wtorek, 11 marca 2014

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖






Miesiąc i kilka randek później Louis zapytał Harry’ego czy zechciałby zostać jego chłopakiem.
I… O boże. Jak wielkim idiotą musiałby być Harry, żeby się nie zgodzić?
Lou przez cały ten czas był dla niego miły, słodki, opiekuńczy i traktował go jak najważniejszą rzecz na świecie, jak cenny rodzinny skarb, którego każdy boi się dotykać z obawy o to, że nawet najmniejszy podmuch wiatru może go zniszczyć, więc dlaczego mógłby mu odmówić?
Tak, zgodził się.
Zrobił to natychmiast, gdy tylko Tomlinson usiadł naprzeciw niego, delikatnie splatając ich palce na białym obrusie okrywającym blat stolika w eleganckiej restauracji i wyszeptał niepewnie te kilka słów.
Wyglądał wtedy tak niesamowicie z wypiekami na twarzy i ustami które błyszczały w świetle lamp przez ciągłe oblizywanie.
Tak, Harry zauważył, że starszy chłopak zawsze wysuwał język spomiędzy wąskich warg i przejeżdżał po nich powoli, gdy starał się znaleźć odpowiednie słowa, które mogłyby dokładnie wyrazić jego myśli.
I mimo wewnętrznego strachu, który wręcz krzyczał, że nie powinien się zgadzać bo w ten sposób może ściągnąć na siebie jeszcze większe niebezpieczeństwo, Harry zaryzykował.

|PB|

Siedzieli na kanapie w salonie Louisa, oglądając telewizję, a ich kończyny i ciała, splątane były pod brązowym kocem, który idealnie kontrastował z głębokim, kremowym kolorem mebla. Głowa Harry’ego spoczywała na równo unoszącej się klatce piersiowej starszego chłopaka, a jego dłoń delikatnie gładziła bok młodszego, co jakiś czas podwijając jego białą koszulkę ku górze wywołując tym samym nieśmiały uśmiech, przyozdobiony dołeczkami.
Harry nadal podchodził do Louisa z lekkim dystansem, mimo tego że byli parą, wciąż trochę się go bał i Tomlinson starał się temu zapobiec, pokazując wyższemu mężczyźnie swoje kolejne moce i następnie tłumacząc, że nic mu nie grozi, bo gdy wampir wpaja sobie kogoś, dba o tą osobę, troszczy się o jej życie i równocześnie jest w stanie oddać swoje, by drugiemu nic się nie stało.
Louis tłumaczył mu, że nie muszą się z niczym spieszyć, a Harry wierzył i ich bliskość nadal ograniczała się do krótkich pocałunków w usta lub w policzek lub przytulania się.
Chłopak z lokami często miał ochotę uderzyć się z całych sił w twarz, gdy tak bardzo chciał się zbliżyć do wampira lecz, zawsze coś w jego wnętrzu to blokowało i natychmiast się zatrzymywał i odsuwał, ale wtedy Lou przyciągał go do długiego uścisku całując go w czoło i mrucząc, że jest idealny i że mają na to wszystko wieczność.
A Harry? Harry zakochiwał się w nim jeszcze bardziej mimo strachu, obaw i lęków, bo Louis był idealny w każdym najmniejszym calu.
-Lou! Mamy dla ciebie niespodziankę! -krzyknął Liam wbiegając do pokoju i opadając na kanapę, obok nóg Harry’ego, jednocześnie przerywając jego rozmyślania.
Zayn, który był w tym wszystkim „nowy” jak to ujął brunet, usiadł z dala od nich, na jasnym fotelu i przygryzł mocno wargę, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w telewizor i każdy mógłby pomyśleć, że po prostu zastanawia się nad czymś intensywnie, ale Harry wiedział, że chłopak jedynie skupia się na błahostkach, by nie zwracać uwagi na jego zapach.
-Wyprowadzacie się?- zapytał podekscytowany chłopak, a Harry uśmiechnął się szeroko, łapiąc na sekundę jego spojrzenie.
-Nie, pomieszkamy tu jeszcze trochę, bo twoja lodówka zawsze jest pełna, a wiesz, że u mnie zazwyczaj z tym słabo- odpowiedział poważnie drugi, jednak w jego głosie można było usłyszeć cień żartu.
-W takim razie ta niespodzianka będzie słaba- Louis zaśmiał się cicho, składając czuły pocałunek na głowie swojego chłopaka i Harry od razu pomyślał, że uwielbia to jak bezinteresownie i głęboko starszy go kocha.
-Robimy imprezę z okazji twoich urodzin. Tutaj. Dzisiaj -wytłumaczył zwyczajnie Liam, jakby podrzucane w jego rękach jabłko było o wiele ciekawsze niż wypowiedziane przed chwilą słowa.
Z pomiędzy warg Tomlinsona wydobył się głośny śmiech, który wstrząsnął mocno jego klatką piersiową, jednocześnie potrząsając głową młodszego.
-Nie obchodzę urodzin -wysapał między spazmami śmiechu i odchylił głowę na oparcie kanapy, nadal chichocząc.
-Wiem -wzruszył ramionami jego przyjaciel, wyrzucając nogi na stół, czym przyciągnął uwagę Malika, który wzdrygnął się, przestraszony.- Ale to twoje czterysta pięćdziesiąte urodziny i tym razem ci nie odpuszczę.
Lou rozchylił wargi by zaprzeczyć, jednak nie wypowiedział ani słowa, skupiając swój wzrok na Harrym, spoglądającym na niego z dołu i automatycznie spiął swoje mięśnie ponownie zerkając na przyjaciela.
-Nie zgadzam się. Oni nie znają Harry’ego i jego zapachu co może skończyć się bardzo źle jak sam wiesz- odrzekł, składając kolejny pocałunek pomiędzy bujnymi lokami.
Liam przewrócił oczami i zsunął się do wygodniejszej pozycji, jakby przewidział reakcję chłopaka i wiedział, że przekonanie go zajmie bardzo dużo czasu.
-Dlatego nie zapraszałem nikogo nowego. Będzie tylko kilkanaście osób. I każda z nich posiada długoletnie wykształcenie.
I Louis wiedział, że nie może temu zapobiec.

|PB|

„Kilkanaście” osób, szybko przerodziło się w kilkadziesiąt i Harry naprawdę zaczynał mylić ich imiona, lecz usprawiedliwiał się tym, że na dobrą sprawę widzi każdego z nich pierwszy raz w życiu i nikt nie będzie miał mu za złe, jeżeli nazwie go inaczej niż w rzeczywistości się nazywa.
Od początku imprezy wszyscy byli zaciekawieni jego obecnością, a Styles rumienił się wściekle, gdy każdy, kto nadal czekał na swoją miłość, wypytywał Louisa jak to jest wpoić sobie kogoś. Chłopak za każdym razem opisywał im to co czuje do Harry’ego i to jak idealny jest on dla niego, a Harry jedynie spuszczał wzrok na swoje dłonie i uśmiechał się szeroko, coraz bardziej upewniając się w uczuciu do starszego chłopaka.
-Przepraszam was na momencik -rzucił Lou z uśmiechem i wstał, jednocześnie ciągnąc drugiego za sobą.
Ruszyli pospiesznie w stronę schodów i wyszli na górę, kierując się do pokoju chłopaka, który znajdował się na końcu korytarza. Harry był tam kilka razy, ale ze względu na przebywanie sam na sam i pewien rodzaj intymności, raczej unikał tego pomieszczenia jak ognia.
Ale tym razem był już lekko wstawiony, nie tak, żeby nie wiedzieć co robi, ale wystarczająco, by nie zadawać pytań i po prostu tam wejść.
W pomieszczeniu panował półmrok, lecz Lou nawet nie zawracał sobie głowy zaświecaniem światła. Puścił dłoń chłopaka i rzucił się na łóżko wzdychając głośno i mamrocząc coś w stylu „Nienawidzę takich imprez”.
Harry uśmiechnął się delikatnie i położył się obok niego, wlepiając wzrok w mlecznobiały sufit, który przez osłonę mroku teraz wydawał się szary jak delikatny sweter jego chłopaka, który idealnie pasował do bladego odcienia jego skóry.
Louis uniósł się na łokciu, podpierając dłonią głowę i wpatrywał się w mężczyznę leżącego obok, jednocześnie przygryzając delikatnie swoją wargę.
Pochylił się bardziej w jego stronę, tym samym otrzymując uwagę chłopaka, który natychmiastowo przeniósł na niego wzrok, by utonąć w kolorze jego tęczówek.
-Mam zamiar cię pocałować..-wyszeptał i mimo tego, że był to cichy szept, ton jego głosu wydawał się pewny, a Harry jedynie przytaknął głową, delikatnie oblizując swoje wargi.
Zamknął oczy, gdy Tomlinson przybliżył się do niego i powoli zmniejszył odległość między ich twarzami. Usta Louisa były delikatne i miękkie, jak zawsze, ale tym razem młodszy chłopak nie powstrzymał swoich rąk, przyciągając go bliżej i delikatnie sadzając na swoich biodrach. Krew Harry’ego buzowała w jego żyłach i wydawało mu się, że zwiększyła swoją prędkość i temperaturę, chcąc rozsadzić jego naczynia krwionośne na miliony komórek, a organizm zwiększył ilość wydzielanej adrenaliny, bo.. Boże on całował się z wampirem i to chyba nie było normalne, prawda?
Szatyn czując się pewniej, pogłębił pocałunek, otrzymując tym samym pomruk zadowolenia ze strony drugiego.
Objął gładkimi jak jedwab dłońmi jego twarz i delikatnie prześledził językiem kontur zaróżowionych warg chłopaka, na co tamten ponownie mruknął i rozchylił je, pozwalając by język starszego wsunął się do jego ust.
Harry jęknął niezadowolony, gdy uczucie warg Louisa na jego zniknęło i rozchylił powoli powieki chcąc zapytać go co się stało, jednak jedynie wciągnął ze świstem powietrze i zasłonił oczy chcąc odgrodzić je od oślepiającej bieli, która otaczała go z każdej strony.
Podniósł się szybko do pozycji siedzącej i rozglądnął się dookoła, jednak jedyne co widział to biel, która nie kończyła się, nie znikała ani nie przeradzała się w żaden inny kolor.
Była dosłownie wszędzie i gdy chłopak usłyszał kroki, poderwał się na równe nogi chcąc znaleźć kryjówkę, jednak w pobliżu nie było nic za czym mógłby się schować.
Gdy ciche skrzypnięcie wydobyło się zza jego pleców, odwrócił się, automatycznie zaczynając cofać się w tył. Wysoka sylwetka, wsunęła się powoli przez białe drzwi, których wcześniej nie mógł zauważyć, ponieważ były dokładnie tego samego koloru co reszta… Pomieszczenia?
I.. O boże czy to był on?!
Harry przetarł oczy dłońmi, lecz gdy odsunął je od twarzy jego klon? sobowtór? Nadal tam był, zamykając za sobą drzwi i robiąc kilka kroków w lewo? prawo? Styles nie wiedział. Nie rozróżniał niczego po za bielą i osobą poruszającą się przed nim.
Wyglądało na to że chłopak wyglądający dokładnie jak Harry nie zwrócił uwagi na intruza. Zatrzymał się po kilku krokach i zagryzł niepewnie wargę, po czym wyciągnął przed siebie chudą dłoń i pomachał nią przed sobą, tak jakby chciał wytrzeć niewidzialną ścianę, a pod jego ręką ukazały się kremowe szafki, które po chwili zaczęły pojawiać się w długim rzędzie, który wydawał się równie nieskończony, jak biel ich otaczająca.
Harry podszedł bliżej, przyglądając się temu jak mężczyzna otwiera jedną z szuflad i przejeżdża palcami po równo ułożonych grzbietach teczek.
Każda z nich miała na sobie malutki napis, składający się z dwóch lub trzech wyrazów ale nadal były zbyt daleko, żeby zielonooki mógł rozróżnić litery.
Chciał o coś zapytać, dowiedzieć się co się działo, co znajdowało się w teczkach i gdzie do cholery się znajdował, lecz gdy tylko rozchylił wargi, przed jego powiekami pojawiła się ciemność i ponownie poczuł delikatny materiał pościeli i ciepłe usta, poruszające się tuż przy jego wargach.
-L… Lou…-mruknął niewyraźnie, kładąc dłonie na klatce piersiowej chłopaka i odsuwając go od siebie, na tyle by złapać oddech.
-O boże…-szepnął szatyn, zasłaniając usta dłonią.-Przepraszam, Harry.. Nie chciałem się na ciebie rzucić..
-Nie, nie o to chodzi..-sapnął cicho chłopak, marszcząc brwi i przymykając oczy, jednocześnie pozwalając cichemu westchnieniu opuścić jego wargi.
-Więc.. Co się stało? -zapytał powoli i niepewnie starszy, delikatnie splatając ich palce i gładząc kciukiem dłoń swojego chłopaka.
-Ja..-mruknął niepewnie, rozchylając powoli powieki- Ja.. Sądzę.. Sądzę, że.. Ja.. Miałem.. Wizje?
A mina, którą otrzymał od Louisa w reakcji na zdanie, które wypowiedział nie wróżyła nic dobrego.
Ale czy na pewno?

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz