środa, 19 lutego 2014

*Jasne promienie słońca przedzierały się przez niedomknięte żaluzje. Oświetlały bladą twarz młodego chłopaka, który pogrążony był we śnie. Na zegarku dochodziła siódma, mimo to w całym domu panowała cisza. Niall otworzył leniwie oczy i pożałował tego natychmiast, ponieważ słońce oślepiło jego tęczówki. Przecierając zaspane oczy, podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał dookoła. Był sam. Spał samotnie przez całą noc. Dopiero po chwili otarł do niego, że położył się tuż po przyjściu z kawiarni. Louis natomiast postanowił jeszcze poczytać. Na pewno zasnął na kanapie. Horan odkrył kołdrę i wstał z łóżka. Niestety, pożałował tego prawie natychmiast, bowiem zakręciło mu się w głowię. Na szczęście szybko usiadł z powrotem i zaczął głęboko oddychać. Zdawał sobie sprawę z tego co się z nim dzieje. Miał tak bardzo często. Było mu słabo i niedobrze. Chwilę później poczuł się już lepiej, więc udał się do łazienki, gdzie umył się i ubrał.

Louis spał z salonie przykryty kocem. Wyglądał tak niewinnie i uroczo, że Horan nie mógł się na niego napatrzyć. Nie chcąc go budzić poszedł do kuchni gdzie nastawił czajnik z wodą. Nadal było mu niedobrze, więc napił się gorzkiej herbaty, a potem tak po prostu wyszedł na zajęcia. Kolejny dzień z rzędu nie zjadł nic konkretnego, jednak tym razem tłumaczył sobie, że nie może bo go mdli. Idąc na zajęcia rozmyślał nad poprzednim wieczorem i tym, co robili razem z Louisem, kiedy wrócili do mieszkania. Oczywiście nie było to nic zbereźnego, ale Niall czuł, że powoli się do siebie zbliżają. Może i były to tylko zwykłe pocałunki i przytulanki, ale dla niego to także było ważne. Czuł, że naprawdę się zakochał. Czuł, że Tomlinson jest dla niego kimś naprawdę ważnym. Był mu tak bardzo wdzięczny za to, że się nim opiekował, przejmował, pomagał mu i zwyczajnie przy nim był. Nie miał nikogo innego z kim mógłby po prostu porozmawiać. Owszem. Nie mówił szatynowi wszystkiego, ale tylko dlatego, że uważał, że nie może tego zrobić.

Zajęcia były czymś co Niall uwielbiał głównie dlatego, że mógł spotykać się w wieloma osobami. Mógł ich obserwować i czasami wyciągać wnioski z ich poczynań. To było coś w rodzaju jego hobby - zajęcia, aby się nie nudzić. Od czasu do czasu notował rożne sytuacje. Dla innych mogło by się to wydawać szalenie dziwne, ale on nic sobie z tego nie robił. Uważał, że to jego sprawa.

Ariana weszła szybkim krokiem do The Six Pence. Była już dawno spóźniona, jednak nie mogła nic na to poradzić. Hannah od razu ją zauważyła i przywitała ją przyjaznym uśmiechem. Rudowłosa weszła na zaplecze, przebrała się i po chwili pojawiła się na sali. O tej porze zazwyczaj nie było dużo klientów, dziękowała za to Bogu. Gdy zakładała fartuch Hannah podeszła w jej stronę.

-Coś się stało? - zapytała brunetka.

-Profesor James się stał! - warknęła dziewczyna – Ciągle czegoś ode mnie chce! Mam już tego po dziurki w nosie Hannah! Rozumiesz? - Hannah zmarszczyła brwi. Nie za bardzo rozumiała o co chodziło przyjaciółce.

-Co zrobiłaś? - zapytała siadając przy barze.

-Wypisałam się. Powiedziałam, że nie mam ośmiu godzin na robienie jakichś głupot! - Clark wytrzeszczyła oczy. Nie spodziewała się, że jej przyjaciółka zrezygnuje z takiej szansy, jaką były dodatkowe zajęcia z Profesorem James’em.

-Co zrobiłaś? - zapytała ponownie.

-Och, Hannah! Błagam cię. Wiem, co chcesz powiedzieć! Nie obchodzi mnie, ile punktów na studia mi odejdzie. Wiem, że bez nich też dostanę się na te które chce. Ja już nie daje rady. Praca i szkoła. Nic innego się nie liczy? Może wreszcie chciałabym się zakochać, albo przynajmniej z kim się spotykać? - Brunetka pokiwała głową.

-Rozumiem.

-No właśnie chyba nie – jęknęła Ariana. Hannah chciała ją zapewnić, że rozumie, ale nie zdarzyła, ponieważ telefon rudowłosej głośno zadzwonił. May wyjęła go z swojej kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Nie spodziewała się ujrzeć tam imienia swojej siostry. Przez chwilkę wpatrywała się w ekran swojego telefonu z otępieniu. Jednak po chwili niepewnie odebrała.

-Carola? Co się stało? - zapytała ostrożnie rudowłosa – Hej! Spokojnie. Powiedź spokojnie co się stało, dobrze? - Wyraz twarzy Ariany zmieniał się z sekundy, na sekundę – Ale jak to? Carola! Jak to się stało? Okej, dobra, prześlij mi adres natychmiast. Już idę – Hannah chciała zapytać co się stało, ale May była szybsza – Niall zemdlał na zajęciach, jest w szpitalu. Muszę tam jechać!

-Ale co się stało? Jak zemdlał? - krzyknęła dziewczyna.

-Nie wiem Hannah, muszę iść!

Drogę do miejskiego szpitala dziewczyna pokonała w bardzo szybkim czasie. Na szczęście nie było to, aż tak daleko od The Six Pence. Na głównym korytarzu przychodni rudowłosa od razu zobaczyła swoją siostrę, która siedziała na jednym z czerwonych; już dość starych krzesełek. Podbiegła do niej bardzo szybko, ignorując dziwne spojrzenie pielęgniarki za konturem recepcji.

-Carola! Gdzie jest Niall? - zapytała, próbując złapać oddech.

-Lekarz go bada. Zadzwoniłaś do kogoś? - Carola wstała z miejsca i spojrzała na swoją młodszą siostrę. Ariana kiwnęła przecząco głową – Na co czekasz? Zadzwoni do Louisa!

Ariana wyciągnęła swój telefon z kieszeni i wybrała z listy kontaktów numer Louisa Tomlinsona.

-Ariana? Hej! Właśnie miałem zamiar iść od The Six Pence z tobą porozmawiać! Tylko mi nie mów, że cię tam nie ma – Louis jak zwykle miał dużo do powiedzenia i nie dał dojść dziewczynie do głosu.

-Louis! Zamknij się! Niall jest w szpitalu miejskim! - Szatyn przystaną obok stołu i przez chwilkę nic do niego nie docierało. Nie mógł złapać oddechu, a jedyne co w tamtej chwili miał w głowie to obraz mdlejącego Horana. Opadającego na zimną podłogę. Louis był bardzo wyczulony, na obrazy z przeszłości – Louis? Żyjesz tam?

-Już jadę – powiedział prawie bezgłośnie.

-Czekamy.

-Ariana? - Cisza po drugiej stronie upewniła go, że może mówić dalej – Wszystko z nim dobrze?

-Nie wiem Louis. Nie wiem.

Szatyn wybiegł pośpiesznie z kompleksu nawet nie trudząc się, aby zamknąć za sobą drzwi wejściowe. Nie obchodziło go, że ktoś mógłby okraść jego mieszkanie. Najważniejszy był Niall. Nic oprócz niego się nie liczyło. Bo jakby mogło liczyć się coś oprócz kogoś, kogo on kochał. Kochał. Zdał sobie z tego sprawę właśnie wtedy, kiedy jego mały świat mógł legnąć z gruzach. Kiedy nie wiedział co z jego Niallem. Niewiarygodnie było, że w przeciągu miesiąca szatyn mógł zakochać się w kimś tak bardzo. Tak bardzo jak jeszcze nigdy. Nawet Jackson nie był tak ważny. Louis zawsze myślał, że jego jedyna miłość odeszła w tamtą noc. W noc kiedy na jego oczach ukochana osoba popełniła samobójstwo. Jednak on nie mógł jej powstrzymać. Odurzony narkotykami i alkoholem, patrzył jak Jackson się zabija. Louis nie chciał przerabiać tego ponownie. Nie chciał płakać po nocach i krzyczeć imion. Nie chciał zamykać oczu i widzieć tam Jacksona, Nialla czy kogoś innego. Nieżywego. Nie mógł pozwolić, aby Niall wymsknął mu się z dłoni.

Louis wbiegł do szpitala rozglądając się na boki. Nie mógł opanować bijącego serca. Ariana zauważyła go pierwsza i pomachała w jego stronę. Obok niej siedziała Carola, co przekonało go, że to dzięki niej wszyscy tak szybko się dowiedzieli.

-Ariana! Boże co z nim?

-Louis! Spokojnie. Usiądź – poleciła dziewczyna, wskazując na krzesło obok niej.

-Gdzie on jest? Nie każ mi czekać w niepewności! - Carola zamachnąwszy się uderzyła go w ramię. Szatyn spojrzał na nią zaskoczony, jednak to poskutkowało, bo usiadł bez słowa.

-Louis. Zanim Niall wyjdzie z gabinetu musimy ci coś powiedzieć. Doskonale wiemy, że ty to pewnie wiesz, ale… - Carola nie mogła wydusić z siebie słowa, dlatego też Ariana postanowiła przejąć władze nad rozmową.

-Niall zemdlał w auli, ponieważ jest wyczerpany. Jest tak bardzo wyczerpany, że nie ma siły chodzić. Ma anemie i niewyobrażalną niedowagę. Wiemy, że ty to wiesz.

-Ale…, przecież kazałem mu zapisać się na terapię! Powiedział, że chodzi! Przychodził codziennie zmęczony, zapłakany. Nawet zauważyłem, że coś jadł.

-Niall potrafi kłamać – wtrąciła ze smutkiem Carola. Louis zakrył dłońmi twarz. Próbował się nie rozpłakać, jednak nie było to wcale łatwe.

-Nie chodził na terapie, Lou. Wiem, że czujesz do niego coś bardzo wyjątkowego i właśnie dlatego w to uwierzyłeś. Nie wiń siebie. Powinniśmy to zauważyć. On kłamie, bo jemu jest tak wygodnie. Nie potrafi tego nie robić, bo wie, że zrani tym innych. Tym jaki jest i co robi.

Louis przełknął pojedyncza łzę, która spłynęła po jego policzku. Uczucia jakie miał w sobie było sprzeczne. Był smutny, zły, rozgoryczony, można by rzec wściekły. Czuł się wykorzystany i poniżony. Nie mógł uwierzyć, że osoba, którą kochał mogła go tak potraktować. Miał ochotę uciec i już nigdy nie spojrzeć na Horana. Jednak Louis wiedział, że to nie było rozwiązanie.

Drzwi do gabinetu lekarskiego otworzyły się, wyszedł z nich mężczyzna z kwiecie wieku. Uśmiechnął się do Ariany i Caroli. Louis spojrzał w górę, patrząc na jego twarz. Ariana szturchnęła go, więc wstał. Musiał porozmawiać z lekarzem.

-No Niall. Pójdziesz teraz z dziewczynami, okej? - Zanim Louis mógł ogarnąć co się działo Niall pojawił się w drzwiach, prowadzony przez pielęgniarkę. Był blady, naprawdę kurewsko blady. Spoglądał w podłogę, jakby bał się spojrzenia ludzi. Może po prostu wiedział, że stał przed nim Louis. Chłopak, który go kochał. Którego serce wyrywało się z piersi, ponieważ chciał przytulić blondyna. Jednak złość była silniejsza. Ariana i Carola przechwyciły Horana od pielęgniarki i zabrawszy kluczyki od samochodu Tomlinsona poszły na zewnątrz.

Niall usiadł na tylnym siedzeniu, głowę oparłszy na szybie, zamknął oczy. Był wyczerpany, wściekły i chciało mu się płakać. Ariana i Carola stały na zewnątrz i rozmawiały o czymś, co w ogóle go nie obchodziło. Jedyne czego chciał, to móc przytulić się do Louisa.

Po chwili czekania Ariana usiadła na miejscu pasażera, a potem drzwi od strony kierowcy, powoli się otworzyły. Niall nie spojrzał na szatyna, ponieważ był w stanie wyczuć negatywną atmosferę jaka panowała w aucie. Samochód ruszył powoli. Cisza jaka panowała w środku była niezmiernie uciążliwa.

-Odwiozę cię do domu – powiedział Louis zachrypniętym głosem. Ariana nie odpowiedziała, kiwnęła jedynie głową. Nikt się więcej nie odzywał. Niall nie miał siły, ale także wiedział, że jego słowa w tej sytuacji były zbędne. Po co mieszać w to wszystko Arianę? Louis dusił w sobie wszystkie negatywne i pozytywne emocje. Ariana zaś….,ona była między młotem, a kowadłem.

Louis zaparkował samochód przed kompleksem i otworzył drzwi. Nie spojrzał na siedzącego z tyłu Horana, który otworzyło czy i podniósł głowę.

-Wychodź – warknął Tomlinson. Niall wiedział, że to wszystko to nieprzyjemny skutek uboczny jego kłamstw. Miał jednak nadzieje, że wszystko było do uratowania. Idąc powoli za Tomlinsonem ronił pojedyncze łzy. Nie chciał tego robić, ale z każdym postawionym krokiem wiedział, że nic już nie będzie takie same.

Wejście na odpowiednie piętro zajęło mi chwilkę. Nie to, że szatyn czekał na Horana. Niall wykrzesał z siebie ostatki sił i szedł szybciej niż wcześniej. Przekraczając próg mieszkania, wiedział, że musi spróbować. Spróbować uratować to na czym mu tak bardzo zależało.

-Louis?- powiedział spokojnie chłopak. Tomlinson nie zareagował na jego głos. Zdjął z siebie kurtkę i buty i skierował się w stronę salonu. Niall powoli zdjął kurtkę i buty kiedy chłopak ponownie pojawił się w korytarzy. Trzymał w ręce swoją książkę – Louis?

-Nie chcę z tobą rozmawiać – warknął Tommo, zamykając za sobą drzwi pokoju.

Zabolało. Zabolało jak jeszcze nigdy. Horan nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo odrzucony. Jednakże wiedział, dlaczego i przez kogo tak się stało. Nie chciał dopuścić do czegoś takiego. Chciał być z Louisem, kochać go i być kochanym. Jednak czy teraz mógł sobie tylko o tym pomarzyć?

Blondyn nie spał tej nocy w ogóle. Nie było to dla niego nawet dziwne. Ciągle myślał o swojej beznadziejności, przekręcał się z boku, na bok i właśnie w ten sposób spędził całą noc. Rano postanowił przenieść się do salon, a potem do kuchni, gdzie zrobił herbatę i zjadł trochę płatków owsianych, które zalecił mu lekarz. Niall naprawdę je zjadł. Nie miał już siły okłamywać siebie, Louisa, ani nikogo innego.

Usłyszawszy szmery dochodzące z przedpokoju, odwrócił głowę w tamtą stronę. Louis wszedł do kuchni z ponurym wyrazem twarzy. Był już ubrany, ale jego włosy były w totalnym nieładzie. Nie zwracając uwagi na Horana, szatyn wstawił wodę na herbatę, a potem zabrał się za przygotowywanie śniadania.

-Louis? Możemy porozmawiać? - zapytał ostrożnie blondyn. Nie doczekał się odpowiedzi więc, westchnął – Wiem, że możesz być na mnie zły, i nie chcieć ze mną rozmawiać, ale ja…- Louis nie dał mu dokończyć. Walnął nożem o blat i odwrócił się do chłopaka przodem.

-Zły? Myślisz, że jestem zły? - warknął Tomlinson – Jestem wściekły! Tak bardzo wściekły, jak jeszcze nigdy. Czuje się jak śmieć, którego można wykorzystać i omotać. Opiekowałem się tobą, troszczyłem o ciebie. A ty mnie okłamałeś. Okłamywałeś mnie cały czas! Nie jadłeś, nie poszedłeś na terapię. Mam już tego dość! Po prostu dość! Chciałem ci pomóc, bo cię kocham, i mi zależy! Ale ty najwyraźniej nie zasługujesz na to, aby mi zależało – Louis otarł dłonią, policzek na którym zebrały się słone krople łez. Nie mógł wytrzymać palącego spojrzenia Horana, więc bez słowa wybiegł z kuchni, a potem z mieszkania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz