wtorek, 11 marca 2014

*Zayn proszę nie, nie rób tego tutaj- Liam zaciskał powieki, czując jak silne dłonie mulata rozpinają jego pasek. W plecy wbijała się mu ta sama szafka, w szkolnym składziku przy której jeszcze niedawno Malik groził mu nożem – Zayn, błagam…-czuł jak do oczu napływają mu łzy, ale nie mógł nic zrobić. Dawał mu się wykorzystywać, bo czuł się wtedy bliżej niego. Może to było głupie, ale wtedy mógł poczuć chociaż namiastkę bliskości z nim.
-Odwróć się- głos bruneta był oschły jakby nie widział nic złego w tym, że w czasie długiej przerwy zaciągnął bezbronnego Liama do ciasnego pomieszczenia na końcu korytarza.

Payne posłusznie wykonał prośbę i chwilę późnej przygryzał wargi z bólu. Jego gładkie niegdyś usta, teraz były całkowicie poszarpane i popękane. Za każdym razem gdy Zayn bywał zbyt brutalny przygryzał je do krwi, żeby odciągnąć uwagę od bólu w tylnej części pleców. Palce oplatały metalowe krawędzie półek z minuty na minutę coraz mocniej, gdy pchnięcia stawały się szybsze i głębsze. Nasłuchiwał aż mulat skończy, modląc się w duchu, żeby stało się to jak najszybciej. Ostatnie głośny jęk i poczuł, że rozrywające go uczucie zniknęło.

-Do zobaczenia w klasie- Zayn uniósł kąciki warg w górę i popatrzył na szatyna, który nadal stał opierając się o szafkę, jego spodnie były opuszczone do kostek, a kolana drżały. Zatrzasnął za sobą drzwi i ruszył korytarzem, poprawiając swoje nienagannie ułożone włosy.

Liam opuścił ręce wzdłuż ciała i niechętnie przykucnął, żeby naciągnąć na siebie spodnie. Czuł się zawstydzony, zawsze się tak po tym czuł. Zaciągnął pasek za szlufkę i oparł się plecami o wolną ścianę, zsuwając się po niej w dół i ukrywając zapłakane oczy w dłoniach. Kurczowo przyciskał do siebie nogi, gdy próbował tłumić targające nim spazmy. Przez pół roku zdążył się przyzwyczaić do tego, że Zayn wykorzystuje go jako zabawkę do seksu, ale pierwszy raz posunął się do tego stopnia, żeby zrobić to w szkole. Jasne spodnie przybrały ciemniejszy odcień, nasiąkając łzami, których w żaden sposób nie był w stanie zatamować. Bał się, tak cholernie się bał co jeszcze może mu zrobić, jak bardzo będzie testował granice jego wytrzymałości.

~☆~

Zayn postukiwał ołówkiem o drewnianą ławkę, nerwowo spoglądając na drzwi. Trwająca lekcja chemii pozostawała poza jego zainteresowaniem, a jedyne o czym był w stanie myśleć to ‘Gdzie do cholery był Liam’? Przecież nie potraktował go, aż tak ostro…to był tylko szybki numerek.

-Z nim zawsze są problemy –prychnął pod nosem, spoglądając na ścienny zegarek nad tablicą, który wybijał trzynastą dziesięć. Do końca lekcji pozostało już tylko pięć minut, więc porzucił nadzieję na to, że szatyn zjawi się w sali.

Gdy dźwięk dzwonka rozbrzmiał na szkolnym korytarzu, pośpiesznie spakował książki do plecaka i wzrokiem szukał blond włosów, które prześwitywały przez tłum przepychający się do drzwi.

-Niall…Niall zaczekaj! – próbował zwrócić na siebie uwagę przyjaciela – Kurwa Niall zatrzymaj się!- przeciskając się pomiędzy ludźmi złapał blondyna za ramię i odciągnął w bok.
-Co znowu? –chłopak wyrwał swoją rękę z uścisku i ruszył do szafek naprzeciwko.
-Gdzie ty idziesz?
-Muszę zapłacić Harry’emu. Potrzebuje czegoś mocniejszego, bo nie dam rady nauczyć się do matur-nie zwalniając kroku Horan podszedł do czerwonej szafki, wykręcając szyfr na kłódce.
-Nie obchodzi mnie teraz co musisz zrobić, kurwa musisz mi pomóc szukać Liama- ponownie złapał przyjaciela za ramię i z całej siły pchnął na rząd szafek, przyciągając uwagę osób chodzących po korytarzu.
-Kurwa- blondyn zgiął się w pół- Pojebało cię? – złapał się za plecy, ale ponownie zwrócił się do szafki, kontynuując szukanie w niej pieniędzy.
-Pomóż mi go szukać, przecież wiesz, że matka mnie zabije jeśli coś mu się stanie.
-Od kiedy ci tak na nim zależy, przecież to tylko bezwartościowy śmieć…-intensywnie przerzucał zeszyty i książki, po chwili wyciągając plik banknotów zwiniętych w rulon.
-Pomóż mi go znaleźć…
-Nie będę tracić czasu na tego debila, bo masz przypływ miłosierdzia- trzasnął drzwiczkami i zarzucając plecaka na ramie ruszył przed siebie.
-Kurwa, no tak…idź, bo nigdy nie można na ciebie liczyć! – krzyknął do blondyna w odpowiedzi otrzymując środkowy palec jego dłoni w górze.

Malik kopnął w szafkę i rozglądając się na boki, szedł przez korytarz szukając Liama, jednak nigdzie go nie znalazł. Jego wzrok przykuł Harry i Niall stojący przy wejściu do szkoły, którzy wymieniali się czymś, uważnie obserwując otoczenie. Oglądając się czy w pobliżu nie ma nauczycieli podszedł bliżej i kupił od Harry’ego mały woreczek wypełniony poskręcanymi liskami marihuany. Pomimo, że do zakończenia zajęć zostały mu jeszcze dwie lekcje, wyszedł ze szkoły głównym wejściem i nie zwracając uwagi na krzyczącego do ochroniarza, skierował się w stronę domu.

~☆~

W powietrzu unosił się charakterystyczny słodko-gryzący zapach, gdy do swojego pokoju wszedł Liam. Chłopak spędził poprzednią godzinę nad swoją ulubioną rzeką płynącą niedaleko szumiącego lasu, żeby pozbierać myśli. To były jego ostatnie dwa kwietniowe tygodnie w tym zatruwającym mu życie otoczeniu, zanim napisze matury i bez względu na ich wynik wyjedzie do Londynu. Od miesięcy odkładał pieniądze, które dostawał z kieszonkowego, drobnych prac u sąsiadów lub z roznoszenia ulotek. Patricia obiecała, że pomoże mu znaleźć mieszkanie odpowiadające jego możliwościom finansowym, a także pomoże ze znalezieniem pracy, za co był jej bardzo wdzięczny, szczególnie że ryzykowała pogorszenie kontaktów z Zaynem, który nie był w najmniejszym stopniu świadomy tego, że wyprowadzka Liama jest z dnia na dzień coraz bardziej realna.

Payne przymknął oczy, czując drażniący dym, który roznosił się po pokoju. Odrzucił w bok ciężki plecak i rozejrzał się po pomieszczeniu, odnajdując na parapecie Zayna, który opierał głowę o otwarte okno, w ręku trzymając palący się rulonik z cienkiej bibuły. Powoli stąpając po powierzchni dywanu, przysiadł się do nieproszonego gościa i z zaciekawieniem przyglądał się jego zrelaksowanej twarzy.

-Nie patrz się tak na mnie, bo się zarumienię – szatyn wzdrygnął się na słowa Malika, jednocześnie dziwiąc się jak wesołą barwę miał ton jego głosu. Rzadko zdarzało mu się usłyszeć w jego głosie nutkę szczęścia, nie przeplecionego goryczą i gniewem.
-Przepraszam, ja tylko…- odpowiedział nerwowo, nie chcą narazić się na zdenerwowanie mulata.
-Nie spinaj się tak. Masz – podał mu blanta – zaciągnij się mocno i utrzymaj w płucach jak najdłużej możesz.

Liam posłusznie spełnił nakaz Zayna i duszące opary wypełniły jego płuca. Czy to nie było zrządzenie losu, że kolejny raz próbował tego co zakazane w jego towarzystwie? Malik miał na niego zdecydowanie zły wpływ, ale szatyn odrzucał głos rozsądku mówiący mu, żeby tego nie robił.

Obaj pogrążeni w narkotycznym uniesieniu śmiali się krążąc po pokoju bez większego sensu, co chwile przeradzając się na dywan z gęstego włosia i turlając po jego powierzchni. Z głośników komputera płynęła głośna muzyka, która odbijając się od ścian pokoju zagłuszała ich radosne śmiechy. Łapali się z ręce, kręcąc się wokół własnej osi, ostatecznie padając ze zmęczenia na starannie pościelone łóżko, podsuwając się wyżej, żeby głowami wylądować na puchatych poduszkach. Ich szybkie oddechy powoli wyrównywały się do miarowych, gdy leżeli zwróceniu do siebie, a w ich głowach wciąż huczało i wirowało. Było im lekko, a otaczająca ich rzeczywistość przestała na chwile istnieć. Liam, który wypalił mniej powoli odzyskiwał świadomość, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, gdy ciężka głowa Zayna wtuliła się w jego klatkę. Ostrożnie objął go ramieniem i czekał aż brunet zaśnie, po czym zaniósł go do jego pokoju. Okrył uśpione ciało, cienkim kocem i chwilę popatrzył na jego twarz, uśmiechając się do siebie. Chociaż pragnął zostać z nim jak najdłużej, był świadomy, że to tylko działanie narkotyku sprawiło tą nagłą zmianę jego nastawienia. Zachowując zdrowy rozsądek, wyszedł z pokoju, przelotnie zerkając ostatni raz.

~☆~

-Liam masz pociąg o siedemnastej, nie spóźnij się – ciepły głos Patrici wyrwał Liama z zamyślenia.
-Nie spóźnię się, obiecuje – odpowiedział, ciepło się uśmiechając.
-Stresujesz się ostatnim dniem egzaminów? –zbliżyła się do biurka, przy którym siedział chłopak i położyła dłoń na jego barku.
-Jestem dobrej myśli, tylko boję się reakcji Zayna. Nie powinniśmy mu powiedzieć, że dzisiaj wyjeżdżam?- spojrzał na kobietę pytająco i przeniósł wzrok na wypakowaną po brzegi walizkę.
-Tak będzie łatwiej, a on pewnie pójdzie dzisiaj się upić z kolegami, świętując zakończenie szkoły – zacisnęła lekko dłoń i puściła mu oczko – Poradzisz sobie Liam, jesteś silniejszy niż myślisz.
-Mam nadzieje…mam nadzieje .

~☆~



Nad miastem Bradford od rana kłębiły się ciemne chmury, zwiastujące nieuniknioną burzę. Wiatr poruszał koronami drzew sprawiając że gałęzie wyginały się do powierzchni trawników i asfaltowych ulic. Z osiedlowych alejek zniknęły rozbrykane dzieci i próbujące za nimi nadążyć matki, które teraz pozostawały w domach sącząc gorącą herbatę. Późnym popołudniem z nieba runęły strumienie deszczu, przeplatające się z błyskawicami i grzmotami, skutecznie sprawiając, że całe miasto stało się nieprzejezdne, a większość mieszkańców wolała nie ruszać nosa z przytulnego, domowego zacisza. Tej zimnej listopadowej soboty, pierwszy raz od wielu miesięcy Patricia miała wolne i mogła zostać w domu na weekend. Od wyjazdu Payne’a nie mogła zrozumieć co się dzieje z jej synem. W dniu, gdy szatyn wyjechał rozpocząć nowe życie, Zayn wrócił do domu kierując się prosto do pokoju Liama, w którym zastał opróżnione szafki, półki pozbawione zdjęć i książek oraz głuchą pustkę, która aż pulsowała w jego głowie. Zasypał matkę wyczerpującą serią pytań, po czym zamknął się w pokoju i przeleżał w nim kilka dni, od tamtej pory spędzając w nim większość czasu. Jednak tego wieczora Patricia nie zastała go w swoim pokoju, w skutek czego zaczęła się nerwowo kręcić po wszystkich pomieszczeniach, poszukując syna, który z pewnością nie wyszedł z domu. Popchnęła uchylone drzwi pokoju Liama, w którym panowała całkowita ciemność. Dotykając po omacku chropowatej ściany, natknęła się palcami na włącznik światła, który po włączeniu rozświetlił pokój żółtym światłem żarówek, ukazując skuloną postać Zayna leżącego do niej tyłem na łóżku. Ostrożnie zbliżyła się do krawędzi i usiadła po drugiej stronie miękkiego materaca.

-Zayn – zagadnęła zupełnie bez emocji, bojąc się reakcji syna, jednak pokój nadal wypełniał się ciszą– Szukam cię od godziny, dlaczego się tutaj ukrywasz?
-Przepraszam, że musiałaś się o mnie martwić – łamiący się głos mulata wydawał się szczery i niewinny jak nigdy wcześniej.
-Kochanie, dlaczego tutaj? Przecież to pokój Liama…- zsunęła kapcie ze stóp i ułożyła się obok niego na łóżku.
-Ja…ja po prostu nie wiem mamo, musiałem tu przyjść .
-Zayn, przepraszam ale staram się to zrozumieć. To ostatnie miejsce do którego zajrzałam, bo przecież to jego pokój i zupełnie nie rozumiem czemu przyszedłeś tutaj, przecież tak go nienawidzisz…-delikatnie masowała jego plecy.
-Nie nienawidzę- brunet skulił się jeszcze bardziej przyciskając do siebie brązowego misia, który pozostał jedyną materialną pamiątką po Liamie – Ja…um…nienawidziłem go kiedyś, a potem próbowałem nienawidzić to uczucie…
-Jakie uczucie? – starając się nie naciskać, zachęcała syna do rozmowy.
-Strach.
-Strach? –zaskoczona kobieta uniosła się na łokciach – Zayn, jestem twoją matką i przykro mi to mówić, ale nie wydaje ci się, że to ty nie byłeś tym który odczuwał strach?
-Nie taki strach…-zwrócił się do niej przodem, ukazując zaschnięte łzy na zaróżowionych policzkach. Kobieta jedynie skinęła głową nie zmuszając go do odpowiedzi i przysunęła się bliżej, układając dłoń na jego wychudzonym biodrze – Bałem się, że nie umiałbym żyć, gdybym pozwolił mu wtargnąć do swojego życia- pociągnął nosem, obejmując ramionami i wtulając w siebie pluszową zabawkę.-Mamo, jak głupie jest to, że po tym wszystkim co mu zrobiłem, chciałbym go mieć teraz blisko?

~☆~

Zmęczony całodziennymi zajęciami Liam wszedł do mieszkania i odrzucił ciężką torbę z notatkami pod ścianę. Zdjął buty, a granatowy płaszcz odwiesił na wieszak w roku przedpokoju, kierując się do spowitego ciemnością salonu. Opadł plecami na białą kanapę, nie trudząc się z zapalaniem światła i zamknął powieki rozkoszując się chwilą relaksu. Odkąd przyjechał do Londynu siedem miesiące temu nie miał nawet chwili dla siebie przemieszczając się z uczelni do pracy, z pracy do domu, nieustannie krążył po mieście. W weekendy starał się spotykać z Patricią, która oferował chłopakowi pieniądze na utrzymanie się, ale Liam przyjmował je tylko wtedy, gdy naprawdę nie mógł związać końca z końcem. Wyciągnął ręce w górę, żeby rozprostować kręgosłup i przekręcił się na bok, zauważając rozproszone światło, które prześwitywało zza drzwi jego sypialni. Zamrugał oczami, ale światło nadal pozostawało zapalone, a jego ciśnienie podskoczyło w górę. Nie mając niczego pod ręką zbliżył się na palcach pod drzwi pokoju z kołatającym sercem, podchodzącym mu do gardła i nierównym oddechem, który ledwo pozwalał mu wypełnić płuca tlenem. Zaciskając dłoń w pięść, tak mocno że paznokcie odbijały ślady na delikatnej, wewnętrznej stronie dłoni i wstrzymując oddech, uchylił drzwi prowadzące do sypialni, ale nadal pozostał na zewnątrz, bojąc się zrobić kroku w przód. Nie bał się tego co tam zastanie, bał się bólu, bo zdążył o nim zapomnieć odkąd wyprowadził się od Malików. Obrazy tamtych dni przemknęły mu przed oczami, a w kącikach oczu zebrały się kropelki łez, bo brak bólu przez tyle czasu równał się z brakiem widzenia Zayna…w myślach jednocześnie przeklinał go za całe cierpienie i cholernie za nim tęsknił. Zdecydowanym krokiem oderwał się od futryny i wkroczył do oświetlanego nocną lampką pomieszczenia. Zakręciło mu się w głowie i ponownie wyszedł z pokoju, po chwili ponownie do niego wchodząc. Zamrugał oczami i uszczypnął się w rękę próbując się obudzić, ale widok nadal pozostawał realny. Na brązowej narzucie, brązowych i białych poduszkach ze świadomością pogrążoną w krainie Morfeusza leżał skulony Zayn. Jedną ręką niewinnie obejmował leżącego obok karmelowego misia, a drugą miał podkurczoną przy brzuchu. Z tylnej kieszeni spodni wystawała biała kartka papieru. Powoli zbliżył się do boku łóżka i usiadł na materacu, który wgiął się pod jego ciężarem. Zsunął ciało na rękach w dół i ułożył się blisko twarzy mulata, z twarzą zwróconą do białego sufitu. Ciepłe podmuchy oddechu Zayna drażniły włoski na jego twarzy, ale bał się zrobić kolejny krok, bo po co tutaj przyjechał i jak dostał się do jego mieszkania? Nie zdążył zastanowić się nad odpowiedzią na te pytania, gdy poczuł na sobie wzrok bruneta, który najwyraźniej musiał się obudzić czując czyjąś obecność. Szatyn złączył ich spojrzenia w jedność. Obaj wpatrywali się w siebie, jakby wszystko wokół nie istniało i nie miało teraz znaczenia. W powietrzu dało się odczuć napięcie jakie powstało miedzy ich ciałami, gdy nadal pozostawali w milczeniu, otoczeni jedynie muzyką swoich nierównych oddechów. Liam pomału obrócił się do niego przodem, chcąc nacieszyć się widokiem rysów jego twarzy, które wyraźnie się wyostrzyły przez ostatnie miesiące. Błądził wzrokiem po każdym skrawku czekoladowej skóry, przyłapując się na oblizywaniu własnych warg. Wciągnął powietrze nosem, nieświadomie zaciągając się zapachem drugiego chłopaka, w którym od razu wyczuł nieprzyjemną woń papierosów, połączoną z kojącą zmysły nutą wanilii. Poczuł jak na jego bok wsunęła się ciepła dłoń, która przyciągnęła go bliżej do ciała Zayna. Wzdrygnął się na ten dotyk, który przywrócił wszystkie złe wspomnienia, ale starał się o nich nie myśleć. Liczyło się tylko tu i teraz.

-Hej – niski głos Malika dotarł do ucha Liama.
-Hej…-odpowiedział nieśmiało – Co tutaj robisz?
-Przyjechałem cię zobaczyć – mulat gładził Payne’a po policzku.
-Zobaczyć?- złapał jego dłoń i odciągnął od twarzy w dół – Zayn…nie mam siły, żeby znów to przechodzić, więc jeśli postanowiłeś znów zrobić ze mnie swoją zabawkę, to wybacz, ale…
-Nie – Malik poderwał się do pozycji siedzącej – To nie tak, ja…od kiedy cię nie było myślałem trochę o wszystkim. O mnie, o tobie…o nas i chciałem ci tylko wyjaśnić…
-Wyjaśnić? – w Liamie się zagotowało i nie miał ochoty czekać na odpowiedź – Wyjaśnić?! – powtórzył ironicznie i zaśmiał się – Co ty mi chcesz wyjaśniać? Może to dlaczego upokarzałeś mnie na oczach całej szkoły, doprowadziłeś do tego, że chciałem się kurwa zabić! A może to czemu pieprzyłeś mnie na łóżku w moim pokoju i grałeś przed mamą pieprzonego grzecznego syneczka?! – poderwał się z łóżka, spychając z niego zaskoczonego bruneta – No wyjaśnij mi! No kurwa oświeć mnie czemu to wszystko robiłeś bez najmniejszych wyrzutów sumienia!
-Liam ja tylko chciałem – wyciągnął rękę w kierunku szatyna, która została odtrącona – Chciałem ci tylko powiedzieć, że…nie teraz to już nie ma znaczenia – obrócił się i zdołał zrobić jedynie kilka kroków, zanim silna dłoń złapała jego ramię i popchnęła na najbliższą ścianę. Spojrzał na pociemniałe z gniewu tęczówki Payne’a i spuścił wzrok na ziemię. Pierwszy raz widział go w takim amoku, doskonale zdając sobie sprawę, że to on do tego doprowadził.
-No co wyjaśnić? Miej odwagę chociaż raz się przyznać pieprzony tchórzu! – szatyn pchnął dłońmi jego klatkę jeszcze mocniej na ścianę.
-Naprawdę chcesz wiedzieć? – otrzymał tylko kiwnięcie głową jako odpowiedź – Tak? To proszę! Prawda jest taka, że cię kurwa nienawidziłem! Mój ojciec odszedł od nas i zranił mnie tym tak mocno, że myślałem, że już nigdy się z tego nie podniosę! Codziennie zastanawiałem się co było ze mną nie tak, że kocha bardziej swoją nową rodzinę, a mnie traktuje jak gówno…została mi tylko mama, która była zawsze blisko, ale potem pojawiłeś się ty i postanowiłeś mi to wszystko odebrać…
-Niczego nie chciałem ci odebrać…
-Zamknij się! – w oczach Malika pojawiły się łzy- Chciałeś prawdy to ją masz. Zająłeś moje miejsce w domu, w szkole i znów poczułem się jak kompletnie niepotrzebne, odrzucone ścierwo i tylko na tobie mogłem to odreagować, próbowałem ci pokazać gdzie twoje miejsce, ale ty się odradzałeś jak pieprzony feniks z popiołów…
-Więc po co tu przyjechałeś? Nareszcie się mnie pozbyłeś i mogłeś wieść swoje idealne życie, w którym ci tak zawadzałem!
-Tęskniłem – mulat zakrył twarz pokrytą strużkami łez dłońmi, szlochając jak bezbronne dziecko.
-C-co ty powiedziałeś? – szatyn wytrzeszczył oczy nie mogąc uwierzyć w to co usłyszał.
-Tęskniłem, wystarczy czy mam to powiedzieć jeszcze raz? – twarz Zayna wyrażała bezsilność.
-Ale…dlaczego za mną tęskniłeś? Przecież mnie nienawidzisz.
-Dlatego – złapał szczękę Liama po obu stronach i przyciągnął do brutalnego i niechlujnego pocałunku, zachłannie wdzierając się językiem pomiędzy linię zębów i błądząc po podniebieniu. Szatyn nie bronił się przed podniesieniem, gdy ręce Malika powędrowały na wysokość jego ud i mocno zacisnęły się na nich, unosząc go w górę i przenosząc na łóżko. Brunet sprawnymi ruchami ściągnął z niego koszulkę i przeniósł usta na wrażliwą szyję szatyna obdarzając ją mokrymi pocałunkami. Zasysał i przygryzał skórę, tworząc sine ślady, które na pewno pozostaną pamiątką przez kilka najbliższych dni. Przytrzymał drugiego chłopaka za nadgarstki, mocno wciskając je w materac i podniósł się do góry, żeby umieścić ich twarze w tej samej płaszczyźnie. Popatrzył na niego i uśmiechnął się do siebie, ponownie wpijając się w jego usta. Poluźnił ucisk i przeniósł rękę na wysokość krocza, zaczynając mocować się z jego rozporkiem, chwilę później pozbawił go spodni wraz z bokserkami. Zjechał wzrokiem w dół i oblizał spierzchnięte wargi, patrząc prosto w oczy Payne’a, który wyglądał jakby plątał się różnymi myślami, ale nie pisnął słowa, żeby stawić opór nabrzmiałym ustom Malika, które pochłaniały całą długość jego członka. Wił się na pościeli zaciskając dłonie na pościeli i jęczał z przyjemności, jednak tym razem było zupełnie inaczej niż zwykle, gdy Zayn pozostawał nieczuły i bezuczuciowo pieprzył Liama. Mulat był delikatny, obsypując ciało szatyna drobnymi, subtelnymi pocałunkami i błądząc opuszkami palców po jego skórze na kościach biodrowych, przyprawiając o dreszcze na ciele. Dotykał go czule, jakby się bał że może zrobić mu krzywdę zwykłym pocałunkiem, a w jego oczach tliły się iskierki uczucia, które nie trudno było rozpoznać, bo wyrażały czystą i niewinną miłość. Tym razem nie pieprzyli się, żeby zaspokoić seksualną frustracje, kochali się w najpiękniejszy sposób jaki można sobie wyobrazić. Zayn oddał dominację Liamowi i pozwolił mu w siebie wchodzić, pomimo rozrywającego bólu. Oboje osiągnęli spełnienie i opadli na pozwijane prześcieradło, splatając palce dłoni razem.

-Byłem głupi, że bałem się tu przyjechać- Malik uniósł w górę ich dłonie i bawił się ich palcami.
-Czemu się bałeś?
-Bałem się – westchnął ciężko – Bałem się, że złamiesz mi serce tak jak ja złamałem ciebie.
-Dlaczego miałbym ci złamać serce? – Liam uniósł brew, domyślając się odpowiedzi.
-Bo wydaje mi się, że się w tobie zakochałem – mulat zacisnął mocniej rękę.
-Zayn, ale ty chyba nie myślisz, że moglibyśmy być razem? – głos Liama stał się poważny.
-Co? – wypuścił jego dłoń i zerwał się do pozycji siedzącej –Więc dlaczego odwzajemniłeś mój pocałunek? Myślałem, że mi wybaczyłeś…
-Wybaczyłem, ale to nie znaczy, że mógłbym zapomnieć cały ostatni rok w ciągu jednej minuty.
-Ale…przecież…Mówiłeś, że mnie kochasz- brunet starał się zatrzymać łzy, które napłynęły mu do oczu.
-Kocham cię, ale jak mógłbym być z kimś przez kogo codziennie mam koszmary w nocy i boję się wyjść o zmroku na ulicę? Nie wiem czy kiedykolwiek mógłbym ci zaufać i nie zastanawiać się przed każdym wypowiedzianym słowem, czy to co powiem cię nie zdenerwuje…

Zayn nie czekał do końca wypowiedzi Liama, zrywając się na równe nogi z łóżka i wybiegając z mieszkanie po drodze zakładając jedynie bokserki, a resztę ubrań trzymając w rękach. Zatrzymując się dopiero na klatce schodowej kilka pięter niżej, uderzył ze złością pięścią w ścianę. Zignorował ból, który przeszył jego ciało i wykonał kilka kolejnych ciosów, zanim oparł się czołem o uderzaną, zimną powierzchnię i osunął się w dół, zachodząc głośnym szlochem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz