piątek, 14 lutego 2014

What tickles your pickle

- Leeeeeewwwwiiiiiisssssss – krzyknął Niall, stojąc przy stole. Trzymając w ręku kufel piwa, ramieniem obejmował Saunę. Louis potrząsnął głową z dezaprobatą. Niall będzie musiał się jej niedługo pozbyć. To zaczyna wymykać się spod kontroli.

A mówiąc o wymykaniu się spod kontroli, tak też stało się z imprezą. Basy łomotały w uszy Louisa, a ich małe mieszkanie było wypełnione ludźmi z uniwersytetu. W kuchni ludzie robili drinki, na kanapie rozgrywała się spora orgia, a zaledwie kilka minut wcześniej Louis znalazł w łazience kilku ludzi, którzy palili trawkę. Innymi słowy, impreza była udana.

- Jamesie Horansonie Niallserze – odkrzyknął mu Louis. – Zejdziesz z tego stołu i wypijesz zeee mną shota!

- Ay-ay kapitanie! – Niall prawie spadł ze stołu. Louis się roześmiał, ściągnął blondyna ze stołu i pociągnął w kierunku zlewu. Stała tam, już prawie pusta butelka wódki i Louis wypełnił dwa kieliszki resztką przezroczystego płynu. Wcisnął swój telefon w najbliższe ręce, które należały do kolesia w snapbacku i koszulce z nadrukiem „swag”. Louis zanotował sobie w myślach, by nigdy nie zapraszać tego dzieciaka ponownie.

- Ty! Zrób nam zdjęcie! – Niall i Louis odwrócili do siebie głowy i wznieśli wysoko swoje kieliszki.

- Za ten cholernie dobry tydzień! – wykrzyknął Niall.

- Za moich nowych, kochanych followersów na twitterze! – Louis i Niall zaśmiali się, stuknąwszy się swoimi drinkami. Płyn prześliznął się w dół gardła Louisa, wywołując palące uczucie. Nieznajomy oddał mu telefon i Louis zaśmiał się widząc zdjęcie.

- Niiiii! Masz cztery oczy! – zachichotał.

- Naprawdę!? – zawołał z podekscytowaniem Niall. Przyjrzał się uważnie zdjęciu i zgorzkniały wyraz zagościł na jego twarzy.

- LEWIS! TY KŁAMCO. MYŚLAŁEM, ŻE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI – przeszedł jak burza przez tłum, zostawiając Louisa samego ze swoim telefonem. Wzruszył tylko ramionami. Pijany Niall robił się emocjonalny i miewał huśtawki nastrojów.

Louis wygrzebał swój telefon. Po kilku próbach w końcu udało mu się otworzyć aplikację twittera i zamieścić dopiero co zrobione zdjęcie do tweeta.

The Tommo (@TheTommo)

Czaaasaamiii robimy głupie rzecy HAH dzisiaj nie jest jeedna s tych noocy #feelinsswagstersnat

The Tommo (@TheTommo)

Mmam dla waaas kilka newzów nie sa takie fajne jak myźlicie

Dostał odpowiedź.

Annie D (@Annienotsosober)

Myślę, że the tommo jest trochę nawalony

The Tommo (@TheTommo)

@Annienotsosober Myślęę 333

Louis! – powiedział jakiś głos I Louis rozpoznał, że to przyjaciel Nialla, Darren. Louis okręcił się dookoła i zauważył, że Darren sprawnie toruje sobie do niego drogę przez tłum.

- Heeeeeej – powiedział Louis, pochylając się nad kuchennym blatem.

- Szukałem cię całą noc Louuu – zawiesił ramię dookoła ramion Louisa i oddychał ciężko w jego szyję.

- Darren, jesteś niemożliwie pijany.

- Tak samo jak ty. – Louis wykrzywił twarz w grymasie i próbował wycofać się spod jego ramienia.

- Chcę cię pocałować, Louis. – Pomocy, pomyślał Louis. Darren nie był nieatrakcyjny. Właściwie był całkiem gorący. Opalony, tak jak Louis, ale o wiele od niego wyższy i lepiej zbudowany. Lecz był też pijany, miał okropny oddech, a Louis nie był w nastroju.

- Jestem pewny, że chcesz, piękny – poklepał Darrena po ramieniu.

- Jesteś taki śliiicznnyy.

- Darren! – Louis usiłował poprawnie sformułować słowa. – Mam ci przypomnieć, że nie jesteś gejem?

Darren wyglądał przez chwilę na ogłuszonego.

- Oh.

- Właśnie, stary – Louis wykorzystał szansę i szybko zrobił krok do tyłu by uciec. Nagle Darren chwycił jego ramię, odwracając go w swoją stronę. Louis poczuł, że jego usta są przyciskane do warg chłopaka w niedbałym pocałunku , a jego oczy rozszerzyły się w obawie. Trzymał się kurczowo ramion Darrena, próbując go odepchnąć. Niespodziewanie plastikowy kręgiel pojawił się znikąd, uderzając Darrena w głowę.

- Darren! Znów?! Przestań całować moich kumpli. Ten tutaj jest zajęty! – narzekał Niall. Darren potarł tył swojej głowy i posłał Louisowi obleśne spojrzenie, ale ku uldze Louisa, odszedł. Louis miał właśnie podziękować Niallowi za jego honorowe zachowanie, ale wtedy uświadomił sobie, co ten powiedział.

- Nie jestem zajęty – powiedział.

- Owszem, jesteś – powiedział Niall, jakby to był wszystkim dobrze znany fakt.

- Nieee? Naprawdę Niall, jak bardzo pijany jesteś?

- Przez Harry’ego!

- Niall. Nie – westchnął Louis. Znów to samo.

- Ale on cię oooobserwuuuuje na twitterze.

- To nie znaczy, że coś się między nami wydarzy – Ale chciał tego. Naprawdę, naprawdę chciał zobaczyć Harry’ego jeszcze raz.

- Ale ty teeeeż tego chcesz – Niall uniósł brwi. Louis nic nie odpowiedział.

- Widziiiiisz. Tyyy kochaaasz Harrreeha.

- Zamknij się Nialler.

- Tweetnij coś do niego! – Louis się wahał. Był pijany. Najprawdopodobniej coś schrzani.

- Nie mogę do niego tweetnąć – starał się to sobie przypominać. Z jakiegoś powodu naprawdę nie mógł. Niall potrząsnął głową i zaczął mieszać się z tłumem, znowu zostawiając Louisa samego.

- Zawołaj mnie, kiedy przestaniesz być taką małą ciotą! – Louis pokazał mu środkowy palec. Westchnął.

Nagle zrobiło mu się bardzo, bardzo gorąco w mieszkaniu. Potrzebował świeżego powietrza. Wyszedł z mieszkania i zataczając się przeszedł przez dwa piętra schodów. Na zewnątrz uderzyła w niego fala powietrza i Louis wziął głęboki oddech. Oparł się o ceglaną ścianę i wyciągnął swój telefon. Nagle twitter wydał mu się naprawdę dobrym pomysłem. Otworzył aplikację i udało mu się wejść na profil Harry’ego. Kliknął na ikonkę prywatnych wiadomości.

— Haaarrrooolld.

Kiedy natychmiast nie dostał odpowiedzi zaczął się robić niecierpliwy.

—Haarrry
—Hazzaa??
—Harroold

Zero odpowiedzi. Dlaczego nie odpisywał? Czyżby już nie lubił Louisa?

—Harold.
—Chodź do łóóżka
—Będę ci sssał
—Chhcęę zrobić więcej malinek…

—Czy to Louis?

We wnętrzu Louisa coś zatrzepotało, chociaż nie wiedział czy to z powodu alkoholu czy uczuć.

—Mogę byś kimkolwiek zechcesz… Ale taak

—Jakie jest pierwsze słowo, które do mnie powiedziałeś?

—Oooooppppssss
—Nieee!!!! Ja powiedziałem Hiiiiiiiiiiiiiiiiii. Ty powiedziałeś uuuuuppss

—Louis, jesteś pijany?

—Możee troszeczkę.

— Idź do łóżka

—Chodź zeee mną

—Nie mogę :)

—Żadnej uśmiechnięteej buźki

—Idź spać, Louis. Możesz napisać do mnie jutro

—Odpowieesz?

—Tak.

* * *

Pobudka była bolesna. Głowa Louisa bolała, jego powieki były dziwnie spuchnięte, a jego skóra nagrzana. Nie miał pojęcia dlaczego. Szyja bolała go jak cholera. Powoli usiadł i-

- Ał! – wykrzyknął. Uderzył głową w lampę. Pocierając głowę, usiadł i rozejrzał się dookoła siebie. Był w pokoju Nialla, siedział na jego biurku i zdał sobie sprawę, że spał z włączoną lampą, która świeciła na jego twarz przez całą noc. Jego skóra była bardzo podrażniona i prawdopodobnie czerwona. Rozejrzał się. Niall spał w łóżku, leżąc na brzuchu i chowając głowę w poduszkę. Louis spojrzał w dół i zdał sobie sprawę, że miał na sobie za krótką koszulkę i brakowało mu jednej skarpety. Jęcząc, zeskoczył z biurka i skrzywił się gdy poczuł ból w plecach. Otworzył drzwi.

- Hej, skarpetko – powiedział powoli, przez bolące gardło. – Dlaczego wisisz na gałce od drzwi? – Zastanowił się głośno. Nie spiesząc się, poszedł w kierunku kuchni, nawet nie podnosząc brwi, gdy zobaczył stan, w jakim znajdowało się jego mieszkanie. Nie był to pierwszy raz, widział to wszystko wcześniej. Otworzył szafkę kuchenną i wyjął pudełko Tylenolu na rosnący ból głowy. Przełknął tabletki i popił odrobiną wody, a potem pochylił się nad zlewem, zamykając oczy. Zabijcie mnie, pomyślał. Usłyszał kroki na podłodze. Niall wstał.

- Dobry – wymamrotał.

- Twoja twarz jest czerwona.

Louis powoli otworzył oczy.

- Masz malinkę naokoło sutka.

- Nie uśmiechaj się tak. To ty mi ją zrobiłeś.

- Ja? – zmarszczył brwi. Nie pamiętał, żeby robił coś takiego.

- Byłeś bardzo uparty. Mówiłeś, że tego potrzebujesz.

- Myślę, że pamiętałbym ssanie sutka najlepszego przyjaciela, ale jeśli tak mówisz – wzruszył ramionami. Niall otworzył lodówkę i natychmiast zmarszczył nos.

- Myślę, że chyba zaraz zwymiotuję.

- Tam! – Louis wskazał w kierunku łazienki.

Niall pomachał mu i wymamrotał.

- Do zobaczenia po drugiej stronie.

Louis opadł na kanapę, po tym jak odepchnął jakiś stanik by zrobić sobie miejsce. Znalazł swój telefon na stoliku. Miał parę nieodebranych połączeń i kilka wiadomości.

Gdzie ty do cholery jesteś? Masz już dwie godziny spóźnienia!!!

Louis zmarszczył brwi. Jeszcze raz, kim był Leonard? A taaak. Jego szef. Był miłym kolesiem. Albo i nie.

- Cholera jasna! – zeskoczył z kanapy, prawie przewracając się przez pośpiech. Pobiegł do pokoju i wyszarpnął szufladę by znaleźć swoje ubranie do pracy. W końcu udało mu się znaleźć koszulkę i już miał wybiec z pokoju kiedy usłyszał jakiś dźwięk. Zatrzymał się w miejscu i powoli obrócił. W jego łóżku spało dwoje ludzi. Z tego co widział, nie mieli na sobie ubrań. W. Jego. Łóżku.

- BLEEE! – wrzasnął, budząc ich. Zerwał swoją kołdrę z tej dwójki. - BLE! – nie, zdecydowanie nie mieli na sobie ubrań. – POWINNIŚCIE SIĘ WSTYDZIĆ! – krzyknął.

Potem zdał sobie sprawę, że wciąż trzyma pościel w rękach.

- BLE! – krzyknął znowu i totalnie zniesmaczony w frustracji rzucił ją na podłogę. Ale nie miał czasu, by próbować ich stąd wygonić. Uciekł stamtąd, marząc o tym, by w ogóle tego nie ujrzeć i wybiegł z mieszkania po tym jak zgarnął portfel, telefon i klucze.

Biegł całą drogę do pracy. Kiedy w końcu tam dotarł był cały spocony, nogi go bolały, a w głowie dudniło mu jak cholera.

- Dziękujemy, że raczyłeś się dziś pojawić, Louis – powiedział jego szef i przez umysł Louisa przebiegła myśl „gdyby spojrzenie mogło zabijać”.

- Przepraszam Leo. Przepraszam – wślizgnął się za ladę, a Lindsay, nowa dziewczyna, uśmiechnęła się do niego złośliwie. Zignorował ją.

To popołudnie było boleśnie okropne. Louis, który przyszedł dwie godziny spóźniony, musiał zostać dwie godziny dodatkowo. Pękała mu głowa, bolały plecy, a jego nastrój sięgnął dna. Wcale nie pomagał fakt, że była sobota i tona ludzi przewijała się przez kawiarnię. Po dwóch godzinach robienia kawy i fałszywych uśmiechów, Louis znalazł się w kuchni, leżąc na stole.

- Więc teraz można tutaj leżeć? – zapytała Lindsay.

- Zamknij się. Mam naprawdę okropnego kaca, którym muszę się zająć.

- To widać – uśmiechnęła się ironicznie i usiadła na krześle, pudełko z sałatką spoczywało na jej kolanach. Louis zmarszczył nos. Nadal nie mógł nic przełknąć. Lindsay zaczęła przeżuwać, a Louis wyciągnął swój telefon i jęknął w duchu gdy czytał tweety, które napisał gdy był pijany. Westchnął i zaczął pisać.

The Tommo (@TheTommo)

To są oficjalne przeprosiny za twitterową zniewagę dla was wszystkich.

The Tommo (@TheTommo)

Nigdy więcej nie pije. #Tommopromises

The Tommo (@TheTommo)

#thingsthatoccuredinTommosflat Ktoś uprawiał seks w moim łóżku. Nie ma powodu do zmartwień, ja nie brałem w tym udziału.

The Tommo (@TheTommo)

#thingsthatoccuredinTommosflat Picie drinków z pępka.

The Tommo (@TheTommo)

Tweetowanie po pijanemu jest nawet gorsze niż smsowanie po pijanemu, bo wszyscy widzą to gówno.

The Tommo (@TheTommo)

Ale bawcie się dobrze, czytając. Miejcie ubaw, bo Tommo tego nie skasuje.

Dostał prywatną wiadomość.

—Jesteś wciąż pijany, prawda?

Louis usiadł gwałtownie, strasząc Lindsay, w wyniku czego upuściła jedzenie na podłogę.

Przełknął głośno ślinę. Wiadomość była od Harry’ego.

- Louis! Co z tobą nie tak?

- SHUSH! – przyłożył palec do ust. Potrzebował maksymalnie możliwej ciszy, by sobie z tym poradzić. Musiał się skoncentrować.

—Nie, ale mam okropnego kaca.

Odpowiedział denerwując się. Dlaczego Harry w ogóle tracił swój czas, by z nim pogadać? Louis był tylko nic nie znaczącą, jednonocną przygodą, o której oboje powinni zapomnieć. Właśnie wtedy boleśnie przypomniały mu się wiadomości, które wysłał wczoraj Harry’emu. O Boże.

—I przepraszam za te wiadomości, które ci wysłałem. Trochę mi teraz głupio.

Bardzo, okropnie, boleśnie i przeraźliwie głupio.

—Nie ma sprawy :) Co teraz robisz?

—Ukrywam się w kuchni w pracy. Nawet kawa mi teraz nie pomaga.

—A ty?

—Mamy przerwę w pisaniu.

—Właśnie. Przecież jesteś gwiazdą rocka czy coś.

—Tak naprawdę to nie haha

—Ale tak wyglądasz.

Nie mógł się powstrzymać przed napisaniem tego.

- Co ty robisz Louis? – krzyknął Leonard z przejścia prowadzącego do kuchni, sprawiając, że zarówno Louis jak i Lindsay podskoczyli. – Chodź tu!

- A Lindsay? – Louis zaczął narzekać. Posłała mu okropne spojrzenie za wydanie jej.

- Dzięki Lewis! – powiedziała z sarkazmem.

- Nie ma za co – wymamrotał.

—Muszę iść Harold. Wzywają niewolnika.

—Do zobaczenia x

Louis zamrugał, prawie mdlejąc z emocji. Miał wrażenie, że umarł i jest w niebie. Harry wysłał mu „x”. Buziaki. Co.

* * *

- Louis – powiedział Niall następnego dnia. Była niedzielna noc, a oni siedzieli przy stole dzieląc się jedzeniem na wynos. – Myślę, że Shauna chce mnie rzucić.

- Och, naprawdę? – Louis nic nie mógł na to poradzić, ale uśmiechnął się. Niall uderzył go ręką w tył głowy. – Ał!

- Louis! – Niall zaczął narzekać, kiedy Louis wybuchnął śmiechem.

- Już jestem poważny – Louis starał się kontrolować. – Cóż, Niall. Okej. Zaraz zrzucę ci bombę. Mam zamiar być naprawdę szczery. Przygotuj się. Uwaga – poczekał chwilę w ciszy dla lepszego efektu. – Niall, nigdy tak naprawdę nie lubiłem Shauny.

- Och, na miłość boską – Niall westchnął zirytowany.

- Wiem! Szokujące, prawda? – Louis podniósł ręce w geście „Co ty niby wiesz?”. – Po prostu zawsze miałem te dziwne podejrzenia w stosunku do niej. Myślę, że po prostu wykorzystywała cię do seksu, a to nie jest fair w stosunku do ciebie. Potrzebujesz czegoś prawdziwego.

- Louis…

-…Potrzebujesz prawdziwych, naturalnych… cycków, które mógłbyś ściskać – Niall spojrzał się na niego, jego twarz przybrała martwy wyraz.

- Przestań pieprzyć.

- Dobra. Mogę zrozumieć, jeśli nie chcesz swojego własnego dobra, ale…

- Szczerze Lou. Potrzebuję pomocy.

Louis westchnął. Wiedział kiedy Niall był u kresu wytrzymałości.

- Okej, Niall. Nie martw się. Wymyślę plan jak ją odzyskać. Możesz mi zaufać. Pomogę ci.

- Naprawdę? – Niall spojrzał na niego sceptycznie.

- Tak. – Louis odpowiedział szczerze. Właściwie uwielbiał tego rodzaju rzeczy. Nie ma to jak dobry plan, by utrzymać go przytomnego w nocy. Albo naprawdę dobry seks. Potarł swoje ręce i zaczął planować. Wiele pomysłów zalało jego umysł, ale ogólna idea już mu się zarysowała.

- Powiedz mi Niall. Czy masz jakiś problem z czymkolwiek, co by mogło zawierać konfetti, bitą śmietanę albo zbliżenia seksualne…?

* * *

W poniedziałkowy poranek Louis leżał w łóżku. Obudził się niedorzecznie wcześnie i po prostu nie mógł znowu zasnąć. Nie miał nic do roboty, biorąc pod uwagę, że jego zajęcia nie zaczynały się przed jedenastą. Mieszkanie zostało już posprzątane, więc tego też nie mógł zrobić. Nie miał jeszcze nic do nauki i nie miał się czym zająć, co oznaczało, że został sam na sam ze swoimi myślami. To czasami mogło być właściwie zabawne, kiedy naprawdę odpowiadało mu własne towarzystwo (bądź co bądź był przebojowy), ale tego ranka jego myśli szalały.

Ciągle myślał o Harry’m. Minął dokładnie tydzień i dwa dni od kiedy dotknęli się ostatni raz. Louis nie mógł zapomnieć o tej nocy. Jego ciało bolało z ponownej potrzeby poczucia na sobie tych rąk. Tak bardzo potrzebował jeszcze raz posmakować tych miękkich ust i myśli, które miał każdego ranka były wysoce niestosowne, nawet w jego własnym mniemaniu. Nie mógł przestać o nim myśleć. Co on robił? O czym myślał? Czy był samotny? Te pytania zjadały go, a najgorsze z nich wszystkich wbijało się w jego mózg. Czy Harry znalazł innego kolesia do pieprzenia w ten weekend? Czy był tam kolejny Louis tańczący z radości, że przespał się z gwiazdą pop? Louis modlił się z całych sił, żeby tak nie było.

Ale w tym samym czasie, kiedy te wszystkie frustrujące myśli napływały do jego głowy, była inna część jego mózgu, która ganiła go za przejmowanie się tym. Nie szukał związku! Nie chciał mieć chłopaka! Z pewnością nie planował bycia z kimś na poważnie po raz drugi zanim nie stuknie mu co najmniej 27 lat. I nawet jeśli znowu spiknie się z Harry’m, dokąd go to doprowadzi?

Nie miał zamiaru skończyć, będąc zaplątanym w jakiś szalony romans prosto z pierwszych stron gazet. Po prostu nie.

Poza tym Louis miał jeszcze inne rzeczy do przemyślenia, jak na przykład powody dlaczego nie umawiał się z nikim od prawie dwóch lat. A co gdyby nigdy nie spotkał Harry’ego? Powinien po prostu przestać myśleć o tym wszystkim. Stawał się przez to jedną z tych nastoletnich dziewczyn, które zakochiwały się w gwiazdach rocka, lecz nawet nie mogąc ich mieć, były nimi zauroczone aż do wieku trzydziestu pięciu lat.

DLACZEGO ja w ogóle myślę o tym wszystkim? – zganił sam siebie. Tommo, nie jesteś nastolatką. Nie powinieneś myśleć w ten sposób. Zbierz się do kupy.

Próbując się rozproszyć od tych wszystkich bolesnych myśli, które prawdopodobnie zaowocują jakąś chorobą, sięgnął po telefon, leżący na stoliku nocnym. Nie miał żadnych wiadomości ani nieodebranych rozmów, co nie było zbyt zaskakujące, biorąc pod uwagę, że była piąta rano. Może twitter mu coś zaoferuje. Otworzył aplikację by przejrzeć tablicę. Nic interesującego.

The Tommo (@TheTommo)

Budzenie się o piątej rano nie jest okej, dopóki nie musisz zebrać plonów* przed wschodem słońca.

Wszystkie odpowiedzi jakie dostał były nudne. Ktoś napisał „Lol”, a jakaś dziewczyna zapytała go czy mógłby napisać o niej na DM do Harry’ego. Przewrócił oczami widząc to. Nigdy nie zamierzał tego dla nich robić. Powody dlaczego: Zdobądź swój własny cholerny follow suko– pomyślał. Louis nie był ciotą i nie było mowy, żeby dostarczał wiadomości w imieniu jakiejś napalonej dziewczyny, która chciała tylko by Harry ją przeleciał. Nie, nie było takiej możliwości. I oczywiście, Louis nie był też jednym z tych, co wykorzystują uwagę, którą praktycznie Harry podał mu na tacy, by wcisnąć jeden przycisk i wszystko zepsuć. Przeglądając swoje interakcje, nagle zamarł.

Harry Styles (@Harry_Styles) in reply to @TheTommo

@TheTommo W takim razie, myślę, że powinienem wrócić do spania…

Serce Louisa zatrzymało się. Harry napisał do niego. Publicznie. To był ten czas, by podjąć decyzję, czy wkroczyć w świat/sferę Harry’ego Styles’a czy też nie. Odpowiedzieć czy nie. ‘Odpowiedzieć’ – tak, to była jedyna możliwa opcja. Więc odpowiedział.

—Dlaczego jesteś już na nogach? Nie powinieneś spać?

Louis napisał do Harry’ego w prywatnej wiadomości.

—Praca…

—Więc nie musisz zbierać plonów?

— Niestety nie :( A dlaczego ty już nie śpisz?

—Obudziłem się wcześnie…

Przez chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Louis zaczął się zastanawiać czy Harry odpuścił sobie tę rozmowę czy po prostu nie wiedział co odpisać. Zanim miał czas by trochę więcej o tym pomyśleć, pojawiła się nowa wiadomość. Louis przełknął głośno ślinę.

—Przepraszam jeśli to jest wysoce niewłaściwe, ale biorąc pod uwagę jak się poznaliśmy… Mogę cię znowu zobaczyć?

Pozwolić dać się złapać w sidła Harry’ego czy nie…

—Tak

—W takim razie napisz do mnie na ten numer…

Louis gapił się na ekran z szeroko otwartymi oczami, gdzie czarno na białym widniał numer Harry’ego. Harry’ego Styles’a, totalnie seksownego i bardzo dobrego w łóżku nieznajomego, jednonocnej przygody i gwiazdy rocka. Jego numer był w rękach Louisa. Louis przełknął głośno, ale uśmiech zaczął formować się na jego ustach.

The Tommo (@TheTommo)

Wyrażenie „co smyra twoje kiszone ogórki”** jest teraz bardzo w użyciu. I w tym przypadku właśnie to mam na myśli.

* * *

* to have pickles to harvest - chodzi o masturbację po nocnej erekcji, dosłownie zbieranie korniszonów.

** What tickles your pickle - stwierdzenie ‘tickle (one’s) pickle’: 1. mastrubacja (tylko w przypadku facetów) 2. zaspokoić czyjegoś penisa poprzez użycie dłoni lub oralnie – czyli co łaskocze/smyra/zaspokaja twoje kiszone ogórki.

~*~*~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz