wtorek, 11 marca 2014

*Minęły już dwa tygodnie odkąd Liam wrócił do domu. Otoczony opieką przychodzących pielęgniarek i miłej pani psychiatry dochodził do zdrowia. Poprawił mu się apetyt i częściej się uśmiechał. Mogłoby się wydawać, że jego depresja zniknęła całkowicie, gdyby nie jeden brakujący element tej układanki-Zayn. Zayna nie było w domu Malików, od czasu powrotu szatyna. Patricia poprosiła syna o wyjazd do dziadków, mieszkających po drugiej stronie miasta tłumacząc prośbę ich tęsknotą i chęcią bycia z wnukiem bliżej, ale mulat doskonale wiedział, że to tylko pretekst do grzecznego pozbycia się go z domu na jakiś czas, więc nie odpuścił sobie możliwości zrobienia jej awantury i popchnięcia na drewniany stół, co poskutkowało nadal utrzymującym się siniakiem na dolnej części pleców. Zayn wybiegł z domu z małym, skórzanym plecakiem, wcześniej zabierając pieniądze mamy ukryte w skrytce nad telewizorem. Kobieta słyszała czasem plotki od sąsiadów, którzy widzieli go na podejrzanych ulicach Bradford, ale nie powiadomiła policji o jego zaginięciu. Wiedziała, że wróci, gdy tylko skończą mu się pieniądze.

~☆~

Tydzień później Patricia przygotowywała Liamowi leki, gdy do domu wrócił pijany Zayn. Na chwiejnych nogach przekroczył próg kuchni i podszedł do mamy przysuwając się do jej policzka. Kobieta myślała że to Liam, ale do jej nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach alkoholu. Momentalnie odwróciła swój wzrok i odsunęła się od syna. Spojrzała na jego wychudzone ciało i pijackie oczy, które lustrowały jej przerażone ciało. Malik popatrzył na nią i przekręcił głowę w lewą stronę, uśmiechając się.

-Nie chcesz się przywitać ze swoim synkiem?-powiedział ironicznie.
-Przestań Zayn- zrobiła kilka kroków w tył- Gdzieś ty się podziewał przez trzy tygodnie?
-To tu to tam, ale nie udawaj mamusiu, że się martwiłaś- podszedł bliżej, ciągle utrzymując uśmieszek na ustach – Jak tam mój braciszek? Może pójdę się z nim przywitać?
-Czym on ci tak zawinił? Czemu musisz zachowywać się jak rozpieszczony bachor, który chce mieć wszystko tak jak sobie tego zażyczy i myśli, że wszyscy będą spełniać jego życze…-przerwała, bo zimna dłoń Zayna zderzyła się z jej policzkiem.
-To nie wokół mnie wszyscy skaczą!- krzyknął unosząc ręce w górę, na co kobieta zareagowała ukryciem twarzy w dłoniach, bojąc się następnego uderzenia- To nie ja jestem tutaj nieproszonym gościem, bo to jest mój cholerny domu, MÓJ! Kurwa nienawidzę go, bo wszystko mi zabiera! Zabiera mi moje życie, które jest już wystarczająco chujowe!
-Przestań-zapłakana kobieta złapała go za nadgarstki-Proszę, przestań! On ci niczego nie zabiera. Nie ma nikogo rozumiesz? Nikogo i pogódź się z tym, że tutaj zostanie!
-Więc może ja powinienem odejść tak samo jak mój ojciec?- uwolnił się z jej rąk i oparł o szafkę-Wiesz mamo, zawsze się zastanawiałem czemu odszedł…może nie byłaś wystarczająco dobra w łóżku, co? Zawsze byłaś taka ułożona i powściągliwa, a może tatuś chciał czegoś co dała mu ta blondynka z dużymi cyckami i figurą modelki-popatrzył na nią z pogardą- No powiedz mi, popatrz mi w oczy i powiedz czemu nas zostawił- zbliżył się do kobiety i przycisnął jej ciało do ściany, jego twarz była w odległości kilku centymetrów od jej i doskonale mogła wyczuć jak dużo jej syn musiał wypić dzisiejszego wieczoru- Powiedz mi! – potrząsną jej barkami- Kurwa mać, powiedz mi słyszysz!- ponownie mocno potrząsną jej barkami po czym zwolnił uścisk, osuwając się po drzwiczkach szafki. Nastał chwila ciszy zanim Zayn zaniósł się głośnym szlochem. Zaskoczona Patricia stała przez chwilę w osłupieniu, zanim przysunęła się bliżej do mulata i objęła go matczynymi ramionami.

-Cii…już dobrze, jestem tutaj- gładziła jego plecy, czując jak jego głowa wtula się w jej pierś. Przyciągnęła go mocniej do siebie i czuła jak na koszuli powstaje mokra plama, ale to miało wtedy znaczenia. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogła być tak blisko swojego ukochanego dziecka, które wydawało się wtedy tak bezbronne i niewinne zupełnie jak kilka lat wcześniej. Na wspomnienia tamtych dni w jej oczach zebrały się łzy. Zamknęła powieki, a po zaróżowionych policzkach popłyną cały ból i jednoczesna radość.

Dopiero, gdy krzyki na dole całkowicie ustały Liam zdecydował się zejść. Bał się, że stało się coś złego, dlatego nieśpiesznie rozglądał się po nieoświetlonych pomieszczeniach, zanim zdecydował się wyjść do kuchni, która z daleka rozświetlała się żółtym światłem żarówek. Zacisnął pięści i przekroczył próg pomieszczenia, w którym zastał Patricie z wtulonym w nią Zaynem. Pierwszy raz od czasu jak wprowadził się do ich domu widział tak słodki obrazek. Ręce kobiety powoli zaczynały cierpnąć przez co zdecydowała się podnieść zmęczoną głowę z ramienia syna i poluźniła uścisk. Zauważyła przyglądającą im się postać

-Liam, mógłbyś go zanieść na górę?
-Um…ja…boje się, że się po drodze obudzi…-spuścił głowę i kręcił nerwowo stopą.
-Ja nie dam rady…obiecuję, że nic ci się nie stanie. Był kompletnie zalany, gdy przyszedł więc na pewno będzie spał do rana- próbowała przekonać chłopaka.

Payne niechętnie złapał jedną ręką pod zgięciem kolan, a drugą pod ramionami Malika i powoli, uważając na każdy krok zaniósł go do pokoju na górze i ułożył na łóżku. Przysiadł na skraju miękkiego materaca, podziwiając czekoladową skórę i aksamitne, pierwszy raz od dłuższego czasu nie ułożone włosy bruneta. Nic w jego wyglądzie nie wskazywało na to, że jest zimnym draniem, który skutecznie uprzykrza mu życie bez wyrzutów sumienia. Zjechał wzrokiem na duże pełne usta, które wręcz krzyczały, żeby je pocałować. Zamknął oczy próbując opanować swoje pragnienia i odliczał od dziesięciu w dół, co nie przyniosło pożądanego skutku. Wstał z łóżka i klękną na podłodze niedaleko głowy Zayna. Opuszkami palców gładził jego policzek, w duchu modląc się, żeby go nie obudzić. Podniósł się do klęku prostego i ostrożnie nachylił nad jego ustami zastygając w bezruchu. Wahał się, ale ostatecznie przymknął oczy i powoli zmniejszał dzielące ich centymetry. Ciało Zayna zadrżało i w mgnieniu oka Liam zdążył oprzytomnieć i wybiec z pokoju zatrzymując się dopiero za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju. Opanował się dopiero siedząc na parapetowej wnęce, obok otwartego okna. Zimny podmuch wiatru otulił jego spięte ciało, sprawiając że po kręgosłupie przeszedł go nieprzyjemny dreszcz. Jak mógł pozwolić sobie się w nim zakochać? Jak bardzo musiał być popieprzony, żeby zakochać się w swoim oprawcy?

~☆~

Zayn obudził się na pościeli swojego łóżka. Przetarł leniwie ręką oczy, pozbawiając się resztek snu i poczuł jak ubrania nieprzyjemnie krępują jego ruchy. Wspomnienia próbowały przywrócić mu obrazy wczorajszej nocy, ale nie dopuszczał ich do siebie. Podniósł się z łóżka i potrząsnął głową, przeciągając się na boki. Złapał czystą parę bokserek z komody i przeszedł korytarzem do łazienki. Gorący strumień wody obmywał jego ciało, a korzenny zapach żelu drażnił zmysły.

Ubrany w bieliznę i stary, przetarty t-shirt zszedł schodami w dół i zatrzymał się przed wejściem do kuchni słysząc rozmowę innych domowników.

-Słońce, tak bardzo cię przepraszam , ale wiesz, że nie mam wyboru-w głosie Patrici można było wyczuć zmartwienie i nutkę współczucia.
-Wiem. Obiecuję, że nic mi się nie stanie, tamtym razem to było chwilowe załamanie, ale teraz jest już lepiej- Liam wydawał się pewny swoich słów.
-Gdybym tylko miała wyjście zostałabym tutaj…
-Ale nie masz, więc naprawdę dam sobie radę.
-Obiecali mi na początek tylko weekendy, nie wiem jak będzie później…gdyby coś się działo…wiesz, gdyby Zayn był zbyt…
-Zbyt co mamo?-mulat wkroczył do kuchni patrząc przenikliwym wzrokiem na matkę. Nie miał pojęcia na jaki temat toczyła się rozmowa i oczekiwał wyjaśnień.
-Um…Zayn już wstałeś-Patricia podniosła się z krzesła będąc wyraźnie zmieszaną.
-Jak widać wstałem i chciałbym się dowiedzieć co mnie jak zwykle omija? Może masz gdzieś nieślubne dziecko i musisz do niego jechać, bo jeśli tak to proszę, najlepiej zrób z naszego domu sierociniec i przygarniaj wszystkich…-przeszedł obok niej obojętnie i zaczął grzebać w lodówce w poszukiwaniu czegoś na śniadanie.
-Nie kochanie, Pan Dacis mój szef zaproponował mi dodatkową prace w weekendy, a tak naprawdę postawił mi ultimatum: Przyjmę ofertę, albo mnie wyleje, dlatego w sobotę i niedzielę będę musiała wyjeżdżać do Londynu, a wracać dopiero w poniedziałek rano.
-Do Londynu?! Przecież to kurwa na drugim końcu kraju, czy go popierdoliło? Nie możesz się na to zgadzać…-mulat nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nie ważne jak bardzo był zły na matkę za przygarnięcie szatyna do domu, w głębi serca nadal ją kochał, przecież to ona go wychowała. Poza tym wcale nie podobał mu się pomysł niańczenia Payne’a.
-To nie zależy ode mnie, bo gdyby tak było nigdy bym cię nie zostawiła z Liamem na tyle czasu sam na sam – spuściła głowę w dół, a włosy przysłaniały jej twarz – Proszę cię nie zrób mu krzywdy.
-Nie dotknę tego idioty, jeszcze mnie czymś zarazi…lepiej mu powiedz, żeby sam sobie czegoś nie zrobił, bo ja nie zamierzam odwozić go do szpitala- brunet popatrzył w stronę Liama, który siedział ze spuszczoną głową i łokciami opartymi na blacie, ale wrócił wzrokiem do mamy- Nie ufasz mi? Przecież jestem twoim synem.
-Sęk w tym, że ja już nie wiem kim jesteś. Nie poznaję cię Zayn, ale nie mam wyboru, za chwilę podjedzie po mnie samochód- wypuściła powietrze i pogładziła go po ramieniu-Wracam w poniedziałek, jedzenie macie w lodówce, a pieniądze chyba najlepiej wiesz gdzie chowam-minęła syna i opuściła kuchnię.

Malik nasłuchiwał kroków matki na schodach i uśmiechnął się, gdy hałasy całkowicie ustały. Zajął miejsce naprzeciwko Payne’a i wpatrywał się w niego. Chłopak początkowo nie zareagował, ale po kilku sekundach uniósł wzrok zauważając towarzysza, jednak szybko spuścił go ponownie, nie ruszając się z miejsca. To nie mogło zapowiadać nic dobrego. Czuł jak łzy zbierają się w kącikach oczu, a serce przyśpiesza tempa. ‘Idź sobie, idź sobie, idź sobie…’ powtarzał w duchu.

-Myślę, że będziemy się dobrze bawić- Zayn przejechał opuszkami palców po przedramieniu Liama, który podniósł przestraszony wzrok i wbił go w chłopaka –Nie spinaj się tak – puścił mu oczko –Teraz będziemy mogli spędzać ze sobą więcej czasu – błądził po jego delikatnej skórze, niespodziewanie wbijając w nią paznokcie- ale obiecuje, że jeśli piśniesz chociaż słówko moje mamie to przestaniemy się grzecznie bawić chłoptasiu – przeniósł dłoń na jego policzek i potrząsnął nim tak jak mają to w zwyczaju robić matki swoim dzieciom.- Mam nadzieje, że się rozumiemy cipeczko – zabrał ze stołu otwarty sok i zniknął za futryną pomieszczenia.

~☆~

Sobota minęła spokojnie, ponieważ Zayn postanowił zabrać odłożone przez mamę pieniądze i zabawić się na mieście ze znajomymi. Liam zamknął drzwi swojego pokoju i w nocy leżąc na łóżku mógł tylko słuchać jak wracający brunet przewraca się na schodach i głośno przeklina. Bał się, bo jak cholera mógłby się nie bać? Nawalony Malik był nieprzewidywalny, więc gdy minął pokój szatyna odetchnął z ulgą i dziękował Bogu.

~☆~

W niedzielę po południu do domu Malików zapukał Niall-wesoły blondyn całkowicie inny od Zayna. Ubrany w szersze jeansy i białą koszulkę śmiał się już od progu przedpokoju, opowiadając żary, które zupełnie nie miały sensu, ale sprawiły, że mulat pokładał się na podłogę razem z nim. Wtedy Liam pierwszy raz mógł zobaczyć inną stronę swojego prześladowcy. Stał na szczycie schodów przyglądając się tej dwójce i zadawał sobie pytanie: Czemu Zayn nie może być taki w stosunku do niego?

-Ej to ten twój przybłęda? – śmiechy ustały, a Payne stanął jak wryty, zostając wyrwanym z zamyślenia. Niall spoglądał na niego przez ramię mulata, którego źrenice gwałtownie poszerzył się do rozmiaru pięciozłotówek, zupełnie zakrywając tęczówki.
-Kurwa mówiłem ci, że masz nie wychodzić z pokoju!- w ułamku sekundy przedramię bruneta przygwoździło Liam do ściany i znów czuł się jak wtedy w składziku woźnego. Krztusił się z braku powietrza, próbując odepchnąć go od siebie. Wstrzymał powietrze i odpuścił, po prostu tam stał czekając jak na wyrok, bez szansy na obronę. –Mówiłem ci, że masz się słuchać, bo inaczej spotka cię kara – poluźnił uścisk – Masz szczęście, że nie mam ochoty teraz marnować czasu na ciebie – zbliżył usta do jego ucha, drażniąc je ciepłym powietrzem- ale obiecuję się tobą zająć, jak tylko wrócę – wysyczał i zacisnął palce na jego ramionach, popychając go do pokoju – A teraz spędzisz tutaj urocze popołudnie – uśmiechnął się ironicznie i przełożył klucz z wewnątrz do zewnętrznego zamka, przekręcając go dwa razy i wrzucając do środka komody. Zbiegł po schodach, wzdychając gniewnie.

-Zamierzasz go tam tak zostawić?- Niall patrzył jak jego przyjaciel zakłada kurtkę.
-Tak, a co miałeś ochotę się z nim zaprzyjaźnić?-zapytał sarkastycznie i zachichotał.
-Um…nie, ale pewnie wrócisz późno w nocy, a on nie ma jedzenia, ani nawet łazienki…
-To może zostań z nim, możesz mu ugotować obiad i wysadzić na nocnik- prychnął- Widzę, że jednak nie zamierzasz, wiec chodź wreszcie, bo Harry nie lubi czekać. Drzwi wejściowe głośno trzasnęły, a w domu zapanowała grobowa cisza, którą przecinał jedynie cichy szloch z góry.

~☆~

Proste uliczki miasta wydawały się Zaynowi prawdziwym torem przeszkód. Jak z podziemi na jego drodze kilkukrotnie wyrósł kubeł na śmieci lub zbyt duży kamień. Powietrze wydawało się ciężkie, a księżyc raził jego nadwrażliwe oczy. Wrócił do domu wkurzony nie zaliczeniem chudej blondynki, która ostatecznie wylądowała w sypialni z Niallem. Z trudem odnalazł właściwy klucz w szufladzie i otworzył drzwi pokoju Liama. Szatyn spał na łóżku z wyraźnie zaczerwienionymi policzkami i zaschniętymi śladami od łez co zupełnie nie zmartwiło Malik, bo palący problem w jego spodniach narastał z minuty na minutę, więc wszedł na ciało chłopaka i usadowił się na jego biodrach pocierając erekcją o jego penisa. Payne otworzył posklejane powieki i przetarł rękami oczy, zanim uświadomił sobie co się dzieje. Nerwowo wiercił się pod mulatem, próbując się wyrwać z jego objęć, ale przyniosło to przeciwny skutek. Jego własna męskość obudziła się do życia i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Jego brązowe tęczówki napotkały na swojej drodze karmelowe tęczówki Zayna, w których tańczyły małe iskierki pożądania.

-Zostaw mnie-Liam położył ręce na udach bruneta i pomimo prób przepchnięcia intruza, był bezsilny. Zi nachylił się nad jego szyją przygryzając i liżąc ją na zmianę, na co szatyn nie mógł dłużej udawać, że mu się nie podoba. W końcu to był Zayn, ten Zayn którego tak bardzo pożądał, chociaż próbował tłumić w sobie to uczucie, bo to nie było normalne, żeby osoba, która krzywdzi się i poniża na każdym kroku pociągała cię do granic możliwości. Zamruczał cicho próbując zakrywać ręką swoje usta.
-„Przygryzałby moją szczękę, przez co wydawałbym tylko ciche jęki. Jego lekki zarost ocierający się o moją skórę doprowadzałby mnie do granic wytrzymałości i przysięgam, że mógłbym dojść dotykany w jedynie w ten sposób” – przerażony szatyn otworzył szeroko oczy. To się nie działo naprawdę, cholera to się nie mogło dziać naprawdę, bo przecież to był fragment z jego pieprzonego pamiętnik, w tego w którym tak szczegółowo opisał, kurwa mać zbyt szczegółowo opisał jakby wyglądał jego sex z mulatem. Musiał go przeczytać i nie ważne jak bardzo Liam modlił się w duchu, żeby to wszystko było snem wiedział, że Malik doskonale zdaje sobie sprawę z jego słabości i wie o jego zauroczeniu. Czuł jak policzki spalają mu się żywym ogniem, gdy przypomniał sobie każdą drobną scenę spisaną na kartkach, jak mogłoby się wydawać powierzyciela jego sekretów. Każdym moment gdy patrzył się na niego w szkole, każdy problem, który rozwiązywał pod prysznicem spowodowany zdecydowanie zbyt ciasnymi rurki Malika, które opinały jego cudowne nogi ujrzał światło dzienne i nie było od tego ucieczki.– Co kochanie? Myślałeś, że nie odkryję twojego wstydliwego sekretu-ciepły oddech bruneta drażnił jego skórę na szyi-Przed mną nie możesz mieć tajemnic…No dalej, chcę zobaczyć jak robisz ze mną wszystko co tak szczegółowo opisywałeś.
-Nie chcę…-wychrypiał, z trudem łapiąc oddech z podniecenia.
-Przecież wiem, że chcesz- głowa mulata zsunęła się niżej i Liam mógł tylko patrzeć, jak jego koszulka ląduje na podłodze obok, a chłopak przysuwa się do jego sutków, drażniąc się z nimi językiem. Koniuszkiem języka kreślił mokre kółka po wrażliwej brodawce, zanim brutalnie zacisnął na niej zęby i pociągnął w górę.
-Kurwa- nie był już w stanie dłużej tłumić w sobie słów, cisnących mu się na usta. Było mu cholernie dobrze, za dobrze i wiedział, że sam do tego doprowadził- Pieprzony pamiętnik- wysyczał i wygiął się w łuk czując mokre pocałunki na linii swojego mostku. Zayn uśmiechnął się do siebie, zanim przejechał językiem wzdłuż wcześniej wyznaczonej ścieżki doskonale wiedząc, że przypieczętuje to jego starania.
-A teraz grzecznie się odwróć-głos Zayna zmienił się na oschły i zupełnie pozbawiony uczuć.
-C-co?-szatyn zesztywniał i ponownie chciał uciec, ale wiedział, że nie ma już odwrotu.
-Powiedziałem, żebyś się odwrócił. Myślałeś, że będę się tak tobą bawił w nieskończoność?-Malik zachichotał i nie czekał na reakcje ze strony drugiego chłopaka.

Ściągnął mu spodnie nie przyjmując sprzeciwów, po czym rozpiął własny rozporek bez ostrzeżenia i przygotowania wchodząc w Liama. Po pokoju rozniósł się okrzyk bólu, ale nie powstrzymało to bruneta od kolejnych, coraz szybszych pchnięć. Ogarnęła go fala przyjemności, którą odczuwał z powodu ciasnoty, a buzujący we krwi alkohol sprawił, że nie było potrzeba dużo czasu, żeby doszedł. Klepnął w pośladek szatyna, po udach którego udach spływały strużki krwi. Szybkim ruchem zapiął rozporek spodni i zsunął się z łóżka.

-Przyjemność po mojej stronie dziwko – zostawił jego zmaltretowane ciało i zadowolony z siebie opuścił pokój, trzaskając drzwiami

~☆~

Payne nic nie powiedział po powrocie Patrici. Więcej przebywał w swoim pokoju tłumacząc się nauką i kobieta naiwnie w to wierzyła, bo jej kontakt z Zaynem wyraźnie się polepszył. Pomagał jej w domu, starał się mniej kłócić, a nawet przestał poruszać temat Liama, ale był w tym mały haczyk o którym nie mogła wiedzieć, a nawet się domyślać. Tajemnica wydarzeń każdego weekendu pozostawała za zamkniętymi drzwiami pokoju Liama.

~☆~

W sobotę wieczorem Zayn z impetem wszedł do pokoju Liama, który przestraszony siedział na łóżku. Bał się, że znów będzie chciał mu to zrobić. Wtulił się mocniej w kołdrę i zacisnął powieki modląc się żeby do niego nie podszedł. Nie był na to gotowy, nie dzisiaj. W zasadzie nigdy nie był na to gotowy, ale tym razem mógłby nie wytrzymać i złamać obietnicę daną Patrici. Ku jego zdziwieniu, brunet otworzył największe okno i usiadł obok.

-Chodź tu- nakazał pełnym nienawiści głosem i wyciągnął paczkę fajek z biało-srebrnym napisem Black Devil Vanilla.
-Nie palę…-Liam wysunął głowę znad puchowej pościeli i zerknął w jego stronę.
-Powiedziałem, żebyś tu przyszedł – Zayn odpalił papierosa i nie wyglądał jakby żartował.

Nieprzyjemny dym papierosów zmieszał się z aromatem wanilii i Liam musiał przyznać, że nie był on tak obrzydliwy jak go pamiętał. Zsunął bose stopy na łaskoczącą powierzchnię dywanu i szurając nimi zbliżył się do otwartego na oścież okna.

-Siadaj-oschły głos Zayna brzmiał bardziej jak nakaz niż prośba, więc posłusznie zajął miejsce na miękkim materiale, którym został obity kamienny, szeroki parapet. Wysunął nogi na zewnątrz, rozkoszując się przyjemnymi podmuchami ciepłego wiatru. Rozgwieżdżone niebo oświetlało ich senne twarze, a księżyc w kształcie rogalika wydawał się uśmiechać- Paliłeś kiedyś cipko?
-Um…ja…-Liam naprawdę nie lubił, gdy mulat zwracał się do niego w ten sposób, ale bał się sprzeciwić-…kiedyś chciałem spróbować, ale to zabija
-Gdyby tylko to zabijało, nie siedziałbyś teraz ze mną, a ze swoją mamą- przed jego twarzą pojawił się dymiący, czarny papieros. Nie chciał tego robić, ale czy miał wybór?

Ostrożnie ujął dymiący przedmiot między dwa palce, przybliżając go powoli do ust. Filtr pokrywała warstwa żółtego osadu, ale próbując nie zwracać na to uwagi włożył go miedzy rozchylone wargi, zamykając jednocześnie usta i mocno zaciągając się tytoniowymi oparami, które załaskotały podniebienie, następnie nieprzyjemnie szczypiąc w gardło i podrażniając tchawicę. Zachłysnął się cierpkim powietrzem i otworzył szeroko oczy, czując jak płuca stają się ciężkie. Odgłosy kaszlu wypełniły pokój, a szatyn cofną nogi, żeby nie wypaść przy kolejnym szarpnięciu swojego ciała. Pokój wypełnił głośny śmiech mulata przez co serce Payne’a przestało bić. Dźwięk rozniósł się po ścianach pokoju i z echem wrócił do jego uszu. Nie mogło istnieć nic piękniejszego niż biała linia zębów z dużymi wargami, które wyginały się w łuk.

-Nie tak szybko idioto- w jednym momencie nastrój pęk jak mydlana bańka, a usta Zayna złączyły się z fajką- wciągnij cały dym mocno do płuc – zaciągnął się- i daj się mu rozejść po płucach, a dopiero po chwili wypuść- klatka piersiowa opadała powoli w dół, gdy z ust ulatniał się szary dym- Spróbuj.
-Ten dy-dum, jest zb-zbyt mocny- ponownie oddał papierosa, krztusząc się chemicznym oparami, które wypełniły jego płuca.
-To cholerne black devile, jak mogą być za mocne? –Malik spojrzał na niego z pogardą, gasząc peta o cegłówkę na zewnątrz domu, chwilę później siedząc już z kolejnym w ustach –Zrobimy to inaczej, tylko tym razem nie wypuszczaj wszystkiego od razu. Po prostu weź głęboki wdech i rozluźnij się do cholery…

I Liam mógł już tylko patrzeć jak dystans między nim a mulatem zmniejsza się z sekundy na sekundę, przyprawiając go o mocno bijące serce i drgawki od samych końców palców u stóp, po czubek głowy. Stało się. Jak wewnętrzna eksplozja, której nie możemy powstrzymać. Milion motyli rozrywało jego żołądek, rozpaczliwie próbując się wydostać, gdy miękkie usta Zayna zetknęły się z jego. Spierzchnięte wargi Malika zaczepiały suchymi strzępkami o jego delikatne i gładkie usta. Nigdy wcześniej go nie pocałował. Nawet gdy uprawiali seks ograniczał się do szyi, stuków i innych części ciała, a to było inne, bardziej intymne doznanie. Waniliowy aromat dotarł do jego nosa, a piekący dym powoli przesuwał się po tylnej ściance gardła. Poprzedni kontakt z papierosem był nieporównywalny do tego, gdy dym wydawał się lżejszy. Pragnął zbliżyć się do chłopaka jeszcze bardziej, wciągnął powietrze przesuwając ciało do przodu. I nagle uczucie zniknęło. Ciepło ustało, a w środku czuł już tylko niedosyt. Rozchylił powieki tęskne widoku karmelowych tęczówek, zapominając że dym tytoniowy nadal wypełniał jego płuca. Zwrócił się do powietrza płynącego z dworu i oczyścił drogi oddechowe. Szara smuga odznaczała się na granatowej plamie nieba, znikając po chwili bezpowrotnie. Ale Payne nie chciał, żeby to uczucie znikało, bo cholera on po prostu nie chciał. To musiało się stać tu i teraz, bo inaczej umarłby, umarłby z tęsknoty za tym uczuciem, więc nie myśląc poderwał się z miejsca ponownie łącząc ich wargi w jedność. Nie da się opisać uczucia jakie towarzyszyło mu w tamtej chwili, to jak powrót do ukochanego kraju po latach na emigracji, jak mąż wracający po latach ze służby wojskowej do żony i dzieci…jakby wszystko było na miejscu i mogło trwać wiecznie. Nieśmiało wsunął czubek języka omiatając nim wargę Zayna.

-Pojebało cię?? – silne ramiona mulata rozdzieliły ich zetknięte twarze, które stykały się zaledwie przez sekundy, chociaż Liamowi wydawało się, że to trwa od kilku minut
-Przepraszam…ja nie wiem, nie wiem czemu to zrobiłem! Przeprasz…-szatyn nie zdążył już z nic powiedzieć, bo zgiął się w pół plując krwią uderzony prosto w brzuch. Złapanie oddechu okazało się niemożliwe, a ciało odmówiło posłuszeństwa. Upadł na kolana, podpierając się jedną ręką, gdy druga próbowała tamować krew wypływając między wargami. Zawroty głowy stały się nie do wytrzymania, a bezsilne ciało opadło na podłogę otrzymując kilka kolejnych ciosów nogą, prosto w pulsujący brzuch.
-Nie waż się mnie nigdy więcej dotykać pedale!- wykrzyczał Zayn ostatni raz zamachując się do ciosu-Zrozumiałeś?-podciągnął głowę Payne’a za włosy do góry, po czym opuścił ją z powrotem na ziemię-Pieprzona ciota…japierdole…nigdy więcej nie postawię stopy w tym pokoju…kur…iota-Liam słyszał już tylko urywki jego słów, gdy wychodził z pokoju.

Pomimo tego Zayn przychodził do pokoju Liama w każdą sobotę wieczorem. Obaj siadali bez słowa na parapecie i wspólnie palili black devile i szatyn nie chciał się zastanawiać czemu tak jest. To po prostu się działo jak ich mały rytuał, a dla Liama miłość już zawsze pachniała wanilią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz