsiadów jest trzy razy większy od Bustera i łatwo mógłby zrobić z niego obiad.
Liam znajduje jamnika i zabiera go z powrotem do domu. Następnie przyrządza herbatę w imbryku i bardzo się stara, żeby choć raz nie słuchać rozkazów i wymigać się od dzisiejszego sprzątania.
Próbuje to zrobić, naprawdę próbuje, ale wie, że jakąkolwiek karę daje mu Bóg, za cokolwiek co zrobił musi być to coś na co zasłużył, ale to strasznie trudne wrócić do kościoła, wiedząc co tam na niego czeka.
A poza tym, nie jest wcale trudno tego pragnąć.
Liam coś czuje, kiedy Zayn jest w pobliżu. Nie jest do końca pewien co to za uczucie, ale ono tu jest i nieważne jak głęboko próbował je pogrzebać przez ostatnie kilka dni.
Myśli, że to może być dreszcz. Wie, że Zayn jest czymś złym i wie, że wszystko co z nim związane jest złe, ale nadal tego chce. I to przeraża go najbardziej.
Nigdy nie miał problemu z odmawianiem nieprawym rzeczom. Nigdy nie próbował alkoholu, nigdy nie palił, ani nie miał do tego chęci. Nigdy nie myślał o seksie przed ślubem i nigdy nie uznał tego za właściwe. Nie używa brzydkich słów. Nie rusza nawet samochodem przed uprzednim zapięciem pasów, więc dlaczego jest mu tak niemożliwie trudno powiedzieć Zaynowi „nie”?
Jest szczerze zaskoczony, że wytrzymał tak długo, ale to nie znaczy, że nie chce czegoś więcej niż samo myślenie o tym. O wiele łatwiejsze jest olewanie Zayna, niż przyznanie, że go pragnie, co również go przeraża.
Więc robi to, co każdy wierzący mężczyzna zrobiłby na jego miejscu – nalewa sobie kubek herbaty i modli się. Zamyka oczy i bardzo się stara nie myśleć o Zaynie inaczej niż jak o wstrętnym stworzeniu, ale za każdym razem, gdy w głowie Liama pojawia się wspomnienie z nim, musi znowu spróbować być obrzydzonym.
Tak jest za każdym razem, kiedy Liam jest wściekły na Zayna, aż nagle wspomnienie tych złudnych, choć niezwykle pięknych, oczu wszystko niszczy.
Liam siedzi na kuchennym blacie ze swoją herbatą pod nosem i marszczy brwi, jak gdyby szukał sensu życia w zabarwionej wodzie, dopóki nie słyszy pukania w drzwi tarasowe.
To wystrasza go nie na żarty, a Buster wypełza ze swojego psiego łóżka w pralni, jego pazury rysują podłogę, kiedy drepcze, żeby sprawdzić o co chodzi.
Pusty dźwięk stykania się knykci ze szkłem przepełnia kuchnię i Liam wstaje ze swojego miejsca z zaciśniętymi ustami. Zanim udaje mu się wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, odsuwa zasłonę i wzdycha z ulgą. Louis patrzy na niego przez szybę ze złośliwym błyskiem w oku, który Liam zna za dobrze. Liam otwiera drzwi i wpuszcza go do środka.
- Lou, co ty tu robisz? Mówiłem ci, jestem uziemiony. – mówi karcąco Liam, chociaż jest dziesięć razy szczęśliwszy, kiedy widzi Louisa, zamykającego drzwi i wchodzącego do kuchni.
- Wiem, ale wyglądałeś na bardzo przybitego dziś w szkole, więc stwierdziłem, że potrzebujesz towarzystwa. – Louis wygląda na pełnego nadziei, że Liam nie może się powstrzymać od przytulenia go. To miał być szybki uścisk jednym ramieniem, ale Liam przyciąga chłopaka bliżej i trzyma tak przez kilka długich sekund.
Louis odwzajemnia uścisk, ale Liam czuje, że jego ruchy są skrępowane. – Li? – próbuje Louis i układa brodę na ramieniu Liama.
Liam wzdycha ciężko. Nie może okłamywać Louisa, ale co więcej, wie, że nie może mu nic powiedzieć. Mimo iż jesteś najbliższym przyjacielem Liama, to nie jest coś, czym Liam chciałby się podzielić. Nawet z Louisem.
Chociaż Louis nie jest zbyt dobrze nastawiony do religii, to jeśli Liam będzie gotowy mu powiedzieć to wie, że Louis będzie pierwszym, który się dowie.
Ma tylko nadzieję i modli się, że nie będzie musiał tego robić, chce bardziej niż czegokolwiek, wrócić do kościoła i zobaczyć, że Zayn odszedł. Przynajmniej tak myśli…
- Liam? Ziemia do Liama. – Louis delikatnie dźga go dwoma malcami w żebra, a mięśnie Liama drgają w odpowiedzi.
- Wszystko w porządku, Lou. – kłamie Liam, puszczając Louisa po długim uścisku. Louis wygląda na nieprzekonanego. – Po prostu za tobą tęsknię.
- Więc, jestem tu. – mówi z nadzieją i uśmiechem. – Zauważyłem, że samochodu twojego taty nie ma na podjeździe, więc czy to znaczy, że mogę zostać?
Liam marszczy brwi. – Lepiej nie, Lou. Jeśli mój tata się dowie, że tu byłeś w czasie mojego szlabanu, prawdopodobnie wyśle mnie do szkoły wojskowej.
Louis krzywi się. – Krótko ścięte włosy ci nie pasują, mówię ci.
Liam śmieje się i w końcu to czuje. Odkłada na bok całe poczucie winy, bo nikt nie sprawia, że tak się czuje, tylko Louis. – Co ty na to, żebyśmy poszli do twojego pokoju i obejrzeli film? Mogę się wymsknąć przez okno, kiedy twój tata wróci do domu. – sugeruje Louis po chwili ciszy. Liam przemyśla to przez chwilę.
- Co jeśli się dowie? – pyta, choć czuje się dziecinnie, używając tych słów. – Mój tata urwie ci głowę. Wiesz co o tobie myśli. – Louis wywraca oczami, pochylając się, żeby sięgnąć po szczeniaka, który domaga się chwili uwagi. Buster liże Louisa po policzku, sprawiając, że chłopak chichocze w najbardziej uroczy sposób.
- Tak, wiem. „Masz zły wpływa na mojego syna, awanturnik, złe nasienie, jedno zgniłe jabłko psuje cały koszyk”. Słyszałem o wiele gorsze rzeczy, Li. Nie boję się pastora Payne’a.
- Może powinieneś. – Liam wzrusza ramionami. – Ja wiem, że boję się, iż nigdy więcej cię nie zobaczę, bo nie możesz trzymać się z daleka od mojego domu.
- Oh, nie dramatyzuj. Idę na górę, a jeśli nie pójdziesz ze mną, zacznę rzucać twoimi pierdołami. – grozi Louis.
Liam zaciska usta. – Czekaj, Lou, nadal muszę iść do kościoła dziś wieczorem. Nie mogę tego odpuścić. Nie mogę.
- Oh, oczywiście, że możesz. To proste. – Louis bierze Liama za rękę i ciągnie go za sobą mimo protestów.
Tej nocy Liam dowiaduje się, że Louis „spotykał się” z kimś nowym, a kiedy Liam udaje zranionego, Louisa uderza go w ramię i wywraca oczami.
- Nie w ten sposób, ty głupku. Mam na myśli, że spotykałem się z kimś.
- Oh. Oh. – Liam kiwa głową i uważnie słucha jak Louis opowiada o drugoklasiście, który jest „o wiele fajniejszy, niż powinien być” według Louisa i kilku metafor o jego włosach i falach oceanu, co zbija Liama z tropu. Dowiaduje się, że imię tego drugoklasisty to Harry i Louis spotyka się z nim przez trzy tygodnie, a Liam nawet nie wiedział.
Jakkolwiek nie fair to jest, wyjawianie ukrywanego sekretu w takich okolicznościach, Liam czuje się trochę zraniony, że dowiaduje się o tym chłopaku teraz. Nie chce wyglądać na zasmuconego, ale to i tak się dzieje.
- Liam, powiedziałbym ci, ale nie wiedziałem czy nie odegrasz gejowskiego szaleńca. – wyjaśnia Louis, jak gdyby nic, machając ręką, żeby to udowodnić. – Poza tym, to na razie nic takiego.
Smutek Liama tylko się powiększa i marszczy brwi, kiedy mruczy niezadowolony – Brzmi inaczej, według mnie.
Louis wydaje z siebie dziecinny chichot i Liam kompletnie zapomina o kościele i swoim ojcu, i nawet o Zaynie. Jest po prostu bardzo szczęśliwy, że może spędzić czas z kimś oddalonym od jego problemów.
Kiedy ojciec Liama wraca do domu, Louis wyślizguje się przez okno bardzo szybko tak jak planował, dzięki swojemu niewielkiemu ciału i zwinnym ruchom kota. Liam pisze wypracowanie do szkoły z Busterem skulonym na jego kolanach, kiedy jego tata otwiera drzwi do pokoju.
- Cześć, Liam. Jak było w szkole? – pyta, wyglądając bardziej radośnie niż zazwyczaj.
- Oh, było w porządku, tato. Jak w pracy? – odpowiada formalnie. Dopiero zorientował się, że ich rozmowy wyglądają o wiele oficjalniej w porównaniu do tych, które prowadzi z Louisem.
- Dobrze. Łatwy dzień, dzięki Bogu. A jak wygląda kościół? – pyta jego ojciec. – Skończysz listę do niedzieli?
Liam zamiera na pół sekundy, zanim pozwala sobie skłamać. – Wygląda świetnie. Wszystko idzie według planu.
Jego ojciec kiwa głową i, wyglądając na zadowolonego, zamyka za sobą drzwi, zostawiając Liama z rosnącym poczuciem winy.
_____________
Kiedy Liam się budzi, jest sobota i nie może być bardziej wdzięczny. To ostatni dzień sprzątania, nie ma szkoły i wygląda na to, że spał do dziewiątej. Bierze prysznic, spędzając trochę więcej czasu na przeczesywaniu swoich włosów zamydlonymi palcami i myśli co zrobi na śniadanie.
Jego ojciec jest już na dole, czyta gazetę z palcami owiniętymi wokół kubka czarnej kawy. Spogląda do góry i uśmiecha się, kiedy widzi Liama, schodzącego po schodach.
- Dzień dobry, synu. – mówi i zamyka gazetę.
Liam posyła mu uśmiech i macha, spoglądając na drzwi tarasowe, zwiększając swój uśmiech. Słońce jest wysoko na niebie i świeci, rzucając żółte promienie i to pierwszy ładny dzień od dawna.
- Jadłeś śniadanie? – pyta Liam, kiedy otwiera lodówkę i zagląda do niej.
- Czekałem na ciebie. – informuje jego ojciec. – Chcesz wyjść z Busterem, a w międzyczasie ja usmażę jajka?
Liam przytakuje, chociaż wie, że to nie do końca sugestia, tylko polecenie. Bierze szczeniaka na ręce. Liam zakłada Busterowi długą smycz i pozwala mu truchtać po ogrodzie.
Liam zostawia drzwi tarasowe otwarte, żeby mógł słyszeć jeśli coś pójdzie nie tak, a kiedy już to zrobił, jego ojciec zdąża rozbić cztery jajka i ubić je w misce, kiedy rozgrzana patelnia czeka.
Liam decyduje, że to moment, w którym powinien przejąć gotowanie, bo ostatnim razem, gdy pastor próbował gotować na kuchence, skończyło się to poparzeniem i wycieczką do szpitala.
Mimo wszystko, ma świetny poranek. Włącza kreskówki w salonie, kiedy gotuje i słyszy jak Buster prowadzi konwersację z psem sąsiadów – z odpowiedniej odległości.
Nie spieszy się z gotowaniem jajek, a jego tata w międzyczasie robi tosty z masłem. Siadają razem na kanapie i jedzą w swoim towarzystwie tradycyjnie po modlitwie.
I nie może być lepiej, kiedy… - Liam, zdecydowałem, że możesz być „od-uziemiony”. Pracowałeś ciężko w kościele przez cały tydzień.
Liam zamiera z widelcem w połowie drogi do ust, a kawałek jajka spada komicznie na talerz.
- Mówisz poważnie?
Jego ojciec wzrusza ramionami. – Oczywiście. Nie uważasz, że na to zasłużyłeś?
Liam energicznie przytakuje. – Zdecydowanie zasłużyłem.
- Też tak myślę, dlatego po skończeniu ostatniej czynności z listy, możesz robić co chcesz dzisiejszego wieczoru.
Liam otwiera szeroko oczy, a jego wnętrzności robią fikołka, kiedy orientuje się, że nadal musi zrobić jedną rzecz.
___________
Musi się zdobyć na odwagę, żeby otworzyć drzwi, bo stoi z palcami owiniętymi wokół klamki, wyglądając jak idiota i czując się jak tchórz.
- No dalej, Liam. – mówi do siebie, zaciskając oczy i nareszcie mając siłę otworzyć drzwi.
Przygotowywał się do tego przez przynajmniej godzinę, myśląc o tym, kiedy zakładał buty i bluzę, mówiąc do siebie w głowie i odgrywając różne sytuacje w myślach, kiedy spędził dziesięć minut przed kościołem, bojąc się otworzyć drzwi.
Ale w środku jest tak zdenerwowany jak nigdy dotąd, moczy palce w święconej wodzie, mówiąc krótką modlitwę pod nosem, kiedy wykonuje znak krzyża.
Stawia kilka kroków w głąb cichego kościoła i zatrzymuje się, jego ramiona opadają, a na twarzy pojawia się mimowolna oznaka porażki.
Zayn leży z rozprostowanymi nogami i rękami, patrząc do góry, a jego skrzydła rozłożone są na marmurze. Patrzy się na sufit, wchłaniając tyle późno-porannego słońca ile może.
- Zayn. – mówi delikatnie Liam, nie unosząc głosu, żeby być słyszanym, bo są od siebie w odległości kilku kroków. Zayn unosi się na łokciach ze smutkiem na twarzy i zatrzymuje wzrok na Liamie.
- Gdzie byłeś wczoraj, kochanie? – pyta tonem tak delikatnym, że w połowie uspokaja nerwy Liama. Jego głos jest niezwykle kojący. – Zaczynałem myśleć, że cię wystraszyłem.
Zayn zdobywa się na maleńki, subtelny, ale złośliwy uśmieszek, kiedy wymawia ostatnie słowa.
- Nie zrobiłeś tego. – Liam nie może spotkać jego wzroku, bojąc się, że może ulec i zrobić coś, na co nie jest gotowy. Nie mówi nic więcej tylko bierze obszarpaną listę i bierze się do pracy.
Nie ma wiele do zrobienie, ale nie spieszy się z tym, próbując zabić czas, który spędziłby na mówieniu do siebie. Jego brzuch pali go ze strachu – takiego, którego dostajesz, kiedy musisz wystąpić przed rówieśnikami i więcej niż raz musi przerwać sprzątanie, żeby wziąć kilka głębokich wdechów.
Kiedy kończy, jego zegarek wskazuje w pół do czwartej, co znaczy, że spędził większość dnia, zachowując się jak przestraszone dziecko. Odkłada miotłę, której używał na miejsce i odwraca się twarzą do Zayna.
Odnajduje go, siedzącego w ławce z nogami rozłożonymi byle jak , patrzącego na jego pacę z pewnym siebie pół-uśmiechem na twarzy.
- Więc, okej. Skończyłem tutaj. – mówi Liam, wzdychając. Zayn przechyla głowę na bok, zatrzymując uśmiech, bo wie, że Liam ma więcej do powiedzenia.
Liam wygląda jakby nie mógł znaleźć właściwych słów, ale w końcu otwiera usta, żeby coś powiedzieć.
- Jutro jest niedziela, Zayn. Nie możesz tu zostać.
Zayn nie reaguje tak, jak Liam tego oczekiwał, natomiast pozostaje niewzruszony.
- Nie mam za wiele do zaoferowania, ale możesz zostać w moim pokoju, dopóki nie wymyślę jak na stałe się ciebie pozbyć. – mówi Liam, dodając zdecydowane kiwnięcie głową, żeby pokazać, iż nie żartuje.
Zayn wygląda na zaskoczonego, jest tylko nutka żartobliwości w jego głosie, kiedy mówi. – Wow, Liam. Założę się, że zajęło ci całą noc przemyślenie tego. Siedziałeś i ćwiczyłeś przed lustrem, prawda?
Liam marszczy brwi. – Zamknij się. – nakazuje. – Idziesz czy nie?
Zayn wygląda przez chwilę jakby nad tym myślał. – Jeśli uważasz, że ciężko mnie ukryć w olbrzymim kościele, to co sprawia, że myślisz, iż możesz mnie ukryć w swoim pokoju?
Wzruszając ramionami, Liam odpowiada. – Po prostu wiem, że nie mogę pozwolić, aby ktoś z parafian cię zobaczył. I nie mam dla ciebie innego miejsca. W dodatku, mojego taty często nie ma w domu. Przeważnie tylko w soboty.
Zayn wydaje z siebie śmiech. – W takim razie, w porządku.
- Racja, więc pierwsze rzeczy na początek. – zaczyna Liam, ściągając bluzę przez głowę, a Zayn unosi brew.
- Jak do tej pory mi się podoba. Tak długo jak będziesz zdejmował ubrania, myślę, że będziemy się dogadywać.
Liam wywraca oczami i rozprostowuje swoją koszulkę pod spodem. – Ucisz się. Okej. – podchodzi, żeby dać Zaynowi bluzę, ale zatrzymuje się, kiedy jego wzrok pada na olbrzymie skrzydła wyrastające z jego pleców. – Oh, zapomniałem o nich.
Zayn obraca lekko głowę, pocierając policzkiem o swoje pióra, niczym kot pragnący uwagi. – Otóż, nie cieszy mnie fakt, że muszę ci pomóc, ale jeśli to oznacza dostanie się do twojego pokoju, to… - Zayn przerywa i nagle pochyla głowę z bólem wymalowanym na twarzy, zgrzytając zębami. Zaciska pięści, a odgłos cichego rozrywania i kilku ciężkich oddechów przepełnia powietrze, zanim tona czarnych piór rozsypuje się i upada na podłogę. Kiedy Zayn unosi głowę, na jego obojczykach pojawiają się skrzydła wytatuowane czarnym i szarym tuszem.
Liam gapi się niekontrolowanie, jego dolna warga jest rozchylona i wygląda na zmartwionego. Chce sięgnąć i dotknąć palcami tatuażu, ale nie może się na to zdobyć.
- Możesz tak po prostu to robić?
- Oczywiście nie bez ceny. – mówi Zayn, jego głos przepełniony bólem, kiedy rozluźnia szyję i ramionami. – Boli jak cholera.
- Zważaj na słowa. – zgania go Liam i marszczy brwi, podając Zaynowi swoją zieloną bluzę. – Jesteś w kościele.
Zayn wsuwa bluzę przez głowę i orientuje się, że praktycznie w niej tonie, skoro Liam jest od niego większy o co najmniej dwa albo trzy rozmiary.
- Okej, zabiorę cię do mojego domu. – zaczyna Liam, rozglądając się po sanktuarium. Wie, że wymiguje się od dwóch dni sprzątania, ale teraz są o wiele ważniejsze rzeczy. – Mój tata prawdopodobnie tam będzie, więc będziesz musiał wślizgnąć się do mojego pokoju przez okno i musisz być cicho. Bardzo, bardzo cicho. Możesz to zrobić?
- Oh, Liam. Wydaje się, że myślisz o mnie jak o dzikim zwierzęciu. Dałem radę ukrywać się tak długo, bez bycia zauważonym przez kogoś, przez kogo nie chciałem być zauważony.
- W takim razie, świetnie. Bo przysięgam, jeśli złe zrobi się gorsze, zrzucę wszystko na ciebie w sekundę. – ostrzega Liam, odwracając się na pięcie i udając się do schowka. Wyjmuje miotłę, której wcześniej używał i zaczyna zmiatać rozsypane pióra na kupkę. Wyrzuca je do kosza i otrzepuje ręce, czując, że musi je umyć.
- Uroczo. – prycha Zayn.
Liam spuszcza głowę, czując się niespodziewanie zawstydzony, przez powiedzenie czegoś tak niemiłego. Jednak nie czuje się na tyle winny, żeby przepraszać, więc zaczyna iść w kierunku drzwi i skina głową na Zayna, żeby szedł za nim. W ciszy otwiera je i czeka, aż Zayn zrobi to samo.
Jednak Zayn zatrzymuje się na chwilę, wychyla głowę, sprawdzając obydwie strony. Jego złote oczy napotykają południowe słońce i nabierają złoto-brązowej i zielonej barwy tęczówek, sprawiając, że wygląda jak zwierze, ale także jak człowiek jednocześnie. Liam musi mentalnie zrobić krok w tył.
Zayn wychodzi, jego bose stopy dotykają cementu przez co kuli palce.
- Zimno. – syczy. – Nienawidzę zimna.
Liam wzrusza ramionami. – Jest wczesna wiosna. Czego się spodziewałeś?
- Koca.
Liam leży na ławce od chwili rozpoczęcia homeroomu. Drzemał dzisiaj przez cały dzień, w czasie angielskiego, przedmiotów przyrodniczych i matematyki, a jego oczy właśnie zaczynają się zamykać, kiedy słyszy jak stosik książek opada na ławkę obok z głośnym hukiem. Usiłuje podnieść głowę, ale w ostateczności jest tylko w stanie otworzyć oczy.
Louis patrzy na niego otoczony aurą, która krzyczy „nie jestem pod wrażeniem” i mruży oskarżycielsko swoje niebieskie oczy.
- Cześć, Louis. – wita go beznamiętnie Liam, ziewając. – Co się stało?
- Cóż, ty powinieneś wiedzieć. – prycha Louis w typowo dramatyczny sposób, brzmiąc snobistycznie, chociaż Liam wie, że nie ma to nic wspólnego z pogardą. – Napisałem do ciebie dwadzieścia osiem wiadomości wczorajszego wieczoru, a na żadną nie odpowiedziałeś.
Liam wzdycha. – Może to dlatego, że mój tata zabrał mi telefon. Której części bycia uziemionym nie rozumiesz?
Louis wygląda jakby zamierzał się kłócić, ale uspakaja się kompletnie w momencie, w którym dostrzega zmęczony wygląd i ton głosu Liama.
- Li, dobrze się czujesz? – pyta, porzucając swój grymas i przybierając troskliwy wyraz twarzy wobec swojego najlepszego przyjaciela. Liam przytakuje.
- Jestem po prostu zmęczony. – wyjaśnia, mając do połowy otwarte oczy. – Wróciłem późno do domu przez sprzątanie, poszedłem do łóżka o trzeciej, ale i tak w ogóle nie zasnąłem.
Wraca myślami do momentu, w którym zerka na zegarek na komodzie, widzi czas i wzdycha dramatycznie. Chciał zasnąć, lecz za każdym razem, gdy zamknął oczy, nie mógł się pozbyć wspomnień z poprzedniego dnia.
- Wow, serio każe ci ciężko pracować, huh? – pyta Louis, wychylając się na tyle daleko, żeby ułożyć swoją brodę na ramieniu Liama, co powoduje, że usta Liama wykrzywiają się w uśmiechu.
- Zasłużyłem na to.
Louis prycha, wywracając swoimi szaro-zielonymi oczami. – Mój Boże, wcale nie. Dostałeś jedną złą ocenę z testu, to nie koniec świata, Li.
Liam wzdycha i układa swoją głowę na tej Louisa. – Wiem. Kiedy tylko ten tydzień się skończy, musimy spędzić ze sobą dużo czasu.
- Już za mną tęsknisz? – pyta Louis, a Liam słyszy zadowolenie z siebie w jego głosie.
Liam śmieje się, a delikatny róż przyozdabia jego policzki, kiedy odpycha od siebie Louisa. Nie jest pewien dlaczego się rumieni, ale nigdy nie było trudno go zawstydzić. – Nie, jeśli będziesz się tak zachowywał.
Louis mruczy czule pod nosem i siada z powrotem na swoim miejscu, odsuwając się od Liama i wyciągając zadanie z chemii, na którym musi popracować.
_____________
Liam zdejmuje swoją bluzę zaraz po wejściu do kościoła. Jest w miarę ciepło na zewnątrz i jest trochę rozpalony przez pieszy powrót ze szkoły. Przyszedł prosto ze swojej ostatniej godziny lekcyjnej, z nadzieją, że spędzi mniej czasu na sprzątaniu, a to co najmniej sześć bloków do przejścia.
Wchodzi do sanktuarium i wykonuje znak krzyża wodą święconą przez nawyk, a jego wzrok od razu pada na miejsce, gdzie Zayn leży beztrosko na podłodze, jego ciało jest skąpane w blasku słońca, a jego usta wyginają się w zadowoleniu. Jego powieki są zamknięte w akcie całkowitego wyluzowania i Liam próbuje najmocniej jak tylko może, żeby się nie uśmiechnąć.
Zayn otwiera jedno oko, spogląda na Liama, a żeby to zrobić musi wbić brodę w klatkę piersiową. Liam kładzie swoją bluzę i plecak na ostatniej ławce i mówi nieśmiało – Cześć.
Zayn mruczy, ale za chwilę uśmiecha się jak gdyby uświadomił sobie, że o czymś zapomniał. – Witaj ponownie, ciasteczko. – ostatnie słowo wydostaje się z jego ust delikatnie jak jedwab i Liam kuli się, na sposób w jaki zaciska się jego brzuch.
Cała twarz Liama rumieni się, a on odwraca się do połowy, żeby to ukryć, ale to najwyraźniej mu nie wychodzi, sądząc po zadowolonym dźwięku jaki wydaje Zayn.
- Przestań mnie tak nazywać. – mruczy Liam, grymasząc z niezadowolenia i krzyżując ramiona na piersi.
- Nie. – odpowiada pewnie Zayn i chichocze. – Co dzisiaj robimy?
- Ja myję podłogi, a ty będziesz się trzymał z dala od nich, kiedy będą mokre. – oznajmia Liam, przechodząc do schowka, aby go otworzyć. Kiedy obraca się z powrotem, obrzucając Zayna szybkim spojrzeniem, dostrzega u niego raczej niezadowoloną minę, gdyż chłopak najwyraźniej się dąsa.
Zayn patrzy wokół na podłogę ze zmarszczonymi brwiami i przenosi wzrok na sufit.
- Ale słońce jest tu na dole. Nie ma go tam na górze. – tłumaczy, a Liam piętrzy się małym zwycięstwem, dumny, że wywołał rozpacz u Zayna.
- Mógłbym zmyć wokół ciebie. Albo na ciebie nadepnąć.
Zayn wybucha niekontrolowanym śmiechem i Liam nie czuje się już zbyt pewnie.
- Perwersyjnie. – droczy się Zayn, powodując nową serię rumieńców u Liama, który znika w schowku, żeby się czymś zająć. Bierze te samo wiadro, którego używał wczoraj i napełnia go, dodając kilka kropel roztworu do czyszczenia, w męskiej łazience, a kiedy wraca do sanktuarium Zayn siedzi na jednej z krokwi, wyluzowany do tego stopnia, że jego jedna noga zwisa swobodnie, wyglądając zupełnie jak w dniu ich pierwszego spotkania.
Liam zaczyna od głównej części pomieszczenia, przy ołtarzu, żeby móc się łatwo wydostać i zmywa w kierunku wyjścia. Zayn raz na niego patrzy, a raz nie, ale przez większość czasu przypatruje się przybrudzonej szybie z obojętnością, którą Liam uważa za wyjątkową jak u Zayna. To obojętność, która jest prawie sprawiedliwa.
Kiedy Liam kończy sprzątać główną część pomieszczenia, zatrzymuje się, żeby zrobić sobie przerwę, bo jego ręce wręcz palą od tego całego nacisku, a woda w wiadrze jest zimna i brudna. Pozbywa się jej i zastępuje ją czystą wodą, a kiedy kończy to robić podłoga jest już kompletnie sucha.
Po zrobieniu połowy zajęcia, minęła tylko godzina i czuje ulgę, bo wygląda na to, że dzisiejsza praca minie mu szybko. Kończy tylnią część kościoła jeszcze szybciej, przykładając się mniej do miejsc wokół nóg od ławek niż przy głównej części. Odkłada przybory do sprzątania i myśli, że sprawdzi biuro ojca, czy wszystko jest tam na swoim miejscu, ale zaraz po otworzeniu drzwi zamiera.
Dokumenty są porozrzucane i porozrywane na całej podłodze i drewnianym biurku, zszywacz został całkowicie rozbrojony, a cała rolka Szkockiej taśmy* została rozwinięta i zawieszona wokół jak wstęga.
Przerażony Liam z trudem łapie powietrze i zaciska zęby. Wściekły wraca do sanktuarium.
- Coś ty narobił? – pyta zirytowany, wymawiając powoli każde słowo ze wzorkiem skierowanym na Zayna, który wygląda na zadowolonego z siebie, siedząc na krokwi z niewinnym pół-uśmiechem na ustach. – Ty to zrobiłeś?
Zayn przytakuje kilka razy.
- Dlaczego?! – jęczy Liam, zaciskając pięści.
Zayn wzrusza ramionami jakby nie rozumiał dlaczego Liam jest na niego zły.
- Nudziłem się. Gdybyś musiał spędzić cały dzień i całą noc w tym stęchłym, starym czymś co nazywasz kościołem, to też chciałbyś rozrywki.
Grymas niezadowolenia na twarzy Liama tylko się zwiększa, kiedy słyszy wyjaśnienie, czując, że jego honor zostaje splamiony.
- Teraz ja muszę to posprzątać. – narzeka.
-W takim razie powinieneś już zacząć. – sugeruje Zayn, przybierając najbardziej złowieszczy, ukazujący zęby uśmiech na jaki może się zdobyć, a Liam czuje jak gotuje mu się krew.
Liam odwraca się na pięcie, zaciskając usta tak ciasno, aż tracą kolor i wie, że Zayn stąpa na świeżo umytej podłodze tuż za nim i słyszy przepływ powietrza pod jego skrzydłami.
Liam może dokładnie usłyszeć każdy krok bosych stóp Zayna, które stawia na marmurze za nim, ale nie odwraca się, ani nie zwraca na niego uwagi, bo jest zbyt wkurzony, żeby dać Zaynowi satysfakcję. Zaczyna ponownie sprzątać biuro i nie kończy do zachodu słońca.
Nawet nie zerka na Zayna, kiedy wychodzi z kościoła.
_______
Louis i Liam jedzą lunch w innym czasie, więc to dziwne, gdy Liam jest oderwany od podręcznika do matematyki (w połowie, bo druga połowa jego uwagi jest skupiona na małym pudełku mandarynek, które zabrał z domu).
Louis uśmiecha się do niego psotnie i Liamowi zajmuje dwie sekundy zorientowanie się, dlaczego Louis je z nim lunch.
- Wagarujesz, żeby mnie zobaczyć, tak? – pyta karcąco Liam, mimo że tylko w połowie i sam do końca sobie nie wierzy. Wygląda na to, że Louis tylko się ożywia w zatłoczonej stołówce i nachyla się nad stołem.
- Może i tak. – przyznaje życzliwie. – Muszę naprawić mojego Liama tak czy inaczej, a skoro twoje wieczory są zajęte muszę to robić w ten sposób, czyż nie?
Liam chichocze pod nosem. – Przyłapią cię.
Louis wywraca oczami z uśmiechem, ignorując stwierdzenie. – Więc, jak idzie sprzątanie? – Liam krzywi się, ale Louis kontynuuje tonem głosu, który jest zarezerwowany na najbardziej buntownicze sytuacje, a skoro Louis jest raczej dramatyczny, trochę entuzjazmu idealnie wszystko dopełnia. – Musisz się bardzo nudzić sam, biedactwo.
Liam ciężko przełyka ślinę, odwracając wzrok, żeby nie wyjawić żadnej informacji, na którą nie jest gotowy. Szczerze nie chce ujawnić swoich myśli, ale Louis za dobrze go zna.
- Coś nie tak, Li? – pyta, przechylając głowę na bok. Nie przybiera pełnego niepojącego wyrazu twarzy, ale to wystarczające. Liam przytakuje i wymusza uśmiech. Jeśli odpowiednio rozegra karty, może Louis będzie bardziej współczujący, a nie bardziej wścibski.
Jednak Louis wygląda na zasmuconego, a kąciki jego ust zwracają się ku dołowi. Liam nigdy nie lubił być traktowany jak dziecko, ale wolałby już to niż dociekliwość Louisa.
Zdecydowanie bardziej woli udawać, że nic się nie dzieje i bardzo przyzwyczaił się do odmawiania – nauczył się z tego korzystać, żeby wyglądać na jak najbardziej normalnego. Nie jest to do końca zdrowe, ale jest prawie pewien, że nic w tym momencie nie jest zdrowe…
- Liam? – pyta Louis przerywając jego rozmyślania, na co Liam odpowiada inteligentnym „huh?”.
- Powiedziałem: „Czy jesteś pewien, że nie chcesz, abym przyszedł i dotrzymał ci towarzystwa dziś wieczorem?”
Liam ma moment wewnętrznej paniki. – Tak, jestem pewien, że mój tata nie byłby zadowolony. Poza tym, na pewno masz lepsze rzeczy do roboty.
Louis trochę się ożywia, chociaż Liam widzi, że blefuje.
- Oh, oczywiście. Mnóstwo.
- Dobrze. – odpowiedź Liama jest w połowie zagłuszona przez dzwoniący dzwonek.
____________
Sprzątanie w środowy wieczór nie jest zbyt ciekawe, ponieważ musi posprzątać główne łazienki i jedną w piwnicy. Po zobaczeniu Zayna przy wchodzeniu, Liam nie widzi go ponownie podczas sprzątania. W większości może usłyszeć Zayna jak chodzi w biurze pastora, kiedy Liam jest daleko w piwnicy, albo słyszy jak wystukuje rytm na drewnianej krokwi.
Kiedy Liam kończy pracę i jest gotowy do wyjścia, znajduje Zayna siedzącego w jego stałym miejscu ze skrzydłami zwiniętymi na plecach, kiedy wygląda przez jedno z czystych okien. Promienie zachodzącego słońca padają na jedną stronę jego twarzy w bardzo pociągający sposób i Liam musi odwrócić wzrok zanim zaczyna mówić.
- Więc – zaczyna Liam i ten dźwięk brzmi dziwnie w uprzednio cichym kościele. Zayn przechyla głowę pytająco. – Jest jakaś szansa na to, że wyprowadzisz się z kościoła w najbliższym czasie?
Jeden z kącików ust Zayna unosi się, kiedy napotyka wzrok Liama. – Mam cię zostawić, żebyś musiał sprzątać wszystko sam?
- Myślę, że sobie poradzę. – mówi Liam, wywracając oczami i podnosząc plecak.
- Nie sądzę. – odpowiada Zayn.
Liam wzdycha. – W tym wypadku, mogę przynieść ci coś do jedzenia jutro? Mam na myśli, że musisz coś zjeść.
Zayn wygląda jakby to rozważał. – Nie, jest w porządku. Sam sobie znajdę jedzenie.
- Co ty jesz tak w ogóle? – pyta zaciekawiony Liam, gdy otwiera drzwi wejściowe.
- Myślę, że nie chcesz wiedzieć.
Liam wychodzi, zanim zaniepokoi się tą odpowiedzią.
_____
Kiedy Liam wraca do domu, jego ojca jeszcze tam nie ma. Liamowi to zbytnio nie przeszkadza, ale jest prawie siódma i to bardzo dziwne, że nie ma go tak długo.
Żeby zabić czas Liam wychodzi na spacer z Busterem i czuje ulgę, kiedy widzi rodzinny samochód na podjeździe, gdy wraca z powrotem – myślał o tym, żeby zadzwonić do biura, w którym pracuje jego ojciec, aby sprawdzić czy wszystko w porządku, ale jest bardziej niż wdzięczny, że nie będzie musiał tego robić.
Wpuszcza Bustera do środka i zamyka drzwi. Jego ojciec jest w kuchni, robiąc coś do jedzenia, gdy Liam wiesza smycz na wieszaku na płaszcze.
- Hej. – mówi i otrzymuje to samo w odpowiedzi. – Gdzie byłeś?
Jego ojciec podnosi wzrok znad kanapki. – Jest środa. – informuje. – Poszedłem prosto z pracy na CCD. Przecież wiesz.
Liam wytrzeszcza oczy. – Oh, racja. – odpowiada, próbując ukryć swoje zdenerwowanie. Za chwilę pyta ostrożnie – Jak było?
- W porządku. Dobrze wypadło i w ogóle. – otrzymuje w odpowiedzi. – Jadłeś?
- Nie. Wyszedłem na trochę z Busterem. – Liam mówi normalnie, ale nie może całkowicie się wyluzować przez swoje zmartwienia. Chce być pewien, że jego tata nie widział Zayna, ale nie może po prostu zapytać o coś takiego, więc decyduje się na – Wydarzyło się coś ciekawego dzisiejszego wieczoru?
Jego ojciec zatrzymuje się, jak gdyby myślał. – Nic szczególnego, dlaczego pytasz?
- Tak tylko. – odpowiada błyskawicznie Liam.
Jeśli pastor myśli, że coś jest nie tak, to zdecydowanie tego nie okazuje – wraca do krojenia swojej kanapki na pół i bierze pierwszy kęs.
- Tak w ogóle, kościół wygląda świetnie. Bardzo czysty. – mówi zanim gryzie kawałek chleba z szynką. Liam zapomina o wszystkich swoich zmartwieniach, akceptując komplement.
________
- Zayn. – woła Liam, kiedy tylko otwiera drzwi do kościoła w czwartkowy wieczór. Nie otrzymuje odpowiedzi i jego pięści zaciskają się ze zdenerwowania po jego bokach. Dlaczego się aż tak tym przejmuje, nie ma zielonego pojęcia. Wie, że to ma coś wspólnego z tym, iż ktoś mógł widzieć Zayna przed CCD, ale to niczego nie zmienia. Szybko przeczesuje wzrokiem pomieszczenie i zatrzymuje się na czerwonej plamie na marmurze.
Oddech uwiązł mu w gardle na widok maleńkich kropelek krwi na podłodze i nagle jego serce bije z prędkością miliona mil na godzinę.
- Zayn! – próbuje jeszcze raz, bardziej zdesperowany tym razem, a w dalekim kącie przy ołtarzu pojawia się głowa z czarnymi włosami, wychylając się zza ławki.
- Co? – odpowiada śpiąco Zayn, marszcząc brwi.
Liam wzdycha z ulgą, opierając się o drzwi, jego klatka piersiowa unosi się i opada zbyt szybko. – Ja… - zaczyna Liam, ale przerywa, bo nie jest pewien co powiedzieć. W tym momencie, Zayn siada i przeciąga się, unosi obydwie ręce wysoko do góry, dopóki jego mięśnie nie drżą z nadwyrężenia. Gdyby Liam nie wiedział niektórych rzeczy, powiedziałby, że Zayn spał.
- Zapomniałem o CCD zeszłego wieczoru. – mówi Liam, odprężając się na drewnianych drzwiach. – Powinienem był cię uprzedzić.
Zayn prycha, wyglądając na wykończonego. – Cholera, powinieneś. Wystraszyłem się nie na żarty, kiedy zgraja dzieci wpadła do mojego kościoła.
Twarz Liama wykrzywia się w grymasie niezadowolenia. – To nie jest twój kościół.
- Tak, tak… - odpowiada Zayn, nonszalancko machając ręką. – Możesz schować pazurki, kociaku. Nic mi nie jest.
- Nie o to się martwię. – sprostowuje Liam, choć nie jest pewien skąd wzięły się te słowa i co chce przez nie powiedzieć.
- Nie? – pyta Zayn, przechylając głowę na bok – oczywiście widząc słaby punkt na twarzy Liama.
- Nie, myślałem tylko, że ktoś mógłby cię zobaczyć i … skąd się wzięła ta krew? – zdanie zaczyna niepewnie i kończy bardzo szybko zawstydzony.
Zayn wygląda zza oparcia ławki i jego miodowe oczy napotykają stróżkę u stóp Liama. Uśmiecha się łobuzersko. – Znalazłem sobie przekąskę. To nic wielkiego, Liam.
- Co. – Liam przerywa, a jego dolna warga opada w szoku. – Co zrobiłeś.
- Otóż, musiałem coś zrobić, kiedy ci wszyscy ludzie zajmowali moją przestrzeń, więc… zamówiłem coś na wynos. – wyjaśnia beznamiętnie Zayn, choć da się usłyszeć nutkę zadowolenia z siebie w jego głosie.
- Zjadłeś… - Liam przerywa, starając się nie wyglądać na zbyt zszokowanego, ale to co powiedział Zayn sprawia, że zasycha mu w gardle. – Człowieka?
Zayn wzrusza ramionami, kompletnie nieporuszony. – Nie martw się tym.
Przechodzi do jednego z bocznych pomieszczeń, jak gdyby nic się nie stało.
_____
Liam zmywa krew z podłogi najostrożniej jak to tylko może. Nadal nie jest pewien w 100% czego lub kogo jest ta krew, ale nie chce się niczym zarazić, jednak niebiosa wiedzą, że Zayn nie zamierza tego sprzątać, a jeśli pastor by to zobaczył, wywołałoby to serię niechcianych pytań.
Próbuje się nie rozpłakać, naprawdę próbuje, ale jest zestresowany. Wie, że jest blisko załamania, ale nie wie co ma zrobić.
Z jednej strony Liam wie, że nie może pozwolić Zaynowi zostać w parafii, ale z drugiej wie, że nie może go tak po prostu wyrzucić – to nigdy by nie podziałało. Zayn jest zbyt zorientowany na to, ale dzięki Bogu, Liam też. Liam pociąga nosem i szoruje posadzkę mocniej, ale tylko wszystko rozmazuje. Mruczy niezadowolony i zerka w kierunku, w którym zniknął Zayn pół godziny temu.
Kiedy podłoga jest prawie czysta, jego ramiona wręcz palą od ich napinania. Znajduje szmatkę i spray przeciw kurzowi i kończy ostatnią czynność na liście: ścieranie kurzu.
Sprząta całe pomieszczenie, zaczynając od ołtarza. To nie jest trudne zadanie, ale marudne i czasochłonne. Czyści ramę obrazu, na którym Jezus niesie swój krzyż, kiedy orientuje się, że Zayn stoi za nim. Odwraca się, unosząc do góry jedną brew, ale Zayn tylko się uśmiecha.
- Coś nie tak? – pyta chytrym tonem głosu. Liam ledwo widzi biel jego zębów, wychylających się zza rozchylonych ust.
- Jesteś uciążliwy. – Liam krzywi się, żeby to potwierdzić, ale to tylko wywołuje u Zayna śmiech.
- Nic nowego. – droczy się, opierając łokieć na ławce. – To moja praca. Tak jak twoją pracą jest bycie irytującym i zaprzeczanie każdemu mojemu posunięciu. – sięga i zaciska pięść na bluzie Liama i przyciąga go tak, że prawie stykają się nosami. Liam jest w szoku, ale z jakiegoś powodu nie robi nic, żeby się uwolnić.
- Taka jest nasza natura, kochanie. – szepcze Zayn, przechylając głowę, a ich usta prawie się stykają. Gdziekolwiek skóra Zayna dotyka jego skóry, czuje mrowienie takie jak przy ich pierwszym spotkaniu. Liam zastanawia się, czy to powtarzający się proces.
Złote oczy Zayna są przymknięte, a usta lekko rozchylone. Liam trzyma bezczynnie rękę na nagiej klatce piersiowej Zayna, kiedy Zayn znowu się odzywa. – Jestem pokusą dla twojej czystej niewinności.
Liam traci oddech, pomijając jego najszczersze starania, jednak udaje mu się odsunąć w momencie, kiedy Zayn próbuje złączyć ich usta. Wie, że jeśli pozwoli Zaynowi się pocałować, będzie to jego pewny koniec. Nie byłby w stanie utrzymać tej bariery ani chwili dłużej, dlatego nie może pozwolić na takie wydarzenie. Szczególnie nie teraz, kiedy ma w sobie jeszcze trochę siły do walki.
- Zayn, nie możesz mi tego dłużej robić. – mówi, choć brzmi to bardziej jak szept. Nie może spojrzeć Zaynowi w oczy, dlatego kieruje wzrok na podłogę.
- A ty nie możesz wiecznie ode mnie uciekać. – mówi Zayn, a raczej stwierdza fakt, podchodząc do Liama i zaczyna okrążać go. Opuszki palców Zayna suną wzdłuż ramienia Liama, powodując przyjemne mrowienie. – Wcześniej czy później cię dopadnę i nie będziesz mógł nic zrobić.
Liam przełyka głośno ślinę, kiedy Zayn mówi stojąc za nim i dotyka kręconych włosów Liama, wywołując u niego dreszcze.
Zayn przysuwa się, aż jego usta dotykają ucha Liama i ocierają się o nie, kiedy wymawia każde słowo.
- Masz szczęście, że jestem cierpliwy.
Liam gwałtownie wdycha powietrze, czując nagłą złość. Rzuca szmatkę, którą ściskał w dłoni tak mocno, że aż boleśnie, na podłogę i raptownie się odwraca.
Cofa się na krok od Zayna i zaciska zęby.
- Musisz odejść, Zayn. Nadużyłeś swojej gościnności w momencie, w którym przekroczyłeś drzwi…
- Tak naprawdę, to wślizgnąłem się przez wieżę dzwonniczą. Opieraj się na faktach. – komentuje Zayn, a jego oczy błyszczą, widząc reakcję Liama. W końcu potrzeba wiele, żeby zdenerwować Liama.
- Nie obchodzi mnie, czy wczołgałeś się tu na kolanach prosto z piekła. Wyniesiesz się stąd zanim przyjdę tu jutro, albo przyrzekam, że będę cię egzorcyzmować. – ostrzega surowo Liam i przez sekundę, Zayn wygląda na przejętego. Jednak szybko ten wyraz twarzy zastępuje zadowolenie.
- Blefujesz.
Liam krzyżuje ramiona na piersi, próbując wyglądać bardziej onieśmielająco niż smutno. – Chcesz się przekonać?
- Dobra, dobra. Będę grzeczny. – zgadza się Zayn, odwracając się na swojej bosej pięcie i przechadza się po kościele. Kiedy dochodzi do biura pastora, zatrzymuje się. – Ale nie odchodzę.
Liam mocno zagryza wargę tak, żeby poczuć ból i zatrzymać krzyk, który tak bardzo chce wydać. Zaciska mocno zęby i, chociaż czuje się okropnie nie sprzątając przyrządów do sprzątania, wybiega z kościoła na wczesnowiosenne powietrze. Zatrzaskuje za sobą drzwi i zamyka je na klucz, w momencie, gdy jego łzy zaczynają spadać. To wtedy orientuje się, że jest w to za bardzo zaangażowany, żeby teraz odejść.
* Szkocka taśma nie różni się niczym od zwykłej, a mianowicie wygląda TAK.
Louis patrzy na niego otoczony aurą, która krzyczy „nie jestem pod wrażeniem” i mruży oskarżycielsko swoje niebieskie oczy.
- Cześć, Louis. – wita go beznamiętnie Liam, ziewając. – Co się stało?
- Cóż, ty powinieneś wiedzieć. – prycha Louis w typowo dramatyczny sposób, brzmiąc snobistycznie, chociaż Liam wie, że nie ma to nic wspólnego z pogardą. – Napisałem do ciebie dwadzieścia osiem wiadomości wczorajszego wieczoru, a na żadną nie odpowiedziałeś.
Liam wzdycha. – Może to dlatego, że mój tata zabrał mi telefon. Której części bycia uziemionym nie rozumiesz?
Louis wygląda jakby zamierzał się kłócić, ale uspakaja się kompletnie w momencie, w którym dostrzega zmęczony wygląd i ton głosu Liama.
- Li, dobrze się czujesz? – pyta, porzucając swój grymas i przybierając troskliwy wyraz twarzy wobec swojego najlepszego przyjaciela. Liam przytakuje.
- Jestem po prostu zmęczony. – wyjaśnia, mając do połowy otwarte oczy. – Wróciłem późno do domu przez sprzątanie, poszedłem do łóżka o trzeciej, ale i tak w ogóle nie zasnąłem.
Wraca myślami do momentu, w którym zerka na zegarek na komodzie, widzi czas i wzdycha dramatycznie. Chciał zasnąć, lecz za każdym razem, gdy zamknął oczy, nie mógł się pozbyć wspomnień z poprzedniego dnia.
- Wow, serio każe ci ciężko pracować, huh? – pyta Louis, wychylając się na tyle daleko, żeby ułożyć swoją brodę na ramieniu Liama, co powoduje, że usta Liama wykrzywiają się w uśmiechu.
- Zasłużyłem na to.
Louis prycha, wywracając swoimi szaro-zielonymi oczami. – Mój Boże, wcale nie. Dostałeś jedną złą ocenę z testu, to nie koniec świata, Li.
Liam wzdycha i układa swoją głowę na tej Louisa. – Wiem. Kiedy tylko ten tydzień się skończy, musimy spędzić ze sobą dużo czasu.
- Już za mną tęsknisz? – pyta Louis, a Liam słyszy zadowolenie z siebie w jego głosie.
Liam śmieje się, a delikatny róż przyozdabia jego policzki, kiedy odpycha od siebie Louisa. Nie jest pewien dlaczego się rumieni, ale nigdy nie było trudno go zawstydzić. – Nie, jeśli będziesz się tak zachowywał.
Louis mruczy czule pod nosem i siada z powrotem na swoim miejscu, odsuwając się od Liama i wyciągając zadanie z chemii, na którym musi popracować.
_____________
Liam zdejmuje swoją bluzę zaraz po wejściu do kościoła. Jest w miarę ciepło na zewnątrz i jest trochę rozpalony przez pieszy powrót ze szkoły. Przyszedł prosto ze swojej ostatniej godziny lekcyjnej, z nadzieją, że spędzi mniej czasu na sprzątaniu, a to co najmniej sześć bloków do przejścia.
Wchodzi do sanktuarium i wykonuje znak krzyża wodą święconą przez nawyk, a jego wzrok od razu pada na miejsce, gdzie Zayn leży beztrosko na podłodze, jego ciało jest skąpane w blasku słońca, a jego usta wyginają się w zadowoleniu. Jego powieki są zamknięte w akcie całkowitego wyluzowania i Liam próbuje najmocniej jak tylko może, żeby się nie uśmiechnąć.
Zayn otwiera jedno oko, spogląda na Liama, a żeby to zrobić musi wbić brodę w klatkę piersiową. Liam kładzie swoją bluzę i plecak na ostatniej ławce i mówi nieśmiało – Cześć.
Zayn mruczy, ale za chwilę uśmiecha się jak gdyby uświadomił sobie, że o czymś zapomniał. – Witaj ponownie, ciasteczko. – ostatnie słowo wydostaje się z jego ust delikatnie jak jedwab i Liam kuli się, na sposób w jaki zaciska się jego brzuch.
Cała twarz Liama rumieni się, a on odwraca się do połowy, żeby to ukryć, ale to najwyraźniej mu nie wychodzi, sądząc po zadowolonym dźwięku jaki wydaje Zayn.
- Przestań mnie tak nazywać. – mruczy Liam, grymasząc z niezadowolenia i krzyżując ramiona na piersi.
- Nie. – odpowiada pewnie Zayn i chichocze. – Co dzisiaj robimy?
- Ja myję podłogi, a ty będziesz się trzymał z dala od nich, kiedy będą mokre. – oznajmia Liam, przechodząc do schowka, aby go otworzyć. Kiedy obraca się z powrotem, obrzucając Zayna szybkim spojrzeniem, dostrzega u niego raczej niezadowoloną minę, gdyż chłopak najwyraźniej się dąsa.
Zayn patrzy wokół na podłogę ze zmarszczonymi brwiami i przenosi wzrok na sufit.
- Ale słońce jest tu na dole. Nie ma go tam na górze. – tłumaczy, a Liam piętrzy się małym zwycięstwem, dumny, że wywołał rozpacz u Zayna.
- Mógłbym zmyć wokół ciebie. Albo na ciebie nadepnąć.
Zayn wybucha niekontrolowanym śmiechem i Liam nie czuje się już zbyt pewnie.
- Perwersyjnie. – droczy się Zayn, powodując nową serię rumieńców u Liama, który znika w schowku, żeby się czymś zająć. Bierze te samo wiadro, którego używał wczoraj i napełnia go, dodając kilka kropel roztworu do czyszczenia, w męskiej łazience, a kiedy wraca do sanktuarium Zayn siedzi na jednej z krokwi, wyluzowany do tego stopnia, że jego jedna noga zwisa swobodnie, wyglądając zupełnie jak w dniu ich pierwszego spotkania.
Liam zaczyna od głównej części pomieszczenia, przy ołtarzu, żeby móc się łatwo wydostać i zmywa w kierunku wyjścia. Zayn raz na niego patrzy, a raz nie, ale przez większość czasu przypatruje się przybrudzonej szybie z obojętnością, którą Liam uważa za wyjątkową jak u Zayna. To obojętność, która jest prawie sprawiedliwa.
Kiedy Liam kończy sprzątać główną część pomieszczenia, zatrzymuje się, żeby zrobić sobie przerwę, bo jego ręce wręcz palą od tego całego nacisku, a woda w wiadrze jest zimna i brudna. Pozbywa się jej i zastępuje ją czystą wodą, a kiedy kończy to robić podłoga jest już kompletnie sucha.
Po zrobieniu połowy zajęcia, minęła tylko godzina i czuje ulgę, bo wygląda na to, że dzisiejsza praca minie mu szybko. Kończy tylnią część kościoła jeszcze szybciej, przykładając się mniej do miejsc wokół nóg od ławek niż przy głównej części. Odkłada przybory do sprzątania i myśli, że sprawdzi biuro ojca, czy wszystko jest tam na swoim miejscu, ale zaraz po otworzeniu drzwi zamiera.
Dokumenty są porozrzucane i porozrywane na całej podłodze i drewnianym biurku, zszywacz został całkowicie rozbrojony, a cała rolka Szkockiej taśmy* została rozwinięta i zawieszona wokół jak wstęga.
Przerażony Liam z trudem łapie powietrze i zaciska zęby. Wściekły wraca do sanktuarium.
- Coś ty narobił? – pyta zirytowany, wymawiając powoli każde słowo ze wzorkiem skierowanym na Zayna, który wygląda na zadowolonego z siebie, siedząc na krokwi z niewinnym pół-uśmiechem na ustach. – Ty to zrobiłeś?
Zayn przytakuje kilka razy.
- Dlaczego?! – jęczy Liam, zaciskając pięści.
Zayn wzrusza ramionami jakby nie rozumiał dlaczego Liam jest na niego zły.
- Nudziłem się. Gdybyś musiał spędzić cały dzień i całą noc w tym stęchłym, starym czymś co nazywasz kościołem, to też chciałbyś rozrywki.
Grymas niezadowolenia na twarzy Liama tylko się zwiększa, kiedy słyszy wyjaśnienie, czując, że jego honor zostaje splamiony.
- Teraz ja muszę to posprzątać. – narzeka.
-W takim razie powinieneś już zacząć. – sugeruje Zayn, przybierając najbardziej złowieszczy, ukazujący zęby uśmiech na jaki może się zdobyć, a Liam czuje jak gotuje mu się krew.
Liam odwraca się na pięcie, zaciskając usta tak ciasno, aż tracą kolor i wie, że Zayn stąpa na świeżo umytej podłodze tuż za nim i słyszy przepływ powietrza pod jego skrzydłami.
Liam może dokładnie usłyszeć każdy krok bosych stóp Zayna, które stawia na marmurze za nim, ale nie odwraca się, ani nie zwraca na niego uwagi, bo jest zbyt wkurzony, żeby dać Zaynowi satysfakcję. Zaczyna ponownie sprzątać biuro i nie kończy do zachodu słońca.
Nawet nie zerka na Zayna, kiedy wychodzi z kościoła.
_______
Louis i Liam jedzą lunch w innym czasie, więc to dziwne, gdy Liam jest oderwany od podręcznika do matematyki (w połowie, bo druga połowa jego uwagi jest skupiona na małym pudełku mandarynek, które zabrał z domu).
Louis uśmiecha się do niego psotnie i Liamowi zajmuje dwie sekundy zorientowanie się, dlaczego Louis je z nim lunch.
- Wagarujesz, żeby mnie zobaczyć, tak? – pyta karcąco Liam, mimo że tylko w połowie i sam do końca sobie nie wierzy. Wygląda na to, że Louis tylko się ożywia w zatłoczonej stołówce i nachyla się nad stołem.
- Może i tak. – przyznaje życzliwie. – Muszę naprawić mojego Liama tak czy inaczej, a skoro twoje wieczory są zajęte muszę to robić w ten sposób, czyż nie?
Liam chichocze pod nosem. – Przyłapią cię.
Louis wywraca oczami z uśmiechem, ignorując stwierdzenie. – Więc, jak idzie sprzątanie? – Liam krzywi się, ale Louis kontynuuje tonem głosu, który jest zarezerwowany na najbardziej buntownicze sytuacje, a skoro Louis jest raczej dramatyczny, trochę entuzjazmu idealnie wszystko dopełnia. – Musisz się bardzo nudzić sam, biedactwo.
Liam ciężko przełyka ślinę, odwracając wzrok, żeby nie wyjawić żadnej informacji, na którą nie jest gotowy. Szczerze nie chce ujawnić swoich myśli, ale Louis za dobrze go zna.
- Coś nie tak, Li? – pyta, przechylając głowę na bok. Nie przybiera pełnego niepojącego wyrazu twarzy, ale to wystarczające. Liam przytakuje i wymusza uśmiech. Jeśli odpowiednio rozegra karty, może Louis będzie bardziej współczujący, a nie bardziej wścibski.
Jednak Louis wygląda na zasmuconego, a kąciki jego ust zwracają się ku dołowi. Liam nigdy nie lubił być traktowany jak dziecko, ale wolałby już to niż dociekliwość Louisa.
Zdecydowanie bardziej woli udawać, że nic się nie dzieje i bardzo przyzwyczaił się do odmawiania – nauczył się z tego korzystać, żeby wyglądać na jak najbardziej normalnego. Nie jest to do końca zdrowe, ale jest prawie pewien, że nic w tym momencie nie jest zdrowe…
- Liam? – pyta Louis przerywając jego rozmyślania, na co Liam odpowiada inteligentnym „huh?”.
- Powiedziałem: „Czy jesteś pewien, że nie chcesz, abym przyszedł i dotrzymał ci towarzystwa dziś wieczorem?”
Liam ma moment wewnętrznej paniki. – Tak, jestem pewien, że mój tata nie byłby zadowolony. Poza tym, na pewno masz lepsze rzeczy do roboty.
Louis trochę się ożywia, chociaż Liam widzi, że blefuje.
- Oh, oczywiście. Mnóstwo.
- Dobrze. – odpowiedź Liama jest w połowie zagłuszona przez dzwoniący dzwonek.
____________
Sprzątanie w środowy wieczór nie jest zbyt ciekawe, ponieważ musi posprzątać główne łazienki i jedną w piwnicy. Po zobaczeniu Zayna przy wchodzeniu, Liam nie widzi go ponownie podczas sprzątania. W większości może usłyszeć Zayna jak chodzi w biurze pastora, kiedy Liam jest daleko w piwnicy, albo słyszy jak wystukuje rytm na drewnianej krokwi.
Kiedy Liam kończy pracę i jest gotowy do wyjścia, znajduje Zayna siedzącego w jego stałym miejscu ze skrzydłami zwiniętymi na plecach, kiedy wygląda przez jedno z czystych okien. Promienie zachodzącego słońca padają na jedną stronę jego twarzy w bardzo pociągający sposób i Liam musi odwrócić wzrok zanim zaczyna mówić.
- Więc – zaczyna Liam i ten dźwięk brzmi dziwnie w uprzednio cichym kościele. Zayn przechyla głowę pytająco. – Jest jakaś szansa na to, że wyprowadzisz się z kościoła w najbliższym czasie?
Jeden z kącików ust Zayna unosi się, kiedy napotyka wzrok Liama. – Mam cię zostawić, żebyś musiał sprzątać wszystko sam?
- Myślę, że sobie poradzę. – mówi Liam, wywracając oczami i podnosząc plecak.
- Nie sądzę. – odpowiada Zayn.
Liam wzdycha. – W tym wypadku, mogę przynieść ci coś do jedzenia jutro? Mam na myśli, że musisz coś zjeść.
Zayn wygląda jakby to rozważał. – Nie, jest w porządku. Sam sobie znajdę jedzenie.
- Co ty jesz tak w ogóle? – pyta zaciekawiony Liam, gdy otwiera drzwi wejściowe.
- Myślę, że nie chcesz wiedzieć.
Liam wychodzi, zanim zaniepokoi się tą odpowiedzią.
_____
Kiedy Liam wraca do domu, jego ojca jeszcze tam nie ma. Liamowi to zbytnio nie przeszkadza, ale jest prawie siódma i to bardzo dziwne, że nie ma go tak długo.
Żeby zabić czas Liam wychodzi na spacer z Busterem i czuje ulgę, kiedy widzi rodzinny samochód na podjeździe, gdy wraca z powrotem – myślał o tym, żeby zadzwonić do biura, w którym pracuje jego ojciec, aby sprawdzić czy wszystko w porządku, ale jest bardziej niż wdzięczny, że nie będzie musiał tego robić.
Wpuszcza Bustera do środka i zamyka drzwi. Jego ojciec jest w kuchni, robiąc coś do jedzenia, gdy Liam wiesza smycz na wieszaku na płaszcze.
- Hej. – mówi i otrzymuje to samo w odpowiedzi. – Gdzie byłeś?
Jego ojciec podnosi wzrok znad kanapki. – Jest środa. – informuje. – Poszedłem prosto z pracy na CCD. Przecież wiesz.
Liam wytrzeszcza oczy. – Oh, racja. – odpowiada, próbując ukryć swoje zdenerwowanie. Za chwilę pyta ostrożnie – Jak było?
- W porządku. Dobrze wypadło i w ogóle. – otrzymuje w odpowiedzi. – Jadłeś?
- Nie. Wyszedłem na trochę z Busterem. – Liam mówi normalnie, ale nie może całkowicie się wyluzować przez swoje zmartwienia. Chce być pewien, że jego tata nie widział Zayna, ale nie może po prostu zapytać o coś takiego, więc decyduje się na – Wydarzyło się coś ciekawego dzisiejszego wieczoru?
Jego ojciec zatrzymuje się, jak gdyby myślał. – Nic szczególnego, dlaczego pytasz?
- Tak tylko. – odpowiada błyskawicznie Liam.
Jeśli pastor myśli, że coś jest nie tak, to zdecydowanie tego nie okazuje – wraca do krojenia swojej kanapki na pół i bierze pierwszy kęs.
- Tak w ogóle, kościół wygląda świetnie. Bardzo czysty. – mówi zanim gryzie kawałek chleba z szynką. Liam zapomina o wszystkich swoich zmartwieniach, akceptując komplement.
________
- Zayn. – woła Liam, kiedy tylko otwiera drzwi do kościoła w czwartkowy wieczór. Nie otrzymuje odpowiedzi i jego pięści zaciskają się ze zdenerwowania po jego bokach. Dlaczego się aż tak tym przejmuje, nie ma zielonego pojęcia. Wie, że to ma coś wspólnego z tym, iż ktoś mógł widzieć Zayna przed CCD, ale to niczego nie zmienia. Szybko przeczesuje wzrokiem pomieszczenie i zatrzymuje się na czerwonej plamie na marmurze.
Oddech uwiązł mu w gardle na widok maleńkich kropelek krwi na podłodze i nagle jego serce bije z prędkością miliona mil na godzinę.
- Zayn! – próbuje jeszcze raz, bardziej zdesperowany tym razem, a w dalekim kącie przy ołtarzu pojawia się głowa z czarnymi włosami, wychylając się zza ławki.
- Co? – odpowiada śpiąco Zayn, marszcząc brwi.
Liam wzdycha z ulgą, opierając się o drzwi, jego klatka piersiowa unosi się i opada zbyt szybko. – Ja… - zaczyna Liam, ale przerywa, bo nie jest pewien co powiedzieć. W tym momencie, Zayn siada i przeciąga się, unosi obydwie ręce wysoko do góry, dopóki jego mięśnie nie drżą z nadwyrężenia. Gdyby Liam nie wiedział niektórych rzeczy, powiedziałby, że Zayn spał.
- Zapomniałem o CCD zeszłego wieczoru. – mówi Liam, odprężając się na drewnianych drzwiach. – Powinienem był cię uprzedzić.
Zayn prycha, wyglądając na wykończonego. – Cholera, powinieneś. Wystraszyłem się nie na żarty, kiedy zgraja dzieci wpadła do mojego kościoła.
Twarz Liama wykrzywia się w grymasie niezadowolenia. – To nie jest twój kościół.
- Tak, tak… - odpowiada Zayn, nonszalancko machając ręką. – Możesz schować pazurki, kociaku. Nic mi nie jest.
- Nie o to się martwię. – sprostowuje Liam, choć nie jest pewien skąd wzięły się te słowa i co chce przez nie powiedzieć.
- Nie? – pyta Zayn, przechylając głowę na bok – oczywiście widząc słaby punkt na twarzy Liama.
- Nie, myślałem tylko, że ktoś mógłby cię zobaczyć i … skąd się wzięła ta krew? – zdanie zaczyna niepewnie i kończy bardzo szybko zawstydzony.
Zayn wygląda zza oparcia ławki i jego miodowe oczy napotykają stróżkę u stóp Liama. Uśmiecha się łobuzersko. – Znalazłem sobie przekąskę. To nic wielkiego, Liam.
- Co. – Liam przerywa, a jego dolna warga opada w szoku. – Co zrobiłeś.
- Otóż, musiałem coś zrobić, kiedy ci wszyscy ludzie zajmowali moją przestrzeń, więc… zamówiłem coś na wynos. – wyjaśnia beznamiętnie Zayn, choć da się usłyszeć nutkę zadowolenia z siebie w jego głosie.
- Zjadłeś… - Liam przerywa, starając się nie wyglądać na zbyt zszokowanego, ale to co powiedział Zayn sprawia, że zasycha mu w gardle. – Człowieka?
Zayn wzrusza ramionami, kompletnie nieporuszony. – Nie martw się tym.
Przechodzi do jednego z bocznych pomieszczeń, jak gdyby nic się nie stało.
_____
Liam zmywa krew z podłogi najostrożniej jak to tylko może. Nadal nie jest pewien w 100% czego lub kogo jest ta krew, ale nie chce się niczym zarazić, jednak niebiosa wiedzą, że Zayn nie zamierza tego sprzątać, a jeśli pastor by to zobaczył, wywołałoby to serię niechcianych pytań.
Próbuje się nie rozpłakać, naprawdę próbuje, ale jest zestresowany. Wie, że jest blisko załamania, ale nie wie co ma zrobić.
Z jednej strony Liam wie, że nie może pozwolić Zaynowi zostać w parafii, ale z drugiej wie, że nie może go tak po prostu wyrzucić – to nigdy by nie podziałało. Zayn jest zbyt zorientowany na to, ale dzięki Bogu, Liam też. Liam pociąga nosem i szoruje posadzkę mocniej, ale tylko wszystko rozmazuje. Mruczy niezadowolony i zerka w kierunku, w którym zniknął Zayn pół godziny temu.
Kiedy podłoga jest prawie czysta, jego ramiona wręcz palą od ich napinania. Znajduje szmatkę i spray przeciw kurzowi i kończy ostatnią czynność na liście: ścieranie kurzu.
Sprząta całe pomieszczenie, zaczynając od ołtarza. To nie jest trudne zadanie, ale marudne i czasochłonne. Czyści ramę obrazu, na którym Jezus niesie swój krzyż, kiedy orientuje się, że Zayn stoi za nim. Odwraca się, unosząc do góry jedną brew, ale Zayn tylko się uśmiecha.
- Coś nie tak? – pyta chytrym tonem głosu. Liam ledwo widzi biel jego zębów, wychylających się zza rozchylonych ust.
- Jesteś uciążliwy. – Liam krzywi się, żeby to potwierdzić, ale to tylko wywołuje u Zayna śmiech.
- Nic nowego. – droczy się, opierając łokieć na ławce. – To moja praca. Tak jak twoją pracą jest bycie irytującym i zaprzeczanie każdemu mojemu posunięciu. – sięga i zaciska pięść na bluzie Liama i przyciąga go tak, że prawie stykają się nosami. Liam jest w szoku, ale z jakiegoś powodu nie robi nic, żeby się uwolnić.
- Taka jest nasza natura, kochanie. – szepcze Zayn, przechylając głowę, a ich usta prawie się stykają. Gdziekolwiek skóra Zayna dotyka jego skóry, czuje mrowienie takie jak przy ich pierwszym spotkaniu. Liam zastanawia się, czy to powtarzający się proces.
Złote oczy Zayna są przymknięte, a usta lekko rozchylone. Liam trzyma bezczynnie rękę na nagiej klatce piersiowej Zayna, kiedy Zayn znowu się odzywa. – Jestem pokusą dla twojej czystej niewinności.
Liam traci oddech, pomijając jego najszczersze starania, jednak udaje mu się odsunąć w momencie, kiedy Zayn próbuje złączyć ich usta. Wie, że jeśli pozwoli Zaynowi się pocałować, będzie to jego pewny koniec. Nie byłby w stanie utrzymać tej bariery ani chwili dłużej, dlatego nie może pozwolić na takie wydarzenie. Szczególnie nie teraz, kiedy ma w sobie jeszcze trochę siły do walki.
- Zayn, nie możesz mi tego dłużej robić. – mówi, choć brzmi to bardziej jak szept. Nie może spojrzeć Zaynowi w oczy, dlatego kieruje wzrok na podłogę.
- A ty nie możesz wiecznie ode mnie uciekać. – mówi Zayn, a raczej stwierdza fakt, podchodząc do Liama i zaczyna okrążać go. Opuszki palców Zayna suną wzdłuż ramienia Liama, powodując przyjemne mrowienie. – Wcześniej czy później cię dopadnę i nie będziesz mógł nic zrobić.
Liam przełyka głośno ślinę, kiedy Zayn mówi stojąc za nim i dotyka kręconych włosów Liama, wywołując u niego dreszcze.
Zayn przysuwa się, aż jego usta dotykają ucha Liama i ocierają się o nie, kiedy wymawia każde słowo.
- Masz szczęście, że jestem cierpliwy.
Liam gwałtownie wdycha powietrze, czując nagłą złość. Rzuca szmatkę, którą ściskał w dłoni tak mocno, że aż boleśnie, na podłogę i raptownie się odwraca.
Cofa się na krok od Zayna i zaciska zęby.
- Musisz odejść, Zayn. Nadużyłeś swojej gościnności w momencie, w którym przekroczyłeś drzwi…
- Tak naprawdę, to wślizgnąłem się przez wieżę dzwonniczą. Opieraj się na faktach. – komentuje Zayn, a jego oczy błyszczą, widząc reakcję Liama. W końcu potrzeba wiele, żeby zdenerwować Liama.
- Nie obchodzi mnie, czy wczołgałeś się tu na kolanach prosto z piekła. Wyniesiesz się stąd zanim przyjdę tu jutro, albo przyrzekam, że będę cię egzorcyzmować. – ostrzega surowo Liam i przez sekundę, Zayn wygląda na przejętego. Jednak szybko ten wyraz twarzy zastępuje zadowolenie.
- Blefujesz.
Liam krzyżuje ramiona na piersi, próbując wyglądać bardziej onieśmielająco niż smutno. – Chcesz się przekonać?
- Dobra, dobra. Będę grzeczny. – zgadza się Zayn, odwracając się na swojej bosej pięcie i przechadza się po kościele. Kiedy dochodzi do biura pastora, zatrzymuje się. – Ale nie odchodzę.
Liam mocno zagryza wargę tak, żeby poczuć ból i zatrzymać krzyk, który tak bardzo chce wydać. Zaciska mocno zęby i, chociaż czuje się okropnie nie sprzątając przyrządów do sprzątania, wybiega z kościoła na wczesnowiosenne powietrze. Zatrzaskuje za sobą drzwi i zamyka je na klucz, w momencie, gdy jego łzy zaczynają spadać. To wtedy orientuje się, że jest w to za bardzo zaangażowany, żeby teraz odejść.
* Szkocka taśma nie różni się niczym od zwykłej, a mianowicie wygląda TAK.
Subskrybuj:
Posty (Atom)