sobota, 15 marca 2014

*-Pssst! Harry!

Harry jęknął i przewrócił się z boku na bok, przysuwając się w cieplo Louisa, a ten przyglądał się temu z na wpół otwartymi oczami, podczas gdy Daisy chichotała. Loczek westchnął i uśmiechnął się sennie, rozluźniając się, gdy ręka Louisa, ześlizgnęła się na wcięcie w kości biodrowej. Louis potarł swoimi palcami o nagą skórę w tym miejscu i ciało Harry’ego pokryło się gęsią skórką i zadrżał.

Tym razem Daisy zakryła swoje usta wewnętrzną częścią dłoni i szturchnęła Harry’ego w policzek. - Harry - wyszeptała głośno - obudź się!

-Dais. - wymruczał zrzędliwie Louis, ale dziewczynka go zignorowała i ponownie wstrząsnęła Harry’m.

- Mmm, co chcesz, kochanie? - zapytał śpiąco chłopak, wciąż zmagając się z otwarciem oczu. Przewrócił się na plecy i sięgnął w dół, żeby przyciągnąć Daisy na siebie. Dziewczynka położyła się na jego klatce piersiowej i odchyliła swój bok w stronę piersi Louisa, kiedy ten obserwował z czułością, jak Harry oplótł wokół niej ramiona, a jego dłoń pocierała jej plecki.

- Dobrze się czujesz? - zapytał, brzmiąc na zatroskanego, jednak również na bardzo, bardzo śpiącego.

Daisy skinęła naprzeciwko jego piersi, aa następnie wyszeptała żałośnie: - Jestem głodna, a te pizza rollsy i kawa na stole, są zimne. - Uniosła głowę w górę i Louis zobaczył przez jej na wpół zamknięte oczka, że jego mała siostra posyła mu najbardziej budzący litość wyraz twarzy, jaki kiedykolwiek u kogoś widział. I oczywiście Harry się na to nabrał.

Młodszy skinął, oplótł swoje ramię wokół dziewczynki i usiadł z nią przyciśniętą do swojego ciała. - Jednak bądźmy bardzo cicho, dobrze? Pozwólmy Lou pospać chwilę dłużej. - powiedział, nie oglądając się w jego stronę.

Tomlinsonówna przytaknęła głową i Harry wstał i zabrał ją do kuchni. Louis przekręcił się na bok, próbując znaleźć ciepło, jego oczy zamykają się powolnym ruchem, (słuchając Harry’ego i Daisy i ufając swojemu chłopakowi w sprawie swojej młodszej siostry) i wraca do snu.

Wydaje się jakby to było minutę później, kiedy Louisowi odebrało dech w piersiach, w momencie, gdy siostra wskoczyła na niego krzycząc jak zjawa zwiastująca śmierć. Jego oczy szeroko się otwarły w zaskoczeniu i patrzył jak Harry stał w drzwiach do kuchni, patrząc z zakłopotaniem. - Kazałem jej cię obudzić. - odrzekł, patrząc przepraszająco.

Louis się zaśmiał, wciąż nieco pozbawiony tchu, złagodniał na słowa Harry’ego. - To typowa, weekendowa pobudka, kolego. Żadnych zmartwień. - Usta Harry’ego uniosły się w górę i podążył z powrotem do kuchni ze szpatułką zwisającą u dłoni.

Daisy przytuliła się do Louisa, a ten przejechał swoją ręką po jej czole. - Jak się czujesz? - wymruczał.

- Lepiej. - zaszczebiotała. - ale wciąż kaszle. Harry powiedział, że ma lekarstwo, ale musiałam czekać aż się obudzisz, bo nie wiedział ile ma mi dać.

Louis przygryzł wargę, żeby ukryć uśmiech na to jak cudowny był jego chłopiec–taktując jego siostrę jakby była kruchą bombą zegarową. - W porządku….dobrze, chodźmy sprawdzić co na śniadanie. Możesz zażyć jakieś lekarstwa po zjedzeniu.

Rodzeństwo zeszło z kanapy i powłóczyło się do kuchni, gdzie Harry śpiewał sobie cichutko. Gdy Louis się do niego zbliżył, ten odskoczył od nich. - Tłuszcz pryska - powiedział, jako sposób wytłumaczenia, a Louis słuchał, nie chcąc, żeby Daisy się poparzyła.

- Co dla nas przygotowujesz? - Zapytał Louis, uśmiechając się do niego słodko.

- Nie do wiary - wykpił dramatycznie Harry. - obudziłem się przed tobą, pilnowałem dziecko, posprzątałem dom i zabrałem się za śniadanie,a on po prostu zakłada, że robię wystarczająco, żeby go nakarmić?!

Daisy zachichotała widząc Harry’ego udającego obrażenie, a on wyglądał na zadowolonego z siebie. Odwrócił się do Louisa i powiedział - Diasy stwierdziła, że lubi naleśniki, ale naleśniki są jak kiepskie podróbki gofrów, a my nie tolerujemy ‘kiepskich podróbek’ w tej rodzinie. W porządku, Daisy? - zapytał, patrząc w dół na dziewczynkę, która pokiwała entuzjastycznie. - Więc, robimy wafle, bekon i jajka, położymy na to ser i zrobimy najniezwyklej niezdrowe kanapki śniadaniowe jakie kiedykolwiek istniały.

Brzuch Louisa się odezwał. - Brzmi perfekcyjnie, H! Dziękuje, kochanie. - kiedy Daisy nie mogła dostrzec, ściągnął swoje usta i posłał całusa Harry’emu, który zarumienił się i go odesłał zanim z powrotem skupił się na przewracaniu jajek.

Harry pozwolił Louisowi przygotować talerz dziewczynki, niepewny jej sposobu odżywiania się i usiadł na przeciwko niej. Jedli w ciszy i kiedy byli prawie przy końcu posiłku, Louis sięgnął przez stół i chwycił rękę Harry’ego. - Chcesz dzisiaj wpaść, żeby poznać dziewczynki? - Harry wyglądał na zdenerwowanego, ale kiwnął głową w potwierdzeniu, wykrzywiając twarz w uśmiechu.

- Pozwól mi napisać do mamy i dać jej znać, że nie będzie mnie w domu przez cały dzień. - wyraził się, wyciągając telefon i po prostu to robiąc. Byli cisi i spokojni przez kilka minut, zanim-

- Wy chłopcy, jesteście razem ? - pyta w końcu Daisy, patrząc pomiędzy nimi dwoma.

Louis nie puszcza ręki Harry’ego, ale przez szok, jego uścisk nieco się rozluźnia. Kaszle, a jego usta formują się w uśmiech. - Nie Dais, nie jesteśmy ze sobą. Lubię dziewczyny, głuptasie. Pamiętasz Eleanor?

- Ale całowaliście się zeszłej nocy i często trzymacie się za ręce - odrzekła, wyglądając na zmieszaną.

Chłopak przytaknął, myśląc szybko. - To dlatego, że jesteśmy dobrymi kumplami. Co, ty nie całujesz, ani nie trzymasz za ręce swoich najlepszych koleżanek? - zapytał, brzmiąc jakby to było szalone.

- Taa! - wykrzyczała, broniąc się i myśląc i chociaż Louis wiedział, że tego nie robiła, zostawił to.

- Widzisz? Jesteśmy przyjaciółmi, to wszystko. - Louis mógł poczuć zranione, intensywne spojrzenie Harry’ego, ale nie odwrócił wzroku, dopóki Daisy nie pokiwała głową, łatwo przekonując. Kiedy Louis w końcu oderwał wzrok, prawie natychmiast tego pożałował. Dłoń Harry’ego rozluźniła się między tą Louisa, a on kręcił swoim widelcem znajdującym się w wolnej ręce, nieco oderwanego jajka dookoła talerza. - Harry, okej? - zapytał, ściskając jego dłoń.

Chłopak wzruszył ramionami, a Louis wstał i poprowadził go za drzwi, do pomieszczenia, w którym nie był, które okazało się być pralnią. Pachniało tam nieco dziwnie, ale może to dlatego, że Louis nigdy nie robił swojego prania. Tak szybko jak obydwaj się tam znaleźli, Louis pchnął drzwi, żeby je zamknąć i przysunął się bliżej, tak że plecy Harry’ego były na drzwiach. Louis pochylił się i zaczął przyciskać pocałunki do jego policzków.

- Lou– Harry przesunął głowę i westchnął z przygnębieniem, wyraźnie nie rozumiejąc.

Louis mu przeszkodził odsuwają się i pieszcząc twarz Harry’ego, żeby sprawić, że ten na niego spojrzy. -Ona ma pięć lat Harry. Nie potrafi trzymać zamkniętych ust. Przychodzisz poznać moją rodzinę, w moim domu. Jeśli pokaże się mój tato i będzie chciał wiedzieć kim jesteś, młodsze dziewczynki po prostu powiedzą ‘oo, to chłopak Louisa, tatusiu!’ bo nie mają o niczym pojęcia. To w porządku, żeby wiedziała Lottie, czy mama, ale…reszta jest po prostu za mała. Łatwiej jest wytłumaczyć, że wziąłem zeszłej nocy El, bo jest śliczna, a ja lubię śliczne dziewczyny, niż dlatego, że tato nie może znieś tego kim jestem i kogo lubię, tylko przez zasady moralne, i chce żebym był kimś, kim nie jestem. - Louis poczuł ulgę, kiedy młodszy skinął, w końcu na niego spoglądając.

- Więc nie jesteś..jakby. Zażenowany? - zapytał, przegryzając wnętrze swojego policzka.

Oczy starszego rozszerzyły się w szoku. - Chryste, Harry, nie! Mówiłem ci wcześniej, że jesteś moim ulubionym-wszystkim i nigdy nie mógłbym się ciebie wstydzić. Ja..ja, kocham cię Harry. Jak mogłeś w to zwątpić?

Oczy Harry’ego błysnęły w momencie, gdy się przekręcał.- Mam na myśli–znaczy, wiem, że mnie kochasz, wierze ci, kiedy to mówisz. To po prostu–wczorajsza rozmowa i my–i ja wiem, że nie ważne co mówisz o mnie jako…normalnym i tak dalej. Wiem, że to nie jest normalne, to jaki jestem. Ale nie przeszkadza mi to kim jestem. - pośpieszył się, prawdopodobnie widząc jak Louis przygotowywał się, żeby go odeprzeć. - Na prawdę, nie przeszkadza. Lubie to kim jestem. To tylko..wiem, że to nieco dziwne i czasami ci współczuję.

- Mi? - zapytał starszy, zmieszany jak cholera.

- Dobrze, taak. - mówi jakby to było oczywiste. - Umawiasz się z Harry’m Stylesem, dzieckiem, któro się nie dotyka.

Louis wiedział, że to było coś co on i Harry muszą w końcu przedyskutować, o tym jak nie wiedział jak niesamowity był, ale czul się nieswojo, w napięciu, a dodatkowo jego siostrzyczka była sama, w kuchni. Więc uśmiechnął się bezczelnie i spoglądnął na Harry’ego, w najbardziej rażący, seksualny sposób jaki mógł. - Właściwie, z historii którą opowiedział mi wczoraj pewien..mój chłopiec, ty dotykasz się. - powiedział, oddalając się i pozwalając oczom powędrować przez ciało Harry’ego.

Kędzierzawy sapnął zanim zaczął się śmiać, oblewając się wściekle rumieńcem i popychając ramię Louisa.- Ty.. - jednak nie skończył. Zamiast tego oplótł ramię wokół talii starszego i przycisnął wargi do jego ramienia, ponad jego koszulką.

Louis westchnął i owinął plecy Harry’ego, ściskając go i pocierając jego barki dłońmi. - Tylko żartowałem, kochanie. Ale na prawdę, czuje się wspaniale z tym kim jesteś, a ty na prawdę powinieneś być o mnie zazdrosny. Umawiam się z najprzystojniejszym, najsłodszym i najdurniejszym chłopcem w mieście. - Przycisnął pocałunek do skóry na czubku głowy Harry’ego, pomiędzy tymi wszystkimi lokami i poczuł, chyba bardziej usłyszał jego westchnięcie, jako reakcję. W końcu, poklepał jego plecy. - W porządku - powiedział z aurą nieodwołalności. - Chodźmy. Daisy będzie się prawdopodobnie teraz na nas wściekać. - Louis poruszył się, żeby otworzyć drzwi, jednak spojrzał po raz ostatni na Harry’ego. - Kocham Cię - przypomniał.

Harry uśmiechnął się promiennie, rumieniąc się. - Też cię kocham.

kiedy młodszy poszedł wziąć prysznic, Louis włączył Daisy kolejny film i posprzątał (tylko troszkę- Harry był dość szczegółowy jeśli chodzi o sprzątanie). Louis usłyszał jęczącego żałośnie Harry’ego, wystarczająco dużo razy, żeby w końcu pójść na górę, pukając krótko w jego drzwi i odnajdując pochylonego nad łóżkiem, ze schyloną głową i rękami we włosach, mającego na sobie jedynie parę ciasnych, malusieńkich bokserek okrywających jego tyłek…który był w powietrzu, dokładnie przed Louisem.

Szatyn zakaszlał i Harry przestał zawodzić w poduszkę, stając i obracając się, z rumieńcem już formującym się na jego twarzy i szyi, rozprzestrzeniającym się aż do piersi. - Lou.. - powiedział głupio, wyglądając na osłupiałego i nieco zakłopotanego. Louis po prostu czekał na jego wyjaśnienia i chłopak westchnął całym sercem. - Nie wiem co założyć - odparł płaczliwym tonem, jakby to byla najgorsza rzecz na świecie.

Louis uśmiechnął się z pobłażaniem, zabierając się za drapanie skóry głowy Harry’ego. Młodszy wpadł w jego ramiona i to było pewne, że był bardzo świadomy swojej prawie-nagości, gdyż był nieco odrętwiały. - Po prostu ubierz to w czym będziesz czuł się wygodnie, słońce. - Zasugerował starszy, patrząc do jego szafy. Nie było w niej za dużo - bynajmniej nie aż tyle ile w jego własnej - ale wszystko było takie Harry’ego - ten dziwny miks hipsterskiego, indie i dziadkowego stylu, tak bardzo niepodobnego do gustu innych osób.

- Czy ty…wybrałbyś mi coś? - zapytał niepewnie, rzucając okiem spod ramienia starszego.

Louis rozejrzał się dookoła w lekkim zaskoczeniu, ale skina z wyjątkową łatwością. Oczywiście Harry był zdenerwowany. Nigdy wcześniej nie spotkał się z rodziną chłopaka; nigdy nie miał chłopaka. Louis przycisnął szybki pocałunek do jego skroni i odszedł od niego, podchodząc bliżej do szafy.

Pół godziny później byli gotowi i za drzwiami, Harry ubrany w wytartą koszulkę Ramones i stosunkowo luźne, jeansy z czarnymi conversami na jego stopach. Będąc szczerym, Louis chciał Harry’ego ubranego całkowicie na czarno (on pragnie tego przez cały czas, w każdy dzień), ale praktycznie poczuł ulgę, kiedy zauważył, że jego czarne jeansy, były w koszu na pranie, ponieważ Louis najwidoczniej musiałby być masochistą i chcieć się torturować. Całkowicie czarny Harry Styles nie był czymś co Louis mógłby znosić przez cały dzień…w jego domu…być może w jego pokoju…samotnego…

- Lou, właśnie przejechałeś koło naszego domu. - Mówi Daisy z tylnego siedzenia. Louis otrząsa się i rumieni.

- Przepraszam. - mamrota, kiedy nawraca i wjeżdża na podjazd przed garażem. Był już miło udekorowany specjalnie na Święta i Harry patrzył nieco z wrażeniem. Louis poczuł się dziwnie, wiedząc co nadchodzi.

- Twój dom jest ładny. - mruczy, wciąż się gapiąc.

- Erm - wypowiedział, naciskając na pilot garażowy, przypięte do jego osłony przeciwsłonecznej. Harry rozchylił usta, w momencie, w którym otworzył się jego garaż, a Louis zarumienił się nieco, gdy parkował.

Daisy wygramoliła się szybko na zewnątrz chętna do przebrania się ze swoich ubrań do spania w te do zabaw, a Louis i Harry pozostali w samochodzie, z Louisem nie patrzącym tak na prawdę na niego.

- Więc, to mój garaż - zaczął niezręcznie, pocierając swój kark. Harry prychnął. - Pamiętasz, kiedy mówiłem ci, że mój tato kierował swoim małżeństwem z moją mamą? - zapytał, a Hazz przytaknął. - Więc…tak to zrobił. kupił dom, umieścił tam wszystko czego mama sobie zapragnęła, dostałem wszystko co chciałem, dziewczynki również, mama została w małżeństwie, ale nie przypuszczała, że zostanie w domu, z nami. To wszystko dla jego dobrego imienia i reputacji, to wszystko.

Harry pokiwał ponownie w potwierdzeniu i sięgnął, żeby złapać szyję Louisa, przyciągnąć go i przycisnąć pocałunek w kącik jego ust. - Jest w porządku, wiesz o tym. - wyszeptał. - To dziwne, nigdy nie pomyliłem garażu z domem, ale.. - tutaj się uśmiechnął - będę miał się dobrze, tak długo jak ludzie w domu będą podobni do ciebie.

- Są - Louis szybko go zapewnił - Wszyscy są tacy jak ja. Są…szaleni i głośni, ale także kochani i uprzejmi, naprawdę. Moje najulubieńsze dziewczyny na świecie.

Loczek uśmiechnął się i odpowiedział. - Dobrze, w takim razie lepiej pójdę zrobić dobre wrażenie. Gotowy? - I Louis potwierdził głową, więc wyszli z samochodu i garażu, a on zatrzymał się przy drzwiach i zablokował je kodem na klawiaturze numerycznej. Wziął jego rękę i weszli na ścieżkę, pomiędzy obszarem drzew, które zakrywały dom od spojrzeń ludzi z ulicy. Przeszli koło następnego budynku (garaż mamy - wyszeptał Louis) i w końcu zobaczyli dom.

Harry sapnął po cichu - rzeczywiście, nie był aż tak wielki, ale Louis wiedział, że był dość zdumiewający. Wykonany w dawnym Wiktoriańskim stylu, z dokładnie wypielęgnowanym ogrodem, dopełnionym małą fontanną z dwoma karpiami koi pływającymi dookoła. Louis delikatnie szarpnął jego dłonią, ciągnąc go na drugą stronę domu, zamiast na frontowe schodki (Chcę wziąć prysznic, zanim wszyscy zaczną cię dusić i przesłuchiwać - możesz spędzić czas w moim pokoju, okej?)

Louis pośpieszył się z prysznicem, ale zdał sobie sprawę, że w pośpiechu zapomniał swoich ubrań. Więc spróbował się nie zarumienić, kiedy Harry sapnął widząc go, wciąż mokrego od kąpieli, w niczym innym jak ręczniku oplecionym dookoła bioder. Próbował również nie okazać mu, że przez to rumieniec wpłynął na jakiego twarz, ale mógł poczuć jego intensywne spojrzenie na swoich plecach, kiedy przetrząsał swoją szafę w poszukiwaniu tego, czego potrzebował.

Nie był przygotowany na to, że Harry podejdzie za niego, ale to zrobił. Jego ręce nieco się trzęsły, kiedy prześlizgnęły się po mokrej skórze ramion i pleców Louisa. Szatyn stał nieruchomo, ale rozkazał swojemu ciału, żeby się nie naprężyło. Harry podszedł nieco bliżej i wycisnął pocałunek na jego ramieniu. Podszedł jeszcze bliżej, kiedy Louis go nie zniechęcił, a jego ręce osunęły się po jego bokach i klatce piersiowej, spoczywając na brzuchu, w momencie gdy Harry powoli scałowywał linię od jednego do drugiego ramienia. Niższy z chłopaków westchnął na lekki jak piórko dotyk i pozwolił swojemu ciału minimalnie się zrelaksować, a Harry wypuścił drżący oddech na jego szyję.

-W porządku, kochanie? - mruknął Louis, przechylając głowę tak, że znalazła się tuż przy twarzy Harry’ego, na której kąciki ust uniosły się ku górze, a sam chłopak po prostu oddychał naprzeciw skóry Louisa.

Harry przytaknął, a chwilę później cofnął się o krok, zabierając ręce. Louis obrócił się i spojrzał na swojego chłopaka. Ten posłał mu uśmiech, a jego twarz okryła się rumieńcami. - Wyglądasz… naprawdę ładnie.

Louis wyszczerzył zęby, rozbawiony widokiem miny Harry’ego, który chyba zdał sobie sprawę, jak głupio brzmiało to, co właśnie powiedział. Zaśmiał się cicho i postanowił nie kończyć tak tej rozmowy. - Wiem, że zdecydowałeś się być ze mną tylko dlatego, że wyglądam tak dobrze w samym ręczniku!

Harry zachichotał i uniósł dłoń, by żartobliwie uderzyć swojego chłopaka. - Ubierz się. Słyszę stado dziewczyn, które dostają bzika i naprawdę chcą mnie poznać.

-Ktoś tu ma zbyt wysokie ego - Louis mruknął, próbując nie pokazywać uśmiechu, który wkradł się na jego twarz i odwrócił się, by podnieść ubrania z podłogi. - Tylko nie patrz, jestem nagi - powiedział, zrzucając ręcznik, by po chwili włożyć na siebie ubranie. Zerknął na Harry’ego, którego dłoń przykrywała oczy w taki sposób, żeby przypadkiem nie zobaczyć zbyt wiele. Louis zdążył się już przyodziać w spodnie. - Hazza, ja tylko żartowałem, możesz patrzeć. Znaczy, jeśli tylko chcesz, oczywiście.

Harry przytaknął, gwałtownie odciągając rękę od powiek, lecz nadal patrząc w innym kierunku. Louis parsknął śmiechem i założył jeszcze koszulkę. Nie niepokoił się o sterczące, każdy w inną stronę, kosmyki, wiedząc, że była to tylko jego rodzina. Harry zaczął krążyć po pokoju, przyglądając się wszystkim przedmiotom znajdującym się na ścianach i niektórych półkach, uważnie omijając mały bałagan na podłodze.

-Gotowy? - spytał Louis, na co Harry obrócił się, kierując szeroki uśmiech w jego stronę. Przytaknął, a chłopak zagarnął jego dłoń w uścisk, przytulił go i pocałował w czubek nosa.

Szli razem schodami w dół, a Louis pokazywał mu wszystkie pomieszczenia w domu (“Myślę, że to jest pralnia, tam znajduje się nasz salon, a tutaj pokój zabaw dziewczynek. Potem siłownia, a tutaj kuchnia i jadalnia”).

Mama Louisa usiadła na krześle w jadalni, trzymając w jednej ręce gazetę, a w drugiej filiżankę gorącej herbaty. Lou przeciskał się, żeby pozostawić na jej policzku mokrego buziaka. - Cześć, mamo - przywitał się, ściskając mocniej dłoń Harry’ego. - To jest Harry.

Jay otworzyła szeroko swoje zaspane oczy i spojrzała na kędzierzawego z ciepłym uśmiechem na twarzy. Wstała i przywitała chłopaka, otwierając swoje ramiona. - Harry, kochanie, dużo o tobie słyszałam - powiedziała, a ten odwzajemnił uścisk i pocałował jej policzek.

-Tak, ja o pani też - odparł, uśmiechając się miło.

Louis przyglądał się swojej mamie i chłopakowi z dumnym wyrazem twarzy i odsunął krzesło, żeby Harry mógł usiąść. Brunet wymamrotał ciche “dziękuję”, po czym Louis delikatnie objął jego ramię. - Chcesz trochę herbaty, kochany? - spytał, wskazując ruchem głowy na kuchnię.

Harry przytaknął, spoglądając na swojego chłopaka miękko. - Tak, poproszę. Dzięki.

Louis kiwnął głową i powędrował w stronę kuchni. Już po krótkiej chwili Jay zaczęła gawędzić z Harrym, pytając, czy Daisy sprawiała problem poprzedniej nocy. Kiedy ten zaczął protestować, tłumacząc, że dziecko było naprawdę urocze i zakolegowali się już rano, Louis nastawiał wodę w czajniku, a Jay zerknęła na niego, uśmiechając się ciepło. Louis skierował się z powrotem do jadalni, chwycił dwa herbatniki, zachowując jedno dla siebie, a drugie podając Harry’emu, po czym usiadł tuż obok niego.

Zagarnął dłoń kędzierzawego i umiejscowił na swoim udzie, ściskając ją lekko.

-O, Lottie! Dobry! - wykrzyknęła nagle Jay, patrząc za Harry’ego i Louisa, który odwrócił się i ujrzał swoją najstarszą z młodszych sióstr uśmiechającą się do wszystkich szeroko.

-Hej, Lotts - Louis ucieszył się na jej widok. Odwrócił się do Harry’ego. - Harry, to jest Lottie, moja najstarsza siostra. Ma jedenaście lat. Lottie, to Harry.

Harry posłał wstydliwy uśmiech i kiwnął do dziewczyny wolną ręką. - Miło mi cię poznać, Harry - powiedziała, rumieniąc się nieznacznie. Pognała szybko do kuchni, wyciągnęła z lodówki butelkę wody i odeszła.

To było dziwne.

Jay zachichotała. - Coś mi się zdaje, że kogoś zauroczyłeś - powiedziała, kierując swój wzrok na Harry’ego.

Ten się zarumienił, a Louis chwycił jego rękę jeszcze mocniej i również wydał z siebie chichot.

-Dobrze, Harry… Co ty na to? - zagadnęła. - Jesteś gotowy poznać resztę dziewczynek?

Louis miał zamiar zaprotestować, obawiając się nieco, - bo szczerze mówiąc, miał dość liczne rodzeństwo - lecz Harry wyprzedził jego kroki, przytakując trochę niepewnie, więc Louisowi nie zostało nic innego niż się zamknąć.

Jay wstała i ruszyła do pokoju, w którym właśnie bawiły się dziewczynki, a szatyn złożył małego buziaka na skroni swojego chłopaka. - Radzę uważać, pewnie będą się po tobie wspinać albo cię zgniotą - ostrzegł szybko, kiedy dotarli do salonu.

-Ok, nie ma sprawy - wymamrotał Harry, pobieżnie rozglądając się po pokoju. Ciszę zakłóciły piski Daisy próbującej uświadomić swojej siostrze, że “Harry jest najlepszy pod słońcem, Phoebe, naprawdę” i ciągnącej ją w stronę chłopaków. Felicite szła tuż za bliźniaczkami, kroku dotrzymywała jej Jay. Louis usadził Harry’ego na kanapie, po czym Daisy pognała jak najszybciej do bruneta i usiadła na jego podołku. Chwilę później Phoebe wspięła się na Louisa, obserwując gościa swojego domu może trochę zbyt ciekawsko i z początku nieśmiało. Louis zaczął bawić się jej potarganymi włosami, przedstawiając Harry’emu dziewczynki.

-Więc, dzisiaj poznałeś Lottie, a Daisy spotkałeś już wcześniej - powiedział. Zauważył, że Harry rzuca okiem na bliźniaczki, które siędzą im na kolanach, a potem kieruje swój wzrok w górę, właśnie na Louisa, który poklepał swoją siostrę po głowie. - A to jest Phoebe - Harry przybrał wdzięczny wyraz twarzy i uśmiechnął się do bliźniaczki, której imię dopiero poznał. Ta przyłożyła swój policzek do klatki piersiowej brata, niepewnie posyłając uśmiech. - A oto i Fliss, ma dziewięć lat.

-Cześć, Fliss - powiedział Harry, przez co Daisy zaczęła się kręcić na jego podołku tylko dlatego, by zdobyć choć trochę jego uwagi. Fizzy rozpromieniła się. Tak samo Jay, która posyłała uśmiech swojemu synowi poprzez całą szerokość pokoju.

-Pomyślałam, że moglibyśmy zjeść razem lunch, może gdzieś wyjdziemy? Wszyscy? - rzuciła sugestią. - Chciałabym trochę lepiej poznać Harry’ego - dodała, szczerząc się do chłopaka, który po chwili spłonął dorodnym rumieńcem, ale zdobył się na to, by oddać uśmiech.

Louis i Harry wymienili się spojrzeniami; Harry wydawał się zadowolony z faktu, że będzie miał okazję wyjść z rodziną swojego chłopaka, więc Louis wzruszył ramionami. - Brzmi nieźle. Nie jestem jakoś specjalnie głodny, ale jeśli dziewczynki są, możemy iść. Zanim tam dojdziemy mój żołądek już będzie gotowy znów coś przyjąć.

Jay wyglądała na zaskoczoną - zazwyczaj szatyn umierał z głodu z samego rana. - Och, jadłeś już dziś śniadanie?

Louis wyszczerzył się. - Ta, Harry jest naprawdę dobrym kucharzem. Zrobił mi i Dais małe śniadanie, było świetne - odparł.

Jay nie dodała nic więcej, wygięła wargi w małym uśmiechu, po czym razem z Louisem skierowała wzrok na Daisy, która zwróciła się do Harry’ego. - Mógłbyś mi upleść warkocza?

Harry spojrzał z żalem i zaczął tłumaczyć. - Nie wiem, jak się plecie warkocze, kochanie. Przepraszam.

Daisy wydęła wargi, po czym zerknęła na brata i wpadła na pomysł. - Louis może ci pokazać! Phoebe też będzie chciała warkocza, więc mógłby cię nauczyć, czesząc jej włosy.

Fliss zachichotała cicho. - Nie mam nic przeciwko uczeniu go, ale Harry może się okazać w tym niezbyt dobry - powiedział Louis, żeby w razie czego uchronić Harry’ego od przymusowego kursu fryzjerstwa.

-Spróbuję dać z siebie wszystko? - odparł kędzierzawy.

Jay pogoniła Fliss, by się przygotowała do wyjścia i powiedziała Lottie, żeby zrobiła to samo. Louis pokazywał Harry’emu, jak oddzielić włosy na trzy pasma. Bliźniaczki lubiły mieć zaplecione warkocze po przeciwnych stronach - Phoebe po lewej, a Daisy po prawej - więc dłonie Louisa i Harry’ego dotykały się co chwilę, gdy szatyn uczył kędzierzawego, jak prawidłowo wykonać tę fryzurę. - To jest proste. Jakby każda część walczyła o to, by być pośrodku - powiedział, pokazując dokładnie to, o czym przed chwilą mówił.

Harry przytaknął, wysuwając język pomiędzy zęby w skupieniu, podążając za wcześniejszymi wskazówkami Louisa, który teraz cierpliwie czekał. Daisy zaczęła się wiercić, a Phoebe szeptała - Dais, zostań jeszcze chwilę w spokoju, on się bardzo stara.

Efekt końcowy wcale nie był taki zły i Harry wydawał się być z siebie zadowolony, bo Jay i Phoebe nie miały w planach niczego komentować i pęknąć tej bańki dumy, więc Louis cieszył się faktem, że Daisy nie była w stanie zobaczyć swojej fryzury, bo był pewien, że powiedziałaby coś na ten temat. Chwilę później bliźnaczki biegły, żeby założyć swoje skarpetki i buty, a dwie starsze dziewczynki w końcu zeszły po schodach na dół. Fliss wyglądała na kompletnie obojętną obecnością Harry’ego podczas ich wspólnego lunchu, ale Lottie pokazała się z dorodnym rumieńcem na twarzy i świeżo pomalowanymi na jasno paznokciami, walcząc o krótki kontakt wzrokowy z brunetem. Louis zauważył, że Harry był nieco zdenerwowany i uświadomił sobie, że musi jak najszybciej przełamać tę niezręczną i napiętą atmosferę.

Około dziesięć minut później, Louis, Harry, Phoebe i Daisy znajdowali się w samochodzie Lou, natomiast pozostała część rodziny jechała wraz z Jay. Wcześniej Harry został spytany przez mamę swojego chłopaka o miejsce, w którym proponuje zjedzenie lunchu, lecz ten od razu postanowił zapytać o to Lou, kiedy wsiedli do samochodu. Louis, którego nie mogło mniej obchodzić to, gdzie zjedzą, zaproponował dziewczynkom, żeby te rzuciły jakiś pomysł i ostatecznie wylądowali w Logan’s, miłej restauracji podającej najlepsze steki w mieście.

Louis trzymał rękę Harry’ego tak, żeby bliźniaczki nie zauważyły i nawet złożył przelotny pocałunek na jego policzku, kiedy Daisy i Phoebe obróciły się na swoich siedzeniach, by pokiwać swojej mamie przez szybę. Wierciły się na tylnich siedzeniach przez moment i odwróciły się przodem do kierunku jazdy, raz to bawiąc się lalkami, a raz rozmawiając z Louisem i Harrym.

Obiad był głośny - prawdopodobnie dużo głośniejszy, niż te, do których Harry był przyzwyczajony, a był przyzwyczajony do tych z Louisem i Anne - ale chłopak wydawał się być zadowolony; szczególnie wtedy, kiedy Louis położył swoją rękę na jego kolano, a po kilku minutach Harry sam postanowił złączyć je obie w silnym uścisku i pozostali tak do końca wizyty w restauraji.

Jay zadała kilka pytań Harry’emu, ale, szczerze mówiąc, znała odpowiedzi na większość z nich, ponieważ Louis nie byłby Louisem, gdyby nie opowiedział wszystkiego o swoim chłopaku. Teraz czuł się on naprawdę świetnie, widząc, jak dobrze Harry potrafi się dogadać z jego mamą. Dziewczynki także podtrzymywały rozmowę z brunetem, nawet Lottie była w stanie zapomnieć o swojej nieśmiałości wobec kędzierzawego i porozmawiać z nim przez chwilę. Bliźniaczki od razu pokochały Harry’ego i po raz setny ubiegały się o pozwolenie na bawienie się jego włosami - w końcu je otrzymując, lecz dopiero wtedy, kiedy ich ręce były czyste. Jay oczywiście pokochała Harry’ego za to, że był tolerancyjny i słodki, a kiedy dostała rachunek, podziękował jej i przytrzymał dla niej drzwi, kiedy opuszczali restaurację.

Postanowili pójść na mini-golfa, ponieważ o to poprosił kędzierzawy, który lubił pograć w wolnej chwili. Phoebe była w parze z Harrym (“ponieważ” jęknęła “to nie fair, że Daisy mogła spędzić z Harrym całą noc”), a Daisy z Louisem. Fliss, która mogła okazać się zbyt dużą konkurencją, będąc z kimś w duecie, przypadło stworzyć swoją własną drużynę, natomiast Lottie dobrała się z Jay, deklarując na wstępie, że obie są beznadziejne w tej grze, a dołączają tylko dlatego, żeby się rozerwać.

-Nie może przestać na ciebie patrzeć - wyszeptała Jay, przechodząc obok Louisa i niemal zaduszając go na śmierć.

Ten odwrócił się i spojrzał w jej oczy. - Co masz na myśli?

Kobieta posłała mu uśmiech i ruchem głowy skinęła na chłopaka w kręconych włosach. - Harry - wyjaśniła. - Nie odrywa od ciebie oczu. Jakbyś go zamagnetyzował. Ten chłopiec naprawdę cię kocha.

Louis zerknął na Hazzę, który w tym czasie również na niego patrzył. Kiedy ich oczy się spotkały, oboje się zarumienili, a Louis utkwił wzrok w ziemi, uśmiechając się nieśmiało. - Wiem, mamo - przyznał. - Już wcześniej usłyszałem od niego, że mnie kocha. Przed tym, jak weszliśmy do domu. Powiedziałem, że czuję do niego to samo - chociaż to było niesamowite uczucie - dzielić się tym z kimś - ciągle nawiedzała go ta myśl, że nigdy wcześniej nikogo nie kochał.

Podniósł głowę, by spojrzeć na Jay. - Tak długo, jak będziesz miał to na myśli. Wydaje się być osobą, która kocha raz na całe życie - umiejcowiła mokrego buziaka na jego policzku i wróciła do Lottie, która bezowocnie próbowała umieścić tę cholerną piłkę w dołku.

Louis i Daisy jako trzeci, tuż za Fliss oraz Harrym wraz z Phoebe którzy ukończyli grę, zajmując drugie miejsce.

Kiedy w końcu wrócili do Louisa, Harry uświadomił sobie, że miał do odrobienia dużo pracy domowej na następny dzień, więc wszystkie dziewczynki się z nim pożegnały - niezręczne pokiwanie ręki w przypadku Lottie i Fliss, obwieszenie się bliźniaczek przy jego nogach oraz uścisk i całus w policzek od Jay - a Louis chwycił jego szkolną torbę, po czym oboje mogli opuścić posesję Tomlinsonów i udać się do Harry’ego.

Byli w garażu, Louis przytrzymał dłoń Harry’ego i złożył pocałunki na obu jego polikach, następnie przedostając się w stronę pojazdu, by móc otworzyć drzwi swojemu chłopakowi. Już mieli wejść do środka, kiedy kędzierzawy przystanął przed drzwiami i delikatnie przyłożył swoje wargi do jednego z kącików ust Louisa. Kiedy usiadł na miejscu kierowcy, zastanawiał się, czy dla Harry’ego była to nowa rzecz. Pewnie, nie był na tyle gotowy, żeby spróbować się normalnie całować. Obrócił się, wyjeżdżając samochodem z pomieszczenia, a Harry chwycił jego dłoń, uśmiech rozświetlił jego twarz.

-Nie wiedziałem, że lubisz dzieci - Louis podsumował pobyt Harry’ego, prowadząc samochód.

-Nie lubiłem - odparł Harry, brzmiąc na tak zaskoczonego, jaki był Louis przez cały dzień. - Tak naprawdę nigdy nie miałem większej okazji, żeby pobyć z dziećmi trochę czasu. Wiesz, zawsze byłem jeden - przerwał. - Ale twoje siostry są bardzo urocze. Dziwne, może trochę, ale bardzo urocze. Polubiłem je wszystkie.

-Świata poza tobą nie widzą - przyznał Louis, wzmacniając uścisk ich splątanych rąk na sprzęgle. - Każda z nich. Mama też.

Harry posłał mu mały uśmiech. - Cieszę się - odpowiedział szybko.

Kiedy Louis jechał ulicą Harry’ego w dół, zaważył srebrny samochód, którego nigdy wcześniej nie widział, zaparkowany przed domem chłopaka. - Czyje jest to auto? - zadał pytanie, rzucając okiem na kędzierzawego. Zaparkował tuż za nim.

-Nie wiem - odparł zwyczajnie, wzruszając ramionami. - Pewnie do sąsiadów przyjechali goście. To zdarza się co chwilę.

Wyszli z pojazdu, szatyn wyjął torbę chłopaka z bagażnika i skierowali się do domu, ręka w rękę. Louis otworzył drzwi, zerkając na Harry’ego idącego tuż za nim i po prostu uśmiechając się do niego przed tym, jak wykonał obrót i wszedł w głąb mieszkania. Upuścił torbę, zastając to, co zastał. Był w szoku, a chwilę później mógł usłyszeć głośne dyszenie Harry’ego.

Anne na kanapie, potargane włosy, próba założenia na siebie koszuli. I wielki facet, na wpół na niej leżący, też usilnie ubiegający się by zrobić to samo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz