/Louis nie robił nic przez całą sobotę, czekając do ostatniej minuty, by zacząć przygotowywać się na imprezę. Niall i Liam czekali w jego pokoju, gdy on układał włosy w łazience.
- Louis – jęczy Liam. – Pospiesz się! Spóźnimy się.
- Zamknij się, Liam – odpowiada mu Louis. – Impreza jest całą noc, nie możesz się na nią spóźnić. Poza tym im bardziej pijani będą wszyscy, gdy się pojawimy, tym więcej zabawy!
Louis spojrzał na swoje odbicie w lustrze i daje sobie małe, aprobujące skinienie, po czym wychodzi z łazienki, przewracając oczami na gwizdanie Nialla.
- Jezu, Lou, czy ktoś namalował na tobie te spodnie? – pyta, unosząc brew.
- Nie masz pojęcia, jak długo zajęło mi włożenie ich na siebie – odpowiada Louis i to wszystko, co chce wyznać na ten temat.
Dwadzieścia minut później, po wzięciu złego zakrętu i zignorowaniu znaku stopu, znajdują się pod domem Zayna… lub raczej willą i wchodzą, by zastać w pełni rozkręconą imprezę. Minęło dużo czasu, odkąd zarówno Louis jak i Niall mieli piwa w rękach, więc napój pali ich w gardła. Liam przewraca tylko oczami.
- Zamierzam iść znaleźć Zayna – mówi.
- Oczywiście – odpowiada Louis, machając na niego. Łapie talię Nialla. – Zatańczmy, kochanie.
Byli na parkiecie jakieś 10 minut, po czym ktoś wyłączył muzykę i kazał wszystkim wyjść na zewnątrz. Panika przeniknęła przez tłum, gdy ludzie zaczęli rozprawiać o nadjeżdżającej policji, dopóki oczy wszystkich nie lądują ja ogromnej scenie ustawionej na trawie, z piątką kolesi i instrumentami na niej.
Louis spogląda na mężczyzn i jego oczy rozszerzają się, gdy zauważa gitarzystę. Nie ma opcji.
Liam pojawia się nagle u jego boku. – Hej ludzie! W samą porę – mówi radośnie, jego policzki są czerwone. Jeśli Louis nie znałby go wystarczająco dobrze, stwierdziłby, że chłopak pił. Niestety zna go wystarczająco i zdaje sobie sprawę, że Zayn przed chwilą musiał się z nim widzieć. Przeklina w duchu za przegapienie tej sytuacji. Łapie ramię Liama.
- Harry jest gitarzystą – mówi, marszcząc brwi.
- Tak. Słyszałem, że jest dość dobry – odpowiada Liam.
- Jakim cudem zna on ich piosenki? Spotyka się z Zaynem zaledwie kilka dni.
Liam wzrusza ramionami. – Jak mówiłem, słyszałem, że jest dość dobry. Prawdopodobnie wystarczająco dobry, by nauczyć się kilku piosenek w krótkim czasie.
Louis chce dodać coś jeszcze, kiedy z głośników po obu stronach sceny zaczyna wydobywać się pisk.
- Woops – mówi Zayn do mikrofonu, słysząc jęki gości. – Przepraszam ludzie. Nieważne. Część chłopcy i dziewczyny!
Okrzyk przechodzi przez tłum i Zayn uśmiecha się, puszczając oczko w kierunku Liama, co sprawia, że Louis i Niall krzyczą jeszcze głośniej.
- Jestem Zayn, a to jest One Direction! Mamy dziś dla was kilka świetnych piosenek, powinniście wiedzieć, że niektóre napisałem ja, więc zamknijcie się i czadu!
Widownia ponownie krzyczy i Zayn uśmiecha się, wskazując na perkusistę, by odliczyć mu bit. Wszyscy są cicho w czasie pierwszych dźwięków gitary, tworzącej echo po podwórku. Palce Harry’ego bez wysiłku poruszają się po instrumencie i Louis jest pewny, że nikt nawet nie oddycha.
Wtedy Zayn zaczyna śpiewać, jego głos topi się w rytmie gitary i uderzeniach basu. Chwilę później dołącza perkusja i klawisze i wszystko jest niekonwencjonalne, lecz tak perfekcyjnie w czasie; głos Zayna przewodzi. Louis znajduje się w środku zauroczonego tłumu, wszyscy skaczą i dopingują. Jedną dłonią podtrzymuje się barku Nialla, drugą ramienia Liama, jego drink jest zgubiony i zapomniany i we troje skaczą do muzyki, ich serca biją w rytmach basu.
Zespół zagrał kilka piosenek, niektóre to oryginały, lecz głownie covery, co wyjaśnia w jaki sposób Harry nauczył się grać je w tak krótkim czasie. Kiedy kończą i aplauz cichnie, tłum ludzi ponownie zajmuje dom, wciąż nabuzowali występem, gotowi kontynuować imprezę tam, gdzie się skończyła.
Zayn znajduje ich dość szybko; rękę układa na ramieniu Liama. – Hej chłopcy! – mówi. – Podobało się?
- Tak, byłeś niesamowity – mówi Liam, czerwieniąc się odrobinę, gdy ręka Zayna osiedla się w okolicy jego talii.
- Bardziej ama-Zayn! - chichocze Louis i Niall dołącza do niego, oboje śmieją się histerycznie, gdy Liam i Zayn tylko przewracają oczami.
- Okej, więc – mówi Zayn, przyciągając Liama odrobinę bliżej. – Pokazałem ci mój talent. Teraz twoja kolej.
Liam zamiera. – Co? Tutaj?
- Ładnie proszę? Dla mnie? – mówi Zayn, wydymając lekko wargę i mrugając oczyma. Louis nie jest zaskoczony, gdy Liam przegryza usta i odchodzi, by porozmawiać z DJ’em, prawdopodobnie prosząc go, by puścił piosenkę, do której zna układ.
- Podobało się? – pyta przeciągle niski głos i Louis obraca się, by zobaczyć Harry’ego, uśmiechającego się do niego, z butelką w ręce.
- Spóźniłeś się. Zayn użył już tego zwrotu – mówi Louis, uśmiechając się złośliwie.
- Ach, cholera. I?
- Liam będzie tańczył dla nas wszystkich, więc… - Louis wzrusza ramionami i zamiera, gdy słyszy piosenkę Chrisa Browna lecącą z głośników. – Cholera – mówi, na co Harry unosi brwi i wtedy Liam pojawia się przed nim i chwyta szatyna za ramię.
- Jeśli mam to zrobić, nie zrobię tego sam – mówi krótko i Louis nie ma innego wyboru, niż pójście za nim na środek parkietu, obserwowani przez Zayna, Nialla i Harry’ego.
Liam wybrał „Run It”, piosenkę, do której on i Louis uczyli się choreografii lata temu, lecz Louis nie sądzi, by pamiętał z niej cokolwiek. Do czasu, gdy nie naśladuje Liama przez szesnaście pierwszych taktów i wtedy czuje, jak jego mięśnie przypominają sobie wszystko, jego ciało porusza się z własnej woli, całkowicie kompatybilnie z muzyką.
To było to, co Louis kochał w tańcu najbardziej; czasami to było wrażenie opuszczania ciała, sposób w jaki poruszał się, zanim zdążył pomyśleć. Więc Louis nie myślał w ogóle, zamiast tego pozwolił swoim kończynom robić to, co tylko chcą, kiedy on prześwietlał tłum.
Wszyscy wiedzieli, że on i Liam byli tancerzami, oczywiście, lecz kiedy byli młodsi to była nowość. Louis przeżył najgorzej fazę wstępnego dojrzewania, kiedy fakt, że był tancerzem baletowym był wystarczający, by dostać trochę negatywnych komentarzy, lecz zaciśnięte pięści Liama i wściekłe spojrzenia odstraszyły jego prześladowców. Poza tym, kiedy on i Liam ujawnili się, co stało się podczas upokarzającej gry w butelkę, kiedy mieli po 14 lat, nikt się nie przejmował, ponieważ chłopcy nie byli już zazdrośni, gdy ich dziewczyny śliniły się na widok czegoś, czego nie mogły mieć.
Louis kochał występować, szczególnie przed takimi ludźmi - nieuprzejma widownia, która oczarowana jest najmniejszym, najmniej imponującym ruchem tancerzy. Był tak zgrany z Liamem, co przyszło wraz z latami bycia najlepszymi przyjaciółmi i partnerami tanecznymi, że byli w stanie odczytywać własne myśli, gdy tańczyli razem, wykonując sztuczki i akrobacje, które sprawiały, że wszyscy szaleli. Poza tym Louisowi udawało się wkroczyć w fouetté* tu i tam, co zawsze było doceniane.
Jego oczy odnajdują Zayna, Nialla i Harry’ego i mruga do tego ostatniego, który obserwuje go i Liama z wyrazem podziwu. Zayn wygląda na mniej podekscytowanego i bardziej dumnego, jego oczy błyszczą, kiedy dopinguje Liama, a czasem nawet Louisa. Niall prawdopodobnie widział tę choreografie miliony razu, gdy Louis i Liam ćwiczyli ją przy nim, lecz nadal krzyczy, gwiżdże i uśmiecha się szalenie przez cały czas.
Układ kończy się przed muzyką, więc Louis i Liam łapią kilka osób, by wypełniły przestrzeń. Louis nie tańczy z nikim szczególnym, po prostu sam porusza się do muzyki. Widzi grupę ludzi, która wystarczająco pijana, próbuje naśladować jego i Liama, więc obraca się do chłopaka, by dać mu o tym znać. Nigdzie go jednak nie ma, więc Louis po prostu uśmiecha się bezczelnie.
- Wygląda na to, że Zayn dostał to czego chciał, prawda Nialler? – mówi, patrząc na Nialla, lecz wygląda na to, że blondyn również zniknął i Louis rozgląda się, zdezorientowany, zastawiając się, kiedy został porzucony. Czuje ogromną parę dłoni łapiącą go w pasie i słyszy znajomy głos Harry’ego przy uchu. – Wyglądasz jak mały, zagubiony szczeniaczek.
Louis wydyma wargi, obracając głowę tak, by mógł zobaczyć uśmiech Harry’ego. Chłopak pochyla się w jego kierunku, zdecydowanie odrobinę wstawiony, lecz odzyskuje równowagę, kiedy Louis odchyla się, przyciskając plecy do klatki piersiowej Harry’ego. – Nie jestem zagubiony – mówi, sięgając po papierowy kubeczek, który chłopak trzyma w rękach. Bierze łyk napoju i krzywi się, gdy pali drogę wzdłuż jego gardła. – Augh! – krzyczy, obserwując, jak Harry chichocze z jego reakcji. – Co to jest?
- Szczerze? Nie mam pojęcia – odpowiada Harry z uśmiechem. – Po prostu wlałem około dziesięciu różnych rzeczy do kubka. Nowe doświadczenia.
Louis marszczy brwi, lecz kończy drinka Harry’ego, oddając chłopakowi pusty kubek, który tylko wyrzuca przez ramię. Louis wygląda na zdziwionego, lecz nic nie mówi, uśmiechając się, gdy Harry przyciąga go bliżej.
Kołyszą się trochę i Louis zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nie tańczą, więc powoli dostosowuje ich ruchy do muzyki, dopóki nie łapią rytmu - ich biodra są na równym poziomie. Obydwoje popychają się jak najbliżej, więc Louis korzysta z okazji i delikatnie ociera się swoimi pośladkami o Harry’ego, uśmiechając się, gdy westchnienie ucieka z ust wyższego chłopaka. Lecz Harry tylko wzmacnia swój uśmiech na Louisie i sam zaczyna łączyć ich ciała, tworząc własny rytm, nie zważając na muzykę i ludzi wokoło. Do czasu, gdy Harry pochyla się i składa pocałunek na szyi Louisa. Chłopak zamiera.
- Och. Um… przepraszam? – mówi Harry, lecz Louis tylko wypuszcza drżący śmiech.
- Nie, nie, jest w porządku, nie martw się – mówi. – Kontynuuj, nie pozwól mi cię zatrzymywać.
Harry uśmiecha się i pochyla ponownie, ustami próbując zrobić malinkę, powoli nadgryzając jego skórę i kojąc ranę językiem. Oddech Louisa jest urywany, lecz nie dba o to, ponieważ każdy dotyk Harry’ego wysyła impulsy wprost do jego członka i zdecydowanie płaci srogą karę za ubranie tych pieprzenie obcisłych spodni dzisiejszej nocy.
Harry również zauważa. – Jestem zaszczycony, naprawdę – mruczy w ucho szatyna, jego ręce przenoszą się w dół tak, że kciuki wczepia w szlufki spodni Louisa.
Louis nie może znieść więcej. Obraca się, by jego klatka piersiowa był przyciśnięta do tej Harry’ego. Liama nie było w pobliżu. Nialla nie było w pobliży. A co z oczu, to z serca.
Łączy usta z ustami Harry’ego, żołądek skręca się na natychmiastową reakcje chłopaka. Przez chwilę po prostu zastygają w tej pozycji, po czym język Harry’ego podstępnie wsuwa się między wargi Louisa i wtedy wszystko jest fruwającym bałaganem zębów i języków, dopóki nie rozdzielają się, oboje lekko dysząc.
- Czy ty… czy ty coś jesz? – mówi Louis, unosząc brwi; jego zęby wciąż mrowią od czegoś co w nie uderzyło, prawdopodobnie kawałek twardego cukierka, czy coś.
Harry śmieje się i wystawia język; oczy Louisa rozszerzają się na widok srebrnej sztangi w środku.
- Och – piszczy i Harry wybucha śmiechem. – Jak długo to masz?
- Już przez kilka lat.
Louis warczy w odpowiedzi i przyciąga Harry’ego, by pocałować go ponownie. Tym razem łączy on własny język z językiem Harry’ego, trącając kolczyk jego końcem, oddalając się, gdy nie mogą oddychać.
- Kurwa, Louis – mówi Harry, jego oczy są ciemne i zwilża wargi, ściskając delikatnie tyłek Louisa.
Szatyn syczy i łączy ich biodra; jego oczy rozszerzają się, gdy zdaje sobie sprawę, że Harry jest tak samo twardy jak on - ich erekcje dotykają się w najbardziej niesamowity sposób. Louis nawet nie chce się ruszać, gdyż wie, jak absurdalnie szybko doszedłby w swoich spodniach, gdyby zaczęli ocierać się o siebie ponownie, dlatego przyciąga Harry’ego, by móc szeptać mu do ucha.
- Możemy skończyć to w jakimś mniej… publicznym miejscu? – pyta, na co Harry przytakuje niecierpliwie, łapiąc Louisa za rękę i wyprowadzając go z pokoju. Louis oczekuje, że pójdą na górę, lecz zamiast tego Harry wychodzi na zewnątrz.
- Wydaje mi się, że trawa jest miejscem publicznym – mówi Louis, przechylając głowę w bok i Harry śmieje się, wyciągając kluczyki z tylnej kieszeni. Podchodzą pod elegancki, czarny samochód i Harry odblokowuje drzwi, wpycha chłopaka na tyle siedzenia i zablokowuje ponownie, gdy oboje są wewnątrz.
Louis dominuje teraz nad Harrym, a księżyc przebija się przez okna samochodu - oboje skąpani są w białym świetle i Louis mógłby przysiąść, że Harry wygląda ja porcelanowa lalka, jego policzki są zaczerwienione, a usta różowe. Wydaje się być taki bezbronny - dokładne przeciwieństwo tego, jak zachowywał się w otoczeniu Louisa i to sprawia, że żołądek szatyna skręca się.
Poprawia się tak, by mógł obejmować biodra Harry’ego. Odgarnia włosy z czoła chłopaka i gdy udaje mu się odrobinę przekręcić jego twarz, oczami skanuje tę stronę Harry’ego.
- Jezu – wydycha powietrze, sięgając palcami do ucha Harry’ego.
Harry miał prawdopodobnie każdy możliwy kolczyk, trzy lub cztery rządki na płatku i kilka więcej na chrząstce. Pierwszy kolczyk jest odrobinę rozciągnięty, prawdopodobnie wystarczająco duży, by Louis mógłby przełożyć przez niego swojego małego palca, a cała reszta to różne metalowe kółka i obręcze. Sięga do drugiej strony twarzy chłopaka i znajduję tę samą rzecz, z kilkoma kolczykami w innych miejscach.
- Kiedy zdążyłeś zrobić je wszystkie? – pyta, przeplatając palcami wzdłuż bolców.
- Pierwszy zrobiłem, gdy miałem jakoś 13 lat – mówi, zamykając oczy, gdy wzdycha na ruchy Louisa. – Ale jestem trochę… od nich uzależniony? Tak mi się wydaje. Nie zostało tu za dużo miejsca, więc musiałem przenieść się na resztę mojego ciała, wiesz?
Louis prostuje się. – Masz więcej kolczyków?!
- Pozwalam ci ich poszukać - mówi chłopak, uśmiechając się złośliwie i dyszy, gdy Louis pochyla się do przodu i całuje go. Ręce Louisa wsuwają się pod koszulkę Harry’ego i gdy udaje mu się jej pozbyć, przestaje go całować, by zacząć podziwiać tors chłopaka, przesuwając dłonią po całej jego długości.
- Znalazłem więcej – drażni się, muskając poprzebijane sutki Harry’ego, przemieszkując się do ciemnych linii tatuażów na klatce piersiowej Harry’ego. Była tam para jaskółek na obojczykach, których Louis nie wie w jaki sposób mógł wcześniej nie zauważyć i jakieś wzory wzdłuż całej lewej strony ciała chłopaka.
- Miałem też kilka w brwiach i jeden w nosie, wiesz? – Harry przeciąga się i Louis intensywnie wpatruje się w jego twarz, dopóki nie zauważa kilka wgłębień na brwi i jedną na jego nozdrzach. – Moi rodzice uznali je jednak za „za bardzo publiczne”.
- Pozwolili ci zrobić sobie te wszystkie? – mówi Louis. Nie może powstrzymać się od dotykania każdego kawałka wyeksponowanej skóry Harry’ego. Nie wydaje się jednak, jakoby Harry miał coś przeciwko i mruczy on wesoło na dotyk szatyna, kiwając głową.
- Cóż, nie wiedzą o większości z nich – dodaje, puszczając oczko.
Dłonie Louisa w końcu dotarły do krawędzi spodni Harry’ego i wacha się przez moment, zanim nie odpina ich i ściąga z nóg chłopaka. Nareszcie ma pełen obraz tatuażu, który zauważył pewnego dnia - wielkiego pióra na prawej kości biodrowej. Pociera go kciukiem i pochyla się bliżej nóg Harry’ego, spoglądając w górę na chłopaka, gdy liże pasek tatuażu.
Harry jęczy i wypycha biodra do góry i wdaje się, że dopiero teraz uświadomili sobie, dlaczego wcześniej zdecydowali się schować w samochodzie. Wszystko co czuje Louis to fakt, że jest spodnie są zbyt ciasne, wiec udaje mu się wstać i ściągając je wraz z bokserkami, odrzucając koszulkę na bok.
Harry obserwuje go zdumiony i odchrząkuje, zanim zaczyna mówić. – Jesteś dość, um, elastyczny – mówi, jego oczy skanują ciało Louisa.
Louis czerwieni się, lecz przewraca oczami. – Balerina. Też mi coś – odpowiada, pozbywając się bokserek Harry’ego. Coś odbija światło i Louis musi zamrugać kilkakrotnie, po czym opada mu szczęka. – To muszą być żarty.
Okej, więc Harry był ogromny, lecz Louis oczekiwał tego, ponieważ oczywiście musiał być tak duży, to był sposób, w który wszechświat kpi z Louisa. To czego Louis nie oczekiwał to gruba, srebrna sztanga, przebita przez główkę penisa Harry’ego.
- Serio? – krzyczy, jednocześnie ciekawy i nieufny.
Harry nie może powstrzymać się od bezczelnego uśmieszku, odkąd Louisowi opadła szczęka i ściska ręką podstawę jego członka, powoli przesuwając ręką w górę, aż dociera do końca, szturchając kolczyk. – Mogę go wyjąć, jeśli chcesz…? – pyta, unosząc brwi, lecz Louis kręci głową na nie, ponieważ tak, to może być jedna z najdziwniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek widział, lecz to jest tak niezwykle gorące jednocześnie. Wszystko o czym może myśleć, to jak dobrze byłoby czuć penisa Harry’ego wewnątrz niego, w jaki sposób czułby kolczyk i jego własny penis pulsuje w odpowiedzi.
- Nie, nie, jest… jest dobrze – mówi Louis i pochyla się, by powoli polizać pasek od podstawy do samego końca penisa Harry’ego, zatrzymując się na czubku, by złożyć mały pocałunek i poruszać kolczyk językiem. Harry drży, więc Louis robi to ponownie, obejmuje ustami końcówkę i bawi się sztangą, pozwalając chłopakowi wplątać swoje długie palce w jego włosy.
Louis byłby wściekły, gdyby nie mógł wziąć Harry’ego całego, więc pcha w dół, dalej i dalej, aż w końcu czuje kolczyk uderzający go o tył gardła sprawiając, że wypuszcza długi jęk, który wibruje wokół przyrodzenia Harry’ego. Chłopak jęczy, lecz powstrzymuje się przed wypchnięciem bioder i Louis jest mu wdzięczny, gdy powoli odchyla się, a potem ponownie bierze Harry’ego do połowy, ściskając w pięść resztę jego długości. Harry wydaje z siebie głęboki jęk; jego ręka delikatnie prowadzi dłoń Louisa w górę i w dół. Louis sięga do jąder chłopaka, masując je miękko, kiedy Harry klnie cicho ponad jego głową. Czuje jak jądra Harry’ego napinają się, więc Louis przyspiesza poruszanie dłonią, jego usta wciąż są owinięte wokół chłopaka, gdy ten dochodzi, krzycząc jego imię podczas orgazmu, dopóki nie zaczyna oddychać cicho, tylko odrobinę nieregularnie.
Louis oblizuje wargi, delikatnie dotykając czubka Harry’ego. Chłopak wciąż ma rękę wplątaną we włosy Louisa, więc przyciąga go do pocałunku i obraca ich tak, że teraz on jest na górze. – Moja kolej – mówi uśmiechając się bezczelnie i usadawia się między nogami Louisa, umiejętnie biorąc całą długość szatyna za jednym zamachem. Język Harry’ego ociera się o dolną cześć członka Louisa, kiedy nadal ma go w ustach i Louis jest niemal zażenowany gardłowymi jękami jakie wydaje. Harry wypuszcza Louisa z miękkim „pop”, lecz kontynuuje prace obiema rękami, skręcając i głaszcząc, dopóki Louis nie zaczyna trząść się pod nim. Pochyla się i wyciąga język, drażniąc końcówkę członka Louisa swoim kolczykiem i wtedy szatyn dochodzi w usta Harry’ego, unosząc się wysoko ponad siedzenie i opadając, całkowicie wykorzystany.
Harry całuje i liże drogę po ciele Louisa, dopóki nie trafia na malinkę, którą złożył na nim wcześniej i ją również całuje. Louis przyciąga go do głębokiego pocałunku, jego język siłuje się z językiem Harry’ego, aż chłopak będzie mógł posmakować samego siebie; jęczy gdy to robi. Przez chwilę całują się powoli, dopóki głośny dźwięk wibracji nie rozchodzi się po samochodzie, sprawiając, że oboje podskakują.
- Kurwa – mówi Louis. – To mój telefon.
Przeszukuje ich porozrzuca ubrania, do czasu, gdy znajduje telefon, wzdychając, gdy zauważa, że dzwoni Liam.
- Słucham? – mówi, sięgając po bieliznę.
- Lou? Gdzie jesteś?
- Um… w pobliżu?
- Naprawdę, pospiesz się. Musimy iść.
- Co? Która jest godzina? Myślałem, że jesteś z Zaynem, myślałem…
- Ta, w takim razie myślałeś źle, dobra? Teraz zamknij ryj i przyjdź do holu, dobra? – wrzeszczy Liam, zaraz potem rozłączając się.
Louis po prostu mruga na swój telefon kilka razy, po czym odchrząkuje. – Dobra – przyjmuje do wiadomości. Spogląda na Harry’ego. – Coś jest nie tak. Przepraszam. Muszę iść.
- … jasne. Okej – mówi Harry, znajdując własne ubrania i ubierając się niezręcznie, marszcząc brwi, gdy Louis chichocze, widząc, jak skurczony jest.
Louis jest w pełni ubrany przed Harrym, mając opanowaną sztukę szybkiego zmieniania ubrań dzięki wielu latom spektakli tanecznych i wychodzi z samochodu, drżąc odrobinę przez powiew zimnego powietrza, kiedy Harry wygrzebuje się z tylnego siedzenia.
- Kurde. Jest zimno – mówi Harry, owijając ramiona wokół siebie i Louis może dosłownie zobaczyć kolczyk na jego sutku, przez cienki materiał białej koszulki. Przewraca oczami.
- Jesteś absurdalny – mówi Harry’emu. – Masz kluczyki? Chodź.
Harry przytakuje i idzie za Louisem na tyły domu. – Czekaj – mówi, popychając Louisa na ścianę i całując go mocno, dopóki oboje nie mogą złapać oddechu. – Okej, teraz możesz iść.
Louis kręci głową, lecz śmieje się, szczypiąc bok Harry’ego, zanim nie wbiega do środka domu.
Liam stoi uroczyście przy drzwiach obok bardzo zdenerwowanego i wyglądającego na zmartwionego Nialla.
- Hej chłopaki! – woła, podchodząc do nich. – Co słychać?
Wszystko co musi zrobić Liam, to spojrzeć na niego, by Louis wiedział, że stało się coś bardzo złego. – Cholera. Co się stało, Li? – pyta Louis, sięgając, by potrzeć jego ramię, lecz Liam kręci tylko głową i wybiega przez drzwi, zatrzaskując je za sobą. Louis obraca się w kierunku blondyna, lecz ten tylko wzrusza ramionami.
- Mnie również nic nie powiedział.
Droga do domu jest cicha i niezręczna; każdą próbę rozmowy zakańcza bolesny wyraz twarzy Liama. Kiedy docierają pod dom Louisa, chłopak odmawia wyjścia z samochodu. Niall robi to samo, gdy są pod jego mieszkaniem, więc Liam wzdycha pokonany i zawozi ich do jego domu, wbiegając do środka i zamykając się w łazience, zanim chłopcy mogą go powstrzymać.
- Li, kochanie – mówi miękko Louis, pukając w drzwi. – Proszę, wpuść nas.
- Chcemy tylko pomóc – dodaje delikatnie Niall. – Chcemy tylko wiedzieć, co się stało.
- Jestem żałosny, to się stało – słyszą głos Liama z wnętrza łazienki. – Jestem żałosny i głupi, i jestem totalną pizdą, i Zayn nigdy się do mnie nie odezwie.
- Liam, co… - zaczyna Louis, lecz wtedy chłopak odblokowuje drzwi i wychodzi, jego oczy są czerwone od łez.
- Próbował uprawiać ze mną seks – mówi cicho Liam, potem ponawia głośniej. – Próbował uprawiać ze mną seks, prawdziwy seks, po całości i ja… ja stchórzyłem. Nie wie, że… że jestem prawiczkiem, nie wie, że nigdy nie robiłem czegoś takiego i prawdopodobnie nienawidzi mnie i myśli, że jestem idiotą i nigdy się do mnie nie odezwie.
- Cholera, Liam – mówi Louis, obejmując go, otwierając ramiona, gdy dołącza Niall. Liam opada na podłogę, ciągnąc za sobą chłopców i Niall wraz z Louisem owijają Liama ramionami, uspokajając go i głaskając jego plecy, dopóki Liam nie przestaje płakać i oddycha tylko ciężko.
- On cię nie nienawidzi – mówi Louis. – Lubi cię za bardzo, by przestać czuć się w ten sposób, tylko dlatego, że powiedziałeś nie, kiedy próbował dobrać się do twoich spodni.
- Chciałem uprawiać z nim seks! – krzyczy Liam. – Chciałem tego tak bardzo, lecz byłem zbyt przerażony, że on uzna go za beznadziejny lub, że zrobię coś głupiego, a on będzie tak zawiedziony, że będzie chciał wyjść… więc to ja wyszedłem.
- Liam – rozpoczyna Niall. – Każdy ma swój pierwszy raz. Jeśli Zayn naprawdę ci lubi, a wszyscy wiem że tak jest, to nie będzie się tym przejmował. Właściwie jeśli ja byłbym Zaynem, czułbym się zaszczycony. Wysportowany koleś jak ty chce mi się oddać? Byłbym zaszczycony. – Liam śmieje się cicho i Niall uśmiecha się, szturchając go w policzek. – I oto jesteśmy.
- Hej, czy mówiłem wam o moim pierwszym razie? – mówi Louis, szturchając drugi policzek Liama.
Liam przewraca oczami. – Prawdopodobnie – mówi między głębokimi oddechami .– Coś o tym jak wspaniałe to było i jak cudownie było w końcu poczuć się mężczyzną, czy coś takiego.
- Wow, jestem dupkiem – odpowiada Louis, uśmiechając się.
Liam unosi brwi. – Było aż tak źle?
- Kolego, było okropnie – mówi Louis. – Oboje, ja i Greg byliśmy prawiczkami, nie mieliśmy pojęcia, co robimy. Daliśmy się ponieść na podstawie tego, co widzieliśmy w pornolach i to była prawdziwa katastrofa. Żaden z nas nie czuł się dobrze i po tym wciąż nie mogliśmy spojrzeć sobie w oczy bez czerwienia się, a po jakimś tygodniu znaleźliśmy sobie innych facetów.
Niall śmieje się głośno i Liam uśmiecha się, gryząc wargę, więc Louis kontynuuje, wzruszając ramionami. – Przez to myślałem, że jednak nie jestem gejem i byłem tak bardzo zdezorientowany, ponieważ wiedziałem, że nie lubię dziewczyn i lubiłem kolesi, lecz jeśli nie mogłem mieć z nimi seksu, to po co to było, rozumiesz? To było denerwujące, aż do następnego seksu, wtedy, tak, to było dość dobre i wiedziałem, że Greg i ja po prostu w znacznym stopniu wszystko spieprzyliśmy.
- Mniejsza o to – kończy Louis. – Morałem tej historii jest to, że teraz wolałbym nie mieć tego pierwszego razu, jeśli czułbym się niekomfortowo, zamiast iść na przód i zrujnować coś tak pięknego, przez bycie małym ciotą. Więc podziwiam cię za to Liam. Zrobiłeś właściwą rzecz, dobrze?
Liam przytakuje, bardziej zrelaksowany i wyciera nos.
- Tak sobie myślę, – mówi Niall – że powinniśmy włączyć Batmana i ponosić się na barana. Masz jedzenie, prawda Liam?
- Oczywiście, ty baranie – mówi Liam chichocząc i przyciągając jego i Louisa do uścisku, mrucząc miękkie „dziękuję”, po czym podskakuje i popędza ich wszystkich do kuchni.
____________
fouetté - ruch baletowy, gdzie całe ciało lub noga pracująca są z całą siłą obracane. Istnieje wiele rodzai tego ruchu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz