*Rozdział 2
21 lutego 2013
Alternatywna Rzeczywistość
Otworzyłem oczy, słysząc śpiew ptaków za oknem. Znowu gapiłem się w sufit, zupełnie jak poprzedniej nocy. Ziewnąłem.
‘Niall, nie śpisz już?’
Żadnej odpowiedzi. Tylko ptaki ćwierkające na zewnątrz. Właściwie nie wiem, dlaczego myślałem, że Niall wciąż będzie tu, zamiast jeść śniadanie w hotelowym lobby. To jest Niall. Najgłodniejszy nastolatek w historii. Chwila, chwila, zdałem sobie sprawę z czegoś dziwnego. Ostatniej nocy nie zauważyłem wiatraka na suficie w tym pokoju hotelowym. Usiadłem szybko i spojrzałem na lewo. Nie było tam żadnego innego łóżka. Nie było Nialla. Tylko okno zasłonięte żaluzjami i stolik nocny ze stojącym na nim budzikiem i porozrzucanymi papierami.
Powoli odwróciłem głowę, by spojrzeć przed siebie. Zamknięte drzwi i łazienka. To NIE jest mój pokój hotelowy. Gdzie jestem? Wyskoczyłem pędem z łóżka, moje stopy uderzyły o podłogę. Moje stopy, odziane w skarpety, musiałem dodać. Ja nigdy nie nosiłem skarpet. Tylko jeśli było naprawdę zimno.
Ale ostatniej nocy nie wkładałem skarpet. W dodatku byłem ubrany w piżamę w szkocką kratę. Szkocka krata. Krata to nie jest mój styl.
Wiedziałem co włożyłem ostatniej nocy. Spodnie od piżamy i żadnego t-shirtu, tak jak zawsze. Teraz byłem ubrany w podkoszulek i pasujące spodnie od piżamy. To jest sen. To musi być sen! Jeśli śnię, to kopnę ten stolik nocny stojący przede mną i to nie będzie bolało. Uderzyłem mebel i krzyknąłem z bólu. To nie jest sen! To bardzo prawdziwe! I bolesne!
Potarłem duży palec u stopy, opierając się o ścianę. Utykając, obszedłem łóżko dookoła i ruszyłem w kierunku drzwi po prawej stronie pokoju. Wyszedłem za drzwi i zobaczyłem korytarz z drzwiami po obu stronach. Na jego końcu widać było schody prowadzące w dół. Otworzyłem pierwsze drzwi po prawej i zobaczyłem pościelone łóżko ze zwyczajną białą kołdrą i otwarte okno z białymi zasłonami (gdybym tak nie świrował w tym momencie, skomentowałbym jak nudny i zwyczajny jest ten pokój… Ale chyba za bardzo świrowałem, żeby skupić się na ocenie). Nikogo tu nie było. Czy zostałem porwany? Nie. Nikomu by się to nie udało. Ochrona była w hotelu. I ktoś by zauważył, prawda? Niall by się obudził, prawda? Nie pozwoliliby, żeby to przydarzyło się mnie… prawda?
Wycofałem się z pokoju i poszedłem do tego po drugiej stronie korytarza. Powoli obróciłem klamkę i wszedłem do środka. To było biuro z ogromnym biurkiem. Porządnie ułożone dokumenty, laptop, zegarek cyfrowy. Okno z zasłonami i kominek po prawej. Wyglądało przytulnie, ale zbyt bardzo panikowałem, żeby trochę wyluzować. Wziąłem głęboki oddech i podszedłem prosto do okna. Odsunąłem zasłony i wyjrzałem przez okno. Wyglądało jak typowe sąsiedztwo w miejscu, gdzie mieszkałem jako dziecko. Chociaż nic nie wyglądało znajomo.
Byłem w Londynie jeden raz, ale to chyba nie jest miejsce, gdzie się aktualnie znajduję. I, owszem, mam 21 lat, ale w tej chwili jestem przestraszony jak mała dziewczynka. Pozwoliłem zasłonom opaść, a z moich ust uciekło małe westchnienie. Miałem ochotę się rozpłakać. Albo uciec. Gdzie jestem? Gdzie są chłopaki? Powinienem do nich zadzwonić! Gdzie jest mój telefon?
Pobiegłem do pokoju, w którym się obudziłem i otworzyłem szufladę szafki nocnej. Biblia, klucze, ołówek, jakieś tabletki, ale żadnego telefonu. Zatrzasnąłem szufladę i wyprostowałem się. Szukałem na łóżku i w całym pokoju, ale nie było ani śladu telefonu. Nie miałem pojęcia co robić. Może powinienem-
‘Jesteście gotowe dzieciaki? Aye Iye, Kapitanie! Nie słyszę was! Aye Iye, Kapitanie! Ohhh!’
Zamarłem w bezruchu i nie mogłem oddychać. Spongebob Squarepants*? Ktoś był na dole. Mój oddech przyspieszył kiedy wyszedłem z pokoju. Może jednak zostałem porwany. Jeśli rzeczywiście tak było, to co z resztą? Martwiłem się zwłaszcza o Nialla. On dzielił ze mną pokój. Czy jego także porwali? Czy ktoś go skrzywdził?
Chociaż tylko naprawdę zła osoba mogłaby skrzywdzić Nialla. Skrzywdzenie Nialla jest jak krzywdzenie szczeniaczka.
Stawiałem pewne kroki, w dół po schodach, biorąc głęboki oddech. Usłyszałem jakiś dźwięk. To brzmiało jakby ktoś sypał płatki śniadaniowe do miski. Oddech utknął mi w gardle, kiedy dotarłem na dół schodów i puściłem poręcz, której kurczowo się trzymałem. Poszedłem do salonu, gdzie wciąż słychać było głos SpongeBoba. Nikogo tam nie było. Tylko mały telewizor w ogromny salonie, jasno oświetlonym promieniami słońca (Swoją drogą ten pokój też był nudny. Chociaż nie tak bardzo jak tamten.). Podskoczyłem ze strachu, kiedy usłyszałem jakiś ruch w kuchni za mną. Wybiegłem z salonu i udałem się w kierunku kuchni.
Pusto. Nikogo nie ma. Czułem się jakbym za kimś gonił. Gdzie poszła ta osoba? Kroki. Teraz je usłyszałem. Na górze. Przełknąłem ślinę i na paluszkach podszedłem do schodów. Powoli spojrzałem w górę. I znowu, nikogo tam nie było.
Może powinienem po prostu wyjść? Drzwi na zewnątrz były w salonie. Mogłem po prostu opuścić to miejsce i znaleźć drogę do domu. Ale chciałem się dowiedzieć kto to był i gdzie się właściwie znajduję. Robiłem powoli krok za krokiem, za każdym razem biorąc głęboki, głęboki oddech. Chciałem po prostu głośno się rozpłakać, ukryć się gdzieś, albo uciec stąd. Albo cokolwiek. Byłem taki przerażony. Czułem, że zachowuję się jak dziecko. Przestraszone z powodu jakiegoś strasznego filmu i wariujące ze strachu.
Dotarłem na górę schodów i zobaczyłem coś, co sprawiło, że oddech utknął mi w gardle. Drzwi (tego nudnego) pokoju były zamknięte. A ja zostawiłem je otwarte. Ktoś tam był. Na paluszkach podszedłem do drzwi i sięgnąłem po klamkę. Co jeśli to jest jakiś morderca lub psychopata?
To był prawdopodobnie zły pomysł. Powinienem opuścić to miejsce i pogadać z którymś z miejscowych, żeby dowiedzieć się gdzie jestem. Ale, prawie tak jakby moja ręka i ramię miały własny mózg, przekręciłem klamkę, żeby zobaczyć ostatnią rzecz, której się spodziewałem.
Spodziewałem się, no nie wiem, może starego faceta z bronią, albo zboczoną kobietę bez żadnego życia towarzyskiego, która porwała mnie, żeby później zgwałcić. Zamiast tego, po otworzeniu drzwi ujrzałem dziecko. Małego chłopca, może sześcioletniego, siedzącego na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, z miską pełną płatków śniadaniowych w rękach.
‘Dzień dobry, Panie Tomlinson.’ Powiedział chłopiec, wstając szybko z łóżka, wciąż z miską w dłoniach.
Skąd on wie jak się nazywam? Stałem w drzwiach, nie wiedząc co powiedzieć…
‘Przepraszam. Wiem, że powtarza mi pan, żeby nie przynosić jedzenia do pokoju. Pójdę do kuchni.’ Kontynuował, idąc w moim kierunku.
Powtarzam mu? Nawet go nie znam!
‘Wszystko dobrze, sir? Wygląda pan jakby był chory.’ Stwierdził, zatrzymując się tuż przede mną.
Przyjrzałem się bliżej jego twarzy… Coś w tym chłopcu wydawało się takie znajome.
‘Nie znam cię.’ Powiedziałem, cofając się ogarnięty strachem.
Strachem, nie z powodu dzieciaka, ale tego co się tu działo. Posłał mi dziwne spojrzenie. Bardzo znajome spojrzenie, które miałem wrażenie, że często otrzymywałem. Ale od kogo?
‘Owszem, zna mnie pan! Zaadoptował mnie pan, kiedy miałem cztery lata!’
‘Nie, nie prawda! Jestem piosenkarzem, który mieszkał w Doncaster, spróbował swoich sił w X Factor, został członkiem boysbandu z dwoma, odnoszącymi sukcesami, albumami i filmem 3D, który wychodzi tego lata. Wczoraj byłem na BRIT awards, wygraliśmy nagrodę, daliśmy świetny występ, a potem pokłóciłem się z moim najlepszym przyjacielem, poszedłem spać w hotelu i obudziłem się tutaj! Wczoraj byłem w Londynie! Gdzie jestem teraz?’ Mówiłem bez sensu, wariując.
Zbiegłem schodami na dół do salonu.
‘Panie Tomlinson, ostatniego wieczoru był pan w swoim gabinecie, tak jak w każdy inny wieczór.’ Powiedział chłopiec, podążając za mną.
Popatrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami.
‘Przepraszam, ja?’ Powiedziałem.
‘Tak! Nie jest pan piosenkarzem. Pracuje pan w urzędzie miasta.’
Teraz dopiero byłem zdezorientowany…
‘Jak to możliwe, żebym poszedł spać w hotelu w Londynie, a następnego dnia obudził się tutaj?’
‘Nie mam pojęcia, sir. Dobrze się pan czuje?’
Wtedy to mnie uderzyło. Ta twarz. Te oczy i usta. Dołeczki…
‘Czy nazywasz się Harry?’ Zapytałem.
Pokiwał głową.
‘Czy to wszystko co pan pamięta?’
Pokiwałem do niego głową w niedowierzaniu. Nie ma mowy, żeby to była prawda…
‘Tak jak ci mówiłem, jednego dnia byłem w Londynie, a następnego – tutaj.’
‘To dziwne.’
Kiwnąłem głową, zgadzając się z nim.
‘Który dzisiaj jest?’ Zapytałem, myśli kotłowały mi się w głowie.
‘21 lutego’
‘Którego roku?’
‘2013’
To nie miało w ogóle sensu.
Wczoraj był 20 lutego 2013. Więc tak, dzisiaj byłby 21 lutego… Ale jakim cudem Harry wyglądał tak młodo? Sześć lat. Powinien mieć 19… Nie ma mowy, żeby to dziecko po prostu wyglądało jak Harry. To musiał być on. Ale, tak dla pewności-
‘Jak brzmi twoje nazwisko?’
‘Tomlinson.’
‘Nie. Zanim cię adoptowałem.’
‘Styles.’
Teraz byłem pewny, że to Harry.
Powiedział też, że pracuje w urzędzie miasta, i że nie jestem piosenkarzem. Adoptowałem go? To brzmi prawie jak-
‘Alternatywna rzeczywistość.’ Powiedziałem na głos.
Czytałem takie fanfiction. (Taaa. Dziwne, co nie? Ale ja i Liam czytamy je cały czas.) W historiach AU* wszystko było kompletnie inaczej. Jak ta, którą ostatnio czytałem, gdzie One Direction nie było zespołem i nigdy nie braliśmy udziału w przesłuchaniach do X Factor, a my trafiliśmy do szpitala dla umysłowo chorych. Chyba właśnie to mi się teraz przytrafiło. Jestem w alternatywnej rzeczywistości. To jedyne wytłumaczenie, które przychodziło mi do głowy. A, w tym wypadku, miałem kompletnie inną pracę (nigdy nie myślałem, że będę pracować w urzędzie miasta), a także adoptowanego syna (którym akurat był sześcioletni Harry) i nie miałem pojęcia co się do cholery dzieje, ani kim jestem ja.
‘Altrenatywna rzeczyfistość?’ Powiedział Harry, próbując to wymówić.
Gdybym tak nie świrował, to skomentowałbym, jak urocze to było. Sposób w jaki przechylił głowę, zmarszczył brwi i czoło, próbując wymówić trudne słowo.
‘Alternatywna rzeczywistość.’
‘Co to takiego?’
‘To jak zupełnie inny świat. To jakbym poszedł spać w moim świecie, a obudził się w twoim, tutaj, jako… inny ja.’ Wyjaśniłem najlepiej jak umiałem sześciolatkowi.
‘Cool!’ Zawołał z tym znajomym, bezczelnym i szerokim uśmiechem na twarzy.
I te dołeczki. Nagle poczułem, że kręci mi się w głowie. To było za dużo. Nie ma mowy, żeby to działo się naprawdę…
‘Panie Tomlinson?’
To było wszystko, co usłyszałem, zanim upadłem, a wszystko spowiła czerń.
* * *
* SpongeBob SquarePants (po polsku SpongeBob Kanciastoporty) – serial animowany. Może kojarzycie tego ludka? :D
*AU – Alternative University (Alternatywna Rzeczywistość) - akcja dzieje się w świecie, gdzie historia potoczyła się innym torem niż w rzeczywistości.
~*~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz