Jest późne popołudnie, słońce dawno już znikło za horyzontem i ciemność otula cały świat, więc w tym także pokój, który wynajmuję. Drobinki śnieżnego puchu wirują w powietrzu, wyglądając szczególnie pięknie w żółtawym świetle ulicznych latarni. Ale nie poświęcam im wiele uwagi – niewiele się zmieniło, piękno wciąż średnio mnie interesuje. Cóż takiego ludzie w nim widzą? Przeminie. Wszystko, co zwane jest pięknym, szybko zmarnieje. Nie jestem filozofem, nic z tych rzeczy. Jestem po prostu realistą. Nie ma sensu wiązać się z pięknem, skoro nas zostawi, umierając wtedy, kiedy wydawałoby się, że to jeszcze nie jego czas
.
Poprzez kordon smętnych myśli od razu przebija się obraz uśmiechniętego Nialla ze śniegiem we włosach i zarumienionymi policzkami. Przyglądam się, jak ponure gdybania pierzchają, a ja powoli tonę w niebieskim spojrzeniu, tak jasnym i radosnym. Odtwarzam w myślach nasz taniec na lodzie, czepiając się go kurczowo, jakby był jedynym pozytywnym wspomnieniem, jakie mam. Uśmiecham się, znowu czując na nogach łyżwy, a w ramionach ciężar ciała Nialla i pozwalam się wciągnąć w wir, zupełnie zapominając o Bożym świecie.
Przymykam oczy, kiedy wyimaginowany Niall składa pocałunki na linii mojej szczęki, wsuwając ręce pod kurtkę. Ostatnimi czasy zdarza mi się to naprawdę często – zastygam w połowie robienia czegoś, marząc o możliwości zobaczenia wiecznie uśmiechniętego Irlandczyka. Tak jest i tym razem. Mój palec zawisa nad ekranem telefonu, a kubek z chłodną herbatą zostaje odstawiony na stoliczek. Zostajemy tylko ja i moje wyobrażenie Nialla, sami w swoim świecie.
Z przyjemnych rozmyślań wyrywają mnie wibracje telefonu. Potrząsam głową, rzucając niechętne spojrzenie na urządzenie, lecz po chwili moją twarz rozświetla uśmiech, od którego bolą policzki. Oto dzwoni do mnie Niall, uśmiechając się ze zdjęcia, które ustawiłem dla jego kontaktu. Szybko wduszam przycisk rozpoczynający rozmowę i przykładam aparat do ucha.
– Halo? – rzucam i mogę się założyć, że w moim głosie słychać uśmiech. Nic dziwnego, moje ciche marzenia i modlitwy właśnie stają się rzeczywistością.
– Hej, Zee! – wykrzykuje Niall po drugiej stronie linii. Chcę mu odpowiedzieć, ale wtem chłopak nabiera powietrza w płuca i kontynuuje. – Robisz coś?
– Masz na myśli, czy robię coś teraz? – upewniam się.
– Uhm – przytakuje chłopak.
– Nie – odpowiadam. – A co? Coś się stało?
– Wszystko w porządku – zapewnia Niall, śmiejąc się cicho. – Chciałem tylko zapytać, czy mógłbyś do mnie wpaść. Obejrzelibyśmy film czy coś.
Serce podchodzi mi do gardła, gdzie zaczyna wybijać szaleńczy rytm. Zaczynam się obawiać, że nie będę w stanie odpowiedzieć, więc biorę kilka głębokich wdechów.
– Zee? – pyta Niall, kiedy nie odpowiadam, a jego głos brzmi tak uroczo i niepewnie, że nie jestem w stanie powstrzymać westchnienia. Nie wiem, co zrobił ze mną ten chłopak, ale to niezaprzeczalnie powinno zostać zabronione.
– Jestem, jestem – rzucam do słuchawki. – Pewnie, mógłbym wpaść. Kiedy?
– Nawet teraz – uśmiecha się Niall i tak, dokładnie to mam na myśli. Mogę go nie widzieć, ale wiem, że się uśmiecha. To jedna z najbardziej pozytywnych rzeczy w tym chłopaku – uśmiecha się niemal cały czas, rozświetlając wszystkie nieprzyjemności, jakie niesie życie. Z Niallem wszystko staje się lepsze.
– W takim razie już się zbieram – odpowiadam, mając nadzieję, że w moim głosie słychać uśmiech podobny do jego. Chłopak mamrocze ciche „do zobaczenia niedługo” i się rozłącza, a wtedy wsuwam telefon do kieszeni. Wstaję z kanapy, przemierzając mieszkanko w dwóch susach, i w malutkim korytarzyku naciągam na siebie kurtkę i buty. Ostatni raz poprawiam włosy w lustrze, po czym łapię klucze oraz portfel i z uśmiechem opuszczam mieszkanie.
Czekając na taksówkę dochodzę do wniosku, że przez Nialla odpadną mi niedługo policzki. Ostatni miesiąc był dla mnie jak niekończący się uśmiech.
Docieram pod znajomy adres dwadzieścia minut później, zupełnie przemarznięty, ale szczęśliwy, bo jakże mogłoby być inaczej? Pukam delikatnie, podekscytowany i niepewny, bo nigdy nie byłem w mieszkaniu Nialla. Po chwili drzwi się uchylają, ukazując uśmiechniętego chłopaka.
– Hej – szepcę, a on odpowiada mi tylko szerszym uśmiechem. Otwiera drzwi na oścież, wpuszczając mnie do malutkiego przedpokoju. Zdejmuję buty, a Niall odbiera ode mnie kurtkę, co sprawia, że moje serce topnieje i rośnie jednocześnie, jakby nie wiedziało, co ze sobą zrobić. Może rzeczywiście nie wie. Niall gestem zaprasza mnie do salonu.
Pokój jest nieduży, ale naprawdę ładnie urządzony. Ściany są pomalowane na odcień ciepłego beżu, a podłoga wyłożona ciemnym drewnem. W centrum pokoju znajduje się duża kanapa, na której Niall od razu przysiada, poklepując miejsce koło siebie. Opadam na nią, przesuwając nogami po miękkim dywanie. Niall uważnie śledzi moje ruchy, po czym przenosi wzrok na moją twarz. Przez chwilę spoglądamy na siebie w ciszy.
– Cześć – mówi w końcu blondyn. Przerywa kontakt wzrokowy, raptem spoglądając gdzieś za mnie. – Fajnie, że przyjechałeś.
Uśmiecham się i łapię jego rękę, ponieważ wydaje się być taki zawstydzony i zagubiony. Niemal jakby myślał, że zapraszanie mnie było złym pomysłem. Układam palec pod jego podbródkiem, zmuszając tym samym by na mnie spojrzał, i przyciskam swoje wargi do jego. Pocałunek jest słodki, niespieszny i uczuciowy. Czuję, że Niall uśmiecha się przez cały czas jego trwania.
Odsuwam się, zostawiając między naszymi twarzami niewielką odległość. Spoglądając w jasnoniebieskie oczy Nialla, pytam. – Co oglądamy, kochanie?
Niall unosi brwi, a ja orientuję się, że to prawdopodobnie pierwszy raz, kiedy go tak nazwałem. Stało się tak szybko, że z całą pewnością przeoczyłbym ulotny moment, który dla Nialla może być niezwykle ważny. Zdumienie w jego oczach zastępuje uśmiech, kiedy odpowiada. – „I że cię nie opuszczę”. Może być?
– Nie oglądałem – przyznaję. Niall wstaje, by włączyć odtwarzacz DVD, po czym wraca na kanapę. Siada blisko mnie, opierając kolana o mój podołek. Obejmuję go po chwili wahania, a on układa głowę na moim ramieniu. Taka pozycja nie jest do końca wygodna, ale żaden z nas nie chce się odsunąć. Skupiam się na filmie, który właśnie się zaczyna.
Opowiada historię mężczyzny i kobiety, którzy są w sobie zakochani bez pamięci. Dziewczyna sprzeciwia się rodzinie, która pragnie dla niej studiów prawniczych, i poświęca się sztuce, którą kocha. Generalnie życie pary to sielanka. Niestety pewnego dnia dzieje się tragiczny wypadek, w którym główna bohaterka traci pamięć. I tu zaczynają się schody – jej oddany mąż próbuje jej wszystko przypomnieć, choć los zdaje się być przeciwko niemu.
Film zbliża się do końca, gdy dobiega mnie skrzypienie podłogi. Ignorując jęczenie Nialla, obracam się lekko, by zobaczyć kto wszedł do pokoju. W drzwiach stoi kobieta w średnim wieku. Ma na sobie szlafrok i kapcie, w ręku kubek z herbatą, a jej wypłowiałe blond włosy są w całkowitym nieładzie. Cierpkim spojrzeniem skanuje pokój, zatrzymując się wreszcie na naszej dwójce.
– A kto to jest, Niall? Nie mówiłeś, że będziesz miał gościa – bardziej skrzeczy, niż mówi.
– Przepraszam, mamo – odpowiada cicho Niall. W jego głosie nie ma już tej szczęśliwej nuty, która mu zawsze towarzyszy. – To jest Zayn, mój… eee…
– Twój? – ponagla kobieta.
– Mój chłopak – mówi w końcu Niall, czerwieniąc się po czubki uszu. A ja trochę niedowierzam, bo oto najwspanialszy mężczyzna na świecie nazywa mnie swoim chłopakiem. Właściwie cieszy mnie obrót sytuacji, bo Niall czyni mnie tak nieśmiałym i niepewnym, że pewnie nigdy bym go o to nie zapytał, bojąc się, że to za wcześnie. Patrzcie państwo, jak jeden niepozorny Irlandczyk z klubowej łazienki może zmienić człowieka.
– Och. – Twarz kobiety rozjaśnia się uśmiechem. Powłócząc nogami, zbliża się do kanapy i wyciąga do mnie rękę. – Maura, mama Nialla. Miło mi poznać.
Spycham z siebie mojego chłopaka, co wywołuje jej cichy śmiech i wstaję. – Zayn. Także bardzo mi miło. – Potrząsam lekko jej ręką. Wydaje się być taka krucha w moim uścisku, jakby zaraz miała się rozsypać na drobne kawałeczki.
Puszcza moją dłoń, ciągle się uśmiechając i zajmuje miejsce obok Nialla, który wydaje się być na powrót zrelaksowany. Oglądamy film w milczeniu, a gdy dobiega końca, oboje płaczą po równo, w ten sam sposób wyginając usta w podkówkę i zawodząc cicho. Uśmiecham się, patrząc na tę dwójkę z niedowierzaniem.
Zaczynają się napisy końcowe, kiedy Maura ociera oczy wierzchem dłoni i wstaje. – Chcecie może herbaty? – pyta. Niall kiwa twierdząco głową, więc ja też przytakuję, kiedy kobieta spogląda na mnie wyczekująco. Posyła nam uśmiech i wychodzi z pokoju, zapewne kierując się do kuchni czy coś.
– Było naprawdę miło – mówię, ocierając kilka łez, które pozostały na policzkach Nialla. Chłopak rumieni się lekko, próbując odsunąć moją rękę, ale nie ustępuję. – No już, już. To słodkie, że wzruszasz się na filmach.
– To było przecież naprawdę smutne – mamrocze Niall i chyba myśli, że go nie słyszałem, bo chwilę później mówi już głośniej i pewniej. – Właściwie, to co lubisz robić w wolnym czasie? Nigdy o tym nie wspominałeś, chyba.
– Jaka subtelna zamiana tematu, brawo – uśmiecham się złośliwie, a Niall wywraca oczami. – Lubię malować.
– Malować? Pokażesz mi coś kiedyś? Proszę – mówi Niall, przeciągając ostatnią głoskę. Przytakuję. – Jej!
W tym momencie do pokoju wraca Maura, manewrując między meblami z kubkami pełnymi gorącej herbaty. Niall zrywa się, by jej pomóc i już po chwili podaje mi naczynie. Dziękuję cicho, posyłając kobiecie uśmiech.
Maura przysiada na skraju kanapy. – To może, gołąbeczki, opowiecie mi jak się poznaliście?
Niall zaczyna opowiadać o tym, jak po raz pierwszy spotkaliśmy się w barze, ale część, gdzie zachowuję się jak skończony i niesamowicie napalony dupek zastępuje historyjką o moich nienagannych manierach i o tym, jak proszę go do tańca, a potem stawiam drinka. Maura słucha z uśmiechem, a mnie robi się niesamowicie przykro. Czyli tak wygląda wymarzone pierwsze spotkanie Nialla. Mimowolnie zaczynam się zastanawiać, czy na pewno powinienem się z nim spotykać. Pasuję do niego jak wół do karety.
– Zayn? – Dobiega mnie czyjś głos. Potrząsam głową, spoglądając nieprzytomnie na Nialla. Wygląda na zmartwionego.
– Tak?
– Zadałem ci pytanie dwa razy, a ty nie odpowiedziałeś. Wszystko w porządku?
Nagle czuję się przytłoczony emocjami – uczuciem, które żywię do Nialla, ale ciągle boję się je nazwać, przygniatającym poczuciem winy, że nie jestem najlepszym, co mogłoby się mu przytrafić, smutkiem, że mimo wszystko naprawdę do niego nie pasuję i będę tylko zawadzał, strachem, że wszystko, co teraz wygląda tak pięknie, niedługo przeminie, a ja zostanę ze złamanym sercem. Właśnie przez ten strach jestem tym, kim jestem. Nikt mnie nigdy naprawdę nie skrzywdził, ale wrażliwa część mojej duszy, którą naprawdę chciałem w sobie stłamsić, zawsze się bała. To mniej więcej dlatego chciałem tylko przelecieć Nialla w tej brudnej łazience, nie angażując się w nic więcej. Ale oto znajduję się tutaj, patrząc w jego niebieskie tęczówki z tak bliska, a strach wyciska powietrze z moich płuc.
– Nie czuję się najlepiej – sapię. Niall marszczy brwi, a na jego czole pojawiają się zmarszczki. – Było mi naprawdę miło, ale chyba już pójdę.
– Jest późno – zauważa Maura. – Jeśli źle się czujesz, to możesz zostać, Zayn. Nie mamy z Niallem nic przeciwko.
– Właśnie – popiera ją blondyn.
– Nie, naprawdę dziękuję. – Muszę się stąd wydostać, zanim się uduszę. Wstaję więc z miejsca, podaję dłoń Maurze i pozwalam Niallowi odprowadzić się do przedpokoju. Widzę, jak z niepokojem przygląda mi się, kiedy zakładam buty.
– Coś nie tak? – pytam, kiedy podaje mi kurtkę ze ściągniętymi brwiami i niemal przerażeniem w oczach.
– Chciałem zapytać o to samo – odpowiada, przygryzając dolną wargę. Nie odpowiadam, pozwalając, by kontynuował swoją myśl. – Wiesz, zbladłeś nagle i wyglądałeś, jakbyś miał zemdleć. To chyba normalne, że się martwię.
– Normalne, mój chłopaku – mówię, zarzucając mu ręce na szyję. Niall rumieni się, a ja wybaczam sobie tą subtelną zmianę tematu. Skoro on może, to ja też, próbuję się usprawiedliwić przed własnym sumieniem.
– Słuchaj, nie wiem, czemu to powiedziałem. – Słowa wypadają z ust Nialla z prędkością błyskawicy. – Tak jakoś wyszło, mogę to wszystko jeszcze odkręcić przed mamą. Przepraszam, Zayn…
– Spokojnie, słoneczko – mówię. Niall zamyka usta, wyglądając jak zdezorientowany szczeniaczek. Całuję go w nos, po czym kontynuuję. – To naprawdę mi nie przeszkadza. Raczej cieszy, kochanie. Bardzo.
– Naprawdę? – Niall unosi brwi. – Boże, ja też się cieszę! Jesteś… moim chłopakiem – mówi powoli i cicho, jakby smakował tych słów.
– Twoim chłopakiem – powtarzam. Niall uśmiecha się do mnie, a ja nie mogę się powstrzymać – przyciągam go bliżej i wpijam się w jego różowe, piękne usta, które rozchylają się pod naporem moich. Pogłębiam pocałunek, a Niall wzdycha cicho. Właśnie w tej chwili ucieka ode mnie cały strach, bo czuję w ramionach jego ciepłe ciało, a nasze usta poruszają się w jednym rytmie. Mógłbym trwać tak już zawsze.
Odsuwam się od niego niechętnie. Niebieskie oczy spoglądają na mnie z uczuciem, które jednocześnie mnie przeraża i niesamowicie do siebie przyciąga. – Dobranoc – szepcę. Niall uśmiecha się delikatnie.
– Dobranoc, Zayn.
Otwiera przede mną drzwi. Przekraczam próg i już mam odejść, gdy coś przychodzi mi do głowy. – Może wpadniesz do mnie jutro? Pokazałbym ci moje rysunki.
– Jasne – mówi Niall po prostu. Dalej stoi w drzwiach, wychylając się maksymalnie, by mnie widzieć, a jednak nie wychodzić na zimną podłogę korytarza.
– Idź już do środka – rzucam jeszcze. – Zmarzniesz.
– No i co? Chcę jeszcze jednego całusa.
Ton głosu Nialla przypomina mi rozpieszczone dziecko, które chce dostać kolejnego lizaka. Pokonuję dzielącą nas odległość i szybko przyciskam swoje wargi do jego. – Teraz do domu, kochanie – śmieję się, a Niall posłusznie cofa się o krok i łapie za drzwi. – Do jutra – dodaję.
– Do jutra, Zayn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz