piątek, 14 marca 2014

*Gdy nadszedł poniedziałek, Liam ponownie był odrobinę spięty, przestraszony pójściem do szkoły i stycznością twarzą w twarz z Zaynem. Przez cały weekend miał wyłączony telefon, a kiedy on i Louis włączyli go w poniedziałkowy poranek, znaleźli miliony wiadomości od Zayna; wszystkie zostały natychmiastowo usunięte przez Liama, który odmówił czytania lub słuchania jakiejkolwiek z nich, nie pozwolił na to nawet Louisowi.

Liamowi udało się unikać Zayna przez kilka pierwszych przerw; wysłał wiadomość Louisowi, kiedy dotarł do klasy historycznej.

Lou, przyjdź szybko. Zayn przyjdzie niedługo, potrzebuję cię!!!! :((

Louis westchnął i chwycił swoje rzeczy, zamierając, gdy poczuł ramiona otaczające jego talię. – Cześć tobie – powiedział Harry, jego głos był tak niski, że włosy na karku szatyna naelektryzowały się. Louis zamknął drzwi od szafki i wykręcił się z uścisku Harry’ego.

- Umm… hej – powiedział, uśmiechając się delikatnie i następnie kierując się szybko w stronę klasy.

Czekaj, kurwa, Harry też miał być w tej klasie.

Chłopak gładko dogonił Louisa. – Hej, um, czy wszystko w porządku? – zapytał, marszcząc czoło z koncentracją.

- Taaa, um, Liam jest teraz trochę zdołowany, więc…

- Nie, nie, mam na myśli, um, między nami?

- Och. Tak, oczywiście, dlaczego miałoby nie być?

- Ponieważ nie pozwoliłeś mi się przytulić minutę temu. I ponieważ nie spojrzałeś mi w oczy odkąd powiedziałem cześć.

Louis zaprzestał kroku, obracając się, by spojrzeć na Harry’ego. Patrzył się prosto w jego oczy, ignorując jak smutne, zmartwione, łamiące serce one są i uśmiechnął się delikatnie. – Masz. Szczęśliwy?

Mógł zobaczyć drzwi do klasy tuż przed sobą, więc wbiegł szybko i udało mu się wciągnąć Liama w rozmowę, gdy tylko Zayn zdecydował się do niego podejść. Spoglądał na drzwi, czekając, by wszedł przez nie Harry i to sprawiło, że czuł się beznadziejnie, gdy Harry nie pojawił się.

Nawet kiedy nauczyciel poprosił wszystkich o uwagę i skończył sprawdzać obecność, Harry nie przyszedł. Spojrzał na Zayna i zobaczył, że smsuje wzburzenie, więc mógł tylko wyobrazić sobie, co się dzieje. Harry opuszczał zajęcia. Zayn był wkurzony. Liam był przestraszony. A Louis czuł się jak gówno, gdyż robił to wszystko dla swoich przyjaciół.



Harry’emu udało się złapać Louisa w porze lunchu, kiedy szatyn wszedł do toalety. Wiedział, że Niall zajmuje się Liamem, więc nie czuł się źle opuszczając stolik. Mył ręce i chciał już wyjść, kiedy Harry wparował do łazienki.

- Kurwa – wydusił Louis i wtedy pozwolił chłopakowi zaciągnąć się do kabiny, gdzie został popchnięty na ścianę. – Harry, słuchaj, ja…

- Nie – powiedział Harry i wyglądał na wściekłego, więc Louis zamknął się. – Ty słuchaj, dobra? Byłem wychujany przez wystarczającą ilość facetów w moim życiu, by wiedzieć, kiedy ktoś chce wykorzystać mnie i porzucić. I ostatniej nocy? To zdecydowanie nie było coś takiego. I rozumiem, że Zayn i Liam mają teraz własne problemy, wiesz? Ale to są ich problemy. Nie nasze. Więc jeśli to jest powodem, dla którego ignorowałeś mnie i byłeś taką małą, zdradliwą suką dla mnie w tej chwili, to musisz dać sobie z tym spokój. Ponieważ oni nie mają nic wspólnego z nami. I niech mnie szlag trafi, jeśli pozwolę odejść komuś takiemu jak ty, rozumiesz?
Louis przełknął i przytaknął.

- Dobrze – zakończył Harry i poluźnił chwyt na koszulce Louisa. – Chciałem tylko porozmawiać i…

Louis odepchnął się od ściany i wylądował w ramionach Harry’ego, składając zażarty pocałunek na jego wargach. Harry cofnął się kilka kroków w zaskoczeniu, lecz otrząsnął się i pozwolił Louisowi rzucić sobą o ścianę kabiny, rozstawiając nogi i zniżając się, tak by Louis musiał pochylić się, by go pocałować.

- Naprawdę cię lubię Harry, cholera, naprawdę, naprawdę lubię – powiedział Louis, gdy tylko się rozłączyli.

Harry przegryzł wargę - … lecz?

Louis westchnął. – Lecz. Moi przyjaciele zrobili absolutnie wszystko dla mnie w przeszłości, poświęcali się ilekroć coś spierdoliłem, co mało zaskakująco, działo się dość często. Dali mi jedną rzecz, którą nie miałem prawa zrobić, jedną rzecz, która była poza zasięgiem, jedna solidna zasada i złamałem ją zeszłej nocy, Harry.

- To ja? – powiedział zdezorientowany Harry i Louis złapał się za grzbiet nosa.

- Nie mam dobrych wspomnień z przeszłości. Z chłopakami. Umawiałem się z jakimiś debilami, którzy robili ze mną okropne rzeczy, i ja… ja sam nie byłem lepszy, lecz Niall i Liam zawsze mnie z tego wyciągali, zawsze chcieli mojego dobra. I oni… oni sądzą, że nie jesteś dla mnie – podsumowuje Louis, wzdychając i wpatrując się w płytki. – Jedyne co mogę zrobić, to ich posłuchać, ponieważ naprawdę cię lubię, lecz jeśli będę z tobą i coś spieprzę, jak zawsze, wtedy stracę zarówno twoje zaufanie, jak i ich, a tego nie chcę. Nie mogę sobie na to pozwolić. To by mnie zabiło.

- Lou. – Harry wydycha powietrze, uśmiechając się i głowa Louisa unosi się na ksywkę. – Nie spieprzysz tych rzeczy. Zaufaj mi. Jestem takim samym bałaganem, jak ty, dobrze? I naprawdę cię lubię, chcę to zrobić, ja…

- Nie mogę Harry – mówi Louis, cofając się i odblokowując drzwi kabiny. Patrzy jak uśmiech Harry’ego powoli zanika i praktycznie może zobaczyć, jak nadzieja opuszcza jego oczy. – Ja… nie tym razem. Przepraszam – zakańcza, prawie szepcąc i wymyka się z kabiny, przemierzając łazienkę, na oślep wpadając do zatłoczonej stołówki.

Pokonuje drogę do stolika, gdzie Liam i Niall siedzą, śmiejąc się i bierze głęboki wdech, przypominając sobie, co im zrobił, a jak wiele oni zrobili dla niego. Przypominając sobie poobijaną twarz Nialla i złamany nadgarstek Liama, jak sam prawie został aresztowany, jak był jedną pigułkę od rzucenia się z budynku i jak, mimo wszystko, Liam i Niall zostali po jego stronie, wybaczyli mu i byli najlepszymi przyjaciółmi, nawet kiedy Louis myślał, że może wytrzymać bycie przyjacielem z kimkolwiek.

Otrząsnął się i usiadł, kradnąc marchewkę z talerza Nialla.

- Co jest takie zabawne?

- Liam i ja właśnie dyskutowaliśmy, dlaczego byłeś tak długo w toalecie – powiedział Niall, mrugając.

- Widzisz, miałem fasolę na śniadanie – odpowiedział Louis.

- Ach, tak, rozumiem – przyznał Niall, śmiejąc się i widząc oburzony wyraz twarzy Liama. – Wydaje się jednak, że młody Liam tego nie rozumie.

Louis wzdycha. – Jaka szkoda! Sądzisz Niall, że powinniśmy być tak dobrymi przyjaciółmi i nauczyć go co nieco na ten temat?

- Oczywiście, Louis! – potwierdza Niall i Louis dramatycznie odchrząkuje.

-Beans, beans, the musical fruit! – śpiewa głośno, powodując, że kilka osób z sąsiednich stolików obraca się i patrzy na nich. Twarz Liama przybiera czerwony odcień i stara się zakryć usta Louisa, lecz szatyn przeskakuje tylko na krzesło obok Nialla. - The more you eat, the more you toot!

Niall chichocze nieopanowanie w tym momencie, lecz kontynuuje piosenkę. - The more you toot, the better you feel!

Louis przerzuca rękę wokół ramion Nialla i harmonizują głosy w ostatniej linijce. - So eat your beans at every meal!*
Kończą nawet głośniej niż na początku i Louis wstaje, by ukłonić się na rozproszony aplauz, siadając z powrotem i szczypiąc różową twarz Liama, śmiejąc się.

Liam zaczął swoje załamanie nerwowe. – Nie mogę uwierzyć, że właśnie to zrobiliście! – lamentował, prawie płacząc i uśmiech Nialla był oślepiający, a twarz Louisa bolała od uśmiechania się tak szeroko, kiedy Harry wszedł do stołówki i spojrzał dokładnie na ich stolik, cała trójka uśmiechała się i śmiała. Zamarł, jego oczy spotkały oczy Louisa i przytaknął lekko, kierując się do miejsca, gdzie siedział Zayn.

Louis wciąż siedział, przez moment zdezorientowany, lecz potem odepchnął od siebie to uczucie i skoncentrował się na przyjaciołach.

- Jeśli będziesz miał szczęście, Liam – powiedział Louis, łapiąc dłonie Liama – za kilka minut dostaniesz bis!

Jedno spojrzenie na twarz Liama było wystarczające, by Louis i Niall ponownie zaczęli chichotać.

——————

Louis wypuścił powietrze z płuc, obserwując pusty pokój. Nie było nikogo w studiu i w ten sposób najbardziej lubił ćwiczyć. Rozłożył się na środku parkietu, leżąc na plecach, i zamykając oczy, pozwolił ostatnim kilku dniom osiąść w jego kościach.

Harry. Liam. Zayn. Harry. Szkoła. Taniec. Harry. Niall. Harry.

Kurwa.

Louis siada, rozciągając się. Tak dalekom jak wiedział, Harry był w porządku, utrzymując tylko znajomość z Louisem i szatyn nie mógł go winić. Kiwał głową na powitanie od czasu do czasu lub machał delikatnie z końca klasy, lecz to wszystko i nawet jeśli Louis nienawidził tego przyznać, było to dla ich dobra. Już teraz myślał o Harrym w każdej cholernej minucie i nie musiał się martwić dotykiem, całowaniem lub głaskaniem lub… kurwa, miał ćwiczyć, a nie fantazjować.

Zdeterminowany podniósł się do pozycji pionowej. Żadnego Harry’ego przez następną godzinę. Tylko on. Tylko balet. Nic innego.

——————

Louis uwielbiał wkradać się na próby Liama, gdyż chłopak był całkowicie inną osobą, gdy tańczył. Był wyluzowany i skupiony, jego ruchy były ryzykowne i gniewne, w przeciwieństwie do jego zwykle precyzyjnego i kontrolowanego zachowania. Wszedł tylnym wejściem, obserwując Liama tańczącego z Jade – jego partnerką na występ. Wykonywali jakieś nowoczesne ruchy, z dużą ilością dygoczącego dubstepu w tle, lecz Liam był temu całkowicie oddany, przesuwając się płynnie, jakby w jednej chwili nie miał kości, następnie był sztywny jak deska, udając jak łamie się na kawałki.

Kiedy piosenka się skończyła, Louis zaczął klaskać wraz z resztą widowni, krzycząc nieznośnie, by Liam go zauważył.

- Ty mała cioto – mówi Liam, gdy podchodzi. Ręcznik owinięty ma wokół ramion. – Potrzebujesz podwózki?

- Jasne – odpowiada Louis. Kiedy Liam pakuje rzeczy, Louis staje po środku pomieszczenia, chcąc zobaczyć, czy zapamiętał cokolwiek z choreografii Liama i Jade. Rozpracowywał kilka ruchów, przyglądając się sobie i odtwarzając je, dodając własne obroty i odrobinę stylu baletowego. Zatrzymał się, gdy zauważył że Liam obserwuje go z rozbawieniem.

- Zamknij się.

- Nic nie powiedziałem – powiedział Liam, uśmiechając się. – Lecz zawsze zastanawiałem się, czemu wybrałeś balet.

- Gorący chłopcy?

- Nie wystarczająco dobrzy dla ciebie.

- Okej. Uch… wydaje mi się, że dzięki temu czuję się męski?

- To nawet nie ma sensu.

- Jestem małą osobą, Liam! Jeśli wybrałbym hip-hop byłbym małym kolesiem, prawdopodobnie w grupie z dziewczynami, uznany za kobietę, bla, bla, bla. Wybrałem balet, ponieważ tam jestem dużym kolesiem. Jestem tak samo wysoki jak dziewczyny, mogę je podnosić i prawdopodobnie jestem uznawany za tak bardzo męskiego, jak tylko można w tym tańcu, wiesz?

Liam pokiwał głową ze zrozumieniem. – Wydaje mi się, że rozumiem. Po prostu nie wiem, w jaki sposób przyjęli cię z takim tyłkiem.

- Zamknij się, Payne – powiedział Louis, stając bokiem, by przyjrzeć się swoim pośladkom. – Wiedzieli, że będzie wyglądał cudownie w elastynie.

Liam wybucha śmiechem i Louis zbiera swoje rzeczy, wypychając chłopaka za drzwi.

Szli korytarzem, gdy Louis bezczelnie zaglądał do różnych, pustych sali.

- Będziesz zakłócał zajęcia.

- Kogo to obchodzi? Jesteśmy tutaj praktycznie rodziną królewską. Co mogliby nam zrobić, wezwać ochronę? Chodzi o to… - Louis przestaje mówić, jego szczęka praktycznie uderza o podłogę. – Cholera, Liam, chodź zobacz.

- O co chodzi?

- Zamknij ryj i chodź tutaj, szybko – woła Louis i Liam pochyla się, by zajrzeć do sali. Były to standardowe zajęcia hip-hopu, jedne z tych początkujących. Liam udzielał ich ostatniego lata, chociaż liczba uczniów w czasie roku szkolnego była znacznie mniejsza. Było więc prościej wyłapać jednego szczególnie szczupłego, opalonego chłopaka, którego ręce pokryte były tatuażami, a na głowie miał czapkę.

- Czy to Zayn? – wyszeptał trochę zbyt głośno Liam, wstrząśnięty i Louis zakrył mu usta dłonią, tak by temat ich dyskusji nie zauważył obserwujących go chłopaków. Zajęcia dobiegały końca, zostało mniej więcej pięć minut, więc uczniowie tańczyli pełną chorografię w grupach. Było kilku naprawdę złych tancerzy, zauważył z dystansu Louis, a kilku miało potencjał. Kilku ludzi dokładnie wiedziało, co robili, mogli być oni na tanecznym poziomie Liama.

Wtedy wszedł Zayn ze swoją partnerką, jakąś niską dziewczyną ze sztuczną opalenizną i tlenionymi, blond włosami i oboje, Louis i Liam przestali oddychać. Muzyka zaczęła grać, jakaś piosenka R&B.

- „You Should Let Me Love You” – powiedział Liam, a Louis przytaknął I Zayn zaczął poruszać się ze swoją partnerką.

To był indywidualny taniec i dziewczyna obok Zayna robiła wszystko źle, za bardzo energicznie, jak do tej piosenki i kilka razy zgubiła rytm. Lecz Zayn wpasował się idealnie. Poruszał się powoli, każde działanie zsynchronizowane ze słowami, całe ciało płynne. Miał niesamowitą kontrolę nad biodrami, zauważył Louis i prawdopodobnie poruszał ciałem lepiej niż połowa znajomych Louisa. Udało mu się nawet kilka razy zaangażować do swojej choreografii swoją czapkę, lecz w innych wypadku jego oczy były skupione na podłodze, usta poruszały się wraz ze słowami piosenki. Louis był pewny, że chłopak podśpiewywał i poza tym, był również pewny, że Zayn zawojowałby tą piosenką, biorąc pod uwagę jak spokojny był jego głos.

To był krótki układ, trwający mniej więcej półtorej minuty, standardowy dla zajęć jak te, lecz wszyscy klaskali, kiedy para skończyła, włączając w to Liama i Louisa, i szatyn musiał ugryźć się w język, by powstrzymać się przed okrzykiwaniem Zayna, tak jak zrobił to dla Liama.

- Musimy do niego podejść – powiedział nagle Louis, obracając się w kierunku Liama. W jego oczach błyskała determinacja.

- Co? Postradałeś zmysły? Nie rozmawiam z nim.

- Liam, jak myślisz, czemu bierze on zajęcia taneczne?

- Nie wiem. Może był zazdrosny o to, co zobaczył na imprezie?

- Jesteś idiotą. Pamiętasz, co ci powiedziałem, że powiedziałem mu w ten dzień, gdy o ciebie pytał?

- …nie?

- Powiedziałem, że umawiasz się tylko z tancerzami. Tancerzami, Liam.

- Czekaj, nie myślisz chyba…

- Tak. Patrz. Gdybyś był Zaynem i twoje zauroczenie, które prawie miałeś w swoim łóżku, uciekł od ciebie w ostatniej chwili bez wyjaśnienia, co byś sobie pomyślał?

- Że… że był zdenerwowany?

- Nie, głupku. Pomyślałbyś, że nie lubił cię tak bardzo – powiedział Louis, przewracając oczami. – Teraz spójrz na Zayna. Wie, że tańczysz i że to kochasz. I jedyne informacje jakie ma na temat typu twojego wymarzonego faceta, to moje kłamstwa. Biedak tak bardzo się stara, Liam.

- On… on wciąż mnie lubi?

- Żartujesz sobie ze mnie? Nawet ja nie zrobiłbym tak wiele dla faceta. Oboje wiemy, jak bardzo był on kiepski w tańcu, Liam. A spójrz teraz na niego! Pomyśl, jak długo musiał ćwiczyć. Dla ciebie.

- …cholera.

- Wiesz co to oznacza?

- Że jestem idiotą.

- Coż… tak. Lecz oznacz to również, że Zayn uważa, że nie przespałeś się z nim tylko dlatego, że nie był tancerzem – powiedział Louis, klaszcząc pomiędzy słowami. – Czy wiesz na jak bardzo płytką osobę wychodzisz? I on wciąż cię chcę. Co za pieprzony idiota. Oboje jesteście sobie totalnie przeznaczeni.

Louis ponownie zajrzał do sali i zobaczył, że Zayn zbiera swoje rzeczy, kierując się w stronę drzwi.

- Szybko! Nadchodzi! Zachowuj się naturalnie! – wyszeptał napięcie Louis, przesuwając się tak, by był po drugiej stronie drzwi. – Ty zostań tutaj! – powiedział i opanował się, gdy wyszedł Zayn.

- Zayn! – zawołał Louis, strasząc chłopaka, który podskoczył odrobinę.

- Kurwa, Louis! Przestraszyłeś mnie na śmierć – powiedział Zayn, wstrząsając głową i chwytając się za klatkę piersiową. Całe szczęście nie obraca się, więc jest całkowicie nieświadomy, że Liam stoi tuż za nim, dokładnie tak jak zaplanował Louis. Zamierzał uzyskać odpowiedzi od tego chłopaka, nawet jeśli miałoby go to zabić.

- Co ty tu robisz? – mówi Louis, stawiając na jak najbardziej dwuznaczną wypowiedź, jaką tylko mógł wybrać.

- Och. Uch.. Ja tutaj… - Zayn odchrząkuje, wbijając wzrok w podłogę. – Tańczę? – mówi, jego głos jest tak niski, że prawie szepta. Lecz Louis tak czy inaczej wyłapuje słowa i rozpromienia się.

- Naprawdę? Ostatnim razem, gdy miałem możliwość patrzenia, byłeś cholernie beznadziejnym tancerzem.

- Zamknij się – powiedział Zayn, mrużąc oczy w kierunku Louisa. – Teraz jestem o wiele lepszy.

- Lecz, uch, skąd to nagłe zainteresowanie w taką aktywność, Zayn? – zapytał Louis, uśmiechając się, gdy zobaczył jak policzki Zayna zaczynają pokrywać się różem.

- Może po prostu chciałem się nauczyć.

- Jesteś okropnym kłamcą.

- Okej, dobrze – powiedział Zayn, wzdychając w geście kapitulacji. – Powiedziałeś mi, że Liam lubi tancerzy, prawda? I… on nie wydaje się lubić mnie tak bardzo, jak myślałem. Więc wymyśliłem, że jeśli, wiesz, stanę się lepszym tancerzem czy coś, mógłby mnie zauważyć i polubić mnie jak… jak ja lubię jego.

- To – zaczął Louis, zbliżając się do Zayna – niezwykle absurdalne. Nigdy nie powiedziałem nic tego typu.

Zayn zamarł. – Co? To nieprawda. Pamiętam jak mówiłeś, że Liam lubi tancerzy, Louis. Nie zabawiaj się ze mną w ten sposób!

- Nigdy nie powiedziałem tancerzy – wyjaśnia Louis, krzyżując ramiona. – Powiedziałem piosenkarzy. Jak myślisz, dlaczego Liam przyszedł na twoją imprezę?

- …kłamiesz.

- Jestem jego najlepszym przyjacielem. Dlaczego miałbym kłamać?

- Mówisz więc, że ja… robiłem to wszystko – powiedział Zayn, wskazując na salę za nim – na nic?

- Cóż nie powiedziałbym, że było to na nic, kolego – powiedział Louis, uśmiechając się do niego. – Masz świetną koordynację.

- Zamierzam cię zabić – odpowiedział Zayn i Louis uśmiechnął się tylko szeroko.

- Czekaj – kontynuował Zayn. – Jeśli nie obchodzi go czy tańczę, czy nie, to czemu uciekł ode mnie?

Louis otworzył usta, by odpowiedzieć, lecz Zayn rzucił swoją torbą o podłogę. – Kurwa. Jest hetero, prawda? On nawet nie lubi mnie w ten sposób i ja… ja próbowałem się z nim przespać. O mój boże. Bez wątpienia. Cholera, cholera, cholera, cholera. Jestem takim debilem! – zakończył, kopiąc o ścianę.

Potem zatrzymał się i obrócił twarzą do Louisa, jego usta były zaciśnięte. – Ty – powiedział, łapiąc Louisa za koszulkę. – Powiedziałeś mi, że lubi chłopaków. Wystawiłeś mnie.

- Teraz, dlaczego miałbym to zrobić? – wykrztusił Louis, wciąż uśmiechając się.

- Ponieważ mnie nienawidzisz? Ponieważ jesteś diabłem? Ponieważ jesteś dupkiem? Kto, do cholery, wie? – powiedział Zayn, zgrzytając zębami. - Naprawdę zamierzam cię zamordować, Tomlinson.

- Dobrze, lecz zanim to zrobisz, mógłbyś zechcieć się obrócić.

- Co? Dlaczego? – zapytał Zayn, jego uścisk na bluzce Louisa zelżał.

Louis westchnął zirytowany i złapał Zayna za ramiona, obracając go twarzą do Liama. Zayn zamarł, jego twarz wyrażała czysty szok, a Liam czerwienił się, zagryzał wargi i uśmiechał się.

- Hej – powiedział Liam, odchrząkując. – Ty, uch, byłeś tam bardzo dobry – kontynuował, wskazując w stronę sali.

- Ty… ty, uch, widziałeś mnie? – zapytał Zayn, nerwowo przełykając.

- Naprawdę masz dobrą koordynację ruchową – odpowiedział Liam, uśmiechając się szerzej.

Zayn wciąż był zamrożony w swojej pozycji, lecz Liam wypuścił drżący oddech i podszedł do niego, subtelnie chwytając jego dłoń i splatając ich palce.

- Po prostu… jest kilka rzeczy do wyjaśnienia, dobrze? Um, pierwsza: lubię chłopców. Bardzo - powiedział Liam, uśmiechając się, gdy Zayn wyraźnie odprężył się. – Druga: nie obchodzi mnie, czy potrafisz tańczyć. Lub śpiewać – chociaż to jest niezły bonus. Jesteś już niesamowicie doskonały – kontynuuje Liam, rumieniąc się. Zayn przegryza dolną wargę, starając się powtrzymać uśmiech i Louis praktyczni skacze w miejscu, wymachując dziko rękami, próbując przekonać Liama, by mówił dalej.

- I… trzecia – zaczyna Liam, przyciągając Zayna bliżej, mówiąc prawie szeptem. – Nigdy wcześniej nie miałem chłopaka. Nigdy nie robiłem wcześniej… czegoś poważnego. Byłem tak przestraszony, że będziesz oczekiwał ode mnie za dużo tej nocy, więc uciekłem. I przepraszam. – Liam sięga po drugą dłoń Zayna, ściskając ją. – Powinienem ci powiedzieć i tak bardzo, bardzo przepraszam – kończy Liam, jego oddech jest nierównomierny, gdy Zayn pochyla się tak, by ich czoła stykały się.

- Cholera, Liam – mówi Zayn, uśmiechając się. – To ja przepraszam. Nie powinienem cię tak pospieszać, ja po prostu… myślałem, że tego pragniesz. Cholera, jestem idiotą. Przepraszam – powtarza, wciąż się uśmiechając.

- To jest takie piękne! – krzyczy Louis, ściągając parę ponownie na ziemię. – Niesamowite. Filmowe arcydzieło. Łamiące serce. Niestety mam do napisania recenzję książki na jutro, więc jeśli jesteście gotowi, moglibyście się wreszcie pocałować, bym mógł dostać się do domu i uratować moje oceny z angielskiego. Co w na to?

Liam jęknął. – Przepraszam, on jest takim idiotą – powiedział cicho, uśmiechając się, gdy Zayn zachichotał.

- Słyszałem to! – zawołał Louis.

- Dobrze – odpowiedział Zayn i pochylił się, by złożyć delikaty pocałunek na wargach Liama. Chłopak zamiera na pół sekundy i wtedy dopiero odpowiada na pocałunek, obejmując ramiona Zayna i przyciąga go bliżej. Język Zayna właśnie przedostał się między wargi Liama, gdy Louis praktycznie wchodzi między nich, oddzielając ich od siebie.

- Niezłe, chłopaki – mówi Louis. – Naprawdę romantyczne. To jest pocałunek do książki historycznej. Hej, mówiąc o książkach do historii, czemu nie zaczekamy, by zrobić cmok-cmok do jutrzejszych zajęć i w międzyczasie, zachować świętość w tym przyjaźnie-rodzinnym pomieszczeniu? – oznajmia Louis, podkreślając kilka ostatnich słów. – Dajcie spokój. Wy dwoje możecie trzymać się za ręce, gdy będziemy szli na parking, czy coś.

——-

Zayn i Liam byli całkowicie i niezaprzeczalnie przyprawiający o mdłości, na początku.

Wystarczająco źle było, gdy Louis musiał widzieć ich w szkole, trzymających się za ręce i chichoczących, i będących głupio zakochanymi, lecz Zayn zaczął przychodzić na treningi taneczne Liama, siedząc cicho w kącie i przyglądając się chłopakowi z podziwem, i nawet zaczął brać podwózki od Liama, efektywnie odcinając Louisa od wpadania do Liama po szkole lub spotykania się w piątkowe wieczory. Na szczęście zachowali oni swoje dawne miejsca w klasie od historii, lecz ciągle wysyłali sobie wiadomości i chichotali chicho, więc Louis był pewny, że jego oczy wypadną mu z oczodołów, od przewracania nimi.

To, co sprawiło, że cała sytuacja była o wiele gorsza to fakt, że Louis utknął w towarzystwie Harry’ego, gdziekolwiek nie poszedł. Niall i Louis chcieli umówić się na obiad z Liamem, co oznaczało Zayna, co oznaczało Harry’ego. To było boleśnie niezręczne, przynajmniej dla Louisa odkąd Harry wyglądał, jakby nie mógł przejmować się mniej dziwacznością sytuacji. Zawsze kierował w stronę Nialla i Louisa lakoniczny uśmiech, spędzając resztę czasu, pisząc na telefonie. Niall zdawał się nie przejmować i po prostu wzruszał ramionami, zazwyczaj rozpoczynając rozmowę z Louisem lub z Liamem, kiedy tylko jego wargi nie były przyklejone do tych Zayna.

Ostatecznie Louisowi udało się przeprowadzić kilka rozmów z Zaynem, i dość zaskakująco, cieszył się nimi wszystkimi. Zayn był mądry, zabawny i tak bardzo oddany Liamowi, że było to prawie żałosne. Cały wizerunek „złego chłopaka”, który starał się zbudować nie był zbyt głęboki i Louis był zaskoczony, dowiadując się jak uczuciowy i słodki był Zayn. Nawet Niall stworzył własny związek z Zaynem, śmiejąc się z jego głupich żartów i wymieniając się historiami, gdy tylko mieli okazję.

Harry poddał się na próbach rozmowy z Zaynem, kiedy tylko piątka z nich spotykała się razem, zamiast tego ponuro mieszał w jedzeniu lub nieustannie pisał z przypadkowymi osobami z jego książki telefonicznej. Żołądek Louisa opadał, za każdym razem, gdy w czwórką śmiali się z czegoś i Harry siedział, przyklejając fałszywy uśmiech na twarz, wyraźnie niezainteresowany tym, co działo się wokół niego.

W zasadzie, minął prawie miesiąc odkąd Harry ostatni raz rozmawiał z Louisem.

__________
"Beans, beans, the musical fruit: The more you eat, the more you toot! The more you toot, the better you feel, So let’s have beans for every meal!" [tł. Fasole, fasole, muzykalne owoce: im więcej jesz, tym więcej pierdzisz! Im więcej pierdzisz, tym lepiej się czujesz, więc jedz fasole na każdy posiłek] - dziecięca piosenka, którą uczy się w przedczkolu, by dzieciaki nie śmiały się z innych, gdy te… brzydko mówiąc będą pierdzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz