Liam leży na ławce od chwili rozpoczęcia homeroomu. Drzemał dzisiaj przez cały dzień, w czasie angielskiego, przedmiotów przyrodniczych i matematyki, a jego oczy właśnie zaczynają się zamykać, kiedy słyszy jak stosik książek opada na ławkę obok z głośnym hukiem. Usiłuje podnieść głowę, ale w ostateczności jest tylko w stanie otworzyć oczy.
Louis patrzy na niego otoczony aurą, która krzyczy „nie jestem pod wrażeniem” i mruży oskarżycielsko swoje niebieskie oczy.
- Cześć, Louis. – wita go beznamiętnie Liam, ziewając. – Co się stało?
- Cóż, ty powinieneś wiedzieć. – prycha Louis w typowo dramatyczny sposób, brzmiąc snobistycznie, chociaż Liam wie, że nie ma to nic wspólnego z pogardą. – Napisałem do ciebie dwadzieścia osiem wiadomości wczorajszego wieczoru, a na żadną nie odpowiedziałeś.
Liam wzdycha. – Może to dlatego, że mój tata zabrał mi telefon. Której części bycia uziemionym nie rozumiesz?
Louis wygląda jakby zamierzał się kłócić, ale uspakaja się kompletnie w momencie, w którym dostrzega zmęczony wygląd i ton głosu Liama.
- Li, dobrze się czujesz? – pyta, porzucając swój grymas i przybierając troskliwy wyraz twarzy wobec swojego najlepszego przyjaciela. Liam przytakuje.
- Jestem po prostu zmęczony. – wyjaśnia, mając do połowy otwarte oczy. – Wróciłem późno do domu przez sprzątanie, poszedłem do łóżka o trzeciej, ale i tak w ogóle nie zasnąłem.
Wraca myślami do momentu, w którym zerka na zegarek na komodzie, widzi czas i wzdycha dramatycznie. Chciał zasnąć, lecz za każdym razem, gdy zamknął oczy, nie mógł się pozbyć wspomnień z poprzedniego dnia.
- Wow, serio każe ci ciężko pracować, huh? – pyta Louis, wychylając się na tyle daleko, żeby ułożyć swoją brodę na ramieniu Liama, co powoduje, że usta Liama wykrzywiają się w uśmiechu.
- Zasłużyłem na to.
Louis prycha, wywracając swoimi szaro-zielonymi oczami. – Mój Boże, wcale nie. Dostałeś jedną złą ocenę z testu, to nie koniec świata, Li.
Liam wzdycha i układa swoją głowę na tej Louisa. – Wiem. Kiedy tylko ten tydzień się skończy, musimy spędzić ze sobą dużo czasu.
- Już za mną tęsknisz? – pyta Louis, a Liam słyszy zadowolenie z siebie w jego głosie.
Liam śmieje się, a delikatny róż przyozdabia jego policzki, kiedy odpycha od siebie Louisa. Nie jest pewien dlaczego się rumieni, ale nigdy nie było trudno go zawstydzić. – Nie, jeśli będziesz się tak zachowywał.
Louis mruczy czule pod nosem i siada z powrotem na swoim miejscu, odsuwając się od Liama i wyciągając zadanie z chemii, na którym musi popracować.
_____________
Liam zdejmuje swoją bluzę zaraz po wejściu do kościoła. Jest w miarę ciepło na zewnątrz i jest trochę rozpalony przez pieszy powrót ze szkoły. Przyszedł prosto ze swojej ostatniej godziny lekcyjnej, z nadzieją, że spędzi mniej czasu na sprzątaniu, a to co najmniej sześć bloków do przejścia.
Wchodzi do sanktuarium i wykonuje znak krzyża wodą święconą przez nawyk, a jego wzrok od razu pada na miejsce, gdzie Zayn leży beztrosko na podłodze, jego ciało jest skąpane w blasku słońca, a jego usta wyginają się w zadowoleniu. Jego powieki są zamknięte w akcie całkowitego wyluzowania i Liam próbuje najmocniej jak tylko może, żeby się nie uśmiechnąć.
Zayn otwiera jedno oko, spogląda na Liama, a żeby to zrobić musi wbić brodę w klatkę piersiową. Liam kładzie swoją bluzę i plecak na ostatniej ławce i mówi nieśmiało – Cześć.
Zayn mruczy, ale za chwilę uśmiecha się jak gdyby uświadomił sobie, że o czymś zapomniał. – Witaj ponownie, ciasteczko. – ostatnie słowo wydostaje się z jego ust delikatnie jak jedwab i Liam kuli się, na sposób w jaki zaciska się jego brzuch.
Cała twarz Liama rumieni się, a on odwraca się do połowy, żeby to ukryć, ale to najwyraźniej mu nie wychodzi, sądząc po zadowolonym dźwięku jaki wydaje Zayn.
- Przestań mnie tak nazywać. – mruczy Liam, grymasząc z niezadowolenia i krzyżując ramiona na piersi.
- Nie. – odpowiada pewnie Zayn i chichocze. – Co dzisiaj robimy?
- Ja myję podłogi, a ty będziesz się trzymał z dala od nich, kiedy będą mokre. – oznajmia Liam, przechodząc do schowka, aby go otworzyć. Kiedy obraca się z powrotem, obrzucając Zayna szybkim spojrzeniem, dostrzega u niego raczej niezadowoloną minę, gdyż chłopak najwyraźniej się dąsa.
Zayn patrzy wokół na podłogę ze zmarszczonymi brwiami i przenosi wzrok na sufit.
- Ale słońce jest tu na dole. Nie ma go tam na górze. – tłumaczy, a Liam piętrzy się małym zwycięstwem, dumny, że wywołał rozpacz u Zayna.
- Mógłbym zmyć wokół ciebie. Albo na ciebie nadepnąć.
Zayn wybucha niekontrolowanym śmiechem i Liam nie czuje się już zbyt pewnie.
- Perwersyjnie. – droczy się Zayn, powodując nową serię rumieńców u Liama, który znika w schowku, żeby się czymś zająć. Bierze te samo wiadro, którego używał wczoraj i napełnia go, dodając kilka kropel roztworu do czyszczenia, w męskiej łazience, a kiedy wraca do sanktuarium Zayn siedzi na jednej z krokwi, wyluzowany do tego stopnia, że jego jedna noga zwisa swobodnie, wyglądając zupełnie jak w dniu ich pierwszego spotkania.
Liam zaczyna od głównej części pomieszczenia, przy ołtarzu, żeby móc się łatwo wydostać i zmywa w kierunku wyjścia. Zayn raz na niego patrzy, a raz nie, ale przez większość czasu przypatruje się przybrudzonej szybie z obojętnością, którą Liam uważa za wyjątkową jak u Zayna. To obojętność, która jest prawie sprawiedliwa.
Kiedy Liam kończy sprzątać główną część pomieszczenia, zatrzymuje się, żeby zrobić sobie przerwę, bo jego ręce wręcz palą od tego całego nacisku, a woda w wiadrze jest zimna i brudna. Pozbywa się jej i zastępuje ją czystą wodą, a kiedy kończy to robić podłoga jest już kompletnie sucha.
Po zrobieniu połowy zajęcia, minęła tylko godzina i czuje ulgę, bo wygląda na to, że dzisiejsza praca minie mu szybko. Kończy tylnią część kościoła jeszcze szybciej, przykładając się mniej do miejsc wokół nóg od ławek niż przy głównej części. Odkłada przybory do sprzątania i myśli, że sprawdzi biuro ojca, czy wszystko jest tam na swoim miejscu, ale zaraz po otworzeniu drzwi zamiera.
Dokumenty są porozrzucane i porozrywane na całej podłodze i drewnianym biurku, zszywacz został całkowicie rozbrojony, a cała rolka Szkockiej taśmy* została rozwinięta i zawieszona wokół jak wstęga.
Przerażony Liam z trudem łapie powietrze i zaciska zęby. Wściekły wraca do sanktuarium.
- Coś ty narobił? – pyta zirytowany, wymawiając powoli każde słowo ze wzorkiem skierowanym na Zayna, który wygląda na zadowolonego z siebie, siedząc na krokwi z niewinnym pół-uśmiechem na ustach. – Ty to zrobiłeś?
Zayn przytakuje kilka razy.
- Dlaczego?! – jęczy Liam, zaciskając pięści.
Zayn wzrusza ramionami jakby nie rozumiał dlaczego Liam jest na niego zły.
- Nudziłem się. Gdybyś musiał spędzić cały dzień i całą noc w tym stęchłym, starym czymś co nazywasz kościołem, to też chciałbyś rozrywki.
Grymas niezadowolenia na twarzy Liama tylko się zwiększa, kiedy słyszy wyjaśnienie, czując, że jego honor zostaje splamiony.
- Teraz ja muszę to posprzątać. – narzeka.
-W takim razie powinieneś już zacząć. – sugeruje Zayn, przybierając najbardziej złowieszczy, ukazujący zęby uśmiech na jaki może się zdobyć, a Liam czuje jak gotuje mu się krew.
Liam odwraca się na pięcie, zaciskając usta tak ciasno, aż tracą kolor i wie, że Zayn stąpa na świeżo umytej podłodze tuż za nim i słyszy przepływ powietrza pod jego skrzydłami.
Liam może dokładnie usłyszeć każdy krok bosych stóp Zayna, które stawia na marmurze za nim, ale nie odwraca się, ani nie zwraca na niego uwagi, bo jest zbyt wkurzony, żeby dać Zaynowi satysfakcję. Zaczyna ponownie sprzątać biuro i nie kończy do zachodu słońca.
Nawet nie zerka na Zayna, kiedy wychodzi z kościoła.
_______
Louis i Liam jedzą lunch w innym czasie, więc to dziwne, gdy Liam jest oderwany od podręcznika do matematyki (w połowie, bo druga połowa jego uwagi jest skupiona na małym pudełku mandarynek, które zabrał z domu).
Louis uśmiecha się do niego psotnie i Liamowi zajmuje dwie sekundy zorientowanie się, dlaczego Louis je z nim lunch.
- Wagarujesz, żeby mnie zobaczyć, tak? – pyta karcąco Liam, mimo że tylko w połowie i sam do końca sobie nie wierzy. Wygląda na to, że Louis tylko się ożywia w zatłoczonej stołówce i nachyla się nad stołem.
- Może i tak. – przyznaje życzliwie. – Muszę naprawić mojego Liama tak czy inaczej, a skoro twoje wieczory są zajęte muszę to robić w ten sposób, czyż nie?
Liam chichocze pod nosem. – Przyłapią cię.
Louis wywraca oczami z uśmiechem, ignorując stwierdzenie. – Więc, jak idzie sprzątanie? – Liam krzywi się, ale Louis kontynuuje tonem głosu, który jest zarezerwowany na najbardziej buntownicze sytuacje, a skoro Louis jest raczej dramatyczny, trochę entuzjazmu idealnie wszystko dopełnia. – Musisz się bardzo nudzić sam, biedactwo.
Liam ciężko przełyka ślinę, odwracając wzrok, żeby nie wyjawić żadnej informacji, na którą nie jest gotowy. Szczerze nie chce ujawnić swoich myśli, ale Louis za dobrze go zna.
- Coś nie tak, Li? – pyta, przechylając głowę na bok. Nie przybiera pełnego niepojącego wyrazu twarzy, ale to wystarczające. Liam przytakuje i wymusza uśmiech. Jeśli odpowiednio rozegra karty, może Louis będzie bardziej współczujący, a nie bardziej wścibski.
Jednak Louis wygląda na zasmuconego, a kąciki jego ust zwracają się ku dołowi. Liam nigdy nie lubił być traktowany jak dziecko, ale wolałby już to niż dociekliwość Louisa.
Zdecydowanie bardziej woli udawać, że nic się nie dzieje i bardzo przyzwyczaił się do odmawiania – nauczył się z tego korzystać, żeby wyglądać na jak najbardziej normalnego. Nie jest to do końca zdrowe, ale jest prawie pewien, że nic w tym momencie nie jest zdrowe…
- Liam? – pyta Louis przerywając jego rozmyślania, na co Liam odpowiada inteligentnym „huh?”.
- Powiedziałem: „Czy jesteś pewien, że nie chcesz, abym przyszedł i dotrzymał ci towarzystwa dziś wieczorem?”
Liam ma moment wewnętrznej paniki. – Tak, jestem pewien, że mój tata nie byłby zadowolony. Poza tym, na pewno masz lepsze rzeczy do roboty.
Louis trochę się ożywia, chociaż Liam widzi, że blefuje.
- Oh, oczywiście. Mnóstwo.
- Dobrze. – odpowiedź Liama jest w połowie zagłuszona przez dzwoniący dzwonek.
____________
Sprzątanie w środowy wieczór nie jest zbyt ciekawe, ponieważ musi posprzątać główne łazienki i jedną w piwnicy. Po zobaczeniu Zayna przy wchodzeniu, Liam nie widzi go ponownie podczas sprzątania. W większości może usłyszeć Zayna jak chodzi w biurze pastora, kiedy Liam jest daleko w piwnicy, albo słyszy jak wystukuje rytm na drewnianej krokwi.
Kiedy Liam kończy pracę i jest gotowy do wyjścia, znajduje Zayna siedzącego w jego stałym miejscu ze skrzydłami zwiniętymi na plecach, kiedy wygląda przez jedno z czystych okien. Promienie zachodzącego słońca padają na jedną stronę jego twarzy w bardzo pociągający sposób i Liam musi odwrócić wzrok zanim zaczyna mówić.
- Więc – zaczyna Liam i ten dźwięk brzmi dziwnie w uprzednio cichym kościele. Zayn przechyla głowę pytająco. – Jest jakaś szansa na to, że wyprowadzisz się z kościoła w najbliższym czasie?
Jeden z kącików ust Zayna unosi się, kiedy napotyka wzrok Liama. – Mam cię zostawić, żebyś musiał sprzątać wszystko sam?
- Myślę, że sobie poradzę. – mówi Liam, wywracając oczami i podnosząc plecak.
- Nie sądzę. – odpowiada Zayn.
Liam wzdycha. – W tym wypadku, mogę przynieść ci coś do jedzenia jutro? Mam na myśli, że musisz coś zjeść.
Zayn wygląda jakby to rozważał. – Nie, jest w porządku. Sam sobie znajdę jedzenie.
- Co ty jesz tak w ogóle? – pyta zaciekawiony Liam, gdy otwiera drzwi wejściowe.
- Myślę, że nie chcesz wiedzieć.
Liam wychodzi, zanim zaniepokoi się tą odpowiedzią.
_____
Kiedy Liam wraca do domu, jego ojca jeszcze tam nie ma. Liamowi to zbytnio nie przeszkadza, ale jest prawie siódma i to bardzo dziwne, że nie ma go tak długo.
Żeby zabić czas Liam wychodzi na spacer z Busterem i czuje ulgę, kiedy widzi rodzinny samochód na podjeździe, gdy wraca z powrotem – myślał o tym, żeby zadzwonić do biura, w którym pracuje jego ojciec, aby sprawdzić czy wszystko w porządku, ale jest bardziej niż wdzięczny, że nie będzie musiał tego robić.
Wpuszcza Bustera do środka i zamyka drzwi. Jego ojciec jest w kuchni, robiąc coś do jedzenia, gdy Liam wiesza smycz na wieszaku na płaszcze.
- Hej. – mówi i otrzymuje to samo w odpowiedzi. – Gdzie byłeś?
Jego ojciec podnosi wzrok znad kanapki. – Jest środa. – informuje. – Poszedłem prosto z pracy na CCD. Przecież wiesz.
Liam wytrzeszcza oczy. – Oh, racja. – odpowiada, próbując ukryć swoje zdenerwowanie. Za chwilę pyta ostrożnie – Jak było?
- W porządku. Dobrze wypadło i w ogóle. – otrzymuje w odpowiedzi. – Jadłeś?
- Nie. Wyszedłem na trochę z Busterem. – Liam mówi normalnie, ale nie może całkowicie się wyluzować przez swoje zmartwienia. Chce być pewien, że jego tata nie widział Zayna, ale nie może po prostu zapytać o coś takiego, więc decyduje się na – Wydarzyło się coś ciekawego dzisiejszego wieczoru?
Jego ojciec zatrzymuje się, jak gdyby myślał. – Nic szczególnego, dlaczego pytasz?
- Tak tylko. – odpowiada błyskawicznie Liam.
Jeśli pastor myśli, że coś jest nie tak, to zdecydowanie tego nie okazuje – wraca do krojenia swojej kanapki na pół i bierze pierwszy kęs.
- Tak w ogóle, kościół wygląda świetnie. Bardzo czysty. – mówi zanim gryzie kawałek chleba z szynką. Liam zapomina o wszystkich swoich zmartwieniach, akceptując komplement.
________
- Zayn. – woła Liam, kiedy tylko otwiera drzwi do kościoła w czwartkowy wieczór. Nie otrzymuje odpowiedzi i jego pięści zaciskają się ze zdenerwowania po jego bokach. Dlaczego się aż tak tym przejmuje, nie ma zielonego pojęcia. Wie, że to ma coś wspólnego z tym, iż ktoś mógł widzieć Zayna przed CCD, ale to niczego nie zmienia. Szybko przeczesuje wzrokiem pomieszczenie i zatrzymuje się na czerwonej plamie na marmurze.
Oddech uwiązł mu w gardle na widok maleńkich kropelek krwi na podłodze i nagle jego serce bije z prędkością miliona mil na godzinę.
- Zayn! – próbuje jeszcze raz, bardziej zdesperowany tym razem, a w dalekim kącie przy ołtarzu pojawia się głowa z czarnymi włosami, wychylając się zza ławki.
- Co? – odpowiada śpiąco Zayn, marszcząc brwi.
Liam wzdycha z ulgą, opierając się o drzwi, jego klatka piersiowa unosi się i opada zbyt szybko. – Ja… - zaczyna Liam, ale przerywa, bo nie jest pewien co powiedzieć. W tym momencie, Zayn siada i przeciąga się, unosi obydwie ręce wysoko do góry, dopóki jego mięśnie nie drżą z nadwyrężenia. Gdyby Liam nie wiedział niektórych rzeczy, powiedziałby, że Zayn spał.
- Zapomniałem o CCD zeszłego wieczoru. – mówi Liam, odprężając się na drewnianych drzwiach. – Powinienem był cię uprzedzić.
Zayn prycha, wyglądając na wykończonego. – Cholera, powinieneś. Wystraszyłem się nie na żarty, kiedy zgraja dzieci wpadła do mojego kościoła.
Twarz Liama wykrzywia się w grymasie niezadowolenia. – To nie jest twój kościół.
- Tak, tak… - odpowiada Zayn, nonszalancko machając ręką. – Możesz schować pazurki, kociaku. Nic mi nie jest.
- Nie o to się martwię. – sprostowuje Liam, choć nie jest pewien skąd wzięły się te słowa i co chce przez nie powiedzieć.
- Nie? – pyta Zayn, przechylając głowę na bok – oczywiście widząc słaby punkt na twarzy Liama.
- Nie, myślałem tylko, że ktoś mógłby cię zobaczyć i … skąd się wzięła ta krew? – zdanie zaczyna niepewnie i kończy bardzo szybko zawstydzony.
Zayn wygląda zza oparcia ławki i jego miodowe oczy napotykają stróżkę u stóp Liama. Uśmiecha się łobuzersko. – Znalazłem sobie przekąskę. To nic wielkiego, Liam.
- Co. – Liam przerywa, a jego dolna warga opada w szoku. – Co zrobiłeś.
- Otóż, musiałem coś zrobić, kiedy ci wszyscy ludzie zajmowali moją przestrzeń, więc… zamówiłem coś na wynos. – wyjaśnia beznamiętnie Zayn, choć da się usłyszeć nutkę zadowolenia z siebie w jego głosie.
- Zjadłeś… - Liam przerywa, starając się nie wyglądać na zbyt zszokowanego, ale to co powiedział Zayn sprawia, że zasycha mu w gardle. – Człowieka?
Zayn wzrusza ramionami, kompletnie nieporuszony. – Nie martw się tym.
Przechodzi do jednego z bocznych pomieszczeń, jak gdyby nic się nie stało.
_____
Liam zmywa krew z podłogi najostrożniej jak to tylko może. Nadal nie jest pewien w 100% czego lub kogo jest ta krew, ale nie chce się niczym zarazić, jednak niebiosa wiedzą, że Zayn nie zamierza tego sprzątać, a jeśli pastor by to zobaczył, wywołałoby to serię niechcianych pytań.
Próbuje się nie rozpłakać, naprawdę próbuje, ale jest zestresowany. Wie, że jest blisko załamania, ale nie wie co ma zrobić.
Z jednej strony Liam wie, że nie może pozwolić Zaynowi zostać w parafii, ale z drugiej wie, że nie może go tak po prostu wyrzucić – to nigdy by nie podziałało. Zayn jest zbyt zorientowany na to, ale dzięki Bogu, Liam też. Liam pociąga nosem i szoruje posadzkę mocniej, ale tylko wszystko rozmazuje. Mruczy niezadowolony i zerka w kierunku, w którym zniknął Zayn pół godziny temu.
Kiedy podłoga jest prawie czysta, jego ramiona wręcz palą od ich napinania. Znajduje szmatkę i spray przeciw kurzowi i kończy ostatnią czynność na liście: ścieranie kurzu.
Sprząta całe pomieszczenie, zaczynając od ołtarza. To nie jest trudne zadanie, ale marudne i czasochłonne. Czyści ramę obrazu, na którym Jezus niesie swój krzyż, kiedy orientuje się, że Zayn stoi za nim. Odwraca się, unosząc do góry jedną brew, ale Zayn tylko się uśmiecha.
- Coś nie tak? – pyta chytrym tonem głosu. Liam ledwo widzi biel jego zębów, wychylających się zza rozchylonych ust.
- Jesteś uciążliwy. – Liam krzywi się, żeby to potwierdzić, ale to tylko wywołuje u Zayna śmiech.
- Nic nowego. – droczy się, opierając łokieć na ławce. – To moja praca. Tak jak twoją pracą jest bycie irytującym i zaprzeczanie każdemu mojemu posunięciu. – sięga i zaciska pięść na bluzie Liama i przyciąga go tak, że prawie stykają się nosami. Liam jest w szoku, ale z jakiegoś powodu nie robi nic, żeby się uwolnić.
- Taka jest nasza natura, kochanie. – szepcze Zayn, przechylając głowę, a ich usta prawie się stykają. Gdziekolwiek skóra Zayna dotyka jego skóry, czuje mrowienie takie jak przy ich pierwszym spotkaniu. Liam zastanawia się, czy to powtarzający się proces.
Złote oczy Zayna są przymknięte, a usta lekko rozchylone. Liam trzyma bezczynnie rękę na nagiej klatce piersiowej Zayna, kiedy Zayn znowu się odzywa. – Jestem pokusą dla twojej czystej niewinności.
Liam traci oddech, pomijając jego najszczersze starania, jednak udaje mu się odsunąć w momencie, kiedy Zayn próbuje złączyć ich usta. Wie, że jeśli pozwoli Zaynowi się pocałować, będzie to jego pewny koniec. Nie byłby w stanie utrzymać tej bariery ani chwili dłużej, dlatego nie może pozwolić na takie wydarzenie. Szczególnie nie teraz, kiedy ma w sobie jeszcze trochę siły do walki.
- Zayn, nie możesz mi tego dłużej robić. – mówi, choć brzmi to bardziej jak szept. Nie może spojrzeć Zaynowi w oczy, dlatego kieruje wzrok na podłogę.
- A ty nie możesz wiecznie ode mnie uciekać. – mówi Zayn, a raczej stwierdza fakt, podchodząc do Liama i zaczyna okrążać go. Opuszki palców Zayna suną wzdłuż ramienia Liama, powodując przyjemne mrowienie. – Wcześniej czy później cię dopadnę i nie będziesz mógł nic zrobić.
Liam przełyka głośno ślinę, kiedy Zayn mówi stojąc za nim i dotyka kręconych włosów Liama, wywołując u niego dreszcze.
Zayn przysuwa się, aż jego usta dotykają ucha Liama i ocierają się o nie, kiedy wymawia każde słowo.
- Masz szczęście, że jestem cierpliwy.
Liam gwałtownie wdycha powietrze, czując nagłą złość. Rzuca szmatkę, którą ściskał w dłoni tak mocno, że aż boleśnie, na podłogę i raptownie się odwraca.
Cofa się na krok od Zayna i zaciska zęby.
- Musisz odejść, Zayn. Nadużyłeś swojej gościnności w momencie, w którym przekroczyłeś drzwi…
- Tak naprawdę, to wślizgnąłem się przez wieżę dzwonniczą. Opieraj się na faktach. – komentuje Zayn, a jego oczy błyszczą, widząc reakcję Liama. W końcu potrzeba wiele, żeby zdenerwować Liama.
- Nie obchodzi mnie, czy wczołgałeś się tu na kolanach prosto z piekła. Wyniesiesz się stąd zanim przyjdę tu jutro, albo przyrzekam, że będę cię egzorcyzmować. – ostrzega surowo Liam i przez sekundę, Zayn wygląda na przejętego. Jednak szybko ten wyraz twarzy zastępuje zadowolenie.
- Blefujesz.
Liam krzyżuje ramiona na piersi, próbując wyglądać bardziej onieśmielająco niż smutno. – Chcesz się przekonać?
- Dobra, dobra. Będę grzeczny. – zgadza się Zayn, odwracając się na swojej bosej pięcie i przechadza się po kościele. Kiedy dochodzi do biura pastora, zatrzymuje się. – Ale nie odchodzę.
Liam mocno zagryza wargę tak, żeby poczuć ból i zatrzymać krzyk, który tak bardzo chce wydać. Zaciska mocno zęby i, chociaż czuje się okropnie nie sprzątając przyrządów do sprzątania, wybiega z kościoła na wczesnowiosenne powietrze. Zatrzaskuje za sobą drzwi i zamyka je na klucz, w momencie, gdy jego łzy zaczynają spadać. To wtedy orientuje się, że jest w to za bardzo zaangażowany, żeby teraz odejść.
* Szkocka taśma nie różni się niczym od zwykłej, a mianowicie wygląda TAK.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz