niedziela, 2 lutego 2014

1018

¤ ¤ ¤

Niall poczuł jak jego blade powieki są łaskotane wczesnymi promieniami słońca, które wyjątkowo wcześnie wyjrzało spod pierzyny chmur. Mruknął niewyraźnie, nadal będąc gdzieś na rozstaju snu i jawy, i z niechęcią otworzył oczy. Kilkukrotnie zamrugał, zostając oślepionym przez migoczącą jasność jaka panowała w pokoju, i sięgnął nie bez wysiłku po mały, czerwony budzik stojący na niskim stoliku nocnym.


Cienkie, srebrne wskazówki wskazywały dokładnie trzy minuty po siódmej rano, na co niezadowolenia Nialla wzrosło.

Wtedy usłyszał za sobą ruch, i szelest pościeli, więc odwrócił się do okna. Na jego twarz wstąpił głupiutki, rozmarzony uśmiech, kiedy podpierał się na prawym łokciu, by mieć lepszy widok. Zawisł nad śpiącym i niczego nieświadomym Zaynem, a jego serce wbrew wszelkim normom wyznaczonym przez naturę przyspieszyło do stu uderzeń na minutę.

Rysy chłopaka wygładziły się, podczas gdy z bladoróżowych, lekko rozwartych ust wymykały się urywane oddechy. Wyglądał tak spokojnie, delikatnie, bezproblemowo. Ciemne, wycieniowane starannie kosmyki grzywki ułożyły się na jego gładkim czole, przysłaniając brwi. Blondyn lubił, gdy pozostawiał ją w takim naturalnym nieładzie. Wyglądał wtedy o wiele młodziej, a twarz stawała się bardziej przyjazna.

Biała pościel zsunęła się, prezentując delikatnie umięśniony tors, płaski brzuch, znacznie wystające kości biodrowe… materiał zatrzymał się w połowie linii V, zakrywając coś, co chłopiec widział już niejeden raz, a mimo to na samą myśl jego policzki pokryły się jasnym rumieńcem. Wiedział, że pod kołdrą był nagi i to przyprawiało go o dodatkowe uderzenia gorąca; Zayn nie lubił ubierać bielizny po seksie, uważał ją za zbędną i niewygodną, gdy ta kleiła się do spoconej skóry. Chłopak mruknął coś przez sen, wzdychając, a ciepłe powietrze musnęło szyję i obojczyki Irlandczyka, wysyłając wzdłuż kręgosłupa stado przyjemnych dreszczy. To niedorzeczne, że nawet niecelowy gest z jego strony tak silnie na niego oddziaływał.

Znowu się nie ogolił, pomyślał z rozczuleniem Niall, i wyciągnął wskazujący palec, by jego opuszkiem ostrożnie przejechać po żuchwie bruneta.

Był nieskazitelnie piękny. Nieskończenie idealny, i taki… niedostępny. Nieosiągalny dla Nialla. Leżał obok niego, oddychał tym samym powietrzem, ocierał się o jego stęsknione ciało swoją ciepłą skórą, a mimo to Niall wiedział, że Zayn Malik nie jest jego.

Jeszcze nie.

Blondyn najdelikatniej jak tylko umiał przycisnął swoje wargi do nagiego ramienia starszego chłopaka. Przez chwilę po prostu ich nie odrywał, delektując się przyjemnym ciepłem ciała leżącego pod nim oraz słodkim, lecz ulotnym momentem bliskości. Niall chciał wykorzystać fakt, że Zayn jeszcze się nie obudził, i zamierzał skraść szybki pocałunek z ust, których tylko podczas niektórych nocy mógł zasmakować. Ale Zayn już nie spał.

Błękitne oczy natrafiły na ciemne spojrzenie tęczówek o głębokim, brązowym odcieniu. Wyglądał na rozbudzonego, i patrzył na niego z charakterystycznym błyskiem, porażając Nialla oraz sprawiając, że ten zamarł w miejscu. Uświadomił sobie, że brunet musiał leżeć bez ruchu i obserwować go spod rzęs już dobrych kilka minut, podczas gdy on zachwycał się nim sądząc, że Zayn niczego nie zauważy. Czas ulatywał naprawdę szybko, kiedy ten z uwielbieniem podziwiał zapierające dech w piersi, wytatuowane ciało.

- Zebrało ci się na czułości, co? – rzucił kpiąco, ale wbrew złośliwemu uśmieszkowi chwycił Nialla w pasie jednym ramieniem i przyciągnął go do siebie. Blondyn wylądował na jego klatce piersiowej, która unosiła się powoli w górę i w dół, a jego usta znajdywały się tylko milimetry od warg Zayna. Patrzył jak zahipnotyzowany na jego oślepiająco piękną twarz, nie mówiąc ani słówka. Bał się, że w przeciwnym razie niechcący palnąłby coś głupiego, obnażając się ze swoimi uczuciami względem niego, a to poważnie rozzłościłoby Pakistańczyka. Dlatego siedział jak trusia, może nawet czując się trochę jak królik wpatrujący się w wielkiego węża, który już szykuje się do ataku, by zabić i połknąć w całości swoją ofiarę.

Uśmiech Zayna poszerzył się jeszcze, zanim w końcu wysunął brodę, i leniwie musnął rozchylone wargi Nialla swoimi. W swoim zaskoczeniu chłopiec przez chwilę się nie poruszał, na co Zayn natychmiast wzmocnił uścisk na jego wąskiej talii, ale jego usta nadal poruszały się w tym samym wolnym, jednostajnym rytmie. Blondyn zrozumiał, że nie jest to z jego strony żart, i pozwolił sobie rozpłynąć się pod wpływem wspaniałej pieszczoty, i z zaangażowaniem oraz entuzjazmem naparł na wargi Zayna.

Był to niespieszny pocałunek, bardzo dokładny i całkowicie z inicjatywy starszego chłopaka. Malik nigdy nie pozwalał na takie zbliżenia po wspólnie spędzonej nocy. To wiązało się z uczuciami, przynależnością do drugiej osoby i przekraczało granicę czegoś, co nazywało się tylko seksem. Dla nich nie miało być poranków z leżeniem obok siebie na prześcieradle, dłoń przy dłoni. Nie miało być niemrawych, zaspanych całusów na pobudkę oraz kawy i tostów na wspólne śniadanie, ponieważ Zayn miał dziewczynę. To ona miała prawo na podziwianie chłopaka, kiedy ten spał, i na głaskanie go po nieogolonym policzku. Nie Niall.

Dlatego był zaskoczony, gdy tego dnia Pakistańczyk zrobił odstępstwo od ich twardych, niepisanych reguł i przyciągnął go do siebie, pozwalając mu przez chwilę leżeć na swojej klatce piersiowej i pieszcząc jego usta swoimi. Nie miał pojęcia czemu to zrobił, ale nie przeszkadzało mu to dopóki mógł go dotykać i zwyczajnie się nim cieszyć.

Kilka minut później wysoki brunet stał w nogach szerokiego łóżka, i zapinał ostatnie guziki koszuli pod szyją. Posłał Niallowi zdezorientowane spojrzenie spod uniesionej brwi, kiedy spostrzegł się, że ten leży z kołdrą owiniętą wokół bladych bioder i przypatruje mu się uważnie z różowym rumieńcem na jasnej skórze policzków.

- Co?

Niall poruszył się nieznacznie na poduszkach, ale nie oderwał od niego wzroku. Uśmiechnął się do niego kącikami ust, i dłonią przejechał po prześcieradle na miejscu obok siebie.

- Może zostałbyś dzisiaj dłużej? Zaczynamy wywiad dopiero za dwie godziny, i nie ma sensu, żebyś potem brał taksówkę i przyjeżdżał od siebie…

- Mówiłem ci już, że ktoś może się domyślić. To zbyt ryzykowne. – z nagłym zmęczeniem przejechał dłonią po czarnych kosmykach, i zmrużył powieki. - A poza tym to tylko seks, pamiętasz? Żadnego bezcelowego gruchania do siebie słodkich słówek w twoim mieszkaniu, mam dziewczynę.

Niall zaśmiał się gorzko i z politowaniem. Był ciekaw, czy Zayn się słyszy. Czy uświadamia sobie jak bardzo to wszystko było popaprane.

- Nie osądzaj mnie. – syknął przez zaciśnięte zęby, i gwałtownym ruchem zarzucił na ramiona skórzaną kurtkę. Palce natychmiast zaczęły przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu paczki czerwonych Malboro. Zaklął pod nosem, gdy ta okazała się być pusta i ze złością wyrzucił ją w kąt sypialni.

- Nie osądzam, Zayn. Chcę tylko powiedzieć, że nie można mieć rybki i akwarium jednocześnie.

Chłopak otworzył usta, ale natychmiast je zamknął, nie komentując tego w żaden sposób. Nie znalazłszy żadnych złośliwych słów, z pomocą których mógłby zakpić z tego, co powiedział Niall po prostu prychnął w odpowiedzi.

Zayn wiedział, że blondyn ma rację, ale zwyczajnie nie umiał spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z obecną rzeczywistością. Uciekał od niej. Uciekł i tym razem, kiedy młodszy chłopiec usiadł na łóżku, i wyciągnął do niego ramiona.

- Klucz… - trzask drzwi. - … jest pod wycieraczką. Jak zwykle. – westchnął , iż powrotem opadł na poduszki, które nadal pachniały jego opalonym ciałem i lekką wonią subtelnych perfum.

Może Niallowi udałoby się skłonić go do zostania w swoim mieszkaniu. Zayn był uparty i kosztowałoby go to z pewnością wiele przykrości, mnóstwa wylanych łez i mocnego zaciskania zębów, ale Niall Horan cieszył się dużymi pokładami cierpliwości i krok po kroczku burzyłby nieprzystępne mury Zayna. Brunet mimo prób, których na sto procent by się podjął nie zdołałby go do siebie zniechęcić, i nie zniszczyłby także uczucia, którym ten go darzył. To było jak walka z wiatrakami; im bardziej próbujesz z miłością walczyć, tym bardziej się ona rozkrzewia w twoim sercu.

Irlandczyk dałby mu także czas. Tyle czasu, ile ten tylko by potrzebował. Był gotów absolutnie na wszystko, jednak nad nimi wisiało coś, co krzyżowało jego plany i nie pozwalało zatrzymać Zayna przy swoim boku.

Perrie.

¤ ¤ ¤

Niall nie był głupi, wiedział doskonale, co kryło się pod eufemizmem przyjaciele z korzyściami i relacja bez zobowiązań.

Pieprzymy się, a następnego dnia nie zaliczamy urokliwego poranka i słodkich przytulanek, słyszał w głowie obojętny głos Zayna, który kiedyś po ich seksie odpalił papierosa i odsunął się od Nialla na łóżku, zostawiając mu zimną poduszkę. To wszystko było dla niego takie proste i nieskomplikowane. Wybierał sobie noce, podczas których wchodził do jego mieszkania, rzucał skórzaną kurtkę na kanapę i szedł pewnie do sypialni Nialla. Nigdy nie pytał o pozwolenie, wiedział doskonale, że ten go wpuści. Młodszy chłopiec za każdym razem zostawiał klucz pod wycieraczką, by Zayn nie musiał stać przed drzwiami i pukać. Niall nigdy nawet nie uprzedzał go, że będzie je tam chował. Pewnego razu Malik je znalazł, i potem już za każdym razem brał je, mając pewność, że będą tam także następnego wieczora, i następnego. Dopóki Zayn będzie przychodził.

Wyglądało na to, że starszy chłopak nie miał problemu z ich poplątaną relacją. Sam rozpoczął to wszystko, kiedy pewnego wieczoru po wcześniejszym, wspólnym oblewaniu dobrze sprzedającego się singla wkradł się do mieszkania Irlandczyka z butelką szampana, będąc już kompletnie pijanym i mając w ciemnych oczach dziwne iskry, które ten szybko zidentyfikował jako najzwyklejsze w świecie pożądanie. Obudził Nialla hukiem zrzuconej lampki, ale gdy ten chciał coś powiedzieć, zaprotestować, Zayn stanowczym ruchem unieruchomił jego nadgarstki nad głową, przyciskając je do ramy łóżka, i zachłannie wpił się w jego rozchylone ze zdziwienia usta, siadając okrakiem na jego biodrach. W dość szybkim czasie sypialnia Nialla wypełniła się ciężkimi z wysiłku oddechami, jękami, prośbami o więcej oraz intensywnym zapachem potu i seksu, który przylepił się do ich wilgotnych ciał. Rano, jak gdyby nic wielkiego się nie stało, wrócił do swojego mieszkania, do swojej dziewczyny, a podczas wywiadów zachowywał kamienną twarz, nawet nie zaszczycając Nialla spojrzeniem, podczas gdy on kręcił się niespokojnie i rozpamiętywał gorące, spocone ciało, które poruszało się nad nim w stałym rytmie, wysyłając go nad skraj rozkoszy.

Stało się coś wielkiego. Nawet jeśli dla Zayna nie, to z pewnością dla Nialla. Nie wiedział, czy uczucie budowało się w jego klatce piersiowej już wcześniej, czy stało się to dopiero po nieoczekiwanej wizycie Pakistańczyka w jego mieszkaniu i ich wspólnie spędzonej nocy. Nie wiedział tego, ale za to jednego był całkowicie pewien. Ten chłopak rozkochał go w sobie. Rozkochał go w swojej twarzy, w pięknym ciele, w głosie, w dłoniach, w miękkich, smakujących tytoniem ustach. Zrobił to tak skutecznie, że Niall kompletnie stracił dla niego głowę, i nie pozostała mu już nawet jedna myśl, która byłaby wolna od obrazu ciemnych tęczówek oraz niskiego, zmysłowego głosu. Wariował, kiedy ten najzwyczajniej w świecie trzaskał drzwiami i wychodził, zostawiając po sobie zimną pościel i pustkę w klatce piersiowej zranionego Irlandczyka.

Mówią, że nawet największe umysły się łamią, gdy w grę wchodzą uczucia i cielesność. Mówią, że pole widzenia zawęża się tylko do postaci umiłowanej osoby, a całe tło się rozmazuje, blaknie, szarzeje. Może miłość faktycznie jest ślepa, a Niall jest zwyczajnie głupi i naiwny, ale nie zrezygnuje ze swojego uczucia i niego; sprawi, że Zayn się w nim zakocha, tak jak on wcześniej sprawił, że Niall zakochał się w nim.

¤ ¤ ¤

Harry pochrapywał cichutko z głową ułożoną na jego kolanach, a Niall wpatrywał się w ekran telewizora, z zaciekawieniem śledząc akcję i działania głównych bohaterów. Louis wcześniej pojechał do wypożyczalni i wybrał dla nich film, a reszta zamówiła kurczaka w różnych sosach, sajgonki i jakieś całkiem dobre surówki, które oferowała chińska knajpka. Po krótki występie w popołudniowym programie rozrywkowym wszyscy jednomyślnie stwierdzili, że najchętniej wrócą do mieszkania Liama i spędzą wieczór przed telewizorem w swoim towarzystwie.

Niall lubił takie leniwe chwile, podczas których mógł odpocząć od śpiewania i nacieszyć się swoimi przyjaciółmi. Chociaż spędzali ze sobą praktycznie okrągły rok, to on nigdy nie miał ich dość i zawsze był chętny na chociażby wspólne oglądanie telewizji. Kochał ich jak braci. Z jednym małym wyjątkiem. Zayna kochał inaczej. I jeśli podczas śledzenia akcji, co jakiś czas zerkał na niego kątem oka, rozwalonego w fotelu naprzeciwko i popijającego ze znudzeniem swoje piwo to nikt tego nie zauważył.

Harry chrapnął głośniej, i Niall spojrzał w dół, na jego twarz, uśmiechając się czule i gładząc w roztargnieniu kręcone włosy chłopaka. Jego loki były takie mięciutkie i miłe w dotyku, a twarz przyjazna i przyozdobiona dwoma dołkami; przez to wszystko Niall od zawsze uważał najmłodszego członka zespołu za ich osobistego, pluszowego misia. Sam lubił się do niego przytulać i prowadzić z nim długie rozmowy, ponieważ Harry zazwyczaj nie za wiele mówił, ale potrafił bardzo dobrze słuchać, więc łatwo było się przed nim otworzyć.

W pewnym momencie Zayn niespodziewanie wyciągnął się na swoim siedzeniu, i kopnął pogrążonego we śnie Harry’ego w zwisającą z oparcia kanapy kostkę. Chłopiec momentalnie otworzył oczy i krzyknął przeraźliwie, zrywając się z kolan Nialla.

- Co ty robisz, Zayn?! To bolało, ty głupi kutasie! – jego zielone tęczówki migotały czystym oburzeniem i urazą do starszego kolegi.

Styles przesunął się na miejsce obok blondyna, i schylił, by pomasować bolącą kość. Zayn miał swoje ulubione, czarne martensy, i cios musiał być naprawdę bolesny. Harry jęczał, i odwinął nieco skarpetkę, by zaraz zacząć burczeć, że na pewno zostanie mu po tym brzydki, fioletowy siniak.

Zayn jedynie prychnął, rozbawiony, powracając do swojej wcześniejszej pozycji i pociągnął zdrowy łyk piwa z butelki, odchylając głowę do tyłu. Wcześniej jego ciemne, nieodgadnione spojrzenie przesunęło się po twarzy Nialla, który podskoczył lekko i powrócił do rzeczywistości dopiero po ponownym usłyszeniu żałosnego miauczenia swojego kędzierzawego przyjaciela.

- Zayn, dlaczego to zrobiłeś? – Liam odezwał się, marszcząc brwi. Jego przyjazna twarz była łagodna, ale w głosie czaiła się nagana.

Brunet z nonszalancją wzruszył ramionami, nawet nie mając zamiaru na niego spojrzeć. Payne wydął dolną wargę niezadowolony z faktu, że chłopak odnosi się do niego z takim lekceważeniem. Nie uniósł jednak głosu, ani nie potrząsnął nim, ponieważ nie taki był Liam, to nie leżało w jego spokojnej naturze i kochającym sercu.

- Nudziło mi się. – odparł lakonicznie, i Niall mógłby przysiąc, że coś się za tym kryło, a on kłamał. Szukał jego wzroku, ale Zayn uparcie wpatrywał się w telewizor, na który chwilę wcześniej nawet nie zwracał uwagi; jego szczęka było mocno zaciśnięta, tak samo jak długie palce na szyjce szklanej butelki.

Liam niemal załamał ręce, nie wiedząc już, w jaki sposób wpłynąć na najbardziej przekornego członka zespołu, ale Louis szybko wymyślił genialny, w swoim mniemaniu, powód jego zachowania.

- Zayn jest zazdrosny! – zapiał, wyglądając na bardzo zadowolonego z siebie. Uśmiechał się szeroko jak wariat i nikt by się nie zdziwił, gdyby zaraz zaczął podskakiwać na swoim fotelu jak mała, gumowa piłeczka.

Cztery pary oczu skierowały się na drobnego, uśmiechającego się do siebie Louisa.

- Zazdrosny o naszego małego Niallera! – zarechotał, łapiąc się za brzuch. – Sam chciałby położyć tą swoją piekielnie przystojną buźkę na jego kolanach. No powiedz, Z, mam rację?

Teraz Niall był przerażony. Nozdrza Zayna drgały niebezpiecznie, a ciemne tęczówki rzucały błyskawice w kierunku biednego Louisa. Wstał i z hukiem odłożył swoją butelkę na stolik, a część zawartości chlusnęła na szklaną powierzchnię, w cienkich strużkach skapując także na dywan.

- Pieprz się. – warknął z jadem w głosie, i jak burza wypadł z mieszkania Liama, trzaskając za sobą drzwiami tak mocno, że omal nie spadł ze ściany niewielki szkic London Eye, który w ramce wisiał wdzięcznie blisko futryny.

- Ej, stary, żartowałem! – szatyn krzyknął za nim z ogłupiałym wyrazem twarzy, ale tamten był już pewnie w połowie klatki schodowej.

Liam spojrzał na Nialla z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a kędzierzawy chłopiec prychnął głośno.

- Daj spokój, Lou. Cholera wie, co go nagle ugryzło. Może ma jakąś pieprzoną chcicę, czy coś.

Po powiedzeniu tego, Harry ponownie ułożył głowę wygodnie na kolanach Nialla i przymknął oczy zapewne po to, by znowu zapaść w sen, który wcześniej tak brutalnie mu przerwano. Niall przesunął się nieco w prawo dla jego wygody i wplątał palce w ciemne loki przyjaciela. Mimo starań, maleńki uśmiech i tak zaigrał na jego wargach, i nie opuszczał ich aż do końca filmu.

¤ ¤ ¤

Niall westchnął z błogością, i wsparł się na poduszkach, otwierając książkę na zaznaczonej skrawkiem papieru stronie. Pół godziny temu wrócił do swojego mieszkania, uprzednio życząc jeszcze chłopcom dobrej nocy i przepraszając Harry’ego, mimo że nieprzyjemny incydent nie było jego winą. Najmłodszy z nich skwitował całą sprawę krótkim, serdecznym śmiechem i pokrzepiającym klepnięciem blondyna w ramię, mówiąc, że i tak nie przejmuje się gburowatym Zaynem.

Liam jednak do końca filmu siedział nieruchomo w swoim fotelu, i z zamyśleniem pocierał skroń. Niall kilka razy przyłapał go na dziwnych spojrzeniach rzucanych w jego stronę, ale gdy już tak się stało uśmiechał się niewinnie do przyjaciela i od razu pakował sobie do buzi garść popcornu, chcąc wyglądać na wyluzowanego i kompletnie nieprzejętego wcześniejszym zachowaniem bruneta. Miał wrażenie, że Liam ani trochę nie dał się nabrać na jego marną grę aktorską, ale nie powiedział na to ani słowa, więc Irlandczyk także siedział cicho, chociaż cały czas czuł na sobie palące spojrzenie brązowych tęczówek.

Chłopiec przekręcał akurat kolejną kartkę w swojej książce, gdy dotarł do niego przytłumiony przez ściany sypialni szczęk zamka. Momentalnie uniósł głowę znad lektury, a całe jego ciało znieruchomiało w oczekiwaniu. Wiedział, kto to. Oczywiście, że wiedział. Ciężkie kroki były coraz bliżej, a serce Nialla tłukło się coraz mocniej i gwałtowniej w jego wąskiej klatce piersiowej. Drzwi od pokoju otworzyły się z impetem, i stanął w nich Zayn. Jego karmelowa skóra lśniła w przytłumionym świetle ulicznej latarni, które długimi smugami wpadało przez okno oraz małej lampki stojącej przy łóżku blondyna. Na jego twarzy wyraźnie odznaczała się zaciętość i twarda determinacja, kiedy wbijał w Nialla czarne tęczówki. Chłopiec zawiercił się na swoim posłaniu i na oślep odłożył książkę na stolik nocny; nie trafił jednak, i ta z łomotem wylądowała na drewnianej podłodze. Żaden z nich nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.

Zayn jednym ruchem zrzucił z siebie ciężką, skórzaną kurtkę i w dwóch wielkich krokach dopadł łóżka, na którym leżał młodszy chłopiec.

- Nie jestem zazdrosny, rozumiesz?! – wycedził przez zaciśnięte zęby, i zaczął szarpać się ze swoją koszulą.

Niall szybko podciągnął się na łokciach, a jego palce powędrowały na falującą pierś Pakistańczyka, rozpinając w pośpiechu guziki przy pomiętym materiale. Zayn wydał z siebie prawdziwie zwierzęce warknięcie, i ostatnich kilka guzików najzwyczajniej w świecie rozerwał, aż te potoczyły się po całym pokoju. Wyrzucił zbędny materiał za siebie, i usiadł na udach blondyna, zachłannie wpijając się w jego szyję, i tworząc tuż pod uchem siny ślad. Niall jęknął przeciągle i odchylił głowę do tyłu, co Malik od razu wykorzystał, obejmując ustami jego poruszające się szybko jabłko Adama, kiedy ten z trudem przełykał ślinę i oddychał ciężko.

- Oczywiście… oczywiście, że nie jesteś zazdrosny, Zayn. – wysapał płytko, i wplątał palce w ciemne kosmyki zaraz po tym, jak Zayn zdjął jego koszulkę, rzucając ją niedbale na klosz małej lampki. Niecierpliwe palce pozbawiły Nialla także szarych, dresowych spodni wraz z bielizną, i przebiegły wzdłuż jego nagich boków, pozostawiając po sobie gęsią skórkę i palące uczucie gorąca. - To tylko seks, ponieważ masz dziewczynę, pamiętasz?

Obaj byli świadomi tego, że Niall cytował słowa Zayna, które ten nie tak dawno wypowiedział. Brzmiały tak bardzo absurdalnie podczas tego, co właśnie miało miejsce. W głosie blondyna dźwięczała ironia i trochę bólu, ale to ostatnie starał się możliwie jak najlepiej ukryć pośród ciężkich wdechów i sapnięć. Nie chciał, by jego kochanek wiedział jak bardzo ta sytuacja go wyniszczała od środka. Jak bardzo wyniszczało go uczucie, którym go darzył.

- Tak. – wycharczał, ocierając się swoim kroczem o członka Nialla, i wprawiając go w stan czystego szaleństwa. Jego ciało trawiła jednocześnie paląca gorączka i lodowaty chłód. Tylko Zayn potrafił rozpalić w nim jednocześnie dwa tak skrajne uczucia. – Mam dziewczynę, kocham ją.

To brzmiało niemiłosiernie desperacko, jakby Zayn próbował wmówić te słowa samemu sobie.

- Oczywiście, że ją kochasz, Zayn. – Niall pisnął kiedy ręka chłopaka otarła się o jego podbrzusze, ale konsekwentnie ominęła newralgiczne miejsce. Z wręcz bolesną potrzebą uniósł biodra, i ich miednice zderzyły się ze sobą. Zayn syknął, i przygwoździł jego nadgarstki do materaca jedną dłonią. Drugą szybko rozsunął rozporek.

- To tylko pieprzenie. – warknął mu do ucha, wsuwając nos w blond kosmyki Nialla i biorąc głęboki oddech. – Tylko się pieprzymy.

Sypialnię przeszył pełen bólu krzyk Nialla, kiedy Zayn wszedł w niego jednym mocnym pchnięciem. Paznokcie blondyna znaczyły plecy starszego chłopaka czerwonymi, pionowymi śladami, podczas gdy on brutalnie wdzierał się w jego wnętrze raz za razem. Nie był delikatny, a Niall był na siebie wściekły, że tak naprawdę nawet nie ma nic przeciwko. Oddawał się mu całkowicie, oplatając udami jego talię, i jęcząc za każdym razem, kiedy on trafiał w jego prostatę.

Słońce wychylało się już zza horyzontu, gdy dwa lepkie od potu ciała leżały obok siebie wśród skotłowanej pościeli i ciężkiego powietrza. Zayn wtulił nieogolony policzek w poduszkę, i z resztkami świadomości wymamrotał „nie jestem zazdrosny”. Zaraz po tym jego oddech się unormował, a on sam zapadł w głęboki sen. Niall zakrył nagie biodra prześcieradłem, po czym nachylił się i odgarnął z jego czoła ciemną grzywkę, by móc złożyć na nim czuły pocałunek. Gdy to zrobił, westchnął do siebie i zwinął się w mały kłębek tuż przy równomiernie unoszącej się i opadającej klatce piersiowej starszego chłopaka.

¤ ¤ ¤

Kilka dni później, dokładnie tydzień przed Bożym Narodzeniem, cała piątka była goszczona przez dobrego przyjaciela Harry’ego, Nicka Grimshawa. Mężczyzna zaprosił ich do swojego mieszkania na obrzeżach Londynu, chcąc pożegnać się jeszcze, zanim ze swoim nowym partnerem wyjadą na Hawaje, by tam spędzić nadchodzące święta. Oczywiście salon prezentera pełen był innych znanych twarzy; panowała niezwykle luźna, przyjazna atmosfera, a wszyscy goście zdawali się dobrze bawić. Wszyscy, prócz Nialla, który chwycił wysoki kieliszek z szampanem i za jednym razem wychylił całą jego zawartość, przecierając zmoczone usta dłonią.

Ze zmrużonymi oczami obserwował Zayna, który stał przy fontannie czekolady, obejmując Perrie ramieniem w talii, i śmiejąc się z czegoś, co powiedziała mu na ucho jego dziewczyna. Edwards uśmiechała się tak słodko, i przez cały czas przymilała się do niego, co rusz poprawiając poły jego marynarki i wtulając twarz w szyję Malika. Nialla zalewała krew na ten widok. Ciekawe czy Perrie byłaby taka zadowolona, gdyby wiedziała, że to on spędza większość nocy z jej chłopakiem, i to bynajmniej nie na spaniu, pomyślał gorzko. Tak bardzo chciał, żeby się dowiedziała. Pragnął być teraz na jej miejscu, i obejmować go otwarcie pośród tych wszystkich ludzi.

Niall próbował uchwycić spojrzenie Zayna, ale nadaremnie. Chłopak z premedytacją uciekał wzrokiem po całej sali, rozmawiając ze wszystkimi, tylko nie z nim, ale Irlandczyk był przekonany, że kątem oka go obserwuje. Po porostu zwyczajnie to czuł.

Wziął do ręki kolejny kieliszek szampana, kiedy poczuł na ramieniu pewny uścisk czyjeś ciepłej dłoni. Odwrócił głowę, i napotkał szczenięce spojrzenie Liama, na twarzy którego gościł dziwny grymas pełen zmartwienia.

- Cześć, Li! Świetna impreza, nie?! – zaśmiał się z udawanym entuzjazmem, i opróżnił szkło do dna. Z każdym kolejnym, w głowie szumiało mu coraz bardziej, ale nie przejmował się tym. Musiał zagłuszyć myśli. Zagłuszyć serce.

Zmarszczka na czole Liama powiększyła się, kiedy odwracał chłopaka z powrotem w swoją stronę.

-Co się dzieje, Niall? – spytał łagodnie, nachylając się do niego.

Blondyn zachwiał się lekko, ale dłonie przyjaciela mocno trzymały go w pionie, nie pozwalając się potknąć. Niall zmusił się do szerokiego uśmiechu, chociaż czuł, że w kącikach niebieskich oczu zbierając mu się łzy. Ogarnęło go przytłaczające zażenowanie, ale nie mógł w żaden sposób ich powstrzymać. Kąciki jego ust opadły, a on mimowolnie zerknął za siebie, w miejsce gdzie Zayn i Perrie właśnie się całowali. To przepełniło czarę goryczy, i słone krople wyznaczyły bezbarwne ścieżki na jego zarumienionych policzkach.

Liam, który wcześniej spojrzał w tym samym kierunku, zacisnął usta w wąską linię, i teraz Irlandczyk dałby sobie głowę uciąć, że był wściekły. Taki widok był u chłopaka prawdziwą rzadkością, i Niall z wrażenia zamrugał.

- Wiedziałem. – mruknął do siebie tak cicho, że blondyn nie był pewien, czy Payne rzeczywiście coś mówił, czy to to tylko jego nasiąknięty alkoholem umysł płata mu figle. – Chodź, Ni, zabiorę cię do domu.

- Ale impreza dopiero… dopiero się zaczyna. – wybełkotał, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Zacisnął place mocno na koszuli Liama, i oparł się czołem o jego ramię, mocząc materiał łzami. Gdyby był trzeźwy zapewne poczułby wstyd, ale teraz wszystko wokół niego rozmazywało się w jedną, niewyraźną plamę, a on desperacko potrzebował wsparcia i silnego ramienia, które uchroniłoby go od upadku.

Ciemny blondyn wyprowadził go z mieszkania Nicka, od razu prowadząc pod ramię do swojego Chevroleta, który stał nieopodal na parkingu dla mieszkańców bogatego osiedla. Ostrożnie, opiekuńczym ruchem posadził Nialla na miejscu pasażera, a sam szybko okrążył samochód i zasiadł za kierownicą. Na chwilę odwrócił się do niego i uśmiechnął ciepło, klepiąc w kolano.

W przypływie świadomości coś ważnego dotarło do spitego umysłu chłopca.

Liam wiedział.

¤ ¤ ¤

Niall naprawdę był zły na swoją beznadziejną bezmyślności i na niezakładanie czapki, podczas gdy na dworze panowały minusowe temperatury. Był koniec grudnia, na Boga, czego innego się spodziewał? Teraz siedział na kanapie w swoim mieszkaniu z przeraźliwym bólem głowy, nieprzyjemnym drapaniem w gardle i z zimnymi dreszczami przebiegającymi przez zmarznięte ciało. Miał za swoje. W mieszkaniu przez cały czas chodziło ogrzewanie, bucząc na spółkę z telewizorem, ale Niall i tak szczękał zębami pod swoim najgrubszym kocem.

Czuł się fatalnie, i był pewien, że miał także wysoką gorączkę, jeśli rozpalone czoło miało o czymś świadczyć. Może to właśnie dlatego, nawet nie myśląc co robi, wybrał w telefonie numer, który znał na pamięć i wychrypiał do słuchawki, że jest chory i go potrzebuje.

Dopiero potem dotarło do niego, co takiego uczynił, i ogarnął go niemiłosiernie duży wstyd. Nie miał zamiaru tak narzucać się osobie, dla której w gruncie rzeczy nie znaczył więcej, niż zeszłoroczny śnieg.

Nie liczył, że przyjdzie, ponieważ był pewien, że Zayn korzysta z ich przerwy świątecznej i siedzi teraz ze swoją dziewczyną, obściskując się z nią przy jakiejś durnej komedii romantycznej, jakie zawsze były puszczane w tym okresie. Na samą myśl czuł się o wiele gorzej, i miał ochotę najzwyczajniej świecie zwymiotować przez beznadziejność sytuacji, w jakiej się znalazł.

Jakie zatem było jego zdziwienie, gdy kilka minut później usłyszał jakieś dźwięki przed swoimi drzwiami, a chwilę potem te otworzyły się z kliknięciem. Zayn trzymał w dłoni dorobioną parę kluczy, którą przed chwilą musiał wyłowić spod zielonej wycieraczki, a jego pokryte zarostem policzki były dodatkowo zaczerwienione od mrozu. Mimo pogody był ubrany lekko, zdecydowanie zbyt lekko, jak na grudniowe popołudnie.

Chłopak przekręcił zamek, i rzucił pęk kluczy na szafkę. Irlandczyk od razu poczuł wstyd, kiedy spoczęło na nim mało przyjazne, ciemne spojrzenie.

- Ja… - odchrząknął, chcąc jak najdyskretniej przeczyścić gardło. Brzmiał naprawdę żałośnie i słabo. – Źle się czułem.

Zayn kuknął na niego rozeźlony.

- Nie mogłeś zadzwonić po Harry’ego, albo, no nie wiem, po cholernego Liama? Byłem na randce.

Niall nasunął na siebie koc, i podkulił kolana pod brodę, patrząc na niego błękitnymi, szczenięcymi oczyma. Spojrzenie chłopaka przed nim było miażdżące, a wzmianka o Perrie wbiła się dodatkowo w jego obolałe serce, niczym niewidzialny, ostry jak brzytwa sztylet.

- Tak bardzo przeszkadza ci, że wolałem ciebie?

Zayn jedynie fuknął w odpowiedzi, i rzucił czarną marynarkę na oparcie kanapy. Odpiął kilka górnych guzików swojej białej koszuli, i jedną dłonią poluzował krawat. Niall, mimo zmęczenia spowodowanego chorobą, chłonął ten widok całym sobą. To stawało się doprawdy śmieszne i surrealistyczne. Ten chłopak z każdym dniem stawał się coraz bardziej przystojny, a kolana Nialla miękły do konsystencji owocowej galaretki.

- Zayn, przepraszam. Nie chciałem psuć ci randki. Możesz… - z wysiłkiem przełknął ślinę, przymykając na chwilę oczy. - Wróć do niej, jeszcze jest wcześnie. Zabierzesz ją gdzieś.

Ostatnie słowa kosztowały go bardzo wiele, ale starał się tego po sobie nie okazać. Patrzył jak Pakistańczyk ściska skrzydełka nosa kciukiem i palcem wskazującym, biorąc głęboki wdech.

- Nie ważne. I tak już ją popsułeś.

Niall skulił się w sobie na jego ostry ton głosu i chłodne spojrzenie. Sądził więc, że Zayn wyjdzie z jego mieszkania, trzaskając drzwiami, ale ku jego zdziwieniu – i radości wybuchającej w klatce piersiowej – Malik skierował się pewnym krokiem do małej kuchni, a Niall słyszał jak nastawia wodę na gazie, przeszukując szafki. Kilka chwil później wrócił z dużym, parującym kubkiem herbaty i ibuprofenem.

Postawił wszystko na stoliku przed nim, i niespodziewanie przyłożył dłoń do czoła blondyna, po czym cmoknął z niezadowoleniem. Chłopiec bardzo starał się nie jęknąć z zawodem, kiedy chłodne, dające ukojenie palce oderwały się od jego gorącej skóry.

- Masz gorączkę. – oznajmił.

Wyjął z opakowania jedną tabletkę i wyciągnął otwartą dłoń w jego kierunku, zatrzymując ją tuż pod jego brodą. Niall, nie mając wyjścia, sięgnął po lek i nawet się nie zastanawiając połknął go bez popijania. Zobaczył jednak zmarszczone czoło Zayna i posłusznie chwycił za ściankę kubka, ale naraz syknął, w trybie natychmiastowym odrywając od niego sparzone palce

- Na Boga. – Zayn warknął zirytowany pod nosem, i usiadł na miejscu obok niego, samemu biorąc kubek do ręki, mądrze chwytając za uszko, i dmuchając na parujący napój.

Ostrożnie uniósł go na wysokość twarzy Nialla, i przeniósł na niego chmurne spojrzenie akurat w momencie, kiedy blondyn zadygotał z zimna.

- Pij.

Irlandczyk posłał mu niepewne spojrzenie, ale szybko się poddał, i przyłożył usta do naczynia, pozwalając Zaynowi na delikatne i powolne wlewanie napoju do jego bolącego gardła. Gorąca herbata nieco go rozgrzała, ale nadal niewystarczająco, bo jego ciałem wstrząsały dreszcze. Lek powoli zaczynał działać, zbijając gorączkę, i chłopiec robił się coraz bardziej senny. Walczył jednak z opadającymi powiekami, i tępo wpatrywał się w swoje otulone ciepłymi skarpetkami stopy.

Przez dłuższą chwilę w całym mieszkaniu dało się słyszeć jedynie chodzące ogrzewanie i telewizor, ale po pięciu minutach ciężkiej ciszy Zayn zaczął stukać czubkiem buta o drewnianą podłogę, i poddenerwowanym gestem bębnił długimi palcami w kolano.

- Masz tu kawę? Nie widziałem jej w szafce.

Niall, nie spodziewając się tak prozaicznego pytania, rozchylił lekko usta w zdziwieniu, ale szybko się opanował. Nie chciał, by chłopak traktował go jeszcze bardziej protekcjonalnie niż do tej pory.

- Nie, ja… ja piję tylko herbatę.

Chłopak prychnął.

- Oczywiście. – sarknął. – Świetnie.

Niall zagryzł wargę, zastanawiając się przez chwilę.

- Ale mam piwo, jeśli chcesz.

Zayn przejechał dłonią po lekko oklapniętej grzywce, i wyciągnął się na kanapie, prostując zdrętwiałe kończyny. Jego kości jęknęły w proteście.

- Potrzebuję kofeiny. – przerwał na chwilę, pozwalając sobie na mały uśmieszek. - Albo czegoś innego, żeby się rozbudzić.

Spojrzał na Nialla z uniesioną brwią, a twarz młodszego pokryła się rumieńcem, bo wiedział, co chłopak miał na myśli. To naprawdę niedorzeczne, że po wszystkim co razem robili on nadal czuł się zawstydzony śmiałymi aluzjami mulata.

Patrzyli na siebie przez chwilę, aż w pewnym momencie drobny Irlandczyk wzdrygnął się, targany zimnymi dreszczami. Podciągnął koc pod brodę i próbował jakoś zatrzymać ciepło, ale to nic nie dawało. I wtedy Zayn zaskoczył go po raz drugi tego dnia, kiedy przysunął się bliżej i przyciągnął do swojego torsu, obejmując go ramionami.

Dla Nialla to było niczym piękny sen, kiedy mógł w końcu wtulić się w niego ufnie, w środku dnia, zupełnie bez powodu i w dodatku pociągnięty do uścisku przez Zayna. Jego nos szybko odnalazł wgłębienie szyi starszego i tam pozostał, chłonąc znajomy zapach perfum, skóry i papierosów. Brunet ułożył brodę na czubku jego głowy, rozwiewając delikatnie jasne kosmyki ciężkim oddechem.

Niall westchnął z lubością, i pozwolił swoim dłonią wyswobodzić się z koca, po czym oplótł ramionami talię Zayna, przytulając się do niego niczym mała panda.

- Nie przyzwyczajaj się. – burknął, ale jego głos stracił już sporo ze swojej srogości.

Niall uśmiechnął się sennie, i przytulił policzek mocniej do gładkiego materiału białej koszuli, którą ten miał na sobie.

- Nie śmiałbym. – Niall chciał tak po prostu siedzieć i cieszyć się ciepłem drugiego chłopaka, ale uznał, że musi się odezwać. – Przepraszam.

Zayn poruszył się pod nim, a jego broda mocniej nacisnęła na jego czaszkę, gdy ten pewnie starał się na niego zerknąć z góry.

- Już przepraszałeś.

- Ale teraz przepraszam szczerze.

Zayn przez chwilę nie wykonał żadnego ruchu, a gdy blondyn zdążył już pomyśleć, że lekkomyślnie popsuł ich małą chwilę, ten ułożył dłoń na jego plecach i przejechał nią kilka razy, wysyłając fale ciepła aż do koniuszków palców u stóp Nialla. Zaraz po tym w salonie rozbrzmiał jego cichy, rozbawiony i szczery śmiech.

- Prześpij się, gorączka pewnie cię wymęczyła. – jego głos był dziwnie ochrypły, jakby starał się za wszelką cenę ukryć jakieś emocje, ale Niall nie potrafił rozszyfrować jakie. Czuł się bardzo zmęczony, a w ramionach Zayna było mu tak przytulnie i ciepło, że myślenie nie szło mu w tej chwili najlepiej.

- Ale… - chciał zaprzeczyć, bo nagle ogarnął go irracjonalny lęk. Bał się zasypiać. Nie chciał, żeby Zayn go zostawiał.

- Śpij. – przeczesał palcami jego blond kosmyki, i zjechał dłonią na jego kark, masując uspokajająco tył czaszki. – Nigdzie się nie wybieram.

To uspokoiło Nialla. Wsparł głowę na jego silnym ramieniu, i pozwolił sobie odpłynąć w niebyt, cały czas czując jego wyjątkowy zapach, który koił zmysły i obiecywał, że może jednak znajdzie się dla nich szczęśliwe zakończenie.

¤ ¤ ¤

Niall sądził, że coś kliknęło w Zaynie, zmieniło się, a chłopak pozbył się swojej oschłości po tym, jak zaopiekował się nim w czasie choroby. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że wrócili do punktu wyjścia trzy dni przed Wigilią.

Tego wieczoru Zayn przyszedł do jego mieszkania, będąc całkowicie pijanym, a jego modne ubrania śmierdziały trawką, którą lubił popalać z Louisem.

- Perrie to pieprzony delikates. Wolniej Zayn. Nie tak mocno, Zayn. Delikatnie, Zayn. – Niall mimowolnie cicho zachichotał, kiedy brunet zaczął z kpiną naśladować wysoki głosik swojej dziewczyny. – Ty pozwalasz mi na wszystko. Mogę wchodzić w ten twój mały tyłeczek do rana, i nawet prosisz mnie o więcej z tym cholernym, irlandzkim akcentem.

Zayn zaśmiał się, a jego usta wykrzywił ironiczny uśmieszek, którego Niall nie lubił. Uważał, że nie pasuje do niego, i naprawdę nie podobało mu się, gdy wkradał się na tą twarz, którą tak sobie ukochał. Sprawiał, że Malik wyglądał na bezdusznego, złego dupka bez uczuć, ale on taki nie był, Niall wierzył w to całym sobą.

Brunet zrzucił z ramion skórzaną kurtkę, a ta wylądowała za nim, gdzieś na podłodze z cichym szelestem. Zbliżał się do blondwłosego chłopca wyważonym krokiem, a jego oczy stawały się coraz to ciemniejsze. Znał to spojrzenie, i wiedział doskonale, co zaraz nastąpi.

Nie powinien mu na to pozwalać, stawiając chłopakowi w zamian twarde ultimatum. Ale był słaby, cholernie słaby i tak bardzo zakochany, toteż jego ciało zareagowało jedynie falą podniecenia i radości, bo Zayn go chciał. Wiedział, że to było żałośne, ale miłość bezlitośnie pozbawiała zdrowego rozsądku.

- Dlatego lubię się z tobą pieprzyć, Horan.

Niall obserwował jak chłopak zaczyna rozpinać swój pasek, a jego usta ledwo się poruszyły, gdy szeptał:

- Ja też lubię się z tobą kochać, Zayn.

¤ ¤ ¤

- Cześć, Li! – zawołał, zaznaczając swoją obecność, w momencie przekraczania progu mieszkania swojego przyjaciela. Odwiesił płaszcz i szalik na wieszak, a buty szybko skopał ze stóp. Gorączkowo roztarł zmarznięte dłonie, i szybko przemierzył przedpokój. – Zabiłbym za kubek czegoś gorącego. Mogę sobie zrobić herbaty?

Liam siedział przy kuchennej wysepce, i obejmował dłońmi wysoki, parujący kubek, wpatrując się w niego intensywnie. Kąciki uśmiechniętych ust Nialla opadły, gdy zobaczył poważny wyraz twarzy przyjaciela. Odruchowo się spiął, czując jak strach wlewa się do jego żył.

- Wiedziałem, że coś się dzieje. Coś wisiało w powietrzu, ale przez długi czas nie byłem pewien co. – Liam zaczął z napięciem w głosie, a Niall stał jak porażony na swoim miejscu, bojąc się zrobić choćby krok do przodu. – Domyślałem się już dawno, i zapewne właśnie wtedy się to wszystko zaczęło, ale wyśmiałem własne myśli, nie mogłem w to uwierzyć. To było zbyt niedorzeczne, ale wtedy zobaczyłem jak na niego patrzysz. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby twoje oczy tak bardzo błyszczały. Stuprocentową pewność uzyskałem podczas przyjęcia u Nicka. Niall…

Oczy Nialla zaszkliły się, gdy chłopiec mrugał gorączkowo, chcąc odgonić łzy. Jego ręce drżały, a oddech stawał się płytki.

- Nic nie rozumiesz, nic nie wiesz, Liam.

Wyższy chłopak szybko wstał, i podszedł do blondyna, kładąc dłonie na trzęsących się od wstrzymywanego płaczu ramionach. Spojrzał mu głęboko w oczy, i Niall już wiedział, że nie będzie potrafił go okłamać.

- Ty go kochasz, prawda? Kochasz Zayna?

Niall nie musiał odpowiadać, błękitne spojrzenie pełne bólu mówiło wszystko.

Liam poczuł ciężki ucisk w klatce piersiowej, ponieważ podświadomie wiedział, jak wyglądała ta relacja. Codziennie patrzył, jak Zayn z nonszalancją omija Nialla wzrokiem, i jak ten stara się zwrócić na siebie jego uwagę, chociaż nigdy w zbyt narzucający się sposób. I chociaż znał odpowiedź, to i tak zapytał.

- A Zayn?

Irlandczyk zaśmiał się gorzko, i czknął, przełykając łzy.

- Dla niego to tylko seks. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.

- Och, Niall.

Liam przygarnął do siebie chłopca, i pozwolił mu wtulić mokry od słonych kropli policzek we własną, świeżo wyprasowaną koszulę. Kołysał go w swoich ramionach, dopóki nie poczuł, że Niall się uspokoił i już jedynie słabo się do niego przytulał, szukając oparcia i starając się nie załamać. Serce mu się krajało, gdy widział swojego przyjaciela w tak opłakanym stanie, tak bardzo skrzywdzonego, i to przez kogo?

Chłopak zacisnął zęby, ciaśniej go obejmując.

- Wszystko będzie dobrze, Niall, zobaczysz. Obiecuję ci to.

I Liam był gotów zrobić wszystko, by te słowa nie były tylko jednymi z wielu, wyrzuconymi na wiatr. Nawet jeśli to oznaczało, że teraz musiał pójść do Zayna i dać mu w twarz za krzywdy, które wyrządził kruchemu, zakochanemu Niallowi.

W głowie rozbrzmiał mu smutny głos przyjaciela. On ma Perrie, nigdy nie wybierze mnie, Li.

Nie byłby taki pewien, pomyślał.

¤ ¤ ¤

Tym razem to Niall stał w drzwiach mieszkania Zayna, oddychając szybko, kiedy pokonał klatkę schodową w biegu, przeskakując co dwa, trzy stopnie. Chłopak otworzył mu po dobrej minucie, będąc całkowicie ubranym, i wyglądało na to, że gdzieś się wybierał. Irlandczyka nie obchodziło to, że prawdopodobnie pokrzyżował mu plany i pchnął go do środka, zatrzaskując za sobą drzwi.

Kręcił się przez chwilę w przedpokoju, zagryzając policzek od środka i trzymając się za włosy. Zayn nie mówił nic, czekając aż Niall w końcu się odezwie. Jak zwykle, zaśmiał się do siebie w myślach, zawsze to on miał mówić. Ten skurczybyk zwyczajnie uciekał od jakiejkolwiek odpowiedzialności i przejęcia inicjatywy.

- Nie zniosę tego dłużej! – wypalił nagle, wbijając w Zayna błękitne tęczówki. – Seksu w ciemności, obojętności następnego dnia, i godzenia się na to, byś po tym wszystkim zwyczajnie do niej wracał, i udawał, że nic wielkiego nie miało miejsca. Oszukujesz mnie, ją i siebie, Zayn.

- O co ci nagle chodzi, co, seks ci nie pasuje? Wiesz na co się godziłeś, obaj wiedzieliśmy jak to miało wyglądać.

Niall przestał krążyć po małej przestrzeni między nimi i zatrzymał się.

- Ja po prostu… chcę od ciebie czegoś więcej niż tylko seksu.

Zayn sarknął pod nosem i zanurkował palcami do kieszeni skórzanej kurtki, by wyciągnąć prawie pustą paczkę czerwonych Malboro. Podpalił końcówkę papierosa i zaciągnął się gryzącym dymem. Był zdenerwowany. Jego długie, zgrabne palce drżały, a ciemne oczy ciskały w Nialla błyskawice.

- Więc czego ode mnie chcesz? – warknął.

- Chcę twojego uczucia. Pieprzonego uczucia, a nie ciągłego traktowania mnie jako chwilowej odskoczni, jak brudnej szmaty, którą po zużyciu szybko odrzucisz w kąt.

Niall nie przeklinał, ale przy Zaynie zawsze tracił kontrolę. Ten chłopak doprowadzał go do szewskiej pasji. Budził w nim gwałtowne uczucia, podsycał pragnienia, rozpalał żądze. Nienawidził go, i tak bardzo kochał. Jeśli gdzieś na świecie istniało dla niego odpowiednie miejsce to właśnie u boku tego dupka, dla którego całkowicie stracił głowę i któremu oddał na dłoni swoje serce.

Zayn stał z tlącym się papierosem w dłoni, i rozchylonymi w szoku ustami. Jego ciemne oczy były rozszerzone w niedowierzaniu; nie spodziewał się tego nagłego wybuchu po Niallu, który był najspokojniejszym i najbardziej pokornym człowiekiem jakiego znał.

- Powiesz coś? – Niall zapytał, czując napięcie budujące się w powietrzu między nimi. Nie doczekawszy się żadnego odzewu uśmiechnął się smutno, i wyciągnął dłoń, by delikatnie pogładzić zarośnięty policzek mulata opuszkami zmarzniętych palców. Kto by pomyślał, że w tak mały, drobny gest można wlać tyle uczucia, zawodu i tęsknoty. To poraziło wyższego chłopaka, któremu głos odmówił posłuszeństwa. Chłopak, który zazwyczaj wiedział co powiedzieć ze swoim ciętym językiem, dzisiaj zaniemówił. – Tak myślałem.

Niall odwrócił się od niego na pięcie i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami dokładnie tak jak robił to Zayn niemal każdego wieczora.

¤ ¤ ¤

Liam złapał Zayna zaraz po ich występie na żywo, kiedy chłopak szedł szybko korytarzem studia, chcąc najpewniej dotrzeć jak najszybciej do jakiegoś podrzędnego baru z gównianymi drinkami. Prezenter w pewnym momencie zapytał go, czy ma zamiar w najbliższym czasie oświadczyć się swojej uroczej dziewczynie, a Zayn wpadł niemal w szał, wydzierając się, że to nie jego zawszony interes i używając przy okazji wielu niecenzuralnych słów, za które ich manager musiał potem solennie przepraszać obrażonego mężczyznę w średnim wieku.

Wszyscy byli zaszokowani tak nieoczekiwanym wybuchem Malika, który mimo zwyczajnej sobie nonszalancji i oschłości był zawsze kulturalny i potrafił jak nikt inny trzymać swoje emocje na wodzy. A to oznaczało, że niewinne, z pozoru, pytanie musiało naprawdę wyprowadzić go z równowagi. Jednak było coś, o czym nikt nie miał pojęcia, co Zayn ukrył, ale co i tak miało się wkrótce wydać. Wzmianka o oświadczynach tylko go rozjuszyła, i sprawiła, że zaczął wątpić w słuszność swojej decyzji. Dodatkowo niewyjaśniona nieobecność Nialla podczas ich ostatniego występu przed świętami wprowadziła go tylko w stan roztargnienia i irracjonalnej złości. To przez niego Zayn nie potrafił się opanować.

Payne nie mógł być pewien powodu, ale czuł, że jego wcześniejsze, niepewne podejrzenia także się sprawdzają.

- Zayn, zatrzymaj się. – Liam chwycił go mocno za przedramię, i szarpnął, by ten odwrócił się do niego. Słyszał, jak chłopak bierze gwałtowny wdech, i niechętnie staje z nim twarzą w twarz. Jego była chmurna, a rysy ściągnięte. – Musimy porozmawiać.

- O czym? – wrogość wręcz skapywała z tych dwóch słów, i gdyby to był ktoś inny niż Liam, niechybnie zrezygnowałby z prób wymiany zdań. Ciężka, nieprzyjazna aura bruneta przygniatała swoją intensywnością każdego, kto nie miał równie silnej osobowości co on. Ale z Liamem byli do siebie podobni; obaj pewni siebie i nieustępliwi. I między innymi dlatego Zayn jeszcze go nie zignorował, zgadzając się przystanąć.

- Do cholery, Zayn, nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi. – ciemny blondyn wyrzucił z siebie ze zirytowaniem - Jesteś zbyt inteligentny, by tak po prostu tego nie zauważyć.

- Nie mam pojęcia o czym mówi, Li. – odparł niewinnie, kpiąco słodkim tonem; ktoś inny mógłby nabrać się na jego świetną grę aktorską, ale nie on. Widział wyraźnie, jak palce prawej dłoni niemal całkowicie miażdżą paczkę papierosów.

- On cię kocha.

Zayn zaśmiał się głośno, ale był to wymuszony śmiech. Brak mu było tej dźwięczności, brawury, pewności siebie. Chłopak szybko odpalił jednego papierosa trzęsącymi się palcami, i zachłannie zaciągnął się dymem. Już zrezygnował z udawania.

- Daj spokój, on wie, że to – zatoczył dłonią krąg, chociaż tak naprawdę nie wiadomo było, co konkretnie chciał pokazać. – nic nie znaczy.

I Liam wiedział. Zayn był równie zagubiony i bezradny, wobec nowego uczucia, co Niall. Maska opadła, i teraz widział tylko młodego chłopaka, który na siłę próbuję grać twardziela bez uczuć, i wzbrania się przed tym co nieznane, a co konsekwentnie go pochłania, chociaż być może do tej pory nawet nie miał o tym pojęcia. Liam poczuł się uspokojony, bo teraz był pewien, że Zayn nie skrzywdzi Nialla. Nie był jednym z tych nieczułych skurwieli, którzy bawią się czyimś sercem i z premedytacją ranią. On sam bał się zranienia, blondyn widział to w jego ciemnych oczach.

- Nie, Zayn, to znaczy wszystko. Ale wiesz, co jest najlepsze? – zaczekał, aż Malik przeniósł na niego wzrok, i uśmiechnął się, bo wiedział, że ma rację. – Ty też go kochasz. Dlatego nie bądź głupi, nie marnuj waszej trójce życia, i wyjaśnij wszystko Perrie. Nie możesz jej okłamywać, to nie w porządku, nikt na to nie zasługuje.

Zayn wyrzucił niedopałek, i przejechał dłonią po zmierzwionych, ciemnych kosmykach.

- Ja… ja zerwałem z Perrie, wczoraj. – wyznał zdenerwowanym tonem. - Była wściekła.

- Lepiej żeby była wściekła, niż okłamywana, nie uważasz?

- Tak, ale, kurwa. – przetarł twarz dłonią, i zacisnął pięści we włosach. – Co mam teraz zrobić? Nie wiem, nie wiem, co mam robić, Liam. Niech to szlag, to wszystko jest takie popieprzone, już nic nie wiem.

- Musisz wszystko powiedzieć Niallowi. Powiedzieć mu, że go kochasz, Zayn. – mulat jęknął, i najchętniej uciekłby od palącego spojrzenia przyjaciela, ale gdy się poruszył, długie palce z siłą imadła zacisnęły się na jego ramionach. Wiedział, że Liam nie pozwoli mu stchórzyć. – Ale musisz się pospieszyć, bo samolot Nialla odlatuje do Irlandii za godzinę.

Payne uśmiechnął się do niego pokrzepiająco, i przyjaźnie poklepał po ramieniu, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł ze studia tylnym wyjściem, sprytnie unikając fotografów stojących na zewnątrz. Zostawił Zayna samemu sobie.

Mulat oparł się plecami o zimną ścianę, i pozwolił sobie ześliznąć się na kafelki pachnące cytrusowym środkiem do mycia podłóg. Nie dbał o to, że jego nowe ubrania się pogniotą, a włosy będą nieułożone, kiedy zaczął za nie ciągnąć, raz za po raz. Po pustym korytarzu rozniósł się jego cichy śmiech. Śmiał się i śmiał, czując jak do oczu nabiegają mu łzy. Starł je wierzchem dłoni, i wyprostował się nagle, bo głos Liama rozbrzmiał w jego głowie tak realistycznie, jakby chłopak wciąż stał obok niego i mówił coś, co Malik prawdopodobnie wiedział już dawno, ale wypychał to ze swoich myśli. Pochylił się do przodu, i wziął łapczywy łyk powietrza, mając wrażenie, że jego klatka zaciska się, a żebra łamią.

Ale wiesz, co jest najlepsze? Ty też go kochasz.

¤ ¤ ¤

Zayn biegł. Biegł tak szybko, że omal brutalnie nie potrącił wątłej staruszki z balkonikiem, i nie wpadł na pęk balonów, które trzymała mała dziewczynka w opasce z mysimi uszkami, wciśniętej w kasztanowe włoski. Skórzana, rozpięta kurtka furkotała niczym peleryna na jego plecach, a czarna grzywka całkowicie opadła na czoło, ale miał to głęboko gdzieś. Wiedział, że nie zostało mu wiele czasu.

Zziajany, wyleciał właśnie na sektor C, i zobaczył go. Stał przy odprawie, trzymając w dłoniach dokumenty i swoją wełnianą czapkę. Nawet z tej odległości widział rumieńce na policzkach, roztrzepane blond kosmyki i szczery, chłopięcy uśmiech, który posłał wysokiemu mężczyźnie w mundurze, gdy ten sprawdzał ze srogą miną jego bilety i dowód. Kolejka się przesunęła, i Niall już prawie zniknął mu w oczu. Nie mógł na to pozwolić.

- Niall! – był pewien, że w całym swoim życiu nie krzyczał tak głośno, jak w tamtej chwili. Przepchał się przez tłum ludzi z walizkami, dobiegając do barierek przy stanowisku odpraw, a nadzieja niemal w nim zgasła, kiedy nic się nie zadziało. Ale kiedy uniósł głowę, gotów krzyknąć z całych sił jeszcze raz, zobaczył przed sobą zdezorientowanego Nialla, który patrzył na niego niepewnie, obracając w delikatnych palcach długi bilet z logiem brytyjskich linii lotniczych.

- Zayn? Co ty tu robisz? – zmieszanie Nialla się wzmogło, kiedy zorientował się w jakim stanie był Zayn. Czarne jak smoła włosy sterczały we wszystkich kierunkach, tak bardzo różne od starannie ułożonej, wylakierowanej fryzury. Ciemne tęczówki błyszczały dziko, z jakimś dziwnym ognistym uczuciem tańczącym tuż pod powierzchnią. Twarz zarumieniła się od mrozu na zewnątrz, a oddech był ciężki i urywany, jakby Zayn przez całą drogę do lotniska biegł. I bardzo możliwe, że tak właśnie było, stwierdził, gdy ponownie omiatał jego sylwetkę wzrokiem.

- Zdążyłem, dzięki Bogu. – powiedział na wydechu, i przyłożył dłoń do gwałtownie unoszącej się i opadającej klatki piersiowej. – Musiałem… muszę ci to powiedzieć, zanim polecisz na święta do Irlandii.

Niall przechylił głowę, i spojrzał na niego z niewinnym zainteresowaniem, przyciskając bilet do piersi. Zayn oblizał usta, i zachichotał, co spotkało się z uniesioną brwią chłopca przed nim. Boże, był taki piękny. Tak cholernie piękny, pomyślał z zachwytem. Duże oczy w wyrazistym, błękitnym kolorze, różowe usta, mały nos, zarumienione policzki i chaos na głowie w postaci blond kosmyków, które jak zawsze opadały mu w nieładzie na czoło. Idealny. Cały idealny. Malik miał to wszystko na wyciągnięcie ręki przez cały czas, wystarczyło tylko chwycić. Oby tylko nie było teraz za późno. Oby istniała jeszcze szansa na to, by to czyste, kochające serce należało do Zayna.

- Co powiedzieć, Zayn? Ja naprawdę nie mam już czasu, mój samolot odlatuje za niecałe dziesięć min…

To był czysty impuls, i Zayn w jednej chwili klęczał już przed niczego nierozumiejącym Niallem, chwytając go za lewą dłoń i delikatnie całując jego knykcie. Irlandczyk zamrugał kilkukrotnie, wpatrując się w niego z szeroko otwartymi oczami, a Zayn mógł myśleć jedynie o tym, jak niesamowicie uroczo wyglądał, robiąc to. Nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi, którzy przechodzili obok nich; jedni rzucali w ich kierunku zaciekawione, drudzy zgorszone a jeszcze inni zwyczajnie rozbawione spojrzenia. Dwójka dzieci prowadzonych za rękę przez młodą kobietę nawet pokazała ich palcem, chcąc zwrócić uwagę swojej mamy.

- Wiem, że teraz powinienem powiedzieć coś wielkiego, może nawet poetyckiego, ale nie mam tak artystycznej duszy i nie znam aż tak barwnego języka. Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe, jeśli powiem to po swojemu. – Zayn uśmiechnął się, nie puszczając dłoni Nialla i klęcząc przed nim, a chłopiec nie odrywał od niego wzroku, nawet odrobinę się do niego przysuwając. Niebieskie oczy napotkały brązowe, i nagle lotnisko opustoszało. Byli tylko oni i słowa, które powinny zostać wypowiedziane już dawno. – Byłem takim dupkiem, Niall. Tak wielkim dupkiem i tchórzem, bo codziennie uciekałem przed samym sobą i tym, co do ciebie czułem. Nie potrafiłem się do tego przyznać, i chociaż część mnie chciała ci to powiedzieć już dawno, to odpowiednie formułki więzły mi w gardle. Mimo smutku, którego przeze mnie doświadczyłeś, cały czas dawałeś mi szansę, trwałeś przy moim boku i obdarzyłeś mnie uczuciem, na jakie ja nigdy nie zasłużyłem, a jakiego od zawsze chciałem doświadczyć. Jestem najbardziej samolubnym i egoistycznym facetem na świecie, ale chcę to uczucie zatrzymać. Zatrzymać i… i w zamian podarować ci swoje. Nie mam pojęcia, czy to dobra wymiana, ale niestety nie mam nic lepszego.

Zayn odetchnął, czując się jakby nieco lżejszym i szczęśliwszym. Jego entuzjazm jednak przygasł, gdy zobaczył łzy, które zamigotały w niebieskich oczach Nialla.

- Dlaczego… dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej? – czknął, i szybko otarł oczy wierzchem wolnej dłoni.

Zayn powoli wstał, i ostrożnie przybliżył się do chłopca, kciukiem ścierając świeżą łzę, która spłynęła wzdłuż ciepłego policzka. Patrzył z góry na jego zapłakaną twarz, słodkie usta, wilgotne oczy, a jego serce aż rwało się do niego. Gdyby tylko mógł, opakowałby je w różowe pudełeczko i ofiarował Niallowi, by ten opiekował się nim już do końca świata. Zdawał sobie sprawę, że to najbardziej ckliwa i kiczowata rzecz, o jakiej tylko mógł sobie pomyśleć, ale, o dziwo, wcale mu to nie przeszkadzało.

Ucałował jeszcze raz blade knykcie chłopca, po czym ułożył sobie jego rękę na własnym ramieniu, a sam ujął w dłonie jego twarz. Niall wpatrywał się w niego jak zaczarowany, ale Zayn, co najlepsze, wcale nie był mu dłuższy.

- Bałem się. – wyznał cicho, tak, by tylko Niall mógł go usłyszeć, i nikt inny. – Bałem się, ponieważ nigdy nie kochałem tak mocno.

Zayn nachylił się ku niemu, a Irlandczyk ostrożnie stanął na palcach, by ich usta w końcu mogły się złączyć w pocałunku. Bardzo delikatnym, czułym i słonym, co było winą łez, które nadal wypływały spod przymkniętych powiek Nialla. Zayn zaśmiał się; lekko jak jeszcze nigdy dotąd. Oderwał się od jego ust, i scałował z jego policzków każdą pojedynczą łzę, by potem znowu wrócić do jego warg, i muskać je swoimi raz za razem, aż obaj poczuli przyjemne zawroty głowy i ciepło rozprzestrzeniające się po całym ciele.

Kiedy się od siebie odsunęli, tylko minimalnie, Zayn mógł dostrzec zmartwienie i niepokój na twarzy Nialla.

- A co z Perrie?

Mulat pokręcił głową, i odsunął kilka jasnych kosmyków z jego czoła, by te przekornie i tak opadły zaraz na brwi chłopca.

- Nie ma już Perrie. – powiedział pewnie, i teraz, po wszystkim co się zdarzyło, wiedział, że Perrie nigdy nie było w jego sercu. To miejsce od zawsze należało do tego drobnego Irlandczyka, który wpatrywał się w niego ufnie, i, och, z miłością. – Jesteśmy my. Ty i ja, jeśli tylko chcesz.

Teraz Zayna obleciał strach. A co, jeśli Niall zrozumiał, że zasługuje na kogoś lepszego niż Malik? Bo co też on mógł mu dać, prócz siebie i dwóch lewych rąk do gotowania? Jego obawy jednak szybko wyparowały, kiedy twarz blondyna rozjaśniła w szczerym wyrazie szczęścia i radości.

Chłopiec z impetem wpadł w jego ramiona, wsuwając nos we wgłębienie ponad odsłoniętym obojczykiem, a Zayn natychmiast go w nich zakleszczył. Trzymał mocno, bo tulił do siebie coś ważnego. Tulił cały swój świat, który sprowadzał się do postaci tego drobnego chłopca z wielkim żołądkiem i ogromnym sercem, gdzie pomieścił swoją miłość do Zayna.

- Oczywiście, że chcę, Zayn. – wyszeptał, wydychając na wrażliwą skórę ciepłe, wilgotne powietrze.

Malik ujął jego podbródek dwoma palcami, i wpatrzył się w niego intensywnie. Chłopiec rozchylił usta, i swoim naturalnym, luźnym gestem przejechał po szorstkim policzku Zayna małą dłonią.

- Kocham cię. – Zayn powiedział głosem tak ochrypłym od emocji, że sam z ledwością rozpoznał pojedyncze słowa. Ale Niall usłyszał. Usłyszał, a on mógł niemal wyczuć, jak jego serce bije mocniej, dla niego. Złapał za jego nadgarstki i ułożył jego dłonie po lewej stronie własnej klatki piersiowej. Chciał, by Niall wiedział, iż jego serce także bije tylko i wyłącznie dla niego. – Kocham cię. Kocham cię, Niall.

I kiedy ponownie złączyli swoje usta w pocałunku, tuż przy barierkach i wśród tłumu ludzi idących do odprawy na londyńskim lotnisku, wiedzieli, że to nigdy nie był tylko seks. To od początku była miłość. Nieco podstępna, może ślepa, ale przy tym tak wyjątkowa i barwna, że nie mogli mieć jej za złe tego, iż wywróciła ich życie do góry nogami. W końcu my nie wybieramy sobie miłości, tylko ona nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz