*~♥~
Tygodnie przed ich rocznicą, Harry pracował niemal non-stop. Mógł odebrać każdy telefon od Louisa, ale zawsze brzmiał na zmęczonego i późno wracał do domu, by na drugi dzień znowu wcześnie wyjść.
Z okazji ich rocznicy, Louis postanowił zaplanować dla nich wycieczkę – spędził półtora tygodnia rozglądając się za ofertami w Internecie, aż w końcu zdecydował się na zwiedzanie ruin w Rzymie – Harry zawsze był trochę nerdem. Gdy obudził się w dzień rocznicy, łóżko było na jakieś sposób puste – znalazł tylko notkę od Harry’ego, mówiącą, że musiał odebrać papiery z pracy i niedługo wróci do domu.
Kiedy Louis myślał o tym teraz, zachował się prawdopodobnie irracjonalnie, ale to była ich piąta rocznica ślubu i ledwo widział swojego męża przez przeszło miesiąc. Harry zawsze zapewniał go, że ich związek był ponad pracą, więc Louis wstał i po prostu wyszedł. Nie wrócił do domu przez tydzień, a po jego powrocie zaczęli się kłócić. I nawet teraz nie potrafili przebywać razem na wyspie bez kłótni.
Louisowi zajęło około pół godziny uspokojenie się na kanapie i przejście przez każdy punkt ich związku w ciągu ostatnich dwóch lat, w którym mógłby coś naprawić. W którym którykolwiek z nich mógłby coś naprawić – Harry wydawał się próbować, zanim Louis go nie odtrącił i poniekąd się za to nienawidził.
Louis mógł być idealnym mężem, a odszedł i zrujnował ich życie, bo nie chciał konkurować z pracą Harry’ego. Wstał i skierował się do łazienki, gdzie spryskał twarz wodą i wziął głęboki oddech, spoglądając w lustro, by ujrzeć odbicie siebie stojącego z dłońmi opartymi o brzegi umywalki, gdy woda kapała powoli z jego podbródka. Wyglądał jak gówno.
Jego włosy były kompletnym bałaganem, przypominając mokrą, kędzierzawą czuprynę, usta wydawały się być zbyt wąskie i popękane, a ciemnofioletowe półkola pod oczami dowodziły, jak źle sypiał od momentu kiedy przestał dzielić łóżko ze swoim mężem.
Przetarł dłonią swoją twarz, jęcząc na myśl o tym, jak w ogóle mógł pozwolić rzeczom tak się spieprzyć. To on był tym starszym, to on powinien upewniać się, że wszystko w ich związku było w porządku.
Wyszedł z małej łazienki i skierował się wzdłuż korytarza na zewnątrz, by znaleźć Harry’ego.
Najpierw zajrzał na plażę, bo to było jedyne miejsce na całej wyspie, które znał i miał nadzieję, że Harry tam będzie. Szedł lekkim krokiem i dostał z gałęzi w oko, zanim dotarł wreszcie do plaży. Odetchnął z ulgą na widok znajomej sylwetki siedzącej na końcu pomostu i ruszył w jego stronę, zatrzymując się na chwilę, kiedy zauważył gitarę na jego kolanach i poruszające się dłonie. Louis zbliżył się, zadowolony, że był boso, gdy szedł wzdłuż pomostu, bo Harry wyraźnie nie był w stanie usłyszeć, że się zbliża. Nie rozpoznał melodii, którą grał i słów, które śpiewał do niej cicho. Podszedł bliżej, mając nadzieję usłyszeć słowa piosenki, aż wreszcie był na tyle blisko, by mógł zrozumieć. - Nie pozwól mi, nie pozwól mi odejść, bo jestem zmęczony spaniem w samotności.
Harry podskoczył, gdy Louis usiadł obok niego. Ich stopy zanurzone były w wodzie.
- Nie wiedziałem, że ciągle grasz – Louis zauważył, głosem delikatniejszym niż zwykł w ostatnim czasie używać przy Harrym. - I śpiewasz.
- Już naprawdę nie często, ale znalazłem tutaj gitarę, więc doszedłem do wniosku.. – Harry wzruszył ramionami, a jego głos był cichy.
- Co śpiewałeś? – spytał, przysuwając się trochę bliżej, by zbadać grunt.
- To tylko coś co napisałem – Harry stwierdził, odkładając gitarę obok, zanim podniósł spojrzenie na Louisa. - Co ty tutaj robisz, Louis?
- Po prostu – Louis odetchnął, wypuszczając powietrze, niepewien co zamierzał powiedzieć. - Po prostu nie wiem – co się z nami stało? Mam na myśli, było nam tak dobrze, a teraz przebywamy tu od tygodnia i jesteśmy praktycznie w stanie rzucić się sobie do gardeł.
- Ja dostałem pracę, a ty zostałeś w domu. – Harry wzruszył ramionami, stukając delikatnie palcami wzdłuż pomostu. Może po prostu nie było nam pi –
- Harry, prawdę mówiąc, nigdy nie rozważałem rozwodu – Louis uciął mu. - To znaczy, raz, ale prawie zwymiotowałem na myśl o tym i nigdy więcej o tym nie wspominałem. Tak naprawdę nie chcę rozwodu.
- Serio? – Harry spytał głosem nieco słabym, gdy zerknął na Louisa, który potrząsnął głową. - Jednak nie łapię – nigdy nie wydawałeś się chcieć przebywać wokół mnie. To znaczy, próbowałem przez chwilę, kiedy ty potrafiłeś wyjechać po byciu w domu przez powiedzmy dzień, ale nie wiem – co ja zrobiłem?
- To nie byłeś ty, Harry – Louis westchnął, sięgając, by odepchnąć loka z jego twarzy. Harry pochylił się nieznacznie do dotyku, zamykając oczy. Louis pozwolił swojej dłoni spocząć na jego policzku przez chwilę, wzdychając, zanim ją cofnął. - To po prostu było – czułem, jakbyś nie miał już dla mnie czasu. Zawsze miałeś pracę, a ja czułem się taki – pominięty. Mam na myśli, z dziewczynkami, kiedy byłem młodszy, sądzę, że powinienem być do tego przyzwyczajony, ale dla ciebie zawsze byłem na pierwszym miejscu. Jednak ty próbowałeś się wypromować, a ja po prostu byłem zazdrosny. Nie chciałem się dzielić, więc ja po prostu – przypuszczam, że zacząłem zachowywać się tak, jakbyś nie był już mój.
- Lou, zawsze będę twój. Zawsze byłem – Harry wyznał, a jego dłoń powędrowała, by złapać dłoń Louisa. Louis ścisnął delikatnie jego palce, patrząc ponad wodą.
- Naprawdę kupiłeś ją dla mnie? – spytał miękko. Harry zaśmiał się, kiwając głową. - Przepraszam za ten dzień swoją drogą – powiedział ciszej. - Ja po prostu, cóż, ledwo widziałem cię przez miesiąc i obudziłem się w naszą rocznicę i miałem dla nas zaplanowaną tą całą wycieczkę, a ciebie nie było, tylko ta notka, że musiałeś zrobić coś w pracy. Po prostu było mi przykro.
- Odbierałem bilety tak właściwie. – Harry przysunął się bliżej niego, tak że ich uda dotykały się. Louis czuł się trochę jak na ich pierwszej randce – był grany film w parku, więc Harry przyniósł koc i oglądali „Romeo i Julię”. - Kiedy wróciłem do domu ciebie nie było. Nie wiedziałem co robić, a ty nie odbierałeś moich telefonów, więc tak jakby spaliłem bilety. Nie odebrałem ich wcześniej, bo znasz wszystkie moje skrytki w domu.
- Twoja szuflada na skarpetki nigdy nie będzie dobrą skrytką – Louis uśmiechnął się, a Harry wybuchnął śmiechem, potrząsając głową i wszystko po prostu wydawało się być na swoim miejscu.
Louis został sprowadzony z jego bańki przez dźwięk strun. Zerknął w miejsce skąd dochodziła melodia i zobaczył, że gitara ciągle leżała na pomoście obok Harry’ego, a jego wolna dłoń – lewa – szarpała przypadkowe struny, gdy prawa była ciągle w uścisku Louisa. Spostrzegł jego obrączkę błyszczącą w świetle księżyca i uśmiechnął się, pochylając się bliżej, by przycisnąć policzek do ramienia Harry’ego.
Zostali w takiej pozycji przez chwilę – Harry grając bezmyślnie na strunach gitary, kiedy Louis bawił się jego wielką dłonią, trzymając ją w uścisku na swoich kolanach, pomiędzy swoimi dwiema mniejszymi dłońmi. Dopiero kiedy Louis postanowił spróbować i przysunął się bliżej, zorientowali się jak blisko końca pomostu się znajdują i Louis w jakiś sposób dał radę się ześlizgnąć, pomimo że Harry próbował chwycić go i zatrzymać.
Louis wypłynął z sapnięciem na powierzchnie i zobaczył, jak Harry z radosnymi iskierkami w oczach, zakrywa swoją twarz, chichocząc.
- Co to miało być? – Louis wydyszał, śmiejąc się lekko.
- Co? Niczego nie zrobiłem! – Harry zaprotestował, cofając się, gdy Louis podpłynął bliżej pomostu i zwęził oczy, choć na jego ustach ciągle tkwił uśmiech.
- Dobra, pomóż mi chociaż wyjść – Louis powiedział i chwycił się brzegu pomostu, wyciągając rękę w stronę młodszego. Harry, czując się zobligowanym, podszedł i chwycił dłoń Louisa, chcąc wyciągnąć go z wody i wystarczyło tylko, że Louis szarpnął jego ramię, by Harry wpadł do wody, a Louis śmiejąc się, po raz kolejny został zmoczony przez wielki plusk wody. Harry wypłynął na powierzchnie, przypominając teraz Tarzana z pofalowanymi włosami przyklejonymi do twarzy.
- Co to było? – Jego usta rozwarły się w niedowierzeniu.
- Karma zrzuciła mnie z pomostu, kiedy tutaj przypłynęliśmy – Louis uśmiechnął się, na co Harry opryskał go, a Louis poszedł za jego przykładem, zanim dał nura pod wodę i odpłynął trochę głębiej. Wypłynął na powierzchnie i znowu opryskał młodszego, tak że wkrótce byli całkowicie zajęci wojną na pluskanie, śmiejąc się mocno, a Louis czuł się, jakby znowu był nastolatkiem.
- W porządku? – Harry spytał, podpływając, gdy Louis przestał pryskać, zamiast tego na plecach uniósł się na wodzie. Louis odwrócił nieznaczenie głowę w jego stronę, spostrzegając, że Harry był dość blisko niego – wystarczająco blisko, by nawet w przyćmionym blasku księżyca, jego oczy był rozpoznawalne jako te wyjątkowe, zielone, w których Louis się zakochał.
- W porządku – Louis uśmiechnął się, pozwalając swojemu ciał zanurzyć się pod wodę, gdy zaczął odpływać, zanim para dłoni na jego talii zatrzymała go. Cofnął się nieznaczenie, poruszając trochę nogami, tak że jego plecy uderzyły o wyrzeźbiony tors. Pisnął cicho, czując ciepły oddech na szyi.
- Przepraszam – Harry wymamrotał z ustami niemal przyciśniętymi do szyi Louisa. - Nie zamierzałem stawiać pracy na pierwszym miejscu, albo sprawiać, że będziesz tak myślał. Chciałem po prostu, żeby każdy był szczęśliwy – każdy w pracy – i żebyś był ze mnie dumny. – Jego usta ocierały się o ramię Louisa do momentu gdy skończył mówić i Louis miał wrażenie, że był w całości zrobiony z galarety.
- To ja zareagowałem zbyt przesadnie – Louis zaczął, ale Harry potrząsnął głową, ocierając wilgotnymi lokami krawędź szczęki Louisa.
- Nie powinienem dawać ci powodów do reagowania na cokolwiek – wymamrotał, przyciskając wreszcie prawdziwy pocałunek do małego punktu, gdzie ramię Louisa łączyło się z jego szyją i jego ramiona prześlizgnęły się, by owinąć się wokół brzucha Louisa.
Louis oplótł dłonie wokół przedramion Harry’ego, zatrzymując ich w tej samej pozycji podczas gdy stali w wodzie, cały czas w tym samym miejscu, Harry stojąc na palcach, by nie utonęli lub chociażby nie odpłynęli.
Harry delikatnie masował gładką skórę przy jego biodrze, najwyraźniej ciągle pamiętając wszystko o Louisie, gdy starszy chłopak jęknął, a jego głowa odchyliła się na ten dotyk.
- Kurwa – sapnął, kiedy Harry wreszcie przestał. Trząsł się w jego ramionach nieznacznie, bo nikt nie dotykał go od dwóch lat. Cóż, dotykał, ale dotyk Harry’ego był o wiele lepszy. Harry poluźnił nieznacznie ramiona i Louis szybko odwrócił się w nich, skanując jego twarz, na której ciągle było kilka kropel wody.
Jego loki były odgarnięte niedbale z twarzy, a usta ciemnoróżowe. Miał kilka zmarszczek wokół oczu i niewielki zarost, który, Louis był niemal pewien, nie rósł kiedyś tak szybko, ale jego oczy były ciągle szerokie i jasne, jeśli nie pociemniałyby nieznacznie, gdy skanował ciało mniejszego chłopaka w swoich ramionach.
I wtedy Harry przyciągnął go z powrotem, tak że ich piersi były przyciśnięte do siebie, a trochę wody wypłynęło spomiędzy nich i plusnęło w twarz Louisa, ale naprawdę go to nie obchodziło, bo Harry złączył ze sobą ich usta. Ich powieki zatrzepotały i opadły, a Louis pozwolił dłoni powędrować do okolic szyi Harry’ego, trzymając go w miejscu.
Owinął nogi wokół jego talii, przez co stał się trochę wyższy, gdy Harry opadł na całe stopy i tylko jego broda była minimalnie nad powierzchnią wody, ale odchylił głowę, tak że mógł ciągle całować Louisa, trzymając go ciasno przy piersi. Louis poruszał ich ustami, zagarniając dolną wargę Harry’ego pomiędzy zęby i ugryzł ją delikatnie, na co Harry jęknął i Louis cofnął się nieznacznie, stykając ich czoła.
Harry jęknął, gdy Louis przycisnął swoje biodra do jego brzucha – nie był jeszcze zupełnie twardy, ale biorąc pod uwagę fakt, że cierpiał na najcięższy przypadek sinych jaj* w całym swoim życiu, wiedział, że nie był od tego daleko. Harry schylił głowę, żeby ugryźć Louisa obojczyk, a Louis zacieśnił swoje uda wokół jego talii.
- W-w środku – sapnął, wbijając paznokcie w kark Harry’ego, na co ten stęknął cicho, odsuwając się od ust Louisa i zignorował jego biadolenie, gdy zaczął iść do brzegu, który jak na gust Louisa był zbyt daleko. Louis pozwolił swojej głowie opaść na ramię Harry’ego i zaczął skubać płatek jego ucha, przyciskając delikatne pocałunki wszędzie gdzie mógł sięgnąć. Wzmocnił swój uścisk na Harrym, gdy ten równocześnie wzmocnił swój uścisk na nim, gdy wyszli z wody.
Harry zaczął iść przez plażę, zastanawiając się, próbując skleić słowa, żeby powiedzieć Louisowi, że plaża była w porządku i nie obchodziło go, gdzie będzie miał piasek, gdy Louis desperacko ocierał się o jego brzuch. Ale byli już na ścieżce i gałęzie ocierały się o plecy Louisa, jego myśli były mgliste, a penis twardy i mógł powiedzieć, że Harry’ego również, kiedy zsunął się odrobinę w dół jego torsu.
Louis owinął ramiona wokół jego ramion, mechanicznie całując jego twarz, naprawdę nie myśląc o fakcie, że była noc i byli w lesie, ani że powinien pozwolić Harry’emu widzieć i myśleć spójnie, jeśli chciał szybko dostać się do domu.
Ale udało im się i jak tylko byli w drzwiach, Louis po raz kolejny złączył ich usta i Harry jęknął w jego usta, kładąc go na kanapę. Louis pisnął, ale wtem Harry przygniótł go swoim ciężarem, a ich usta na powrót były złączone, więc zamknął się i wplątał palce w wilgotne loki Harry’ego, przyciągając go bliżej.
Harry delikatnie przygryzł jego dolną wargę i Louis sapnął lekko, gdy język Harry’ego przepchnął się przez barierę i wsunął do jego ust. Louis przechylił głowę na bok, pozwalając językowi Harry’ego badać jego usta, gdy całowali się na kanapie, ocierając się o siebie jak para napalonych nastolatków.
- Harry. – Louis odsunął się, odwracając głowę, gdy Harry zaczął całować w dół jego szczęki. - Harry, ubrania - po prostu - dalej – zaskomlał, czując, że Harry uśmiecha się przy jego skórze, gdy jego palce powędrowały w dół, by odpiąć guzik szortów Louis i przesunął zamek w dół, przez głośny dźwięk rozszedł się po milczącym domu.
To było trochę zabawne, kiedy Harry zaczął ciągnąć ciasne, przemoczone szorty, które były jakby przyklejone do skóry Louisa w dół jego nóg. Louis zachichotał, gdy dłonie Harry’ego automatycznie ześlizgnęły się z jego talii, próbując się ich pozbyć. Wyższy chłopak odsunął się od jego szyi i zmierzył go wzorkiem, zanim obsunął się w dół jego ciała i szarpnął za szorty.
- Jezu, jak do cholery mamy je ściągnąć? – sapnął, ciągnąc za materiał, który nie ustąpił.
- My? – Louis spytał, odchylając się do tyłu. Harry uderzył lekko jego kolano.
- Jeśli chcesz, przestanę –
- Nawet. O tym. Nie myśl. – Louis uciął jego słowa krótko, siadając szybko, więc byli twarzą w twarz. - Nie obchodzi mnie, czy będziesz je musiał rozciąć, żeby ściągnąć je z mojego ciała, ale zamierzasz mnie pieprzyć Styles, łapiesz to?
Harry wyraźnie zadrżał na jego słowa i skinął szybko, wracając do próby zdarcia szortów z nóg swojego męża. Po 4 minutach wreszcie pozbył się ich, przez cały czas całując brzuch Louisa i gryząc jego biodra, aż Louis był kompletnym bałaganem pod nim. Louis odetchnął z ulgą, gdy Harry szybko odrzucił jego spodenki i bokserki.
Zatrzymał się, oddychając ciężko, gdy przycisnął twarz do uda Louisa. Louis zaskomlał, gdy oddech Harry owiał powietrzem jego członka i wypchnął biodra w jego stronę. Harry wyciągnął rękę, przytrzymując biodra Louisa, po prostu rozkoszując się chwilą.
- Harry, boże, zrób coś – Louis zaskomlał, sięgając w dół, by szarpnąć jego włosy. Harry przetoczył się, tak że był znowu na kolanach, spoglądając w dół na nieznacznie trzęsącego się Louisa, który był kompletnym wrakiem z zarumienionymi policzkami i ciemnymi, pogryzionymi wargami. Jego wilgotne włosy były absolutnie bałaganem, nie wspominając o licznych pokazujących się już siniakach, które Harry zostawił wzdłuż jego szyi i obojczyków.
- Lubrykant – Harry powiedział, nagle zdając sobie sprawę, że żaden z nich nie robił tego od dwóch lat - jeśli Louis pozostał mu wierny, ale Harry nie chciał o tym myśleć. - Jest w moim pokoju - kurwa.
- W takim razie idziemy do twojego pokoju – Louis rozkazał. - Bo nie pozwolę ci wyjść z zasięgu mojego wzroku. – Z tym usiadł i owinął się wokół Harry’ego, sapiąc do jego ucha. - Zanieś mnie na łóżko w mniej niż dziesięć sekund i pozwolę ci zrobić ze mną co chcesz.
I Harry był na nogach z wbitymi paznokciami w dolną część ud Louisa, gdy biegł przez dom, niemal strącając lampę w pośpiechu i upuszczając Louisa na łóżko w mniej niż siedem sekund. Louis wydał z siebie jęk, ale Harry uciszył go pocałunkiem, zanim odsunął się i sięgnął do torby, wyciągając butelkę lubrykantu, którą zabrał ze sobą na wypadek, gdyby musiał sobie ulżyć.
Wczołgał się z powrotem przez łóżko, aż znalazł się pomiędzy udami Louisa.
I to wtedy musiał stawić czoła rzeczywistości, jaką był brak prezerwatywy i konieczność poinformowania o tym Louisa.
- Ty nie - um. – Harry urwał, a jego postawa z ciemnego i pożądliwego, nagle została zamieniona na ucznia rozmawiającego ze swoim zauroczeniem.
- Ja nie co? – Louis spytał, prostując się nieco i sięgnął, by ułożyć dłoń na jednym z ptaków na piersi Harry’ego.
- Nie mam prezerwatyw - ty nie, um - z nikim –
- Boże, Harry, nie! – Louis zapewnił go, pochylając się i całując jego policzek. - Nie chciałbym - Jezu, nie mógłbym. I naprawdę myślisz, że byłbym tak wkurzający przez dwa lata i teraz zdesperowany jeśli dawałbym się komuś pieprzyć? – Louis uniósł delikatnie kąciki ust ku górze, próbując rozjaśnić nastrój. - Chodź tutaj – Louis uśmiechnął się, przyciągając Harry’ego do kolejnego pocałunku, tym razem trochę wolniejszego.
Harry popchnął go w dół, aż Louis był ułożony w poduszkach i uniósł się nad nim, ciągle ubrany w mokre bokserki. Otworzył butelkę z lubrykantem i zsunął się w dół jego ciała, by wziąć go w usta, chcąc rozproszyć go, gdy nawilżył swoje palce i delikatnie okrążył jednym jego dziurkę, na co Louis zadrżał, skomląc.
Harry nie śpieszył się i to zajęło mu chwilę, gdy dodał kolejny palec, co skończyło się tym, że Louis opadł w jego gardle, a potem na powrót stwardniał, gdy Harry wciskał w niego trzy palce, sprawiając, że Louis był kompletnym bałaganem.
- Dobrze, dobrze. – Louis sięgnął w dół, żeby odepchnąć ręce Harry’ego. - Jestem gotowy, proszę - gotowy.
- Na pewno? – Harry spytał, jednocześnie sięgając po butelkę i mimo że uprawiali już wcześniej bardziej brutalny seks i z mniejszym przygotowaniem, wylał trochę więcej niż konieczne do nawilżenia się, jako dodatkowe zabezpieczenie, żeby nie zranić Louisa.
- Na pewno – Louis skinął, a Harry wreszcie usadowił się pomiędzy jego nogami, ustawiając się przy jego wejściu i powoli się wślizgnął. Louis jęknął zanim Harry był do połowy w środku, a jego głowa opadła. Chwytał desperacko prześcieradło, potrzebując przytrzymać się czegoś, gdy spojrzał na Harry’ego spod przymkniętych powiek.
Minęła minuta zanim Harry był wreszcie cały w Louisie, dając mu czas na dopasowanie się. Louis wykorzystał chwilę, oddychając głęboko z zamkniętymi oczami, gdy przyzwyczajał się do rozciągnięcia, zanim skinął krótko głową, dając Harry’emu znać, że może się poruszyć.
Harry wysunął się z niego nieco i pchnął z powrotem do środka, powoli budując stały rytm. Louis otworzył oczy, dłonie ciągle zaciskając mocno na prześcieradle, gdy spojrzał na Harry’ego, który już patrzył na niego, pochylając się nad nim z dłońmi podpartymi po obu stronach jego głowy.
- Czy nie powiedziałem – Louis uśmiechnął się – że jeśli weźmiesz mnie do łóżka dostatecznie szybko, mogę pozwolić ci zrobić ze mną co chcesz?
Oczy Harry’ego zaświeciły się na te słowa, skanując twarz Louisa, który po prostu uśmiechał się leniwie i czule, jeśli nie trochę w ekstazie, gdy Harry pieprzył go powoli. Harry pochylił się i zamknął ich usta w pocałunku. Ręce Louisa sunęły przez jego ramiona, w dół jego pleców, zostawiając małe, czerwone linie, które tworzyły się na bladej skórze.
Harry złapał nadgarstki Louisa w swoje dłonie i poprowadził je ku górze, by złapał cienkie, drewniane pręty zagłówka. Louis szybko owinął wokół nich palce, wystarczająco ciasno, by jego knykcie pobielały. Harry szedł dalej, sięgając w dół i Louis odrzucił głowę do tyłu, gdy Harry złapał jego nogi, układając je na swoich ramionach.
Harry pochylił się, by przycisnąć usta do gardła Louisa, jednocześnie wysuwając się z niego i uderzając w niego z powrotem, wystarczająco mocno, żeby przesunąć łóżko z cichym puknięciem o ścianę. Louis jęknął, więc Harry powtórzył ruch, po raz kolejny i kolejny, a uczucie kutasa Louisa, obijającego się pomiędzy ich brzuchami, było przytłaczające, przywracając zbyt wiele wspomnień.
- Kocham cię – Harry wymamrotał w jego skórę. - Kocham cię tak bardzo. Już zawsze.
- K-kocham się, b-boże, Harry, kocham cię. Zawsze – Louis wysapał. Jego ciało drgało od siły pchnięć Harry’ego, a jego bicepsy były napięte, żeby nie mógł spać z łóżka.
Nie trwało długo, aż obydwoje doszli, Louis wydając się z siebie mocno gardłowe i zwierzęce dźwięki, gdy Harry wgryzł się w jego szyję, żeby uciszyć siebie samego.
Zostali w takiej pozycji przez kilka minut, a Louis już odpływał, gdy Harry wyszedł z niego, kierując się do łazienki. Zmoczył ręcznik i wrócił do sypialni, wycierając Louisa i siebie, ostrożnie i delikatnie przecierając skórę pomiędzy nogami Louisa, gdy ten wysilał się, by nie zasnąć. Harry wczołgał się na miejsce obok niego i owinął wokół niego ramiona, przyciągając go blisko do swojej piersi. Louis schował twarz w jego szyi, zwijając dłonie pomiędzy nimi, bo koc został na podłodze.
- Śpij, kochanie. Mam cię – Harry odetchnął, przyciskając pocałunek do włosów Louisa, który moment później wreszcie zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz