Było szaro, kiedy budzik Liama zadzwonił o piątej trzydzieści. Przeciągnął się i niechętnie wygramolił spod pościeli. Jednak rozleniwił się odrobinę w ciągu ostatnich dwóch tygodni i potrzebował wrócić do swoich dawnych nawyków. Postanowił zacząć od biegania rano. A od przyszłego tygodnia, kiedy nie będzie musiał chodzić za Niallem jak cień, w końcu będzie mógł pójść na siłownie i poćwiczyć porządnie.
Ziewając głośno ubrał czarną koszulkę w serek, na biodra wsunął szare spodnie od dresu, a na stopy założył wygodne buty. Chwycił z oparcia krzesła bluzę w kolorze spodni, z szafki nocnej zabrał iPoda i wyszedł z pokoju.
Świtało. Poranek zapowiadał się na chłodny, ale rześki. Odetchnął powietrzem, kiedy wyszedł przez zamek, zapinając bluzę. Wsadził słuchawki do uszu, z których już po chwili popłynęła muzyka idealna do porannego joggingu. Rozciągnął na placu, po czym wybiegł przez bramę do dolnego miasta. Minął gmach siedziby ISMIO i wybiegł z miasta.
Skierował się na południe znajomą ścieżką. Oddychał głęboko i równo. Czuł znajomy ból w łydkach. To sprawiło, że poczuł się naprawdę dobrze. Wkrótce pojawiły się też pierwsze kropelki potu na czole. Biegł przed siebie zatracając się w muzyce, pierwsze promienie słońca zatańczyły między koronami drzew.
Powoli zwalniał przechodząc do truchtu, a potem do marszu. Oddychał ciężko, a płuca go paliły kiedy przekroczył kamienny łuk przyozdobiony sznurkiem z kolorowymi wstążkami. Zgasił odtwarzacz, chowając słuchawki do bluzy i powoli stawiając kroki ruszył przez Świątynie Druidów.
Nie była to typowa świątynia z wysokimi filarami oraz ołtarzem w centralnym punkcie. Świątynie druidów były specyficzne. Można było się na nie natknąć w lesie, a rozpoznawało się po sznurkach, do których przywiązane były kolorowe szmatki lub wstążki. Zaś tak przyozdobione sznurki zwieszały się między koronami drzew, skałami, wyznaczając granice świętego miejsca.
Podniósł głowę spoglądając na gałęzie, gdzie pojawiały się pierwsze pąki i listki. Przeszedł go dreszcz, a chwilę potem poczuł chłodny podmuch za plecami. Odwrócił się, jednak nic nie dostrzegł. Dla odmiany poczuł kolejny po prawej. Dotarły też do niego ciche, niespokojne szepty. Stał jeszcze chwilę w miejscu po czym lekko skinął głową i wycofał się ze Świątyni.
Biegł szybko i mógłby przysiąc, że pobił swój własny rekord. Jednak musiał jak najszybciej spotkać się z Simonem. Potrzebował go widzieć natychmiast. Wrócił więc do miasta w zastraszająco szybkim tempie i wpadł do siedziby ISMIO. Wprowadził kod, zeskanował tęczówkę, a po chwili stał przy recepcji.
- Powiadom Simona, że chcę się z nim widzieć natychmiast – wysapał do Perrie, która wpatrywała się w niego z wielkim zaskoczeniem. Skinęła jednak głową, podniosła słuchawkę i wybrała numer wewnętrzny.
- Panie Cowell, Liam Payne chce się z panem widzieć w tej chwili – oznajmiła do słuchawki i nastała chwila ciszy. – Dobrze.
Odłożyła ją i spojrzał na niego. Skinęła głową w stronę windy, więc posłał jej tylko uśmiech i podszedł do niej łapiąc się za bok. Czuł kolkę, która właśnie go złapała, więc gdy winda przyjechała wtoczył się do niej i oparł o chłodną metalową ścianę.
Winda zatrzymała się na trzecim piętrze i mały dzwoneczek zawiadomił go o tym. Chwilę potem drzwi rozsunęły się i wyszedł na znajomy korytarz. Przeszedł go szybkim krokiem i zapukał do gabinetu, a gdy usłyszał „proszę”, pewnym krokiem wkroczył do środka.
Simon spojrzał na niego zza biurka gdzie wypełniał raporty i zmierzył go uważnym spojrzeniem. Liam podszedł do stolika, na którym stał dzbanek z wodą i dwie szklanki. Nalał sobie do jednej trochę napoju, a gdy ten wypełnił jego usta odetchnął z ulgą. Wypił jeszcze jedną szklankę i dopiero wtedy usiadł na krześle naprzeciwko swojego pracodawcy.
- Co się takiego stało, że chciałeś się ze mną tak nagle widzieć? – spytał mężczyzna składając parafkę pod dokumentem i odłożył czarne pióro na bok. Splótł ręce na piersi i spojrzał na szatyna ciemnymi oczami.
Payne przebiegł palcami przez grzywkę, która przykleiła mu się do czoła i nawiązał kontakt wzrokowy z Simonem.
- Biegałem, jak zwykle. Dziś odwiedziłem południowe granice – wyznał i dodał z powagą. – Duchy w Świątyni są niespokojne. Szepty nasilone. Kilka nawet odważyło się koło mnie przelecieć, byle by zwrócić swoją uwagę.
- Myślisz, że coś wyczuwają? – zapytał mężczyzna.
- To duchy. Są związane z wszechświatem – przypomniał mu Liam.
Zapadła chwila ciszy, podczas której Simon rozmyślał. Szatyn siedział naprzeciwko niego i przyglądał mu się uważnie, rozważając co wymyśli jego szef. Odpowiedź dostał już po chwili.
- Zabierz tam Nialla.
- Co? – zawołał zaskoczony Payne.
- Nam duchy nic nie powiedzą. Nie jesteśmy potomkami Druidów – wyjaśnił Cowell. – Ale może im. Może Niallowi. Wiesz jakie pokładamy w nim nadzieje.
- Tak, wiem – przytaknął i spoważniał.
- Nie musisz tego robić dziś, ale zabierz go tam w najbliższych dniach. Póki jeszcze sprawujesz nad nim pełną opiekę – poprosił go Simon, na co przytaknął i bez słowa wyszedł z gabinetu.
Nie spodziewał się takiej decyzji ze strony mężczyzny. Jednak gdy wracał do zamku zdał sobie sprawę, że to może być całkiem dobre rozwiązanie. I jak najbardziej na miejscu. Postanowił jednak, że zabierze tam Nialla w sobotę, zamiast treningu praktycznego. Domyślał się, jak cierpi chłopak, więc to będzie dla niego błogosławieństwo.
Wrócił do swojego pokoju, gdy zdał sobie sprawę, że przegapił śniadanie. Wziął więc gorący prysznic, doprowadził się do porządku i ubrał w czarne dżinsy oraz szarą koszulkę, na którą zarzucił czerwoną bluzę. Wyszedł z pokoju, przebiegając palcami przez grzywkę i udał się do kuchni by coś zjeść. Po posiłku udał się pod klasę w której odbywały się zajęcia z historii.
Przywitał Nialla ciepłym uśmiechem, który w zamian posłał mu spojrzenie spode łba. Rana na policzku goiła się, jednak wciąż wyglądał na połamanego i poobijanego. Potargał mu na powitanie jasną grzywkę i delikatnie ułożył dłoń na jego plecach.
- Gdzie byłeś? – spytał Irlandczyk. – Nie było cię na śniadaniu.
- Byłem pobiegać, a potem musiałem wpaść spotkać się z Simonem – wyjaśnił. – Dlatego nie pojawiłem się na śniadaniu. Przepraszam, ale to wyszło tak niespodziewanie.
Horan skinął tylko głową i ruszył wraz z nim na kolejną lekcję.
2.
Irlandczyk odetchnął z ulgą, kiedy cichy dźwięk dzwoneczka ogłosił koniec zajęć z Podstaw Obrony. Ostatnia godzina dłużyła się w nieskończoność, a wskazówki zegara zdawały się zatrzymać w miejscu. Jednak mimo tego, mężczyźnie udało się dotrwać do końca lekcji, nie marudząc zbytnio z powodu bólu, i był z siebie bardzo dumny.
Ostatni uczniowie opuścili już klasę, więc Niall podniósł się z jękiem ze swojego miejsca i wsunął do torby zeszyt z notatkami. Po pierwszym tygodniu obiecał sobie, że przyłoży się do nauki, żeby nie pozostać w tyle. Dlatego zamierzał udać się do biblioteki w pierwszym wolnym momencie i popracować nad zadanym esejem, przynajmniej do kolacji.
- Niall? – usłyszał nad swoim uchem i zerknął na szatyna, stojącego obok. – Odprowadzić cię do pokoju? – zapytał Liam, wsuwając dłonie do kieszeni obcisłych spodni.
- Nie, nie wracam jeszcze – odpowiedział Horan, poprawiając pasek torby, który zwisał mu z ramienia. – Mam coś jeszcze do załatwienia – wyjaśnił, napotykając zaskoczone spojrzenie starszego. – Praca na Historię Druidów – doprecyzował z westchnieniem, uzyskując w odpowiedzi skinienie głową.
- W takim razie do zobaczenia na kolacji – rzucił Payne, mierzwiąc włosy młodszego na pożegnanie. – Idę po Lokiego, więc przy okazji odbiorę Johna – dodał na odchodne i ruszył korytarzem w kierunku wschodniego skrzydła zamku.
Westchnąwszy cicho, niebieskooki poszedł w przeciwnym kierunku, próbując sobie przypomnieć, którędy szedł z Liamem do biblioteki. Jego pamięć nie była dobra, jeśli szło o zapamiętywanie położenia niektórych miejsc, więc trafił do poszukiwanego pomieszczenia po kilku próbach i błędach. Tak, jak podejrzewał, o tej porze było tam pusto, ponieważ uczniowie woleli spędzić czas wolny w swoich pokojach lub na zewnątrz.
Niall uśmiechnął się pod nosem, grzecznie przywitał z bibliotekarką i ruszył w kierunku odpowiedniego działu. Zorientowawszy się, gdzie stoją interesujące go książki, zostawił swoje rzeczy przy jednym ze stolików w czytelni i wszedł do odpowiedniego działu. Czytając kolejne tytuły, marszczył brwi co raz mocniej, nie rozumiejąc żadnego z nich.
- Wspaniale – jęknął cicho, zaciskając pięści tak mocno, że skóra pobielała w niektórych miejscach. – Po prostu świetnie! – podniósł głos, co spotkało się z natychmiastową reakcją kobiety, stojącej za ladą. – Przepraszam – wymamrotał zawstydzony Irlandczyk i stanął na palcach, by wyjąć pierwszy lepszy tom.
W tym momencie po bibliotece rozszedł się donośny huk, któremu zawtórowało głośne przekleństwo. Zaskoczony nagłym zwrotem akcji blondyn, odłożył książkę i ruszył w kierunku źródła hałasu. Kiedy wszedł w odpowiednią alejkę, zauważył wysokiego chłopaka o zielonych tęczówkach i czekoladowych sprężynkach, okalających bladą buzię.
- Szlag by to wszystko trafił – sapnął nieznajomy, schylając się, żeby pozbierać książki, leżące w całej alejce. – Dlaczego zawsze ja?
- Nie mam pojęcia – odpowiedział z uśmiechem Horan i podszedł do bruneta, zbierając tomy, leżące mu pod nogami. – Ale mogę ci pomóc to posprzątać, zanim stracisz głowę z rąk krwiożerczej bibliotekarki – zachichotał i zerknął za siebie, sprawdzając czy kobieta tam nie stoi.
Wysoki chłopak zawtórował blondynowi i zaczął układać książki na odpowiednich – czy też nie – miejscach, a potem ulotnił się pospiesznie. Rozbawiony Niall wywrócił oczami i poszedł za nim, skrywając się kilka działów dalej. Przez jakiś czas zachowali ciszę, aż w końcu byli pewni, że nikt nie zwróci im uwagi za mały bałagan na regale.
- Jestem Harry Styles. Właściwie Harold, ale wolę Harry – szepnął zielonooki, wyciągając rękę w stronę. – Mam nadzieję, że nie narobię ci kłopotów swoją niezdarnością – uśmiechnął się rozbrajająco do niższego, ruszając w kierunku stolików w czytelni.
Irlandczyk zakrył dłonią usta, żeby nie zaśmiać się zbyt głośno. W jego oczach, chłopak był naprawdę uroczy – nie byłby sobą, gdyby nie przyznał tego chociaż w myślach – i emanował od niego zaraźliwy optymizm. Wprost nie dało się mieć złego humoru w jego obecności.
- Niall. I nie sądzę, żebyś wpędził mnie w większe kłopoty – odparł, wzruszając lekceważąco ramionami. – Mam tak zwany ukryty talent do ładowania się we wszystko, co nie jest do końca dobre – dodał z wahaniem. – Chyba trochę poplątałem, ale wiadomo co miałem na myśli.
Harry zagryzł dolną wargę i obrócił się przodem w stronę nowego znajomego, mierząc go iskrzącym spojrzeniem. Prawda była taka, że miał słabość do wszystkich ludzi i nie ukrywał tego przed nimi, okazując sympatię na każdym kroku. Czasem zdarzało się, że poczuł coś więcej, jednak nie były to zbyt częste przypadki.
- Jeszcze zobaczymy – stwierdził, ruszając w kierunku wyjścia. – Nie wiem, jak ty, ale ja wrócę tutaj jutro, bo dzisiaj za bardzo boję się czegokolwiek szukać – zrobił zabawną minę i mrugnął do blondyna, który zabrał swoje rzeczy i podreptał za nim. – Może chcesz posiedzieć ze mną w pokoju? – zaproponował, ukazując dołeczki w zarumienionych policzkach.
Irlandczyk wzruszył ramionami i poszedł za brunetem jednym z korytarzy, który najwyraźniej prowadził do jego sypialni. Mimo wszystko czas spędzony z nim, wydawał się znacznie lepszą perspektywą niż samotny wieczór z Johnem, spędzony nad książkami. Dodatkowo, musiałby znieść kontrolę Liama, który na pewno zajrzałby raz czy dwa.
- I tak nie mam nic innego do roboty… Esej muszę oddać w przyszłym tygodniu – wyszczerzył zęby w uśmiechu i zatrzymał się przed drzwiami, wykonanymi z jasnego drewna. Prawdopodobnie jesionowego.
- Bardzo mi miło, że mimo interesującego tematu pracy domowej, jestem tą lepszą opcją – zielonooki zagryzł dolną wargę i przekręcił niewielki kluczyk w zamku, wywołując charakterystyczne kliknięcie. – Witam w moich skromnych progach i z góry przepraszam za wszechobecny bałagan… O, w sumie nie jest tak źle – rozejrzał się po pomieszczeniu i pokiwał głową z uznaniem.
Niall zaśmiał się pod nosem i pokręcił głową, nie wierząc, że spotkał w zamku kogoś takiego jak on. Zostawiwszy torbę na podłodze przy drzwiach, powiódł spojrzeniem po ścianach i meblach, utrzymanych w neutralnych barwach. Biała farba idealnie komponowała się z szarymi regałami, ustawionymi na prostopadłych ścianach i łóżkiem o ramie w odcieniu beżu. Na dwóch fotelach, stojących po przeciwnych stronach sypialni, ułożone były granatowe poduszki, nadające wszystkiemu odrobinę charakteru.
- Podoba mi się tutaj – zawyrokował niebieskooki po dłuższej chwili zastanowienia. – Wygląda na to, że będziesz miał teraz częstego gościa – pisnął, przewracając się na miękki fotel, stojący obok niego. – I to bardzo częstego, bo mi tu strasznie wygodnie.
3.
Słońce chowało się za horyzontem, kiedy Liam, planował wybrać się do Nialla i sprawdzić czy już wrócił z biblioteki. Przebiegł więc palcami przez brązową grzywkę i przejechał po zarośniętym policzku dłonią, dochodząc do wniosku, że powinien się ogolić. Chwilę potem drzwi jego pokoju otworzyły się z hukiem, a do środka wpadł mężczyzna o oliwkowej cerze ze splątaną czarną grzywką.
- Idziemy pić – oznajmił i złapał go za nadgarstek. – Ja stawiam.
- Ale… - zająknął się Liam i w ostatniej chwili pochwycił swoją skórzaną kurtkę. Spojrzał na przyjaciela, który ciągnął go przez korytarz. Zlustrował go uważnym spojrzeniem i już wiedział, że coś się dzieje. Zayn rzadko pił. Zazwyczaj, gdy któryś z nich wracał żywy z misji lub mieli ku temu powód, jak urodziny.
- Dobra – zawołał, wyrywając się i zakładając swoją kurtkę na ramiona. – Ale co się stało?
- A czy musiało się coś stać? – odpowiedział pytaniem na pytanie brunet. – Po prostu chcę się napić.
Payne westchnął i postanowił nie naciskać. Uznał, że gdy jego przyjaciel już się wstawi, to wyśpiewa mu wszystko, przy barze. Wyszli więc z zamku i przeszli przez zalany zachodzącym słońcem dziedziniec. Cienie wydłużyły się do granic swoich możliwości, dając przyjemny chłód, gdy przemierzali uliczki miasta do swojego ulubionego baru.
Zayn od zamówił kolejkę Danielsa, wypił na eksa i poprosił o dolewkę. Barman więc zostawił mu butelkę, bo wiedział, że to jeden z tych klientów, który musi utopić smutki w alkoholu. Kiedy Liam wypił swoją kolejkę, Mulat zdążył już opróżnić pół butelki. Wiedział, że będzie musiał go odprowadzić do domu, więc zamówił sobie swojego ulubionego drinka - malibu.
- Wiesz. Jak go tak bardzo lubię, a on mnie tak traktuje – odezwał się pijackim tonem Malik, dolewając sobie do szklanki ciemnego trunku, przy czym połowę rozlewając. Oj, miał on słabą głowę.
- Ale o kim rozmawiamy Zayneh-Boo? – zapytał spokojnie Li, upijając łyk swojego napoju i obracając szklankę w palcach.
- No o Louisie, a o kim bym innym mówił – zawołał brunet i położył dłoń na ramieniu szatyna. – Wiesz. On jest taki uroczy, kiedy nie jest zimny. Ma naprawdę śliczny uśmiech, a te niebieskie oczęta błyszczą, kiedy jest szczęśliwy. Widziałem, kiedy go obserwowałem. Był taki słodki i uroczy.
- On jest związany z lodem – przypomniał mu przyjaciel. – Nie wymagasz od niego zbyt wiele? Bycie zimnym jest dla niego czymś naturalnym.
- Mówisz jak on – prychnął Mulat i wypił kolejną porcję alkoholu za jednym zamachem. – A myślałem, że mi pomożesz. Że powiesz jak sprawić, by zwrócił na mnie uwagę. Próbowałem już wszystkiego.
- A odciąć się od niego próbowałeś? – zapytał Payne, upijając łyk drinka, a ciemne oczy Zayna spoczęły na nim. – Jego okres ochronny skończył się miesiąc temu, a ty wciąż chodzisz za nim niczym cień. Po dwóch tygodniach rola opiekuna ogranicza się do kontroli ocen i postępu w nauce.
- Wiem to – oburzył się brunet. – Ale co to ma wspólnego ze sprawieniem by Louis mnie polubił?
- Jesteś szpiegiem wyznaczonym do roli opiekuna, tak jak ja – przypomniał mu nachylając się do przodu. – Pomyśl. Teraz masz tylko kontrolować jego postępy. Nie musisz przebywać z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zayn. Wyjedź na misję. Niech zatęskni. Niech zobaczy, że czegoś mu brakuje. Że jest jakaś pustka, gdy nie ma cię w pobliżu. Nie może przyjść do ciebie w każdej chwili.
- Aaaaaaa – zawołał Zayn, tak jakby właśnie odkrył Amerykę. Liam westchnął i dodał:
- Albo porozmawiaj z Aidenem. Z tego co się orientuję dostał misję od Simona, na którą zbytnio nie chce jechać. Ponoć gniazdo demonów do zlikwidowania w Oxfordzie. Zaproponuj mu, że pojedziesz za niego, ale on weźmie twoją następną misję.
- To coś dla mnie – zauważył brunet, układa dając usta w dzióbek. – A twój pomysł nie głupi.
Uśmiechnął się i puścił oczko przyjacielowi.
Siedzieli do momentu, w którym Zayn nie opróżnił całej butelki i nie poprosił o następną. Wtedy Payne definitywnie pokręcił głową do barmana, rzucił kilkanaście funtów na ladę i zgarnął swojego przyjaciele. Wyszli na chłodne wieczorne powietrze, a gdy brunet zawisł na jego szyi, doszedł do wniosku, że zabierze go do jego mieszkania, ulicę dalej. Przeczuwał, iż do zamku nie zdołał by go dowlec. I tak też było. Ledwie dotoczyli się do kamienicy i wspięli na pierwsze piętro.
Zostawił przyjaciela na kanapie w salonie. Zdjął mu ze stóp buty, a z nóg zdjął niewygodne spodnie. Nakrył kocem i na stoliku do kawy zostawił aspirynę wodę i wiadomość: Wisisz mi dwadzieścia pięć funtów, a to ty miałeś stawiać. – Li xx. Zamknął za sobą cicho drzwi i powoli skierował się do zamku. Zdążył w ostatniej chwili przed zamknięciem bramy.
Wspiął się po schodach i wśliznął przez ciężkie wrota do środka. Spojrzał na swój zegarek, który wskazywał za piętnaście dwunastą i doszedł do wniosku, że odpuści sobie poranne bieganie. Niewyspany marudziłby przez cały dzień.
Wcisnął ręce w kieszenie kurtki, a gdy podniósł wzrok zdał sobie sprawę, że odruchowo już skierował się do pokoju Nialla. Stwierdził, że skoro już tam szedł to zajrzy do niego. Nic przecież się nie stanie jak go skontroluję.
Zapukał cicho w drzwi, a gdy odpowiedziała mu cisza, nacisnął klamkę i wsunął głowę do środka. W pokoju paliła się lampa z abażurem. Odruchowo spojrzał na łóżko, ale nie dostrzegł tam blondyna. Powędrował wzrokiem dalej i odnalazł go na parapecie, z głową opartą na szybie okna i książką spoczywającą na jego kolanach.
Uśmiechnął się i wśliznął do pokoju, a John od razu zakręcił się pod jego stopami. Przyłożył palec do ust, pokazując zwierzakowi, żeby był cicho i na palcach podszedł do Irlandczyka.
- Niall – powiedział cicho jego imię, ale powieki nie podniosły się w górę i teraz miał sto procent pewności, że młodszy mężczyzna zasnął. Ostrożnie więc wziął książkę z jego kolan, a spomiędzy palców wyciągnął zdjęcie, które zapewne robiło za zakładkę.
Spojrzał na fotografię i zdał sobie sprawę, że już je widział. Raz. Przelotnie. Na pierwszej lekcji Historii. Niall wyciągnął je z kieszeni. A była na nim dziewczyna. Bardzo ładna, Liam musiał to przyznać sam przed sobą. Długie czekoladowe włosy falami spadały na ramiona, a lekki makijaż podkreślał jej urodę. Zmarszczył brwi, zastanawiając się kim ona mogła być dla blondyna. Przyjaciółką?
Pokręcił głową, włożył zdjęcie między strony, zamknął książkę i odłożył ją na bok. Następnie wsunął jedną rękę pod kolana Horana, a drugą oplótł wokół jego talii. Wziął go na ręce i głowa młodszego opadła na jego tors. Dotarł do niego cichy pomruk, a niebieskie tęczówki zaczęły wyłaniać się spod powiek.
- Ciiii. Śpij, Niall – odezwał się łagodnie, odwracając w stronę łóżka. – Śpij, Głodomorku.
- Dobra – usłyszał w odpowiedzi cichy pomruk, a powieki Irlandczyka na powrót opadły w dół.
Ułożył go delikatnie na materacu, odgarniając z czoła jasną grzywkę. Nakrył go dokładnie ciepłym kocem, a John wskoczył i zwinął się w kulkę na poduszce obok. Uśmiechnął się delikatnie i zgasił lampę, pociągając za sznureczek. Na palcach wyszedł z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi i dochodząc do wniosku, że jutro zajmie się brunetką ze zdjęcia. Dziś był już zmęczony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz