Louis’ POV
Chwilę po tym jak się przebrałem, ruszyłem w stronę domu. Nie mogłem się powstrzymać, uśmiech sam wstępował na moją twarz. Cieszyłem się jak idiota. Harry wcześniej się przecież przenigdy do mnie nie odezwał, a widzicie dokąd mnie zaprowadziła ta jedna sytuacja. Mimo iż mówiąc to piękne ‘przepraszam’, nie spojrzał się na mnie to i tak byłem w siódmym niebie.
Jak tylko wszedłem do domu, usłyszałem hałas dochodzący z kuchni.
"Boobear, to ty?"
Boże… Jak ja nienawidzę, kiedy ona do mnie tak mówi…Tak ona, mam tu na myśli moją cudowną mamę. Mówi tak do mnie, odkąd byłem dzieckiem i najwidoczniej nie ma zamiaru przestać.
Zrzuciłem z nóg swoje tomsy i powiesiłem kurtkę na wieszaku.
"Tak, to ja."
Odwracając się, zauważyłem swoją rodzicielkę i uśmiechnąłem się do niej.
"Co to za tajemniczy uśmiech, Boo? Czyżbyś był tak szczęśliwy, że zobaczyłeś swoją starą matkę?"
Zaczęła się ze mną droczyć. Zaśmiałem się jedynie, potrząsając głową.
"Nie, to nic. Tylko…"
Wtedy zamarłem. Moja mama nie miała bladego pojęcia, o tym, że podkochuję się w Harry’m. Nie mogłem się przełamać, by jej o tym powiedzieć, mimo iż mówiliśmy sobie dosłownie wszystko. Tak. Wiedziała też, że jestem gejem. Pamiętam ten dzień, kiedy się przed nią otworzyłem. Pocałowała mnie w czoło, po czym spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że wiedziała już od dawna i tak czy siak, kocha mnie za to kim jestem. Jest cudna, czyż nie? Nawet nie wiecie, jak mi wtedy ulżyło, jakby wielki ciężar spadł z mych ramion. Gdzie przez całą poprzednią noc nie zmrużyłem oka, myśląc stale o tym, jak ona na to zareaguje.
Mój ojciec zostawił nas, gdy byłem jeszcze dzieckiem i tak po prostu ułożył sobie życie na nowo. Nie mam zamiaru nawet kłamać, mówiąc, że za nim nie tęskniłem, bo tęskniłem i to cholernie mocno. Relacja między nami była idealna… przynajmniej ja tak sądziłem. Kilka lat później, moja mama znalazła miłość swojego życia, Marka, z którym ma cztery córeczki, które są także moimi małymi aniołkami. Kocham je nad życie. Wiem też, że mój ojciec ma córkę, Georgię, ale od momentu, kiedy nie mam z nim żadnego kontaktu, nie miałem okazji jej nawet poznać..
Podobnie jak moja mama, Mark zaakceptował w pełni to, że jestem gejem. Jedynie potargał moje włosy i uśmiechnął się do mnie. To już mi wystarczyło.
"Louis!"
Z zamyślenia wyrwał mnie krzyk mojej mamy i dziwne uczucie, że ktoś potrząsa całym moim ciałem.
"C-co?"
Spojrzałem na nią zdezorientowany. Westchnęła.
"Zacząłeś zdanie, a potem nagle cisza. Co takiego ważnego chciałeś powiedzieć?"
Zapytała z zaciekawieniem.
"Och, po prostu… udało mi się przetrwać cały dzisiejszy mecz bez zaliczenia upadku."
Skłamałem. Zmrużyła oczy i spojrzała na mnie podejrzliwie.
"Hmm, w porządku."
Westchnąłem z ulgą, kiedy odpuściła i czym prędzej skierowałem się na piętro do swojego pokoju. .
"Lou?"
"Tak?"
"Obiad będzie gotowy za pół godziny."
Oznajmiła i puściła mi oczko. Zaśmiałem się i skinąłem głową. Wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Bez głębszego zastanowienia rzuciłem się na łóżko. Westchnąłem, a moją twarz znów rozświetlił uśmiech. Moje myśli z powrotem powędrowały do Harry’ego, jak zwykle.
Jego idealne loczki, w które tak bardzo chciałbym wplątać swoje palce. Jego zielone oczy, w które mógłbym wpatrywać się godzinami. Jego przesłodkie dołeczki, dla których oszalałem bezpowrotnie. Jego pełne, malinowe usta, które aż same prosiły się o dotyk, których kształt chciałbym obrysować własnymi palcami, które mógłbym całować do utraty tchu. Aż w końcu jego całe ciało. To po prostu czysta perfekcja. Jego długi tors, szczupłe nogi. Nie sądzicie, że jest idealny? Bo ja tak… Och uwierzcie, mogę tak o nim rozmyślać godzinami.
"Lou! Obiad gotowy!"
Pół godziny już minęło? Chciałoby się powiedzieć, a nie mówiłem?
——-
Szedłem do szkoły albo raczej biegłem, nie chcąc przegapić okazji spotkania Harry’ego. Możecie mi wierzyć lub nie, ale codziennie pędziłem do szkoły, ile sił w nogach. To cud, że moje nogi wciąż chciały ze mną współpracować.
Przeszedłem korytarzem pełnym uczniów. Starałem się przejść niezauważony, gdy przedzierałem się pomiędzy kolejnymi osobami, co nie było niczym specjalnie trudnym. Szczerze? Czasem czułem się, jakbym był niewidzialny…
Gdy w końcu udało mi się dostać do mojej szafki, otworzyłem ją i starałem się znaleźć potrzebne mi książki. Jednak zaprzestałem swoich działań, gdy poczułem dotyk na swoim ramieniu. Odwróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z Niallem.
"Dobry, stary."
Zachichotał. Uśmiechnąłem się do niego, odwracając się ponownie.
"Cześć, Nialler, teraz mamy chemię, prawda?"
"Tak, mamy. Od kiedy to nie jesteś pewien, jak wygląda Twój plan zajęć?"
Powiedział, ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. Wywróciłem oczami, biorąc książki ze swojej szafki. Zamknąłem ją i zgromiłem swojego przyjaciela spojrzeniem.
"Od teraz!"
Gdy Niall nie mógł przestać się śmiać, skorzystałem z okazji i skierowałem swój wzrok na prawo, tylko po to, aby zobaczyć Harry’ego, chociaż raz, stojącego samotnie przy swojej szafce. Moje usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, gdy tylko dostrzegłem jego bezbłędne loczki, które delikatnie muskały jego policzek. Bicie mojego serca przyspieszyło automatycznie. Czułem jakbym miał się roztopić, dosłownie tu i teraz. Był jak anioł, który spadł z nieba, aby rozjaśnić mój każdy dzień.
"Stary, nie chcę nic mówić, ale mógłbyś się z tym bardziej kryć. Zwyczajnie ślinisz się na jego widok."
Nie miałem pojęcia, że aż tak się zamyśliłem. Uniosłem brwi, udając idiotę.
"Co? Nieprawda."
Niall jedynie zaśmiał się na mój komentarz i pokręcił głową.
"Obaj wiemy, że podkochujesz się w tym oto Harry’m."
Powiedział, wskazując palcem miejsce, w które dosłownie kilka sekund temu się wpatrywałem. Momentalnie poczułem palące ciepło wstępujące na moje policzki i spuściłem wzrok. Cóż, czy wspomniałem już, że Niall był jedyną osobą, która wiedziała o moim małym sekrecie? Nie? No dobrze, to już wiecie.
Pewnego dnia, kiedy razem z Niallem byliśmy w szatni, przyłapał mnie na bezczelnym wpatrywaniu się w Harry’ego, kiedy ten się przebierał. Nawet nie próbowałem zaprzeczać, kiedy po szkole zaatakował mnie milionem pytań. Oczywiście, nie chciałem mu wszystkiego wyjawić tak od razu, ale kiedy Niall czuł, że ma rację, nie poddawał się tak łatwo i bez trudu potrafił wszystko z ciebie wyciągnąć. Co było dość frustrujące.
"Zamknij się!"
Warknąłem i uderzyłem go delikatnie w ramię, udając się w kierunku sali z chichoczącym Niallem za plecami.
——-
"Ale Lou! Musisz coś z tym zrobić! Nie możesz się po prostu w niego wpatrywać w każdej sekundzie dnia, licząc na cud, że Harry w jakiś magiczny sposób sam wpadnie w Twoje ramiona. To tak nie działa. Powinieneś zrobić pierwszy krok!"
Że co?! On sobie chyba jaja robił! Myślę, że w tym momencie, mój wzrok mógł zabijać.
"Nialler, nie potrzebuję Twojej pomocy, ok? Po prostu odpuść!"
Westchnął, obracając się twarzą do tablicy.
"Lou, po prostu martwię się o ciebie."
Moja twarz złagodniała na jego słowa.
"Wiem… I cieszę się, że ci na mnie zależy, ale ja naprawdę nie chcę żadnej pomocy w związku z… tym wszystkim."
"Rozumiem Lou, ale pamiętaj, że jeżeli będziesz potrzebował jakiejkolwiek pomocy to zawsze jestem obok."
Spojrzał na mnie ze współczuciem. Och Boże! Tylko nie to, nienawidzę tego uczucia, szczególnie, kiedy sam potrafię zadbać o własne sprawy. Czy tak trudno to zrozumieć? Miałem dosyć tej rozmowy, więc po prostu mu przytaknąłem i wróciłem do sporządzania notatek.
——-
Weszliśmy do stołówki i usiedliśmy razem z resztą ”wyrzutków”. Byli tu Danielle, Ed, Hannah, Andy i Will. Nie trudno było zgadnąć, że byliśmy kujonami. Nasz wygląd wyjaśniał wszystko. Cała nasza siódemka z okularami na nosach, a o ubraniach nie będę nawet wspominał. Naprawdę nie warto, ale wszystko układało się w piękną całość.
Elita miała swój własny stolik, a przy nim Liam, Zayn, Ben, Josh, Harry i dwie dziewczyny, Perrie i Eleanor. Wiedziałem, że Zayn i Perrie byli razem od jakiegoś czasu.
Eleanor prawdopodobnie chodziła z każdym, kto siedział przy tym stole… Ale aktualnie myślę, że kręciła z Benem. Eleanor była damską wersją Harry’ego. Była najpopularniejszą dziewczyną w szkole i co miesiąc można ją było spotkać z innym chłopakiem. Jej długie brązowe włosy i piwne oczy… Gdybym nie był gejem, to pewnie podkochiwałbym się w niej.
A pewnie chcecie wiedzieć, kim jest tajemnicza dziewczyna Harry’ego? Nawet mówienie o niej sprawia mi fizyczny ból, a moje serce rozpada się na miliony kawałeczków. Ale spróbujmy… Jest od nas rok starsza, ona i jej przyjaciółeczki są chyba najgłośniejszymi kreaturami w całej szkole. Jeżeli ktoś przechodząc obok nich, przypadkiem delikatnie je dotknie, od razu zaczynają rzucać w twoją stronę stos obelg z taką częstotliwością, że ciężko cokolwiek zarejestrować, a na końcu, po prostu, każą ci spieprzać. Miło, prawda? Jak to w ogóle możliwe, że ktoś dobrowolnie chcę się umawiać z taką suką? I nie, nie mówię tego, bo jej chłopakiem jest Harry, a ja chcę, żeby się od niego odczepiła. Ona najzwyczajniej w świecie jest wredną suką, a ja mam nadzieję, że Harry niedługo sam to zobaczy.
O wilku mowa, a wilk… Ughhh… Oto i ona… Zdzirowata Ashley. Od razu usiadła na krześle obok Harry’ego, ręce owinęła wokół jego szyi i pocałowała go w usta. Odwróciłem wzrok i skupiłem się na rozmowie odbywającej się przy własnym stoliku.
"Słyszeliście o imprezie, którą Ben urządza w piątek? Zastanawiam się, czy dadzą radę wytrzeźwieć do poniedziałku."
Ed zachichotał. Nie obchodziły mnie imprezy, ani trochę. Słyszałem o nich, ale nie było to coś, co wzbudzało moje zainteresowanie. Nigdy nie byłem typem imprezowicza i zapewniam, nigdy nie będę. Właściwie, to żaden z kujonów nie miał na tyle odwagi, aby pojawić się na jakiejś imprezie. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy tam mile widziani.
Poczułem jak ktoś szturcha mnie w bok. Podniosłem wzrok i napotkałem szczęśliwe niebieskie tęczówki.
"Proszę, proszę, proszę LouLou, możemy iść? Tylko raz? Proszę, proszę, proszęęęęę."
Niall błagał. Zrobił minę zbitego szczeniaczka i prawie mu uległem… Prawie. Pokręciłem głową.
"Nie Niall, ani teraz, ani nigdy!"
"Ale proooooszęęęęęęę, nigdy o nic więcej cię nie poproszę, tylko ten jeden, jedyny raz. Lou, zgódź się, proszę."
Ponownie pokręciłem głową.
"Nie i koniec dyskusji."
Westchnął i odwrócił się do pozostałych. Uśmiechnąłem się, wiedząc, że to ja wygrałem. Ale jak to mówią, nie chwal dnia przed…
"Powiem wszystkim, że podkochujesz się w najpopularniejszym chłopaku w całej szkole, jeśli ze mną nie pójdziesz."
Niall nagle zwrócił się do mnie, pochylając się do mojego ucha, aby nikt inny tego nie usłyszał.
"Nie zrobiłbyś tego."
Odchylił się do tyłu i uśmiechnął się do mnie.
"Obaj wiemy, że nie miałbym z tym najmniejszego problemu."
Ciężko odetchnąłem. Wygląda na to, że przede mną moja pierwsza impreza w życiu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz