wtorek, 18 lutego 2014

Najpierw słychać ciche trzaski i dźwięk zakluczonych drzwi. Ktoś chodzi po pokoju, jednak obraz nie jest jeszcze włączony. Da się słyszeć, jakby ktoś zawzięcie czegoś szukał. Przedmioty z głuchym odgłosem upadają na drewnianą podłogę. Ktoś przeklina, znacząco wzdycha. Podchodzi do kamery i włącza nagrywanie. Harry, a wokół niego bałagan, jakby przez pomieszczenie przeszło tornado. Podsuwa obrotowe krzesło i siada na nim, układając się wygodnie.

Cześć, jestem Harry. – uśmiechnął się szczerze i pomachał do kamery. – Skoro mam tę niepowtarzalną okazję, by opowiedzieć coś, co leży mi na sercu, z wielką chęcią się tego podejmę. Być może oczernię tutaj kilka osób, ale kto o to dba, skoro te taśmy mają być tylko i wyłącznie naszym rachunkiem sumienia. Tak więc… Jak się masz, Louis? Nie potraktowałem Cię zbyt brutalnie? – pada pierwsze pytanie retoryczne i najmłodszy członek śmieje się, gdy je zadaje. – To nie było zbyt grzecznej z mojej strony, że tak po prostu Cię wykorzystałem, jednak cóż ja mogę poradzić na to, że jesteś taki naiwny i łatwowierny. Przecież ty, jak osoba, która zawsze uważała się za mojego oddanego przyjaciela, powinieneś wiedzieć, że zrobię wszystko, by tylko osiągnąć sukces. Przykre, aczkolwiek prawdziwe. Takie życie. – wzrusza ramionami, przeczesując swoje gęste, ciemne loki, niesfornie opadające mu na czoło. – To ja i Liam, jakbyś kiedykolwiek pytał, choć nie sądzę, byś miał w sobie tę odwagę. To my wymyśliliśmy Larry’ego, to ja pozwoliłem mediom go przechwycić i to ja na każdym kroku prowokowałem fanów, robiłem wszystko, by w to uwierzyli. Teraz już wiesz, że była to tylko i wyłącznie gra, w której byłeś marnym pionkiem. Nie sądziłem, że tak łatwo się z niej wykruszysz. Nie ukrywam, trochę mi przykro, Tommo. Całkiem miło było bawić się twoim kosztem. – zaśmiał się krótko. – Gdybyś umiał spojrzeć mi w oczy i gdybyś umiał ze mną rozmawiać, pewnie zapytałbyś dlaczego i jak mi się to udało. Cóż, od tego mam Nicka, prawda? Ty i ja, nasz fikcyjny związek nabrał tempa dzięki niemu, ma swoje wpływy, ale akurat to nie powinno Cię ani trochę interesować. Zresztą, on pragnął zemsty. Nigdy nie lubił sposobu, w jaki na mnie patrzyłeś, twoje zachowanie doprowadzało go na skraj wytrzymałości, a gdy ja przestałem się tłumaczyć, wybrał Ciebie na swój osobisty cel. I powiem Ci, udało mu się. Gdybyś z kolei pytał o Eleanor, chociaż tego pewnie też nigdy nie zrobisz, to także nasz pomysł. Gdy tylko pobiegłem do menagerów poskarżyć się, że coś do mnie czujesz, od razu wyszedł z tym pomysłem. – teatralnie wywrócił oczyma. – Trochę skopałeś sprawę, wiesz o tym? Śmieszne, że nie potrafiłeś jej nawet trzymać za rękę, ale w zasadzie, czego można spodziewać się po kimś, kto nawet w łóżku z osobą, którą kocha, jest aż tak bierny. – zadrwił z niego, pukając się po czole. – Przykro mi, Louis, ale każdy z moich partnerów był lepszy od Ciebie. Mniejsza o seks, o tym później, bo w sumie, jeśli to dzień szczerości, mam wszystkim dużo do opowiedzenia. Nie wiem, czy jest coś, co chciałbym Ci powiedzieć. Wiem, że się okaleczasz, wiem, że masz w swojej szufladzie kilka opakowań tabletek, a pod łóżkiem kilka butelek wódki. Wiem, co planujesz, ale nie wiem, czy mam zamiar Cię powstrzymać, zanim będzie za późno. Nigdy mi na tobie nie zależało, więc dlaczego teraz miałbym się tym przejmować? Ostatecznie mogę udawać, że o niczym nie wiem. Ciii, nie było tematu. – przyłożył palec do ust. – Uh, jednak jest. Mógłbyś zrobić to jakoś spektakularnie, nie, żebym Cię do tego zachęcał. W sumie, dla Ciebie śmierć byłaby łatwym rozwiązaniem, ponieważ jesteś słaby i nie chcesz walczyć, wolisz się poddać i odejść jak tchórz. Nie na tym polega życie, Louis. Jeszcze się nie nauczyłeś? To takie przykre. I wiesz, pociągnąłeś za sobą Nialla. Zabawne, poznałem go jako pierwszego i myślałem, że się polubimy, jednak on chyba nie darzy mnie sympatią. Powiem Ci, jakoś nieszczególnie mi na tym zależy. Chcę jeszcze na moment zatrzymać się przy tobie. – podszedł do szafki, przeglądając jej zawartość. Przeklął kilkakrotnie pod nosem, po czym wrócił oburzony na swoje poprzednie miejsce. – Chciałem poczytać Ci mój pamiętnik, ale ten cholerny Irlandczyk znów mi go zabrał. Cóż, specjalnie trochę go tam pooczerniałem, wiedząc, że świerzbią go rączki i prędzej czy później zakradnie się do mojego pokoju, by po prostu go ukraść. Mam jednak doskonałą pamięć, więc mogę Ci poopowiadać o tym i o tamtym. Pamiętasz, gdy pierwszy raz wyznałeś mi miłość? Oh, do dzisiaj nie mam pojęcia, dlaczego w ogóle to zrobiłeś, skoro nie dawałem Ci jakiś szczególnych powodów, byś mógł sądzić, że cokolwiek do Ciebie czuję. Zawsze było wręcz przeciwnie, z całego zespołu właśnie Ciebie darzyłem najmniejszą sympatią. Już nawet wolałem Liama, który jest kolejnym naiwniakiem, ale cóż, ponoć jesteśmy rodziną, a rodziny się nie wybiera. Mam na myśli zespołową rodziną. – przetarł zmęczone powieki. – Robię się strasznie senny, przydałoby się jakoś rozkręcić atmosferę, nie sądzisz? Może powiem coś o Zaynie. Kolejny przyszły, niedoszły samobójca. Dlaczego jeszcze nie przybiłeś sobie z nim piątki? Weźcie jeszcze Horana do waszego grona, będzie wam weselej. – po raz kolejny zadrwił ze swoich znajomych. – Słyszałem, że Malik porwał się na kupno pistoletu i zastanawiam się, po co mu taki sprzęt, skoro nawet nie wie, jak ma się z nim obejść. Rozumiem, chce się zabić z miłości do Liama, to takie zaszczytne. Coś w stylu Romea i Julii, chociaż, z całym szacunkiem, Payne nie jest skończonym idiotą, by porwać się na coś takiego za swoim ukochanym. Mam wrażenie, że wszyscy macie klapki na oczach. Ty, Zayn, Niall może w mniejszym stopniu, chociaż… Przecież nasz Irlandczyk ma synka, więc musiał także poznać miłość swojego życia. Wpadka, wpadka, wpadka. – przedrzeźniał blondyna, mówiąc to wszystko z szerokim uśmiechem. – Nie wierze w to, co stało się z naszym zespołem. Każdy poszedł w swoją stronę ze strachu, taka jest prawda. Czasami czuję, że tylko ja mam siłę walczyć, Liam także się wypala, ale to już moja słodka tajemnica, o której może nieco później. Dlaczego wy wszyscy jesteście tacy żałośni? Podziwiam Simona, swoją drogą, cześć Cowell! – krzyknął i pomachał do kamery. – Nadal jesteś z nas dumny? Chyba już nie, dlaczego mnie to nie dziwi… - westchnął zrezygnowany. – Podjąłeś złą decyzję, wujaszku. Myślę, że gdybyś nie postanowił stworzyć z nas jedności, dzisiaj nie musiałbym tutaj siedzieć i nagrywać jakiejś gównianej kasety, której pewnie nikt nie obejrzy. Moje grzechy, moja sprawa i właściwie nie wiem, po co to nagrywam. Chyba nie chcę być gorszy od tej bandy idiotów. Przejdę teraz do ojca One Direction, pozwolą państwo? – spytał po raz kolejny, nie czekając na odpowiedź, której i tak by nie otrzymał. – Cześć, Li. Rozgryzłem Cię, tylko tyle chciałem powiedzieć w ramach wstępu. Jeśli myślałeś, że jestem naiwnym dziewiętnastolatkiem i jeśli wydawało Ci się, że nie wiem, w jaki sposób chcesz usunąć mnie z zespołu… Proszę, Payne, nie ośmieszaj się. Nie chcę nawet roztrząsać się na ten temat, bo to wyjątkowo dziecinne. Dobrze mieć Nicka przy swoim boku. A, co do mężczyzn. – uniósł palec wskazujący nieznacznie ku górze. – Chciałem, żebyście wszyscy wiedzieli, jak bardzo obrażaliście mnie przez te lata, wmawiając, że jestem kobieciarzem. Oh, mam ochotę wypluć to słowo. Nigdy więcej, błagam! – jego ton głosu stał się nieco silniejszy. – Owszem, puszczam się. Owszem, mam zszarganą opinię i macie prawo nazywać mnie dziwką, ale, na litość boską, jestem stuprocentowym gejem i zapamiętajcie to raz na zawsze. Harry Edward Styles, pochodzący z Holmes Chapel jest homoseksualistą. Dziękuję za uwagę. Przejdę do Nicka, ponieważ jest jedyną osobą, której chcę podziękować za wszystko, co dla mnie zrobił. Pominę, jak dobrym jest kochankiem, nie chcę już Cię męczyć, Louis. Nie dorastasz mu nawet do pięt. – ugryzł się w język. – No już, Styles, koniec drwin. – upomniał sam siebie, wybuchając niekontrolowanym śmiechem. – Przede wszystkim dziękuję Ci za to, że załatwiłeś mi kontrakt. Tak, dobrze słyszycie, gdy wygaśnie ten One Direction, rozpoczynam solową karierę i mam zamiar wzbić się na sam szczyt, zapominając o was. Zapominając o żałosnej bandzie pajaców, biegającej po scenie jak szaleńcy. Ups, nie dodałem, że nigdy nie chciałem być jednym z was. Zespół był mi potrzebny tylko po to, by wykreować swoje nazwisko, a trasy koncertowe, media i prasa miały to wszystko nakręcać. I wybaczcie, ale czy istnieje ktoś, kto nie zna, bądź nie kojarzy nazwiska „Styles”? Jeśli mam być szczery, nie sądzę, więc możecie już teraz pocałować mnie w tyłek. Tym sposobem się z wami żegnam. Nie wiem, czy mam coś jeszcze do dodania. Może osłodzę wam końcówkę mojej taśmy, co wy na to? – klasnął w dłonie, wstając i przechadzając się po pokoju. – Wiem, zagramy w grę! Musicie zgadnąć o kim mowa. Spokojnie, od razu się domyślcie. Uwaga, start. Cześć, jak się masz, nieznajomy? Jakiś czas temu odkryłem, że narkotyki to twoje drugie imię i wiesz, spodziewałem się tego po tobie. Taki słaby, taki żałosny. Mały człowieczek, który nie potrafi poskładać swojego życia w jedną, spójną całość. Twoja miłość Cię zabija i, uwierz, nie zatopisz jej także w alkoholu, który gromadzisz z nadzieją, że nikt o tym nie wie. Nie łatwiej po prostu zapomnieć? Wyrzucić pewne osoby z pamięci? Już wiecie, o kim mowa? – spytał, podchodząc do kamery. – Oh, pomogę wam. Witaj, Louis. Twój kolega kroczy twoim śladem i założę się, że blizny na waszych rękach i całym waszym ciele są niemalże identyczne. To właśnie on, dusza towarzystwa i ten zawsze uśmiechnięty chłopak, poszedł na samo dno razem z tobą. Przyznaj się, Tommo, jak często wbijał w twoją skórę ostrą żyletkę, z nadzieją, że w jakikolwiek sposób Ci ulży? Cześć, Niall. Ten pociąg do sławy, ten niebywały egoizm, którym aż emanuje. Młoda, wschodząca gwiazda, której wydaje się, że osiągnie szczyt, choć nie potrafi odnaleźć w tym wszystkim samego siebie. Taki zagubiony, a tak pewny swojego sukcesu. Jak się masz, Liam? Mam nadzieję, że Ci się powiedzie. Trzymam kciuki, że jeszcze kiedyś spotkamy się na scenie, rywalizując ze sobą, a wtedy raz na zawsze uświadomię Ci, kto tutaj króluje. Ostatni z was nie będzie już zagadką. Dobry wieczór, Zayn, jak przygotowania do ślubu? – zaczął się śmiać. – Przepraszam was najmocniej, ale gdy tylko o was myślę, tak bardzo was żałuje. Tak bardzo mi przykro, że nie wiecie, jak uchwycić swoje życie, ale polecam wam, abyście wreszcie się tego dowiedzieli. Ono przepływa przez wasze palce i pamiętajcie, zawsze znajdzie się ktoś, kto może was zastąpić. A teraz, cóż, pożegnam się. Zatem… - odchrząknął, by jego głos przybrał odpowiedni ton. – Dziękuję za bezgraniczną miłość, Louis. Dziękuję za noce, spędzone z tobą w jednym łóżku i dziękuję za to, że pozwoliłeś, bym zrobił sobie z Ciebie zabawkę. Było całkiem przyjemnie, jednak wybacz, chyba wrócę do Nicka. Dziękuję za obejrzenie ze mną licznych kryminałów, Liam. To dzięki nim nauczyłem się tak idealnie knuć plany i wcielać je w życie. Dziękuję za masę zabawy i za to, że zawsze dostarczałeś mi śmiechu, Niall. Oh, biedny Zayn, znów na końcu. Dziękuję Ci za to, że przy tobie miałem poczucie, że nie jestem aż takim narcystycznym dupkiem, za jakiego wszyscy mnie uważali. Ty byłeś o wiele gorszy ode mnie. Dziękuję także z tego miejsca rodzicom za wsparcie w każdym momencie mojego życia, gdy byłem na szczycie, gdy z niego spadałem, by znów się na niego wspiąć. Nie musicie się o nic martwić, wasz mały synek poradzi sobie w życiu i osiągnie to, czego pragnie. Nauczyliście mnie walczyć o swoje marzenia, ale pewnie nie sądziliście, że będę skłonny wykorzystać to przeciwko innym. Cóż, już rozdałem karty. Problem w tym, że pozostała czwórka nawet nie potrafi w nie zagrać. Zapomniałbym. Dziękuję, wujku Simonie, za danie mi szansy, której nie zmarnuję, jak pozostali. Kiedyś będziesz mógł powiedzieć, że jesteś ze mnie dumny. – wolnym krokiem zbliżył się do kamery. – To jakby na tyle, moja historia dobiegła końca. Spowiedź zakończona, z Bogiem! – ciemność i głuchy dźwięk. Harry’ego już nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz