sobota, 22 lutego 2014

Louis śmiał się przez około milion lat, kiedy tego wieczoru Niall opowiedział mu o randkowej porażce.

- Przysięgam, Louis, dziś usuwasz mój profil! Zrozumiano?

Louis otarł łzy z oczu i nagle całkowicie poważnie spojrzał na Nialla.

- Jesteś pewien, że nie chcesz się spotkać z moim przyjacielem? Nie musisz zawsze przechodzić przez te niezręczne randki. Przyrzekam, że on nie jest frajerem. Albo zaproś na randkę tego kelnera. Mówiłeś, że był słodki? – Niall pokręcił głową, nieugięcie unikając spojrzenia Louisa i przeglądając książkę o tytule 1001 faktów, których jeszcze nie znasz!, którą wypożyczył tego wieczoru na pocieszenie zaraz po randce.

- Po pierwsze, on jest twoim znajomym więc wiem, że będzie dziwakiem i! – Niall uniósł palec, kiedy Louis chciał przerwać. – Odmawiam pójścia na kolejną randkę. Chyba jestem zrażony już na całe życie.

Louis parsknął z udawaną urazą, kiedy Niall wciąż go ignorował z językiem wytkniętym w kąciku ust, zdobywając nową wiedzę – odnajdując pocieszenie w nauce, nie takich bezużytecznych rzeczach jak związki czy randki.

- Niall – jęknął Louis i wskoczył na niego, przez co książka spadła na podłogę, a Niallowi zabrakło oddechu. Louis usiadł na nim okrakiem, ściskając jego policzki i zmuszając go do zrobienia twarzy podobnej rybie.

- Ysięam, ou, eśi ie szesaniesz ie ęczyć…

Louis uroczo uśmiechnął się do Nialla i jego skrzywionej twarzy, ignorując szturchanie palców chłopaka w okolicy żeber.

- Co mówiłeś, skarbie? Nie słyszę cię.

Niall wyrwał głowę z uścisku Louisa i zgromił go spojrzeniem, usiłując go z siebie zepchnąć.

- Powiedziałem: przysięgam, Lou, jeśli nie przestaniesz mnie dręczyć, zacznę recytować ci fakty aż się zamkniesz.

- Jeszcze tylko jedna randka? Do dwóch razy sztuka? Czy, chwila, mówiło się do trzech razy sztuka?

Niall wziął głęboki wdech, ostrzegawczo patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.

- Nie bądź nudny, Niall, mimo że ta randka była katastrofalna, przynajmniej dobrze się ba-

- W słowniku angielskim nie ma słowa naiwny.

- Ja… - Louis otworzył i zamknął usta, jakby był niezdecydowany, po czym zmrużył powieki.

- Nie uwierzę ci w to, za kogo ty mnie-

- Król Louis XIV posiadał czterysta trzynaście łóżek – kontynuował Niall z uśmieszkiem.

Louis zamrugał, wpatrując się w niego, po czym ułożył dłonie na klatce piersiowej przy sercu i powoli pokręcił głową.

- Mężczyzna mojego życia.

Niall uśmiechnął się, szczęśliwy, że Louis się zamknął, i zepchnął z siebie chłopaka, przez co ten upadł na podłogę z głośnym, oburzonym krzykiem. Szybko wstał z uniesionym palcem i włosami rozczochranymi na wszystkie strony.

- Sprzeciw! Żadnej przemocy fizycznej i tak, kanciarzu, zagrajmy w walkę na fakty! Osoba, która w odpowiednim czasie nie będzie w stanie przedstawić faktu powiązanego z poprzednim, musi z honorem przyznać się do porażki, to znaczy, będziesz musiał pójść na kolejną randkę.

Niall powoli uniósł brew, przyciągając nogi do klatki piersiowej i układając ramiona na kolanach.

- A jeśli to ty przegrasz?

- Ech, nie będę cię już kłopotał randkami. W ogóle. Nigdy więcej. – Louis pokazał, jak zamyka sobie usta i wyrzuca klucz, po czym jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu i upadł na dłonie i kolana, udając w ciszy, że szuka klucza na podłodze, gdzie go wyrzucił. Niall lekko go kopnął.

- W porządku, mimo że jestem niemal pewien, że gra się szybko zakończy.

Louis uśmiechnął się do niego dumny, przeszukując kieszenie i w końcu wyjmując kawałek papieru.

- Dobrze, że jestem przygotowany do tej walki. Zaczynamy, gotowy? Pokonam cię twoją własną bronią.

Niall fuknął w proteście (no i kto tu oszukuje?!), co Louis uciszył, przytykając palec do ust i zerkając w dół na kartkę.

Zawahał się, wytężając wzrok, jakby nie był w stanie rozczytać własnego pisma. Niall nawet nie byłby zaskoczony.

- Okej! Człowiek śmieje się średnio siedemnaście razy dziennie, co oznacza – zatrzymał się i znacząco zerknął na Nialla, po czym dokończył – że jesteś ponad przeciętną, co z kolei oznacza, że jesteś dziwny. Cieszę się, że mamy to już za sobą. Teraz numer dwa! – krzyknął Louis, pokazując znak pokoju. – Człowiek w ciągu całego swojego życia zjada przeciętnie trzydzieści pięć tysięcy ciasteczek, co, ponownie – Louis zatrzymał się i znacząco uniósł brwi, patrząc na Nialla, po czym ułożył dłonie wokół ust i wyszeptał – ponad przeciętną; dziwne, jednak godne podziwu.

Niall otworzył usta, żeby się sprzeciwić, ale Louis uniósł trzy palce, kręcąc mu nimi przed twarzą i opuszkami niemal dotykając jego nosa.

- Fakt numer trz-

Głośne ping! rozległo się po pomieszczeniu, a Louis zamarł, zerkając najpierw na otwartego laptopa, a potem na Nialla, który jęknął w poduszki z sofy, zakrywając twarz dłońmi.

Co się w ogóle dzieje?

Louis zgniótł kartkę i rzucił ją przez ramię, po czym praktycznie pobiegł do laptopa i wśliznął się na krzesło.

- Nowa wiadomość! – wyśpiewał i zaczął relacjonować każdą swoją czynność. – Louis Tomlinson, całkiem przystojny facet z fantastycznym poczuciem humo-

- Louis, chciałbym widzieć cię z twojego punktu widzenia, ale nie sądzę, żebym mógł wsadzić sobie głowę tak głęboko w tyłek*.

- Louis Tomlinson – kontynuował głośniej Louis, gromiąc Nialla spojrzeniem – ignoruje swojego niegrzecznego współlokatora – jedynie współlokatora, już nie przyjaciela, co jest tragedią dla wszystkich, naprawdę – i klika w nową wiadomość nadesłaną od użytkownika – zatrzymał się i przeczytał głośno nazwę – Stylish i, ach, proszę bardzo, wiadomość otwiera się przed pięknym, młodym, siedzącym tutaj przed tobą i wspomnianym wcześniej mężczyzną, i jest w niej napisane…

Czeeeeść :)

Widziałem Twój profil i zastanawiałem się, czy chciałbyś umówić się na kawę czy coś

Louis szybko przeczytał krótką wiadomość, po czym głośno zakaszlał, kilka razy odchrząknął i kontynuował burkliwym głosem – W cześć jest za dużo e jak dla mnie, i, och, wysłał ci uśmiechniętą minkę, co oznacza, że jest zabawny. Widział twój profil i zastanawiał się, czy chciałbyś umówić się na kawę czy coś. Oczywiście nie zastanawiał się aż tak bardzo, skoro nie użył pytajnika, tsk, tsk.

Louis zatrzymał się w relacjonowaniu i zerknął na Nialla, w oczekiwaniu zawieszając palce nad klawiaturą.

- Louis Tomlinson wyczekuje odpowiedzi z zapartym tchem; jak odpowie jego współlokator? Czy w ogóle odpowie? Oglądaj nas w przyszłym tygodniu, aby się dowiedzieć!

Niall fuknął z niedowierzaniem i rzucił w Louisa poduszką, której ten z łatwością się uchylił z uśmiechem tak szerokim, że Niall naprawdę sądził, że musi być bolesny.

Westchnął, niechętnie wstając i podchodząc do laptopa, następnie pochylając się nad Louisem, żeby kliknąć w opis tej osoby.

Lubię muzykę i uśmiechanie się :)))

Niall fuknął. Nie mógł się powstrzymać.

Kto ustawiłby sobie takie coś na opis? Niall nic jednak nie powiedział, w jego opisie była informacja o tym, że uwielbia fakty. Zerknął na zdjęcie profilowe, wytężając wzrok i usiłując domyślić się, co przedstawiało.

Było zamazane, coś jak okropny kąt czyjejś głowy; brązowe włosy zwijające się nad ramieniem ubranym w koszulę w kratę. Niall naprawdę miał nadzieję, że to nie jest coś z Lśnienia lub jakiegoś innego horroru, którego nie rozpoznawał.

Ponownie westchnął.

- No dobra – ustąpił i natychmiastowo pożałował tej decyzji, kiedy Louis strzelił kostkami i zaczął pisać odpowiedź.

-

- Więc, Niall, mistrz.

Niall zamrugał i oferował mały, zdezorientowany uśmiech Harry’emu, który podszedł i usiadł naprzeciw niego. Przyjechał nieco wcześnie na swoją randkę ze Stylishem i jeśli miał być szczery, był nieco zawiedziony, kiedy obsłużył go inny kelner. Miał nadzieję, że zmianę będzie miał Harry. Jego suche poczucie humoru i smukłe kończyny nieco zauroczyły Nialla.

- Tak, skąd wiesz?

Harry uśmiechnął się, oparł o krzesło i splótł palce za głową.

- Google? Lubisz fakty, prawda? Więc chciałem się dowiedzieć, co oznacza twoje imię.

Niall spojrzał na niego z zaciekawieniem, nie powstrzymując uśmiechu wkradającego się na twarz.

- Więc co w takim razie oznacza Harry?

Harry się zaśmiał.

- Kto wie, stary? Hej, używasz czasami swojej znajomości faktów, żeby kogoś poderwać?

- Uh, nie?

- Powinieneś, Niall. Tracisz możliwości. – Harry pochylił się naprzód. – Mam dobry tekst na podryw, jesteś gotowy?

Rozbawiony Niall wzruszył ramionami i uśmiechnął się szerzej, kiedy Harry wstał, przeszedł kilka kroków w tył i następnie zaczął zmierzać ku niemu, udając, że luźno spaceruje sobie po kawiarni.

Przeszedł kawałek za Nialla, utrzymując kontakt wzrokowy z uśmieszkiem na ustach.

- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam przejść jeszcze raz?

Niall zamrugał i musiał mocno przygryźć policzki, żeby powstrzymać chichot.

- To było naprawdę, naprawdę kiepskie – powiedział szczerze, kiedy zaufał, że jego głos będzie brzmiał normalnie, a Harry wydął usta, przez co w jego policzkach pojawiły się dołeczki. - Jeszcze raz – zasugerował, a Harry fuknął.

- Dobra, przejdę jeszcze raz.

Harry znów odszedł w tył, po czym udał się w kierunku Nialla z przesadnie zadumanym wyrazem twarzy i uniesionym kołnierzykiem koszuli. Zatrzymał się kilka stóp od Nialla i zerknął na niego przez ramię. - Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam przejść jeszcze raz? – Jego głos był niski i zachrypnięty i tym razem Niall nie był w stanie powstrzymać śmiechu wydobywającego się z jego ust. Śmiał się długo i głośno, łapiąc się za brzuch i nie będąc w stanie przestać na tyle, aby odetchnąć.

- Może… Może do trzech razy sztuka? – zaoferował i ponownie się zaśmiał, kiedy Harry wyrzucił ręce w górę w udawanej frustracji.

- Cholerne teksty na podryw, nigdy nie działają!

Niall otarł łzy z kącików oczu, kiedy Harry usiadł z powrotem naprzeciwko niego i chłopak w końcu dostrzegł to, co Harry miał na sobie. Nie miał ubranego uniformu jak ostatnio, ale koszulę i wąskie, czarne jeansy.

- Och, nie pracujesz dziś? To co w takim razie tutaj robisz?

Harry uśmiechnął się do niego, pochylając się naprzód i zakładając ręce na stole.

- Tak, mam dziś wolne. Jestem tu na randce.

Niall uniósł brwi w lekkim zaskoczeniu i zerknął przez ramię Harry’ego, znacząco rozglądając się po niemal pustym lokalu.

- Ach tak? I gdzie ta twoja randka?

Harry uśmiechnął się szerzej, sięgając do twarzy Nialla, żeby lekko poklepać go palcem po nosie.

- Jestem Stylish.

Niall zamrugał.

- Co?

Harry uśmiechnął się ponownie, zadowolony, że złapał Nialla. W jego policzkach pojawiły się dołeczki.

- Moja nazwa użytkownika to Stylish, na tym portalu randkowym dla gejów, Shayne. Słyszałeś kiedyś? Jestem tutaj na randce z The A-Niallatorem. Widziałeś go może?

Kiedy Niall nadal się w niego wpatrywał, Harry tylko się uśmiechnął i napełnił jego szklankę wodą.

- Hej, słyszałem ostatnio coś interesującego. Wiedziałeś, że penis płetwala błękit-

Niall rzucił mu w twarz serwetką, na co Harry zmarszczył brwi w udawanej urazie.

Niall uśmiechnął się, kręcąc głową i nie będąc w stanie uwierzyć, co się dzieje.

- Myślałem, że lubisz się uśmiechać – odpowiedział, ponownie kręcąc głową i cicho się śmiejąc.

- Ty arogancki dupku.

Harry również się uśmiechnął, ukazując wszystkie zęby.

-

Po drugiej stronie ulicy Louis i Liam usiłowali niepostrzeżenie zerknąć do kawiarni i dostrzec, co dwoje chłopaków robi w środku. Louis miał owinięty wokół głowy różowy szalik, a na oczach ciemne okulary.

Liam oparł się o krzesło z rękoma splecionymi za głową, patrząc czule na Louisa, który zerkał nad swoim obróconym do góry nogami menu, wytężając spojrzenie.

- Masz zamiar im kiedyś powiedzieć, że to wszystko zaplanowałeś?

Louis machnął na Liama ręką, po czym sięgnął do słownika znajdującego się w jego torbie; przekartkował go i przesunął palcem przez słowa na literę N.

- Niewiedza ich nie zabije – wymamrotał, a jego palec zatrzymał się na słowie naiwny wydrukowanym w słowniku. – Pieprz się, Horan! – krzyknął, wytykając palec w kierunku kawiarni. – Pieprzony kanciarz.

Tylko Zayn nie patrzył tak intensywnie przez ulicę. Nie zaskoczył go nawet nagły wybuch Louisa, w przeciwieństwie do starszych klientów siedzących w pobliżu. Jego spojrzenie było skupione całkowicie na stojącym przed nim drinku.

- Nie zobaczę się z Niallem jeszcze przez dziesięć lat, prawda? Nasza randka była zdecydowanie zbyt żenująca.

Liam zaśmiał się i pochylił się nad stołem, żeby czule uszczypnąć policzki Zayna.

- No dalej, to wszystko było na żarty.

- Dokładnie! – zgodził się Louis i oparł na swoim siedzeniu, zadowolony z siebie. Zapomniany słownik spoczywał na stole.

Był geniuszem. Wiedział, że jego dwaj głupi przyjaciele doskonale się dogadają i mimo że musiał przekupić Zayna, żeby założył konto i zaprosił Nialla na randkę, cóż, łatwo mu to przyszło.

Uśmiechnął się do siebie. I Harry, i Niall nie mieli pojęcia, że to wszystko było jego sprawką. Umówił Nialla w miejscu pracy Harry’ego i kiedy Harry wysłał mu wiadomość od słodkim Irlandczyku na tragicznej randce, ha! Louis nie musiał zmuszać Harry’ego, żeby spróbował zaprosić go na randkę przez Shayne.

Nigdy się nie dowiedzą, że Louis od początku chciał, aby się poznali.

Ponownie się do siebie uśmiechnął, mentalnie klepiąc się po plecach, podczas gdy Zayn i Liam walczyli o ostatnią pitę.

Cholera, był naprawdę dobrym przyjacielem.
*

Harry jak zwykle pogrążony był w świecie własnych rozmyślań. Zdarzało mu się to średnio trzy i pół raza na dobę – zupełne odpłynięcie i utrata kontaktu z rzeczywistością. Tak, Liam przez tydzień prowadził dokładne obserwacje, by to obliczyć. Kiedy więc jego brat wbił mu palec pod żebra, powrót był gwałtowny i bolesny.

- Eddie! – wykrzyknął chłopak. Bliźnak tylko wskazał mu, kto właśnie wchodzi do stołówki.

- Nasz przyjaciel Malik – powiedział ze znaczącym uśmiechem. Harry westchnął.

- Przestałbyś już męczyć tego dzieciaka. On na to nie zasługuje.

Edward wzruszył ramionami i odwrócił się do Nialla.

- Hej, Nialler, czy ty masz z tym problem?

Chłopak zamiast odpowiedzi głośno się roześmiał, co przyciągnęło uwagę Zayna. Mulat spojrzał na nich zza swoich grubych okularów, po czym szybko odwrócił wzrok od grupki chłopaków i skierował się do stolika, przy którym siedział jego przyjaciel, Louis Tomlinson.


- Ofiary losu – wymamrotał pod nosem Edward i wrócił do konsumowania swoich frytek. Harry tylko pokręcił głową i wyciągnął zeszyt z historii, by powtórzyć sobie poprzedni temat. Tak właściwie nie miał z tym przedmiotem problemów, ale to był jedyny sposób, by uniknąć konwersacji z bratem i resztą paczki. Nie podobało mu się zbytnio, jak chłopcy traktują innych, w tym Zayna i Louisa, ale nie miał nic do powiedzenia. Więc siedział cicho.

Chodziło o to, że ich grupa dosłownie rządziła szkołą. A oligarchia polega na tym, że jest lepsza grupa i gorsza - lepsza musi trzymać w ryzach gorszą. Ludzie nie mogli z nią zadzierać. Więc by się od tego uchronić, dawali nauczkę tym słabszym ogniwom. Żeby inni nie podskakiwali.

Harry uniósł wzrok znad zeszytu, gdy ktoś opadł ciężko na krzesło obok niego.

- Cześć, Haz – powiedziała z uśmiechem Callie, jedna z dziewczyn, trzymająca się z nimi. Jako jedyna wydawała się rozumieć wątpliwości chłopaka co do sposobu dzierżenia władzy przez grupę, ale tak samo jak on nic o tym nie mówiła. – Hej, chłopaki. Gdzie Eleanor?

- Wyszła zapalić razem z Liamem.

Callie westchnęła i biorąc kilka frytek z talerza Edwarda skierowała się na dwór, za salę gimnastyczną, a Harry wrócił do historii. Dzień jak co dzień.

***

- Czekasz na nas? – spytał Edward, jak w każdy poniedziałek, kiedy on, Niall i Liam mieli trening piłki nożnej po lekcjach.

- Jasne – przytaknął Harry. – Będę przed szkołą.

Jego brat skinął głową i razem z chłopakami odeszli w stronę sali gimnastycznej. Harry poszedł w przeciwną stronę, do swojej szafki, by odłożyć do niej zeszyty. Nie spieszyło mu się; lubił ten moment, kiedy po lekcjach szkoła się wyludnia, a korytarze stają się tak ciche, że echo kroków wydaje się być najgłośniejszą rzeczą na świecie.

Nagle, oprócz swoich kroków usłyszał inne, dobiegające zza jego pleców. Ktoś biegł. Chłopak odwrócił się, by zobaczyć, kto to – i to był błąd. Ów ktoś wpadł na niego z całym impetem, na szczęście jednak go nie przewracając. Mimo to Harry się zachwiał i zamroczyło go na chwilę. Kiedy świat przestał wirować mu przed oczami, zobaczył równie zdezorientowanego Zayna. Kiedy ten zobaczył, na kogo wpadł, spuścił wzrok.

- Przepraszam – powiedział słabo i przykucnął, by pozbierać papiery, które mu wyleciały z rąk.

- Nic się nie stało, każdemu mogło się przydarzyć – odparł Harry i również schylił się, by mu pomóc. Zayn podniósł na niego zaskoczony wzrok, ale pokręcił głową i spuścił go na podłogę.

- Ja… sam pozbieram – wyjąkał jakby był czymś zawstydzony i szybko przyciągnął do siebie kartki, ale Harry już wziął jedną do ręki. Jego usta otworzyły się, a oczy rozszerzyły, kiedy zobaczył genialny szkic węglem, przedstawiający martwą naturę. Nie mógł jednak na niego długo patrzeć; został mu wyrwany z ręki. Kiedy spojrzał w górę, Zayn już wstał i pobiegł dalej, gdziekolwiek mu się spieszyło.

Chłopak o kręconych włosach wstał powoli i spojrzał na palce nieco przybrudzone od rysunku, po czym popatrzył w kierunku w którym udał się Malik.

Ciekawe.

***

Harry wmawiał sobie, że robi to tylko dlatego, bo musi czekać godzinę na kumpli i po prostu mu się nudzi. Ale to całe wmawianie sobie nie szło mu dobrze; wiedział, że robi to z zupełnie innego powodu.

Kiedy poszedł w ślad za Zaynem, nie miał pojęcia, czego oczekiwać. Po drodze mijał tablicę ogłoszeń, więc z ciekawości na nią spojrzał. A na rozpisce zajęć dodatkowych zobaczył, że właśnie odbywają się zajęcia plastyczne. Mając nadzieję, że to tam się spieszył chłopak, skierował się do klasy pani Blake, gdzie zajęcia miały miejsce.

Drzwi były uchylone. Styles starał się, by nie było go widać i zajrzał do klasy.

Nie licząc nauczycielki, siedziały tam trzy osoby: Cher Lloyd, ekscentryczna dziewczyna, która była nazywana Luną, od Luny Lovegood z serii Harry Potter; jakiś chłopak, którego Harry nie znał i Zayn. Wszyscy mieli przed sobą sztalugi, a w dłoniach pędzle. Cher miała wysunięty język, pewnie próbując namalować jakiś szczegół, a Zayn przygryzał dolną wargę, najwidoczniej myśląc nad czymś intensywnie. Jego wzrok zaczął wędrować po całej klasie, jakby szukając natchnienia.

Zatrzymał się na szparze w drzwiach.

Harry szybko się wycofał i wyszedł na dwór. Przed szkołą usiadł na krawężniku i wziął głęboki oddech.

Jego serce nie powinno zacząć bić tak gwałtownie, kiedy złapał kontakt wzrokowy z Zaynem.

***

- Kogo wypatrujesz? – spytał następnego ranka Edward, kiedy szli przez szkolny korytarz.

- Ja? Wypatruję kogoś? – odpowiedział pytaniem jego brat i odgarnął z czoła loki. – Naszych znajomych, a kogo innego? – skłamał gładko.

Ed zacisnął wargi i spojrzał na niego badawczo. Już miał coś powiedzieć, kiedy podbiegła do nich Eleanor.

- Cześć, chłopaki!

Edward pokręcił głową i spojrzał na przyjaciółkę.

- Cześć, El – powiedział równocześnie z bratem. – Jak tam randka z Johnem? – zapytał, kiedy wznowili spacer do klasy.

- Ba-je-cznie – odparła dziewczyna, biorąc go pod ramię. Zaczęła trajkotać o tym, jak chłopak zabrał ją na kolację i jaka była ona cudowna. Harry oczywiście jej słuchał, ale przetwarzaniem słów zajmowała się mniejsza część mózgu niż ta, która w tłumie uczniów wypatrywała konkretnej twarzy.

Niestety, doszli już do klasy, a po Zaynie nie było śladu.

Wybij sobie go z głowy – rozkazał sobie w myślach. Wiedział jednak, że nie mógł. Całkowitym przypadkiem ten cichy chłopak w okularach o niesamowitym talencie zagnieździł się w jego głowie i nie chciał z niej wyjść.

Aż do przerwy obiadowej Harry go nie widział, choć starał się jak mógł. Oczywiście, nie zostało to niezauważone.

- Muszę poczynić kolejne obserwacje – powiedział Liam. Harry zmarszczył brwi.

- W sprawie mojego zamyślania się?

Liam pokiwał głową.

- Tym razem jeśli chodzi o jego długość. Bo mógłbym przysiąc, że od rana do tego momentu wciąż byłeś nieobecny. A to zdecydowanie powyżej średniej.

Harry westchnął. Nigdy nie rozumiał tej obsesji przyjaciela na punkcie statystyk, ale nigdy nie powiedział nic na ten temat. Skoro porównywanie liczb mu sprawia przyjemność, to po co mu ją odbierać.

- O, przy stoliku frajerów pełen komplet – zauważył Niall. Harry odwrócił się, by zobaczyć Zayna, Louisa i Cher siedzących razem i rozmawiających z podekscytowaniem.

- Ciekawe, o czym rozmawiają – powiedział z zamyśleniem, nawet nie wiedząc, że wymawia to na głos.

- Pewnie o jakichś frajerskich sprawach, jak… - Niall zawiesił na chwilę głos. – Hm, no nie wiem jak co, ale to frajerskie sprawy.

Edward spojrzał z politowaniem na przyjaciela.

- Elokwencja aż od ciebie emanuje, mój drogi – powiedział z sarkazmem. Blondyn wzruszył ramionami i wrócił do pałaszowania swojej kanapki, jakby słowa Stylesa go wcale nie ruszyły. Bo może tak właśnie było.

Harry żałował, że tego dnia akurat siedzi tyłem do stolika zajmowanego przez Zayna i jego przyjaciół.

***

Kiedy po lekcjach cała grupa szła do swoich szafek, zajmowali całą szerokość korytarza – i oczywiście nikt się nie skarżył. Do czasu.

- Hej, Tomlinson, patrz jak chodzisz! – zawołał Liam, kiedy zderzył się ramieniem z próbującym przecisnąć się obok niego Louisem, który szedł w przeciwnym kierunku.

- Jakbyście zrobili choć trochę miejsca, może bym mógł normalnie przejść – odparował chłopak, na co cała grupa się zatrzymała. Liam podszedł do niego bliżej.

- Coś ci się nie podoba?

- Tak, i to dużo rzeczy. No wiesz, nie wszystkie związane są z tobą i twoimi głupimi koleżkami, ale…

Louis nie mógł dokończyć zdania, bo Liam uderzył go pięścią prosto w twarz. Głowa chłopaka odbiła się od szafek, które za nim się znajdowały i gdyby nie Zayn, który się za nim pojawił i go przytrzymał, upadłby.

- Nie myśl, że możesz tak do mnie mówić, pedałku – powiedział Payne.

- Liam! – syknął do niego Harry. – Posuwasz się za daleko. Chodźmy już.

- Haroldzie, czyżbyś miał jakiś romans z Panem Obciągaczem, o którym nam nie powiedziałeś? – zapytał Edward, unosząc brwi. Jego wypowiedź zabrzmiała zabawnie, więc wszyscy się roześmiali, ale Harry znał swojego bliźniaka lepiej. Pod tym lekkim tonem czaiło się ostrzeżenie.

- Po prostu już chodźmy – mruknął chłopak, spuszczając wzrok. Wiedział, że jego brat go terroryzuje. Ale nie mógł go powstrzymać.

- Liam, nie marnujmy czasu na Obciągacza i Kujonkaa. Chłopaki, idziemy – zarządził Edward i wszyscy czterej skierowali się ku wyjściu ze szkoły. Harry jako jedyny odwrócił się, by spojrzeć na Louisa. Chłopak wciąż trzymał się za lewą stronę twarzy, a przy nim stali Zayn i Cher, coś do niego mówiąc.

Chłopak odwrócił się z powrotem żałując, że nie może przeprosić za zachowanie przyjaciela.

***

Gdy Harry obudził się o piątej rano, tylko by pobiec do łazienki, żeby zwymiotować, myślał, że to po prostu przypadek. Jednak kiedy podnosząc się, zakręciło mu się w głowie, a żołądek ścisnął, stwierdził, że to chyba nie wróży najlepiej.

Godzinę później jego mama znalazła go siedzącego na ziemi w łazience, niemal przytulonego do muszli klozetowej. Kobieta zmierzyła mu temperaturę i przyniosła szklankę wody.

- Grypa żołądkowa – zawyrokowała. – Zostajesz w domu.

Chłopak pokiwał głową. Miał nadzieję, że jego cierpienia nie będą trwały zbyt długo.

***

Okazało się, że była to typowa grypa dwudziestoczterogodzinna, więc dopiero nad ranem następnego dnia mógł spokojnie zasnąć – oznaczało to, że opuszczał kolejny dzień. I znalazł w tym plusy.

Jego brat nigdy nie robi notatek. Liam chodzi z nim tylko na dwa przedmioty. Nialla nie da się odczytać. Callie nie umie robić notatek, a Eleanor nikomu swoich nie pożycza. Oznaczało to, że musi się zwrócić do kogoś innego, by sobie odpisać wszystko.

I tą osobą będzie Zayn.

Mając wiele czasu na rozmyślania, dalej nie doszedł do tego, czemu nagle ten chłopak zaczął go fascynować. Ale szczerze mówiąc, nie miał nic przeciwko – póki tylko jego brat i przyjaciele nie wiedzą.

Chodzi o to, że Harry nie powiedział nikomu poza swoją rodziną, że jest gejem. Poza tym wydawało się, że Ed nie przyjął tego do wiadomości. Po prostu. A gdyby się okazało, że podoba mu się jeden z frajerów… No cóż.

Ale o tym też Harry już kiedyś myślał. Gdyby nie jego brat, pewnie trzymałby się właśnie z nimi, z frajerami. Nie miał tych samych zainteresowań co jego przyjaciele, nie był typem bad boya. Lubił muzykę indie i spokój. Ale Edward był jego bratam. A bracia trzymają się razem, prawda?

***

- Ja, um, muszę coś załatwić – powiedział Harry kiedy tylko weszli z Edem do szkoły i pognał do klasy. Wiedział, że już tam będzie Cher, która miała z nimi matematykę. Zawsze przychodziła dużo wcześniej i siedziała w klasie.

Nie mylił się – była tam, grając na starym gameboyu w Pokemony.

- Cześć, Cher – powiedział. Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem w oczach.

- Harry? – spytała. Chłopak pokiwał głową. – Taa, musiałam się upewnić. Ale… - Rozejrzała się na boki. W klasie nie było nikogo innego. – Coś ode mnie chcesz? Bo wiesz, zwykle nas gnoicie no i wiesz…

- Wybacz – powiedział. – Ale chłopaki chyba mają to we krwi. Mogłabyś mi powiedzieć, jaką Zayn ma teraz lekcję?

Dziewczyna zmarszczyła brwi.

- Harry Styles najpierw przeprasza, a potem mnie pyta o Zayna. Co się stało? - Chłopak wywrócił oczami. – Dobra, dobra. Literaturę z Wardem. – Harry skierował się do drzwi, ale Cher miała jeszcze coś do dodania. - Ale nie pobij go ani nic, okej?

Stojąc w drzwiach odwrócił się.

- Nie jestem moim bratem – powiedział jedynie i odszedł. Spojrzał na zegarek – zostało mu pięć minut, żeby pójść na drugie piętro, przekonać Zayna by pożyczył mu notatki i wrócić z powrotem. Bułka z masłem.

Zdyszany wbiegł do klasy, w której zastał już kilka osób, między innymi tą, której szukał.

- Hej, Zayn – powiedział, wciąż łapiąc oddech. Mulat spojrzał na niego prze grube szkła okularów, kiedy ten zatrzymał się przed jego ławką. Nic nie powiedział, tylko patrzył. – Um… Nie było mnie ostatnie dwa dni w szkole no i… Tak się zastanawiałem, czy byś mi nie pożyczył może notatek? Znaczy się, fajnie by było, gdybyś mi je pożyczył. Znaczy się… - Wziął głęboki oddech. – Pożyczyłbyś mi notatki z ostatnich dwóch dni?

Zayn zamrugał kilkakrotnie.

- Ja… No jasne – powiedział. – Po lekcjach?

- Świetnie, dzięki wielkie. Jesteś super. Znaczy… No, to się spotkamy po lekcjach przed szkołą – powiedział i wybiegł z klasy, żeby zdążyć na swoją lekcję. W sumie mógłby spokojnie pójść, ale był zbyt zażenowany, musiał stamtąd uciec.

Na matematykę dotarł kilka sekund przed dzwonkiem. Jego brat posłał mu zdziwione spojrzenie, ale nic nie powiedział. Chłopak usiadł na swoim miejscu i starał się uspokoić oddech i serce.

Okazało się, że dwa dni nieobecności na matematyce to najgorsze, co się może przydarzyć. Akurat zaczęli jakieś nowe tematy i Harry nie miał pojęcia, o co chodzi. Edowi oczywiście to zwisało, pod ławką pisał do kogoś smsy, więc nie mógł na niego liczyć.

I wtedy, kiedy rozpaczliwie przepisywał z tablicy rzeczy, których kompletnie nie rozumiał, wpadł mu do głowy genialny pomysł.

***

- Na przerwie obiadowej zeskanowałem moje notatki, żebyś sobie je mógł wziąć i nie musiał przepisywać – powiedział Zayn, wręczając mu plik kartek. – Trochę tego jest.

Harry pokiwał głową.

- Zayn, jesteś na zaawansowanej matematyce, prawda? – spytał Harry, a chłopak skinął głową. – Jak mnie nie było, zaczęliśmy jakieś nowe tematy i nic nie rozumiem… Mógłbyś mi z tym pomóc?

Zayn przygryzł wargę, widocznie się zastanawiając.

- Proszę? – Harry spróbował zrobić oczy Kota ze Shreka.

- Okej – zgodził się po chwili mulat. – U mnie czy u ciebie?

Zielonooki zacisnął wargi.

- Lepiej, żebyś nie przychodził do mnie.

Zayn pokiwał głową, znów przygryzając wargę. Harry nie mógł oderwać wzroku.

- Tak, faktycznie – przyznał i podał swój adres. Kiedy ustalili termin i godzinę, między chłopakami zapadła cisza. Wychodzący ze szkoły ludzie mijali ich z zaskoczonymi spojrzeniami.

- Jak Louis? – spytał Harry, nie wiedząc co powiedzieć. Widział go dziś raz, miał straszną śliwę pod okiem.

- Już w porządku.

- Przekaż mu, że przepraszam.

Zayn zmarszczył brwi.

- To nie ty go uderzyłeś.

- Ale nie powstrzymałem Liama – odparł ze wzruszeniem ramion. – Do zobaczenia – powiedział i poszedł w stronę swojego samochodu, gdzie czekał na niego brat.

- Gdzieś ty był? – spytał Ed, wsiadając do czarnego pick-upa.

- Musiałem sobie załatwić notatki – powiedział drugi bliźniak, zapinając pas. – Nic wielkiego.

- Okej – odparł Edward zapalając silnik. Może już o to nie pytał, ale Harry wiedział, że jego brat jest bardzo podejrzliwy.

***

Następny dzień był błogosławieństwem dla każdego ucznia – była to sobota; dzień, w którym można się wreszcie wyspać. Kiedy można spotkać się ze znajomymi, zamiast uczyć.

- Jak to nie idziesz z nami na piwo? – spytał z niedowierzaniem Edward. – Co jest ważniejszego?

Harry westchnął.

- Kolega będzie mi pomagał z nowymi tematami z matematyki.

- Jaki kolega?

Po krótkim wahaniu, chłopak zdecydował się powiedzieć bratu prawdę.

- Zayn Malik.

- Chyba żartujesz – powiedział, kręcąc głową starszy z bliźniaków. - Powiedz, że to jest to twoje dziwne poczucie humoru.

Harry wzruszył ramionami.

- Nie wiem, co wy macie do tego dzieciaka. Nie wydaje się zły.

- Co my do niego mamy? – zapytał Ed, a jego twarz przybrała srogi wyraz. – Co my do niego mamy? – powtórzył. – Haz, trzymasz się z nami od zawsze. Wiesz, że to my jesteśmy na szczycie szkolnego łańcucha pokarmowego, a oni na samiutkim dole. Jesteśmy drapieżnikami. Oni ofiarami. Tak po prostu jest, tego nie zmienisz.

- Tylko że ja też chyba się stałem ofiarą.

- Co ty pierdolisz?

- Nie widzisz tego? – teraz to Harry się uniósł. – Ty i chłopaki zmuszacie mnie do bycia takim jak wy. Aroganckim dupkiem z rozdmuchanym ego. A przecież wiesz, że taki nie jestem. Wiesz, że jestem taki jak te twoje ofiary, i to właśnie dlatego chcesz mnie zmienić. – Ed spojrzał na palec brata wycelowany w swoją klatkę piersiową. – Nie chcesz myśleć, że jestem gejem, jak Pan Obciągacz Tomlinson. Nie chcesz myśleć, że dobrze się uczę, jak Kujonek Malik. Chcesz, bym był twoim klonem. Wybacz, braciszku, ale nigdy nim nie będę.

Edward nie mógł wydusić z siebie słowa.

- Już możesz zacząć wymyślać dla mnie przezwisko, bo nie licz na to, że nadal będę częścią twojej „elitarnej” grupy – powiedział Harry, po czym wziął swoją torbę i wyszedł z pokoju. Po drodze zdjął z wieszaka w korytarzu swoją skórzaną kurtkę i zatrzasnął za sobą drzwi, kiedy opuścił dom.

Był umówiony z Zaynem na czwartą, a była dopiero druga. Nie miał jednak co ze sobą zrobić, więc stwierdził, że pójdzie do niego. Zdecydował się iść pieszo; powinno mu to zająć jakieś czterdzieści minut. Miał nadzieję, że chłopak nie będzie miał nic przeciwko.

Harry westchnął. Nie miał zamiaru wygarniać tego wszystkiego swojemu bratu, ale to siedziało w nim już zdecydowanie zbyt długo. Czuł ulgę.

Kiedy dotarł do domu Zayna, zastanawiał się, czy nie poczekać może chwilę; ale ktoś go musiał zobaczyć, bo firanka w kuchni się poruszyła. Musiał więc zebrać się na odwagę i zadzwonić do drzwi.

Otworzyła mu kobieta, która musiała być mamą Zayna. Chłopak zauważył wiele cech, które odziedziczył po niej syn.

- Dzień dobry, czy jest Zayn?

- Tak, jest – powiedziała zaskoczona i oddaliła się na chwilę, by zawołać syna. – Zaraz powinien zejść – poinformowała go z miłym uśmiechem i odeszła, zostawiając go w progu. Pewnie dlatego, by to Zayn mógł zdecydować, czy go wpuścić, czy nie. Mądre posunięcie.

Po chwili dało się słyszeć hałas stóp i Harry zobaczył chłopaka zbiegającego po schodach. Kiedy ten podniósł wzrok na gościa, jego usta otwarły się nieco w zaskoczeniu. Nie mógł być jednak bardziej zaskoczony niż Harry.

Styles nigdy nie widział Zayna w takim stroju. Zawsze nosił białe koszulki i bejsbolówkę z logo szkoły, czy to był upał czy nie. Teraz miał na sobie koszulkę bez rękawów, z dość dużym dekoltem odsłaniającym tatuaż na obojczyku; jakieś słowo po arabsku. Na lewym ramieniu zauważył symbol ying-yang. No i przede wszystkim – jego włosy były w nieładzie, a na nosie nie było okularów.

- Byliśmy umówieni na później – powiedział mulat.

- Wiem.

Chłopak wskazał Harry’emu, by wszedł, po czym bez słowa zaprowadził go do swojego pokoju. Styles rozejrzał się po nim. Był idealnym przykładem minimalizmu: białe ściany, czarne meble, idealny porządek. No, może byłby idealny, gdyby nie popatrzeć na biurko, na którym rozłożone były dziesiątki kartek z rysunkami. W rogu stała sztaluga z rozpoczętym obrazem. Musiała to być abstrakcja, bo Harry nie miał pojęcia, co to może przedstawiać.

- Siadaj. – Zayn wskazał na swoje łóżko, po czym sam usiadł obok chłopaka. – Więc… Co cię sprowadza tak wcześnie?

- Pokłóciłem się z Edem – powiedział, krzywiąc się.

- Och.

Przez chwilę siedzieli w ciszy, póki znów Harry nie zdecydował się wyrzucić z siebie wszystkich uczuć.

- Przepraszam, że byłem takim dupkiem. Nigdy nie powiedziałem nic chłopakom, nie postawiłem im się. Chociaż wiedziałem, że to jest złe, to co robią. Co wam robili. Ale myślałem, że muszę być z nimi solidarny, więc razem z nimi was gnębiłem i poniżałem i… - Zająknął się i spojrzał na swoje drżące dłonie. – Tak mi przykro Zayn.

- W porządku – powiedział chłopak. – Rozumiem. Byłeś pod presją grupy.

- To mnie nie usprawiedliwia. – Harry przesunął wzrok ze swoich dłoni na dłonie Zayna – i zamarł.

- Co… - zaczął, po czym wyciągnął rękę, by dotknąć trzech równoległych blizn na nadgarstku chłopaka. Ten wyrwał rękę i schował ją za plecami.

- To nic.

- Czy to nic było przeze mnie i chłopaków? – spytał Harry, parząc na Zayna. Chłopak pokręcił głową, ale Harry wiedział, że miał rację. – Cholera. Świetnie, po prostu fantastycznie. Jak ja mogłem… Jak mogłem na to pozwolić? Czemu o tym nie pomyślałem? Dlaczego byłem tak ślepo zapatrzony w Eda? Gdybym zareagował może… może byś nie…

- Harry. – Zayn położył mu dłoń na ramieniu. – Nie chcę cię rozczarowywać, ale prawdopodobnie by cię nie posłuchali.

- A skąd wiesz? Mogłem… Wtedy Louis by nie został pobity… A ty… Nie miałbyś… Gdybym tylko im się sprzeciwił, gdybym im coś powiedział, może wtedy…

Nagle poczuł na swoich ustach ciepłe usta Zayna; zamilkł w szoku. Było to tylko krótkie muśnięcie – od razu pożałował, że nic więcej.

- Przepraszam – wymamrotał Zayn, widząc zaskoczenie na twarzy Harry’ego. – Musiałem cię jakoś uciszyć, bo zacząłeś pieprzyć od rzeczy – wyjaśnił zakłopotany. - Zapomnij, przejdźmy do matematyki.

- Nie, to… - Harry zamilkł na chwilę, by pozbierać słowa. Musiał powiedzieć coś, co nie odstraszy od niego chłopaka. – To było…

- Żałosne. Jeśli twój brat się o tym dowie, zostanę Obciągaczem Numer Dwa, więc proszę, nie wspominaj mu o tym. Możemy się zająć tą matematyką?

- Chciałem powiedzieć, że to było miłe. – Zayn gwałtownie odwrócił się do niego, by na niego spojrzeć. W jego oczach malowało się niedowierzanie. Harry się zarumienił i spuścił wzrok. – A jeśli chodzi o ambitne przezwiska mojego brata… No, to już jest nas trzech.

Zayn otworzył oczy jeszcze szerzej. Harry tylko wzruszył ramionami.

- Zdarza się.

- Och.

Po raz kolejny zapadła cisza, która trwała dłużej niż te poprzednie. Tym razem to Zayn ją przerwał.

- Biorąc pod uwagę to, czego się tu od ciebie dowiedziałem… Mam u ciebie jakieś szanse?

Harry popatrzył na jego pełną wahania twarz i szczerze się uśmiechnął.

- Tak, myślę, że masz.

***

- Jak było na twoich korkach? – spytała Anne, kiedy razem z Harrym usiedli do kolacji. Edward jeszcze nie wrócił; Harry bardzo się z tego cieszył. Nie był jeszcze gotowy na konfrontację z bratem.

- Zayn naprawdę świetnie tłumaczy – odpowiedział. – A wiesz, jak świetnie rysuje? No i ogólnie, cały jest świetny.

Kobieta spojrzała rozbawiona na syna.

- Wygląda, jakbyś go bardzo polubił.

- No… - westchnął. Wiedział, że może to powiedzieć mamie; zawsze miał z nią świetny kontakt. – Bardzo. Nie wiem dlaczego Ed i chłopaki go tak prześladują.

Rozbawienie zniknęło z twarzy Anne.

- Co robią?

Harry za późno zorientował się, że powiedział kilka słów za dużo.

- Mamo, nie… To nic. Naprawdę. Po prostu… - nie zdołał dokończyć, bo mama mu przerwała.

- Harry, czy ty mi właśnie powiedziałeś, że twój brat i wasi przyjaciele prześladują jakiegoś dzieciaka w szkole?

- Ja… Tak, chyba właśnie to powiedziałem. Ale to nic, naprawdę…

- Prześladowanie to nie jest nic – powiedziała twardo kobieta. – Kiedy Eddie wróci do domu, porozmawiam sobie z nim.

- Nie! – wykrzyknął Harry. – Nie, sam to zrobię. Dobrze? – spytał. Wiedział, że tego i tak nie zrobi. Już powiedział mu, co o nim myśli; niech choć raz Ed sam wyciągnie wnioski.

Kobieta pokiwała z westchnieniem głową.

- Dobrze, Haz. Miejmy nadzieję, że przemówisz bratu do rozsądku.

- Mhm… - przytaknął. – A wracając do milszych rzeczy… - zaczął.

- Tak?

- Jestem umówiony z Zaynem na jutro. Nie w sprawach matematyki.

Twarz Anne rozświetlił uśmiech, a Harry odpowiedział jej tym samym. Tak, to zdecydowanie była miła rzecz.

***

Niedzielne popołudnie Harry i Zayn spędzili w parku. To był jeden z tych słonecznych, wiosennych dni, które wydają się być ciepłe, ale nie są. Mimo chłodnego wiatru postanowili jednak zostać na dworze; w budce z fast foodem kupili sobie hamburgery, a potem w pobliskiej kawiarence kupili gorącą czekoladę na wynos, w papierowych kubkach niczym ze Starbucksa.

Harry nigdy nie przypuszczał, że ten cichy chłopak, uciekający wzrokiem ilekroć ktoś na niego popatrzył, może być tak otwarty, jeśli kogoś zna. Nie miał pojęcia, że ma tak uroczy akcent, oraz że kiedy chodzi o sztukę, jego usta się nie zamykają.

Chłopak czuł, że z każdą chwilą coraz bardziej zakochuje się w tym chłopaku. I uśmiechał się na tę myśl.

***

W poniedziałek rano w samochodzie braci Styles napięcie było większe, niż na meczu Borussii Dortmund i Bayernu Monachium. Jeśli by się przyjrzeć, można by dostrzec iskry przeskakujące między chłopakami.

- Czekasz na nas? – spytał Ed, nie patrząc na brata.

- Jak zwykle – odparł Harry, również nie spoglądając na bliźniaka. Po chwili wjechali na szkolny parking i mogli się rozdzielić, na co obaj czekali odkąd tylko wsiedli do samochodu.

- Harry! – zawołał ktoś. Chłopak się odwrócił i zobaczył, jak podbiega do niego Louis. Pod jego okiem można było zobaczyć już tylko cień śliwy. – Trafiłem, prawda? Nie jesteś Edwardem?

Chłopak pokręcił głową.

- No, to dobrze. Bo, hm, chciałem ci powiedzieć, że Zayn mi przekazał, że pytałeś o mnie i że przepraszasz… No i powiedział mi, że się pokłóciłeś z bratem. Więc wiesz… jesteś mile widziany w naszym gronie, jeśli nie masz się gdzie podziać.

Harry uśmiechnął się delikatnie do chłopaka.

- Dzięki. To dla mnie dużo znaczy.

***

Cały rocznik jak nie cała szkoła, wiedział, że coś się stało. A kiedy nadszedł czas na przerwę obiadową i jeden z bliźniaków Styles usiadł z kozłami ofiarnymi ich paczki… Każdy mógł powiedzieć, że ma mózg na ścianie.

Harry miał w nosie plotki i ludzi. Wreszcie mógł być z ludźmi, którzy byli jak on, którzy nie chcieli popularności i nie przejmowali się innymi. Bardzo polubił Cher i Louisa, ze wzajemnością.

Po ostatniej lekcji Harry udał się od razu do klasy pani Blake. Tym razem zastał tam tylko Zayna i Cher. Nauczycielki jeszcze nie było, więc wszedł tam.

- Hej – przywitał się.

- Co tu robisz, Henryku? – zapytała Cher. Nawet kiedy jej wytłumaczył, że Harry nie jest zdrobnieniem ani od Henry’ego, ani od Harolda, ona wiedziała swoje. Chłopak wzruszył ramionami.

- Muszę czekać na brata, który ma trening teraz.

- Jak chcesz, możesz zostać i popatrzyć, jak tworzymy nasze arcydzieła – powiedziała dziewczyna z uśmiechem. Nie mógł go nie odwzajemnić.

- Jasne, jeśli nie będzie wam to przeszkadzało.

- Szczerze mówiąc – usłyszał kobiecy głos zza siebie i odwrócił się – to nawet dobrze się składa – powiedziała nauczycielka, pani Blake. – Harry czy Edward?

- Harry.

- W porządku. Dziś chciałam, byśmy poćwiczyli portrety, więc ty idealnie nadasz się na modela.

Chłopak otworzył szeroko oczy.

- Modelem? Ja? Ale…

- Musisz siedzieć w jednym miejscu, a Cher i Zayn cię będą rysować. To chyba nie jest zbyt trudne, prawda?

Harry przygryzł wargę. Nie czuł się dobrze w takich rzeczach. Ed uwielbiał pozować do zdjęć, kręcić filmiki, być w centrum uwagi. On nie.

- No proooszę – powiedział Zayn. To przeważyło szalę.

- Okej. Ale jak któreś z was mi namaluje za duży nos albo proste włosy, zamorduję na miejscu i poprawię to jego krwią.

***

Edward stał przy ich pick-upie i podrzucał kluczyki. Czekał na swojego brata pięć minut dłużej niż zwykle. Jeszcze pięć i odjeżdża bez niego.

W tym momencie właśnie zobaczył, jak ze szkoły wychodził Harry ze swoimi nowymi znajomymi – Zaynem i Cher. Ed westchnął ciężko. Musi to przyznać, jego brat pasuje do tego towarzystwa. Ale to towarzystwo jest najsłabszym ogniwem. To towarzystwo ma w sobie te cechy, których on najbardziej nienawidzi.

I co on teraz ma zrobić?

Obserwował, jak Harry żegna się z nowymi przyjaciółmi i całuje Zayna w policzek. Przymknął oczy; nie chciał na to patrzeć, ale jednocześnie czuł się winny, że nie chce. Przecież to jego brat.

- Zaczekałeś – zauważył Harry.

- Zaczekałem.

Bez słowa wsiedli do samochodu. Przez całą drogę do domu Ed chciał coś powiedzieć, ale nie miał pojęcia, co to mogłoby być; siedział więc cicho, skupiając się na drodze przed oczami. Kiedy wreszcie wymyślił, co może powiedzieć bratu, dojechali do domu, a Harry pognał do swojego pokoju. Edward pokręcił głową. To może zaczekać.

***

Wydawało się, że po tygodniu wszyscy przywykli do nowego porządku rzeczy i nie dziwili się, widząc bliźniaków osobno. Odkąd Harry zaczął się trzymać z „frajerami”, grupa Eda też ich nie męczyła za bardzo. Zaczynało być całkiem w porządku.

- Cher, jak mogłaś nie widzieć The Avengers? – zapytał z niedowierzaniem Louis. Dziewczyna wzruszyła ramionami. – Musisz to zobaczyć!

Harry przełknął kęs kanapki, który właśnie przeżuwał.

- Mam na dvd. Możecie do mnie jutro wpaść i sobie zobaczymy – zaproponował.

- A co z twoim bratem? – spytała Cher, unosząc brwi.

- Pewnie jak zwykle pójdą z Niallem i Liamem do parku na piwo, więc nie macie się czego obawiać.

Dziewczyna pokiwała głową.

- Okej. Ty kupujesz popcorn, ty – zwróciła się do Louisa – kupisz napoje, tylko proszę…

- Tak, wiem, mrożona herbata truskawkowa – dokończył chłopak. Harry zmarszczył brwi.

- To jest taka?

Cher poklepała go po ramieniu.

- Musimy cię jeszcze doedukować, Henryku.

- Na temat czego? – spytał Zayn, który właśnie dołączył do nich w stołówce.

- Harry zaprosił nas do siebie, żebyśmy pooglądali The Avengers i okazało się że nie zna tego dobrodziejstwa, jakim jest truskawkowa herbata – wyjaśnił Louis.

- Ja też jestem zaproszony?

Harry posłał uśmiech chłopakowi.

- Oczywiście.

Zayn odwzajemnił uśmiech, a Cher i Louis wywrócili oczami.

***

Cała czwórka siedziała wpatrzona w ekran. Chłopcy byli ściśnięci na kanapie, a Cher siedziała na podłodze, opierając się o ich nogi. Dziewczyna przywłaszczyła sobie całą misę popcornu, nie częstując ich, oraz jedną butelkę herbat mrożonej. Na całe szczęście Louis kupił jej więcej, więc przynajmniej mieli co pić.

- Zjadłbym sobie coś – powiedział Tomlinson znacząco, patrząc na Cher. Dziewczyna nie zareagowała, tak była zapatrzona w film.

- Chyba powinienem mieć jakieś chipsy w kuchni – powiedział Harry, a chłopak od razu wstał. – Od wejścia druga szafka po prawej, miski też gdzieś znajdziesz.

Louis skinął głową i przeszedł do kuchni. Faktycznie znalazł tam chipsy, za co był bardzo wdzięczny. Harry musi się nauczyć, że z towarzystwie Cher dwie paczki popcornu to za mało.

Kiedy przeszukiwał szafki, chcąc znaleźć miskę, usłyszał, jak drzwi się otwierają, a potem do domu weszło trzech głośno rozmawiających chłopaków. Louis zatrzymał się w pół ruchu i spojrzał na drzwi kuchni, przez które właśnie wszedł Edward, Niall i Liam. Oni też zamarli.

- Ed – zaczął Niall. – Czy ja dobrze widzę i Obciągacz Tomlinson stoi właśnie w twojej kuchni, czy po prostu za dużo wypiłem?

- Ja dziś nie piłem a też go widzę – powiedział Liam.

Edward bez słowa poszedł do salonu, a jego przyjaciele za nim. Zastali tam Harry’ego i Zayna siedzących wygodnie obok siebie na kanapie i Cher na ziemi.

- A teraz widzę Kujonka Malika i Lunę Lloyd. Eddie, powiedz mi, że to jakiś pieprzony sen – poprosił Liam.

Na widok chłopaków Zayn znów schował się niczym żółw do skorupy. Harry ścisnął jego dłoń, by dodać mu otuchy. Przy okazji kopnął delikatnie Cher, by oderwała wzrok od ekranu telewizora i zainteresowała się tym, co dzieje się wokół niej.

- No nie pierdol – powiedział Niall. – Harry, czy przebywanie z Obciągaczem Tomlinsonem tak ci już padło na mózg, że sam postanowiłeś zostać pe…

- Dość! – przerwał mu Edward, odwracając się, by stanąć naprzeciw przyjaciela. – Nie będziesz obrażał mojego brata. Ani jego chłopaka, ani jego przyjaciół. I to samo tyczy się ciebie – wskazał Liama.

- Ed…

- Wychodzimy – powiedział chłopak. – Już.

Niall i Liam zostali niemal wypchnięci przez niego na dwór. Odwrócił się jeszcze, by posłać im ostatnie spojrzenie, po czym wyszedł. Z zewnątrz zaczęły dochodzić podniesione głosy chłopaków.

- Czy ja właśnie byłem świadkiem tego, czego byłem świadkiem? – spytał stojący w korytarzu Louis.

- Czy twój brat mnie właśnie nazwał twoim chłopakiem? – zapytał Zayn Harry’ego.

Styles spojrzał na ich wciąż złączone dłonie.

- Chyba wiem dlaczego.

- Taa.

- Nie masz raczej nic przeciwko?

- Nie, spoko.

- Okej.

Po chwili ciszy chłopcy spojrzeli na siebie i nagle wybuchli głośnym śmiechem, do którego dołączył Louis i po chwili, kiedy zrozumiała sytuację, również Cher.

Nadal nieco niedowierzając grupka wróciła do oglądania filmu, a Harry zanotował sobie w głowie, że będzie musiał porozmawiać ze swoim bratem.

***

Już jakiś czas po wyjściu Louisa, Zayna i Cher oraz powrocie z pracy mamy, w domu pojawił się Edward. Od razu skierował się do pokoju brata i zapukał delikatnie, po czym nacisnął klamkę.

Zastał Harry’ego przy komputerze.

- Hej – powiedział.

- O. To ty.

Ed pokiwał głową. Harry zamknął laptopa i wstał sprzed biurka.

- Chciałem z tobą pogadać – powiedział młodszy bliźniak. – Po prostu żeby powiedzieć… dzięki.

- No wiesz, jesteś moim bratem… Moi przyjaciele nie mogą cię obrażać. Ani nikogo z twoich przyjaciół. No i… - westchnął głęboko. – Przepraszam. Naprawdę i szczerze przepraszam. Że z ciebie też zrobiłem swoją ofiarę. I za całą resztę też.

Przez chwilę Harry tylko się na niego gapił, a potem zamknął w mocnym uścisku, który Edward odwzajemnił.

- Dziękuję.

Na ustach Edwarda pojawił się delikatny uśmiech.

- Między nami wszystko w porządku?

- W jak najlepszym.

***

- Mam wrażenie, że chyba o czymś nie wiedziałyśmy – powiedziała Callie do Eleanor, obserwując uśmiechniętego Harry’ego, wchodzącego do stołówki trzymając Zayna za rękę.

- To chyba nie jest wrażenie.

***

Cher odchrząknęła i chłopcy przerwali rozmowę, by spojrzeć na nią.

- Nie mam pojęcia dlaczego, ale w naszym kierunku idą Niall i Liam. Tak tylko chciałam wam zakomunikować.

Chłopcy odwrócili się akurat w momencie, kiedy ci podeszli do ich stolika.

- Chcieliśmy was przeprosić - powiedział Liam, wcale nie brzmiąc szczerze.

- I obiecać, że zostawimy was w spokoju – dodał Niall z rękami założonymi na piersi, po czym skinął głową do przyjaciela i odeszli. Harry spojrzał na swojego brata siedzącego kilka stolików dalej – Edward to zauważył i z uśmiechem uniósł kciuk w górę. Harry pokręcił głową i skierował wzrok na swoich przyjaciół.

- No proszę, ktoś tu się pogodził z bratem – zauważyła Cher.

- Taak, ale nie przypuszczałem, że każe chłopakom was przeprosić – odparł Styles.

- To miłe z jego strony – stwierdził Zayn. – Nawet jeśli oni nie wyglądali, jakby bardzo im się to uśmiechało.

- Przeprosiny czy nie, obiecali że nas zostawią w spokoju. To chyba dobrze, nie?

Cała reszta pokiwała głowami.

Zayn spojrzał na zegarek i skrzywił się.

- Muszę iść do Warda, chce mi dać jakieś dodatkowe lektury. Zobaczymy się później, co nie? – zapytał, wstając i biorąc swoje rzeczy. Zanim odszedł, pocałował jeszcze Harry’ego w policzek.

- Rzygam tęczą – mruknął pod nosem Louis.

- Po prostu im zazdrościsz, Lewis – powiedziała Cher.

- Po prostu im zazdrościsz, Lewis – zaczął ją przedrzeźniać chłopak.

Harry się uśmiechnął – cieszył się, że mógł nazwać tych ludzi swoimi przyjaciółmi, cieszył się, że mimo żartów akceptują i wspierają jego związek. Cieszył się, że już nikt nie będzie ich gnębił za to, jacy są.

A to wszystko dzięki temu chłopakowi w okularach, który przypadkiem na niego wpadł.

Chłopakowi, który jest teraz jego chłopakiem.

celebrity crush

* - Siemanko, Crazy Mofos! – Niall wyszczerzył się na ekranie komputera. – Z tej strony wasz ulubiony irlandzki vlogger, Nialler! – powiedział z entuzjazmem jak zwykle. – Ostatnio poprosiłem was na twitterze o pytania, na które odpowiem w dzisiejszym filmiku. Jedziemy z tym koksem!

Na ekranie zaczęły pojawiać się pytania, a blondyn na nie odpowiadał. Pojawiło się kilka przeciętnych („Farbujesz włosy?”, „Jaki jest twój ulubiony serial?” i tym podobne), ale większość nie miała nic wspólnego z przeciętnością czy normalnością.

- Gdybyś miał do wyboru lizać czyjeś pachy, czy kąpać się w morzu majonezu, co byś wybrał? – przeczytał i spojrzał do kamery marszcząc brwi. – Chyba wolałbym lizać czyjeś pachy. Majonez jest okropny – zaakcentował ostatnie słowo i udał, że wymiotuje.

- Powiedz swoje przywitanie z rosyjskim akcentem! – przeczytał kolejnego tweeta. Wzruszył ramionami i wykonał zadanie.

- Łał, to było wyczerpujące – powiedział na koniec, po przebiegnięciu pięć razy swojego pokoju w kółko. – To już niestety koniec na dziś. Jeśli wam się podobało, dajcie łapki w górę, następny filmik za równe siedem dni. Trzymajcie się, Crazy Mofos!

Na ekranie pojawił się ekran końcowy, z przyciskiem do subskrypcji i kawałkiem zeszłotygodniowego filmiku.

- Uff – westchnął Niall z ulgą po przejrzeniu swojego nowego filmiku. Udało mu się go jakoś zmontować – a nienawidził tego robić. Po prostu nie miał cierpliwości. Z uśmiechem zaczął przesyłać filmik na swój kanał – o jakże wiele mówiącej nazwie ChefNialler – i poinformował o tym na twitterze.


Nagle do drzwi pokoju Nialla rozległo się delikatne pukanie, a po chwili przez szparę wsunęła się głowa Liama.

- Jeśli nie chcesz przegapić premiery teledysku Zayna, to się pospiesz, bo zostały ci dwie minuty – poinformował go współlokator.

- DWIE MINUTY?! – wykrzyknął Niall i jak oparzony zerwał się z krzesła. – Przesuń się! – zawołał i wybiegł do salonu, po czym usiadł ciężko na kanapie przed telewizorem. Na MTV leciały jeszcze reklamy, ale zaraz miał zostać puszczony teledysk do nowego singla Zayna Malika, Wake You Up, promującego jego drugą płytę o jeszcze nieznanym tytule.

Zayn był idolem Nialla. Wypromowany w programie X Factor, choć zajął trzecie miejsce, teraz podbijał listy przebojów – i serca nastolatek na całym świecie. Jego głos i brzmienie R’n’B były idealnym połączeniem.

Niall wziął głęboki wdech, kiedy teledysk się zaczął. Kolory były przytłumione, akcja działa się w szpitalu. Zayn był tam chłopakiem, którego dziewczyna jest w śpiączce, a który musi się zmagać z wieloma dylematami. Nie dziw, że na koniec Irlandczyk miał łzy w oczach. Piosenka była smutna, a teledysk wzruszający.

- Wszystko w porządku? – spytał Liam po chwili, marszcząc brwi.

- Tak, tak, ja tylko… - Chłopak nie dokończył zdania i poszedł do swojego pokoju. Już od dawna miał ściągnięty ten singiel na swojego iPoda, już od dawna miał przećwiczone chwyty na gitarze.

- Niall? – Liam wszedł ostrożnie za nim. – To tylko teledysk, wiesz o tym.

- Tak jak wiem, co będzie moim następnym filmikiem – odparł po prostu. Uwielbiał grać na gitarze i śpiewać, ale nigdy nie miał odwagi, by pokazać te umiejętności w internecie. O wiele łatwiej było mu wydurniać się przed kamerą, robiąc różne dziwne wyzwania czy po prostu opowiadać o swoim dniu, niż zaśpiewać. Ale w tym momencie postanowił to zmienić. Jego ulubiona piosenka stała się jeszcze bardziej ulubiona.

- To w takim razie zostawiam cię samego – powiedział Liam i wyszedł z pokoju Nialla. Wiedział, że jeśli chłopak nagrywa, musi być sam. Mimo to usiadł przy drzwiach i nasłuchiwał. Lubił, gdy Irlandczyk śpiewał i już dawno przekonywał go, by zrobił to w jednym ze swoich filmików. Nieskutecznie – aż do teraz.

Dopiero po kilku podejściach udało mu się nagrać ostateczną wersję. Do tego nagrał jeszcze wstęp i zadowolony z siebie zgrał wszystko na komputer. Za ten czas „ASK NIALLER #2” już się opublikował na youtube.

Obczajcie nowe wideo – ASK NIALLER #2! – napisał na facebooku i dołączył link. Mimo, że była dopiero dziewiąta wieczorem, poczuł się wykończony. Nawet nie miał ochoty sprawdzić komentarzy, tylko wyłączył komputer i poszedł spać. Do uszu wsadził słuchawki iPoda i puścił sobie Wake You Up. Zasnął przy głosie swojego ulubionego wokalisty, uśmiechając się szeroko i wyczekując następnego piątku, kiedy będzie mógł opublikować nowy filmik – i pierwszy cover.

***

Pod koniec następnego tygodnia Liam już nie umiał wytrzymać. Niall niczym kobieta zmieniał zdanie co pięć sekund. Wstawić cover czy nie wstawić? Oto jest pytanie. Chłopak już nawet nagrał inny filmik, który mógłby wstawić zamiast tego, ale Liam perfidnie mu go skasował z komputera, gdy ten był pod prysznicem. Oczywiście, oberwało mu się za to mocno, ale to był czwartek wieczór i jego współlokator już nie miał czasu na nagranie kolejnego wideo. Nic więc dziwnego, że w piątek rano jego nastrój był co najmniej niekonieczny. A w pracy nawet nie chciał udawać radosnego.

- Witaj, mój ulubiony baristo! – wykrzyknął chłopak z burzą loków wchodząc do Starbucksa, w którym pracował Niall. – Co ty dziś taki ponury? Wyglądasz jak Zrzędliwy Kot. Dla mnie to co zwykle.

- Też mi cię miło widzieć, Harry – odparł i zaczął przygotowywać jego ulubione, duże cappucino. Nie omieszkał na kubku napisać „Pieprz się, Styles”.

- To co, jaki dziś filmik dodasz? – spytał młody prezenter radia BBC1, opierając się łokciami na ladzie.

- Niefajny – burknął chłopak.

- Czemu niefajny? Twoje filmiki zawsze są fajne. Pół miliona obserwatorów nie może się mylić.

- Nie pół miliona, tylko trzysta tysięcy. Ale ten jest do dupy. Nie wstawiałbym go, ale nie chcę zawieść ich wszystkich.

- No jeszcze zobaczymy – odparł Harry ze wzruszeniem ramion, odbierając kawę i pączka. – To do jutra, Nialler.

- Do jutra – odpowiedział Irlandczyk, unosząc rękę. Harry prowadził poranną audycję zaraz po Grimmym, więc co dzień o godzinie siódmej pięćdziesiąt stawiał się w Starbucksie po swoją kawę, po czym od razu jechał do siedziby BBC. Zwykle zjawiał się tam punktualnie o ósmej – a zaczynał pięć po. Przez ten pośpiech nie zauważył więc napisu na kubku, aż do momentu, kiedy usiadł za konsoletą, a kawa była opróżniona do połowy.

- Dzień dobry Brytanio! – rozległo się w głośnikach w kawiarni. Wszyscy już byli przyzwyczajeni do tego powitania, którym młody prezenter rozpoczynał swoją audycję. – Jak zwykle powinienem teraz opowiedzieć zabawną historię którą usłyszałem, lub która mi się ostatnio przydarzyła. Ale dzisiejsza historia nie jest zabawna. Jest okropna! – powiedział, lecz w jego głosie słychać było, że nie mówi tego na poważnie. – Wyobraźcie sobie, że dziś jak zwykle kupiłem kawę w Starbucksie, ale zamiast mojego imienia na kubku widniał napis „Pieprz się, Styles”! – w tym momencie kawa, którą przygotowywał Niall dla jakiejś spieszącej się do pracy kobiety, niemal wyleciała mu z rąk. - Jestem oburzony. Nialler, miałem cię za przyjaciela! – wykrzyknął dramatycznym głosem, a chłopak parsknął śmiechem. – I tak, mówię o Niallu Horanie, znanym z kanału ChefNialler na youtube. I wiecie co? Dziś będzie wstawiał nowy filmik. Więc proszę was bardzo, wszyscy wejdźcie wieczorem na jego kanał, żeby go zobaczyć, bo ponoć to wideo jest do kitu. – Przerwał na chwilę. - Zemsta jest słodka – wysyczał, a Niall zamknął zrezygnowany zamknął oczy. – A teraz wracamy do audycji i tego, czym powinniśmy się tu zajmować. Na dobry początek macie tu nasz singiel tygodnia, do którego wczoraj ukazał się świetny teledysk – a mianowicie, Wake You Up Zayna Malika!

W tym momencie Niall mógł szczerze powiedzieć, że nienawidzi Harry’ego Stylesa.

***

- Czyżbyś wstawiał swój cover? – spytał Liam, opierając się bokiem o framugę drzwi z założonymi rękami na piersi.

- Tak – odpowiedział Niall, odwracając się na krześle. – To twoja wina. Twoja i tego cholernego Stylesa.

Liam się roześmiał. – Szkoda, że w tym czasie miałem zajęcia na uczelni i nie słyszałem jak cię zjechał.

- Poszukaj sobie w internecie, a na pewno to znajdziesz.

- Okej – odparł, wzruszając ramionami. – Ale poczekam, aż wstawisz swój filmik.

Niall westchnął ciężko, po czym znów zwrócił się twarzą do komputera. Jego przyjaciel stanął za nim i spojrzał mu przez ramię.

- O, już sto procent. Czyli gotowe, tak?

- Musi się jeszcze przetworzyć – powiedział znudzony Horan. Liam zupełnie nie znał się na komputerach, ani żadnych innych urządzeniach elektronicznych. Nauczenie go korzystania z twittera było jak na razie największym osiągnięciem Nialla.

Po kilku chwilach wszystko było już gotowe.

Nie zdziwię się, jak wszyscy mnie odsubskrybujecie, odlubicie i odfollowujecie. Nie będę się nawet gniewał. A oto dzisiejszy filmik: WAKE YOU UP – ZAYN MALIK (NIALL HORAN COVER).

- I oto mój koniec – stwierdził ciężko, odwracając się znów do Liama – ale okazało się, że go tam nie było. – Li? – zawołał Irlandczyk, wychodząc z pokoju. Jego współlokator siedział u siebie, ze swoim laptopem na kolanach. – Czemu tak szybko zwiałeś?

Chłopak wzruszył ramionami. – Muszę pospamować do Zayna linkiem z twoim coverem.

Niall jęknął, siadając obok niego na łóżku. – Jeszcze czego, żeby moja celebrity crush zobaczyła tą porażkę? Nie, dzięki.

Liam powoli odwrócił głowę od ekranu i wbił wzrok w blondyna, po czym zamrugał kilkakrotnie.

- Czy ja się przesłyszałem, czy właśnie przyznałeś coś, czemu tak usilnie zaprzeczałeś od jakichś dwóch lat?

Niall otworzył szeroko oczy i zakrył usta obiema dłońmi.

- Wiedziałem! – wykrzyknął Liam z samozadowoleniem. – Wiedziałem, że to ktoś więcej niż tylko idol!

- Dobra, zamknij się i pokaż, ile łapek w dół dostałem przez te pięć minut – powiedział ponuro chłopak. Jego policzki były czerwone, a uszy dawały wrażenie, że płoną. Przeciągnął laptopa na swoje kolana i odświeżył stronę z filmikiem.

- Hej, Crazy Mofos, tu wasz ulubiony londyński Irlandczyk! – rozpoczął się automatycznie filmik. Niall go zatrzymał i zjechał w dół, by zobaczyć ilość wyświetleń i głosy.

I opadła mu szczęka.

Przez pięć minut cover został wyświetlony 50 tysięcy razy. Głosów na tak było około dziesięciu tysięcy. Głosów na nie – marne siedem.

- Czyli chyba nie jest aż tak źle – powiedział.

- Nie jest źle? Niall, jest świetnie. Nie wiem, czemu wcześniej tego nie zrobiłeś.

- Chyba muszę podziękować Stylesowi za reklamę – mruknął. Nadal nie mógł uwierzyć w to wszystko, ale powoli zaczynał wstępować w niego jego zwykły optymizm. – Okej Liam, możesz spamować Zaynowi dalej – powiedział i wrócił do siebie. Zaczął czytać komentarze – i trzy czwarte z nich było o treści „OMÓJBOŻE NIALL NIE WIEDZIAŁAM ŻE UMIESZ ŚPIEWAĆ PROSZĘ RÓB TO CZĘŚCIEJ WYJDŹ ZA MNIE ASDFGHJKL”. Mniej więcej.

Chłopak uśmiechnął się do siebie po raz pierwszy tego dnia i wszedł na twittera.

Chef Nialler: @HarryStyles chyba powinienem ci podziękować za rozreklamowanie mojego filmiku – napisał. Harry akurat musiał być online, bo odpowiedź przyszła po kilku minutach.

Harry Styles: @NiallOfficial ależ proszę bardzo. Jest jeszcze lepszy niż poprzednie.

A po chwili na jego koncie pojawił się kolejny tweet.

Harry Styles: Jeśli lubisz „Wake you up” @zaynmalik, na pewno spodoba ci się ono w wykonaniu mojego ulubionego vloggera, @NiallOfficial – do którego dołączony był link.

Przez cały wieczór Niall siedział przy komputerze i czytał komentarze, poprawiając sobie samoocenę. Po kilku godzinach liczba jego subskrybentów na youtube wzrosła o jakieś sto tysięcy, podobnie miało się z fanami na facebooku czy obserwującymi na twitterze i instagramie.

Kiedy ponownie odświeżył swoje mentions na twitterze, nie spodziewał się tam znaleźć nic innego niż to, co wysyłano mu cały czas – pochwał, wyrazów zachwytu i propozycji małżeństwa. Ale zobaczył tam jeden tweet, z tak znajomą mu ikonką i znakiem konta zweryfikowanego.

- LIAM JA CHYBA UMIERAM – wrzasnął Irlandczyk, nic nie robiąc sobie z tego, że jego współlokator już poszedł spać, bo sobota to jedyny dzień, w którym się może wyspać. Zaspany chłopak po chwili wbiegł do jego pokoju, rozcierając sobie oczy.

- Niall, co ci…

- PATRZ! – przerwał mu chłopak i dotknął palcem monitora. Liam zmrużył oczy i pochylił się nad jego ramieniem, żeby zobaczyć, co tam jest napisane.

zaynmalik: Niezły cover, @NiallOfficial :)

***

Do następnego piątku Niall miał już ponad pół miliona subskrybentów, tysiące pozytywnych komentarzy i nawet już nie wiedział, ile próśb o zrobienie kolejnych coverów. Najpierw nie chciał ich spełniać, ale za namową Liama, postanowił nagrać kolejny. Tym razem było to „Let her go” Passengera. Zwykła akustyczna wersja, ale znów przyciągnęła wielu ludzi i zgarnęła wiele dobrych opinii.

- Może to twój klucz do sukcesu, co? – spytał Liam. – Zacznij po prostu nagrywać covery.

Niall wzruszył ramionami, kręcąc się w kółko na krześle przed biurkiem.

- Ale ludzie oglądali moje filmiki nawet jeśli nie śpiewałem. Bo uważali, że jestem zabawny. I chyba za bardzo tego nie chcę zmieniać, wiesz?

- Ale chyba ci nie zaszkodzi dodać cover od czasu do czasu. Prawda?

Niall westchnął. – Skoro tak bardzo chcesz…

***

W ciągu kilku tygodni życie Nialla powoli wróciło do normy. Przestał się ekscytować tym, że Zayn Malik go pochwalił i zaczął obserwować na twitterze. Starał się robić jeszcze lepsze filmiki, nie chcąc rozczarować nowych widzów. Czasem wciąż dopisywał różne dziwne rzeczy na kubku kawy Harry’ego… Ale tak, można powiedzieć, że wszystko wróciło do normy.

- Nigdy w życiu nie widziałem cię tak wesołego w poniedziałkowy ranek. Co ci się stało, Styles? – spytał Irlandczyk, kiedy chłopak wszedł do Starbucksa.

Harry wzruszył ramionami, a kiedy Niall zaczął przygotowywać jego kawę, otwarł uśmiechnięte usta.

- W moim programie będzie premiera nowego singla i wywiad z The Rogue.

- The Rogue? – Niall zmarszczył brwi. – Czekaj… To ten zespół z tym gościem, ee… Tommo? – Chłopak przypomniał sobie, że Zayn miał z nim kiedyś zdjęcie, z jakiejś gali czy coś. Chyba to były BRIT Awards, ale nie był pewien.

Styles przytaknął, a uśmiech na jego ustach się rozszerzył.

- Dokładnie ten.

Widząc spojrzenie młodszego chłopaka Niall nie mógł się roześmiać.

- Co? O co chodzi? – spytał zdezorientowany.

- O nic. – Blondyn pokręcił głową. – Tylko pamiętaj, że w zespole są inni członkowie, nie tylko on.

- Czy ty mi coś zarzucasz? – Harry udał oburzenie. – Uważaj, bo ja mam głos, a mój głos słyszy cały kraj, więc nie narażaj mi się!

- Taa, jak sobie chcesz – odparł, podając mu kubek i pączka. – Do jutra, głosie.

- Spierdalaj – rzucił Styles na odchodne i wyszedł, poprawiając sobie fryzurę.

- Będzie interesująco – mruknął do siebie Niall, patrząc za nim. Harry nigdy nie pamiętał o sprawdzeniu napisu na kubku, tak się spieszył do studia. Więc jeśli go zobaczy dopiero tam… Będzie bardzo interesująco.

Jak zwykle, młody radiowiec był ostatnim klientem przed ósmą, a następni zjawiali się dopiero koło dziesiątej, czasem tylko z małymi wyjątkami. Niall zaczął więc czyścić ladę, ustawiać kubki i tak dalej, w oczekiwaniu na audycję kolegi.

- Dzień dobry Brytanio! – dobiegł głos z głośników. – Z tej strony jak zwykle Harry Styles. Dzisiaj jednak nie sam – dołączyło do mnie czterech świetnych gości, z którymi przeprowadzę wywiad zaraz po tym, jak odbędzie się premiera ich drugiego singla z płyty The Darkest Dreams. Przywitajcie się, panowie!

Kilka głosów zaczęło się witać, ale jeden wyraźnie wybił się spomiędzy nich.

- Co tam masz napisane na kubku?

- Em… Ja… Nic ciekawego - zająknął się Harry. Po chwili można było usłyszeć przytłumione odgłosy jakiejś niewielkiej szamotaniny.

- AAARGH! – ktoś nagle krzyknął.

- Oblałeś mnie!

- Nie, to ty mnie!

- Weź mi teraz jakieś czyste spodnie załatw!

- Tak, ciekawe skąd! Oddawaj ten kubek!

- Nie! Co tu jest napisane?

- Weź tą rękę z mojej twarzy!

- ZOSTAW TEN KUBEK, CHCĘ TO PRZECZYTAĆ! „Harry…”

- Cholera, Tommo, oddawaj to!

- „Harry serduszko Tommo”? Och, jak…

- ODDAWAJ TEN CHOLERNY KUBEK!

- NIE, ZACHOWAM GO SOBIE NA PAMIĄTKĘ!

Nagle głosy ucichły, a zamiast nich można było usłyszeć rozbawiony głos Nicka Grimshaw.

- Przepraszamy, ale między Tommo a Harrym wywiązała się mała… Sprzeczka. Jeśli wam to nie przeszkadza, przejdźmy już do singla, We got the voice.

Zaczęła się energiczna, punkowa piosenka, z charakterystycznym, wysokim wokalem Tommo i wyraźnie słyszalnym basem, na którym grał. Spodobała się Niallowi, ale nie tak bardzo, jak to, co sprawił jego napis na kubku ze Starbucksa. Był ciekawy, co dzieje się właśnie w tym momencie.

Piosenka się skończyła, a z głośników dobiegły oklaski.

- Gratulacje panowie, świetna piosenka – powiedział Harry. – Jest już oficjalnie w sprzedaży. Jak myślicie, dostaniecie się do pierwszej dwudziestki brytyjskiej listy?

- Na pewno nie z mokrymi spodniami – wymamrotał Tommo, po czym odkaszlnął. – Oczywiście! A przynajmniej mamy taką nadzieję, prawda chłopcy?

Dalej wywiad się jako-tako potoczył, bez wspominania o, jak się można było domyśleć, niewielkiej bójce która zaszła przed chwilą.

- Świetnie się z wami rozmawiało, chłopaki, ale niestety musimy już…

- Z tobą też się świetnie rozmawiało, Harry – przerwał mu wokalista i na chwilę w radiu zapadła cisza.

- Taa… No to ten, dzięki za udzielenie wywiadu, mam nadzieję, że odwiedzicie nas jeszcze nie raz.

Zespół też zaczął dziękować, podczas gdy cicho zaczynała się następna piosenka. Tuż przed wyłączeniem mikrofonów rozległ się jeszcze krzyk:

- HA! KUBEK JEST MÓJ!

Niall pokręcił głową, śmiejąc się do siebie. Rozejrzał się po kawiarni, ale nie było tam nikogo prócz drugiej pracownicy, Chrissy, siedzącej ze słuchawkami na uszach.

- Dobra robota, Nialler – szepnął do siebie. – Ciekawe, co z tego wyniknie…

***

Chłopak nie musiał długo czekać na ciąg dalszy. Jeszcze tego samego dnia na twitterze do brytyjskich trends dostał się #LarryStylinson (co podobno było połączeniem imion i nazwisk obu chłopaków, ale Niall musiał przyznać, że nie miał bladego pojęcia, jak naprawdę nazywa się Tommo), a tweety o treści Jak mogłyśmy nie zauważyć, że oni tak bardzo do siebie pasują?! czy oto moja nowa otp, nieważne czy prawdziwa czy nie, shippuję to pojawiały się w różnych wersjach. Kilka osób zauważyło, że napis na kubku zrobił Niall, ale nie rozniosło się to za bardzo. I dobrze, pomyślał.

Następnego dnia Harry przyszedł do Starbucksa dziesięć minut wcześniej niż zwykle i od razu podbiegł do lady, oparł się o nią łokciami i pochylił w stronę Nialla.

- Nie wiem, czy najpierw mam cię zabić, czy uściskać.

- Przytulanie trupa chyba nie jest najprzyjemniejszą rzeczą, więc najpierw może uściskaj mnie. A część z zabijaniem możemy pominąć – odparł chłopak. – Co tak właściwie się tam wczoraj stało?

- No jak to co? Louis, znaczy się Tommo, zauważył ten cholerny kubek i chciał przeczytać co tam jest napisane ale ja nie chciałem mu tego dać, więc o mało co się nie pobiliśmy.

- To brzmiało jakbyście się faktycznie pobili, a nie „o mało co”.

Styles machnął ręką. – Mniejsza. No i potem wszyscy kazali nam się uspokoić, a ja odzyskałem kubek, ale na koniec wywiadu Tommo mi go zabrał, no i goniłem go po całym studiu… - Niall uniósł brwi w rozbawieniu ale nic nie powiedział - …I odebrałem mu kubek, ale on powiedział, że możemy zrobić wymianę, kubek za jego numer telefonu.

- I co, zgodziłeś się? – spytał zaciekawiony Irlandczyk, a jego kolega (przyjaciel?) wywrócił oczami.

- No raczej – odpowiedział. – No i teraz nie wiem, czy mam do niego zadzwonić już dziś, czy dopiero po trzech dniach, jak to mówią wszędzie, czy co…

Niall wzruszył ramionami. – Po co masz czekać, przecież możesz zadzwonić chyba od razu, nie?

- No ale nie wiem…

Blondyn westchnął. – Zapytałeś mnie o radę, więc ci jej udzieliłem.

- No dobra – mruknął Harry. – A teraz dawaj mi moją kawę i pączka.

- Proszę – odparł Niall dając mu jego śniadanie.

- Hej, a czy w przyszłym tygodniu nie ma tego konwentu youtuberów w Londynie? – spytał Styles, mając zaraz odejść. – Będziesz tam? – dodał, kiedy chłopak pokiwał głową.

- No raczej! A co, zamierzasz przyjść?

- Nie, tylko tak mi się przypomniało.

Niall westchnął. – Idź już do tej pracy.

***

- BriBry! – wykrzyknął Niall, z daleka widząc czerwoną czuprynę wystającą ponad inne głowy, po czym pomachał, by chłopak go zauważył i zaczął przeciskać się przez tłum.

- Nialler, jak ja cię dawno nie widziałem! – powiedział BriBry, miażdżąc blondyna w uścisku.

- Byłeś w trasie – zauważył chłopak. Drugi miał już odpowiedzieć, ale przerwało im pojawienie się jasnowłosego chudzielca.

- IRISH POWER! – krzyknął do nich, po czym pobiegł gdzieś dalej.

- Cześć Caspar – powiedzieli równocześnie dwaj Iraldnczycy, patrząc za oddalającym się chłopakiem.

- Hej, nie widzieliście może Caspara? – zapytał przeciskając do nich Marcus Butler. – Oblał mi wodą spodnie w kroczu i uciekł.

- Tam – BriBry i Niall pokazali dwa różne kierunki.

- No dzięki wielkie – burknął Marcus i stanął na palcach, by wypatrzyć w tłumie Caspara.

Niall nie mógł nic na to poradzić – po prostu się uśmiechnął. Youtuberzy nie byli do końca normalni – a on się cieszył, że jest jednym z nich.

***

Niall był bardzo zadowolony z faktu, że choć raz pomyślał i wziął dzień wolnego po konwentowym weekendzie. Nie chodzi tylko o to, że poszedł spać o czwartej nad ranem, czy o to, że wypił więcej niż zwykle. Miał 3 godziny materiału do przejrzenia i wybrania fragmentów, z których zmontuje piątkowy filmik.

O godzinie pierwszej po południu wszedł zaspany do kuchni – jedyną rzeczą, dla której w ogóle wstał z łóżka było to, jak piekielnie chciało mu się jeść. Najpierw jednak wypił pół butelki wody, nim zrobił sobie kawę i tosty. Kiedy usiadł przy stole, zauważył na nim wczorajsze wydanie „Daily Mail”, które musiał zostawić tam Liam. Chłopak zaczął ej przeglądać, zwracając uwagę tylko na obrazki i większe nagłówki.

Nagle jego wzrok przyciągnęło zdjecie Zayna i jego dziewczyny, a nad tym napis: „To już koniec Zerrie – czy to zerwanie roku?”. Rozbudziło go to kompletnie i zaczął czytać krótką notkę.

To potwierdzone – Zayn Malik (20 l.) i Perrie Edwards (20 l.) nie są już razem, co zostało potwierdzone wczoraj wieczorem przez rzecznika prasowego girlbandu Little Mix, do którego należy panna Edwards. Na razie przyczyny rozstania nie są znane – mamy jednak nadzieję, że wkrótce wszystko cię wyjaśni.

Niall uniósł brwi. Z tego co wiedział, Zayn i Perrie nie mieli żadnych problemów w związku - nie żeby się tym tak bardzo interesował. Był ciekaw, czemu zerwali. I wcale nie próbował stłumić w sobie chęci tańczenia ze szczęścia na stole.

Przestań, Nialler – powiedział do siebie w myślach, policzkując się mentalnie. – I tak nie masz u niego szans.

Chłopak westchnął – ani przez sekundę się nie łudził. Oczywiście, ledwo co żył, kiedy jego idol pochwalił jego cover, ale przecież wiedział, że takie rzeczy się zdarzają, a gwiazdy nie umawiają się od razu z ludźmi, do których tweetną. Szczególnie, jeśli taka gwiazda jest hetero.

Niall zrobił sobie jeszcze jajecznicę (okazało się, że tosty to za mało) i poszedł się odświeżyć. Wtedy, pełen zapału (choć wiedział, że jest on słomiany) zasiadł do przeglądania materiału z konwentu.

Jak przewidywał, po godzinie dał sobie z tym spokój. Wszedł na twittera, by poprzeglądać tweety, ale nie znalazł tam nic ciekawego. Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, więc po prostu włączył PlayStation i zaczął grać w Fifę.

To jest to – pomyślał, wybierając drużynę Irlandii.

***

Kolejne dni minęły jak zwykle. Śniadanie - praca – krótka rozmowa z Harrym – praca – „nołlajfienie” na tumblrze – oglądanie filmików innych vloggerów – próba montażu – sen. I znowu.

- Niall? – zawołał Liam ze swojego pokoju w czwartkowy wieczór, kiedy jego przyjaciel dopracowywał jutrzejszy filmik. – Wchodziłeś dziś może na twittera?

- Nie-e! – odkrzyknął. – A co?

- Sprawdź swoje wiadomości prywatne! Wysłałem ci linka!

Niall szybko zalogował się na twittera i otworzył filmik, który wysłał mu Liam. Był to trzydziestosekundowy wywiad z Perrie, zatytułowany „Zerwanie roku – wywiad z Perrie Edwards tylko dla Teen Magazine!”. Chłopak z ciekawością kliknął ‘play’.

- Perrie, opowiedz nam, dlaczego zerwaliście z Zaynem – mówi na ekranie drobna brunetka z mikrofonem.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

- Po prostu myślę, że jest zainteresowany kimś innym.

- Zdradzał cię? – pyta brunetka. Perrie kręci głową.

- Nie, nie. Zerwaliśmy, bo po prostu jest zakochany w kimś innym. Wydaje mi się, że to ten dzieciak z youtube, Niall Horan. Zayn niemal oszalał na jego punkcie odkąd on scoverował jego piosenkę. On nawet poszedł na konwent youtuberów, żeby go zobaczyć! Jeśli to nie miłość, to nie wiem co to jest.

Filmik się skończył, a Irladczyk dalej siedział w tym samym miejscu. Krew odpłynęła mu z twarzy na chwilę, by powrócić tam, rozpalając jego policzki i uszy do czerwoności. Ręce mu się trzęsły, a wzrok nie umiał złapać ostrości. Jego płytkie oddechy były drżące, a w umyśle nie było nic – po prostu w jego głowie było tak dużo myśli, że nie umiał skupić się na żadnej.

- Żyjesz? – spytał Liam, stając w drzwiach jego pokoju.

- A co myślisz, Li? – Niall odwrócił się na krześle. – Co, kurwa, myślisz?

- Cóż…

- No właśnie. NO WŁAŚNIE. - Niall westchnął głęboko i przeczesał włosy dłońmi. – To się nie dzieje naprawdę, co nie? – wstał i zaczął mówić, gestykulując. - A jeśli tak, to przecież Perrie mogła się mylić, nie? I CO TO MA ZNACZYĆ ŻE ON BYŁ NA KONWENCIE?! NO I PRZECIEŻ MÓJ IDOL NIE MOŻE BYĆ WE MNIE ZAKOCHANY, TAK SIĘ NIE DZIEJE!

Liam podszedł do niego z otwartymi ramionami i zagarnął go w objęcia.

- Nie denerwuj się – powiedział. – Wszystko się wyjaśni. A jeśli się okaże, że on naprawdę cię lubi? W sensie lubi lubi? To by było chyba coś ekstra, nie?

- No niby tak – wymamrotał Niall w ramię przyjaciela. – Ale to jest takie… nierealne.

Liam zaśmiał się lekko. – Wiem. To co, już wszystko okej? – spytał, odsuwając blondyna od siebie na wyciągnięcie ręki. Chłopak uśmiechnął się do niego.

- Mniej-więcej.

***

Ani Liam, ani tym bardziej Niall, nie mógł oczekiwać, że wszystko wyjaśni się – albo raczej rozjaśni – już następnego ranka.

- Niall Horan! – krzyknął Harry wchodząc do Starbucksa, a jakaś kobieta odbierająca swoją kawę spojrzała na niego z oburzeniem, z czego oczywiście nic sobie nie zrobił. – Niosę ci wspaniałą wiadomość!

- Byłeś na randce z Tommo? – spróbował zgadnąć Irlandczyk.

- Tak, ale nie o to mi chodzi. – Machnął ręką. – Nie zgadniesz, kto jest umówiony ze mną na wywiad!

- Hm… Tommo?

- Nie, debilu. Zayn Malik.

- Aa, on – odparł Niall siląc się na obojętność. Harry westchnął.

- Widziałem ten wywiad z Perrie, Niall. I nie myśl, że nie zapytam go o to.

Niebieskie oczy Irlandczyka rozszerzyły się w przestrachu.

- Nie zrobisz tego.

Styles wzruszył ramionami, unosząc jeden kącik ust do góry.

- Mogę robić co mi się podoba w mojej audycji – odpowiedział. – Może masz ochotę przekazać mu jakąś wiadomość na moim kubku?

- Obejdzie się bez. – Nie uniósł wzroku znad kubka, na którym pisał czarnym markerem „Nie rób tego, Styles”.

- A tak w ogóle wiesz co? Bo skoro ty mi, nie ukrywajmy tego, pomogłeś umówić się z Tommo, to chciałbym ci się jakoś odwdzięczyć.

- Nie musisz – odparł, wzruszając ramionami. – To był tylko napis.

- Aż napis. W tę sobotę urządzam imprezę u siebie. Zapraszam ciebie i Zayna, i macie się poznać, i macie się zakochać, i macie zostać parą roku.

Niall zmarszczył brwi, bo nagle coś do niego dotarło.

- Ej, a tak w ogóle to skąd wiesz, że Zayn mi się podoba? – spytał, a uśmiech na ustach Stylesa stał się szerszy.

- To były tylko przypuszczenia. Wiesz, po tym coverze i w ogóle. Ale teraz… - Poruszył śmiesznie brwiami w górę i w dół.

- O Boże… - Niall uderzył się otwartą dłonią w czoło. – Tylko nie mów mu tego, okej? Proszę.

- Jeśli zgodzisz się przyjść na imprezę.

Horan westchnął. – No dobra. Dawaj adres.

Harry zapisał mu wszystko i odebrał swoje codzienne zamówienie.

- Mam nadzieję, że będziesz słuchał mojej audycji jak zawsze! – powiedział na odchodnym.

Choćbym nie chciał, i tak bym słuchał – pomyślał Niall. Miał mieszane uczucia co do imprezy. Niby poznałby swojego idola, ale… On nie jest dobrą osobą dla niego. Przecież oboje mają obowiązki, oboje wyjeżdżają i tak dalej. Jak miałby wyglądać taki związek? Zupełnie hipotetyczny oczywiście. Teraz, kiedy chłopak miał realne szanse u swojego idola, nie mógł sobie siebie z nim wyobrazić. Po prostu nie umiał.

Kilka minut później w całym lokalu rozbrzmiało charakterystyczne „Dzień dobry Brytanio!” i chłopak przełknął ciężko, przygotowując się na najgorsze.

- Dziś gości u mnie nie kto inny jak Zayn Malik. Cześć Zayn.

- Cześć Harry – przywitał się piosenkarz, a serce Nialla zaczęło bić zdecydowanie zbyt mocno. Bał się. Bał się, co może wymyślić Harry.

- Powinniśmy porozmawiać o twoim nadchodzącym albumie, kolejnych singlach i tak dalej, ale jest jeden temat, który jest od niego o wiele gorętszy.

Zayn mruknął coś w stylu „O Boże”.

- A więc, czy to prawda, co powiedziała Perrie w tym wywiadzie, że jesteś zakochany we vloggerze Niallu Horanie?

- Nie kocham go! – odparł trochę za szybko Malik.

- Jesteś pewien? – Niall mógł niemal usłyszeć, jak Harry znów rusza brwiami.

- Okej, może trochę go lubię – przyznał po chwili piosenkarz. – Jest uroczy.

- Niall, wszystko w porządku? – spytała Chrissy, widząc, w jakim jest stanie. On tylko pokręcił przecząco głową. Nie chciał, żeby cokolwiek mówiła, musiał usłyszeć wszystko.

- Nie patrz tak na mnie! – dodał Zayn po chwili, śmiejąc się nerwowo.

- Ktoś tu się rumieeeeniii – zanucił Styles. – A mogę ci powiedzieć mały sekret?

- No dawaj – mruknął chłopak.

- Niall właśnie słucha tego wywiadu. Może chcesz mu coś powiedzieć?

Słysząc uśmiech w słowach Stylesa Irlandczyk nie wiedział już, co ma ze sobą zrobić; czy go zabić, czy mu za to podziękować, czy co. W głowie miał zbyt duży mętlik.

Jego celebrity crush przyznała, że jest uroczy. On. Niall Horan. Niall Horan, który robi absurdalne filmiki na youtube. Niall Horan, który pracuje na co dzień w Starbucksie i lubi się przekomarzać z Harrym Stylesem. Niall Horan, zwykły dzieciak. To było nie do ogarnięcia.

- Um… Cześć Niall? – powiedział ostrożnie Zayn. Harry zaśmiał się radośnie.

- Dobra, widzę, że cię to męczy, więc skończmy temat, posłuchajmy hitu The Rogue, a potem porozmawiamy o twojej płycie.

Z radia zaczęły płynąć dźwięki We got the voice, a Niall zadziwiająco szybko doszedł do siebie.

Pójdę na tą imprezę – postanowił sobie. – I cholera, dam się z nim zeswatać Stylesowi.

***

Do domu Harry’ego wpuścił Nialla Grimmy z piwem w ręce, mówiąc, że cała impreza jest na podwórku za domem. Chłopak poszedł tam z nim. Już z ulicy słychać było głośną muzykę i zastanawiał się, czemu sąsiedzi jeszcze nie zadzwonili po policję czy coś.

- Niall! – Harry niemal rozlał na niego swojego drinka, kiedy ktoś go przypadkiem popchnął. W ogrodzie było około pięćdziesięciu ludzi, co niemal idealnie go zapełniało.

- Cześć, jest już Zayn? – spytał. Harry się roześmiał.

- Od razu przeszedłeś do konkretów. Nie, jeszcze go nie ma. – W tym momencie podszedł do nich nie kto inny, jak Tommo z The Rogue i przewiesił rękę przez ramiona Stylesa. – No ale patrz kto jest! – wykrzyknął chłopak radośnie.

- To jest ta nasza irlandzka swatka? – spytał Tommo tym swoim zachrypniętym głosem.

- Niall – przedstawił się blondyn podając mu rękę.

- Tommo – odparł tamten. – Ale to już wiesz.

Irlandczyk skinął głową z uśmiechem.

- W kuchni jest piwo i inne alkohole, możesz sobie zrobić drinka. No i baw się, czekając na Zayna – powiedział Harry.

- Hej, czy ja o czymś nie wiem? – zwrócił się do niego Tommo. Styles tylko machnął ręką.

- Później ci powiem. A teraz chodź potańczyć.

Chłopcy zniknęli w tłumie i Niall został sam. Tylko nieco podenerwowany poszedł do kuchni, by wziąć sobie piwo. Stwierdził, że Zayn pewnie przyjdzie za chwilę.

Po następnych trzech piwach już tak nie myślał.

Tak właściwie to siedział na schodach prowadzących na piętro, słuchał odgłosów zabawy dobiegających z ogrodu i niemal płacząc zastanawiał się, jak bardzo życie go nie lubi. Zwykle nie wpadał w taki nastrój, gdy się upijał, ale nie tym razem.

Kiedy skończył kolejne piwo stwierdził, że chyba pójdzie spać. Powoli powlókł się na górę, by znaleźć jakąś sypialnię. Nagle usłyszał jakieś pospieszne kroki po schodach i odwrócił się, a w tym momencie ktoś na niego niemal wpadł. Butelka wyleciała mu z ręki i potoczyła się w dół po schodach – a on mógł się tylko patrzyć na osobę stojącą przed nim.

- Cześć Niall – odezwał się Zayn Malik we własnej osobie. Wyglądał na nieco… wystraszonego? – Harry mi powiedział że tu jesteś, a ja chciałem ci tylko powiedzieć, że… Ee… podobają mi się twoje filmiki i, no… - jąkał się.

- Myślałem że już nie przyjdziesz – wybełkotał Niall i zupełnie niespodziewanie przytulił chłopaka. Kiedy był pijany, stawał się straszną przylepą. – Myślałem, że mnie zostawiłeś – wymamrotał w jego ramię.

Zayn najpierw zamarł, zaskoczony nieoczekiwanym gestem. Po jakichś dwóch sekundach położył delikatnie ręce na plecach blondyna. Czuł, że chłopak płacze – łzy przesiąkły przez jego koszulkę. Śmierdziało też od niego alkoholem. I biorąc pod uwagę jego słowa, Zayn stwierdził, że to przez niego się upił – bo nie przyszedł wcześniej.

- To ja już lepiej pójdę spać – powiedział Niall chwilę później, odsuwając się od Malika i pociągając nosem. Powłócząc nogami podszedł do pierwszych lepszych drzwi, za którymi znalazł sypialnię. Nagle zorientował się, że Zayn go podtrzymuje – inaczej by stracił równowagę. – Dzięki – spróbował się uśmiechnąć i znów pociągnął nosem. Piosenkarz odprowadził go do łóżka, gdzie ten legł jak długi na plecach i już po kilku sekundach jego oddech stał się miarowy i głęboki.

Zayn usiadł na brzegu. Cóż, nie tak sobie wyobrażał spotkanie z Niallem. Widział jego wszystkie filmiki, nagrania z twitcamów i czuł się, jakby to on był wielką gwiazdą. Chłopak ziewnął i spojrzał na zegarek – była dopiero w pół do dwunastej, ale miał strasznie męczący dzień. Szczególnie to spotkanie z zarządem, które przedłużyło się o dwie godziny. Gdyby nie to, byłby u Harry’ego wcześniej, i może Niall by się wtedy tak nie upił. Bo upił się, myśląc, że on nie przyjdzie, tak?

Piosenkarz stwierdził, że nic mu nie zaszkodzi położyć się na chwilę, odpocząć, a potem zejść do reszty imprezujących. Musiał przez chwilę zebrać siły.

Ale kiedy tylko jego ciało ułożyło się wygodnie na materacu, zasnął tak samo szybko, jak Niall, który pochrapywał obok niego.

***

Kiedy Niall się obudził, stwierdził trzy rzeczy:

- jest w domu u Harry’ego;

- ma kaca po wczorajszej imprezie;

- obok niego na łóżku leży Zayn Malik.

Zaraz. Co?

Chłopak tak gwałtownie usiadł, że zakręciło mu się w głowie. Złapał się za nią z jękiem i musiał poczekać chwilę, zanim świat przestał wirować i mógł wstać. Obrzucił wzrokiem wielkie łóżko. Nie było nawet zrobione – na pogniecionej narzucie leżał Zayn, tak samo jak Niall we wczorajszym ubraniu. Nagle chłopak przypomniał sobie, jak oni obaj się tam znaleźli i ponownie jęknął. Jego idol widział go pijanego, płaczącego i zasmarkanego. Świetnie.

Stwierdził, że na razie nie ma siły na rozmyślała i postanowił zejść na dół po wodę – miał nadzieję, że w głowie mu się jakoś rozjaśni.

Przechodząc przez salon zauważył Grimmy’ego i jakąś dziewczynę śpiących na fotelach, a na dwuosobowej kanapie leżał Harry, z głową i nogami zwieszającymi się po obu stronach… i Tommo leżącym na nim. Styles miał na głowie wianek, który jakimś cudownym sposobem wciąż się na niej trzymał. Obaj chłopcy stanowili ciekawe połączenie – Tommo wyglądał jak typowy rockman, z wieloma tatuażami i kolczykami, w koszulce bez rękawów, a Harry z wiankiem wyglądał jak mała dziewczynka. Przeciwieństwa się przyciągają – pomyślał Niall z uśmiechem i wyciągnął telefon, żeby im zrobić zdjęcie – może potem mu się przyda, jeśli będzie chciał któregoś z nich zaszantażować. Przy okazji sprawdził godzinę – była dopiero dziesiąta.

W końcu poszedł do kuchni i łapczywie dopadł do butelki z wodą.

- Dzień dobry – usłyszał zza siebie i podskoczył ze strachu, oblewając się przy tym wodą. Złapał się za serce i odwrócił.

- Ale mnie przestra… - zaczął i zaciął się na chwilę. - …szyłeś.

- Wybacz – powiedział Zayn, na którego widok Niall zamarł. – Mogę się też napić?

Niall spojrzał na trzymaną w ręce butelkę i otarł ją z wierzchu o suchy fragment swojej koszulki.

- Proszę – powiedział szybko, podając mu ją. Oparł się o blat za sobą i obserwował chłopaka. Nie miał w sobie za dużo typowej gwiazdy – a przynajmniej teraz, rano, po imprezie, wydawał się normalnym chłopakiem.

- I jak się bawiłeś? – spytał. Zayn odstawił butelkę.

- Właściwie to zasnąłem zaraz po tobie – przyznał.

- Męczący dzień? – zgadł Niall, a piosenkarz przytaknął.

- I to jak. – Przerwał na chwilę, zastanawiając się nad czymś. – Zasady dobrego wychowania – zaczął w końcu – mówią, że powinienem się oficjalnie przedstawić, ale raczej wiesz, kim jestem.

Niall się uśmiechnął.

- I chyba z wzajemnością, prawda?

- Taak… - chłopak uśmiechnął się nieśmiało i spuścił wzrok. Irlandczyk ze zdumieniem stwierdził, że Zayn jest zawstydzony. On? Piosenkarz, któremu codziennie miłość wyznaje tysiące dziewczyn z całego świata? Niall nigdy nie miał problemów z wyrażaniem uczuć czy coś, więc takie zachowanie dla niego było dziwne.

Żaden z chłopaków nic nie mówił i cisza zaczynała im ciążyć, kiedy z salonu dobiegł odgłos czegoś ciężkiego spadającego na ziemię. Obaj skierowali się tam i zobaczyli dość ciekawy widok: Tommo leżał na podłodze i trzymał się za ramię, na które musiał spaść, a Harry znalazł się na ziemi częściowo - leżał na brzuchu, ale z nogami wciąż na kanapie.

Obu chłopakom udało się podnieść i dopiero wtedy zauważyli Zayna i Nialla patrzących na nich z rozbawieniem.

- Co? Nie byłoby problemu, gdybyście nie zajęli łóżka Harry’ego, panowie wygodniccy – powiedział Tommo.

Niall wzruszył ramionami.

- Kto pierwszy ten lepszy.

- Kto pierwszy ten lepszy – przedrzeźnił go Tommo.

- Zawsze jesteś taki z rana? – spytał go Styles, przeczesując palcami włosy i wyplątując z nich wianek.

- Pewnie się przekonasz już niedługo – odparł chłopak i wyszedł do łazienki, zostawiając osłupiałych Harry’ego i Zayna oraz krztuszącego się z powstrzymywanego śmiechu Nialla.

Nagle z kieszeni Irlandczyka zaczęła dobiegać melodia Wake you up. Nieco się zaczerwienił i odszedł na bok, żeby odebrać telefon.

- Liam? – spytał.

- Już się bałem, że jeszcze będziesz spał po imprezie – odpowiedział z ulgą chłopak. – Musiałem do ciebie zadzwonić, bo ktoś chyba chciał się do nas włamać w nocy.

Niall zmarszczył brwi.

- Co?

- To, co słyszysz – odparł Payne. – Na szczęście nie dostał się do środka – uspokoił go chłopak – ale drzwi są w dość… kiepskim stanie.

- Cholera – powiedział, krzywiąc się. – Zaraz wracam do domu, okej?

- Nie spiesz się za bardzo, chyba nie ma takiej potrzeby.

- Okej – odpowiedział i rozłączył się. Harry i Zayn przerwali prowadzoną rozmowę i spojrzeli na blondyna.

- Muszę lecieć, to nagły wypadek – powiedział i włożył rękę do kieszeni, żeby sprawdzić, czy ma w niej kluczyki do samochodu. Kiedy jego palce zahaczyły o chłodny metal, wyciągnął je i z przepraszającym uśmiechem poszedł do drzwi.

Zanim je otworzył, poczuł czyjąś dłoń zaciskającą się na jego nadgarstku. Odwrócił się i ujrzał Zayna.

- Niall, zanim wyjdziesz, tak sobie myślałem… - zaczął chłopak, nie rozluźniając uścisku. – Czy nie moglibyśmy wyskoczyć gdzieś razem?

Irlandczyk stał bez ruchu.

- W sensie… razem? – spytał, akcentując ostatnie słowo. Zayn wyraźnie się speszył i spuścił wzrok.

- Jeśli ci to nie odpowiada, to możemy po prostu…

- Nie, pasuje mi to – odparł, a kiedy mulat podniósł na niego wzrok, zauważył szeroki uśmiech na jego twarzy. Odpowiedział mu tym samym.

Wymienili się numerami telefonów i postanowili, że jeszcze się dogadają co do miejsca i czasu.

- Aha, Niall? – zawołał jeszcze Zayn, kiedy ten przekroczył już przez próg.

- Tak?

- Miło było cię poznać – powiedział, na co Horan wyszczerzył się radośnie.

- I wzajemnie! – odkrzyknął i sprężystym krokiem podążył do swojego samochodu.

***

- Liam, denerwuję się – powiedział po raz setny tego popołudnia Niall. Jego przyjaciel westchnął i spojrzał na niego znad książki do psychologii.

- Wszystko będzie dobrze, jasne? - również powtórzył.

- Ale Li, ja idę na randkę z moim idolem, wiesz ile rzeczy może pójść źle?

- Poza tym, że mogą was zaatakować dzikie fanki, to nic, co by się nie mogło stać na zwykłej randce.

- Ale Li…

Payne odłożył książkę z hukiem na stół.

- Przestań smędzić i weź już wychodź, bo jeszcze chwila i się spóźnisz.

- Serio? – spytał i spojrzał na zegarek, po czym jęknął. – No dobra, to życz mi powodzenia przynajmniej – powiedział, zakładając czapkę na głowę. Liam wywrócił oczami.

- Powodzenia – mruknął i patrzył, jak jego przyjaciel wychodzi i pokręcił głową. Był pewien że wszystko pójdzie dobrze.

Tym bardziej był więc zdziwiony, kiedy Niall wpadł do mieszkania po jakiejś godzinie, gdy on dalej zmagał się z psychologią.

- Coś się stało?

Chłopak pokiwał głową i spróbował spowolnić oddech, po czym odpowiedział.

- Zayn tu zaraz przyjdzie. Długa historia.

- Zwykle te „długie historie” wcale nie są takie długie. Opowiadaj.

Niall niechętnie usiadł obok na kanapie i co chwila zerkał na drzwi wejściowe.

- Okej. Więc poszliśmy z Zaynem na lody, tam przy Hyde Parku, tak jak to było umówione. Gadaliśmy, śmialiśmy się i takie tam pierdoły. Ale potem zauważyliśmy, że te cholerstwo jakim są Harry i Tommo nas śledzą! Więc poszliśmy niby do kawiarni, żeby nie mogli nas słyszeć i udaliśmy, że się kłócimy i ja wybiegłem stamtąd. Zayn miał wyjść chwilę później i dołączyć do mnie… - Rozległ się dzwonek do drzwi. - …potem.

Jak oparzony podniósł się z kanapy i pobiegł do – nowo wymienionych – drzwi.

- Udało się? – spytał bruneta.

- Mhm – przytaknął. – Wyglądali na bardzo zawiedzionych.

Niall parsknął śmiechem. – I bardzo dobrze.

Obaj weszli głębiej do mieszkania i Zayn zauważył Liama w salonie.

- To mój współlokator – powiedział Irlandczyk, widząc zdezorientowane spojrzenie mulata. – Liam.

Zayn wyraźnie się rozluźnił i uśmiechnął. Chłopcy uścisnęli sobie dłonie, po czym szatyn wrócił do nauki.

- Okej, więc… Pójdziemy do mojego pokoju? – spytał Niall, kołysząc się na stopach.

- Jasne – zgodził się Zayn i blondyn zaprowadził go do pomieszczenia.

- A więc to tutaj powstają twoje filmiki – powiedział Malik w zadumie, rozglądając się po pokoju. Ściany były białe, oprócz jednej, która była całkowicie zabudowana szafą. Wszędzie leżały jakieś rzeczy – to ubrania, to statyw do kamery, to jakieś pierdółki przysyłane przez fanki Nialla. Z jednej strony stało łóżko, naprzeciw niego biurko z wielkim komputerem Apple, na którego wygaszaczu widniało zdjęcie wszystkich blogerów z konwentu youtube.

- Podobno też tam byłeś – wypsnęło się Horanowi, widząc, na co chłopak patrzy. Zayn spojrzał na niego, znów nieco zażenowany. Niallowi się to podobało. Zażenowany Zayn był bardzo uroczym Zaynem. W tym momencie bardzo musiał się powstrzymywać, żeby nie podejść do niego i po prostu go nie pocałować.

- Taa… Bo wiesz, spodobały mi się twoje filmiki i stwierdziłem, że skoro jest takie coś w Londynie, to czemu by nie przyjść i nie zobaczyć cię… na żywo.

Niall się roześmiał.

- I powiedział to sławny muzyk do zwykłego vloggera.

Zayn wzruszył ramionami.

- Każdy ma jakichś swoich idoli, prawda?

Niall niemal zakrztusił się własną śliną.

- Czy ty właśnie powiedziałeś, że jestem twoim idolem?!

Mulat ponownie wzruszył ramionami z uśmiechem zażenowania.

- I pomyśleć, że byłem na twoim koncercie w zeszłym roku… I jeszcze nic o mnie nie wiedziałeś!

- Byłes na moim koncercie? – spytał ciekawie Zayn i tym razem to Irlandczyk się delikatnie zarumienił.

- No wiesz, skoro ma się idola, to się jeździ na takie rzeczy, prawda?

Przez chwilę oboje byli cicho, po czym w tej samej sekundzie wybuchli śmiechem.

- To była najdziwniejsza rozmowa, jaką kiedykolwiek z kimkolwiek przeprowadziłem – przyznał Niall, kiedy udało mu się uspokoić.

- Zdecydowanie – przytaknął Zayn. – Więc może przestaniemy być tymi idolami dla siebie i będziemy po prostu…

- Chłopakami?

Zayn się roześmiał.

- Miałem powiedzieć „Zaynem i Niallem”, ale to też może być.

Irlandczyk nawet nie miał czasu by się zawstydzić za to, co powiedział, bo Zayn złapał go delikatnie za rękę.

- I to chyba będzie najlepsze rozwiązanie.

***

Kilka miesięcy później

Niall uśmiechnął się szeroko pokazując swoje proste, białe ząbki i pomachał do kamerki internetowej. Siedzący obok niego na jego łóżku Zayn zrobił to samo.

- Siemanko, Crazy Mofos! – przywitał się Irladczyk. – Dawno nie robiłem twitcama, co nie? – spytał retorycznie. – Ale patrzcie kto tu ze mną jest! – wykrzyknął, obejmując ramieniem Zayna. – Mój bardzo zapracowany chłopak który zrobił sobie przerwę w trasie koncertowej, żeby mnie odwiedzić.

Na twitterze momentalnie pojawiły się setki tweetów o treśli „Awwwww”, „Jesteście taaacy uroczy” czy „Ziall 4ever”. Obaj chłopcy uśmiechnęli się, widząc je.

- To wy jesteście uroczy – powiedział Zayn.

- Dobra, więc… Zadawajcie nam pytania czy coś, jak zwykle robi się na twitcamach.

Już kilka sekund po wypowiedzeniu tego zdania przez Nialla pojawiły się kolejne setki tweetów.

- „Powiedzcie cześć Anja! Kocham was!” – przeczytał Niall. – Cześć Anja, też cię kochamy!

- „Co byście zrobili, gdyby goniła was gigantyczna kanapka?” – wyczytał Zayn.

- Zjadłbym ją – odparł Niall, wzruszając ramionami i pochylił się do przodu, szukając jakichś ciekawych tweetów. – „Czy Harry i Louis są naprawdę razem?”. Moment, kto to Louis?

- Tommo, idioto – mruknął Zayn, przewracając oczami. – A myślałeś że skąd się wzięła nazwa Larry?

- Aa, sorry, ciągle zapominam – powiedział Niall uderzając się otwartą dłonią w czoło. – No, mniejsza. Czy są razem? – Sytuacja była dość niejasna. Niby byli widziani razem, ale nie razem, a żaden z nich nikt nie potwierdził. A dziewczyny które nazywały siebie Larry Shippers, znajdywały choćby najmniejsze dowody na to, że są w związku. Irlandczyk jednak znał prawdę i uśmiechnął się poufale. – Są baaardzo blisko – powiedział.

- „Proszę proszę proszę powiedzcie coś więcej, wiem, że wiecie” – przeczytał kolejnego tweeta Zayn.

- Może wreszcie powinienem wstawić to zdjęcie i zdementować plotki?

I znów, lawina tweetów.

Layla Andrews: Jakie zdjęcie?

i’mma bite ya: ZDJĘCIE? CO? JAKIE ZDJĘCIE?!!!!

ZAYN FOLLOW ME PLS: Niall czy ty miałeś cały czas dowód na istnienie Larry’ego I NIC NAM NIE POWIEDZIAŁEŚ?

Zayn wzruszył ramionami.

- Jeśli chcesz umrzeć przedwcześnie z ich rąk, to proszę bardzo.

Blondyn uśmiechnął się i wyciągnął telefon z kieszeni. Znalazł to zdjęcie i wstawił na instagrama.

niallhoran: hej, @louist91, wygląda na to, że ci dość wygodnie #larrystagram

- Wbijcie na instagram, to zobaczycie odpowiedź – powiedział.

Dziewczyny zaczęły wariować, wszystkie – nawet zaczęły nazywać vloggera „kapitanem tego statku” jakim jest Larry. Niall i Zayn tylko się podśmiewywali i zastanawiali, kiedy Harry albo Tommo zareagują.

Twitcam trwał jeszcze jakiś czas. Niall wyciągnął gitarę i trochę z Zaynem pośpiewali, pozdrowili kilka krajów, z których dziewczyny wyznawały im miłość, poodpowiadali na pytania.

Niall już miał powiedzieć, że muszą niestety kończyć, kiedy Zayn nagle chwycił jego twarz w dłonie i mocno pocałował.

- Co to było?! – spytał oszołomiony Irlandczyk. Zayn tylko się uśmiechnął i wskazał jednego tweeta.

hello i’m kim: Simon mówi: pocałuj swojego chłopaka.