*Piątkowy Poranek
Louis był w okropnym nastroju. Poprzedniego wieczoru poszedł na trening prosto z pokoju Harry’ego, ledwie zauważając dziwne spojrzenia które rzucali mu ludzie. Ale musiał. Praca jego nóg musiała być dokładniejsza, ostrzejsza, a potrójny aksel musiał zacząć z nim współpracować, zanim znajdzie kogoś kto wymyślił ten skok i zamorduje go.
Ten poranek był jednak zupełnie inną historią. To był najgorszy trening jaki Louis miał od dłuższego czasu… Prawdopodobnie nawet od lat. Prawie wszystkie jego skoki były niedokończone, albo wykonywał za dużo obrotów, każdy obrót był chwiejny, a jego choreografia była po prostu… Nie był to ładny widok. Dodatkowo wszyscy łyżwiarze pojawili się dziś rano na lodowisku, by zrobić jeszcze jeden trening, a potem lenić się cały weekend, i widzieli, że Louis miał problemy z jazdą. Mógłby to przeżyć, gdyby nie te spojrzenia pełne pożałowania i współczucia kierowane w jego stronę, jakby oni byli nad nim. To był niedorzeczny wniosek. Nawet w swoje najgorsze dni Louis nadal był dwa razy lepszy niż każdy inny łyżwiarz.
Nie trzeba więc dodawać, że kiedy Zayn pojawił się na lodowisku, ze śniadaniem Louisa w dłoni i zobaczył swojego przyjaciela już ubranego do szkoły i gotowego do wyjścia (bo przecież to się nigdy nie zdarzało!), był nieco zaskoczony.
-Lou? – spytał, unosząc brew, kiedy Louis przemknął obok niego, wyrywając mu jedzenie z dłoni.
-Co? – ton Louisa był nieco ostrzejszy niż chłopak zamierzał.
-Czy jest powód dla którego jesteś sass-burger* z PMS**?
-Nie –Louis zacisnął dłonie w pięści. Nawet on uważał, że brzmiało to jak kłamstwo.
-Co się dzieje?
Co się dzieje? Louis miał ochotę się zaśmiać Gdzie by tu zacząć?
Było mnóstwo powodów złego nastroju Louisa. Na przykład to jak kiepsko sobie poradził podczas porannego treningu. To zdecydowanie nie pomagało.
Kiedy opuścił Harry’ego poprzedniego wieczora, wszystkie jego problemy ponownie pojawiły się w jego umyśle. Wszystko co powiedział mu trener, wróciło i wszystko o czym Louis mógł myśleć to Co jeśli nie pozwoli mi brać udziału w zawodach? Co jeśli wie? Co jeśli wyrzuci mnie z drużyny? Te myśli spowodowały dużo sprzecznych emocji, które z każdą chwilą narastały wewnątrz niego. Jeśli Simon dowiedział się o jego nocnych treningach, to logiczną rzeczą, którą należało by zrobić było przestanie, jednak jeśli nie wiedział i po prostu twierdził, że Louis nie był wystarczająco dobry na zawody, to za żadne skarby nie mógł sobie odpuścić treningów. W zasadzie, wtedy trenowałby jeszcze częściej, bo nie uczestniczenie w zawodach, było dla niego rzeczą nie do pomyślenia. Problemem było to, że Louis nie wiedział która z teorii była prawdziwa.
Kolejnym powodem kiepskiego nastroju szatyna… Cóż, sam nie chciał o tym nawet myśleć. Było to, że od kiedy opuścił Harry’ego w jego myślach pojawiły się niekończące wątpliwości, jak On wcale cię nie lubi. Nie obchodzisz go. Nie chce się z tobą zaprzyjaźnić. Bo niby czemu miałby chcieć? To były tylko korzenie problemu. PRAWDZIWYM powodem, który sprawiał, że niebieskooki był zły (A to była najtrudniejsza rzecz jaką musiał sobie przyznać odkąd odkrył, że obrzydliwe stroje w których zazwyczaj występował, były całkiem wygodne) było to, że przejmował się. Martwił się, że po tym tygodniu Harry zostawi go za sobą, a Louis nienawidził tej perspektywy bardziej niż czegokolwiek. Ta nienawiść tylko dolała oliwy do ognia nienawiści do drugiego chłopaka, która płonęła w nim z pełną mocą.
I to zamyka koło powodów przez które trening Louisa poszedł beznadziejnie. Głównie przez wojnę, którą toczył w sobie. Wojnę między On mnie nie lubi i Czmu do cholery się tym przejmujesz? Przez to Louis był tylko bardziej zły na samego siebie, bo tak bardzo skupiał się na Harry’m, że złamał podstawową zasadę łyżwiarstwa: zostaw swoje problemy za barierką. Więc, jak można sobie wyobrazić, Louis nie czekał z niecierpliwością na kolejne spotkanie z hokeistą.
Ale nie powiedział o tym Zaynowi. Oczywiście, że nie. Po prostu wziął głęboki wdech, by uspokoić swoją złość i irytację i powiedział: „Naprawdę jest w porządku. Serio. Po prostu kiepsko mi poszło na treningu.”
-To nie jest dla ciebie codzienność – Zayn zmarszczył brwi, zdziwiony.
-Każdy ma gorsze dni. Najwyraźniej mój był dzisiaj, ale nie martw się. Jest w porządku - Louis wywrócił oczami, by załagodzić sytuację.
Posłał przyjacielowi uśmiech, by go uspokoić, ale kiedy tylko mulat się odwrócił, opuścił kąciki ust. Nie było sensu udawać, jeśli Zayn nie zwracał na to uwagi.
Wkrótce byli z powrotem w klasie angielskiego. Louis zajął swoje zwykłe miejsce na końcu, podczas gdy Zayn usiadł obok Liama. Louis nie mógł nie zwrócić uwagi na to jak twarz hokeisty rozjaśniła się, kiedy Payne zobaczył jego przyjaciela. Nie przegapił również tego jak ich język ciała wyraźnie mówił, że czują się komfortowo w swoim towarzystwie, mimo tego, że gadali tylko kilka dni. Szczęściarze.
Tomlinsona rzadko dało się zaskoczyć i chłopak czuł jakąś dziwną dumę z tego powodu. Trzeba było dużego wysiłku, by go zaskoczyć, jednak nawet o tym nie pomyślał, kiedy zobaczył Harry’ego wchodzącego do klasy dwie minuty przed dzwonkiem. Angielski był jedynymi zajęciami, które mieli razem i przez wszystkie lata w Akademii, Louis nigdy nie widział, by Harry przyszedł na lekcję przed czasem. Zawsze był spóźniony, albo przychodził na styk… Więc co się zmieniło?
Widok chłopaka był wystarczający, by klatka piersiowa Louisa się spięła. To było do bani i to wszystko. Nadal nienawidził Stylesa. Nienawidził tego uroku, tego uśmiechu, nienawidził jak ludzie kochali go nawet, kiedy chłopak się nie starał, nienawidził tego pewnego siebie wyglądu, który zawsze mu towarzyszył, niezależnie od tego co akurat robił. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że uwielbiał ich wspólne rozmowy. Louis miał mnóstwo przyjaciół, ale żaden z nich nie pytał go o rzeczy, o które pytał Harry. Nie mówili o niektórych rzeczach tak jak Harry, ale w końcu chłopak tylko wykonywał swoją pracę.
Harry ruszył przez klasę, zerkając na uczniów, zanim opadł na krzesło obok Louisa. Uśmiechnął się do niego, a szatyn automatycznie odpowiedział tym samym, nie mogąc się powstrzymać. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę. Że nadal jest zły. Harry zamrugał zdziwiony, widząc nagłą zmianę wyrazu twarzy szatyna.
-Hej – przywitał się zerkając na chłopaka – Jak się masz?
-Świetnie – chłodny ton Louisa i równie zimny uśmiech, który posłał Harry’emu, były wyjątkowo nieuprzejme.
Młodszy chłopak zmarszczył brwi. Po raz pierwszy od lat łyżwiarz zaczął żałować tego jak traktował kapitana hokeistów przez te wszystkie lata.
-Okej – odparł Harry, odwracając wzrok i przygryzając wewnętrzną stronę policzka.
Wydawał się zaskoczony, zdziwiony i w pełni miał do tego prawo. Wczoraj dogadywali się całkiem nieźle, a teraz wszystko wróciło do normalności, ale Louis miał prawo zachowywać się tak jak się zachowywał. Po prostu sprawił, że sprawy wróciły do normalności, zanim zdążył się przywiązać do Harry’ego.
Dzwonek zadzwonił i pan Turner wszedł do klasy, upuszczając papiery na biurko, zwracając na siebie uwagę klasy.
-Witam, moi młodzi prymusi.
Bez problemu można było powiedzieć, że wiedział, że żaden z uczniów siedzących przed nim nie jest prymusem.
-Mam nadzieję, że spędziliście czas przyjemnie, poznając siebie nawzajem – nauczyciel spojrzał na Louisa – Dziś jest ostatni dzień pracy w klasie. Od teraz musicie dokończyć projekty w waszym wolnym czasie.
Uczniowie jęknęli cicho, ale nauczyciel zupełnie ich zignorował.
-Skoro będziecie mieli dwa dni ze swoimi partnerami, pomyślałem, że byłaby to dla was strata czasu, gdybyśmy nie poddali waszej wiedzy małemu testowi.
Odwrócił się od nich i przekopał się przez papiery, kładąc na biurku białą teczkę i wyciągając sztywne, białe karty. Upuścił je na biurko i położył na nich dłoń.
-One służą do małej gry w którą dziś zagramy. Z waszym partnerem zdecydujecie kto zna drugiego lepiej. Później dostaniecie zestaw kart, a drugi parter zostanie wysłany na zewnątrz. Potem zadam osobie w Sali pytania na które odpowiedzi powinniście znać po tak długim czasie spędzonym razem. Zapiszecie odpowiedzi, a potem osoba z korytarza wróci i poda nam te poprawne. Zobaczymy czy pasują. To zadanie jest na ocenę. Nie ma powodu dla którego mielibyście nie wiedzieć o sobie tych rzeczy, więc nikomu nie odpuszczę. Macie trzydzieści sekund. Zaczynajcie.
W klasie zaczęło się przekrzykiwanie siebie nawzajem. Ludzie panikowali próbując ustalić kto co będzie robił. Louis też panikował, ale ukrywał to przed Harry’m który wydawał się zupełnie spokojny.
Cholera, cholera, cholera. Czy wiedzą o sobie wystarczająco? Co jeśli pan Turner zada jakieś dziwne pytanie na które nie będą umieli odpowiedzieć? Louis pomyślał o tym co sobie powiedzieli, ale teraz to wszystko wydawało się głupie i nieważne.
-Ja zostanę w klasie – powiedział Harry, wyrywając Louisa z zamyślenia.
Starszy chłopak zerknął na niego, zaskoczony, że sam się do tego zgłosił. Podczas gdy Louis wychodził z siebie z nerwów, Harry wyglądał na zupełnie spokojnego.
-Jesteś pewny? – Louis chciał zabrzmieć cynicznie, jakby niedowierzał w umiejętności Harry’ego, ale zabrzmiał raczej na zaniepokojonego. Cholera.
-Tak – wyszczerzył się Harry – Ale pod jednym warunkiem.
-Jakim? – westchnął Louis, wywracając oczami, bo oczywiście musiał być jakiś warunek.
-Powiesz mi czym się tak przejmujesz.
Jego szczęka dosłownie opadła, a jego usta otwierały się i zamykały jak u złotej rybki wyjętej z wody, kiedy usłyszał niespodziewaną prośbę Harry’ego. Zgadywałby, że Harry chce narkotyków, albo alkoholu, albo czegokolwiek innego niż uczucia Louisa (nie, nie w ten sposób!). Oczywiście Louis chciał protestować, jednak pan Turner był bardzo uważny jeśli chodziło o ich czas, więc nie miał szansy.
-Dobrze, partnerzy na korytarz – niemal wyszczekał nauczyciel wskazując na drzwi – Resztę zapraszam po karty.
Louis po cichu życzył nauczycielowi śmierci, kiedy opuścił pomieszczenie po raz ostatni zerkając na Harry’ego przez ramię, który uśmiechał się, jakby chciał powiedzieć „nie martw się”.
Jakby to było możliwe.
Drzwi klasy zatrzasnęły się za nimi, a puls łyżwiarza natychmiast przyspieszył z nerwów. Denerwował się, że musiał polegać na Harry’m w sprawie jego ocen, ale był też nerwowy, bo był ciekawy jak wiele Harry o nim wie (oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał). To był dobry sposób na sprawdzanie jego wiedzy, bez inicjowania tego.
Było jeszcze gorzej, bo Zayn zgłosił się, by zostać w klasie, zostawiając go samego na nieokreśloną ilość czasu. Louis położył torbę na podłodze i oparł się o zimną ścianę, zamykając oczy i osuwając się po ceglanym murze. Kto wiedział jak długo mogły zająć te pytania. Może mógłby zamknąć na chwilę oczy…
-Czy to miejsce jest zajęte?
Powieki szatyna natychmiast się uniosły, spotykając parę brązowych oczu. Liam Payne stał obok Tomlinsona wskazując na miejsce obok niego.
Powiedzenie, że Louis był w szoku, było by niedopowiedzeniem. W całym życiu powiedział do hokeisty może pięć słów. Chłopak go nie nienawidził, ale zdecydowanie nie byli przyjaciółmi.
Ale Louis nie widział nic złego, zwłaszcza jeśli Zaynowi tak dobrze się z nim układało. Oczy hokeisty nie zdradzały żadnych złych intencji. Były w jakiś dziwny sposób słodkie, jak u Eleanor i świeciły jasno, jak Harry’ego, ale nie aż tak mocno.
-Nie, siadaj – usłyszał swój głos Louis, po czym przesunął się nieco, robiąc chłopakowi miejsce.
-Dzięki – Liam uśmiechnął się opadając na miejsce obok szatyna.
Nie rozmawiali przez kilka chwil i Louis czuł jak jego nerwy powoli wracają, jego dłonie zaciskają się w pięści, by odpędzić nerwowość. Chciał jak najszybciej wrócić do pomieszczenia i usłyszeć pytania. Może mógłby podać Harry’emu kilka odpowiedzi w razie gdyby chłopak utkwił, jednak z pewnego siebie wyrazu twarzy loczka, zgadywał, że chłopak albo był pewny swojej wiedzy o nim, albo po prostu się nie przejmował.
-Louis, tak? – spytał nagle Liam, wyrywając chłopaka z zamyślenia.
-Co? – spytał głównie z powodu zaskoczenia, bo doskonale słyszał o co spytał hokeista.
-Jesteś partnerem Harry’ego i przyjacielem Zayna – tym razem to nie było pytanie. Liam już to wiedział.
-Tak to ja – Louis powoli pokiwał głową – A ty jesteś Liam, partner Zayna i przyjaciel Harry’ego?
-Tak. Ta ostatnia część czasem jest niezbyt przyjemna. Harry potrafi być dupkiem – hokeista pokiwał głową.
-Nigdy nie słyszałem niczego bardziej prawdziwego – Louis zaśmiał się, zanim zdążył się powstrzymać – Czuję się źle, że utknąłeś z Zaynem. To zwykle ja muszę się z nim użerać.
-Lubię go – Liam zarumienił się, kiedy zdał sobie sprawę z tego jak to zabrzmiało – Mam na myśli… Wiesz, jest dobrym kolegą… Tak daleko jak koledzy…
-Tak, masz rację – przerwał mu Louis, by oszczędzić mu zażenowania. Liam wydawał się niezwykle wdzięczny.
-Harry też nie jest taki zły.
Louis zerknął na Liama, natychmiast unosząc brwi. Więc o to chodziło? Harry wysłał Liama, żeby przekonał Louisa, że zielonooki jest dobrym chłopakiem? To był cel? Przecież nie musieli się lubić.
-Wiem co myślisz – powiedział Liam – Nie, Harry nie zmusił mnie do zrobienia tego.
-Więc czemu to robisz? – Louis nie był pewny czy mu wierzyć.
-Bo naprawdę nie jest aż tak zły jak ci się wydaje – odparł brązowooki, nieco marszcząc brwi – I zasługuje na szansę, by móc ci to pokazać.
-Nie obchodzi go co myślę – prychnął Louis.
-Właśnie, że tak – odparł hokeista stanowczo – Obchodzi go to bardziej niż ci się wydaje.
Co to miało do cholery znaczyć? Louis nie odpowiedział, a Liam nie próbował więcej poruszać tematu Harry’ego. Nie poruszył się również, by porozmawiać z kimś innym. To zaskoczyło Tomlinsona. Może mieli coś wspólnego? Bez swojego najlepszego przyjaciela (przyjaciół w wypadku Liama) trzymali się sami.
Drzwi klasy się otworzyły, a uczniowie natychmiast zaczęli się do niej wpychać. Harry nadal siedział w tym samym miejscu w którym zostawił go Louis, wyglądając na zadowolonego z siebie.
Obchodzi go bardziej niż ci się wydaje, obchodzi go bardziej niż ci się wydaje. To zdanie cały czas brzmiało w głowie Louisa, kiedy zbliżał się do zielonookiego chłopaka. Co to znaczy?
-Myślę, że poszło nam nieźle – oznajmił Harry, kiedy Louis zajął swoje miejsce.
Niebieskooki zerknął na niego, by się upewnić, że w jego głosie nie było sarkazmu.
-Więc jesteś ekspertem jeśli chodzi o mnie?
-Oczywiście, że nie – prychnął Harry – Ty, mój przyjaciel, jesteś tajemnicą, ale myślę, że podstawy wiem.
-Zaraz się przekonamy – słowa były ciche, bo Louis myślał tylko o słowach – mój przyjaciel. MÓJ PRZYJACIEL. Ale ludzie mówią takie rzeczy bez przerwy, więc chyba nie było tak, że Harry naprawdę uważał go za przyjaciela.
-Teraz twoja kolej. Co cię dręczy?
Obchodzi go bardziej niż ci się wydaje. Czy to dla tego Harry tak bardzo chciał znać odpowiedź?
-Proszę powstrzymać swój entuzjazm – powiedział pan Turner z westchnieniem. Louis rozumiał jego prośbę. Stary prawdopodobnie nie czuł entuzjazmu od czasów, kiedy dinozaury rządziły ziemią i był pewnie zazdrosny – Przeczytam pytania, a potem wezwę do siebie partnerów, by porównać odpowiedzi. Za każdą pasującą, dostaniecie jeden punkt. Grupa z największą ilością punktów otrzyma wyższy stopień na koniec projektu.
Po pomieszczeniu przebiegł radosny gwar. Pan Turner rzadko podwyższał oceny, więc to był wartościowy prezent.
-Pierwsze pytanie: Kiedy są urodziny partnera.
Louis odetchnął z ulgą. Rozmawiali o tym, poza tym trudno było nie zapamiętać, skoro jego urodziny były w wigilię, więc nie było dla niego szokiem, kiedy Harry odwrócił kartę i jego odpowiedź pasowała do Louisa. Chłopak poczuł niezrozumiałą radość. Nauczyciel postawił kreskę przy imionach Harry’ego i Louisa, by zaznaczyć ich wynik.
Następne pytania były proste. Większość z nich omawiali poprzedniego dnia. Były nawet ulubiony kolor i film. Kilka osób wybuchło śmiechem słysząc tytuł ulubionego filmu Louisa (i gdyby łyżwiarz zwracał na to uwagę, zobaczył by zimne spojrzenie, które hokeista posłał w ich stronę). Niebieskooki nie przejmował się jednak zbytnio, bo on i Harry prowadzili, a zaraz za nimi byli Liam i Zayn.
Jego nerwy powoli opadły i w końcu nie pamiętał czemu w ogóle się denerwował. Harry bezbłędnie odpowiadał na każde pytanie. Tak było dopóki nauczyciel nie zapytał o domowników. Przypomniał sobie, że wspominał o mamie i siostrach, ale Zaynowi zajęło miesiące nauczenie się ich imion.
Kiedy nadeszła ich kolej, Louis powiedział.
-Mieszkam z mamą Jay i czterema młodszymi siostrami Lottie, Felicite, Daisy i Phoebe.
Pan Turner pokiwał z chłodnym dystansem, który zawsze zachowywał przy Tomlinsonie. Oczywiście uśmiechnął się, gdy tylko odwrócił się do Harry’ego.
-Panie Styles?
Harry odwrócił kartkę, nie patrząc Louisowi w oczy. Na początku chłopak myślał, że loczek wstydzi się niepoprawnych odpowiedzi, ale kiedy przeczytał to co było napisane, jego szczęka opadła.
Mama Louisa nazywa się Jay. Mieszka też z czterema młodszymi siostrami Lottie, Felicite i bliźniaczkami Daisy i Phoebe.
Pan Turner wydał z siebie dźwięk pełen podziwu dla Harry’ego i pokiwał głową, stawiając kolejną kreskę obok ich imion. Louis po prostu gapił się na Harry’ego, nie mogąc pozbierać szczęki z podłogi. Pamiętał, że Zayn jego najlepszy przyjaciel nie zapamiętał ich imion dopóki ich przyjaźń nie była solidna.
-Mam dobrą pamięć – mruknął Harry, kiedy dostrzegł, że Louis się na niego gapi.
Dobra pamięć to nie to samo co przejmowanie się, wypomniał sobie. Umiałby przekonać do tego samego siebie, gdyby nie następne pytanie. Ulubiony zespół/artysta. Optymistyczny nastrój Louisa zniknął, kiedy usłyszał to pytanie, ponieważ nie rozmawiali o tym poprzedniego dnia. No trudno, pomyślał, kiedy przyszła ich kolej.
-Ed Sheeran.
Harry zamiast wyglądać na pokonanego, załamanego, nadal uśmiechał się radośnie i odwrócił kartę, na której była napisana (wow, Harry miał naprawdę ładne pismo) odpowiedź. „Ed Sheeran”
Pan Turner wyglądał jakby nie wiedział czy cieszyć się z Harry’ego, czy być zawiedzionym, bo musiał postawić punkt również Louisowi, ale po prostu postawił kolejną kreskę przy ich wyniku i ruszył dalej.
-Strzelałeś? – spytał Louis, spoglądając na Harry’ego ciekawsko.
-Nie bardzo – przyznał Harry – Jakoś do tego doszedłem.
To zupełnie zbiło Louisa z tropu, bo sam doszedł do wniosku, że Harry zgadywał, bo Ed Sheeran był, cóż… Był bardzo lubianym muzykiem.
-Jak? – spytał szeptem, nie chcąc, by ktoś go usłyszał i marszcząc przy tym brwi.
-Pamiętasz jak wczoraj włączyłem muzykę i nagle włączyło się „Give Me Love”? – Louis pokiwał głową nie wiedząc dokąd to dąży – Wywnioskowałem z twojej reakcji. Cała twoja twarz się rozjaśniła i powiedziałeś „Kocham tą piosenkę” i to było oczywiste, że mówiłeś szczerze… Nie przez to co powiedziałeś, tylko jak to poiedziałeś. Po prostu… To miało na ciebie naprawdę silny wpływ… A ja reaguję tak samo, kiedy słyszę mój ulubiony zespół, więc… - wzruszył ramionami.
To wzruszenie ramion było dla Louisa tym czymś. Wzruszenie ramion, które sugerowało, że dla Harry’ego nie było to nic nadzwyczajnego, jakby nie powiedział czegoś głębokiego o Louisie. Szatyn nie mógł w to uwierzyć. Nawet kiedy Harry odwrócił wzrok, Tomlinson wpatrywał się w jego profil, próbując go zrozumieć.
Harry domyślił się czegoś o nim, nawet o to nie pytając. Nawet nie wspominając o tym. Nikt nigdy tego nie zrobił. Nie miało znaczenia, że to było coś tak błahego i zwyczajnego, nadal, zrobił to. Obserwował, zobaczył i zrozumiał jakby to było łatwiejsze niż oddychanie.
Liam miał rację. Harry Styles przejmował się… Musiał… I Louis nie mógł znaleźć w sobie siły, żeby go więcej nienawidzić. Mylił się i nigdy nie czuł się tak szczęśliwy z tego powodu, w całym swoim życiu.
Nie było to zaskakujące, że wygrali, oczywiście otrzymując kwaśne spojrzenia od kilku innych uczniów, ale również kilka uśmiechów i gratulacji od Zayna i Liama, którzy wydawali się nie przejmować tym, że przegrali o kilka punktów. Nie mieli co robić do końca zajęć, ale nikt się tym nie przejmował.
-Więc, skoro tym razem mamy czas – zaczął Harry, patrząc na Louisa oczekująco – Co cię wcześniej dręczyło?
Och, po prostu fakt, że myślałem, że się nie przejmujesz, kiedy ja już przestawałem cię nienawidzić i byłem tak rozkojarzony, że zawaliłem trening.
-To już nie ważne – Louis machnął ręką – Nie martw się o to.
Harry nie wyglądał na rozbawionego.
-Możesz mi powiedzieć. Jak chcesz to nawet nic na to nie odpowiem. Jakbym nigdy nie usłyszał.
Louis nie miał zamiaru mu powiedzieć. Naprawdę. Mimo to kilka słów opuściło jego usta, zanim mógł je powstrzymać.
-Trener zwolnił mnie z treningu jednego dnia – wziął głęboki wdech zdając sobie sprawę z tego, że musi kontynuować – Dał mi wolny wieczór i naprawdę umieram z przerażenia, bo co jeśli myśli, że jestem niewystarczająco dobry, by wziąć udział w zawodach? Co jeśli się dowiedział… - niemal się zakrztusił chcąc powstrzymać swoje wyznanie - … że nie mogę poprawnie wykonać mojego aksla? To… To trudne.
Odwrócił wzrok nie chcąc widzieć zarozumiałości, którą niemal na pewno dostrzegłby w oczach Harry’ego. Kogo to obchodzi? Powiedział by Harry. To tylko łyżwiarstwo.
Nagle Louis poczuł dłoń na swoim ramieniu, i chociaż zesztywniał, nie poruszył się, by ją strzepnąć. Tak naprawdę ten dotyk był… Przyjemny. Przyjemny i ciepły.
-Louis – jego ton sprawił, że szatyn natychmiast na niego spojrzał. Harry patrzył na niego spod tej góry loków na jego głowie, a w jego spojrzeniu była jedynie szczerość – Jesteś wspaniałym łyżwiarzem. Myślę, że trochę przesadzasz.
-Nigdy nie widziałeś jak jeżdżę – chłopak mruknął ponuro.
W oczach Harry’ego pojawiło się coś dziwnego. Coś jak panika i strach, a po chwili chłopak zabrał dłoń z ramienia Tomlinsona, jakby poraził go prąd.
-Nie, oczywiście, że nie – odparł – Mam na myśli… Zdobyłeś tyle medali, że wydaje mi się, że musisz być niezły.
Louis ledwie mógł się skupić na beznadziejnej wymówce Harry’ego. Był zbyt zajęty zastanawianiem się, czemu czuł na ramieniu nagły chłód.
-Może i tak – mruknął wymijająco.
-Nie masz dziś treningu?
-Nie, aż do jutra – pokręcił głową Louis.
-Może… Jeśli oczywiście nie jesteś zajęty… Mógłbyś przyjść na mecz? – Harry wyglądał jakby z trudem przychodziło mu oddychanie, a Louis był zbyt zszokowany, by odpowiedzieć – Po prostu to pierwszy mecz w tym sezonie… Oczywiście możesz też…
-Zobaczę co mi się uda zrobić – uśmiechnął się Louis, drażniąc się, a Harry skrzywił się nieco.
-Hej, wisisz mi, za te dodatkowe punkty, które dla nas zdobyłem.
-Właśnie ci się tu wyżaliłem, Styles. Nic ci nie wiszę.
-Dobra. Mimo to, powinieneś przyjść – powiedział Harry, wydając z siebie dramatyczne westchnięcie.
-Wyglądaj mnie. Może wpadnę – było to wątpliwe, jednak zaproszenie wzbudziło jego zainteresowanie, a w jego klatce piersiowej zaczęło rosnąć podekscytowanie.
Harry uśmiechnął się, a Louis pomyślał, że, zdecydowanie mógłby się przyzwyczaić do bycia jego przyjacielem. Dzwonek zadzwonił i chłopcy poszli w przeciwne strony. Ramię Louisa nadal owiewał chłód, kiedy szedł, tęskniąc za czymś, o co nie miał słów, by poprosić.
*sass-burger… No cóż dla mnie samej to zbyt zabawna nazwa, by ją tłumaczyć
**PMS - zespół napięcia przedmiesiączkowego (w razie gdyby ktoś nie oglądał amerykańskich komedii romantycznych, gdzie to występuje w co drugim zdaniu ;))
Piątkowy Wieczór
Louis nigdy wcześniej nie był na meczu hokeja. Właściwie, nigdy wcześniej żadnego nie widział, nie licząc tego, który obejrzał z mamą, bo „przecież kochasz jazdę na łyżwach, a hokej jest na lodzie!”. Gdyby tylko wiedziała. Jednak przez ten krótki okres czasu udało jej się wytłumaczyć Louisowi zasady gry, mimo tego, że co chwila przerywał jej, by zadać najróżniejsze pytania. („Czemu krążek nie jest większy?”, „Czemu muszą popychać go kijami?”, „Czemu po prostu nie użyją ich, żeby się nawzajem podciąć? Wtedy to by było o wiele bardziej interesujące”)
Mimo tego, że miał wolny wieczór, nie planował iść na mecz. Harry nie mógł by być zawiedziony, bo przecież będzie otoczony przez wielki tłum przyjaciół i nie mieli by okazji do rozmowy. Nie miał zamiaru iść. Naprawdę. Dopóki nie otrzymał wiadomości od Eleanor. „Chodźmy dziś na mecz. Może być fajnie xx”
To było dla niego zaskoczenie. Nie wiedział kiedy El polubiła hokeja, zwłaszcza, że tak nienawidziła Harry’ego. Pomimo tego cieszył się, że będą mieli okazję spędzić trochę czasu razem. Czuł się jakby ledwie się widywali przez szkołę i wszystkie treningi
Nawet jeśli Louis był zaskoczony propozycją Eleanor, to był dosłownie zbity z nóg, kiedy wspomniał o tym Zaynowi, a ten odparł tylko „To wspaniale. Chciałem spytać, czy pójdziesz, ale teraz już nie muszę”
-Zayn – powiedział Louis powoli – Nigdy nie uczestniczyłeś w życiu szkoły. Czemu chcesz iść?
Gdyby Zayn był nim, albo chociaż w połowie normalną istotą ludzką, zarumienił by się. Ale to był Zayn. Był zbyt super, by się rumienić.
-Byłem na twoich zawodach – odparł chłopak (poszedł na zawody raz, po czym stwierdził, że to „zbyt gejowskie, nawet dla niego”) – Poza tym, może być fajnie. Nigdy nic nie wiadomo.
-Bzdury – odparł szatyn – Chcesz iść, żeby napatrzeć się na swojego cukiereczka, Liama.
-Wiesz, jeśli nadal będziesz tak mówił to ludzie wciąż będą myśleć, że jesteś gejem – oznajmił poważnie.
Louis wywrócił oczami i uderzył Zayna w ramię, za bycie takim dupkiem, ponieważ wiedział, że miał rację. Liam Payne przykuł uwagę Zayna.
Teraz Louis stał przed lustrem, oceniając swój strój i zastanawiając się czy dobrze się ubrał. Co się w ogóle nosiło na mecze hokeja? Louis nie miał nic w kolorze szkoły (szmaragdowy nie pasował do jego karnacji), więc nie mógł zrobić nic by pokazać swoją dumę z Akademii (która była teoretyczna, bo niezbyt lubił szkołę).
Wydawało mu się jednak, że ciemnoniebeski sweter i szare rurki, oraz zwykła para TOMSów były wystarczające.
Zayn pojawił się za nim i z impetem położył mu dłoń na ramieniu.
-Chcesz zaimponować El?
-Oczywiście – odparł Louis sucho, odwracając się do przyjaciela – Wyglądasz… Uhm… Świetnie – Zayn w przeciwieństwie do niego był cały wystrojony w kolory Akademii – Nowa? – spytał wskazując na bluzę, której nigdy wcześniej nie widział.
-Nie moje – odparł Zayn, wzruszył ramionami i przeczesał włosy palcami, by się upewnić, że dobrze się układają –Wspomniałem Liamowi, że nie mam nic w barwach szkoły i pożyczył mi.
Louis prawie zakrztusił się własną śliną.
-Pożyczacie sobie ubrania? Boże, nie sądzisz, że to za wcześnie?
-Dzięki za radę, Panie dałem-Eleanor-moją-ulubioną-bluzę-po-kilku-godzinach Tomlinson – powiedział sarkastycznie – Poza tym my nie jesteśmy w związku, czy coś, dupku.
-To nie była moja ulubiona – odparł Louis. Jego ulubionym był biały sweter i nie miał zamiaru odpuścić – No i co za różnica. Chcesz tego, więc to to samo.
-Po prostu myślę, że on jest… W porządku.
-Taa… A ja myślę, że ty jarasz tylko troszeczkę.
-Przestań się bawić w swatkę. Nie jesteś nastoletnią dziewczynką – prychnął Malik.
-A gdybym był? Jesteś taki niewrażliwy.
-Przepraszam za skrzywdzenie twoich uczuć Księżniczko Lodu – Zayn wywrócił oczami.
Ktoś głośno zapukał do drzwi. Louis uśmiechnął się szeroko – Eleanor przyszła. Pobiegł do drzwi i otworzył je, ukazując czekające po drugiej stronie, uśmiechniętą Eleanor i mniej entuzjastyczną Danielle, najlepszą przyjaciółkę Eleanor.
-Nieźle wyglądasz – stwierdziła jego dziewczyna z uśmiechem.
Louis przeczesał włosy palcami i szybko zignorował to, że gest przypomnił mu o Harry’m.
-Dziękuję – zerknął na nią. Musiał przyznać, że wyglądała wspaniale w krótkiej ołówkowo czarnej spódnicy, czarnych rajstopach i cekinowym topie – Ty też. Nie będzie ci zimno?
-Louis, praktycznie żyjemy na lodowisku – wywróciła oczami dziewczyna – Przeżyję.
Opuścili pokój. Zayn i Danielle szybko rozpoczęli przyjacielską rozmowę, a Louis i El stali blisko siebie, trzymając się za dłonie.
-Czemu nie było cię dziś na treningu? – spytała Eleanor, zdziwiona.
-Trener dał mi dzień wolny. Nie wspominał? – Louis zmarszczył brwi.
-Dał ci dzień wolny? – spytała unosząc brwi – Czemu miałby to zrobić?
Kiedy tylko Louis pomyślał, że skończył panikować, ton Eleanor sprawił że jego obawy wróciły.
-Szczerze, nie mam pojęcia.
-Bo jest cholernie niesamowity. Dlatego! – wciął się Zayn z szerokim uśmiechem, obejmując ramiona przyjaciela – Nasz Lou jest kolejnym Mitchell Kwan.
-To jest Michelle Kwan, a ja nie jestem dziewczyną.
-Właśnie dlatego powiedziałem „Mitchell”.
-Nie możesz po prostu zmieniać czyjejś płci…
-Ale nigdy wcześniej tego nie robił – przerwała im łyżwiarka, jej ton zimny, bez śladu rozbawienia – Czemu miałby zacząć teraz?
Louis pomyślał o tym co Harry powiedział mu rano.
-Może myśli, że tego potrzebuję. Przynajmniej tak powiedział.
-Czy ja wiem… - nie brzmiała pewnie.
Louis kochał Eleanor, ale naprawdę chciał, by zrozumiała jak bardzo jej słowa na niego wpływają. Z pewnością będzie miał atak paniki, zanim ktokolwiek się zorientuje.
Jego telefon wybrał idealny moment, żeby zawibrować, dając Louisowi znak, że dostał wiadomość. Wyciągnął aparat z kieszeni i zerknął na ekranik: Nowa wiadomość od Twój Znienawidzony Partner na Angielskim. Na jego ustach pojawił się uśmiech, a obawy zostały zepchnięte na dalszy plan.
Lepiej mnie nie wystaw. -H
Louis zachichotał i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Zakaszlał, żeby po chwili zaśmiać się co było o wiele bardziej męskie.
Będziesz musiał poczekać i zobaczyć sam –L, odpisał, nie zauważając Eleanor, zaglądającej przez jego ramię.
-Kto to? – spytała niewinnie.
Z tego co wiedziała, jedyni ludzie w życiu Louisa właśnie szli w ich grupie. Louis poczuł przemożną chęć, by jej nie powiedzieć, co było po prostu głupie. Na miłość boską, była jego dziewczyną.
-To… Uhm… Harry. Harry Styles – mruknął, z jednej strony mając nadzieję, że nie usłyszy, a z drugiej, że stanie się odwrotnie.
-Harry Styles? – w jej głosie nie było nic co mogło by dawać znak, że w ogóle brała pod uwagę taką odpowiedź.
-Tak – odparł – Jest moim… Uh… Partnerem na angielskim – czy mógł powiedzieć, że są przyjaciółmi? Jasne, chciałby, żeby tak było, ale czy to znaczyło, że faktycznie się przyjaźnili? Przecież nie byli oficjalnie na Facebooku czy coś, więc…
-Więc piszesz z nim? – spytała z niedowierzaniem.
-Tak. Czemu nie? – starał się brzmiać nonszalancko.
Zdecydował się nie wspominać o ich ‘przyjaźni’ bo nie mógł sobie wyobrazić pozytywnej reakcji Eleanor na taką nowinę – Ale tylko na temat projektu.
Jego telefon ponownie zawibrował, a Louis miał uczucie, że wiadomość na pewno nie będzie związana z projektem. Nagle poczuł się winny i nie mógł zrozumieć czemu. W końcu tak naprawdę nie skłamał Eleanor (a właśnie, że tak), po prostu mówił kreatywną prawdę (bullshit).
El wyglądała na zadowoloną z jego odpowiedzi i odwróciła się do Danielle. Louis odetchnął z ulgą i zerknął na telefon.
Jeśli pójdziesz, sprawię, że nie będziesz żałował ;) –H
Louis oparł się pokusie, parsknięcia śmiechem, bo nie śmiało się z czegoś co powiedział twój partner, kiedy twoja dziewczyna myśli, że go nienawidzisz.
Czekam z niecierpliwością -L
~*~
Wyglądało jakby cała szkoła pojawiła się na meczu, co było prawdopodobne, bo z jakiegoś powodu to był najpopularniejszy sport w szkole. Pewnie dlatego, że dużo wygrywali. Drużyna piłkarska nigdy nie była szczególnie dobra, a ludzie lubili kibicować zwycięzcom.
Mimo tego, że byli na lodowisku, powietrze nie było ani trochę zimne, z tłumami ludzi na trybunach. Grupa Louisa musiała wspinać się na sam szczyt z przekąskami dłoni, bo Louis wyraźnie wyznaczył ławkę na której najbliżej mogą usiąść. Nie był przecież jakimś fanem hokeja, żeby siadać w pierwszym rzędzie.
Była za pięć dziewiętnasta, co znaczyło, że dotarli akurat na czas, bo gra zaczynała się o siódmej. Drużyna gospodarzy ubrana była w zielone uniformy, jak i goście (nazywali się „Dzikie Koty”, mimo tego, że nosili fluorescencyjne, fioletowe stroje) znajdowali się już na lodowisku, prawie kończąc rozgrzewkę. Louis przez chwilę szukał burzy loków, zanim się zorientował, że skoro Harry gra, to będzie miał na głowie kask. Mimo to znalazł go – Styles było nadrukowane na koszulce nad numerem 12.
Harry oczywiście nie zwracał uwagi na tłum. Był czas na grę i przeszedł na tryb „Boga hokeja”. Louis nadal miał nadzieję, że w którymś momencie Harry spojrzy na niego. Wtedy on będzie mógł uśmiechnąć się, jakby mówił „Jednak przyszedłem”.
Niedługo potem, gra się zaczęła. Gracze ustawili się na pozycjach, by rozpocząć starcie. Harry stał na środku (korzyści z bycia kapitanem), Liam był na prawym skrzydle, a Niall na bramce. To prawdopodobnie było dobre posunięcie. Chłopak wreszcie mógł wykorzystać swoje nieskończone pokłady energii.
Pierwszą rzeczą, którą Lou dostrzegł to to, że Harry był szybki. Poruszał się o wiele płynniej niż inni gracze. Jednak jego ruchy nie były pełne gracji tak jak u łyżwiarzy figurowych. Jego łyżwy drapały lud, kiedy nachylał się tak bardzo, że Louis dziwił się, iż chłopak jeszcze się nie przewrócił. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że hokeiści nie mieli toe-picks* które by ich ograniczały. Oglądanie jak Harry jeździ było… Intensywnym doświadczeniem. W jego ruchach była moc i siła, a za nimi kryła się brutalność, ale również niebezpieczna pasja, która ciągnęła się za nim.
Drugą rzeczą, którą dostrzegł, było to, że był mądry. Nie jeździł za krążkiem jak idiota, mimo, że tego oczekiwało się po kapitanie. Jeśli miał krążek i był otoczony, posyłał go na drugą stronę lodowiska i za każdym razem odbierał go, już przygotowany na to kolega z drużyny. Przez to Louis poczuł się odrobinę winny, bo oczekiwał, że Harry będzie samolubny. Jak mógł się tak bardzo pomylić?
Pod koniec pierwszej części, wynik był 3 do 1 dla Szmaragdowych Wzgórz. Harry strzelił jednego gola, Liam drugiego a trzeciego jakiś wielki gość imieniem Jason. Szło im świetnie. Druga część minęła bez rewelacji. Harry nawet nie spróbował go szukać, co było oczywiste, bo przecież był zajęty.. Wiecie, hokejem. Mimo to czuł się trochę rozczarowany, jednak jego przyjaciele byli zbyt zajęci by to zauważyć. Eleanor oglądała ze szczerym zainteresowaniem, a Zayn cały czas obserwował Liama z szerokim uśmiechem.
W połowie drugiej przerwy, dostał wiadomość, która go zaskoczyła.
Nie widzę cię. Złamałeś moje serce, czy po prostu się ukrywasz? –H
Louis nie wiedział co zrobić z tym dziwnym uczuciem, które poczuł, kiedy to przeczytał. Czuł jak uśmiech pojawia się na jego twarzy. Pomyślał, że pewnie przypomina teraz Zayna (poza tym, że byli oczywiście inni, bo Louis nie lubił chłopców, tak samo jak Harry, a on miał dziewczynę i tak)
A ty mówisz, że to ja dramatyzuję – odpisał Louis – Jestem na samej górze, po lewej –L
Mojej lewej, czy twojej? –H
Mojej lewej, twojej prawej -L
Wiem, że mam** -H
Louis przez chwilę gapił się w ekran, zanim zrozumiał i wybuchł śmiechem.
Jesteś idiotą –L
Dziękuję :) Dobra, widzę cię. Zerknij na ławkę. –H
Louis natychmiast podniósł głowę, zdziwiony. Jego wzrok pomknął ku lodowisku, zanim spoczął na ławce, gdzie siedzieli gospodarze. Nie wiedział, czego się spodziewał, ale na pewno nie Harry’ego w hełmie i rękawicach, patrzącego się prosto na niego.
Louis niepewnie uniósł dłoń i pomachał Harry’emu. Chłopak dostrzegł gest i spojrzał prosto w oczy Louisa, posyłając mu śnieżnobiały śmiech z… Boże jedyny, czy to był dołeczek? Potem chłopak uniósł rękę i dziko pomachał ramieniem nad głową, jakby rozdzielono ich na lata i teraz ponownie się spotykali. Niektórzy ludzie to zauważyli i odwrócili się, by spojrzeć na Louisa ciekawsko, a on poczuł jak jego policzki przybierają czerwoną barwę.
Zayn był jednym z tych, którzy zauważyli to co zrobił Harry. Odwrócił się do Louisa z tym wielkim wyszczerzem.
-Ktoś tu się cieszy, że cię widzi.
Louis mógł go uderzyć i zrobiłby to, gdyby głośny dzwonek mu nie przerwał, sygnalizując, że zaczyna się trzecia część meczu, więc po prostu wywrócił oczami i założył ramiona na klatce piersiowej. Nie zauważył spojrzenia, które posyłała mu Eleanor, zauważywszy to co wyczyniał Harry.
Następną wiadomość dostał po trzeciej części. Louis wyjął telefon i odczytał wiadomość z nadludzką prędkością.
Powinniśmy spędzić razem trochę czasu po meczu. Spotkasz się ze mną przy Olimpijskim? -H
Louis zamrugał, a potem znowu i jeszcze raz. Nie ważne było jednak ile razy mrugał, wiadomość nie znikała. Uszczypnął się, nie wierząc, że to prawda. Harry Styles chciał spędzać czas z nim w piątek wieczorem, kiedy na pewno było dużo imprez (większość gratulująca zwycięstwa, silnie zakrapiana) na które mógł iść? Louis nawet się nie zastanawiał i pospiesznie odpisał.
Będę –L
Jeśli miał być szczery, ciężko mu było zwracać uwagę na grę po tym (nie, żeby wcześniej próbował). Ich wspólne spędzanie czasu było tak inne od spędzania czasu, by pracować nad projektem… Chyba, że Harry właśnie dlatego chciał się z nim spotkać. Nie, to nie możliwe. Louis świetnie oceniał charakter (w każdy dzień, którego nazwa nie kończyła się na a, albo k) i wiedział, że Harry nie był kujonem, który w weekend spędzał czas na nauce.
Przez całą ostatnią część gry, zerkał na zegar, żeby zobaczyć ile czasu zostało do końca. Czuł się dziwnie podekscytowany. Czy nie tak czuli się ludzie, którzy zaprzyjaźniali się z nowymi ludźmi? Louis nie wiedział. Oczywiście, miał przyjaciół, ale nie takich jak Harry. Nie miał przyjaciół (poza Zaynem) których sam znalazł, którzy z własnej woli przebywali z nim przez dłuższy czas, ale wyglądało na to, że to miało się zmienić.
~*~
Nikogo nie zakoczyło to, że wygrali. Końcowy wynik wynosił 5 do 2. Harry strzelił kolejnego gola i Louis był niemal pewny, że po tym jak krążek trafił do bramki, Harry odwrócił się i spojrzał prosto na niego, co wcale nie spowodowało, że Louisowi zaparło dech.
Eleanor i Danielle wyglądały jakby umierały z radości, kiedy opuścili lodowisko. Skakały z radości i piszczały podekscytowane jak pozostali uczniowie. Zayn wyglądał jakby czuł się tak samo, po raz pierwszy nie naćpany marihuaną. Louis czuł jak jego ciało wraz z krwią pompuje adrenalinę, ale to raczej miało więcej wspólnego z tym, że gra się skończyła i z tym gdzie się teraz wybierał.
-Masz jakieś plany na wieczór? – spytała El, kiedy zatrzymali się na chwile, przy jednym ze stołów w korytarzu.
Louis przez chwilę pomyślał nad tym, by powiedzieć jej prawdę. Jeśli odpowiedziałby przecząco, chciałaby spędzić z nim trochę czasu, gdyby odpowiedziałby twierdząco, musiałby przyznać się, że idzie spotkać się z Harry’m z powodów ani trochę nie związanych ze szkołą.
-Nie – odparł, czując się nieco winny. Wytłumaczy jej kiedyś, usprawiedliwił się, kiedy ich przyjaźń będzie trwalsza – Mam jutro wcześnie trening, więc wrócę do pokoju - to nawet nie było kłamstwo. Naprawdę miał trening z prywatną trenerką, ale nie było jeszcze dziesiątej, więc miał czas na sen.
-Okej – pokiwała głową z uśmiechem – Ja też pójdę spać. Jutro długi dzień – wspięła się na palce i cmoknęła go w usta, zanim odeszła.
Kilka rzeczy było nie tak.
Po pierwsze, kiedy Lou i El się rozstawali, ona zawsze proponowała, że go odprowadzi. Louis zawsze odmawiał, ale ona i tak powinna to zaproponować.
Po drugie, jutro była Sobota. Eleanor nigdy nie ćwiczyła w soboty. Poza tym z tego co wiedział, nie miała innych planów. Gdyby miała, powiedziała by mu. Przynajmniej zazwyczaj tak robiła.
Jednak największym znakiem ostrzegawczym, że coś jest nie tak, było to jak odeszła. Odkąd powiedzieli to wielkie słowo na „L” (i nie, nie chodzi o „lesbijki”), El zawsze to mówiła, kiedy się rozstawali.
Więc, krótko mówiąc, El była na niego zła. A Louis nie miał pojęcia czemu.
-Więc, co tak naprawdę robisz? – spytał Zayn, odzywając się po raz pierwszy od tego komentarza o Harry’m.
-Czy próbujesz mi wmówić, że skłamałem mojej dziewczynie? – Louis próbował wyglądać na urażonego.
-Lou, ty naprawdę jej skłamałeś, a jedyny powód, który przychodzi mi do głowy to to, że chcesz zrobić coś czego ona nie pochwala.
-Harry chciał spędzić trochę czasu razem – mruknął Louis. Nienawidził, kiedy Zayn miał rację.
Nagle wyraz twarzy jego przyjaciela zmienił się. Na jego ustach pojawił się uśmieszek.
-Ochhh – przeciągnął – Harry, chciał spędzić trochę czasu razem. Oczywiście.
Louis rzucił Zaynowi spojrzenie, które jasno mówiło Zamknij się.
-Nie musisz gdzieś iść?
-Właściwie to mam – chłopak z Bradford uśmiechnął się szeroko – Liam zaprosił mnie na imprezę.
-Kiedy to zrobił? – chciał wiedzieć Louis, zaskoczony.
-Najwyraźniej mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Harry poprosił cię o wspólne spędzenie czasu.
-W takim razie nie pozwól mi cię dłużej zatrzymywać – Louis uniósł ręce.
-Jestem pewien, że Harry ma w planach wpaść tam – powiedział Zayn – Też mógłbyś.
-Tak, bo naprawdę potrzebuję mieć sportowego kaca na jutrzejszym treningu.
-Tylko proponowałem – niewinnie wzruszył ramionami, chowając dłoń do kieszeni, by odczytać wiadomość, którą najwyraźniej przed chwilą dostał – Muszę lecieć. Do zobaczenia później.
Odszedł bez słowa, a Louis nie mógł nie zauważyć jak podobne było pożegnanie jego i Eleanor.
Połknął gulę, która formowała się w jego gardle i ruszył w kierunku lodowiska Olimpijskiego, przeszukując tłum w poszukiwaniu pary zielonych oczu. Nie był pewien jak długo zajmowało hokeistom, przebranie się, ale miał nadzieję, że nie trwało to długo. Odetchnął i skrzyżował ramiona na piersi, opierając się o jedną ze ścian obok dozownika wody. Jego myśli odpłynęły ku niezliczonym możliwościom spędzenia tego wieczoru. Może pójdą na tą imprezę, jednak Louis nie mógł sobie wyobrazić, by to mogło być zabawne, kiedy on uparcie nie będzie pił alkoholu.
-Hej.
Nagły głos sprawił, że Louis podskoczył. Opuścił wzrok, by spojrzeć w oczy Harry’ego. Hokeista uśmiechał się, unosząc kącik ust. Jego loki były wilgotne. Kilka kropli spływało po jego uśmiechniętej twarzy. Już drugi raz, był ubrany zwyczajnie. Miał na sobie dżinsy, które jakimś cudem jednocześnie były luźne i idealnie ukazujące jak szczupłe były jego nogi, oraz fioletową bluzę Jacka Willsa.
Fioletowy, pomyślał Louis. Mój ulubiony kolor.
-Cześć – odparł, brzmiąc piskliwie i niebezpiecznie podobnie do dwunastoletniej dziewczynki.
-Podobała ci się gra? – spytał Styles, obojętny na fakt, że emocje Louisa wariowały przez bluzę w jego ulubionym kolorze. Jaki dziwny zbieg okoliczności.
-Tak było naprawdę świetnie – parsknął Louis.
-Och, daj spokój. Nie mogło być, aż tak źle – odparł Harry – Nawet strzeliłem dla ciebie gola! – puścił mu oko i to sprawiło, że Tomlinson chciał jednocześnie uderzyć go i się zaśmiać.
-Czy takim tekstem podrywasz dziewczyny? – zaśmiał się, marszcząc brwi, udając niewinność.
-Za kogo mnie bierzesz? Jakąś lafiryndę?
-Jestem pewien, że połowa dziewczyn tylko czeka, aż wskoczysz do ich łóżek.
Harry spiął się przez chwilę, ale potem zrelaksował się.
-Gotowy?
-To zależy. Mogę wiedzieć dokąd idziemy?
-Na spacer – odparł Harry, ponownie się uśmiechając. Widząc niepewność Louis, szybko dodał – Och, no chodź. Będzie fajnie.
-Powiedział, prowadząc mnie na śmierć.
Harry wywrócił oczami i ruszył, dając Louisowi znak, by za nim szedł. Chłopak natychmiast podążył za hokeistą. Gdyby nie był tak zajęty patrzeniem się w jego zielone oczy, dostrzegłby, że Harry trzymał dłoń wyciągniętą, trochę za długo, jakby chciał, by drugi chłopak ją chwycił.
Powoli zaczęli oddalać się od areny. Światła i dźwięki zanikały, aż w końcu szli w kompletnej ciszy, przerywanej ich oddechami i dźwiękami kroków. Louis niemal słyszał bicie swojego serca, które, dzięki Bogu, wróciło do normalnego rytmu. Nie wiedział dokąd dokładnie idą. Harry nie kierował się do pokoi, ani nawet do tej hali, ale nie przeszkadzało mu, że nie wiedział. Przez to był tylko podekscytowany.
Niebo było już ciemne, dając gwiazdom idealne pole do popisu. Księżyc był prawie w pełni, a jego blask oświetlał chłopców. Harry w białym świetle wyglądał na jeszcze bledszego niż zazwyczaj. Jego skóra miała kremowy odcień kości słoniowej i Louis był pewien, że jego cera nigdy taka nie była, nawet w dzieciństwie.
Cisza między nimi powinna być niezręczna, ale była dziwnie przyjemna. Louis nie czuł się zobowiązany do prowadzenia rozmowy, jak się czuł przy każdej innej osobie. To było łatwe. Naturalne. Nie mógł uwierzyć, że tak długo trzymali się z dala od siebie.
Tomlinson nie był pewien jak długo jeszcze szli, pewnie około dziesięciu minut, zanim Harry nagle się zatrzymał, powodując, że Louis niemal potknął się o swoje stopy. Zanim mógł spytać co robią, Harry opadł na ziemię i położył się na trawie. Hokeista wyciągnął ramiona nad głową. Jego koszulka podwinęła się odrobinę, a Louis podświadomie, pozwolił swoim oczom spocząć na bladej skórze brzucha chłopaka.
-Podoba ci się to co widzisz? – spytał Harry, w końcu przerywając ciszę.
-Przecież wiesz – powiedział sucho Louis, patrząc na niego, w duszy wdzięczny, że w ciemności Styles nie mógł zobaczyć jego rumieńców.
Harry podniósł się na łokciach (i wow, to dało pewnemu komuś lepszy widok na jego tors, nie żeby patrzył)
-Dołączysz do mnie?
-Tam? – spytał chłopak, wskazując na ziemię.
-Nie, Lou, na wycieczce do innego wszechświata, by stać się pierwszymi międzygalaktycznymi mężami.
-Jeśli tak mi się oświadczasz to odmawiam – powiedział Louis, próbując ukryć uśmiech, słysząc, że Harry użył zdrobnienia.
Inna dłoń, chwycia jego własną i pociągnęła go w dół, co sprawiło, że Louis wydał z siebie możliwie najmniej atrakcyjny dźwięk i stracił równowagę, upadając prosto na klatkę piersiową Harry’ego. Jego kończyny dziwacznie opadły na ziemię po bokach Harry’ego. Zderzyli się głowami, a ich policzki otarły się o siebie. Louis zaczął się odsuwać. Był pewiem, że jego klatka piersiowa zaraz wybuchnie od tego uczucia.
-Powinieneś zobaczyć swoją minę. Była bezcenna - Harry obserwował go z uśmiechem jakby wygrał milion dolarów.
-Jesteś idiotą - Louis pokazał mu język i zszedł z Harry’ego, kładąc się na chłodnej, nieco wilgotnej trawie.
-To boli Lou – Harry wskazał na swoje serce – Boli dokładnie tutaj.
-Niedługo będzie bolało cię gdzie indziej.
Harry zaśmiał się, a po chwili między nimi znowu zapadła cisza. Louis odwrócił wzrok od chłopaka i spojrzał na niebo, próbując znaleźć konstelacje, które znał. Była idealna noc. Nie było ani jednej chmurki, a niebo ciągnęło się w nieskończoność.
-Mogę o coś spytać? – odezwał się Harry po chwili, odwracając głowę, by spojrzeć na Louisa.
-Jasne – chłopak pokiwał głową, nie odwracając wzroku od nieba.
-Czemu jeździsz?
-Czemu oddychasz? – Louis nie był ani trochę zbity z tropu.
-Bo tego potrzebuję – Harry wydawał się zdziwiony.
-Właśnie. Dlatego jeżdżę. Bo tego potrzebuję.
-Ale czemu? – dociekał chłopak z Cheshire. Wyglądał na zawiedzionego, jakby Louis nie dał odpowiedzi na którą czekał – Czemu to kochasz?
-Ja nie… Nie wiem jak to wytłumaczyć – to zaskoczyło szatyna.
-Spróbuj? - Zielone oczy spotkały niebieskie. Jego głos był łagodny, jakby mówił tylko do Louisa. Jakby reszta świata, cały chaos i hałas, zniknęły, jakby nie było potrzeby mówić inaczej niż delikatnie i cicho, bo byli jedynymi ludźmi na Ziemi.
Szatyn odwrócił wzrok, nie mogąc myśleć jasno, kiedy czuł na sobie tak intensywne spojrzenie Harry’ego.
Znał odpowiedź na to pytanie. Nie musiał nawet o tym myśleć, ale czy naprawdę mógł powiedzieć to Harry’emu? Jego oczy wróciły do chłopaka, który nadal się w niego wpatrywał. Jego blade oczy, przeszywały go na wylot. Z jakiegoś powodu… Czuł jakby mógł powiedzieć to hokeiście. Nigdy nie powiedział nikomu innemu, ale głównie dlatego, że nikt nie przejmował się wystarczająco, by o to zapytać.
-Nie wiem czemu –zaczął. Jego serce przyspieszyło, ale on to zignorował. – Ale zawsze czułem, jakby… Jakby części mnie brakowało. Może to przez rozwód rodziców… Mam na myśli… Prawie nie widuję już mojego taty. Ale kiedy jeżdżę, nie czuję się tak. Czuję się pełny. Kompletny. Czuję się… Wolny – zerknął na Harry’ego, który nie patrzył już na niego, a w przestrzeń, jakby go nie słuchał. Louis poczuł, jakby jego serce opadało do żołądka, wbrew jego woli – To pewnie brzmi idiotycznie…
-Nie – przerwał mu Harry, nadal nie patrząc mu w oczy. Jego były zamknięte. Wziął wdech, jakby chciał się uspokoić. – Ostatnio czułem się… Sam nie wiem… Mniej entuzjastycznie jeśli chodzi o hokej, i próbowałem sobie przypomnineć jak się czułem, kiedy po raz pierwszy grałem, kiedy to kochałem. Czuję, jakby… Może to było tak.
To była ostatnia rzecz jakiej Louis się spodziewał.
-Więc czemu nadal grasz, skoro tego nie lubisz?
-Lubię, ale nie tak bardzo. Trochę, jakby to uczucie… Wyblakło.
-Jak myślisz, co się stało?
-Nie wiem – westchnął Harry – Ale wiem, że jest inaczej. Może wróci.
-Musisz po prostu pamiętać – powiedział Louis – Pamiętać, czemu się w tym zakochałeś.
Harry przez chwilę siedział cicho. Po chwili otworzył oczy, a potem powiedział cicho, tak, że Louis prawie tego nie usłyszał.
-Myślę, że pamiętam.
*toe-picks – nawet nie wiem jak ująć to słowami. To są takie malutkie… Nie wiem… Kolce? Przy czubku ostrza w łyżwach.
**to gra słów. Po angielsku zarówno prawo jak i racja jest tak samo „Right” i kiedy Louis powiedział „twoja prawa”, Harry zażartował, że wie, że ma rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz