Przez ułamek sekundy słychać głuchy dźwięk, zupełnie tak, jakby ktoś tworzył wokół siebie próżnię, odbijającą dosłownie wszystko. Szuranie krzesłem, przestawianie czegoś na blacie biurka. Dopiero po chwili wszystkim ukazuje się uśmiechnięta twarz Irlandczyka, jednak, pomimo tego, da się wyczuć, że coś jest nie w porządku, coś jest nie tak, jak być powinno. Rozsiada się wygodnie na obrotowym fotelu, w dłoni trzymając kubek z gorącą herbatą. Swoimi palcami przeczesuje gęste, jasne włosy i odchrząkuje znacząco.
Cześć, jestem Niall Horan, chociaż pewnie wszyscy doskonale to wiecie. Zastanawiam się, czy jestem pierwszy, chociaż w zasadzie, jaka to różnica? – wzrusza ramionami, upijając kilka łyków gorącego trunku. – Chciałbym zacząć od początku, ale nie wiem, czy czasami go nie zatraciłem. Zastanawiacie się pewnie, po co ta cała szopka, prawda? Otóż, wszyscy dostaliśmy niepowtarzalną okazję opowiedzenia swojej własnej historii. Wiem, że być może ona nigdy nie ujrzy światła dziennego, ale co mi tam, jeśli wszyscy, to wszyscy. Nie chcę być przecież gorszy. – zatrzymuje się na moment, biorąc kilka głębokich oddechów. – Kojarzycie mnie jako tego wesołego chłopaka i wydaje wam się, że znacie prawdę, że to, co pokazują wam media, jest tym, co naprawdę przeżywam. – śmieje się, kręcąc głową na prawo i lewo. – Jesteście w wielkim błędzie i zapewniam was, mylicie się co do każdego z nas. Zacznę może od castingu, bo tam po raz pierwszy się zobaczyliśmy, a oni, ta czwórka chłopaków, z którą teraz muszę się męczyć, jeszcze wtedy nie była bandą, która ściągnęła mnie na samo dno. Dobrze słyszycie. Na dno. – zaakcentował, rozprostowując nogi. – Jako pierwszego poznałem Harry’ego, gdy siedziałem na schodach, wygrywając na gitarze jakąś beznadziejną piosenkę Justina Biebera. Podszedł do mnie, usiadł schodek wyżej i najzwyczajniej w świecie podrygiwał w takt muzyki. Uśmiechnąłem się do niego, chcąc być miłym, a on odwzajemnił ten gest. Nie sądziłem, że zawiodę się na nim aż tak bardzo. – ponownie odchrząknął, spoglądając w swój kubek, w którym znajdowało się jeszcze trochę ciepłej herbaty. – Tak, Harry Stylesie, tobie nie mogę tego wszystkiego wybaczyć. Mniejsza, o tym później. Kolejny był Liam i Zayn, których spotkałem w Mc Donaldzie, śmieszne… Od tego czasu byłem kojarzony z jedzeniem, chociaż ono nigdy nie przechodziło mi przez gardło z łatwością. Wtedy wydawało mi się, że znają się dłużej, że okłamują mnie, że poznali się dopiero na castingu. Miałem nieodparte wrażenie, że coś ich łączy i być może się nie myliłem, choć oni nigdy się do tego nie przyznali. Oh, starczy o nich, to przecież moja kaseta, prawda? – spytał, nie oczekując odpowiedzi. – I jakbym mógł pominąć Ciebie, Lou. Rzuciłeś we mnie butem na dzień dobry, myśląc, że jesteś zabawny. Cóż, nie wyszło Ci, ale akurat ty jesteś jedyną osobą, której będę chciał podziękować. Wracając… - pstryknął palcami, kończąc herbatę. Odstawił kubek na półce, znajdującej się tuż za nim, po czym po raz kolejny spojrzał wprost w kamerę. – Pominę ten nieciekawy epizod ze wszystkimi występami, w każdym razie, jak już wiecie, przegraliśmy tego cholernego X-Factora, zajęliśmy trzecie miejsce i na tym to wszystko powinno było się zakończyć. I, jak też już wiecie, Simon Cowell nie chciał z nas zrezygnować. Pozdrawiam, wujaszku. – wyciągnął przed siebie dłoń, kiwając. – Popełnił największy błąd i my także go popełniliśmy, podpisując kontrakt, który ograniczał i, cóż, w zasadzie nadal nas ogranicza. I w tym właśnie momencie zaczęły się moje prawdziwe problemy. Było dobrze, gdy bawiliśmy się na wielkiej scenie, gdy wszystkim nam zależało, by coś osiągnąć, jednak… Od początku byliśmy solistami – przyszliśmy do programu jako soliści i liczyliśmy na to, że uda nam się kiedyś osiągnąć solową karierę. – wzdycha, przecierając oczy. Wydaje się taki zmęczony. – Tak, udawaliśmy grupę przyjaciół, za plecami przeklinając siebie i to, że któremuś z nas coś wychodziło lepiej. Może to niezbyt miłe, ale cieszyłem się, gdy pewnego dnia Harry tak po prostu się rozchorował i, oh mój boże, jego gwiazdeczka nieco przygasła. – zaśmiał się gorzko, na kilka chwil przymykając powieki. – Musielibyście widzieć wtedy minę Liama, który mógł w końcu zabłysnąć, zastępując zielonookiego. Ten występ mogę zapisać do najlepszych, bawiłem się wprost wyśmienicie, obserwując Stylesa, siedzącego za kulisami, podczas gdy my brykaliśmy po scenie jak stado młodych koników wypuszczonych na wolność. Punkt dla mnie, panie Harry. – zadrwił ze swojego zespołowego kolegi, wykonując znaczący gest dłonią. Poprawił się na krześle, opierając się o nie plecami. Rozejrzał się po pustym pokoju, jakby szukał w tych czterech ścian zagubionego wątku. – Nigdy nie zapomnę, jak po zejściu ze sceny powiedziałeś nam, że byliśmy beznadziejni. Bolało, prawda? Wiem, że twoje małe serduszko rozpadło się na drobne kawałeczki, jednak nie byłeś i nigdy nie będziesz niezastąpiony. A później już było tylko i wyłącznie gorzej. Cały czas trwania programu był jednym, wielkim spektaklem, a my byliśmy aktorami, idealnie wcielającymi się w swoje role. Cóż, a teraz do rzeczy, przygotujcie się na coś, czego pewnie nigdy się po mnie nie spodziewaliście. Poczekajcie… - wstał, podchodząc do szuflady, z której wyjął niewielki, brązowy notatnik. Przez chwilę przyglądał się jego okładce, po czym zajął swoje stałe miejsce, pokazując do kamery pamiętnik, który od czasu do czasu nosił przy sobie najmłodszy z nich. – Chcecie poznać historię Harry’ego, czy wolicie poczekać, aż opowie ją samodzielnie? Haha, on jest tchórzem, nie zrobi tego, więc… - przesunął palcem po kilku kartkach, odszukując odpowiedni fragment, po czym zaczął czytać. – Piętnasty marca dwa tysiące jedenastego roku. Drogi pamiętniczku, cholera Styles, piszesz jak panienka. – wybuchnął gromkim śmiechem. – Nienawidzę Nialla Horana, oh, jak miło z twojej strony. Ten blondwłosy chłopak doprowadza mnie do łez niemalże za każdym razem, gdy tylko o nim pomyślę. Zawsze chce być lepszy i zawsze wytyka mnie palcami. Nie rozumiem tego, nie wiem, skąd w nim tyle nienawiści. – zatrzasnął notes, odkładając go na swoje kolana. – Już wam tłumaczę. – spojrzał w kamerę. – Harry to skończona szmata. Ups, nie pomyślałem, że być może kiedyś ktoś to odnajdzie i nie będzie miał dostatecznie dużo lat, by zrozumieć tak dosadne oskarżenia. Cóż, chyba jednak nie umiem inaczej go nazwać. To właśnie przez Harry’ego… - podwinął rękawy swojej biało niebieskiej bluzki, przysuwając się wraz z krzesłem nieco bliżej. Podniósł ręce do góry, ukazując kilkanaście połyskujących blizn. Jedna przy drugiej, od łokcia po niemalże same nadgarstki. – Louis ma takie same, identyczne. Tak, robiliśmy to razem i musicie wiedzieć, że szatyn jest jedyną osobą z zespołu, którą darzę szacunkiem. Nie, nie dlatego że łączą nas blizny i łączy nas ból. Przyjaźnię się z nim, naprawdę. Relacja między nami nie jest udawana i spędzamy ze sobą naprawdę mnóstwo czasu, doskonale się rozumiejąc. Pewnie zastanawia was, dlaczego? – uniósł kąciki swoich ust nieznacznie ku górze. – Styles, Styles i jeszcze raz Styles. Zarzuca mi, że przeze mnie ciągle nie miał humoru, że to ja jestem powodem, przez który ciągle płakał. Prawda jest jednak taka, że to on, każdego cholernego dnia, posyłał mnie i Lou na samo dno. Codziennie powtarzał nam, jak bardzo jesteśmy beznadziejni, że nie potrafimy śpiewać, że niczego nie wnosimy do zespołu, jakby on to robił… - wzruszył ramionami. – A Tommo cierpiał, gdy ten gówniarz łamał mu serce, które biło tylko dla niego. I nigdy, ale to przenigdy nie zapomnę, gdy powiedział mu wprost, że jest ostatnią osobą, która mogłaby znaczyć dla niego cokolwiek. – zaakcentował dobitnie ostatnie słowo, chcąc tym samym podkreślić jego znaczenie. – On zaczął się ciąć, a ja robiłem to razem z nim. To ja byłem osobą, która po raz pierwszy wbiła mu w dłoń żyletkę, by mu ulżyć. I, uwierzcie, miałem cichą nadzieję, że to przyniesie nam ukojenie. Cóż, zawiodłem się, ale przejdźmy dalej, to jeszcze nie koniec historii. – ponownie otworzył brązowy notes, wodząc palcami po jego, nieco pożółkłych, kartkach. Przeczytał coś cicho pod nosem, tak, że nie dało się tego dosłyszeć, po czym zaśmiał się pod nosem, wskazując palcem odpowiedni wpis. – Tego właśnie szukałem, to jest dopiero interesujące! – odrobinę podniósł głos. – Z tego roku, mniejsza o dzień, jakie to ma znaczenie. Uwaga, czytam. Oh, nie… Jednak nie, nie zamierzam zatracać się w jego namiętnych nocach z Nickiem. Ups, jeden twój sekret właśnie ujrzał światło dzienne, przepraszam, Styles. – uniósł wzrok, uśmiechając się do kamery. – W każdym razie chodzi tutaj o mnie i o Theo. Louisa pozostawmy już w spokoju, on z pewnością opowie swoją historie dokładnie, niczego nie pomijając. Moja kaseta, a więc moje życie i… Cóż, brawa dla tych, którzy od samego początku dostrzegali podobieństwo między mną, a tym dzieciakiem. Tak, mój niby bratanek… - ostatnie dwa słowa wziął palcami w cudzysłów. – Jest w rzeczywistości moim synem. Zastanawiacie się pewnie, o kogo może chodzić, pewnie teraz zachodzicie w głowę, kto jest jego matką i nigdy na to nie wpadniecie. Tylko Harry znał ten sekret, tylko on wiedział, że spodziewam się dziecka i tylko on mógł donieść o tym menagerom, którzy urządzili mi prawdziwe piekło na ziemi. I tego nigdy mu nie wybaczę. Nie znoszę myśli, że muszę udawać, że ten malec nic dla mnie nie znaczy, nie mogę się pogodzić z tym, że widuje go tak rzadko, że wychowuje go mój rodzony brat i… Że to pewnie do niego będzie mówił „tato”, bo ja jestem tutaj, tkwię w tym pierdolonym zespole, nie mogąc stworzyć prawdziwej rodziny. To Harry był tym, który zagroził mi, że jeśli podejmę decyzję o odejściu z One Direction, wyzna wszystkim mój sekret. Naprawdę, szczerze nienawidzę tego gówniarza. – pokręcił głową z dezaprobatą. – Mam szczerą nadzieję, że obejrzysz moje nagranie, cholerny dupku. Zawsze myślałeś tylko o sobie i o swoim tyłku, o zarabianiu masy pieniędzy, często kosztem innych. Wiem o tobie więcej, niż ci się wydaje. – pomachał notesem do kamery. – Ale nie jestem tak podły, jak ty, by zrobić ci taką krzywdę, jaką tym wyrządziłeś mnie. I Louisowi. Przepraszam, nie mogę o nim zapomnieć i za każdym razem, gdy przeklinam Stylesa, mam przed oczyma smutne oczy szatyna. Hmm, co by tu jeszcze… - przełknął znacząco ślinę, drapiąc się w czubek głowy. – Może teraz zespołowy tatuś? Też zasługuje na wzmiankę, też w pewnym stopniu rozpieprzył mi życie. Liam James Payne, witaj. – pokiwał, delikatnie się uśmiechając. –Wydaje wam się pewnie, że jest człowiekiem bez skazy, jednak jesteście w błędzie. To właśnie on zawsze mącił nam w głowach i to on był drugim, zaraz po Harry’m, który z każdym problemem biegł do naszych menagerów. Może i najmłodszy wkopał mnie z dzieckiem, ale to właśnie Li był tym, który sprawił, że straciłem wiele w oczach zarządu. – pociągnął nosem. – To było lato, gdy wszyscy planowaliśmy wakacje, by wreszcie od siebie odpocząć i to właśnie Payne sprawił, że jako jedyny nie mogłem wyjechać z Londynu, musząc spędzić ten czas na pisaniu piosenek, które najzwyczajniej w świecie mi ukradł, podpisując je swoim nazwiskiem. I tak, może i nie byłem nigdy tak utalentowany, jak on, ale utwory pisałem znacznie lepsze i to go bolało. I to przez naszego zespołowego tatusia powstała ta oto kreska. – ponownie podciągnął rękaw, ukazując najdłuższą ze swoich blizn. – Nie radziłem sobie, do dzisiaj sobie z tym nie radzę. Okaleczam się częściej, niż wam się wydaje, ale kogo to obchodzi, prawda? Dopóki uśmiecham się do fotografów, na wywiadach i wszelakich wyjściach, jest dobrze, no nie? Nie znacie Nialla Horana, więc nie oceniajcie i nie mówcie, że jestem szczęśliwi. Zastanówcie się czasami, czy osoby, które z pozoru wydają się przeszczęśliwe, nie kryją w sobie największego bólu. Oh, nie mówię teraz tylko o sobie. – mrugnął do kamery. – Cześć, Zayn. Mówię tutaj o tobie, wiecznie uciemiężony książę piękności. Pieprzony ignorant, który nigdy nie widział niczego, poza czubkiem własnego nosa. Jeśli ktokolwiek z was to obejrzy, cóż, przecież mówię tylko prawdę, nie płaczcie. Chwila szczerości Irlandczyka! – krzyknął, wymachując zabawnie rękoma. – Chciałem Ci pomóc, wiesz Malik? Ale jeśli Ciebie nie obchodziły moje problemy, z jakiej racji ja miałem walczyć z twoimi? Wymagałeś tego, chciałeś, by wszyscy Cię wspierali, pocieszali i głaskali po pleckach, gdy popełniałeś największy błąd swojego życia, zaręczając się Perrie. Wyznasz prawdę w swojej kasecie, czy ja mam o tym powiedzieć? – ze złością odrzucił na bok pamiętnik Harry’ego, który nadal spoczywał na jego kolanach. – Dam Ci szansę, wierzę, że nie stchórzysz jak Styles. Mam nadzieję, że wszyscy doczekacie się prawdy z jego strony. Oh, zostałeś ty, Louis. – szepnął, po czym utkwił spojrzenie w drewnianej podłodze. – Nie mam serca wytkać Ci błędów, bo to ty zawsze byłeś osobą, która trwała przy mnie na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Cholera, zabrzmiałem, jakbym składał Ci przysięgę… W każdym razie, dziękuję za to, że jesteś, że łączysz się ze mną w bólu i że starasz się mi pomóc, choć sam nie radzisz sobie z własnymi problemami. Chwała Ci za to, przyjacielu! – przyłożył prawą rękę do swojego serca, okazując tym samym wdzięczność wobec szatyna. – Wypadałoby kończyć, choć mam jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia. Nie chcę jednak cofać się do wcześniejszych lat, chociaż w moim dzieciństwie także nie było kolorowo. Dziękuję mamo, że zostawiłaś mnie wtedy, gdy najbardziej Cię potrzebowałem. – skinął głową, jakby się kłaniał. – I dziękuję tato, że nigdy mnie nie wspierałeś. Tak, tak… Jak Niall może tak mówić o swoich rodzicach, prawda? Przecież tak ich kocha, a oni tak kochają jego! Nauczcie się jednego, nigdy nie wierzcie prasie i mediom, one zawsze kłamią. Ukazują wszystko w jak najlepszym świetle, chociaż prawda jest diametralnie inna. – zaśmiał się, by chwilę później pokiwać głową. – Nie wiem, dlaczego się roześmiałem, mam przecież ochotę wybuchnąć i zacząć płakać. Hmm, myślę, że z tym właśnie was pozostawię. – powolnym krokiem podszedł do kamery, wyłączając ją. Zapadła głucha cisza, by po chwili znów włączyło się nagrywanie. – Jeszcze jedno. – odezwał się ponownie, nachylając się tak, że idealnie było widać jego bladą twarz, podkrążone, sine oczy i ostrożnie drgającą dolną wargę. – Zanim się z wami pożegnam, chcę wam tylko powiedzieć jedno. Nie ufajcie wszystkim bezgranicznie, nie oceniajcie i dwa razy się zastanówcie, zanim wyciągniecie jakiekolwiek wnioski. Pozostawiam was z moimi bliznami i masą problemów na głowie. Potraktujcie to jako ostrzeżenie… - ostatnie słowa szepnął, naciskając palcem odpowiedni przycisk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz