wtorek, 11 marca 2014

*-Słyszałeś może o „Zmierzchu” Stephenie Mayer?- Louis mruknął pędząc przed siebie przez ulicę miasta w zabójczym tempie. Mocno zaciskał dłonie na kierownicy, nie zwracając najmniejszej uwagi na ruch uliczny lub jakiekolwiek zasady panujące na drodze.

-Tak…- odpowiedziałem cicho, marszcząc brwi i mocno wyginając palce lewej dłoni. To że byłem przestraszony to jedno, ale uczucie wzbierające w moim wnętrzu, które towarzyszyło mi w jego obecności, było czymś dziwnym. Czymś czego jeszcze nigdy nie czułem. Ale za razem było przyjemne, zachęcające i uspokajające. I zapragnąłem oddać się temu, chociaż na chwilę. Na krótki ułamek sekundy, by móc tylko i wyłącznie czuć.

-Wiesz, że była blisko prawdy? W sensie.. Blisko życia wampirów? -parsknął z niedowierzaniem w głosie i przekręcił głowę, spoglądając na mnie intensywnie.
Możecie uznać mnie za wariata i idiotę, ale w tamtym momencie mogłem przysiąc, że jego tęczówki naprawdę mają głęboki kolor złota. Hipnotyzujący i bardzo, bardzo przyjemny.

Ale wtedy nie wiedziałem… Nie wiedziałem, że to jedna z najbardziej normalnych rzeczy, która miała zamiar zawładnąć moim życiem i zmienić je. Zmienić nie do poznania.

-W-w-…- wydukałem cicho, mocniej wbijając swoje przestraszone ciało w siedzenie.- Za-zatrzymaj się. Ch-chcę wrócić do d-domu…

Spokojnie, Harry.

-Przestań to robić!- krzyknąłem, zasłaniając uszy dłońmi- Przestań, przestań, przestań!

Sięgnął do mojego kolana i ścisnął je delikatnie, na co natychmiast odskoczyłem na bok, jęcząc z bólu, który przeszył moje ciało wraz z mocnym szarpnięciem pasa bezpieczeństwa.

Przestanę, tylko proszę, wysłuchaj mnie.

Po długiej chwili wahania zabrałem powoli dłonie, jednak nadal znajdowały się w okolicach moich uszu, na wypadek, gdyby ponownie próbował wtargnąć do moich myśli.

Nie miałem pojęcia jak to robił. Nie wiedziałem w jaki sposób się tego nauczył. I to przerażało mnie jeszcze bardziej. Manipulowanie mną w tamtym momencie było najmniej odpowiednią rzeczą do jakiej mógł się posunąć. I naprawdę pragnąłem żeby przestał. Żeby dał mi spokój, wysadził gdzieś na poboczu i zostawił.

Byłem dużym chłopcem. Wiedziałbym jak wrócić do domu.

Ale czy na pewno?

-Pamiętasz co się stało, gdy Jackob zobaczył Reneesme?- wyszeptał po dłuższej chwili ciszy, gdy upewnił się, że go słucham i że moja uwaga jest skupiona w stu procentach na jego słowach.

-Wpo-wpoił sobie ją?- wyszeptałem cicho, przełykając głośno ślinę, nagle czując jak moja twarz blednie, a każda kropla krwi odpływa z niej w nieznanym kierunku, sprawiając że w ciągu kilku sekund staję się blady jak ściana.

I niezdolny do myślenia.

-Dokładnie!- klasnął w dłonie puszczając na chwilę kierownicę, na co moje oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, przez strach i przypływ adrenaliny.

-Co to ma w-wspólnego ze mną?- szepnąłem cicho, mocno zaciskając dłonie na brzegu fotela. Nie chciałem tego wiedzieć. Ja po prostu… Machinalnie wypowiedziałem to pytanie mocno przygryzając swój język, gdy tego pożałowałem, ale było już za późno, by cokolwiek cofnąć. A to czy się dowiem, zależało tylko i wyłącznie od Louisa.

-Pomyliła się tylko trochę, ponieważ tak naprawdę to wampiry ”wpajają sobie”- odparł po chwili, ponownie odrywając dłonie od kierownicy by stworzyć w powietrzu cudzysłów.- Kogoś poprzez jego zapach i…

-Nie chcę tego słuchać! Wypuść mnie do cholery!- zacząłem szarpać za klamkę jednak ta nie chciała ustąpić.

-I ja…- kontynuował, tak jakbym nigdy mu nie przerwał, jakbym przez chwile był niczym i jakby moje słowa wypływały w przestrzeń, lecz nie docierały nigdzie- Ja pokochałem twój zapach, Harry.

|PB|

Moje ciało wciśnięte w róg skórzanej kanapy, drżało delikatnie, gdy rozglądałem się po pomieszczeniu, które urządzone było w bardzo nowoczesnym stylu, a przede wszystkim panował w nim porządek, co było dziwne zważając na to, że w tym domu mieszkał chłopak. Chłopak, który jak przystało na tę płeć powinien bałaganić, wszędzie zostawiać ubrania, puste talerze, kubki i opakowania po pizzy. Ale tutaj wszystko wyglądało jakby było nowe, nieużywane i to przerażało mnie jeszcze bardziej.

Po chwili pluszowa kanapa po mojej prawej stronie ugięła się pod ciężarem innego ciała, a delikatne dłonie wsunęły kubek z parującą herbatą między moje blade palce.

Mruknąłem coś co miało zabrzmieć jak podziękowanie, lecz nie mógłbym przysiąc że właśnie tak było, ale w tamtym momencie miałem zbyt wiele pytań.

I byłem naiwny myśląc, że równocześnie jest za mało czasu by je zadać.

Siedzieliśmy w ciszy, która z każdą chwilą pochłaniała mnie jeszcze bardziej, a dodatkowo uczucie, że chłopak wpatruje się we mnie ze swojego miejsca nie pozwalało mi nawet na chwilę się zrelaksować.

-Harry? -szepnął po kilku minutach, przybliżając się delikatnie.- Mówiłem ci… Możesz pytać, jeśli chce-

-Skąd wiesz jak mam na imię?- zapytałem pewnie, zwracając się w jego stronę i unosząc brwi w zaciekawieniu i frustracji, bo to że ktoś zna moje imię zanim zdążyłem się przedstawić było naprawdę dziwne i nieodpowiednie.

-Ja.. Um.. To po prostu.. -dukał cicho, marszcząc czoło i szukając odpowiedniego zwrotu, który mógłby opisać to w jak najprostszy sposób.- To coś jak em.. Nauka ulubionego przedmiotu? -spróbował na co parsknąłem cicho, wywracając oczyma.- Jeżeli polubisz jakiś temat… Starasz się znaleźć o nim jak najwięcej informacji. Dążysz do tego, by zaspokoić swoją ciekawość… -mruknął, upijając łyk herbaty ze swojego kubka.- Tak samo jest z nami. Gdy już znajdziemy tę osobę, jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by wiedzieć o niej jak najwięcej…

-Czekaj. Jak dużo o mnie wiesz? -otworzyłem szeroko oczy, mocniej zaciskając palce na bokach kubka.

-Ja.. Em.. Trochę?- westchnął cicho, przecierając twarz dłońmi i garbiąc się tak bardzo, że przez chwile wydawało mi się że jest tym przygnębiony i… Że nie jest zadowolony, że to właśnie ja jestem jego przeznaczeniem.

-Chcę wiedzieć ile wiesz.- mruknąłem stanowczo, mocno zaciskając wargi, by podkreślić swoją postawą, że nie zrezygnuję szybko.

Westchnął głośno, zwracając się w stronę półki, która stała nieopodal kanapy i wyjął z szuflady kilka kartek, wyciągając dłoń z nimi w moją stronę.
Chwyciłem je niepewnie, przejeżdżając kciukiem po napisie “Harry”, który wypisany był dużą tłustą czcionką na szczycie papieru, zaraz nad moim zdjęciem i listą faktów i informacji o mnie.
Czytałem je po kolei, z każdym kolejnym rozszerzając oczy jeszcze bardziej, gdy wszystkie z nich okazywały się prawdziwe i autentyczne.

-To jest chore!- warknąłem, gwałtownie unosząc się z kanapy i odkładając herbatę na szklany stolik.- Nie możesz tak po prostu robić tego wszystkiego! To chore Louis, rozumiesz?!- och, jak łatwo pokochałem sposób w jaki jego imię brzmiało w moich ustach.

-Harry, ja… -szepnął cicho, spoglądając w dół na swoje dłonie. To zabawne, że jeszcze dwa dni temu, krzyczał i przeklinał jak szalony, broniąc mnie w tej ciemnej uliczce, a teraz był cichy i nieśmiały, jakby nie wiedział co może powiedzieć czy zrobić.- To nie zależy ode mnie, naprawdę.. -jęknął cicho, chowając twarz w dłoniach.

-To zrób coś! Zrezygnuj, odmów, cokolwiek! -krzyknąłem, zaciskając mocno pięści.

To wszystko mnie przerosło.

-Nie mogę! -teraz on również krzyczał, zrywając się z kanapy i stając naprzeciw mnie, wymierzając palcem kilka uderzeń w moją pierś.- Nie mogę do cholery! To zbyt silne, rozumiesz?!
-Co?! Co jest zbyt silne?! Nie znasz mnie! Wystarczy kilka dni i o mnie zapomnisz!- warknąłem, patrząc głęboko w jego tęczówki.

Nie potrafię się odkochać, Harry.

-Od- Odkochać? -wyszeptałem zdumiony, nawet przez chwilę nie zwracając uwagi na to, że Louis ponownie wykorzystuje ten sposób manipulowania mną.

To jak.. Miłość od pierwszego wejrzenia. Długo na ciebie czekałem. Kocham cię. I będę kochać. Na wieki.

W tamtym momencie w mojej głowie zajaśniała pewna myśl. Coś co musiałem wiedzieć. Coś, co w pewnym sensie, mogłoby sprawić, że ulegnę, że zmienię zdanie i że popatrzę na to wszystko z innej perspektywy.

I, o boże, czułem się jak cholerna Bella.

-Jak długo czekasz?- zapytałem cicho, patrząc uważnie na to jak jego twarz kurczy się w wyrazie niezrozumienia i lekkiej frustracji moim wybuchem.- Ile masz lat?

Rozszerzył mocno powieki, ukazując tym samym, że pragnął uniknąć tego pytania. Błagał w myślach, abym go nie zadał. Ale teraz było za późno i jedynie jego odpowiedź mogła cokolwiek zmienić. Znowu.

-Jestem młodym wampirem…-mruknął cicho, oblizując wargi końcem języka i wpatrując się delikatniejszym spojrzeniem w moje oczy.

-Jak młodym?- nie dawałem za wygraną. Jedyne co teraz pragnąłem wiedzieć to te głupie cyferki i w tamtym momencie ”wiek nie ma żadnego znaczenia” straciło dla mnie jakikolwiek sens.

-Czekałem na ciebie 449 lat, Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz