Harry bezpiecznie zamknął drzwi i tańczył od natłoku emocji w głowie.
- Co robisz, kolego?
Harry prawie wyskoczył ze skóry i odwrócił się, żeby znaleźć wyraźnie rozbawionego Nialla w drzwiach jego kuchni. Harry zarumienił się.
- Erm, pozwól mi napisać do Liama, żeby przyszedł tutaj i będę musiał..
- Jestem już tutaj, kolego - Liam powiedział wesoło, wystawiając głowę zza drzwi i unosząc brwi.
Harry przełknął ślinę.
- Dobrze. Więc. Przyjdźcie do mojego pokoju, muszę wam powiedzieć kilka rzeczy.
Nie patrząc czy podążają za nim, wspiął się po schodach i wszedł do pokoju, a za nim Liam i Niall. Po tym jak Horan zamknął drzwi i wszyscy usiedli na łóżku Harry’ego, zaczął on mówić:
- Więc, jak dobrze wiecie, w tym roku trenuję w reprezentacji uczelni i zostaję po lekcjach i ćwiczę, dlatego inny nowy, prawy napastnik - Chibuzo - nie dostanie mojego miejsca. - pozostali dwaj skinęli głowami, więc Harry kontynuował: - Dobrze.. Ćwiczyłem z Louisem Tomlinsonem.
Oczy Nialla i Liama rozszerzyły się.
- Louis Tomlinson? - zapytał Liam z troską w głosie. - Ten który imprezuje, sypia z dziewczynami i takie tam?
- Nie Liam, Louis jest gejem - zadrwił Niall.
Harry popatrzył na niego.
- Skąd to wiesz? - zażądał odpowiedzi, kiedy brwi Liama zmarszczyły się ponownie.
Blondyn przewrócił oczami.
- Był w klasie Greg’a w zeszłym roku, pamiętasz? Dopóki Louis nie zdał i nie musiał poprawiać. Cały rocznik wiedział - wzruszył ramionami.
‘Och’, pomyślał Harry. ‘Też mi coś'
- Dobrze, taak. spędziłem z nim dużo czasu. I .. podoba mi się.
Obydwaj wyglądają jak uderzeni. Niall nie wiedział, że Harry jest gejem, a Liam po prostu nie wiedział, że Harry ma na niego ochotę. - Coo?! - Zapytali we dwóch.
Młodszy zarumienił się i skinął.
- Tak, lecę na Louisa Tomlinsona. I, erm on na mnie też.
- COO?! - zapytał Liam, brzmiąc trochę groźnie.
- Ja i Louis Tomlinson podobamy się sobie nawzajem? - Harry powiedział to cichym głosem, jakby to było pytanie.
Liam prychnął gniewnie i Harry odczekał pełne sześćdziesiąt sekund, żeby dostarczyć resztę wiadomości.
- Zabiera mnie na kolację jutro wieczorem.
Obaj gapili się na niego. Niall szczęśliwie i Liam ze skwaszoną miną.
- Nieźle, kolego. - wiwatował blondyn, podnosząc rękę, żeby przybić z loczkiem piątkę, co Harry zrobił z małym uśmiechem. Niall i Harry odwrócili się do Liama, który najwyraźniej prowadził jakiś konflikt z samym sobą. Harry zerknął z powrotem do Nialla: wiedzieli, że to spojrzenie oznaczało, że Liam Myślał O Ważnych Rzeczach.
- Więc, gdzie się wybieracie? - Niall zapytał podekscytowany.
- Erm, on powiedział, że mogę wybrać, ale nie wiem gdzie powinniśmy się udać. Jakieś pomysły?
Niall siedział i myślał, ale był najwyraźniej zbity z tropu.
- Nie wiem, na prawdę nie chodzę na randki. Li? Masz jakiś pomysł?
Spojrzeli na Liama, który ocknął się i przejechał dłonią po twarzy, palce zakopując w jego skórze.
- Idźcie do Olive Garden* - wymamrotał nieszczęśliwie.
Harry przysunął się bliżej na łóżku w kierunku Liama i dotknął jego kolana.
- Co się stało, Liam? Ty- ty wiedziałeś, pamiętasz? Mówiłem ci, że ja.. lubię facetów - ignorował oburzenie Nialla. - Hej! - ścisnął jego kolano. - Co powinienem zrobić?
Liam wydmuchnął powietrze w westchnieniu i pokręcił głową.
- To nie ty. Ja po prostu słyszałem różne rzeczy o Louisie Tomlinsonie i nie podoba mi się to - machnął ręką w ogólnym kierunku Harry’ego, powodując, że brwi chłopaka się zmarszczyły. - Po prostu czuję, jakby on cie wykorzystywał.
Harry przygryzł swoją wargę.
- Ale Louis nie zrobiłby mi tego. On mnie ‘lubi’.
Liam po prostu spojrzał na niego, jakby był naiwnym dzieckiem. Którym, w porządku, był na prawdę, ale. Spokojnie.
- Spójrz, odbiera mnie o siódmej. Jeśli chcesz jakby, poznać go czy coś.
- To będzie miłe, Li. - Niall wtrącił wesoło. - Będziesz jak jego tata, albo coś - Harry rzucił mu ostre spojrzenie, który miał swoje blond-wytłumaczenie. - Możesz być jak ‘Co robią tatusiowie, kiedy spotykają nowego chłopaka swojego dziecka’. Mocny uścisk ręki, pytania o jego życiowe wybory, subtelne, lekkie pogróżki czy coś. Założę się, że mogę pożyczyć na trochę broń ojca - dodał.
- Niall!
- Co? Ja tylko próbuję Ci pomóc, Harry.
- Liam nie skieruje na niego pistoletu.
- Cóż, ja nigdy nie powiedziałem, że ma na niego skierować ten cholerny przedmiot, czy teraz tak?
- Wystarczy! - Liam przerwał ze znużeniem odpowiedź Harry’ego. - Niall prosze, nie przynoś jutro pistoletu twojego taty. Harry, będę tu jutro.
- Proszę Li - jęknął Harry. - Proszę, bądź szczęśliwy dla mnie, na prawdę go lubię-lubię. Myślę, że on może… być tym jedynym. Dla… mnie.
Niall wiwatował głośno, ale Liam bełkotał tylko, starając się panować nad sobą, kiedy Anne zapukała do drzwi i otworzyła je.
- Będzie w porządku, jeśli wejdę? - zapytała wesoło, zerkając głową przez drzwi.
- Oczywiście - Harry odpowiedział z uśmiechem. - Właśnie chciałem Ci powiedzieć. Wychodzę z Louisem jutro wieczorem.
Jego mama szczęśliwie skinęła głową.
- W porządku. Będę pracować. Wiesz to, kochanie - przypomniała mu.
- Wiem, po prostu pomyślałem, żeby Cię poinformować - uśmiechnął się anielsko.
Anne odwzajemniła uśmiech i przesunęła dłonią po jego włosach.
- Jak słodko. Lubię Louisa Tomlinsona. Cieszę się, że spędzasz czas z kumplami z drużyny. A on jest dobrym chłopakiem.
Liam prychnął i Harry rzucił mu spojrzenie. Oczy Anne migotały między nimi, a następnie do Nialla, który rażąco patrzył na nią, zanim czule potrząsnęła głową i odwróciła się, żeby wyjść za drzwi.
- Jedzenie będzie gotowe w ciągu kilku minut, tak? - chłopcy podziękowali jej, uśmiechnęli się, a ona wyszła. Harry wyrzucił obydwie ręce, żeby uderzyć każdego chłopaka w tył ich głów.
- Auć!!
- Cholera!
-Ty! Przestań lustrować wzrokiem moją mamę, za każdym razem kiedy ją zobaczysz - skarcił Nialla. - I ty! Nie czyń jej nieufną.
O szóstej trzydzieści następnego wieczoru, Harry był ubrany w czarne, obcisłe jeansy, biały t-shirt i szary blazer na wierzch. Liam był ubrany w jeansowe spodnie i kraciastą koszulę z zapiętymi wszystkimi guzikami, żeby wyglądać mądrze.
- Na prawdę nie musisz tutaj być, Li - Harry spróbował ponownie, ale Liam potrząsnął głową.
- Muszę, Harry. Wiesz, że muszę - powiedział krótko. Harry nie sprzeczał się tym razem. Najwyraźniej jego milczenie, było wystarczające. - Nie musisz być zły, Harry. Zwracam tylko uwagę na ciebie.
Harry próbował ukryć swój uśmiech.
- Nie jestem zły, Li. Obiecuję. Po prostu myślę, że przesadzasz.
- Ukrywasz coś? - zapytał Liam, unosząc brwi.
- Nie!
- Więc jaki widzisz problem we mnie poznającym jego? - przeciwstawił się Liam.
- Nie ma sprawy. Myślę tylko, że jeśli chciałbym postać ojca do ochrony, to zadzwoniłbym-do swojego, czy coś - sapnął Harry.
Oboje wiedzieli, że to kłamstwo, jeszcze zanim to wyszło z ust młodszego, ale Liam tego nie skomentował. Cisza rozciągała się, aż rozległo się pukanie do drzwi. Harry podskoczył, podciągając rąbek koszuli, a Liam wstał i odsunął swoje krzesło. Razem podeszli do drzwi i kędzierzawy otworzył je z nerwowym uśmiechem.
Louis usmiechnął sie promiennie do tyłu, ignorując surowy wyraz twarzy Liama.
- Chcesz wejśc? - zapytał Harry, ale obydwaj wiedzieli, że nie chciał, ale musiał, bo Liam tego chciał. Młodszy miał na tyle przyzwoitości, żeby napisać do niego i go o tym poinformować.
- Liam Payne - przedstawił się, chwytając rękę, żeby ją uścisnąć.
Najmłodszy zacisnął usta, walcząc z uśmiechem, kiedy Louis skopiował minę i również wyciągnął rękę.
- Louis Tomlinson, miło cię poznać Liam.
Liam skinął i przeskanował Louisa od góry do dołu, biorąc swój czas, aby na prawdę przeskanować starszego, ale niższego chłopca.
- Twoje spodnie są dość ciasne, prawda? - Liam wycedził.
- Liam! - Harry syknął, kiedy Louis wybuchnął śmiechem.
- Tak. Są dosyć ciasne - L. prosto odpowiedział. - Utrudnia to napalonym chłopcom jak Harry, ściągnięcie ich ze mnie.
Harry odwrócił twarz w dół, do podłogi, aby ukryć swój uśmiech przed Liamem, ale dostrzegł błysk w oczach najlepszego przyjaciela.
- Słuchaj Tomlinson! Jesteś starszy, ale ja jestem większy i silniejszy. Jestem gotów się założyć. Harry nie potrzebuje żadnego kutasa, żeby pojawił się i uwiódł go, taak?
Louis spoważniał i skinął.
- Oczywiście Liam. Słuchaj, po prostu go lubię. Nie jestem tutaj po to, żeby go zwodzić. Przysięgam na swoje życie.
Liam podszedł nieco bliżej.
- Twoje życie nie znaczy dla mnie zbyt wiele, Tomlinson - tchnął.
Harry był pewien, że umrze. Właśnie tam. I zabrudzi biały dywan jego mamy.
- Dobrze, wystarczy - omal nie jęknął. - Mamy zamiar wyjść. Teraz. Dzięki za to, Li.
- Sekundkę kochanie - stonował spokojnie. Kiedy Harry zarumienił się na czułe słowo, Louis podszedł jeszcze bliżej, tak że patrzył w twarz Liama i mówił niskim głosem. - Rozumiem, że niepokoisz się o najlepszego kumpla, Liam. Ale nie jestem pewny, czy doceniać sposób w jaki wydajesz się myśleć, że Harry nie jest w stanie o siebie zadbać. Jest silny i bardziej niż zręczny i mądry również. Jestem na niego obrażony, ale ponieważ jestem pewien, że masz swoje zamiary w słusznym miejscu, pozwolę się temu wślizgnąć.Tym razem. - Z tym, Louis cofnął się, ponownie potrząsając Liama (odrętwiałego z szoku) rękę i położył dłoń na krzyżach Harry’ego, żeby wyprowadzić młodszego chłopca bez zerknięcia w tył, na zszokowanego Liama.
Harry zatrzymał się kiedy przechodził koło niego, wyciągnął szyję, żeby pocałować Liama w policzek, tak jak widział, że robiły to córki swoim ojcom, po scenach jak ta.
- Pa, tato - wyszeptał przy jego policzku.
Louis i Harry wyszli przez drzwi, z Liamem stojącym po drugiej stronie w oszołomionej ciszy.
- Więc.. - Louis powiedział wesoło, kiedy obydwaj byli w jego samochodzie. - Zadecydowałeś, gdzie chcesz iść?
Harry przełknął nerwowo.
- Erm. Liam powiedział, że Olive Garden, to dobre miejsce na pierwszą randkę. Oczywiście, ja nigdy wcześniej nie byłem na żadnej, więc-
- Harry, kochanie, nie trzeba brzmieć tak zakłopotanie. - Louis zbeształ go czule. - Nie ma nic negatywnego w Tobie, tylko w biednych, nieszczęśliwych duszach, które nie poznały Cię na tyle dobrze, żeby sprawić, że powiesz ‘Tak’ na zaproszenie na randkę - Harry zaczerwienił się i wyjąkał dziękuję i mały uśmiech, a Louis kontynuował. - I choć to wspaniały pomysł na pierwszą randkę-upewnij się, że podziękowałeś tacie Liamowi za cudowny pomysł. Zdecydowanie wykorzystam go na następne randki, bylbym zaszczycony, wystarczająco zachwycony łaskawymi randkami, których pragnę-Mam lepszy pomysł.
- Ach tak? - Harry zarządzał przez śmiech na strasznie elegancki ton, z jakim Louis z nim rozmawiał.
- Tak - Louis stwierdził pewnie, kiwając raz z przekonaniem. Harry był pewien, że jeśli spróbowałby tak skinąć, mógłby uszkodzić sobie tył jego szyi, czy coś.
Louis nie komentował dalej przez chwile, więc Harry w końcu zapytał:
- Dobrze, w takim razie, gdzie jedziemy?
Louis przewrócił oczami i uśmiechnął się protekcjonalnie.
- Ah, młody Harold. To czego szukasz, zostanie ujawnione w odpowiednim czasie.
- .. Więc mówisz mi, żebym się zamknął i cieszył się jazdą?
Louis spojrzał obrażony.
- Dlaczego, nigdy nie insynuuje czegoś niegrzecznego i nieuprzejmego tak uroczemu, prześlicznemu, młodemu mężczyźnie-znajomemu -powiedział dramatycznie.
Harry przewrócił oczami i roześmiał się głośno, wysokim dźwiękiem zmieszanym z rechotem czarownicy, który spowodował, że Louis zaśmiał się tak mocno, że musial się zatrzymać, aby to skończyć. Kiedy wjechał z powrotem na drogę, uniósł brwi i powiedział:
- Powinniśmy?
Harry tylko uniósł brwi na pytanie i Louis uruchomił płytę i rozbrzmiało się Coldplay. H. uśmiechnął się spokojnie, kiedy ‘Paradise’** uspokoiło jego ‘Pierwszo-Randkowe Nerwy’-aż prawie umarł ze śmiechu, kiedy Tomlinson zaczął wykrzykiwać refren, absurdalnie fałszując, drgającym głosem. Harry śmiał się i śpiewał (jego normalnym, spokojnym i szorstkim głosem).
Harry oceniał jego twarz.
Patrzył na starszego chłopca (swobodnie, jak Louis kierował i patrzył na drogę, tak jak rzeczywiście robi odpowiedzialny kierowca) śpiewając szczęśliwie do muzyki. Nagle Louis wyłączył muzykę i przestał śpiewać, słuchając uważnie. Harry tego nie zauważył (ponieważ byl zbyt zajęty pożeraniem wzrokiem niecodziennej twarzy Louisa) więc utrzymywał śpiewanie o normalnej głośności.
Twarz starszego rozjaśniła się, ale Harry zarumienił się i przestał śpiewać, śmiejąc się, żeby ukryć nagły dyskomfort. Bez przekonania, klepnął ramię Louisa, tyłem jego ręki.
- Dureń! - oskarżył z lekkim zażenowaniem.
Louis tylko uśmiechnął się szeroko.
- Nigdy wcześniej nie słyszałem jak śpiewasz - uzasadnił, jakby chciał to usprawiedliwić.
Harry zaśmiał się krótko.
- To dlatego, że nie śpiewam przed ludźmi.
Louis patrzył na niego, tak długo, jak mógł bezmyślny kierowca, przed uśmiechaniem i włączeniem sygnału. Harry nic nie powiedział, ale poczuł, że jego brwi ściągają się w dezorientacji, kiedy wyjrzał przez okno.
Byli na pustym, czarnym polu, tuż przy poboczu drogi, z małym stawem, na trawie w dole zbocza. Brak świateł, brak budynków, oraz (jak Harry szybko się przekonał, kiedy samochód Louisa zaczął podskakiwać i falować) brak ścieżki.
W końcu Louis zatrzymał samochód i spojrzał na Harry’ego z namysłem.
- Jesteś w tej chwili głodny? - zapytał.
Prawdę mówiąc był trochę głodny, ale pomyślał, że jeśli zje teraz, może zwymiotować, więc potrząsnął głową.
Louis skinął i wysiadł z samochodu, podbiegając dookoła, żeby otworzyć Harry’emu drzwi. Harry zarumienił się i wysiadł, podciągając lekko opadające spodnie, tak jak Louis i zamknął drzwi samochodu. Louis wskazał głową coś w rodzaju podążaj za mną i ruszył. Reflektory jego samochodu, wciąż świeciły jasno, przedzierając się przez ciemność.
Louis szedł przed Harry’m, podając ostrzeżenia jak ”Korzenie sterczą tutaj” i ”chwiejna skała, uważaj!” tu i tam, kiedy szli w dół zbocza. Wreszcie nachylenie ustabilizowało się i Louis zwolnił, wyrzucając ramiona i zakreślając je, pokazując Harry’emu miejsce, które tak cudownie wybrał.
- Zaraz wracam - wyszeptał konspiracyjnie, pozostawiając Harry’ego, żeby czekał w kompletnej ciemności.
Jego oczy skończyły przyzwyczajać się do otoczenia i zdał sobie sprawę z tego, że tak na prawdę znajduje się w pięknym miejscu. Było tam pełno drzew i woda, zaledwie pięć metrów od miejsca gdzie stał, wyglądała na czysta i zimną. Harry zamknął oczy i uśmiechnął się, słuchając dźwięku wody uderzającej o skały. Omal nie podskoczył, kiedy zaczęła grać muzyka z samochodu Louisa. Nie za głośno, w sam raz. Kiedy rozpoznał głos Ed’a Sheeran’a, ponownie się uśmiechnął, mrużąc oczy jeszcze raz.
Otworzył oczy, gdy usłyszał kroki starszego. Odwrócił się i natychmiast zlikwidował odległość między nimi, gdy Louis niósł ogromny tobołek i zwitek czegoś, co spadało z jego ramion. Harry złapał go i Louis uśmiechnął się do niego.
- Dziękuję za to, kochanie - powiedział. Harry uśmiechnął się.
Louis położył tobołek na ziemi, a Harry powtórzył to samo, obserwując jak wyciąga zwinięty kocyk. Rozłożył go na ziemi, ściągając buty i usadowił się na kolanach na kocu, zanim pochylił się i wziął więcej rzeczy z Toboła. Podniósł kamienie wielkości dłoni i umieścił po jednym na każdym rogu koca, aby utrzymywały go przy ziemi, prostując je, dopóki nie były w porządku. Brwi młodszego prawie połączyły się w dezorientacji, kiedy Louis starannie, ponownie układał ubrania i ręczniki, umieszczając je na kocu.
Louis spojrzał na niego i uśmiechnął się.
- Nie martw się - zapewnił go. - To nabierze troszkę sensu.
Harry skinął głową i wziął głęboki wdech, gdy Louis poklepał koc w bliskiej-ale-nie-wywierającej-presji odległości od niego. Harry zdjął palcami buty i wszedł ostrożnie na koc, układając się w Indiańskim-siadzie.
- Więc - zaczął Louis. - Mam zmodyfikowaną grę Prawda czy wyzwanie. Możesz wybrać cokolwiek po raz pierwszy, ale musisz na przemian. To utrzymuje grę od nudnej. Chcesz zagrać?
Harry skinął.
- W porządku - L. powiedział z zadowolonym uśmiechem - Prawda czy wyzwanie?
Harry pomyślał i zdecydował.
- Prawda.
- Ah, wiedziałem, że to powiesz - zażartował - Dobrze, hmmm.. Kiedy zdałeś sobie sprawę, że jesteś gejem?
Harry wrócił myślami i odpowiedział.
- Myślę, że to było, kiedy Niall miał swój pierwszy pocałunek. To była dziewczyna, a on był tak podekscytowany - zachichotał. - Powiedział mi i Liamowi o wszystkim. Niepokojące szczegóły. i to na prawdę mnie nie wzruszało. Zacząłem zauważać, że wolałbym bardziej pocałować tego chłopaka, niż tego, lub jeszcze innego - wyjaśnił wskazując niejasno. Przewrócił oczami. - Tak, myślę, że miałem dziesięć lub jedenaście lat. - Louis skinął. - Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie - syknął, sapiąc w jego pierś. - Jestem mężczyzna, mogę to wziąć.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- Wyzywam cię, żebyś .. napisał do najlepszego kumpla i powiedz mu… erm… powiedz mu, że jesteś… oh nie! Zrób kawał telefoniczny twojemu najlepszemu przyjacielowi.
Louis śmiał się z podniecenia w jego glosie.
- Ale on jedynie będzie wiedział, że to ja, cały czas robię mu takie żarty - Harry zmarszczył brwi, a Lou wykręcił numer - Dobrze, w porządku, zrobię to - ustawił telefon na głośnik i czekał, aż Zayn odbierze.
- Halo - Zayn się przywitał.
- Witam! Dzwonię, żeby potwierdzić przesyłkę dla Zehna Maaaalika. - Louis zaczął z okropnym, irlandzkim akcentem. Harry położył dłoń na ustach, aby stłumić chichot i przesunął się do przodu, na tyle blisko, że jego kolana dotykały tych Louisa.
- Co? Nie zamawiałem żadnej przesyłki? - Mamo, żądałaś jakiejś dostawy? - Kto to?
Louis unikał odpowiedzi i Harry roześmiał się głośno, rzucając rękę do przodu i naciskając ‘zakończ połączenie’ na telefonie kolegi. Louis roześmiał się razem z nim, kiedy wpychał telefon z powrotem do jego kieszeni.
W końcu Harry spoważniał wystarczająco, żeby skłonić Louisa poprzez śmiech:
- W porządku. Daj mi zadanie!
Louis uśmiechnął się złowrogo i pomyślał przez chwilę.
- Wyzywam Cię, żebyś… oh! Zadzwonił do Liama i powiedział mu, że zrobiłeś ze mną coś na prawdę głupiego.
Harry jęknął zgorszony, przed zatrzymaniem i w końcu się zaśmiał.
- On mnie zamorduje! - zaprotestował przez nerwowy śmiech.
Starszy potrząsnął głową.
- Nie! Gdy skończymy, możemy mu powiedzieć, że to wyzwanie, przysięgam. Po prostu.. powiedz mu coś jak.. Że wziąłem cie i zrobiłeś tatuaż, czy coś. Coś skandalicznego.
Harry uśmiechnął się i skinął głową, grzebiąc w telefonie i starając się ukryć fakt, że Liam był w jego szybkim wyszukiwaniu, na numerze drugim za Louisem. Zadzwonił i przełączył na głośnik.
- Liam? - powiedział, kiedy ten odebrał telefon. Louis miał spóźniony refleks, kiedy usłyszał jak przerażony ton głosu Harry’ego zmienia się na ten normalny.
- Harry! Haz, wszystko w porządku? -Liam prawie błagał, już zaniepokojony.
- Tak. W porządku… myślę, że … hmm, Li?
- Tak?
- Cóż.. Louis… zabrał mnie do tego miejsca-
- Zostawił Cię gdzieś?! - Liam przerwał, a Harry spojrzał na Louisa, żeby sprawdzić czy usłyszał wściekłość w głosie Liama. Musiał to usłyszeć.
- Nie, nie, nie! - Harry szybko go uspokoił. - To jest po prostu-myślisz, że mógłbyś pożyczyć korektor Nicoli, czy coś, na następne dni?
Pauza.
- Dlaczego?
Harry zakrył na sekundę dłonią swoje usta, ściskając zamknięte oczy, przed przyłożeniem telefonu bliżej.
- Poszliśmy-zrobić-tatuaże-i-nie-chcę-żeby-mama-się-dowiedziała - powiedział błyskawicznie.
- CO?! - Liam wykrzyczał do telefonu - Zamorduję tego idiotę, co jest kurwa z tobą nie tak, dlaczego t-
- Tylko żartuję Li, sorry stary. To było wyzwanie, kocham cię! będę później w domu. - Harry rzucił, zanim wyłączył swój telefon. Louis wybuchnął śmiechem, a drugi podążył zanim, jęcząc kiedy się śmiał. - Zmasakruje mnie!
- Nie martw się - Louis powiedział pomiędzy śmiechem - będę walczył dla Ciebie!
- Liam boksuje.
- Wezmę wszystkich moich kolegów i po prostu utworzymy mur ochronny - poprawił z uśmieszkiem. Harry prychnął - W porządku - powiedział opadając na koc - Prawda dla mnie, Harry - rozkazał głupim głosem.
Harry uśmiechnął się i zatrzymał przed zadaniem pytania.
- Czy twoi rodzice wiedzą, że jesteś gejem?
Louis uśmiechnął się.
- Mój, ee, mój prawdziwy ojciec spieprzył kiedy byłem dzieckiem, a mój ojczym… jest kutasem, więc.. Moja mama wie, przecież.. przyłapała mnie z moim byłym. No, to znaczy, oczywiście wówczas nie był byłym, ale tak.
Harry próbował stłumić chichot, Louis roześmiał się i powiedział, że kędzierzawy również może - To było żenujące - powiedział - ale już jesteśmy po tym.
Wyglądał na zamyślonego i wreszcie zapytał Harry’ego.
- Jaka jest twoja największa, erotyczna fantazja?
Harry warknął piskliwym śmiechem w zdziwieniu, rumieniąc się od cebulek jego włosów, aż po czubki palców u stóp.
- Erm, ja-dobrze, widziałem na niektórych.. filmach.. gdzie jest coś w rodzaju jednego bardziej-dominującego? I inny-drugi facet jest nieco.. uległy. Coś jak… Po prostu przyjmuje to, czego inny facet chce.. - urwał niezgrabnie, a oczy Louisa rozszerzyły się.
- Chcesz być tym dominującym, czy uległym? - zapytał, a jego głos był trochę głębszy i bardziej chrapliwy niż zwykle. To sprawiło, że żołądek Harry’ego opadł.
- Ee.. poniekąd.. obydwoma.. - wyznał - Jakby.. chciałbym-erm - kaszlnął i poprawił włosy, oczy nagle zainteresowały się kocem, znajdującym się między palcami. - spróbować obydwóch, z nich. Wystarczy zobaczyć. Ja-myślę, że wolałbym bardziej.. być tym uległym? Myślę, że chciałbym tego trochę bardziej. Ale może spróbować… dominacji trochę… później. Mam na myśli, kiedy będę wiedział co robię. Zabij mnie teraz. Po prostu pozwól mi umrzeć. Pozwól mi utopić się w tym jeziorze. Pozwól mi zwinąć się w ten kocyk i stoczyć się do jeziora i umrzeć.
Louis odchrząknął i przełknął ślinę, kołysząc jabłko Adama.
- To jest-hmm… To dość wymyślne - powiedział ochryple.
Siedzieli w milczeniu. Louis chętny do odejścia jego pełnej erekcji, a Harry nagle pragnący umrzeć. Wreszcie starszy powiedział:
- Wyzwanie.
Harry prychnął zaskoczonym śmiechem i powiedział.
- Idź pływać.
Louis zmrużył oczy, ale wstał i zaczął się rozbierać.
- Dobrze, pójdzie łatwiej - powiedział, bardziej do siebie. Harry spojrzał na niego pytająco i ten powiedział - Wyzywam cię, żebyś dołączył do mnie.
Harry zarumienił się, patrząc na ubrania i nagle zdając sobie sprawę, po co były.
- Chciałeś pływać? - zapytał. Starszy skinął, więc ten wstał i zaczął ściągać swoje majtki, tak jak Louis. Pobiegli do wody, która była lodowata. (Najgłupszy pomysł, jaki kiedykolwiek miałem.) i zostali tam tylko kilka minut, zanim obaj wybiegli. Louis przysunął Harry’emu ręcznik i kompletny zestaw ubrań. A następnie natychmiast zmienia swoje ubrania.
- Szybko zmień i wsiądź do samochodu. - powiedział mu przez śmiech i szczękając zębami. Harry skinął i zsunął bokserki, poklepując i wycierając się do sucha i pół-ciepła przed włożeniem ubrań, które były trochę ciasne, ale poza tym pasujące.
Zostawili swoje mokre ubrania i resztę swoich rzeczy na kocu i zaczęli biec w stronę reflektorów Louisa, chichocząc i krzycząc zbyt głośno. Louis chwycił dłoń Harry’ego, dłoń płasko na dłoni, a Harry rozkoszował się jej ciepłem. Tak nie było, dopóki Louis nie otworzył jego drzwi, że starszy chłopiec zdaje sobie sprawę z tego co robi, a on uśmiechnął się do siebie, że Harry pozwolił mu trzymać jego rękę.
Rozgrzali się i zjedli w jego samochodzie, słuchając Ed’a Sheeran’a, z głowami na wydmuchu.***
Kiedy rozgrzali się, wrócili z powrotem, ponosząc swoje rzeczy i umieszczając je w bagażniku Louisa.
Gdy Louis jechał do domu, Harry wcisnął rękę pod jego, aż Louis się uśmiechnął i splótł palce na dźwigni do zmiany biegów.
- Mogę do tego przywyknąć - ostrzegł Lou.
Harry zaczerwienił się i skinął głową.
- Mam taką nadzieję.
—-
*Oliwny Ogród- postanowiłam, że nie będę tłumaczyć nazwy
** Paradise-piosenka Coldplay >click<
***chodzi o miejsce, z którego wydobywa się ciepłe powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz