Harry bezpiecznie zamknął drzwi i tańczył od natłoku emocji w głowie.
- Co robisz, kolego?
Harry prawie wyskoczył ze skóry i odwrócił się, żeby znaleźć wyraźnie rozbawionego Nialla w drzwiach jego kuchni. Harry zarumienił się.
- Erm, pozwól mi napisać do Liama, żeby przyszedł tutaj i będę musiał..
- Jestem już tutaj, kolego - Liam powiedział wesoło, wystawiając głowę zza drzwi i unosząc brwi.
Harry przełknął ślinę.
- Dobrze. Więc. Przyjdźcie do mojego pokoju, muszę wam powiedzieć kilka rzeczy.
Nie patrząc czy podążają za nim, wspiął się po schodach i wszedł do pokoju, a za nim Liam i Niall. Po tym jak Horan zamknął drzwi i wszyscy usiedli na łóżku Harry’ego, zaczął on mówić:
- Więc, jak dobrze wiecie, w tym roku trenuję w reprezentacji uczelni i zostaję po lekcjach i ćwiczę, dlatego inny nowy, prawy napastnik - Chibuzo - nie dostanie mojego miejsca. - pozostali dwaj skinęli głowami, więc Harry kontynuował: - Dobrze.. Ćwiczyłem z Louisem Tomlinsonem.
Oczy Nialla i Liama rozszerzyły się.
- Louis Tomlinson? - zapytał Liam z troską w głosie. - Ten który imprezuje, sypia z dziewczynami i takie tam?
- Nie Liam, Louis jest gejem - zadrwił Niall.
Harry popatrzył na niego.
- Skąd to wiesz? - zażądał odpowiedzi, kiedy brwi Liama zmarszczyły się ponownie.
Blondyn przewrócił oczami.
- Był w klasie Greg’a w zeszłym roku, pamiętasz? Dopóki Louis nie zdał i nie musiał poprawiać. Cały rocznik wiedział - wzruszył ramionami.
‘Och’, pomyślał Harry. ‘Też mi coś'
- Dobrze, taak. spędziłem z nim dużo czasu. I .. podoba mi się.
Obydwaj wyglądają jak uderzeni. Niall nie wiedział, że Harry jest gejem, a Liam po prostu nie wiedział, że Harry ma na niego ochotę. - Coo?! - Zapytali we dwóch.
Młodszy zarumienił się i skinął.
- Tak, lecę na Louisa Tomlinsona. I, erm on na mnie też.
- COO?! - zapytał Liam, brzmiąc trochę groźnie.
- Ja i Louis Tomlinson podobamy się sobie nawzajem? - Harry powiedział to cichym głosem, jakby to było pytanie.
Liam prychnął gniewnie i Harry odczekał pełne sześćdziesiąt sekund, żeby dostarczyć resztę wiadomości.
- Zabiera mnie na kolację jutro wieczorem.
Obaj gapili się na niego. Niall szczęśliwie i Liam ze skwaszoną miną.
- Nieźle, kolego. - wiwatował blondyn, podnosząc rękę, żeby przybić z loczkiem piątkę, co Harry zrobił z małym uśmiechem. Niall i Harry odwrócili się do Liama, który najwyraźniej prowadził jakiś konflikt z samym sobą. Harry zerknął z powrotem do Nialla: wiedzieli, że to spojrzenie oznaczało, że Liam Myślał O Ważnych Rzeczach.
- Więc, gdzie się wybieracie? - Niall zapytał podekscytowany.
- Erm, on powiedział, że mogę wybrać, ale nie wiem gdzie powinniśmy się udać. Jakieś pomysły?
Niall siedział i myślał, ale był najwyraźniej zbity z tropu.
- Nie wiem, na prawdę nie chodzę na randki. Li? Masz jakiś pomysł?
Spojrzeli na Liama, który ocknął się i przejechał dłonią po twarzy, palce zakopując w jego skórze.
- Idźcie do Olive Garden* - wymamrotał nieszczęśliwie.
Harry przysunął się bliżej na łóżku w kierunku Liama i dotknął jego kolana.
- Co się stało, Liam? Ty- ty wiedziałeś, pamiętasz? Mówiłem ci, że ja.. lubię facetów - ignorował oburzenie Nialla. - Hej! - ścisnął jego kolano. - Co powinienem zrobić?
Liam wydmuchnął powietrze w westchnieniu i pokręcił głową.
- To nie ty. Ja po prostu słyszałem różne rzeczy o Louisie Tomlinsonie i nie podoba mi się to - machnął ręką w ogólnym kierunku Harry’ego, powodując, że brwi chłopaka się zmarszczyły. - Po prostu czuję, jakby on cie wykorzystywał.
Harry przygryzł swoją wargę.
- Ale Louis nie zrobiłby mi tego. On mnie ‘lubi’.
Liam po prostu spojrzał na niego, jakby był naiwnym dzieckiem. Którym, w porządku, był na prawdę, ale. Spokojnie.
- Spójrz, odbiera mnie o siódmej. Jeśli chcesz jakby, poznać go czy coś.
- To będzie miłe, Li. - Niall wtrącił wesoło. - Będziesz jak jego tata, albo coś - Harry rzucił mu ostre spojrzenie, który miał swoje blond-wytłumaczenie. - Możesz być jak ‘Co robią tatusiowie, kiedy spotykają nowego chłopaka swojego dziecka’. Mocny uścisk ręki, pytania o jego życiowe wybory, subtelne, lekkie pogróżki czy coś. Założę się, że mogę pożyczyć na trochę broń ojca - dodał.
- Niall!
- Co? Ja tylko próbuję Ci pomóc, Harry.
- Liam nie skieruje na niego pistoletu.
- Cóż, ja nigdy nie powiedziałem, że ma na niego skierować ten cholerny przedmiot, czy teraz tak?
- Wystarczy! - Liam przerwał ze znużeniem odpowiedź Harry’ego. - Niall prosze, nie przynoś jutro pistoletu twojego taty. Harry, będę tu jutro.
- Proszę Li - jęknął Harry. - Proszę, bądź szczęśliwy dla mnie, na prawdę go lubię-lubię. Myślę, że on może… być tym jedynym. Dla… mnie.
Niall wiwatował głośno, ale Liam bełkotał tylko, starając się panować nad sobą, kiedy Anne zapukała do drzwi i otworzyła je.
- Będzie w porządku, jeśli wejdę? - zapytała wesoło, zerkając głową przez drzwi.
- Oczywiście - Harry odpowiedział z uśmiechem. - Właśnie chciałem Ci powiedzieć. Wychodzę z Louisem jutro wieczorem.
Jego mama szczęśliwie skinęła głową.
- W porządku. Będę pracować. Wiesz to, kochanie - przypomniała mu.
- Wiem, po prostu pomyślałem, żeby Cię poinformować - uśmiechnął się anielsko.
Anne odwzajemniła uśmiech i przesunęła dłonią po jego włosach.
- Jak słodko. Lubię Louisa Tomlinsona. Cieszę się, że spędzasz czas z kumplami z drużyny. A on jest dobrym chłopakiem.
Liam prychnął i Harry rzucił mu spojrzenie. Oczy Anne migotały między nimi, a następnie do Nialla, który rażąco patrzył na nią, zanim czule potrząsnęła głową i odwróciła się, żeby wyjść za drzwi.
- Jedzenie będzie gotowe w ciągu kilku minut, tak? - chłopcy podziękowali jej, uśmiechnęli się, a ona wyszła. Harry wyrzucił obydwie ręce, żeby uderzyć każdego chłopaka w tył ich głów.
- Auć!!
- Cholera!
-Ty! Przestań lustrować wzrokiem moją mamę, za każdym razem kiedy ją zobaczysz - skarcił Nialla. - I ty! Nie czyń jej nieufną.
O szóstej trzydzieści następnego wieczoru, Harry był ubrany w czarne, obcisłe jeansy, biały t-shirt i szary blazer na wierzch. Liam był ubrany w jeansowe spodnie i kraciastą koszulę z zapiętymi wszystkimi guzikami, żeby wyglądać mądrze.
- Na prawdę nie musisz tutaj być, Li - Harry spróbował ponownie, ale Liam potrząsnął głową.
- Muszę, Harry. Wiesz, że muszę - powiedział krótko. Harry nie sprzeczał się tym razem. Najwyraźniej jego milczenie, było wystarczające. - Nie musisz być zły, Harry. Zwracam tylko uwagę na ciebie.
Harry próbował ukryć swój uśmiech.
- Nie jestem zły, Li. Obiecuję. Po prostu myślę, że przesadzasz.
- Ukrywasz coś? - zapytał Liam, unosząc brwi.
- Nie!
- Więc jaki widzisz problem we mnie poznającym jego? - przeciwstawił się Liam.
- Nie ma sprawy. Myślę tylko, że jeśli chciałbym postać ojca do ochrony, to zadzwoniłbym-do swojego, czy coś - sapnął Harry.
Oboje wiedzieli, że to kłamstwo, jeszcze zanim to wyszło z ust młodszego, ale Liam tego nie skomentował. Cisza rozciągała się, aż rozległo się pukanie do drzwi. Harry podskoczył, podciągając rąbek koszuli, a Liam wstał i odsunął swoje krzesło. Razem podeszli do drzwi i kędzierzawy otworzył je z nerwowym uśmiechem.
Louis usmiechnął sie promiennie do tyłu, ignorując surowy wyraz twarzy Liama.
- Chcesz wejśc? - zapytał Harry, ale obydwaj wiedzieli, że nie chciał, ale musiał, bo Liam tego chciał. Młodszy miał na tyle przyzwoitości, żeby napisać do niego i go o tym poinformować.
- Liam Payne - przedstawił się, chwytając rękę, żeby ją uścisnąć.
Najmłodszy zacisnął usta, walcząc z uśmiechem, kiedy Louis skopiował minę i również wyciągnął rękę.
- Louis Tomlinson, miło cię poznać Liam.
Liam skinął i przeskanował Louisa od góry do dołu, biorąc swój czas, aby na prawdę przeskanować starszego, ale niższego chłopca.
- Twoje spodnie są dość ciasne, prawda? - Liam wycedził.
- Liam! - Harry syknął, kiedy Louis wybuchnął śmiechem.
- Tak. Są dosyć ciasne - L. prosto odpowiedział. - Utrudnia to napalonym chłopcom jak Harry, ściągnięcie ich ze mnie.
Harry odwrócił twarz w dół, do podłogi, aby ukryć swój uśmiech przed Liamem, ale dostrzegł błysk w oczach najlepszego przyjaciela.
- Słuchaj Tomlinson! Jesteś starszy, ale ja jestem większy i silniejszy. Jestem gotów się założyć. Harry nie potrzebuje żadnego kutasa, żeby pojawił się i uwiódł go, taak?
Louis spoważniał i skinął.
- Oczywiście Liam. Słuchaj, po prostu go lubię. Nie jestem tutaj po to, żeby go zwodzić. Przysięgam na swoje życie.
Liam podszedł nieco bliżej.
- Twoje życie nie znaczy dla mnie zbyt wiele, Tomlinson - tchnął.
Harry był pewien, że umrze. Właśnie tam. I zabrudzi biały dywan jego mamy.
- Dobrze, wystarczy - omal nie jęknął. - Mamy zamiar wyjść. Teraz. Dzięki za to, Li.
- Sekundkę kochanie - stonował spokojnie. Kiedy Harry zarumienił się na czułe słowo, Louis podszedł jeszcze bliżej, tak że patrzył w twarz Liama i mówił niskim głosem. - Rozumiem, że niepokoisz się o najlepszego kumpla, Liam. Ale nie jestem pewny, czy doceniać sposób w jaki wydajesz się myśleć, że Harry nie jest w stanie o siebie zadbać. Jest silny i bardziej niż zręczny i mądry również. Jestem na niego obrażony, ale ponieważ jestem pewien, że masz swoje zamiary w słusznym miejscu, pozwolę się temu wślizgnąć.Tym razem. - Z tym, Louis cofnął się, ponownie potrząsając Liama (odrętwiałego z szoku) rękę i położył dłoń na krzyżach Harry’ego, żeby wyprowadzić młodszego chłopca bez zerknięcia w tył, na zszokowanego Liama.
Harry zatrzymał się kiedy przechodził koło niego, wyciągnął szyję, żeby pocałować Liama w policzek, tak jak widział, że robiły to córki swoim ojcom, po scenach jak ta.
- Pa, tato - wyszeptał przy jego policzku.
Louis i Harry wyszli przez drzwi, z Liamem stojącym po drugiej stronie w oszołomionej ciszy.
- Więc.. - Louis powiedział wesoło, kiedy obydwaj byli w jego samochodzie. - Zadecydowałeś, gdzie chcesz iść?
Harry przełknął nerwowo.
- Erm. Liam powiedział, że Olive Garden, to dobre miejsce na pierwszą randkę. Oczywiście, ja nigdy wcześniej nie byłem na żadnej, więc-
- Harry, kochanie, nie trzeba brzmieć tak zakłopotanie. - Louis zbeształ go czule. - Nie ma nic negatywnego w Tobie, tylko w biednych, nieszczęśliwych duszach, które nie poznały Cię na tyle dobrze, żeby sprawić, że powiesz ‘Tak’ na zaproszenie na randkę - Harry zaczerwienił się i wyjąkał dziękuję i mały uśmiech, a Louis kontynuował. - I choć to wspaniały pomysł na pierwszą randkę-upewnij się, że podziękowałeś tacie Liamowi za cudowny pomysł. Zdecydowanie wykorzystam go na następne randki, bylbym zaszczycony, wystarczająco zachwycony łaskawymi randkami, których pragnę-Mam lepszy pomysł.
- Ach tak? - Harry zarządzał przez śmiech na strasznie elegancki ton, z jakim Louis z nim rozmawiał.
- Tak - Louis stwierdził pewnie, kiwając raz z przekonaniem. Harry był pewien, że jeśli spróbowałby tak skinąć, mógłby uszkodzić sobie tył jego szyi, czy coś.
Louis nie komentował dalej przez chwile, więc Harry w końcu zapytał:
- Dobrze, w takim razie, gdzie jedziemy?
Louis przewrócił oczami i uśmiechnął się protekcjonalnie.
- Ah, młody Harold. To czego szukasz, zostanie ujawnione w odpowiednim czasie.
- .. Więc mówisz mi, żebym się zamknął i cieszył się jazdą?
Louis spojrzał obrażony.
- Dlaczego, nigdy nie insynuuje czegoś niegrzecznego i nieuprzejmego tak uroczemu, prześlicznemu, młodemu mężczyźnie-znajomemu -powiedział dramatycznie.
Harry przewrócił oczami i roześmiał się głośno, wysokim dźwiękiem zmieszanym z rechotem czarownicy, który spowodował, że Louis zaśmiał się tak mocno, że musial się zatrzymać, aby to skończyć. Kiedy wjechał z powrotem na drogę, uniósł brwi i powiedział:
- Powinniśmy?
Harry tylko uniósł brwi na pytanie i Louis uruchomił płytę i rozbrzmiało się Coldplay. H. uśmiechnął się spokojnie, kiedy ‘Paradise’** uspokoiło jego ‘Pierwszo-Randkowe Nerwy’-aż prawie umarł ze śmiechu, kiedy Tomlinson zaczął wykrzykiwać refren, absurdalnie fałszując, drgającym głosem. Harry śmiał się i śpiewał (jego normalnym, spokojnym i szorstkim głosem).
Harry oceniał jego twarz.
Patrzył na starszego chłopca (swobodnie, jak Louis kierował i patrzył na drogę, tak jak rzeczywiście robi odpowiedzialny kierowca) śpiewając szczęśliwie do muzyki. Nagle Louis wyłączył muzykę i przestał śpiewać, słuchając uważnie. Harry tego nie zauważył (ponieważ byl zbyt zajęty pożeraniem wzrokiem niecodziennej twarzy Louisa) więc utrzymywał śpiewanie o normalnej głośności.
Twarz starszego rozjaśniła się, ale Harry zarumienił się i przestał śpiewać, śmiejąc się, żeby ukryć nagły dyskomfort. Bez przekonania, klepnął ramię Louisa, tyłem jego ręki.
- Dureń! - oskarżył z lekkim zażenowaniem.
Louis tylko uśmiechnął się szeroko.
- Nigdy wcześniej nie słyszałem jak śpiewasz - uzasadnił, jakby chciał to usprawiedliwić.
Harry zaśmiał się krótko.
- To dlatego, że nie śpiewam przed ludźmi.
Louis patrzył na niego, tak długo, jak mógł bezmyślny kierowca, przed uśmiechaniem i włączeniem sygnału. Harry nic nie powiedział, ale poczuł, że jego brwi ściągają się w dezorientacji, kiedy wyjrzał przez okno.
Byli na pustym, czarnym polu, tuż przy poboczu drogi, z małym stawem, na trawie w dole zbocza. Brak świateł, brak budynków, oraz (jak Harry szybko się przekonał, kiedy samochód Louisa zaczął podskakiwać i falować) brak ścieżki.
W końcu Louis zatrzymał samochód i spojrzał na Harry’ego z namysłem.
- Jesteś w tej chwili głodny? - zapytał.
Prawdę mówiąc był trochę głodny, ale pomyślał, że jeśli zje teraz, może zwymiotować, więc potrząsnął głową.
Louis skinął i wysiadł z samochodu, podbiegając dookoła, żeby otworzyć Harry’emu drzwi. Harry zarumienił się i wysiadł, podciągając lekko opadające spodnie, tak jak Louis i zamknął drzwi samochodu. Louis wskazał głową coś w rodzaju podążaj za mną i ruszył. Reflektory jego samochodu, wciąż świeciły jasno, przedzierając się przez ciemność.
Louis szedł przed Harry’m, podając ostrzeżenia jak ”Korzenie sterczą tutaj” i ”chwiejna skała, uważaj!” tu i tam, kiedy szli w dół zbocza. Wreszcie nachylenie ustabilizowało się i Louis zwolnił, wyrzucając ramiona i zakreślając je, pokazując Harry’emu miejsce, które tak cudownie wybrał.
- Zaraz wracam - wyszeptał konspiracyjnie, pozostawiając Harry’ego, żeby czekał w kompletnej ciemności.
Jego oczy skończyły przyzwyczajać się do otoczenia i zdał sobie sprawę z tego, że tak na prawdę znajduje się w pięknym miejscu. Było tam pełno drzew i woda, zaledwie pięć metrów od miejsca gdzie stał, wyglądała na czysta i zimną. Harry zamknął oczy i uśmiechnął się, słuchając dźwięku wody uderzającej o skały. Omal nie podskoczył, kiedy zaczęła grać muzyka z samochodu Louisa. Nie za głośno, w sam raz. Kiedy rozpoznał głos Ed’a Sheeran’a, ponownie się uśmiechnął, mrużąc oczy jeszcze raz.
Otworzył oczy, gdy usłyszał kroki starszego. Odwrócił się i natychmiast zlikwidował odległość między nimi, gdy Louis niósł ogromny tobołek i zwitek czegoś, co spadało z jego ramion. Harry złapał go i Louis uśmiechnął się do niego.
- Dziękuję za to, kochanie - powiedział. Harry uśmiechnął się.
Louis położył tobołek na ziemi, a Harry powtórzył to samo, obserwując jak wyciąga zwinięty kocyk. Rozłożył go na ziemi, ściągając buty i usadowił się na kolanach na kocu, zanim pochylił się i wziął więcej rzeczy z Toboła. Podniósł kamienie wielkości dłoni i umieścił po jednym na każdym rogu koca, aby utrzymywały go przy ziemi, prostując je, dopóki nie były w porządku. Brwi młodszego prawie połączyły się w dezorientacji, kiedy Louis starannie, ponownie układał ubrania i ręczniki, umieszczając je na kocu.
Louis spojrzał na niego i uśmiechnął się.
- Nie martw się - zapewnił go. - To nabierze troszkę sensu.
Harry skinął głową i wziął głęboki wdech, gdy Louis poklepał koc w bliskiej-ale-nie-wywierającej-presji odległości od niego. Harry zdjął palcami buty i wszedł ostrożnie na koc, układając się w Indiańskim-siadzie.
- Więc - zaczął Louis. - Mam zmodyfikowaną grę Prawda czy wyzwanie. Możesz wybrać cokolwiek po raz pierwszy, ale musisz na przemian. To utrzymuje grę od nudnej. Chcesz zagrać?
Harry skinął.
- W porządku - L. powiedział z zadowolonym uśmiechem - Prawda czy wyzwanie?
Harry pomyślał i zdecydował.
- Prawda.
- Ah, wiedziałem, że to powiesz - zażartował - Dobrze, hmmm.. Kiedy zdałeś sobie sprawę, że jesteś gejem?
Harry wrócił myślami i odpowiedział.
- Myślę, że to było, kiedy Niall miał swój pierwszy pocałunek. To była dziewczyna, a on był tak podekscytowany - zachichotał. - Powiedział mi i Liamowi o wszystkim. Niepokojące szczegóły. i to na prawdę mnie nie wzruszało. Zacząłem zauważać, że wolałbym bardziej pocałować tego chłopaka, niż tego, lub jeszcze innego - wyjaśnił wskazując niejasno. Przewrócił oczami. - Tak, myślę, że miałem dziesięć lub jedenaście lat. - Louis skinął. - Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie - syknął, sapiąc w jego pierś. - Jestem mężczyzna, mogę to wziąć.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Wyzywam cię, żebyś .. napisał do najlepszego kumpla i powiedz mu… erm… powiedz mu, że jesteś… oh nie! Zrób kawał telefoniczny twojemu najlepszemu przyjacielowi.
Louis śmiał się z podniecenia w jego glosie.
- Ale on jedynie będzie wiedział, że to ja, cały czas robię mu takie żarty - Harry zmarszczył brwi, a Lou wykręcił numer - Dobrze, w porządku, zrobię to - ustawił telefon na głośnik i czekał, aż Zayn odbierze.
- Halo - Zayn się przywitał.
- Witam! Dzwonię, żeby potwierdzić przesyłkę dla Zehna Maaaalika. - Louis zaczął z okropnym, irlandzkim akcentem. Harry położył dłoń na ustach, aby stłumić chichot i przesunął się do przodu, na tyle blisko, że jego kolana dotykały tych Louisa.
- Co? Nie zamawiałem żadnej przesyłki? - Mamo, żądałaś jakiejś dostawy? - Kto to?
Louis unikał odpowiedzi i Harry roześmiał się głośno, rzucając rękę do przodu i naciskając ‘zakończ połączenie’ na telefonie kolegi. Louis roześmiał się razem z nim, kiedy wpychał telefon z powrotem do jego kieszeni.
W końcu Harry spoważniał wystarczająco, żeby skłonić Louisa poprzez śmiech:
- W porządku. Daj mi zadanie!
Louis uśmiechnął się złowrogo i pomyślał przez chwilę.
- Wyzywam Cię, żebyś… oh! Zadzwonił do Liama i powiedział mu, że zrobiłeś ze mną coś na prawdę głupiego.
Harry jęknął zgorszony, przed zatrzymaniem i w końcu się zaśmiał.
- On mnie zamorduje! - zaprotestował przez nerwowy śmiech.
Starszy potrząsnął głową.
- Nie! Gdy skończymy, możemy mu powiedzieć, że to wyzwanie, przysięgam. Po prostu.. powiedz mu coś jak.. Że wziąłem cie i zrobiłeś tatuaż, czy coś. Coś skandalicznego.
Harry uśmiechnął się i skinął głową, grzebiąc w telefonie i starając się ukryć fakt, że Liam był w jego szybkim wyszukiwaniu, na numerze drugim za Louisem. Zadzwonił i przełączył na głośnik.
- Liam? - powiedział, kiedy ten odebrał telefon. Louis miał spóźniony refleks, kiedy usłyszał jak przerażony ton głosu Harry’ego zmienia się na ten normalny.
- Harry! Haz, wszystko w porządku? -Liam prawie błagał, już zaniepokojony.
- Tak. W porządku… myślę, że … hmm, Li?
- Tak?
- Cóż.. Louis… zabrał mnie do tego miejsca-
- Zostawił Cię gdzieś?! - Liam przerwał, a Harry spojrzał na Louisa, żeby sprawdzić czy usłyszał wściekłość w głosie Liama. Musiał to usłyszeć.
- Nie, nie, nie! - Harry szybko go uspokoił. - To jest po prostu-myślisz, że mógłbyś pożyczyć korektor Nicoli, czy coś, na następne dni?
Pauza.
- Dlaczego?
Harry zakrył na sekundę dłonią swoje usta, ściskając zamknięte oczy, przed przyłożeniem telefonu bliżej.
- Poszliśmy-zrobić-tatuaże-i-nie-chcę-żeby-mama-się-dowiedziała - powiedział błyskawicznie.
- CO?! - Liam wykrzyczał do telefonu - Zamorduję tego idiotę, co jest kurwa z tobą nie tak, dlaczego t-
- Tylko żartuję Li, sorry stary. To było wyzwanie, kocham cię! będę później w domu. - Harry rzucił, zanim wyłączył swój telefon. Louis wybuchnął śmiechem, a drugi podążył zanim, jęcząc kiedy się śmiał. - Zmasakruje mnie!
- Nie martw się - Louis powiedział pomiędzy śmiechem - będę walczył dla Ciebie!
- Liam boksuje.
- Wezmę wszystkich moich kolegów i po prostu utworzymy mur ochronny - poprawił z uśmieszkiem. Harry prychnął - W porządku - powiedział opadając na koc - Prawda dla mnie, Harry - rozkazał głupim głosem.
Harry uśmiechnął się i zatrzymał przed zadaniem pytania.
- Czy twoi rodzice wiedzą, że jesteś gejem?
Louis uśmiechnął się.
- Mój, ee, mój prawdziwy ojciec spieprzył kiedy byłem dzieckiem, a mój ojczym… jest kutasem, więc.. Moja mama wie, przecież.. przyłapała mnie z moim byłym. No, to znaczy, oczywiście wówczas nie był byłym, ale tak.
Harry próbował stłumić chichot, Louis roześmiał się i powiedział, że kędzierzawy również może - To było żenujące - powiedział - ale już jesteśmy po tym.
Wyglądał na zamyślonego i wreszcie zapytał Harry’ego.
- Jaka jest twoja największa, erotyczna fantazja?
Harry warknął piskliwym śmiechem w zdziwieniu, rumieniąc się od cebulek jego włosów, aż po czubki palców u stóp.
- Erm, ja-dobrze, widziałem na niektórych.. filmach.. gdzie jest coś w rodzaju jednego bardziej-dominującego? I inny-drugi facet jest nieco.. uległy. Coś jak… Po prostu przyjmuje to, czego inny facet chce.. - urwał niezgrabnie, a oczy Louisa rozszerzyły się.
- Chcesz być tym dominującym, czy uległym? - zapytał, a jego głos był trochę głębszy i bardziej chrapliwy niż zwykle. To sprawiło, że żołądek Harry’ego opadł.
- Ee.. poniekąd.. obydwoma.. - wyznał - Jakby.. chciałbym-erm - kaszlnął i poprawił włosy, oczy nagle zainteresowały się kocem, znajdującym się między palcami. - spróbować obydwóch, z nich. Wystarczy zobaczyć. Ja-myślę, że wolałbym bardziej.. być tym uległym? Myślę, że chciałbym tego trochę bardziej. Ale może spróbować… dominacji trochę… później. Mam na myśli, kiedy będę wiedział co robię. Zabij mnie teraz. Po prostu pozwól mi umrzeć. Pozwól mi utopić się w tym jeziorze. Pozwól mi zwinąć się w ten kocyk i stoczyć się do jeziora i umrzeć.
Louis odchrząknął i przełknął ślinę, kołysząc jabłko Adama.
- To jest-hmm… To dość wymyślne - powiedział ochryple.
Siedzieli w milczeniu. Louis chętny do odejścia jego pełnej erekcji, a Harry nagle pragnący umrzeć. Wreszcie starszy powiedział:
- Wyzwanie.
Harry prychnął zaskoczonym śmiechem i powiedział.
- Idź pływać.
Louis zmrużył oczy, ale wstał i zaczął się rozbierać.
- Dobrze, pójdzie łatwiej - powiedział, bardziej do siebie. Harry spojrzał na niego pytająco i ten powiedział - Wyzywam cię, żebyś dołączył do mnie.
Harry zarumienił się, patrząc na ubrania i nagle zdając sobie sprawę, po co były.
- Chciałeś pływać? - zapytał. Starszy skinął, więc ten wstał i zaczął ściągać swoje majtki, tak jak Louis. Pobiegli do wody, która była lodowata. (Najgłupszy pomysł, jaki kiedykolwiek miałem.) i zostali tam tylko kilka minut, zanim obaj wybiegli. Louis przysunął Harry’emu ręcznik i kompletny zestaw ubrań. A następnie natychmiast zmienia swoje ubrania.
- Szybko zmień i wsiądź do samochodu. - powiedział mu przez śmiech i szczękając zębami. Harry skinął i zsunął bokserki, poklepując i wycierając się do sucha i pół-ciepła przed włożeniem ubrań, które były trochę ciasne, ale poza tym pasujące.
Zostawili swoje mokre ubrania i resztę swoich rzeczy na kocu i zaczęli biec w stronę reflektorów Louisa, chichocząc i krzycząc zbyt głośno. Louis chwycił dłoń Harry’ego, dłoń płasko na dłoni, a Harry rozkoszował się jej ciepłem. Tak nie było, dopóki Louis nie otworzył jego drzwi, że starszy chłopiec zdaje sobie sprawę z tego co robi, a on uśmiechnął się do siebie, że Harry pozwolił mu trzymać jego rękę.
Rozgrzali się i zjedli w jego samochodzie, słuchając Ed’a Sheeran’a, z głowami na wydmuchu.***
Kiedy rozgrzali się, wrócili z powrotem, ponosząc swoje rzeczy i umieszczając je w bagażniku Louisa.
Gdy Louis jechał do domu, Harry wcisnął rękę pod jego, aż Louis się uśmiechnął i splótł palce na dźwigni do zmiany biegów.
- Mogę do tego przywyknąć - ostrzegł Lou.
Harry zaczerwienił się i skinął głową.
- Mam taką nadzieję.
—-
*Oliwny Ogród- postanowiłam, że nie będę tłumaczyć nazwy
** Paradise-piosenka Coldplay >click<
***chodzi o miejsce, z którego wydobywa się ciepłe powietrze.
piątek, 7 lutego 2014
poniedziałek, 3 lutego 2014
1020
Jest późne popołudnie, słońce dawno już znikło za horyzontem i ciemność otula cały świat, więc w tym także pokój, który wynajmuję. Drobinki śnieżnego puchu wirują w powietrzu, wyglądając szczególnie pięknie w żółtawym świetle ulicznych latarni. Ale nie poświęcam im wiele uwagi – niewiele się zmieniło, piękno wciąż średnio mnie interesuje. Cóż takiego ludzie w nim widzą? Przeminie. Wszystko, co zwane jest pięknym, szybko zmarnieje. Nie jestem filozofem, nic z tych rzeczy. Jestem po prostu realistą. Nie ma sensu wiązać się z pięknem, skoro nas zostawi, umierając wtedy, kiedy wydawałoby się, że to jeszcze nie jego czas
.
Poprzez kordon smętnych myśli od razu przebija się obraz uśmiechniętego Nialla ze śniegiem we włosach i zarumienionymi policzkami. Przyglądam się, jak ponure gdybania pierzchają, a ja powoli tonę w niebieskim spojrzeniu, tak jasnym i radosnym. Odtwarzam w myślach nasz taniec na lodzie, czepiając się go kurczowo, jakby był jedynym pozytywnym wspomnieniem, jakie mam. Uśmiecham się, znowu czując na nogach łyżwy, a w ramionach ciężar ciała Nialla i pozwalam się wciągnąć w wir, zupełnie zapominając o Bożym świecie.
Przymykam oczy, kiedy wyimaginowany Niall składa pocałunki na linii mojej szczęki, wsuwając ręce pod kurtkę. Ostatnimi czasy zdarza mi się to naprawdę często – zastygam w połowie robienia czegoś, marząc o możliwości zobaczenia wiecznie uśmiechniętego Irlandczyka. Tak jest i tym razem. Mój palec zawisa nad ekranem telefonu, a kubek z chłodną herbatą zostaje odstawiony na stoliczek. Zostajemy tylko ja i moje wyobrażenie Nialla, sami w swoim świecie.
Z przyjemnych rozmyślań wyrywają mnie wibracje telefonu. Potrząsam głową, rzucając niechętne spojrzenie na urządzenie, lecz po chwili moją twarz rozświetla uśmiech, od którego bolą policzki. Oto dzwoni do mnie Niall, uśmiechając się ze zdjęcia, które ustawiłem dla jego kontaktu. Szybko wduszam przycisk rozpoczynający rozmowę i przykładam aparat do ucha.
– Halo? – rzucam i mogę się założyć, że w moim głosie słychać uśmiech. Nic dziwnego, moje ciche marzenia i modlitwy właśnie stają się rzeczywistością.
– Hej, Zee! – wykrzykuje Niall po drugiej stronie linii. Chcę mu odpowiedzieć, ale wtem chłopak nabiera powietrza w płuca i kontynuuje. – Robisz coś?
– Masz na myśli, czy robię coś teraz? – upewniam się.
– Uhm – przytakuje chłopak.
– Nie – odpowiadam. – A co? Coś się stało?
– Wszystko w porządku – zapewnia Niall, śmiejąc się cicho. – Chciałem tylko zapytać, czy mógłbyś do mnie wpaść. Obejrzelibyśmy film czy coś.
Serce podchodzi mi do gardła, gdzie zaczyna wybijać szaleńczy rytm. Zaczynam się obawiać, że nie będę w stanie odpowiedzieć, więc biorę kilka głębokich wdechów.
– Zee? – pyta Niall, kiedy nie odpowiadam, a jego głos brzmi tak uroczo i niepewnie, że nie jestem w stanie powstrzymać westchnienia. Nie wiem, co zrobił ze mną ten chłopak, ale to niezaprzeczalnie powinno zostać zabronione.
– Jestem, jestem – rzucam do słuchawki. – Pewnie, mógłbym wpaść. Kiedy?
– Nawet teraz – uśmiecha się Niall i tak, dokładnie to mam na myśli. Mogę go nie widzieć, ale wiem, że się uśmiecha. To jedna z najbardziej pozytywnych rzeczy w tym chłopaku – uśmiecha się niemal cały czas, rozświetlając wszystkie nieprzyjemności, jakie niesie życie. Z Niallem wszystko staje się lepsze.
– W takim razie już się zbieram – odpowiadam, mając nadzieję, że w moim głosie słychać uśmiech podobny do jego. Chłopak mamrocze ciche „do zobaczenia niedługo” i się rozłącza, a wtedy wsuwam telefon do kieszeni. Wstaję z kanapy, przemierzając mieszkanko w dwóch susach, i w malutkim korytarzyku naciągam na siebie kurtkę i buty. Ostatni raz poprawiam włosy w lustrze, po czym łapię klucze oraz portfel i z uśmiechem opuszczam mieszkanie.
Czekając na taksówkę dochodzę do wniosku, że przez Nialla odpadną mi niedługo policzki. Ostatni miesiąc był dla mnie jak niekończący się uśmiech.
Docieram pod znajomy adres dwadzieścia minut później, zupełnie przemarznięty, ale szczęśliwy, bo jakże mogłoby być inaczej? Pukam delikatnie, podekscytowany i niepewny, bo nigdy nie byłem w mieszkaniu Nialla. Po chwili drzwi się uchylają, ukazując uśmiechniętego chłopaka.
– Hej – szepcę, a on odpowiada mi tylko szerszym uśmiechem. Otwiera drzwi na oścież, wpuszczając mnie do malutkiego przedpokoju. Zdejmuję buty, a Niall odbiera ode mnie kurtkę, co sprawia, że moje serce topnieje i rośnie jednocześnie, jakby nie wiedziało, co ze sobą zrobić. Może rzeczywiście nie wie. Niall gestem zaprasza mnie do salonu.
Pokój jest nieduży, ale naprawdę ładnie urządzony. Ściany są pomalowane na odcień ciepłego beżu, a podłoga wyłożona ciemnym drewnem. W centrum pokoju znajduje się duża kanapa, na której Niall od razu przysiada, poklepując miejsce koło siebie. Opadam na nią, przesuwając nogami po miękkim dywanie. Niall uważnie śledzi moje ruchy, po czym przenosi wzrok na moją twarz. Przez chwilę spoglądamy na siebie w ciszy.
– Cześć – mówi w końcu blondyn. Przerywa kontakt wzrokowy, raptem spoglądając gdzieś za mnie. – Fajnie, że przyjechałeś.
Uśmiecham się i łapię jego rękę, ponieważ wydaje się być taki zawstydzony i zagubiony. Niemal jakby myślał, że zapraszanie mnie było złym pomysłem. Układam palec pod jego podbródkiem, zmuszając tym samym by na mnie spojrzał, i przyciskam swoje wargi do jego. Pocałunek jest słodki, niespieszny i uczuciowy. Czuję, że Niall uśmiecha się przez cały czas jego trwania.
Odsuwam się, zostawiając między naszymi twarzami niewielką odległość. Spoglądając w jasnoniebieskie oczy Nialla, pytam. – Co oglądamy, kochanie?
Niall unosi brwi, a ja orientuję się, że to prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy go tak nazwałem. Stało się tak szybko, że z całą pewnością przeoczyłbym ulotny moment, który dla Nialla może być niezwykle ważny. Zdumienie w jego oczach zastępuje uśmiech, kiedy odpowiada. – „I że cię nie opuszczę”. Może być?
– Nie oglądałem – przyznaję. Niall wstaje, by włączyć odtwarzacz DVD, po czym wraca na kanapę. Siada blisko mnie, opierając kolana o mój podołek. Obejmuję go po chwili wahania, a on układa głowę na moim ramieniu. Taka pozycja nie jest do końca wygodna, ale żaden z nas nie chce się odsunąć. Skupiam się na filmie, który właśnie się zaczyna.
Opowiada historię mężczyzny i kobiety, którzy są w sobie zakochani bez pamięci. Dziewczyna sprzeciwia się rodzinie, która pragnie dla niej studiów prawniczych, i poświęca się sztuce, którą kocha. Generalnie życie pary to sielanka. Niestety pewnego dnia dzieje się tragiczny wypadek, w którym główna bohaterka traci pamięć. I tu zaczynają się schody – jej oddany mąż próbuje jej wszystko przypomnieć, choć los zdaje się być przeciwko niemu.
Film zbliża się do końca, gdy dobiega mnie skrzypienie podłogi. Ignorując jęczenie Nialla, obracam się lekko, by zobaczyć kto wszedł do pokoju. W drzwiach stoi kobieta w średnim wieku. Ma na sobie szlafrok i kapcie, w ręku kubek z herbatą, a jej wypłowiałe blond włosy są w całkowitym nieładzie. Cierpkim spojrzeniem skanuje pokój, zatrzymując się wreszcie na naszej dwójce.
– A kto to jest, Niall? Nie mówiłeś, że będziesz miał gościa – bardziej skrzeczy, niż mówi.
– Przepraszam, mamo – odpowiada cicho Niall. W jego głosie nie ma już tej szczęśliwej nuty, która mu zawsze towarzyszy. – To jest Zayn, mój… eee…
– Twój? – ponagla kobieta.
– Mój chłopak – mówi w końcu Niall, czerwieniąc się po czubki uszu. A ja trochę niedowierzam, bo oto najwspanialszy mężczyzna na świecie nazywa mnie swoim chłopakiem. Właściwie cieszy mnie obrót sytuacji, bo Niall czyni mnie tak nieśmiałym i niepewnym, że pewnie nigdy bym go o to nie zapytał, bojąc się, że to za wcześnie. Patrzcie państwo, jak jeden niepozorny Irlandczyk z klubowej łazienki może zmienić człowieka.
– Och. – Twarz kobiety rozjaśnia się uśmiechem. Powłócząc nogami, zbliża się do kanapy i wyciąga do mnie rękę. – Maura, mama Nialla. Miło mi poznać.
Spycham z siebie mojego chłopaka, co wywołuje jej cichy śmiech i wstaję. – Zayn. Także bardzo mi miło. – Potrząsam lekko jej ręką. Wydaje się być taka krucha w moim uścisku, jakby zaraz miała się rozsypać na drobne kawałeczki.
Puszcza moją dłoń, ciągle się uśmiechając i zajmuje miejsce obok Nialla, który wydaje się być na powrót zrelaksowany. Oglądamy film w milczeniu, a gdy dobiega końca, oboje płaczą po równo, w ten sam sposób wyginając usta w podkówkę i zawodząc cicho. Uśmiecham się, patrząc na tę dwójkę z niedowierzaniem.
Zaczynają się napisy końcowe, kiedy Maura ociera oczy wierzchem dłoni i wstaje. – Chcecie może herbaty? – pyta. Niall kiwa twierdząco głową, więc ja też przytakuję, kiedy kobieta spogląda na mnie wyczekująco. Posyła nam uśmiech i wychodzi z pokoju, zapewne kierując się do kuchni czy coś.
– Było naprawdę miło – mówię, ocierając kilka łez, które pozostały na policzkach Nialla. Chłopak rumieni się lekko, próbując odsunąć moją rękę, ale nie ustępuję. – No już, już. To słodkie, że wzruszasz się na filmach.
– To było przecież naprawdę smutne – mamrocze Niall i chyba myśli, że go nie słyszałem, bo chwilę później mówi już głośniej i pewniej. – Właściwie, to co lubisz robić w wolnym czasie? Nigdy o tym nie wspominałeś, chyba.
– Jaka subtelna zamiana tematu, brawo – uśmiecham się złośliwie, a Niall wywraca oczami. – Lubię malować.
– Malować? Pokażesz mi coś kiedyś? Proszę – mówi Niall, przeciągając ostatnią głoskę. Przytakuję. – Jej!
W tym momencie do pokoju wraca Maura, manewrując między meblami z kubkami pełnymi gorącej herbaty. Niall zrywa się, by jej pomóc i już po chwili podaje mi naczynie. Dziękuję cicho, posyłając kobiecie uśmiech.
Maura przysiada na skraju kanapy. – To może, gołąbeczki, opowiecie mi jak się poznaliście?
Niall zaczyna opowiadać o tym, jak po raz pierwszy spotkaliśmy się w barze, ale część, gdzie zachowuję się jak skończony i niesamowicie napalony dupek zastępuje historyjką o moich nienagannych manierach i o tym, jak proszę go do tańca, a potem stawiam drinka. Maura słucha z uśmiechem, a mnie robi się niesamowicie przykro. Czyli tak wygląda wymarzone pierwsze spotkanie Nialla. Mimowolnie zaczynam się zastanawiać, czy na pewno powinienem się z nim spotykać. Pasuję do niego jak wół do karety.
– Zayn? – Dobiega mnie czyjś głos. Potrząsam głową, spoglądając nieprzytomnie na Nialla. Wygląda na zmartwionego.
– Tak?
– Zadałem ci pytanie dwa razy, a ty nie odpowiedziałeś. Wszystko w porządku?
Nagle czuję się przytłoczony emocjami – uczuciem, które żywię do Nialla, ale ciągle boję się je nazwać, przygniatającym poczuciem winy, że nie jestem najlepszym, co mogłoby się mu przytrafić, smutkiem, że mimo wszystko naprawdę do niego nie pasuję i będę tylko zawadzał, strachem, że wszystko, co teraz wygląda tak pięknie, niedługo przeminie, a ja zostanę ze złamanym sercem. Właśnie przez ten strach jestem tym, kim jestem. Nikt mnie nigdy naprawdę nie skrzywdził, ale wrażliwa część mojej duszy, którą naprawdę chciałem w sobie stłamsić, zawsze się bała. To mniej więcej dlatego chciałem tylko przelecieć Nialla w tej brudnej łazience, nie angażując się w nic więcej. Ale oto znajduję się tutaj, patrząc w jego niebieskie tęczówki z tak bliska, a strach wyciska powietrze z moich płuc.
– Nie czuję się najlepiej – sapię. Niall marszczy brwi, a na jego czole pojawiają się zmarszczki. – Było mi naprawdę miło, ale chyba już pójdę.
– Jest późno – zauważa Maura. – Jeśli źle się czujesz, to możesz zostać, Zayn. Nie mamy z Niallem nic przeciwko.
– Właśnie – popiera ją blondyn.
– Nie, naprawdę dziękuję. – Muszę się stąd wydostać, zanim się uduszę. Wstaję więc z miejsca, podaję dłoń Maurze i pozwalam Niallowi odprowadzić się do przedpokoju. Widzę, jak z niepokojem przygląda mi się, kiedy zakładam buty.
– Coś nie tak? – pytam, kiedy podaje mi kurtkę ze ściągniętymi brwiami i niemal przerażeniem w oczach.
– Chciałem zapytać o to samo – odpowiada, przygryzając dolną wargę. Nie odpowiadam, pozwalając, by kontynuował swoją myśl. – Wiesz, zbladłeś nagle i wyglądałeś, jakbyś miał zemdleć. To chyba normalne, że się martwię.
– Normalne, mój chłopaku – mówię, zarzucając mu ręce na szyję. Niall rumieni się, a ja wybaczam sobie tą subtelną zmianę tematu. Skoro on może, to ja też, próbuję się usprawiedliwić przed własnym sumieniem.
– Słuchaj, nie wiem, czemu to powiedziałem. – Słowa wypadają z ust Nialla z prędkością błyskawicy. – Tak jakoś wyszło, mogę to wszystko jeszcze odkręcić przed mamą. Przepraszam, Zayn…
– Spokojnie, słoneczko – mówię. Niall zamyka usta, wyglądając jak zdezorientowany szczeniaczek. Całuję go w nos, po czym kontynuuję. – To naprawdę mi nie przeszkadza. Raczej cieszy, kochanie. Bardzo.
– Naprawdę? – Niall unosi brwi. – Boże, ja też się cieszę! Jesteś… moim chłopakiem – mówi powoli i cicho, jakby smakował tych słów.
– Twoim chłopakiem – powtarzam. Niall uśmiecha się do mnie, a ja nie mogę się powstrzymać – przyciągam go bliżej i wpijam się w jego różowe, piękne usta, które rozchylają się pod naporem moich. Pogłębiam pocałunek, a Niall wzdycha cicho. Właśnie w tej chwili ucieka ode mnie cały strach, bo czuję w ramionach jego ciepłe ciało, a nasze usta poruszają się w jednym rytmie. Mógłbym trwać tak już zawsze.
Odsuwam się od niego niechętnie. Niebieskie oczy spoglądają na mnie z uczuciem, które jednocześnie mnie przeraża i niesamowicie do siebie przyciąga. – Dobranoc – szepcę. Niall uśmiecha się delikatnie.
– Dobranoc, Zayn.
Otwiera przede mną drzwi. Przekraczam próg i już mam odejść, gdy coś przychodzi mi do głowy. – Może wpadniesz do mnie jutro? Pokazałbym ci moje rysunki.
– Jasne – mówi Niall po prostu. Dalej stoi w drzwiach, wychylając się maksymalnie, by mnie widzieć, a jednak nie wychodzić na zimną podłogę korytarza.
– Idź już do środka – rzucam jeszcze. – Zmarzniesz.
– No i co? Chcę jeszcze jednego całusa.
Ton głosu Nialla przypomina mi rozpieszczone dziecko, które chce dostać kolejnego lizaka. Pokonuję dzielącą nas odległość i szybko przyciskam swoje wargi do jego. – Teraz do domu, kochanie – śmieję się, a Niall posłusznie cofa się o krok i łapie za drzwi. – Do jutra – dodaję.
– Do jutra, Zayn.
.
Poprzez kordon smętnych myśli od razu przebija się obraz uśmiechniętego Nialla ze śniegiem we włosach i zarumienionymi policzkami. Przyglądam się, jak ponure gdybania pierzchają, a ja powoli tonę w niebieskim spojrzeniu, tak jasnym i radosnym. Odtwarzam w myślach nasz taniec na lodzie, czepiając się go kurczowo, jakby był jedynym pozytywnym wspomnieniem, jakie mam. Uśmiecham się, znowu czując na nogach łyżwy, a w ramionach ciężar ciała Nialla i pozwalam się wciągnąć w wir, zupełnie zapominając o Bożym świecie.
Przymykam oczy, kiedy wyimaginowany Niall składa pocałunki na linii mojej szczęki, wsuwając ręce pod kurtkę. Ostatnimi czasy zdarza mi się to naprawdę często – zastygam w połowie robienia czegoś, marząc o możliwości zobaczenia wiecznie uśmiechniętego Irlandczyka. Tak jest i tym razem. Mój palec zawisa nad ekranem telefonu, a kubek z chłodną herbatą zostaje odstawiony na stoliczek. Zostajemy tylko ja i moje wyobrażenie Nialla, sami w swoim świecie.
Z przyjemnych rozmyślań wyrywają mnie wibracje telefonu. Potrząsam głową, rzucając niechętne spojrzenie na urządzenie, lecz po chwili moją twarz rozświetla uśmiech, od którego bolą policzki. Oto dzwoni do mnie Niall, uśmiechając się ze zdjęcia, które ustawiłem dla jego kontaktu. Szybko wduszam przycisk rozpoczynający rozmowę i przykładam aparat do ucha.
– Halo? – rzucam i mogę się założyć, że w moim głosie słychać uśmiech. Nic dziwnego, moje ciche marzenia i modlitwy właśnie stają się rzeczywistością.
– Hej, Zee! – wykrzykuje Niall po drugiej stronie linii. Chcę mu odpowiedzieć, ale wtem chłopak nabiera powietrza w płuca i kontynuuje. – Robisz coś?
– Masz na myśli, czy robię coś teraz? – upewniam się.
– Uhm – przytakuje chłopak.
– Nie – odpowiadam. – A co? Coś się stało?
– Wszystko w porządku – zapewnia Niall, śmiejąc się cicho. – Chciałem tylko zapytać, czy mógłbyś do mnie wpaść. Obejrzelibyśmy film czy coś.
Serce podchodzi mi do gardła, gdzie zaczyna wybijać szaleńczy rytm. Zaczynam się obawiać, że nie będę w stanie odpowiedzieć, więc biorę kilka głębokich wdechów.
– Zee? – pyta Niall, kiedy nie odpowiadam, a jego głos brzmi tak uroczo i niepewnie, że nie jestem w stanie powstrzymać westchnienia. Nie wiem, co zrobił ze mną ten chłopak, ale to niezaprzeczalnie powinno zostać zabronione.
– Jestem, jestem – rzucam do słuchawki. – Pewnie, mógłbym wpaść. Kiedy?
– Nawet teraz – uśmiecha się Niall i tak, dokładnie to mam na myśli. Mogę go nie widzieć, ale wiem, że się uśmiecha. To jedna z najbardziej pozytywnych rzeczy w tym chłopaku – uśmiecha się niemal cały czas, rozświetlając wszystkie nieprzyjemności, jakie niesie życie. Z Niallem wszystko staje się lepsze.
– W takim razie już się zbieram – odpowiadam, mając nadzieję, że w moim głosie słychać uśmiech podobny do jego. Chłopak mamrocze ciche „do zobaczenia niedługo” i się rozłącza, a wtedy wsuwam telefon do kieszeni. Wstaję z kanapy, przemierzając mieszkanko w dwóch susach, i w malutkim korytarzyku naciągam na siebie kurtkę i buty. Ostatni raz poprawiam włosy w lustrze, po czym łapię klucze oraz portfel i z uśmiechem opuszczam mieszkanie.
Czekając na taksówkę dochodzę do wniosku, że przez Nialla odpadną mi niedługo policzki. Ostatni miesiąc był dla mnie jak niekończący się uśmiech.
Docieram pod znajomy adres dwadzieścia minut później, zupełnie przemarznięty, ale szczęśliwy, bo jakże mogłoby być inaczej? Pukam delikatnie, podekscytowany i niepewny, bo nigdy nie byłem w mieszkaniu Nialla. Po chwili drzwi się uchylają, ukazując uśmiechniętego chłopaka.
– Hej – szepcę, a on odpowiada mi tylko szerszym uśmiechem. Otwiera drzwi na oścież, wpuszczając mnie do malutkiego przedpokoju. Zdejmuję buty, a Niall odbiera ode mnie kurtkę, co sprawia, że moje serce topnieje i rośnie jednocześnie, jakby nie wiedziało, co ze sobą zrobić. Może rzeczywiście nie wie. Niall gestem zaprasza mnie do salonu.
Pokój jest nieduży, ale naprawdę ładnie urządzony. Ściany są pomalowane na odcień ciepłego beżu, a podłoga wyłożona ciemnym drewnem. W centrum pokoju znajduje się duża kanapa, na której Niall od razu przysiada, poklepując miejsce koło siebie. Opadam na nią, przesuwając nogami po miękkim dywanie. Niall uważnie śledzi moje ruchy, po czym przenosi wzrok na moją twarz. Przez chwilę spoglądamy na siebie w ciszy.
– Cześć – mówi w końcu blondyn. Przerywa kontakt wzrokowy, raptem spoglądając gdzieś za mnie. – Fajnie, że przyjechałeś.
Uśmiecham się i łapię jego rękę, ponieważ wydaje się być taki zawstydzony i zagubiony. Niemal jakby myślał, że zapraszanie mnie było złym pomysłem. Układam palec pod jego podbródkiem, zmuszając tym samym by na mnie spojrzał, i przyciskam swoje wargi do jego. Pocałunek jest słodki, niespieszny i uczuciowy. Czuję, że Niall uśmiecha się przez cały czas jego trwania.
Odsuwam się, zostawiając między naszymi twarzami niewielką odległość. Spoglądając w jasnoniebieskie oczy Nialla, pytam. – Co oglądamy, kochanie?
Niall unosi brwi, a ja orientuję się, że to prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy go tak nazwałem. Stało się tak szybko, że z całą pewnością przeoczyłbym ulotny moment, który dla Nialla może być niezwykle ważny. Zdumienie w jego oczach zastępuje uśmiech, kiedy odpowiada. – „I że cię nie opuszczę”. Może być?
– Nie oglądałem – przyznaję. Niall wstaje, by włączyć odtwarzacz DVD, po czym wraca na kanapę. Siada blisko mnie, opierając kolana o mój podołek. Obejmuję go po chwili wahania, a on układa głowę na moim ramieniu. Taka pozycja nie jest do końca wygodna, ale żaden z nas nie chce się odsunąć. Skupiam się na filmie, który właśnie się zaczyna.
Opowiada historię mężczyzny i kobiety, którzy są w sobie zakochani bez pamięci. Dziewczyna sprzeciwia się rodzinie, która pragnie dla niej studiów prawniczych, i poświęca się sztuce, którą kocha. Generalnie życie pary to sielanka. Niestety pewnego dnia dzieje się tragiczny wypadek, w którym główna bohaterka traci pamięć. I tu zaczynają się schody – jej oddany mąż próbuje jej wszystko przypomnieć, choć los zdaje się być przeciwko niemu.
Film zbliża się do końca, gdy dobiega mnie skrzypienie podłogi. Ignorując jęczenie Nialla, obracam się lekko, by zobaczyć kto wszedł do pokoju. W drzwiach stoi kobieta w średnim wieku. Ma na sobie szlafrok i kapcie, w ręku kubek z herbatą, a jej wypłowiałe blond włosy są w całkowitym nieładzie. Cierpkim spojrzeniem skanuje pokój, zatrzymując się wreszcie na naszej dwójce.
– A kto to jest, Niall? Nie mówiłeś, że będziesz miał gościa – bardziej skrzeczy, niż mówi.
– Przepraszam, mamo – odpowiada cicho Niall. W jego głosie nie ma już tej szczęśliwej nuty, która mu zawsze towarzyszy. – To jest Zayn, mój… eee…
– Twój? – ponagla kobieta.
– Mój chłopak – mówi w końcu Niall, czerwieniąc się po czubki uszu. A ja trochę niedowierzam, bo oto najwspanialszy mężczyzna na świecie nazywa mnie swoim chłopakiem. Właściwie cieszy mnie obrót sytuacji, bo Niall czyni mnie tak nieśmiałym i niepewnym, że pewnie nigdy bym go o to nie zapytał, bojąc się, że to za wcześnie. Patrzcie państwo, jak jeden niepozorny Irlandczyk z klubowej łazienki może zmienić człowieka.
– Och. – Twarz kobiety rozjaśnia się uśmiechem. Powłócząc nogami, zbliża się do kanapy i wyciąga do mnie rękę. – Maura, mama Nialla. Miło mi poznać.
Spycham z siebie mojego chłopaka, co wywołuje jej cichy śmiech i wstaję. – Zayn. Także bardzo mi miło. – Potrząsam lekko jej ręką. Wydaje się być taka krucha w moim uścisku, jakby zaraz miała się rozsypać na drobne kawałeczki.
Puszcza moją dłoń, ciągle się uśmiechając i zajmuje miejsce obok Nialla, który wydaje się być na powrót zrelaksowany. Oglądamy film w milczeniu, a gdy dobiega końca, oboje płaczą po równo, w ten sam sposób wyginając usta w podkówkę i zawodząc cicho. Uśmiecham się, patrząc na tę dwójkę z niedowierzaniem.
Zaczynają się napisy końcowe, kiedy Maura ociera oczy wierzchem dłoni i wstaje. – Chcecie może herbaty? – pyta. Niall kiwa twierdząco głową, więc ja też przytakuję, kiedy kobieta spogląda na mnie wyczekująco. Posyła nam uśmiech i wychodzi z pokoju, zapewne kierując się do kuchni czy coś.
– Było naprawdę miło – mówię, ocierając kilka łez, które pozostały na policzkach Nialla. Chłopak rumieni się lekko, próbując odsunąć moją rękę, ale nie ustępuję. – No już, już. To słodkie, że wzruszasz się na filmach.
– To było przecież naprawdę smutne – mamrocze Niall i chyba myśli, że go nie słyszałem, bo chwilę później mówi już głośniej i pewniej. – Właściwie, to co lubisz robić w wolnym czasie? Nigdy o tym nie wspominałeś, chyba.
– Jaka subtelna zamiana tematu, brawo – uśmiecham się złośliwie, a Niall wywraca oczami. – Lubię malować.
– Malować? Pokażesz mi coś kiedyś? Proszę – mówi Niall, przeciągając ostatnią głoskę. Przytakuję. – Jej!
W tym momencie do pokoju wraca Maura, manewrując między meblami z kubkami pełnymi gorącej herbaty. Niall zrywa się, by jej pomóc i już po chwili podaje mi naczynie. Dziękuję cicho, posyłając kobiecie uśmiech.
Maura przysiada na skraju kanapy. – To może, gołąbeczki, opowiecie mi jak się poznaliście?
Niall zaczyna opowiadać o tym, jak po raz pierwszy spotkaliśmy się w barze, ale część, gdzie zachowuję się jak skończony i niesamowicie napalony dupek zastępuje historyjką o moich nienagannych manierach i o tym, jak proszę go do tańca, a potem stawiam drinka. Maura słucha z uśmiechem, a mnie robi się niesamowicie przykro. Czyli tak wygląda wymarzone pierwsze spotkanie Nialla. Mimowolnie zaczynam się zastanawiać, czy na pewno powinienem się z nim spotykać. Pasuję do niego jak wół do karety.
– Zayn? – Dobiega mnie czyjś głos. Potrząsam głową, spoglądając nieprzytomnie na Nialla. Wygląda na zmartwionego.
– Tak?
– Zadałem ci pytanie dwa razy, a ty nie odpowiedziałeś. Wszystko w porządku?
Nagle czuję się przytłoczony emocjami – uczuciem, które żywię do Nialla, ale ciągle boję się je nazwać, przygniatającym poczuciem winy, że nie jestem najlepszym, co mogłoby się mu przytrafić, smutkiem, że mimo wszystko naprawdę do niego nie pasuję i będę tylko zawadzał, strachem, że wszystko, co teraz wygląda tak pięknie, niedługo przeminie, a ja zostanę ze złamanym sercem. Właśnie przez ten strach jestem tym, kim jestem. Nikt mnie nigdy naprawdę nie skrzywdził, ale wrażliwa część mojej duszy, którą naprawdę chciałem w sobie stłamsić, zawsze się bała. To mniej więcej dlatego chciałem tylko przelecieć Nialla w tej brudnej łazience, nie angażując się w nic więcej. Ale oto znajduję się tutaj, patrząc w jego niebieskie tęczówki z tak bliska, a strach wyciska powietrze z moich płuc.
– Nie czuję się najlepiej – sapię. Niall marszczy brwi, a na jego czole pojawiają się zmarszczki. – Było mi naprawdę miło, ale chyba już pójdę.
– Jest późno – zauważa Maura. – Jeśli źle się czujesz, to możesz zostać, Zayn. Nie mamy z Niallem nic przeciwko.
– Właśnie – popiera ją blondyn.
– Nie, naprawdę dziękuję. – Muszę się stąd wydostać, zanim się uduszę. Wstaję więc z miejsca, podaję dłoń Maurze i pozwalam Niallowi odprowadzić się do przedpokoju. Widzę, jak z niepokojem przygląda mi się, kiedy zakładam buty.
– Coś nie tak? – pytam, kiedy podaje mi kurtkę ze ściągniętymi brwiami i niemal przerażeniem w oczach.
– Chciałem zapytać o to samo – odpowiada, przygryzając dolną wargę. Nie odpowiadam, pozwalając, by kontynuował swoją myśl. – Wiesz, zbladłeś nagle i wyglądałeś, jakbyś miał zemdleć. To chyba normalne, że się martwię.
– Normalne, mój chłopaku – mówię, zarzucając mu ręce na szyję. Niall rumieni się, a ja wybaczam sobie tą subtelną zmianę tematu. Skoro on może, to ja też, próbuję się usprawiedliwić przed własnym sumieniem.
– Słuchaj, nie wiem, czemu to powiedziałem. – Słowa wypadają z ust Nialla z prędkością błyskawicy. – Tak jakoś wyszło, mogę to wszystko jeszcze odkręcić przed mamą. Przepraszam, Zayn…
– Spokojnie, słoneczko – mówię. Niall zamyka usta, wyglądając jak zdezorientowany szczeniaczek. Całuję go w nos, po czym kontynuuję. – To naprawdę mi nie przeszkadza. Raczej cieszy, kochanie. Bardzo.
– Naprawdę? – Niall unosi brwi. – Boże, ja też się cieszę! Jesteś… moim chłopakiem – mówi powoli i cicho, jakby smakował tych słów.
– Twoim chłopakiem – powtarzam. Niall uśmiecha się do mnie, a ja nie mogę się powstrzymać – przyciągam go bliżej i wpijam się w jego różowe, piękne usta, które rozchylają się pod naporem moich. Pogłębiam pocałunek, a Niall wzdycha cicho. Właśnie w tej chwili ucieka ode mnie cały strach, bo czuję w ramionach jego ciepłe ciało, a nasze usta poruszają się w jednym rytmie. Mógłbym trwać tak już zawsze.
Odsuwam się od niego niechętnie. Niebieskie oczy spoglądają na mnie z uczuciem, które jednocześnie mnie przeraża i niesamowicie do siebie przyciąga. – Dobranoc – szepcę. Niall uśmiecha się delikatnie.
– Dobranoc, Zayn.
Otwiera przede mną drzwi. Przekraczam próg i już mam odejść, gdy coś przychodzi mi do głowy. – Może wpadniesz do mnie jutro? Pokazałbym ci moje rysunki.
– Jasne – mówi Niall po prostu. Dalej stoi w drzwiach, wychylając się maksymalnie, by mnie widzieć, a jednak nie wychodzić na zimną podłogę korytarza.
– Idź już do środka – rzucam jeszcze. – Zmarzniesz.
– No i co? Chcę jeszcze jednego całusa.
Ton głosu Nialla przypomina mi rozpieszczone dziecko, które chce dostać kolejnego lizaka. Pokonuję dzielącą nas odległość i szybko przyciskam swoje wargi do jego. – Teraz do domu, kochanie – śmieję się, a Niall posłusznie cofa się o krok i łapie za drzwi. – Do jutra – dodaję.
– Do jutra, Zayn.
1019
Harry pierwszy raz widzi obraz w książce z XIX-wiecznymi portretami. Musi wybrać sobie jakiś obraz do analizy na historię sztuki i w bibliotece znalazł ten album. Przewraca stronice, oglądając twarze różnych ludzi i zastanawia się, która z nich by była najłatwiejsza do opisania, kiedy natrafia na tę.
Jest to jakiś bogacz, w jasnej marynarce i białej koszuli, ukazany en face. Na jego twarzy widoczny jest delikatny uśmiech, niemal jak u Mony Lisy, lekko zaróżowione policzki, idealnie wygięte brwi, oraz piękne niebieskie oczy, które śmieją się bardziej niż same usta. Tęczówki mają bardzo ciekawy odcień niebieskiego, jasny, ale jakby… przydymiony? Harry zastanawia się, czy to tylko niedopatrzenie malarza, czy faktycznie takie były. Szkoda, że nie ma sposobu żeby się tego dowiedzieć. Mężczyzna jest młody, ma nieco ponad dwadzieścia lat, jak się domyśla chłopak. Młodość aż z niego promieniuje.
Podpis pod obrazem głosi: Edward Lovell „Wicehrabia Doncaster”, olej na płótnie, 1813
Chłopak skanuje tę stronę albumu i zabiera ją ze sobą do domu. Tam szuka w internecie informacji o malarzu, ale znajduje ich stosunkowo niewiele; wystarczająco, by napisać pracę do szkoły.
Harry pisze analizę bardzo szybko i oddaje ją przed terminem. Kiedy nauczyciel zwraca ocenione prace dwa tygodnie później, wygląda na nieco rozbawionego kiedy wręcza chłopakowi kartkę, ale Harry nie zwraca na to uwagi, bo oto w wieku piętnastu lat dostał swoją pierwszą szóstkę z angielskiego i nie może być szczęśliwszy.
Po powrocie do domu Harry wkłada skan obrazu i pracę do teczki z wypracowaniami, dziękując Lovellowi, że znalazł sobie takiego modela.
***
Harry widzi obraz po raz drugi kilka lat później na zajęciach na studiach. Jego nowy kolega z roku, Zayn, patrzy na niego sceptycznie kiedy ten zaczyna się ekscytować slajdem na tablicy.
- To tylko portret – mamrocze Zayn. – Ładny bo ładny, ale to zwykły portret.
Chłopak nie kłopocze się, żeby mu odpowiedzieć – po prostu macha ręką i niemal podskakując w miejscu słucha, co mówi profesor. Mówi on o użyciu koloru niebieskiego i odcieni brązu, które razem się bardzo dobrze komponują. Po chwili przechodzi do następnego slajdu, a Harry jęczy cicho z zawodu. Zayn się na niego wciąż dziwnie patrzy.
Po zakończeniu wykładu Harry idzie do profesora, żeby ten mu coś więcej o tym obrazie powiedział. Mężczyzna jednak nie ma zbyt wielu informacji – niewiele więcej, niż Harry znalazł te kilka lat wcześniej w internecie. Jest jednak coś, czego nie wiedział.
- Możesz go zobaczyć w National Portrait Gallery, tylko nie wiem, czy mają go w stałej ekspozycji. Poza tym, inne obrazy Lovella możesz znaleźć w różnych muzeach, głównie w Londynie, ale nie tylko. Jeśli będziesz w NPG, spytaj o to, powinni mieć więcej informacji niż ja.
Harry podziękował serdecznie wykładowcy. Zanim wyleciał na następne zajęcia, mężczyzna go jeszcze zatrzymał.
- Dlaczego tak się pan tym zainteresował? – spytał. Harry wzruszył ramionami.
- To przez ten niebieski – powiedział jedynie i żegnając się wyszedł z sali. Teraz zaczął się zastanawiać, kiedy mógłby się udać do National Portrait Gallery.
***
Po raz trzeci Harry spotyka się z obrazem celowo, kiedy razem z Zaynem dwa tygodnie później idą do National Portrait Gallery. Nareszcie udało mu się wygospodarować trochę czasu i przekonać kolegę (chociaż to drugie było znacznie trudniejsze).
- Co cię tak interesuje ten obraz? – pyta Zayn, wkładając ręce do kieszeni po wyjściu z metra na zimną ulicę. Już o to pytał kilka razy, ale Styles nie chciał mu udzielić odpowiedzi poza tym, że opisał go kiedyś jako projekt szkolny.
- Sam nie wiem – odpowiada po chwili. – Naprawdę – dodaje, kiedy widzi uniesione brwi Zayna. – Po prostu… po prostu mnie coś do niego ciągnie i nie wiem czemu, ale chcę się czegoś o nim dowiedzieć. Kogo przedstawia, czy artysta inspirował się jeszcze tym facetem przy innych sprawach, czy nie… - Chłopak wzrusza ramionami. – Nie miałeś tak nigdy?
Zayn kręci przecząco głową. Harry wzdycha i poprawia sobie szalik, żeby zakrył jego usta i policzki. Jest listopad, ale już czuć w powietrzu mróz. Zastanawia się, czy niedługo spadnie śnieg… Byłoby miło. W przeciwieństwie do wielu ludzi naprawdę lubi zimę, ubieranie ciepłych swetrów i siedzenie w domu pod kocem z kubkiem herbaty albo czekolady… A nawet lubi marznąć. Lepsze to niż roztapianie się w upalnym słońcu, prawda?
Po chwili chłopcy docierają do muzeum i wchodzą do ciepłego wnętrza. Wstęp jest darmowy, ale Harry kieruje się od razu do biurka recepcji, żeby zapytać o obraz. Siedząca tam dziewczyna jest nieco zdziwiona, ale kiedy chłopak wyjaśnia, że są studentami historii sztuki i muszą się dokładnie temu przyjrzeć, nie zadaje już więcej pytań i prowadzi ich na zaplecze. Chwilę musi poszukać, ale w końcu znajduje to, czego szukają.
Obraz nie jest duży; Harry bierze go w dłonie (ubrane w specjalne rękawiczki), a bez ramy ma on wielkość 17-calowego laptopa. W świetle jarzeniówek zaplecza kolor oczu młodzieńca z portretu staje się niemal nierealny, zbyt sztuczny. Dziewczyna jednak nie pozwala im go wynieść do światła naturalnego, nawet kiedy Harry robi swoją najlepszą minę w stylu pokrzywdzonego szczeniaczka. Dziewczyna co chwilę nieśmiało spogląda na Zayna, a on wygląda na tak mało zainteresowanego czymkolwiek, jak tylko może być. Już trzyma rękę na kieszeni kurtki, gdzie ma schowaną paczkę papierosów i zapalniczkę – widząc to Harry wie, że nie powinien się tak guzdrać. Odwraca obraz, tak tylko, i zauważa słowa, zapisane szybko i niestarannie; widać rozmazany atrament po prawej stronie, jakby artysta zatarł go nadgarstkiem podczas pisania. Harry zawsze miał problemy z odczytywaniem pisma, więc pokazuje to Zaynowi.
- I promised one day I’ll bring you back a star – czyta Malik. Harry spogląda pytająco na dziewczynę.
- Istnieją spekulacje, że Lovell i mężczyzna z obrazu mieli romans – odpowiada, czerwieniąc się nieco, jakby to był dla niej jakiś temat tabu i szybko się odwraca, szukając czegoś między obrazami. Chwilę później wyciąga w stronę Harry’ego inne płótno, tym razem trochę większe. – Um… Wiem, że to nie jest portret, ale jakimś cudem znalazło się to w naszej galerii. Pewnie dlatego, że napis na odwrocie pasuje do tego z portretu – mówi, a Harry przypatruje się obrazowi. Widnieje na nim tylko czarny zarys ludzkiej sylwetki, coś w stylu „Marzyciela” Caspara Davida Friedricha, tyle że ten Lovellowski wpatruje się w granatowe niebo z zaznaczonymi małymi punkcikami gwiazdami. Delikatny blask księżyca wydobywa z ciemności włosy postaci, które zostały stworzone bardzo delikatnymi pociągnięciami pędzla, niczym jakieś piórka. Z postawy mężczyzny (bo na pewno był to mężczyzna, a biorąc pod uwagę fryzurę, raczej ten z poprzedniego obrazu) można stwierdzić, że wpatruje się w przelatującą spadającą gwiazdę/kometę będącą w centrum nieboskłonu. Harry odwraca obraz.
I caught one and it burnt a hole in my hand – mówi napis na odwrocie. Hm, faktycznie, oba do siebie pasują.
- Jak się nazywa ten obraz? – pyta chłopak.
- „Nocne niebo nad Doncaster”.
- Czy Lovell stamtąd pochodził?
Dziewczyna zaciska usta, widocznie się zastanawiając. W końcu kręci głową.
- Niestety, nie wiem tego. Ale… - zaczyna, unosząc palec w górę. – Powinnam mieć kontakt z jego muzeum.
Dziewczyna odkłada oba płótna na miejsce i wychodzi z zaplecza, czekając, aż chłopcy też wyjdą, żeby móc je dobrze zamknąć. Potem w biurku szuka jakichś dokumentów pod literą L, aż w końcu je znajduje.
- Dom Edwarda Lovella i jego muzeum znajduje się w… Warrington, między Liverpoolem a Manchesterem – mówi i wyciąga kolorową karteczkę, żeby wszystko zapisać. Harry marszczy brwi; Warrington leży niedaleko jego rodzinnego Holmes Chapel. Przypadek?
Harry dziękuje za adres i chowa karteczkę do kieszeni. Po raz kolejny dziękuje za pomoc i wychodzą, co Zayn wita z ulgą, odpalając od razu jednego papierosa. Stojąc przed muzeum Styles wyciąga kartkę i czyta adres. Widzi też strzałeczkę i napis „odwróć”. Na drugiej stronie znajduje się numer telefonu z dopiskiem: podaj swojemu koledze – perrie xx.
- Hej, popatrz – mówi i wyciąga rękę z kartką, pokazując Zaynowi jej drugą stronę. Chłopak tylko wypuszcza z ust dym i kręci przecząco głową, jakby z dezaprobatą. Ciekawe czemu, dziewczyna wydawała się być sympatyczna. Nic nie mówi, ale Harry jest do tego przyzwyczajony. Zaczynają iść z powrotem w kierunku stacji metra i dopiero wtedy Harry odzywa się po raz kolejny.
- Mówiłem, że coś mnie do tego obrazu ciągnie – mamrocze, jakby do siebie, ale wie, że Zayn słucha. W tym jest bardzo dobry. – Teraz okazało się, że malarz mieszka niedaleko mojego miasteczka. To nie może być przypadek.
- Nie mów, że zaczynasz wierzyć, że to jakieś paranormalne gówno czy coś – mówi wreszcie Zayn, wyrzucając peta do kosza przy schodach do metra. – Że to jakieś pieprzone przeznaczenie, które pomoże ci odkryć jakąś fantastyczną historię z przeszłości, dotyczącą twojego dziedzictwa.
- A co jeśli tak?
Zayn wzrusza ramionami i wciska się do zapełnionego po brzegi pociągu, do którego z trudem wchodzi również Harry.
- Pojadę tam – mówi chłopak zdecydowanym tonem. – I zobaczę, o co z tym wszystkim chodzi.
Zayn wywraca oczami.
- Jak se chcesz.
***
Za czwartym razem Harry nie widzi dokładnie tego samego obrazu, ale tą samą postać na innych.
Miesiąc później zaczyna się przerwa świąteczna i Harry wraca do domu. Ma kilka dni wolnego, zanim mama zacznie go ciągnąć do roboty, więc wykorzystuje to na wycieczkę do Warrington. Nie mówi mamie ani Gemmie co jest jego prawdziwym powodem; po prostu tłumaczy, że musi zobaczyć to muzeum, bo pisze o Lovellu pracę. Z teczki z czasów szkoły wygrzebuje swoje wypracowanie i patrzy na dołączony do niego portret. Składa go i wsuwa do kieszeni – tak na szczęście.
W autobusie ma dużo czasu na rozmyślania, więc jego myśli wędrują do jego uniwersyteckiego kolegi. Szczerze mówiąc chciał zaprosić Zayna do siebie na te kilka dni przed świętami, żeby pojechał z nim do Warrington, bo wiedział, że chłopak zostaje w akademiku i nie chciał go zostawiać samego na ten czas. (Nawet, jeśli nie obchodził on Bożego Narodzenia ze względu na swoje wyznanie.) Okazało się jednak, że przyjechał do niego przesympatyczny chłopak o imieniu Liam, który zabrał go do siebie, do swojej rodziny, na święta. Wtedy po raz pierwszy Harry zobaczył jak Zayn się szczerze uśmiecha i odzywa częściej niż trzy razy dziennie, i chyba Harry już wie, dlaczego nie zainteresował go numer tej całej Perrie.
Wydruk obrazu pali go w kieszeni, a on praktycznie podskakuje na swoim miejscu z podekscytowania – wreszcie dowie się, kto to namalował, czy jest więcej portretów Wicehrabiego Doncaster i czy oni faktycznie byli tymi kochankami czy nie. Obok niego siedzi jakaś kobieta, która zaczyna się coraz bardziej od niego odsuwać. Okej…
Chłopak nie posiada zbyt dobrej orientacji w terenie, więc gubi się w mieście, ale ludzie są na tyle mili i cierpliwi, żeby wytłumaczyć mu, gdzie to muzeum się znajduje, choć w większości nawet nie wiedzą, że takowe w ich mieście jest; po prostu wiedzą, która to ulica.
Samo muzeum jest bardzo niepozorne – mieści się w kamienicy. Wstęp kosztuje pięć funtów, a chłopak, któremu płaci Harry, wydaje się być bardzo ożywiony.
- Nikt tu zwykle nie przychodzi – mówi blondas z ciężkim akcentem, chyba irlandzkim, choć Harry nie jest pewien. Nie jest dobry w te klocki. – Jak już, to studenci historii sztuki.
Harry posyła mu nieco skrzywiony uśmiech.
- Jakim jestem i ja – przyznaje. Chłopak jednak wzrusza ramionami, nie bardzo się przejmując. Wychodzi zza biurka i podaje mu dłoń.
- Niall – przedstawia się. Harry ściska ją i mówi swoje imię, po czym podąża za nim w głąb mieszkania. Nie jest ono duże, ale, jak tłumaczy Niall, rodzina Lovellów nie była bardzo bogata. Kiedy Harry ogląda pejzaże, widzi kątem oka, że chłopak mu się przypatruje z ukosa. Nie komentuje tego jednak i ogląda kolejne obrazy. Owszem, są piękne, ale nie mają „tego czegoś”, co dwa obrazy z mężczyzną.
Przechodzą do kolejnego pomieszczenia i Harry’emu serce zaczyna szybciej bić bo tak, są tutaj obrazy tego młodzieńca. I to nie jeden czy dwa.
- Wicehrabia Doncaster – mówi Niall. – Kiedy Lovell wyjechał z domu rodzinnego, by szukać natchnienia i mecenasa, osiadł właśnie w Doncaster, gdzie poznał Williama Tomlinsona. Wicehrabia okazał się być nie tylko sponsorem i dobrym przyjacielem, ale też świetnym modelem dla malarza. Tutaj mamy wiele obrazów, przedstawiających Tomlinsona, w różnym wieku. – Chłopak przechodzi do jednego z płócien. – To musiały być początki ich znajomości, Tomlinson ma tutaj około dwudziestu lat. Przesuwając się dalej, mamy obrazy ułożone chronologicznie. – Wskazuje portrety dłonią. – Ostatni portret został wykonany, kiedy Tomlinson miał czterdzieści lat. Kilka miesięcy później zmarł tragicznie, stratowany przez konia, a Lovell powrócił do domu rodzinnego.
Niall wychodzi z pomieszczenia, ale Harry wciąż w nim jest, chłonąc piękno portretów i przedstawionego na nich mężczyzny. Po pociągnięciach pędzla, tak innych niż w przypadku pejzaży, widać, że Lovell miał do niego jakiś stosunek emocjonalny.
- Podobno byli kochankami – mówi, ale brzmi to bardziej jak pytanie. Niall kiwa głową.
- Są snute takie domysły. Niestety, nie ma na to żadnych dowodów poza jednym listem siostry Tomlinsona do narzeczonego, która narzeka na to, że Lovell zbyt często kręci się w ich domu, a zażyłość z jej bratem zaczyna się robić niezdrowa. Wiemy tylko tyle i równie dobrze to może nic nie znaczyć.
- Ale spójrz na ten warsztat – mówi Harry, zbliżając się do obrazu, przedstawiającego Tomlinsona grającego na fortepianie. – Spójrz na pociągnięcia pędzla, tak delikatne, jakby… No, jakby malował to z miłością.
Niall wzrusza ramionami.
- Na dwóch obrazach, których my niestety nie mamy, jest napis…
- I promised one day I’ll bring you back a star, I caught one and it burnt a hole in my hand – przerywa mu Harry. – Byłem w National Portrait Gallery, widziałem je.
- Hm. Jeśli tak bardzo cię to interesuje, ich związek… W posiadłości Tomlinsonów w Doncaster znajdują się dwa malutkie portrety wicehrabiego i malarza. Jest to jeden z dwóch istniejących autoportretów Lovella.
- A drugi?
Niall macha na niego ręką, żeby poszedł za nim. Wchodzą do kolejnego pomieszczenia i Niall wskazuje mu nieduży obraz, a Harry zamiera. Ten człowiek wygląda zupełnie jak on… Tylko jakieś trzydzieści lat później.
- Lovell namalował to już po śmierci wicehrabiego – opowiada Niall. – I nie wiem jak ty to widzisz, ale jesteś do niego cholernie podobny. Wiedziałeś o tym?
Harry kręci przecząco głową.
- Nie miałem pojęcia. Zainteresował mnie po prostu ten Lovell no i…
- Może to jakiś twój przodek? A ciebie tu przywiodło przeznaczenie? – proponuje Niall z rozbawionym uśmiechem, ale Harry wie, że musi to przemyśleć; musi przekopać drzewa genealogiczne i tak dalej. Bo to jest niemożliwe, żeby to był jakiś zupełnie obcy człowiek. – Albo to twoje poprzednie wcielenie.
- Chyba właśnie o to chodzi w tej teorii, że ludzie odradzają się w kimś zupełnie innym, nie?
Niall unosi ręce w geście poddania.
- Ja tam nie wiem, stary. Tylko rzucam propozycje.
Harry kiwa głową i ponownie spogląda na autoportret. Mężczyzna jest na pewno po czterdziestce, jego włosy widocznie się przerzedzają (chłopak dotyka linii włosów przy czole – czy on też będzie miał kiedyś takie zakola?), a twarz to twarz młodzieńca, tyle że ze zmarszczkami przy kącikach oczu i ustach oraz niechlujnie ogolonym zaroście. Widać, że malował to inaczej niż wszystkie swoje obrazy.
- Mogę zrobić zdjęcie? – pyta Harry.
Niall mu pozwala tylko zastrzega, żeby było to bez flesza. Chłopak kiwa głową i próbuje ująć to jak najlepiej, a potem wysyła zdjęcie obrazu do Zayna. Dodaje do tego podpis: Paranormalne czy nie, to gówno zaczyna się robić coraz dziwniejsze. Chowa telefon do kieszeni i spogląda na Nialla z uśmiechem.
- Znasz może adres tej posiadłości Tomlinsonów?
- Zaraz poszukamy.
Chłopcy siadają przed komputerem w recepcji i szybko udaje im się znaleźć to, czego szukali. Harry zapisuje go sobie w telefonie, a Niall nalega, żeby zapisał sobie też jego numer i potem mu dał znać, czy się czegoś ciekawego dowiedział. Chłopak mu to obiecał i pożegnał się z nim, po czym wyszedł szybkim krokiem, żeby zdążyć na autobus powrotny.
W domu pyta mamy, czy może z którejś strony jego rodziny nie było żadnych Lovellów. Anne nic takiego nie wie, ale coś jej się kojarzy, więc radzi się zapytać babci ze strony taty. Harry dzwoni do niej i okazuje się, że faktycznie, kilka pokoleń wstecz w rodzinę wżeniła się niejaka Elizabeth Lovell. Harry przypomina sobie to nazwisko z opowieści Nialla – była to córka siostry malarza, sportretowana przez niego kilkukrotnie jako mała dziewczynka.
Harry ma ochotę wyjechać w tym momencie do Doncaster, ale niestety, nie może. Mama zapowiedziała mu, że jutro piecze pierniczki – a z tego to się nie wywinie.
***
Piąty raz, kiedy Harry widzi portret, jest też pierwszym razem, kiedy widzi chłopaka.
W święta starał się skupić na rodzinie, na spędzaniu z nimi przyjemnie czasu zanim będzie musiał znów wychechać na uniwersytet – cały czas jednak z tyłu głowy siedziała mu myśl o wyjeździe do Doncaster. Pierwszego możliwego dnia, 27 grudnia, wsiada w pociąg i udaje się do miasta. Żałuje, że nie ma z nim Zayna, ale jednocześnie wie, że spotkają się na imprezie sylwestrowej, więc tam mu wszystko opowie. Jeśli będzie co opowiadać.
Oddech chłopaka zamienia się w obłoczki pary, kiedy ten idzie z dworca kolejowego do posiadłości Tomlinsonów. Tym razem znalazł sobie wszystko w Google i wie, gdzie iść, chociaż też niemal się gubi. Na szczęście dociera cały i zdrowy (i nieco zmarznięty) do eleganckiego dworu. Śnieg zalega na rozległych trawnikach przed budynkiem, pokrywa też szpaler iglaków po obu stronach ścieżki prowadzącej do drzwi. Ładnie tu, myśli Harry, po czym idzie po chrzęszczącym żwirze w kierunku wejścia.
W samym dworku zostaje przywitany przez grymas niezadowolenia posłany mu przez starszą kobietę siedzącą za biurkiem. No tak, pewnie nie podoba jej się powrót do pracy po świetnie spędzonych świętach, bo komu by się podobał?
Chłopak płaci za wejściówkę i dowiaduje się, że nikt go nie oprowadzi, tylko sam sobie ma pozwiedzać.
- A chciałbym jeszcze zapytać… - zaczyna, ale kobieta mu przerywa.
- Niestety, nie mam czasu – mówi, ale wcale nie brzmi, jakby jej było przykro. – Dziś przyjedzie szef z ważnymi materiałami.
Harry chce już coś powiedzieć, że przecież ona tutaj pracuje, wiec powinna mu udzielić informacji, ale powstrzymuje się, bo nie chce jej jeszcze bardziej psuć humoru – jest po prostu zbyt miły. Kiwa więc głową i udaje się do pomieszczenia, na które wskazuje strzałka z napisem „kierunek zwiedzania”.
W pierwszym pokoju znajduje się wystawa poświęcona lotnictwu brytyjskiemu podczas II wojny światowej. Harry nie ma pojęcia, dlaczego dali tu takie coś, ale przechodzi dalej. Następne pomieszczenie to salon, w pełni umeblowany, nawet z jednym z pejzaży Lovella. Dalej przechodzi do pokoju opisanego jako „sypialnia pana” i już widzi, że znalazł się w odpowiednim miejscu.
Przejście jest możliwe tylko środkiem; obie strony pokoju oddzielone są czerwonymi wstęgami, żeby tam nie przechodzić. Wygląda to jak zwykła sypialnia z XIX wieku – z tym, że nad łóżkiem wiszą dwa niewielkie portrety. Harry mruży oczy, żeby dostrzec, czy są na nich te postacie, których poszukiwał (zdecydowanie powinien iść do okulisty, bo ostatnio coś mu się wzrok pogorszył). Od razu może zauważyć, że na jednym portrecie jest William Tomlinson, a na drugim Lovell, wyglądający identycznie jak on.
Harry patrzy w górę – nie ma tu żadnych kamer. Rozgląda się, czy zmierzła kobieta nie przyszła zobaczyć, czy nic nie kradnie, ale jej też nigdzie nie widać. Słychać za to, że z kimś rozmawia; pewnie z tym swoim szefem. Chłopak ma nadzieję, że nie będą chcieli sobie pooglądać sypialni, więc przechodzi przez wstęgę i na palcach przechodzi po ozdobnym dywanie do ściany, na której wiszą oba portrety. Na tym malutkim obrazku Lovell jest młodszy, niż na autoportrecie w jego domu, a podobieństwo do Harry’ego jest jeszcze większe. Ma nawet taką samą fryzurę!
Harry zaczyna zastanawiać się, czy na odwrocie nie ma żadnego napisu, jak na tamtych dwóch obrazach. Wie, że nie powinien tego robić, ale ściąga portret Tomlinsona ze ściany i zaczyna zdejmować ramkę. Odkrywa drewienko z tyłu i widzi jakiś napis, jednak w tym samym momencie słyszy, że kobieta i mężczyzna zbliżają się w jego kierunku. Odczytuje napis (Mischief – psota) i stara się szybko poskładać to z powrotem, zanim ci ludzie tu dotrą. Jest zdenerwowany, więc trzęsą mu się ręce i nie zdąża.
- Co ty robisz?! – słyszy oburzony krzyk kobiety. – Wyłaź stamtąd! Będziesz odpowiadał przed policją! – krzyczy dalej i odchodzi szybkim krokiem na recepcję, pewnie żeby zadzwonić,
Harry odwraca się z przerażoną miną, gotów zapewnić, że nic nie kradnie i dzwonienie po policję nie jest konieczne, ale zamiera, widząc, kto stoi naprzeciwko niego z wściekłą miną. Bo to jest William Tomlinson.
Nie, to nie jest możliwe prawda? Ale twarz ta sama, z wyjątkiem zarostu (w XIX wieku należało się gładko golić), oczy te same, włosy identyczne…
Wściekłość znika z jego twarzy i zastępuje ją zaskoczenie. Usta otwierają mu się nieznacznie, a oczy przesuwają się z twarzy Harry’ego na wiszący obok portret Edwarda Lovella. Potem powoli wracają na chłopaka. Facet zwilża sobie językiem wargi, najwidoczniej chcąc coś powiedzieć, ale nic nie wydobywa się z jego gardła.
Ten facet jest piękny, myśli Harry.
- Um – zaczyna chłopak. – Jesteś trochę podobny do niego – mówi elokwentnie, unosząc trzymany w rękach portret i wskazuje na wicehrabiego.
- No co ty kurwa nie powiesz – szepcze facet, ale nie robi tego w agresywny sposób, bardziej… po prostu zdziwiony. – Jakbyś sam nie wyglądał jak bliźniak Lovella.
- Policja już tu jedzie! – zawołała kobieta, wracając do nich. Facet wyglądający jak William Tomlinson nagle się ożywia.
- Nienienie! – woła. – Odwołaj to! Nie muszą tu przyjeżdżać! Odwołaj to Helen, on tu nic nie zrobi, przysięgam!
- Panie Tomlinson… - zaczyna kobieta.
- Zaręczam za niego – mówi z naciskiem. – Helen, zadzwoń jeszcze raz i powiedz, że mają się wrócić.
Kobieta nie wygląda na zadowoloną, ale wraca na recepcję. Mężczyzna nazwany również Tomlinsonem odwraca się do Harry’ego.
- Odłożysz to? I porozmawiamy.
Harry kiwa głową i po prostu kładzie obrazek na łóżko. Przechodzi przez wstęgę i potyka się o nią, niemal nie przewracając się na elegancką drewnianą podłogę. Tomlinson łapie go mocno za ramię, przytrzymując go.
- W porządku – zapewnia Harry. Tomlinson go puszcza i wskazuje, żeby poszedł za nim. Kierują się przez kolejny pokój do nowocześnie urządzonego biura. Facet odkłada na biurko trzymaną w rękach teczkę i odwraca się do chłopaka, opierając się tyłem o mebel.
- Więc…
- Więc… - powtarza Harry i obaj znów milczą, przypatrując się sobie. To znowu Harry zbiera się pierwszy na odwagę. – Zobaczyłem ten obraz – mówi i wyciąga z kieszeni pognieciony wydruk. – I mnie zainteresował… I chciałem się czegoś dowiedzieć o nim… No i poszedłem do muzeum, tam zobaczyłem też ten drugi, „Nocne niebo nad Doncaster”… A potem trafiłem do domu Lovella i się okazało że on wyglądał jak ja… W sensie ja wyglądam jak on… I w końcu trafiłem tu… No i ty… - pokazuje na niego, kończąc swoją opowieść. Powiedział wszystko bo sądzi, że zasługuje na szczerość. – Chciałem sprawdzić, czy na tych portretach są też napisy z tylu.
- Mischief i Mildness, psota i łagodność – mówi Tomlinson. – Jestem Louis. Louis William Tomlinson.
- Harry – przedstawia się chłopak, a uścisk dłoni przeciąga się nieznacznie. – Harry Edward. Styles. Nie Lovell.
Louis kiwa głową, po czym śmieje się delikatnie, biorąc do rąk teczkę. Harry musi przyznać, że jest on w tym momencie absolutnie uroczy – jeśli dorosły mężczyzna może być uroczy.
- To jest tak dziwne – mówi Louis.
- Taa – przytakuje Harry, uśmiechając się do Louisa.
- Szczególnie – kontynuuje mężczyzna – że kilka dni temu znalazłem bardzo ciekawe listy. – Otwiera teczkę i wyciąga kilka starych kartek, elegancko zalaminowanych, a poza nimi zwykłe białe kartki z czymś wydrukowanym. Podaje Harry’emu jedną z nich. – Wcześniej snuto domysły, czy Edward i William byli kochankami. – Przez to, że używa ich imion to brzmi, jakby byli mu bliscy. – Przeczytaj sobie to teraz.
Mój kochany!
Krajobrazy Italii są przepiękne. Niebo ma tu zupełnie inny kolor – żywszy, radośniejszy. Morze również wygląda inaczej, niż w Anglii. Przyroda zaskakuje mnie na każdym kroku i już nie wiem, co mam malować. Obawiam się, że zabraknie mi farb! A włoskim językiem nie władam tak dobrze, jak ty. Na całe szczęście Twoja siostra posługuje się nim, więc jest moim tłumaczem. Prosi ona, bym cię uściskał z jej strony. Muszę przyznać, że nie mógłbym znaleźć lepszej towarzyszki podróży niż panienka Amelia. Z jednym wyjątkiem…
Tęsknię za Tobą, jak nigdy wcześniej nie przypuszczałbym. Noce są bezsenne, a bez Ciebie u mojego boku czuję się niesamowicie samotny. Żadne zapierające dech w piersiach widoki nie zastąpią mi ciebie o poranku. Chciałbym namalować Cię w tym świetle, na tle morza czy natury… Gdyby tylko nie trzymały Cię w Doncaster obowiązki!
Wracam już niedługo – niedługo po otrzymaniu przez Ciebie tego listu. Panna Amelia jest niezadowolona, iż przyspieszyłem nasz termin powrotu… Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo mi Cię brakuje, zrozumiałaby. Tak więc wyczekuj nas, kiedy tylko dostaniesz mój list. Wyczekuj mnie, kochany.
Edward
Harry czuje wypieki na policzkach podczas czytania listu – przede wszystkim dlatego, jakby się czuł, jakby to on napisał ten list do Louisa, a nie malarz do wicehrabii.
- No… To nie wygląda jedynie na przyjaźń – udaje mu się w końcu powiedzieć.
- Pracowałem nad tym od dawna – mówi Louis, odbierając mu kartkę. – Szukałem silnych dowodów na to, że coś ich łączyło. I znalazłem te kilka listów od Edwarda…
- Które są naprawdę silne.
- Tak – przytakuje Louis i spojrzał na Harry’ego, po czym znów kręci głową z uśmiechem. – Wybacz, to takie surrealistyczne… czuję się, jakbym rozmawiał z Edwardem.
- Ty mi to mówisz? Nosiłem twój… znaczy się, Williama portret w kieszeni od jakiegoś tygodnia. A ogólnie to dzięki niemu kilka lat temu zdecydowałem się na studiowanie historii sztuki.
- Czekaj. Nie zmieniałeś od tygodnia spodni? – pyta Tomlinson.
- Nie o to mi chodzi! Poza tym, jestem biednym studentem, który ma tylko dwie pary jeansów, więc musisz to też wziąć pod uwagę.
Louis się śmieje i Harry dziwi się, że Lovell nigdy nie namalował wicehrabiego, który się śmiał. Chociaż po części go rozumiał; takiego piękna nie da się w pełni oddać tylko na płótnie.
- Wiesz co, mam zamiar napisać… Nie książkę, ale coś w stylu eseju? O Williamie i Edwardzie. Ale nie mam wiedzy z zakresu sztuki. Więc, jeśli chcesz, mógłbyś mi w tym pomóc – proponuje Louis. Harry się uśmiecha, a jego serce przyspiesza na myśl tego, ile czasu by z nim przy tym spędził.
- Jasne – zgadza się od razu. Obaj słyszą, jak pod dworek podjeżdża jakiś samochód i wyglądając przez okno widzą, że to radiowóz. – Jeśli oczywiście mnie nie zamkną za ciekawość.
- Nie dopuszczę do tego. Obiecuję.
Harry nie ma powodów, żeby mu nie wierzyć.
***
Kilka lat później Harry sam ma znaleźć się na obrazie.
Zayn opuszcza rękę z pędzlem i wzdycha ciężko. Już dawno stracił cierpliwość, ale teraz powstrzymuje się ostatkiem sił żeby nie rzucić tego wszystkiego i nie wyjść.
- Moglibyście choć przez chwilkę się nie ruszać? – pyta retorycznie. I tak wie, że go nie posłuchają. – Jesteście najgorszymi modelami na świecie.
- Nie wszyscy mogą być Liamem – mówi Harry, poprawiając sobie koszulę stylizowaną na XIX-wieczną. – A poza tym, te ciuchy nie są zbyt wygodne.
- Nie narzekaj, Harold, sam się na to zgodziłeś – mówiąc to, Louis dźga go w bok.
- Przestańcie! – jęczy Zayn. – Jeszcze chwila i skończę, będziecie mogli iść do siebie, rozebrać te ubrania i robić co chcecie, ale proszę, naprawdę was proszę o chwilę spokoju!
Harry kiwa głową i ponownie staje u boku Louisa, obejmując go w pasie.
- Świetnie – mamrocze Zayn i wraca do malowania. Chwila zmienia się w piętnaście minut, ale modele już przestają się wygłupiać, tylko rozmawiają cicho o koncercie świątecznym, który organizują w posiadłości Tomlinsonów. Harry wciąż uważa, że powinni udekorować ten biały elegancki fortepian, ale Louis mu na to nie pozwala; on za to chce powiesić światełka wzdłuż wszystkich ścian salonu przerobionego na salę koncertową, co Harry uważa za przesadę. Oboje jednak zgadzają się na to, że trzeba przestawić choinkę, bo kwartet smyczkowy się nie zmieści.
- Okej – mówi Zayn, odkładając pędzel. – Jeszcze nie jest skończone, ale wasza rola w procesie tworzenia już dobiegła końca. Chcecie zobaczyć?
Harry i Louis stają za nim, żeby zobaczyć płótno. Farba jest jeszcze mokra w niektórych miejscach i odbija światło, obraz jeszcze nie jest dopracowany, ale widać, że Zayn się spisał. Wyglądają praktycznie tak samo jak William i Edward na dwóch osobnych portretach, tyle tylko, że są razem na jednym.
- To jest świetne – mówi w końcu Louis i kilka milimetrów nad warstwą farby obrysowuje palcem twarz Harry’ego. – Jakby to był jakiś zaginiony obraz Lovella.
- Nie ten styl – zaznacza Harry. – Ale mi tam się podoba.
- I lepiej żeby tak było – mówi Zayn. – A teraz sio, to musi przeschnąć.
Louis i Harry posłusznie wychodzą z pokoju. Nie obywa się oczywiście bez Harry’ego potykającego się o nogę sztalugi i niemal wywracającego ją wraz z obrazem. Louis łapie go, a Zayn łapie swoje dzieło.
- Przepraszam! – mówi jeszcze Harry i czym prędzej ucieka. Louis wychodzi za nim z uśmiechem i kręci głową.
- Jak zwykle, jak zwykle – mruczy. Już mają iść się przebrać na piętro, ale z salonu wybiega dziewczynka w za dużej czapce Mikołaja opadającej na oczy i odbija się od nóg Louisa. – Hej, co się stało? – pyta, kucając przy dziewczynce, zdejmuje jej czapkę i ukazuje mu się zapłakana twarzyczka. Louis bierze dziewczynkę na ręce. – Co się stało, Vicky?
- Mama mi nie pozwala powiesić na choince moich bombek – mówi w końcu przez łzy.
- Tych z Barbie? – pyta Harry, podchodząc do nich. Victoria kiwa głową.
- Ujek Loui, powiedz mamie że one są ładne. Na pewno się spodobają ludziom na koncercie!
- Oczywiście kochanie – mówi Louis i idzie do salonu, w którym Gemma wiesza złote bombki na wielkiej choince. – Moja siostrzenica przyszła na skargę, bo nie pozwalasz jej powiesić jej bombek.
Gemma odwraca się i wzdycha.
- Za trzy dni odbędzie się tu bardzo elegancki i oficjalny koncert. Elegancki i oficjalny. Bombki z Barbie możemy powiesić w domu.
- Ale one są ładne! – protestuje dziewczynka. – Spodobają się!
- Nie, Vicky, powiesimy je w domu. A teraz przepraszam. – Kobieta wyciera ręce o spodnie. – Chyba woda na kawę mi się zagotowała – mówi i wychodzi. Harry widzi zmęczenie na twarzy swojej siostry; faktycznie, jej córka jest dość nadpobudliwa, musiała to odziedziczyć po Niallu.
Harry widzi na parapecie różowe pudełko z wizerunkiem blondwłosej lalki i sięga po nie. Louis stawia Vicky na ziemi, a on kładzie sobie palec na ustach.
- Powiesimy te bombki, tylko cichutko i szybko – szepcze. Dziewczynka kiwa radośnie głową i razem z wujkiem wieszają urocze różowe kule na dolnych gałęziach sosny. Kiedy Gemma wraca nie wygląda na zadowoloną, ale nic nie mówi córce, tylko rzuca groźne spojrzenie bratu. Harry wzrusza ramionami i wyciąga Louisa z salonu, żeby wreszcie poszli się przebrać. Przechodząc przez korytarz jego wzrok zawiesza się na reprodukcji obrazu „Wicehrabia Doncaster”. Jak zwykle Harry z nostalgią przypomina sobie pierwszy raz, kiedy go ujrzał i swoją drogę do tego miejsca, do posiadłości Tomlinsonów w Doncaster. Tym razem jednak, może dlatego, że zbliżają się święta, czuje niewypowiedzianą wdzięczność Lovellowi za namalowanie tego obrazu. Bo gdyby nie on, żadna z tych rzeczy by się nie wydarzyła.
Chociaż… Bratnie dusze i tak się znajdą, tak czy inaczej, prawda?
Harry był wdzięczny, że stało się to w taki sposób.
Jest to jakiś bogacz, w jasnej marynarce i białej koszuli, ukazany en face. Na jego twarzy widoczny jest delikatny uśmiech, niemal jak u Mony Lisy, lekko zaróżowione policzki, idealnie wygięte brwi, oraz piękne niebieskie oczy, które śmieją się bardziej niż same usta. Tęczówki mają bardzo ciekawy odcień niebieskiego, jasny, ale jakby… przydymiony? Harry zastanawia się, czy to tylko niedopatrzenie malarza, czy faktycznie takie były. Szkoda, że nie ma sposobu żeby się tego dowiedzieć. Mężczyzna jest młody, ma nieco ponad dwadzieścia lat, jak się domyśla chłopak. Młodość aż z niego promieniuje.
Podpis pod obrazem głosi: Edward Lovell „Wicehrabia Doncaster”, olej na płótnie, 1813
Chłopak skanuje tę stronę albumu i zabiera ją ze sobą do domu. Tam szuka w internecie informacji o malarzu, ale znajduje ich stosunkowo niewiele; wystarczająco, by napisać pracę do szkoły.
Harry pisze analizę bardzo szybko i oddaje ją przed terminem. Kiedy nauczyciel zwraca ocenione prace dwa tygodnie później, wygląda na nieco rozbawionego kiedy wręcza chłopakowi kartkę, ale Harry nie zwraca na to uwagi, bo oto w wieku piętnastu lat dostał swoją pierwszą szóstkę z angielskiego i nie może być szczęśliwszy.
Po powrocie do domu Harry wkłada skan obrazu i pracę do teczki z wypracowaniami, dziękując Lovellowi, że znalazł sobie takiego modela.
***
Harry widzi obraz po raz drugi kilka lat później na zajęciach na studiach. Jego nowy kolega z roku, Zayn, patrzy na niego sceptycznie kiedy ten zaczyna się ekscytować slajdem na tablicy.
- To tylko portret – mamrocze Zayn. – Ładny bo ładny, ale to zwykły portret.
Chłopak nie kłopocze się, żeby mu odpowiedzieć – po prostu macha ręką i niemal podskakując w miejscu słucha, co mówi profesor. Mówi on o użyciu koloru niebieskiego i odcieni brązu, które razem się bardzo dobrze komponują. Po chwili przechodzi do następnego slajdu, a Harry jęczy cicho z zawodu. Zayn się na niego wciąż dziwnie patrzy.
Po zakończeniu wykładu Harry idzie do profesora, żeby ten mu coś więcej o tym obrazie powiedział. Mężczyzna jednak nie ma zbyt wielu informacji – niewiele więcej, niż Harry znalazł te kilka lat wcześniej w internecie. Jest jednak coś, czego nie wiedział.
- Możesz go zobaczyć w National Portrait Gallery, tylko nie wiem, czy mają go w stałej ekspozycji. Poza tym, inne obrazy Lovella możesz znaleźć w różnych muzeach, głównie w Londynie, ale nie tylko. Jeśli będziesz w NPG, spytaj o to, powinni mieć więcej informacji niż ja.
Harry podziękował serdecznie wykładowcy. Zanim wyleciał na następne zajęcia, mężczyzna go jeszcze zatrzymał.
- Dlaczego tak się pan tym zainteresował? – spytał. Harry wzruszył ramionami.
- To przez ten niebieski – powiedział jedynie i żegnając się wyszedł z sali. Teraz zaczął się zastanawiać, kiedy mógłby się udać do National Portrait Gallery.
***
Po raz trzeci Harry spotyka się z obrazem celowo, kiedy razem z Zaynem dwa tygodnie później idą do National Portrait Gallery. Nareszcie udało mu się wygospodarować trochę czasu i przekonać kolegę (chociaż to drugie było znacznie trudniejsze).
- Co cię tak interesuje ten obraz? – pyta Zayn, wkładając ręce do kieszeni po wyjściu z metra na zimną ulicę. Już o to pytał kilka razy, ale Styles nie chciał mu udzielić odpowiedzi poza tym, że opisał go kiedyś jako projekt szkolny.
- Sam nie wiem – odpowiada po chwili. – Naprawdę – dodaje, kiedy widzi uniesione brwi Zayna. – Po prostu… po prostu mnie coś do niego ciągnie i nie wiem czemu, ale chcę się czegoś o nim dowiedzieć. Kogo przedstawia, czy artysta inspirował się jeszcze tym facetem przy innych sprawach, czy nie… - Chłopak wzrusza ramionami. – Nie miałeś tak nigdy?
Zayn kręci przecząco głową. Harry wzdycha i poprawia sobie szalik, żeby zakrył jego usta i policzki. Jest listopad, ale już czuć w powietrzu mróz. Zastanawia się, czy niedługo spadnie śnieg… Byłoby miło. W przeciwieństwie do wielu ludzi naprawdę lubi zimę, ubieranie ciepłych swetrów i siedzenie w domu pod kocem z kubkiem herbaty albo czekolady… A nawet lubi marznąć. Lepsze to niż roztapianie się w upalnym słońcu, prawda?
Po chwili chłopcy docierają do muzeum i wchodzą do ciepłego wnętrza. Wstęp jest darmowy, ale Harry kieruje się od razu do biurka recepcji, żeby zapytać o obraz. Siedząca tam dziewczyna jest nieco zdziwiona, ale kiedy chłopak wyjaśnia, że są studentami historii sztuki i muszą się dokładnie temu przyjrzeć, nie zadaje już więcej pytań i prowadzi ich na zaplecze. Chwilę musi poszukać, ale w końcu znajduje to, czego szukają.
Obraz nie jest duży; Harry bierze go w dłonie (ubrane w specjalne rękawiczki), a bez ramy ma on wielkość 17-calowego laptopa. W świetle jarzeniówek zaplecza kolor oczu młodzieńca z portretu staje się niemal nierealny, zbyt sztuczny. Dziewczyna jednak nie pozwala im go wynieść do światła naturalnego, nawet kiedy Harry robi swoją najlepszą minę w stylu pokrzywdzonego szczeniaczka. Dziewczyna co chwilę nieśmiało spogląda na Zayna, a on wygląda na tak mało zainteresowanego czymkolwiek, jak tylko może być. Już trzyma rękę na kieszeni kurtki, gdzie ma schowaną paczkę papierosów i zapalniczkę – widząc to Harry wie, że nie powinien się tak guzdrać. Odwraca obraz, tak tylko, i zauważa słowa, zapisane szybko i niestarannie; widać rozmazany atrament po prawej stronie, jakby artysta zatarł go nadgarstkiem podczas pisania. Harry zawsze miał problemy z odczytywaniem pisma, więc pokazuje to Zaynowi.
- I promised one day I’ll bring you back a star – czyta Malik. Harry spogląda pytająco na dziewczynę.
- Istnieją spekulacje, że Lovell i mężczyzna z obrazu mieli romans – odpowiada, czerwieniąc się nieco, jakby to był dla niej jakiś temat tabu i szybko się odwraca, szukając czegoś między obrazami. Chwilę później wyciąga w stronę Harry’ego inne płótno, tym razem trochę większe. – Um… Wiem, że to nie jest portret, ale jakimś cudem znalazło się to w naszej galerii. Pewnie dlatego, że napis na odwrocie pasuje do tego z portretu – mówi, a Harry przypatruje się obrazowi. Widnieje na nim tylko czarny zarys ludzkiej sylwetki, coś w stylu „Marzyciela” Caspara Davida Friedricha, tyle że ten Lovellowski wpatruje się w granatowe niebo z zaznaczonymi małymi punkcikami gwiazdami. Delikatny blask księżyca wydobywa z ciemności włosy postaci, które zostały stworzone bardzo delikatnymi pociągnięciami pędzla, niczym jakieś piórka. Z postawy mężczyzny (bo na pewno był to mężczyzna, a biorąc pod uwagę fryzurę, raczej ten z poprzedniego obrazu) można stwierdzić, że wpatruje się w przelatującą spadającą gwiazdę/kometę będącą w centrum nieboskłonu. Harry odwraca obraz.
I caught one and it burnt a hole in my hand – mówi napis na odwrocie. Hm, faktycznie, oba do siebie pasują.
- Jak się nazywa ten obraz? – pyta chłopak.
- „Nocne niebo nad Doncaster”.
- Czy Lovell stamtąd pochodził?
Dziewczyna zaciska usta, widocznie się zastanawiając. W końcu kręci głową.
- Niestety, nie wiem tego. Ale… - zaczyna, unosząc palec w górę. – Powinnam mieć kontakt z jego muzeum.
Dziewczyna odkłada oba płótna na miejsce i wychodzi z zaplecza, czekając, aż chłopcy też wyjdą, żeby móc je dobrze zamknąć. Potem w biurku szuka jakichś dokumentów pod literą L, aż w końcu je znajduje.
- Dom Edwarda Lovella i jego muzeum znajduje się w… Warrington, między Liverpoolem a Manchesterem – mówi i wyciąga kolorową karteczkę, żeby wszystko zapisać. Harry marszczy brwi; Warrington leży niedaleko jego rodzinnego Holmes Chapel. Przypadek?
Harry dziękuje za adres i chowa karteczkę do kieszeni. Po raz kolejny dziękuje za pomoc i wychodzą, co Zayn wita z ulgą, odpalając od razu jednego papierosa. Stojąc przed muzeum Styles wyciąga kartkę i czyta adres. Widzi też strzałeczkę i napis „odwróć”. Na drugiej stronie znajduje się numer telefonu z dopiskiem: podaj swojemu koledze – perrie xx.
- Hej, popatrz – mówi i wyciąga rękę z kartką, pokazując Zaynowi jej drugą stronę. Chłopak tylko wypuszcza z ust dym i kręci przecząco głową, jakby z dezaprobatą. Ciekawe czemu, dziewczyna wydawała się być sympatyczna. Nic nie mówi, ale Harry jest do tego przyzwyczajony. Zaczynają iść z powrotem w kierunku stacji metra i dopiero wtedy Harry odzywa się po raz kolejny.
- Mówiłem, że coś mnie do tego obrazu ciągnie – mamrocze, jakby do siebie, ale wie, że Zayn słucha. W tym jest bardzo dobry. – Teraz okazało się, że malarz mieszka niedaleko mojego miasteczka. To nie może być przypadek.
- Nie mów, że zaczynasz wierzyć, że to jakieś paranormalne gówno czy coś – mówi wreszcie Zayn, wyrzucając peta do kosza przy schodach do metra. – Że to jakieś pieprzone przeznaczenie, które pomoże ci odkryć jakąś fantastyczną historię z przeszłości, dotyczącą twojego dziedzictwa.
- A co jeśli tak?
Zayn wzrusza ramionami i wciska się do zapełnionego po brzegi pociągu, do którego z trudem wchodzi również Harry.
- Pojadę tam – mówi chłopak zdecydowanym tonem. – I zobaczę, o co z tym wszystkim chodzi.
Zayn wywraca oczami.
- Jak se chcesz.
***
Za czwartym razem Harry nie widzi dokładnie tego samego obrazu, ale tą samą postać na innych.
Miesiąc później zaczyna się przerwa świąteczna i Harry wraca do domu. Ma kilka dni wolnego, zanim mama zacznie go ciągnąć do roboty, więc wykorzystuje to na wycieczkę do Warrington. Nie mówi mamie ani Gemmie co jest jego prawdziwym powodem; po prostu tłumaczy, że musi zobaczyć to muzeum, bo pisze o Lovellu pracę. Z teczki z czasów szkoły wygrzebuje swoje wypracowanie i patrzy na dołączony do niego portret. Składa go i wsuwa do kieszeni – tak na szczęście.
W autobusie ma dużo czasu na rozmyślania, więc jego myśli wędrują do jego uniwersyteckiego kolegi. Szczerze mówiąc chciał zaprosić Zayna do siebie na te kilka dni przed świętami, żeby pojechał z nim do Warrington, bo wiedział, że chłopak zostaje w akademiku i nie chciał go zostawiać samego na ten czas. (Nawet, jeśli nie obchodził on Bożego Narodzenia ze względu na swoje wyznanie.) Okazało się jednak, że przyjechał do niego przesympatyczny chłopak o imieniu Liam, który zabrał go do siebie, do swojej rodziny, na święta. Wtedy po raz pierwszy Harry zobaczył jak Zayn się szczerze uśmiecha i odzywa częściej niż trzy razy dziennie, i chyba Harry już wie, dlaczego nie zainteresował go numer tej całej Perrie.
Wydruk obrazu pali go w kieszeni, a on praktycznie podskakuje na swoim miejscu z podekscytowania – wreszcie dowie się, kto to namalował, czy jest więcej portretów Wicehrabiego Doncaster i czy oni faktycznie byli tymi kochankami czy nie. Obok niego siedzi jakaś kobieta, która zaczyna się coraz bardziej od niego odsuwać. Okej…
Chłopak nie posiada zbyt dobrej orientacji w terenie, więc gubi się w mieście, ale ludzie są na tyle mili i cierpliwi, żeby wytłumaczyć mu, gdzie to muzeum się znajduje, choć w większości nawet nie wiedzą, że takowe w ich mieście jest; po prostu wiedzą, która to ulica.
Samo muzeum jest bardzo niepozorne – mieści się w kamienicy. Wstęp kosztuje pięć funtów, a chłopak, któremu płaci Harry, wydaje się być bardzo ożywiony.
- Nikt tu zwykle nie przychodzi – mówi blondas z ciężkim akcentem, chyba irlandzkim, choć Harry nie jest pewien. Nie jest dobry w te klocki. – Jak już, to studenci historii sztuki.
Harry posyła mu nieco skrzywiony uśmiech.
- Jakim jestem i ja – przyznaje. Chłopak jednak wzrusza ramionami, nie bardzo się przejmując. Wychodzi zza biurka i podaje mu dłoń.
- Niall – przedstawia się. Harry ściska ją i mówi swoje imię, po czym podąża za nim w głąb mieszkania. Nie jest ono duże, ale, jak tłumaczy Niall, rodzina Lovellów nie była bardzo bogata. Kiedy Harry ogląda pejzaże, widzi kątem oka, że chłopak mu się przypatruje z ukosa. Nie komentuje tego jednak i ogląda kolejne obrazy. Owszem, są piękne, ale nie mają „tego czegoś”, co dwa obrazy z mężczyzną.
Przechodzą do kolejnego pomieszczenia i Harry’emu serce zaczyna szybciej bić bo tak, są tutaj obrazy tego młodzieńca. I to nie jeden czy dwa.
- Wicehrabia Doncaster – mówi Niall. – Kiedy Lovell wyjechał z domu rodzinnego, by szukać natchnienia i mecenasa, osiadł właśnie w Doncaster, gdzie poznał Williama Tomlinsona. Wicehrabia okazał się być nie tylko sponsorem i dobrym przyjacielem, ale też świetnym modelem dla malarza. Tutaj mamy wiele obrazów, przedstawiających Tomlinsona, w różnym wieku. – Chłopak przechodzi do jednego z płócien. – To musiały być początki ich znajomości, Tomlinson ma tutaj około dwudziestu lat. Przesuwając się dalej, mamy obrazy ułożone chronologicznie. – Wskazuje portrety dłonią. – Ostatni portret został wykonany, kiedy Tomlinson miał czterdzieści lat. Kilka miesięcy później zmarł tragicznie, stratowany przez konia, a Lovell powrócił do domu rodzinnego.
Niall wychodzi z pomieszczenia, ale Harry wciąż w nim jest, chłonąc piękno portretów i przedstawionego na nich mężczyzny. Po pociągnięciach pędzla, tak innych niż w przypadku pejzaży, widać, że Lovell miał do niego jakiś stosunek emocjonalny.
- Podobno byli kochankami – mówi, ale brzmi to bardziej jak pytanie. Niall kiwa głową.
- Są snute takie domysły. Niestety, nie ma na to żadnych dowodów poza jednym listem siostry Tomlinsona do narzeczonego, która narzeka na to, że Lovell zbyt często kręci się w ich domu, a zażyłość z jej bratem zaczyna się robić niezdrowa. Wiemy tylko tyle i równie dobrze to może nic nie znaczyć.
- Ale spójrz na ten warsztat – mówi Harry, zbliżając się do obrazu, przedstawiającego Tomlinsona grającego na fortepianie. – Spójrz na pociągnięcia pędzla, tak delikatne, jakby… No, jakby malował to z miłością.
Niall wzrusza ramionami.
- Na dwóch obrazach, których my niestety nie mamy, jest napis…
- I promised one day I’ll bring you back a star, I caught one and it burnt a hole in my hand – przerywa mu Harry. – Byłem w National Portrait Gallery, widziałem je.
- Hm. Jeśli tak bardzo cię to interesuje, ich związek… W posiadłości Tomlinsonów w Doncaster znajdują się dwa malutkie portrety wicehrabiego i malarza. Jest to jeden z dwóch istniejących autoportretów Lovella.
- A drugi?
Niall macha na niego ręką, żeby poszedł za nim. Wchodzą do kolejnego pomieszczenia i Niall wskazuje mu nieduży obraz, a Harry zamiera. Ten człowiek wygląda zupełnie jak on… Tylko jakieś trzydzieści lat później.
- Lovell namalował to już po śmierci wicehrabiego – opowiada Niall. – I nie wiem jak ty to widzisz, ale jesteś do niego cholernie podobny. Wiedziałeś o tym?
Harry kręci przecząco głową.
- Nie miałem pojęcia. Zainteresował mnie po prostu ten Lovell no i…
- Może to jakiś twój przodek? A ciebie tu przywiodło przeznaczenie? – proponuje Niall z rozbawionym uśmiechem, ale Harry wie, że musi to przemyśleć; musi przekopać drzewa genealogiczne i tak dalej. Bo to jest niemożliwe, żeby to był jakiś zupełnie obcy człowiek. – Albo to twoje poprzednie wcielenie.
- Chyba właśnie o to chodzi w tej teorii, że ludzie odradzają się w kimś zupełnie innym, nie?
Niall unosi ręce w geście poddania.
- Ja tam nie wiem, stary. Tylko rzucam propozycje.
Harry kiwa głową i ponownie spogląda na autoportret. Mężczyzna jest na pewno po czterdziestce, jego włosy widocznie się przerzedzają (chłopak dotyka linii włosów przy czole – czy on też będzie miał kiedyś takie zakola?), a twarz to twarz młodzieńca, tyle że ze zmarszczkami przy kącikach oczu i ustach oraz niechlujnie ogolonym zaroście. Widać, że malował to inaczej niż wszystkie swoje obrazy.
- Mogę zrobić zdjęcie? – pyta Harry.
Niall mu pozwala tylko zastrzega, żeby było to bez flesza. Chłopak kiwa głową i próbuje ująć to jak najlepiej, a potem wysyła zdjęcie obrazu do Zayna. Dodaje do tego podpis: Paranormalne czy nie, to gówno zaczyna się robić coraz dziwniejsze. Chowa telefon do kieszeni i spogląda na Nialla z uśmiechem.
- Znasz może adres tej posiadłości Tomlinsonów?
- Zaraz poszukamy.
Chłopcy siadają przed komputerem w recepcji i szybko udaje im się znaleźć to, czego szukali. Harry zapisuje go sobie w telefonie, a Niall nalega, żeby zapisał sobie też jego numer i potem mu dał znać, czy się czegoś ciekawego dowiedział. Chłopak mu to obiecał i pożegnał się z nim, po czym wyszedł szybkim krokiem, żeby zdążyć na autobus powrotny.
W domu pyta mamy, czy może z którejś strony jego rodziny nie było żadnych Lovellów. Anne nic takiego nie wie, ale coś jej się kojarzy, więc radzi się zapytać babci ze strony taty. Harry dzwoni do niej i okazuje się, że faktycznie, kilka pokoleń wstecz w rodzinę wżeniła się niejaka Elizabeth Lovell. Harry przypomina sobie to nazwisko z opowieści Nialla – była to córka siostry malarza, sportretowana przez niego kilkukrotnie jako mała dziewczynka.
Harry ma ochotę wyjechać w tym momencie do Doncaster, ale niestety, nie może. Mama zapowiedziała mu, że jutro piecze pierniczki – a z tego to się nie wywinie.
***
Piąty raz, kiedy Harry widzi portret, jest też pierwszym razem, kiedy widzi chłopaka.
W święta starał się skupić na rodzinie, na spędzaniu z nimi przyjemnie czasu zanim będzie musiał znów wychechać na uniwersytet – cały czas jednak z tyłu głowy siedziała mu myśl o wyjeździe do Doncaster. Pierwszego możliwego dnia, 27 grudnia, wsiada w pociąg i udaje się do miasta. Żałuje, że nie ma z nim Zayna, ale jednocześnie wie, że spotkają się na imprezie sylwestrowej, więc tam mu wszystko opowie. Jeśli będzie co opowiadać.
Oddech chłopaka zamienia się w obłoczki pary, kiedy ten idzie z dworca kolejowego do posiadłości Tomlinsonów. Tym razem znalazł sobie wszystko w Google i wie, gdzie iść, chociaż też niemal się gubi. Na szczęście dociera cały i zdrowy (i nieco zmarznięty) do eleganckiego dworu. Śnieg zalega na rozległych trawnikach przed budynkiem, pokrywa też szpaler iglaków po obu stronach ścieżki prowadzącej do drzwi. Ładnie tu, myśli Harry, po czym idzie po chrzęszczącym żwirze w kierunku wejścia.
W samym dworku zostaje przywitany przez grymas niezadowolenia posłany mu przez starszą kobietę siedzącą za biurkiem. No tak, pewnie nie podoba jej się powrót do pracy po świetnie spędzonych świętach, bo komu by się podobał?
Chłopak płaci za wejściówkę i dowiaduje się, że nikt go nie oprowadzi, tylko sam sobie ma pozwiedzać.
- A chciałbym jeszcze zapytać… - zaczyna, ale kobieta mu przerywa.
- Niestety, nie mam czasu – mówi, ale wcale nie brzmi, jakby jej było przykro. – Dziś przyjedzie szef z ważnymi materiałami.
Harry chce już coś powiedzieć, że przecież ona tutaj pracuje, wiec powinna mu udzielić informacji, ale powstrzymuje się, bo nie chce jej jeszcze bardziej psuć humoru – jest po prostu zbyt miły. Kiwa więc głową i udaje się do pomieszczenia, na które wskazuje strzałka z napisem „kierunek zwiedzania”.
W pierwszym pokoju znajduje się wystawa poświęcona lotnictwu brytyjskiemu podczas II wojny światowej. Harry nie ma pojęcia, dlaczego dali tu takie coś, ale przechodzi dalej. Następne pomieszczenie to salon, w pełni umeblowany, nawet z jednym z pejzaży Lovella. Dalej przechodzi do pokoju opisanego jako „sypialnia pana” i już widzi, że znalazł się w odpowiednim miejscu.
Przejście jest możliwe tylko środkiem; obie strony pokoju oddzielone są czerwonymi wstęgami, żeby tam nie przechodzić. Wygląda to jak zwykła sypialnia z XIX wieku – z tym, że nad łóżkiem wiszą dwa niewielkie portrety. Harry mruży oczy, żeby dostrzec, czy są na nich te postacie, których poszukiwał (zdecydowanie powinien iść do okulisty, bo ostatnio coś mu się wzrok pogorszył). Od razu może zauważyć, że na jednym portrecie jest William Tomlinson, a na drugim Lovell, wyglądający identycznie jak on.
Harry patrzy w górę – nie ma tu żadnych kamer. Rozgląda się, czy zmierzła kobieta nie przyszła zobaczyć, czy nic nie kradnie, ale jej też nigdzie nie widać. Słychać za to, że z kimś rozmawia; pewnie z tym swoim szefem. Chłopak ma nadzieję, że nie będą chcieli sobie pooglądać sypialni, więc przechodzi przez wstęgę i na palcach przechodzi po ozdobnym dywanie do ściany, na której wiszą oba portrety. Na tym malutkim obrazku Lovell jest młodszy, niż na autoportrecie w jego domu, a podobieństwo do Harry’ego jest jeszcze większe. Ma nawet taką samą fryzurę!
Harry zaczyna zastanawiać się, czy na odwrocie nie ma żadnego napisu, jak na tamtych dwóch obrazach. Wie, że nie powinien tego robić, ale ściąga portret Tomlinsona ze ściany i zaczyna zdejmować ramkę. Odkrywa drewienko z tyłu i widzi jakiś napis, jednak w tym samym momencie słyszy, że kobieta i mężczyzna zbliżają się w jego kierunku. Odczytuje napis (Mischief – psota) i stara się szybko poskładać to z powrotem, zanim ci ludzie tu dotrą. Jest zdenerwowany, więc trzęsą mu się ręce i nie zdąża.
- Co ty robisz?! – słyszy oburzony krzyk kobiety. – Wyłaź stamtąd! Będziesz odpowiadał przed policją! – krzyczy dalej i odchodzi szybkim krokiem na recepcję, pewnie żeby zadzwonić,
Harry odwraca się z przerażoną miną, gotów zapewnić, że nic nie kradnie i dzwonienie po policję nie jest konieczne, ale zamiera, widząc, kto stoi naprzeciwko niego z wściekłą miną. Bo to jest William Tomlinson.
Nie, to nie jest możliwe prawda? Ale twarz ta sama, z wyjątkiem zarostu (w XIX wieku należało się gładko golić), oczy te same, włosy identyczne…
Wściekłość znika z jego twarzy i zastępuje ją zaskoczenie. Usta otwierają mu się nieznacznie, a oczy przesuwają się z twarzy Harry’ego na wiszący obok portret Edwarda Lovella. Potem powoli wracają na chłopaka. Facet zwilża sobie językiem wargi, najwidoczniej chcąc coś powiedzieć, ale nic nie wydobywa się z jego gardła.
Ten facet jest piękny, myśli Harry.
- Um – zaczyna chłopak. – Jesteś trochę podobny do niego – mówi elokwentnie, unosząc trzymany w rękach portret i wskazuje na wicehrabiego.
- No co ty kurwa nie powiesz – szepcze facet, ale nie robi tego w agresywny sposób, bardziej… po prostu zdziwiony. – Jakbyś sam nie wyglądał jak bliźniak Lovella.
- Policja już tu jedzie! – zawołała kobieta, wracając do nich. Facet wyglądający jak William Tomlinson nagle się ożywia.
- Nienienie! – woła. – Odwołaj to! Nie muszą tu przyjeżdżać! Odwołaj to Helen, on tu nic nie zrobi, przysięgam!
- Panie Tomlinson… - zaczyna kobieta.
- Zaręczam za niego – mówi z naciskiem. – Helen, zadzwoń jeszcze raz i powiedz, że mają się wrócić.
Kobieta nie wygląda na zadowoloną, ale wraca na recepcję. Mężczyzna nazwany również Tomlinsonem odwraca się do Harry’ego.
- Odłożysz to? I porozmawiamy.
Harry kiwa głową i po prostu kładzie obrazek na łóżko. Przechodzi przez wstęgę i potyka się o nią, niemal nie przewracając się na elegancką drewnianą podłogę. Tomlinson łapie go mocno za ramię, przytrzymując go.
- W porządku – zapewnia Harry. Tomlinson go puszcza i wskazuje, żeby poszedł za nim. Kierują się przez kolejny pokój do nowocześnie urządzonego biura. Facet odkłada na biurko trzymaną w rękach teczkę i odwraca się do chłopaka, opierając się tyłem o mebel.
- Więc…
- Więc… - powtarza Harry i obaj znów milczą, przypatrując się sobie. To znowu Harry zbiera się pierwszy na odwagę. – Zobaczyłem ten obraz – mówi i wyciąga z kieszeni pognieciony wydruk. – I mnie zainteresował… I chciałem się czegoś dowiedzieć o nim… No i poszedłem do muzeum, tam zobaczyłem też ten drugi, „Nocne niebo nad Doncaster”… A potem trafiłem do domu Lovella i się okazało że on wyglądał jak ja… W sensie ja wyglądam jak on… I w końcu trafiłem tu… No i ty… - pokazuje na niego, kończąc swoją opowieść. Powiedział wszystko bo sądzi, że zasługuje na szczerość. – Chciałem sprawdzić, czy na tych portretach są też napisy z tylu.
- Mischief i Mildness, psota i łagodność – mówi Tomlinson. – Jestem Louis. Louis William Tomlinson.
- Harry – przedstawia się chłopak, a uścisk dłoni przeciąga się nieznacznie. – Harry Edward. Styles. Nie Lovell.
Louis kiwa głową, po czym śmieje się delikatnie, biorąc do rąk teczkę. Harry musi przyznać, że jest on w tym momencie absolutnie uroczy – jeśli dorosły mężczyzna może być uroczy.
- To jest tak dziwne – mówi Louis.
- Taa – przytakuje Harry, uśmiechając się do Louisa.
- Szczególnie – kontynuuje mężczyzna – że kilka dni temu znalazłem bardzo ciekawe listy. – Otwiera teczkę i wyciąga kilka starych kartek, elegancko zalaminowanych, a poza nimi zwykłe białe kartki z czymś wydrukowanym. Podaje Harry’emu jedną z nich. – Wcześniej snuto domysły, czy Edward i William byli kochankami. – Przez to, że używa ich imion to brzmi, jakby byli mu bliscy. – Przeczytaj sobie to teraz.
Mój kochany!
Krajobrazy Italii są przepiękne. Niebo ma tu zupełnie inny kolor – żywszy, radośniejszy. Morze również wygląda inaczej, niż w Anglii. Przyroda zaskakuje mnie na każdym kroku i już nie wiem, co mam malować. Obawiam się, że zabraknie mi farb! A włoskim językiem nie władam tak dobrze, jak ty. Na całe szczęście Twoja siostra posługuje się nim, więc jest moim tłumaczem. Prosi ona, bym cię uściskał z jej strony. Muszę przyznać, że nie mógłbym znaleźć lepszej towarzyszki podróży niż panienka Amelia. Z jednym wyjątkiem…
Tęsknię za Tobą, jak nigdy wcześniej nie przypuszczałbym. Noce są bezsenne, a bez Ciebie u mojego boku czuję się niesamowicie samotny. Żadne zapierające dech w piersiach widoki nie zastąpią mi ciebie o poranku. Chciałbym namalować Cię w tym świetle, na tle morza czy natury… Gdyby tylko nie trzymały Cię w Doncaster obowiązki!
Wracam już niedługo – niedługo po otrzymaniu przez Ciebie tego listu. Panna Amelia jest niezadowolona, iż przyspieszyłem nasz termin powrotu… Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo mi Cię brakuje, zrozumiałaby. Tak więc wyczekuj nas, kiedy tylko dostaniesz mój list. Wyczekuj mnie, kochany.
Edward
Harry czuje wypieki na policzkach podczas czytania listu – przede wszystkim dlatego, jakby się czuł, jakby to on napisał ten list do Louisa, a nie malarz do wicehrabii.
- No… To nie wygląda jedynie na przyjaźń – udaje mu się w końcu powiedzieć.
- Pracowałem nad tym od dawna – mówi Louis, odbierając mu kartkę. – Szukałem silnych dowodów na to, że coś ich łączyło. I znalazłem te kilka listów od Edwarda…
- Które są naprawdę silne.
- Tak – przytakuje Louis i spojrzał na Harry’ego, po czym znów kręci głową z uśmiechem. – Wybacz, to takie surrealistyczne… czuję się, jakbym rozmawiał z Edwardem.
- Ty mi to mówisz? Nosiłem twój… znaczy się, Williama portret w kieszeni od jakiegoś tygodnia. A ogólnie to dzięki niemu kilka lat temu zdecydowałem się na studiowanie historii sztuki.
- Czekaj. Nie zmieniałeś od tygodnia spodni? – pyta Tomlinson.
- Nie o to mi chodzi! Poza tym, jestem biednym studentem, który ma tylko dwie pary jeansów, więc musisz to też wziąć pod uwagę.
Louis się śmieje i Harry dziwi się, że Lovell nigdy nie namalował wicehrabiego, który się śmiał. Chociaż po części go rozumiał; takiego piękna nie da się w pełni oddać tylko na płótnie.
- Wiesz co, mam zamiar napisać… Nie książkę, ale coś w stylu eseju? O Williamie i Edwardzie. Ale nie mam wiedzy z zakresu sztuki. Więc, jeśli chcesz, mógłbyś mi w tym pomóc – proponuje Louis. Harry się uśmiecha, a jego serce przyspiesza na myśl tego, ile czasu by z nim przy tym spędził.
- Jasne – zgadza się od razu. Obaj słyszą, jak pod dworek podjeżdża jakiś samochód i wyglądając przez okno widzą, że to radiowóz. – Jeśli oczywiście mnie nie zamkną za ciekawość.
- Nie dopuszczę do tego. Obiecuję.
Harry nie ma powodów, żeby mu nie wierzyć.
***
Kilka lat później Harry sam ma znaleźć się na obrazie.
Zayn opuszcza rękę z pędzlem i wzdycha ciężko. Już dawno stracił cierpliwość, ale teraz powstrzymuje się ostatkiem sił żeby nie rzucić tego wszystkiego i nie wyjść.
- Moglibyście choć przez chwilkę się nie ruszać? – pyta retorycznie. I tak wie, że go nie posłuchają. – Jesteście najgorszymi modelami na świecie.
- Nie wszyscy mogą być Liamem – mówi Harry, poprawiając sobie koszulę stylizowaną na XIX-wieczną. – A poza tym, te ciuchy nie są zbyt wygodne.
- Nie narzekaj, Harold, sam się na to zgodziłeś – mówiąc to, Louis dźga go w bok.
- Przestańcie! – jęczy Zayn. – Jeszcze chwila i skończę, będziecie mogli iść do siebie, rozebrać te ubrania i robić co chcecie, ale proszę, naprawdę was proszę o chwilę spokoju!
Harry kiwa głową i ponownie staje u boku Louisa, obejmując go w pasie.
- Świetnie – mamrocze Zayn i wraca do malowania. Chwila zmienia się w piętnaście minut, ale modele już przestają się wygłupiać, tylko rozmawiają cicho o koncercie świątecznym, który organizują w posiadłości Tomlinsonów. Harry wciąż uważa, że powinni udekorować ten biały elegancki fortepian, ale Louis mu na to nie pozwala; on za to chce powiesić światełka wzdłuż wszystkich ścian salonu przerobionego na salę koncertową, co Harry uważa za przesadę. Oboje jednak zgadzają się na to, że trzeba przestawić choinkę, bo kwartet smyczkowy się nie zmieści.
- Okej – mówi Zayn, odkładając pędzel. – Jeszcze nie jest skończone, ale wasza rola w procesie tworzenia już dobiegła końca. Chcecie zobaczyć?
Harry i Louis stają za nim, żeby zobaczyć płótno. Farba jest jeszcze mokra w niektórych miejscach i odbija światło, obraz jeszcze nie jest dopracowany, ale widać, że Zayn się spisał. Wyglądają praktycznie tak samo jak William i Edward na dwóch osobnych portretach, tyle tylko, że są razem na jednym.
- To jest świetne – mówi w końcu Louis i kilka milimetrów nad warstwą farby obrysowuje palcem twarz Harry’ego. – Jakby to był jakiś zaginiony obraz Lovella.
- Nie ten styl – zaznacza Harry. – Ale mi tam się podoba.
- I lepiej żeby tak było – mówi Zayn. – A teraz sio, to musi przeschnąć.
Louis i Harry posłusznie wychodzą z pokoju. Nie obywa się oczywiście bez Harry’ego potykającego się o nogę sztalugi i niemal wywracającego ją wraz z obrazem. Louis łapie go, a Zayn łapie swoje dzieło.
- Przepraszam! – mówi jeszcze Harry i czym prędzej ucieka. Louis wychodzi za nim z uśmiechem i kręci głową.
- Jak zwykle, jak zwykle – mruczy. Już mają iść się przebrać na piętro, ale z salonu wybiega dziewczynka w za dużej czapce Mikołaja opadającej na oczy i odbija się od nóg Louisa. – Hej, co się stało? – pyta, kucając przy dziewczynce, zdejmuje jej czapkę i ukazuje mu się zapłakana twarzyczka. Louis bierze dziewczynkę na ręce. – Co się stało, Vicky?
- Mama mi nie pozwala powiesić na choince moich bombek – mówi w końcu przez łzy.
- Tych z Barbie? – pyta Harry, podchodząc do nich. Victoria kiwa głową.
- Ujek Loui, powiedz mamie że one są ładne. Na pewno się spodobają ludziom na koncercie!
- Oczywiście kochanie – mówi Louis i idzie do salonu, w którym Gemma wiesza złote bombki na wielkiej choince. – Moja siostrzenica przyszła na skargę, bo nie pozwalasz jej powiesić jej bombek.
Gemma odwraca się i wzdycha.
- Za trzy dni odbędzie się tu bardzo elegancki i oficjalny koncert. Elegancki i oficjalny. Bombki z Barbie możemy powiesić w domu.
- Ale one są ładne! – protestuje dziewczynka. – Spodobają się!
- Nie, Vicky, powiesimy je w domu. A teraz przepraszam. – Kobieta wyciera ręce o spodnie. – Chyba woda na kawę mi się zagotowała – mówi i wychodzi. Harry widzi zmęczenie na twarzy swojej siostry; faktycznie, jej córka jest dość nadpobudliwa, musiała to odziedziczyć po Niallu.
Harry widzi na parapecie różowe pudełko z wizerunkiem blondwłosej lalki i sięga po nie. Louis stawia Vicky na ziemi, a on kładzie sobie palec na ustach.
- Powiesimy te bombki, tylko cichutko i szybko – szepcze. Dziewczynka kiwa radośnie głową i razem z wujkiem wieszają urocze różowe kule na dolnych gałęziach sosny. Kiedy Gemma wraca nie wygląda na zadowoloną, ale nic nie mówi córce, tylko rzuca groźne spojrzenie bratu. Harry wzrusza ramionami i wyciąga Louisa z salonu, żeby wreszcie poszli się przebrać. Przechodząc przez korytarz jego wzrok zawiesza się na reprodukcji obrazu „Wicehrabia Doncaster”. Jak zwykle Harry z nostalgią przypomina sobie pierwszy raz, kiedy go ujrzał i swoją drogę do tego miejsca, do posiadłości Tomlinsonów w Doncaster. Tym razem jednak, może dlatego, że zbliżają się święta, czuje niewypowiedzianą wdzięczność Lovellowi za namalowanie tego obrazu. Bo gdyby nie on, żadna z tych rzeczy by się nie wydarzyła.
Chociaż… Bratnie dusze i tak się znajdą, tak czy inaczej, prawda?
Harry był wdzięczny, że stało się to w taki sposób.
niedziela, 2 lutego 2014
1018
¤ ¤ ¤
Niall poczuł jak jego blade powieki są łaskotane wczesnymi promieniami słońca, które wyjątkowo wcześnie wyjrzało spod pierzyny chmur. Mruknął niewyraźnie, nadal będąc gdzieś na rozstaju snu i jawy, i z niechęcią otworzył oczy. Kilkukrotnie zamrugał, zostając oślepionym przez migoczącą jasność jaka panowała w pokoju, i sięgnął nie bez wysiłku po mały, czerwony budzik stojący na niskim stoliku nocnym.
Cienkie, srebrne wskazówki wskazywały dokładnie trzy minuty po siódmej rano, na co niezadowolenia Nialla wzrosło.
Wtedy usłyszał za sobą ruch, i szelest pościeli, więc odwrócił się do okna. Na jego twarz wstąpił głupiutki, rozmarzony uśmiech, kiedy podpierał się na prawym łokciu, by mieć lepszy widok. Zawisł nad śpiącym i niczego nieświadomym Zaynem, a jego serce wbrew wszelkim normom wyznaczonym przez naturę przyspieszyło do stu uderzeń na minutę.
Rysy chłopaka wygładziły się, podczas gdy z bladoróżowych, lekko rozwartych ust wymykały się urywane oddechy. Wyglądał tak spokojnie, delikatnie, bezproblemowo. Ciemne, wycieniowane starannie kosmyki grzywki ułożyły się na jego gładkim czole, przysłaniając brwi. Blondyn lubił, gdy pozostawiał ją w takim naturalnym nieładzie. Wyglądał wtedy o wiele młodziej, a twarz stawała się bardziej przyjazna.
Biała pościel zsunęła się, prezentując delikatnie umięśniony tors, płaski brzuch, znacznie wystające kości biodrowe… materiał zatrzymał się w połowie linii V, zakrywając coś, co chłopiec widział już niejeden raz, a mimo to na samą myśl jego policzki pokryły się jasnym rumieńcem. Wiedział, że pod kołdrą był nagi i to przyprawiało go o dodatkowe uderzenia gorąca; Zayn nie lubił ubierać bielizny po seksie, uważał ją za zbędną i niewygodną, gdy ta kleiła się do spoconej skóry. Chłopak mruknął coś przez sen, wzdychając, a ciepłe powietrze musnęło szyję i obojczyki Irlandczyka, wysyłając wzdłuż kręgosłupa stado przyjemnych dreszczy. To niedorzeczne, że nawet niecelowy gest z jego strony tak silnie na niego oddziaływał.
Znowu się nie ogolił, pomyślał z rozczuleniem Niall, i wyciągnął wskazujący palec, by jego opuszkiem ostrożnie przejechać po żuchwie bruneta.
Był nieskazitelnie piękny. Nieskończenie idealny, i taki… niedostępny. Nieosiągalny dla Nialla. Leżał obok niego, oddychał tym samym powietrzem, ocierał się o jego stęsknione ciało swoją ciepłą skórą, a mimo to Niall wiedział, że Zayn Malik nie jest jego.
Jeszcze nie.
Blondyn najdelikatniej jak tylko umiał przycisnął swoje wargi do nagiego ramienia starszego chłopaka. Przez chwilę po prostu ich nie odrywał, delektując się przyjemnym ciepłem ciała leżącego pod nim oraz słodkim, lecz ulotnym momentem bliskości. Niall chciał wykorzystać fakt, że Zayn jeszcze się nie obudził, i zamierzał skraść szybki pocałunek z ust, których tylko podczas niektórych nocy mógł zasmakować. Ale Zayn już nie spał.
Błękitne oczy natrafiły na ciemne spojrzenie tęczówek o głębokim, brązowym odcieniu. Wyglądał na rozbudzonego, i patrzył na niego z charakterystycznym błyskiem, porażając Nialla oraz sprawiając, że ten zamarł w miejscu. Uświadomił sobie, że brunet musiał leżeć bez ruchu i obserwować go spod rzęs już dobrych kilka minut, podczas gdy on zachwycał się nim sądząc, że Zayn niczego nie zauważy. Czas ulatywał naprawdę szybko, kiedy ten z uwielbieniem podziwiał zapierające dech w piersi, wytatuowane ciało.
- Zebrało ci się na czułości, co? – rzucił kpiąco, ale wbrew złośliwemu uśmieszkowi chwycił Nialla w pasie jednym ramieniem i przyciągnął go do siebie. Blondyn wylądował na jego klatce piersiowej, która unosiła się powoli w górę i w dół, a jego usta znajdywały się tylko milimetry od warg Zayna. Patrzył jak zahipnotyzowany na jego oślepiająco piękną twarz, nie mówiąc ani słówka. Bał się, że w przeciwnym razie niechcący palnąłby coś głupiego, obnażając się ze swoimi uczuciami względem niego, a to poważnie rozzłościłoby Pakistańczyka. Dlatego siedział jak trusia, może nawet czując się trochę jak królik wpatrujący się w wielkiego węża, który już szykuje się do ataku, by zabić i połknąć w całości swoją ofiarę.
Uśmiech Zayna poszerzył się jeszcze, zanim w końcu wysunął brodę, i leniwie musnął rozchylone wargi Nialla swoimi. W swoim zaskoczeniu chłopiec przez chwilę się nie poruszał, na co Zayn natychmiast wzmocnił uścisk na jego wąskiej talii, ale jego usta nadal poruszały się w tym samym wolnym, jednostajnym rytmie. Blondyn zrozumiał, że nie jest to z jego strony żart, i pozwolił sobie rozpłynąć się pod wpływem wspaniałej pieszczoty, i z zaangażowaniem oraz entuzjazmem naparł na wargi Zayna.
Był to niespieszny pocałunek, bardzo dokładny i całkowicie z inicjatywy starszego chłopaka. Malik nigdy nie pozwalał na takie zbliżenia po wspólnie spędzonej nocy. To wiązało się z uczuciami, przynależnością do drugiej osoby i przekraczało granicę czegoś, co nazywało się tylko seksem. Dla nich nie miało być poranków z leżeniem obok siebie na prześcieradle, dłoń przy dłoni. Nie miało być niemrawych, zaspanych całusów na pobudkę oraz kawy i tostów na wspólne śniadanie, ponieważ Zayn miał dziewczynę. To ona miała prawo na podziwianie chłopaka, kiedy ten spał, i na głaskanie go po nieogolonym policzku. Nie Niall.
Dlatego był zaskoczony, gdy tego dnia Pakistańczyk zrobił odstępstwo od ich twardych, niepisanych reguł i przyciągnął go do siebie, pozwalając mu przez chwilę leżeć na swojej klatce piersiowej i pieszcząc jego usta swoimi. Nie miał pojęcia czemu to zrobił, ale nie przeszkadzało mu to dopóki mógł go dotykać i zwyczajnie się nim cieszyć.
Kilka minut później wysoki brunet stał w nogach szerokiego łóżka, i zapinał ostatnie guziki koszuli pod szyją. Posłał Niallowi zdezorientowane spojrzenie spod uniesionej brwi, kiedy spostrzegł się, że ten leży z kołdrą owiniętą wokół bladych bioder i przypatruje mu się uważnie z różowym rumieńcem na jasnej skórze policzków.
- Co?
Niall poruszył się nieznacznie na poduszkach, ale nie oderwał od niego wzroku. Uśmiechnął się do niego kącikami ust, i dłonią przejechał po prześcieradle na miejscu obok siebie.
- Może zostałbyś dzisiaj dłużej? Zaczynamy wywiad dopiero za dwie godziny, i nie ma sensu, żebyś potem brał taksówkę i przyjeżdżał od siebie…
- Mówiłem ci już, że ktoś może się domyślić. To zbyt ryzykowne. – z nagłym zmęczeniem przejechał dłonią po czarnych kosmykach, i zmrużył powieki. - A poza tym to tylko seks, pamiętasz? Żadnego bezcelowego gruchania do siebie słodkich słówek w twoim mieszkaniu, mam dziewczynę.
Niall zaśmiał się gorzko i z politowaniem. Był ciekaw, czy Zayn się słyszy. Czy uświadamia sobie jak bardzo to wszystko było popaprane.
- Nie osądzaj mnie. – syknął przez zaciśnięte zęby, i gwałtownym ruchem zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę. Palce natychmiast zaczęły przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu paczki czerwonych Malboro. Zaklął pod nosem, gdy ta okazała się być pusta i ze złością wyrzucił ją w kąt sypialni.
- Nie osądzam, Zayn. Chcę tylko powiedzieć, że nie można mieć rybki i akwarium jednocześnie.
Chłopak otworzył usta, ale natychmiast je zamknął, nie komentując tego w żaden sposób. Nie znalazłszy żadnych złośliwych słów, z pomocą których mógłby zakpić z tego, co powiedział Niall po prostu prychnął w odpowiedzi.
Zayn wiedział, że blondyn ma rację, ale zwyczajnie nie umiał spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z obecną rzeczywistością. Uciekał od niej. Uciekł i tym razem, kiedy młodszy chłopiec usiadł na łóżku, i wyciągnął do niego ramiona.
- Klucz… - trzask drzwi. - … jest pod wycieraczką. Jak zwykle. – westchnął , iż powrotem opadł na poduszki, które nadal pachniały jego opalonym ciałem i lekką wonią subtelnych perfum.
Może Niallowi udałoby się skłonić go do zostania w swoim mieszkaniu. Zayn był uparty i kosztowałoby go to z pewnością wiele przykrości, mnóstwa wylanych łez i mocnego zaciskania zębów, ale Niall Horan cieszył się dużymi pokładami cierpliwości i krok po kroczku burzyłby nieprzystępne mury Zayna. Brunet mimo prób, których na sto procent by się podjął nie zdołałby go do siebie zniechęcić, i nie zniszczyłby także uczucia, którym ten go darzył. To było jak walka z wiatrakami; im bardziej próbujesz z miłością walczyć, tym bardziej się ona rozkrzewia w twoim sercu.
Irlandczyk dałby mu także czas. Tyle czasu, ile ten tylko by potrzebował. Był gotów absolutnie na wszystko, jednak nad nimi wisiało coś, co krzyżowało jego plany i nie pozwalało zatrzymać Zayna przy swoim boku.
Perrie.
¤ ¤ ¤
Niall nie był głupi, wiedział doskonale, co kryło się pod eufemizmem przyjaciele z korzyściami i relacja bez zobowiązań.
Pieprzymy się, a następnego dnia nie zaliczamy urokliwego poranka i słodkich przytulanek, słyszał w głowie obojętny głos Zayna, który kiedyś po ich seksie odpalił papierosa i odsunął się od Nialla na łóżku, zostawiając mu zimną poduszkę. To wszystko było dla niego takie proste i nieskomplikowane. Wybierał sobie noce, podczas których wchodził do jego mieszkania, rzucał skórzaną kurtkę na kanapę i szedł pewnie do sypialni Nialla. Nigdy nie pytał o pozwolenie, wiedział doskonale, że ten go wpuści. Młodszy chłopiec za każdym razem zostawiał klucz pod wycieraczką, by Zayn nie musiał stać przed drzwiami i pukać. Niall nigdy nawet nie uprzedzał go, że będzie je tam chował. Pewnego razu Malik je znalazł, i potem już za każdym razem brał je, mając pewność, że będą tam także następnego wieczora, i następnego. Dopóki Zayn będzie przychodził.
Wyglądało na to, że starszy chłopak nie miał problemu z ich poplątaną relacją. Sam rozpoczął to wszystko, kiedy pewnego wieczoru po wcześniejszym, wspólnym oblewaniu dobrze sprzedającego się singla wkradł się do mieszkania Irlandczyka z butelką szampana, będąc już kompletnie pijanym i mając w ciemnych oczach dziwne iskry, które ten szybko zidentyfikował jako najzwyklejsze w świecie pożądanie. Obudził Nialla hukiem zrzuconej lampki, ale gdy ten chciał coś powiedzieć, zaprotestować, Zayn stanowczym ruchem unieruchomił jego nadgarstki nad głową, przyciskając je do ramy łóżka, i zachłannie wpił się w jego rozchylone ze zdziwienia usta, siadając okrakiem na jego biodrach. W dość szybkim czasie sypialnia Nialla wypełniła się ciężkimi z wysiłku oddechami, jękami, prośbami o więcej oraz intensywnym zapachem potu i seksu, który przylepił się do ich wilgotnych ciał. Rano, jak gdyby nic wielkiego się nie stało, wrócił do swojego mieszkania, do swojej dziewczyny, a podczas wywiadów zachowywał kamienną twarz, nawet nie zaszczycając Nialla spojrzeniem, podczas gdy on kręcił się niespokojnie i rozpamiętywał gorące, spocone ciało, które poruszało się nad nim w stałym rytmie, wysyłając go nad skraj rozkoszy.
Stało się coś wielkiego. Nawet jeśli dla Zayna nie, to z pewnością dla Nialla. Nie wiedział, czy uczucie budowało się w jego klatce piersiowej już wcześniej, czy stało się to dopiero po nieoczekiwanej wizycie Pakistańczyka w jego mieszkaniu i ich wspólnie spędzonej nocy. Nie wiedział tego, ale za to jednego był całkowicie pewien. Ten chłopak rozkochał go w sobie. Rozkochał go w swojej twarzy, w pięknym ciele, w głosie, w dłoniach, w miękkich, smakujących tytoniem ustach. Zrobił to tak skutecznie, że Niall kompletnie stracił dla niego głowę, i nie pozostała mu już nawet jedna myśl, która byłaby wolna od obrazu ciemnych tęczówek oraz niskiego, zmysłowego głosu. Wariował, kiedy ten najzwyczajniej w świecie trzaskał drzwiami i wychodził, zostawiając po sobie zimną pościel i pustkę w klatce piersiowej zranionego Irlandczyka.
Mówią, że nawet największe umysły się łamią, gdy w grę wchodzą uczucia i cielesność. Mówią, że pole widzenia zawęża się tylko do postaci umiłowanej osoby, a całe tło się rozmazuje, blaknie, szarzeje. Może miłość faktycznie jest ślepa, a Niall jest zwyczajnie głupi i naiwny, ale nie zrezygnuje ze swojego uczucia i niego; sprawi, że Zayn się w nim zakocha, tak jak on wcześniej sprawił, że Niall zakochał się w nim.
¤ ¤ ¤
Harry pochrapywał cichutko z głową ułożoną na jego kolanach, a Niall wpatrywał się w ekran telewizora, z zaciekawieniem śledząc akcję i działania głównych bohaterów. Louis wcześniej pojechał do wypożyczalni i wybrał dla nich film, a reszta zamówiła kurczaka w różnych sosach, sajgonki i jakieś całkiem dobre surówki, które oferowała chińska knajpka. Po krótki występie w popołudniowym programie rozrywkowym wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że najchętniej wrócą do mieszkania Liama i spędzą wieczór przed telewizorem w swoim towarzystwie.
Niall lubił takie leniwe chwile, podczas których mógł odpocząć od śpiewania i nacieszyć się swoimi przyjaciółmi. Chociaż spędzali ze sobą praktycznie okrągły rok, to on nigdy nie miał ich dość i zawsze był chętny na chociażby wspólne oglądanie telewizji. Kochał ich jak braci. Z jednym małym wyjątkiem. Zayna kochał inaczej. I jeśli podczas śledzenia akcji, co jakiś czas zerkał na niego kątem oka, rozwalonego w fotelu naprzeciwko i popijającego ze znudzeniem swoje piwo to nikt tego nie zauważył.
Harry chrapnął głośniej, i Niall spojrzał w dół, na jego twarz, uśmiechając się czule i gładząc w roztargnieniu kręcone włosy chłopaka. Jego loki były takie mięciutkie i miłe w dotyku, a twarz przyjazna i przyozdobiona dwoma dołkami; przez to wszystko Niall od zawsze uważał najmłodszego członka zespołu za ich osobistego, pluszowego misia. Sam lubił się do niego przytulać i prowadzić z nim długie rozmowy, ponieważ Harry zazwyczaj nie za wiele mówił, ale potrafił bardzo dobrze słuchać, więc łatwo było się przed nim otworzyć.
W pewnym momencie Zayn niespodziewanie wyciągnął się na swoim siedzeniu, i kopnął pogrążonego we śnie Harry’ego w zwisającą z oparcia kanapy kostkę. Chłopiec momentalnie otworzył oczy i krzyknął przeraźliwie, zrywając się z kolan Nialla.
- Co ty robisz, Zayn?! To bolało, ty głupi kutasie! – jego zielone tęczówki migotały czystym oburzeniem i urazą do starszego kolegi.
Styles przesunął się na miejsce obok blondyna, i schylił, by pomasować bolącą kość. Zayn miał swoje ulubione, czarne martensy, i cios musiał być naprawdę bolesny. Harry jęczał, i odwinął nieco skarpetkę, by zaraz zacząć burczeć, że na pewno zostanie mu po tym brzydki, fioletowy siniak.
Zayn jedynie prychnął, rozbawiony, powracając do swojej wcześniejszej pozycji i pociągnął zdrowy łyk piwa z butelki, odchylając głowę do tyłu. Wcześniej jego ciemne, nieodgadnione spojrzenie przesunęło się po twarzy Nialla, który podskoczył lekko i powrócił do rzeczywistości dopiero po ponownym usłyszeniu żałosnego miauczenia swojego kędzierzawego przyjaciela.
- Zayn, dlaczego to zrobiłeś? – Liam odezwał się, marszcząc brwi. Jego przyjazna twarz była łagodna, ale w głosie czaiła się nagana.
Brunet z nonszalancją wzruszył ramionami, nawet nie mając zamiaru na niego spojrzeć. Payne wydął dolną wargę niezadowolony z faktu, że chłopak odnosi się do niego z takim lekceważeniem. Nie uniósł jednak głosu, ani nie potrząsnął nim, ponieważ nie taki był Liam, to nie leżało w jego spokojnej naturze i kochającym sercu.
- Nudziło mi się. – odparł lakonicznie, i Niall mógłby przysiąc, że coś się za tym kryło, a on kłamał. Szukał jego wzroku, ale Zayn uparcie wpatrywał się w telewizor, na który chwilę wcześniej nawet nie zwracał uwagi; jego szczęka było mocno zaciśnięta, tak samo jak długie palce na szyjce szklanej butelki.
Liam niemal załamał ręce, nie wiedząc już, w jaki sposób wpłynąć na najbardziej przekornego członka zespołu, ale Louis szybko wymyślił genialny, w swoim mniemaniu, powód jego zachowania.
- Zayn jest zazdrosny! – zapiał, wyglądając na bardzo zadowolonego z siebie. Uśmiechał się szeroko jak wariat i nikt by się nie zdziwił, gdyby zaraz zaczął podskakiwać na swoim fotelu jak mała, gumowa piłeczka.
Cztery pary oczu skierowały się na drobnego, uśmiechającego się do siebie Louisa.
- Zazdrosny o naszego małego Niallera! – zarechotał, łapiąc się za brzuch. – Sam chciałby położyć tą swoją piekielnie przystojną buźkę na jego kolanach. No powiedz, Z, mam rację?
Teraz Niall był przerażony. Nozdrza Zayna drgały niebezpiecznie, a ciemne tęczówki rzucały błyskawice w kierunku biednego Louisa. Wstał i z hukiem odłożył swoją butelkę na stolik, a część zawartości chlusnęła na szklaną powierzchnię, w cienkich strużkach skapując także na dywan.
- Pieprz się. – warknął z jadem w głosie, i jak burza wypadł z mieszkania Liama, trzaskając za sobą drzwiami tak mocno, że omal nie spadł ze ściany niewielki szkic London Eye, który w ramce wisiał wdzięcznie blisko futryny.
- Ej, stary, żartowałem! – szatyn krzyknął za nim z ogłupiałym wyrazem twarzy, ale tamten był już pewnie w połowie klatki schodowej.
Liam spojrzał na Nialla z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a kędzierzawy chłopiec prychnął głośno.
- Daj spokój, Lou. Cholera wie, co go nagle ugryzło. Może ma jakąś pieprzoną chcicę, czy coś.
Po powiedzeniu tego, Harry ponownie ułożył głowę wygodnie na kolanach Nialla i przymknął oczy zapewne po to, by znowu zapaść w sen, który wcześniej tak brutalnie mu przerwano. Niall przesunął się nieco w prawo dla jego wygody i wplątał palce w ciemne loki przyjaciela. Mimo starań, maleńki uśmiech i tak zaigrał na jego wargach, i nie opuszczał ich aż do końca filmu.
¤ ¤ ¤
Niall westchnął z błogością, i wsparł się na poduszkach, otwierając książkę na zaznaczonej skrawkiem papieru stronie. Pół godziny temu wrócił do swojego mieszkania, uprzednio życząc jeszcze chłopcom dobrej nocy i przepraszając Harry’ego, mimo że nieprzyjemny incydent nie było jego winą. Najmłodszy z nich skwitował całą sprawę krótkim, serdecznym śmiechem i pokrzepiającym klepnięciem blondyna w ramię, mówiąc, że i tak nie przejmuje się gburowatym Zaynem.
Liam jednak do końca filmu siedział nieruchomo w swoim fotelu, i z zamyśleniem pocierał skroń. Niall kilka razy przyłapał go na dziwnych spojrzeniach rzucanych w jego stronę, ale gdy już tak się stało uśmiechał się niewinnie do przyjaciela i od razu pakował sobie do buzi garść popcornu, chcąc wyglądać na wyluzowanego i kompletnie nieprzejętego wcześniejszym zachowaniem bruneta. Miał wrażenie, że Liam ani trochę nie dał się nabrać na jego marną grę aktorską, ale nie powiedział na to ani słowa, więc Irlandczyk także siedział cicho, chociaż cały czas czuł na sobie palące spojrzenie brązowych tęczówek.
Chłopiec przekręcał akurat kolejną kartkę w swojej książce, gdy dotarł do niego przytłumiony przez ściany sypialni szczęk zamka. Momentalnie uniósł głowę znad lektury, a całe jego ciało znieruchomiało w oczekiwaniu. Wiedział, kto to. Oczywiście, że wiedział. Ciężkie kroki były coraz bliżej, a serce Nialla tłukło się coraz mocniej i gwałtowniej w jego wąskiej klatce piersiowej. Drzwi od pokoju otworzyły się z impetem, i stanął w nich Zayn. Jego karmelowa skóra lśniła w przytłumionym świetle ulicznej latarni, które długimi smugami wpadało przez okno oraz małej lampki stojącej przy łóżku blondyna. Na jego twarzy wyraźnie odznaczała się zaciętość i twarda determinacja, kiedy wbijał w Nialla czarne tęczówki. Chłopiec zawiercił się na swoim posłaniu i na oślep odłożył książkę na stolik nocny; nie trafił jednak, i ta z łomotem wylądowała na drewnianej podłodze. Żaden z nich nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
Zayn jednym ruchem zrzucił z siebie ciężką, skórzaną kurtkę i w dwóch wielkich krokach dopadł łóżka, na którym leżał młodszy chłopiec.
- Nie jestem zazdrosny, rozumiesz?! – wycedził przez zaciśnięte zęby, i zaczął szarpać się ze swoją koszulą.
Niall szybko podciągnął się na łokciach, a jego palce powędrowały na falującą pierś Pakistańczyka, rozpinając w pośpiechu guziki przy pomiętym materiale. Zayn wydał z siebie prawdziwie zwierzęce warknięcie, i ostatnich kilka guzików najzwyczajniej w świecie rozerwał, aż te potoczyły się po całym pokoju. Wyrzucił zbędny materiał za siebie, i usiadł na udach blondyna, zachłannie wpijając się w jego szyję, i tworząc tuż pod uchem siny ślad. Niall jęknął przeciągle i odchylił głowę do tyłu, co Malik od razu wykorzystał, obejmując ustami jego poruszające się szybko jabłko Adama, kiedy ten z trudem przełykał ślinę i oddychał ciężko.
- Oczywiście… oczywiście, że nie jesteś zazdrosny, Zayn. – wysapał płytko, i wplątał palce w ciemne kosmyki zaraz po tym, jak Zayn zdjął jego koszulkę, rzucając ją niedbale na klosz małej lampki. Niecierpliwe palce pozbawiły Nialla także szarych, dresowych spodni wraz z bielizną, i przebiegły wzdłuż jego nagich boków, pozostawiając po sobie gęsią skórkę i palące uczucie gorąca. - To tylko seks, ponieważ masz dziewczynę, pamiętasz?
Obaj byli świadomi tego, że Niall cytował słowa Zayna, które ten nie tak dawno wypowiedział. Brzmiały tak bardzo absurdalnie podczas tego, co właśnie miało miejsce. W głosie blondyna dźwięczała ironia i trochę bólu, ale to ostatnie starał się możliwie jak najlepiej ukryć pośród ciężkich wdechów i sapnięć. Nie chciał, by jego kochanek wiedział jak bardzo ta sytuacja go wyniszczała od środka. Jak bardzo wyniszczało go uczucie, którym go darzył.
- Tak. – wycharczał, ocierając się swoim kroczem o członka Nialla, i wprawiając go w stan czystego szaleństwa. Jego ciało trawiła jednocześnie paląca gorączka i lodowaty chłód. Tylko Zayn potrafił rozpalić w nim jednocześnie dwa tak skrajne uczucia. – Mam dziewczynę, kocham ją.
To brzmiało niemiłosiernie desperacko, jakby Zayn próbował wmówić te słowa samemu sobie.
- Oczywiście, że ją kochasz, Zayn. – Niall pisnął kiedy ręka chłopaka otarła się o jego podbrzusze, ale konsekwentnie ominęła newralgiczne miejsce. Z wręcz bolesną potrzebą uniósł biodra, i ich miednice zderzyły się ze sobą. Zayn syknął, i przygwoździł jego nadgarstki do materaca jedną dłonią. Drugą szybko rozsunął rozporek.
- To tylko pieprzenie. – warknął mu do ucha, wsuwając nos w blond kosmyki Nialla i biorąc głęboki oddech. – Tylko się pieprzymy.
Sypialnię przeszył pełen bólu krzyk Nialla, kiedy Zayn wszedł w niego jednym mocnym pchnięciem. Paznokcie blondyna znaczyły plecy starszego chłopaka czerwonymi, pionowymi śladami, podczas gdy on brutalnie wdzierał się w jego wnętrze raz za razem. Nie był delikatny, a Niall był na siebie wściekły, że tak naprawdę nawet nie ma nic przeciwko. Oddawał się mu całkowicie, oplatając udami jego talię, i jęcząc za każdym razem, kiedy on trafiał w jego prostatę.
Słońce wychylało się już zza horyzontu, gdy dwa lepkie od potu ciała leżały obok siebie wśród skotłowanej pościeli i ciężkiego powietrza. Zayn wtulił nieogolony policzek w poduszkę, i z resztkami świadomości wymamrotał „nie jestem zazdrosny”. Zaraz po tym jego oddech się unormował, a on sam zapadł w głęboki sen. Niall zakrył nagie biodra prześcieradłem, po czym nachylił się i odgarnął z jego czoła ciemną grzywkę, by móc złożyć na nim czuły pocałunek. Gdy to zrobił, westchnął do siebie i zwinął się w mały kłębek tuż przy równomiernie unoszącej się i opadającej klatce piersiowej starszego chłopaka.
¤ ¤ ¤
Kilka dni później, dokładnie tydzień przed Bożym Narodzeniem, cała piątka była goszczona przez dobrego przyjaciela Harry’ego, Nicka Grimshawa. Mężczyzna zaprosił ich do swojego mieszkania na obrzeżach Londynu, chcąc pożegnać się jeszcze, zanim ze swoim nowym partnerem wyjadą na Hawaje, by tam spędzić nadchodzące święta. Oczywiście salon prezentera pełen był innych znanych twarzy; panowała niezwykle luźna, przyjazna atmosfera, a wszyscy goście zdawali się dobrze bawić. Wszyscy, prócz Nialla, który chwycił wysoki kieliszek z szampanem i za jednym razem wychylił całą jego zawartość, przecierając zmoczone usta dłonią.
Ze zmrużonymi oczami obserwował Zayna, który stał przy fontannie czekolady, obejmując Perrie ramieniem w talii, i śmiejąc się z czegoś, co powiedziała mu na ucho jego dziewczyna. Edwards uśmiechała się tak słodko, i przez cały czas przymilała się do niego, co rusz poprawiając poły jego marynarki i wtulając twarz w szyję Malika. Nialla zalewała krew na ten widok. Ciekawe czy Perrie byłaby taka zadowolona, gdyby wiedziała, że to on spędza większość nocy z jej chłopakiem, i to bynajmniej nie na spaniu, pomyślał gorzko. Tak bardzo chciał, żeby się dowiedziała. Pragnął być teraz na jej miejscu, i obejmować go otwarcie pośród tych wszystkich ludzi.
Niall próbował uchwycić spojrzenie Zayna, ale nadaremnie. Chłopak z premedytacją uciekał wzrokiem po całej sali, rozmawiając ze wszystkimi, tylko nie z nim, ale Irlandczyk był przekonany, że kątem oka go obserwuje. Po porostu zwyczajnie to czuł.
Wziął do ręki kolejny kieliszek szampana, kiedy poczuł na ramieniu pewny uścisk czyjeś ciepłej dłoni. Odwrócił głowę, i napotkał szczenięce spojrzenie Liama, na twarzy którego gościł dziwny grymas pełen zmartwienia.
- Cześć, Li! Świetna impreza, nie?! – zaśmiał się z udawanym entuzjazmem, i opróżnił szkło do dna. Z każdym kolejnym, w głowie szumiało mu coraz bardziej, ale nie przejmował się tym. Musiał zagłuszyć myśli. Zagłuszyć serce.
Zmarszczka na czole Liama powiększyła się, kiedy odwracał chłopaka z powrotem w swoją stronę.
-Co się dzieje, Niall? – spytał łagodnie, nachylając się do niego.
Blondyn zachwiał się lekko, ale dłonie przyjaciela mocno trzymały go w pionie, nie pozwalając się potknąć. Niall zmusił się do szerokiego uśmiechu, chociaż czuł, że w kącikach niebieskich oczu zbierając mu się łzy. Ogarnęło go przytłaczające zażenowanie, ale nie mógł w żaden sposób ich powstrzymać. Kąciki jego ust opadły, a on mimowolnie zerknął za siebie, w miejsce gdzie Zayn i Perrie właśnie się całowali. To przepełniło czarę goryczy, i słone krople wyznaczyły bezbarwne ścieżki na jego zarumienionych policzkach.
Liam, który wcześniej spojrzał w tym samym kierunku, zacisnął usta w wąską linię, i teraz Irlandczyk dałby sobie głowę uciąć, że był wściekły. Taki widok był u chłopaka prawdziwą rzadkością, i Niall z wrażenia zamrugał.
- Wiedziałem. – mruknął do siebie tak cicho, że blondyn nie był pewien, czy Payne rzeczywiście coś mówił, czy to to tylko jego nasiąknięty alkoholem umysł płata mu figle. – Chodź, Ni, zabiorę cię do domu.
- Ale impreza dopiero… dopiero się zaczyna. – wybełkotał, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Zacisnął place mocno na koszuli Liama, i oparł się czołem o jego ramię, mocząc materiał łzami. Gdyby był trzeźwy zapewne poczułby wstyd, ale teraz wszystko wokół niego rozmazywało się w jedną, niewyraźną plamę, a on desperacko potrzebował wsparcia i silnego ramienia, które uchroniłoby go od upadku.
Ciemny blondyn wyprowadził go z mieszkania Nicka, od razu prowadząc pod ramię do swojego Chevroleta, który stał nieopodal na parkingu dla mieszkańców bogatego osiedla. Ostrożnie, opiekuńczym ruchem posadził Nialla na miejscu pasażera, a sam szybko okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. Na chwilę odwrócił się do niego i uśmiechnął ciepło, klepiąc w kolano.
W przypływie świadomości coś ważnego dotarło do spitego umysłu chłopca.
Liam wiedział.
¤ ¤ ¤
Niall naprawdę był zły na swoją beznadziejną bezmyślności i na niezakładanie czapki, podczas gdy na dworze panowały minusowe temperatury. Był koniec grudnia, na Boga, czego innego się spodziewał? Teraz siedział na kanapie w swoim mieszkaniu z przeraźliwym bólem głowy, nieprzyjemnym drapaniem w gardle i z zimnymi dreszczami przebiegającymi przez zmarznięte ciało. Miał za swoje. W mieszkaniu przez cały czas chodziło ogrzewanie, bucząc na spółkę z telewizorem, ale Niall i tak szczękał zębami pod swoim najgrubszym kocem.
Czuł się fatalnie, i był pewien, że miał także wysoką gorączkę, jeśli rozpalone czoło miało o czymś świadczyć. Może to właśnie dlatego, nawet nie myśląc co robi, wybrał w telefonie numer, który znał na pamięć i wychrypiał do słuchawki, że jest chory i go potrzebuje.
Dopiero potem dotarło do niego, co takiego uczynił, i ogarnął go niemiłosiernie duży wstyd. Nie miał zamiaru tak narzucać się osobie, dla której w gruncie rzeczy nie znaczył więcej, niż zeszłoroczny śnieg.
Nie liczył, że przyjdzie, ponieważ był pewien, że Zayn korzysta z ich przerwy świątecznej i siedzi teraz ze swoją dziewczyną, obściskując się z nią przy jakiejś durnej komedii romantycznej, jakie zawsze były puszczane w tym okresie. Na samą myśl czuł się o wiele gorzej, i miał ochotę najzwyczajniej świecie zwymiotować przez beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazł.
Jakie zatem było jego zdziwienie, gdy kilka minut później usłyszał jakieś dźwięki przed swoimi drzwiami, a chwilę potem te otworzyły się z kliknięciem. Zayn trzymał w dłoni dorobioną parę kluczy, którą przed chwilą musiał wyłowić spod zielonej wycieraczki, a jego pokryte zarostem policzki były dodatkowo zaczerwienione od mrozu. Mimo pogody był ubrany lekko, zdecydowanie zbyt lekko, jak na grudniowe popołudnie.
Chłopak przekręcił zamek, i rzucił pęk kluczy na szafkę. Irlandczyk od razu poczuł wstyd, kiedy spoczęło na nim mało przyjazne, ciemne spojrzenie.
- Ja… - odchrząknął, chcąc jak najdyskretniej przeczyścić gardło. Brzmiał naprawdę żałośnie i słabo. – Źle się czułem.
Zayn kuknął na niego rozeźlony.
- Nie mogłeś zadzwonić po Harry’ego, albo, no nie wiem, po cholernego Liama? Byłem na randce.
Niall nasunął na siebie koc, i podkulił kolana pod brodę, patrząc na niego błękitnymi, szczenięcymi oczyma. Spojrzenie chłopaka przed nim było miażdżące, a wzmianka o Perrie wbiła się dodatkowo w jego obolałe serce, niczym niewidzialny, ostry jak brzytwa sztylet.
- Tak bardzo przeszkadza ci, że wolałem ciebie?
Zayn jedynie fuknął w odpowiedzi, i rzucił czarną marynarkę na oparcie kanapy. Odpiął kilka górnych guzików swojej białej koszuli, i jedną dłonią poluzował krawat. Niall, mimo zmęczenia spowodowanego chorobą, chłonął ten widok całym sobą. To stawało się doprawdy śmieszne i surrealistyczne. Ten chłopak z każdym dniem stawał się coraz bardziej przystojny, a kolana Nialla miękły do konsystencji owocowej galaretki.
- Zayn, przepraszam. Nie chciałem psuć ci randki. Możesz… - z wysiłkiem przełknął ślinę, przymykając na chwilę oczy. - Wróć do niej, jeszcze jest wcześnie. Zabierzesz ją gdzieś.
Ostatnie słowa kosztowały go bardzo wiele, ale starał się tego po sobie nie okazać. Patrzył jak Pakistańczyk ściska skrzydełka nosa kciukiem i palcem wskazującym, biorąc głęboki wdech.
- Nie ważne. I tak już ją popsułeś.
Niall skulił się w sobie na jego ostry ton głosu i chłodne spojrzenie. Sądził więc, że Zayn wyjdzie z jego mieszkania, trzaskając drzwiami, ale ku jego zdziwieniu – i radości wybuchającej w klatce piersiowej – Malik skierował się pewnym krokiem do małej kuchni, a Niall słyszał jak nastawia wodę na gazie, przeszukując szafki. Kilka chwil później wrócił z dużym, parującym kubkiem herbaty i ibuprofenem.
Postawił wszystko na stoliku przed nim, i niespodziewanie przyłożył dłoń do czoła blondyna, po czym cmoknął z niezadowoleniem. Chłopiec bardzo starał się nie jęknąć z zawodem, kiedy chłodne, dające ukojenie palce oderwały się od jego gorącej skóry.
- Masz gorączkę. – oznajmił.
Wyjął z opakowania jedną tabletkę i wyciągnął otwartą dłoń w jego kierunku, zatrzymując ją tuż pod jego brodą. Niall, nie mając wyjścia, sięgnął po lek i nawet się nie zastanawiając połknął go bez popijania. Zobaczył jednak zmarszczone czoło Zayna i posłusznie chwycił za ściankę kubka, ale naraz syknął, w trybie natychmiastowym odrywając od niego sparzone palce
- Na Boga. – Zayn warknął zirytowany pod nosem, i usiadł na miejscu obok niego, samemu biorąc kubek do ręki, mądrze chwytając za uszko, i dmuchając na parujący napój.
Ostrożnie uniósł go na wysokość twarzy Nialla, i przeniósł na niego chmurne spojrzenie akurat w momencie, kiedy blondyn zadygotał z zimna.
- Pij.
Irlandczyk posłał mu niepewne spojrzenie, ale szybko się poddał, i przyłożył usta do naczynia, pozwalając Zaynowi na delikatne i powolne wlewanie napoju do jego bolącego gardła. Gorąca herbata nieco go rozgrzała, ale nadal niewystarczająco, bo jego ciałem wstrząsały dreszcze. Lek powoli zaczynał działać, zbijając gorączkę, i chłopiec robił się coraz bardziej senny. Walczył jednak z opadającymi powiekami, i tępo wpatrywał się w swoje otulone ciepłymi skarpetkami stopy.
Przez dłuższą chwilę w całym mieszkaniu dało się słyszeć jedynie chodzące ogrzewanie i telewizor, ale po pięciu minutach ciężkiej ciszy Zayn zaczął stukać czubkiem buta o drewnianą podłogę, i poddenerwowanym gestem bębnił długimi palcami w kolano.
- Masz tu kawę? Nie widziałem jej w szafce.
Niall, nie spodziewając się tak prozaicznego pytania, rozchylił lekko usta w zdziwieniu, ale szybko się opanował. Nie chciał, by chłopak traktował go jeszcze bardziej protekcjonalnie niż do tej pory.
- Nie, ja… ja piję tylko herbatę.
Chłopak prychnął.
- Oczywiście. – sarknął. – Świetnie.
Niall zagryzł wargę, zastanawiając się przez chwilę.
- Ale mam piwo, jeśli chcesz.
Zayn przejechał dłonią po lekko oklapniętej grzywce, i wyciągnął się na kanapie, prostując zdrętwiałe kończyny. Jego kości jęknęły w proteście.
- Potrzebuję kofeiny. – przerwał na chwilę, pozwalając sobie na mały uśmieszek. - Albo czegoś innego, żeby się rozbudzić.
Spojrzał na Nialla z uniesioną brwią, a twarz młodszego pokryła się rumieńcem, bo wiedział, co chłopak miał na myśli. To naprawdę niedorzeczne, że po wszystkim co razem robili on nadal czuł się zawstydzony śmiałymi aluzjami mulata.
Patrzyli na siebie przez chwilę, aż w pewnym momencie drobny Irlandczyk wzdrygnął się, targany zimnymi dreszczami. Podciągnął koc pod brodę i próbował jakoś zatrzymać ciepło, ale to nic nie dawało. I wtedy Zayn zaskoczył go po raz drugi tego dnia, kiedy przysunął się bliżej i przyciągnął do swojego torsu, obejmując go ramionami.
Dla Nialla to było niczym piękny sen, kiedy mógł w końcu wtulić się w niego ufnie, w środku dnia, zupełnie bez powodu i w dodatku pociągnięty do uścisku przez Zayna. Jego nos szybko odnalazł wgłębienie szyi starszego i tam pozostał, chłonąc znajomy zapach perfum, skóry i papierosów. Brunet ułożył brodę na czubku jego głowy, rozwiewając delikatnie jasne kosmyki ciężkim oddechem.
Niall westchnął z lubością, i pozwolił swoim dłonią wyswobodzić się z koca, po czym oplótł ramionami talię Zayna, przytulając się do niego niczym mała panda.
- Nie przyzwyczajaj się. – burknął, ale jego głos stracił już sporo ze swojej srogości.
Niall uśmiechnął się sennie, i przytulił policzek mocniej do gładkiego materiału białej koszuli, którą ten miał na sobie.
- Nie śmiałbym. – Niall chciał tak po prostu siedzieć i cieszyć się ciepłem drugiego chłopaka, ale uznał, że musi się odezwać. – Przepraszam.
Zayn poruszył się pod nim, a jego broda mocniej nacisnęła na jego czaszkę, gdy ten pewnie starał się na niego zerknąć z góry.
- Już przepraszałeś.
- Ale teraz przepraszam szczerze.
Zayn przez chwilę nie wykonał żadnego ruchu, a gdy blondyn zdążył już pomyśleć, że lekkomyślnie popsuł ich małą chwilę, ten ułożył dłoń na jego plecach i przejechał nią kilka razy, wysyłając fale ciepła aż do koniuszków palców u stóp Nialla. Zaraz po tym w salonie rozbrzmiał jego cichy, rozbawiony i szczery śmiech.
- Prześpij się, gorączka pewnie cię wymęczyła. – jego głos był dziwnie ochrypły, jakby starał się za wszelką cenę ukryć jakieś emocje, ale Niall nie potrafił rozszyfrować jakie. Czuł się bardzo zmęczony, a w ramionach Zayna było mu tak przytulnie i ciepło, że myślenie nie szło mu w tej chwili najlepiej.
- Ale… - chciał zaprzeczyć, bo nagle ogarnął go irracjonalny lęk. Bał się zasypiać. Nie chciał, żeby Zayn go zostawiał.
- Śpij. – przeczesał palcami jego blond kosmyki, i zjechał dłonią na jego kark, masując uspokajająco tył czaszki. – Nigdzie się nie wybieram.
To uspokoiło Nialla. Wsparł głowę na jego silnym ramieniu, i pozwolił sobie odpłynąć w niebyt, cały czas czując jego wyjątkowy zapach, który koił zmysły i obiecywał, że może jednak znajdzie się dla nich szczęśliwe zakończenie.
¤ ¤ ¤
Niall sądził, że coś kliknęło w Zaynie, zmieniło się, a chłopak pozbył się swojej oschłości po tym, jak zaopiekował się nim w czasie choroby. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że wrócili do punktu wyjścia trzy dni przed Wigilią.
Tego wieczoru Zayn przyszedł do jego mieszkania, będąc całkowicie pijanym, a jego modne ubrania śmierdziały trawką, którą lubił popalać z Louisem.
- Perrie to pieprzony delikates. Wolniej Zayn. Nie tak mocno, Zayn. Delikatnie, Zayn. – Niall mimowolnie cicho zachichotał, kiedy brunet zaczął z kpiną naśladować wysoki głosik swojej dziewczyny. – Ty pozwalasz mi na wszystko. Mogę wchodzić w ten twój mały tyłeczek do rana, i nawet prosisz mnie o więcej z tym cholernym, irlandzkim akcentem.
Zayn zaśmiał się, a jego usta wykrzywił ironiczny uśmieszek, którego Niall nie lubił. Uważał, że nie pasuje do niego, i naprawdę nie podobało mu się, gdy wkradał się na tą twarz, którą tak sobie ukochał. Sprawiał, że Malik wyglądał na bezdusznego, złego dupka bez uczuć, ale on taki nie był, Niall wierzył w to całym sobą.
Brunet zrzucił z ramion skórzaną kurtkę, a ta wylądowała za nim, gdzieś na podłodze z cichym szelestem. Zbliżał się do blondwłosego chłopca wyważonym krokiem, a jego oczy stawały się coraz to ciemniejsze. Znał to spojrzenie, i wiedział doskonale, co zaraz nastąpi.
Nie powinien mu na to pozwalać, stawiając chłopakowi w zamian twarde ultimatum. Ale był słaby, cholernie słaby i tak bardzo zakochany, toteż jego ciało zareagowało jedynie falą podniecenia i radości, bo Zayn go chciał. Wiedział, że to było żałośne, ale miłość bezlitośnie pozbawiała zdrowego rozsądku.
- Dlatego lubię się z tobą pieprzyć, Horan.
Niall obserwował jak chłopak zaczyna rozpinać swój pasek, a jego usta ledwo się poruszyły, gdy szeptał:
- Ja też lubię się z tobą kochać, Zayn.
¤ ¤ ¤
- Cześć, Li! – zawołał, zaznaczając swoją obecność, w momencie przekraczania progu mieszkania swojego przyjaciela. Odwiesił płaszcz i szalik na wieszak, a buty szybko skopał ze stóp. Gorączkowo roztarł zmarznięte dłonie, i szybko przemierzył przedpokój. – Zabiłbym za kubek czegoś gorącego. Mogę sobie zrobić herbaty?
Liam siedział przy kuchennej wysepce, i obejmował dłońmi wysoki, parujący kubek, wpatrując się w niego intensywnie. Kąciki uśmiechniętych ust Nialla opadły, gdy zobaczył poważny wyraz twarzy przyjaciela. Odruchowo się spiął, czując jak strach wlewa się do jego żył.
- Wiedziałem, że coś się dzieje. Coś wisiało w powietrzu, ale przez długi czas nie byłem pewien co. – Liam zaczął z napięciem w głosie, a Niall stał jak porażony na swoim miejscu, bojąc się zrobić choćby krok do przodu. – Domyślałem się już dawno, i zapewne właśnie wtedy się to wszystko zaczęło, ale wyśmiałem własne myśli, nie mogłem w to uwierzyć. To było zbyt niedorzeczne, ale wtedy zobaczyłem jak na niego patrzysz. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby twoje oczy tak bardzo błyszczały. Stuprocentową pewność uzyskałem podczas przyjęcia u Nicka. Niall…
Oczy Nialla zaszkliły się, gdy chłopiec mrugał gorączkowo, chcąc odgonić łzy. Jego ręce drżały, a oddech stawał się płytki.
- Nic nie rozumiesz, nic nie wiesz, Liam.
Wyższy chłopak szybko wstał, i podszedł do blondyna, kładąc dłonie na trzęsących się od wstrzymywanego płaczu ramionach. Spojrzał mu głęboko w oczy, i Niall już wiedział, że nie będzie potrafił go okłamać.
- Ty go kochasz, prawda? Kochasz Zayna?
Niall nie musiał odpowiadać, błękitne spojrzenie pełne bólu mówiło wszystko.
Liam poczuł ciężki ucisk w klatce piersiowej, ponieważ podświadomie wiedział, jak wyglądała ta relacja. Codziennie patrzył, jak Zayn z nonszalancją omija Nialla wzrokiem, i jak ten stara się zwrócić na siebie jego uwagę, chociaż nigdy w zbyt narzucający się sposób. I chociaż znał odpowiedź, to i tak zapytał.
- A Zayn?
Irlandczyk zaśmiał się gorzko, i czknął, przełykając łzy.
- Dla niego to tylko seks. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.
- Och, Niall.
Liam przygarnął do siebie chłopca, i pozwolił mu wtulić mokry od słonych kropli policzek we własną, świeżo wyprasowaną koszulę. Kołysał go w swoich ramionach, dopóki nie poczuł, że Niall się uspokoił i już jedynie słabo się do niego przytulał, szukając oparcia i starając się nie załamać. Serce mu się krajało, gdy widział swojego przyjaciela w tak opłakanym stanie, tak bardzo skrzywdzonego, i to przez kogo?
Chłopak zacisnął zęby, ciaśniej go obejmując.
- Wszystko będzie dobrze, Niall, zobaczysz. Obiecuję ci to.
I Liam był gotów zrobić wszystko, by te słowa nie były tylko jednymi z wielu, wyrzuconymi na wiatr. Nawet jeśli to oznaczało, że teraz musiał pójść do Zayna i dać mu w twarz za krzywdy, które wyrządził kruchemu, zakochanemu Niallowi.
W głowie rozbrzmiał mu smutny głos przyjaciela. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.
Nie byłby taki pewien, pomyślał.
¤ ¤ ¤
Tym razem to Niall stał w drzwiach mieszkania Zayna, oddychając szybko, kiedy pokonał klatkę schodową w biegu, przeskakując co dwa, trzy stopnie. Chłopak otworzył mu po dobrej minucie, będąc całkowicie ubranym, i wyglądało na to, że gdzieś się wybierał. Irlandczyka nie obchodziło to, że prawdopodobnie pokrzyżował mu plany i pchnął go do środka, zatrzaskując za sobą drzwi.
Kręcił się przez chwilę w przedpokoju, zagryzając policzek od środka i trzymając się za włosy. Zayn nie mówił nic, czekając aż Niall w końcu się odezwie. Jak zwykle, zaśmiał się do siebie w myślach, zawsze to on miał mówić. Ten skurczybyk zwyczajnie uciekał od jakiejkolwiek odpowiedzialności i przejęcia inicjatywy.
- Nie zniosę tego dłużej! – wypalił nagle, wbijając w Zayna błękitne tęczówki. – Seksu w ciemności, obojętności następnego dnia, i godzenia się na to, byś po tym wszystkim zwyczajnie do niej wracał, i udawał, że nic wielkiego nie miało miejsca. Oszukujesz mnie, ją i siebie, Zayn.
- O co ci nagle chodzi, co, seks ci nie pasuje? Wiesz na co się godziłeś, obaj wiedzieliśmy jak to miało wyglądać.
Niall przestał krążyć po małej przestrzeni między nimi i zatrzymał się.
- Ja po prostu… chcę od ciebie czegoś więcej niż tylko seksu.
Zayn sarknął pod nosem i zanurkował palcami do kieszeni skórzanej kurtki, by wyciągnąć prawie pustą paczkę czerwonych Malboro. Podpalił końcówkę papierosa i zaciągnął się gryzącym dymem. Był zdenerwowany. Jego długie, zgrabne palce drżały, a ciemne oczy ciskały w Nialla błyskawice.
- Więc czego ode mnie chcesz? – warknął.
- Chcę twojego uczucia. Pieprzonego uczucia, a nie ciągłego traktowania mnie jako chwilowej odskoczni, jak brudnej szmaty, którą po zużyciu szybko odrzucisz w kąt.
Niall nie przeklinał, ale przy Zaynie zawsze tracił kontrolę. Ten chłopak doprowadzał go do szewskiej pasji. Budził w nim gwałtowne uczucia, podsycał pragnienia, rozpalał żądze. Nienawidził go, i tak bardzo kochał. Jeśli gdzieś na świecie istniało dla niego odpowiednie miejsce to właśnie u boku tego dupka, dla którego całkowicie stracił głowę i któremu oddał na dłoni swoje serce.
Zayn stał z tlącym się papierosem w dłoni, i rozchylonymi w szoku ustami. Jego ciemne oczy były rozszerzone w niedowierzaniu; nie spodziewał się tego nagłego wybuchu po Niallu, który był najspokojniejszym i najbardziej pokornym człowiekiem jakiego znał.
- Powiesz coś? – Niall zapytał, czując napięcie budujące się w powietrzu między nimi. Nie doczekawszy się żadnego odzewu uśmiechnął się smutno, i wyciągnął dłoń, by delikatnie pogładzić zarośnięty policzek mulata opuszkami zmarzniętych palców. Kto by pomyślał, że w tak mały, drobny gest można wlać tyle uczucia, zawodu i tęsknoty. To poraziło wyższego chłopaka, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Chłopak, który zazwyczaj wiedział co powiedzieć ze swoim ciętym językiem, dzisiaj zaniemówił. – Tak myślałem.
Niall odwrócił się od niego na pięcie i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami dokładnie tak jak robił to Zayn niemal każdego wieczora.
¤ ¤ ¤
Liam złapał Zayna zaraz po ich występie na żywo, kiedy chłopak szedł szybko korytarzem studia, chcąc najpewniej dotrzeć jak najszybciej do jakiegoś podrzędnego baru z gównianymi drinkami. Prezenter w pewnym momencie zapytał go, czy ma zamiar w najbliższym czasie oświadczyć się swojej uroczej dziewczynie, a Zayn wpadł niemal w szał, wydzierając się, że to nie jego zawszony interes i używając przy okazji wielu niecenzuralnych słów, za które ich manager musiał potem solennie przepraszać obrażonego mężczyznę w średnim wieku.
Wszyscy byli zaszokowani tak nieoczekiwanym wybuchem Malika, który mimo zwyczajnej sobie nonszalancji i oschłości był zawsze kulturalny i potrafił jak nikt inny trzymać swoje emocje na wodzy. A to oznaczało, że niewinne, z pozoru, pytanie musiało naprawdę wyprowadzić go z równowagi. Jednak było coś, o czym nikt nie miał pojęcia, co Zayn ukrył, ale co i tak miało się wkrótce wydać. Wzmianka o oświadczynach tylko go rozjuszyła, i sprawiła, że zaczął wątpić w słuszność swojej decyzji. Dodatkowo niewyjaśniona nieobecność Nialla podczas ich ostatniego występu przed świętami wprowadziła go tylko w stan roztargnienia i irracjonalnej złości. To przez niego Zayn nie potrafił się opanować.
Payne nie mógł być pewien powodu, ale czuł, że jego wcześniejsze, niepewne podejrzenia także się sprawdzają.
- Zayn, zatrzymaj się. – Liam chwycił go mocno za przedramię, i szarpnął, by ten odwrócił się do niego. Słyszał, jak chłopak bierze gwałtowny wdech, i niechętnie staje z nim twarzą w twarz. Jego była chmurna, a rysy ściągnięte. – Musimy porozmawiać.
- O czym? – wrogość wręcz skapywała z tych dwóch słów, i gdyby to był ktoś inny niż Liam, niechybnie zrezygnowałby z prób wymiany zdań. Ciężka, nieprzyjazna aura bruneta przygniatała swoją intensywnością każdego, kto nie miał równie silnej osobowości co on. Ale z Liamem byli do siebie podobni; obaj pewni siebie i nieustępliwi. I między innymi dlatego Zayn jeszcze go nie zignorował, zgadzając się przystanąć.
- Do cholery, Zayn, nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi. – ciemny blondyn wyrzucił z siebie ze zirytowaniem - Jesteś zbyt inteligentny, by tak po prostu tego nie zauważyć.
- Nie mam pojęcia o czym mówi, Li. – odparł niewinnie, kpiąco słodkim tonem; ktoś inny mógłby nabrać się na jego świetną grę aktorską, ale nie on. Widział wyraźnie, jak palce prawej dłoni niemal całkowicie miażdżą paczkę papierosów.
- On cię kocha.
Zayn zaśmiał się głośno, ale był to wymuszony śmiech. Brak mu było tej dźwięczności, brawury, pewności siebie. Chłopak szybko odpalił jednego papierosa trzęsącymi się palcami, i zachłannie zaciągnął się dymem. Już zrezygnował z udawania.
- Daj spokój, on wie, że to – zatoczył dłonią krąg, chociaż tak naprawdę nie wiadomo było, co konkretnie chciał pokazać. – nic nie znaczy.
I Liam wiedział. Zayn był równie zagubiony i bezradny, wobec nowego uczucia, co Niall. Maska opadła, i teraz widział tylko młodego chłopaka, który na siłę próbuję grać twardziela bez uczuć, i wzbrania się przed tym co nieznane, a co konsekwentnie go pochłania, chociaż być może do tej pory nawet nie miał o tym pojęcia. Liam poczuł się uspokojony, bo teraz był pewien, że Zayn nie skrzywdzi Nialla. Nie był jednym z tych nieczułych skurwieli, którzy bawią się czyimś sercem i z premedytacją ranią. On sam bał się zranienia, blondyn widział to w jego ciemnych oczach.
- Nie, Zayn, to znaczy wszystko. Ale wiesz, co jest najlepsze? – zaczekał, aż Malik przeniósł na niego wzrok, i uśmiechnął się, bo wiedział, że ma rację. – Ty też go kochasz. Dlatego nie bądź głupi, nie marnuj waszej trójce życia, i wyjaśnij wszystko Perrie. Nie możesz jej okłamywać, to nie w porządku, nikt na to nie zasługuje.
Zayn wyrzucił niedopałek, i przejechał dłonią po zmierzwionych, ciemnych kosmykach.
- Ja… ja zerwałem z Perrie, wczoraj. – wyznał zdenerwowanym tonem. - Była wściekła.
- Lepiej żeby była wściekła, niż okłamywana, nie uważasz?
- Tak, ale, kurwa. – przetarł twarz dłonią, i zacisnął pięści we włosach. – Co mam teraz zrobić? Nie wiem, nie wiem, co mam robić, Liam. Niech to szlag, to wszystko jest takie popieprzone, już nic nie wiem.
- Musisz wszystko powiedzieć Niallowi. Powiedzieć mu, że go kochasz, Zayn. – mulat jęknął, i najchętniej uciekłby od palącego spojrzenia przyjaciela, ale gdy się poruszył, długie palce z siłą imadła zacisnęły się na jego ramionach. Wiedział, że Liam nie pozwoli mu stchórzyć. – Ale musisz się pospieszyć, bo samolot Nialla odlatuje do Irlandii za godzinę.
Payne uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, i przyjaźnie poklepał po ramieniu, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł ze studia tylnym wyjściem, sprytnie unikając fotografów stojących na zewnątrz. Zostawił Zayna samemu sobie.
Mulat oparł się plecami o zimną ścianę, i pozwolił sobie ześliznąć się na kafelki pachnące cytrusowym środkiem do mycia podłóg. Nie dbał o to, że jego nowe ubrania się pogniotą, a włosy będą nieułożone, kiedy zaczął za nie ciągnąć, raz za po raz. Po pustym korytarzu rozniósł się jego cichy śmiech. Śmiał się i śmiał, czując jak do oczu nabiegają mu łzy. Starł je wierzchem dłoni, i wyprostował się nagle, bo głos Liama rozbrzmiał w jego głowie tak realistycznie, jakby chłopak wciąż stał obok niego i mówił coś, co Malik prawdopodobnie wiedział już dawno, ale wypychał to ze swoich myśli. Pochylił się do przodu, i wziął łapczywy łyk powietrza, mając wrażenie, że jego klatka zaciska się, a żebra łamią.
Ale wiesz, co jest najlepsze? Ty też go kochasz.
¤ ¤ ¤
Zayn biegł. Biegł tak szybko, że omal brutalnie nie potrącił wątłej staruszki z balkonikiem, i nie wpadł na pęk balonów, które trzymała mała dziewczynka w opasce z mysimi uszkami, wciśniętej w kasztanowe włoski. Skórzana, rozpięta kurtka furkotała niczym peleryna na jego plecach, a czarna grzywka całkowicie opadła na czoło, ale miał to głęboko gdzieś. Wiedział, że nie zostało mu wiele czasu.
Zziajany, wyleciał właśnie na sektor C, i zobaczył go. Stał przy odprawie, trzymając w dłoniach dokumenty i swoją wełnianą czapkę. Nawet z tej odległości widział rumieńce na policzkach, roztrzepane blond kosmyki i szczery, chłopięcy uśmiech, który posłał wysokiemu mężczyźnie w mundurze, gdy ten sprawdzał ze srogą miną jego bilety i dowód. Kolejka się przesunęła, i Niall już prawie zniknął mu w oczu. Nie mógł na to pozwolić.
- Niall! – był pewien, że w całym swoim życiu nie krzyczał tak głośno, jak w tamtej chwili. Przepchał się przez tłum ludzi z walizkami, dobiegając do barierek przy stanowisku odpraw, a nadzieja niemal w nim zgasła, kiedy nic się nie zadziało. Ale kiedy uniósł głowę, gotów krzyknąć z całych sił jeszcze raz, zobaczył przed sobą zdezorientowanego Nialla, który patrzył na niego niepewnie, obracając w delikatnych palcach długi bilet z logiem brytyjskich linii lotniczych.
- Zayn? Co ty tu robisz? – zmieszanie Nialla się wzmogło, kiedy zorientował się w jakim stanie był Zayn. Czarne jak smoła włosy sterczały we wszystkich kierunkach, tak bardzo różne od starannie ułożonej, wylakierowanej fryzury. Ciemne tęczówki błyszczały dziko, z jakimś dziwnym ognistym uczuciem tańczącym tuż pod powierzchnią. Twarz zarumieniła się od mrozu na zewnątrz, a oddech był ciężki i urywany, jakby Zayn przez całą drogę do lotniska biegł. I bardzo możliwe, że tak właśnie było, stwierdził, gdy ponownie omiatał jego sylwetkę wzrokiem.
- Zdążyłem, dzięki Bogu. – powiedział na wydechu, i przyłożył dłoń do gwałtownie unoszącej się i opadającej klatki piersiowej. – Musiałem… muszę ci to powiedzieć, zanim polecisz na święta do Irlandii.
Niall przechylił głowę, i spojrzał na niego z niewinnym zainteresowaniem, przyciskając bilet do piersi. Zayn oblizał usta, i zachichotał, co spotkało się z uniesioną brwią chłopca przed nim. Boże, był taki piękny. Tak cholernie piękny, pomyślał z zachwytem. Duże oczy w wyrazistym, błękitnym kolorze, różowe usta, mały nos, zarumienione policzki i chaos na głowie w postaci blond kosmyków, które jak zawsze opadały mu w nieładzie na czoło. Idealny. Cały idealny. Malik miał to wszystko na wyciągnięcie ręki przez cały czas, wystarczyło tylko chwycić. Oby tylko nie było teraz za późno. Oby istniała jeszcze szansa na to, by to czyste, kochające serce należało do Zayna.
- Co powiedzieć, Zayn? Ja naprawdę nie mam już czasu, mój samolot odlatuje za niecałe dziesięć min…
To był czysty impuls, i Zayn w jednej chwili klęczał już przed niczego nierozumiejącym Niallem, chwytając go za lewą dłoń i delikatnie całując jego knykcie. Irlandczyk zamrugał kilkukrotnie, wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami, a Zayn mógł myśleć jedynie o tym, jak niesamowicie uroczo wyglądał, robiąc to. Nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi, którzy przechodzili obok nich; jedni rzucali w ich kierunku zaciekawione, drudzy zgorszone a jeszcze inni zwyczajnie rozbawione spojrzenia. Dwójka dzieci prowadzonych za rękę przez młodą kobietę nawet pokazała ich palcem, chcąc zwrócić uwagę swojej mamy.
- Wiem, że teraz powinienem powiedzieć coś wielkiego, może nawet poetyckiego, ale nie mam tak artystycznej duszy i nie znam aż tak barwnego języka. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe, jeśli powiem to po swojemu. – Zayn uśmiechnął się, nie puszczając dłoni Nialla i klęcząc przed nim, a chłopiec nie odrywał od niego wzroku, nawet odrobinę się do niego przysuwając. Niebieskie oczy napotkały brązowe, i nagle lotnisko opustoszało. Byli tylko oni i słowa, które powinny zostać wypowiedziane już dawno. – Byłem takim dupkiem, Niall. Tak wielkim dupkiem i tchórzem, bo codziennie uciekałem przed samym sobą i tym, co do ciebie czułem. Nie potrafiłem się do tego przyznać, i chociaż część mnie chciała ci to powiedzieć już dawno, to odpowiednie formułki więzły mi w gardle. Mimo smutku, którego przeze mnie doświadczyłeś, cały czas dawałeś mi szansę, trwałeś przy moim boku i obdarzyłeś mnie uczuciem, na jakie ja nigdy nie zasłużyłem, a jakiego od zawsze chciałem doświadczyć. Jestem najbardziej samolubnym i egoistycznym facetem na świecie, ale chcę to uczucie zatrzymać. Zatrzymać i… i w zamian podarować ci swoje. Nie mam pojęcia, czy to dobra wymiana, ale niestety nie mam nic lepszego.
Zayn odetchnął, czując się jakby nieco lżejszym i szczęśliwszym. Jego entuzjazm jednak przygasł, gdy zobaczył łzy, które zamigotały w niebieskich oczach Nialla.
- Dlaczego… dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? – czknął, i szybko otarł oczy wierzchem wolnej dłoni.
Zayn powoli wstał, i ostrożnie przybliżył się do chłopca, kciukiem ścierając świeżą łzę, która spłynęła wzdłuż ciepłego policzka. Patrzył z góry na jego zapłakaną twarz, słodkie usta, wilgotne oczy, a jego serce aż rwało się do niego. Gdyby tylko mógł, opakowałby je w różowe pudełeczko i ofiarował Niallowi, by ten opiekował się nim już do końca świata. Zdawał sobie sprawę, że to najbardziej ckliwa i kiczowata rzecz, o jakiej tylko mógł sobie pomyśleć, ale, o dziwo, wcale mu to nie przeszkadzało.
Ucałował jeszcze raz blade knykcie chłopca, po czym ułożył sobie jego rękę na własnym ramieniu, a sam ujął w dłonie jego twarz. Niall wpatrywał się w niego jak zaczarowany, ale Zayn, co najlepsze, wcale nie był mu dłuższy.
- Bałem się. – wyznał cicho, tak, by tylko Niall mógł go usłyszeć, i nikt inny. – Bałem się, ponieważ nigdy nie kochałem tak mocno.
Zayn nachylił się ku niemu, a Irlandczyk ostrożnie stanął na palcach, by ich usta w końcu mogły się złączyć w pocałunku. Bardzo delikatnym, czułym i słonym, co było winą łez, które nadal wypływały spod przymkniętych powiek Nialla. Zayn zaśmiał się; lekko jak jeszcze nigdy dotąd. Oderwał się od jego ust, i scałował z jego policzków każdą pojedynczą łzę, by potem znowu wrócić do jego warg, i muskać je swoimi raz za razem, aż obaj poczuli przyjemne zawroty głowy i ciepło rozprzestrzeniające się po całym ciele.
Kiedy się od siebie odsunęli, tylko minimalnie, Zayn mógł dostrzec zmartwienie i niepokój na twarzy Nialla.
- A co z Perrie?
Mulat pokręcił głową, i odsunął kilka jasnych kosmyków z jego czoła, by te przekornie i tak opadły zaraz na brwi chłopca.
- Nie ma już Perrie. – powiedział pewnie, i teraz, po wszystkim co się zdarzyło, wiedział, że Perrie nigdy nie było w jego sercu. To miejsce od zawsze należało do tego drobnego Irlandczyka, który wpatrywał się w niego ufnie, i, och, z miłością. – Jesteśmy my. Ty i ja, jeśli tylko chcesz.
Teraz Zayna obleciał strach. A co, jeśli Niall zrozumiał, że zasługuje na kogoś lepszego niż Malik? Bo co też on mógł mu dać, prócz siebie i dwóch lewych rąk do gotowania? Jego obawy jednak szybko wyparowały, kiedy twarz blondyna rozjaśniła w szczerym wyrazie szczęścia i radości.
Chłopiec z impetem wpadł w jego ramiona, wsuwając nos we wgłębienie ponad odsłoniętym obojczykiem, a Zayn natychmiast go w nich zakleszczył. Trzymał mocno, bo tulił do siebie coś ważnego. Tulił cały swój świat, który sprowadzał się do postaci tego drobnego chłopca z wielkim żołądkiem i ogromnym sercem, gdzie pomieścił swoją miłość do Zayna.
- Oczywiście, że chcę, Zayn. – wyszeptał, wydychając na wrażliwą skórę ciepłe, wilgotne powietrze.
Malik ujął jego podbródek dwoma palcami, i wpatrzył się w niego intensywnie. Chłopiec rozchylił usta, i swoim naturalnym, luźnym gestem przejechał po szorstkim policzku Zayna małą dłonią.
- Kocham cię. – Zayn powiedział głosem tak ochrypłym od emocji, że sam z ledwością rozpoznał pojedyncze słowa. Ale Niall usłyszał. Usłyszał, a on mógł niemal wyczuć, jak jego serce bije mocniej, dla niego. Złapał za jego nadgarstki i ułożył jego dłonie po lewej stronie własnej klatki piersiowej. Chciał, by Niall wiedział, iż jego serce także bije tylko i wyłącznie dla niego. – Kocham cię. Kocham cię, Niall.
I kiedy ponownie złączyli swoje usta w pocałunku, tuż przy barierkach i wśród tłumu ludzi idących do odprawy na londyńskim lotnisku, wiedzieli, że to nigdy nie był tylko seks. To od początku była miłość. Nieco podstępna, może ślepa, ale przy tym tak wyjątkowa i barwna, że nie mogli mieć jej za złe tego, iż wywróciła ich życie do góry nogami. W końcu my nie wybieramy sobie miłości, tylko ona nas.
Niall poczuł jak jego blade powieki są łaskotane wczesnymi promieniami słońca, które wyjątkowo wcześnie wyjrzało spod pierzyny chmur. Mruknął niewyraźnie, nadal będąc gdzieś na rozstaju snu i jawy, i z niechęcią otworzył oczy. Kilkukrotnie zamrugał, zostając oślepionym przez migoczącą jasność jaka panowała w pokoju, i sięgnął nie bez wysiłku po mały, czerwony budzik stojący na niskim stoliku nocnym.
Cienkie, srebrne wskazówki wskazywały dokładnie trzy minuty po siódmej rano, na co niezadowolenia Nialla wzrosło.
Wtedy usłyszał za sobą ruch, i szelest pościeli, więc odwrócił się do okna. Na jego twarz wstąpił głupiutki, rozmarzony uśmiech, kiedy podpierał się na prawym łokciu, by mieć lepszy widok. Zawisł nad śpiącym i niczego nieświadomym Zaynem, a jego serce wbrew wszelkim normom wyznaczonym przez naturę przyspieszyło do stu uderzeń na minutę.
Rysy chłopaka wygładziły się, podczas gdy z bladoróżowych, lekko rozwartych ust wymykały się urywane oddechy. Wyglądał tak spokojnie, delikatnie, bezproblemowo. Ciemne, wycieniowane starannie kosmyki grzywki ułożyły się na jego gładkim czole, przysłaniając brwi. Blondyn lubił, gdy pozostawiał ją w takim naturalnym nieładzie. Wyglądał wtedy o wiele młodziej, a twarz stawała się bardziej przyjazna.
Biała pościel zsunęła się, prezentując delikatnie umięśniony tors, płaski brzuch, znacznie wystające kości biodrowe… materiał zatrzymał się w połowie linii V, zakrywając coś, co chłopiec widział już niejeden raz, a mimo to na samą myśl jego policzki pokryły się jasnym rumieńcem. Wiedział, że pod kołdrą był nagi i to przyprawiało go o dodatkowe uderzenia gorąca; Zayn nie lubił ubierać bielizny po seksie, uważał ją za zbędną i niewygodną, gdy ta kleiła się do spoconej skóry. Chłopak mruknął coś przez sen, wzdychając, a ciepłe powietrze musnęło szyję i obojczyki Irlandczyka, wysyłając wzdłuż kręgosłupa stado przyjemnych dreszczy. To niedorzeczne, że nawet niecelowy gest z jego strony tak silnie na niego oddziaływał.
Znowu się nie ogolił, pomyślał z rozczuleniem Niall, i wyciągnął wskazujący palec, by jego opuszkiem ostrożnie przejechać po żuchwie bruneta.
Był nieskazitelnie piękny. Nieskończenie idealny, i taki… niedostępny. Nieosiągalny dla Nialla. Leżał obok niego, oddychał tym samym powietrzem, ocierał się o jego stęsknione ciało swoją ciepłą skórą, a mimo to Niall wiedział, że Zayn Malik nie jest jego.
Jeszcze nie.
Blondyn najdelikatniej jak tylko umiał przycisnął swoje wargi do nagiego ramienia starszego chłopaka. Przez chwilę po prostu ich nie odrywał, delektując się przyjemnym ciepłem ciała leżącego pod nim oraz słodkim, lecz ulotnym momentem bliskości. Niall chciał wykorzystać fakt, że Zayn jeszcze się nie obudził, i zamierzał skraść szybki pocałunek z ust, których tylko podczas niektórych nocy mógł zasmakować. Ale Zayn już nie spał.
Błękitne oczy natrafiły na ciemne spojrzenie tęczówek o głębokim, brązowym odcieniu. Wyglądał na rozbudzonego, i patrzył na niego z charakterystycznym błyskiem, porażając Nialla oraz sprawiając, że ten zamarł w miejscu. Uświadomił sobie, że brunet musiał leżeć bez ruchu i obserwować go spod rzęs już dobrych kilka minut, podczas gdy on zachwycał się nim sądząc, że Zayn niczego nie zauważy. Czas ulatywał naprawdę szybko, kiedy ten z uwielbieniem podziwiał zapierające dech w piersi, wytatuowane ciało.
- Zebrało ci się na czułości, co? – rzucił kpiąco, ale wbrew złośliwemu uśmieszkowi chwycił Nialla w pasie jednym ramieniem i przyciągnął go do siebie. Blondyn wylądował na jego klatce piersiowej, która unosiła się powoli w górę i w dół, a jego usta znajdywały się tylko milimetry od warg Zayna. Patrzył jak zahipnotyzowany na jego oślepiająco piękną twarz, nie mówiąc ani słówka. Bał się, że w przeciwnym razie niechcący palnąłby coś głupiego, obnażając się ze swoimi uczuciami względem niego, a to poważnie rozzłościłoby Pakistańczyka. Dlatego siedział jak trusia, może nawet czując się trochę jak królik wpatrujący się w wielkiego węża, który już szykuje się do ataku, by zabić i połknąć w całości swoją ofiarę.
Uśmiech Zayna poszerzył się jeszcze, zanim w końcu wysunął brodę, i leniwie musnął rozchylone wargi Nialla swoimi. W swoim zaskoczeniu chłopiec przez chwilę się nie poruszał, na co Zayn natychmiast wzmocnił uścisk na jego wąskiej talii, ale jego usta nadal poruszały się w tym samym wolnym, jednostajnym rytmie. Blondyn zrozumiał, że nie jest to z jego strony żart, i pozwolił sobie rozpłynąć się pod wpływem wspaniałej pieszczoty, i z zaangażowaniem oraz entuzjazmem naparł na wargi Zayna.
Był to niespieszny pocałunek, bardzo dokładny i całkowicie z inicjatywy starszego chłopaka. Malik nigdy nie pozwalał na takie zbliżenia po wspólnie spędzonej nocy. To wiązało się z uczuciami, przynależnością do drugiej osoby i przekraczało granicę czegoś, co nazywało się tylko seksem. Dla nich nie miało być poranków z leżeniem obok siebie na prześcieradle, dłoń przy dłoni. Nie miało być niemrawych, zaspanych całusów na pobudkę oraz kawy i tostów na wspólne śniadanie, ponieważ Zayn miał dziewczynę. To ona miała prawo na podziwianie chłopaka, kiedy ten spał, i na głaskanie go po nieogolonym policzku. Nie Niall.
Dlatego był zaskoczony, gdy tego dnia Pakistańczyk zrobił odstępstwo od ich twardych, niepisanych reguł i przyciągnął go do siebie, pozwalając mu przez chwilę leżeć na swojej klatce piersiowej i pieszcząc jego usta swoimi. Nie miał pojęcia czemu to zrobił, ale nie przeszkadzało mu to dopóki mógł go dotykać i zwyczajnie się nim cieszyć.
Kilka minut później wysoki brunet stał w nogach szerokiego łóżka, i zapinał ostatnie guziki koszuli pod szyją. Posłał Niallowi zdezorientowane spojrzenie spod uniesionej brwi, kiedy spostrzegł się, że ten leży z kołdrą owiniętą wokół bladych bioder i przypatruje mu się uważnie z różowym rumieńcem na jasnej skórze policzków.
- Co?
Niall poruszył się nieznacznie na poduszkach, ale nie oderwał od niego wzroku. Uśmiechnął się do niego kącikami ust, i dłonią przejechał po prześcieradle na miejscu obok siebie.
- Może zostałbyś dzisiaj dłużej? Zaczynamy wywiad dopiero za dwie godziny, i nie ma sensu, żebyś potem brał taksówkę i przyjeżdżał od siebie…
- Mówiłem ci już, że ktoś może się domyślić. To zbyt ryzykowne. – z nagłym zmęczeniem przejechał dłonią po czarnych kosmykach, i zmrużył powieki. - A poza tym to tylko seks, pamiętasz? Żadnego bezcelowego gruchania do siebie słodkich słówek w twoim mieszkaniu, mam dziewczynę.
Niall zaśmiał się gorzko i z politowaniem. Był ciekaw, czy Zayn się słyszy. Czy uświadamia sobie jak bardzo to wszystko było popaprane.
- Nie osądzaj mnie. – syknął przez zaciśnięte zęby, i gwałtownym ruchem zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę. Palce natychmiast zaczęły przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu paczki czerwonych Malboro. Zaklął pod nosem, gdy ta okazała się być pusta i ze złością wyrzucił ją w kąt sypialni.
- Nie osądzam, Zayn. Chcę tylko powiedzieć, że nie można mieć rybki i akwarium jednocześnie.
Chłopak otworzył usta, ale natychmiast je zamknął, nie komentując tego w żaden sposób. Nie znalazłszy żadnych złośliwych słów, z pomocą których mógłby zakpić z tego, co powiedział Niall po prostu prychnął w odpowiedzi.
Zayn wiedział, że blondyn ma rację, ale zwyczajnie nie umiał spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z obecną rzeczywistością. Uciekał od niej. Uciekł i tym razem, kiedy młodszy chłopiec usiadł na łóżku, i wyciągnął do niego ramiona.
- Klucz… - trzask drzwi. - … jest pod wycieraczką. Jak zwykle. – westchnął , iż powrotem opadł na poduszki, które nadal pachniały jego opalonym ciałem i lekką wonią subtelnych perfum.
Może Niallowi udałoby się skłonić go do zostania w swoim mieszkaniu. Zayn był uparty i kosztowałoby go to z pewnością wiele przykrości, mnóstwa wylanych łez i mocnego zaciskania zębów, ale Niall Horan cieszył się dużymi pokładami cierpliwości i krok po kroczku burzyłby nieprzystępne mury Zayna. Brunet mimo prób, których na sto procent by się podjął nie zdołałby go do siebie zniechęcić, i nie zniszczyłby także uczucia, którym ten go darzył. To było jak walka z wiatrakami; im bardziej próbujesz z miłością walczyć, tym bardziej się ona rozkrzewia w twoim sercu.
Irlandczyk dałby mu także czas. Tyle czasu, ile ten tylko by potrzebował. Był gotów absolutnie na wszystko, jednak nad nimi wisiało coś, co krzyżowało jego plany i nie pozwalało zatrzymać Zayna przy swoim boku.
Perrie.
¤ ¤ ¤
Niall nie był głupi, wiedział doskonale, co kryło się pod eufemizmem przyjaciele z korzyściami i relacja bez zobowiązań.
Pieprzymy się, a następnego dnia nie zaliczamy urokliwego poranka i słodkich przytulanek, słyszał w głowie obojętny głos Zayna, który kiedyś po ich seksie odpalił papierosa i odsunął się od Nialla na łóżku, zostawiając mu zimną poduszkę. To wszystko było dla niego takie proste i nieskomplikowane. Wybierał sobie noce, podczas których wchodził do jego mieszkania, rzucał skórzaną kurtkę na kanapę i szedł pewnie do sypialni Nialla. Nigdy nie pytał o pozwolenie, wiedział doskonale, że ten go wpuści. Młodszy chłopiec za każdym razem zostawiał klucz pod wycieraczką, by Zayn nie musiał stać przed drzwiami i pukać. Niall nigdy nawet nie uprzedzał go, że będzie je tam chował. Pewnego razu Malik je znalazł, i potem już za każdym razem brał je, mając pewność, że będą tam także następnego wieczora, i następnego. Dopóki Zayn będzie przychodził.
Wyglądało na to, że starszy chłopak nie miał problemu z ich poplątaną relacją. Sam rozpoczął to wszystko, kiedy pewnego wieczoru po wcześniejszym, wspólnym oblewaniu dobrze sprzedającego się singla wkradł się do mieszkania Irlandczyka z butelką szampana, będąc już kompletnie pijanym i mając w ciemnych oczach dziwne iskry, które ten szybko zidentyfikował jako najzwyklejsze w świecie pożądanie. Obudził Nialla hukiem zrzuconej lampki, ale gdy ten chciał coś powiedzieć, zaprotestować, Zayn stanowczym ruchem unieruchomił jego nadgarstki nad głową, przyciskając je do ramy łóżka, i zachłannie wpił się w jego rozchylone ze zdziwienia usta, siadając okrakiem na jego biodrach. W dość szybkim czasie sypialnia Nialla wypełniła się ciężkimi z wysiłku oddechami, jękami, prośbami o więcej oraz intensywnym zapachem potu i seksu, który przylepił się do ich wilgotnych ciał. Rano, jak gdyby nic wielkiego się nie stało, wrócił do swojego mieszkania, do swojej dziewczyny, a podczas wywiadów zachowywał kamienną twarz, nawet nie zaszczycając Nialla spojrzeniem, podczas gdy on kręcił się niespokojnie i rozpamiętywał gorące, spocone ciało, które poruszało się nad nim w stałym rytmie, wysyłając go nad skraj rozkoszy.
Stało się coś wielkiego. Nawet jeśli dla Zayna nie, to z pewnością dla Nialla. Nie wiedział, czy uczucie budowało się w jego klatce piersiowej już wcześniej, czy stało się to dopiero po nieoczekiwanej wizycie Pakistańczyka w jego mieszkaniu i ich wspólnie spędzonej nocy. Nie wiedział tego, ale za to jednego był całkowicie pewien. Ten chłopak rozkochał go w sobie. Rozkochał go w swojej twarzy, w pięknym ciele, w głosie, w dłoniach, w miękkich, smakujących tytoniem ustach. Zrobił to tak skutecznie, że Niall kompletnie stracił dla niego głowę, i nie pozostała mu już nawet jedna myśl, która byłaby wolna od obrazu ciemnych tęczówek oraz niskiego, zmysłowego głosu. Wariował, kiedy ten najzwyczajniej w świecie trzaskał drzwiami i wychodził, zostawiając po sobie zimną pościel i pustkę w klatce piersiowej zranionego Irlandczyka.
Mówią, że nawet największe umysły się łamią, gdy w grę wchodzą uczucia i cielesność. Mówią, że pole widzenia zawęża się tylko do postaci umiłowanej osoby, a całe tło się rozmazuje, blaknie, szarzeje. Może miłość faktycznie jest ślepa, a Niall jest zwyczajnie głupi i naiwny, ale nie zrezygnuje ze swojego uczucia i niego; sprawi, że Zayn się w nim zakocha, tak jak on wcześniej sprawił, że Niall zakochał się w nim.
¤ ¤ ¤
Harry pochrapywał cichutko z głową ułożoną na jego kolanach, a Niall wpatrywał się w ekran telewizora, z zaciekawieniem śledząc akcję i działania głównych bohaterów. Louis wcześniej pojechał do wypożyczalni i wybrał dla nich film, a reszta zamówiła kurczaka w różnych sosach, sajgonki i jakieś całkiem dobre surówki, które oferowała chińska knajpka. Po krótki występie w popołudniowym programie rozrywkowym wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że najchętniej wrócą do mieszkania Liama i spędzą wieczór przed telewizorem w swoim towarzystwie.
Niall lubił takie leniwe chwile, podczas których mógł odpocząć od śpiewania i nacieszyć się swoimi przyjaciółmi. Chociaż spędzali ze sobą praktycznie okrągły rok, to on nigdy nie miał ich dość i zawsze był chętny na chociażby wspólne oglądanie telewizji. Kochał ich jak braci. Z jednym małym wyjątkiem. Zayna kochał inaczej. I jeśli podczas śledzenia akcji, co jakiś czas zerkał na niego kątem oka, rozwalonego w fotelu naprzeciwko i popijającego ze znudzeniem swoje piwo to nikt tego nie zauważył.
Harry chrapnął głośniej, i Niall spojrzał w dół, na jego twarz, uśmiechając się czule i gładząc w roztargnieniu kręcone włosy chłopaka. Jego loki były takie mięciutkie i miłe w dotyku, a twarz przyjazna i przyozdobiona dwoma dołkami; przez to wszystko Niall od zawsze uważał najmłodszego członka zespołu za ich osobistego, pluszowego misia. Sam lubił się do niego przytulać i prowadzić z nim długie rozmowy, ponieważ Harry zazwyczaj nie za wiele mówił, ale potrafił bardzo dobrze słuchać, więc łatwo było się przed nim otworzyć.
W pewnym momencie Zayn niespodziewanie wyciągnął się na swoim siedzeniu, i kopnął pogrążonego we śnie Harry’ego w zwisającą z oparcia kanapy kostkę. Chłopiec momentalnie otworzył oczy i krzyknął przeraźliwie, zrywając się z kolan Nialla.
- Co ty robisz, Zayn?! To bolało, ty głupi kutasie! – jego zielone tęczówki migotały czystym oburzeniem i urazą do starszego kolegi.
Styles przesunął się na miejsce obok blondyna, i schylił, by pomasować bolącą kość. Zayn miał swoje ulubione, czarne martensy, i cios musiał być naprawdę bolesny. Harry jęczał, i odwinął nieco skarpetkę, by zaraz zacząć burczeć, że na pewno zostanie mu po tym brzydki, fioletowy siniak.
Zayn jedynie prychnął, rozbawiony, powracając do swojej wcześniejszej pozycji i pociągnął zdrowy łyk piwa z butelki, odchylając głowę do tyłu. Wcześniej jego ciemne, nieodgadnione spojrzenie przesunęło się po twarzy Nialla, który podskoczył lekko i powrócił do rzeczywistości dopiero po ponownym usłyszeniu żałosnego miauczenia swojego kędzierzawego przyjaciela.
- Zayn, dlaczego to zrobiłeś? – Liam odezwał się, marszcząc brwi. Jego przyjazna twarz była łagodna, ale w głosie czaiła się nagana.
Brunet z nonszalancją wzruszył ramionami, nawet nie mając zamiaru na niego spojrzeć. Payne wydął dolną wargę niezadowolony z faktu, że chłopak odnosi się do niego z takim lekceważeniem. Nie uniósł jednak głosu, ani nie potrząsnął nim, ponieważ nie taki był Liam, to nie leżało w jego spokojnej naturze i kochającym sercu.
- Nudziło mi się. – odparł lakonicznie, i Niall mógłby przysiąc, że coś się za tym kryło, a on kłamał. Szukał jego wzroku, ale Zayn uparcie wpatrywał się w telewizor, na który chwilę wcześniej nawet nie zwracał uwagi; jego szczęka było mocno zaciśnięta, tak samo jak długie palce na szyjce szklanej butelki.
Liam niemal załamał ręce, nie wiedząc już, w jaki sposób wpłynąć na najbardziej przekornego członka zespołu, ale Louis szybko wymyślił genialny, w swoim mniemaniu, powód jego zachowania.
- Zayn jest zazdrosny! – zapiał, wyglądając na bardzo zadowolonego z siebie. Uśmiechał się szeroko jak wariat i nikt by się nie zdziwił, gdyby zaraz zaczął podskakiwać na swoim fotelu jak mała, gumowa piłeczka.
Cztery pary oczu skierowały się na drobnego, uśmiechającego się do siebie Louisa.
- Zazdrosny o naszego małego Niallera! – zarechotał, łapiąc się za brzuch. – Sam chciałby położyć tą swoją piekielnie przystojną buźkę na jego kolanach. No powiedz, Z, mam rację?
Teraz Niall był przerażony. Nozdrza Zayna drgały niebezpiecznie, a ciemne tęczówki rzucały błyskawice w kierunku biednego Louisa. Wstał i z hukiem odłożył swoją butelkę na stolik, a część zawartości chlusnęła na szklaną powierzchnię, w cienkich strużkach skapując także na dywan.
- Pieprz się. – warknął z jadem w głosie, i jak burza wypadł z mieszkania Liama, trzaskając za sobą drzwiami tak mocno, że omal nie spadł ze ściany niewielki szkic London Eye, który w ramce wisiał wdzięcznie blisko futryny.
- Ej, stary, żartowałem! – szatyn krzyknął za nim z ogłupiałym wyrazem twarzy, ale tamten był już pewnie w połowie klatki schodowej.
Liam spojrzał na Nialla z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a kędzierzawy chłopiec prychnął głośno.
- Daj spokój, Lou. Cholera wie, co go nagle ugryzło. Może ma jakąś pieprzoną chcicę, czy coś.
Po powiedzeniu tego, Harry ponownie ułożył głowę wygodnie na kolanach Nialla i przymknął oczy zapewne po to, by znowu zapaść w sen, który wcześniej tak brutalnie mu przerwano. Niall przesunął się nieco w prawo dla jego wygody i wplątał palce w ciemne loki przyjaciela. Mimo starań, maleńki uśmiech i tak zaigrał na jego wargach, i nie opuszczał ich aż do końca filmu.
¤ ¤ ¤
Niall westchnął z błogością, i wsparł się na poduszkach, otwierając książkę na zaznaczonej skrawkiem papieru stronie. Pół godziny temu wrócił do swojego mieszkania, uprzednio życząc jeszcze chłopcom dobrej nocy i przepraszając Harry’ego, mimo że nieprzyjemny incydent nie było jego winą. Najmłodszy z nich skwitował całą sprawę krótkim, serdecznym śmiechem i pokrzepiającym klepnięciem blondyna w ramię, mówiąc, że i tak nie przejmuje się gburowatym Zaynem.
Liam jednak do końca filmu siedział nieruchomo w swoim fotelu, i z zamyśleniem pocierał skroń. Niall kilka razy przyłapał go na dziwnych spojrzeniach rzucanych w jego stronę, ale gdy już tak się stało uśmiechał się niewinnie do przyjaciela i od razu pakował sobie do buzi garść popcornu, chcąc wyglądać na wyluzowanego i kompletnie nieprzejętego wcześniejszym zachowaniem bruneta. Miał wrażenie, że Liam ani trochę nie dał się nabrać na jego marną grę aktorską, ale nie powiedział na to ani słowa, więc Irlandczyk także siedział cicho, chociaż cały czas czuł na sobie palące spojrzenie brązowych tęczówek.
Chłopiec przekręcał akurat kolejną kartkę w swojej książce, gdy dotarł do niego przytłumiony przez ściany sypialni szczęk zamka. Momentalnie uniósł głowę znad lektury, a całe jego ciało znieruchomiało w oczekiwaniu. Wiedział, kto to. Oczywiście, że wiedział. Ciężkie kroki były coraz bliżej, a serce Nialla tłukło się coraz mocniej i gwałtowniej w jego wąskiej klatce piersiowej. Drzwi od pokoju otworzyły się z impetem, i stanął w nich Zayn. Jego karmelowa skóra lśniła w przytłumionym świetle ulicznej latarni, które długimi smugami wpadało przez okno oraz małej lampki stojącej przy łóżku blondyna. Na jego twarzy wyraźnie odznaczała się zaciętość i twarda determinacja, kiedy wbijał w Nialla czarne tęczówki. Chłopiec zawiercił się na swoim posłaniu i na oślep odłożył książkę na stolik nocny; nie trafił jednak, i ta z łomotem wylądowała na drewnianej podłodze. Żaden z nich nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
Zayn jednym ruchem zrzucił z siebie ciężką, skórzaną kurtkę i w dwóch wielkich krokach dopadł łóżka, na którym leżał młodszy chłopiec.
- Nie jestem zazdrosny, rozumiesz?! – wycedził przez zaciśnięte zęby, i zaczął szarpać się ze swoją koszulą.
Niall szybko podciągnął się na łokciach, a jego palce powędrowały na falującą pierś Pakistańczyka, rozpinając w pośpiechu guziki przy pomiętym materiale. Zayn wydał z siebie prawdziwie zwierzęce warknięcie, i ostatnich kilka guzików najzwyczajniej w świecie rozerwał, aż te potoczyły się po całym pokoju. Wyrzucił zbędny materiał za siebie, i usiadł na udach blondyna, zachłannie wpijając się w jego szyję, i tworząc tuż pod uchem siny ślad. Niall jęknął przeciągle i odchylił głowę do tyłu, co Malik od razu wykorzystał, obejmując ustami jego poruszające się szybko jabłko Adama, kiedy ten z trudem przełykał ślinę i oddychał ciężko.
- Oczywiście… oczywiście, że nie jesteś zazdrosny, Zayn. – wysapał płytko, i wplątał palce w ciemne kosmyki zaraz po tym, jak Zayn zdjął jego koszulkę, rzucając ją niedbale na klosz małej lampki. Niecierpliwe palce pozbawiły Nialla także szarych, dresowych spodni wraz z bielizną, i przebiegły wzdłuż jego nagich boków, pozostawiając po sobie gęsią skórkę i palące uczucie gorąca. - To tylko seks, ponieważ masz dziewczynę, pamiętasz?
Obaj byli świadomi tego, że Niall cytował słowa Zayna, które ten nie tak dawno wypowiedział. Brzmiały tak bardzo absurdalnie podczas tego, co właśnie miało miejsce. W głosie blondyna dźwięczała ironia i trochę bólu, ale to ostatnie starał się możliwie jak najlepiej ukryć pośród ciężkich wdechów i sapnięć. Nie chciał, by jego kochanek wiedział jak bardzo ta sytuacja go wyniszczała od środka. Jak bardzo wyniszczało go uczucie, którym go darzył.
- Tak. – wycharczał, ocierając się swoim kroczem o członka Nialla, i wprawiając go w stan czystego szaleństwa. Jego ciało trawiła jednocześnie paląca gorączka i lodowaty chłód. Tylko Zayn potrafił rozpalić w nim jednocześnie dwa tak skrajne uczucia. – Mam dziewczynę, kocham ją.
To brzmiało niemiłosiernie desperacko, jakby Zayn próbował wmówić te słowa samemu sobie.
- Oczywiście, że ją kochasz, Zayn. – Niall pisnął kiedy ręka chłopaka otarła się o jego podbrzusze, ale konsekwentnie ominęła newralgiczne miejsce. Z wręcz bolesną potrzebą uniósł biodra, i ich miednice zderzyły się ze sobą. Zayn syknął, i przygwoździł jego nadgarstki do materaca jedną dłonią. Drugą szybko rozsunął rozporek.
- To tylko pieprzenie. – warknął mu do ucha, wsuwając nos w blond kosmyki Nialla i biorąc głęboki oddech. – Tylko się pieprzymy.
Sypialnię przeszył pełen bólu krzyk Nialla, kiedy Zayn wszedł w niego jednym mocnym pchnięciem. Paznokcie blondyna znaczyły plecy starszego chłopaka czerwonymi, pionowymi śladami, podczas gdy on brutalnie wdzierał się w jego wnętrze raz za razem. Nie był delikatny, a Niall był na siebie wściekły, że tak naprawdę nawet nie ma nic przeciwko. Oddawał się mu całkowicie, oplatając udami jego talię, i jęcząc za każdym razem, kiedy on trafiał w jego prostatę.
Słońce wychylało się już zza horyzontu, gdy dwa lepkie od potu ciała leżały obok siebie wśród skotłowanej pościeli i ciężkiego powietrza. Zayn wtulił nieogolony policzek w poduszkę, i z resztkami świadomości wymamrotał „nie jestem zazdrosny”. Zaraz po tym jego oddech się unormował, a on sam zapadł w głęboki sen. Niall zakrył nagie biodra prześcieradłem, po czym nachylił się i odgarnął z jego czoła ciemną grzywkę, by móc złożyć na nim czuły pocałunek. Gdy to zrobił, westchnął do siebie i zwinął się w mały kłębek tuż przy równomiernie unoszącej się i opadającej klatce piersiowej starszego chłopaka.
¤ ¤ ¤
Kilka dni później, dokładnie tydzień przed Bożym Narodzeniem, cała piątka była goszczona przez dobrego przyjaciela Harry’ego, Nicka Grimshawa. Mężczyzna zaprosił ich do swojego mieszkania na obrzeżach Londynu, chcąc pożegnać się jeszcze, zanim ze swoim nowym partnerem wyjadą na Hawaje, by tam spędzić nadchodzące święta. Oczywiście salon prezentera pełen był innych znanych twarzy; panowała niezwykle luźna, przyjazna atmosfera, a wszyscy goście zdawali się dobrze bawić. Wszyscy, prócz Nialla, który chwycił wysoki kieliszek z szampanem i za jednym razem wychylił całą jego zawartość, przecierając zmoczone usta dłonią.
Ze zmrużonymi oczami obserwował Zayna, który stał przy fontannie czekolady, obejmując Perrie ramieniem w talii, i śmiejąc się z czegoś, co powiedziała mu na ucho jego dziewczyna. Edwards uśmiechała się tak słodko, i przez cały czas przymilała się do niego, co rusz poprawiając poły jego marynarki i wtulając twarz w szyję Malika. Nialla zalewała krew na ten widok. Ciekawe czy Perrie byłaby taka zadowolona, gdyby wiedziała, że to on spędza większość nocy z jej chłopakiem, i to bynajmniej nie na spaniu, pomyślał gorzko. Tak bardzo chciał, żeby się dowiedziała. Pragnął być teraz na jej miejscu, i obejmować go otwarcie pośród tych wszystkich ludzi.
Niall próbował uchwycić spojrzenie Zayna, ale nadaremnie. Chłopak z premedytacją uciekał wzrokiem po całej sali, rozmawiając ze wszystkimi, tylko nie z nim, ale Irlandczyk był przekonany, że kątem oka go obserwuje. Po porostu zwyczajnie to czuł.
Wziął do ręki kolejny kieliszek szampana, kiedy poczuł na ramieniu pewny uścisk czyjeś ciepłej dłoni. Odwrócił głowę, i napotkał szczenięce spojrzenie Liama, na twarzy którego gościł dziwny grymas pełen zmartwienia.
- Cześć, Li! Świetna impreza, nie?! – zaśmiał się z udawanym entuzjazmem, i opróżnił szkło do dna. Z każdym kolejnym, w głowie szumiało mu coraz bardziej, ale nie przejmował się tym. Musiał zagłuszyć myśli. Zagłuszyć serce.
Zmarszczka na czole Liama powiększyła się, kiedy odwracał chłopaka z powrotem w swoją stronę.
-Co się dzieje, Niall? – spytał łagodnie, nachylając się do niego.
Blondyn zachwiał się lekko, ale dłonie przyjaciela mocno trzymały go w pionie, nie pozwalając się potknąć. Niall zmusił się do szerokiego uśmiechu, chociaż czuł, że w kącikach niebieskich oczu zbierając mu się łzy. Ogarnęło go przytłaczające zażenowanie, ale nie mógł w żaden sposób ich powstrzymać. Kąciki jego ust opadły, a on mimowolnie zerknął za siebie, w miejsce gdzie Zayn i Perrie właśnie się całowali. To przepełniło czarę goryczy, i słone krople wyznaczyły bezbarwne ścieżki na jego zarumienionych policzkach.
Liam, który wcześniej spojrzał w tym samym kierunku, zacisnął usta w wąską linię, i teraz Irlandczyk dałby sobie głowę uciąć, że był wściekły. Taki widok był u chłopaka prawdziwą rzadkością, i Niall z wrażenia zamrugał.
- Wiedziałem. – mruknął do siebie tak cicho, że blondyn nie był pewien, czy Payne rzeczywiście coś mówił, czy to to tylko jego nasiąknięty alkoholem umysł płata mu figle. – Chodź, Ni, zabiorę cię do domu.
- Ale impreza dopiero… dopiero się zaczyna. – wybełkotał, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Zacisnął place mocno na koszuli Liama, i oparł się czołem o jego ramię, mocząc materiał łzami. Gdyby był trzeźwy zapewne poczułby wstyd, ale teraz wszystko wokół niego rozmazywało się w jedną, niewyraźną plamę, a on desperacko potrzebował wsparcia i silnego ramienia, które uchroniłoby go od upadku.
Ciemny blondyn wyprowadził go z mieszkania Nicka, od razu prowadząc pod ramię do swojego Chevroleta, który stał nieopodal na parkingu dla mieszkańców bogatego osiedla. Ostrożnie, opiekuńczym ruchem posadził Nialla na miejscu pasażera, a sam szybko okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. Na chwilę odwrócił się do niego i uśmiechnął ciepło, klepiąc w kolano.
W przypływie świadomości coś ważnego dotarło do spitego umysłu chłopca.
Liam wiedział.
¤ ¤ ¤
Niall naprawdę był zły na swoją beznadziejną bezmyślności i na niezakładanie czapki, podczas gdy na dworze panowały minusowe temperatury. Był koniec grudnia, na Boga, czego innego się spodziewał? Teraz siedział na kanapie w swoim mieszkaniu z przeraźliwym bólem głowy, nieprzyjemnym drapaniem w gardle i z zimnymi dreszczami przebiegającymi przez zmarznięte ciało. Miał za swoje. W mieszkaniu przez cały czas chodziło ogrzewanie, bucząc na spółkę z telewizorem, ale Niall i tak szczękał zębami pod swoim najgrubszym kocem.
Czuł się fatalnie, i był pewien, że miał także wysoką gorączkę, jeśli rozpalone czoło miało o czymś świadczyć. Może to właśnie dlatego, nawet nie myśląc co robi, wybrał w telefonie numer, który znał na pamięć i wychrypiał do słuchawki, że jest chory i go potrzebuje.
Dopiero potem dotarło do niego, co takiego uczynił, i ogarnął go niemiłosiernie duży wstyd. Nie miał zamiaru tak narzucać się osobie, dla której w gruncie rzeczy nie znaczył więcej, niż zeszłoroczny śnieg.
Nie liczył, że przyjdzie, ponieważ był pewien, że Zayn korzysta z ich przerwy świątecznej i siedzi teraz ze swoją dziewczyną, obściskując się z nią przy jakiejś durnej komedii romantycznej, jakie zawsze były puszczane w tym okresie. Na samą myśl czuł się o wiele gorzej, i miał ochotę najzwyczajniej świecie zwymiotować przez beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazł.
Jakie zatem było jego zdziwienie, gdy kilka minut później usłyszał jakieś dźwięki przed swoimi drzwiami, a chwilę potem te otworzyły się z kliknięciem. Zayn trzymał w dłoni dorobioną parę kluczy, którą przed chwilą musiał wyłowić spod zielonej wycieraczki, a jego pokryte zarostem policzki były dodatkowo zaczerwienione od mrozu. Mimo pogody był ubrany lekko, zdecydowanie zbyt lekko, jak na grudniowe popołudnie.
Chłopak przekręcił zamek, i rzucił pęk kluczy na szafkę. Irlandczyk od razu poczuł wstyd, kiedy spoczęło na nim mało przyjazne, ciemne spojrzenie.
- Ja… - odchrząknął, chcąc jak najdyskretniej przeczyścić gardło. Brzmiał naprawdę żałośnie i słabo. – Źle się czułem.
Zayn kuknął na niego rozeźlony.
- Nie mogłeś zadzwonić po Harry’ego, albo, no nie wiem, po cholernego Liama? Byłem na randce.
Niall nasunął na siebie koc, i podkulił kolana pod brodę, patrząc na niego błękitnymi, szczenięcymi oczyma. Spojrzenie chłopaka przed nim było miażdżące, a wzmianka o Perrie wbiła się dodatkowo w jego obolałe serce, niczym niewidzialny, ostry jak brzytwa sztylet.
- Tak bardzo przeszkadza ci, że wolałem ciebie?
Zayn jedynie fuknął w odpowiedzi, i rzucił czarną marynarkę na oparcie kanapy. Odpiął kilka górnych guzików swojej białej koszuli, i jedną dłonią poluzował krawat. Niall, mimo zmęczenia spowodowanego chorobą, chłonął ten widok całym sobą. To stawało się doprawdy śmieszne i surrealistyczne. Ten chłopak z każdym dniem stawał się coraz bardziej przystojny, a kolana Nialla miękły do konsystencji owocowej galaretki.
- Zayn, przepraszam. Nie chciałem psuć ci randki. Możesz… - z wysiłkiem przełknął ślinę, przymykając na chwilę oczy. - Wróć do niej, jeszcze jest wcześnie. Zabierzesz ją gdzieś.
Ostatnie słowa kosztowały go bardzo wiele, ale starał się tego po sobie nie okazać. Patrzył jak Pakistańczyk ściska skrzydełka nosa kciukiem i palcem wskazującym, biorąc głęboki wdech.
- Nie ważne. I tak już ją popsułeś.
Niall skulił się w sobie na jego ostry ton głosu i chłodne spojrzenie. Sądził więc, że Zayn wyjdzie z jego mieszkania, trzaskając drzwiami, ale ku jego zdziwieniu – i radości wybuchającej w klatce piersiowej – Malik skierował się pewnym krokiem do małej kuchni, a Niall słyszał jak nastawia wodę na gazie, przeszukując szafki. Kilka chwil później wrócił z dużym, parującym kubkiem herbaty i ibuprofenem.
Postawił wszystko na stoliku przed nim, i niespodziewanie przyłożył dłoń do czoła blondyna, po czym cmoknął z niezadowoleniem. Chłopiec bardzo starał się nie jęknąć z zawodem, kiedy chłodne, dające ukojenie palce oderwały się od jego gorącej skóry.
- Masz gorączkę. – oznajmił.
Wyjął z opakowania jedną tabletkę i wyciągnął otwartą dłoń w jego kierunku, zatrzymując ją tuż pod jego brodą. Niall, nie mając wyjścia, sięgnął po lek i nawet się nie zastanawiając połknął go bez popijania. Zobaczył jednak zmarszczone czoło Zayna i posłusznie chwycił za ściankę kubka, ale naraz syknął, w trybie natychmiastowym odrywając od niego sparzone palce
- Na Boga. – Zayn warknął zirytowany pod nosem, i usiadł na miejscu obok niego, samemu biorąc kubek do ręki, mądrze chwytając za uszko, i dmuchając na parujący napój.
Ostrożnie uniósł go na wysokość twarzy Nialla, i przeniósł na niego chmurne spojrzenie akurat w momencie, kiedy blondyn zadygotał z zimna.
- Pij.
Irlandczyk posłał mu niepewne spojrzenie, ale szybko się poddał, i przyłożył usta do naczynia, pozwalając Zaynowi na delikatne i powolne wlewanie napoju do jego bolącego gardła. Gorąca herbata nieco go rozgrzała, ale nadal niewystarczająco, bo jego ciałem wstrząsały dreszcze. Lek powoli zaczynał działać, zbijając gorączkę, i chłopiec robił się coraz bardziej senny. Walczył jednak z opadającymi powiekami, i tępo wpatrywał się w swoje otulone ciepłymi skarpetkami stopy.
Przez dłuższą chwilę w całym mieszkaniu dało się słyszeć jedynie chodzące ogrzewanie i telewizor, ale po pięciu minutach ciężkiej ciszy Zayn zaczął stukać czubkiem buta o drewnianą podłogę, i poddenerwowanym gestem bębnił długimi palcami w kolano.
- Masz tu kawę? Nie widziałem jej w szafce.
Niall, nie spodziewając się tak prozaicznego pytania, rozchylił lekko usta w zdziwieniu, ale szybko się opanował. Nie chciał, by chłopak traktował go jeszcze bardziej protekcjonalnie niż do tej pory.
- Nie, ja… ja piję tylko herbatę.
Chłopak prychnął.
- Oczywiście. – sarknął. – Świetnie.
Niall zagryzł wargę, zastanawiając się przez chwilę.
- Ale mam piwo, jeśli chcesz.
Zayn przejechał dłonią po lekko oklapniętej grzywce, i wyciągnął się na kanapie, prostując zdrętwiałe kończyny. Jego kości jęknęły w proteście.
- Potrzebuję kofeiny. – przerwał na chwilę, pozwalając sobie na mały uśmieszek. - Albo czegoś innego, żeby się rozbudzić.
Spojrzał na Nialla z uniesioną brwią, a twarz młodszego pokryła się rumieńcem, bo wiedział, co chłopak miał na myśli. To naprawdę niedorzeczne, że po wszystkim co razem robili on nadal czuł się zawstydzony śmiałymi aluzjami mulata.
Patrzyli na siebie przez chwilę, aż w pewnym momencie drobny Irlandczyk wzdrygnął się, targany zimnymi dreszczami. Podciągnął koc pod brodę i próbował jakoś zatrzymać ciepło, ale to nic nie dawało. I wtedy Zayn zaskoczył go po raz drugi tego dnia, kiedy przysunął się bliżej i przyciągnął do swojego torsu, obejmując go ramionami.
Dla Nialla to było niczym piękny sen, kiedy mógł w końcu wtulić się w niego ufnie, w środku dnia, zupełnie bez powodu i w dodatku pociągnięty do uścisku przez Zayna. Jego nos szybko odnalazł wgłębienie szyi starszego i tam pozostał, chłonąc znajomy zapach perfum, skóry i papierosów. Brunet ułożył brodę na czubku jego głowy, rozwiewając delikatnie jasne kosmyki ciężkim oddechem.
Niall westchnął z lubością, i pozwolił swoim dłonią wyswobodzić się z koca, po czym oplótł ramionami talię Zayna, przytulając się do niego niczym mała panda.
- Nie przyzwyczajaj się. – burknął, ale jego głos stracił już sporo ze swojej srogości.
Niall uśmiechnął się sennie, i przytulił policzek mocniej do gładkiego materiału białej koszuli, którą ten miał na sobie.
- Nie śmiałbym. – Niall chciał tak po prostu siedzieć i cieszyć się ciepłem drugiego chłopaka, ale uznał, że musi się odezwać. – Przepraszam.
Zayn poruszył się pod nim, a jego broda mocniej nacisnęła na jego czaszkę, gdy ten pewnie starał się na niego zerknąć z góry.
- Już przepraszałeś.
- Ale teraz przepraszam szczerze.
Zayn przez chwilę nie wykonał żadnego ruchu, a gdy blondyn zdążył już pomyśleć, że lekkomyślnie popsuł ich małą chwilę, ten ułożył dłoń na jego plecach i przejechał nią kilka razy, wysyłając fale ciepła aż do koniuszków palców u stóp Nialla. Zaraz po tym w salonie rozbrzmiał jego cichy, rozbawiony i szczery śmiech.
- Prześpij się, gorączka pewnie cię wymęczyła. – jego głos był dziwnie ochrypły, jakby starał się za wszelką cenę ukryć jakieś emocje, ale Niall nie potrafił rozszyfrować jakie. Czuł się bardzo zmęczony, a w ramionach Zayna było mu tak przytulnie i ciepło, że myślenie nie szło mu w tej chwili najlepiej.
- Ale… - chciał zaprzeczyć, bo nagle ogarnął go irracjonalny lęk. Bał się zasypiać. Nie chciał, żeby Zayn go zostawiał.
- Śpij. – przeczesał palcami jego blond kosmyki, i zjechał dłonią na jego kark, masując uspokajająco tył czaszki. – Nigdzie się nie wybieram.
To uspokoiło Nialla. Wsparł głowę na jego silnym ramieniu, i pozwolił sobie odpłynąć w niebyt, cały czas czując jego wyjątkowy zapach, który koił zmysły i obiecywał, że może jednak znajdzie się dla nich szczęśliwe zakończenie.
¤ ¤ ¤
Niall sądził, że coś kliknęło w Zaynie, zmieniło się, a chłopak pozbył się swojej oschłości po tym, jak zaopiekował się nim w czasie choroby. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że wrócili do punktu wyjścia trzy dni przed Wigilią.
Tego wieczoru Zayn przyszedł do jego mieszkania, będąc całkowicie pijanym, a jego modne ubrania śmierdziały trawką, którą lubił popalać z Louisem.
- Perrie to pieprzony delikates. Wolniej Zayn. Nie tak mocno, Zayn. Delikatnie, Zayn. – Niall mimowolnie cicho zachichotał, kiedy brunet zaczął z kpiną naśladować wysoki głosik swojej dziewczyny. – Ty pozwalasz mi na wszystko. Mogę wchodzić w ten twój mały tyłeczek do rana, i nawet prosisz mnie o więcej z tym cholernym, irlandzkim akcentem.
Zayn zaśmiał się, a jego usta wykrzywił ironiczny uśmieszek, którego Niall nie lubił. Uważał, że nie pasuje do niego, i naprawdę nie podobało mu się, gdy wkradał się na tą twarz, którą tak sobie ukochał. Sprawiał, że Malik wyglądał na bezdusznego, złego dupka bez uczuć, ale on taki nie był, Niall wierzył w to całym sobą.
Brunet zrzucił z ramion skórzaną kurtkę, a ta wylądowała za nim, gdzieś na podłodze z cichym szelestem. Zbliżał się do blondwłosego chłopca wyważonym krokiem, a jego oczy stawały się coraz to ciemniejsze. Znał to spojrzenie, i wiedział doskonale, co zaraz nastąpi.
Nie powinien mu na to pozwalać, stawiając chłopakowi w zamian twarde ultimatum. Ale był słaby, cholernie słaby i tak bardzo zakochany, toteż jego ciało zareagowało jedynie falą podniecenia i radości, bo Zayn go chciał. Wiedział, że to było żałośne, ale miłość bezlitośnie pozbawiała zdrowego rozsądku.
- Dlatego lubię się z tobą pieprzyć, Horan.
Niall obserwował jak chłopak zaczyna rozpinać swój pasek, a jego usta ledwo się poruszyły, gdy szeptał:
- Ja też lubię się z tobą kochać, Zayn.
¤ ¤ ¤
- Cześć, Li! – zawołał, zaznaczając swoją obecność, w momencie przekraczania progu mieszkania swojego przyjaciela. Odwiesił płaszcz i szalik na wieszak, a buty szybko skopał ze stóp. Gorączkowo roztarł zmarznięte dłonie, i szybko przemierzył przedpokój. – Zabiłbym za kubek czegoś gorącego. Mogę sobie zrobić herbaty?
Liam siedział przy kuchennej wysepce, i obejmował dłońmi wysoki, parujący kubek, wpatrując się w niego intensywnie. Kąciki uśmiechniętych ust Nialla opadły, gdy zobaczył poważny wyraz twarzy przyjaciela. Odruchowo się spiął, czując jak strach wlewa się do jego żył.
- Wiedziałem, że coś się dzieje. Coś wisiało w powietrzu, ale przez długi czas nie byłem pewien co. – Liam zaczął z napięciem w głosie, a Niall stał jak porażony na swoim miejscu, bojąc się zrobić choćby krok do przodu. – Domyślałem się już dawno, i zapewne właśnie wtedy się to wszystko zaczęło, ale wyśmiałem własne myśli, nie mogłem w to uwierzyć. To było zbyt niedorzeczne, ale wtedy zobaczyłem jak na niego patrzysz. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby twoje oczy tak bardzo błyszczały. Stuprocentową pewność uzyskałem podczas przyjęcia u Nicka. Niall…
Oczy Nialla zaszkliły się, gdy chłopiec mrugał gorączkowo, chcąc odgonić łzy. Jego ręce drżały, a oddech stawał się płytki.
- Nic nie rozumiesz, nic nie wiesz, Liam.
Wyższy chłopak szybko wstał, i podszedł do blondyna, kładąc dłonie na trzęsących się od wstrzymywanego płaczu ramionach. Spojrzał mu głęboko w oczy, i Niall już wiedział, że nie będzie potrafił go okłamać.
- Ty go kochasz, prawda? Kochasz Zayna?
Niall nie musiał odpowiadać, błękitne spojrzenie pełne bólu mówiło wszystko.
Liam poczuł ciężki ucisk w klatce piersiowej, ponieważ podświadomie wiedział, jak wyglądała ta relacja. Codziennie patrzył, jak Zayn z nonszalancją omija Nialla wzrokiem, i jak ten stara się zwrócić na siebie jego uwagę, chociaż nigdy w zbyt narzucający się sposób. I chociaż znał odpowiedź, to i tak zapytał.
- A Zayn?
Irlandczyk zaśmiał się gorzko, i czknął, przełykając łzy.
- Dla niego to tylko seks. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.
- Och, Niall.
Liam przygarnął do siebie chłopca, i pozwolił mu wtulić mokry od słonych kropli policzek we własną, świeżo wyprasowaną koszulę. Kołysał go w swoich ramionach, dopóki nie poczuł, że Niall się uspokoił i już jedynie słabo się do niego przytulał, szukając oparcia i starając się nie załamać. Serce mu się krajało, gdy widział swojego przyjaciela w tak opłakanym stanie, tak bardzo skrzywdzonego, i to przez kogo?
Chłopak zacisnął zęby, ciaśniej go obejmując.
- Wszystko będzie dobrze, Niall, zobaczysz. Obiecuję ci to.
I Liam był gotów zrobić wszystko, by te słowa nie były tylko jednymi z wielu, wyrzuconymi na wiatr. Nawet jeśli to oznaczało, że teraz musiał pójść do Zayna i dać mu w twarz za krzywdy, które wyrządził kruchemu, zakochanemu Niallowi.
W głowie rozbrzmiał mu smutny głos przyjaciela. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.
Nie byłby taki pewien, pomyślał.
¤ ¤ ¤
Tym razem to Niall stał w drzwiach mieszkania Zayna, oddychając szybko, kiedy pokonał klatkę schodową w biegu, przeskakując co dwa, trzy stopnie. Chłopak otworzył mu po dobrej minucie, będąc całkowicie ubranym, i wyglądało na to, że gdzieś się wybierał. Irlandczyka nie obchodziło to, że prawdopodobnie pokrzyżował mu plany i pchnął go do środka, zatrzaskując za sobą drzwi.
Kręcił się przez chwilę w przedpokoju, zagryzając policzek od środka i trzymając się za włosy. Zayn nie mówił nic, czekając aż Niall w końcu się odezwie. Jak zwykle, zaśmiał się do siebie w myślach, zawsze to on miał mówić. Ten skurczybyk zwyczajnie uciekał od jakiejkolwiek odpowiedzialności i przejęcia inicjatywy.
- Nie zniosę tego dłużej! – wypalił nagle, wbijając w Zayna błękitne tęczówki. – Seksu w ciemności, obojętności następnego dnia, i godzenia się na to, byś po tym wszystkim zwyczajnie do niej wracał, i udawał, że nic wielkiego nie miało miejsca. Oszukujesz mnie, ją i siebie, Zayn.
- O co ci nagle chodzi, co, seks ci nie pasuje? Wiesz na co się godziłeś, obaj wiedzieliśmy jak to miało wyglądać.
Niall przestał krążyć po małej przestrzeni między nimi i zatrzymał się.
- Ja po prostu… chcę od ciebie czegoś więcej niż tylko seksu.
Zayn sarknął pod nosem i zanurkował palcami do kieszeni skórzanej kurtki, by wyciągnąć prawie pustą paczkę czerwonych Malboro. Podpalił końcówkę papierosa i zaciągnął się gryzącym dymem. Był zdenerwowany. Jego długie, zgrabne palce drżały, a ciemne oczy ciskały w Nialla błyskawice.
- Więc czego ode mnie chcesz? – warknął.
- Chcę twojego uczucia. Pieprzonego uczucia, a nie ciągłego traktowania mnie jako chwilowej odskoczni, jak brudnej szmaty, którą po zużyciu szybko odrzucisz w kąt.
Niall nie przeklinał, ale przy Zaynie zawsze tracił kontrolę. Ten chłopak doprowadzał go do szewskiej pasji. Budził w nim gwałtowne uczucia, podsycał pragnienia, rozpalał żądze. Nienawidził go, i tak bardzo kochał. Jeśli gdzieś na świecie istniało dla niego odpowiednie miejsce to właśnie u boku tego dupka, dla którego całkowicie stracił głowę i któremu oddał na dłoni swoje serce.
Zayn stał z tlącym się papierosem w dłoni, i rozchylonymi w szoku ustami. Jego ciemne oczy były rozszerzone w niedowierzaniu; nie spodziewał się tego nagłego wybuchu po Niallu, który był najspokojniejszym i najbardziej pokornym człowiekiem jakiego znał.
- Powiesz coś? – Niall zapytał, czując napięcie budujące się w powietrzu między nimi. Nie doczekawszy się żadnego odzewu uśmiechnął się smutno, i wyciągnął dłoń, by delikatnie pogładzić zarośnięty policzek mulata opuszkami zmarzniętych palców. Kto by pomyślał, że w tak mały, drobny gest można wlać tyle uczucia, zawodu i tęsknoty. To poraziło wyższego chłopaka, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Chłopak, który zazwyczaj wiedział co powiedzieć ze swoim ciętym językiem, dzisiaj zaniemówił. – Tak myślałem.
Niall odwrócił się od niego na pięcie i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami dokładnie tak jak robił to Zayn niemal każdego wieczora.
¤ ¤ ¤
Liam złapał Zayna zaraz po ich występie na żywo, kiedy chłopak szedł szybko korytarzem studia, chcąc najpewniej dotrzeć jak najszybciej do jakiegoś podrzędnego baru z gównianymi drinkami. Prezenter w pewnym momencie zapytał go, czy ma zamiar w najbliższym czasie oświadczyć się swojej uroczej dziewczynie, a Zayn wpadł niemal w szał, wydzierając się, że to nie jego zawszony interes i używając przy okazji wielu niecenzuralnych słów, za które ich manager musiał potem solennie przepraszać obrażonego mężczyznę w średnim wieku.
Wszyscy byli zaszokowani tak nieoczekiwanym wybuchem Malika, który mimo zwyczajnej sobie nonszalancji i oschłości był zawsze kulturalny i potrafił jak nikt inny trzymać swoje emocje na wodzy. A to oznaczało, że niewinne, z pozoru, pytanie musiało naprawdę wyprowadzić go z równowagi. Jednak było coś, o czym nikt nie miał pojęcia, co Zayn ukrył, ale co i tak miało się wkrótce wydać. Wzmianka o oświadczynach tylko go rozjuszyła, i sprawiła, że zaczął wątpić w słuszność swojej decyzji. Dodatkowo niewyjaśniona nieobecność Nialla podczas ich ostatniego występu przed świętami wprowadziła go tylko w stan roztargnienia i irracjonalnej złości. To przez niego Zayn nie potrafił się opanować.
Payne nie mógł być pewien powodu, ale czuł, że jego wcześniejsze, niepewne podejrzenia także się sprawdzają.
- Zayn, zatrzymaj się. – Liam chwycił go mocno za przedramię, i szarpnął, by ten odwrócił się do niego. Słyszał, jak chłopak bierze gwałtowny wdech, i niechętnie staje z nim twarzą w twarz. Jego była chmurna, a rysy ściągnięte. – Musimy porozmawiać.
- O czym? – wrogość wręcz skapywała z tych dwóch słów, i gdyby to był ktoś inny niż Liam, niechybnie zrezygnowałby z prób wymiany zdań. Ciężka, nieprzyjazna aura bruneta przygniatała swoją intensywnością każdego, kto nie miał równie silnej osobowości co on. Ale z Liamem byli do siebie podobni; obaj pewni siebie i nieustępliwi. I między innymi dlatego Zayn jeszcze go nie zignorował, zgadzając się przystanąć.
- Do cholery, Zayn, nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi. – ciemny blondyn wyrzucił z siebie ze zirytowaniem - Jesteś zbyt inteligentny, by tak po prostu tego nie zauważyć.
- Nie mam pojęcia o czym mówi, Li. – odparł niewinnie, kpiąco słodkim tonem; ktoś inny mógłby nabrać się na jego świetną grę aktorską, ale nie on. Widział wyraźnie, jak palce prawej dłoni niemal całkowicie miażdżą paczkę papierosów.
- On cię kocha.
Zayn zaśmiał się głośno, ale był to wymuszony śmiech. Brak mu było tej dźwięczności, brawury, pewności siebie. Chłopak szybko odpalił jednego papierosa trzęsącymi się palcami, i zachłannie zaciągnął się dymem. Już zrezygnował z udawania.
- Daj spokój, on wie, że to – zatoczył dłonią krąg, chociaż tak naprawdę nie wiadomo było, co konkretnie chciał pokazać. – nic nie znaczy.
I Liam wiedział. Zayn był równie zagubiony i bezradny, wobec nowego uczucia, co Niall. Maska opadła, i teraz widział tylko młodego chłopaka, który na siłę próbuję grać twardziela bez uczuć, i wzbrania się przed tym co nieznane, a co konsekwentnie go pochłania, chociaż być może do tej pory nawet nie miał o tym pojęcia. Liam poczuł się uspokojony, bo teraz był pewien, że Zayn nie skrzywdzi Nialla. Nie był jednym z tych nieczułych skurwieli, którzy bawią się czyimś sercem i z premedytacją ranią. On sam bał się zranienia, blondyn widział to w jego ciemnych oczach.
- Nie, Zayn, to znaczy wszystko. Ale wiesz, co jest najlepsze? – zaczekał, aż Malik przeniósł na niego wzrok, i uśmiechnął się, bo wiedział, że ma rację. – Ty też go kochasz. Dlatego nie bądź głupi, nie marnuj waszej trójce życia, i wyjaśnij wszystko Perrie. Nie możesz jej okłamywać, to nie w porządku, nikt na to nie zasługuje.
Zayn wyrzucił niedopałek, i przejechał dłonią po zmierzwionych, ciemnych kosmykach.
- Ja… ja zerwałem z Perrie, wczoraj. – wyznał zdenerwowanym tonem. - Była wściekła.
- Lepiej żeby była wściekła, niż okłamywana, nie uważasz?
- Tak, ale, kurwa. – przetarł twarz dłonią, i zacisnął pięści we włosach. – Co mam teraz zrobić? Nie wiem, nie wiem, co mam robić, Liam. Niech to szlag, to wszystko jest takie popieprzone, już nic nie wiem.
- Musisz wszystko powiedzieć Niallowi. Powiedzieć mu, że go kochasz, Zayn. – mulat jęknął, i najchętniej uciekłby od palącego spojrzenia przyjaciela, ale gdy się poruszył, długie palce z siłą imadła zacisnęły się na jego ramionach. Wiedział, że Liam nie pozwoli mu stchórzyć. – Ale musisz się pospieszyć, bo samolot Nialla odlatuje do Irlandii za godzinę.
Payne uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, i przyjaźnie poklepał po ramieniu, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł ze studia tylnym wyjściem, sprytnie unikając fotografów stojących na zewnątrz. Zostawił Zayna samemu sobie.
Mulat oparł się plecami o zimną ścianę, i pozwolił sobie ześliznąć się na kafelki pachnące cytrusowym środkiem do mycia podłóg. Nie dbał o to, że jego nowe ubrania się pogniotą, a włosy będą nieułożone, kiedy zaczął za nie ciągnąć, raz za po raz. Po pustym korytarzu rozniósł się jego cichy śmiech. Śmiał się i śmiał, czując jak do oczu nabiegają mu łzy. Starł je wierzchem dłoni, i wyprostował się nagle, bo głos Liama rozbrzmiał w jego głowie tak realistycznie, jakby chłopak wciąż stał obok niego i mówił coś, co Malik prawdopodobnie wiedział już dawno, ale wypychał to ze swoich myśli. Pochylił się do przodu, i wziął łapczywy łyk powietrza, mając wrażenie, że jego klatka zaciska się, a żebra łamią.
Ale wiesz, co jest najlepsze? Ty też go kochasz.
¤ ¤ ¤
Zayn biegł. Biegł tak szybko, że omal brutalnie nie potrącił wątłej staruszki z balkonikiem, i nie wpadł na pęk balonów, które trzymała mała dziewczynka w opasce z mysimi uszkami, wciśniętej w kasztanowe włoski. Skórzana, rozpięta kurtka furkotała niczym peleryna na jego plecach, a czarna grzywka całkowicie opadła na czoło, ale miał to głęboko gdzieś. Wiedział, że nie zostało mu wiele czasu.
Zziajany, wyleciał właśnie na sektor C, i zobaczył go. Stał przy odprawie, trzymając w dłoniach dokumenty i swoją wełnianą czapkę. Nawet z tej odległości widział rumieńce na policzkach, roztrzepane blond kosmyki i szczery, chłopięcy uśmiech, który posłał wysokiemu mężczyźnie w mundurze, gdy ten sprawdzał ze srogą miną jego bilety i dowód. Kolejka się przesunęła, i Niall już prawie zniknął mu w oczu. Nie mógł na to pozwolić.
- Niall! – był pewien, że w całym swoim życiu nie krzyczał tak głośno, jak w tamtej chwili. Przepchał się przez tłum ludzi z walizkami, dobiegając do barierek przy stanowisku odpraw, a nadzieja niemal w nim zgasła, kiedy nic się nie zadziało. Ale kiedy uniósł głowę, gotów krzyknąć z całych sił jeszcze raz, zobaczył przed sobą zdezorientowanego Nialla, który patrzył na niego niepewnie, obracając w delikatnych palcach długi bilet z logiem brytyjskich linii lotniczych.
- Zayn? Co ty tu robisz? – zmieszanie Nialla się wzmogło, kiedy zorientował się w jakim stanie był Zayn. Czarne jak smoła włosy sterczały we wszystkich kierunkach, tak bardzo różne od starannie ułożonej, wylakierowanej fryzury. Ciemne tęczówki błyszczały dziko, z jakimś dziwnym ognistym uczuciem tańczącym tuż pod powierzchnią. Twarz zarumieniła się od mrozu na zewnątrz, a oddech był ciężki i urywany, jakby Zayn przez całą drogę do lotniska biegł. I bardzo możliwe, że tak właśnie było, stwierdził, gdy ponownie omiatał jego sylwetkę wzrokiem.
- Zdążyłem, dzięki Bogu. – powiedział na wydechu, i przyłożył dłoń do gwałtownie unoszącej się i opadającej klatki piersiowej. – Musiałem… muszę ci to powiedzieć, zanim polecisz na święta do Irlandii.
Niall przechylił głowę, i spojrzał na niego z niewinnym zainteresowaniem, przyciskając bilet do piersi. Zayn oblizał usta, i zachichotał, co spotkało się z uniesioną brwią chłopca przed nim. Boże, był taki piękny. Tak cholernie piękny, pomyślał z zachwytem. Duże oczy w wyrazistym, błękitnym kolorze, różowe usta, mały nos, zarumienione policzki i chaos na głowie w postaci blond kosmyków, które jak zawsze opadały mu w nieładzie na czoło. Idealny. Cały idealny. Malik miał to wszystko na wyciągnięcie ręki przez cały czas, wystarczyło tylko chwycić. Oby tylko nie było teraz za późno. Oby istniała jeszcze szansa na to, by to czyste, kochające serce należało do Zayna.
- Co powiedzieć, Zayn? Ja naprawdę nie mam już czasu, mój samolot odlatuje za niecałe dziesięć min…
To był czysty impuls, i Zayn w jednej chwili klęczał już przed niczego nierozumiejącym Niallem, chwytając go za lewą dłoń i delikatnie całując jego knykcie. Irlandczyk zamrugał kilkukrotnie, wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami, a Zayn mógł myśleć jedynie o tym, jak niesamowicie uroczo wyglądał, robiąc to. Nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi, którzy przechodzili obok nich; jedni rzucali w ich kierunku zaciekawione, drudzy zgorszone a jeszcze inni zwyczajnie rozbawione spojrzenia. Dwójka dzieci prowadzonych za rękę przez młodą kobietę nawet pokazała ich palcem, chcąc zwrócić uwagę swojej mamy.
- Wiem, że teraz powinienem powiedzieć coś wielkiego, może nawet poetyckiego, ale nie mam tak artystycznej duszy i nie znam aż tak barwnego języka. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe, jeśli powiem to po swojemu. – Zayn uśmiechnął się, nie puszczając dłoni Nialla i klęcząc przed nim, a chłopiec nie odrywał od niego wzroku, nawet odrobinę się do niego przysuwając. Niebieskie oczy napotkały brązowe, i nagle lotnisko opustoszało. Byli tylko oni i słowa, które powinny zostać wypowiedziane już dawno. – Byłem takim dupkiem, Niall. Tak wielkim dupkiem i tchórzem, bo codziennie uciekałem przed samym sobą i tym, co do ciebie czułem. Nie potrafiłem się do tego przyznać, i chociaż część mnie chciała ci to powiedzieć już dawno, to odpowiednie formułki więzły mi w gardle. Mimo smutku, którego przeze mnie doświadczyłeś, cały czas dawałeś mi szansę, trwałeś przy moim boku i obdarzyłeś mnie uczuciem, na jakie ja nigdy nie zasłużyłem, a jakiego od zawsze chciałem doświadczyć. Jestem najbardziej samolubnym i egoistycznym facetem na świecie, ale chcę to uczucie zatrzymać. Zatrzymać i… i w zamian podarować ci swoje. Nie mam pojęcia, czy to dobra wymiana, ale niestety nie mam nic lepszego.
Zayn odetchnął, czując się jakby nieco lżejszym i szczęśliwszym. Jego entuzjazm jednak przygasł, gdy zobaczył łzy, które zamigotały w niebieskich oczach Nialla.
- Dlaczego… dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? – czknął, i szybko otarł oczy wierzchem wolnej dłoni.
Zayn powoli wstał, i ostrożnie przybliżył się do chłopca, kciukiem ścierając świeżą łzę, która spłynęła wzdłuż ciepłego policzka. Patrzył z góry na jego zapłakaną twarz, słodkie usta, wilgotne oczy, a jego serce aż rwało się do niego. Gdyby tylko mógł, opakowałby je w różowe pudełeczko i ofiarował Niallowi, by ten opiekował się nim już do końca świata. Zdawał sobie sprawę, że to najbardziej ckliwa i kiczowata rzecz, o jakiej tylko mógł sobie pomyśleć, ale, o dziwo, wcale mu to nie przeszkadzało.
Ucałował jeszcze raz blade knykcie chłopca, po czym ułożył sobie jego rękę na własnym ramieniu, a sam ujął w dłonie jego twarz. Niall wpatrywał się w niego jak zaczarowany, ale Zayn, co najlepsze, wcale nie był mu dłuższy.
- Bałem się. – wyznał cicho, tak, by tylko Niall mógł go usłyszeć, i nikt inny. – Bałem się, ponieważ nigdy nie kochałem tak mocno.
Zayn nachylił się ku niemu, a Irlandczyk ostrożnie stanął na palcach, by ich usta w końcu mogły się złączyć w pocałunku. Bardzo delikatnym, czułym i słonym, co było winą łez, które nadal wypływały spod przymkniętych powiek Nialla. Zayn zaśmiał się; lekko jak jeszcze nigdy dotąd. Oderwał się od jego ust, i scałował z jego policzków każdą pojedynczą łzę, by potem znowu wrócić do jego warg, i muskać je swoimi raz za razem, aż obaj poczuli przyjemne zawroty głowy i ciepło rozprzestrzeniające się po całym ciele.
Kiedy się od siebie odsunęli, tylko minimalnie, Zayn mógł dostrzec zmartwienie i niepokój na twarzy Nialla.
- A co z Perrie?
Mulat pokręcił głową, i odsunął kilka jasnych kosmyków z jego czoła, by te przekornie i tak opadły zaraz na brwi chłopca.
- Nie ma już Perrie. – powiedział pewnie, i teraz, po wszystkim co się zdarzyło, wiedział, że Perrie nigdy nie było w jego sercu. To miejsce od zawsze należało do tego drobnego Irlandczyka, który wpatrywał się w niego ufnie, i, och, z miłością. – Jesteśmy my. Ty i ja, jeśli tylko chcesz.
Teraz Zayna obleciał strach. A co, jeśli Niall zrozumiał, że zasługuje na kogoś lepszego niż Malik? Bo co też on mógł mu dać, prócz siebie i dwóch lewych rąk do gotowania? Jego obawy jednak szybko wyparowały, kiedy twarz blondyna rozjaśniła w szczerym wyrazie szczęścia i radości.
Chłopiec z impetem wpadł w jego ramiona, wsuwając nos we wgłębienie ponad odsłoniętym obojczykiem, a Zayn natychmiast go w nich zakleszczył. Trzymał mocno, bo tulił do siebie coś ważnego. Tulił cały swój świat, który sprowadzał się do postaci tego drobnego chłopca z wielkim żołądkiem i ogromnym sercem, gdzie pomieścił swoją miłość do Zayna.
- Oczywiście, że chcę, Zayn. – wyszeptał, wydychając na wrażliwą skórę ciepłe, wilgotne powietrze.
Malik ujął jego podbródek dwoma palcami, i wpatrzył się w niego intensywnie. Chłopiec rozchylił usta, i swoim naturalnym, luźnym gestem przejechał po szorstkim policzku Zayna małą dłonią.
- Kocham cię. – Zayn powiedział głosem tak ochrypłym od emocji, że sam z ledwością rozpoznał pojedyncze słowa. Ale Niall usłyszał. Usłyszał, a on mógł niemal wyczuć, jak jego serce bije mocniej, dla niego. Złapał za jego nadgarstki i ułożył jego dłonie po lewej stronie własnej klatki piersiowej. Chciał, by Niall wiedział, iż jego serce także bije tylko i wyłącznie dla niego. – Kocham cię. Kocham cię, Niall.
I kiedy ponownie złączyli swoje usta w pocałunku, tuż przy barierkach i wśród tłumu ludzi idących do odprawy na londyńskim lotnisku, wiedzieli, że to nigdy nie był tylko seks. To od początku była miłość. Nieco podstępna, może ślepa, ale przy tym tak wyjątkowa i barwna, że nie mogli mieć jej za złe tego, iż wywróciła ich życie do góry nogami. W końcu my nie wybieramy sobie miłości, tylko ona nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)