wtorek, 1 lipca 2014
http://imalittlelonelysadbutterfly.tumblr.com/lovebecauseofball
http://heystrangeer.tumblr.com/post/78237544309/from-eight-until-late-i-think-about-you-masterpost
http://ijoonke.tumblr.com/post/71433309252/young-beautiful-tlumaczenie
http://ohhmyharreh.tumblr.com/menu
http://mixoooon.tumblr.com/post/72881978530/appearances-can-be-deceptive-masterpost
**************************************
- NIALLER! NIALLER! NIALLER! – Louis jak burza wpadł do mieszkania. Wyglądało na to, że Niall jeszcze nie wstał, więc chłopak wpadł do pokoju. Gwałtownym szarpnięciem otworzył drzwi i rzucił się na śpiącego w łóżku blondyna, gwałtownie potrząsając go za ramiona.
- Louis! Co ty do cholery robisz? – krzyknął Niall.
- Umowy! Pieprzone umowy, Niall! – Pomachał papierami przed jego twarzą.
- O czym ty gadasz?
- Umowy! – wrzasnął głośno. Zaczął czytać z kartek. – „Louis Tomlinson, chłopak pana Stylesa, nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności za jakiekolwiek niepowodzenie w tej sprawie”, „Członkowie One Direction biorą na siebie pełną odpowiedzialność, jeśli ich kariera upadnie z powodu tej sprawy”.
Niall zmarszczył brwi, a Louis wybuchnął.
- NIALL. Ta pieprzona umowa jest do ujawnienia się!
- Chwila? To dlaczego jesteś taki zły?
- Ta druga umowa! – Rzucił innymi papierami prosto w twarz blondyna. – W skrócie jest tu napisane, że chłopaki zostaną oskarżeni, jeśli to ja coś spieprzę! Oni to wszyscy, kurwa, podpisali, nawet o tym ze mną nie rozmawiając. Harry nic mi, kurwa, nie powiedział! Podpisał papier, w którym jest kurwa napisane, że to on jest odpowiedzialny za wszystko, co się zdarzy! A jego pieprzony prawnik uważa, że to dobry pomysł! Wszyscy zgodzili się na to, nawet tego nie przemyślając! Niall… – Potrząsnął jego ramieniem. – Jeśli to się spieprzy, to wszystko moja wina! Mogę zrobić coś nie tak i ich kariera będzie skończona, a ich to nawet nie obchodzi. Nawet ze mną nie porozmawiali, po prostu radośnie to podpisali, nie myśląc o swoich własnych życiach i co, jeśli zrobię coś, co to zrujnuje?! Nie umiem nawet zrobić śniadania, więc jak mam żyć, wiedząc, że kariera tej trójki jest na moich barkach?
- Louis, nic nie jest na twoich barkach. Uspokój się.
- Nie mogę się uspokoić. Jestem na niego tak cholernie wściekły. Jest taki głupi, nie myśli o tym, co jest dobre dla niego samego. On jest zbyt… Sam nie wiem, po prostu bierze wszystko na siebie i robi rzeczy, których nie powinien tylko dlatego, że jest zbyt dobry i zbyt- Boże, sam nawet nie wiem! To jest po prostu złe. Złe i nie fair w stosunku do niego! Nie fair, właśnie tak! A on robi to z uśmiechem na twarzy! To nie jest dobre. To niezdrowe! Jak wtedy, gdy wypijesz zbyt dużo coli i twoje zęby robią się takie obrzydliwe. To właśnie dokładnie tak! On bierze na siebie zbyt wiele, jest za dobry i ciągle daje, i daje, i daje i to jego zęby stają się przesłodzone przez problemy wszystkich innych ludzi i to jego zęby robią się obrzydliwe! Rozumiesz mnie?
- Louis, czy ty jesteś na niego zły o to, że jest miły?
- On jest zbyt miły! To nieodpowiedzialne!
- Lou, jestem pewny, że czytał ten kontrakt od deski do deski ze sto razy, a jego prawnik sprawdził każde zdanie razem z chłopakami, i jeśli nadal to podpisał, to tego właśnie chce.
- Ja chcę- Ja też muszę ponosić winę! To wszystko nie może być na jego barkach!
- Myślałem, że to było na twoich barkach?
- Niall, jeśli ja coś zepsuję, ich życie jest skończone – powiedział Louis. – I w dodatku cała wina spadnie na Harry’ego.
Niall zmarszczył brwi, rozumiejąc o co mu chodzi, ale wyjął kontrakty z jego dłoni.
- Przejrzyjmy je, Lou. Zróbmy herbatę i uspokójmy się, tak?
- Okej – odpowiedział Louis, pół szepcząc, pół płacząc.
Następną godzinę spędzili czytając uważnie każdą umowę. Były one długie i szczegółowe, a Louis i Niall wypisali na liście każdą zasadę. Potem przejrzeli listę. Louis mówił, czego absolutnie nie mógł zaakceptować, i wykreślali to, na co mógł się zgodzić. Przeczytali plan dotyczący ujawnienia. Polegał on na tym, by zacząć wspominać o „Torry’m” i przyzwyczaić ludzi do tej idei, próbując zwiększyć liczbę Torry shippers. Zaczęliby od wywiadu, gdzie zapytano by Harry’ego o ten klip z Keeka, a chłopcy daliby subtelne wskazówki, że za sceną jest jakiś związek. Wszystko było starannie zaplanowane. Różne kroki prowadzące do ujawnienia się i wskazówki, dopóki wszyscy będą prawie pewni zanim jeszcze Harry rozwieje wszystkie wątpliwości co do Louisa. Plan był taki, by ukrywać jego tożsamość tak długo, jak to możliwe. Coś, za co Louis był niezmiernie wdzięczny.
Kiedy przeczytali wszystko uważnie, Louis wiedział, na które rzeczy związane z jego związkiem z Harry’m mógł definitywnie się zgodzić. Ale były też rzeczy, które uważał, że głupio było w ogóle drukować czarno na białym. Nie, nie powie prasie swojego własnego adresu, adresu Harry’ego, albo swojej pracy. Nie, nie ujawni niczego o ich relacjach seksualnych, i nie, nie wyjdzie na ulicę, wrzeszcząc cokolwiek związanego z zespołem.
Kiedy skończyli, mieli też listę czterech rzeczy, które będą musiały zostać zmienione. Po pierwsze, Louis nie miał zamiaru grać niewiniątka, jeśli to on będzie tym, który coś spieprzy. Po drugie, był pewny jak cholera, że nie ma zamiaru dać Modestowi hasła do swojego konta na twitterze. Po trzecie, nie ma zamiaru być zamieszanym w jakiekolwiek kłamstwa dotyczące swojej osobowości albo życia, jak na przykład to w jaki sposób zarabia na życie, albo jak poznał Harry’ego i tak dalej. Żadnych kłamstw, nie będzie tego robił. Jeśli ludzie nie polubią go dla niego samego, pieprzyć ich. I po czwarte, całkowicie definitywnie nigdy nie miał zamiaru robić żadnych ustawionych, publicznych wyjść. Nie. Dla niego miało znaczenie tylko to, by to było prawdziwe. Ponad wszystko inne nienawidził medialnych intryg i przekrętów. Jeśli mieli się ujawnić, musi być to prawdziwe. Louis westchnął. Teraz to rozgryźli.
- Niall, co ja mam teraz zrobić?
Blondyn wzruszył ramionami.
- Zadzwoń do Harry’ego.
Miał rację i Louis nagle poczuł się zawstydzony swoim wcześniejszym, dramatycznym zachowaniem. Zrzucił to trochę na odruch bezwarunkowy, rzucenie się w tę znajomą ucieczkę, ucieczkę by chronić swoje życie, po tym jak instynkt pociągnął go w dół, ale prawda była taka, że po prostu zostawił Harry’ego samego, nie dając mu możliwości by mógł się obronić, albo powiedzieć chociaż słowo. Ale Louis i tak wybrał jego numer, czując się trochę niespokojnie. Minęła chwila, a potem głośny dźwięk Marimby rozległ się zza jego pleców, prawie przyprawiając go o zawał.
- Och, Jezu Chryste – odetchnął, kiedy obrócił się i odkrył, że stoi za nim Harry, najwyraźniej samemu wpuszczając się do mieszkania. Louisowi trudno było wyczytać cokolwiek z jego twarzy i poczuł się trochę nieswojo. Zwykle Harry był dla niego otwartą księgą.
- Powiedziałeś, że nie mogę dzwonić, ale nie mówiłeś nic o przychodzeniu, więc… – powiedział chłopak, a jego głos ucichł. Louis przewrócił oczami.
- Louis – zaczął poważnie Harry. – Kontrakty, które my wszyscy podpisaliśmy, tam chodziło o mnie i o One Direction. Nie możesz być na mnie o to zły. Te umowy leżały w szafce Harveya od dnia, kiedy dowiedział się, że jestem gejem. Wiem, co podpisałem.
- Ale ty ryzykujesz to wszystko, Harry.
- Wiem, co robię, Louis.
- Harvey powiedział mi, że wcześniej nie chciałeś się ujawnić. A teraz chcesz, i to przez nas?
- Tak.
- Co jeśli zawiodę? Nawet ze mną o tym nie porozmawiałeś. Mam wrażenie, że coś spieprzę i zrujnuję nas i całe twoje życie.
- Niczego nie zrujnujesz, Louis – powiedział gwałtownie Harry, robiąc krok do przodu by chwycić ramiona Louisa w mocnym uścisku. – Wiem, co robię i wszystko będzie w porządku. Nie obchodzi mnie czy ludzie mnie znienawidzą albo moja kariera się rozpadnie, bo mam ciebie. – Jego słowa były szczere, i poważne, i rozgrzały serce Louisa, ale nadal czuł niepokój w związku z tą całą sprawą.
- Harry, boję się, że coś spieprzę.
- Nie zrobisz tego – powiedział chłopak z determinacją.
- Jesteś taki głupi, Harry – Louis powiedział czule. – Tak irytująco troskliwy, i perfekcyjny, i dobry, i robisz te wszystkie rzeczy dla innych ludzi. Ale o siebie też musisz dbać, Haz.
- Lou, wiem, co robię. Wiem to.
- Czytałem te umowy. Mam kilka próśb o zmiany, cztery, mówiąc dokładniej. Jedna z nich to także to, że ja również ponoszę odpowiedzialność. I nadal uważam, że jesteś głupi. Ale kocham cię – powiedział Louis. –…I przepraszam za moje niedorzeczne zachowanie i ten popis wcześniej.
- Louis, czasami musisz zatrzymać się i posłuchać mnie.
- Wiem.
- Jeśli mógłbyś po prostu przystopować z tymi spontanicznymi napadami szału i robić wszystko z trochę większym spokojem, byłoby trochę prościej.
Louis westchnął. Właśnie dostawał wykład od swojego dwa lata młodszego chłopaka, który także miał kompletną rację.
- Taa, mogę nad tym popracować, tak myślę – powiedział wstydliwie, a Harry uśmiechnął się do niego.
- Pocałunek na zgodę?
- Okej – odpowiedział cichutko Louis i wtulił się w jego ramiona.
✿❀✿
- Louis – przywitała się jego mama przez telefon. Louis włączył głośnomówiący, bo przygotowywał sobie do jedzenia coś, co składało się z mleka i czekoladowych kuleczek. Harry był pod prysznicem, a Louis pomyślał, że to będzie dobry czas by porozmawiać ze swoją mamą. – Jak się masz, kochanie? Minęło trochę czasu odkąd ostatnio rozmawialiśmy. Powinieneś dzwonić częściej, tęsknię za tobą, wiesz?
- Wiem, przepraszam, mamo – przeprosił. – Ja też za tobą tęsknię.
- Wszystko w porządku, skarbie? – zapytała.
- Jest w porządku, tak – odpowiedział, siadając przy stole.
- Jak tam w pracy? – zaciekawiła się i Louis powiedział jej o Lindsay, którą właściwie… całkiem polubił. Miło było porozmawiać z mamą, czułą i radosną, taką jak zawsze. Miał wrażenie, że nie rozmawiał z nią od wieków i czuł się zawstydzony. Zapytała go o studia i Louis obiecał jej, że się stara (wiedziała, że oczekiwanie, że zdobędzie A było trochę naciągane), i że trzyma swoje przeciętne C. Louis pytał o siostry, za którymi naprawdę okropnie tęsknił, i dowiedział się, że Lottie miała jakąś fazę buntu, którą jego matka próbowała zdusić, ale pozostałe trzy siostry miały się w porządku i pomagały.
- A jak się ma mój skarb? – zapytała Jay i Louis przewrócił oczami.
- U Nialla wszystko dobrze. Miał wcześniej trochę problemów z dziewczyną, ale teraz jest już lepiej.
- Ał, to niedobrze. Powiedz mu, że i tak był dla niej za dobry, kimkolwiek ona była! Niall zasługuje na kogoś miłego.
- Powiem mu to. – Louis próbował udawać zirytowanego jej czułością do Nialla, ale tak naprawdę nie mógłby bardziej tego kochać.
- A ty? Nadal korzystasz z wolności, prawda? – westchnęła. Miała nadzieję, że wkrótce się ustatkuje.
- Taa um, mamo…? – zaczął wolno Louis i jego serce przyspieszyło rytm. – Właściwie to po to właśnie zadzwoniłem. – Włożył łyżkę pełną czekoladowych kuleczek do ust, przeżuwając gwałtownie. Jak to ująć?
- Dlaczego? – zapytała z przejęciem.
To był właśnie powód, dlaczego nigdy nie rozmawiał z mamą o swoich związkach. Za każdym razem, kiedy wspominał coś, co być może mogło mieć coś wspólnego z miłością, jego matka zaczynała tańczyć w kółku, składając w ofierze diabeł wie co, za tą minimalną szansę, że Louis w końcu znalazł kogoś, kogo chce zatrzymać.
- Poznałeś kogoś? – zapytała.
- Ja, uch… Tak.
- Tak! – wykrzyknęła głośno. – Powiedz mi wszystko! – zażądała.
- Właściwie to-
- Chcę poznać tego chłopca! Ile ma lat? Czym się zajmuje? Jak wygląda? Zgaduję, że jest wysoki, jest wysoki? Jak długo się umawiacie? Hej, jak ma na imię jego mama? I dlaczego jeszcze nie zmieniłeś statusu na facebooku? Wciąż jest „wolny”.
Powód, dla którego nigdy nie wspominał swojej mamie o swoich chłopakach.
- Mamo. Przestań.
- Co? Chce wiedzieć. Zasługuję, żeby wiedzieć, Boo Bear.
- Mamo, to słowo zostało zakazane w twoim słowniku lata temu. Użycie tego przydomku jest karalne.
Czy ona nigdy się nie nauczy?
- Powiedz mi, Louis – rozkazała.
Głęboki oddech.
- Mamo, możesz się upewnić, że nikogo nie ma w pobliżu? Nie chcę, żeby ktokolwiek usłyszał, okej?
- Och, okej. – Rozległ się dźwięk szurania i Louis przeżuł jeszcze trochę czekoladowych kuleczek.
- Tylko nie świruj-
- Czy on jest gotem? – sapnęła. – Ooch, zawsze chciałam poznać jakiegoś gota! Ma kolczyk?
- Nie, on nie jest gotem! – Drogi Panie. – I czy możesz, proszę, być cicho? Jak mam to powiedzieć, jeśli ty ciągle gadasz?
- Dobrze, już dobrze, zrzędo.
Louis zignorował to.
- I czy możesz, proszę mi nie przerywać? Po prostu być cicho i słuchać? – Odpowiedziała mu cisza. - Mamo?
- Powiedziałeś, że mam być cicho!
- Och, na miłość boską. Whatever! No to mówię. – Zirytowany potrzasnął głową, ale kontynuował. – Więc, umawiam się kimś, tak? I to może być dla ciebie trochę szokujące, jak dowiesz się, kim on jest, albo przynajmniej dla Lottie i Fizzy. Tak czy inaczej, on jest tak jakby… uch… trochę znany? – Walczył ze sobą by znaleźć odpowiednie słowa. – Znaczy, ludzie jakby wiedzą kim on jest. Jest jakby znany… wszędzie? Tylko uch- och, racja, prawdopodobnie powinienem o tym wspomnieć. Ludzie nie wiedzą, że jest gejem, więc nie możesz nikomu powiedzieć! Ani słówka! Mówię ci tylko dlatego, że… uch, za kilka tygodni albo miesięcy moja twarz prawdopodobnie będzie w Internecie… Cóż, miejmy nadzieję, że do tego jeszcze długa droga. Naprawdę długa. Tak z kilka kilometrów. Ale tak, on jest sławny.
Uciszył się. Jego matka nie powiedziała ani słowa. Pozostał cicho przez minutę, a potem musiał zrobić nieuniknione.
- To Harry Styles.
Cisza. To ciągnęło się przez dobrą chwilę. Harry zdążył nawet wyjść spod prysznica z ręcznikiem owiniętym wokół pasa i opleść swoje ramiona wokół Louisa, który siedział na taborecie, gapiąc się na telefon.
- Mamo? – powiedział w końcu. – Możesz już mówić.
- OCH, DROGI PANIE! – wypuściła długo wstrzymywany oddech. Naprawdę czekała, aż powie jej, że zasada już nie obowiązuje? – Louisie Williamie Tomlinsonie! Coś ty nawydziwiał!? Czy ty mówisz poważnie? Jakim cudem poznałeś kogoś takiego?
- W klubie? – Skrzywił się, słysząc jej głośny głos.
- Louis! W klubie? Jak w ogóle znalazłeś kogoś takiego w klubie? Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś mi powiedzieć? Miałeś może ostatnio jakichś stalkerów albo wybierasz się na przyjęcie z okazji narodzin dziecka Kim Kardashian?
Taa… uch.
- Mamo. Wyluzuj.
- Louis! Jeśli śpi się z celebrytą, to dzwoni się do mamy! – zganiła go Jay, a Louis przewrócił oczami. Stojący za Louisem Harry zachichotał, a chłopak pacnął go w ramię, którym wciąż go obejmował.
- Czy ty się ze mnie śmiejesz, Louis?
- Erm… nie. To był Harry. – Zastanawiał się jak ona to przyjmie.
Cisza. Potem odezwała się cicho, jakby próbowała porozmawiać z Louisem, tak, żeby Harry nie usłyszał.
- Czy on tam jest…? Louis. Przysięgam, jeśli powiesz choć słówko, ja-
- On tu jest, mamo. Słyszy cię.
- Och.
- Dzień dobry, pani Tomlinson! – zawołał radośnie Harry, śmiejąc się.
- Myślę, że potrzebuję chwili, a potem do ciebie oddzwonię, Louis.
Louis przewrócił oczami z szerokim uśmiechem na ustach.
- W porządku, mamo. Tylko nie przesadź z ginem.
- Louis! – zbeształa go. – Porozmawiamy później… Boo Bear – dokończyła złośliwie. Och, nie zrobiła tego. Wciąż czuł ciało Harry’ego za sobą. Kurwa, cholernie, kurewsko zajebiście . Niech to cholera.
- Nienawidzę cię – odpowiedział jej. Rozłączyła się i ekran telefonu przygasł. Louis zeskoczył ze stołka, próbując zwiać tak szybko, jak to możliwe. Oczywiście, Harry miał inne zamiary. Zamknął go w swoich objęciach, chichocząc jak idiota.
- Boo Bear?
- Nigdy mnie tak nie nazywaj.
- Hmm, sam nie wiem. Całkiem mi się podoba. – Harry wybuchnął śmiechem.
- Proszę, nie.
- Booooo Beaaar… – Harry przeciągnął to słowo i zostawił pocałunek na linii jego szczęki. – Booo… – Louis odepchnął go.
- Ona jest taka złośliwa! Dlaczego mi to zrobiła! – narzekał, a Harry zaśmiał się głośniej.
- Ty jesteś dokładnie taką samą osobą! Ona jest tobą, ale w wersji żeńskiej i trochę starszej! Jesteś jej dokładną kopią, to jakieś szaleństwo. Mówię ci, możesz być tego pewny. Nie jesteś adoptowany.
- Nie jestem jak moja mama!
- Żartujesz sobie ze mnie? – Harry zaśmiał się drażniąco głośno, kiedy Louis potrząsał głową.
- Nienawidzę cię, Styles.
- Ale kochasz mnie.
Louis wymamrotał pod nosem coś mało inteligentnego, że taa, jasne, okej, może go i kochał. Harry zachichotał i owinął ramiona wokół niego, wyciskając na jego ustach gorący pocałunek. Louis nagle stał się świadomy faktu, że Harry ma na sobie tylko ręcznik. Pocałował dwie jaskółki na jego klatce piersiowej i mógł poczuć na swoim biodrze rosnącą erekcję Harry’ego. Gwałtownie podniósł głowę do góry, a jego oczy spotkały spojrzenie Harry’ego, ciemnozielone i wypełnione pożądaniem.
- Serio? – zapytał. – Uprawialiśmy seks pół godziny temu! Poszedłeś pod prysznic jakieś dziesięć minut temu, i to tylko dlatego, że byłeś cały brudny od spermy!
- Ale ty jesteś taki goooorrrący…! – wyjęczał Harry i pocałował go ponownie, a jego język próbował wśliznąć się do wnętrza ust Louisa. Louis odsunął się.
- Jesteś beznadziejny. – Louis przewrócił oczami, niemniej jednak pozwolił Harry’emu okręcić się dookoła, czując jak przyciska się do jego pośladków. Chłopak ugryzł go w szyję od tyłu, a jego ręce błąkały się po jego brzuchu i klatce piersiowej, sprawiając, że Louis skręcał się z przyjemności.
✿❀✿
Louis leżał na podłodze, grając w gry na swoim telefonie. Harry zainstalował mu jakieś głupie gówno i teraz Louis był uzależniony. Zaczął siedząc na kanapie, ale po kilku rundach skończył na podłodze, ukryty przed wzrokiem kogokolwiek. Kiedy przegrał tę samą planszę po raz ósmy, poddał się z westchnieniem. Był czwartkowy wieczór. Wcześniej miał zajęcia (i usłyszał przypadkiem jak dwie dziewczyny narzekały, że być może Harry Styles nie jest już singlem), a potem pracował przez kilka godzin i poszedł do biura (kwatery głównej Modestu?) razem z Harry’m i Niallem (swoim prawnikiem) i twardo trzymał swoje zdanie. Negocjacje poszły mu całkiem nieźle. Nie musiał podawać swojego hasła do twittera, co było dużym sukcesem. Nie musiał także kłamać o swoim życiu. Jednak największa rzecz, na którą Harry niechętnie się zgodził, to było nie „Harry Styles poniesie odpowiedzialność”, ale zamiast tego „Harry Styles i Louis Tomlinson poniosą odpowiedzialność” i to, jak będą chcieli poradzić sobie z konsekwencjami, będzie zależało od nich. Louis czuł potrzebę by być w tym kontrakcie i móc być w stanie dostać to, na co zasłuży, jeśli coś spieprzy. No a poza tym, zapisanie ich imion razem obok siebie, sprawiło, że czuł się jakby byli małżeństwem, czymś oficjalnym. To było świetne uczucie.
Jedyną rzeczą, której nie udało mu się wyperswadować były ustawione wyjścia między Harry’m a Louisem. Modest nalegał i od razu odmówił usunięcia tego z kontraktu. Ale Niall wymyślił rozwiązanie. Dla dobra Louisa, spotkania te nie będą ustawione, ale również ku zadowoleniu Modestu, będą mogli oni zatrudnić fotografów by zrobili Harry’emu i Louisowi zdjęcia razem, kiedy będą wiedzieć, gdzie się znajdują (co oznaczało w sumie cały czas). Louis opuścił budynek usatysfakcjonowany i kupił Niallowi kolację oraz sportową koszulkę, tylko dlatego, że był on tak wspaniałym dzieciakiem i tak bardzo mu pomógł, no i też dlatego, że kochał go tak cholernie mocno.
Louis ziewnął, leżąc na podłodze. Harry był w studiu, pisząc razem z Liamem i jakimś kolesiem od muzyki, którego imienia Louis nie pamiętał. Otworzył jedno oko, gdy usłyszał jak drzwi od pokoju Nialla otwierają się wolniutko ze skrzypieniem i zobaczył, jak sam blondyn wystawia głowę na zewnątrz. Chłopak szybko przeskanował wzrokiem mieszkanie, a potem wyśliznął się z pokoju, idąc na paluszkach, tak cicho, jak mógł, w kierunku drzwi frontowych.
Louis usiadł z rozbawionym uśmieszkiem i poczekał aż Niall doszedł do drzwi, zanim odezwał się.
- A ty gdzie się wybierasz, Nialler? Cały taki wystrojony i seksowny.
Blondyn zamarł w bezruchu, przeklinając pod nosem. Tak blisko! Westchnął i obrócił się, jęcząc w duchu, kiedy zobaczył uśmieszek igrający na ustach Tomlinsona.
- Widzimy się z kimś, czyż nie? – Louis uśmiechnął się szeroko. Niall wychodził o dziesiątej trzydzieści w czwartkową noc, wyglądając jakby pracował nad tym quiffem godzinami. Prawdopodobnie tak było.
- Po prostu zostaw mnie, Louis.
- Kto jest tym szczęśliwcem, który będzie uprawiał seks z Niallem Jamesem Horanem tego czwartku? – szczerzył się Louis. Jego przyjaciel nie odpowiedział, jęczał za to niecierpliwie, nie ruszając się z miejsca przy drzwiach. – Czy to imię zaczyna się na G?
- Nie śpię z Georgią.
- Jasne – na twarzy Louisa zaigrał uśmieszek i machnął na biednego chłopaka, życząc mu powodzenia w bzykaniu, za co w odpowiedzi dostał środkowy palec. Zebrał się z podłogi i zapakował do łóżka z filiżanką herbaty, decydując się tego dnia iść spać wcześniej.
The Tommo (@TheTommo)
Ogłaszam noc. Długi dzień, uczelnia, praca i interesy w ten sam dzień :)
The Tommo (@TheTommo)
Ale najpierw zróbmy to #AskTommolicious
Na jego ustach zaigrał uśmieszek, kiedy natychmiast zalało jego interakcje. Sprawdził tag i jego oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczył jak wielu ludzi już do niego napisało. Niecałe dwie minuty później, #AskTommolicious było w światowych trendach, i Louis poczuł się trochę nieswojo. Nikt nie wiedział kim on jest, jak wygląda czy w ogóle cokolwiek. Nie wiedzieli kim on do cholery jest, a nadal byli tak zapaleni by go poznać i usłyszeć coś od niego.
#AskTommolicious
“Jak poznałeś Harry’ego
“Kiedy poznałeś Hazzę?” – kilka miesięcy temu
“Lubisz jajka?”
“Jaka jest twoja ulubiona liczba?” – 17
“Jaka była pierwsza rzecz, którą Harry powiedział do Ciebie?” – Oops!
“Jaki jest twój ulubiony kolor?”
“Pieprz mnie?” – Spasuję
“Pierwszy pocałunek?”
“Jakie interesy?” – Pilnuj swoich własnych
“Co najbardziej lubisz w Harry’m?” – jego dbałość o szczegóły
Jedno pytanie szczególnie przykuło jego uwagę.
- Max - (@caged_max)
@TheTommo #AskTommolicious Co powiedziała twoja mama o byciu gejem? Jak się ujawniłeś? Ja wciąż się zmagam
TheTommo (@TheTommo)
@caged_max Wspiera mnie. Myślę, że próbowała zrobić ze mnie geja kiedy byłem mały… Kiedy jej powiedziałem, ona zaśmiała się histerycznie, bo uważała, że to niedorzeczne, że w ogóle czułem, że muszę powiedzieć o tym ludziom. Jestem taki gejowski, mój przyjacielu.
- Max – (@caged_max)
@TheTommo Szczęściarz. Chciałbym mieć tak samo.
Ciasny supeł uformował się w klatce piersiowej Louisa i poczuł się zaniepokojony. Szybko nacisnął przycisk „follow” na profilu Maxa i ponownie napisał do niego publicznego tweeta.
The Tommo (@TheTommo)
@caged_max napisz do mnie na DM?
Upłynęło kilka minut, a Louis czekał z niecierpliwością na wiadomość. Kolejna minuta minęła. Kiedy w końcu wiadomość pojawiła się, westchnął z ulgą. Chciał tylko pogadać z tym dzieciakiem, upewnić się, że wszystko było okej.
- Cześć?
- Cześć max!
- Um hej
- Masz kłopoty? Nie chcę się narzucać, chcę tylko pomóc
- Mogę cię zapytać o jedną rzecz
- Tak
- Bałeś się powiedzieć wszystkim innym, w szkole?
- Tak
- Co zrobiłeś?
- Wlazłem na ławkę w szatni, kiedy wszyscy się przebierali i wrzasnąłem, że jestem gejem
- Wow
- Może trochę dramatycznie
- Co zrobili?
- Niektórzy wzruszyli ramionami, a inni nazwali pedałem i mówili, że powinienem spłonąć w piekle
- Och
- Wiesz co ja mówiłem, i co ty powinieneś mówić każdemu kto przezywa cię dlatego, że jesteś gejem? Wydymałem usta I zachowywałem się jak stereotypowy gej, mówiłem “bitch please, mhm, nie wykopałbyś mnie z łóżka, chyba, że miałbym pieprzyć cię na podłodze”
- Omfg
- Oczywiście potem zwiewałem, ale całkiem fajnie było widzieć ich wyraz twarzy (zanim grozili, że mnie zabiją) … Przepraszam, jeśli to nie pomogło
- … jak udaje ci się tak dobrze się stawać w swojej obronie?
- Max, ludzie ciągle dokuczali mi za to, że noszę zbyt ciasne spodnie i za to, że lubię szelki i tylko dlatego, że „wyglądam” gejowsko. Po tym, jak bilionowy raz zostałem popchnięty na szafki, jednego dnia po prostu miałem dość. Powiedziałem, i od tamtego dnia mówię tak za każdym razem, kiedy ktoś coś ma do mnie, “Jestem gejem i jestem z tego cholernie dumny, a jeśli masz z tym problem, to dokładnie wiesz, gdzie go sobie wsadzić”.
- Jesteś świetny. Dziękuję.
Twarz Louisa rozświetliła się, a w jego piersi zabrzęczało od radości. Tak. Pomógł!
- Żaden problem stary
- jedno ostatnie pytanie zanim pójdę?
- Strzelaj
- Nie chcę być niegrzeczny albo wścibski ale… Torry?
- “Ładne buty” “Ładna koszulka”
Uśmiechnął się szeroko, odłożył telefon i zgasił światło.
✿❀✿
- Więc, chłopaki, jak idzie praca nad nowym albumem? – zapytała dziennikarka, a wywiad powoli zbliżał się ku końcowi. Chłopcy usadowieni byli na kanapie, uśmiechając się uprzejmie w kierunku kamer. Louis stał w kącie, częściowo ukrywając się przed Harveyem, który obserwował wywiad kilka metrów dalej, a częściowo dlatego, że był zdenerwowany i nie chciał, żeby ludzie widzieli go, kiedy praktycznie trząsł się z nerwów.
- Idzie absolutnie wspaniale. Właściwie Harry napisał całkiem sporo piosenek – Liam powiedział z dumą, a Zayn klepnął go po plecach.
- Naprawdę? Czy ten album będzie inny od ostatniego?
- Um… – zaczął Harry. – Może trochę bardziej dojrzały?
- Dojrzały, w jaki sposób?
- Troszkę bardziej dorosły?
- I więcej piosenek miłosnych. – Zayn wybuchł śmiechem. Jego komentarz został podchwycony przez dziennikarkę prowadzącą wywiad i kobieta skwapliwie podążyła tą ścieżką.
- Piosenki miłosne? I Harry napisał większość z nich?
- Napisał dużo – powiedział Liam, odrobinę zirytowany tym, jak przekręciła jego słowa.
- Czy to ma cokolwiek wspólnego z tym filmikiem, który krąży po całym Internecie, który wszyscy widzieliśmy, Harold? – Louis zmrużył oczy. To była jego ksywka. Suka, wymamrotał.
- Nie wiem jaki filmik widziałaś, więc… – odpowiedział chłopak i na twarzy Louisa wykwitł szeroki uśmiech.
- Bezczelnie, Harry. Ale wiesz o co mi chodzi, prawda? Ten klip, gdzie w tle widać dwójkę przytulających się ludzi? Czy to byłeś ty, Harry? Możesz to potwierdzić?
- Um…
- Awwww, cały się rumieni! – Zayn uśmiechnął się szeroko, ale Louis wiedział, że to była próba ominięcia tego poważnego pytania. Ich celem było, by ludzie myśleli, że Harry ma coś do ukrycia, a nie całkowite potwierdzenie.
- Aw, słodki mały Hazza! – Liam uśmiechnął się od ucha do ucha i uszczypnął chłopaka w policzek. Przekomarzali się przez chwilę, skutecznie rozpraszając kobietę. Louis patrzył jak Harvey kiwa głową z aprobatą.
- Ale Harry, teraz całkowicie poważnie, czy jest ktoś wyjątkowy w twoim życiu?
- Oczywiście. – Harry uśmiechnął się szeroko, unikając pytania. – Ta dwójka idiotów. Są moimi najlepszymi przyjaciółmi i sprawiają, że czuję się prawdziwym szczęściarzem.
Uśmiechnął się szeroko i w taki sposób, że każdy kto oglądał wywiad, wiedział, że Harry wie, co chcieli usłyszeć i wiedzieli także, że robił to celowo. To był pierwszy z wielu kroków na drodze do ujawnienia się.
~*~*~
- NIALLER! NIALLER! NIALLER! – Louis jak burza wpadł do mieszkania. Wyglądało na to, że Niall jeszcze nie wstał, więc chłopak wpadł do pokoju. Gwałtownym szarpnięciem otworzył drzwi i rzucił się na śpiącego w łóżku blondyna, gwałtownie potrząsając go za ramiona.
- Louis! Co ty do cholery robisz? – krzyknął Niall.
- Umowy! Pieprzone umowy, Niall! – Pomachał papierami przed jego twarzą.
- O czym ty gadasz?
- Umowy! – wrzasnął głośno. Zaczął czytać z kartek. – „Louis Tomlinson, chłopak pana Stylesa, nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności za jakiekolwiek niepowodzenie w tej sprawie”, „Członkowie One Direction biorą na siebie pełną odpowiedzialność, jeśli ich kariera upadnie z powodu tej sprawy”.
Niall zmarszczył brwi, a Louis wybuchnął.
- NIALL. Ta pieprzona umowa jest do ujawnienia się!
- Chwila? To dlaczego jesteś taki zły?
- Ta druga umowa! – Rzucił innymi papierami prosto w twarz blondyna. – W skrócie jest tu napisane, że chłopaki zostaną oskarżeni, jeśli to ja coś spieprzę! Oni to wszyscy, kurwa, podpisali, nawet o tym ze mną nie rozmawiając. Harry nic mi, kurwa, nie powiedział! Podpisał papier, w którym jest kurwa napisane, że to on jest odpowiedzialny za wszystko, co się zdarzy! A jego pieprzony prawnik uważa, że to dobry pomysł! Wszyscy zgodzili się na to, nawet tego nie przemyślając! Niall… – Potrząsnął jego ramieniem. – Jeśli to się spieprzy, to wszystko moja wina! Mogę zrobić coś nie tak i ich kariera będzie skończona, a ich to nawet nie obchodzi. Nawet ze mną nie porozmawiali, po prostu radośnie to podpisali, nie myśląc o swoich własnych życiach i co, jeśli zrobię coś, co to zrujnuje?! Nie umiem nawet zrobić śniadania, więc jak mam żyć, wiedząc, że kariera tej trójki jest na moich barkach?
- Louis, nic nie jest na twoich barkach. Uspokój się.
- Nie mogę się uspokoić. Jestem na niego tak cholernie wściekły. Jest taki głupi, nie myśli o tym, co jest dobre dla niego samego. On jest zbyt… Sam nie wiem, po prostu bierze wszystko na siebie i robi rzeczy, których nie powinien tylko dlatego, że jest zbyt dobry i zbyt- Boże, sam nawet nie wiem! To jest po prostu złe. Złe i nie fair w stosunku do niego! Nie fair, właśnie tak! A on robi to z uśmiechem na twarzy! To nie jest dobre. To niezdrowe! Jak wtedy, gdy wypijesz zbyt dużo coli i twoje zęby robią się takie obrzydliwe. To właśnie dokładnie tak! On bierze na siebie zbyt wiele, jest za dobry i ciągle daje, i daje, i daje i to jego zęby stają się przesłodzone przez problemy wszystkich innych ludzi i to jego zęby robią się obrzydliwe! Rozumiesz mnie?
- Louis, czy ty jesteś na niego zły o to, że jest miły?
- On jest zbyt miły! To nieodpowiedzialne!
- Lou, jestem pewny, że czytał ten kontrakt od deski do deski ze sto razy, a jego prawnik sprawdził każde zdanie razem z chłopakami, i jeśli nadal to podpisał, to tego właśnie chce.
- Ja chcę- Ja też muszę ponosić winę! To wszystko nie może być na jego barkach!
- Myślałem, że to było na twoich barkach?
- Niall, jeśli ja coś zepsuję, ich życie jest skończone – powiedział Louis. – I w dodatku cała wina spadnie na Harry’ego.
Niall zmarszczył brwi, rozumiejąc o co mu chodzi, ale wyjął kontrakty z jego dłoni.
- Przejrzyjmy je, Lou. Zróbmy herbatę i uspokójmy się, tak?
- Okej – odpowiedział Louis, pół szepcząc, pół płacząc.
Następną godzinę spędzili czytając uważnie każdą umowę. Były one długie i szczegółowe, a Louis i Niall wypisali na liście każdą zasadę. Potem przejrzeli listę. Louis mówił, czego absolutnie nie mógł zaakceptować, i wykreślali to, na co mógł się zgodzić. Przeczytali plan dotyczący ujawnienia. Polegał on na tym, by zacząć wspominać o „Torry’m” i przyzwyczaić ludzi do tej idei, próbując zwiększyć liczbę Torry shippers. Zaczęliby od wywiadu, gdzie zapytano by Harry’ego o ten klip z Keeka, a chłopcy daliby subtelne wskazówki, że za sceną jest jakiś związek. Wszystko było starannie zaplanowane. Różne kroki prowadzące do ujawnienia się i wskazówki, dopóki wszyscy będą prawie pewni zanim jeszcze Harry rozwieje wszystkie wątpliwości co do Louisa. Plan był taki, by ukrywać jego tożsamość tak długo, jak to możliwe. Coś, za co Louis był niezmiernie wdzięczny.
Kiedy przeczytali wszystko uważnie, Louis wiedział, na które rzeczy związane z jego związkiem z Harry’m mógł definitywnie się zgodzić. Ale były też rzeczy, które uważał, że głupio było w ogóle drukować czarno na białym. Nie, nie powie prasie swojego własnego adresu, adresu Harry’ego, albo swojej pracy. Nie, nie ujawni niczego o ich relacjach seksualnych, i nie, nie wyjdzie na ulicę, wrzeszcząc cokolwiek związanego z zespołem.
Kiedy skończyli, mieli też listę czterech rzeczy, które będą musiały zostać zmienione. Po pierwsze, Louis nie miał zamiaru grać niewiniątka, jeśli to on będzie tym, który coś spieprzy. Po drugie, był pewny jak cholera, że nie ma zamiaru dać Modestowi hasła do swojego konta na twitterze. Po trzecie, nie ma zamiaru być zamieszanym w jakiekolwiek kłamstwa dotyczące swojej osobowości albo życia, jak na przykład to w jaki sposób zarabia na życie, albo jak poznał Harry’ego i tak dalej. Żadnych kłamstw, nie będzie tego robił. Jeśli ludzie nie polubią go dla niego samego, pieprzyć ich. I po czwarte, całkowicie definitywnie nigdy nie miał zamiaru robić żadnych ustawionych, publicznych wyjść. Nie. Dla niego miało znaczenie tylko to, by to było prawdziwe. Ponad wszystko inne nienawidził medialnych intryg i przekrętów. Jeśli mieli się ujawnić, musi być to prawdziwe. Louis westchnął. Teraz to rozgryźli.
- Niall, co ja mam teraz zrobić?
Blondyn wzruszył ramionami.
- Zadzwoń do Harry’ego.
Miał rację i Louis nagle poczuł się zawstydzony swoim wcześniejszym, dramatycznym zachowaniem. Zrzucił to trochę na odruch bezwarunkowy, rzucenie się w tę znajomą ucieczkę, ucieczkę by chronić swoje życie, po tym jak instynkt pociągnął go w dół, ale prawda była taka, że po prostu zostawił Harry’ego samego, nie dając mu możliwości by mógł się obronić, albo powiedzieć chociaż słowo. Ale Louis i tak wybrał jego numer, czując się trochę niespokojnie. Minęła chwila, a potem głośny dźwięk Marimby rozległ się zza jego pleców, prawie przyprawiając go o zawał.
- Och, Jezu Chryste – odetchnął, kiedy obrócił się i odkrył, że stoi za nim Harry, najwyraźniej samemu wpuszczając się do mieszkania. Louisowi trudno było wyczytać cokolwiek z jego twarzy i poczuł się trochę nieswojo. Zwykle Harry był dla niego otwartą księgą.
- Powiedziałeś, że nie mogę dzwonić, ale nie mówiłeś nic o przychodzeniu, więc… – powiedział chłopak, a jego głos ucichł. Louis przewrócił oczami.
- Louis – zaczął poważnie Harry. – Kontrakty, które my wszyscy podpisaliśmy, tam chodziło o mnie i o One Direction. Nie możesz być na mnie o to zły. Te umowy leżały w szafce Harveya od dnia, kiedy dowiedział się, że jestem gejem. Wiem, co podpisałem.
- Ale ty ryzykujesz to wszystko, Harry.
- Wiem, co robię, Louis.
- Harvey powiedział mi, że wcześniej nie chciałeś się ujawnić. A teraz chcesz, i to przez nas?
- Tak.
- Co jeśli zawiodę? Nawet ze mną o tym nie porozmawiałeś. Mam wrażenie, że coś spieprzę i zrujnuję nas i całe twoje życie.
- Niczego nie zrujnujesz, Louis – powiedział gwałtownie Harry, robiąc krok do przodu by chwycić ramiona Louisa w mocnym uścisku. – Wiem, co robię i wszystko będzie w porządku. Nie obchodzi mnie czy ludzie mnie znienawidzą albo moja kariera się rozpadnie, bo mam ciebie. – Jego słowa były szczere, i poważne, i rozgrzały serce Louisa, ale nadal czuł niepokój w związku z tą całą sprawą.
- Harry, boję się, że coś spieprzę.
- Nie zrobisz tego – powiedział chłopak z determinacją.
- Jesteś taki głupi, Harry – Louis powiedział czule. – Tak irytująco troskliwy, i perfekcyjny, i dobry, i robisz te wszystkie rzeczy dla innych ludzi. Ale o siebie też musisz dbać, Haz.
- Lou, wiem, co robię. Wiem to.
- Czytałem te umowy. Mam kilka próśb o zmiany, cztery, mówiąc dokładniej. Jedna z nich to także to, że ja również ponoszę odpowiedzialność. I nadal uważam, że jesteś głupi. Ale kocham cię – powiedział Louis. –…I przepraszam za moje niedorzeczne zachowanie i ten popis wcześniej.
- Louis, czasami musisz zatrzymać się i posłuchać mnie.
- Wiem.
- Jeśli mógłbyś po prostu przystopować z tymi spontanicznymi napadami szału i robić wszystko z trochę większym spokojem, byłoby trochę prościej.
Louis westchnął. Właśnie dostawał wykład od swojego dwa lata młodszego chłopaka, który także miał kompletną rację.
- Taa, mogę nad tym popracować, tak myślę – powiedział wstydliwie, a Harry uśmiechnął się do niego.
- Pocałunek na zgodę?
- Okej – odpowiedział cichutko Louis i wtulił się w jego ramiona.
✿❀✿
- Louis – przywitała się jego mama przez telefon. Louis włączył głośnomówiący, bo przygotowywał sobie do jedzenia coś, co składało się z mleka i czekoladowych kuleczek. Harry był pod prysznicem, a Louis pomyślał, że to będzie dobry czas by porozmawiać ze swoją mamą. – Jak się masz, kochanie? Minęło trochę czasu odkąd ostatnio rozmawialiśmy. Powinieneś dzwonić częściej, tęsknię za tobą, wiesz?
- Wiem, przepraszam, mamo – przeprosił. – Ja też za tobą tęsknię.
- Wszystko w porządku, skarbie? – zapytała.
- Jest w porządku, tak – odpowiedział, siadając przy stole.
- Jak tam w pracy? – zaciekawiła się i Louis powiedział jej o Lindsay, którą właściwie… całkiem polubił. Miło było porozmawiać z mamą, czułą i radosną, taką jak zawsze. Miał wrażenie, że nie rozmawiał z nią od wieków i czuł się zawstydzony. Zapytała go o studia i Louis obiecał jej, że się stara (wiedziała, że oczekiwanie, że zdobędzie A było trochę naciągane), i że trzyma swoje przeciętne C. Louis pytał o siostry, za którymi naprawdę okropnie tęsknił, i dowiedział się, że Lottie miała jakąś fazę buntu, którą jego matka próbowała zdusić, ale pozostałe trzy siostry miały się w porządku i pomagały.
- A jak się ma mój skarb? – zapytała Jay i Louis przewrócił oczami.
- U Nialla wszystko dobrze. Miał wcześniej trochę problemów z dziewczyną, ale teraz jest już lepiej.
- Ał, to niedobrze. Powiedz mu, że i tak był dla niej za dobry, kimkolwiek ona była! Niall zasługuje na kogoś miłego.
- Powiem mu to. – Louis próbował udawać zirytowanego jej czułością do Nialla, ale tak naprawdę nie mógłby bardziej tego kochać.
- A ty? Nadal korzystasz z wolności, prawda? – westchnęła. Miała nadzieję, że wkrótce się ustatkuje.
- Taa um, mamo…? – zaczął wolno Louis i jego serce przyspieszyło rytm. – Właściwie to po to właśnie zadzwoniłem. – Włożył łyżkę pełną czekoladowych kuleczek do ust, przeżuwając gwałtownie. Jak to ująć?
- Dlaczego? – zapytała z przejęciem.
To był właśnie powód, dlaczego nigdy nie rozmawiał z mamą o swoich związkach. Za każdym razem, kiedy wspominał coś, co być może mogło mieć coś wspólnego z miłością, jego matka zaczynała tańczyć w kółku, składając w ofierze diabeł wie co, za tą minimalną szansę, że Louis w końcu znalazł kogoś, kogo chce zatrzymać.
- Poznałeś kogoś? – zapytała.
- Ja, uch… Tak.
- Tak! – wykrzyknęła głośno. – Powiedz mi wszystko! – zażądała.
- Właściwie to-
- Chcę poznać tego chłopca! Ile ma lat? Czym się zajmuje? Jak wygląda? Zgaduję, że jest wysoki, jest wysoki? Jak długo się umawiacie? Hej, jak ma na imię jego mama? I dlaczego jeszcze nie zmieniłeś statusu na facebooku? Wciąż jest „wolny”.
Powód, dla którego nigdy nie wspominał swojej mamie o swoich chłopakach.
- Mamo. Przestań.
- Co? Chce wiedzieć. Zasługuję, żeby wiedzieć, Boo Bear.
- Mamo, to słowo zostało zakazane w twoim słowniku lata temu. Użycie tego przydomku jest karalne.
Czy ona nigdy się nie nauczy?
- Powiedz mi, Louis – rozkazała.
Głęboki oddech.
- Mamo, możesz się upewnić, że nikogo nie ma w pobliżu? Nie chcę, żeby ktokolwiek usłyszał, okej?
- Och, okej. – Rozległ się dźwięk szurania i Louis przeżuł jeszcze trochę czekoladowych kuleczek.
- Tylko nie świruj-
- Czy on jest gotem? – sapnęła. – Ooch, zawsze chciałam poznać jakiegoś gota! Ma kolczyk?
- Nie, on nie jest gotem! – Drogi Panie. – I czy możesz, proszę, być cicho? Jak mam to powiedzieć, jeśli ty ciągle gadasz?
- Dobrze, już dobrze, zrzędo.
Louis zignorował to.
- I czy możesz, proszę mi nie przerywać? Po prostu być cicho i słuchać? – Odpowiedziała mu cisza. - Mamo?
- Powiedziałeś, że mam być cicho!
- Och, na miłość boską. Whatever! No to mówię. – Zirytowany potrzasnął głową, ale kontynuował. – Więc, umawiam się kimś, tak? I to może być dla ciebie trochę szokujące, jak dowiesz się, kim on jest, albo przynajmniej dla Lottie i Fizzy. Tak czy inaczej, on jest tak jakby… uch… trochę znany? – Walczył ze sobą by znaleźć odpowiednie słowa. – Znaczy, ludzie jakby wiedzą kim on jest. Jest jakby znany… wszędzie? Tylko uch- och, racja, prawdopodobnie powinienem o tym wspomnieć. Ludzie nie wiedzą, że jest gejem, więc nie możesz nikomu powiedzieć! Ani słówka! Mówię ci tylko dlatego, że… uch, za kilka tygodni albo miesięcy moja twarz prawdopodobnie będzie w Internecie… Cóż, miejmy nadzieję, że do tego jeszcze długa droga. Naprawdę długa. Tak z kilka kilometrów. Ale tak, on jest sławny.
Uciszył się. Jego matka nie powiedziała ani słowa. Pozostał cicho przez minutę, a potem musiał zrobić nieuniknione.
- To Harry Styles.
Cisza. To ciągnęło się przez dobrą chwilę. Harry zdążył nawet wyjść spod prysznica z ręcznikiem owiniętym wokół pasa i opleść swoje ramiona wokół Louisa, który siedział na taborecie, gapiąc się na telefon.
- Mamo? – powiedział w końcu. – Możesz już mówić.
- OCH, DROGI PANIE! – wypuściła długo wstrzymywany oddech. Naprawdę czekała, aż powie jej, że zasada już nie obowiązuje? – Louisie Williamie Tomlinsonie! Coś ty nawydziwiał!? Czy ty mówisz poważnie? Jakim cudem poznałeś kogoś takiego?
- W klubie? – Skrzywił się, słysząc jej głośny głos.
- Louis! W klubie? Jak w ogóle znalazłeś kogoś takiego w klubie? Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś mi powiedzieć? Miałeś może ostatnio jakichś stalkerów albo wybierasz się na przyjęcie z okazji narodzin dziecka Kim Kardashian?
Taa… uch.
- Mamo. Wyluzuj.
- Louis! Jeśli śpi się z celebrytą, to dzwoni się do mamy! – zganiła go Jay, a Louis przewrócił oczami. Stojący za Louisem Harry zachichotał, a chłopak pacnął go w ramię, którym wciąż go obejmował.
- Czy ty się ze mnie śmiejesz, Louis?
- Erm… nie. To był Harry. – Zastanawiał się jak ona to przyjmie.
Cisza. Potem odezwała się cicho, jakby próbowała porozmawiać z Louisem, tak, żeby Harry nie usłyszał.
- Czy on tam jest…? Louis. Przysięgam, jeśli powiesz choć słówko, ja-
- On tu jest, mamo. Słyszy cię.
- Och.
- Dzień dobry, pani Tomlinson! – zawołał radośnie Harry, śmiejąc się.
- Myślę, że potrzebuję chwili, a potem do ciebie oddzwonię, Louis.
Louis przewrócił oczami z szerokim uśmiechem na ustach.
- W porządku, mamo. Tylko nie przesadź z ginem.
- Louis! – zbeształa go. – Porozmawiamy później… Boo Bear – dokończyła złośliwie. Och, nie zrobiła tego. Wciąż czuł ciało Harry’ego za sobą. Kurwa, cholernie, kurewsko zajebiście . Niech to cholera.
- Nienawidzę cię – odpowiedział jej. Rozłączyła się i ekran telefonu przygasł. Louis zeskoczył ze stołka, próbując zwiać tak szybko, jak to możliwe. Oczywiście, Harry miał inne zamiary. Zamknął go w swoich objęciach, chichocząc jak idiota.
- Boo Bear?
- Nigdy mnie tak nie nazywaj.
- Hmm, sam nie wiem. Całkiem mi się podoba. – Harry wybuchnął śmiechem.
- Proszę, nie.
- Booooo Beaaar… – Harry przeciągnął to słowo i zostawił pocałunek na linii jego szczęki. – Booo… – Louis odepchnął go.
- Ona jest taka złośliwa! Dlaczego mi to zrobiła! – narzekał, a Harry zaśmiał się głośniej.
- Ty jesteś dokładnie taką samą osobą! Ona jest tobą, ale w wersji żeńskiej i trochę starszej! Jesteś jej dokładną kopią, to jakieś szaleństwo. Mówię ci, możesz być tego pewny. Nie jesteś adoptowany.
- Nie jestem jak moja mama!
- Żartujesz sobie ze mnie? – Harry zaśmiał się drażniąco głośno, kiedy Louis potrząsał głową.
- Nienawidzę cię, Styles.
- Ale kochasz mnie.
Louis wymamrotał pod nosem coś mało inteligentnego, że taa, jasne, okej, może go i kochał. Harry zachichotał i owinął ramiona wokół niego, wyciskając na jego ustach gorący pocałunek. Louis nagle stał się świadomy faktu, że Harry ma na sobie tylko ręcznik. Pocałował dwie jaskółki na jego klatce piersiowej i mógł poczuć na swoim biodrze rosnącą erekcję Harry’ego. Gwałtownie podniósł głowę do góry, a jego oczy spotkały spojrzenie Harry’ego, ciemnozielone i wypełnione pożądaniem.
- Serio? – zapytał. – Uprawialiśmy seks pół godziny temu! Poszedłeś pod prysznic jakieś dziesięć minut temu, i to tylko dlatego, że byłeś cały brudny od spermy!
- Ale ty jesteś taki goooorrrący…! – wyjęczał Harry i pocałował go ponownie, a jego język próbował wśliznąć się do wnętrza ust Louisa. Louis odsunął się.
- Jesteś beznadziejny. – Louis przewrócił oczami, niemniej jednak pozwolił Harry’emu okręcić się dookoła, czując jak przyciska się do jego pośladków. Chłopak ugryzł go w szyję od tyłu, a jego ręce błąkały się po jego brzuchu i klatce piersiowej, sprawiając, że Louis skręcał się z przyjemności.
✿❀✿
Louis leżał na podłodze, grając w gry na swoim telefonie. Harry zainstalował mu jakieś głupie gówno i teraz Louis był uzależniony. Zaczął siedząc na kanapie, ale po kilku rundach skończył na podłodze, ukryty przed wzrokiem kogokolwiek. Kiedy przegrał tę samą planszę po raz ósmy, poddał się z westchnieniem. Był czwartkowy wieczór. Wcześniej miał zajęcia (i usłyszał przypadkiem jak dwie dziewczyny narzekały, że być może Harry Styles nie jest już singlem), a potem pracował przez kilka godzin i poszedł do biura (kwatery głównej Modestu?) razem z Harry’m i Niallem (swoim prawnikiem) i twardo trzymał swoje zdanie. Negocjacje poszły mu całkiem nieźle. Nie musiał podawać swojego hasła do twittera, co było dużym sukcesem. Nie musiał także kłamać o swoim życiu. Jednak największa rzecz, na którą Harry niechętnie się zgodził, to było nie „Harry Styles poniesie odpowiedzialność”, ale zamiast tego „Harry Styles i Louis Tomlinson poniosą odpowiedzialność” i to, jak będą chcieli poradzić sobie z konsekwencjami, będzie zależało od nich. Louis czuł potrzebę by być w tym kontrakcie i móc być w stanie dostać to, na co zasłuży, jeśli coś spieprzy. No a poza tym, zapisanie ich imion razem obok siebie, sprawiło, że czuł się jakby byli małżeństwem, czymś oficjalnym. To było świetne uczucie.
Jedyną rzeczą, której nie udało mu się wyperswadować były ustawione wyjścia między Harry’m a Louisem. Modest nalegał i od razu odmówił usunięcia tego z kontraktu. Ale Niall wymyślił rozwiązanie. Dla dobra Louisa, spotkania te nie będą ustawione, ale również ku zadowoleniu Modestu, będą mogli oni zatrudnić fotografów by zrobili Harry’emu i Louisowi zdjęcia razem, kiedy będą wiedzieć, gdzie się znajdują (co oznaczało w sumie cały czas). Louis opuścił budynek usatysfakcjonowany i kupił Niallowi kolację oraz sportową koszulkę, tylko dlatego, że był on tak wspaniałym dzieciakiem i tak bardzo mu pomógł, no i też dlatego, że kochał go tak cholernie mocno.
Louis ziewnął, leżąc na podłodze. Harry był w studiu, pisząc razem z Liamem i jakimś kolesiem od muzyki, którego imienia Louis nie pamiętał. Otworzył jedno oko, gdy usłyszał jak drzwi od pokoju Nialla otwierają się wolniutko ze skrzypieniem i zobaczył, jak sam blondyn wystawia głowę na zewnątrz. Chłopak szybko przeskanował wzrokiem mieszkanie, a potem wyśliznął się z pokoju, idąc na paluszkach, tak cicho, jak mógł, w kierunku drzwi frontowych.
Louis usiadł z rozbawionym uśmieszkiem i poczekał aż Niall doszedł do drzwi, zanim odezwał się.
- A ty gdzie się wybierasz, Nialler? Cały taki wystrojony i seksowny.
Blondyn zamarł w bezruchu, przeklinając pod nosem. Tak blisko! Westchnął i obrócił się, jęcząc w duchu, kiedy zobaczył uśmieszek igrający na ustach Tomlinsona.
- Widzimy się z kimś, czyż nie? – Louis uśmiechnął się szeroko. Niall wychodził o dziesiątej trzydzieści w czwartkową noc, wyglądając jakby pracował nad tym quiffem godzinami. Prawdopodobnie tak było.
- Po prostu zostaw mnie, Louis.
- Kto jest tym szczęśliwcem, który będzie uprawiał seks z Niallem Jamesem Horanem tego czwartku? – szczerzył się Louis. Jego przyjaciel nie odpowiedział, jęczał za to niecierpliwie, nie ruszając się z miejsca przy drzwiach. – Czy to imię zaczyna się na G?
- Nie śpię z Georgią.
- Jasne – na twarzy Louisa zaigrał uśmieszek i machnął na biednego chłopaka, życząc mu powodzenia w bzykaniu, za co w odpowiedzi dostał środkowy palec. Zebrał się z podłogi i zapakował do łóżka z filiżanką herbaty, decydując się tego dnia iść spać wcześniej.
The Tommo (@TheTommo)
Ogłaszam noc. Długi dzień, uczelnia, praca i interesy w ten sam dzień :)
The Tommo (@TheTommo)
Ale najpierw zróbmy to #AskTommolicious
Na jego ustach zaigrał uśmieszek, kiedy natychmiast zalało jego interakcje. Sprawdził tag i jego oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczył jak wielu ludzi już do niego napisało. Niecałe dwie minuty później, #AskTommolicious było w światowych trendach, i Louis poczuł się trochę nieswojo. Nikt nie wiedział kim on jest, jak wygląda czy w ogóle cokolwiek. Nie wiedzieli kim on do cholery jest, a nadal byli tak zapaleni by go poznać i usłyszeć coś od niego.
#AskTommolicious
“Jak poznałeś Harry’ego
“Kiedy poznałeś Hazzę?” – kilka miesięcy temu
“Lubisz jajka?”
“Jaka jest twoja ulubiona liczba?” – 17
“Jaka była pierwsza rzecz, którą Harry powiedział do Ciebie?” – Oops!
“Jaki jest twój ulubiony kolor?”
“Pieprz mnie?” – Spasuję
“Pierwszy pocałunek?”
“Jakie interesy?” – Pilnuj swoich własnych
“Co najbardziej lubisz w Harry’m?” – jego dbałość o szczegóły
Jedno pytanie szczególnie przykuło jego uwagę.
- Max - (@caged_max)
@TheTommo #AskTommolicious Co powiedziała twoja mama o byciu gejem? Jak się ujawniłeś? Ja wciąż się zmagam
TheTommo (@TheTommo)
@caged_max Wspiera mnie. Myślę, że próbowała zrobić ze mnie geja kiedy byłem mały… Kiedy jej powiedziałem, ona zaśmiała się histerycznie, bo uważała, że to niedorzeczne, że w ogóle czułem, że muszę powiedzieć o tym ludziom. Jestem taki gejowski, mój przyjacielu.
- Max – (@caged_max)
@TheTommo Szczęściarz. Chciałbym mieć tak samo.
Ciasny supeł uformował się w klatce piersiowej Louisa i poczuł się zaniepokojony. Szybko nacisnął przycisk „follow” na profilu Maxa i ponownie napisał do niego publicznego tweeta.
The Tommo (@TheTommo)
@caged_max napisz do mnie na DM?
Upłynęło kilka minut, a Louis czekał z niecierpliwością na wiadomość. Kolejna minuta minęła. Kiedy w końcu wiadomość pojawiła się, westchnął z ulgą. Chciał tylko pogadać z tym dzieciakiem, upewnić się, że wszystko było okej.
- Cześć?
- Cześć max!
- Um hej
- Masz kłopoty? Nie chcę się narzucać, chcę tylko pomóc
- Mogę cię zapytać o jedną rzecz
- Tak
- Bałeś się powiedzieć wszystkim innym, w szkole?
- Tak
- Co zrobiłeś?
- Wlazłem na ławkę w szatni, kiedy wszyscy się przebierali i wrzasnąłem, że jestem gejem
- Wow
- Może trochę dramatycznie
- Co zrobili?
- Niektórzy wzruszyli ramionami, a inni nazwali pedałem i mówili, że powinienem spłonąć w piekle
- Och
- Wiesz co ja mówiłem, i co ty powinieneś mówić każdemu kto przezywa cię dlatego, że jesteś gejem? Wydymałem usta I zachowywałem się jak stereotypowy gej, mówiłem “bitch please, mhm, nie wykopałbyś mnie z łóżka, chyba, że miałbym pieprzyć cię na podłodze”
- Omfg
- Oczywiście potem zwiewałem, ale całkiem fajnie było widzieć ich wyraz twarzy (zanim grozili, że mnie zabiją) … Przepraszam, jeśli to nie pomogło
- … jak udaje ci się tak dobrze się stawać w swojej obronie?
- Max, ludzie ciągle dokuczali mi za to, że noszę zbyt ciasne spodnie i za to, że lubię szelki i tylko dlatego, że „wyglądam” gejowsko. Po tym, jak bilionowy raz zostałem popchnięty na szafki, jednego dnia po prostu miałem dość. Powiedziałem, i od tamtego dnia mówię tak za każdym razem, kiedy ktoś coś ma do mnie, “Jestem gejem i jestem z tego cholernie dumny, a jeśli masz z tym problem, to dokładnie wiesz, gdzie go sobie wsadzić”.
- Jesteś świetny. Dziękuję.
Twarz Louisa rozświetliła się, a w jego piersi zabrzęczało od radości. Tak. Pomógł!
- Żaden problem stary
- jedno ostatnie pytanie zanim pójdę?
- Strzelaj
- Nie chcę być niegrzeczny albo wścibski ale… Torry?
- “Ładne buty” “Ładna koszulka”
Uśmiechnął się szeroko, odłożył telefon i zgasił światło.
✿❀✿
- Więc, chłopaki, jak idzie praca nad nowym albumem? – zapytała dziennikarka, a wywiad powoli zbliżał się ku końcowi. Chłopcy usadowieni byli na kanapie, uśmiechając się uprzejmie w kierunku kamer. Louis stał w kącie, częściowo ukrywając się przed Harveyem, który obserwował wywiad kilka metrów dalej, a częściowo dlatego, że był zdenerwowany i nie chciał, żeby ludzie widzieli go, kiedy praktycznie trząsł się z nerwów.
- Idzie absolutnie wspaniale. Właściwie Harry napisał całkiem sporo piosenek – Liam powiedział z dumą, a Zayn klepnął go po plecach.
- Naprawdę? Czy ten album będzie inny od ostatniego?
- Um… – zaczął Harry. – Może trochę bardziej dojrzały?
- Dojrzały, w jaki sposób?
- Troszkę bardziej dorosły?
- I więcej piosenek miłosnych. – Zayn wybuchł śmiechem. Jego komentarz został podchwycony przez dziennikarkę prowadzącą wywiad i kobieta skwapliwie podążyła tą ścieżką.
- Piosenki miłosne? I Harry napisał większość z nich?
- Napisał dużo – powiedział Liam, odrobinę zirytowany tym, jak przekręciła jego słowa.
- Czy to ma cokolwiek wspólnego z tym filmikiem, który krąży po całym Internecie, który wszyscy widzieliśmy, Harold? – Louis zmrużył oczy. To była jego ksywka. Suka, wymamrotał.
- Nie wiem jaki filmik widziałaś, więc… – odpowiedział chłopak i na twarzy Louisa wykwitł szeroki uśmiech.
- Bezczelnie, Harry. Ale wiesz o co mi chodzi, prawda? Ten klip, gdzie w tle widać dwójkę przytulających się ludzi? Czy to byłeś ty, Harry? Możesz to potwierdzić?
- Um…
- Awwww, cały się rumieni! – Zayn uśmiechnął się szeroko, ale Louis wiedział, że to była próba ominięcia tego poważnego pytania. Ich celem było, by ludzie myśleli, że Harry ma coś do ukrycia, a nie całkowite potwierdzenie.
- Aw, słodki mały Hazza! – Liam uśmiechnął się od ucha do ucha i uszczypnął chłopaka w policzek. Przekomarzali się przez chwilę, skutecznie rozpraszając kobietę. Louis patrzył jak Harvey kiwa głową z aprobatą.
- Ale Harry, teraz całkowicie poważnie, czy jest ktoś wyjątkowy w twoim życiu?
- Oczywiście. – Harry uśmiechnął się szeroko, unikając pytania. – Ta dwójka idiotów. Są moimi najlepszymi przyjaciółmi i sprawiają, że czuję się prawdziwym szczęściarzem.
Uśmiechnął się szeroko i w taki sposób, że każdy kto oglądał wywiad, wiedział, że Harry wie, co chcieli usłyszeć i wiedzieli także, że robił to celowo. To był pierwszy z wielu kroków na drodze do ujawnienia się.
~*~*~
poniedziałek, 30 czerwca 2014
************************
Jako, że Melody więcej nie tłumaczy ze mną Y&B poszukuje dobrej tłumaczki, która dysponuje czasem i chęciami. Więcej możemy omówić w wiadomościach.
Miłego czytania :)
Louis ma wrażenie, że wspinanie się po schodach wieży wydaje się być wiecznością. Z każdym kolejnym krokiem jego żołądek podjeżdża mu do gardła ponieważ co on do cholery robi? Dlaczego w ogóle jeszcze tu jest? Jedyną styczność z tym chłopakiem miał kiedy:
a) Bezkarnie wziął to co należało do Louisa w herbaciarni.
b) Opróżnił swój żołądek prosto na jego buty.
I gdy przypomina sobie całokształt, spotkanie z nim jest najbardziej absurdalnym pomysłem.
Ale jednak nadal wspina się po schodach, ubrany w najlepszej jakości ciuchy (a raczej ciuchy Nialla) oraz coraz bardziej zbliża się ku końcowi z poszarganymi nerwami i rękami pochowanymi w kieszeniach.
Spotyka się z łukowatymi, starymi dębowymi drzwiami, które są lekko uchylone i światło pada na podłogę przez szczelinę.
Kurwa. Ma zapukać? Zawołać? Prościej idzie zachować mu się wokół Nialla kiedy może dobijać się do drzwi póki Niall mu nie otworzy. Nie przyzwyczaił się do radzenia sobie z prawdziwymi ludźmi.
Czując się bardzo niepewnie Louis popycha zimne, drewniane drzwi i wchodzi ostrożnie do środka.
Przed nim rozprzestrzenia się najbardziej absurdalny i luksusowy pokój jaki kiedykolwiek widział na oczy. Jednocześnie zachowane są akcenty ze starożytności i nowoczesności (Louis nie miał pojęcia, że te dwa style mogą się ze sobą tak prosto łączyć) a jedyne co przychodzi Louisowi na myśl to: elegancki, szykowny i kurwa elegancki.
Nagle ich mieszkanie wydaję się przynosić wstyd a ta myśl jest ciężka do przełknięcia.
Duże, piękne malowidła w kolorach ciemnego grafitu, fioletu, szkarłatu i szmaragdu, zostały rozmieszczone po całym pokoju, niektóre zawieszone zaś inne oparte o ścianę, czekające na odebranie wyznaczonego miejsca.
Grzbiety skórzanych książek wypełniających regały mieniły się w otoczeniu kryształowego światła, który oświetlał również kamienne ściany, na których wisiały komiksy szczelnie chronione przez grube szkło.
Są tam błyszczące czarne głośniki, ogromne i czyste okno, rzucony niedbale dywan w odcieniu hebanowym, kryształowe kafarki na alkohol, statyw na nuty oraz — czy to jest kurwa fortepian? Serio? Są to jakieś wymogi dla osób bogatych?
Wśród otaczającej obfitości na środku pokoju stoi wąski, prostokątny drewniany stół, na którym leżą sztućce oraz przepełnione koszyki owocami, najróżniejsze sery, butelki wina i jajka. W środku tego idealnego obrazu chłopak z wczorajszej nocy z mocnymi brwiami i spokojną posturą, nalewa do każdego szklanego naczynia czerwonego wina.
Tuż za nim w kącie na zamszowym fotelu, który wygląda jak tron dla Boga, siedzi winowajca pobrudzonych butów Louisa, paląc leniwie papierosa.
Louis po prostu stoi tam niezręcznie na środku pokoju zupełnie niezauważony przez własnych gospodarzy. Kompletnie nie wiedząc co powinien zrobić puka niepewnie o zimne drewno, mimo że już dawno wprosił się bez słowa.
Jak na zawołanie oboje zawieszają na nim wzrok.
Podczas gdy chłopak z krótko przyciętymi włosami uśmiecha się do niego błogo, Zayn Malik jedynie spogląda i przechyla na bok głowę a lekka imitacja uśmiechu majaczy w kąciku jego ust.
- Mówiłem, że przyjdzie, Liam – to wszystko co mówi na powitanie.
- Doskonale! – wykrzykuje Liam (?), unosząc do góry w pół pełną butelkę wina. – Nie sądziłem, że się pojawisz.
Louis oczyszcza swoje gardło śliną, świadomy iż nikt obecny w tym pokoju nie zna jego imienia, kiedy on poznał ich obu. Powinien się przedstawić?
- Jak mógłbym tego nie zrobić? – wybiera w zamian, posyłając im czarujący uśmiech. – Wyszedłbym na wredną osobę. Zwłaszcza, że wybraliście dobry sposób na pozbycie się zapachu.
Liam śmieje się, głośno i czysto.
Zayn wykrzywia usta w lekkim uśmiechu, gasząc papierosa po czym wstaje.
- Spodobały ci się, prawda?
- Oczywiście – Louis odzywa się natychmiastowo, wciąż nie ruszając się z progu drzwi.
- Ponownie – zaczyna Liam, odkładając teraz pustą butelkę wina, gdy wszystkie kieliszki zostały napełnione. – chcemy ogromnie przeprosić cię za całą sytuację. Nigdy coś takiego się zdarzyło i obojgu jest nam bardzo przykro.
Louis kiwa głową, instynktownie szukając wzrokiem Zayna.
- Przepraszam – mruczy Zayn, jego głos jest miękki jak najcichsza noc i wydaje się posiadać cały dym, który właśnie wypełniał jego płuca. Idzie w kierunku Louisa z rękami w kieszeniach, rozluźnionymi ramionami i oczami ustawionymi na Liamie. Jest uosobieniem chłodu i spokoju.
Gdyby można było tak łatwo zastraszyć Louisa już dawno rzuciłby się do ucieczki. Na szczęście jest całkowicie niewzruszony. Najczęściej.
- Och, gdzie moje maniery? – woła nagle Liam, klaszcząc w dłonie, na co Zayn kiwa delikatnie głową w jego stronę z dozą czułości, przez co Louis chowa owy obraz w najdalsze zakamarki swojego umysłu. – Jestem Liam. I zapewne już wiesz, to jest Zayn.
Louis kiwa głową w potwierdzeniu, niechętnie wyswobadzając ręce, by uścisnąć wystawioną dłoń Liama.
- Louis Tomlinson – mówi, po raz kolejny kiwając głową, a twarz Liama rozświetla się lekko.
- To bardzo dobre nazwisko, prawda? „Tomlinson”… Twoja rodzina ma jakieś powiązania z prawem? – pyta, wciąż trzymając rękę Louisa.
- Mój ojciec jest prawnikiem – i z tymi słowami uwalnia swoją dłoń.
Nie ma zamiaru rozmawiać o Charlesie. I nie ma zamiaru grać w grę typu: „Och, a co dokładniej twój tatuś robi? Ile pieniędzy ma twoja rodzina?”.
- Ładne macie wyposażenie – Louis zmienia bezproblemowo temat, wskazując głową na Zayna, który wciąż patrzy na Liama. – Myślałem, że moje było ponad. Chyba się pomyliłem.
- Ponad? – Liam pyta zaciekawiony, a oczy Zayna w końcu lądują na twarzy Louisa.
Cholera, jest oszołamiająco piękny.
- Mieszkanie dla studenta zazwyczaj nie gwarantuje fortepianu, co? Ani nic z tych rzeczy – mówi, wskazując ręką na nieskazitelne powieści i całe stoisko pulpitów na nuty.
- Nie podoba ci się? – pyta Zayn swoim miękkim i delikatnym tonem głosu, którym mógłby ciąć papier i nie spuszcza swojego wzroku z Louisa.
- Nie bardzo. A tobie?
Liam mruga w zaskoczeniu a Louis zastanawia się czy Zayn Malik był kiedykolwiek traktowany jak prawdziwy człowiek, czy raczej przywykł do osób, które głaszczą go i całują całymi dniami jakby był zrobiony z nieskazitelnej porcelany.
Zayn wzrusza ramionami.
- Myślę, że jest w porządku. Nie mogę narzekać.
- Nie, naprawdę nie możesz. Złe maniery i takie tam. Więc, kiedy lunch? – Louis zajmuje pierwsze lepsze miejsce, które rzuca mu się w oczy, krzesło od prawej strony na czele stołu.
Na co Liam i Zayn wymieniają się szybkimi spojrzeniami, które wydają się być rozbawione a nie w jakikolwiek sposób wyrażając niechęć i protest, oboje zajmują miejsca, Zayn wybiera najwyższe krzesło, wokół którego gromadzą się inne a Liam tuż koło niego po lewej stronie.
- Możemy ci coś podać? – Liam pyta grzecznie, oferując w między czasie kolejnego papierosa Zaynowi.
Louis ma coraz większe wrażenie, że ta dwójka jest małżeństwem.
Zerkając między nimi, nie może powstrzymać pytania cisnącego się mu na usta.
- Przypomnijcie mi kogo są to pokoje? – co wywołuje śmiech u Liama.
- Należą do Zayna. I do mnie w zasadzie. Posiadam własne mieszkanie ale nigdy w nim nie zostaje. Jestem u Zayna przez większość czasu.
- Czemu?
Zayn spogląda na Louisa a kącik jego ust nieznacznie drga.
- Jesteśmy w związku – Liam odpowiada zwyczajnie a Louis potrafi uszanować prostolinijność w tym oświadczeniu. – A gdzie ty mieszkasz?
Louis rzuca mu krótkie spojrzenie.
- Żartujesz sobie? Mogę odprowadzić cię do okna i odtworzyć scenę – mówi, nie mogąc powstrzymać drwiącego tonu, gdy patrzy na Zayna.
Ale Zayn jedynie uśmiecha się i mówi przez zasłonę dymu. – Powinieneś zobaczyć swoją twarz z tamtej nocy, stary.
- Dziwię się, że pamiętasz! Mógłbym być krasnalem ogrodowym i nawet byś o tym nie wiedział. Byłeś strasznie zalany!
Na te słowa Liam wybucha śmiechem i niemal natychmiast kładzie dłoń na ustach w cichych przeprosinach ale jego oczy nadal błyszczą z radości, gdy spogląda na Louisa.
- Jesteś bardzo szczery – mówi, ale jego ton jest przepełniony wesołością a nie pogardą więc Louis podnosi swój kieliszek wina, a jego brew wystrzela do góry i odpowiada:
- To nie jedyna wspaniała rzecz we mnie – po czym upija łyk cieczy.
Chichocząc lekko z oczami wciąż utkwionymi na Louisie, Liam odzwierciedla jego gest a Zayn w końcu pozwala sobie na pełny uśmiech.
- Więc – Louis mówi, oblizując usta oraz odkładając kieliszek na stół. – Ktoś jeszcze pojawi się na lunchu? – wskazuję głową na puste miejsca.
Jak w zegarku natłok niskich pomruków zaczyna wtłaczać się do pokoju a podeszwy butów pozostawiają po sobie echo.
- Tak – odpowiada niepotrzebnie Zayn a jego twarz rozświetla się w rozbawieniu patrząc wprost na Louisa jakby był jednym z komików. A Louisowi po prostu chce się śmiać.
Ponieważ kim są ci ludzie?
I z czego są zrobieni?
Zayn oczywiście został wykonany z szarego dymu, wina, produktu do włosów i wyblakłych stron powieści.
Liam zaś z Hermesa, uprzejmej rozmowy, zębów i kryształu.
Louis natomiast prawdopodobnie powstał z nieświeżego oddechu, krótkiego temperamentu i bekonu, którego dzisiaj udało mu się pochłonąć na śniadanie.
W tym samym momencie mężczyźni zaczynają wypełniać pokój.
Kilka głośnych pozdrowień wypełnia powietrze potem niekończące uściski rąk, wzajemne przytakiwania, nalewanie napoi i wypróżnianie koszyków z jedzenia. Goście wyglądają niemal identycznie — faceci, piękni, nieskazitelni, ubrani w letnich kolorach z zapachem najlepszych olei i wody po goleniu jaką świat może zaoferować — i kiedy wszyscy zasiadają na swoim wyznaczonym miejscu, zaczynają spoglądać na Louisa ale nikt o niego nie pyta, zbyt uprzejmi by kwestionować jego obecność i traktować go z cichym respektem dla kogoś kogo nigdy wcześniej nie spotkali.
W szczególności jeden chłopak z włosami o kolorze imbiru i słodkim uśmiechem (Bodajże Edward) sprawia, iż Louis czuje się swobodnie, dolewając sobie nawzajem wina i śmiejąc się z wszystkich jego żartów.
Pozostali chłopcy również są znośni i Louis powoli zaczyna rozróżniać ich między sobą; Matthew jest nieco neurotycznym blondynem, George jest wysportowany i agresywny, Philips to stuprocentowy hipster do tego pretensjonalny, i wreszcie Lyle, który jest ucieleśnieniem każdego złoczyńcy w bajce Disneya.
Ale Louis zdaje się dobrze bawić.
W końcu po wielu razach, gdy Liam zwraca się do niego po imieniu, każdy zaczyna robić to samo.
I Louis niemal może powiedzieć na głos, że spędza mile czas w ich towarzystwie.
- Chłopcy, chłopcy – nagle wstaje z miejsca i rozmowy oraz chichotania gasną na tyle, iż każde spojrzenie skierowane jest wprost na niego. – Myślę, że trzeba wznieść toast, prawda? – w odpowiedzi dostaje kilka kiwnięć głową i niepewne, zdezorientowane uśmiechy. – Za przeżycie tego pieprzonego tygodnia w szkole i za Zayna i jego niesamowitą nieumiejętność trzymania alkoholu w żołądku!
Po jego słowach nastaje krótka i oszołamiająca cisza, a oczy wszystkich spoczywają na twarzy Zayna i Louis jest teraz absolutnie pewien, iż nikt nigdy nie obraża Zayna albo go wyśmiewa. Właściwie, dzięki jego obserwacjom zauważył, że żaden z nich nie rozmawia z Zaynem, który po prostu siedzi tam, śmiejąc się z dziwnych żartów, obserwując wszystkich ze swojego tronu, ale wydaję się być zadowolony w byciu niezauważonym, ciesząc się na boku z towarzystwa Liama i jego papierosów.
Wygląda też na znudzonego.
Tak więc bez poczucia winy Louis obraca się w stronę Zayna i posyła mu szeroki uśmiech, który Zayn bez wahania odwzajemnia, siedząc rozpostarty na swoim wielkim tronie.
- Hej – Zayn nadal nie przestaje się uśmiechać i wznosi w powietrze szklankę. – I za naszego nowego przyjaciela, Louisa Tomlinsona.
- Za Louisa! – wykrzykuje Liam.
I kiedy reszta chórem powtarza ich słowa, Louis przekręca oczami wymyślając na poczekaniu żart i naprawdę chce myśleć, że całe to spotkanie było płytkie i małostkowe… ale uważa całkowicie odwrotnie.
Zaraz po tym, gdy wszyscy jednocześnie skosztowali wina – i dobry boże, to było najlepsze wino jakie Louis miał przyjemność pić – niespodziewanie drzwi po raz kolejny otwierają się.
Wita ich kolejny przepiękny chłopak.
Louis nie powinien być tym zszokowany, ze względu na to, że ta szkoła jest pozornie (w cudowny sposób) otoczona ludźmi, których Bóg kocha w nadmiarze.
Ma na sobie jasnoszary garnitur, łososiową muszkę i szal w kolorze szampana. Jego czekoladowe loki lśnią wystylizowane i delikatnie okalają jego twarz lalki, a szmaragdowe oczy idą w zestawie ze skórą z kości słoniowej, która niepokojąco kontrastuje z czerwonymi ustami przypominającymi najsłodszą truciznę ze względu na ich idealny kształt. Louis zaczyna kwestionować prawdziwość tych warg.
Chłopcy milkną w zaskoczeniu, każda para oczu skierowuje się wprost na niego, w tym Zayna, jakby nagle cały pokój rozświetlił się z jego przyjściem. Wszyscy natychmiastowo skupiają na nim całą swoją uwagę, najwyraźniej niesamowicie zachwyceni jego obecnością.
I Louis może powiedzieć, że ten chłopak doskonale jest tego świadomy, może zobaczyć to w zwolnionym mrugnięciu oka i jego powolnych ruchach, ledwo rejestrując cokolwiek innego. Bez żadnego spojrzenia w ich stronę nieznajomy zaczyna rozwijać kremowy, satynowy szal z jego bladej szyi, jego palce ozdobione biżuterią rozwiązują skomplikowany splot materiału.
- Witam, moje małe kwiaty.
Jego głos jest pełen zadowolenia i wyższości, jakby dokładnie wiedział jaką reakcję wywołuje u innych swoimi gestami i słowami.
Ci chłopcy są jego – są przepiękni i są jego własną kolekcją.
I Louis natychmiastowo czuje budującą się w nim irytację.
Ponieważ ten chłopak z kręconymi włosami i mleczną skórą noszący muszkę nie potrafi zdobyć się nawet na porządne powitanie, ciągle udając jakby nikogo nie było wokół niego i zamiast tego śpieszy z wytłumaczeniem swojego spóźnienia.
- Zostałem zatrzymany na spotkaniu z bardzo… wymagającym profesorem – mówi a w jego głosie pobrzmiewa nuta zadowolenia, jego niepokojąco czerwone usta unoszą się do góry chytrze.
Co tylko jeszcze bardziej pozbawia Louisa ostatek komfortu.
Odwraca wzrok od tych warg, tych złych warg, które stworzone są tak doskonale jakby były namalowane na lalce, pozbawione prawdziwej emocji czy życia. Zamiast tego Louis skupia się na powolnych ruchach chłopaka, który składa swój kremowy szal wykonany z satyny i wciąż nie spogląda na żadną osobę obecną w pokoju a po chwili odzywa się nagle swoim niskim głosem:
- Uprzejmie poinformowałem ją, że mogę się spóźnić! Niestety przyodziałem na siebie dzisiaj bardzo atrakcyjny kapelusz – ten beżowy, który dostałem na Ibizie – więc nie mogę winić tego biedactwa. To w końcu tylko kolejny widz do mojego perfekcyjnego życia – jego głos jest lekki i przepełniony szyderstwem, początki krzywego półuśmiechu zaczynają formować się na jego ustach i Louis zastanawia się czy on sam bierze siebie na poważnie. Albo ktokolwiek inny w pomieszczeniu.
Widocznie mogą ponieważ zaraz w pokoju rozbrzmiewają masowe chichoty poprzedzane serdecznym skinieniem głowy.
Co jest kurwa?
Nieznajomy chłopak z drwiącym uśmiechem na twarzy kieruje się w stronę pustego kieliszka postawionego na parapecie. Z uśmiechem na twarzy, nalewa sobie sporą porcję Pinot Meunier. W trwającej ciszy, bierze potężny łyk napoju, wciąż nie zwracając odpowiednio dużo uwagi na gości, stojąc do nich plecami.
I nadal każde spojrzenie jest na nim.
Wliczając w to Louisa, który patrzy z niesmakiem.
Chłopak zdaje sobie sprawę z uwagi, jaką przyciąga, ale nie dba o nią.
Zayn siedzi u szczytu stołu jak wybrany przywódca, ale rozkoszuje się samotnością, odsuwając się w cień, zadowalając się tym, że jest liderem wybranym przez siebie, ciesząc się z reflektorów skierowanych na niego, ale tak naprawdę nie dawał nic tym, którzy go obserwowali. Jest to rola, do której przywykł i która najlepiej mu wychodzi. Co oczywiście sprawia, że jest największym chujem.
Louis obserwuje, jego oczy przeskakują pomiędzy grupką mężczyzn, którzy patrzą prawie z niecierpliwością, a chłopakiem który otrzymuje spojrzenia i nic z tym nie robi.
Zayn patrzy zza ściany dymu, skupiając się na poczynaniach Harry’ego, ale w dalszym ciągu nie odzywa się słowem.
W końcu Harry zauważa gospodarza, może przez uczucie jego przepalonych oczu na nim i obraca się ze złośliwością, z radosnym uśmieszkiem, kiedy odstawia pustą szklankę, natychmiast krocząc w kierunku Zayna. Głaska jego policzek długimi, zgrabnymi palcami, które wyglądają jakby zostały wykonane z perły, wyciąga cygaro z ust Zayna i unosi je do własnych oraz zaciąga się zanim łagodnie przyciska usta do warg Zayna.
Louis obserwuje tą interakcję, spoglądając na Liama (który nie wygląda na zakłopotanego lub zazdrosnego) następnie patrzy z powrotem na Zayna, który nie wydaję się być dotknięty całym zdarzeniem jakie miało miejsce, wręcz przeciwnie, jest rozbawiony i odwzajemnia spojrzenie chłopca.
- Harry – Zayn mruczy w powitaniu.
- Harold. Harold Styles - poprawia, a Louis od razu notuje sobie w pamięci, by nigdy nie nazwać tego chłopaka „Haroldem”. Lub jakkolwiek inaczej, by sobie tego życzył.
Harry uśmiecha się i wypuszcza obłoczek dymu z cygara, który splata się z gęstymi lokami.
Chłopcy zaczynają wykrzykiwać swoje powitania.
- Dobrze cię zobaczyć, kolego!
- Cieszę się, że mogłeś wpaść!
- Nie myśleliśmy, że to zrobisz.
- Szczerze to myślałem, że będzie dziwnie, jeśli nie przyjdziesz.
Harry tylko przytakuje w odpowiedzi, szczerząc się –czy to są pierdolone dołeczki?- i potrząsa kilkoma dłońmi, wszystko bez ruszania się z miejsca obok Zayna z dłonią na jego ramieniu.
Po kilku kolejnych wymamrotanych słowach w kierunku Zayna, Harry podchodzi do Liama i spokojnie wplątuje dłoń w krótkie, brązowe włosy zanim nie przenosi jej na tył głowy Liama. Pocałował go, jednak inaczej niż Zayna, ten pocałunek był zbyt wyolbrzymiony i zakończony z głupim mlaśnięciem, dym wciąż pląta się w powietrzu, kiedy palce we włosach Liama zmniejszają nacisk.
Louis ogląda to wszystko z dwoma myślami w głowie:
1.Chciał, by Niall był tutaj i to widział.
2.Co do cholery jest nie tak z tym kolesiem?
Ponieważ kiedy Louis ogląda tą na pozór nieszkodliwą zmianę, jest nieodwracalnie zaalarmowany pustką, która panoszy się w oczach chłopa, kiedy patrzy na tych ludzi, jakby byli zabawkami, i martwe uczucie rozchodzi się po jego ciele na ten widok. Ponieważ coś jest nie tak z Harry’m i może poczuć zaniepokojenie przez kremową zieleń oczu, w których jest pustka i nader perfekcyjne usta, które nie wyrażają niczego, oraz oziębłość w jego całej postawie, pomimo ospałych ruchów.
I jest dołeczek, ten dziecinny dołeczek pasuje do sztucznej niewinności i pozornego uroku i swobody, ujmujące zachowanie, które kontrastuje z czymś czego Louis nie może wychwycić. Ale coś jest nie tak z tym chłopcem, coś bardzo, bardzo złego.
Co sprawia, że Louis jest bardzo niepewny.
Harry obraca się powoli po skończeniu z Liamem i kieruje się do miejsca, gdzie siedzi Louis. Zatrzymuje się, bardziej zamyślony i rozbawiony obserwując Louisa – prawdopodobnie po raz pierwszy – a jego oczy skanują jego sylwetkę od stóp do głów. Wzrok Harry’ego jest mniej ciekawski niż oceniający i ze zniechęcającym, fałszywym w połowie uśmiechem, mówi:
-Witaj niebieskooki – zakańcza wypowiedź bezczelnym uśmieszkiem , który dla reszty świata jest prawdopodobnie ujmujący, ale Louis jest absolutnie zniesmaczony i że czuje się tani, jakby był kupiony za brudne pieniądze z podejrzanego klubu.
Harry topi swoje słowa w cygarze, biorąc głębokiego bucha i wydychając dym prosto w twarz Louisa, wszystko to bez zrywania kontaktu wzrokowego.
I Louis czuje się naprawdę cholernie tani i naprawdę cholernie gównianie.
Nie odpowiada mu, zachowując ciszę i powracając do patrzenia przez zwężone oczy.
Kiedy Harry czeka, jego twarz zmienia się na rozbawioną, wyraźnie sztuczną, po prostu kontynuuje gapienie się. Kontynuuje palenie.
Wtedy Zayn mamrocze: - To jest Louis. Jest nowy. Lubię go.
Nawet jeżeli nigdy tego nie przyzna przed sobą uśmiecha się przez pochwałę, ale jego twarz nie zdradza go, jego zimnie niebieskie oczy pozostają niewzruszone.
-Och, nowa zabawka? – Harry pyta z urokiem, otwarcie flirtując, ale Louis odbiera to jako wredne i chamskie.
-Nie jestem zabawką, dziękuję –Louis odpowiada, biorąc łyk wina
Liam patrzy na ten pokaz z szeroko otwartymi oczami, zanim skieruje wzrok na Zayna, który spogląda na wszystko ze skupieniem i dziwną koncentracją.
Ale Harry jest tylko rozbawiony, niewzruszony kiedy wzrusza ramionami, z dłonią położoną na tyle krzesła Louisa. Delikatnym ruchem pochyla się nad nim, wyjmują cygaro i z aksamitnym barytonem mówi:
– To uroczo, ale zająłeś moje miejsce, kochanie. – jego uśmieszek powiększa się.-Cieszyłbym się, jeżeli moglibyśmy się nim podzielić.
Louis łapie podłokietniki dla złagodzenia gniewu. Ponieważ byłoby nieuprzejmie uderzyć Harry’ego w twarz, zwłaszcza na uroczystym lunchu gdzie jest gościem honorowym.
Więc nie tracąc zawziętości, poprawia włosy wpadające mu do oczu, przybiera najsztuczniejszy uśmiech, który mógł z siebie wydobyć i odpowiada:
– Nie jestem tym, który lubi się dzielić…Curly.
Oczy Harry’ego momentalnie ciemnieją.
– Harold.
- Słyszałem cię za pierwszym razem.
Natychmiastowo, Harry unosi się.
- Nie sądzę, że ma zamiar się przenieść – odzywa się Zayn łagodnie, unosząc swój wzrok na Harry’ego, którego spojrzenie ulokowane jest przez ten cały czas na Louisie.
A z bliska te zielone oczy są jeszcze bardziej przerażające, w których powinna znajdować się dusza, w której powinny być wlane najróżniejsze emocje ale zamiast tego obecna jest ściana, zimna i ponura, barykadująca tego chłopca przed resztą świata. Mimo wszystko, Louis nie może odwrócić wzroku.
Przez sekundę w tęczówkach Harry’ego miga coś prawdziwego – pojawia się szybko i bez ostrzeżenia – i na powrót zostaje zastąpione nonszalancją.
Harry wzrusza ramionami.
- W porządku. Mogę postać. Nie jestem wybredny.
Jest to tak wielkie kłamstwo, że nawet ściany wydają się odpowiedzieć śmiechem.
- Louis jest dobry – Edward kieruje swoje słowa w stronę Harry’ego, uśmiechając się słodko. – Zabawny.
- Och, więc jesteś zabawny? – Harry mówi z udawanym zachwyceniem, na co Louis krzyżuje obronnie ręce.
- Bardzo. Mógłbyś mnie obsłużyć?* – Louis pyta Edwarda, kiwając głową w stronę butelki wina.
- Ja to zrobię – Harry przerywa natychmiastowo, poruszając w górę i w dół swoimi brwiami, powodując parsknięcie śmiechu u Liama. Zdrajca.
- Będąc szczerym nie sądzę byś podołał – Louis mówi swobodnie i tym razem to Zayn pozwala sobie na krótką wiązkę śmiechu.
Harry nie odpowiada od razu jedynie strząsa popiół papierosa.
- Teraz wiem dlaczego go tak lubisz, Zayn – odzywa się w końcu, delikatnym tonem głosu. – Jest bardzo piękny. I tak mały.
Louis momentalnie widzi przed oczami wściekłą czerwień (abso-kurwa-lutnie nienawidzi gdy ktoś nazywa go niskim) i rzuca szybkie spojrzenie w stronę Harry’ego.
- Nie widzę żadnej potrzeby, by mówić o mnie w trzeciej osobie, Curly.
- Harold.
- Kto?
Na co Harry natychmiastowo posyła mu uśmiech, przystawiając cygaro do swoich ust.
- Jesteś całkiem niski – Harry wydaje z siebie krótkie mlaśnięcie. – Czy ty tam stoisz? Albo – och, moja pomyłka, siedzisz, mam rację?
Jest to zwykłe i nic nie znaczące przedrzeźnianie i Louis zdaje sobie sprawę, że Harry powiedział to tylko po to, by pozbyć się go jak najszybciej ale kurwa, Louis nigdy nie był dobry w uspokajaniu swojego gniewu więc od razu wyskakuje ze swojego miejsca jak poparzony.
- Może kawałek sera? – pyta mocno, i cholera – skąd on nawet wytrzasnął ten tekst? Louis może lub nie może czuć się skołowany.
Powinien czuć się szczęśliwy z przebiegu tej sytuacji, zawsze mogło pójść gorzej ale już w następnej sekundzie uśmiech Harry’ego poszerza się ukazując jego piękne, proste zęby, które niebezpiecznie przypominają drapieżnika.
- Jesteś tak uprzejmym gospodarzem, Louisie Tomlinsonie – z jego ust ześlizguje się tyle udawanego szacunku, iż Louis bliski jest rzucenia się na niego.
- Twoje włosy są brzydkie – Louis syczy nagle przez zęby, i kurwa – po prostu wrócił do poziomu przedszkolaka.
Okazuje się jednak, że była to dobra rzecz do powiedzenia ponieważ goście za nimi wydają z siebie niedowierzający odgłos a uśmiech Harry’ego słabnie.
Ponownie; w jego oczach widać przebłysk czegoś nieokreślonego co zaraz znika zastąpione pustką i znudzeniem a potem spogląda na Zayna.
- Byłeś niedawno na wioślarstwie? Michael wciąż prosi mnie o przyjście ale jakoś nie mogę wykazać odrobiny zainteresowania.
I tak po prostu, za jednym mrugnięciem oka, uwaga Harry’ego skupiona jest na kimś innym.
Za co Louis powinien być wdzięczny – lada chwila a mógłby zabić tego faceta – ale nie może odgonić od siebie urazy ponieważ zachowanie Harry’ego pokazało tylko tyle, że bawił się Louisem jak myszką, wkładając w swój ton jak najwięcej uroku, by zdobyć kolejnego podwładnego a kiedy zorientował się, że jego gierki nie działają, odpuścił sobie.
Przez resztę obiadu Harry pochyla się nad krzesłem Louisa, wdając się w dyskusję z Zaynem i Liamem lecz wciąż koncentrując swój wzrok na Louisie, patrząc na niego denerwująco, uważnie i głęboko. W jego spojrzeniu nie kryje się żadna przyjazna emocja a chęć udowodnienia czegoś.
Więc Louis postanawia go zignorować.
Wykorzystuje ostatnie chwile na angażowanie się w rozmowie z innymi, na rozśmieszaniu wszystkich przez swoje głupie żarty i wydawaniu z siebie okrzyków, które giną wraz z innymi podczas patrzenia na Liama, którego oczy błyszczą nawet z końca stołu. Zayn również wygląda na rozbawionego (w swój sposób) opierając się łokciem o podłokietnik i stukając palcem o skroń. Louis myśli, że jest odbiciem króla i gdy tylko zaprzyjaźnią się wystarczająco, zamierza kupić mu koronę.
Przez cały ten czas Harry nie spuszcza wzroku z Louisa ani na moment, który w zamian kompletnie go ignoruje i skupia się na żartach.
W końcu krzesła przy stole zaczynają robić się puste. Edward jest umówiony na lekcję muzyki, Philip ma spotkanie, Lyle jest po prostu znudzony a George chce zobaczyć się ze swoją dziewczyną dlatego każdy z nich znika po kolei i wkrótce w pokoju zostaje jedynie Louis, Liam, Zayn i Harry (który nadal stoi obok miejsca Louisa, bo jest upartym skurwielem, i utrzymuje swój rozbawiony oraz irytujący wzrok na twarzy Louisa) aż w końcu i Louis decyduje wrócić do domu.
Dźwiga się z miejsca, wygładzając ręką zmiętą koszulę i ciągle ignorując spojrzenie Harry’ego kieruje się w stronę gospodarza, (który dzieli się papierosem z Liamem przy oknie) by podziękować mu za wszystko ponieważ naprawdę cieszył się dzisiejszym towarzystwem chłopców, którzy nie byli opuszczoną skorupą. (Nie żeby coś sugerował).
- Dzięki jeszcze raz, stary. Świetnie się z wami bawiłem. Najlepszy lunch na jakim kiedykolwiek byłem! – Louis mówi uprzejmie, kiwając głową z szacunkiem.
W odpowiedzi usta Zayna unoszą się lekko do góry podczas gdy Liam sięga po telefon Louisa i wystukuje na nim numer.
- Oczywiście odezwiesz się do nas kiedy znajdziesz czas? – Liam pyta, wciskając klawisze. – No i mam już twój numer więc możemy pomyśleć nad jakimś spotkaniem – posyła mu szeroki uśmiech, który sięga szczęśliwych oczu i oddaje z powrotem własność Louisa do jego rąk.
- Oczywiście. Po prostu dajcie mi znać kiedy coś wymyślicie. Z chęcią do was dołączę.
Zayn, który stoi tuż koło Liama oplatając swoim ramieniem jego talię, wpatruje się w coś uparcie ponad ramieniem Louisa, który już niemal odwraca się na pięcie, by zobaczyć co przykuło jego uwagę ale głos Zayna przyszpila go do podłogi:
- Harry, nie miałeś przypadkiem odprowadzić Louisa?
Co on właśnie powiedział?
- Oczywiście – odpowiada natychmiastowo Harry z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.
Louis powstrzymuje chęć uderzenia Zayna przez cały pokój, który wypełniony jest ciężkim powietrzem i niewypowiedzianymi słowami.
- Sam sobie świetnie poradzę – mówi zamiast tego z mocnym naciskiem na każde osobne słowo, rzucając ostre spojrzenie w stronę Zayna, który tylko wzrusza ramionami i dodaje zaczepnym tonem, którego ciężko nie przegapić:
- Harry ma dobrą nawigację. Tak na wypadek.
Kurwa, czy on ich próbuje ze sobą…zeswatać?
W takim razie Louis ma doskonałą odpowiedź: nie ma mowy.
- I potrafię podtrzymać rozmowę – dodaje Harry, zawiązując na swojej bladej szyi satynowy szal, gdy powolnym krokiem zbliża się do Louisa.- No i jestem bardzo miły – mówi, ale całe jego ciało krzyczy odwrotnie a zwłaszcza sztuczny uśmiech.
Prawdopodobnie myśli jak bardzo czarujący jest.
- Jakoś w to wątpię – Louis rzuca mu spojrzenie, nieporuszony jego grą.
- To jak? – Harry pyta, nie tracąc na swojej pewności siebie, ciągle mając przyklejony na twarzy uśmiech i oferuje mu swoje ramię.
I może to dlatego, że Zayn i Liam wpatrują się w nich niecierpliwie a może dlatego, że Louis nie jest w stanie zebrać w sobie siły na dalsze kłótnie, oplata ramię Harry’ego ręką, nie szczędząc sobie po drodze ciężkiego westchnienia i przekręcenia oczami.
**
Przebywają na zewnątrz od paru minut a Harry’emu udało się zrobić wrażenie jeszcze gorszego skurwiela.
Ciągle mówił tylko o sobie, o swoich nienagannych ocenach, o tym jak bardzo tęskni za towarzystwem, jak nikt go nie potrafi zrozumieć, (Jego umiejętności aktorskie są gówniane więc nie powinien starać się nawet nikogo oszukać) posunął się nawet do tego, by porównać oczy Louisa do letniego nieba.
Jest to zimny i nic nie znaczący komplement a Harry prawdopodobnie czuję, że zdobywa kolejnego chłopaka do kolekcji swoim urokiem osobistym ale Louis po prostu ma ochotę zwymiotować.
- Chce pokazać ci ogrody – Harry mówi nagle, zatrzymując się w miejscu i odwracając ciałem do Louisa. – To moje ulubione miejsce na całym świecie. Musisz pójść ze mną, zainspirują cię, nawet we śnie.
Nawet we śnie? O czym on kurwa w ogóle mówi?
- Nie jestem zainteresowany ale niezła próba – Louis odwarkuje w odpowiedzi, zabierając swoją rękę z ramienia Harry’ego, by odsunąć się o krok.
Harry po prostu patrzy a Louis ma wrażenie, że jest zaskoczony – co byłoby pierwszą normalną emocją na jego twarzy.
- Nie jesteś ciekawy?
- Nie bardzo. Jeżeli chciałbym popatrzeć na jakieś kwiaty poszukałbym w Internecie. Nie jestem wybredny w tym temacie – i z tymi słowami Louis wzrusza ramionami oraz zaczyna kierować się w stronę domu, po drodze modląc się do samego Jezusa, by Harry nie poszedł za nim.
- Odprowadzę cię – Harry niepewnie krzyczy i tak, dziękuje, nadal stoi w miejscu.
- Nie mogę znaleźć ani jednego powodu, dla którego byłoby to konieczne, Curly.
- Harold – jest to natychmiastowa odpowiedź z jego ust. Harry spogląda na niego ze zirytowaniem i Louis może praktycznie poczuć jego rezygnację z projektu pod tytułem: Louis Tomlinson.
Louis nie jest nagrodą do zgarnięcia w grze, a nawet gdyby był Harry za nic w świecie by go nie wygrał.
- Staram się być po prostu miły. Nie posiadasz żadnych manier, Tomlinson?
Louis zatrzymuje się w miejscu, niechętnie odwracając się na pięcie, by spotkać się z Harrym, który na szczęście ciągle stoi w tym samym miejscu.
- Nie potrzebuje żadnych manier. Mam na myśli to co mówię i mówię to co mam na myśli. Zabawny sposób życia i pewnie całkowicie odmienny dla ciebie, prawda? – mówi po raz ostatni, posyłając mu krótkie spojrzenie i odchodzi.
- Do widzenia…? – udaje mu się usłyszeć ciekawość w głosie Harry’ego nawet z takiej odległości.
Ale Louis po prostu go ignoruje.
Ponieważ jest cholernie zły.
Nie jest nawet pewien dlaczego ta krótka rozmowa przepełniła go takimi negatywnymi uczuciami ale sprawiła, że jest niewyobrażalnie wściekły. Wystarczyło kilka minut, by poczuć gorycz i frustrację, i… kurwa.
Louis rzeczywiście może nie wiedzieć po co tu jest albo co zamierza zrobić ze swoim życiem, cholera, nawet nie ma pojęcia czy przetrwa do końca semestru ale jest pewien jednej rzeczy:
Nienawidzi Harry’ego Stylesa.
*W oryginale autorka użyła zwrotu: Could you top me off? Co ma dwa znaczenia. Te które oficjalnie napisałam a drugie sugeruje blowjoba.
Jako, że Melody więcej nie tłumaczy ze mną Y&B poszukuje dobrej tłumaczki, która dysponuje czasem i chęciami. Więcej możemy omówić w wiadomościach.
Miłego czytania :)
Louis ma wrażenie, że wspinanie się po schodach wieży wydaje się być wiecznością. Z każdym kolejnym krokiem jego żołądek podjeżdża mu do gardła ponieważ co on do cholery robi? Dlaczego w ogóle jeszcze tu jest? Jedyną styczność z tym chłopakiem miał kiedy:
a) Bezkarnie wziął to co należało do Louisa w herbaciarni.
b) Opróżnił swój żołądek prosto na jego buty.
I gdy przypomina sobie całokształt, spotkanie z nim jest najbardziej absurdalnym pomysłem.
Ale jednak nadal wspina się po schodach, ubrany w najlepszej jakości ciuchy (a raczej ciuchy Nialla) oraz coraz bardziej zbliża się ku końcowi z poszarganymi nerwami i rękami pochowanymi w kieszeniach.
Spotyka się z łukowatymi, starymi dębowymi drzwiami, które są lekko uchylone i światło pada na podłogę przez szczelinę.
Kurwa. Ma zapukać? Zawołać? Prościej idzie zachować mu się wokół Nialla kiedy może dobijać się do drzwi póki Niall mu nie otworzy. Nie przyzwyczaił się do radzenia sobie z prawdziwymi ludźmi.
Czując się bardzo niepewnie Louis popycha zimne, drewniane drzwi i wchodzi ostrożnie do środka.
Przed nim rozprzestrzenia się najbardziej absurdalny i luksusowy pokój jaki kiedykolwiek widział na oczy. Jednocześnie zachowane są akcenty ze starożytności i nowoczesności (Louis nie miał pojęcia, że te dwa style mogą się ze sobą tak prosto łączyć) a jedyne co przychodzi Louisowi na myśl to: elegancki, szykowny i kurwa elegancki.
Nagle ich mieszkanie wydaję się przynosić wstyd a ta myśl jest ciężka do przełknięcia.
Duże, piękne malowidła w kolorach ciemnego grafitu, fioletu, szkarłatu i szmaragdu, zostały rozmieszczone po całym pokoju, niektóre zawieszone zaś inne oparte o ścianę, czekające na odebranie wyznaczonego miejsca.
Grzbiety skórzanych książek wypełniających regały mieniły się w otoczeniu kryształowego światła, który oświetlał również kamienne ściany, na których wisiały komiksy szczelnie chronione przez grube szkło.
Są tam błyszczące czarne głośniki, ogromne i czyste okno, rzucony niedbale dywan w odcieniu hebanowym, kryształowe kafarki na alkohol, statyw na nuty oraz — czy to jest kurwa fortepian? Serio? Są to jakieś wymogi dla osób bogatych?
Wśród otaczającej obfitości na środku pokoju stoi wąski, prostokątny drewniany stół, na którym leżą sztućce oraz przepełnione koszyki owocami, najróżniejsze sery, butelki wina i jajka. W środku tego idealnego obrazu chłopak z wczorajszej nocy z mocnymi brwiami i spokojną posturą, nalewa do każdego szklanego naczynia czerwonego wina.
Tuż za nim w kącie na zamszowym fotelu, który wygląda jak tron dla Boga, siedzi winowajca pobrudzonych butów Louisa, paląc leniwie papierosa.
Louis po prostu stoi tam niezręcznie na środku pokoju zupełnie niezauważony przez własnych gospodarzy. Kompletnie nie wiedząc co powinien zrobić puka niepewnie o zimne drewno, mimo że już dawno wprosił się bez słowa.
Jak na zawołanie oboje zawieszają na nim wzrok.
Podczas gdy chłopak z krótko przyciętymi włosami uśmiecha się do niego błogo, Zayn Malik jedynie spogląda i przechyla na bok głowę a lekka imitacja uśmiechu majaczy w kąciku jego ust.
- Mówiłem, że przyjdzie, Liam – to wszystko co mówi na powitanie.
- Doskonale! – wykrzykuje Liam (?), unosząc do góry w pół pełną butelkę wina. – Nie sądziłem, że się pojawisz.
Louis oczyszcza swoje gardło śliną, świadomy iż nikt obecny w tym pokoju nie zna jego imienia, kiedy on poznał ich obu. Powinien się przedstawić?
- Jak mógłbym tego nie zrobić? – wybiera w zamian, posyłając im czarujący uśmiech. – Wyszedłbym na wredną osobę. Zwłaszcza, że wybraliście dobry sposób na pozbycie się zapachu.
Liam śmieje się, głośno i czysto.
Zayn wykrzywia usta w lekkim uśmiechu, gasząc papierosa po czym wstaje.
- Spodobały ci się, prawda?
- Oczywiście – Louis odzywa się natychmiastowo, wciąż nie ruszając się z progu drzwi.
- Ponownie – zaczyna Liam, odkładając teraz pustą butelkę wina, gdy wszystkie kieliszki zostały napełnione. – chcemy ogromnie przeprosić cię za całą sytuację. Nigdy coś takiego się zdarzyło i obojgu jest nam bardzo przykro.
Louis kiwa głową, instynktownie szukając wzrokiem Zayna.
- Przepraszam – mruczy Zayn, jego głos jest miękki jak najcichsza noc i wydaje się posiadać cały dym, który właśnie wypełniał jego płuca. Idzie w kierunku Louisa z rękami w kieszeniach, rozluźnionymi ramionami i oczami ustawionymi na Liamie. Jest uosobieniem chłodu i spokoju.
Gdyby można było tak łatwo zastraszyć Louisa już dawno rzuciłby się do ucieczki. Na szczęście jest całkowicie niewzruszony. Najczęściej.
- Och, gdzie moje maniery? – woła nagle Liam, klaszcząc w dłonie, na co Zayn kiwa delikatnie głową w jego stronę z dozą czułości, przez co Louis chowa owy obraz w najdalsze zakamarki swojego umysłu. – Jestem Liam. I zapewne już wiesz, to jest Zayn.
Louis kiwa głową w potwierdzeniu, niechętnie wyswobadzając ręce, by uścisnąć wystawioną dłoń Liama.
- Louis Tomlinson – mówi, po raz kolejny kiwając głową, a twarz Liama rozświetla się lekko.
- To bardzo dobre nazwisko, prawda? „Tomlinson”… Twoja rodzina ma jakieś powiązania z prawem? – pyta, wciąż trzymając rękę Louisa.
- Mój ojciec jest prawnikiem – i z tymi słowami uwalnia swoją dłoń.
Nie ma zamiaru rozmawiać o Charlesie. I nie ma zamiaru grać w grę typu: „Och, a co dokładniej twój tatuś robi? Ile pieniędzy ma twoja rodzina?”.
- Ładne macie wyposażenie – Louis zmienia bezproblemowo temat, wskazując głową na Zayna, który wciąż patrzy na Liama. – Myślałem, że moje było ponad. Chyba się pomyliłem.
- Ponad? – Liam pyta zaciekawiony, a oczy Zayna w końcu lądują na twarzy Louisa.
Cholera, jest oszołamiająco piękny.
- Mieszkanie dla studenta zazwyczaj nie gwarantuje fortepianu, co? Ani nic z tych rzeczy – mówi, wskazując ręką na nieskazitelne powieści i całe stoisko pulpitów na nuty.
- Nie podoba ci się? – pyta Zayn swoim miękkim i delikatnym tonem głosu, którym mógłby ciąć papier i nie spuszcza swojego wzroku z Louisa.
- Nie bardzo. A tobie?
Liam mruga w zaskoczeniu a Louis zastanawia się czy Zayn Malik był kiedykolwiek traktowany jak prawdziwy człowiek, czy raczej przywykł do osób, które głaszczą go i całują całymi dniami jakby był zrobiony z nieskazitelnej porcelany.
Zayn wzrusza ramionami.
- Myślę, że jest w porządku. Nie mogę narzekać.
- Nie, naprawdę nie możesz. Złe maniery i takie tam. Więc, kiedy lunch? – Louis zajmuje pierwsze lepsze miejsce, które rzuca mu się w oczy, krzesło od prawej strony na czele stołu.
Na co Liam i Zayn wymieniają się szybkimi spojrzeniami, które wydają się być rozbawione a nie w jakikolwiek sposób wyrażając niechęć i protest, oboje zajmują miejsca, Zayn wybiera najwyższe krzesło, wokół którego gromadzą się inne a Liam tuż koło niego po lewej stronie.
- Możemy ci coś podać? – Liam pyta grzecznie, oferując w między czasie kolejnego papierosa Zaynowi.
Louis ma coraz większe wrażenie, że ta dwójka jest małżeństwem.
Zerkając między nimi, nie może powstrzymać pytania cisnącego się mu na usta.
- Przypomnijcie mi kogo są to pokoje? – co wywołuje śmiech u Liama.
- Należą do Zayna. I do mnie w zasadzie. Posiadam własne mieszkanie ale nigdy w nim nie zostaje. Jestem u Zayna przez większość czasu.
- Czemu?
Zayn spogląda na Louisa a kącik jego ust nieznacznie drga.
- Jesteśmy w związku – Liam odpowiada zwyczajnie a Louis potrafi uszanować prostolinijność w tym oświadczeniu. – A gdzie ty mieszkasz?
Louis rzuca mu krótkie spojrzenie.
- Żartujesz sobie? Mogę odprowadzić cię do okna i odtworzyć scenę – mówi, nie mogąc powstrzymać drwiącego tonu, gdy patrzy na Zayna.
Ale Zayn jedynie uśmiecha się i mówi przez zasłonę dymu. – Powinieneś zobaczyć swoją twarz z tamtej nocy, stary.
- Dziwię się, że pamiętasz! Mógłbym być krasnalem ogrodowym i nawet byś o tym nie wiedział. Byłeś strasznie zalany!
Na te słowa Liam wybucha śmiechem i niemal natychmiast kładzie dłoń na ustach w cichych przeprosinach ale jego oczy nadal błyszczą z radości, gdy spogląda na Louisa.
- Jesteś bardzo szczery – mówi, ale jego ton jest przepełniony wesołością a nie pogardą więc Louis podnosi swój kieliszek wina, a jego brew wystrzela do góry i odpowiada:
- To nie jedyna wspaniała rzecz we mnie – po czym upija łyk cieczy.
Chichocząc lekko z oczami wciąż utkwionymi na Louisie, Liam odzwierciedla jego gest a Zayn w końcu pozwala sobie na pełny uśmiech.
- Więc – Louis mówi, oblizując usta oraz odkładając kieliszek na stół. – Ktoś jeszcze pojawi się na lunchu? – wskazuję głową na puste miejsca.
Jak w zegarku natłok niskich pomruków zaczyna wtłaczać się do pokoju a podeszwy butów pozostawiają po sobie echo.
- Tak – odpowiada niepotrzebnie Zayn a jego twarz rozświetla się w rozbawieniu patrząc wprost na Louisa jakby był jednym z komików. A Louisowi po prostu chce się śmiać.
Ponieważ kim są ci ludzie?
I z czego są zrobieni?
Zayn oczywiście został wykonany z szarego dymu, wina, produktu do włosów i wyblakłych stron powieści.
Liam zaś z Hermesa, uprzejmej rozmowy, zębów i kryształu.
Louis natomiast prawdopodobnie powstał z nieświeżego oddechu, krótkiego temperamentu i bekonu, którego dzisiaj udało mu się pochłonąć na śniadanie.
W tym samym momencie mężczyźni zaczynają wypełniać pokój.
Kilka głośnych pozdrowień wypełnia powietrze potem niekończące uściski rąk, wzajemne przytakiwania, nalewanie napoi i wypróżnianie koszyków z jedzenia. Goście wyglądają niemal identycznie — faceci, piękni, nieskazitelni, ubrani w letnich kolorach z zapachem najlepszych olei i wody po goleniu jaką świat może zaoferować — i kiedy wszyscy zasiadają na swoim wyznaczonym miejscu, zaczynają spoglądać na Louisa ale nikt o niego nie pyta, zbyt uprzejmi by kwestionować jego obecność i traktować go z cichym respektem dla kogoś kogo nigdy wcześniej nie spotkali.
W szczególności jeden chłopak z włosami o kolorze imbiru i słodkim uśmiechem (Bodajże Edward) sprawia, iż Louis czuje się swobodnie, dolewając sobie nawzajem wina i śmiejąc się z wszystkich jego żartów.
Pozostali chłopcy również są znośni i Louis powoli zaczyna rozróżniać ich między sobą; Matthew jest nieco neurotycznym blondynem, George jest wysportowany i agresywny, Philips to stuprocentowy hipster do tego pretensjonalny, i wreszcie Lyle, który jest ucieleśnieniem każdego złoczyńcy w bajce Disneya.
Ale Louis zdaje się dobrze bawić.
W końcu po wielu razach, gdy Liam zwraca się do niego po imieniu, każdy zaczyna robić to samo.
I Louis niemal może powiedzieć na głos, że spędza mile czas w ich towarzystwie.
- Chłopcy, chłopcy – nagle wstaje z miejsca i rozmowy oraz chichotania gasną na tyle, iż każde spojrzenie skierowane jest wprost na niego. – Myślę, że trzeba wznieść toast, prawda? – w odpowiedzi dostaje kilka kiwnięć głową i niepewne, zdezorientowane uśmiechy. – Za przeżycie tego pieprzonego tygodnia w szkole i za Zayna i jego niesamowitą nieumiejętność trzymania alkoholu w żołądku!
Po jego słowach nastaje krótka i oszołamiająca cisza, a oczy wszystkich spoczywają na twarzy Zayna i Louis jest teraz absolutnie pewien, iż nikt nigdy nie obraża Zayna albo go wyśmiewa. Właściwie, dzięki jego obserwacjom zauważył, że żaden z nich nie rozmawia z Zaynem, który po prostu siedzi tam, śmiejąc się z dziwnych żartów, obserwując wszystkich ze swojego tronu, ale wydaję się być zadowolony w byciu niezauważonym, ciesząc się na boku z towarzystwa Liama i jego papierosów.
Wygląda też na znudzonego.
Tak więc bez poczucia winy Louis obraca się w stronę Zayna i posyła mu szeroki uśmiech, który Zayn bez wahania odwzajemnia, siedząc rozpostarty na swoim wielkim tronie.
- Hej – Zayn nadal nie przestaje się uśmiechać i wznosi w powietrze szklankę. – I za naszego nowego przyjaciela, Louisa Tomlinsona.
- Za Louisa! – wykrzykuje Liam.
I kiedy reszta chórem powtarza ich słowa, Louis przekręca oczami wymyślając na poczekaniu żart i naprawdę chce myśleć, że całe to spotkanie było płytkie i małostkowe… ale uważa całkowicie odwrotnie.
Zaraz po tym, gdy wszyscy jednocześnie skosztowali wina – i dobry boże, to było najlepsze wino jakie Louis miał przyjemność pić – niespodziewanie drzwi po raz kolejny otwierają się.
Wita ich kolejny przepiękny chłopak.
Louis nie powinien być tym zszokowany, ze względu na to, że ta szkoła jest pozornie (w cudowny sposób) otoczona ludźmi, których Bóg kocha w nadmiarze.
Ma na sobie jasnoszary garnitur, łososiową muszkę i szal w kolorze szampana. Jego czekoladowe loki lśnią wystylizowane i delikatnie okalają jego twarz lalki, a szmaragdowe oczy idą w zestawie ze skórą z kości słoniowej, która niepokojąco kontrastuje z czerwonymi ustami przypominającymi najsłodszą truciznę ze względu na ich idealny kształt. Louis zaczyna kwestionować prawdziwość tych warg.
Chłopcy milkną w zaskoczeniu, każda para oczu skierowuje się wprost na niego, w tym Zayna, jakby nagle cały pokój rozświetlił się z jego przyjściem. Wszyscy natychmiastowo skupiają na nim całą swoją uwagę, najwyraźniej niesamowicie zachwyceni jego obecnością.
I Louis może powiedzieć, że ten chłopak doskonale jest tego świadomy, może zobaczyć to w zwolnionym mrugnięciu oka i jego powolnych ruchach, ledwo rejestrując cokolwiek innego. Bez żadnego spojrzenia w ich stronę nieznajomy zaczyna rozwijać kremowy, satynowy szal z jego bladej szyi, jego palce ozdobione biżuterią rozwiązują skomplikowany splot materiału.
- Witam, moje małe kwiaty.
Jego głos jest pełen zadowolenia i wyższości, jakby dokładnie wiedział jaką reakcję wywołuje u innych swoimi gestami i słowami.
Ci chłopcy są jego – są przepiękni i są jego własną kolekcją.
I Louis natychmiastowo czuje budującą się w nim irytację.
Ponieważ ten chłopak z kręconymi włosami i mleczną skórą noszący muszkę nie potrafi zdobyć się nawet na porządne powitanie, ciągle udając jakby nikogo nie było wokół niego i zamiast tego śpieszy z wytłumaczeniem swojego spóźnienia.
- Zostałem zatrzymany na spotkaniu z bardzo… wymagającym profesorem – mówi a w jego głosie pobrzmiewa nuta zadowolenia, jego niepokojąco czerwone usta unoszą się do góry chytrze.
Co tylko jeszcze bardziej pozbawia Louisa ostatek komfortu.
Odwraca wzrok od tych warg, tych złych warg, które stworzone są tak doskonale jakby były namalowane na lalce, pozbawione prawdziwej emocji czy życia. Zamiast tego Louis skupia się na powolnych ruchach chłopaka, który składa swój kremowy szal wykonany z satyny i wciąż nie spogląda na żadną osobę obecną w pokoju a po chwili odzywa się nagle swoim niskim głosem:
- Uprzejmie poinformowałem ją, że mogę się spóźnić! Niestety przyodziałem na siebie dzisiaj bardzo atrakcyjny kapelusz – ten beżowy, który dostałem na Ibizie – więc nie mogę winić tego biedactwa. To w końcu tylko kolejny widz do mojego perfekcyjnego życia – jego głos jest lekki i przepełniony szyderstwem, początki krzywego półuśmiechu zaczynają formować się na jego ustach i Louis zastanawia się czy on sam bierze siebie na poważnie. Albo ktokolwiek inny w pomieszczeniu.
Widocznie mogą ponieważ zaraz w pokoju rozbrzmiewają masowe chichoty poprzedzane serdecznym skinieniem głowy.
Co jest kurwa?
Nieznajomy chłopak z drwiącym uśmiechem na twarzy kieruje się w stronę pustego kieliszka postawionego na parapecie. Z uśmiechem na twarzy, nalewa sobie sporą porcję Pinot Meunier. W trwającej ciszy, bierze potężny łyk napoju, wciąż nie zwracając odpowiednio dużo uwagi na gości, stojąc do nich plecami.
I nadal każde spojrzenie jest na nim.
Wliczając w to Louisa, który patrzy z niesmakiem.
Chłopak zdaje sobie sprawę z uwagi, jaką przyciąga, ale nie dba o nią.
Zayn siedzi u szczytu stołu jak wybrany przywódca, ale rozkoszuje się samotnością, odsuwając się w cień, zadowalając się tym, że jest liderem wybranym przez siebie, ciesząc się z reflektorów skierowanych na niego, ale tak naprawdę nie dawał nic tym, którzy go obserwowali. Jest to rola, do której przywykł i która najlepiej mu wychodzi. Co oczywiście sprawia, że jest największym chujem.
Louis obserwuje, jego oczy przeskakują pomiędzy grupką mężczyzn, którzy patrzą prawie z niecierpliwością, a chłopakiem który otrzymuje spojrzenia i nic z tym nie robi.
Zayn patrzy zza ściany dymu, skupiając się na poczynaniach Harry’ego, ale w dalszym ciągu nie odzywa się słowem.
W końcu Harry zauważa gospodarza, może przez uczucie jego przepalonych oczu na nim i obraca się ze złośliwością, z radosnym uśmieszkiem, kiedy odstawia pustą szklankę, natychmiast krocząc w kierunku Zayna. Głaska jego policzek długimi, zgrabnymi palcami, które wyglądają jakby zostały wykonane z perły, wyciąga cygaro z ust Zayna i unosi je do własnych oraz zaciąga się zanim łagodnie przyciska usta do warg Zayna.
Louis obserwuje tą interakcję, spoglądając na Liama (który nie wygląda na zakłopotanego lub zazdrosnego) następnie patrzy z powrotem na Zayna, który nie wydaję się być dotknięty całym zdarzeniem jakie miało miejsce, wręcz przeciwnie, jest rozbawiony i odwzajemnia spojrzenie chłopca.
- Harry – Zayn mruczy w powitaniu.
- Harold. Harold Styles - poprawia, a Louis od razu notuje sobie w pamięci, by nigdy nie nazwać tego chłopaka „Haroldem”. Lub jakkolwiek inaczej, by sobie tego życzył.
Harry uśmiecha się i wypuszcza obłoczek dymu z cygara, który splata się z gęstymi lokami.
Chłopcy zaczynają wykrzykiwać swoje powitania.
- Dobrze cię zobaczyć, kolego!
- Cieszę się, że mogłeś wpaść!
- Nie myśleliśmy, że to zrobisz.
- Szczerze to myślałem, że będzie dziwnie, jeśli nie przyjdziesz.
Harry tylko przytakuje w odpowiedzi, szczerząc się –czy to są pierdolone dołeczki?- i potrząsa kilkoma dłońmi, wszystko bez ruszania się z miejsca obok Zayna z dłonią na jego ramieniu.
Po kilku kolejnych wymamrotanych słowach w kierunku Zayna, Harry podchodzi do Liama i spokojnie wplątuje dłoń w krótkie, brązowe włosy zanim nie przenosi jej na tył głowy Liama. Pocałował go, jednak inaczej niż Zayna, ten pocałunek był zbyt wyolbrzymiony i zakończony z głupim mlaśnięciem, dym wciąż pląta się w powietrzu, kiedy palce we włosach Liama zmniejszają nacisk.
Louis ogląda to wszystko z dwoma myślami w głowie:
1.Chciał, by Niall był tutaj i to widział.
2.Co do cholery jest nie tak z tym kolesiem?
Ponieważ kiedy Louis ogląda tą na pozór nieszkodliwą zmianę, jest nieodwracalnie zaalarmowany pustką, która panoszy się w oczach chłopa, kiedy patrzy na tych ludzi, jakby byli zabawkami, i martwe uczucie rozchodzi się po jego ciele na ten widok. Ponieważ coś jest nie tak z Harry’m i może poczuć zaniepokojenie przez kremową zieleń oczu, w których jest pustka i nader perfekcyjne usta, które nie wyrażają niczego, oraz oziębłość w jego całej postawie, pomimo ospałych ruchów.
I jest dołeczek, ten dziecinny dołeczek pasuje do sztucznej niewinności i pozornego uroku i swobody, ujmujące zachowanie, które kontrastuje z czymś czego Louis nie może wychwycić. Ale coś jest nie tak z tym chłopcem, coś bardzo, bardzo złego.
Co sprawia, że Louis jest bardzo niepewny.
Harry obraca się powoli po skończeniu z Liamem i kieruje się do miejsca, gdzie siedzi Louis. Zatrzymuje się, bardziej zamyślony i rozbawiony obserwując Louisa – prawdopodobnie po raz pierwszy – a jego oczy skanują jego sylwetkę od stóp do głów. Wzrok Harry’ego jest mniej ciekawski niż oceniający i ze zniechęcającym, fałszywym w połowie uśmiechem, mówi:
-Witaj niebieskooki – zakańcza wypowiedź bezczelnym uśmieszkiem , który dla reszty świata jest prawdopodobnie ujmujący, ale Louis jest absolutnie zniesmaczony i że czuje się tani, jakby był kupiony za brudne pieniądze z podejrzanego klubu.
Harry topi swoje słowa w cygarze, biorąc głębokiego bucha i wydychając dym prosto w twarz Louisa, wszystko to bez zrywania kontaktu wzrokowego.
I Louis czuje się naprawdę cholernie tani i naprawdę cholernie gównianie.
Nie odpowiada mu, zachowując ciszę i powracając do patrzenia przez zwężone oczy.
Kiedy Harry czeka, jego twarz zmienia się na rozbawioną, wyraźnie sztuczną, po prostu kontynuuje gapienie się. Kontynuuje palenie.
Wtedy Zayn mamrocze: - To jest Louis. Jest nowy. Lubię go.
Nawet jeżeli nigdy tego nie przyzna przed sobą uśmiecha się przez pochwałę, ale jego twarz nie zdradza go, jego zimnie niebieskie oczy pozostają niewzruszone.
-Och, nowa zabawka? – Harry pyta z urokiem, otwarcie flirtując, ale Louis odbiera to jako wredne i chamskie.
-Nie jestem zabawką, dziękuję –Louis odpowiada, biorąc łyk wina
Liam patrzy na ten pokaz z szeroko otwartymi oczami, zanim skieruje wzrok na Zayna, który spogląda na wszystko ze skupieniem i dziwną koncentracją.
Ale Harry jest tylko rozbawiony, niewzruszony kiedy wzrusza ramionami, z dłonią położoną na tyle krzesła Louisa. Delikatnym ruchem pochyla się nad nim, wyjmują cygaro i z aksamitnym barytonem mówi:
– To uroczo, ale zająłeś moje miejsce, kochanie. – jego uśmieszek powiększa się.-Cieszyłbym się, jeżeli moglibyśmy się nim podzielić.
Louis łapie podłokietniki dla złagodzenia gniewu. Ponieważ byłoby nieuprzejmie uderzyć Harry’ego w twarz, zwłaszcza na uroczystym lunchu gdzie jest gościem honorowym.
Więc nie tracąc zawziętości, poprawia włosy wpadające mu do oczu, przybiera najsztuczniejszy uśmiech, który mógł z siebie wydobyć i odpowiada:
– Nie jestem tym, który lubi się dzielić…Curly.
Oczy Harry’ego momentalnie ciemnieją.
– Harold.
- Słyszałem cię za pierwszym razem.
Natychmiastowo, Harry unosi się.
- Nie sądzę, że ma zamiar się przenieść – odzywa się Zayn łagodnie, unosząc swój wzrok na Harry’ego, którego spojrzenie ulokowane jest przez ten cały czas na Louisie.
A z bliska te zielone oczy są jeszcze bardziej przerażające, w których powinna znajdować się dusza, w której powinny być wlane najróżniejsze emocje ale zamiast tego obecna jest ściana, zimna i ponura, barykadująca tego chłopca przed resztą świata. Mimo wszystko, Louis nie może odwrócić wzroku.
Przez sekundę w tęczówkach Harry’ego miga coś prawdziwego – pojawia się szybko i bez ostrzeżenia – i na powrót zostaje zastąpione nonszalancją.
Harry wzrusza ramionami.
- W porządku. Mogę postać. Nie jestem wybredny.
Jest to tak wielkie kłamstwo, że nawet ściany wydają się odpowiedzieć śmiechem.
- Louis jest dobry – Edward kieruje swoje słowa w stronę Harry’ego, uśmiechając się słodko. – Zabawny.
- Och, więc jesteś zabawny? – Harry mówi z udawanym zachwyceniem, na co Louis krzyżuje obronnie ręce.
- Bardzo. Mógłbyś mnie obsłużyć?* – Louis pyta Edwarda, kiwając głową w stronę butelki wina.
- Ja to zrobię – Harry przerywa natychmiastowo, poruszając w górę i w dół swoimi brwiami, powodując parsknięcie śmiechu u Liama. Zdrajca.
- Będąc szczerym nie sądzę byś podołał – Louis mówi swobodnie i tym razem to Zayn pozwala sobie na krótką wiązkę śmiechu.
Harry nie odpowiada od razu jedynie strząsa popiół papierosa.
- Teraz wiem dlaczego go tak lubisz, Zayn – odzywa się w końcu, delikatnym tonem głosu. – Jest bardzo piękny. I tak mały.
Louis momentalnie widzi przed oczami wściekłą czerwień (abso-kurwa-lutnie nienawidzi gdy ktoś nazywa go niskim) i rzuca szybkie spojrzenie w stronę Harry’ego.
- Nie widzę żadnej potrzeby, by mówić o mnie w trzeciej osobie, Curly.
- Harold.
- Kto?
Na co Harry natychmiastowo posyła mu uśmiech, przystawiając cygaro do swoich ust.
- Jesteś całkiem niski – Harry wydaje z siebie krótkie mlaśnięcie. – Czy ty tam stoisz? Albo – och, moja pomyłka, siedzisz, mam rację?
Jest to zwykłe i nic nie znaczące przedrzeźnianie i Louis zdaje sobie sprawę, że Harry powiedział to tylko po to, by pozbyć się go jak najszybciej ale kurwa, Louis nigdy nie był dobry w uspokajaniu swojego gniewu więc od razu wyskakuje ze swojego miejsca jak poparzony.
- Może kawałek sera? – pyta mocno, i cholera – skąd on nawet wytrzasnął ten tekst? Louis może lub nie może czuć się skołowany.
Powinien czuć się szczęśliwy z przebiegu tej sytuacji, zawsze mogło pójść gorzej ale już w następnej sekundzie uśmiech Harry’ego poszerza się ukazując jego piękne, proste zęby, które niebezpiecznie przypominają drapieżnika.
- Jesteś tak uprzejmym gospodarzem, Louisie Tomlinsonie – z jego ust ześlizguje się tyle udawanego szacunku, iż Louis bliski jest rzucenia się na niego.
- Twoje włosy są brzydkie – Louis syczy nagle przez zęby, i kurwa – po prostu wrócił do poziomu przedszkolaka.
Okazuje się jednak, że była to dobra rzecz do powiedzenia ponieważ goście za nimi wydają z siebie niedowierzający odgłos a uśmiech Harry’ego słabnie.
Ponownie; w jego oczach widać przebłysk czegoś nieokreślonego co zaraz znika zastąpione pustką i znudzeniem a potem spogląda na Zayna.
- Byłeś niedawno na wioślarstwie? Michael wciąż prosi mnie o przyjście ale jakoś nie mogę wykazać odrobiny zainteresowania.
I tak po prostu, za jednym mrugnięciem oka, uwaga Harry’ego skupiona jest na kimś innym.
Za co Louis powinien być wdzięczny – lada chwila a mógłby zabić tego faceta – ale nie może odgonić od siebie urazy ponieważ zachowanie Harry’ego pokazało tylko tyle, że bawił się Louisem jak myszką, wkładając w swój ton jak najwięcej uroku, by zdobyć kolejnego podwładnego a kiedy zorientował się, że jego gierki nie działają, odpuścił sobie.
Przez resztę obiadu Harry pochyla się nad krzesłem Louisa, wdając się w dyskusję z Zaynem i Liamem lecz wciąż koncentrując swój wzrok na Louisie, patrząc na niego denerwująco, uważnie i głęboko. W jego spojrzeniu nie kryje się żadna przyjazna emocja a chęć udowodnienia czegoś.
Więc Louis postanawia go zignorować.
Wykorzystuje ostatnie chwile na angażowanie się w rozmowie z innymi, na rozśmieszaniu wszystkich przez swoje głupie żarty i wydawaniu z siebie okrzyków, które giną wraz z innymi podczas patrzenia na Liama, którego oczy błyszczą nawet z końca stołu. Zayn również wygląda na rozbawionego (w swój sposób) opierając się łokciem o podłokietnik i stukając palcem o skroń. Louis myśli, że jest odbiciem króla i gdy tylko zaprzyjaźnią się wystarczająco, zamierza kupić mu koronę.
Przez cały ten czas Harry nie spuszcza wzroku z Louisa ani na moment, który w zamian kompletnie go ignoruje i skupia się na żartach.
W końcu krzesła przy stole zaczynają robić się puste. Edward jest umówiony na lekcję muzyki, Philip ma spotkanie, Lyle jest po prostu znudzony a George chce zobaczyć się ze swoją dziewczyną dlatego każdy z nich znika po kolei i wkrótce w pokoju zostaje jedynie Louis, Liam, Zayn i Harry (który nadal stoi obok miejsca Louisa, bo jest upartym skurwielem, i utrzymuje swój rozbawiony oraz irytujący wzrok na twarzy Louisa) aż w końcu i Louis decyduje wrócić do domu.
Dźwiga się z miejsca, wygładzając ręką zmiętą koszulę i ciągle ignorując spojrzenie Harry’ego kieruje się w stronę gospodarza, (który dzieli się papierosem z Liamem przy oknie) by podziękować mu za wszystko ponieważ naprawdę cieszył się dzisiejszym towarzystwem chłopców, którzy nie byli opuszczoną skorupą. (Nie żeby coś sugerował).
- Dzięki jeszcze raz, stary. Świetnie się z wami bawiłem. Najlepszy lunch na jakim kiedykolwiek byłem! – Louis mówi uprzejmie, kiwając głową z szacunkiem.
W odpowiedzi usta Zayna unoszą się lekko do góry podczas gdy Liam sięga po telefon Louisa i wystukuje na nim numer.
- Oczywiście odezwiesz się do nas kiedy znajdziesz czas? – Liam pyta, wciskając klawisze. – No i mam już twój numer więc możemy pomyśleć nad jakimś spotkaniem – posyła mu szeroki uśmiech, który sięga szczęśliwych oczu i oddaje z powrotem własność Louisa do jego rąk.
- Oczywiście. Po prostu dajcie mi znać kiedy coś wymyślicie. Z chęcią do was dołączę.
Zayn, który stoi tuż koło Liama oplatając swoim ramieniem jego talię, wpatruje się w coś uparcie ponad ramieniem Louisa, który już niemal odwraca się na pięcie, by zobaczyć co przykuło jego uwagę ale głos Zayna przyszpila go do podłogi:
- Harry, nie miałeś przypadkiem odprowadzić Louisa?
Co on właśnie powiedział?
- Oczywiście – odpowiada natychmiastowo Harry z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.
Louis powstrzymuje chęć uderzenia Zayna przez cały pokój, który wypełniony jest ciężkim powietrzem i niewypowiedzianymi słowami.
- Sam sobie świetnie poradzę – mówi zamiast tego z mocnym naciskiem na każde osobne słowo, rzucając ostre spojrzenie w stronę Zayna, który tylko wzrusza ramionami i dodaje zaczepnym tonem, którego ciężko nie przegapić:
- Harry ma dobrą nawigację. Tak na wypadek.
Kurwa, czy on ich próbuje ze sobą…zeswatać?
W takim razie Louis ma doskonałą odpowiedź: nie ma mowy.
- I potrafię podtrzymać rozmowę – dodaje Harry, zawiązując na swojej bladej szyi satynowy szal, gdy powolnym krokiem zbliża się do Louisa.- No i jestem bardzo miły – mówi, ale całe jego ciało krzyczy odwrotnie a zwłaszcza sztuczny uśmiech.
Prawdopodobnie myśli jak bardzo czarujący jest.
- Jakoś w to wątpię – Louis rzuca mu spojrzenie, nieporuszony jego grą.
- To jak? – Harry pyta, nie tracąc na swojej pewności siebie, ciągle mając przyklejony na twarzy uśmiech i oferuje mu swoje ramię.
I może to dlatego, że Zayn i Liam wpatrują się w nich niecierpliwie a może dlatego, że Louis nie jest w stanie zebrać w sobie siły na dalsze kłótnie, oplata ramię Harry’ego ręką, nie szczędząc sobie po drodze ciężkiego westchnienia i przekręcenia oczami.
**
Przebywają na zewnątrz od paru minut a Harry’emu udało się zrobić wrażenie jeszcze gorszego skurwiela.
Ciągle mówił tylko o sobie, o swoich nienagannych ocenach, o tym jak bardzo tęskni za towarzystwem, jak nikt go nie potrafi zrozumieć, (Jego umiejętności aktorskie są gówniane więc nie powinien starać się nawet nikogo oszukać) posunął się nawet do tego, by porównać oczy Louisa do letniego nieba.
Jest to zimny i nic nie znaczący komplement a Harry prawdopodobnie czuję, że zdobywa kolejnego chłopaka do kolekcji swoim urokiem osobistym ale Louis po prostu ma ochotę zwymiotować.
- Chce pokazać ci ogrody – Harry mówi nagle, zatrzymując się w miejscu i odwracając ciałem do Louisa. – To moje ulubione miejsce na całym świecie. Musisz pójść ze mną, zainspirują cię, nawet we śnie.
Nawet we śnie? O czym on kurwa w ogóle mówi?
- Nie jestem zainteresowany ale niezła próba – Louis odwarkuje w odpowiedzi, zabierając swoją rękę z ramienia Harry’ego, by odsunąć się o krok.
Harry po prostu patrzy a Louis ma wrażenie, że jest zaskoczony – co byłoby pierwszą normalną emocją na jego twarzy.
- Nie jesteś ciekawy?
- Nie bardzo. Jeżeli chciałbym popatrzeć na jakieś kwiaty poszukałbym w Internecie. Nie jestem wybredny w tym temacie – i z tymi słowami Louis wzrusza ramionami oraz zaczyna kierować się w stronę domu, po drodze modląc się do samego Jezusa, by Harry nie poszedł za nim.
- Odprowadzę cię – Harry niepewnie krzyczy i tak, dziękuje, nadal stoi w miejscu.
- Nie mogę znaleźć ani jednego powodu, dla którego byłoby to konieczne, Curly.
- Harold – jest to natychmiastowa odpowiedź z jego ust. Harry spogląda na niego ze zirytowaniem i Louis może praktycznie poczuć jego rezygnację z projektu pod tytułem: Louis Tomlinson.
Louis nie jest nagrodą do zgarnięcia w grze, a nawet gdyby był Harry za nic w świecie by go nie wygrał.
- Staram się być po prostu miły. Nie posiadasz żadnych manier, Tomlinson?
Louis zatrzymuje się w miejscu, niechętnie odwracając się na pięcie, by spotkać się z Harrym, który na szczęście ciągle stoi w tym samym miejscu.
- Nie potrzebuje żadnych manier. Mam na myśli to co mówię i mówię to co mam na myśli. Zabawny sposób życia i pewnie całkowicie odmienny dla ciebie, prawda? – mówi po raz ostatni, posyłając mu krótkie spojrzenie i odchodzi.
- Do widzenia…? – udaje mu się usłyszeć ciekawość w głosie Harry’ego nawet z takiej odległości.
Ale Louis po prostu go ignoruje.
Ponieważ jest cholernie zły.
Nie jest nawet pewien dlaczego ta krótka rozmowa przepełniła go takimi negatywnymi uczuciami ale sprawiła, że jest niewyobrażalnie wściekły. Wystarczyło kilka minut, by poczuć gorycz i frustrację, i… kurwa.
Louis rzeczywiście może nie wiedzieć po co tu jest albo co zamierza zrobić ze swoim życiem, cholera, nawet nie ma pojęcia czy przetrwa do końca semestru ale jest pewien jednej rzeczy:
Nienawidzi Harry’ego Stylesa.
*W oryginale autorka użyła zwrotu: Could you top me off? Co ma dwa znaczenia. Te które oficjalnie napisałam a drugie sugeruje blowjoba.
- Zayn. Zayn. Słuchaj mnie. Jestem… - skomle Louis w roztargnieniu, gdy wyciera stolik przed sobą, lecz Zayn decyduje się mu przerwać.
- Louis, jeśli powiesz, że singlem, przysięgam, że zadzwonię do Grega, by cię zwolnił. – Zayn spogląda na niego z miejsca, gdzie przyrządza kawę dla klienta i rzeczywiście robi coś użytecznego, kiedy Louis po prostu kręci się w pobliżu, starając się wyglądać na zajętego. Rzuca szatynowi zirytowane spojrzenie, kiedy kończy, które zmienia się w znaczące, gdy przechodzi podać napój klientowi. Pracują razem w kawiarni przez sześć miesięcy i zazwyczaj Louis jest bardziej przydatny niż dzisiaj, ale kocha widzieć, jak Zayn robi wszystkie te rzeczy, gdy on czuje się za bardzo zrezygnowany, zbytnio patetyczny lub skacowany, lub cokolwiek, by wykazać się chociażby odrobiną wysiłku. Wydaje mu się, że jego towarzystwo lub generalnie zabawna natura są wystarczającą rekompensatą. Zayn nigdy (dużo) nie narzeka, więc wszystko wydaje się być w porządku.
Kiedy mulat wraca, Louis kontynuuje. – Właściwie, zamierzałem powiedzieć znudzony, ty dupku. – Nie zamierzał, lecz Zayn nie musi tego wiedzieć.
Chłopak rzuca mu spojrzenie, które jasno wyraża, że mu nie wierzy, lecz Louis ignoruje go i ostentacyjnie odchodzi, by dalej udawać zajętego. Może przechodzi on przez brak seksu, odkąd Aiden zerwał z nim dwa miesiące temu. To nie tak, że był zakochany, czy coś, lecz miło było mieć przy sobie kogoś do przytulania się, całowania gdziekolwiek chciał i pieprzenia na materacu kilka razy w tygodniu. Od tej pory miał kilka nocnych przygód, lecz nie umawia się z nikim i szczerze, nie wie czemu. To najdłuższa przerwa jaką miał bez chociażby rozmowy z kimś w romantycznym aspekcie, odkąd skończył piętnaście lat i to po prostu jest… niedopuszczalne.
- Louis, szczerze, dopiero zaczęliśmy naszą pieprzoną zmianę. Zamierzasz być taki przez cały czas? Ponieważ jeśli tak, to dzwonie do Grega i się zwalniam. Nie spędzę kolejnych sześciu godzin zmiany słuchając twoich narzekań o tym, jak to nikt cię nie pieprzy.
Louis krzywi się na jego słowa. – Zamknij się, do cholery, ty debilu! Przechodzę przez bardzo… delikatny okres w moim życiu i nie potrzebuję, by mój najlepszy przyjaciel został osądzającym dupkiem. – Prycha, gdy prostuje się i delikatnie poprawia grzywkę.
Zayn dość imponująco przewraca oczami przed zniknięciem na zapleczu po więcej kubków, czy coś. Louis jest za bardzo zdekoncentrowany i seksualnie sfrustrowany, by się przejąć.
~
- Zayn – zaczyna w zamyśleniu Louis kilka godzin później, po wykonaniu jakiejś właściwej pracy, by uspokoić Zayna i rzucane mu zirytowane spojrzenia. Nikt nie może powiedzieć, że nie jest dobrym przyjacielem. – Myślisz, że facetów onieśmiela mój fantastyczny tyłek?
Zayn patrzy na niego z mieszanką rozbawienia i całkowitego zirytowania. – Nie wiem, Louis. Może – odpowiada mu Zayn. Zayn jest wspaniałym przyjacielem.
- Dobrze, więc jeśli nie bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi od lat i spotkalibyśmy się przypadkowo w klubie lub gdzieś indziej, chciałbyś się ze mną pieprzyć?
Zayn zdaje się naprawdę to rozważać. – Prawdopodobnie – mówi, wzruszając ramionami. – Zależy od tego, co byś na sobie miał, tak mi się wydaje. Jeśli byłaby to ta koszulka, sam wiesz która, z opiętymi spodniami, które podkreślałby twój tyłek, wtedy jak najbardziej tak. To sprawia, że wyglądasz jak mała dziwka, lecz w dobry sposób. Po prostu jakbyś był dobry w łóżku. Ale jak wiesz, znam cię za dobrze, by rzeczywiście myśleć o czymkolwiek z tobą, kolego. Przepraszam za oznajmianie tego w ten sposób.
Louis przewraca oczami, lecz uśmiech rozświetla jego twarzy, co rujnuje ogólny efekt. – Mam całkowicie złamane serce, Zayner. Ja… ja myślałem, że między nami jest coś specjalnego. – Dramatycznie ściska się za serce, lecz Zayn popycha go lekko.
- Jesteś idiotą – odpowiada i oboje uśmiechają się do siebie, aż do czasu, gdy przychodzą klienci i muszą skupić się na pracy.
~
Kiedy Louis wraca tej nocy do domu, Niall siedzi w ich salonie z oszałamiającą brunetką, z którą ostatnio się widuje, Bambi lub Barbara, lub Beatrice, czy coś i Louis wydyma wargi. Po uprzejmym przywitaniu się, chowa się w bezpiecznej sypialni i natychmiast wysyła krótką wiadomość do Zayna.
Niall pieprzy jakąś cudowną brunetkę, a ja nie uprawiałem seksu przez ponad miesiąc, coś jest w tym naprawdę nie w porządku.
Louis, wiesz o tym, że jesteś gejem, prawda? Dlaczego jesteś zazdrosny o Nialla pieprzącego jakąś dziewczynę, lol
PONIEWAŻ ON PRZYNAJMNIEJ KOGOŚ PIEPRZY, A JA NIE. SŁUCHAJ MNIE ZAYN!
O mój boże, dodaj post na profilu randkowym albo załóż Grind*, czy coś i znajdź jakiegoś ładnego kutasa, byś mógł się wreszcie zamknąć na ten temat
Nie podoba mi się to
Nie jestem aż TAK zdesperowany
Lol, tak, jesteś.
Louis krzywi się i nie odpowiada. Nie jest tak zdesperowany. Dobrze, może myślał o tym, ale nie jest aż tak zdesperowany. Zanim może odpowiedzieć, Zayn wysyła kolejną wiadomość.
Jest impreza w ten weekend, wezmę cię ze sobą i znajdziesz kogoś, ok? Teraz zamknij się, bo staram się pisać seks-sms z Liamem.
Louis utknął między uczuciem wdzięczności i goryczy. Zayn wysyła seks-sms i obnosi się z tym. A on nie był dotykany przez innego człowieka od miesiąca i nie ma nawet nikogo z kim mógłby pisać seks-sms, jeśli by chciał. Nieważne. Może być niezależny. Może być singlem. Może to zrobić.
~
Nie może tego zrobić.
Louis może dramatyzować, lecz, szczerze, wszędzie, gdzie pójdzie, spotyka szczęśliwe pary, chichoczące do siebie i całujące się, i trzymające się za ręce. Jest przekonany, że wszechświat z niego szydzi. I od kiedy, kurwa, kawiarnia stały się takim popularnym miejscem na randki? Louis pracuje dziś na pół zmiany z Perrie i właściwie jest ona o wiele bardziej współczująca niż Zayn, pozwalając mu ponarzekać trochę, po czym stara się jak najlepiej, by rozproszyć go za pomocą żartów i przekomarzania. Lecz to spojrzenie, które rzuca mu za każdym razem, gdy jakaś para wchodzi do środka, sprawia, że Louis czuje się odrobinę żałośnie. Nie zamierza rozpłakać się czy coś, jezu. Jest tylko trochę zmęczony i sfrustrowany seksualnie, nic wielkiego. Może sobie z tym poradzić.
To dokładnie przez przybycie Zayna, który ma przejąć pracę Perrie na drugą połowę zmiany Louisa, wydaje się być za dużo. Stoi przy kasie, bezwstydnie flirtując ze słodkim kolesiem, który przyszedł po jakąś herbatę, nie Yorkshire, lecz Louis może przymknąć na to oko (i ostatecznie przekonać, oczywiście), i jak na razie wszystko idzie dobrze. Chłopak odwzorowuje jego czyny z takim samym entuzjazmem, nawet mruga do niego kilka razy i szatyn chce już zapytać o numer telefonu, kiedy inny mężczyzna podchodzi z tyłu i owija ręce wokół tali rozmówcy Louisa. Słodki Chłopak zamiera na sekundę, lecz szybko odwraca się i, ku szoku i rozczarowaniu Louisa, wydaje się być radośnie zaskoczony, obejmując faceta i całując go w usta. Słodki Chłopak ma pieprzonego chłopaka.
Ale kiedy Louis łapie dobry kąt, by naprawdę zobaczyć drugiego chłopaka, wtedy jest w prawdziwym szoku, ponieważ Chłopakiem Słodkiego Chłopaka jest Aiden, jego były, który teraz umawia się ze słodkim chłopakiem, który przed chwilą bezwstydnie z nim flirtował. Kiedy życie Louisa zmieniło się w operę mydlaną? Naprawdę, o co kurwa chodzi!
Louis spogląda na Perrie z szeroko otwartymi oczami, a ona patrzy tak samo zdumiona, w między czasie podając mu herbatę Słodkiego Chłopaka. Louis zamyka oczy i potrzebuje sekundy, by pozbierać się, po czym odwraca się do pozornie przeszczęśliwej pary. Odchrząkuje, by zwrócić na siebie uwagę i kiedy oboje spoglądają na niego, Louis wystawia drinka na blacie i przesuwa w ich kierunku. – Twój napój.
Aiden przez sekundę wygląda jak jeleń złapany w refraktory samochodu, wyraźnie nie zauważając go wcześniej i również odchrząkuje, kiedy Słodki Chłopak uśmiecha się do niego zakłopotanie, chwytając kubek. – Dziękuję.
- Uch, hej Louis – zaczyna Aiden, zanim nie przerywa mu Louis.
- Dziękuję za przyjście, życzę miłego dnia! – mówi radośnie, uśmiechając się do nich najszerzej jak tylko potrafi, po czym odwraca się i lekceważąc ich całkowicie, kieruje się na zaplecze bez patrzenia w tył. Perrie może stanąć za kasą na kilka minut, kiedy on na spokojnie przejdzie kryzys egzystencjonalny. Na pewno to zrozumie.
Zayn przychodzi kilka minut później, zbliżając się do niego niczym do dzikiego zwierzęcia, co oznacza, że Perrie powiedziała mu co się stało. – Hej, Lou. Wszystko dobrze?
- Czy ja śnię, Zayn? Wydaje mi się, że śni®. Albo to jakiś kosmiczny żart, ponieważ szczerze, co do cholery?! –Louis przenosi puste spojrzenie ze ściany na Zayna, patrząc na niego z prawdopodobnie najbardziej zaintrygowanym wyrazem twarzy, jaki kiedykolwiek był w stanie wykonać. Jedynym pocieszeniem wynikającym z tej sytuacji to to, że chłopak Aidena jest prawdopodobnie bezwstydnym flirciarzem lub oszustem, lecz to nie zmienia faktu, że on ruszył na przód.
I to nie tak, że Louis jest zazdrosny albo przesadnie dba o Aidena, naprawdę, ale on ma kogoś, a Louis nie ma, i to wszystko. Nie w porządku. Wcale. Wydaje się, że wszyscy kogoś mają, poza Louisem I naprawdę, czym sobie na to zasłużył? Czy to za dużo do spełnienia - ktoś kto będzie w stanie zaoferować mu regularne orgazmy?
- Chcesz wyjść dzisiaj po pracy? Możemy pójść do klubu i się nawalić? Napiszę do Nialla i będą tylko faceci. Nie zaproszę nawet Liama, jeśli nie chcesz – oferuje Zayn, podchodząc bliżej, by objąć Louisa w pocieszającym geście.
Szatyn wzdycha. – Nie mogę. Mam jakieś głupie warsztaty teatralne – mówi szorstko, ponieważ w tej chwili naprawdę nie potrzebuje niczego związanego ze szkołą. Szkoła jest prawdopodobnie ostatnią rzeczą jaka idzie mu w miarę dobrze, ponieważ poza przyjaciółmi i pracą, tylko tam może zdystansować się i rozproszyć od faktu, iż z nikim nie sypia. Chodzi o to, że nigdy nie był specjalnie pilny i spędzanie zbyt dużej ilości czasu w skupieniu nad szkołą poważnie uszkadza jego psychikę. Jest fajnie dostawać dobre oceny, lecz równocześnie wie, że wciąż będzie w stanie uzyskiwać przyzwoite wyniki, jeśli spędzi mniej niż połowę czasu, który spędza teraz. Wie, bo to dokładnie robił przez prawie sześć lat, nie wspominając całej (bardzo ograniczonej) kariery na uniwerku, aż do teraz.
- W takim razie może jutro – mówi Zayn i Louis wzrusza tylko ramionami w odpowiedzi. Są cicho przez moment, zanim Zayn nie przyjmuje spektakularnego wyrazu twarzy, po czym klepie Louisa po ramieniu. – Cóż, lepiej wróćmy do pracy, prawda? Wydaje mi się, że Perrie wspomniała coś o tablicy specjałów, więc zamierzam to naprawić – kieruje się w stronę drzwi, po czym zatrzymuje na chwilę i dodaje. – Będzie dobrze, stary. Widzimy się tam.
Louis rzuca mu zdezorientowane spojrzenie i odprowadza go wzrokiem. Dzisiaj musi być najdziwniejszy dzień jego życia.
~
Dzisiaj zdecydowanie jest najdziwniejszy dzień jego życia.
Perrie wyszła, kiedy tylko Louis opuścił zaplecze, zostawiając Zayna i Louisa samych i szatyn zdecydowanie chce tylko pójść do domu, owinąć się kocem z herbatą w ręku i w kółku słuchać Adele. Może mógłby kupić sobie kota czy coś. Jakby dla towarzystwa.
Ale oto jest, ma pracę do wykonania i kiedy w końcu do niej powraca z ulgą zauważa, że Aiden i Słodki Chłopak wyszli. Szczerze, prawdopodobnie zrobili to zaraz po tym, jak Louis zniknął za drzwiami pokoju dla personelu, lecz mniejsza o to. Jest wdzięczny, że ich nie ma.
Wszystko dzieje się dość normalnie, kiedy Zayn kończy dekorować tablicę specjałów – nie kłopocze się nawet sprawdzić, co zrobił chłopak, domyślając się, że prawdopodobnie dodał kilka zwykłych, artystycznych znaczków, odkąd często jest on proszony, by udekorować tablicę i sprawić, czy wyglądała lepiej lub nowocześniej, lub bardziej artystycznie, lub kurwa cokolwiek – i Zayn pozwala Louisowi na sprawianie wrażenia zajętego dwoma klientami, kiedy tak naprawdę on wykonuje całą pracę.
Wszystko zaczyna być dziwne jakąś godzinę później, kiedy dwójka różnych mężczyzn zaczęła z nim flirtować, oboje rzucali w jego kierunku wszystkowiedzące spojrzenia i mrugali, podając swoje numery telefonów. Żaden z nich nie był szczególnie atrakcyjny, lecz faktem było, że stało się to dwa razy w ciągu krótkiego odcinka czasu i to wystarczyło, by zmusić Louisa do zastanowienia się nad swoim życiem. Czy jest teraz w jakiejś ukrytej kamerze? Czy jego życie jest teraz jakąś popieprzoną wersją The Truman Show?*
Naprawdę zaczyna w to wierzyć, gdy kolejny dziwny klient (ten facet jest odrobinę bardziej przerażający) zapisuje swój numer telefonu. Zayn wygląda osobliwie dumnie z miejsca, gdzie czyści stoliki, okazjonalnie spoglądając na Louisa ze zbyt szerokim uśmiechem i Tomlinson chce zapytać go, czy jest w jakimś pieprzonym programie wkręcającym ludzi, kiedy prześliczny chłopak podchodzi do lady.
Louis przez sekundę wpatruje się w pięknego nieznajomego z szeroko otwartymi oczami, ponieważ cholera jasna, chłopak ma głęboko zielone oczy, pełne różowe usta i kręcone, brązowe włosy, które przewiązał czymś, co wydaje się być szalikiem. Ma na sobie coś, co wygląda jak pieprzone, czarne legginsy i koszulę z podwiniętymi rękawami, zapiętą do połowy. Obserwuje Pięknego Nieznajomego, który wpatruje się w tablicę specjałów stojącą przed ladą, przez długi czas, jego spojrzenie wciąż jest do niego przyklejone, gdy chłopak spogląda na Louisa, a potem znowu na tablicę. Przegryza on wargę, jakby starał się rozwikłać niezwykle trudną łamigłówkę. Szczerze powiedziawszy. Louis nigdy nie był bardziej zdezorientowany i podniecony jednocześnie. Jest tylko gorzej, gdy Piękny Nieznajomy przemawia i Louis dowiaduje się, że ma on najgłębszy, najwolniejszy, najbardziej seksowy głos, jaki kiedykolwiek słyszał. Kurwa.
- Um. Cześć. Um. – Piękny Nieznajomy przerywa, i czy on naprawdę się rumieni? Boże! Louis sądzi, że zdecydowanie śni w tej chwili, ponieważ nie ma opcji, by ten dzieciak był prawdziwy. Piękny Nieznajomy zdaje się potrzebować chwili, aby wszystko poukładać, po czym uśmiecha się do Louisa i cholera jasna, Piękny Nieznajomy ma dołeczki. Zdecydowanie sen. Louis odwzajemnia uśmiech, szczery uśmiech, kiedy Piękny Nieznajomy dokańcza swoją myśl. – Czy jest coś, co polecasz?
Louis unosi brew, ponieważ szczerze po wpatrywaniu się w tablicę specjałów przez tak długi czas, powinieneś wiedzieć, co chcesz. Wciąż uważa to jednak za otwartą drogę do flirtu i nie ma opcji, by Louis przepuścił taką szansę, nawet mimo dziwnych wydarzeń tego dnia.
- Zależy. – Louis pochyla się do przodu, przechylając lekko głowę i uśmiechając się bezczelnie. – Lubisz gorące… czy zimne?
Piękny Nieznajomy wydaje się hamować uśmieszek, przegryzając wargi i starając się zdobyć całą uwagę Louisa. – Gorące.
Louis oblizuje usta, nadmiernie trzepocząc rzęsami, gdy rzekomo zastanawia się nad odpowiedzią. Kiedy przemawia, jego głos jest niski i zmysłowy, jakby wyjawiał szczególnie brudny sekret przeznaczony tylko dla ich dwójki. – Herbata zawsze jest dobra. Yorkshire jest osobiście moją ulubioną, lecz mamy również gorącą czekoladę. Latte. Moche. Kawę. Mogę dać ci cokolwiek chcesz. – Do czasu, gdy kończy mówić, ich oczy spotykają się i Piękny Nieznajomy nadal gryzie swoje wargi, pozornie oszołomiony nagłą ciszą. Louis jest z siebie niezwykle dumny.
- Ja, uh. Herbata, tak. Yorkshire jest dobra. – Piękny Nieznajomy uśmiecha się do niego i kiedy Louis robi to samo, jego wargi układają się jeszcze szerzej, dołeczki są w pełni widoczne. Jezu, te dołeczki.
- Zaraz wracam. – Louis puszcza mu oczko, po czym zaczyna przygotowywać herbatę dla Pięknego Nieznajomego. Zayn zdaje się nadal czyścić stoliku czy coś, lecz Louisowi nie przeszkadza zrobienie tego napoju, plecami do Pięknego Nieznajomego, co daje mu idealny widok na tyłek szatyna. Chwilę przed tym, gdy herbata jest gotowa, Louis odwraca się do chłopaka i łapie spojrzenie Pięknego Nieznajomego wręcz przyklejone do jego pośladków, co rozprzestrzenia uśmiech na twarzy Louisa.
Kiedy kończy przygotowywanie herbaty, ponownie zajmuje miejsce przy kasie i odnajduje Pięknego Nieznajomego za ladą, piszącego na czymś, co wygląda jak serwetka. Ściska ją w dłoni, gdy płaci i napięcie w powietrzu jest tak oczywiste, gdy Louis podaje mu herbatę, po czym stoją i wpatrują się w siebie.
Louis unosi brew, a Piękny Nieznajomy odchrząkuje w tym samym czasie, gdy Louis wypowiada. – Więc…
- Tak, więc… um. Zazwyczaj tego nie robię, lecz powinieneś do mnie zadzwonić. Wiesz, jeśli chcesz. – Piękny Nieznajomy przesuwa serwetkę i Louis posyła mu promienny uśmiech i przytakuje. Jest szczęśliwy i odrobinę dumny z siebie, gdy zauważa rząd napisanych cyfr, lecz jest trochę zdezorientowany, jeśli chodzi o resztę.
Harry ツ
1. Również stuprocentowy gej.
2. Również singiel.
Zadzwoń do mnie?
Louis spogląda na niego, lecz Piękny Nieznajomy – najwyraźniej Harry – po prostu uśmiecha się zuchwale i macha, po czym kieruje się w stronę drzwi.
Gdy Louis ponownie spogląda na serwetkę, zdaje sobie sprawę, że jest to czwarty numer, który dzisiaj dostał, chociaż to właśnie ten chłopak jest tym, do którego najchętniej by zadzwonił. Uśmiecha się pod nosem na perspektywę ponownego zobaczenia Harry’ego, ponieważ mimo dziwnych rzeczy, które napisał, to właściwie jest on na dole listy dziwnych rzeczy, które dzisiaj przeżył. Nie wspominając, że Harry jest bardzo, bardzo cudowny i bardzo w typie Louisa. Co na marginesie oznacza: gorący, zainteresowany i nie jest dupkiem.
Louis wciąż ma uśmiech na twarzy, gdy pojawia się Zayn; zdaje się być zadowolony z siebie i Louis mruży oczy w zaskoczeniu. – Ten chłopak dał ci swój numer?
- Może. Czemu?
Duma Zayna zdaje się tylko rosnąć w siłę. – Bez powodu – podśpiewuje i dobrze, Louis jest teraz zdecydowanie zaskoczony, lecz ignoruje to w imię szczęścia pod tytułem „dostać numer Harry’ego” i wraca do pracy.
Coś klika w jego głowie dwadzieścia minut później, gdy idzie wytrzeć rozlany napój przed ladą i zauważa tablicę specjałów nadal stojącą na swoim miejscu, tuż obok.
TWÓJ DZISIEJSZY BARISTA JEST:
Stuprocentowym pieprzony gejem.
Zdesperowanym singlem.
JAKO NAPÓJ DNIA POLECAM:
Dać mi swój numer telefonu.
Po lewej stronie od wyrażenia „gej i singiel” narysowany jest mały patyczak, i szczerze, to nawet nie wygląda jak Louis. Chłopak czuje się dotknięty tym, jak niezauważalne są jego pośladki, biorąc pod uwagę kunszt artystyczny Zayna, lecz mniejsza o to, Louis nie może przestać wpatrywać się w tę całą rzecz. Kurwa.
Nie ma wątpliwości, dlaczego ludzie podrywali go lub rzucali zdezorientowane, współczujące spojrzenia. Sądzili, że jest zdesperowanym singlem, i dobrze, może to trochę prawda, lecz nie wszyscy muszą to wiedzieć. Szczególnie boli go, że Harry – cudowny, piękny Harry z dołeczkami – sądzi, że jest cholernie patetycznym, zdesperowanym nieudacznikiem. Prawdopodobnie dał mu swój numer z litości. Kurwa. Zamierza zabić Zayna.
~
- Zamierzam cię zabić – wrzeszczy w kierunku Zayna, kiedy tylko kończy wycierać podłogę i ma szansę stanąć koło niego za ladą. Zayn tylko uśmiecha się złośliwie.
- Hej, to ty zawsze narzekasz na to, jak samotny jesteś. Teraz masz jakoś, czekaj, numery do trzech kolesi? Proszę bardzo.
Louis uderza go w ramię. Właściwie to cztery, ale nie o to chodzi, więc nie poprawia go.
- Ał! Za co to było, ty debilu? Dostałeś numer tego chłopaka w lokach, prawda? Powinieneś być mi wdzięczny.
Louis przewraca oczami i wzdycha. – Jasne, jakbym zamierzał teraz do niego zadzwonić. Uważa mnie za dziecinnego i zdesperowanego.
- Jesteś taki.
Louis rzuca mu lodowate spojrzenie. – Odpieprz się.
Zayn wciąż przewraca swoimi oczami. – Szczerze Lou, nie bądź głupi. Z tego, co widziałem, on jest gorący i zdaje się być tobą zainteresowany. Po prostu do niego zadzwoń i zobaczysz, co będzie dalej.
Louis po prostu ponownie go uderza, po czym nie rozmawia z nim do końca zmiany.
~
Louis nie dzwoni do Harry’ego. Rozważa wysłanie wiadomości, lecz jest po prostu zawstydzony. Potęguje to jeszcze fakt, że wyobrażał sobie chłopaka pieprzącego go w różnych pozycjach, kiedy obciągał sobie w nocy. Tylko utwierdza go to w przekonaniu, że zdecydowanie nie zadzwoni do Harry’ego.
~
Na drugi dzień nie pracuje, dzięki bogu, więc zajmuje się szkolnymi zadaniami i tej nocy, on i Niall wychodzą do klubu, by porządnie się upić. Nie znajduje nikogo, kogo mógłby pieprzyć lub nawet porozmawiać, lecz wciąż dobrze spędza czas, więc uznaje to za krok w dobrym kierunku.
Nie rozmawia z Zaynem aż do następnego dnia, gdy przychodzi do pracy po długich, porannych zajęciach i jest zdecydowanie zbyt zmęczony, by wysilać się i ignorować go. Dopasowują się do ich zwyczajnej rutyny pracy, żartując i robiąc zdjęcia, by zdenerwować się nawzajem. Wszystko jest normalnie, dopóki Louis nie zauważa dość znajomej burzy loków kątem oka, kiedy ich właściciel wchodzi do kawiarni. Oczy Louisa rozszerzają się i zaczyna panikować, chowając się za ladą, by nikt nie mógł go zauważyć. – Cholera, kurwa, cholera Zayn! Co mam zrobić?
- Lou, nie chcę psuć twoich planów, lecz jakby z kimś już jestem. I powiedziałem ci wcześniej, że nie jestem zainteresowany w wymienianie „platonicznych obciągań”.
Louis wpatruje się w niego. Cytowanie pieprzonej przeszłości, naprawdę? – To było jeden raz! Nie wspominając, że byłem bardzo pijany. I obiecałeś więcej o tym nie mówić, ty dupku – Louis szepta krzykiem, zaczynając się prostować, po czym przypomina sobie, dlaczego tak naprawdę znalazł się na podłodze. – Harry, gorący chłopak w lokach z poprzedniego dnia jest tutaj! A ja do niego nie zadzwoniłem. I on i tak uważa, że jestem zdesperowany. Udawaj, że mnie tu nie ma!
Zayn tylko kręci głową i stara się włączyć w to przewrócenie oczami, nieudanie, po czym odwraca się i wita Harry’ego, który jak myśli Louis, musiał właśnie podejść.
Zayn i Harry przeprowadzają formalną wymianę zdań – Harry ponownie zamawia Yorkshire – i Louis chciałby zobaczyć twarz chłopaka, kiedy Zayn zajmuje się robieniem herbaty. Szatyn czuje się odrobinę dziecinnie, siedząc na ziemi za ladą, lecz przekonuje sam siebie, że jest to lepsze niż niezręczna rozmowa, w której musiałby tłumaczyć czemu nie zadzwonił albo gorzej, jeśli Harry byłby rozczarowany widząc go i zaczął żałować podanie swojego numeru telefonu Louisowi, czy coś. Tak, to zdecydowanie jest odpowiednie, myśli Louis.
Jest tak, dopóki Harry nie płaci, trzymając napój w dłoniach i Louis słyszy, jak pyta o niego. – Um, przepraszam, ale, czy znasz tego drugiego chłopaka, który tu pracuje? Ma on jakby, brązowe włosy i niebieskie oczy…
- I fantastyczny tyłek? – przerywa mu Zayn i Louis kopie go w nogę.
Zayn odpłaca się tym samym, lecz Tomlinson ignoruje to, kiedy ponownie słyszy głos Harry’ego. – Um, tak, właśnie ten. – Louis może praktycznie usłyszeć, jak chłopak rumieni się i jest taki słodki. Louis nie ma pojęcia, dlaczego nie miał planów, by do niego zadzwonić.
- Tak, to Louis. Dzisiaj nie pracuje. – Teraz Zayn uśmiecha się i Louis po prostu chce go ponownie kopnąć.
- Och, dobrze, tak. – W głosie Harry’ego słychać rozczarowanie i kurwa, jego głos. Jeszcze raz, dlaczego Louis do niego nie zadzwonił? – Dałem mu mój numer, lecz uh, nie zadzwonił i w ten weekend jest pewna impreza, chciałem go zaprosić, lecz, um. Tak, nieważne. Prawdopodobnie powinienem iść. Dziękuję za wszystko, kolego. Na razie.
Louis mocno zaciska powieki, kiedy słyszy oddalające się kroki Harry’ego i kiedy otwiera oczy widzi Zayna, rzucającego mu spojrzenie pod tytułem „mówiłem ci”. Louis po prostu odpowiada.
- Zamknij się. Ani słowa.
~
Następny dzień to piątek i gdy Louis pracuje na zmianie z Perrie, toczy wewnętrzną walkę z samym sobą o to czy powinien napisać do Harry’ego, czy nie. Mówi Perrie o swojej sytuacji i kiedy dziewczyna jest szczególnie rozbawiona całą sytuacją tablicy specjałów, uważnie słucha i daje mu rady („Zadzwoń do niego, Louis! Albo napisz! Szczerze, on naprawdę chce z tobą porozmawiać, ty idioto. Po prostu to zrób!”). Nie jest to o różne od porad Zayna (lub Nialla), lecz po drugiej (technicznie trzeciej) opinii, decyduje się posłuchać.
Przysięga sobie, że napisze do Harry’ego, gdy skończy zmianę i spędza resztę w połowie marząc, by chłopak powrócił, w połowie przerażony, że mógłby to zrobić. Pod koniec nic się nie dzieje i Louis jest jednocześnie smutny, jak i pełen ulgi.
Kiedy jednak wraca do domu, nie ma czasu, by napisać do Harry’ego, odnajdując zmartwionego Aidena na korytarzu.
Aiden ma łzy w oczach, gdy wyznaje, że jego chłopak go zdradza (Louis totalnie to przewidział,) i że tęskni za Louisem, i był bardzo głupi, zrywając z nim na początku. Szatyn przytula go niezręcznie i próbuje pocieszyć, lecz pod koniec najmilej jak potrafi, mówi, że nie jest zainteresowany ponownym związkiem z nim i odsyła go z kwitkiem. Aiden był naprawdę miły, gdy byli razem, lecz Louis nie jest zainteresowany powrotem, szczególnie, że to Aiden był tym, który to zakończył. Poza tym, nawet jeśli Louis jest seksualnie zdesperowany, nie jest całkowicie zdesperowany i może szczerze powiedzieć sobie, że zamknął ten rozdział.
Potem jest zbyt rozproszony, by pamiętać o napisaniu do Harry’ego, kiedy Perrie oferuje się wysłuchać o całej sytuacji z Aidenem. Wychodzą i spotykają się z Niallem i Barbarą w jakimś klubie, tańczą, piją, śmieją się i Louis błogo zatraca się w chwili, w sposób jakiego dawno nie czuł. Wciąż nie uprawia z nikim seksu, lecz kilkakrotnie ocierał się o innych ludzi, więc jest zadowolony.
~
Louis prawie zapomina o imprezie, na którą zaprosił go Zayn, dopóki nie otrzymuje wiadomości następnego dnia i szatyn przeklina, gdy stara się wyleczyć kaca z poprzedniej nocy.
Dzięki bogu ma dzień odpoczynku, więc kiedy Zayn przyjeżdża późno w nocy, Louis czuje się znacznie lepiej i ostatecznie jest gotowy, by ponownie się upić. I ma nadzieję uprawiać seks. Naprawdę chciałby tego, lecz szczerze, przyjmie wszystko, co dostanie.
Kiedy przygotowuje się, przypomina sobie o wiadomości do Harry’ego poprzedniej nocy. Rozważa napisanie teraz i zapytanie go o wspólne wyjście, lecz wtedy przypomina sobie, że to sobota wieczór i chłopak na pewno ma już plany. Zdecydowanie napisze do niego jutro.
Najwyraźniej impreza jest w domu Liama. Co oznacza, że mimo obietnic Zayna o byciu tej nocy jego skrzydłowym, skończy jak zawsze będąc piątym kołem u wozu, gdy Zayn i Liam będą przedstawiać mu wszystkich swoich samotnych znajomych. I Louis naprawdę kocha to, że Zayn stara się pomóc, lecz zdecydowanie nie zamierza dzisiaj skończyć w ten sposób. Szczególnie nie będąc problemem dla pary takiej jak Zayn i Liam, którzy dopiero zaczęli się spotykać, więc wciąż są w fazie „podpici na maksa, zawsze chcący się pieprzyć jak króliki i publicznie okazując sobie uczucia w każdym miejscu”. Tak, nie ma mowy. Louis wolałby raczej dźgnąć się w oko widelcem, niż poddać się temu przez większość nocy.
Więc kiedy są już tu jakieś dziesięć minut, Louis uprzejmie i naturalnie odchodzi od nich, decydując się działać na własną rękę. W jakiś sposób znajduje się w kuchni, gdzie znajduje się niezliczona ilość butelek z alkoholem poukładanych na ladach. Louis miesza sobie naprawdę silnego drinka i zajmuje się rozmową z kilkoma znajomymi osobami. Z większością z nich miał lub nadal ma zajęcia lub spotkali się kilka razy przez wspólnych znajomych. Nie jest to najbardziej wciągająca rozmowa na świecie, lecz Louis lubi towarzystwo i rozproszenie. Przechodzi od grupy do grupy, nawiązując konwersację i stając się coraz bardziej odurzonym, gdy noc przelatuje między palcami i zanim zdaje sobie sprawę, minęły godziny i w jakiś sposób znalazł się pośrodku tłumu ciał, z rękami w górze i biodrami poruszającymi się do rytmu.
Jego umysł jest zamglony, gdy porusza się, pozwalając swojemu ciału dostosować się do hipnotyzującej muzyki. Nigdy nie był nieśmiały w tańcu i dokładnie wie, jak poruszać swoim ciałem, trzęść biodrami, wie, jaki efekt wywołuje to w ludziach. Nie jest zaskoczony, kiedy czuje za sobą czyjeś ciało, starając się dostosować do jego ruchów. Louis odwraca się, by mieć lepszy widok na chłopaka, którego kompletnie nie rozpoznaje, lecz szatyn uznaje jego przyzwoity wygląd i brak typowych oznak dziwactwa, więc pozwala mu ze sobą tańczyć.
Po kilku minutach chłopak jest za blisko i dotyka go za bardzo, starając się położyć dłonie na jego pośladkach i pochylić po pocałunek, a Louis po prostu tego nie czuje. Jasne, chciałby się z kimś przespać, lecz jego tyłek nie jest otwarty dla każdego; nie wspominając, że zaczyna czuć efekty spożytego alkoholu i tak, zdecydowanie musi się oddalić od tego chłopaka.
Odpycha go i każe mu się odwalić, najmilej jak potrafi, po czym kieruje się w stronie mniej zatłoczonej części mieszkania, nagle zdając sobie sprawę, jak gorąco i duszno było w tłumie; tutaj może oddychać o wiele łatwiej. Spotyka Zayna i Liama, lub dwójkę ludzi, którzy wyglądają jak oni, może być zbyt pijany, by powiedzieć na pewno, całujących się w kącie.
Zanim zdaje sobie sprawę, co się dzieje. uderza w kogoś, o wiele większego kogoś, i czuje się podtrzymany przez silne ramiona, chroniące przed upadkiem. Spogląda na twarz tej osoby i zanim jest w stanie wydusić przeprosiny, jego oczy otwierają się szeroko, bo cholera, osoba, która prawie go potrąciła to Harry. Albo, prawdopodobnie jest to Harry. Wszystko jest w tym momencie dość zamazane, więc mogłyby być to pijackie halucynacje, czy coś (czy istnieje w ogóle coś takiego?, zastanawia się Louis) lub po prostu wyobraźnia. Jest jednak dość pewny, że to Harry. Prawdopodobnie.
-Harry? – udaje mu się w końcu wypowiedzieć po kilku sekundach, oboje wpatrują się w siebie ze zdziwieniem.
- Louis, prawda? – Boże, głos Harry’ego jest nawet seksowniejszy niż pamiętał.
- Tak! Jestem Louis. A ty jesteś tutaj. I również Harry – Louis trzyma się ramienia Harry’ego, pochylając się i praktycznie krzycząc do siebie, by zostać dosłyszanymi.
- Tak, jestem tutaj. Harry. A ty nigdy nie zadzwoniłeś. – Chłopak mimo wszystko uśmiecha się, więc Louis uznaje to za dobry znak. Boże, jest pijany. Pamięta jednak jedną rzecz, czyli fakt, że Harry uważa go za zdesperowanego, a to niedopuszczalne.
- Nie jestem zdesperowanym singlem! Naprawdę nie jestem, Harry. Przysięgam!
Harry marszczy brwi, jego uśmiech znika i czemu on już się nie uśmiecha?! Lubił myśleć, że Tomlinson jest zdesperowany? Louis nie rozumie.
- Och. Um. Więc jesteś z kimś? Widziałem, jak tańczyłeś wcześniej z tym kolesiem, czy to…? – zielonooki urywa, przegryzając wargę i wyglądając na rozczarowanego. Oczy Louisa rozszerzają się i wściekle potrząsa głową. Prawdopodobnie nie jest to najlepszy pomysł, gdy jest pijany, gdyż teraz czuje się odrobinę zamroczony.
- Nie! Nie, jestem singlem, po prostu nie zdesperowany. Nie chcę, byś uważał mnie za zdesperowanego, bo taki nie jestem!
Harry marszczy brwi nawet bardziej. – Więc… nie zadzwoniłeś, bo nie jesteś zdesperowany? Um. – Harry wstrząsa głową i zaczyna oddalać się od Louisa, i co?! Czemu puszcza go i odchodzi? – W takim razie lepiej już pójdę.
Louis chwyta Harry’ego i stara się przyciągnąć go najbliżej jak potrafi, lecz za bardzo się kołysze i chichocze w jego klatkę piersiową. – Gdzie idziesz? Nie chcę byś szedł. Jesteś taki śliczny, proszę nie idź. Nie jestem zdesperowany. – Louis wydyma wargę, spoglądając na chłopaka, odpowiadając na mały uśmiech Harry’ego.
- Chodź, jesteś naprawdę pijany. Znajdźmy ci miejscy, byś mógł się położyć – mówi Harry, zaczynając ciągnąć go w stronę korytarza, z tyłu mieszkania.
- Tak, proszę, rozłóż mnie Harry – mówi szatyn prosto w ucho Harry’ego, kiedy owija ręce wokół jego szyi i zaczyna przegryzać płatek. Czuje jak chłopak drży, lecz odpycha go delikatnie, by było im łatwiej iść. Louis robi smutną minę.
Dochodzą do drzwi na końcu korytarza i Harry wyciąga klucz, otwierając je, wpychając ich do środka i zamykając ponownie.
Jest tu o wiele ciszej, lecz muzyka wciąż przebija się przez ściany, jej rytm wypełnia pomieszczenie. W środku jest niemal ciemno, tylko mała lamka przy łóżku rzuca odrobinę światła na środek pokoju i Louis może domyślać się, że na ścianach wisi masa zdjęć.
Po szybkim rozejrzeniu się, przypomina sobie, że jest w pokoju sam na samy z Harrym, więc obraca się, ponownie obejmując chłopaka. Zmniejsza dystans między ich ciałami i przyciska swoje usta do tych Harry’ego. Chłopak wydaje dźwięk między zaskoczeniem, przyjemnością i dezaprobatą, lecz ostrożnie owija ramiona wokół Louisa, oddając pocałunek. Niestety jest on bardzo krótki i kiedy Harry odchyla się, patrzy na Louisa ze zmarszczonymi brwiami.
- Jesteś naprawdę pijany, Louis.
- Wiem – przyznaje z zachwytem Louis, po czym chce ponowić pocałunek.
Harry odsuwa się, zanim Louis może złączyć ich usta, na co szatyn wydyma wargi.
- Co? – prycha, wciąż smutny.
- Jesteś zbyt pijany. Po prostu połóżmy cię w łóżku, dobrze?
Na te słowa twarz Louisa rozświetla uśmiech. – Łóżko, tak! Oczywiście. – Porusza się w kierunku miejsca spoczynku, zaczynając ściągać z siebie koszulkę. Harry zatrzymuje go.
- Co ty robisz?
Louis patrzy na niego z podniesionymi brwiami. – Rozbieram się? Lepiej żebyś zrobił to samo.
Chłopak wygląda jak połączenie zdenerwowania i czułości. – Louis, nie będziemy uprawiać seksu.
Szatyn marszczy brwi w zdezorientowaniu. – A to czemu, do cholery?
- Ponieważ jesteś pijany i nie chcę cię wykorzystywać.
Louis uśmiecha się i przybliża, dłonie opierając o klatkę piersiową Harry’ego. – Ale ja chcę żebyś mnie wykorzystał. No dalej, nie chcesz mnie?
Harry przegryza wargę i przez sekundę wydaje się to rozważać, po czym łapie ręce Louisa w swoje własne. – Chcę cię, tylko po prostu… nie dzisiejszej nocy, dobrze?
Louis jęczy i jakoś udaje mu się wyrwać z uścisku Harry’ego, lecz kiedy to robi, w jakiś sposób kończy na łóżku i chichocze. Harry również zaczyna się śmiać, po czym ściąga buty Louisa, przykrywając go kołdrą i siadając obok niego. – Jest dobrze?
Louis tylko mruczy i układa się wygodniej, to prawdopodobnie najwygodniejsze łóżko na jakim kiedykolwiek leżał. Mówi Harry’emu jak bardzo, co sprawia, że chłopak zaczyna się śmiać, a Louis jest zaskoczony, jak ciężkie są jego powieki. Czuje się już na granicy snu, lecz kiedy Harry zaczyna się podnosić, protestuje i przyciąga go do siebie, dopóki chłopak nie jest niezręcznie rozłożony na nim samym. Znowu słyszy jego śmiech i Harry wydaje się ustępować, gdy ściąga własne obuwie, unosi kołdrę, by również mógł się pod nią zmieścić. Louis natychmiast przytula się do jego klatki piersiowej i tylko kilka sekund później zapada w komfortowy sen.
Kiedy Louis budzi się, jego głowa boli niemiłosiernie i zdecydowanie znajduje się w łóżku, które nie należy do niego. Dodatkowo obok innego ciała. Co nie jest normalnym zwyczajem. Co, do cholery?
Jest w pełni ubrany, więc prawdopodobnie nie uprawiał seksu zeszłej nocy, lecz w takim razie, czemu znajduje się w nieznanym łóżku? Kiedy w końcu otwiera oczy i udaje mu się obrócić, by móc lepiej przyjrzeć się osobie obok niego, natychmiastowo rozpoznaje loki i nos, i szczękę, i te usta (jest pewien, że byłby w stanie poznać te wargi wszędzie) i zamiera. Dlaczego leży obok Harry’ego? Udało mu się już zorientować, że nie uprawiał seksu (co jest jednocześnie rozczarowujące, jak i pełne ulgi), więc dlaczego śpi w obcym łóżku właśnie z Harrym? Co ważniejsze, dlaczego przytula się właśnie do Harry’ego?
Stara się ponownie odprężyć w łóżku, gdy zamyka oczy i pozwala wspomnieniom poprzedniej nocy wrócić na swoje miejsce. Pamięta tylko urywki, kawałki, lecz jest tam pocałunek gdzieś w środku wieczoru, nawet jeśli jest to bardzo mgliste.
Zanim udaje mu się przypomnieć cokolwiek więcej, czuje, jak Harry porusza się pod jego głową i bierze głęboki wdech, po czym powoli spogląda na niego. Harry patrzy na niego odrobinę niewyraźnie, po czym uśmiecha się lekko i Louis nie może tego nie odwzajemnić . – Hej – odchrząkuje Harry i kurwa, jego głos jest nawet głębszy porankami. Jezu.
- Hej – odpowiada Louis, jego uśmiech poszerza się. – Cudownie cię tutaj spotkać.
Harry śmieje się i szatyn stwierdza, że kocha ten dźwięk. – Tak, w moim łóżku. Wyobraź to sobie.
- Och, to twoje łóżko? Dzięki bogu! Myślałem, że moglibyśmy być porwani do łóżka kogoś obcego. Wyobraź sobie, jak bardzo niezręczne by to było.
Harry również uśmiecha się teraz szeroko i Louis jest wdzięczny, że nie ma między nimi żadnego odczucia niezręczności.
Oboje wstają i Louis sprawdza swój telefon, by zdać sobie sprawę, że jest rozładowany. Wzrusza ramionami, gdy chowa go do tylnej kieszeni, po czym spogląda na Harry’ego. – Nie ma szansy, byś znalazł jakąś dodatkową szczoteczkę do zębów? I może jakiś tabletki na ból głowy?
- Um, zobaczymy, tak. Chodź za mną.
Idą razem do łazienki, gdzie wymieniają między sobą spojrzenia, myjąc razem zęby, po czym Harry podaje Louisowi paracetamol.
- Czujesz to? – pyta szatyn, gdy przełyka i po prostu wpatrują się w siebie. Wyczuwa jedzenie, dokładniej bekon, lecz to mogłoby być tylko marzenie, odkąd w jego brzuchu zaczęło burczeć. Poza tym staje się trochę niewygodnie, więc nie jest pewny czy propozycja zjedzenia czegoś razem jest dobra, czy też zła.
- Tak mi się wydaje. To prawdopodobnie tylko Liam.
Louis natychmiastowo unosi brwi. – Znasz Liama?
- Cóż, tak… jest moim współlokatorem. – Och. To by wyjaśniało dużo w sprawie „spania w łóżku Harry’ego”. Najwyraźniej są nadal w mieszkaniu Liama.
Oczy Louisa rozszerzają się. – Naprawdę? Jest chłopakiem mojego najlepszego przyjaciela.
- Zayn jest twoim przyjacielem? To jego imię, prawda? Zayn? Nie spotkałem go jeszcze, lecz słyszałem dużo na jego temat. Zazwyczaj spotkają się w pokoju Liama lub ja jestem w swoim, lub nie ma mnie w domu. Głównie jednak to on i Liam gdzieś idą, więc wiesz. – Wzrusza ramionami, jakby nic z tego się nie liczyło, ponieważ, o mój boże, Liam i Harry są współlokatorami. Dzielą mieszkanie. Żyją razem. Harry. I Liam. Chłopak Zayna. I Harry. Mieszkają razem.
Louis zdecydowanie żyje w operze mydlanej. Chce zacząć rozglądać się za ukrytymi kamerami, kiedy ostatecznie docierają do kuchni i zauważa Liama stojącego przy kuchence i Zayna, obejmującego go z tyłu. To takie rodzinne i urocze, że Louis czuje, jakby miał zwymiotować.
Harry odchrząka, Zayn i Liam odwracają się w ich kierunku, a Zayn komicznie rozszerza oczy. – Och! Harry, prawda? Ten z kawiarni? – Zrozumienie zaczyna zstępować na niego. – Och. I musisz być również Harrym, współlokatorem Liama, prawda?
- To byłbym ja – odpowiada Harry i uśmiecha się ciepło.
Zayn spogląda od Louisa do Harry’ego i ponownie, wszechwiedzący uśmiech rozświetla jego twarz, lecz niczego nie komentuje. I tak nie musi. Louis wie, że praktycznie rozpływa się w chwale; pieprzony dupek.
- Tak, dobrze, teraz kiedy wszyscy się już znają… wyczuwam jedzenie? Co mamy? – wtrąca się Louis, rzucając Zaynowi znaczące spojrzenie, po czym przeskakując wzrokiem między ich trójkę.
- Och, tak, robiłem tylko jakiś bekon i jajka. Chcesz trochę? Jest wystarczająco dla nas wszystkich – wyjaśnia Liam, gestykulując w stronę kuchenki.
Wszyscy przytakują i kiedy jedzenie jest gotowe, siadają przy stole i jedzą w względnej ciszy. Nie jest niezręcznie, lecz tym samym daleko od wygodnego. Niezadane pytania wiszą nad nimi w powietrzu i sprawiają, że powietrze staje się naładowane napięciem.
Liam jest tym, który w końcu przełamuje ciszę. Odchrząkuję przez rozpoczęciem. – Więc… Louis, jak ty i Harry poznaliście się?
Szatyn spogląda na Harry’ego i czuje, jak jego policzki zaczynają parzyć, po czym spogląda na Zayna. – Um. Spotkaliśmy się w kawiarni. Harry wpadł pewnego dnia, kiedy pracowałem i wiesz.
Zrozumienie migota na twarzy Liama. – Och, och. Więc to jest… - urywa, gdy jego wzrok spotyka postać Harry’ego. – Tak. W takim razie. Mały świat, czyż nie?
Louis tylko mruczy w odpowiedzi, przenosząc spojrzenie na Harry’ego, który zdaje się zajęty intensywnym wpatrywaniem się w swoje jedzenie, nie w Louisa. Następnie patrzy na Zayna, który zdaje się być gotowy, by pęknąć z dumy. Louis przegryza wargę, po czym kopie chłopaka pod stołem, po czym ignoruje go całkowicie, wgryzając się w kawałek bekonu.
Starają się prowadzić rozmowę przy śniadaniu, głównie zaaranżowaną przez Liama i napięcie zdaje się ulatniać, wraz z toczoną konwersacją, lecz w powietrzy nadal wisi trochę niezręczności, która nie chce odejść.
Kiedy kończą jeść, Zayn i Liam w końcu wracają do pokoju bruneta, a Louis spogląda na wiszący na ścianie zegarek, który informuje, że jest prawie trzydzieści minut po czternastej. W takim razie nie za bardzo było to śniadanie.
Kiedy spogląda na Harry’ego, chłopak patrzy na niego z uniesionymi brwiami i zaciekawieniem, lecz również z odrobiną zdziwienia na twarzy. Louis uśmiecha się do niego zdezorientowany. – Co?
- Ja po prostu… nie rozumiem cię.
Cóż, Louis zdecydowanie tego nie oczekiwał. – Do… dobrze? W jaki sposób?
- Jak wiele pamiętasz z zeszłej nocy? – pyta Harry i Louis zamiera. Ton jego głosu jest odrobinę uczuciowy i nagle szatyn czuje się nieswojo.
- Um. Trochę? – stawia to jako pytanie, ponieważ nie jest do końca pewny do czego dąży Harry.
- Byłeś naprawdę pijany – zaczyna chłopak, jednak Louis wchodzi mu w słowo.
- Cóż, tak, to akurat pamiętam – dopowiada, uśmiechając się w próbie rozweselenia panującej atmosfery.
Harry odpowiada uśmiechem, który nie dosięga jego oczu. Kąciki ust Tomlinsona opadają.
- Tak, więc, um. Nie wiem czy pamiętasz, ale pocałowałeś mnie. Nic innego się nie wydarzyło, lecz powinieneś to wiedzieć. – Nie patrzy już dłużej centralnie na Louisa i coś w tym sprawia, że szatyn czuję się jeszcze gorzej.
- Pamiętam tę część. Trochę. Kawałki i urywki – przyznaje, przegryzając wargę, gdy staje się zdecydowanie mocno niespokojny.
Harry wciąż nie patrzy mu w oczy, gdy przytakuje i kontynuuje. – Tak, cóż. Dobrze, więc rozumiem, że zrobiłeś to, bo byłeś pijany. To nic wielkiego. Załapałem.
Louis patrzy na niego, jakby nagle wyrosła mu druga głowa. – O czym ty mówisz?
Wtedy Harry spogląda na niego, jego brwi są zmarszczone, a oczy wręcz błagają, by nie musiał kontynuować. – Powiedziałeś mi, że nie byłeś wystarczająco zdesperowany, by zadzwonić, więc załapałem… - zaczyna, zanim Louis kładzie mu dłoń na ustach, przerywając.
- Czekaj, powiedziałem co?! Nie, nie, nie. Nie ma opcji, bym mógł coś takiego powiedzieć, nie ważne jak bardzo pijany byłem. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedział. – Louis patrzy na niego z niedowierzaniem, potrząsając głową.
Harry tylko wzrusza ramionami, wyglądając na tak pokonanego i przygnębionego, że Louis naprawdę chcę go przytulić.
- Harry – zaczyna Louis, jego głos jest miękki, niemal błagalny, lecz tym razem to Harry przerywa jego wypowiedź.
- Po prostu naprawdę nic nie rozumiem, ponieważ flirtowałeś ze mną w kawiarni, prawda? Nie była to tylko moja wyobraźnia? Po czym nigdy nie zadzwoniłeś i zobaczyłem cię tańczącego z tym facetem, po czym powiedziałeś, że jesteś singlem, lecz nigdy nie zadzwoniłeś, gdyż nie byłeś wystarczająco zdesperowany i ja po prostu… nie rozumiem. Wydajesz się być naprawdę porządnym facetem, Louis i jesteś naprawdę piękny i bezczelny, i zabawny, i lubię cię. Tylko nie rozumiem, w co próbujesz ze mną grać. – Wzrusza ramionami, spoglądając na Louisa, gdy kończy swój monolog. Oczy szatyna są szeroko otwarte, ponieważ kurwa. Naprawdę to spieprzył, prawda?
- Harry, o mój boże. Kurwa. Słuchaj, przepraszam za niedzwonienie, lecz byłem zdenerwowany, dobrze? To, to nie ja umieściłem ten napis – Zayn to zrobił i nie miałem o tym bladego pojęcia, gdy się poznaliśmy. Zamierzałem napisać jeszcze tej nocy, lecz wtedy zobaczyłem tablicę specjałów i pomyślałem, że dałeś mi ten numer tylko z litości, gdyż myślałeś, że jestem jakimś zdesperowanym, beznadziejnym singlem i wiesz, to ja byłem tym, który zaczął cały flirt na samym początku. Po prostu nie chciałem byś pomyślał, że jestem zdesperowany. I to, co powiedziałem zeszłej nocy musiało po prostu wyjść w złym kontekście, ponieważ zdecydowanie nie miałem na myśli tego, co zrozumiałeś. Nie chciałem tylko byś sądził, że podrywałem cię, ponieważ szukałem kogoś w akcie desperacji. Jestem singlem, może odrobinę samotnym, lecz nie zdesperowanym, dobrze? – przerywa na sekundę, po czym dodaje. – I na marginesie, też cię lubię. I nie pocałowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany. Cóż, może alkohol dodał mi trochę odwagi i tak dalej, lecz nie całowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany.
Wtedy Harry uśmiecha się do niego, jego dołeczek uwydatnia się i Louis odpowiada tym samym.
- Więc, naprawdę mnie lubisz?
Szatyn uśmiecha się jeszcze szerzej. – Tak.
- Czy to oznacza, że napiszesz do mnie po tym wszystkim? No cóż, to byłoby złe wychowanie nie zrobić tego po pocałowaniu kogoś, przespaniu się z nim i powiedzeniu, że się go lubi, prawda? – pyta Harry, po czym oślepia chłopaka swoim bezczelnym uśmiechem.
Louis czule wywraca oczami, po czym wzdycha przesadnie. – Wiesz, wydaje mi się, że mógłbym znaleźć czas, by do ciebie napisać. Jednak potrzebowałbym jakiejś motywacji. – Unosi brwi w kierunku Harry’ego.
Louis opiera łokcie na stole i pochyla się ku chłopakowi, który dzięki bogu nie jest za bardzo oddalony. Harry spogląda na niego spod rzęs, gdy szeroki uśmiech formuje się na jego ustach. – Och, tak? Motywacji?
Louis przytakuje i oblizuje wargi, gdy Harry również pochyla się bliżej i jest niezmiernie wdzięczny, że siedzą obok siebie. Styles tylko mruczy delikatnie, gdy przesuwa spojrzenie na usta szatyna i Louis przestaje oddychać, gdy chłopak niweluje pozostały między nimi dystans.
Kiedy ich usta w końcu spotkają się, tym razem na trzeźwo, pierwsze, co zauważa Louis, to miękkość i wielkość ust Harry’ego. Oczywiście, że wyglądają one niesamowicie, lecz poczuć je na sobie jest nawet lepiej i Tomlinson chce, by poznawały całe jego ciało. Owija rękę wokół szyi Harry’ego i bada palcami włoski na karku, używając uścisku, by przyciągnąć go jeszcze bliżej.
Harry wzdycha przez pocałunek i Louis przygryza odrobinę jego dolną wargę, po czym powraca, całując go nawet mocniej. Harry oddaje tyle samo, ile dostaje i pozwala Louisowi ustalać tempo pocałunku i kiedy nie jest to perfekcyjne, jest pieprzenie blisko perfekcji.
Louis nie może powstrzymać się przed wdrapaniem na kolana chłopaka dla uzyskania lepszego kąta, jego pośladki opierają się o uda Harry’ego, nogi oplatają go po obu stronach. Ręce Stylesa natychmiastowo układają się na jego biodrach i Louis pozwala sobie włączyć język, którym przebiega po dolnej wardze chłopaka. Harry natychmiastowo uchyla usta i szatyn nie marnuje czasu, wślizgując się do środka ust Harry’ego, ich języki dotykają się i pieszczą w tańcu. Louis zbliża się jeszcze bardziej i zaczyna ocierać się o siedzącego pod nim chłopaka.
Po jakimś czasie powolnego, leniwego obściskiwana się i ocierania, Harry odchyla się. Oboje oddychają ciężko i Harry wygląda na odrobinę oszołomionego, gdy spogląda na Louisa. – Więc to oznacza, że powiesz tak, jeśli zapytam cię o wyjście na randkę?
Uśmiech Louisa jest oślepiający. – Tak, tak mi się wydaje.
Harry śmieje się, po czym ponownie złącza ich usta.
Resztę dnia spędzają razem, zaczynając od całej ich czwórki sprzątającej bałagan po imprezie i wysłaniu kilku pozostałych, śpiących ludzi do domu. Potem Louis bierze prysznic (niestety sam) i po przebraniu się w jakieś ubrania Harry’ego, spędzają resztę czasu na całowaniu się, rozmawianiu i przytulaniu w łóżku chłopaka lub zwinięci na kanapie w salonie, oglądający telewizję, grający w FIFĘ i po prostu rozmawiający jeszcze więcej, starając poznać się jeszcze lepiej. Liam i Zayn przychodzą do nich na chwilę, lecz przez większość dnia jest tylko Louis i Harry. Styles jest właściwie zabawniejszy i bardziej bezczelny, niż Louis początkowo obstawiał i obaj nieustannie doprowadzają się do śmiechu z czegoś lub z kogoś. I kiedy Louis naprawdę bardzo chce dobrać się do Harry’ego, obecnie jest zadowolony siedząc z nim, ciesząc się miłym towarzystwem i pod koniec dnia uważa, że bezpiecznie może powiedzieć, że naprawdę go lubi.
- Louis, jeśli powiesz, że singlem, przysięgam, że zadzwonię do Grega, by cię zwolnił. – Zayn spogląda na niego z miejsca, gdzie przyrządza kawę dla klienta i rzeczywiście robi coś użytecznego, kiedy Louis po prostu kręci się w pobliżu, starając się wyglądać na zajętego. Rzuca szatynowi zirytowane spojrzenie, kiedy kończy, które zmienia się w znaczące, gdy przechodzi podać napój klientowi. Pracują razem w kawiarni przez sześć miesięcy i zazwyczaj Louis jest bardziej przydatny niż dzisiaj, ale kocha widzieć, jak Zayn robi wszystkie te rzeczy, gdy on czuje się za bardzo zrezygnowany, zbytnio patetyczny lub skacowany, lub cokolwiek, by wykazać się chociażby odrobiną wysiłku. Wydaje mu się, że jego towarzystwo lub generalnie zabawna natura są wystarczającą rekompensatą. Zayn nigdy (dużo) nie narzeka, więc wszystko wydaje się być w porządku.
Kiedy mulat wraca, Louis kontynuuje. – Właściwie, zamierzałem powiedzieć znudzony, ty dupku. – Nie zamierzał, lecz Zayn nie musi tego wiedzieć.
Chłopak rzuca mu spojrzenie, które jasno wyraża, że mu nie wierzy, lecz Louis ignoruje go i ostentacyjnie odchodzi, by dalej udawać zajętego. Może przechodzi on przez brak seksu, odkąd Aiden zerwał z nim dwa miesiące temu. To nie tak, że był zakochany, czy coś, lecz miło było mieć przy sobie kogoś do przytulania się, całowania gdziekolwiek chciał i pieprzenia na materacu kilka razy w tygodniu. Od tej pory miał kilka nocnych przygód, lecz nie umawia się z nikim i szczerze, nie wie czemu. To najdłuższa przerwa jaką miał bez chociażby rozmowy z kimś w romantycznym aspekcie, odkąd skończył piętnaście lat i to po prostu jest… niedopuszczalne.
- Louis, szczerze, dopiero zaczęliśmy naszą pieprzoną zmianę. Zamierzasz być taki przez cały czas? Ponieważ jeśli tak, to dzwonie do Grega i się zwalniam. Nie spędzę kolejnych sześciu godzin zmiany słuchając twoich narzekań o tym, jak to nikt cię nie pieprzy.
Louis krzywi się na jego słowa. – Zamknij się, do cholery, ty debilu! Przechodzę przez bardzo… delikatny okres w moim życiu i nie potrzebuję, by mój najlepszy przyjaciel został osądzającym dupkiem. – Prycha, gdy prostuje się i delikatnie poprawia grzywkę.
Zayn dość imponująco przewraca oczami przed zniknięciem na zapleczu po więcej kubków, czy coś. Louis jest za bardzo zdekoncentrowany i seksualnie sfrustrowany, by się przejąć.
~
- Zayn – zaczyna w zamyśleniu Louis kilka godzin później, po wykonaniu jakiejś właściwej pracy, by uspokoić Zayna i rzucane mu zirytowane spojrzenia. Nikt nie może powiedzieć, że nie jest dobrym przyjacielem. – Myślisz, że facetów onieśmiela mój fantastyczny tyłek?
Zayn patrzy na niego z mieszanką rozbawienia i całkowitego zirytowania. – Nie wiem, Louis. Może – odpowiada mu Zayn. Zayn jest wspaniałym przyjacielem.
- Dobrze, więc jeśli nie bylibyśmy najlepszymi przyjaciółmi od lat i spotkalibyśmy się przypadkowo w klubie lub gdzieś indziej, chciałbyś się ze mną pieprzyć?
Zayn zdaje się naprawdę to rozważać. – Prawdopodobnie – mówi, wzruszając ramionami. – Zależy od tego, co byś na sobie miał, tak mi się wydaje. Jeśli byłaby to ta koszulka, sam wiesz która, z opiętymi spodniami, które podkreślałby twój tyłek, wtedy jak najbardziej tak. To sprawia, że wyglądasz jak mała dziwka, lecz w dobry sposób. Po prostu jakbyś był dobry w łóżku. Ale jak wiesz, znam cię za dobrze, by rzeczywiście myśleć o czymkolwiek z tobą, kolego. Przepraszam za oznajmianie tego w ten sposób.
Louis przewraca oczami, lecz uśmiech rozświetla jego twarzy, co rujnuje ogólny efekt. – Mam całkowicie złamane serce, Zayner. Ja… ja myślałem, że między nami jest coś specjalnego. – Dramatycznie ściska się za serce, lecz Zayn popycha go lekko.
- Jesteś idiotą – odpowiada i oboje uśmiechają się do siebie, aż do czasu, gdy przychodzą klienci i muszą skupić się na pracy.
~
Kiedy Louis wraca tej nocy do domu, Niall siedzi w ich salonie z oszałamiającą brunetką, z którą ostatnio się widuje, Bambi lub Barbara, lub Beatrice, czy coś i Louis wydyma wargi. Po uprzejmym przywitaniu się, chowa się w bezpiecznej sypialni i natychmiast wysyła krótką wiadomość do Zayna.
Niall pieprzy jakąś cudowną brunetkę, a ja nie uprawiałem seksu przez ponad miesiąc, coś jest w tym naprawdę nie w porządku.
Louis, wiesz o tym, że jesteś gejem, prawda? Dlaczego jesteś zazdrosny o Nialla pieprzącego jakąś dziewczynę, lol
PONIEWAŻ ON PRZYNAJMNIEJ KOGOŚ PIEPRZY, A JA NIE. SŁUCHAJ MNIE ZAYN!
O mój boże, dodaj post na profilu randkowym albo załóż Grind*, czy coś i znajdź jakiegoś ładnego kutasa, byś mógł się wreszcie zamknąć na ten temat
Nie podoba mi się to
Nie jestem aż TAK zdesperowany
Lol, tak, jesteś.
Louis krzywi się i nie odpowiada. Nie jest tak zdesperowany. Dobrze, może myślał o tym, ale nie jest aż tak zdesperowany. Zanim może odpowiedzieć, Zayn wysyła kolejną wiadomość.
Jest impreza w ten weekend, wezmę cię ze sobą i znajdziesz kogoś, ok? Teraz zamknij się, bo staram się pisać seks-sms z Liamem.
Louis utknął między uczuciem wdzięczności i goryczy. Zayn wysyła seks-sms i obnosi się z tym. A on nie był dotykany przez innego człowieka od miesiąca i nie ma nawet nikogo z kim mógłby pisać seks-sms, jeśli by chciał. Nieważne. Może być niezależny. Może być singlem. Może to zrobić.
~
Nie może tego zrobić.
Louis może dramatyzować, lecz, szczerze, wszędzie, gdzie pójdzie, spotyka szczęśliwe pary, chichoczące do siebie i całujące się, i trzymające się za ręce. Jest przekonany, że wszechświat z niego szydzi. I od kiedy, kurwa, kawiarnia stały się takim popularnym miejscem na randki? Louis pracuje dziś na pół zmiany z Perrie i właściwie jest ona o wiele bardziej współczująca niż Zayn, pozwalając mu ponarzekać trochę, po czym stara się jak najlepiej, by rozproszyć go za pomocą żartów i przekomarzania. Lecz to spojrzenie, które rzuca mu za każdym razem, gdy jakaś para wchodzi do środka, sprawia, że Louis czuje się odrobinę żałośnie. Nie zamierza rozpłakać się czy coś, jezu. Jest tylko trochę zmęczony i sfrustrowany seksualnie, nic wielkiego. Może sobie z tym poradzić.
To dokładnie przez przybycie Zayna, który ma przejąć pracę Perrie na drugą połowę zmiany Louisa, wydaje się być za dużo. Stoi przy kasie, bezwstydnie flirtując ze słodkim kolesiem, który przyszedł po jakąś herbatę, nie Yorkshire, lecz Louis może przymknąć na to oko (i ostatecznie przekonać, oczywiście), i jak na razie wszystko idzie dobrze. Chłopak odwzorowuje jego czyny z takim samym entuzjazmem, nawet mruga do niego kilka razy i szatyn chce już zapytać o numer telefonu, kiedy inny mężczyzna podchodzi z tyłu i owija ręce wokół tali rozmówcy Louisa. Słodki Chłopak zamiera na sekundę, lecz szybko odwraca się i, ku szoku i rozczarowaniu Louisa, wydaje się być radośnie zaskoczony, obejmując faceta i całując go w usta. Słodki Chłopak ma pieprzonego chłopaka.
Ale kiedy Louis łapie dobry kąt, by naprawdę zobaczyć drugiego chłopaka, wtedy jest w prawdziwym szoku, ponieważ Chłopakiem Słodkiego Chłopaka jest Aiden, jego były, który teraz umawia się ze słodkim chłopakiem, który przed chwilą bezwstydnie z nim flirtował. Kiedy życie Louisa zmieniło się w operę mydlaną? Naprawdę, o co kurwa chodzi!
Louis spogląda na Perrie z szeroko otwartymi oczami, a ona patrzy tak samo zdumiona, w między czasie podając mu herbatę Słodkiego Chłopaka. Louis zamyka oczy i potrzebuje sekundy, by pozbierać się, po czym odwraca się do pozornie przeszczęśliwej pary. Odchrząkuje, by zwrócić na siebie uwagę i kiedy oboje spoglądają na niego, Louis wystawia drinka na blacie i przesuwa w ich kierunku. – Twój napój.
Aiden przez sekundę wygląda jak jeleń złapany w refraktory samochodu, wyraźnie nie zauważając go wcześniej i również odchrząkuje, kiedy Słodki Chłopak uśmiecha się do niego zakłopotanie, chwytając kubek. – Dziękuję.
- Uch, hej Louis – zaczyna Aiden, zanim nie przerywa mu Louis.
- Dziękuję za przyjście, życzę miłego dnia! – mówi radośnie, uśmiechając się do nich najszerzej jak tylko potrafi, po czym odwraca się i lekceważąc ich całkowicie, kieruje się na zaplecze bez patrzenia w tył. Perrie może stanąć za kasą na kilka minut, kiedy on na spokojnie przejdzie kryzys egzystencjonalny. Na pewno to zrozumie.
Zayn przychodzi kilka minut później, zbliżając się do niego niczym do dzikiego zwierzęcia, co oznacza, że Perrie powiedziała mu co się stało. – Hej, Lou. Wszystko dobrze?
- Czy ja śnię, Zayn? Wydaje mi się, że śni®. Albo to jakiś kosmiczny żart, ponieważ szczerze, co do cholery?! –Louis przenosi puste spojrzenie ze ściany na Zayna, patrząc na niego z prawdopodobnie najbardziej zaintrygowanym wyrazem twarzy, jaki kiedykolwiek był w stanie wykonać. Jedynym pocieszeniem wynikającym z tej sytuacji to to, że chłopak Aidena jest prawdopodobnie bezwstydnym flirciarzem lub oszustem, lecz to nie zmienia faktu, że on ruszył na przód.
I to nie tak, że Louis jest zazdrosny albo przesadnie dba o Aidena, naprawdę, ale on ma kogoś, a Louis nie ma, i to wszystko. Nie w porządku. Wcale. Wydaje się, że wszyscy kogoś mają, poza Louisem I naprawdę, czym sobie na to zasłużył? Czy to za dużo do spełnienia - ktoś kto będzie w stanie zaoferować mu regularne orgazmy?
- Chcesz wyjść dzisiaj po pracy? Możemy pójść do klubu i się nawalić? Napiszę do Nialla i będą tylko faceci. Nie zaproszę nawet Liama, jeśli nie chcesz – oferuje Zayn, podchodząc bliżej, by objąć Louisa w pocieszającym geście.
Szatyn wzdycha. – Nie mogę. Mam jakieś głupie warsztaty teatralne – mówi szorstko, ponieważ w tej chwili naprawdę nie potrzebuje niczego związanego ze szkołą. Szkoła jest prawdopodobnie ostatnią rzeczą jaka idzie mu w miarę dobrze, ponieważ poza przyjaciółmi i pracą, tylko tam może zdystansować się i rozproszyć od faktu, iż z nikim nie sypia. Chodzi o to, że nigdy nie był specjalnie pilny i spędzanie zbyt dużej ilości czasu w skupieniu nad szkołą poważnie uszkadza jego psychikę. Jest fajnie dostawać dobre oceny, lecz równocześnie wie, że wciąż będzie w stanie uzyskiwać przyzwoite wyniki, jeśli spędzi mniej niż połowę czasu, który spędza teraz. Wie, bo to dokładnie robił przez prawie sześć lat, nie wspominając całej (bardzo ograniczonej) kariery na uniwerku, aż do teraz.
- W takim razie może jutro – mówi Zayn i Louis wzrusza tylko ramionami w odpowiedzi. Są cicho przez moment, zanim Zayn nie przyjmuje spektakularnego wyrazu twarzy, po czym klepie Louisa po ramieniu. – Cóż, lepiej wróćmy do pracy, prawda? Wydaje mi się, że Perrie wspomniała coś o tablicy specjałów, więc zamierzam to naprawić – kieruje się w stronę drzwi, po czym zatrzymuje na chwilę i dodaje. – Będzie dobrze, stary. Widzimy się tam.
Louis rzuca mu zdezorientowane spojrzenie i odprowadza go wzrokiem. Dzisiaj musi być najdziwniejszy dzień jego życia.
~
Dzisiaj zdecydowanie jest najdziwniejszy dzień jego życia.
Perrie wyszła, kiedy tylko Louis opuścił zaplecze, zostawiając Zayna i Louisa samych i szatyn zdecydowanie chce tylko pójść do domu, owinąć się kocem z herbatą w ręku i w kółku słuchać Adele. Może mógłby kupić sobie kota czy coś. Jakby dla towarzystwa.
Ale oto jest, ma pracę do wykonania i kiedy w końcu do niej powraca z ulgą zauważa, że Aiden i Słodki Chłopak wyszli. Szczerze, prawdopodobnie zrobili to zaraz po tym, jak Louis zniknął za drzwiami pokoju dla personelu, lecz mniejsza o to. Jest wdzięczny, że ich nie ma.
Wszystko dzieje się dość normalnie, kiedy Zayn kończy dekorować tablicę specjałów – nie kłopocze się nawet sprawdzić, co zrobił chłopak, domyślając się, że prawdopodobnie dodał kilka zwykłych, artystycznych znaczków, odkąd często jest on proszony, by udekorować tablicę i sprawić, czy wyglądała lepiej lub nowocześniej, lub bardziej artystycznie, lub kurwa cokolwiek – i Zayn pozwala Louisowi na sprawianie wrażenia zajętego dwoma klientami, kiedy tak naprawdę on wykonuje całą pracę.
Wszystko zaczyna być dziwne jakąś godzinę później, kiedy dwójka różnych mężczyzn zaczęła z nim flirtować, oboje rzucali w jego kierunku wszystkowiedzące spojrzenia i mrugali, podając swoje numery telefonów. Żaden z nich nie był szczególnie atrakcyjny, lecz faktem było, że stało się to dwa razy w ciągu krótkiego odcinka czasu i to wystarczyło, by zmusić Louisa do zastanowienia się nad swoim życiem. Czy jest teraz w jakiejś ukrytej kamerze? Czy jego życie jest teraz jakąś popieprzoną wersją The Truman Show?*
Naprawdę zaczyna w to wierzyć, gdy kolejny dziwny klient (ten facet jest odrobinę bardziej przerażający) zapisuje swój numer telefonu. Zayn wygląda osobliwie dumnie z miejsca, gdzie czyści stoliki, okazjonalnie spoglądając na Louisa ze zbyt szerokim uśmiechem i Tomlinson chce zapytać go, czy jest w jakimś pieprzonym programie wkręcającym ludzi, kiedy prześliczny chłopak podchodzi do lady.
Louis przez sekundę wpatruje się w pięknego nieznajomego z szeroko otwartymi oczami, ponieważ cholera jasna, chłopak ma głęboko zielone oczy, pełne różowe usta i kręcone, brązowe włosy, które przewiązał czymś, co wydaje się być szalikiem. Ma na sobie coś, co wygląda jak pieprzone, czarne legginsy i koszulę z podwiniętymi rękawami, zapiętą do połowy. Obserwuje Pięknego Nieznajomego, który wpatruje się w tablicę specjałów stojącą przed ladą, przez długi czas, jego spojrzenie wciąż jest do niego przyklejone, gdy chłopak spogląda na Louisa, a potem znowu na tablicę. Przegryza on wargę, jakby starał się rozwikłać niezwykle trudną łamigłówkę. Szczerze powiedziawszy. Louis nigdy nie był bardziej zdezorientowany i podniecony jednocześnie. Jest tylko gorzej, gdy Piękny Nieznajomy przemawia i Louis dowiaduje się, że ma on najgłębszy, najwolniejszy, najbardziej seksowy głos, jaki kiedykolwiek słyszał. Kurwa.
- Um. Cześć. Um. – Piękny Nieznajomy przerywa, i czy on naprawdę się rumieni? Boże! Louis sądzi, że zdecydowanie śni w tej chwili, ponieważ nie ma opcji, by ten dzieciak był prawdziwy. Piękny Nieznajomy zdaje się potrzebować chwili, aby wszystko poukładać, po czym uśmiecha się do Louisa i cholera jasna, Piękny Nieznajomy ma dołeczki. Zdecydowanie sen. Louis odwzajemnia uśmiech, szczery uśmiech, kiedy Piękny Nieznajomy dokańcza swoją myśl. – Czy jest coś, co polecasz?
Louis unosi brew, ponieważ szczerze po wpatrywaniu się w tablicę specjałów przez tak długi czas, powinieneś wiedzieć, co chcesz. Wciąż uważa to jednak za otwartą drogę do flirtu i nie ma opcji, by Louis przepuścił taką szansę, nawet mimo dziwnych wydarzeń tego dnia.
- Zależy. – Louis pochyla się do przodu, przechylając lekko głowę i uśmiechając się bezczelnie. – Lubisz gorące… czy zimne?
Piękny Nieznajomy wydaje się hamować uśmieszek, przegryzając wargi i starając się zdobyć całą uwagę Louisa. – Gorące.
Louis oblizuje usta, nadmiernie trzepocząc rzęsami, gdy rzekomo zastanawia się nad odpowiedzią. Kiedy przemawia, jego głos jest niski i zmysłowy, jakby wyjawiał szczególnie brudny sekret przeznaczony tylko dla ich dwójki. – Herbata zawsze jest dobra. Yorkshire jest osobiście moją ulubioną, lecz mamy również gorącą czekoladę. Latte. Moche. Kawę. Mogę dać ci cokolwiek chcesz. – Do czasu, gdy kończy mówić, ich oczy spotykają się i Piękny Nieznajomy nadal gryzie swoje wargi, pozornie oszołomiony nagłą ciszą. Louis jest z siebie niezwykle dumny.
- Ja, uh. Herbata, tak. Yorkshire jest dobra. – Piękny Nieznajomy uśmiecha się do niego i kiedy Louis robi to samo, jego wargi układają się jeszcze szerzej, dołeczki są w pełni widoczne. Jezu, te dołeczki.
- Zaraz wracam. – Louis puszcza mu oczko, po czym zaczyna przygotowywać herbatę dla Pięknego Nieznajomego. Zayn zdaje się nadal czyścić stoliku czy coś, lecz Louisowi nie przeszkadza zrobienie tego napoju, plecami do Pięknego Nieznajomego, co daje mu idealny widok na tyłek szatyna. Chwilę przed tym, gdy herbata jest gotowa, Louis odwraca się do chłopaka i łapie spojrzenie Pięknego Nieznajomego wręcz przyklejone do jego pośladków, co rozprzestrzenia uśmiech na twarzy Louisa.
Kiedy kończy przygotowywanie herbaty, ponownie zajmuje miejsce przy kasie i odnajduje Pięknego Nieznajomego za ladą, piszącego na czymś, co wygląda jak serwetka. Ściska ją w dłoni, gdy płaci i napięcie w powietrzu jest tak oczywiste, gdy Louis podaje mu herbatę, po czym stoją i wpatrują się w siebie.
Louis unosi brew, a Piękny Nieznajomy odchrząkuje w tym samym czasie, gdy Louis wypowiada. – Więc…
- Tak, więc… um. Zazwyczaj tego nie robię, lecz powinieneś do mnie zadzwonić. Wiesz, jeśli chcesz. – Piękny Nieznajomy przesuwa serwetkę i Louis posyła mu promienny uśmiech i przytakuje. Jest szczęśliwy i odrobinę dumny z siebie, gdy zauważa rząd napisanych cyfr, lecz jest trochę zdezorientowany, jeśli chodzi o resztę.
Harry ツ
1. Również stuprocentowy gej.
2. Również singiel.
Zadzwoń do mnie?
Louis spogląda na niego, lecz Piękny Nieznajomy – najwyraźniej Harry – po prostu uśmiecha się zuchwale i macha, po czym kieruje się w stronę drzwi.
Gdy Louis ponownie spogląda na serwetkę, zdaje sobie sprawę, że jest to czwarty numer, który dzisiaj dostał, chociaż to właśnie ten chłopak jest tym, do którego najchętniej by zadzwonił. Uśmiecha się pod nosem na perspektywę ponownego zobaczenia Harry’ego, ponieważ mimo dziwnych rzeczy, które napisał, to właściwie jest on na dole listy dziwnych rzeczy, które dzisiaj przeżył. Nie wspominając, że Harry jest bardzo, bardzo cudowny i bardzo w typie Louisa. Co na marginesie oznacza: gorący, zainteresowany i nie jest dupkiem.
Louis wciąż ma uśmiech na twarzy, gdy pojawia się Zayn; zdaje się być zadowolony z siebie i Louis mruży oczy w zaskoczeniu. – Ten chłopak dał ci swój numer?
- Może. Czemu?
Duma Zayna zdaje się tylko rosnąć w siłę. – Bez powodu – podśpiewuje i dobrze, Louis jest teraz zdecydowanie zaskoczony, lecz ignoruje to w imię szczęścia pod tytułem „dostać numer Harry’ego” i wraca do pracy.
Coś klika w jego głowie dwadzieścia minut później, gdy idzie wytrzeć rozlany napój przed ladą i zauważa tablicę specjałów nadal stojącą na swoim miejscu, tuż obok.
TWÓJ DZISIEJSZY BARISTA JEST:
Stuprocentowym pieprzony gejem.
Zdesperowanym singlem.
JAKO NAPÓJ DNIA POLECAM:
Dać mi swój numer telefonu.
Po lewej stronie od wyrażenia „gej i singiel” narysowany jest mały patyczak, i szczerze, to nawet nie wygląda jak Louis. Chłopak czuje się dotknięty tym, jak niezauważalne są jego pośladki, biorąc pod uwagę kunszt artystyczny Zayna, lecz mniejsza o to, Louis nie może przestać wpatrywać się w tę całą rzecz. Kurwa.
Nie ma wątpliwości, dlaczego ludzie podrywali go lub rzucali zdezorientowane, współczujące spojrzenia. Sądzili, że jest zdesperowanym singlem, i dobrze, może to trochę prawda, lecz nie wszyscy muszą to wiedzieć. Szczególnie boli go, że Harry – cudowny, piękny Harry z dołeczkami – sądzi, że jest cholernie patetycznym, zdesperowanym nieudacznikiem. Prawdopodobnie dał mu swój numer z litości. Kurwa. Zamierza zabić Zayna.
~
- Zamierzam cię zabić – wrzeszczy w kierunku Zayna, kiedy tylko kończy wycierać podłogę i ma szansę stanąć koło niego za ladą. Zayn tylko uśmiecha się złośliwie.
- Hej, to ty zawsze narzekasz na to, jak samotny jesteś. Teraz masz jakoś, czekaj, numery do trzech kolesi? Proszę bardzo.
Louis uderza go w ramię. Właściwie to cztery, ale nie o to chodzi, więc nie poprawia go.
- Ał! Za co to było, ty debilu? Dostałeś numer tego chłopaka w lokach, prawda? Powinieneś być mi wdzięczny.
Louis przewraca oczami i wzdycha. – Jasne, jakbym zamierzał teraz do niego zadzwonić. Uważa mnie za dziecinnego i zdesperowanego.
- Jesteś taki.
Louis rzuca mu lodowate spojrzenie. – Odpieprz się.
Zayn wciąż przewraca swoimi oczami. – Szczerze Lou, nie bądź głupi. Z tego, co widziałem, on jest gorący i zdaje się być tobą zainteresowany. Po prostu do niego zadzwoń i zobaczysz, co będzie dalej.
Louis po prostu ponownie go uderza, po czym nie rozmawia z nim do końca zmiany.
~
Louis nie dzwoni do Harry’ego. Rozważa wysłanie wiadomości, lecz jest po prostu zawstydzony. Potęguje to jeszcze fakt, że wyobrażał sobie chłopaka pieprzącego go w różnych pozycjach, kiedy obciągał sobie w nocy. Tylko utwierdza go to w przekonaniu, że zdecydowanie nie zadzwoni do Harry’ego.
~
Na drugi dzień nie pracuje, dzięki bogu, więc zajmuje się szkolnymi zadaniami i tej nocy, on i Niall wychodzą do klubu, by porządnie się upić. Nie znajduje nikogo, kogo mógłby pieprzyć lub nawet porozmawiać, lecz wciąż dobrze spędza czas, więc uznaje to za krok w dobrym kierunku.
Nie rozmawia z Zaynem aż do następnego dnia, gdy przychodzi do pracy po długich, porannych zajęciach i jest zdecydowanie zbyt zmęczony, by wysilać się i ignorować go. Dopasowują się do ich zwyczajnej rutyny pracy, żartując i robiąc zdjęcia, by zdenerwować się nawzajem. Wszystko jest normalnie, dopóki Louis nie zauważa dość znajomej burzy loków kątem oka, kiedy ich właściciel wchodzi do kawiarni. Oczy Louisa rozszerzają się i zaczyna panikować, chowając się za ladą, by nikt nie mógł go zauważyć. – Cholera, kurwa, cholera Zayn! Co mam zrobić?
- Lou, nie chcę psuć twoich planów, lecz jakby z kimś już jestem. I powiedziałem ci wcześniej, że nie jestem zainteresowany w wymienianie „platonicznych obciągań”.
Louis wpatruje się w niego. Cytowanie pieprzonej przeszłości, naprawdę? – To było jeden raz! Nie wspominając, że byłem bardzo pijany. I obiecałeś więcej o tym nie mówić, ty dupku – Louis szepta krzykiem, zaczynając się prostować, po czym przypomina sobie, dlaczego tak naprawdę znalazł się na podłodze. – Harry, gorący chłopak w lokach z poprzedniego dnia jest tutaj! A ja do niego nie zadzwoniłem. I on i tak uważa, że jestem zdesperowany. Udawaj, że mnie tu nie ma!
Zayn tylko kręci głową i stara się włączyć w to przewrócenie oczami, nieudanie, po czym odwraca się i wita Harry’ego, który jak myśli Louis, musiał właśnie podejść.
Zayn i Harry przeprowadzają formalną wymianę zdań – Harry ponownie zamawia Yorkshire – i Louis chciałby zobaczyć twarz chłopaka, kiedy Zayn zajmuje się robieniem herbaty. Szatyn czuje się odrobinę dziecinnie, siedząc na ziemi za ladą, lecz przekonuje sam siebie, że jest to lepsze niż niezręczna rozmowa, w której musiałby tłumaczyć czemu nie zadzwonił albo gorzej, jeśli Harry byłby rozczarowany widząc go i zaczął żałować podanie swojego numeru telefonu Louisowi, czy coś. Tak, to zdecydowanie jest odpowiednie, myśli Louis.
Jest tak, dopóki Harry nie płaci, trzymając napój w dłoniach i Louis słyszy, jak pyta o niego. – Um, przepraszam, ale, czy znasz tego drugiego chłopaka, który tu pracuje? Ma on jakby, brązowe włosy i niebieskie oczy…
- I fantastyczny tyłek? – przerywa mu Zayn i Louis kopie go w nogę.
Zayn odpłaca się tym samym, lecz Tomlinson ignoruje to, kiedy ponownie słyszy głos Harry’ego. – Um, tak, właśnie ten. – Louis może praktycznie usłyszeć, jak chłopak rumieni się i jest taki słodki. Louis nie ma pojęcia, dlaczego nie miał planów, by do niego zadzwonić.
- Tak, to Louis. Dzisiaj nie pracuje. – Teraz Zayn uśmiecha się i Louis po prostu chce go ponownie kopnąć.
- Och, dobrze, tak. – W głosie Harry’ego słychać rozczarowanie i kurwa, jego głos. Jeszcze raz, dlaczego Louis do niego nie zadzwonił? – Dałem mu mój numer, lecz uh, nie zadzwonił i w ten weekend jest pewna impreza, chciałem go zaprosić, lecz, um. Tak, nieważne. Prawdopodobnie powinienem iść. Dziękuję za wszystko, kolego. Na razie.
Louis mocno zaciska powieki, kiedy słyszy oddalające się kroki Harry’ego i kiedy otwiera oczy widzi Zayna, rzucającego mu spojrzenie pod tytułem „mówiłem ci”. Louis po prostu odpowiada.
- Zamknij się. Ani słowa.
~
Następny dzień to piątek i gdy Louis pracuje na zmianie z Perrie, toczy wewnętrzną walkę z samym sobą o to czy powinien napisać do Harry’ego, czy nie. Mówi Perrie o swojej sytuacji i kiedy dziewczyna jest szczególnie rozbawiona całą sytuacją tablicy specjałów, uważnie słucha i daje mu rady („Zadzwoń do niego, Louis! Albo napisz! Szczerze, on naprawdę chce z tobą porozmawiać, ty idioto. Po prostu to zrób!”). Nie jest to o różne od porad Zayna (lub Nialla), lecz po drugiej (technicznie trzeciej) opinii, decyduje się posłuchać.
Przysięga sobie, że napisze do Harry’ego, gdy skończy zmianę i spędza resztę w połowie marząc, by chłopak powrócił, w połowie przerażony, że mógłby to zrobić. Pod koniec nic się nie dzieje i Louis jest jednocześnie smutny, jak i pełen ulgi.
Kiedy jednak wraca do domu, nie ma czasu, by napisać do Harry’ego, odnajdując zmartwionego Aidena na korytarzu.
Aiden ma łzy w oczach, gdy wyznaje, że jego chłopak go zdradza (Louis totalnie to przewidział,) i że tęskni za Louisem, i był bardzo głupi, zrywając z nim na początku. Szatyn przytula go niezręcznie i próbuje pocieszyć, lecz pod koniec najmilej jak potrafi, mówi, że nie jest zainteresowany ponownym związkiem z nim i odsyła go z kwitkiem. Aiden był naprawdę miły, gdy byli razem, lecz Louis nie jest zainteresowany powrotem, szczególnie, że to Aiden był tym, który to zakończył. Poza tym, nawet jeśli Louis jest seksualnie zdesperowany, nie jest całkowicie zdesperowany i może szczerze powiedzieć sobie, że zamknął ten rozdział.
Potem jest zbyt rozproszony, by pamiętać o napisaniu do Harry’ego, kiedy Perrie oferuje się wysłuchać o całej sytuacji z Aidenem. Wychodzą i spotykają się z Niallem i Barbarą w jakimś klubie, tańczą, piją, śmieją się i Louis błogo zatraca się w chwili, w sposób jakiego dawno nie czuł. Wciąż nie uprawia z nikim seksu, lecz kilkakrotnie ocierał się o innych ludzi, więc jest zadowolony.
~
Louis prawie zapomina o imprezie, na którą zaprosił go Zayn, dopóki nie otrzymuje wiadomości następnego dnia i szatyn przeklina, gdy stara się wyleczyć kaca z poprzedniej nocy.
Dzięki bogu ma dzień odpoczynku, więc kiedy Zayn przyjeżdża późno w nocy, Louis czuje się znacznie lepiej i ostatecznie jest gotowy, by ponownie się upić. I ma nadzieję uprawiać seks. Naprawdę chciałby tego, lecz szczerze, przyjmie wszystko, co dostanie.
Kiedy przygotowuje się, przypomina sobie o wiadomości do Harry’ego poprzedniej nocy. Rozważa napisanie teraz i zapytanie go o wspólne wyjście, lecz wtedy przypomina sobie, że to sobota wieczór i chłopak na pewno ma już plany. Zdecydowanie napisze do niego jutro.
Najwyraźniej impreza jest w domu Liama. Co oznacza, że mimo obietnic Zayna o byciu tej nocy jego skrzydłowym, skończy jak zawsze będąc piątym kołem u wozu, gdy Zayn i Liam będą przedstawiać mu wszystkich swoich samotnych znajomych. I Louis naprawdę kocha to, że Zayn stara się pomóc, lecz zdecydowanie nie zamierza dzisiaj skończyć w ten sposób. Szczególnie nie będąc problemem dla pary takiej jak Zayn i Liam, którzy dopiero zaczęli się spotykać, więc wciąż są w fazie „podpici na maksa, zawsze chcący się pieprzyć jak króliki i publicznie okazując sobie uczucia w każdym miejscu”. Tak, nie ma mowy. Louis wolałby raczej dźgnąć się w oko widelcem, niż poddać się temu przez większość nocy.
Więc kiedy są już tu jakieś dziesięć minut, Louis uprzejmie i naturalnie odchodzi od nich, decydując się działać na własną rękę. W jakiś sposób znajduje się w kuchni, gdzie znajduje się niezliczona ilość butelek z alkoholem poukładanych na ladach. Louis miesza sobie naprawdę silnego drinka i zajmuje się rozmową z kilkoma znajomymi osobami. Z większością z nich miał lub nadal ma zajęcia lub spotkali się kilka razy przez wspólnych znajomych. Nie jest to najbardziej wciągająca rozmowa na świecie, lecz Louis lubi towarzystwo i rozproszenie. Przechodzi od grupy do grupy, nawiązując konwersację i stając się coraz bardziej odurzonym, gdy noc przelatuje między palcami i zanim zdaje sobie sprawę, minęły godziny i w jakiś sposób znalazł się pośrodku tłumu ciał, z rękami w górze i biodrami poruszającymi się do rytmu.
Jego umysł jest zamglony, gdy porusza się, pozwalając swojemu ciału dostosować się do hipnotyzującej muzyki. Nigdy nie był nieśmiały w tańcu i dokładnie wie, jak poruszać swoim ciałem, trzęść biodrami, wie, jaki efekt wywołuje to w ludziach. Nie jest zaskoczony, kiedy czuje za sobą czyjeś ciało, starając się dostosować do jego ruchów. Louis odwraca się, by mieć lepszy widok na chłopaka, którego kompletnie nie rozpoznaje, lecz szatyn uznaje jego przyzwoity wygląd i brak typowych oznak dziwactwa, więc pozwala mu ze sobą tańczyć.
Po kilku minutach chłopak jest za blisko i dotyka go za bardzo, starając się położyć dłonie na jego pośladkach i pochylić po pocałunek, a Louis po prostu tego nie czuje. Jasne, chciałby się z kimś przespać, lecz jego tyłek nie jest otwarty dla każdego; nie wspominając, że zaczyna czuć efekty spożytego alkoholu i tak, zdecydowanie musi się oddalić od tego chłopaka.
Odpycha go i każe mu się odwalić, najmilej jak potrafi, po czym kieruje się w stronie mniej zatłoczonej części mieszkania, nagle zdając sobie sprawę, jak gorąco i duszno było w tłumie; tutaj może oddychać o wiele łatwiej. Spotyka Zayna i Liama, lub dwójkę ludzi, którzy wyglądają jak oni, może być zbyt pijany, by powiedzieć na pewno, całujących się w kącie.
Zanim zdaje sobie sprawę, co się dzieje. uderza w kogoś, o wiele większego kogoś, i czuje się podtrzymany przez silne ramiona, chroniące przed upadkiem. Spogląda na twarz tej osoby i zanim jest w stanie wydusić przeprosiny, jego oczy otwierają się szeroko, bo cholera, osoba, która prawie go potrąciła to Harry. Albo, prawdopodobnie jest to Harry. Wszystko jest w tym momencie dość zamazane, więc mogłyby być to pijackie halucynacje, czy coś (czy istnieje w ogóle coś takiego?, zastanawia się Louis) lub po prostu wyobraźnia. Jest jednak dość pewny, że to Harry. Prawdopodobnie.
-Harry? – udaje mu się w końcu wypowiedzieć po kilku sekundach, oboje wpatrują się w siebie ze zdziwieniem.
- Louis, prawda? – Boże, głos Harry’ego jest nawet seksowniejszy niż pamiętał.
- Tak! Jestem Louis. A ty jesteś tutaj. I również Harry – Louis trzyma się ramienia Harry’ego, pochylając się i praktycznie krzycząc do siebie, by zostać dosłyszanymi.
- Tak, jestem tutaj. Harry. A ty nigdy nie zadzwoniłeś. – Chłopak mimo wszystko uśmiecha się, więc Louis uznaje to za dobry znak. Boże, jest pijany. Pamięta jednak jedną rzecz, czyli fakt, że Harry uważa go za zdesperowanego, a to niedopuszczalne.
- Nie jestem zdesperowanym singlem! Naprawdę nie jestem, Harry. Przysięgam!
Harry marszczy brwi, jego uśmiech znika i czemu on już się nie uśmiecha?! Lubił myśleć, że Tomlinson jest zdesperowany? Louis nie rozumie.
- Och. Um. Więc jesteś z kimś? Widziałem, jak tańczyłeś wcześniej z tym kolesiem, czy to…? – zielonooki urywa, przegryzając wargę i wyglądając na rozczarowanego. Oczy Louisa rozszerzają się i wściekle potrząsa głową. Prawdopodobnie nie jest to najlepszy pomysł, gdy jest pijany, gdyż teraz czuje się odrobinę zamroczony.
- Nie! Nie, jestem singlem, po prostu nie zdesperowany. Nie chcę, byś uważał mnie za zdesperowanego, bo taki nie jestem!
Harry marszczy brwi nawet bardziej. – Więc… nie zadzwoniłeś, bo nie jesteś zdesperowany? Um. – Harry wstrząsa głową i zaczyna oddalać się od Louisa, i co?! Czemu puszcza go i odchodzi? – W takim razie lepiej już pójdę.
Louis chwyta Harry’ego i stara się przyciągnąć go najbliżej jak potrafi, lecz za bardzo się kołysze i chichocze w jego klatkę piersiową. – Gdzie idziesz? Nie chcę byś szedł. Jesteś taki śliczny, proszę nie idź. Nie jestem zdesperowany. – Louis wydyma wargę, spoglądając na chłopaka, odpowiadając na mały uśmiech Harry’ego.
- Chodź, jesteś naprawdę pijany. Znajdźmy ci miejscy, byś mógł się położyć – mówi Harry, zaczynając ciągnąć go w stronę korytarza, z tyłu mieszkania.
- Tak, proszę, rozłóż mnie Harry – mówi szatyn prosto w ucho Harry’ego, kiedy owija ręce wokół jego szyi i zaczyna przegryzać płatek. Czuje jak chłopak drży, lecz odpycha go delikatnie, by było im łatwiej iść. Louis robi smutną minę.
Dochodzą do drzwi na końcu korytarza i Harry wyciąga klucz, otwierając je, wpychając ich do środka i zamykając ponownie.
Jest tu o wiele ciszej, lecz muzyka wciąż przebija się przez ściany, jej rytm wypełnia pomieszczenie. W środku jest niemal ciemno, tylko mała lamka przy łóżku rzuca odrobinę światła na środek pokoju i Louis może domyślać się, że na ścianach wisi masa zdjęć.
Po szybkim rozejrzeniu się, przypomina sobie, że jest w pokoju sam na samy z Harrym, więc obraca się, ponownie obejmując chłopaka. Zmniejsza dystans między ich ciałami i przyciska swoje usta do tych Harry’ego. Chłopak wydaje dźwięk między zaskoczeniem, przyjemnością i dezaprobatą, lecz ostrożnie owija ramiona wokół Louisa, oddając pocałunek. Niestety jest on bardzo krótki i kiedy Harry odchyla się, patrzy na Louisa ze zmarszczonymi brwiami.
- Jesteś naprawdę pijany, Louis.
- Wiem – przyznaje z zachwytem Louis, po czym chce ponowić pocałunek.
Harry odsuwa się, zanim Louis może złączyć ich usta, na co szatyn wydyma wargi.
- Co? – prycha, wciąż smutny.
- Jesteś zbyt pijany. Po prostu połóżmy cię w łóżku, dobrze?
Na te słowa twarz Louisa rozświetla uśmiech. – Łóżko, tak! Oczywiście. – Porusza się w kierunku miejsca spoczynku, zaczynając ściągać z siebie koszulkę. Harry zatrzymuje go.
- Co ty robisz?
Louis patrzy na niego z podniesionymi brwiami. – Rozbieram się? Lepiej żebyś zrobił to samo.
Chłopak wygląda jak połączenie zdenerwowania i czułości. – Louis, nie będziemy uprawiać seksu.
Szatyn marszczy brwi w zdezorientowaniu. – A to czemu, do cholery?
- Ponieważ jesteś pijany i nie chcę cię wykorzystywać.
Louis uśmiecha się i przybliża, dłonie opierając o klatkę piersiową Harry’ego. – Ale ja chcę żebyś mnie wykorzystał. No dalej, nie chcesz mnie?
Harry przegryza wargę i przez sekundę wydaje się to rozważać, po czym łapie ręce Louisa w swoje własne. – Chcę cię, tylko po prostu… nie dzisiejszej nocy, dobrze?
Louis jęczy i jakoś udaje mu się wyrwać z uścisku Harry’ego, lecz kiedy to robi, w jakiś sposób kończy na łóżku i chichocze. Harry również zaczyna się śmiać, po czym ściąga buty Louisa, przykrywając go kołdrą i siadając obok niego. – Jest dobrze?
Louis tylko mruczy i układa się wygodniej, to prawdopodobnie najwygodniejsze łóżko na jakim kiedykolwiek leżał. Mówi Harry’emu jak bardzo, co sprawia, że chłopak zaczyna się śmiać, a Louis jest zaskoczony, jak ciężkie są jego powieki. Czuje się już na granicy snu, lecz kiedy Harry zaczyna się podnosić, protestuje i przyciąga go do siebie, dopóki chłopak nie jest niezręcznie rozłożony na nim samym. Znowu słyszy jego śmiech i Harry wydaje się ustępować, gdy ściąga własne obuwie, unosi kołdrę, by również mógł się pod nią zmieścić. Louis natychmiast przytula się do jego klatki piersiowej i tylko kilka sekund później zapada w komfortowy sen.
Kiedy Louis budzi się, jego głowa boli niemiłosiernie i zdecydowanie znajduje się w łóżku, które nie należy do niego. Dodatkowo obok innego ciała. Co nie jest normalnym zwyczajem. Co, do cholery?
Jest w pełni ubrany, więc prawdopodobnie nie uprawiał seksu zeszłej nocy, lecz w takim razie, czemu znajduje się w nieznanym łóżku? Kiedy w końcu otwiera oczy i udaje mu się obrócić, by móc lepiej przyjrzeć się osobie obok niego, natychmiastowo rozpoznaje loki i nos, i szczękę, i te usta (jest pewien, że byłby w stanie poznać te wargi wszędzie) i zamiera. Dlaczego leży obok Harry’ego? Udało mu się już zorientować, że nie uprawiał seksu (co jest jednocześnie rozczarowujące, jak i pełne ulgi), więc dlaczego śpi w obcym łóżku właśnie z Harrym? Co ważniejsze, dlaczego przytula się właśnie do Harry’ego?
Stara się ponownie odprężyć w łóżku, gdy zamyka oczy i pozwala wspomnieniom poprzedniej nocy wrócić na swoje miejsce. Pamięta tylko urywki, kawałki, lecz jest tam pocałunek gdzieś w środku wieczoru, nawet jeśli jest to bardzo mgliste.
Zanim udaje mu się przypomnieć cokolwiek więcej, czuje, jak Harry porusza się pod jego głową i bierze głęboki wdech, po czym powoli spogląda na niego. Harry patrzy na niego odrobinę niewyraźnie, po czym uśmiecha się lekko i Louis nie może tego nie odwzajemnić . – Hej – odchrząkuje Harry i kurwa, jego głos jest nawet głębszy porankami. Jezu.
- Hej – odpowiada Louis, jego uśmiech poszerza się. – Cudownie cię tutaj spotkać.
Harry śmieje się i szatyn stwierdza, że kocha ten dźwięk. – Tak, w moim łóżku. Wyobraź to sobie.
- Och, to twoje łóżko? Dzięki bogu! Myślałem, że moglibyśmy być porwani do łóżka kogoś obcego. Wyobraź sobie, jak bardzo niezręczne by to było.
Harry również uśmiecha się teraz szeroko i Louis jest wdzięczny, że nie ma między nimi żadnego odczucia niezręczności.
Oboje wstają i Louis sprawdza swój telefon, by zdać sobie sprawę, że jest rozładowany. Wzrusza ramionami, gdy chowa go do tylnej kieszeni, po czym spogląda na Harry’ego. – Nie ma szansy, byś znalazł jakąś dodatkową szczoteczkę do zębów? I może jakiś tabletki na ból głowy?
- Um, zobaczymy, tak. Chodź za mną.
Idą razem do łazienki, gdzie wymieniają między sobą spojrzenia, myjąc razem zęby, po czym Harry podaje Louisowi paracetamol.
- Czujesz to? – pyta szatyn, gdy przełyka i po prostu wpatrują się w siebie. Wyczuwa jedzenie, dokładniej bekon, lecz to mogłoby być tylko marzenie, odkąd w jego brzuchu zaczęło burczeć. Poza tym staje się trochę niewygodnie, więc nie jest pewny czy propozycja zjedzenia czegoś razem jest dobra, czy też zła.
- Tak mi się wydaje. To prawdopodobnie tylko Liam.
Louis natychmiastowo unosi brwi. – Znasz Liama?
- Cóż, tak… jest moim współlokatorem. – Och. To by wyjaśniało dużo w sprawie „spania w łóżku Harry’ego”. Najwyraźniej są nadal w mieszkaniu Liama.
Oczy Louisa rozszerzają się. – Naprawdę? Jest chłopakiem mojego najlepszego przyjaciela.
- Zayn jest twoim przyjacielem? To jego imię, prawda? Zayn? Nie spotkałem go jeszcze, lecz słyszałem dużo na jego temat. Zazwyczaj spotkają się w pokoju Liama lub ja jestem w swoim, lub nie ma mnie w domu. Głównie jednak to on i Liam gdzieś idą, więc wiesz. – Wzrusza ramionami, jakby nic z tego się nie liczyło, ponieważ, o mój boże, Liam i Harry są współlokatorami. Dzielą mieszkanie. Żyją razem. Harry. I Liam. Chłopak Zayna. I Harry. Mieszkają razem.
Louis zdecydowanie żyje w operze mydlanej. Chce zacząć rozglądać się za ukrytymi kamerami, kiedy ostatecznie docierają do kuchni i zauważa Liama stojącego przy kuchence i Zayna, obejmującego go z tyłu. To takie rodzinne i urocze, że Louis czuje, jakby miał zwymiotować.
Harry odchrząka, Zayn i Liam odwracają się w ich kierunku, a Zayn komicznie rozszerza oczy. – Och! Harry, prawda? Ten z kawiarni? – Zrozumienie zaczyna zstępować na niego. – Och. I musisz być również Harrym, współlokatorem Liama, prawda?
- To byłbym ja – odpowiada Harry i uśmiecha się ciepło.
Zayn spogląda od Louisa do Harry’ego i ponownie, wszechwiedzący uśmiech rozświetla jego twarz, lecz niczego nie komentuje. I tak nie musi. Louis wie, że praktycznie rozpływa się w chwale; pieprzony dupek.
- Tak, dobrze, teraz kiedy wszyscy się już znają… wyczuwam jedzenie? Co mamy? – wtrąca się Louis, rzucając Zaynowi znaczące spojrzenie, po czym przeskakując wzrokiem między ich trójkę.
- Och, tak, robiłem tylko jakiś bekon i jajka. Chcesz trochę? Jest wystarczająco dla nas wszystkich – wyjaśnia Liam, gestykulując w stronę kuchenki.
Wszyscy przytakują i kiedy jedzenie jest gotowe, siadają przy stole i jedzą w względnej ciszy. Nie jest niezręcznie, lecz tym samym daleko od wygodnego. Niezadane pytania wiszą nad nimi w powietrzu i sprawiają, że powietrze staje się naładowane napięciem.
Liam jest tym, który w końcu przełamuje ciszę. Odchrząkuję przez rozpoczęciem. – Więc… Louis, jak ty i Harry poznaliście się?
Szatyn spogląda na Harry’ego i czuje, jak jego policzki zaczynają parzyć, po czym spogląda na Zayna. – Um. Spotkaliśmy się w kawiarni. Harry wpadł pewnego dnia, kiedy pracowałem i wiesz.
Zrozumienie migota na twarzy Liama. – Och, och. Więc to jest… - urywa, gdy jego wzrok spotyka postać Harry’ego. – Tak. W takim razie. Mały świat, czyż nie?
Louis tylko mruczy w odpowiedzi, przenosząc spojrzenie na Harry’ego, który zdaje się zajęty intensywnym wpatrywaniem się w swoje jedzenie, nie w Louisa. Następnie patrzy na Zayna, który zdaje się być gotowy, by pęknąć z dumy. Louis przegryza wargę, po czym kopie chłopaka pod stołem, po czym ignoruje go całkowicie, wgryzając się w kawałek bekonu.
Starają się prowadzić rozmowę przy śniadaniu, głównie zaaranżowaną przez Liama i napięcie zdaje się ulatniać, wraz z toczoną konwersacją, lecz w powietrzy nadal wisi trochę niezręczności, która nie chce odejść.
Kiedy kończą jeść, Zayn i Liam w końcu wracają do pokoju bruneta, a Louis spogląda na wiszący na ścianie zegarek, który informuje, że jest prawie trzydzieści minut po czternastej. W takim razie nie za bardzo było to śniadanie.
Kiedy spogląda na Harry’ego, chłopak patrzy na niego z uniesionymi brwiami i zaciekawieniem, lecz również z odrobiną zdziwienia na twarzy. Louis uśmiecha się do niego zdezorientowany. – Co?
- Ja po prostu… nie rozumiem cię.
Cóż, Louis zdecydowanie tego nie oczekiwał. – Do… dobrze? W jaki sposób?
- Jak wiele pamiętasz z zeszłej nocy? – pyta Harry i Louis zamiera. Ton jego głosu jest odrobinę uczuciowy i nagle szatyn czuje się nieswojo.
- Um. Trochę? – stawia to jako pytanie, ponieważ nie jest do końca pewny do czego dąży Harry.
- Byłeś naprawdę pijany – zaczyna chłopak, jednak Louis wchodzi mu w słowo.
- Cóż, tak, to akurat pamiętam – dopowiada, uśmiechając się w próbie rozweselenia panującej atmosfery.
Harry odpowiada uśmiechem, który nie dosięga jego oczu. Kąciki ust Tomlinsona opadają.
- Tak, więc, um. Nie wiem czy pamiętasz, ale pocałowałeś mnie. Nic innego się nie wydarzyło, lecz powinieneś to wiedzieć. – Nie patrzy już dłużej centralnie na Louisa i coś w tym sprawia, że szatyn czuję się jeszcze gorzej.
- Pamiętam tę część. Trochę. Kawałki i urywki – przyznaje, przegryzając wargę, gdy staje się zdecydowanie mocno niespokojny.
Harry wciąż nie patrzy mu w oczy, gdy przytakuje i kontynuuje. – Tak, cóż. Dobrze, więc rozumiem, że zrobiłeś to, bo byłeś pijany. To nic wielkiego. Załapałem.
Louis patrzy na niego, jakby nagle wyrosła mu druga głowa. – O czym ty mówisz?
Wtedy Harry spogląda na niego, jego brwi są zmarszczone, a oczy wręcz błagają, by nie musiał kontynuować. – Powiedziałeś mi, że nie byłeś wystarczająco zdesperowany, by zadzwonić, więc załapałem… - zaczyna, zanim Louis kładzie mu dłoń na ustach, przerywając.
- Czekaj, powiedziałem co?! Nie, nie, nie. Nie ma opcji, bym mógł coś takiego powiedzieć, nie ważne jak bardzo pijany byłem. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedział. – Louis patrzy na niego z niedowierzaniem, potrząsając głową.
Harry tylko wzrusza ramionami, wyglądając na tak pokonanego i przygnębionego, że Louis naprawdę chcę go przytulić.
- Harry – zaczyna Louis, jego głos jest miękki, niemal błagalny, lecz tym razem to Harry przerywa jego wypowiedź.
- Po prostu naprawdę nic nie rozumiem, ponieważ flirtowałeś ze mną w kawiarni, prawda? Nie była to tylko moja wyobraźnia? Po czym nigdy nie zadzwoniłeś i zobaczyłem cię tańczącego z tym facetem, po czym powiedziałeś, że jesteś singlem, lecz nigdy nie zadzwoniłeś, gdyż nie byłeś wystarczająco zdesperowany i ja po prostu… nie rozumiem. Wydajesz się być naprawdę porządnym facetem, Louis i jesteś naprawdę piękny i bezczelny, i zabawny, i lubię cię. Tylko nie rozumiem, w co próbujesz ze mną grać. – Wzrusza ramionami, spoglądając na Louisa, gdy kończy swój monolog. Oczy szatyna są szeroko otwarte, ponieważ kurwa. Naprawdę to spieprzył, prawda?
- Harry, o mój boże. Kurwa. Słuchaj, przepraszam za niedzwonienie, lecz byłem zdenerwowany, dobrze? To, to nie ja umieściłem ten napis – Zayn to zrobił i nie miałem o tym bladego pojęcia, gdy się poznaliśmy. Zamierzałem napisać jeszcze tej nocy, lecz wtedy zobaczyłem tablicę specjałów i pomyślałem, że dałeś mi ten numer tylko z litości, gdyż myślałeś, że jestem jakimś zdesperowanym, beznadziejnym singlem i wiesz, to ja byłem tym, który zaczął cały flirt na samym początku. Po prostu nie chciałem byś pomyślał, że jestem zdesperowany. I to, co powiedziałem zeszłej nocy musiało po prostu wyjść w złym kontekście, ponieważ zdecydowanie nie miałem na myśli tego, co zrozumiałeś. Nie chciałem tylko byś sądził, że podrywałem cię, ponieważ szukałem kogoś w akcie desperacji. Jestem singlem, może odrobinę samotnym, lecz nie zdesperowanym, dobrze? – przerywa na sekundę, po czym dodaje. – I na marginesie, też cię lubię. I nie pocałowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany. Cóż, może alkohol dodał mi trochę odwagi i tak dalej, lecz nie całowałem cię tylko dlatego, że byłem pijany.
Wtedy Harry uśmiecha się do niego, jego dołeczek uwydatnia się i Louis odpowiada tym samym.
- Więc, naprawdę mnie lubisz?
Szatyn uśmiecha się jeszcze szerzej. – Tak.
- Czy to oznacza, że napiszesz do mnie po tym wszystkim? No cóż, to byłoby złe wychowanie nie zrobić tego po pocałowaniu kogoś, przespaniu się z nim i powiedzeniu, że się go lubi, prawda? – pyta Harry, po czym oślepia chłopaka swoim bezczelnym uśmiechem.
Louis czule wywraca oczami, po czym wzdycha przesadnie. – Wiesz, wydaje mi się, że mógłbym znaleźć czas, by do ciebie napisać. Jednak potrzebowałbym jakiejś motywacji. – Unosi brwi w kierunku Harry’ego.
Louis opiera łokcie na stole i pochyla się ku chłopakowi, który dzięki bogu nie jest za bardzo oddalony. Harry spogląda na niego spod rzęs, gdy szeroki uśmiech formuje się na jego ustach. – Och, tak? Motywacji?
Louis przytakuje i oblizuje wargi, gdy Harry również pochyla się bliżej i jest niezmiernie wdzięczny, że siedzą obok siebie. Styles tylko mruczy delikatnie, gdy przesuwa spojrzenie na usta szatyna i Louis przestaje oddychać, gdy chłopak niweluje pozostały między nimi dystans.
Kiedy ich usta w końcu spotkają się, tym razem na trzeźwo, pierwsze, co zauważa Louis, to miękkość i wielkość ust Harry’ego. Oczywiście, że wyglądają one niesamowicie, lecz poczuć je na sobie jest nawet lepiej i Tomlinson chce, by poznawały całe jego ciało. Owija rękę wokół szyi Harry’ego i bada palcami włoski na karku, używając uścisku, by przyciągnąć go jeszcze bliżej.
Harry wzdycha przez pocałunek i Louis przygryza odrobinę jego dolną wargę, po czym powraca, całując go nawet mocniej. Harry oddaje tyle samo, ile dostaje i pozwala Louisowi ustalać tempo pocałunku i kiedy nie jest to perfekcyjne, jest pieprzenie blisko perfekcji.
Louis nie może powstrzymać się przed wdrapaniem na kolana chłopaka dla uzyskania lepszego kąta, jego pośladki opierają się o uda Harry’ego, nogi oplatają go po obu stronach. Ręce Stylesa natychmiastowo układają się na jego biodrach i Louis pozwala sobie włączyć język, którym przebiega po dolnej wardze chłopaka. Harry natychmiastowo uchyla usta i szatyn nie marnuje czasu, wślizgując się do środka ust Harry’ego, ich języki dotykają się i pieszczą w tańcu. Louis zbliża się jeszcze bardziej i zaczyna ocierać się o siedzącego pod nim chłopaka.
Po jakimś czasie powolnego, leniwego obściskiwana się i ocierania, Harry odchyla się. Oboje oddychają ciężko i Harry wygląda na odrobinę oszołomionego, gdy spogląda na Louisa. – Więc to oznacza, że powiesz tak, jeśli zapytam cię o wyjście na randkę?
Uśmiech Louisa jest oślepiający. – Tak, tak mi się wydaje.
Harry śmieje się, po czym ponownie złącza ich usta.
Resztę dnia spędzają razem, zaczynając od całej ich czwórki sprzątającej bałagan po imprezie i wysłaniu kilku pozostałych, śpiących ludzi do domu. Potem Louis bierze prysznic (niestety sam) i po przebraniu się w jakieś ubrania Harry’ego, spędzają resztę czasu na całowaniu się, rozmawianiu i przytulaniu w łóżku chłopaka lub zwinięci na kanapie w salonie, oglądający telewizję, grający w FIFĘ i po prostu rozmawiający jeszcze więcej, starając poznać się jeszcze lepiej. Liam i Zayn przychodzą do nich na chwilę, lecz przez większość dnia jest tylko Louis i Harry. Styles jest właściwie zabawniejszy i bardziej bezczelny, niż Louis początkowo obstawiał i obaj nieustannie doprowadzają się do śmiechu z czegoś lub z kogoś. I kiedy Louis naprawdę bardzo chce dobrać się do Harry’ego, obecnie jest zadowolony siedząc z nim, ciesząc się miłym towarzystwem i pod koniec dnia uważa, że bezpiecznie może powiedzieć, że naprawdę go lubi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)