sobota, 22 lutego 2014

Harry nie był taki jak inni mężczyźni i wiedział o tym od lat i było to dla niego nie małym szokiem. Dotyczyło to nie tylko jego seksualności, bo gustował w mężczyznach, ale tego, że tak jak kobieta miał wytworzoną we wnętrzu macicę co się równało z tym, że mógł zajść w ciąże. Często śmiał się z siebie, że jest kobietą w ciele mężczyzny i pewnie właśnie stąd wywodziła się jego kobieca strona. Skłonność do kupowania nadmiaru ubrań, codzienne kręcenie włosów oraz makijaż, którym codziennie w naturalny sposób przyozdabiał swoją twarz.

Kiedy miał cztery lata jeszcze nie świadomy maszerował po domu w za dużych szpilkach od swojej mamy i bawił się lalkami, a nie samochodami tak jak pragnął jego ojczym. Dopiero w wieku trzynastu lat odkrył co się za tym kryło, ale nie bądźmy tak specyficznie do tego nastawieni! Harry’emu to się spodobało.

Mimo wszystko przez okres młodości próbował się dopasować - nie chwiał, aby szykowano go czy też wyśmiewało. Dlatego codziennie wraz z kolegami biegał po boisku, kopiąc piłkę. W momencie, gdy poznał Louisa, te wszystkie obawy zniknęły.

Louis Tomlinson był jego podporą i nadzieją na lepsze jutro. Uwielbiał chwytać jego małą dłoń w swoją i spacerować godzinami po parkach. Uwielbiał uczyć się z nim po nocach i całować jego różane usta, kiedy tylko miał ku temu okazję. Nim się oboje obejrzeli oboje skończyli szkoły - Louis dwa lata wcześniej z racji tego, że był starszy; i jako dwudziestolatkowie z hakiem zamieszkali razem w uroczym trzypokojowym mieszkaniu na przedmieściach Londynu.

Odkrywali tam siebie na nowo. Czasem było idealnie - innym razem szaro i buro.

-Harry, dlaczego zawsze karzesz mi zakładać prezerwatywę jak się kochamy ? Kochanie przecież wiesz, że jestem zdrowy, badam się regularnie. - mruknął Louis, tworząc palcem na nagiej skórze Harry’ego wzorki

-Proszę, Lou. Tylko nie ten temat.. - szepnął brunet, podnosząc się do pozycji siedzącej

-O co mnie prosisz kochanie ? Wiesz o tym jak nienawidzę tego obcisłego cholerstwa. To okropne uczucie jak masz to na sobie - jęknął

Louis zaczął całować skórę Harry’ego sprawiając, że jego myśli gdzieś uciekają. Poddaje się chwili i zwinnym ruchom Louisa, które nadają jego ciału nowego, nieznanego rytmu. Ciche jęku roznoszą się po ich sypialni, kiedy Louis porusza się w jego wnętrzu bez zabezpieczenia.

|HIAP|

Harry czuł się od kilku dni nie dobrze. Rano miał mdłości i często spędzał pierwszą przerwę w pracy głównie na wymiotowaniu w łazience. Miał dziwne zachcianki jak banany z majonezem co wydawało mu się obrzydliwe, ale właśnie na to miał ochotę. Dlatego też w drodze powrotnej do domu wstąpił do apteki, kupić test.

-Dla dziewczyny rozumiem ? - zapytała przemiła kobieta uśmiechając się

Harry kiwa głową, odwzajemniając uśmiech. W środku czuje uciski i ma ochotę płakać, ale skąd ta kobieta mogła wiedzieć o przypadłości Harry’ego. Odbiera od niej pudełeczko i jak najszybciej dochodzi do znanej kamienicy. Wchodzi po schodkach, aby stanąć przed drzwiami, które otwiera. Mężczyzna wzdycha z ulgą kiedy okazuje się, że Louis jest jeszcze w pracy. Kładzie swoje rzeczy w salonie i kieruje się do łazienki, gdzie wyciąga nie znane mu urządzenie. Z wyglądu przypomina ono mu termometr. Chce się śmiać, ale jeszcze bardziej płakać, bo termometr na który musi nasiusiać ma zdecydować o jego dalszym życiu.

Po wykonaniu wszystkich potrzebnych rzeczy siada na podłodze i czeka.

-Piętnaście minut - szepcze

Z pewnością było tego jego najdłuższe 15 minut w życiu, choć trwały 900 sekund tak jak każde inne. Drżącą dłonią chwyta urządzenie i prawie mdleje widząc dwie kreski. Mruga kilkokrotnie, ale widok się zmienia. Z nadzieją chwyta za instrukcje. A co jeśli dwie kreski świadczą o tym, że widok jest negatywny. Tak na pewno..

-Cholera. - mruczy po przestudiowaniu ulotki, jednak dwie kreski są pozytywne

-Harry ? Jesteś już w domu ?

Podskoczył słysząc głos Louisa. Louis wrócił.

Obrócił się wokół własnej w bezsilności i czuje po raz kolejny tego dnia zawroty głowy. Już miał dość tej całej ciąży. Usiadł na kafelkach, chowając głowę między kolanami.

Słyszy jak Louis wchodzi do łazienki, więc podnosi się, podpierając się ściany, bo zawroty dalej nie ustały.

-Babe, wszystko w porządku ? - pyta.

Jego wzrok pada na pudełeczko leżące na szafce.

-Test ciążowy ?

Harry kiwa głową.

-Harry coś.. się stało ? Coś o czym nie wiem ? A może.. Jezu Harry o co chodzi ? - mamrocze nic nie rozumiejąc

-Pamiętasz jak jeszcze za czasów studiów, mówiłem ci po pijaku, że.. że mogę zajść w ciąże ?

-Jak przez mgłę, ale co to ma wspólnego z testem ?

Brunet ma ochotę zaśmiać przed głupotę swojego ukochanego

-Bo… bo kochanie, ja jestem w ciąży

Louis lustruje go wzrokiem, szukając w jego słowach żartu, cienia uśmiechu na jego twarzy. Klęka przed nim kładąc rękę na jego brzuchu, gdzie w środku tworzy się nowa istota

-Czyli będę tatą.. - szepcze - Harry tocudowne !

-Cudowne ?

-Tak cudowne.. zawsze chciałem mieć dziecko, ale wiesz dwóch facetów.. to nie możliwe ! Ale jednak możliwe.. daj mi chwilę.. - mamrocze mdlejąc, ale Harry na szczęście łapie go w ostatniej chwili

|HIAP|

Początkowy okres ciąży naprawdę Harry’emu nie służył. Bywały co prawda takie dni w które czuł się dobrze i potrafił normalnie funkcjonować, ale większość czasu była zwykłą udręką, a nade wszystko znienawidził wymiotowania oraz bólów głowy.

-Lou.. ja mam dość - płacze przez telefon Harry podczas przerwy, którą spędza w służbowej toalecie

-Hazzia, kochanie..

-Nie kochaniuj mi ty tutaj ! To nie ty musisz spędzać całe poranki w kiblu ! Typowy facet, zrobi dzieciaka, a potem kochaniuje !

Louis śmieje się dźwięcznie

-Czy ty siebie słyszysz, Styles ? - pyta po dłuższej chwili ciszy

-Tak i to mnie przeraża - burczy w odpowiedzi kędzierzawy - kończę muszę iść do pracy

-Harry !

-Tak ?

-Kocham cię.

-Ja ciebie też, LouLou. Papa do zobaczenia. - rozłącza się

Nie minął miesiąc jak wykończony Harry Styles złożył wymówienie. Miał serdecznie dość.

Jego szefowa przyjęła to dość entuzjastycznie, życząc mu powodzenia na nowej drodze życie i przypominając, że dla niego zawsze znajdzie się miejsce. Harry tylko podziękował i pożegnał się raz ostatni z współpracownikami.

Ku jego zaskoczeniu siedzenie w domu wcale nie było lepsze, a nawet wręcz przeciwnie. Jedynym, największym plusem było to, że mógł spać tyle ile chciał i w momencie gdy czuł się nie najlepiej mógł się położyć.

W każdy czwartek tygodnia chodził na badania. Znalazł zaufaną panią doktor, która obiecała im jak największą dyskrecje. Ale i to miało swoją cenę i to bardzo dużą przez co Louis musiał jeszcze dłużej pracować.

Pod czas jednych z tych kontroli dowiedzieli się, że będą mieli syna co oczywiście skończyło się kolejnym omdleniem Louisa

-I to ja jestem w ciąży - mruczy Harry klękając przed szatynem

-Musi się do tego pan przyzwyczaić. Ojcowie mają skłonność do omdleń. Pański chłopak nie jest pierwszym tatą, który tu zemdlał - informuje go Lekarka, cucąc Lou

|HIAP|

Harry był już w szóstym miesiącu ciąży, a jego brzuszek był widoczny głównie dlatego, że od zawsze był szczupły i każda dodatkowa wypukłość była od razu widoczna . Wraz z Louisem zdecydowali również, że przynajmniej na czas ciąży nie wróci już do żadnej pracy, dlatego też spędzał całe dnie w domu, a czasem dowiedział go Zayn lub rodzice.

Jednak Harry wolał towarzystwo nastolatka od matki czy ojczyma. Szczególnie ta pierwsza miała straszną tendencję do panikowania, a jak mawiał jego ojczym Malik : "Jedna panikująca kobieta jest do ścierpienia, ale panikująca kobieta i panikujący mężczyzna w ciąży to zdecydowanie za dużo."

-Stary dalej nie mogę w to uwierzyć. - mówi Mulat upijając łyk herbaty, którą przygotował dla niego Styles

-Oh, wiem Zayn, że to dziwne..ale nie musisz tego mówić za każdy razem gdy tu jesteś - wzdycha Harry siadając obok niego na kanapie.

Parujące napoje stoją na stoliku w czasie gdy oni oglądali jakiś durny reality show na poziomie minus milion. Harry leżał głową na kolanach Zayna, a ten masował jego głowę. Gdyby nie fakt, że byli braćmi Louis miałby prawdziwe powody do zazdrości.

- Mogę.. mogę dotknąć brzucha ?

-Jasne - śmieje się Harry

19latek kładzie dłoń dłonie na jego ciele. Robi to niezwykle delikatnie, bojąc się, że zbyt duży nacisk zrobiłby krzywdę dziecku.

-Cześć maluchu, tu twój wujek Zayn. Będę najlepszym wujkiem na świecie, więc radzę ci więc zapamiętać to imię. Będziemy razem chodzić na lody i do kina, a gdy będziesz starszy poduczę cię kilku fajnych tekstów..- szepcze, głaszcząc jego brzuch - Ruszył się ! Harry on się ruszył! - piszczy, czując kopnięcie dziecka

-Jesteś jeszcze gorszy niż Louis, naprawdę - chichocze mężczyzna

-To nie jest śmieszne Hazz - marudzi chłopak

-Wybacz braciszku - całuje go w czoło

Resztę dnia spędzają tak samo jak poranek. Jest lato, więc Zayn spędza każdą możliwą chwilę z starszym bratem, pomagając mu ze wszystkimi szczegółami. Nigdy nie spodziewał się, że urządzenie pokoju dla dziecka będzie tak strasznie trudne, a samo wybieranie wózka zajmie, aż dwa dni. Teraz był wdzięczny rodzicom za co zrobili.

Nastolatek znosił też dziennie zachcianki Harry’ego i jego wieczne zmiany na stroju. Wysłuchiwał na zmianę jego płaczu oraz krzyków, że sam sobie z tym nie poradzi. Czasem też po prostu wychodził na papierosa mając już dość całkiem. W tych momentach zazdrościł Louisowi który siedział, całe dnie w pracy, chcąc zapracować na utrzymanie dziecka.

|HIAP|



-Nie lubię tej lekarki, dziwnie się na nas patrzy - marudzi Lou, gdy wchodzą do poradni

Przechodzą przez korytarz, witając się z miłą panią recepcjonistką.

-Przesadzasz, po prostu nigdy nie widziała faceta w ciąży.

-Ale to zawodowiec, więc powinna się znać !

Styles kręci tylko głową wchodząc do gabinetu. Kobieta w średnim wieku i aksamitnym głosie tłumaczy im jak będzie najprawdopodobniej wyglądać poród ich maleństwa - przeprowadzą cesarskie cięcie.

-Nie zaszkodzi to dziecku ? - dopytuje się Harry, masując swój brzuch

-Niech pan mi uwierzy, to jest najlepsza opcja w pana przypadku. Rodzenie przez kanał odbytowy mogło by zaszkodzić maluszkowi, bo jej zdecydowanie za wąski.

Louis cicho jęczy, przez co Harry go szturcha

-No co ? Nie lubie tego wyrazu.. kanał odbytowy, fuj - szepcze Louis krzywiąc się

-Nic, nic. - odpowiada Harry wbijając swój wzrok w kobietę, która namiętnie notuje coś na formularzu.

Kiedy kończy, podaje mu ją.

-Tu na górze mają panowie adres kliniki, która wykona tę operacje. Chirurg obiecał milczenie i zero kosztów, jeśli pozwoli pan się poddać paru badaniom. - informuje go

-Jakim badaniom ?

-Pobieranie krwi, chce też zobaczyć jak dziecko leży w pańskim ciele, a krótko po narodzinach zrobić zwykłe prześwietlenie oraz kontrolować zdrowie pańskie oraz dziecka. Chce odkryć jakim cudem zaszedł pan w ciąże. Proszę go zrozumieć, to coś niespotykanego

Para uśmiecha się

-Zgodzę się na wszystko co nie zaszkodzi dziecku i zapewni mi aminowość, nie potrzebuję jakiegoś chorego rozgłosu

|HIAP|

W nocy z 13 na 14 października, Harry poczuł pierwsze skurcze. Sam chirurg był zaskoczony faktem, że dziecko urodzi się dokładnie po 9 miesiącach od poczęcia niemniej był to dobry znak.

Po wszystkich potrzebnych badaniach i innych pierdołach, brunet wylądował na stole operacyjnym, gdzie przez specjalne rozcięcie mieli wydobyć ich małe dziecko.

Dochodziła godzina 4 nad ranem, kiedy Louis, siedzący na niewygodnym plastikowym krzesełku, usłyszał płacz dziecka. Jego syna. Podskoczył, płacząc za szczęścia. Później zaczął tylko chodzić w kółko nie potrafiąc się uspokoić. Był pewny, że jeśli nie będzie mógł się do nich dostać za chwilę to zajdzie aż do Chin

-Panie Tomlinson ! Może pan wejść. - poinformowała go pielęgniarka kilka minut później.

Pomogła mu ubrać się w specjalny strój ochrony w którym mógł wejść do sali, gdzie leżeli dwaj zmęczeni ale najważniejszy mężczyźni w jego życiu. Stanął nie mogąc się ruszyć. Bał się, że zbliżając się do nich może zrobić im niechcący krzywdę. Dostał ataku paniki i zaczął ciężko oddychać

-No proszę niech pan podejdzie. - lekko popchnęła go lekko pielęgniarka

-Tak, tak.. oczywiście - wymamrotał

Podszedł do Harry’ego, który na rękach trzymał ich synka

-Jest piękny - szepnął, nachylając się nad nimi

-Ma twój nosek - stwierdził jeszcze lekko odurzony znieczuleniem Harry

-I twoje usta - dodał Louis, całując swojego chłopaka w usta - jestem z ciebie tak dumny.. Hazz mamy synka. Naszego własnego synka. To drugi najcudowniejszy dzień mojego życia

-Drugi ? A jakie jest pierwszy ? - zdziwił się

-To dzień w którym ciebie poznałem, myszko



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz