*-Pssst! Harry!
Harry jęknął i przewrócił się z boku na bok, przysuwając się w cieplo Louisa, a ten przyglądał się temu z na wpół otwartymi oczami, podczas gdy Daisy chichotała. Loczek westchnął i uśmiechnął się sennie, rozluźniając się, gdy ręka Louisa, ześlizgnęła się na wcięcie w kości biodrowej. Louis potarł swoimi palcami o nagą skórę w tym miejscu i ciało Harry’ego pokryło się gęsią skórką i zadrżał.
Tym razem Daisy zakryła swoje usta wewnętrzną częścią dłoni i szturchnęła Harry’ego w policzek. - Harry - wyszeptała głośno - obudź się!
-Dais. - wymruczał zrzędliwie Louis, ale dziewczynka go zignorowała i ponownie wstrząsnęła Harry’m.
- Mmm, co chcesz, kochanie? - zapytał śpiąco chłopak, wciąż zmagając się z otwarciem oczu. Przewrócił się na plecy i sięgnął w dół, żeby przyciągnąć Daisy na siebie. Dziewczynka położyła się na jego klatce piersiowej i odchyliła swój bok w stronę piersi Louisa, kiedy ten obserwował z czułością, jak Harry oplótł wokół niej ramiona, a jego dłoń pocierała jej plecki.
- Dobrze się czujesz? - zapytał, brzmiąc na zatroskanego, jednak również na bardzo, bardzo śpiącego.
Daisy skinęła naprzeciwko jego piersi, aa następnie wyszeptała żałośnie: - Jestem głodna, a te pizza rollsy i kawa na stole, są zimne. - Uniosła głowę w górę i Louis zobaczył przez jej na wpół zamknięte oczka, że jego mała siostra posyła mu najbardziej budzący litość wyraz twarzy, jaki kiedykolwiek u kogoś widział. I oczywiście Harry się na to nabrał.
Młodszy skinął, oplótł swoje ramię wokół dziewczynki i usiadł z nią przyciśniętą do swojego ciała. - Jednak bądźmy bardzo cicho, dobrze? Pozwólmy Lou pospać chwilę dłużej. - powiedział, nie oglądając się w jego stronę.
Tomlinsonówna przytaknęła głową i Harry wstał i zabrał ją do kuchni. Louis przekręcił się na bok, próbując znaleźć ciepło, jego oczy zamykają się powolnym ruchem, (słuchając Harry’ego i Daisy i ufając swojemu chłopakowi w sprawie swojej młodszej siostry) i wraca do snu.
Wydaje się jakby to było minutę później, kiedy Louisowi odebrało dech w piersiach, w momencie, gdy siostra wskoczyła na niego krzycząc jak zjawa zwiastująca śmierć. Jego oczy szeroko się otwarły w zaskoczeniu i patrzył jak Harry stał w drzwiach do kuchni, patrząc z zakłopotaniem. - Kazałem jej cię obudzić. - odrzekł, patrząc przepraszająco.
Louis się zaśmiał, wciąż nieco pozbawiony tchu, złagodniał na słowa Harry’ego. - To typowa, weekendowa pobudka, kolego. Żadnych zmartwień. - Usta Harry’ego uniosły się w górę i podążył z powrotem do kuchni ze szpatułką zwisającą u dłoni.
Daisy przytuliła się do Louisa, a ten przejechał swoją ręką po jej czole. - Jak się czujesz? - wymruczał.
- Lepiej. - zaszczebiotała. - ale wciąż kaszle. Harry powiedział, że ma lekarstwo, ale musiałam czekać aż się obudzisz, bo nie wiedział ile ma mi dać.
Louis przygryzł wargę, żeby ukryć uśmiech na to jak cudowny był jego chłopiec–taktując jego siostrę jakby była kruchą bombą zegarową. - W porządku….dobrze, chodźmy sprawdzić co na śniadanie. Możesz zażyć jakieś lekarstwa po zjedzeniu.
Rodzeństwo zeszło z kanapy i powłóczyło się do kuchni, gdzie Harry śpiewał sobie cichutko. Gdy Louis się do niego zbliżył, ten odskoczył od nich. - Tłuszcz pryska - powiedział, jako sposób wytłumaczenia, a Louis słuchał, nie chcąc, żeby Daisy się poparzyła.
- Co dla nas przygotowujesz? - Zapytał Louis, uśmiechając się do niego słodko.
- Nie do wiary - wykpił dramatycznie Harry. - obudziłem się przed tobą, pilnowałem dziecko, posprzątałem dom i zabrałem się za śniadanie,a on po prostu zakłada, że robię wystarczająco, żeby go nakarmić?!
Daisy zachichotała widząc Harry’ego udającego obrażenie, a on wyglądał na zadowolonego z siebie. Odwrócił się do Louisa i powiedział - Diasy stwierdziła, że lubi naleśniki, ale naleśniki są jak kiepskie podróbki gofrów, a my nie tolerujemy ‘kiepskich podróbek’ w tej rodzinie. W porządku, Daisy? - zapytał, patrząc w dół na dziewczynkę, która pokiwała entuzjastycznie. - Więc, robimy wafle, bekon i jajka, położymy na to ser i zrobimy najniezwyklej niezdrowe kanapki śniadaniowe jakie kiedykolwiek istniały.
Brzuch Louisa się odezwał. - Brzmi perfekcyjnie, H! Dziękuje, kochanie. - kiedy Daisy nie mogła dostrzec, ściągnął swoje usta i posłał całusa Harry’emu, który zarumienił się i go odesłał zanim z powrotem skupił się na przewracaniu jajek.
Harry pozwolił Louisowi przygotować talerz dziewczynki, niepewny jej sposobu odżywiania się i usiadł na przeciwko niej. Jedli w ciszy i kiedy byli prawie przy końcu posiłku, Louis sięgnął przez stół i chwycił rękę Harry’ego. - Chcesz dzisiaj wpaść, żeby poznać dziewczynki? - Harry wyglądał na zdenerwowanego, ale kiwnął głową w potwierdzeniu, wykrzywiając twarz w uśmiechu.
- Pozwól mi napisać do mamy i dać jej znać, że nie będzie mnie w domu przez cały dzień. - wyraził się, wyciągając telefon i po prostu to robiąc. Byli cisi i spokojni przez kilka minut, zanim-
- Wy chłopcy, jesteście razem ? - pyta w końcu Daisy, patrząc pomiędzy nimi dwoma.
Louis nie puszcza ręki Harry’ego, ale przez szok, jego uścisk nieco się rozluźnia. Kaszle, a jego usta formują się w uśmiech. - Nie Dais, nie jesteśmy ze sobą. Lubię dziewczyny, głuptasie. Pamiętasz Eleanor?
- Ale całowaliście się zeszłej nocy i często trzymacie się za ręce - odrzekła, wyglądając na zmieszaną.
Chłopak przytaknął, myśląc szybko. - To dlatego, że jesteśmy dobrymi kumplami. Co, ty nie całujesz, ani nie trzymasz za ręce swoich najlepszych koleżanek? - zapytał, brzmiąc jakby to było szalone.
- Taa! - wykrzyczała, broniąc się i myśląc i chociaż Louis wiedział, że tego nie robiła, zostawił to.
- Widzisz? Jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko. - Louis mógł poczuć zranione, intensywne spojrzenie Harry’ego, ale nie odwrócił wzroku, dopóki Daisy nie pokiwała głową, łatwo przekonując. Kiedy Louis w końcu oderwał wzrok, prawie natychmiast tego pożałował. Dłoń Harry’ego rozluźniła się między tą Louisa, a on kręcił swoim widelcem znajdującym się w wolnej ręce, nieco oderwanego jajka dookoła talerza. - Harry, okej? - zapytał, ściskając jego dłoń.
Chłopak wzruszył ramionami, a Louis wstał i poprowadził go za drzwi, do pomieszczenia, w którym nie był, które okazało się być pralnią. Pachniało tam nieco dziwnie, ale może to dlatego, że Louis nigdy nie robił swojego prania. Tak szybko jak obydwaj się tam znaleźli, Louis pchnął drzwi, żeby je zamknąć i przysunął się bliżej, tak że plecy Harry’ego były na drzwiach. Louis pochylił się i zaczął przyciskać pocałunki do jego policzków.
- Lou– Harry przesunął głowę i westchnął z przygnębieniem, wyraźnie nie rozumiejąc.
Louis mu przeszkodził odsuwają się i pieszcząc twarz Harry’ego, żeby sprawić, że ten na niego spojrzy. -Ona ma pięć lat Harry. Nie potrafi trzymać zamkniętych ust. Przychodzisz poznać moją rodzinę, w moim domu. Jeśli pokaże się mój tato i będzie chciał wiedzieć kim jesteś, młodsze dziewczynki po prostu powiedzą ‘oo, to chłopak Louisa, tatusiu!’ bo nie mają o niczym pojęcia. To w porządku, żeby wiedziała Lottie, czy mama, ale…reszta jest po prostu za mała. Łatwiej jest wytłumaczyć, że wziąłem zeszłej nocy El, bo jest śliczna, a ja lubię śliczne dziewczyny, niż dlatego, że tato nie może znieś tego kim jestem i kogo lubię, tylko przez zasady moralne, i chce żebym był kimś, kim nie jestem. - Louis poczuł ulgę, kiedy młodszy skinął, w końcu na niego spoglądając.
- Więc nie jesteś..jakby. Zażenowany? - zapytał, przegryzając wnętrze swojego policzka.
Oczy starszego rozszerzyły się w szoku. - Chryste, Harry, nie! Mówiłem ci wcześniej, że jesteś moim ulubionym-wszystkim i nigdy nie mógłbym się ciebie wstydzić. Ja..ja, kocham cię Harry. Jak mogłeś w to zwątpić?
Oczy Harry’ego błysnęły w momencie, gdy się przekręcał.- Mam na myśli–znaczy, wiem, że mnie kochasz, wierze ci, kiedy to mówisz. To po prostu–wczorajsza rozmowa i my–i ja wiem, że nie ważne co mówisz o mnie jako…normalnym i tak dalej. Wiem, że to nie jest normalne, to jaki jestem. Ale nie przeszkadza mi to kim jestem. - pośpieszył się, prawdopodobnie widząc jak Louis przygotowywał się, żeby go odeprzeć. - Na prawdę, nie przeszkadza. Lubie to kim jestem. To tylko..wiem, że to nieco dziwne i czasami ci współczuję.
- Mi? - zapytał starszy, zmieszany jak cholera.
- Dobrze, taak. - mówi jakby to było oczywiste. - Umawiasz się z Harry’m Stylesem, dzieckiem, któro się nie dotyka.
Louis wiedział, że to było coś co on i Harry muszą w końcu przedyskutować, o tym jak nie wiedział jak niesamowity był, ale czul się nieswojo, w napięciu, a dodatkowo jego siostrzyczka była sama, w kuchni. Więc uśmiechnął się bezczelnie i spoglądnął na Harry’ego, w najbardziej rażący, seksualny sposób jaki mógł. - Właściwie, z historii którą opowiedział mi wczoraj pewien..mój chłopiec, ty dotykasz się. - powiedział, oddalając się i pozwalając oczom powędrować przez ciało Harry’ego.
Kędzierzawy sapnął zanim zaczął się śmiać, oblewając się wściekle rumieńcem i popychając ramię Louisa.- Ty.. - jednak nie skończył. Zamiast tego oplótł ramię wokół talii starszego i przycisnął wargi do jego ramienia, ponad jego koszulką.
Louis westchnął i owinął plecy Harry’ego, ściskając go i pocierając jego barki dłońmi. - Tylko żartowałem, kochanie. Ale na prawdę, czuje się wspaniale z tym kim jesteś, a ty na prawdę powinieneś być o mnie zazdrosny. Umawiam się z najprzystojniejszym, najsłodszym i najdurniejszym chłopcem w mieście. - Przycisnął pocałunek do skóry na czubku głowy Harry’ego, pomiędzy tymi wszystkimi lokami i poczuł, chyba bardziej usłyszał jego westchnięcie, jako reakcję. W końcu, poklepał jego plecy. - W porządku - powiedział z aurą nieodwołalności. - Chodźmy. Daisy będzie się prawdopodobnie teraz na nas wściekać. - Louis poruszył się, żeby otworzyć drzwi, jednak spojrzał po raz ostatni na Harry’ego. - Kocham Cię - przypomniał.
Harry uśmiechnął się promiennie, rumieniąc się. - Też cię kocham.
kiedy młodszy poszedł wziąć prysznic, Louis włączył Daisy kolejny film i posprzątał (tylko troszkę- Harry był dość szczegółowy jeśli chodzi o sprzątanie). Louis usłyszał jęczącego żałośnie Harry’ego, wystarczająco dużo razy, żeby w końcu pójść na górę, pukając krótko w jego drzwi i odnajdując pochylonego nad łóżkiem, ze schyloną głową i rękami we włosach, mającego na sobie jedynie parę ciasnych, malusieńkich bokserek okrywających jego tyłek…który był w powietrzu, dokładnie przed Louisem.
Szatyn zakaszlał i Harry przestał zawodzić w poduszkę, stając i obracając się, z rumieńcem już formującym się na jego twarzy i szyi, rozprzestrzeniającym się aż do piersi. - Lou.. - powiedział głupio, wyglądając na osłupiałego i nieco zakłopotanego. Louis po prostu czekał na jego wyjaśnienia i chłopak westchnął całym sercem. - Nie wiem co założyć - odparł płaczliwym tonem, jakby to byla najgorsza rzecz na świecie.
Louis uśmiechnął się z pobłażaniem, zabierając się za drapanie skóry głowy Harry’ego. Młodszy wpadł w jego ramiona i to było pewne, że był bardzo świadomy swojej prawie-nagości, gdyż był nieco odrętwiały. - Po prostu ubierz to w czym będziesz czuł się wygodnie, słońce. - Zasugerował starszy, patrząc do jego szafy. Nie było w niej za dużo - bynajmniej nie aż tyle ile w jego własnej - ale wszystko było takie Harry’ego - ten dziwny miks hipsterskiego, indie i dziadkowego stylu, tak bardzo niepodobnego do gustu innych osób.
- Czy ty…wybrałbyś mi coś? - zapytał niepewnie, rzucając okiem spod ramienia starszego.
Louis rozejrzał się dookoła w lekkim zaskoczeniu, ale skina z wyjątkową łatwością. Oczywiście Harry był zdenerwowany. Nigdy wcześniej nie spotkał się z rodziną chłopaka; nigdy nie miał chłopaka. Louis przycisnął szybki pocałunek do jego skroni i odszedł od niego, podchodząc bliżej do szafy.
Pół godziny później byli gotowi i za drzwiami, Harry ubrany w wytartą koszulkę Ramones i stosunkowo luźne, jeansy z czarnymi conversami na jego stopach. Będąc szczerym, Louis chciał Harry’ego ubranego całkowicie na czarno (on pragnie tego przez cały czas, w każdy dzień), ale praktycznie poczuł ulgę, kiedy zauważył, że jego czarne jeansy, były w koszu na pranie, ponieważ Louis najwidoczniej musiałby być masochistą i chcieć się torturować. Całkowicie czarny Harry Styles nie był czymś co Louis mógłby znosić przez cały dzień…w jego domu…być może w jego pokoju…samotnego…
- Lou, właśnie przejechałeś koło naszego domu. - Mówi Daisy z tylnego siedzenia. Louis otrząsa się i rumieni.
- Przepraszam. - mamrota, kiedy nawraca i wjeżdża na podjazd przed garażem. Był już miło udekorowany specjalnie na Święta i Harry patrzył nieco z wrażeniem. Louis poczuł się dziwnie, wiedząc co nadchodzi.
- Twój dom jest ładny. - mruczy, wciąż się gapiąc.
- Erm - wypowiedział, naciskając na pilot garażowy, przypięte do jego osłony przeciwsłonecznej. Harry rozchylił usta, w momencie, w którym otworzył się jego garaż, a Louis zarumienił się nieco, gdy parkował.
Daisy wygramoliła się szybko na zewnątrz chętna do przebrania się ze swoich ubrań do spania w te do zabaw, a Louis i Harry pozostali w samochodzie, z Louisem nie patrzącym tak na prawdę na niego.
- Więc, to mój garaż - zaczął niezręcznie, pocierając swój kark. Harry prychnął. - Pamiętasz, kiedy mówiłem ci, że mój tato kierował swoim małżeństwem z moją mamą? - zapytał, a Hazz przytaknął. - Więc…tak to zrobił. kupił dom, umieścił tam wszystko czego mama sobie zapragnęła, dostałem wszystko co chciałem, dziewczynki również, mama została w małżeństwie, ale nie przypuszczała, że zostanie w domu, z nami. To wszystko dla jego dobrego imienia i reputacji, to wszystko.
Harry pokiwał ponownie w potwierdzeniu i sięgnął, żeby złapać szyję Louisa, przyciągnąć go i przycisnąć pocałunek w kącik jego ust. - Jest w porządku, wiesz o tym. - wyszeptał. - To dziwne, nigdy nie pomyliłem garażu z domem, ale.. - tutaj się uśmiechnął - będę miał się dobrze, tak długo jak ludzie w domu będą podobni do ciebie.
- Są - Louis szybko go zapewnił - Wszyscy są tacy jak ja. Są…szaleni i głośni, ale także kochani i uprzejmi, naprawdę. Moje najulubieńsze dziewczyny na świecie.
Loczek uśmiechnął się i odpowiedział. - Dobrze, w takim razie lepiej pójdę zrobić dobre wrażenie. Gotowy? - I Louis potwierdził głową, więc wyszli z samochodu i garażu, a on zatrzymał się przy drzwiach i zablokował je kodem na klawiaturze numerycznej. Wziął jego rękę i weszli na ścieżkę, pomiędzy obszarem drzew, które zakrywały dom od spojrzeń ludzi z ulicy. Przeszli koło następnego budynku (garaż mamy - wyszeptał Louis) i w końcu zobaczyli dom.
Harry sapnął po cichu - rzeczywiście, nie był aż tak wielki, ale Louis wiedział, że był dość zdumiewający. Wykonany w dawnym Wiktoriańskim stylu, z dokładnie wypielęgnowanym ogrodem, dopełnionym małą fontanną z dwoma karpiami koi pływającymi dookoła. Louis delikatnie szarpnął jego dłonią, ciągnąc go na drugą stronę domu, zamiast na frontowe schodki (Chcę wziąć prysznic, zanim wszyscy zaczną cię dusić i przesłuchiwać - możesz spędzić czas w moim pokoju, okej?)
Louis pośpieszył się z prysznicem, ale zdał sobie sprawę, że w pośpiechu zapomniał swoich ubrań. Więc spróbował się nie zarumienić, kiedy Harry sapnął widząc go, wciąż mokrego od kąpieli, w niczym innym jak ręczniku oplecionym dookoła bioder. Próbował również nie okazać mu, że przez to rumieniec wpłynął na jakiego twarz, ale mógł poczuć jego intensywne spojrzenie na swoich plecach, kiedy przetrząsał swoją szafę w poszukiwaniu tego, czego potrzebował.
Nie był przygotowany na to, że Harry podejdzie za niego, ale to zrobił. Jego ręce nieco się trzęsły, kiedy prześlizgnęły się po mokrej skórze ramion i pleców Louisa. Szatyn stał nieruchomo, ale rozkazał swojemu ciału, żeby się nie naprężyło. Harry podszedł nieco bliżej i wycisnął pocałunek na jego ramieniu. Podszedł jeszcze bliżej, kiedy Louis go nie zniechęcił, a jego ręce osunęły się po jego bokach i klatce piersiowej, spoczywając na brzuchu, w momencie gdy Harry powoli scałowywał linię od jednego do drugiego ramienia. Niższy z chłopaków westchnął na lekki jak piórko dotyk i pozwolił swojemu ciału minimalnie się zrelaksować, a Harry wypuścił drżący oddech na jego szyję.
-W porządku, kochanie? - mruknął Louis, przechylając głowę tak, że znalazła się tuż przy twarzy Harry’ego, na której kąciki ust uniosły się ku górze, a sam chłopak po prostu oddychał naprzeciw skóry Louisa.
Harry przytaknął, a chwilę później cofnął się o krok, zabierając ręce. Louis obrócił się i spojrzał na swojego chłopaka. Ten posłał mu uśmiech, a jego twarz okryła się rumieńcami. - Wyglądasz… naprawdę ładnie.
Louis wyszczerzył zęby, rozbawiony widokiem miny Harry’ego, który chyba zdał sobie sprawę, jak głupio brzmiało to, co właśnie powiedział. Zaśmiał się cicho i postanowił nie kończyć tak tej rozmowy. - Wiem, że zdecydowałeś się być ze mną tylko dlatego, że wyglądam tak dobrze w samym ręczniku!
Harry zachichotał i uniósł dłoń, by żartobliwie uderzyć swojego chłopaka. - Ubierz się. Słyszę stado dziewczyn, które dostają bzika i naprawdę chcą mnie poznać.
-Ktoś tu ma zbyt wysokie ego - Louis mruknął, próbując nie pokazywać uśmiechu, który wkradł się na jego twarz i odwrócił się, by podnieść ubrania z podłogi. - Tylko nie patrz, jestem nagi - powiedział, zrzucając ręcznik, by po chwili włożyć na siebie ubranie. Zerknął na Harry’ego, którego dłoń przykrywała oczy w taki sposób, żeby przypadkiem nie zobaczyć zbyt wiele. Louis zdążył się już przyodziać w spodnie. - Hazza, ja tylko żartowałem, możesz patrzeć. Znaczy, jeśli tylko chcesz, oczywiście.
Harry przytaknął, gwałtownie odciągając rękę od powiek, lecz nadal patrząc w innym kierunku. Louis parsknął śmiechem i założył jeszcze koszulkę. Nie niepokoił się o sterczące, każdy w inną stronę, kosmyki, wiedząc, że była to tylko jego rodzina. Harry zaczął krążyć po pokoju, przyglądając się wszystkim przedmiotom znajdującym się na ścianach i niektórych półkach, uważnie omijając mały bałagan na podłodze.
-Gotowy? - spytał Louis, na co Harry obrócił się, kierując szeroki uśmiech w jego stronę. Przytaknął, a chłopak zagarnął jego dłoń w uścisk, przytulił go i pocałował w czubek nosa.
Szli razem schodami w dół, a Louis pokazywał mu wszystkie pomieszczenia w domu (“Myślę, że to jest pralnia, tam znajduje się nasz salon, a tutaj pokój zabaw dziewczynek. Potem siłownia, a tutaj kuchnia i jadalnia”).
Mama Louisa usiadła na krześle w jadalni, trzymając w jednej ręce gazetę, a w drugiej filiżankę gorącej herbaty. Lou przeciskał się, żeby pozostawić na jej policzku mokrego buziaka. - Cześć, mamo - przywitał się, ściskając mocniej dłoń Harry’ego. - To jest Harry.
Jay otworzyła szeroko swoje zaspane oczy i spojrzała na kędzierzawego z ciepłym uśmiechem na twarzy. Wstała i przywitała chłopaka, otwierając swoje ramiona. - Harry, kochanie, dużo o tobie słyszałam - powiedziała, a ten odwzajemnił uścisk i pocałował jej policzek.
-Tak, ja o pani też - odparł, uśmiechając się miło.
Louis przyglądał się swojej mamie i chłopakowi z dumnym wyrazem twarzy i odsunął krzesło, żeby Harry mógł usiąść. Brunet wymamrotał ciche “dziękuję”, po czym Louis delikatnie objął jego ramię. - Chcesz trochę herbaty, kochany? - spytał, wskazując ruchem głowy na kuchnię.
Harry przytaknął, spoglądając na swojego chłopaka miękko. - Tak, poproszę. Dzięki.
Louis kiwnął głową i powędrował w stronę kuchni. Już po krótkiej chwili Jay zaczęła gawędzić z Harrym, pytając, czy Daisy sprawiała problem poprzedniej nocy. Kiedy ten zaczął protestować, tłumacząc, że dziecko było naprawdę urocze i zakolegowali się już rano, Louis nastawiał wodę w czajniku, a Jay zerknęła na niego, uśmiechając się ciepło. Louis skierował się z powrotem do jadalni, chwycił dwa herbatniki, zachowując jedno dla siebie, a drugie podając Harry’emu, po czym usiadł tuż obok niego.
Zagarnął dłoń kędzierzawego i umiejscowił na swoim udzie, ściskając ją lekko.
-O, Lottie! Dobry! - wykrzyknęła nagle Jay, patrząc za Harry’ego i Louisa, który odwrócił się i ujrzał swoją najstarszą z młodszych sióstr uśmiechającą się do wszystkich szeroko.
-Hej, Lotts - Louis ucieszył się na jej widok. Odwrócił się do Harry’ego. - Harry, to jest Lottie, moja najstarsza siostra. Ma jedenaście lat. Lottie, to Harry.
Harry posłał wstydliwy uśmiech i kiwnął do dziewczyny wolną ręką. - Miło mi cię poznać, Harry - powiedziała, rumieniąc się nieznacznie. Pognała szybko do kuchni, wyciągnęła z lodówki butelkę wody i odeszła.
To było dziwne.
Jay zachichotała. - Coś mi się zdaje, że kogoś zauroczyłeś - powiedziała, kierując swój wzrok na Harry’ego.
Ten się zarumienił, a Louis chwycił jego rękę jeszcze mocniej i również wydał z siebie chichot.
-Dobrze, Harry… Co ty na to? - zagadnęła. - Jesteś gotowy poznać resztę dziewczynek?
Louis miał zamiar zaprotestować, obawiając się nieco, - bo szczerze mówiąc, miał dość liczne rodzeństwo - lecz Harry wyprzedził jego kroki, przytakując trochę niepewnie, więc Louisowi nie zostało nic innego niż się zamknąć.
Jay wstała i ruszyła do pokoju, w którym właśnie bawiły się dziewczynki, a szatyn złożył małego buziaka na skroni swojego chłopaka. - Radzę uważać, pewnie będą się po tobie wspinać albo cię zgniotą - ostrzegł szybko, kiedy dotarli do salonu.
-Ok, nie ma sprawy - wymamrotał Harry, pobieżnie rozglądając się po pokoju. Ciszę zakłóciły piski Daisy próbującej uświadomić swojej siostrze, że “Harry jest najlepszy pod słońcem, Phoebe, naprawdę” i ciągnącej ją w stronę chłopaków. Felicite szła tuż za bliźniaczkami, kroku dotrzymywała jej Jay. Louis usadził Harry’ego na kanapie, po czym Daisy pognała jak najszybciej do bruneta i usiadła na jego podołku. Chwilę później Phoebe wspięła się na Louisa, obserwując gościa swojego domu może trochę zbyt ciekawsko i z początku nieśmiało. Louis zaczął bawić się jej potarganymi włosami, przedstawiając Harry’emu dziewczynki.
-Więc, dzisiaj poznałeś Lottie, a Daisy spotkałeś już wcześniej - powiedział. Zauważył, że Harry rzuca okiem na bliźniaczki, które siędzą im na kolanach, a potem kieruje swój wzrok w górę, właśnie na Louisa, który poklepał swoją siostrę po głowie. - A to jest Phoebe - Harry przybrał wdzięczny wyraz twarzy i uśmiechnął się do bliźniaczki, której imię dopiero poznał. Ta przyłożyła swój policzek do klatki piersiowej brata, niepewnie posyłając uśmiech. - A oto i Fliss, ma dziewięć lat.
-Cześć, Fliss - powiedział Harry, przez co Daisy zaczęła się kręcić na jego podołku tylko dlatego, by zdobyć choć trochę jego uwagi. Fizzy rozpromieniła się. Tak samo Jay, która posyłała uśmiech swojemu synowi poprzez całą szerokość pokoju.
-Pomyślałam, że moglibyśmy zjeść razem lunch, może gdzieś wyjdziemy? Wszyscy? - rzuciła sugestią. - Chciałabym trochę lepiej poznać Harry’ego - dodała, szczerząc się do chłopaka, który po chwili spłonął dorodnym rumieńcem, ale zdobył się na to, by oddać uśmiech.
Louis i Harry wymienili się spojrzeniami; Harry wydawał się zadowolony z faktu, że będzie miał okazję wyjść z rodziną swojego chłopaka, więc Louis wzruszył ramionami. - Brzmi nieźle. Nie jestem jakoś specjalnie głodny, ale jeśli dziewczynki są, możemy iść. Zanim tam dojdziemy mój żołądek już będzie gotowy znów coś przyjąć.
Jay wyglądała na zaskoczoną - zazwyczaj szatyn umierał z głodu z samego rana. - Och, jadłeś już dziś śniadanie?
Louis wyszczerzył się. - Ta, Harry jest naprawdę dobrym kucharzem. Zrobił mi i Dais małe śniadanie, było świetne - odparł.
Jay nie dodała nic więcej, wygięła wargi w małym uśmiechu, po czym razem z Louisem skierowała wzrok na Daisy, która zwróciła się do Harry’ego. - Mógłbyś mi upleść warkocza?
Harry spojrzał z żalem i zaczął tłumaczyć. - Nie wiem, jak się plecie warkocze, kochanie. Przepraszam.
Daisy wydęła wargi, po czym zerknęła na brata i wpadła na pomysł. - Louis może ci pokazać! Phoebe też będzie chciała warkocza, więc mógłby cię nauczyć, czesząc jej włosy.
Fliss zachichotała cicho. - Nie mam nic przeciwko uczeniu go, ale Harry może się okazać w tym niezbyt dobry - powiedział Louis, żeby w razie czego uchronić Harry’ego od przymusowego kursu fryzjerstwa.
-Spróbuję dać z siebie wszystko? - odparł kędzierzawy.
Jay pogoniła Fliss, by się przygotowała do wyjścia i powiedziała Lottie, żeby zrobiła to samo. Louis pokazywał Harry’emu, jak oddzielić włosy na trzy pasma. Bliźniaczki lubiły mieć zaplecione warkocze po przeciwnych stronach - Phoebe po lewej, a Daisy po prawej - więc dłonie Louisa i Harry’ego dotykały się co chwilę, gdy szatyn uczył kędzierzawego, jak prawidłowo wykonać tę fryzurę. - To jest proste. Jakby każda część walczyła o to, by być pośrodku - powiedział, pokazując dokładnie to, o czym przed chwilą mówił.
Harry przytaknął, wysuwając język pomiędzy zęby w skupieniu, podążając za wcześniejszymi wskazówkami Louisa, który teraz cierpliwie czekał. Daisy zaczęła się wiercić, a Phoebe szeptała - Dais, zostań jeszcze chwilę w spokoju, on się bardzo stara.
Efekt końcowy wcale nie był taki zły i Harry wydawał się być z siebie zadowolony, bo Jay i Phoebe nie miały w planach niczego komentować i pęknąć tej bańki dumy, więc Louis cieszył się faktem, że Daisy nie była w stanie zobaczyć swojej fryzury, bo był pewien, że powiedziałaby coś na ten temat. Chwilę później bliźnaczki biegły, żeby założyć swoje skarpetki i buty, a dwie starsze dziewczynki w końcu zeszły po schodach na dół. Fliss wyglądała na kompletnie obojętną obecnością Harry’ego podczas ich wspólnego lunchu, ale Lottie pokazała się z dorodnym rumieńcem na twarzy i świeżo pomalowanymi na jasno paznokciami, walcząc o krótki kontakt wzrokowy z brunetem. Louis zauważył, że Harry był nieco zdenerwowany i uświadomił sobie, że musi jak najszybciej przełamać tę niezręczną i napiętą atmosferę.
Około dziesięć minut później, Louis, Harry, Phoebe i Daisy znajdowali się w samochodzie Lou, natomiast pozostała część rodziny jechała wraz z Jay. Wcześniej Harry został spytany przez mamę swojego chłopaka o miejsce, w którym proponuje zjedzenie lunchu, lecz ten od razu postanowił zapytać o to Lou, kiedy wsiedli do samochodu. Louis, którego nie mogło mniej obchodzić to, gdzie zjedzą, zaproponował dziewczynkom, żeby te rzuciły jakiś pomysł i ostatecznie wylądowali w Logan’s, miłej restauracji podającej najlepsze steki w mieście.
Louis trzymał rękę Harry’ego tak, żeby bliźniaczki nie zauważyły i nawet złożył przelotny pocałunek na jego policzku, kiedy Daisy i Phoebe obróciły się na swoich siedzeniach, by pokiwać swojej mamie przez szybę. Wierciły się na tylnich siedzeniach przez moment i odwróciły się przodem do kierunku jazdy, raz to bawiąc się lalkami, a raz rozmawiając z Louisem i Harrym.
Obiad był głośny - prawdopodobnie dużo głośniejszy, niż te, do których Harry był przyzwyczajony, a był przyzwyczajony do tych z Louisem i Anne - ale chłopak wydawał się być zadowolony; szczególnie wtedy, kiedy Louis położył swoją rękę na jego kolano, a po kilku minutach Harry sam postanowił złączyć je obie w silnym uścisku i pozostali tak do końca wizyty w restauraji.
Jay zadała kilka pytań Harry’emu, ale, szczerze mówiąc, znała odpowiedzi na większość z nich, ponieważ Louis nie byłby Louisem, gdyby nie opowiedział wszystkiego o swoim chłopaku. Teraz czuł się on naprawdę świetnie, widząc, jak dobrze Harry potrafi się dogadać z jego mamą. Dziewczynki także podtrzymywały rozmowę z brunetem, nawet Lottie była w stanie zapomnieć o swojej nieśmiałości wobec kędzierzawego i porozmawiać z nim przez chwilę. Bliźniaczki od razu pokochały Harry’ego i po raz setny ubiegały się o pozwolenie na bawienie się jego włosami - w końcu je otrzymując, lecz dopiero wtedy, kiedy ich ręce były czyste. Jay oczywiście pokochała Harry’ego za to, że był tolerancyjny i słodki, a kiedy dostała rachunek, podziękował jej i przytrzymał dla niej drzwi, kiedy opuszczali restaurację.
Postanowili pójść na mini-golfa, ponieważ o to poprosił kędzierzawy, który lubił pograć w wolnej chwili. Phoebe była w parze z Harrym (“ponieważ” jęknęła “to nie fair, że Daisy mogła spędzić z Harrym całą noc”), a Daisy z Louisem. Fliss, która mogła okazać się zbyt dużą konkurencją, będąc z kimś w duecie, przypadło stworzyć swoją własną drużynę, natomiast Lottie dobrała się z Jay, deklarując na wstępie, że obie są beznadziejne w tej grze, a dołączają tylko dlatego, żeby się rozerwać.
-Nie może przestać na ciebie patrzeć - wyszeptała Jay, przechodząc obok Louisa i niemal zaduszając go na śmierć.
Ten odwrócił się i spojrzał w jej oczy. - Co masz na myśli?
Kobieta posłała mu uśmiech i ruchem głowy skinęła na chłopaka w kręconych włosach. - Harry - wyjaśniła. - Nie odrywa od ciebie oczu. Jakbyś go zamagnetyzował. Ten chłopiec naprawdę cię kocha.
Louis zerknął na Hazzę, który w tym czasie również na niego patrzył. Kiedy ich oczy się spotkały, oboje się zarumienili, a Louis utkwił wzrok w ziemi, uśmiechając się nieśmiało. - Wiem, mamo - przyznał. - Już wcześniej usłyszałem od niego, że mnie kocha. Przed tym, jak weszliśmy do domu. Powiedziałem, że czuję do niego to samo - chociaż to było niesamowite uczucie - dzielić się tym z kimś - ciągle nawiedzała go ta myśl, że nigdy wcześniej nikogo nie kochał.
Podniósł głowę, by spojrzeć na Jay. - Tak długo, jak będziesz miał to na myśli. Wydaje się być osobą, która kocha raz na całe życie - umiejcowiła mokrego buziaka na jego policzku i wróciła do Lottie, która bezowocnie próbowała umieścić tę cholerną piłkę w dołku.
Louis i Daisy jako trzeci, tuż za Fliss oraz Harrym wraz z Phoebe którzy ukończyli grę, zajmując drugie miejsce.
Kiedy w końcu wrócili do Louisa, Harry uświadomił sobie, że miał do odrobienia dużo pracy domowej na następny dzień, więc wszystkie dziewczynki się z nim pożegnały - niezręczne pokiwanie ręki w przypadku Lottie i Fliss, obwieszenie się bliźniaczek przy jego nogach oraz uścisk i całus w policzek od Jay - a Louis chwycił jego szkolną torbę, po czym oboje mogli opuścić posesję Tomlinsonów i udać się do Harry’ego.
Byli w garażu, Louis przytrzymał dłoń Harry’ego i złożył pocałunki na obu jego polikach, następnie przedostając się w stronę pojazdu, by móc otworzyć drzwi swojemu chłopakowi. Już mieli wejść do środka, kiedy kędzierzawy przystanął przed drzwiami i delikatnie przyłożył swoje wargi do jednego z kącików ust Louisa. Kiedy usiadł na miejscu kierowcy, zastanawiał się, czy dla Harry’ego była to nowa rzecz. Pewnie, nie był na tyle gotowy, żeby spróbować się normalnie całować. Obrócił się, wyjeżdżając samochodem z pomieszczenia, a Harry chwycił jego dłoń, uśmiech rozświetlił jego twarz.
-Nie wiedziałem, że lubisz dzieci - Louis podsumował pobyt Harry’ego, prowadząc samochód.
-Nie lubiłem - odparł Harry, brzmiąc na tak zaskoczonego, jaki był Louis przez cały dzień. - Tak naprawdę nigdy nie miałem większej okazji, żeby pobyć z dziećmi trochę czasu. Wiesz, zawsze byłem jeden - przerwał. - Ale twoje siostry są bardzo urocze. Dziwne, może trochę, ale bardzo urocze. Polubiłem je wszystkie.
-Świata poza tobą nie widzą - przyznał Louis, wzmacniając uścisk ich splątanych rąk na sprzęgle. - Każda z nich. Mama też.
Harry posłał mu mały uśmiech. - Cieszę się - odpowiedział szybko.
Kiedy Louis jechał ulicą Harry’ego w dół, zaważył srebrny samochód, którego nigdy wcześniej nie widział, zaparkowany przed domem chłopaka. - Czyje jest to auto? - zadał pytanie, rzucając okiem na kędzierzawego. Zaparkował tuż za nim.
-Nie wiem - odparł zwyczajnie, wzruszając ramionami. - Pewnie do sąsiadów przyjechali goście. To zdarza się co chwilę.
Wyszli z pojazdu, szatyn wyjął torbę chłopaka z bagażnika i skierowali się do domu, ręka w rękę. Louis otworzył drzwi, zerkając na Harry’ego idącego tuż za nim i po prostu uśmiechając się do niego przed tym, jak wykonał obrót i wszedł w głąb mieszkania. Upuścił torbę, zastając to, co zastał. Był w szoku, a chwilę później mógł usłyszeć głośne dyszenie Harry’ego.
Anne na kanapie, potargane włosy, próba założenia na siebie koszuli. I wielki facet, na wpół na niej leżący, też usilnie ubiegający się by zrobić to samo.
sobota, 15 marca 2014
*- Liam, nudzi mi się – zawołał Harry przez opustoszały pub, opierając się obojętnie o ladę.
- Więc może powinieneś coś zrobić, jak na przykład pracować? Tylko mówię. – Harry śmieje się szyderczo pozbawiony humoru, kiedy podnosi głowę, aby spojrzeć na mężczyznę wycierającego podłogę, chociaż nie ma po co. Minął miesiąc, odkąd Harry przeprowadził się do Londynu, a jego dni przepełnione są pracą w ciągu dnia i nawiedzaniem bogatych kierowników różnych firm fonograficznych po niej. Harry, chociaż nie chce się do tego przyznać, jest bardzo niecierpliwy i nawet jeżeli wiedział, że nie stanie się gwiazdą z dnia na dzień, skłamałby, gdyby powiedział, że nie chciałby, aby wydarzyło się coś, co pokazałoby jego mamie, że opuszczenie uniwersytetu było dobrym pomysłem.
- Po co mam pracować, skoro ty idealnie sobie ze wszystkim radzisz? – Brunet, wycierając po kolei stoliki, spojrzał na swojego przełożonego (który szybko stał się jego przyjacielem) i pokazał mu środkowy palec.
***
Balkon w jego mieszkaniu szybko stał się jego ulubionym miejscem, aby po prostu stanąć i pomyśleć (lub nie myśleć, w zależności od jego nastroju). Lubił stać na zewnątrz, czasami przynosząc gitarę dla rozrywki i obserwować księżyc. To tam, Harry mógł ignorować ciągłe łomoty pochodzące z mieszkania obok i kłótnie. To był jego widok na zewnątrz, na życie innych, gdzie mógł próbować zapomnieć o niepokojącym uczuciu osadzonym na dole jego żołądka, drżącym wrażeniu, które zjadało go od środka, namawiające go do tego, aby być zbawcą.
Chodzi o to, że Harry nie rozmawiał z pięknym sąsiadem od dnia, kiedy się poznali. Wspomnienie o tych łzach, uśmiechu i o przytłaczającej chęci przytulenia go, męczyło Harry’ego za każdym razem, kiedy pomyślał o nim, mieszkającym z mężczyzną z aroganckim usposobieniem i spokojnym głosem. Jego dłonie zaciskały się w pięści, kiedy myśli o siniakach pod okiem drugiego mężczyzny oraz o panice i absolutnej podatności na zranienia, które malowały się na jego przepięknej twarzy. Myśli o bolesnym uczuciu, które wypala go od środka, podskakując zaskoczony i uderzając się o poręczę, kiedy słyszy wyszeptane swoje imię.
- H-Harry? – Mężczyzna, który wcześniej tylko zaprzątał jego myśli, stoi teraz w niedalekiej odległości od niego, trzęsąc się niekontrolowanie, kiedy próbuje ukryć ból i zastąpić go uśmiechem. Siniak, który miał pod okiem zniknął, ale zamiast tego na jego szyi pojawiły się cztery plamy, wyglądające jak ślad po rękach, które próbowały go dusić. Jest ubrany w czarną bluzę, o wiele za dużą na niego i opadającą z jednej strony, ukazując jego ramię, a jego dłonie drżą, kiedy trzyma się poręczy, aż jego kostki stają się białe.
- Louis? Wszystko w porządku? – Kiedy słowa wychodzą z jego ust od razu chce je cofnąć, bo przecież umie wyczytać z jego twarzy, że nie jest w porządku, nawet ze sposobu w jaki się porusza może wywnioskować, że nie jest dobrze. Uczucie w jego brzuchu powraca i zaczyna czuć rosnącą chęć, aby przytulić go i usłyszeć jego śmiech, aby widzieć go o poranku, kiedy się budzi i w nocy, kiedy kładzie się spać. – Co się stało?
- Nic, jest dobrze. Po prostu potrzebowałem trochę powietrza. – Nadal się trzęsie, a jego oczy zamykają się, kiedy stara się opanować drżący oddech. – Więc, jak twój dzień? – Harry powstrzymuje chęć śmiechu kompletnie zaskoczony słowami Louisa. Brzmiało to jakby znali się od zawsze, jakby spotykali się co jakiś czas i rozmawiali o swoim dniu, jak starzy znajomi. Nie jest pewny, jak zareagować, co zrobić, ale wtedy Louis otwiera ponownie oczy, a niebieskie tęczówki ukazują niewypowiedziany apel, aby zajął go czymś. Harry kiwa głową bardziej do siebie i opowiada o swoim dniu chłopakowi obok, który nadal dyszy z jakiegoś powodu, którego Harry nie zna, chociaż myśli, że powinien. Harry mówi Louisowi o swojej rodzinie, o matce i siostrze oraz o przyjaciołach w domu. Opowiada o pubie, w którym pracuje i o zabawnym artykule o delfinach, który przeczytał tego ranka. Kiedy Harry mówi właściwie o niczym, drugi chłopak powoli relaksuje się, jego uścisk na poręczy rozluźnia się, a jego oddech normuje. Stoją na zewnątrz (nie wiedzą, jak długo), Harry mówi, a Louis słucha jego głosu, czerpiąc każde słowo, jakby jego życie i psychika zależały od tego. Pozostaje cicho, dopóki Harry zaczyna mówić mu o tym, dlaczego przeprowadził się do Londynu i o swoim marzeniu, aby zostać piosenkarzem.
- Słyszę cię. – Harry, zaskoczony delikatnym głosem obok niego, marszczy brwi, zapominając o czym mówił, a łagodna pieśń z ust drugiego chłopaka niszczy go od zewnątrz. – Słyszę, kiedy śpiewasz w nocy. Słyszę twoją gitarę. Słucham się przed pójściem spać, pomagasz mi zasnąć. – Stoją tam, wpatrując się w siebie, Louis zażenowany swoim wyznaniem, a Harry cicho zakochując się w tym głosie. Louis jest niespokojny, chce zapytać drugiego chłopaka o coś, ale nie wie jak, nie wie czy nie jest to przekroczenie granic ich nowej przyjaźni. Decyduje się jednak na to, biorąc pod uwagę, że i tak prawdopodobnie zboczył z normalnego protokołu nawiązywania przyjaźni, więc łagodnieje i nawiązuje kontakt wzrokowy po raz pierwszy tej nocy, kiedy pyta – Myślisz, że mógłbyś zagrać coś dla mnie? Proszę? – Harry uśmiecha się, a dołeczki formują się w jego policzkach, kiedy kiwa głową, otwierając drzwi, aby wziąć gitarę ze środka. Kiedy jest przy drzwiach słyszy spokojny głos z mieszkania obok, mówiący imię Louisa z wystarczającą siłą, żeby rozprzestrzenić dreszcze wzdłuż kręgosłupa Harry’ego i z taką pogardą, która sprawia, że bruneta przepełnia nieracjonalny strach. Łapie spojrzenie drugiego mężczyzny, a niebieskie oczy są szeroko otwarte i przerażone, kiedy próbuje się uspokoić.
- Będę za sekundę, Lou, dobrze? Tylko wezmę gitarę. – Drugi chłopak kiwa głową, a uścisk na poręczy ponownie się zacieśnia. Harry znika w mieszkaniu, ale kiedy prędko sięga po instrument, ponownie słyszy ten głos, wędrujący przez ściany, tym razem z większą siłą.
Wraca na balkon, chociaż wie, że nie znajdzie tam niebieskich tęczówek, czekających na niego.
***
Kiedy Harry był nastolatkiem, rzadko spał długo, nawet jeśli chciał. Normalny rytuał nastolatków (spanie do popołudnia tylko dlatego, że możesz) nigdy go nie dotyczył i nawet w weekendy budził się przed siódmą, tylko dlatego że jego matka miała najdziwniejszy nawyk spania w historii. Jednak od kiedy przeprowadził się do Londynu, jego zainfekowane przez karaluchy mieszkanie i miasto pełne nieznajomych nie wydawało się tak złe, ponieważ w końcu mógł sam decydować o tym, kiedy idzie spać i zazwyczaj budził się, kiedy promienie słońca padały na jego twarz przez przestarzałe okna, a nie przez okropny budzik i jego matkę walącą w drzwi. Ten mały promyk słońca w otaczającego go szarej rzeczywistości powinien go uszczęśliwić, sprawić że spojrzałby na jasną stronę życia i cały ten zgiełk, ale trudno smakować małe przyjemności, kiedy twoja matka dzwoni do ciebie o szóstej rano, tylko po to, żeby porozmawiać.
- Mamoooo, śpię. Boże, nie możesz zadzwonić o normalnej godzinie, jak większość ludzi?
- Kochanie, jest szósta dziesięć, dlaczego nadal jesteś w łóżku? – Jęk opuścił usta Harry’ego i nakrył się pościelą, tak że widoczna była tylko głowa loków. Wiedząc, że nie będzie mu dane dalej spać w cieple, zsunął się z materacu, lądując na podłogę z cichym łomotem, nadal otoczony granatową kołdrą.
- Nie idę do pracy przez najbliższe sześć godzin. Co chciałaś? – Chłopak skomle, kiedy siada z nadal zamkniętymi oczami, żeby nie musieć razić oczu światłem, które wpada do jego pokoju (niezbyt delikatne przypomnienie, że Harry w końcu powinien zainwestować w jakieś zasłony). Nadal siedząc na tyłku, czołga się do kuchni, po czym wstaje, w końcu otwierając oczy i nalewając wody do szklanki.
- Nie odzywaj się tak do swojej mamy. Dzwonię, żeby zobaczyć, co robisz, nie odzywałeś się zbyt często odkąd wyjechałeś. Londyn jest w porządku, kochanie? Ludzie są mili? Słonko, jeżeli chcesz to wróć do domu, zostaniesz tu zanim szkoła zacznie się jesienią. Nikt nie będzie cię oceniał, jeżeli wrócisz. – Harry otwiera zepsutą mikrofalówkę i wkłada do niej szklankę. Podnosi drewnianą łyżkę i pcha ją pomiędzy drzwiczki, aby się zamknęła i włącza sprzęt.
- Mamo, idzie mi dobrze. Rozmawiałem z dyrektorem ostatnio i powiedział, że brzmię obiecująco. – Harry czuje się źle, okłamując swoją matkę, ale jeżeli powiedziałby jej prawdę (że nikt, nawet po dwóch miesiącach poszukiwań i błagań, nie chce dać mu drugiej szansy), upierałaby się, aby wrócił od razu do domu, a Harry nie jest w stanie jeszcze przyznać się do porażki. Dziwna rzecz związana z dumą i w ogóle. Coś brzęczy, przypominając Harry’emu, że woda się zagotowała, więc wyciąga łyżkę. Kiedy próbuje otworzyć drzwi, prąd razi jego palce, powodując że syczy, a z jego ust wylatuje kilka przypadkowych słów.
- Harry Edwardzie Stylesie, co ty powiedziałeś?! – Wkłada palec wciąż osmolony od szoku elektrycznego do ust i wsuwa telefon pomiędzy ucho a ramię, kiedy chwyta gorącą szklankę wolną ręką.
- Przepraszam mamo, poraziłem się prądem. W każdym razie, Londyn jest świetny, wszyscy są naprawdę mili, a moje mieszkanie jest niesamowite. Moja praca jest interesująca, staż w wytwórni nagraniowej jest naprawdę dobrym doświadczeniem. – Harry krzywi się przez cały czas, kiedy wlewa gorącą wodę do kubka, czując się źle przez wszystkie kłamstwa, które powiedział matce. Ale co mógł innego powiedzieć? Że jedyną pracę, którą zdobył to robota w pubie i że nikt nie chce mu nawet dać szansy pokazania swojego talentu? Wkłada torebkę z herbatą do wody, obserwując jak brąz rozprzestrzenia się, zabarwiając wodę na ciemny kolor.
Słuchając jego matki, dowiedział się o wszystkich, ostatnich plotkach w jego rodzinnym mieście i ukłucie tęsknoty rozprzestrzeniło się po jego ciele. Chciałby (chociaż przez chwilę), siedzieć teraz w swojej kuchni, obserwując jak jego mama robi mu herbatę. Kiedy upija swojego napoju, przykrość powiększa się, ponieważ pamięta, że herbata robiona przez jego mamę smakuje o niebo lepiej.
- Więc może powinieneś coś zrobić, jak na przykład pracować? Tylko mówię. – Harry śmieje się szyderczo pozbawiony humoru, kiedy podnosi głowę, aby spojrzeć na mężczyznę wycierającego podłogę, chociaż nie ma po co. Minął miesiąc, odkąd Harry przeprowadził się do Londynu, a jego dni przepełnione są pracą w ciągu dnia i nawiedzaniem bogatych kierowników różnych firm fonograficznych po niej. Harry, chociaż nie chce się do tego przyznać, jest bardzo niecierpliwy i nawet jeżeli wiedział, że nie stanie się gwiazdą z dnia na dzień, skłamałby, gdyby powiedział, że nie chciałby, aby wydarzyło się coś, co pokazałoby jego mamie, że opuszczenie uniwersytetu było dobrym pomysłem.
- Po co mam pracować, skoro ty idealnie sobie ze wszystkim radzisz? – Brunet, wycierając po kolei stoliki, spojrzał na swojego przełożonego (który szybko stał się jego przyjacielem) i pokazał mu środkowy palec.
***
Balkon w jego mieszkaniu szybko stał się jego ulubionym miejscem, aby po prostu stanąć i pomyśleć (lub nie myśleć, w zależności od jego nastroju). Lubił stać na zewnątrz, czasami przynosząc gitarę dla rozrywki i obserwować księżyc. To tam, Harry mógł ignorować ciągłe łomoty pochodzące z mieszkania obok i kłótnie. To był jego widok na zewnątrz, na życie innych, gdzie mógł próbować zapomnieć o niepokojącym uczuciu osadzonym na dole jego żołądka, drżącym wrażeniu, które zjadało go od środka, namawiające go do tego, aby być zbawcą.
Chodzi o to, że Harry nie rozmawiał z pięknym sąsiadem od dnia, kiedy się poznali. Wspomnienie o tych łzach, uśmiechu i o przytłaczającej chęci przytulenia go, męczyło Harry’ego za każdym razem, kiedy pomyślał o nim, mieszkającym z mężczyzną z aroganckim usposobieniem i spokojnym głosem. Jego dłonie zaciskały się w pięści, kiedy myśli o siniakach pod okiem drugiego mężczyzny oraz o panice i absolutnej podatności na zranienia, które malowały się na jego przepięknej twarzy. Myśli o bolesnym uczuciu, które wypala go od środka, podskakując zaskoczony i uderzając się o poręczę, kiedy słyszy wyszeptane swoje imię.
- H-Harry? – Mężczyzna, który wcześniej tylko zaprzątał jego myśli, stoi teraz w niedalekiej odległości od niego, trzęsąc się niekontrolowanie, kiedy próbuje ukryć ból i zastąpić go uśmiechem. Siniak, który miał pod okiem zniknął, ale zamiast tego na jego szyi pojawiły się cztery plamy, wyglądające jak ślad po rękach, które próbowały go dusić. Jest ubrany w czarną bluzę, o wiele za dużą na niego i opadającą z jednej strony, ukazując jego ramię, a jego dłonie drżą, kiedy trzyma się poręczy, aż jego kostki stają się białe.
- Louis? Wszystko w porządku? – Kiedy słowa wychodzą z jego ust od razu chce je cofnąć, bo przecież umie wyczytać z jego twarzy, że nie jest w porządku, nawet ze sposobu w jaki się porusza może wywnioskować, że nie jest dobrze. Uczucie w jego brzuchu powraca i zaczyna czuć rosnącą chęć, aby przytulić go i usłyszeć jego śmiech, aby widzieć go o poranku, kiedy się budzi i w nocy, kiedy kładzie się spać. – Co się stało?
- Nic, jest dobrze. Po prostu potrzebowałem trochę powietrza. – Nadal się trzęsie, a jego oczy zamykają się, kiedy stara się opanować drżący oddech. – Więc, jak twój dzień? – Harry powstrzymuje chęć śmiechu kompletnie zaskoczony słowami Louisa. Brzmiało to jakby znali się od zawsze, jakby spotykali się co jakiś czas i rozmawiali o swoim dniu, jak starzy znajomi. Nie jest pewny, jak zareagować, co zrobić, ale wtedy Louis otwiera ponownie oczy, a niebieskie tęczówki ukazują niewypowiedziany apel, aby zajął go czymś. Harry kiwa głową bardziej do siebie i opowiada o swoim dniu chłopakowi obok, który nadal dyszy z jakiegoś powodu, którego Harry nie zna, chociaż myśli, że powinien. Harry mówi Louisowi o swojej rodzinie, o matce i siostrze oraz o przyjaciołach w domu. Opowiada o pubie, w którym pracuje i o zabawnym artykule o delfinach, który przeczytał tego ranka. Kiedy Harry mówi właściwie o niczym, drugi chłopak powoli relaksuje się, jego uścisk na poręczy rozluźnia się, a jego oddech normuje. Stoją na zewnątrz (nie wiedzą, jak długo), Harry mówi, a Louis słucha jego głosu, czerpiąc każde słowo, jakby jego życie i psychika zależały od tego. Pozostaje cicho, dopóki Harry zaczyna mówić mu o tym, dlaczego przeprowadził się do Londynu i o swoim marzeniu, aby zostać piosenkarzem.
- Słyszę cię. – Harry, zaskoczony delikatnym głosem obok niego, marszczy brwi, zapominając o czym mówił, a łagodna pieśń z ust drugiego chłopaka niszczy go od zewnątrz. – Słyszę, kiedy śpiewasz w nocy. Słyszę twoją gitarę. Słucham się przed pójściem spać, pomagasz mi zasnąć. – Stoją tam, wpatrując się w siebie, Louis zażenowany swoim wyznaniem, a Harry cicho zakochując się w tym głosie. Louis jest niespokojny, chce zapytać drugiego chłopaka o coś, ale nie wie jak, nie wie czy nie jest to przekroczenie granic ich nowej przyjaźni. Decyduje się jednak na to, biorąc pod uwagę, że i tak prawdopodobnie zboczył z normalnego protokołu nawiązywania przyjaźni, więc łagodnieje i nawiązuje kontakt wzrokowy po raz pierwszy tej nocy, kiedy pyta – Myślisz, że mógłbyś zagrać coś dla mnie? Proszę? – Harry uśmiecha się, a dołeczki formują się w jego policzkach, kiedy kiwa głową, otwierając drzwi, aby wziąć gitarę ze środka. Kiedy jest przy drzwiach słyszy spokojny głos z mieszkania obok, mówiący imię Louisa z wystarczającą siłą, żeby rozprzestrzenić dreszcze wzdłuż kręgosłupa Harry’ego i z taką pogardą, która sprawia, że bruneta przepełnia nieracjonalny strach. Łapie spojrzenie drugiego mężczyzny, a niebieskie oczy są szeroko otwarte i przerażone, kiedy próbuje się uspokoić.
- Będę za sekundę, Lou, dobrze? Tylko wezmę gitarę. – Drugi chłopak kiwa głową, a uścisk na poręczy ponownie się zacieśnia. Harry znika w mieszkaniu, ale kiedy prędko sięga po instrument, ponownie słyszy ten głos, wędrujący przez ściany, tym razem z większą siłą.
Wraca na balkon, chociaż wie, że nie znajdzie tam niebieskich tęczówek, czekających na niego.
***
Kiedy Harry był nastolatkiem, rzadko spał długo, nawet jeśli chciał. Normalny rytuał nastolatków (spanie do popołudnia tylko dlatego, że możesz) nigdy go nie dotyczył i nawet w weekendy budził się przed siódmą, tylko dlatego że jego matka miała najdziwniejszy nawyk spania w historii. Jednak od kiedy przeprowadził się do Londynu, jego zainfekowane przez karaluchy mieszkanie i miasto pełne nieznajomych nie wydawało się tak złe, ponieważ w końcu mógł sam decydować o tym, kiedy idzie spać i zazwyczaj budził się, kiedy promienie słońca padały na jego twarz przez przestarzałe okna, a nie przez okropny budzik i jego matkę walącą w drzwi. Ten mały promyk słońca w otaczającego go szarej rzeczywistości powinien go uszczęśliwić, sprawić że spojrzałby na jasną stronę życia i cały ten zgiełk, ale trudno smakować małe przyjemności, kiedy twoja matka dzwoni do ciebie o szóstej rano, tylko po to, żeby porozmawiać.
- Mamoooo, śpię. Boże, nie możesz zadzwonić o normalnej godzinie, jak większość ludzi?
- Kochanie, jest szósta dziesięć, dlaczego nadal jesteś w łóżku? – Jęk opuścił usta Harry’ego i nakrył się pościelą, tak że widoczna była tylko głowa loków. Wiedząc, że nie będzie mu dane dalej spać w cieple, zsunął się z materacu, lądując na podłogę z cichym łomotem, nadal otoczony granatową kołdrą.
- Nie idę do pracy przez najbliższe sześć godzin. Co chciałaś? – Chłopak skomle, kiedy siada z nadal zamkniętymi oczami, żeby nie musieć razić oczu światłem, które wpada do jego pokoju (niezbyt delikatne przypomnienie, że Harry w końcu powinien zainwestować w jakieś zasłony). Nadal siedząc na tyłku, czołga się do kuchni, po czym wstaje, w końcu otwierając oczy i nalewając wody do szklanki.
- Nie odzywaj się tak do swojej mamy. Dzwonię, żeby zobaczyć, co robisz, nie odzywałeś się zbyt często odkąd wyjechałeś. Londyn jest w porządku, kochanie? Ludzie są mili? Słonko, jeżeli chcesz to wróć do domu, zostaniesz tu zanim szkoła zacznie się jesienią. Nikt nie będzie cię oceniał, jeżeli wrócisz. – Harry otwiera zepsutą mikrofalówkę i wkłada do niej szklankę. Podnosi drewnianą łyżkę i pcha ją pomiędzy drzwiczki, aby się zamknęła i włącza sprzęt.
- Mamo, idzie mi dobrze. Rozmawiałem z dyrektorem ostatnio i powiedział, że brzmię obiecująco. – Harry czuje się źle, okłamując swoją matkę, ale jeżeli powiedziałby jej prawdę (że nikt, nawet po dwóch miesiącach poszukiwań i błagań, nie chce dać mu drugiej szansy), upierałaby się, aby wrócił od razu do domu, a Harry nie jest w stanie jeszcze przyznać się do porażki. Dziwna rzecz związana z dumą i w ogóle. Coś brzęczy, przypominając Harry’emu, że woda się zagotowała, więc wyciąga łyżkę. Kiedy próbuje otworzyć drzwi, prąd razi jego palce, powodując że syczy, a z jego ust wylatuje kilka przypadkowych słów.
- Harry Edwardzie Stylesie, co ty powiedziałeś?! – Wkłada palec wciąż osmolony od szoku elektrycznego do ust i wsuwa telefon pomiędzy ucho a ramię, kiedy chwyta gorącą szklankę wolną ręką.
- Przepraszam mamo, poraziłem się prądem. W każdym razie, Londyn jest świetny, wszyscy są naprawdę mili, a moje mieszkanie jest niesamowite. Moja praca jest interesująca, staż w wytwórni nagraniowej jest naprawdę dobrym doświadczeniem. – Harry krzywi się przez cały czas, kiedy wlewa gorącą wodę do kubka, czując się źle przez wszystkie kłamstwa, które powiedział matce. Ale co mógł innego powiedzieć? Że jedyną pracę, którą zdobył to robota w pubie i że nikt nie chce mu nawet dać szansy pokazania swojego talentu? Wkłada torebkę z herbatą do wody, obserwując jak brąz rozprzestrzenia się, zabarwiając wodę na ciemny kolor.
Słuchając jego matki, dowiedział się o wszystkich, ostatnich plotkach w jego rodzinnym mieście i ukłucie tęsknoty rozprzestrzeniło się po jego ciele. Chciałby (chociaż przez chwilę), siedzieć teraz w swojej kuchni, obserwując jak jego mama robi mu herbatę. Kiedy upija swojego napoju, przykrość powiększa się, ponieważ pamięta, że herbata robiona przez jego mamę smakuje o niebo lepiej.
*- Ale moglibyście dać mi chociaż szansę…
- Przepraszam dzieciaku, ale nie szukamy nowego talentu na razie. Spróbuj gdzie indzie. – Drzwi zamykają się, a zimne powietrze mierzwi loki na jego głowie. Harry nie pozwala sobie się zamartwiać zbyt długo, zanim podnosi torbę i kieruje się do domu, wiedząc, że kiedy będzie już dosyć późno, skuli się na materacu i obejrzy absurdalne show telewizyjne i zje błyskawiczną zupę. To był tydzień odwiedzania producentów, agentów talentów oraz wydawnictw muzycznych i błagania ich o szansę, aby mógł wystąpić, aby mógł poczuć magię tłumu i aby wszyscy znali jego imię. Błagał o szansę, aby być usłyszany, ale trudno to zdobyć, kiedy cały świat jest głuchy.
Budynek jego mieszkania z zewnątrz jest ceglany, na tyle stary, że mógł tu stać już w poprzednim wieku, a obskubana farba na frontowych drzwiach odpada za każdym razem, kiedy ktoś wchodzi do tego nędznego miejsca. Kiedy młody mężczyzna jest w drodze do domu, opuszcza głowę, aby uniknąć skąpo odzianych kobiet, oferujących mu dotrzymanie towarzystwa tej nocy i trzęsących się mężczyzn, który obiecują, że ich towar jest najlepszy w Londynie.
Kiedy Harry po raz pierwszy powiedział swojej matce, że planuje rzucić szkołę i jechać do Londynu, zaśmiała się. Dopiero kiedy Harry przysiągł, że nie żartuje i naprawdę myśli o karierze piosenkarza, jego mama złagodniała i usiadła przy stole kuchennym. Powiedziała mu, że może robić, co tylko zechce, ale życie zazwyczaj nie jest sprawiedliwe i na pewno nie takie, jakiego doświadczył do teraz. Wtedy wstała i zaczęła robić tosty, w trakcie pytając się o to, jak zamierza wszystko opłacić.
Przechodzi cztery kondygnacje schodów do swojego piętra i zatrzymuje się na końcu korytarza, gapiąc się o wiele dłużej niż zazwyczaj jest to odpowiednie na mężczyznę przy drzwiach do mieszkania na lewo od jego. Na twarzy nieznajomego maluje się panika, ale to nie utrudnia zobaczenia czystego piękna tego człowieka, kości policzkowe są widoczne nawet z tak dużej odległości, a jego usta są idealne, prawie błagające, aby Harry zakrył je swoimi wargami, żeby zobaczyć czy są tak delikatne na jakie wyglądają. Harry odbiega spojrzeniem na inne części ciała mężczyzny, zaczynając od znoszonych vansów, podążając po nogach i tyłku, jego obcisłe spodnie pozostawiają naprawdę mało dla wyobraźni. Ma na sobie czerwoną rozpinaną bluzę i wściekle przeszukuje swoje kieszenie, klepiąc się po klatce piersiowej i biodrach, szukając czegoś, czego najwidoczniej tam nie ma. Jego jasnobrązowe włosy mają złote refleksy, a jego fryzura prawdopodobnie na początku miała wyglądać na schludną i modną, ale teraz po całym dniu opadła, tworząc na głowie idealny bałagan. Tak, Harry zdecydował, że chłopak po drugiej stronie korytarza, który wygląda jakby miał koło dwudziestki, jest oczywiście piękny, ale nic nie porównuje się do jego oczu. Z jego punktu widzenia przy schodach, widzi człowieka, który teraz uspokoił się i wpatruje się w ścianę obok Harry’ego, jego ogromne oczy otoczone są przez nieprzyzwoicie długie rzęsy i mają kolor niebieski, taki który mógłby dodać barwy Oceanowi Spokojnemu, błyszczący bardziej niż niebo po pierwszym śniegu w zimę (desperacko chce porównać te idealne niebieskie oczy do słońca, ale uważa, że byłoby to zbyt banalne, a wyczerpał już limit banału na ten dzień). Oczy, które podziwia stają się mokre i kiedy nieznajomy zamyka powieki, łzy zaczynają powoli spływać po policzkach. Coś nasila się w środku Harry’ego, uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył i wszystko, czego chce to przytulić tego mężczyznę, którego nigdy nie poznał i obiecać mu, że wszystko będzie dobrze. Harry, z jakiegoś kompletnie nieznanego powodu, czuje potrzebę uratowania tego człowieka od czegokolwiek, co go rani, chce go chronić przed tym strasznym światem. Porusza się w głąb korytarza, tempem prawie równym biegu i zatrzymuje się zaraz przez sąsiadem, chcąc naprawdę przyciągnąć go do siebie i objąć ramionami, ale zamiast tego układa dłoń na jego ramieniu. Drugi mężczyzna jest kompletnie zaskoczony, że ktoś go widzi.
- Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? – Harry może teraz zobaczyć, że osoba przed nim jest około pięć centymetrów niższa od niego i ma siniaka pod lewym okiem, blaknące stłuczenie, które wygląda na zeszłotygodniowe lub starsze. Drugi mężczyzna kieruje wzrok w dół, wyglądając na bezwzględnie zdenerwowanego, po czym odwraca spojrzenie na dłoń na jego ramieniu w całkowitej zadumie. Harry nagle odciąga rękę i chowa ją w kieszeń, a na jego bladej twarzy pojawia się rumieniec.
- Tak, wszystko dobrze, tylko zgubiłem klucze. – Podciąga nosem i pociera oczy, próbując ukryć fakt, że płakał przed chwilą.
- Chcesz zadzwonić do ślusarza albo do kogoś innego? Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, możesz poczekać u mnie-
- Nie! – Harry jest zdumiony, że tak drobny chłopak mógł aż tak bardzo podnieść głos, patrząc na fakt, że wcześniej praktycznie szeptał. Chłopak o kręconych włosach otwiera usta, próbując wymyślić najprostszy sposób, aby pożegnać się z tym nieuprzejmym (ale nadal niesamowicie pięknym) mężczyzną, ale ten drugi ponownie mu przerywa. – Przepraszam, chciałem podziękować, mój chłopak niedługo wróci do domu. – Ponownie kieruje swój wzrok na podłogę, szurając stopami, aby odtrącić myśli od nieznajomego przed nim. – Po prostu nie lubi, jak zapominam. Nie chcę, żeby się na mnie złościł. – Harry zaciska pięści, czując kolejny przytłaczający impuls, aby chronić tego mężczyznę, kolejny nieprzezwyciężony ciąg, jakby ktoś ciągnął za sznurki, łącząc ich dwoje i przyciągając do siebie.
- Jestem Harry. Przeprowadziłem się w zeszłym tygodniu, więc jeżeli będziesz potrzebował czegoś, jestem zaraz obok, dobrze? – Harry wyciąga rękę, oferując uściśnięcie dłoni, ale drugi mężczyzna otacza tylko mocniej swój brzuch, gapiąc się na dłoń, jakby była wężem gotowym do ukąszenia. Podnosi wzrok, a jego niebieskie oczy są niesamowicie szeroko otwarte, a mina jego twarzy zdradza, że gdzieś w środku ma zawziętą debatę nad tym, czy powinien się przedstawić czy nie. Jego wargi rozdzielają się i wydaje się, jakby grzeczna część jego umysłu przeważyła nad tą zdenerwowaną, kiedy zimny dźwięk faluje po korytarzu, wypełniając pokój niskim, głośnym (ale jakimś sposobem delikatnym w tym samym czasie) i niesamowicie spokojnym głosem.
- Louis. Co ty robisz? – Mężczyzna koło metra osiemdziesięciu wzrostu z kasztanowymi włosami i przystojną twarzą, kroczy ku nim. Mężczyzna (Louis, Harry już wie) przyciska plecy do drzwi z miną łączącą w sobie panikę i zażenowanie. Odwraca się, aby ponownie wpatrywać się w swoje stopy, jakby były najbardziej interesującą rzeczą na świecie, ale nowo przybyły gość podnosi brodę Louisa, aby spojrzał mu w oczy. Unosi brew patrząc się na drobniejszego mężczyznę, nadal nienagannie spokojny i czeka na odpowiedź.
- Ja, ja zgubiłem klucze, więc nie mogłem wejść. Tylko rozmawiałem z H-Harrym zanim nie przyszedłeś. – Unosi brew jeszcze wyżej, ale puszcza jego ramię, zamiast tego otacza biodro Louisa ręką i przyciąga do siebie.
- Nie jąkaj się, Louis. To nie przystoi. – Odwraca się w stronę Harry’ego, w końcu zapoznając się z nim i unosi wolną rękę, oferując uściśnięcie dłoni. Harry odwzajemnia gest, trochę zdezorientowany. – Jestem Matt. Bardzo miło cię poznać, Harry. – Mrowienie przechodzi wzdłuż kręgosłupa Harry’ego, kiedy patrzy w oczy mężczyźnie, którego mina pasuje do jego głosu, upiornie spokojna i trochę arogancka (lub może wyniosła byłaby lepszym słowem?). Harry odciąga rękę od mocnego uścisku, czując niebywałą potrzebę umycia rąk zaraz jak wejdzie do mieszkania i zmusza się do napiętego uśmiechu. – Więc, Harry – kontynuuje Matt, pozornie zachęcająco – powiedz mi, co cię tu sprowadza, sprawiając, że czujesz potrzebę porozmawiania z moim chłopakiem? – Rumieniec rozprzestrzenia się po twarzy zielonookiego mężczyzny, a Louis nawet nie cofa się, kiedy uścisk na jego biodrze zacieśnia się, skupiając się na swoich butach.
- Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, a Louis wyglądał na zmartwionego. Rozmawialiśmy tylko przez minutę, a potem ty przyjechałeś. – Matt jedynie unosi brwi na słowa Harry’ego.
- Już po imieniu, jak słodko. Wiec sąsiedzie, do zobaczenia. – Odwraca się, nadal trzymając mocny uścisk na mniejszym mężczyźnie, kiedy odklucza drzwi, nie mówiąc ani słowa i popycha Louisa do środka.
Harry stoi za zamkniętymi drzwiami przez moment, po czym wchodzi do swojego mieszkania. Zatrzymuje się na środku małego pokoju gapiąc się w nicość. Mija chwila i decyduje się chwycić gitarę, planując ćwiczenie na szansę, której nigdy może nie dostać, życia, którego może nigdy nie wieść, kiedy delikatny (ale stanowczy), rytmiczny hałas przechodzi przez tanie i niesamowicie cienkie ściany. Słyszy głosy (do cholery, prawdopodobnie mógłby usłyszeć nawet miauczenie kota) dochodzące z mieszkania obok, tych samych ludzi, których spotkał moment wcześniej. Słowa są nieuchwytne i Harry desperacko próbuje nie słuchać i ignorować, ale dźwięk łomotu i walenia o cienką warstwę sklejki, która oddziela mieszkanie Harry’ego od ich to uniemożliwia. W końcu, poddaje się i odkłąda muzykę na później, decydując się wyjść na balkon. Jest już noc, słońce schowało się, aż do jutra, a niebo jest ciemne, kiedy jedynie światła miasta rozjaśniają świat, przypominając każdemu, że nikt nie powinien zasypiać, kiedy takie zdumiewające miejsce nadal nie śpi. Umysł Harry’ego jest zajęty przez hałasy miasta, ulicznych korków, głosów niosących się przez powietrze, dźwięk życia i ludzi robiących rzeczy bez pomyślenia o tym, że te czyny dotykają życia innych.
Są dwa balkony, które połączone są z obu stron z balkonem Harry’ego, a pomiędzy nimi jest mniej niż jeden metr przestrzeni. Ten po prawej ma doniczki z więdnącymi liliami i opadającymi chryzantemami oraz małe składane krzesło pokryte pajęczynami. Balkon po lewej jest pusty, tak samo jak Harry’ego. Oczy chłopaka mrużą się nieumyślnie, kiedy patrzy się na miejsce obok niego, zastanawiając się, czy nieznajomy mężczyzna, którego poznał, przychodzi tu często, czy patrzy na niebo, tak jak Harry i czy zastanawia się, co by było gdyby podjął inne decyzje w swoim życiu. Dopiero teraz, Harry pozwala sobie pomyśleć o sąsiedzie, o jego pięknych, niebieskich oczach noszących w sobie ból, którego nigdy nie powinno tam być. Dezorientacja przechodząca przez jego umysł sprawia, że czuje się jeszcze bardziej niespokojnie, kiedy myśli o momencie, w którym Louis został wepchnięty do swojego mieszkania. Piękny mężczyzna obrócił jedynie głowę, kiedy był pchany przez drzwi i uśmiechnął się do Harry’ego. To był uśmiech, który dosięgnął jego oczu, ale był także subtelną formą powiedzenia, że widzą się po raz ostatni. Zabawna rzecz, bo Harry wie, że nie będzie mógł pozostać z dala od tego mężczyzny, nawet gdyby próbował.
- Przepraszam dzieciaku, ale nie szukamy nowego talentu na razie. Spróbuj gdzie indzie. – Drzwi zamykają się, a zimne powietrze mierzwi loki na jego głowie. Harry nie pozwala sobie się zamartwiać zbyt długo, zanim podnosi torbę i kieruje się do domu, wiedząc, że kiedy będzie już dosyć późno, skuli się na materacu i obejrzy absurdalne show telewizyjne i zje błyskawiczną zupę. To był tydzień odwiedzania producentów, agentów talentów oraz wydawnictw muzycznych i błagania ich o szansę, aby mógł wystąpić, aby mógł poczuć magię tłumu i aby wszyscy znali jego imię. Błagał o szansę, aby być usłyszany, ale trudno to zdobyć, kiedy cały świat jest głuchy.
Budynek jego mieszkania z zewnątrz jest ceglany, na tyle stary, że mógł tu stać już w poprzednim wieku, a obskubana farba na frontowych drzwiach odpada za każdym razem, kiedy ktoś wchodzi do tego nędznego miejsca. Kiedy młody mężczyzna jest w drodze do domu, opuszcza głowę, aby uniknąć skąpo odzianych kobiet, oferujących mu dotrzymanie towarzystwa tej nocy i trzęsących się mężczyzn, który obiecują, że ich towar jest najlepszy w Londynie.
Kiedy Harry po raz pierwszy powiedział swojej matce, że planuje rzucić szkołę i jechać do Londynu, zaśmiała się. Dopiero kiedy Harry przysiągł, że nie żartuje i naprawdę myśli o karierze piosenkarza, jego mama złagodniała i usiadła przy stole kuchennym. Powiedziała mu, że może robić, co tylko zechce, ale życie zazwyczaj nie jest sprawiedliwe i na pewno nie takie, jakiego doświadczył do teraz. Wtedy wstała i zaczęła robić tosty, w trakcie pytając się o to, jak zamierza wszystko opłacić.
Przechodzi cztery kondygnacje schodów do swojego piętra i zatrzymuje się na końcu korytarza, gapiąc się o wiele dłużej niż zazwyczaj jest to odpowiednie na mężczyznę przy drzwiach do mieszkania na lewo od jego. Na twarzy nieznajomego maluje się panika, ale to nie utrudnia zobaczenia czystego piękna tego człowieka, kości policzkowe są widoczne nawet z tak dużej odległości, a jego usta są idealne, prawie błagające, aby Harry zakrył je swoimi wargami, żeby zobaczyć czy są tak delikatne na jakie wyglądają. Harry odbiega spojrzeniem na inne części ciała mężczyzny, zaczynając od znoszonych vansów, podążając po nogach i tyłku, jego obcisłe spodnie pozostawiają naprawdę mało dla wyobraźni. Ma na sobie czerwoną rozpinaną bluzę i wściekle przeszukuje swoje kieszenie, klepiąc się po klatce piersiowej i biodrach, szukając czegoś, czego najwidoczniej tam nie ma. Jego jasnobrązowe włosy mają złote refleksy, a jego fryzura prawdopodobnie na początku miała wyglądać na schludną i modną, ale teraz po całym dniu opadła, tworząc na głowie idealny bałagan. Tak, Harry zdecydował, że chłopak po drugiej stronie korytarza, który wygląda jakby miał koło dwudziestki, jest oczywiście piękny, ale nic nie porównuje się do jego oczu. Z jego punktu widzenia przy schodach, widzi człowieka, który teraz uspokoił się i wpatruje się w ścianę obok Harry’ego, jego ogromne oczy otoczone są przez nieprzyzwoicie długie rzęsy i mają kolor niebieski, taki który mógłby dodać barwy Oceanowi Spokojnemu, błyszczący bardziej niż niebo po pierwszym śniegu w zimę (desperacko chce porównać te idealne niebieskie oczy do słońca, ale uważa, że byłoby to zbyt banalne, a wyczerpał już limit banału na ten dzień). Oczy, które podziwia stają się mokre i kiedy nieznajomy zamyka powieki, łzy zaczynają powoli spływać po policzkach. Coś nasila się w środku Harry’ego, uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył i wszystko, czego chce to przytulić tego mężczyznę, którego nigdy nie poznał i obiecać mu, że wszystko będzie dobrze. Harry, z jakiegoś kompletnie nieznanego powodu, czuje potrzebę uratowania tego człowieka od czegokolwiek, co go rani, chce go chronić przed tym strasznym światem. Porusza się w głąb korytarza, tempem prawie równym biegu i zatrzymuje się zaraz przez sąsiadem, chcąc naprawdę przyciągnąć go do siebie i objąć ramionami, ale zamiast tego układa dłoń na jego ramieniu. Drugi mężczyzna jest kompletnie zaskoczony, że ktoś go widzi.
- Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? – Harry może teraz zobaczyć, że osoba przed nim jest około pięć centymetrów niższa od niego i ma siniaka pod lewym okiem, blaknące stłuczenie, które wygląda na zeszłotygodniowe lub starsze. Drugi mężczyzna kieruje wzrok w dół, wyglądając na bezwzględnie zdenerwowanego, po czym odwraca spojrzenie na dłoń na jego ramieniu w całkowitej zadumie. Harry nagle odciąga rękę i chowa ją w kieszeń, a na jego bladej twarzy pojawia się rumieniec.
- Tak, wszystko dobrze, tylko zgubiłem klucze. – Podciąga nosem i pociera oczy, próbując ukryć fakt, że płakał przed chwilą.
- Chcesz zadzwonić do ślusarza albo do kogoś innego? Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, możesz poczekać u mnie-
- Nie! – Harry jest zdumiony, że tak drobny chłopak mógł aż tak bardzo podnieść głos, patrząc na fakt, że wcześniej praktycznie szeptał. Chłopak o kręconych włosach otwiera usta, próbując wymyślić najprostszy sposób, aby pożegnać się z tym nieuprzejmym (ale nadal niesamowicie pięknym) mężczyzną, ale ten drugi ponownie mu przerywa. – Przepraszam, chciałem podziękować, mój chłopak niedługo wróci do domu. – Ponownie kieruje swój wzrok na podłogę, szurając stopami, aby odtrącić myśli od nieznajomego przed nim. – Po prostu nie lubi, jak zapominam. Nie chcę, żeby się na mnie złościł. – Harry zaciska pięści, czując kolejny przytłaczający impuls, aby chronić tego mężczyznę, kolejny nieprzezwyciężony ciąg, jakby ktoś ciągnął za sznurki, łącząc ich dwoje i przyciągając do siebie.
- Jestem Harry. Przeprowadziłem się w zeszłym tygodniu, więc jeżeli będziesz potrzebował czegoś, jestem zaraz obok, dobrze? – Harry wyciąga rękę, oferując uściśnięcie dłoni, ale drugi mężczyzna otacza tylko mocniej swój brzuch, gapiąc się na dłoń, jakby była wężem gotowym do ukąszenia. Podnosi wzrok, a jego niebieskie oczy są niesamowicie szeroko otwarte, a mina jego twarzy zdradza, że gdzieś w środku ma zawziętą debatę nad tym, czy powinien się przedstawić czy nie. Jego wargi rozdzielają się i wydaje się, jakby grzeczna część jego umysłu przeważyła nad tą zdenerwowaną, kiedy zimny dźwięk faluje po korytarzu, wypełniając pokój niskim, głośnym (ale jakimś sposobem delikatnym w tym samym czasie) i niesamowicie spokojnym głosem.
- Louis. Co ty robisz? – Mężczyzna koło metra osiemdziesięciu wzrostu z kasztanowymi włosami i przystojną twarzą, kroczy ku nim. Mężczyzna (Louis, Harry już wie) przyciska plecy do drzwi z miną łączącą w sobie panikę i zażenowanie. Odwraca się, aby ponownie wpatrywać się w swoje stopy, jakby były najbardziej interesującą rzeczą na świecie, ale nowo przybyły gość podnosi brodę Louisa, aby spojrzał mu w oczy. Unosi brew patrząc się na drobniejszego mężczyznę, nadal nienagannie spokojny i czeka na odpowiedź.
- Ja, ja zgubiłem klucze, więc nie mogłem wejść. Tylko rozmawiałem z H-Harrym zanim nie przyszedłeś. – Unosi brew jeszcze wyżej, ale puszcza jego ramię, zamiast tego otacza biodro Louisa ręką i przyciąga do siebie.
- Nie jąkaj się, Louis. To nie przystoi. – Odwraca się w stronę Harry’ego, w końcu zapoznając się z nim i unosi wolną rękę, oferując uściśnięcie dłoni. Harry odwzajemnia gest, trochę zdezorientowany. – Jestem Matt. Bardzo miło cię poznać, Harry. – Mrowienie przechodzi wzdłuż kręgosłupa Harry’ego, kiedy patrzy w oczy mężczyźnie, którego mina pasuje do jego głosu, upiornie spokojna i trochę arogancka (lub może wyniosła byłaby lepszym słowem?). Harry odciąga rękę od mocnego uścisku, czując niebywałą potrzebę umycia rąk zaraz jak wejdzie do mieszkania i zmusza się do napiętego uśmiechu. – Więc, Harry – kontynuuje Matt, pozornie zachęcająco – powiedz mi, co cię tu sprowadza, sprawiając, że czujesz potrzebę porozmawiania z moim chłopakiem? – Rumieniec rozprzestrzenia się po twarzy zielonookiego mężczyzny, a Louis nawet nie cofa się, kiedy uścisk na jego biodrze zacieśnia się, skupiając się na swoich butach.
- Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, a Louis wyglądał na zmartwionego. Rozmawialiśmy tylko przez minutę, a potem ty przyjechałeś. – Matt jedynie unosi brwi na słowa Harry’ego.
- Już po imieniu, jak słodko. Wiec sąsiedzie, do zobaczenia. – Odwraca się, nadal trzymając mocny uścisk na mniejszym mężczyźnie, kiedy odklucza drzwi, nie mówiąc ani słowa i popycha Louisa do środka.
Harry stoi za zamkniętymi drzwiami przez moment, po czym wchodzi do swojego mieszkania. Zatrzymuje się na środku małego pokoju gapiąc się w nicość. Mija chwila i decyduje się chwycić gitarę, planując ćwiczenie na szansę, której nigdy może nie dostać, życia, którego może nigdy nie wieść, kiedy delikatny (ale stanowczy), rytmiczny hałas przechodzi przez tanie i niesamowicie cienkie ściany. Słyszy głosy (do cholery, prawdopodobnie mógłby usłyszeć nawet miauczenie kota) dochodzące z mieszkania obok, tych samych ludzi, których spotkał moment wcześniej. Słowa są nieuchwytne i Harry desperacko próbuje nie słuchać i ignorować, ale dźwięk łomotu i walenia o cienką warstwę sklejki, która oddziela mieszkanie Harry’ego od ich to uniemożliwia. W końcu, poddaje się i odkłąda muzykę na później, decydując się wyjść na balkon. Jest już noc, słońce schowało się, aż do jutra, a niebo jest ciemne, kiedy jedynie światła miasta rozjaśniają świat, przypominając każdemu, że nikt nie powinien zasypiać, kiedy takie zdumiewające miejsce nadal nie śpi. Umysł Harry’ego jest zajęty przez hałasy miasta, ulicznych korków, głosów niosących się przez powietrze, dźwięk życia i ludzi robiących rzeczy bez pomyślenia o tym, że te czyny dotykają życia innych.
Są dwa balkony, które połączone są z obu stron z balkonem Harry’ego, a pomiędzy nimi jest mniej niż jeden metr przestrzeni. Ten po prawej ma doniczki z więdnącymi liliami i opadającymi chryzantemami oraz małe składane krzesło pokryte pajęczynami. Balkon po lewej jest pusty, tak samo jak Harry’ego. Oczy chłopaka mrużą się nieumyślnie, kiedy patrzy się na miejsce obok niego, zastanawiając się, czy nieznajomy mężczyzna, którego poznał, przychodzi tu często, czy patrzy na niebo, tak jak Harry i czy zastanawia się, co by było gdyby podjął inne decyzje w swoim życiu. Dopiero teraz, Harry pozwala sobie pomyśleć o sąsiedzie, o jego pięknych, niebieskich oczach noszących w sobie ból, którego nigdy nie powinno tam być. Dezorientacja przechodząca przez jego umysł sprawia, że czuje się jeszcze bardziej niespokojnie, kiedy myśli o momencie, w którym Louis został wepchnięty do swojego mieszkania. Piękny mężczyzna obrócił jedynie głowę, kiedy był pchany przez drzwi i uśmiechnął się do Harry’ego. To był uśmiech, który dosięgnął jego oczu, ale był także subtelną formą powiedzenia, że widzą się po raz ostatni. Zabawna rzecz, bo Harry wie, że nie będzie mógł pozostać z dala od tego mężczyzny, nawet gdyby próbował.
piątek, 14 marca 2014
http://bymylounnie.tumblr.com/rekomendacje
http://imharryskoala.tumblr.com/post/55194714316/catfish-tlumaczenie-pl
http://itsgettingheavier.tumblr.com/trans
http://gosmic.tumblr.com/ilmw
http://promiseofthestars.tumblr.com/csttlumaczenie
http://cynical-translations.tumblr.com/post/65455095203/stay-beautiful
http://dark28love.tumblr.com/post/72469317518/invisible-tlumaczenie-pl-tytul-invisible
http://imharryskoala.tumblr.com/post/55194714316/catfish-tlumaczenie-pl
http://itsgettingheavier.tumblr.com/trans
http://gosmic.tumblr.com/ilmw
http://promiseofthestars.tumblr.com/csttlumaczenie
http://cynical-translations.tumblr.com/post/65455095203/stay-beautiful
http://dark28love.tumblr.com/post/72469317518/invisible-tlumaczenie-pl-tytul-invisible
Sprawdziłam dla was kilka mitów o dziewczynach i chłopakach.
Dziewczyny:
-Czy dziewczyny wszystko robią z swoją najlepszą przyjaciółką?
*Jest to jak najprawdziwszy mit. Dziewczyny potrafia zrobić coś same.
-Czy dziewczyny są gorsze z przedmiotów sicisłych
-Czy główną rozywką jest obgarywanie?
Chłopaki:
-Czy myją się raz w tygodiu?
-Czy piłka nożna w telwizi, i sport to świetoś dla chłopaków?
-Jedyne o czym mysilą to seks
-Czy TYLKO modelka jest dlanich piękna?
http://lajt.onet.pl/sciaga/1511080,artykul.html
http://to-co-kazda-nastolatka-powinna-wiedziec.blog.onet.pl/2009/09/13/prawdy-i-mity-o-chlopakach/
http://lajt.onet.pl/sciaga/1511080,2,artykul.html
Dziewczyny:
-Czy dziewczyny wszystko robią z swoją najlepszą przyjaciółką?
*Jest to jak najprawdziwszy mit. Dziewczyny potrafia zrobić coś same.
-Czy dziewczyny są gorsze z przedmiotów sicisłych
-Czy główną rozywką jest obgarywanie?
Chłopaki:
-Czy myją się raz w tygodiu?
-Czy piłka nożna w telwizi, i sport to świetoś dla chłopaków?
-Jedyne o czym mysilą to seks
-Czy TYLKO modelka jest dlanich piękna?
http://lajt.onet.pl/sciaga/1511080,artykul.html
http://to-co-kazda-nastolatka-powinna-wiedziec.blog.onet.pl/2009/09/13/prawdy-i-mity-o-chlopakach/
http://lajt.onet.pl/sciaga/1511080,2,artykul.html
*- To jest Aiden – powiedział Harry pewnego wieczoru, kiedy podszedł do stolika, gdzie siedziała już czwórka chłopaków. Liam i Niall uśmiechnęli się lekko do nowego przybysza, kiedy Zayn uniósł brew, a w Louisie po prostu zawrzało.
Aiden był wysoki, świetnie wystylizowany i niesamowicie zbudowany. Louis mógł to powiedzieć. Był pewien, że cały cholerny świat może to powiedzieć, biorąc pod uwagę delikatną krzywiznę rąk chłopaka w obcisłej, bardzo obcisłej koszulce. Aiden był idealny, tak zabawny, że Harry nie mógł oderwać do niego wzorku przez cały posiłek, tak czarujący, że Harry objął go ramieniem i delikatnie bawił się rękawem jego koszuli, tak olśniewający, że Harry patrzył się na jego usta przez całe dwie minuty, Louis liczył, zanim nie odwrócił wzroku.
I Louis był zazdrosny. Louis mógł ledwo przełknąć własny posiłek, bez słowa popychając wciąż pełny talerz w kierunku Nialla. Nie chciał tego przyznać, lecz absolutnie nienawidził całej uwagi jaką Harry poświęcał drugiemu chłopaki i musiał przegryźć język, by powtrzymać się od krzyku, tak mocno aż poczuł krew.
Harry przyprowadził Aidena na następną imprezę Zayna. Louis poczuł się opuszczony i zdradzony, lecz starał się tego nie pokazywać, śmiejąc się całą noc i tańcząc z obcymi osobami, patrząc na Harry’ego, by zdać sobie sprawę, że chłopak w ogóle się nim nie przejmuje.
Harry pieprzył Aidena w swoim samochodzie. Louis wiedział, ponieważ bezszelestnie śledził Harry’ego, gdy sprowadził swojego partnera z parkietu i pocałował go w blasku księżyca. Widział jak Harry popchnął Aidena na tylne siedzenia i rozebrał do naga, wstrzymał oddech, gdy okno zaparowało i prawie mógł usłyszeć uderzenia, świadczące o uprawianym stosunku.
- To jest Rita – oznajmił Harry tydzień później i tym razem wszyscy przy stoliku rzucili mu zaskoczone spojrzenia. Harry albo nie zauważył, albo się tym nie przejmował, ponieważ siadł wraz z Ritą i przez cały posiłek tylko jej poświęcał uwagę.
Louis był gotowy go zamordować. Dziewczyna? Widywanie Harry’ego z innym chłopakiem było wystarczająco złe, lecz to była nowość i nawet nie próbował ukryć gapienia się na Harry’ego przez cały wieczór. Nawet Rita zauważyła i odchrząknęła niezręcznie, starając się nawiązać rozmowę z Louisem, lecz on tego nie chciał, cała jego uwaga skupiona była na Harrym, który z roztargnieniem mieszał swojego drinka.
Rita chodziła do ich szkoły, jak się okazało i czego Louis nie wiedział, więc musiał oglądać Harry’ego całującego ją przy szafkach, ignorując nieustanne skurcze żołądka, które przypominały mu, że mógłby być na jej miejscu.
Wyszło na to, że Harry przyprowadzał nowego chłopaka lub dziewczynę na ich kolację co tydzień. Nawet Zayn zdawał się być odrobinę zmartwiony zachowaniem chłopaka, a Liam i Niall tylko wykorzystali to jako kolejny dowód na to, jakim to Harry jest okropnym człowiekiem.
- Widzisz od czego cię ocaliliśmy? – wspomniał niezobowiązująco pewnego wieczoru Niall, zajadając precle wyciągnięty na łóżku Louisa. – On jest podrywaczem na pełen etat.
- Zamknij się, Niall – powiedzieli jednocześnie Liam i Louis, zaraz po tym rzucając sobie zaskoczone spojrzenia.
——————
I tak rok później, który dla Louisa minął jak kilka dni, wypełniony w pełni tańcem i zachowaniem Harry’ego. Nie myślał nawet o studiach, lecz wydawało się, że wszyscy to zrobili, szczególnie kiedy spotkali się na kolacji. W tym tygodniu Harry’emu udało się zaliczyć małego stworka z czerwonymi ustami o imieniu Cher, która patrzyła na Harry’ego, jak gdyby chciała pożreć go w całości.
- Jeszcze tylko jeden test ludzie i będziemy mogli iść wolno! – wiwatował Niall i reszta uniosła swoje szklanki w poparciu. – Więc jakie są wasze plany?
Przy stoliku zrobiło się cicho i Zayn odchrząknął. – Harry i ja mamy pewne oświadczenie.
Louis spojrzał w górę, przestając bawić się swoją słomką, nagle zainteresowany rozmową. – Co? – zapytał cicho.
- Przeprowadzamy się do LA – oznajmił Harry bez patrzenia na niego i głowa Louisa obróciła się tak szybko w jego kierunku, że był pewien, iż coś złamał.
- Co? – powtórzył trochę głośniej.
-To skrót od Los Angeles. W Kalifornii – kontynuował Harry, wciąż wpatrując się w Cher, która robiła coś obscenicznego z hot- dogiem na talerzu. – Ameryka.
Było tak, jakby gardło Louisa zacisnęło się w tej chwili i zaczął cierpieć na brak powietrza, Niall klepał go po plecach i podał wody. Jak zauważył Louis, Liam spoglądał zdezorientowanie między Zayna a Harry’ego; grymas bólu wykrzywił jego rysy twarzy.
- Kiedy podjęliście tę decyzję? – zapytał spoglądając na Zayna, który patrzył w podłogę i bawił się swoją serwetką.
- My… my, um, mieliśmy spotkanie z wytwórnią płytową. Widzieli występ One Direction na YouTube? Myślą, że mamy duży potencjał, lecz musimy przeprowadzić się tak szybko, jak to możliwe. Zamierzałem powiedzieć ci wcześniej, ale…
- Ale co? – przerwał Liam. – Nie chciałeś mówić o tym swojemu chłopakowi? – powiedział szorstko. – Potrzebuję zaczerpnąć powietrza.
- To brzmi jak dobry pomysł – powiedział Louis i Liam złapał go pod ramię, wyprowadzając przed restaurację.
- Co się, kurwa, dzieje? – zapytał Louis, gdy znaleźli się na zewnątrz; jego oczy płonęły.
- Nie mam pojęcia Louis, o boże! O boże, o boże, czy to oznacza, że Zayn będzie chciał ze mną zerwać? – panikował Liam, obracając się twarzą do Louisa, a jego oczy były pełne łez, wyraz twarzy tak smutny, że Louis nie mógł zrobić nic innego, jak odepchnąć własny gniew i przytulić Liama.
- Nie ma takiej opcji, kochanie – wyszeptał Louis, kreśląc kółka na plecach przyjaciela. – On tak bardzo cię kocha.
Wtedy Zayn wyleciał z pomieszczenia, zauważając Liama i Louisa.
- Zastanów się nad tym, co mówisz – ostrzegł go Louis i Zayn zawahała się i wziął głęboki oddech przed rozpoczęciem swojej przemowy.
- Liam, – zaczął – kocham cię. Bardziej niż wszystko inne. I nie wystawiałbym tego na próbę dla jakiegoś głupstwa, prawda? Nie jechałbym do Kalifornii, gdybym nie sądził, że mamy tak realne szanse. Wiem, że może nam się udać, proszę, zrozum to. I ja… - Zayn urwał, wzdychając i robiąc krok w przód, by złapać ręce Liama. – Chcę byś pojechał ze mną. Proszę? Tam jest tak wiele możliwości dla ciebie. Możesz znaleźć sobie agenta? Możesz pracować zawodowo? Uczyć? Proszę Liam, po prostu chcę byś tam ze mną był.
Liam gapił się na Zayna zaszokowany, lecz odrobinę zdumiony. – Ja… Zayn, ja nie…
- Liam – powiedział Zayn, przybliżając się jeszcze bardziej, tak że jego czoło stykało się z czołem Liama. – Proszę.
Po dłuższej chwili Liam przemawia. – Dobrze – przytakuje. – Okej. Okej, tak, ja… muszę porozmawiać z moimi rodzicami, lecz tak, pojadę? Spróbuję. Zayn, ja po prostu… kocham cię.
Zayn przyciągnął Liama do uścisku, szeptając o tym, jak bardzo go kocha i wyglądało to tak intymnie, że Louis poczuł się, jakby czemuś przeszkadzał, więc szybko wślizgnął się ponownie do restauracji.
Gdy tylko wszedł jego wzrok powędrował w kierunku stolika, gdzie niezręcznie siedział Niall, starający się nie patrzeć na Harry’ego i Cher z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Wcześniej odczuwalna wściekłość ponownie go ogarnęła, więc podszedł do grupki znajomych. Niall zobaczył go i połowicznie pomachał, marszcząc odrobinę brwi, gdy Louis nie odpowiedział, następnie unosząc brwi, gdy zgadł zamiary szatyna.
Louis podszedł do miejsca, gdzie siedziała Cher, praktycznie ocierająca się teraz o uda Harry’ego i chwycił ją za okropną, różową koszulkę, odciągając ją od chłopaka w jednym ruchu. Wydała z siebie okrzyk zdziwienia i bólu, a potem prychnęła mamrocząc coś o tym, jak Louis zachowuje się niczym wariat, lecz Louis nie mógł się przejmować mniej.
Spojrzał na Harry’ego, który od tygodnia popatrzył prosto w jego oczy, jego szczęka zacisnęła się. Louis zacisnął dłoń na koszuli Harry’ego i pociągnął go w górę, na moment zaskakując ich oboje nowo odnalezioną siłą, po czym postawił go przed sobą. Musiał unieść głowę, by patrzeć chłopakowi w oczy, lecz był tak wściekły i cholernie wkurzony, że udało mu się zachować pewność siebie.
- Jak możesz – splunął, popychając odrobinę Harry’ego. Chłopak zatoczył się trochę, zaskoczony, lecz opanował się, rzucając śmiertelne spojrzenie na szatyna.
- Jak ja mogę? – wyśmiał. – To ty powiedz kto nas rozdziela, Louis. Ty powiedz kto podjął tę decyzję.
- Nie możesz wyjechać w ten sposób.
- Kto tak powiedział? Ty? Kim, kurwa, jesteś, by dyktować mi zasady Louis? Nie jesteś moim chłopakiem. Cholera, nie jesteś nawet moim przyjacielem. Jesteś tylko patetycznym, żałosnym dupkiem, który nie wie nawet, kiedy miłość stoi tuż pod jego nosem!
Louis zamarł na wspomnienie słowa na ‘m’, mrugając szybko, by odgonić łzy, kiedy patrzył na Harry’ego. Zanim zdał sobie sprawę, co robi, uniósł dłoń i wyprowadził ją prosto w policzek chłopaka.
Odgłos uderzenie rozniósł się po restauracji, którą od kilku minut ogarniała cisza, gdy klienci obserwowali rozwijającą się walkę.
Louis patrzył w szoku na swoją dłoń, potem na Harry’ego, który trzymał się za policzek i patrzył na Louisa z ogromnym zaskoczeniem. Szczęka Nialla była na podłodze, wzrok przemieszczał się między ich dwójką.
- Ja… - zaczął Louis, po czym przełknął, jego usta nagle stały się całkowicie suche. – Kurwa – powiedział, obracając się i wybiegając z restauracji, mijając zdezorientowanych Liama i Zayna, natychmiastowo za nim wybiegł Niall.
——-
Louis odmówił rozmowy z Liamem i Niallem o Harrym. Ignorował ich, kiedy tylko o nim wspominali i zamiast tego skupiał się na tańcu, spędzając długie wieczorne godziny w studiu. Jego mama rzucała mu zmartwione spojrzenia, gdy tylko wracał do domu, przytulając go przez długi czas. Louis miał dość szkoły, miał dość ocen i testów i wszystkich innych niepotrzebnych gówien, czuł jak ostatnie tygodnie szkoły mijają. Niedługo potem znalazł się w auli, przełykając nerwowo ślinę, gdy wchodził na scenę, by odebrać swój dyplom, uśmiechając się tylko ustami, nie oczami.
Następną wielką nocą był występ Louisa, jego ostatnio taniec ze studia pod instrukcją nauczycieli. Spędził godziny tańcząc, siniaki zdobiły prawie całe jego ciało, lecz szybko o tym zapomniał, gdy w myślał odtwarzał choreografię, zdeterminowany, by móc zrobić to z zamkniętymi oczami. Nawet próbował tańczyć w ten sposób kilka razy, niemal zbijając lustra w czasie i Alina natychmiast kazała mu zaprzestać takich działań.
Wszystko było zaplanowane na czwartkową noc i Louis mógł poczuć adrenalinę w swoich żyłach. Liam miał już swój występ wcześniej w tym tygodniu i Zayn, Niall oraz Louis pojawili się, dopingując go tak głośno, jak tylko mogli. Wyjrzał na widownię i zobaczył jego rodzinę siedzącą w tym samym rzędzie, co trójka chłopców, wszyscy rozmawiają i śmieją się. Nie zobaczył jednej twarzy, którą chciał zobaczyć, twarzy którą uderzył i od której uciekł, twarzy o której całowaniu śnił każdej nocy, lecz to nie ma znaczenia, ponieważ wszystko czego potrzebował to ludzie, którzy byli tutaj dla niego w tej chwili.
Alina złapała go zanim wyszedł, całując w oba policzki i Perrie zachichotała, gdy się zaczerwienił.
- Zamknij się – wymamrotał Louis, układając ręce na talii dziewczyny i stając w pozycji początkowej, kiedy różowa kurtyna uniosła się, publiczność zamilkła i rozpoczął się miękki dźwięk pianina.
Louis odetchnął głęboko i zaczął się poruszać, jego umysł nie przetwarzał nawet tego, co robiło ciało. Starał skoncentrować się po prostu na muzyce i Perrie, obserwując jej ruchy, by być zsynchronizowanym z nią, nigdy tego nie tracąc nawet jeśli by się poślizgnęła, czego oczywiście nie zrobiła. W rzeczywistości cały układ wyszedł gładko, nawet lepiej niż oczekiwał i Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu na gromkie brawa, które dostali od publiczności, puszczając oczko do swojej rodziny i przyjaciół, którzy z podnieceniem wiwatowali.
Zszedł ze sceny, z podnieceniem przytulając Perrie i Alina szybko wyciągnęła go na bok. – Louis. Pewni ludzie chcieliby cię poznać.
Louis rzucił jej zdezorientowane spojrzenie, lecz mimo wszystko ruszył jej śladami, zrozumienie uderzyło go, gdy tylko zobaczył dwójkę elegancko ubranych ludzi z teczkami i folderami przed sobą.
- To jest Louis Tomlinson – przedstawił go Alina, delikatnie szturchając go w żebra.
- Och. Um, tak. Witam! – powiedział Louis, starając się uspokoić szaleńcze kołatanie serca. – Cześć. Um, czy podobał się państwu występ?
- Och, tak! To było niesamowite – powiedziała niska kobieta z brązową szminką na ustach. Wysoki mężczyzna obok niej przytaknął w aprobacie.
- Jesteśmy z the Juilliard School of Dance* - rozpoczął i Louis zamarł, jego serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej, nawet jeśli nie mógł oddychać. Alina wydawał się to zauważyć , więc objęła go ramieniem, dopóki Louis ponownie nie zaczął wydychać powietrza.
- Och – odpowiedział Louis.
- Dużo o tobie słyszeliśmy od Aliny, która jest absolwentką naszej szkoły – kontynuował mężczyzna. – Teraz wiemy dlaczego.
- Och – powtórzył Louis, przełykając.
Kobieta uśmiechnęła się. – Chcielibyśmy zaoferować ci stypendium naszej szkoły, Louis. Czy byłbyś zainteresowany?
- Och? – powiedział po raz trzeci Louis, po czym otrząsnął się z oszołomienia. – Wow. Uch. O mój boże, tak, oczywiście. Ja… Ja marzyłem o Juillardzie odkąd skończyłem jakoś 14 lat, o mój boże. Czy to jest naprawdę? Nie jestem wkręcany, prawda?
Kobieta i mężczyzna zaśmiali się, tak jak i Alina, która przyciągnęła go bliżej. Louis poczuł, jak jego uśmiech się poszerza, tak bardzo, że jego policzki zaczęły boleć po kilku sekundach.
Nie był w stanie przestać się uśmiechać przez resztę konwersacji z reprezentantami Juliarda. Nie przestał również, gdy otworzył drzwi do przebieralni i zobaczył wszystkich zebranych wewnątrz, otwierających butelki z szampanem, przytulających się i całujących w policzki. Nie przestał, kiedy kładł się tej nocy do łóżka, jego serce kołatało od wydarzeń całego dnia.
Tak naprawdę nie przestał się uśmiechać nawet w nocy, gdy jego sny wypełnione były baletem i szampanem i wysokim nieznajomym z czekoladowymi lokami i szmaragdowymi oczami.
Obudził się następnego ranka z lekkim kacem, lecz natychmiast zerwał się z łóżka, chodząc po kuchni i denerwując swoje siostry, śpiewając przerobioną piosenkę o pójściu do Juilliarda.
- Jakie są twoje plany na resztę dnia, słoneczko? – zapytała jego mama i Louis wzruszył ramionami.
- Kto wie? Jestem wolnym mężczyzną! – zawołał, niespodziewanie podnosząc Lottie, która zapiszczała i przytuliła się do jego ramion. Mama uderzyła go w ramię, gdy ponownie położył ją na ziemi i zagoniła jego siostry na górę, by przygotowały się do szkoły. Louis przewrócił oczami i przytulił kobietę.
- To było miłe, że twoi przyjaciele przyszli zeszłej nocy – przyznała i Louis uśmiechnął się.
- Wiem. Kocham ęą trójkę bardzo mocno.
- Trójkę? – zapytała Jay, przechylając głowę w zdezorientowaniu. – Było ich czworo.
Louis zamarł. – Co?
- Tak. Liam i Niall, i ten chłopak – Zayn, prawda? – siedzieli w naszym rzędzie, lecz był jeszcze chłopak z tyłu. Podszedł do nas na końcu występu i przedstawił się, lecz nie wszedł z nami do twojej szatni.
- Jak on wyglądał? – wyszeptał Louis.
- Um. Trochę wyższy niż ty, mogę stwierdzić. Na pewno szczupły. Bałagan loków na głowie. Brązowe włosy, zielone oczy? Brzmi znajomo? – zapytała, przeczesując jego włosy.
- Harry – automatycznie wyszeptał Louis i Jay uśmiechnęła się.
- Tak, tak się przedstawił. Miły chłopiec. Chociaż wydawało mi się, że zauważyłam kolczyk na jego języku, gdy rozmawialiśmy. Trochę dziwne.
Louis skinął głową w roztargnieniu, by jego mama nie drążyła tematu.
- Och. Dobrze! Prawie zapomniałam. Wszystkie dziewczynki mają dziś zajęcia pozalekcyjne, a ja pracuję do późna, więc nie wrócimy przed dziewiątą. Poradzisz sobie?
Louis otrząsnął się odrobinę z pierwszego szoku i uśmiechnął się. – Postaram się jak najlepiej nie zepsuć wszystkiego.
- Żadnych domówek! – powiedziała przez ramię jego mama, gdy wychodziła z pokoju, chichocząc do siebie.
Louis poszedł na górę i położył się na łóżku, obserwując sufit.
Harry tam był. Przyszedł na jego recital.
Louis nie wiedział czemu, lecz zaczął płakać i pozwolił łzą spaść swobodnie na policzki, gdy kontynuował wpatrywanie się w nicość, zastanawiając się, dlaczego Harry pojawił się tam i dlaczego w ogóle musi istnieć.
Niedługo później dom był pusty, wszyscy rozeszli się do pracy i szkoły, a Louis po prostu krzątał się po domu przez resztę dnia, jedząc fast-foody i oglądając kilka beznadziejnych filmów, zanim spostrzegł, że zegar pokazuje już godzinę 19. Westchnął i przeszedł do kuchni, zastanawiając się czy lepiej zrobić sobie szybki posiłek z makaronem lub coś innego przed wzięciem prysznica, gdy zatrzymuje go dźwięk dzwonka do drzwi.
Louis krzywi się. Nikt nie miał wpadać. Kto mógłby być tutaj o 19 w piątek?
Powlekł się do drzwi, nie zadając sobie nawet trudu, by spojrzeć przez wizjer i zapiera mu dech w piersiach, gdy zauważa przed sobą Harry’ego.
- Cześć – mówi chłopak, niemal nieśmiało i Louis chce uderzyć go ponownie, tylko za to, zanim nie zauważa blaknącego, różowego znamienia na policzku Harry’ego.
- Um… hej? – mówi Louis.
- Mogę wejść?
- Oh. Pewnie. – Louis przesuwa się, zamykając drzwi, gdy chłopak już wchodzi. We dwoje stoją w korytarzu, patrząc w podłogę przez kilka minut, zanim nie odzywa się Harry.
- Nie jest mi przykro Louis.
Szatyn podnosi wzrok, zaskoczony, jego usta zaciskają się w wąską linię. – A mi powinno być?
Harry wstrząsa głową. – Nie. Lecz jeśli chcesz bym przeprosił, nie zrobię tego. Nie żałuję niczego w przeciągu tych kilku miesięcy.
- Dlaczego miałbyś? Musiałeś czuć się niesamowicie, biorąc pod uwagę ciągły seks jaki uprawiałeś.
Harry zmrużył oczy w kierunku Louisa. – Nie bądź kutasem.
Louis zaśmiał się cierpko. - Przyganiał kocioł garnkowi.
- Oboje zrobiliśmy rzeczy, za które powinniśmy przeprosić. Lecz wydaje mi się, że jesteśmy zbyt uparci, by to zrobić.
- Może. – Louis wzruszył ramionami.
- Nie. Zdecydowanie. Na przykład – zaczął Harry, podchodząc bliżej do Louisa i unosząc jego dłoń – jak to? – umieścił rękę szatyna na swoim policzku, dostosowując ją do siniaka tam i Louis rumieni się, lecz pozostaje na miejscu.
- Nie jest mi przykro z tego powodu.
- Mówiłem.
Louis wzdycha sfrustrowany. –Słyszałem, że byłeś na moim występie.
- Och. Um, tak.
- Podobało ci się? – zapytał Louis, spoglądając na podłogę, gdy zacisnął palce.
- Louis byłeś niesamowity. Nigdy nie widziałem, by ktokolwiek się tak ruszał, byłem zachwycony, ja…
- Dziękuję – przerywa mu Louis. Wzdycha. – Harry, dlaczego tutaj jesteś? Co tu robisz?
- Dziś wyjeżdżam – wypalił Harry, spoglądając na Louisa.
- Och. – Louis przełknął gulę formującą się w jego gardle. – Zayn też?
Harry przytaknął. – I reszta zespołu. Nasz lot jest o północy. Pierwsza klasa. Uroki bycia w zespole Zayna, tak mi się wydaje.
- Idę do Juilliarda – mówi mu Louis. – To znaczy, prawdopodobnie. Mam nadzieję. Zeszłej nocy dostałem stypendium.
- Och. Wow, Louis to niesamowicie.
- Tak, wiem. Pieprzona przyszłość, nie? Kto wie, gdzie będziemy za pięć lat?
- Nie obchodzi mnie to – mówi Harry z wahaniem, lecz podchodzi bliżej Louisa. – Obchodzi mnie tylko to, gdzie jesteśmy teraz.
- Oh? Czyli gdzie? – odpowiada Louis, przestając oddychać, gdy Harry podchodzi bliżej i bliżej, aż ich usta praktycznie ocierają się o siebie nawzajem.
- Właśnie tutaj. Z tobą – wyszeptał Harry, zamykając dystans między ich ciałami, gdy pochylił się, by pocałować Louisa. Wtedy właśnie szatyn zdał sobie sprawę, że jego ręka wciąż dotyka policzka Harry’ego, dłoń chłopaka przykrywa jego własną. Nie odsunął się nawet jeśli jego rozum krzyczał, by to zrobił. Zamiast tego oddał pocałunek, obejmując szyję Harry’ego, gdy ten złapał go w talii.
Minęło tak dużo czasu odkąd Louis był całowany przez Harry’ego, więc pozwolił sobie roztopić się w tym uczuciu, wzdychając radośnie, gdy chłopak przerwał pocałunek.
- Sypialnia? – wymamrotał i Louis chwycił go pod ramię, pociągając w kierunku schodów.
Upadli na łóżko Louisa, całkowicie ze sobą splątani. Przez moment Louis poczuł się winny, gdy zdał sobie sprawę jaki bałagan panował w jego pokoju, lecz ta myśl została odepchnięta, gdy Harry pracował swoim językiem w ustach szatyna.
Całowali się powoli, ciała złączone i gdy przestali ich twarze miały identyczne odcienie różu. Louis wiercąc się trochę odkrył, że był już twardy. Boże, samo całowanie Harry’ego nakręciło go tak bardzo. Jego ruchy nie pozostały niezauważone i Harry oddalił się odrobinę, by ściągnąć ubrania. Louis wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym zdał sobie sprawę, że powinien zrobić to samo i pospiesznie zaczął wszystko ściągać. Przesunął się do góry, aż jego głowa spoczywała na poduszkach, jego oddech był urywany, gdy Harry wczołgał się na niego.
Harry powoli całował drogę od jego pępka aż po szyję i Louis zadrżał, gdy Harry trącił jego szczękę. Chłopak przeniósł się w dół tak, że ciężar jego ciała opierał się o Louisa, praktycznie otulając go. Louis jęknął, gdy ich członki otarły się o siebie i objął szyję Harry’ego, gdy ponownie zaczęli się całować.
Harry docisnął biodra do Louisa, ich penisy twardniały obok siebie, a Louis nie mógł nawet rozpoznać, który z nich wydawał te wszystkie odgłosy, gdy Harry zaczął poruszać się szybciej, gryząc obojczyki Louisa. Chłopak zatrzymał się po chwili i Louis odczytał jego myśli, wskazując na szafkę nocną.
- Druga szuflada – mówi cicho i Harry bez słowa wyciąga prezerwatywę i lubrykant.
Louis wpatrywał się w nie, gdy chłopak położył je na boku, przegryzając wargę. – Harry, czy ty… chodzi mi o to… wiem, że sypiałeś z, um, wieloma ludźmi, lecz wiesz może czy jesteś, uch, wiesz…?
Harry rzucił mu zaciekawione spojrzenie. – Jestem czysty, jeśli o to pytasz – powiedział.
Louis wypuścił urywany oddech. – W takim razie, czy ty… nie musisz, wiesz, jeśli nie chcesz – powiedział szybko Louis, rumieniąc się odrobinę i wskazując na prezerwatywy.
Oczy Harry’ego rozszerzają się, lecz przytakuje. – Kurwa, Louis, kurwa. – Pochylił się i pocałował Louisa, przebiegając językiem po jego opuchniętych ustach. – Tak.
Louis zacięcie całuje Harry’ego, jego członek drga na myśl o barebackingu*. Nigdy czegoś takiego nie robił i biorąc pod uwagę reakcję Harry’ego, on również. Popycha lekko chłopaka, nadal pracując w jego ustach swoim językiem, sycząc, gdy Harry delikatnie naciska śliskim palcem na jego wejście. Harry wprowadza go powoli, obciągając sobie drugą dłonią. Czeka aż Louis dostosuje się i dodaje drugi palec, poruszając się odrobinę szybciej.
- Powoli – informuje Louis, przegryzając wargę. – Minęło trochę czasu.
Harry zamiera i Louis szybko otwiera oczy, by zobaczyć falę winy przepływającą przez twarz Harry’ego. – Ja… - zaczyna, marszcząc czoło. – Ty nie uprawiałeś… um, odkąd my…?
Louis ostrożnie kręci głową, unosząc brwi. Czy Harry myślał, że Louis sypiał z kimś innym? To dlatego zaczął ten cały łańcuch kumpli do pieprzenia? – Harry, co ty sobie… - zaczyna, lecz chłopak pochyla się, całując go szorstko i Louis jęczy mu w usta, poruszając biodrami, gdy chłopak wprowadza w niego dwa palce. Wyjmuje je, wycierając w pościel i ustawiając się przy otworze Louisa, trącając czubkiem wejście chłopaka, powoli całując linię jego szczęki. Louis wzdycha i Harry wchodzi głębiej, mniej więcej do połowy, po czym wychodzi i powtarza ruch. Przygniata Louisa, gdy udaje mu się w całości zanurzyć w ciele chłopaka, ich klatki piersiowe są złączone.
- Tak bardzo cię przepraszam, Louis – szepcze tak cicho, że Louis prawie to przegapia. – Ja… ja myślałem, że był ktoś inny i, więc, ja…
Louis przyciska palec do ust Harry’ego i kręci głową. – Nie. Moja, Harry, ja… to było okropne widywać cię z kimś innym każdego dnia, lecz przynajmniej mogłem cię zobaczyć, a teraz… - Louis zamyka oczy, starając się powstrzymać łzy i Harry całuje jego palec, powoli biorąc go do ust. Louis szarpnął biodrami w górę i jęknął, gdy Harry wziął jeden z jego palców i zaczął oplatać go językiem i Louis mógł poczuć jego erekcję przyciśniętą między ich ciałami. Harry ciągle tylko ocierał się, wychodząc z niego raz na jakiś czas i kręcąc biodrami.
To było za dużo, za blisko, za intymnie. Nigdy nie uprawiali w ten sposób seksu, tak powoli, jak namiętnie i Louis ugryzł się w język, ponieważ to było wszystko czego pragnął, a Harry zamierzał wyjechać i prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą. Nie mógł zrobić tego w ten sposób, przyciśnięty przez każdy centymetr ciała Harry’ego, czując wszystko, przez co drugi chłopak przechodził.
- Przestań – wyszeptał i Harry spojrzał na niego zdezorientowany, delikatnie odsuwając się.
- Louis, ja… - zaczął chłopak.
- Nie. Żadnego… żadnego więcej gadania. Nie mogę zrobić tego w ten sposób – przyznał Louis, sięgając w górę i przewracając Harry’ego tak, że teraz leżał na plecach. Louis musiał czuć Harry’ego, lecz nic poza jego penisem. Nie chciał czuć bijącego serca chłopaka tuż przy sobie, nie chciał drżeć przy jego wargach. Louis usiadł okrakiem na kolanach Harry’ego, pozwalając długości chłopaka ocierać się o swoje wejście; westchnął, gdy chłodny metal kolczyka dotknął jego skóry, tak gorącej, spoconej, przepełnionym pożądaniem i Harrym.
Opadł na niego w całości, sprawiając, że zarówno on, jak i Harry oddychają ciężko, gdy jego biodra stykają się z biodrami chłopaka. Ręce Harry’ego przemieszczają się z ud szatyna na jego talię i Louis powoli unosi się i opada. Powtarza ten ruch kilka razy i przyspiesza, pochylając się w przód, dłonie naciskające na obojczyki Harry’ego. – Kurwa – wysapuje, słysząc uderzenia skóry o skórę, gdy się porusza.
Harry nie poruszał się przez chwilę, gwałtownie łapiąc powietrze, nie będąc w stanie odwrócić wzroku od twarzy Louisa, lecz potem zaczął unosić biodra, by spotkać szatyna i Louis przewrócił oczami, gdy kolczyk kędzierzawego uderzył w jego prostatę. Jęknął nisko, lecz konturował poruszanie się, dostosowując się do pchnięć Harry’ego, przyjemność zaczęła budować się w jego wnętrzu.
Harry zauważył i przeniósł jedną dłoń na członka Louisa, delikatnie go gładząc i Louis drżał, gdy obciągnął mu kilka razy, po czym doszedł na klatkę piersiową chłopaka, nie będąc w stanie złapać oddechu, gdy opadł na chłopaka. Harry odchrząknął i kontynuował pchnięcia przez niecałą minutę, po czym również doszedł, głęboko we wnętrzu Louisa, który nie jest wstanie zrobić nic poza podpieraniem się o ciało chłopaka, jego ramiona drżą.
Harry obejmuje go i powoli wychodzi z jego ciała, delikatnie kładąc chłopaka obok siebie. Jego usta są wszędzie, całują, gryzą, więc Louis łapie go za szczękę i całuje go mocno, przelewając cały ból i cierpienie ostatnich miesięcy. Harry wyglądał na odrobinę oszołomionego, gdy Louis odchylił się, lecz szatyn nie mógł wyraźnie zobaczyć jego oczu. Zamiast tego jego wzrok powędrował w kierunku zegarka, który w ciemnościach świecił jasnym „20:30”.
- Moja rodzina będzie niedługo w domu – szepta Louis, głaszcząc chłopaka po włosach, nawet jeśli wie, że nie powinien.
- Muszę wziąć moje rzeczy i pojechać na lotnisko – odpowiada mu równie cicho Harry i oboje po prostu leżą w ciszy przez moment, zanim Harry nie przemawia. – Ja… wiem, że będziemy mieć między sobą niemal cały kontynent, lecz Louis…
- Przestań – mówi Louis, wstrząsając głową.
- Wciąż nie możesz? – pyta Harry, zaciskając usta w wąską linię. – Dlaczego?
- Mówiłem ci, w przeszłości…
- Wszyscy mamy przeszłość, Louis. Wszyscy pieprzyliśmy rzeczy. Wszyscy dawaliśmy sobą pomiatać. Dlaczego, do cholery, ma to jakieś znaczenie?
Ręce Louisa przestają bawić się włosami Harry’ego, zamiast tego zaciskają się w pięści na jego klatce piersiowej. – Ponieważ to niemal zrujnowało ludzi, na których mi zależy – powiedział i Harry spojrzał na niego zdewastowany.
- Więc nie zależy ci na mnie?
Wzrok Louisa przeniósł się na Harry’ego i nie wiedział, co powiedzieć.
Chłopak przegryzł wargę i przytaknął. – Ja… dobrze, wow. – Obrócił się i wstał z łóżka Louisa, zakładając ubrania. Był całkowitym bałaganem, zaczerwieniony i spocony; żołądek Louis ścisnął się w supeł, lecz starał się nie zwracać na to uwagi, skupiony tylko na ubieraniu się tak szybko, jak to możliwe.
- Harry, poczekaj, nie, ja… - zawołał Louis, wyplątując się z łóżka, by złapać chłopaka za ramię. – Zależy mi na tobie, bardzo, po prostu…
- Tak? – zadrwił Harry. – Dobrze, kurwa Louis, bo ja cię kocham! – wykrzyczał mu Harry, jego oczy płonęły po czym natychmiastowo rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę, co powiedział. – Cholera. Cholera. Muszę iść.
Louis patrzył, jak Harry wybiega z sypialni, wciąż zaszokowany, po czym złapał parę dresów i włożył je w pośpiechu, gdy zbiegał za chłopakiem na korytarz. – Harry! Zatrzymaj się, proszę, Harry!
Lecz Harry zignorował go, otwierając drzwi wyjściowe i pozwalając zimnemu powietrzu uderzyć w ich dwójkę. Zawahał się, zamykając oczy i wdychając głęboko powietrze. – Żegnaj, Louis – niemal wyszeptał, zatrzaskując za sobą drzwi.
Louis stał tam, nie poruszając się, gdy usłyszał pisk opon samochodu Harry’ego, gdy chłopak odjeżdżał spod domu. Nie ruszył się, dopóki nie usłyszał podjeżdżającego auta mamy, więc powlókł się do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi. Osunął się na podłogę, szlochając zwinięty w kłębek i zastanawiając się czym, do cholery, stało się jego życie.
________
Juilliard School of Dance - uczelnia artystyczna usytuowana w Nowym Jorku, gdzie studenci kształcą się głównie pod kątem muzyki, tańca i aktorstwa.
barebacking - jest to inicjacja seksualna w czasie, której partnerzy z różnych powodów podejmują się ryzykownych zachowań. W sytuacji Louisa i Harry’ego chodzi akurat o seks bez zabezpieczenia.
Aiden był wysoki, świetnie wystylizowany i niesamowicie zbudowany. Louis mógł to powiedzieć. Był pewien, że cały cholerny świat może to powiedzieć, biorąc pod uwagę delikatną krzywiznę rąk chłopaka w obcisłej, bardzo obcisłej koszulce. Aiden był idealny, tak zabawny, że Harry nie mógł oderwać do niego wzorku przez cały posiłek, tak czarujący, że Harry objął go ramieniem i delikatnie bawił się rękawem jego koszuli, tak olśniewający, że Harry patrzył się na jego usta przez całe dwie minuty, Louis liczył, zanim nie odwrócił wzroku.
I Louis był zazdrosny. Louis mógł ledwo przełknąć własny posiłek, bez słowa popychając wciąż pełny talerz w kierunku Nialla. Nie chciał tego przyznać, lecz absolutnie nienawidził całej uwagi jaką Harry poświęcał drugiemu chłopaki i musiał przegryźć język, by powtrzymać się od krzyku, tak mocno aż poczuł krew.
Harry przyprowadził Aidena na następną imprezę Zayna. Louis poczuł się opuszczony i zdradzony, lecz starał się tego nie pokazywać, śmiejąc się całą noc i tańcząc z obcymi osobami, patrząc na Harry’ego, by zdać sobie sprawę, że chłopak w ogóle się nim nie przejmuje.
Harry pieprzył Aidena w swoim samochodzie. Louis wiedział, ponieważ bezszelestnie śledził Harry’ego, gdy sprowadził swojego partnera z parkietu i pocałował go w blasku księżyca. Widział jak Harry popchnął Aidena na tylne siedzenia i rozebrał do naga, wstrzymał oddech, gdy okno zaparowało i prawie mógł usłyszeć uderzenia, świadczące o uprawianym stosunku.
- To jest Rita – oznajmił Harry tydzień później i tym razem wszyscy przy stoliku rzucili mu zaskoczone spojrzenia. Harry albo nie zauważył, albo się tym nie przejmował, ponieważ siadł wraz z Ritą i przez cały posiłek tylko jej poświęcał uwagę.
Louis był gotowy go zamordować. Dziewczyna? Widywanie Harry’ego z innym chłopakiem było wystarczająco złe, lecz to była nowość i nawet nie próbował ukryć gapienia się na Harry’ego przez cały wieczór. Nawet Rita zauważyła i odchrząknęła niezręcznie, starając się nawiązać rozmowę z Louisem, lecz on tego nie chciał, cała jego uwaga skupiona była na Harrym, który z roztargnieniem mieszał swojego drinka.
Rita chodziła do ich szkoły, jak się okazało i czego Louis nie wiedział, więc musiał oglądać Harry’ego całującego ją przy szafkach, ignorując nieustanne skurcze żołądka, które przypominały mu, że mógłby być na jej miejscu.
Wyszło na to, że Harry przyprowadzał nowego chłopaka lub dziewczynę na ich kolację co tydzień. Nawet Zayn zdawał się być odrobinę zmartwiony zachowaniem chłopaka, a Liam i Niall tylko wykorzystali to jako kolejny dowód na to, jakim to Harry jest okropnym człowiekiem.
- Widzisz od czego cię ocaliliśmy? – wspomniał niezobowiązująco pewnego wieczoru Niall, zajadając precle wyciągnięty na łóżku Louisa. – On jest podrywaczem na pełen etat.
- Zamknij się, Niall – powiedzieli jednocześnie Liam i Louis, zaraz po tym rzucając sobie zaskoczone spojrzenia.
——————
I tak rok później, który dla Louisa minął jak kilka dni, wypełniony w pełni tańcem i zachowaniem Harry’ego. Nie myślał nawet o studiach, lecz wydawało się, że wszyscy to zrobili, szczególnie kiedy spotkali się na kolacji. W tym tygodniu Harry’emu udało się zaliczyć małego stworka z czerwonymi ustami o imieniu Cher, która patrzyła na Harry’ego, jak gdyby chciała pożreć go w całości.
- Jeszcze tylko jeden test ludzie i będziemy mogli iść wolno! – wiwatował Niall i reszta uniosła swoje szklanki w poparciu. – Więc jakie są wasze plany?
Przy stoliku zrobiło się cicho i Zayn odchrząknął. – Harry i ja mamy pewne oświadczenie.
Louis spojrzał w górę, przestając bawić się swoją słomką, nagle zainteresowany rozmową. – Co? – zapytał cicho.
- Przeprowadzamy się do LA – oznajmił Harry bez patrzenia na niego i głowa Louisa obróciła się tak szybko w jego kierunku, że był pewien, iż coś złamał.
- Co? – powtórzył trochę głośniej.
-To skrót od Los Angeles. W Kalifornii – kontynuował Harry, wciąż wpatrując się w Cher, która robiła coś obscenicznego z hot- dogiem na talerzu. – Ameryka.
Było tak, jakby gardło Louisa zacisnęło się w tej chwili i zaczął cierpieć na brak powietrza, Niall klepał go po plecach i podał wody. Jak zauważył Louis, Liam spoglądał zdezorientowanie między Zayna a Harry’ego; grymas bólu wykrzywił jego rysy twarzy.
- Kiedy podjęliście tę decyzję? – zapytał spoglądając na Zayna, który patrzył w podłogę i bawił się swoją serwetką.
- My… my, um, mieliśmy spotkanie z wytwórnią płytową. Widzieli występ One Direction na YouTube? Myślą, że mamy duży potencjał, lecz musimy przeprowadzić się tak szybko, jak to możliwe. Zamierzałem powiedzieć ci wcześniej, ale…
- Ale co? – przerwał Liam. – Nie chciałeś mówić o tym swojemu chłopakowi? – powiedział szorstko. – Potrzebuję zaczerpnąć powietrza.
- To brzmi jak dobry pomysł – powiedział Louis i Liam złapał go pod ramię, wyprowadzając przed restaurację.
- Co się, kurwa, dzieje? – zapytał Louis, gdy znaleźli się na zewnątrz; jego oczy płonęły.
- Nie mam pojęcia Louis, o boże! O boże, o boże, czy to oznacza, że Zayn będzie chciał ze mną zerwać? – panikował Liam, obracając się twarzą do Louisa, a jego oczy były pełne łez, wyraz twarzy tak smutny, że Louis nie mógł zrobić nic innego, jak odepchnąć własny gniew i przytulić Liama.
- Nie ma takiej opcji, kochanie – wyszeptał Louis, kreśląc kółka na plecach przyjaciela. – On tak bardzo cię kocha.
Wtedy Zayn wyleciał z pomieszczenia, zauważając Liama i Louisa.
- Zastanów się nad tym, co mówisz – ostrzegł go Louis i Zayn zawahała się i wziął głęboki oddech przed rozpoczęciem swojej przemowy.
- Liam, – zaczął – kocham cię. Bardziej niż wszystko inne. I nie wystawiałbym tego na próbę dla jakiegoś głupstwa, prawda? Nie jechałbym do Kalifornii, gdybym nie sądził, że mamy tak realne szanse. Wiem, że może nam się udać, proszę, zrozum to. I ja… - Zayn urwał, wzdychając i robiąc krok w przód, by złapać ręce Liama. – Chcę byś pojechał ze mną. Proszę? Tam jest tak wiele możliwości dla ciebie. Możesz znaleźć sobie agenta? Możesz pracować zawodowo? Uczyć? Proszę Liam, po prostu chcę byś tam ze mną był.
Liam gapił się na Zayna zaszokowany, lecz odrobinę zdumiony. – Ja… Zayn, ja nie…
- Liam – powiedział Zayn, przybliżając się jeszcze bardziej, tak że jego czoło stykało się z czołem Liama. – Proszę.
Po dłuższej chwili Liam przemawia. – Dobrze – przytakuje. – Okej. Okej, tak, ja… muszę porozmawiać z moimi rodzicami, lecz tak, pojadę? Spróbuję. Zayn, ja po prostu… kocham cię.
Zayn przyciągnął Liama do uścisku, szeptając o tym, jak bardzo go kocha i wyglądało to tak intymnie, że Louis poczuł się, jakby czemuś przeszkadzał, więc szybko wślizgnął się ponownie do restauracji.
Gdy tylko wszedł jego wzrok powędrował w kierunku stolika, gdzie niezręcznie siedział Niall, starający się nie patrzeć na Harry’ego i Cher z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Wcześniej odczuwalna wściekłość ponownie go ogarnęła, więc podszedł do grupki znajomych. Niall zobaczył go i połowicznie pomachał, marszcząc odrobinę brwi, gdy Louis nie odpowiedział, następnie unosząc brwi, gdy zgadł zamiary szatyna.
Louis podszedł do miejsca, gdzie siedziała Cher, praktycznie ocierająca się teraz o uda Harry’ego i chwycił ją za okropną, różową koszulkę, odciągając ją od chłopaka w jednym ruchu. Wydała z siebie okrzyk zdziwienia i bólu, a potem prychnęła mamrocząc coś o tym, jak Louis zachowuje się niczym wariat, lecz Louis nie mógł się przejmować mniej.
Spojrzał na Harry’ego, który od tygodnia popatrzył prosto w jego oczy, jego szczęka zacisnęła się. Louis zacisnął dłoń na koszuli Harry’ego i pociągnął go w górę, na moment zaskakując ich oboje nowo odnalezioną siłą, po czym postawił go przed sobą. Musiał unieść głowę, by patrzeć chłopakowi w oczy, lecz był tak wściekły i cholernie wkurzony, że udało mu się zachować pewność siebie.
- Jak możesz – splunął, popychając odrobinę Harry’ego. Chłopak zatoczył się trochę, zaskoczony, lecz opanował się, rzucając śmiertelne spojrzenie na szatyna.
- Jak ja mogę? – wyśmiał. – To ty powiedz kto nas rozdziela, Louis. Ty powiedz kto podjął tę decyzję.
- Nie możesz wyjechać w ten sposób.
- Kto tak powiedział? Ty? Kim, kurwa, jesteś, by dyktować mi zasady Louis? Nie jesteś moim chłopakiem. Cholera, nie jesteś nawet moim przyjacielem. Jesteś tylko patetycznym, żałosnym dupkiem, który nie wie nawet, kiedy miłość stoi tuż pod jego nosem!
Louis zamarł na wspomnienie słowa na ‘m’, mrugając szybko, by odgonić łzy, kiedy patrzył na Harry’ego. Zanim zdał sobie sprawę, co robi, uniósł dłoń i wyprowadził ją prosto w policzek chłopaka.
Odgłos uderzenie rozniósł się po restauracji, którą od kilku minut ogarniała cisza, gdy klienci obserwowali rozwijającą się walkę.
Louis patrzył w szoku na swoją dłoń, potem na Harry’ego, który trzymał się za policzek i patrzył na Louisa z ogromnym zaskoczeniem. Szczęka Nialla była na podłodze, wzrok przemieszczał się między ich dwójką.
- Ja… - zaczął Louis, po czym przełknął, jego usta nagle stały się całkowicie suche. – Kurwa – powiedział, obracając się i wybiegając z restauracji, mijając zdezorientowanych Liama i Zayna, natychmiastowo za nim wybiegł Niall.
——-
Louis odmówił rozmowy z Liamem i Niallem o Harrym. Ignorował ich, kiedy tylko o nim wspominali i zamiast tego skupiał się na tańcu, spędzając długie wieczorne godziny w studiu. Jego mama rzucała mu zmartwione spojrzenia, gdy tylko wracał do domu, przytulając go przez długi czas. Louis miał dość szkoły, miał dość ocen i testów i wszystkich innych niepotrzebnych gówien, czuł jak ostatnie tygodnie szkoły mijają. Niedługo potem znalazł się w auli, przełykając nerwowo ślinę, gdy wchodził na scenę, by odebrać swój dyplom, uśmiechając się tylko ustami, nie oczami.
Następną wielką nocą był występ Louisa, jego ostatnio taniec ze studia pod instrukcją nauczycieli. Spędził godziny tańcząc, siniaki zdobiły prawie całe jego ciało, lecz szybko o tym zapomniał, gdy w myślał odtwarzał choreografię, zdeterminowany, by móc zrobić to z zamkniętymi oczami. Nawet próbował tańczyć w ten sposób kilka razy, niemal zbijając lustra w czasie i Alina natychmiast kazała mu zaprzestać takich działań.
Wszystko było zaplanowane na czwartkową noc i Louis mógł poczuć adrenalinę w swoich żyłach. Liam miał już swój występ wcześniej w tym tygodniu i Zayn, Niall oraz Louis pojawili się, dopingując go tak głośno, jak tylko mogli. Wyjrzał na widownię i zobaczył jego rodzinę siedzącą w tym samym rzędzie, co trójka chłopców, wszyscy rozmawiają i śmieją się. Nie zobaczył jednej twarzy, którą chciał zobaczyć, twarzy którą uderzył i od której uciekł, twarzy o której całowaniu śnił każdej nocy, lecz to nie ma znaczenia, ponieważ wszystko czego potrzebował to ludzie, którzy byli tutaj dla niego w tej chwili.
Alina złapała go zanim wyszedł, całując w oba policzki i Perrie zachichotała, gdy się zaczerwienił.
- Zamknij się – wymamrotał Louis, układając ręce na talii dziewczyny i stając w pozycji początkowej, kiedy różowa kurtyna uniosła się, publiczność zamilkła i rozpoczął się miękki dźwięk pianina.
Louis odetchnął głęboko i zaczął się poruszać, jego umysł nie przetwarzał nawet tego, co robiło ciało. Starał skoncentrować się po prostu na muzyce i Perrie, obserwując jej ruchy, by być zsynchronizowanym z nią, nigdy tego nie tracąc nawet jeśli by się poślizgnęła, czego oczywiście nie zrobiła. W rzeczywistości cały układ wyszedł gładko, nawet lepiej niż oczekiwał i Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu na gromkie brawa, które dostali od publiczności, puszczając oczko do swojej rodziny i przyjaciół, którzy z podnieceniem wiwatowali.
Zszedł ze sceny, z podnieceniem przytulając Perrie i Alina szybko wyciągnęła go na bok. – Louis. Pewni ludzie chcieliby cię poznać.
Louis rzucił jej zdezorientowane spojrzenie, lecz mimo wszystko ruszył jej śladami, zrozumienie uderzyło go, gdy tylko zobaczył dwójkę elegancko ubranych ludzi z teczkami i folderami przed sobą.
- To jest Louis Tomlinson – przedstawił go Alina, delikatnie szturchając go w żebra.
- Och. Um, tak. Witam! – powiedział Louis, starając się uspokoić szaleńcze kołatanie serca. – Cześć. Um, czy podobał się państwu występ?
- Och, tak! To było niesamowite – powiedziała niska kobieta z brązową szminką na ustach. Wysoki mężczyzna obok niej przytaknął w aprobacie.
- Jesteśmy z the Juilliard School of Dance* - rozpoczął i Louis zamarł, jego serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej, nawet jeśli nie mógł oddychać. Alina wydawał się to zauważyć , więc objęła go ramieniem, dopóki Louis ponownie nie zaczął wydychać powietrza.
- Och – odpowiedział Louis.
- Dużo o tobie słyszeliśmy od Aliny, która jest absolwentką naszej szkoły – kontynuował mężczyzna. – Teraz wiemy dlaczego.
- Och – powtórzył Louis, przełykając.
Kobieta uśmiechnęła się. – Chcielibyśmy zaoferować ci stypendium naszej szkoły, Louis. Czy byłbyś zainteresowany?
- Och? – powiedział po raz trzeci Louis, po czym otrząsnął się z oszołomienia. – Wow. Uch. O mój boże, tak, oczywiście. Ja… Ja marzyłem o Juillardzie odkąd skończyłem jakoś 14 lat, o mój boże. Czy to jest naprawdę? Nie jestem wkręcany, prawda?
Kobieta i mężczyzna zaśmiali się, tak jak i Alina, która przyciągnęła go bliżej. Louis poczuł, jak jego uśmiech się poszerza, tak bardzo, że jego policzki zaczęły boleć po kilku sekundach.
Nie był w stanie przestać się uśmiechać przez resztę konwersacji z reprezentantami Juliarda. Nie przestał również, gdy otworzył drzwi do przebieralni i zobaczył wszystkich zebranych wewnątrz, otwierających butelki z szampanem, przytulających się i całujących w policzki. Nie przestał, kiedy kładł się tej nocy do łóżka, jego serce kołatało od wydarzeń całego dnia.
Tak naprawdę nie przestał się uśmiechać nawet w nocy, gdy jego sny wypełnione były baletem i szampanem i wysokim nieznajomym z czekoladowymi lokami i szmaragdowymi oczami.
Obudził się następnego ranka z lekkim kacem, lecz natychmiast zerwał się z łóżka, chodząc po kuchni i denerwując swoje siostry, śpiewając przerobioną piosenkę o pójściu do Juilliarda.
- Jakie są twoje plany na resztę dnia, słoneczko? – zapytała jego mama i Louis wzruszył ramionami.
- Kto wie? Jestem wolnym mężczyzną! – zawołał, niespodziewanie podnosząc Lottie, która zapiszczała i przytuliła się do jego ramion. Mama uderzyła go w ramię, gdy ponownie położył ją na ziemi i zagoniła jego siostry na górę, by przygotowały się do szkoły. Louis przewrócił oczami i przytulił kobietę.
- To było miłe, że twoi przyjaciele przyszli zeszłej nocy – przyznała i Louis uśmiechnął się.
- Wiem. Kocham ęą trójkę bardzo mocno.
- Trójkę? – zapytała Jay, przechylając głowę w zdezorientowaniu. – Było ich czworo.
Louis zamarł. – Co?
- Tak. Liam i Niall, i ten chłopak – Zayn, prawda? – siedzieli w naszym rzędzie, lecz był jeszcze chłopak z tyłu. Podszedł do nas na końcu występu i przedstawił się, lecz nie wszedł z nami do twojej szatni.
- Jak on wyglądał? – wyszeptał Louis.
- Um. Trochę wyższy niż ty, mogę stwierdzić. Na pewno szczupły. Bałagan loków na głowie. Brązowe włosy, zielone oczy? Brzmi znajomo? – zapytała, przeczesując jego włosy.
- Harry – automatycznie wyszeptał Louis i Jay uśmiechnęła się.
- Tak, tak się przedstawił. Miły chłopiec. Chociaż wydawało mi się, że zauważyłam kolczyk na jego języku, gdy rozmawialiśmy. Trochę dziwne.
Louis skinął głową w roztargnieniu, by jego mama nie drążyła tematu.
- Och. Dobrze! Prawie zapomniałam. Wszystkie dziewczynki mają dziś zajęcia pozalekcyjne, a ja pracuję do późna, więc nie wrócimy przed dziewiątą. Poradzisz sobie?
Louis otrząsnął się odrobinę z pierwszego szoku i uśmiechnął się. – Postaram się jak najlepiej nie zepsuć wszystkiego.
- Żadnych domówek! – powiedziała przez ramię jego mama, gdy wychodziła z pokoju, chichocząc do siebie.
Louis poszedł na górę i położył się na łóżku, obserwując sufit.
Harry tam był. Przyszedł na jego recital.
Louis nie wiedział czemu, lecz zaczął płakać i pozwolił łzą spaść swobodnie na policzki, gdy kontynuował wpatrywanie się w nicość, zastanawiając się, dlaczego Harry pojawił się tam i dlaczego w ogóle musi istnieć.
Niedługo później dom był pusty, wszyscy rozeszli się do pracy i szkoły, a Louis po prostu krzątał się po domu przez resztę dnia, jedząc fast-foody i oglądając kilka beznadziejnych filmów, zanim spostrzegł, że zegar pokazuje już godzinę 19. Westchnął i przeszedł do kuchni, zastanawiając się czy lepiej zrobić sobie szybki posiłek z makaronem lub coś innego przed wzięciem prysznica, gdy zatrzymuje go dźwięk dzwonka do drzwi.
Louis krzywi się. Nikt nie miał wpadać. Kto mógłby być tutaj o 19 w piątek?
Powlekł się do drzwi, nie zadając sobie nawet trudu, by spojrzeć przez wizjer i zapiera mu dech w piersiach, gdy zauważa przed sobą Harry’ego.
- Cześć – mówi chłopak, niemal nieśmiało i Louis chce uderzyć go ponownie, tylko za to, zanim nie zauważa blaknącego, różowego znamienia na policzku Harry’ego.
- Um… hej? – mówi Louis.
- Mogę wejść?
- Oh. Pewnie. – Louis przesuwa się, zamykając drzwi, gdy chłopak już wchodzi. We dwoje stoją w korytarzu, patrząc w podłogę przez kilka minut, zanim nie odzywa się Harry.
- Nie jest mi przykro Louis.
Szatyn podnosi wzrok, zaskoczony, jego usta zaciskają się w wąską linię. – A mi powinno być?
Harry wstrząsa głową. – Nie. Lecz jeśli chcesz bym przeprosił, nie zrobię tego. Nie żałuję niczego w przeciągu tych kilku miesięcy.
- Dlaczego miałbyś? Musiałeś czuć się niesamowicie, biorąc pod uwagę ciągły seks jaki uprawiałeś.
Harry zmrużył oczy w kierunku Louisa. – Nie bądź kutasem.
Louis zaśmiał się cierpko. - Przyganiał kocioł garnkowi.
- Oboje zrobiliśmy rzeczy, za które powinniśmy przeprosić. Lecz wydaje mi się, że jesteśmy zbyt uparci, by to zrobić.
- Może. – Louis wzruszył ramionami.
- Nie. Zdecydowanie. Na przykład – zaczął Harry, podchodząc bliżej do Louisa i unosząc jego dłoń – jak to? – umieścił rękę szatyna na swoim policzku, dostosowując ją do siniaka tam i Louis rumieni się, lecz pozostaje na miejscu.
- Nie jest mi przykro z tego powodu.
- Mówiłem.
Louis wzdycha sfrustrowany. –Słyszałem, że byłeś na moim występie.
- Och. Um, tak.
- Podobało ci się? – zapytał Louis, spoglądając na podłogę, gdy zacisnął palce.
- Louis byłeś niesamowity. Nigdy nie widziałem, by ktokolwiek się tak ruszał, byłem zachwycony, ja…
- Dziękuję – przerywa mu Louis. Wzdycha. – Harry, dlaczego tutaj jesteś? Co tu robisz?
- Dziś wyjeżdżam – wypalił Harry, spoglądając na Louisa.
- Och. – Louis przełknął gulę formującą się w jego gardle. – Zayn też?
Harry przytaknął. – I reszta zespołu. Nasz lot jest o północy. Pierwsza klasa. Uroki bycia w zespole Zayna, tak mi się wydaje.
- Idę do Juilliarda – mówi mu Louis. – To znaczy, prawdopodobnie. Mam nadzieję. Zeszłej nocy dostałem stypendium.
- Och. Wow, Louis to niesamowicie.
- Tak, wiem. Pieprzona przyszłość, nie? Kto wie, gdzie będziemy za pięć lat?
- Nie obchodzi mnie to – mówi Harry z wahaniem, lecz podchodzi bliżej Louisa. – Obchodzi mnie tylko to, gdzie jesteśmy teraz.
- Oh? Czyli gdzie? – odpowiada Louis, przestając oddychać, gdy Harry podchodzi bliżej i bliżej, aż ich usta praktycznie ocierają się o siebie nawzajem.
- Właśnie tutaj. Z tobą – wyszeptał Harry, zamykając dystans między ich ciałami, gdy pochylił się, by pocałować Louisa. Wtedy właśnie szatyn zdał sobie sprawę, że jego ręka wciąż dotyka policzka Harry’ego, dłoń chłopaka przykrywa jego własną. Nie odsunął się nawet jeśli jego rozum krzyczał, by to zrobił. Zamiast tego oddał pocałunek, obejmując szyję Harry’ego, gdy ten złapał go w talii.
Minęło tak dużo czasu odkąd Louis był całowany przez Harry’ego, więc pozwolił sobie roztopić się w tym uczuciu, wzdychając radośnie, gdy chłopak przerwał pocałunek.
- Sypialnia? – wymamrotał i Louis chwycił go pod ramię, pociągając w kierunku schodów.
Upadli na łóżko Louisa, całkowicie ze sobą splątani. Przez moment Louis poczuł się winny, gdy zdał sobie sprawę jaki bałagan panował w jego pokoju, lecz ta myśl została odepchnięta, gdy Harry pracował swoim językiem w ustach szatyna.
Całowali się powoli, ciała złączone i gdy przestali ich twarze miały identyczne odcienie różu. Louis wiercąc się trochę odkrył, że był już twardy. Boże, samo całowanie Harry’ego nakręciło go tak bardzo. Jego ruchy nie pozostały niezauważone i Harry oddalił się odrobinę, by ściągnąć ubrania. Louis wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym zdał sobie sprawę, że powinien zrobić to samo i pospiesznie zaczął wszystko ściągać. Przesunął się do góry, aż jego głowa spoczywała na poduszkach, jego oddech był urywany, gdy Harry wczołgał się na niego.
Harry powoli całował drogę od jego pępka aż po szyję i Louis zadrżał, gdy Harry trącił jego szczękę. Chłopak przeniósł się w dół tak, że ciężar jego ciała opierał się o Louisa, praktycznie otulając go. Louis jęknął, gdy ich członki otarły się o siebie i objął szyję Harry’ego, gdy ponownie zaczęli się całować.
Harry docisnął biodra do Louisa, ich penisy twardniały obok siebie, a Louis nie mógł nawet rozpoznać, który z nich wydawał te wszystkie odgłosy, gdy Harry zaczął poruszać się szybciej, gryząc obojczyki Louisa. Chłopak zatrzymał się po chwili i Louis odczytał jego myśli, wskazując na szafkę nocną.
- Druga szuflada – mówi cicho i Harry bez słowa wyciąga prezerwatywę i lubrykant.
Louis wpatrywał się w nie, gdy chłopak położył je na boku, przegryzając wargę. – Harry, czy ty… chodzi mi o to… wiem, że sypiałeś z, um, wieloma ludźmi, lecz wiesz może czy jesteś, uch, wiesz…?
Harry rzucił mu zaciekawione spojrzenie. – Jestem czysty, jeśli o to pytasz – powiedział.
Louis wypuścił urywany oddech. – W takim razie, czy ty… nie musisz, wiesz, jeśli nie chcesz – powiedział szybko Louis, rumieniąc się odrobinę i wskazując na prezerwatywy.
Oczy Harry’ego rozszerzają się, lecz przytakuje. – Kurwa, Louis, kurwa. – Pochylił się i pocałował Louisa, przebiegając językiem po jego opuchniętych ustach. – Tak.
Louis zacięcie całuje Harry’ego, jego członek drga na myśl o barebackingu*. Nigdy czegoś takiego nie robił i biorąc pod uwagę reakcję Harry’ego, on również. Popycha lekko chłopaka, nadal pracując w jego ustach swoim językiem, sycząc, gdy Harry delikatnie naciska śliskim palcem na jego wejście. Harry wprowadza go powoli, obciągając sobie drugą dłonią. Czeka aż Louis dostosuje się i dodaje drugi palec, poruszając się odrobinę szybciej.
- Powoli – informuje Louis, przegryzając wargę. – Minęło trochę czasu.
Harry zamiera i Louis szybko otwiera oczy, by zobaczyć falę winy przepływającą przez twarz Harry’ego. – Ja… - zaczyna, marszcząc czoło. – Ty nie uprawiałeś… um, odkąd my…?
Louis ostrożnie kręci głową, unosząc brwi. Czy Harry myślał, że Louis sypiał z kimś innym? To dlatego zaczął ten cały łańcuch kumpli do pieprzenia? – Harry, co ty sobie… - zaczyna, lecz chłopak pochyla się, całując go szorstko i Louis jęczy mu w usta, poruszając biodrami, gdy chłopak wprowadza w niego dwa palce. Wyjmuje je, wycierając w pościel i ustawiając się przy otworze Louisa, trącając czubkiem wejście chłopaka, powoli całując linię jego szczęki. Louis wzdycha i Harry wchodzi głębiej, mniej więcej do połowy, po czym wychodzi i powtarza ruch. Przygniata Louisa, gdy udaje mu się w całości zanurzyć w ciele chłopaka, ich klatki piersiowe są złączone.
- Tak bardzo cię przepraszam, Louis – szepcze tak cicho, że Louis prawie to przegapia. – Ja… ja myślałem, że był ktoś inny i, więc, ja…
Louis przyciska palec do ust Harry’ego i kręci głową. – Nie. Moja, Harry, ja… to było okropne widywać cię z kimś innym każdego dnia, lecz przynajmniej mogłem cię zobaczyć, a teraz… - Louis zamyka oczy, starając się powstrzymać łzy i Harry całuje jego palec, powoli biorąc go do ust. Louis szarpnął biodrami w górę i jęknął, gdy Harry wziął jeden z jego palców i zaczął oplatać go językiem i Louis mógł poczuć jego erekcję przyciśniętą między ich ciałami. Harry ciągle tylko ocierał się, wychodząc z niego raz na jakiś czas i kręcąc biodrami.
To było za dużo, za blisko, za intymnie. Nigdy nie uprawiali w ten sposób seksu, tak powoli, jak namiętnie i Louis ugryzł się w język, ponieważ to było wszystko czego pragnął, a Harry zamierzał wyjechać i prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą. Nie mógł zrobić tego w ten sposób, przyciśnięty przez każdy centymetr ciała Harry’ego, czując wszystko, przez co drugi chłopak przechodził.
- Przestań – wyszeptał i Harry spojrzał na niego zdezorientowany, delikatnie odsuwając się.
- Louis, ja… - zaczął chłopak.
- Nie. Żadnego… żadnego więcej gadania. Nie mogę zrobić tego w ten sposób – przyznał Louis, sięgając w górę i przewracając Harry’ego tak, że teraz leżał na plecach. Louis musiał czuć Harry’ego, lecz nic poza jego penisem. Nie chciał czuć bijącego serca chłopaka tuż przy sobie, nie chciał drżeć przy jego wargach. Louis usiadł okrakiem na kolanach Harry’ego, pozwalając długości chłopaka ocierać się o swoje wejście; westchnął, gdy chłodny metal kolczyka dotknął jego skóry, tak gorącej, spoconej, przepełnionym pożądaniem i Harrym.
Opadł na niego w całości, sprawiając, że zarówno on, jak i Harry oddychają ciężko, gdy jego biodra stykają się z biodrami chłopaka. Ręce Harry’ego przemieszczają się z ud szatyna na jego talię i Louis powoli unosi się i opada. Powtarza ten ruch kilka razy i przyspiesza, pochylając się w przód, dłonie naciskające na obojczyki Harry’ego. – Kurwa – wysapuje, słysząc uderzenia skóry o skórę, gdy się porusza.
Harry nie poruszał się przez chwilę, gwałtownie łapiąc powietrze, nie będąc w stanie odwrócić wzroku od twarzy Louisa, lecz potem zaczął unosić biodra, by spotkać szatyna i Louis przewrócił oczami, gdy kolczyk kędzierzawego uderzył w jego prostatę. Jęknął nisko, lecz konturował poruszanie się, dostosowując się do pchnięć Harry’ego, przyjemność zaczęła budować się w jego wnętrzu.
Harry zauważył i przeniósł jedną dłoń na członka Louisa, delikatnie go gładząc i Louis drżał, gdy obciągnął mu kilka razy, po czym doszedł na klatkę piersiową chłopaka, nie będąc w stanie złapać oddechu, gdy opadł na chłopaka. Harry odchrząknął i kontynuował pchnięcia przez niecałą minutę, po czym również doszedł, głęboko we wnętrzu Louisa, który nie jest wstanie zrobić nic poza podpieraniem się o ciało chłopaka, jego ramiona drżą.
Harry obejmuje go i powoli wychodzi z jego ciała, delikatnie kładąc chłopaka obok siebie. Jego usta są wszędzie, całują, gryzą, więc Louis łapie go za szczękę i całuje go mocno, przelewając cały ból i cierpienie ostatnich miesięcy. Harry wyglądał na odrobinę oszołomionego, gdy Louis odchylił się, lecz szatyn nie mógł wyraźnie zobaczyć jego oczu. Zamiast tego jego wzrok powędrował w kierunku zegarka, który w ciemnościach świecił jasnym „20:30”.
- Moja rodzina będzie niedługo w domu – szepta Louis, głaszcząc chłopaka po włosach, nawet jeśli wie, że nie powinien.
- Muszę wziąć moje rzeczy i pojechać na lotnisko – odpowiada mu równie cicho Harry i oboje po prostu leżą w ciszy przez moment, zanim Harry nie przemawia. – Ja… wiem, że będziemy mieć między sobą niemal cały kontynent, lecz Louis…
- Przestań – mówi Louis, wstrząsając głową.
- Wciąż nie możesz? – pyta Harry, zaciskając usta w wąską linię. – Dlaczego?
- Mówiłem ci, w przeszłości…
- Wszyscy mamy przeszłość, Louis. Wszyscy pieprzyliśmy rzeczy. Wszyscy dawaliśmy sobą pomiatać. Dlaczego, do cholery, ma to jakieś znaczenie?
Ręce Louisa przestają bawić się włosami Harry’ego, zamiast tego zaciskają się w pięści na jego klatce piersiowej. – Ponieważ to niemal zrujnowało ludzi, na których mi zależy – powiedział i Harry spojrzał na niego zdewastowany.
- Więc nie zależy ci na mnie?
Wzrok Louisa przeniósł się na Harry’ego i nie wiedział, co powiedzieć.
Chłopak przegryzł wargę i przytaknął. – Ja… dobrze, wow. – Obrócił się i wstał z łóżka Louisa, zakładając ubrania. Był całkowitym bałaganem, zaczerwieniony i spocony; żołądek Louis ścisnął się w supeł, lecz starał się nie zwracać na to uwagi, skupiony tylko na ubieraniu się tak szybko, jak to możliwe.
- Harry, poczekaj, nie, ja… - zawołał Louis, wyplątując się z łóżka, by złapać chłopaka za ramię. – Zależy mi na tobie, bardzo, po prostu…
- Tak? – zadrwił Harry. – Dobrze, kurwa Louis, bo ja cię kocham! – wykrzyczał mu Harry, jego oczy płonęły po czym natychmiastowo rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę, co powiedział. – Cholera. Cholera. Muszę iść.
Louis patrzył, jak Harry wybiega z sypialni, wciąż zaszokowany, po czym złapał parę dresów i włożył je w pośpiechu, gdy zbiegał za chłopakiem na korytarz. – Harry! Zatrzymaj się, proszę, Harry!
Lecz Harry zignorował go, otwierając drzwi wyjściowe i pozwalając zimnemu powietrzu uderzyć w ich dwójkę. Zawahał się, zamykając oczy i wdychając głęboko powietrze. – Żegnaj, Louis – niemal wyszeptał, zatrzaskując za sobą drzwi.
Louis stał tam, nie poruszając się, gdy usłyszał pisk opon samochodu Harry’ego, gdy chłopak odjeżdżał spod domu. Nie ruszył się, dopóki nie usłyszał podjeżdżającego auta mamy, więc powlókł się do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi. Osunął się na podłogę, szlochając zwinięty w kłębek i zastanawiając się czym, do cholery, stało się jego życie.
________
Juilliard School of Dance - uczelnia artystyczna usytuowana w Nowym Jorku, gdzie studenci kształcą się głównie pod kątem muzyki, tańca i aktorstwa.
barebacking - jest to inicjacja seksualna w czasie, której partnerzy z różnych powodów podejmują się ryzykownych zachowań. W sytuacji Louisa i Harry’ego chodzi akurat o seks bez zabezpieczenia.
*Zayn urządzał kolejną imprezę, coś dużego i niepotrzebnego, by świętować jego i Liama pierwszą miesięcznice. Całokształt pomysłu był zupełnie absurdalny, lecz ukryte za tym intencje były urocze i kim był Louis, by odpuścić darmowe piwa?
Dom był przepełniony ludźmi, nawet bardziej niż ostatnim razem, gdy Louis był na imprezie Zayna i wszystkie gorące wspomnienia z samochodu Harry’ego nieustannie zachęcały Louisa do picia jednego lub kilku drinków przez całą noc. Tańczył z kilkoma facetami, lecz kiedy dwóch próbowało wsypać coś do jego drinka, odseparował się od tłumu. Wyszedł na podwórko i opadł na puste, plastikowe krzesło tuż przy rozpalonym ognisku.
- Lou-wee! – zawołał głos z ciemności i Louis zamarł, obserwując, jak Harry niezdarnie przemierza powierzchnię ogródka Zayna. Gdy jego wzrok dostosował się do panującej ciemności, zauważył, jak przeszklone są oczy chłopaka i jak szeroki, złośliwy jest jego uśmiech.
- Wiesz co dziś jest? – zapytał niewyraźnie Harry, siadając przed Louisem i opierając głowę na własnych dłoniach, podpartych o kolana Louisa.
Szatyn odchrząknął. – Um… nie?
- Jak niegrzecznie – powiedział Harry, marszcząc brwi. – To miesięcznica! – zawołał, szeroko rozkładając ramiona. Kilka osób w oddali wiwatowało.
- Och, um… tak. To jest powód, dla którego Zayn urządza imprezę, prawda?
Harry spojrzał na Louisa i przechylił głowę, wyglądając na zdezorientowanego. – Powiedziałeś Zaynowi?
- Um… Czy Zayn nie wie? To jest jego dom. Plus ma obsesję na punkcie Liama, jest prawdopodobnie gotów świętować co miesiąc – powiedział Louis, parskając.
- O czym ty mówisz?
- O czym ty mówisz?
- Prawie miesiąc temu – rozpoczął Harry, przenosząc się na kolana i podtrzymując się po obu stronach krzesła Louisa – całowaliśmy się. Pamiętasz?
Louis zamarł, nie będąc w stanie wymyślić, co powiedzieć, obserwując zachwycony wyraz twarzy Harry’ego. Nie odważył się nawet złapać powietrza, kiedy Harry pochylił się bliżej; jego oddech cuchnął alkoholem. – To nasza miesięcznica.
Harry odchylił się, przegryzając wargę. – Powinniśmy świętować – powiedział po chwili namysłu.
Louis odnalazł swój głos, przełykając ślinę. Jego kubek był pusty i chciałby mieć trochę tequili, by oderwać się od uczucia, które kumulowało się na dnie jego brzucha, kiedy Harry powoli oparł swoje ręce o uda Louisa. – Co proponujesz? - udało mu się wydusić, drżąc, gdy Harry pochylił się i oddychał w jego szyję.
- Pozwól mi cię pieprzyć – powiedział wolno i wyraźnie Harry, ton jego głosu był niski i brzmiał prawie na trzeźwego, dopóki nie odchylił się i Louis zauważył, jak szerokie były jego źrenice, i jak starał powstrzymać się od kołysania, kiedy patrzył na Louisa i oblizywał wargi.
Nie wiedział, co działo się z nim w tej chwili, lecz wszystko o czym mógł myśleć to Harry i jak był tutaj i rozmawiał z Louisem po tak długiej przerwie, więc skinął głową w aprobacie. – Okej – wyszeptał, wstając i ciągnąc za sobą Harry’ego, pozwalając mu oprzeć się o własne ciało. – Okej, dobrze.
Po znalezieniu się w sypialni, Harry zabiera ręce Louisa od włącznika światła. Louis rozgląda się w około i rozpoznaje ciemne ściany pokoju oraz kompletnie nieużyteczne tuziny skórzanych kurtek wiszących w szafie, dochodząc do wniosku, że znajdują się w pokoju Zayna. By uprawiać seks. W łóżku Zayna. Cholera.
Harry nie wydaje się nawet zauważać niczego, zamiast tego atakuje ustami szyję Louisa, nadgryzając gdzieniegdzie, jak gdyby chciał się upewnić, że Louis o poranku będzie miał ciemnofioletową wstążkę siniaków. Szatyn jęczy, po czym pcha Harry’ego, chichocząc, gdy chłopak upada na łóżko i zaczyna zdejmować z siebie ubrania. Harry uśmiecha się i robi to samo, dopóki oboje nie zostają tylko w bieliźnie, gapiąc się na siebie z osobnych końców pokoju.
Louis przełyka ślinę. To ostatnia szansa, by się wycofać. Mógłby zabrać swoje rzeczy, otworzyć drzwi i nigdy nikomu o tym nie powiedzieć, nawet Harry’emu. Lecz wtedy chłopak pochyla się i przyciska dłoń do własnego, widocznego wybrzuszenia, jęcząc nisko i Louis zapomina o wszystkim, co chodziło mu po głowie, praktycznie biegnąc przez pokój, by skoczyć na Harry’ego.
- Kurwa. – Wydycha powietrze, gdy Harry łapie go z łatwością i łączy ich usta.
Louis siada na udach Harry’ego, gorączkowo wywołując tarcie, jego policzki są ciepłe, gdy całuje chłopaka. – Ściągaj swoje ubrania – szepta szorstko Harry, przerywając pocałunek i nadgryzając ucho Louisa. Głos Harry’ego stracił powolność, którą miał jeszcze kilka minut temu i Louis posyła mu pytające spojrzenie, ale wstaje szybko i ściąga swoje bokserki, pomagając zrobić to samo leżącemu chłopakowi. Harry wyciąga ręce, by przyciągnąć Louisa, po czym przekręca ich tak, że Louis jest przyciśnięty ciałem chłopaka, ich członki ledwo się dotykają. Szatyn jęczy, gdy Harry wypycha biodra do przodu i przygniata go, owijając się wokół ramion kędzierzawego. Czuje jak Harry odsuwa się i otwiera szafkę nocną, czuje motyle w brzuchu. Nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymuje oddech, dopóki nie czuje zimnego, śliskiego palca delikatnie śledzącego jego otwór i natychmiast sapie, jego serce bije jeszcze szybciej.
Otwiera oczy, bo zobaczyć, że Harry obserwuje go uważnie, starając się odczytać wyraz twarzy Louisa z ciekawskim spojrzeniem. Powoli wprowadza pierwszy palec, przyglądając się, jak Louis wygina plecy, kiedy zagłębia się aż po kostki. Pracuje nim i cofa kilka razy, dopóki Louis nie otwiera oczu.
- Proszę Harry, cholera, jeszcze jeden. – Wydycha, patrząc jak chłopak przegryza wargę, kiedy dodaje drugi palec. Louis wije się pod nim, lecz wciąż opada głębiej na palec Harry’ego, dysząc ciężko, gdy zielonooki zmienia kąt, tak że uderza centralnie w prostatę szatyna.
- Mogę…? – zaczyna Harry i Louis przytakuje natychmiastowo, zdesperowany, by Harry w końcu go miał. Chłopak cofa palce i rozciąga prezerwatywę na całej swojej długości, wyciskając trochę więcej lubrykantu, po czym delikatnie naciska czubkiem na wejście Louisa. Szatyn może poczuć zimną, metalową cząstkę jego kolczyka, nawet przez zabezpieczenie i jęczy, próbując osadzić swoje ciało na członku Harry’ego. Harry łapie go w ramiona, z łatwością zgarniając nadgarstki Louisa w jedną dłoń i przyciskając je do ściany, trzymając mniejszego chłopaka w jednym miejscu. Powoli wchodzi w niego, tylko końcówką, lecz Louis wzdycha z przyjemności, mrucząc wdzięcznie, gdy Harry porusza biodrami w przód i w tył, centymetr po centymetrze, póki jego nie są dociśnięte do tych Louisa.
Szatyn otwiera oczy, zastanawiając się, kiedy zamknął je tak szczelnie i uśmiecha się nieśmiało do Harry’ego, który wpatruje się w niego intensywnie.
- Hej – mówi cicho, czerwieniąc się, gdy Harry przegryza wargę i uśmiecha się ciepło.
- Hej – odpowiada chłopak, puszczając nadgarstki Louisa i pochyla się, by pocałować jego usta, na co szatyn entuzjastycznie przystaje. Harry wychodzi z Louisa i szybko wchodzi ponownie. Oddech chłopaka jest urywany, gdy Harry uderza o jego prostatę i zaczyna nabierać prędkości, cofając się i przybliżając, aż jego klatka piersiowa jest zaczerwieniona od wysiłku.
Louis odwzorowywał ruchy Harry’ego, sięgając w dół, by obciągnąć sobie, kiedy czuje przyjemność budującą się w dolnych częściach brzucha. Harry to zauważa i dodaje własną dłoń, pracując nią, dopóki Louis nie wzdycha imienia kędzierzawego i dochodzi na ich ręce i własną klatkę piersiową. Harry jęczy i pieprzy Louisa szybciej, potrzebując niecałej minuty, by krzyczeć i opaść na sylwetkę Louisa; jego ciało trzęsące się po orgazmie.
Louis przyciąga Harry’ego do kolejnego pocałunku, tym razem wolniejszego i słodszego, jego język delikatnie krąży kółka wewnątrz ust chłopaka. Harry odchylił się i Louis jęknął odrobinę na uczucie pustki, lecz kiedy chłopak usłyszał dźwięk, jego język zaczął poruszać się z takim samym zaangażowaniem. Harry podniósł się i złapał paczkę chusteczek ze stolika nocnego, czyszcząc siebie i Louisa, zanim nie opada obok szatyna, przybliżając się i pieści jego szyję.
Louis odetchnął głęboko, zaspokojony i automatycznie uniósł dłoń, by śledzić linie szczęki Harry’ego. – To było miłe – powiedział cicho.
- Tak – odszeptał Harry. – Tak, było.
Oboje przez moment leżą w ciszy, dopóki Harry nie przemawia ponownie. – Dlaczego szepczemy? – zapytał i Louis zaczął chichotać, aż dołączył do niego Harry. Śmieją się przez chwilę i Louis czuje się błogo, póki nie słyszy odległego brzęczenia.
- Wydaje mi się, że to mój telefon – informuje automatycznie i uśmiech znika z jego twarzy, gdy zdaje sobie sprawę czemu ktoś miałby dzwonić.
Ponieważ się nim opiekują. Ponieważ jest ich przyjacielem. Przyjacielem, który powiedział, że nie będzie z Harrym. Louis już się nie uśmiecha.
- Muszę iść – mówi cicho i wyślizguje się z uścisku Harry’ego, w pośpiechu zakładając ubrania, unikając patrzenia w oczy drugiemu chłopakowi. – Cholera, muszę iść. To… nie powinienem tego robić. My nie powinniśmy tego robić, Harry.
Louis czuje wibracje swojego telefonu, więc sprawdza go. Ma kilka wiadomości i nieodebrane połączenia od Liama i Nialla, nawet jedno od Zayna, co oznacza, że Liam musi być naprawdę zdesperowany. Wkłada urządzenie ponownie do kieszeni i sięga do klamki.
- Dlaczego? – pyta Harry równie cicho, tak cicho, że Louis niemal tego nie zauważa. Jednak słyszy i zamiera, niepewny, co powiedzieć. – Dlaczego nie powinniśmy tego robić? – kontynuuje chłopak, jego głos wciąż jest prawie szeptem.
Louis stara się odzyskać zdolność mowy. – Ja… wiesz czemu Harry, mówiłem ci wcześniej, ja…
- Kurwa, Louis! – krzyczy Harry, zeskakując z łóżka tak, że stoi przed szatynem, całkowicie nagi. W każdej innej sytuacji Louis zacząłby się śmiać, lecz nie może oderwać wzroku od twarzy Harry’ego. – Czy ty w ogóle wiesz, co mi robisz? Przez co przechodzę za każdym razem, gdy cię widzę? – kontynuuje chłopak, podchodząc bliżej, więc plecy Louisa uderzają o drzwi. Harry nie jest o wiele wyższy od Louisa, lecz teraz zdecydowanie góruje, jego oczy są czarne.
- To był miesiąc. Cały pieprzony miesiąc – mówi Harry, zaciskając dłonie w pięści. – I próbowałem zrobić wszystko, co mogłem, by dać sobie z tobą spokój. Lecz to niemożliwe. I ja nawet… ja nawet nie znam cię za dobrze, Louis! Zajęło mi kilka dni, by mój świat stanął na głowie dla ciebie. I teraz nie mogę sobie odpuścić. Nie wiem, co mam robić. Wszystko o czym myślę, to ty. Twój uśmiech, twoje oczy, twoje… wszystko. Im więcej na ciebie patrzę, tym bardziej szaleje na twoim punkcie. A ty nawet nie patrzysz już w moim kierunku. Co, do cholery, powinienem zrobić, Louis? – kończy Harry, znacznie głośniej, niż gdy zaczynał.
Louis otwiera usta, lecz słowa po prostu nie chcą wyjść. Po prostu patrzy na Harry’ego, jego oczy zaczynają wypełniać się łzami. – Ja… - zaczyna, lecz przerywają mu usta chłopaka. Harry całuje go powoli i z tak ogromną adoracją, że Louis zaczyna płakać dokładnie w tamtym momencie. Kiedy Harry odchyla się, przegryzając wargę, Louis może zobaczyć milion niezadanych pytań lśniących w jego oczach i wszystko, co chce zrobić, to wskoczyć w ramiona tego chłopaka i całować go, dotykać, być z nim na zawsze. Lecz przegryza własny język, by nie zrobić niczego pochopnego i Harry zauważa.
- Dobrze – mówi, biorąc drżący oddech. – Dobrze, w takim razie, dobrze. Ja… ja nie wiem czemu myślisz, że musisz to robić, czemu nie możesz odwzajemniać moich uczuć, nawet jeśli wiem, że tego chcesz, Louis. Wiem, że chcesz tego tak samo jak ja.
Louis nie odzywa się, zamiast tego decyduje się patrzeć w ziemię, lecz Harry wsuwa palce pod brodę szatyna i przechyla ją tak, że ich oczy spotykają się.
- Zapamiętaj jednak sobie jedną rzecz – rozpoczyna Harry. – Mie zamierzam przestać próbować cię zdobyć. Możesz uciekać tak długo, jak chcesz, Louis, lecz znajdę cię. – Harry pochyla się i składa szybki pocałunek na wargach Louisa. – Zawsze.
Wtedy Louisowi udaje się otworzyć drzwi od sypialni i prawie spaść ze schodów, przepychając się między tłumem ludzi i wylać kilka drinków i potknąć się o własne stopu, kiedy powinien mieć koordynację godną tancerza, na boga i nie przestaje biec, dopóki nie znajduje Liama i Zayna przytulających się przy ognisku.
- Hej, Louis! – powiedział Zayn, unosząc brwi. – Czy ty… wszystko w porządku?
- Tak – powiedział Louis, łapiąc oddech. – Tak, wszystko jest dobrze, macie cokolwiek do picia?
Liam przewraca oczami i podaje Louisowi butelkę z wodą. Szatyn posłał mu nieuprzejme spojrzenie, lecz mimo wszystko posłusznie bierze łyk. – Dziękuję. Teraz, czy macie cokolwiek do picia?
- Lou! Mój mężczyzno! – wołał w tym momencie Niall, wychodząc z domu z czterema butelkami piwa w dłoniach.
- Nialler! – odpowiedział Louis z takim samym entuzjazmem, uśmiechając się i będąc zdzwionym, jak łatwo jego przyjaciele podnoszą go na duchu. – Jak leci?
- Dobrze, kolego – powiedział Niall rozdając każdemu piwo. – Właśnie zrobiono mi najlepszego loda na świecie w łazience Zayna – zakończył Niall, puszczając oczko, gdy Louis zarechotał.
- Dobrze dla ciebie, kolego – odpowiedział, biorąc duży łyk piwa.
- Hej, czy ktokolwiek widział Harry’ego? – zapytał Zayn i Louis zachłysnął się własnym drinkiem. Niall uniósł brwi na tę reakcję, gdy klepał szatyna po plecach. Zayn zmierzył Louisa wzrokiem. – To dlatego, że dzwoniłem do niego jakiś czas temu i nie odebrał, chcę tylko mieć pewność, że wszystko w porządku.
- Cześć chłopcy – zawołał niski głos i żołądek Louisa ścisnął się, gdyż łatwo mógł rozpoznać kto to.
- O wilku mowa – zawołał Zayn, uśmiechając się. – Co robiłeś przez całą imprezę Harold?
- To nie jest moje imię – powiedział Harry, marszcząc brwi, po czym podskoczył, gdy zobaczył nietknięte piwo Liama. – Miałbyś coś przeciwko, gdybym… - zapytał, wskazując na napój i Liam wstrząsnął głową, podając mu piwo. Harry wziął je z wdzięcznością, biorąc duży łyk, kiedy Louis stał obok i praktycznie roztapiał się na widok poruszającego się gardła Harry’ego, oświetlonego przez blask ogniska.
Harry skończył swojego drinka, wypuszczając powietrze z ulgą i spojrzał na Louisa, który wciąż się w niego wpatrywał. – Kurcze Louis, nie jest grzecznie tak się gapić – powiedział, uśmiechając się bezczelnie do szatyna i Louis rumieni się, biorąc duży łyk swojego piwa.
- Mniejsza o to – kontynuuje Harry, zwracając się do Zayna. – Niezbyt dużo. Przez większość czasu stałem w cieniu imprezy. Pilnowałem, by żadne twoje gówno nie zostało doszczętnie zniszczone. Byłem tak trzeźwy, że to niemal anielskie. To mój pierwszy drink tej nocy – zakończył, upewniając się, by spojrzeć w kierunku Louisa, gdy wymawiał ostatnie zdanie.
Louis przełknął. Oznaczało to, że Harry był całkowicie trzeźwy, gdy podpierał się wcześniej o kolana Louisa i szatyn nagle zdał sobie sprawę, że przez resztę wieczoru Harry nie zachowywał się jak ktoś pijany. Cholera, był dobrym aktorem. Louis zamierzał go zabić.
- Więc, chłopcy, – powiedział Harry, siadając na pustym krześle ogrodowym – co z wami? – Obrócił się, by spojrzeć na Tomlinsona. – Louis? Nie widziałem cię dzisiejszej nocy.
Louis skrzywił się. – Może po prostu cię unikałem – odpowiedział szorstko.
Harry zacisnął zęby i spojrzał w ognisko. – W takim razie nieźle ci to wyszło.
Louis zobaczył, jak Zayn spogląda między ich dwójkę zdezorientowany i wtedy Liam odchrząknął. – Okej! Dobrze, że mamy tutaj jasność. Teraz – powiedział, obracając się w kierunku Louisa i Nialla – potrzebujecie podwózki do domu, chłopcy?
- Z przyjemnością – powiedział Louis, upewniając się, że nie spojrzał na Harry’ego, nawet jeśli czuł jego wzrok na sobie.
- Ja właściwie mam cię dobrze – poinformował Niall. – Czy będzie w porządku jeśli dziś tutaj zostanę, Zayn?
- Tak koleś! Jesteś mile widziany – odpowiedział Zayn, uśmiechając się. – Ty również Louis, jeśli chcesz.
Louis zamarł. – Um… - zaczął, lecz na szczęście Liamowi udało się uratować go od zakłopotania.
- Louis ma… pewną rzecz jutro. Dla swoich sióstr. Z rana. Prawdopodobnie musi dostać się do domu tak szybko, jak to możliwe.
Harry prychnął i Louis spojrzał na niego tylko na sekundę, jego wzrok zaraz potem powędrował w kierunku Zayna. – Liam ma rację. Potrzebuję tak dużo snu, jak tylko mogę. To właściwie był okropny pomysł, by przychodzić dzisiaj na imprezę. – Jego oczy przeniosły się na Harry’ego, który nadal intensywnie wpatrywał się w ogień. – W ogóle się dobrze nie bawiłem – zakończył cicho, czując szarpnięcie w żołądku, gdy Harry ponownie zacisnął szczękę i przełknął.
- Och, dobrze… przepraszam? – powiedział zdezorientowany Zayn.
- Nie, nie, to nie twoja wina – powiedział Louis, przyklejając sobie uśmiech na twarz. – Po prostu mam dużo… rzeczy na głowie w tym momencie. Przepraszam. Liam? – powiedział, machając na pożegnanie do wszystkich i praktycznie biegnąc przez ogródek, zatrzymując się dopiero przy samochodzie Liama.
Chłopak pokazał się kilka minut później i bez słowa przyciągnął Louisa do uścisku.
- Ja… - zaczął Louis, lecz Liam uciszył go, rysując kółka na jego ramionach.
- Nie jesteś mi winny żadne wyjaśnienia – powiedział Liam i Louis zamknął oczy, jego serce bolało.
- Jestem – powiedział Louis i ręka Liama zamarła na moment, po czym ponownie zaczął nią gładzić plecy szatyna.
- Dobrze. W porządku, w takim razie nie dzisiaj, dobrze? – odpowiedział Liam. – Zawieźmy cię do domu.
Louis wsiadł do samochodu i patrzył się tępo przed siebie przez całą drogę; powrócił do rzeczywistości, gdy Liam delikatnie dotknął jego ramienia. – Jesteśmy, Lou – powiedział cicho i Louisowi udało się uśmiechnąć, gdy wysiadał.
- Dziękuję.
- Zawsze.
- Też jedziesz do domu?
- Uch, właściwie Zayn mówił, że…
- Bez obaw, kolego. Dobrze dla ciebie. Baw się dobrze! – powiedział Louis, mrugając i naprawdę się uśmiechając.
Liam wydawał się westchnąć z ulgą, kiedy odpowiadał uśmiechem. – Jesteś dupkiem.
- Dobranoc, Li.
- Dobranoc, Lou.
Louis wszedł do domu wystarczająco cicho i rozebrał się całkowicie, gdy dotarł do sypialni. Gdy znalazł się w łazience, zapalił światło i westchnął.
Harry dosłownie go naznaczył. Wydawało się, że ma miliony malinek, ponieważ wyglądało to, jakby Louis miał na szyi fioletowy szalik. Ostrożnie dotknął siniaków, krzywiąc się na małą dawkę bólu i wypuszczając długie westchnienie, badając własne, zmęczone odbicie w lustrze.
Szybko wziął prysznic i wczołgał się do łóżka, kompletnie nagi, z zamkniętymi oczami, lecz sen nie był mu pisany. Zamiast tego rzucał się, obracał z myślami o Harrym aż do czasu, gdy poddał się na próbach oszukiwania samego siebie w związku z jakimkolwiek odpoczynkiem i zaczął patrzeć w sufit, pozwalając, by zalała go masa wspomnień z wieczoru.
Kiedy kilka godzin później w końcu udało mu się zasnąć, i kiedy senność całkowicie odebrała mu kontrolę, Harry wciąż był w jego głowie.
——-
Harry nie żartował mówiąc, że nie przestanie próbować zdobyć Louisa. Było tak, że szatyn widział go wszędzie, szkoła był w tym najgorsza. Harry’emu udało się jakoś zmienić własny harmonogram, więc chodzi z Louisem na każde zajęcia i szatyn nie mógł zrobić niczego poza czerwienieniem się, gdy starał się chodzić naprawdę szybko przez całą przerwę.
Poza tym był o wiele bardziej towarzyski w ich spotkaniach, często w czasie rozmowy opowiadał najbardziej sprośny żart, jaki tylko mógł znać, przez cały czas patrząc na Louisa. Udawało mu się nawet dodać obsceniczne puszczanie oczek tu i tam.
Te akcje nie pozostały niezauważone przez Liama i Nialla, chociaż wzięli je za potwierdzenie, że Louis trzyma się tak daleko od Harry’ego, jak tylko może. Louisowi nie trzeba było mówić dwa razy. Unikał Harry’ego jak ognia, ku zaskoczeniu Liama i Nialla, i nigdy nie wspominał o nim w żadnej rozmowie. Nie miał absolutnie nic wspólnego z Harrym.
Oczywiście dopóki nie był pijany.
Chodzi o to, że Zayn miał wiele imprez. Louis nie żartował, gdy powiedział, że Zayn będzie świętował każdy tydzień jego związku z Liamem, i to jest dokładnie to, co robi Zayn - urządza ogromną jesteśmy-razem imprezę, co kilka tygodni.
Louis nie ma pojęcia, gdzie są rodzice Zayna lub skąd chłopak bierze pieniądze na alkohol, a Liam nawet nie pije, lecz Louis bierze każdą szansę, którą ma, by być totalnie pijanym i powodem jest jeden wysoki brunet o zielonych oczach.
Ponieważ gdy Louis jest pijany, jest również skupiony na jednej rzeczy. Zapomina o przeszłości, o bólu, o obietnicach, które złożył i cała jego uwaga skupiona jest tylko i wyłącznie na Harrym.
I Harry to kocha.
Louis nigdy nie wie czy Harry jest tak samo pijany jak on lub czy w ogóle jest pijany, lecz nie obchodzi go to, ponieważ gdy tylko są razem, dotykają się wzajemnie, ciągną się za włosy i ubrania, i tworzą ciemne siniaki na miękkiej skórze. On i Harry prawdopodobnie uprawiali seks w każdym pokoju w domu Zayna przynajmniej raz i kilka razy w samochodzie Harry’ego.
Louis musiał uważać, gdzie Harry robił mu malinki, szczególnie po jednym zawstydzającym treningu tanecznym, kiedy Perrie zrobiła wielkie zamieszanie o duży, wystający siniak na obojczykach szatyna. Lecz Harry pozwalał na naznaczanie siebie w każdym możliwym miejscu i Louis wykorzystał tę szansę, by podkoloryzować jego tatuaże, pióro na biodrze ozdobić czerwonymi znakami, kilka odcieni fioletowych siniaków na całej jego klatce piersiowej.
Seks był dobry. Niesamowity, tak naprawdę i zawsze oczarowywało Louisa jak nowe było poczucie Harry’ego w sobie. Myślał, że do teraz uda mu się tym wszystkim znudzić, lecz za każdym razem, kiedy Harry w niego wchodził, było jak po raz pierwszy i Louis zawsze na końcu zostawał błogim bałaganem.
Lecz to nic nie znaczyło. Nie mogło i Louis upewnił się, że Harry o tym wie. Nigdy nie zostawał na więcej niż kilka minut po tym, jak skończyli; może składał szybki pocałunek na ustach chłopaka, zanim od niego uciekał, nigdy nie łapał kontaktu wzrokowego, gdyż był na śmierć przestraszony, co dojrzałby w niemym spojrzeniu Harry’ego.
Dom był przepełniony ludźmi, nawet bardziej niż ostatnim razem, gdy Louis był na imprezie Zayna i wszystkie gorące wspomnienia z samochodu Harry’ego nieustannie zachęcały Louisa do picia jednego lub kilku drinków przez całą noc. Tańczył z kilkoma facetami, lecz kiedy dwóch próbowało wsypać coś do jego drinka, odseparował się od tłumu. Wyszedł na podwórko i opadł na puste, plastikowe krzesło tuż przy rozpalonym ognisku.
- Lou-wee! – zawołał głos z ciemności i Louis zamarł, obserwując, jak Harry niezdarnie przemierza powierzchnię ogródka Zayna. Gdy jego wzrok dostosował się do panującej ciemności, zauważył, jak przeszklone są oczy chłopaka i jak szeroki, złośliwy jest jego uśmiech.
- Wiesz co dziś jest? – zapytał niewyraźnie Harry, siadając przed Louisem i opierając głowę na własnych dłoniach, podpartych o kolana Louisa.
Szatyn odchrząknął. – Um… nie?
- Jak niegrzecznie – powiedział Harry, marszcząc brwi. – To miesięcznica! – zawołał, szeroko rozkładając ramiona. Kilka osób w oddali wiwatowało.
- Och, um… tak. To jest powód, dla którego Zayn urządza imprezę, prawda?
Harry spojrzał na Louisa i przechylił głowę, wyglądając na zdezorientowanego. – Powiedziałeś Zaynowi?
- Um… Czy Zayn nie wie? To jest jego dom. Plus ma obsesję na punkcie Liama, jest prawdopodobnie gotów świętować co miesiąc – powiedział Louis, parskając.
- O czym ty mówisz?
- O czym ty mówisz?
- Prawie miesiąc temu – rozpoczął Harry, przenosząc się na kolana i podtrzymując się po obu stronach krzesła Louisa – całowaliśmy się. Pamiętasz?
Louis zamarł, nie będąc w stanie wymyślić, co powiedzieć, obserwując zachwycony wyraz twarzy Harry’ego. Nie odważył się nawet złapać powietrza, kiedy Harry pochylił się bliżej; jego oddech cuchnął alkoholem. – To nasza miesięcznica.
Harry odchylił się, przegryzając wargę. – Powinniśmy świętować – powiedział po chwili namysłu.
Louis odnalazł swój głos, przełykając ślinę. Jego kubek był pusty i chciałby mieć trochę tequili, by oderwać się od uczucia, które kumulowało się na dnie jego brzucha, kiedy Harry powoli oparł swoje ręce o uda Louisa. – Co proponujesz? - udało mu się wydusić, drżąc, gdy Harry pochylił się i oddychał w jego szyję.
- Pozwól mi cię pieprzyć – powiedział wolno i wyraźnie Harry, ton jego głosu był niski i brzmiał prawie na trzeźwego, dopóki nie odchylił się i Louis zauważył, jak szerokie były jego źrenice, i jak starał powstrzymać się od kołysania, kiedy patrzył na Louisa i oblizywał wargi.
Nie wiedział, co działo się z nim w tej chwili, lecz wszystko o czym mógł myśleć to Harry i jak był tutaj i rozmawiał z Louisem po tak długiej przerwie, więc skinął głową w aprobacie. – Okej – wyszeptał, wstając i ciągnąc za sobą Harry’ego, pozwalając mu oprzeć się o własne ciało. – Okej, dobrze.
Po znalezieniu się w sypialni, Harry zabiera ręce Louisa od włącznika światła. Louis rozgląda się w około i rozpoznaje ciemne ściany pokoju oraz kompletnie nieużyteczne tuziny skórzanych kurtek wiszących w szafie, dochodząc do wniosku, że znajdują się w pokoju Zayna. By uprawiać seks. W łóżku Zayna. Cholera.
Harry nie wydaje się nawet zauważać niczego, zamiast tego atakuje ustami szyję Louisa, nadgryzając gdzieniegdzie, jak gdyby chciał się upewnić, że Louis o poranku będzie miał ciemnofioletową wstążkę siniaków. Szatyn jęczy, po czym pcha Harry’ego, chichocząc, gdy chłopak upada na łóżko i zaczyna zdejmować z siebie ubrania. Harry uśmiecha się i robi to samo, dopóki oboje nie zostają tylko w bieliźnie, gapiąc się na siebie z osobnych końców pokoju.
Louis przełyka ślinę. To ostatnia szansa, by się wycofać. Mógłby zabrać swoje rzeczy, otworzyć drzwi i nigdy nikomu o tym nie powiedzieć, nawet Harry’emu. Lecz wtedy chłopak pochyla się i przyciska dłoń do własnego, widocznego wybrzuszenia, jęcząc nisko i Louis zapomina o wszystkim, co chodziło mu po głowie, praktycznie biegnąc przez pokój, by skoczyć na Harry’ego.
- Kurwa. – Wydycha powietrze, gdy Harry łapie go z łatwością i łączy ich usta.
Louis siada na udach Harry’ego, gorączkowo wywołując tarcie, jego policzki są ciepłe, gdy całuje chłopaka. – Ściągaj swoje ubrania – szepta szorstko Harry, przerywając pocałunek i nadgryzając ucho Louisa. Głos Harry’ego stracił powolność, którą miał jeszcze kilka minut temu i Louis posyła mu pytające spojrzenie, ale wstaje szybko i ściąga swoje bokserki, pomagając zrobić to samo leżącemu chłopakowi. Harry wyciąga ręce, by przyciągnąć Louisa, po czym przekręca ich tak, że Louis jest przyciśnięty ciałem chłopaka, ich członki ledwo się dotykają. Szatyn jęczy, gdy Harry wypycha biodra do przodu i przygniata go, owijając się wokół ramion kędzierzawego. Czuje jak Harry odsuwa się i otwiera szafkę nocną, czuje motyle w brzuchu. Nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymuje oddech, dopóki nie czuje zimnego, śliskiego palca delikatnie śledzącego jego otwór i natychmiast sapie, jego serce bije jeszcze szybciej.
Otwiera oczy, bo zobaczyć, że Harry obserwuje go uważnie, starając się odczytać wyraz twarzy Louisa z ciekawskim spojrzeniem. Powoli wprowadza pierwszy palec, przyglądając się, jak Louis wygina plecy, kiedy zagłębia się aż po kostki. Pracuje nim i cofa kilka razy, dopóki Louis nie otwiera oczu.
- Proszę Harry, cholera, jeszcze jeden. – Wydycha, patrząc jak chłopak przegryza wargę, kiedy dodaje drugi palec. Louis wije się pod nim, lecz wciąż opada głębiej na palec Harry’ego, dysząc ciężko, gdy zielonooki zmienia kąt, tak że uderza centralnie w prostatę szatyna.
- Mogę…? – zaczyna Harry i Louis przytakuje natychmiastowo, zdesperowany, by Harry w końcu go miał. Chłopak cofa palce i rozciąga prezerwatywę na całej swojej długości, wyciskając trochę więcej lubrykantu, po czym delikatnie naciska czubkiem na wejście Louisa. Szatyn może poczuć zimną, metalową cząstkę jego kolczyka, nawet przez zabezpieczenie i jęczy, próbując osadzić swoje ciało na członku Harry’ego. Harry łapie go w ramiona, z łatwością zgarniając nadgarstki Louisa w jedną dłoń i przyciskając je do ściany, trzymając mniejszego chłopaka w jednym miejscu. Powoli wchodzi w niego, tylko końcówką, lecz Louis wzdycha z przyjemności, mrucząc wdzięcznie, gdy Harry porusza biodrami w przód i w tył, centymetr po centymetrze, póki jego nie są dociśnięte do tych Louisa.
Szatyn otwiera oczy, zastanawiając się, kiedy zamknął je tak szczelnie i uśmiecha się nieśmiało do Harry’ego, który wpatruje się w niego intensywnie.
- Hej – mówi cicho, czerwieniąc się, gdy Harry przegryza wargę i uśmiecha się ciepło.
- Hej – odpowiada chłopak, puszczając nadgarstki Louisa i pochyla się, by pocałować jego usta, na co szatyn entuzjastycznie przystaje. Harry wychodzi z Louisa i szybko wchodzi ponownie. Oddech chłopaka jest urywany, gdy Harry uderza o jego prostatę i zaczyna nabierać prędkości, cofając się i przybliżając, aż jego klatka piersiowa jest zaczerwieniona od wysiłku.
Louis odwzorowywał ruchy Harry’ego, sięgając w dół, by obciągnąć sobie, kiedy czuje przyjemność budującą się w dolnych częściach brzucha. Harry to zauważa i dodaje własną dłoń, pracując nią, dopóki Louis nie wzdycha imienia kędzierzawego i dochodzi na ich ręce i własną klatkę piersiową. Harry jęczy i pieprzy Louisa szybciej, potrzebując niecałej minuty, by krzyczeć i opaść na sylwetkę Louisa; jego ciało trzęsące się po orgazmie.
Louis przyciąga Harry’ego do kolejnego pocałunku, tym razem wolniejszego i słodszego, jego język delikatnie krąży kółka wewnątrz ust chłopaka. Harry odchylił się i Louis jęknął odrobinę na uczucie pustki, lecz kiedy chłopak usłyszał dźwięk, jego język zaczął poruszać się z takim samym zaangażowaniem. Harry podniósł się i złapał paczkę chusteczek ze stolika nocnego, czyszcząc siebie i Louisa, zanim nie opada obok szatyna, przybliżając się i pieści jego szyję.
Louis odetchnął głęboko, zaspokojony i automatycznie uniósł dłoń, by śledzić linie szczęki Harry’ego. – To było miłe – powiedział cicho.
- Tak – odszeptał Harry. – Tak, było.
Oboje przez moment leżą w ciszy, dopóki Harry nie przemawia ponownie. – Dlaczego szepczemy? – zapytał i Louis zaczął chichotać, aż dołączył do niego Harry. Śmieją się przez chwilę i Louis czuje się błogo, póki nie słyszy odległego brzęczenia.
- Wydaje mi się, że to mój telefon – informuje automatycznie i uśmiech znika z jego twarzy, gdy zdaje sobie sprawę czemu ktoś miałby dzwonić.
Ponieważ się nim opiekują. Ponieważ jest ich przyjacielem. Przyjacielem, który powiedział, że nie będzie z Harrym. Louis już się nie uśmiecha.
- Muszę iść – mówi cicho i wyślizguje się z uścisku Harry’ego, w pośpiechu zakładając ubrania, unikając patrzenia w oczy drugiemu chłopakowi. – Cholera, muszę iść. To… nie powinienem tego robić. My nie powinniśmy tego robić, Harry.
Louis czuje wibracje swojego telefonu, więc sprawdza go. Ma kilka wiadomości i nieodebrane połączenia od Liama i Nialla, nawet jedno od Zayna, co oznacza, że Liam musi być naprawdę zdesperowany. Wkłada urządzenie ponownie do kieszeni i sięga do klamki.
- Dlaczego? – pyta Harry równie cicho, tak cicho, że Louis niemal tego nie zauważa. Jednak słyszy i zamiera, niepewny, co powiedzieć. – Dlaczego nie powinniśmy tego robić? – kontynuuje chłopak, jego głos wciąż jest prawie szeptem.
Louis stara się odzyskać zdolność mowy. – Ja… wiesz czemu Harry, mówiłem ci wcześniej, ja…
- Kurwa, Louis! – krzyczy Harry, zeskakując z łóżka tak, że stoi przed szatynem, całkowicie nagi. W każdej innej sytuacji Louis zacząłby się śmiać, lecz nie może oderwać wzroku od twarzy Harry’ego. – Czy ty w ogóle wiesz, co mi robisz? Przez co przechodzę za każdym razem, gdy cię widzę? – kontynuuje chłopak, podchodząc bliżej, więc plecy Louisa uderzają o drzwi. Harry nie jest o wiele wyższy od Louisa, lecz teraz zdecydowanie góruje, jego oczy są czarne.
- To był miesiąc. Cały pieprzony miesiąc – mówi Harry, zaciskając dłonie w pięści. – I próbowałem zrobić wszystko, co mogłem, by dać sobie z tobą spokój. Lecz to niemożliwe. I ja nawet… ja nawet nie znam cię za dobrze, Louis! Zajęło mi kilka dni, by mój świat stanął na głowie dla ciebie. I teraz nie mogę sobie odpuścić. Nie wiem, co mam robić. Wszystko o czym myślę, to ty. Twój uśmiech, twoje oczy, twoje… wszystko. Im więcej na ciebie patrzę, tym bardziej szaleje na twoim punkcie. A ty nawet nie patrzysz już w moim kierunku. Co, do cholery, powinienem zrobić, Louis? – kończy Harry, znacznie głośniej, niż gdy zaczynał.
Louis otwiera usta, lecz słowa po prostu nie chcą wyjść. Po prostu patrzy na Harry’ego, jego oczy zaczynają wypełniać się łzami. – Ja… - zaczyna, lecz przerywają mu usta chłopaka. Harry całuje go powoli i z tak ogromną adoracją, że Louis zaczyna płakać dokładnie w tamtym momencie. Kiedy Harry odchyla się, przegryzając wargę, Louis może zobaczyć milion niezadanych pytań lśniących w jego oczach i wszystko, co chce zrobić, to wskoczyć w ramiona tego chłopaka i całować go, dotykać, być z nim na zawsze. Lecz przegryza własny język, by nie zrobić niczego pochopnego i Harry zauważa.
- Dobrze – mówi, biorąc drżący oddech. – Dobrze, w takim razie, dobrze. Ja… ja nie wiem czemu myślisz, że musisz to robić, czemu nie możesz odwzajemniać moich uczuć, nawet jeśli wiem, że tego chcesz, Louis. Wiem, że chcesz tego tak samo jak ja.
Louis nie odzywa się, zamiast tego decyduje się patrzeć w ziemię, lecz Harry wsuwa palce pod brodę szatyna i przechyla ją tak, że ich oczy spotykają się.
- Zapamiętaj jednak sobie jedną rzecz – rozpoczyna Harry. – Mie zamierzam przestać próbować cię zdobyć. Możesz uciekać tak długo, jak chcesz, Louis, lecz znajdę cię. – Harry pochyla się i składa szybki pocałunek na wargach Louisa. – Zawsze.
Wtedy Louisowi udaje się otworzyć drzwi od sypialni i prawie spaść ze schodów, przepychając się między tłumem ludzi i wylać kilka drinków i potknąć się o własne stopu, kiedy powinien mieć koordynację godną tancerza, na boga i nie przestaje biec, dopóki nie znajduje Liama i Zayna przytulających się przy ognisku.
- Hej, Louis! – powiedział Zayn, unosząc brwi. – Czy ty… wszystko w porządku?
- Tak – powiedział Louis, łapiąc oddech. – Tak, wszystko jest dobrze, macie cokolwiek do picia?
Liam przewraca oczami i podaje Louisowi butelkę z wodą. Szatyn posłał mu nieuprzejme spojrzenie, lecz mimo wszystko posłusznie bierze łyk. – Dziękuję. Teraz, czy macie cokolwiek do picia?
- Lou! Mój mężczyzno! – wołał w tym momencie Niall, wychodząc z domu z czterema butelkami piwa w dłoniach.
- Nialler! – odpowiedział Louis z takim samym entuzjazmem, uśmiechając się i będąc zdzwionym, jak łatwo jego przyjaciele podnoszą go na duchu. – Jak leci?
- Dobrze, kolego – powiedział Niall rozdając każdemu piwo. – Właśnie zrobiono mi najlepszego loda na świecie w łazience Zayna – zakończył Niall, puszczając oczko, gdy Louis zarechotał.
- Dobrze dla ciebie, kolego – odpowiedział, biorąc duży łyk piwa.
- Hej, czy ktokolwiek widział Harry’ego? – zapytał Zayn i Louis zachłysnął się własnym drinkiem. Niall uniósł brwi na tę reakcję, gdy klepał szatyna po plecach. Zayn zmierzył Louisa wzrokiem. – To dlatego, że dzwoniłem do niego jakiś czas temu i nie odebrał, chcę tylko mieć pewność, że wszystko w porządku.
- Cześć chłopcy – zawołał niski głos i żołądek Louisa ścisnął się, gdyż łatwo mógł rozpoznać kto to.
- O wilku mowa – zawołał Zayn, uśmiechając się. – Co robiłeś przez całą imprezę Harold?
- To nie jest moje imię – powiedział Harry, marszcząc brwi, po czym podskoczył, gdy zobaczył nietknięte piwo Liama. – Miałbyś coś przeciwko, gdybym… - zapytał, wskazując na napój i Liam wstrząsnął głową, podając mu piwo. Harry wziął je z wdzięcznością, biorąc duży łyk, kiedy Louis stał obok i praktycznie roztapiał się na widok poruszającego się gardła Harry’ego, oświetlonego przez blask ogniska.
Harry skończył swojego drinka, wypuszczając powietrze z ulgą i spojrzał na Louisa, który wciąż się w niego wpatrywał. – Kurcze Louis, nie jest grzecznie tak się gapić – powiedział, uśmiechając się bezczelnie do szatyna i Louis rumieni się, biorąc duży łyk swojego piwa.
- Mniejsza o to – kontynuuje Harry, zwracając się do Zayna. – Niezbyt dużo. Przez większość czasu stałem w cieniu imprezy. Pilnowałem, by żadne twoje gówno nie zostało doszczętnie zniszczone. Byłem tak trzeźwy, że to niemal anielskie. To mój pierwszy drink tej nocy – zakończył, upewniając się, by spojrzeć w kierunku Louisa, gdy wymawiał ostatnie zdanie.
Louis przełknął. Oznaczało to, że Harry był całkowicie trzeźwy, gdy podpierał się wcześniej o kolana Louisa i szatyn nagle zdał sobie sprawę, że przez resztę wieczoru Harry nie zachowywał się jak ktoś pijany. Cholera, był dobrym aktorem. Louis zamierzał go zabić.
- Więc, chłopcy, – powiedział Harry, siadając na pustym krześle ogrodowym – co z wami? – Obrócił się, by spojrzeć na Tomlinsona. – Louis? Nie widziałem cię dzisiejszej nocy.
Louis skrzywił się. – Może po prostu cię unikałem – odpowiedział szorstko.
Harry zacisnął zęby i spojrzał w ognisko. – W takim razie nieźle ci to wyszło.
Louis zobaczył, jak Zayn spogląda między ich dwójkę zdezorientowany i wtedy Liam odchrząknął. – Okej! Dobrze, że mamy tutaj jasność. Teraz – powiedział, obracając się w kierunku Louisa i Nialla – potrzebujecie podwózki do domu, chłopcy?
- Z przyjemnością – powiedział Louis, upewniając się, że nie spojrzał na Harry’ego, nawet jeśli czuł jego wzrok na sobie.
- Ja właściwie mam cię dobrze – poinformował Niall. – Czy będzie w porządku jeśli dziś tutaj zostanę, Zayn?
- Tak koleś! Jesteś mile widziany – odpowiedział Zayn, uśmiechając się. – Ty również Louis, jeśli chcesz.
Louis zamarł. – Um… - zaczął, lecz na szczęście Liamowi udało się uratować go od zakłopotania.
- Louis ma… pewną rzecz jutro. Dla swoich sióstr. Z rana. Prawdopodobnie musi dostać się do domu tak szybko, jak to możliwe.
Harry prychnął i Louis spojrzał na niego tylko na sekundę, jego wzrok zaraz potem powędrował w kierunku Zayna. – Liam ma rację. Potrzebuję tak dużo snu, jak tylko mogę. To właściwie był okropny pomysł, by przychodzić dzisiaj na imprezę. – Jego oczy przeniosły się na Harry’ego, który nadal intensywnie wpatrywał się w ogień. – W ogóle się dobrze nie bawiłem – zakończył cicho, czując szarpnięcie w żołądku, gdy Harry ponownie zacisnął szczękę i przełknął.
- Och, dobrze… przepraszam? – powiedział zdezorientowany Zayn.
- Nie, nie, to nie twoja wina – powiedział Louis, przyklejając sobie uśmiech na twarz. – Po prostu mam dużo… rzeczy na głowie w tym momencie. Przepraszam. Liam? – powiedział, machając na pożegnanie do wszystkich i praktycznie biegnąc przez ogródek, zatrzymując się dopiero przy samochodzie Liama.
Chłopak pokazał się kilka minut później i bez słowa przyciągnął Louisa do uścisku.
- Ja… - zaczął Louis, lecz Liam uciszył go, rysując kółka na jego ramionach.
- Nie jesteś mi winny żadne wyjaśnienia – powiedział Liam i Louis zamknął oczy, jego serce bolało.
- Jestem – powiedział Louis i ręka Liama zamarła na moment, po czym ponownie zaczął nią gładzić plecy szatyna.
- Dobrze. W porządku, w takim razie nie dzisiaj, dobrze? – odpowiedział Liam. – Zawieźmy cię do domu.
Louis wsiadł do samochodu i patrzył się tępo przed siebie przez całą drogę; powrócił do rzeczywistości, gdy Liam delikatnie dotknął jego ramienia. – Jesteśmy, Lou – powiedział cicho i Louisowi udało się uśmiechnąć, gdy wysiadał.
- Dziękuję.
- Zawsze.
- Też jedziesz do domu?
- Uch, właściwie Zayn mówił, że…
- Bez obaw, kolego. Dobrze dla ciebie. Baw się dobrze! – powiedział Louis, mrugając i naprawdę się uśmiechając.
Liam wydawał się westchnąć z ulgą, kiedy odpowiadał uśmiechem. – Jesteś dupkiem.
- Dobranoc, Li.
- Dobranoc, Lou.
Louis wszedł do domu wystarczająco cicho i rozebrał się całkowicie, gdy dotarł do sypialni. Gdy znalazł się w łazience, zapalił światło i westchnął.
Harry dosłownie go naznaczył. Wydawało się, że ma miliony malinek, ponieważ wyglądało to, jakby Louis miał na szyi fioletowy szalik. Ostrożnie dotknął siniaków, krzywiąc się na małą dawkę bólu i wypuszczając długie westchnienie, badając własne, zmęczone odbicie w lustrze.
Szybko wziął prysznic i wczołgał się do łóżka, kompletnie nagi, z zamkniętymi oczami, lecz sen nie był mu pisany. Zamiast tego rzucał się, obracał z myślami o Harrym aż do czasu, gdy poddał się na próbach oszukiwania samego siebie w związku z jakimkolwiek odpoczynkiem i zaczął patrzeć w sufit, pozwalając, by zalała go masa wspomnień z wieczoru.
Kiedy kilka godzin później w końcu udało mu się zasnąć, i kiedy senność całkowicie odebrała mu kontrolę, Harry wciąż był w jego głowie.
——-
Harry nie żartował mówiąc, że nie przestanie próbować zdobyć Louisa. Było tak, że szatyn widział go wszędzie, szkoła był w tym najgorsza. Harry’emu udało się jakoś zmienić własny harmonogram, więc chodzi z Louisem na każde zajęcia i szatyn nie mógł zrobić niczego poza czerwienieniem się, gdy starał się chodzić naprawdę szybko przez całą przerwę.
Poza tym był o wiele bardziej towarzyski w ich spotkaniach, często w czasie rozmowy opowiadał najbardziej sprośny żart, jaki tylko mógł znać, przez cały czas patrząc na Louisa. Udawało mu się nawet dodać obsceniczne puszczanie oczek tu i tam.
Te akcje nie pozostały niezauważone przez Liama i Nialla, chociaż wzięli je za potwierdzenie, że Louis trzyma się tak daleko od Harry’ego, jak tylko może. Louisowi nie trzeba było mówić dwa razy. Unikał Harry’ego jak ognia, ku zaskoczeniu Liama i Nialla, i nigdy nie wspominał o nim w żadnej rozmowie. Nie miał absolutnie nic wspólnego z Harrym.
Oczywiście dopóki nie był pijany.
Chodzi o to, że Zayn miał wiele imprez. Louis nie żartował, gdy powiedział, że Zayn będzie świętował każdy tydzień jego związku z Liamem, i to jest dokładnie to, co robi Zayn - urządza ogromną jesteśmy-razem imprezę, co kilka tygodni.
Louis nie ma pojęcia, gdzie są rodzice Zayna lub skąd chłopak bierze pieniądze na alkohol, a Liam nawet nie pije, lecz Louis bierze każdą szansę, którą ma, by być totalnie pijanym i powodem jest jeden wysoki brunet o zielonych oczach.
Ponieważ gdy Louis jest pijany, jest również skupiony na jednej rzeczy. Zapomina o przeszłości, o bólu, o obietnicach, które złożył i cała jego uwaga skupiona jest tylko i wyłącznie na Harrym.
I Harry to kocha.
Louis nigdy nie wie czy Harry jest tak samo pijany jak on lub czy w ogóle jest pijany, lecz nie obchodzi go to, ponieważ gdy tylko są razem, dotykają się wzajemnie, ciągną się za włosy i ubrania, i tworzą ciemne siniaki na miękkiej skórze. On i Harry prawdopodobnie uprawiali seks w każdym pokoju w domu Zayna przynajmniej raz i kilka razy w samochodzie Harry’ego.
Louis musiał uważać, gdzie Harry robił mu malinki, szczególnie po jednym zawstydzającym treningu tanecznym, kiedy Perrie zrobiła wielkie zamieszanie o duży, wystający siniak na obojczykach szatyna. Lecz Harry pozwalał na naznaczanie siebie w każdym możliwym miejscu i Louis wykorzystał tę szansę, by podkoloryzować jego tatuaże, pióro na biodrze ozdobić czerwonymi znakami, kilka odcieni fioletowych siniaków na całej jego klatce piersiowej.
Seks był dobry. Niesamowity, tak naprawdę i zawsze oczarowywało Louisa jak nowe było poczucie Harry’ego w sobie. Myślał, że do teraz uda mu się tym wszystkim znudzić, lecz za każdym razem, kiedy Harry w niego wchodził, było jak po raz pierwszy i Louis zawsze na końcu zostawał błogim bałaganem.
Lecz to nic nie znaczyło. Nie mogło i Louis upewnił się, że Harry o tym wie. Nigdy nie zostawał na więcej niż kilka minut po tym, jak skończyli; może składał szybki pocałunek na ustach chłopaka, zanim od niego uciekał, nigdy nie łapał kontaktu wzrokowego, gdyż był na śmierć przestraszony, co dojrzałby w niemym spojrzeniu Harry’ego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)