sobota, 15 lutego 2014

Droga do domu Liama jest zawsze krótka. Kiedy rodzina Payne’ów się tu wprowadziła, chcieli nigdy nie pomijać kościoła, nawet jeśli miałoby to znaczyć „chodzenie tam, gdyby się paliło i waliło”*, cytując jego ojca. A Liam dziękuje swojemu szczęściu, że ta droga jest tak krótka, bo ta jest również okropnie cicha. Nie jest pewien co ma powiedzieć Zaynowi i próbuje trzymać wszystko razem, bo wie, że to tylko kwestia czasu, kiedy zorientuje się co robi i spanikuje.

Szybko przeczesuje wzrokiem okolicę, żeby się upewnić, iż jest bezpiecznie. Jego ojciec najwyraźniej zabrał Bustera do środka, bo ogródek jest pusty, więc Liam zabiera Zayna na tyły domu, będąc ostrożnym, aby nikt ich nie zauważył. Liam stawia Zayna pod oknem do swojego pokoju.

- Dobrze, zostań tu. Wejdę na górę i je otworzę, wtedy ty będziesz musiał się wspiąć, jasne?

Liam rozgląda się wokół jeszcze raz, a Zayn nie odpowiada tylko wygląda na zadowolonego z całej sytuacji.

- Zostań. – mówi Liam po raz ostatni i odwraca się.

Otwiera drzwi tarasowe i rzuca szybkie – Wróciłem.

Jego ojciec pewnie ucina sobie drzemkę, bo leży na kanapie z jedną ręką z niej zwisającą, a jego klatka piersiowa unosi się i opada równomiernie. Liam przykłada uwagę do bycia maksymalnie cicho, kiedy wspina się po schodach, krzywiąc się na skrzypiące stopnie pod jego stopami.

Od razu podbiega do okna, otwiera je i wystawia głowę na zewnątrz.

- Okej – szepcze, wskazując Zaynowi ruchem dłoni, że ma wejść. Zayn kładzie opuszki swoich palców na ścianie i bez wsparcia o półki skalne, tak jak robi to Louis, Zayn wspina się tylko za pomocą swoich palców – po prostej ścianie do góry.

Liam przybiera na twarz wystraszoną minę, przez co Zayn chichocze, kiedy patrzy przez otwarte okno.

- Musisz mnie zaprosić do środka.

Liam przechyla głowę na bok. – Co?

- Musisz mnie zaprosić do swojego domu za pierwszym razem. – wyjaśnia cierpliwie Zayn, a Liam się krzywi. Nie podoba mu się to, bo to tylko zwiększa ludzie ograniczenia Zayna, ale nie chce być niemiły. Na dodatek, on to wszystko wymyślił i zaczyna mu to trochę przeszkadzać.

Zamiera na sekundę, po czym spotyka wzrok Zayna i szepcze – Wejdź.

Zayn, jak gdyby na próbę, wyciąga rękę przez otwarte okno i nagle wsuwa się do pokoju Liama z gracją kota.

Liam zamyka drzwi po raz pierwszy, od kiedy wprowadzili się do tego domu. I nagle to w niego uderza, chociaż wiedział, że tak będzie.

Wszystko co robi ciąży na nim w tym momencie i na chwilę przestaje oddychać, kiedy jego wzrok zatrzymuje się na Zaynie.

Zayn unosi brew, zatrzymując swoją mroczną twarz. Liam nie odpowiada, ale czuje zbliżającą się trwogę, która tworzy się w jego klatce piersiowej i znienacka trudno mu się oddycha.

Zayn, jak zwykle, pozostaje niezmienny do paniki Liama i odwraca się leniwie, żeby rozejrzeć się po pokoju Liama, pootwierać szuflady i zaglądać w nie bez najmniejszego celu. A Liam obserwuje jak długie, szczupłe palce Zayna owijają się wokół klamki od szuflady z ubraniami i nawet to sprawia, że Liamowi robi się niedobrze.

Zaczyna chodzić w kółko, kompletnie ignorując zadanie.

W pewnym momencie zatrzymuje się, kiedy jego oczy napotykają Zayna. Chłopak siedzi na brzegu łóżka Liama, jedna z jego długich nóg jest skrzyżowana z drugą, a ręce trzyma na kolanach i patrzy na Liama jakby oczekiwał czegoś więcej.

- Powinienem… - zaczyna Liam, przykładając palec do ust, kiedy rozgląda się wokół i myśli. – Powinienem zrobić ci miejsce do spania.

Zayn pytająco przechyla głowę na bok, ale Liam nie odpowiada.

Stara się wymyśleć miejsce, gdzie mógłby ukryć Zayna, żeby jednocześnie było mu wygodnie. Podchodzi do strony łóżka, na której nie siedzi Zayn i unosi koc, żeby pod nie zajrzeć. Jest tam idealnie czysto, ale nie jest tam wystarczająco dużo miejsca, więc wstaje, a Zayn śmieje się z niego pod nosem. Liam posyła mu groźne spojrzenie.

- Staram się jak mogę. – karci go szeptem, a wtedy jego wzrok pada na szafę. Otwiera drzwi szafy i uśmiecha się. Odwraca się, a Zayn wychyla się, żeby przyjrzeć się temu miejscu ze sceptycznym spojrzeniem.

Spogląda na Liama i przybiera niezadowolony wyraz twarzy.

- Spójrz, ja tu się staram. – błaga Liam, marszcząc brwi i czując dziwne współczucie.

- Więc staraj się bardziej. – sugeruje Zayn, siadając trochę wyżej i wygląda dumnie. Gdyby nie to, że Liam widział go w zupełnie innym świetle, mógłby pomyśleć, że Zayn to normalny nastoletni chłopak.

- Oh, no dalej, Zayn. Będzie fajnie. – przekonuje Liam, uśmiechając się, jak gdyby przekonywał małe dziecko do odrobienia pracy domowej.

Zayn prycha i wywraca oczami. – Skoro tak bardzo lubisz szafę, to możesz w niej spać.

Liam karci go, kompletnie się nie zgadzając i otrzymuje tylko kręcenie nosem w odpowiedzi. Liam wzdycha.

- Spójrz, zrobię ci tu wygodne miejsce. – oferuje Liam, podchodząc do komody, po czym otwiera dolną szufladę. Wyjmuje pierwszą złożoną kołdrę i dodatkowy koc, który pochodzi z jego poprzedniego zestawu do spania. Jest zniszczony i ma więcej niż kilka niewielkich dziurek, ale nadal jest dobry. Jest na nim naszyty „Tomek i przyjaciele”* – Liam chciał Batmana, ale jego ojciec nigdy nie był dobrze nastawiony do super bohaterów, kiedy Liam był dzieckiem.

Zgaduje, że gadający, magiczny pociąg z twarzą i bez żadnych innych części ciała, był w jakiś sposób w porządku.

Ostatnią rzeczą, którą wyciąga z dolnej szuflady jest śpiwór. Następnie, zostawiając szufladę pustą, Liam podnosi koc i wstaje.

Rzuca rzeczy obok wejścia do szafy, po czym klęka i oczyszcza podłogę szafy ze swoich butów, które rzuca na bok. Jego szafa nie jest ogromna, ale zdecydowanie można w niej ustać, więc Liam zaczyna od rozłożenia śpiwora na podłodze.

Śpiwór zakrywa większość powierzchni. Kładzie na nim koc, a następnie kołdrę, aż w końcu dół szafy wygląda jak łóżko. Wstaje i posyła Zaynowi szczery uśmiech, nie zauważając, by wyrażał zgodę.

Zayn wzdycha poirytowany. – Dobra. Ale nie polubię tego.

Liam wzrusza ramionami, nadal się uśmiechając. – Nie byłbym tego taki pewien. To całkiem wygodne.

Odgłos drapania dochodzi z dolnej części drzwi Liama, który powoduje, że skacze do góry. Zamiera na sekundę, ale odpręża się, kiedy dochodzi do niego, że to tylko Buster.

Idzie otworzyć drzwi, ale znienacka Zayn go zatrzymuje.

- Zaczekaj. – nakazuje ostro Zayn. – Co to jest?

Liam przekręca klucz i otwiera drzwi, a Buster wchodzi drepcząc, po czym staje na tylnych łapach, drapiąc i wąchając stopy Liama. Payne ostrożnie zamyka drzwi chwilę później.

Zayn posyła szczeniakowi przerażone spojrzenie, jak gdyby patrzył na przerażający akt przemocy. Liam spogląda i marszczy brwi, widząc reakcję Zayna.

- Co? – pyta. – To tylko Buster.

- To pies. – syczy Zayn, całkowicie obrażony. Buster orientuje się, że Zayn jest w pokoju i zamiera, po czym zniża się jeszcze bardziej do podłogi ( o ile to możliwe u jamnika) i zaczyna odsłaniać zęby.

Jest tylko szczeniakiem, więc nie jest to groźne, ale Liam nigdy nie widział go w takim stanie.

Liam marszczy brwi. – Buster. – mówi karcącym tonem. Buster zaczyna warczeć gardłowo.

Zayn unosi nogi na łóżko i zwija je pod siebie, chcąc je uchronić.

- Uspokój swojego kundla, bo jak go… - ostrzega ponuro, a Liam pochyla się, biorąc Bustera na ręce. Chowa mordkę psa w swojej bluzce i ucisza go, drapiąc go po szyi.

- Cicho. – grucha i buja psem w swoich ramionach, jak niemowlęciem. – Nie wiem o co chodzi, on przeważnie lubi towarzystwo.

Buster wtula się, jego zimny nos dotyka przed ramienia Liama, podczas gdy Liam kontynuuje drapanie szczeniaka po szyi i grzbiecie. Siada po drugiej stronie łóżka, a Zayn nie spuszcza wzroku z psa w ramionach Liama.

- Po co w ogóle masz psa? – pyta Zayn, chociaż pytanie jest retoryczne.

Liam milknie na to pytanie, zastanawiając się, czy powinien skłamać, ale tego nie robi. – Moja mama zmarła dawno temu i myślę, że mocno mnie to dotknęło w zeszłym roku. – wyjaśnia cicho, próbując nie wyjawiać, jak trudno jest mu o tym mówić. – Więc, mój tata dał mi go do towarzystwa.

Zayn prycha, wyrywając Liama z zamyślenia, w celu spojrzenia z ciekawości.

- Dlaczego nie zaprzyjaźnisz się z ludźmi?

Liam wzrusza ramionami, nie czując się urażonym przez pytanie. – Myślę, że moja religia powstrzymuje mnie od posiadania ich zbyt wielu.

Zayn chichocze pod nosem, kładąc się na łóżku i wyciągając nogi, nie bojąc się już kulki śpiącej w ramionach Liama.

- Chrystianizacja wszystko rujnuje.

Liam wykrzywia twarz w grymasie niezadowolenia, sprawiając, że Zayn uśmiecha się szerzej. Po chwili ciszy, Zayn znowu się odzywa.

- Więc, co dokładnie robisz tutaj dla zabawy? – pyta. – Jak wygląda dzień z życia Liama?

- Więc, uhm – zaczyna Liam, nie do końca pewien jak powinien odpowiedzieć. – Myślę, że budzę się, myję zęby i biorę prysznic, wtedy robię śniadanie dla mnie i mojego taty. Wyprowadzam Bustera na zewnątrz i idę do szkoły. Później, kiedy wracam do domu, myję naczynia i robię pranie – zależy co musi być zrobione, robię obiad i idę spać.

Zayn ma minę, jakby był odurzony jakimś narkotykiem i patrzy na Liama, jakby wyrosła mu druga głowa.

- Wow.

- Co? – Liam marszczy brwi i zwija się w sobie.

- Tak wygląda twój dzień? – pyta Zayn i świadomie Liam przygryza wargę.

- W większości, tak.

Zayn milczy przez chwilę, jakby przemyślał swoje następne słowa. – Chyba nigdy nie spotkałem kogoś tak niewinnego. Pastor ma cię na okropnie ciasnej smyczy.

Przerywa po raz kolejny, spotykając oczy Liama, przysuwając się bliżej, a Liam instynktownie robi to samo.

Bez odrobiny dokuczliwości w tonie głosu, mówi – Nie mogę się doczekać, aż cię zniszczę.

Po tym, Liam wstaje i zaczyna chodzić w kółko po pokoju, bujając Bustera w swoich ramionach w tę i z powrotem, kiedy próbuje powstrzymać poczucie mdłości i żalu.

☯ You Holy Fool ☯

Jest około pół godziny później, kiedy Zayn unosi pościel Liama, żeby pod nią zajrzeć, a Liam słyszy jak jego ojciec budzi się.

W akcie nagłej paniki jego oczy wędrują od Zayna do szafy.

- Okej, zagramy w grę – zaczyna cichutko Liam, a Zayn przekrzywia ciekawsko głowę. – Nazywa się „jak szybko Zayn jest w stanie wejść do szafy, kiedy usłyszymy, że mój tata tu idzie”.

Zayn wywraca oczami. – Pozwól, że ci powiem, że mógłbym za cholerę to wygrać.

Liam, słysząc to, śmieje się. – Dobrze, bo jeśli to zrobisz, to możesz tu zostać. Jeśli przegrasz tę grę, mój tata wyśle mnie na obóz wojskowy i prawdopodobnie będzie cię egzorcyzmował.

Zayn wydaje z siebie pomruk niezadowolenia. Czekają kilka minut – z każdą Liam denerwuje się jeszcze bardziej – zanim słyszą, jak ojciec Liama pokonuje pierwsze stopnie.

Liam z trudem łapie powietrze. – Okej, Zayn. Teraz. Idź. – nakazuje cicho, a Zayn wstaje powoli i idzie do szafy, w ogóle się nie spiesząc, żeby tylko wkurzyć Liama.

Zamyka drzwi szafy z wrednym uśmiechem w tym samym momencie, w którym tata Liama krótko puka do drzwi, po czym je otwiera.

- Cześć, tato. – mówi Liam na nerwowym wydechu.

- Cześć, skończyłeś w kościele? – pastor Payne pociera oczy, wyglądając na zmęczonego po drzemce.

- Oczywiście.

- Okej, dobrze. Otóż, wychodzę z kilkoma znajomymi dziś na kolację, więc nie będzie mnie w domu do późna. – informuje, a Liam sztywno kiwa głową w zrozumieniu, jego serce nadal bije milion razy na minutę. Jego ojciec już ma zamykać drzwi, ale jednak się cofa. – Oh, bądź ostrożny jeśli planujesz gdzieś dzisiaj wychodzić. Musi być niedźwiedź gdzieś w okolicy, bo pan Mclain stracił dwie krowy, znalazł je rozszarpane na pastwisku. To znaczy znalazł jedną z nich. Druga została gdzieś zaciągnięta, czy coś w tym stylu.

Liam marszczy brwi, ale przytakuje w zrozumieniu. – Będę ostrożny, tato. Dzięki.

- W porządku, dam znać, kiedy będę wychodził. – kończy i zamyka za sobą drzwi.

Liam wzdycha głośno, kiedy drzwi szafy otwierają się i wychodzi zza nich Zayn, oglądając swoje paznokcie, jak gdyby nic nowego się nie wydarzyło w jego życiu.

- Dwie krowy, huh? – pyta Zayn, uśmiechając się zadziornie. – Dokładnie pamiętam zabieranie tylko jednej.

Liam obraca głowę w szoku. – Co zrobiłeś?

Zayn spotyka jego wzrok i zaczyna się śmiać. Ale poza tym nie mówi nic więcej, ale Liam jest w stanie zgadnąć. Poruszony, ale zachowując neutralny wyraz twarzy, odwraca się i opiera o drzwi do swojej sypialni, próbując nie panikować. Próbując.

Zayn przysiada na łóżku w tym samym miejscu co poprzednio, przygryzając koniuszek swojego palca. Liam spotyka jego wzrok tylko na sekundę, ale to wystarcza Zaynowi, żeby puścić mu oczko, a w takim razie…

- Muszę siku. – deklaruje Liam, a zabierając swojego psa wychodzi i zamyka za sobą drzwi tak szybko, jak tylko może. Stawia Bustera na podłodze i szczeniak posyła mu ciekawskie spojrzenie, zanim zaczyna schodzić ze schodów, po jednym stopniu na jakiś czas.

Czuje, że przynajmniej może oddychać, kiedy jest z dala od Zayna, więc bierze głęboki oddech, przypominając sobie, żeby nie panikować.

Naprawdę idzie do łazienki, ale tylko po to, żeby umyć twarz mydłem i zimną wodą. Wraca na korytarz, czując się znacznie lepiej. Mimo to, zatrzymuje się przed zamkniętymi drzwiami, myśląc o odwrocie i ucieczce z domu bez powrotnie.

Zarówno jego podświadomość, jak i stan przytomności wiedzą, że jest zbyt wielkim tchórzem, by to zrobić, więc bierze kolejny głęboki oddech i chwyta za klamkę, po czym wchodzi do środka.

Zayn stoi nad jego komodą, górna szuflada jest otwarta, a para bokserek ze Spidermanem jest zaplątana wokół jego długich palców.

- Powiedz mi, Liam. Czy ty masz jedenaście lat? – dokucza Zayn, przechylając głowę na bok. – Bo chociaż jestem nienormowany, to wolałbym nie być osądzony o pedofilię.

- Nie, nie, nic tu się nie dzieje. – Liam wskazuje pomiędzy sobą a Zaynem, rumieniąc się. – I skończę osiemnaście lat w sierpniu, dziękuję bardzo.

Zayn przytakuje, rzucając bieliznę za siebie, nie zwracając uwagi na to, gdzie upadła i kontynuuje grzebanie w szufladzie.

Liam jęczy i idzie podnieść przedmiot, składając je równiutko, po czym odpycha Zayna z drogi i wkłada bokserki z powrotem na miejsce.

- Okej, nowa zasada. – zarządza Liam, kiedy Zayn posyła mu uśmiech. – Zakaz grzebania w mojej szufladzie z bielizną.

Zayn wywraca oczami, śmiejąc się krótko. – Jesteś zbyt zabawny.

Liam krzyżuje ramiona na piersi, ale zostaje kompletnie wyrwany ze swojego dziecięcego manewru, kiedy jego telefon wibruje mu w kieszeni.

Louis (6:45):

hej, jesteś już wolny??

Liam zerka na Zayna, który z uwagą przebiega paznokciem po farbie na ścianie, zostawiając rysę. Liam szybko odpisuje:

nie. ale może jutro, w porządku?

Od razu źle się czuje przez kłamanie, szczególnie w stosunku do Louisa, ale nie może tego teraz cofnąć i raczej by tego nie zrobił, gdyby mógł. Ma teraz ważniejsze sprawy na głowie od spotkania ze swoim przyjacielem.

Czuje oddech Zayna na swoim ramieniu, chłodne powietrze dostaje się za kołnierzyk jego koszulki, więc wzdryga się.

- Kto to? – pyta Zayn, sięgając wokół torsu Liama i zabierając mu telefon. Jego kościste palce obracają go i dotykają klawiszy.

- Mój przyjaciel właśnie wysłał mi sms’a. – odpowiada Liam, odbierając telefon, ale Zayn szybko odwraca się od niego. Zayn chciwcze i znowu wymyka się Liamowi, wbrew jego staraniom.

☯ You Holy Fool ☯

Pół godziny później, pastor Payne informuje, że wychodzi. Liam spotyka go na dole, przy schodach, żeby go porzegnać, a Zayn jest zaraz zanim, kiedy tylko zamykają się drzwi frontowe.

- Co robimy? – pyta, kiedy wchodzą do kuchni. Liam wyjmuje patelnię z dolnej szafki. Kiedy wstaje, Zayn siedzi na blacie na wprost Liama ze skrzyżowanymi ramionami.

Liam posyła mu wystraszone spojrzenie. – Uh, ja będę robił obiad. Chcesz coś do jedzenia?

Zayn kręci przecząco głową, patrząc na Liama. Jego dłoń opada na brzuch pod za dużą bluzą Liama, którą ma na sobie. – Jestem najedzony, dzięki.

Liam przytakuje sztywno i sięga po opakowanie makaronu, po czym napełnia garnek wodą. – Nie sądziłem, że adoptowanie… czymkolwiek jesteś, będzie wymagało tyle uwagi. Jesteś gorszy niż Buster.

Zayn grymasi niezadowolony i bierze pomarańczę z miski na owoce, stojącej obok. Ściska ją na chwilę w pięści, po czym rzuca i uderza Liama w tył głowy. Liam piszczy i odwraca się, masując bolące miejsce, wyglądając na zranionego.

- Nie jestem psem, ani nie jestem podobny do psa, więc dam ci chwilę na przemyślenie tego, co zrobiłeś, by mnie obrazić. – obraża się Zayn, krzyżując ramiona na piersi i zadziera nos.

Liam schyla się i podnosi pomarańczę z podłogi, patrząc na nią z żalem. – Miałem zamiar to zjeść.

- Z jakiegoś powodu mają skórę. – zauważa Zayn. – Więc możesz je z niej obedrzeć.

Liam wykrzywia twarz w grymasie, bo ma wrażenie, że doświadczenie Zayna w tym fachu, nie mają nic wspólnego z pomarańczami. Ani innymi owocami.

Liam stawia garnek z wodą na kuchence i nalewa sobie oraz Zaynowi po szklance soku jabłkowego, ale kiedy Liam stawia przed chłopakiem szklankę, Zayn posyła jej wrogie spojrzenie.

- Co to?

- Sok, Zayn. Spróbuj. – mówi przekonująco Liam. Zayn przechyla głowę na bok i zanurza koniuszek swojego palca w cieczy. Unosi palec do ust, a kiedy spotyka wzrok Liama, ssie palec, wydając z siebie zadowolony jęk. Liam jest zmuszony zrobić krok do tyłu.

- Dobre. – zgadza się Zayn i unosi szklankę do ust, wypijając wszystko dwoma łykami. Wygląda na zadowolonego z siebie, kiedy upuszcza pustą szklankę na podłogę i patrzy na Liama, kiedy przedmiot tłucze się. – Więcej.

Wzrok Liama wędruje od bałaganu do Zayna z grymasem. Wygląda na prawie nieświadomego swojego złego zachowania. Prawie. Poza tym, że ma ten złośliwy błysk w oczach, który mówi Liamowi co innego.

- Zayn, nie! – krzyczy ostro, jak gdyby mówił do psa, a Zayn odpowiada mu ściągnięciem brwi i zszokowaną miną. – Nie tak prosi się o więcej soku.

Zayn warczy gardłowo i krzyżuje ramiona ja dziecko, kiedy Liam wyjmuje drugą szklankę z szafki i napełnia sokiem do połowy.

- Powiedz „proszę”. – informuje i posyła Zaynowi wyczekujące spojrzenie, trzymając szklankę z dala od niego.

Zayn najpierw patrzy z żądzą na sok, ale za chwilę odwraca zdecydowanie wzrok. – Nie.

- Zayn, powiedz „proszę”. – nakazuje Liam, zaciskając usta.

Zayn wzdycha głośno i wpatruje się w szklankę soku. Liam nie jest pewien co on robi, dopóki ciecz w naczyniu niespodziewanie zaczyna się gotować i szybko upuszcza ją, kiedy zaczyna parzyć jego dłoń.

Krzyczy i odskakuje, gdy szkło roztrzaskuje się na podłodze, a gorący napój rozlewa się obok jego stóp.

- Zayn! – piszczy, kiedy łzy zaczynają napływać do jego oczu. Ściska nadgarstek swojej poparzonej ręki i podbiega do zlewu, odkręcając zimną wodę i pozwala jej ujarzmić ból.

- Nie chciałem tego robić. – odpowiada Zayn, choć brzmi mniej przepraszająco, niż sugerują jego słowa.

- Więc, wolałbyś mnie spalić, niż powiedzieć „proszę”?! – wykrzykuje Liam, kiedy opatruje swoją czerwoną, poparzoną dłoń.

- Jeśli bym musiał.

Liam spogląda na niego z zapłakanymi oczami i wygląda na to, że Zayn trochę się uspokaja. Zeskakuje z blatu i Liam słyszy jak szkło chrzęści pod jego bosymi stopami. Wygląda na to, że go to nie boli, bo Zayn ani trochę nie reaguje, kiedy podchodzi i chwyta z szafki ręcznik, po czym podaje go Liamowi.

Liam doceniłby gest, gdyby nie fakt, że to Zayn go poparzył, więc bierze ręcznik, trzymając go przy sobie i nie napotykając wzroku Zayna.

To musi być dla Zayna wystarczające, bo otwiera lodówkę, bierze karton soku jabłkowego i wraca na górę. Liam słyszy jak drzwi jego szafy, zamykają się chwilę później.

* w oryginale pojawiło się “come Hell or high water”, ale nie jest to nic innego niż tylko powiedzenie, które w Polsce tłumaczymy tak, jak to przeczytaliście wyżej.

* “Thomas the Train” bajka, która w naszej telewizji jest tłumaczona jako “Tomek i przyjaciele”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz