*- Ale moglibyście dać mi chociaż szansę…
- Przepraszam dzieciaku, ale nie szukamy nowego talentu na razie. Spróbuj gdzie indzie. – Drzwi zamykają się, a zimne powietrze mierzwi loki na jego głowie. Harry nie pozwala sobie się zamartwiać zbyt długo, zanim podnosi torbę i kieruje się do domu, wiedząc, że kiedy będzie już dosyć późno, skuli się na materacu i obejrzy absurdalne show telewizyjne i zje błyskawiczną zupę. To był tydzień odwiedzania producentów, agentów talentów oraz wydawnictw muzycznych i błagania ich o szansę, aby mógł wystąpić, aby mógł poczuć magię tłumu i aby wszyscy znali jego imię. Błagał o szansę, aby być usłyszany, ale trudno to zdobyć, kiedy cały świat jest głuchy.
Budynek jego mieszkania z zewnątrz jest ceglany, na tyle stary, że mógł tu stać już w poprzednim wieku, a obskubana farba na frontowych drzwiach odpada za każdym razem, kiedy ktoś wchodzi do tego nędznego miejsca. Kiedy młody mężczyzna jest w drodze do domu, opuszcza głowę, aby uniknąć skąpo odzianych kobiet, oferujących mu dotrzymanie towarzystwa tej nocy i trzęsących się mężczyzn, który obiecują, że ich towar jest najlepszy w Londynie.
Kiedy Harry po raz pierwszy powiedział swojej matce, że planuje rzucić szkołę i jechać do Londynu, zaśmiała się. Dopiero kiedy Harry przysiągł, że nie żartuje i naprawdę myśli o karierze piosenkarza, jego mama złagodniała i usiadła przy stole kuchennym. Powiedziała mu, że może robić, co tylko zechce, ale życie zazwyczaj nie jest sprawiedliwe i na pewno nie takie, jakiego doświadczył do teraz. Wtedy wstała i zaczęła robić tosty, w trakcie pytając się o to, jak zamierza wszystko opłacić.
Przechodzi cztery kondygnacje schodów do swojego piętra i zatrzymuje się na końcu korytarza, gapiąc się o wiele dłużej niż zazwyczaj jest to odpowiednie na mężczyznę przy drzwiach do mieszkania na lewo od jego. Na twarzy nieznajomego maluje się panika, ale to nie utrudnia zobaczenia czystego piękna tego człowieka, kości policzkowe są widoczne nawet z tak dużej odległości, a jego usta są idealne, prawie błagające, aby Harry zakrył je swoimi wargami, żeby zobaczyć czy są tak delikatne na jakie wyglądają. Harry odbiega spojrzeniem na inne części ciała mężczyzny, zaczynając od znoszonych vansów, podążając po nogach i tyłku, jego obcisłe spodnie pozostawiają naprawdę mało dla wyobraźni. Ma na sobie czerwoną rozpinaną bluzę i wściekle przeszukuje swoje kieszenie, klepiąc się po klatce piersiowej i biodrach, szukając czegoś, czego najwidoczniej tam nie ma. Jego jasnobrązowe włosy mają złote refleksy, a jego fryzura prawdopodobnie na początku miała wyglądać na schludną i modną, ale teraz po całym dniu opadła, tworząc na głowie idealny bałagan. Tak, Harry zdecydował, że chłopak po drugiej stronie korytarza, który wygląda jakby miał koło dwudziestki, jest oczywiście piękny, ale nic nie porównuje się do jego oczu. Z jego punktu widzenia przy schodach, widzi człowieka, który teraz uspokoił się i wpatruje się w ścianę obok Harry’ego, jego ogromne oczy otoczone są przez nieprzyzwoicie długie rzęsy i mają kolor niebieski, taki który mógłby dodać barwy Oceanowi Spokojnemu, błyszczący bardziej niż niebo po pierwszym śniegu w zimę (desperacko chce porównać te idealne niebieskie oczy do słońca, ale uważa, że byłoby to zbyt banalne, a wyczerpał już limit banału na ten dzień). Oczy, które podziwia stają się mokre i kiedy nieznajomy zamyka powieki, łzy zaczynają powoli spływać po policzkach. Coś nasila się w środku Harry’ego, uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył i wszystko, czego chce to przytulić tego mężczyznę, którego nigdy nie poznał i obiecać mu, że wszystko będzie dobrze. Harry, z jakiegoś kompletnie nieznanego powodu, czuje potrzebę uratowania tego człowieka od czegokolwiek, co go rani, chce go chronić przed tym strasznym światem. Porusza się w głąb korytarza, tempem prawie równym biegu i zatrzymuje się zaraz przez sąsiadem, chcąc naprawdę przyciągnąć go do siebie i objąć ramionami, ale zamiast tego układa dłoń na jego ramieniu. Drugi mężczyzna jest kompletnie zaskoczony, że ktoś go widzi.
- Wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? – Harry może teraz zobaczyć, że osoba przed nim jest około pięć centymetrów niższa od niego i ma siniaka pod lewym okiem, blaknące stłuczenie, które wygląda na zeszłotygodniowe lub starsze. Drugi mężczyzna kieruje wzrok w dół, wyglądając na bezwzględnie zdenerwowanego, po czym odwraca spojrzenie na dłoń na jego ramieniu w całkowitej zadumie. Harry nagle odciąga rękę i chowa ją w kieszeń, a na jego bladej twarzy pojawia się rumieniec.
- Tak, wszystko dobrze, tylko zgubiłem klucze. – Podciąga nosem i pociera oczy, próbując ukryć fakt, że płakał przed chwilą.
- Chcesz zadzwonić do ślusarza albo do kogoś innego? Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, możesz poczekać u mnie-
- Nie! – Harry jest zdumiony, że tak drobny chłopak mógł aż tak bardzo podnieść głos, patrząc na fakt, że wcześniej praktycznie szeptał. Chłopak o kręconych włosach otwiera usta, próbując wymyślić najprostszy sposób, aby pożegnać się z tym nieuprzejmym (ale nadal niesamowicie pięknym) mężczyzną, ale ten drugi ponownie mu przerywa. – Przepraszam, chciałem podziękować, mój chłopak niedługo wróci do domu. – Ponownie kieruje swój wzrok na podłogę, szurając stopami, aby odtrącić myśli od nieznajomego przed nim. – Po prostu nie lubi, jak zapominam. Nie chcę, żeby się na mnie złościł. – Harry zaciska pięści, czując kolejny przytłaczający impuls, aby chronić tego mężczyznę, kolejny nieprzezwyciężony ciąg, jakby ktoś ciągnął za sznurki, łącząc ich dwoje i przyciągając do siebie.
- Jestem Harry. Przeprowadziłem się w zeszłym tygodniu, więc jeżeli będziesz potrzebował czegoś, jestem zaraz obok, dobrze? – Harry wyciąga rękę, oferując uściśnięcie dłoni, ale drugi mężczyzna otacza tylko mocniej swój brzuch, gapiąc się na dłoń, jakby była wężem gotowym do ukąszenia. Podnosi wzrok, a jego niebieskie oczy są niesamowicie szeroko otwarte, a mina jego twarzy zdradza, że gdzieś w środku ma zawziętą debatę nad tym, czy powinien się przedstawić czy nie. Jego wargi rozdzielają się i wydaje się, jakby grzeczna część jego umysłu przeważyła nad tą zdenerwowaną, kiedy zimny dźwięk faluje po korytarzu, wypełniając pokój niskim, głośnym (ale jakimś sposobem delikatnym w tym samym czasie) i niesamowicie spokojnym głosem.
- Louis. Co ty robisz? – Mężczyzna koło metra osiemdziesięciu wzrostu z kasztanowymi włosami i przystojną twarzą, kroczy ku nim. Mężczyzna (Louis, Harry już wie) przyciska plecy do drzwi z miną łączącą w sobie panikę i zażenowanie. Odwraca się, aby ponownie wpatrywać się w swoje stopy, jakby były najbardziej interesującą rzeczą na świecie, ale nowo przybyły gość podnosi brodę Louisa, aby spojrzał mu w oczy. Unosi brew patrząc się na drobniejszego mężczyznę, nadal nienagannie spokojny i czeka na odpowiedź.
- Ja, ja zgubiłem klucze, więc nie mogłem wejść. Tylko rozmawiałem z H-Harrym zanim nie przyszedłeś. – Unosi brew jeszcze wyżej, ale puszcza jego ramię, zamiast tego otacza biodro Louisa ręką i przyciąga do siebie.
- Nie jąkaj się, Louis. To nie przystoi. – Odwraca się w stronę Harry’ego, w końcu zapoznając się z nim i unosi wolną rękę, oferując uściśnięcie dłoni. Harry odwzajemnia gest, trochę zdezorientowany. – Jestem Matt. Bardzo miło cię poznać, Harry. – Mrowienie przechodzi wzdłuż kręgosłupa Harry’ego, kiedy patrzy w oczy mężczyźnie, którego mina pasuje do jego głosu, upiornie spokojna i trochę arogancka (lub może wyniosła byłaby lepszym słowem?). Harry odciąga rękę od mocnego uścisku, czując niebywałą potrzebę umycia rąk zaraz jak wejdzie do mieszkania i zmusza się do napiętego uśmiechu. – Więc, Harry – kontynuuje Matt, pozornie zachęcająco – powiedz mi, co cię tu sprowadza, sprawiając, że czujesz potrzebę porozmawiania z moim chłopakiem? – Rumieniec rozprzestrzenia się po twarzy zielonookiego mężczyzny, a Louis nawet nie cofa się, kiedy uścisk na jego biodrze zacieśnia się, skupiając się na swoich butach.
- Właśnie wprowadziłem się do mieszkania obok, a Louis wyglądał na zmartwionego. Rozmawialiśmy tylko przez minutę, a potem ty przyjechałeś. – Matt jedynie unosi brwi na słowa Harry’ego.
- Już po imieniu, jak słodko. Wiec sąsiedzie, do zobaczenia. – Odwraca się, nadal trzymając mocny uścisk na mniejszym mężczyźnie, kiedy odklucza drzwi, nie mówiąc ani słowa i popycha Louisa do środka.
Harry stoi za zamkniętymi drzwiami przez moment, po czym wchodzi do swojego mieszkania. Zatrzymuje się na środku małego pokoju gapiąc się w nicość. Mija chwila i decyduje się chwycić gitarę, planując ćwiczenie na szansę, której nigdy może nie dostać, życia, którego może nigdy nie wieść, kiedy delikatny (ale stanowczy), rytmiczny hałas przechodzi przez tanie i niesamowicie cienkie ściany. Słyszy głosy (do cholery, prawdopodobnie mógłby usłyszeć nawet miauczenie kota) dochodzące z mieszkania obok, tych samych ludzi, których spotkał moment wcześniej. Słowa są nieuchwytne i Harry desperacko próbuje nie słuchać i ignorować, ale dźwięk łomotu i walenia o cienką warstwę sklejki, która oddziela mieszkanie Harry’ego od ich to uniemożliwia. W końcu, poddaje się i odkłąda muzykę na później, decydując się wyjść na balkon. Jest już noc, słońce schowało się, aż do jutra, a niebo jest ciemne, kiedy jedynie światła miasta rozjaśniają świat, przypominając każdemu, że nikt nie powinien zasypiać, kiedy takie zdumiewające miejsce nadal nie śpi. Umysł Harry’ego jest zajęty przez hałasy miasta, ulicznych korków, głosów niosących się przez powietrze, dźwięk życia i ludzi robiących rzeczy bez pomyślenia o tym, że te czyny dotykają życia innych.
Są dwa balkony, które połączone są z obu stron z balkonem Harry’ego, a pomiędzy nimi jest mniej niż jeden metr przestrzeni. Ten po prawej ma doniczki z więdnącymi liliami i opadającymi chryzantemami oraz małe składane krzesło pokryte pajęczynami. Balkon po lewej jest pusty, tak samo jak Harry’ego. Oczy chłopaka mrużą się nieumyślnie, kiedy patrzy się na miejsce obok niego, zastanawiając się, czy nieznajomy mężczyzna, którego poznał, przychodzi tu często, czy patrzy na niebo, tak jak Harry i czy zastanawia się, co by było gdyby podjął inne decyzje w swoim życiu. Dopiero teraz, Harry pozwala sobie pomyśleć o sąsiedzie, o jego pięknych, niebieskich oczach noszących w sobie ból, którego nigdy nie powinno tam być. Dezorientacja przechodząca przez jego umysł sprawia, że czuje się jeszcze bardziej niespokojnie, kiedy myśli o momencie, w którym Louis został wepchnięty do swojego mieszkania. Piękny mężczyzna obrócił jedynie głowę, kiedy był pchany przez drzwi i uśmiechnął się do Harry’ego. To był uśmiech, który dosięgnął jego oczu, ale był także subtelną formą powiedzenia, że widzą się po raz ostatni. Zabawna rzecz, bo Harry wie, że nie będzie mógł pozostać z dala od tego mężczyzny, nawet gdyby próbował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz