niedziela, 16 lutego 2014

Czasami życie stawia przed nami różnego rodzaju wybory. Niektóre są podchwytliwe, niektóre nie. To od nas w sumie zależy jak je ocenimy. Czasami możemy się mylić, ale to nie jest wtedy aż taka tragedia. Tragedią jest to, że pewnego razu oceniamy źle sytuację, w której się znajdujemy, biorąc wszystko za pewnik. Niby nic się nie stało, kolejny błąd, czy on ma jakieś znaczenie gdy myślimy tu o wszechświecie i tym podobnych sprawach? Nie za bardzo, prawda? Jednak prawdziwa „zabawa” jest dopiero wtedy, gdy ten błąd czy jak to chcecie nazwać nie dotyczy tylko nas. Zamieszani są w to też inni ludzie, a szczególnie jeden człowiek. Mężczyzna, dla którego straciliście głowę, w którym jesteście tak mocno zakochani, że aż boli. Pytanie – zagadka. Co się stanie, jeżeli tak akurat miało być? Może prawda, nie jest prawdą. Może tak tylko się nazywa ukryte kłamstwo?


„I woke up on this side, I thought it was a dream
At first we learned to walk then learned to scream
You can’t understand, when you’re fed from a TV screen
You can’t see the things that I can see.”



Siedziałem na dość wygodnym, skórzanym fotelu, skubiąc nitkę, która wystawała spod mojej czarnej bluzy. Byłem zbyt znudzony ich gadaniem, zbyt znudzony ciągłym słuchaniem tych bzdur, które mają mi do powiedzenia. Rób to, rób tamto, wszystko to czego zachcemy. Masz coś jeszcze do dodania? Nie, to dobrze, a jak masz to i tak nas to nie obchodzi. Oszczędzaj głos, bez niego wykopiemy cię przy najlepszej okazji. Styles, do cholery, przestań udawać, weź się w garść.

BLA, BLA, BLA.

- A teraz podpiszesz tą umowę, omówimy warunki i jesteś wolny – zwrócił się do mnie, jakiś koleś z managamentu, a ja prychnąłem cicho.

- Nie mam zamiaru podpisywać waszych umów. W zasadzie mam zamiar właśnie teraz wyjść – warknąłem i podniosłem swój obolały od siedzenia tyłek z zamiarem udania się do drzwi, jednakże powstrzymały mnie czyjeś ręce.

- Nie jestem tego taki pewien, Harry. Oczywiście, jeżeli chcesz opuścić zespół, droga wolna. Wyjdź przez te drzwi a nasz prawnik dostarczy ci umowę, potwierdzającą twoje odejście z zespołu…

- I znów wracamy do tego, że mnie wykopiecie? Nie znudziło się wam jeszcze – powiedziałem zdenerwowany, tym razem już przy drzwiach.

- Nie zapominaj, że wtedy nie będziesz miał żadnego dostępu do Tomlinsona. Nie będziesz mógł na niego spojrzeć, chyba, że przez ekran komputera.

- Czego chcecie?

- Niczego wielkiego, Styles. Po prostu złamiesz mu serce, z twojej reputacji wynika, że jesteś w tym dobry – spojrzałem się nic nie rozumiejąc, a potem nagle mnie olśniło.

- Po pierwsze nie zapominajcie, że to wy mi ją stworzyliście! A po drugie nie mieszajcie w to Louisa! – wykrzyknąłem, nie wierząc w co właśnie, ci ludzie pragnęli mnie wciągnąć.

- Najwidoczniej był jakiś powód, dla którego tak o tobie myślimy, Harry. A teraz, podpisuj. – powiedział facet w garniturze i podsunął mi kilka kartek, na których widniało kilkanaście punktów, szczegółowo rozpisanych.

- Nie złamię mu serca – wyszeptałem, gdyż głos ugrzązł w moim gardle.

- Więc zacznij się pakować Styles, tak czy tak - wyjdzie na to samo.

Spojrzałem się na mężczyznę stojącego przede mną. Jego wzrok nie wyrażał żadnych uczuć, był pusty i zimny. Przerażał mnie, ale nie mogłem im tego pokazać. Nie mogłem im pokazać, że się boję, i że zależy mi…

- Jaki jest pierwszy punkt? – zapytałem się cicho.

- Spraw by się pokłócili.





~*~

„You can sit beside me when the world comes down
if it doesn’t matter than just turn around
we don’t need our bags
and we can just leave town
you can sit beside me when the world comes down.

We say,
we do,
the lies, the truth
and all i need is next to me.”

Uśmiechnąłem się do Eleanor, która siedziała obok mnie. Jej głowa spoczywała na mojej piersi, poczułem jak wtula się we mnie jeszcze bardziej. Byłem szczęśliwy, naprawdę, nie rozumiałem fanów, którzy mówili czy też pisali do mojej dziewczyny obraźliwe rzeczy. Dlaczego nie mogli zrozumieć, że ja i Eleanor się kochamy i jesteśmy w sobie zakochani z dnia na dzień coraz bardziej?. Dlaczego pragnęli by moje poukładane życie runęło jak zamek z kart? Nie rozumiałem ich i myślę, że w pewnym stopniu oni nie rozumieli sami siebie.

- Mógłbym spędzić tak całą wieczność – westchnąłem z rozmarzeniem, pochylając swoją głowę i umiejscawiając swoje usta na głowie El, by po chwili pocałować ją w jej miękkie włosy.

- Ja też, Louis – wyszeptała, jakby bała się zniszczyć atmosferę panującą pomiędzy nami, a przecież to było jasne, że i tak by nie zniszczyła. Dopóki była tu ze mną, nic nie mogło mnie złamać – Pomimo wszystko, nadal jesteśmy razem.

Odwróciła się przodem do mnie i złożyła delikatny pocałunek na moim policzku, po chwili przechodząc na moje spierzchnięte wargi. Oddawałem każdy jej pocałunek z coraz większą pasją i namiętnością. Atmosfera pomiędzy nami stawała się coraz bardziej gorąca i już w tej chwili wiedziałem do czego ona zmierza. Po chwili bluzka Eleanor wylądowała na podłodze tuż za bordową sofą. Niedługo po tej czynności, obok ubrania El, znalazła się moja koszula. Przejeżdżałem palcami po miękkiej skórze jej pleców i brzucha, cały czas zafascynowany w jej pocałunkach, które teraz zjechały na moją szyję. Gdy miałem odpinać guzik od jej spodni, zza kanapy rozległo się głośne chrząkanie. Nie przejmując się tym, bo wiedziałem, że to Harry, kontynuowałem, zdając sobie sprawę, że Styles i tak pójdzie do swojego pokoju. Po chwili Eleanor zauważyła, że coś jest nie tak i nałożyła na siebie swoją bluzkę. Jej twarz była zarumieniona ze wstydu i zażenowania.

- Nie przeszkadzajcie sobie, niezłe widowisko – powiedział chamsko Styles, a we mnie coś się zagotowało.

- Wyobraź sobie, że właśnie nam przeszkodziłeś! – odwarknąłem wściekły i złapałem El za dłoń, chcąc wyprowadzić ją z salonu. Skierowałem się do swojego pokoju i już byłem prawie w środku gdy usłyszałem po raz kolejny głos Harry’ego.

- Oh, tak sobie właśnie przypominam Louis, że kiedy naszli nas chłopacy to wcale się tym nie przejmowałeś… swoją drogą masz szczęście Eleanor. Louis jest dobry w te sprawy – powiedział z szyderczym uśmiechem i skierował się do swojego pokoju. Spojrzałem na swoją dziewczynę a w jej oczach lśniły łzy.

- Mówiłeś, że wy nigdy… - wyszeptała, a po chwili usłyszałem trzask drzwi od mieszkania.

~*~

„I look for some hope in every face there’s a vacant stare
The shadows come but no one seems to care
The darkness floods every light that could promise change
She passed sound asleep when the blood is stain
But blood is pain.”

Czasami to co robisz ma jakieś skutki uboczne, nie tylko dla ciebie ale także i dla innych. Każde słowo gdzieś zostaje w ich pamięci, każdy gest wykonany przez innych, przypomina im o tym co ty zrobiłeś. Dlatego chyba powinno się uważać co się robi i co się mówi. Przynajmniej tak myślę. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, trzy oddzielne rzeczy, a tak naprawdę łączą się w jedność.

- Eleanor, daj mi wytłumaczyć. To było zanim się poznaliśmy i nic dla mnie nie znaczyło – powiedziałem cicho, wciąż mając nadzieję, że dziewczyna zmieni swoją decyzję. Nie wyobrażałem sobie życia bez niej.

- Mi mówiłeś co innego, Lou – znikąd odezwał się Styles, a ja zacisnąłem dłonie w pięści.

- Eleanor, nie słuchaj go – wyszeptałem.

- Daj mi czas Louis, po prostu daj mi czas.
reblog
posted 5 months ago on September 14, 2013 with 24 notes
tagged as: Larry Stylinson larry Harry Styles louis tomlinson eleanor calder opowiadanie fandiction fanfic could you be an angel? cybaa    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz