/Louis obudził się w takiej samej pozycji, w jakiej zasnął; z ręką owiniętą dookoła talii Harry’ego. Musiało być nieco wcześniej niż normalny czas, w którym się budził, ponieważ Rosie nie ubiegała się o uwagę i światło przedostające się przez jego okno miało odcień pomarańczowego, wschodzącego słońca. To był bardzo wygodny sposób na pobudkę, pomyślał Louis. Wygodny, ale na pewno ulotny.
To była nietrwała sytuacja ze splątanymi kończynami i ustami, niebezpiecznie bliskimi zetknięcia. W ciągu nocy młodszy chłopak jakoś przemanewrował się ze spoczywania tyłem do Louisa do bezpośredniego leżenia twarzą do niego, a jego ciepły oddech na policzku Tomlinsona był sensacją, która wybudziła go ze snu. I w tym momencie Louis przyjrzał się dokładnie drugiemu chłopakowi, pielęgnując zaistniałą ciszę, która będzie barierą pomiędzy tym, kim byli i co ich czeka. Wiedział, że tęsknił za jego twarzą pełną dołeczków w policzkach i różowych warg, ale nie odczuwał tego tak bardzo aż do dzisiaj.
Budzili się wcześniej obok siebie, ale to był pierwszy raz, kiedy zrobili to z własnej woli, nie uprawiając przed tym seksu. Louis nie sądził, że jest w stanie wyobrazić sobie ponownie obudzenie się przy Harrym w taki sposób. To było jak coś wyrwane z kontekstu albo wykradzione z innego związku, który zwyczajnie nie był ich. Było trochę za idealnie i myśl o tym, że może mogą budzić się tak w kółko, przyprawiła Louisa o przypływ lekkości krążącej w jego żyłach.
Lecz zacisnął mocno powieki i kazał jej odejść. To nie mogło przetrwać.
Harry był na krawędzi czegoś większego; miał pieprzoną koszulkę ze swoją twarzą na niej. I Louis w końcu był na dobrej drodze, by stać się mężczyzną, jakim zawsze chciał być. Cel był w zasięgu wzroku i choć raz czuł, że jest w stanie go dosięgnąć. Jego życie zaczęło się układać i im więcej o nim myślał, nie było to życie, które mogłoby uwzględniać Harry’ego. Jakim sposobem? Ten układ po prostu nie był w zakresie dużo ważniejszych rzeczy, które czekały na młodszego chłopaka. Nawet próby uczynienia tego… To mogłoby być nieprzyjemne dla nich obojga. Nie mógł zatrzymywać Harry’ego. I kiedy pomyślał o tym chwilę dłużej, on również nie chciał być ograniczany.
Ale to nie powstrzymało serca Louisa przed zabiciem kilka razy mocniej, kiedy powieki Harry’ego powoli zaczęły mrugać, a jego zaspane, zielone oczy przepełnione były rozbrajającą niewinnością. Wszystko dookoła nich wydawało się zniknąć i w tej sekundzie Louis pozwolił sobie zatonąć w błogiej fali uczucia, którą darzył tego chłopaka. Uczucia, zrozumiał, którego wcale nie powinno tam być.
Odsunął od siebie niewytłumaczalną chęć pocałowania Harry’ego w policzek, gdy chłopak doszedł do pełnej świadomości.
- Dzień dobry – powiedział w zamian. Starał się brzmieć tak neutralnie jak było to tylko możliwe, bojąc się, że jego ton może znaczyć coś więcej.
Harry obrócił się nieznacznie, przyciągając swoje ciało jeszcze bliżej Louisa, ale zanurzył twarz w poduszce.
- Bry – wymruczał sennie.
Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu, pomimo alarmującego faktu, że udo Harry’ego otarło się o jego. I chociaż zeszłej nocy wydawało się to w porządku, nie robiło to żadnych przysług w jasnym świetle poranka, kiedy wszystko można było zauważyć, gdzie wszystko miało tendencję do… stawania.
Przesunął się w bok tak nonszalancko jak było to możliwe, bezpiecznie urywając kontakt pomiędzy ich dolnymi partiami, w zamian przysuwając swoją twarz bliżej Harry’ego, tak że prawie leżeli na tej samej poduszce. Harry uniósł głowę i pochylił się, a jego szmaragdowe oczy zerkały z powrotem na Louisa. W tym krótkim czasie Louis zauważył, jak wydarzenia dnia wczorajszego powracają do umysłu drugiego chłopaka, zanim całkowicie się obudził w pełni czujny.
- Dobrze spałeś? - Louis spróbował spytać. Nagle stał się bardzo świadomy faktu, że jego ręka wciąż owinięta była dookoła Harry’ego. Ale kiedy zrobił ruch, by się odsunąć, ciało młodszego chłopaka napięło się w proteście.
- Zostaw – mruknął delikatnie, przybliżając się do Louisa tak, że był już całkowicie w jego przestrzeni osobistej. Zanurzył nos w szyi Louisa, który modlił się do najświętszych niebios, by biologia go teraz zawiodła. - I tak. Bardzo dobrze, to dzięki tobie.
Co, do cholery, mam powiedzieć teraz?
- Jasne, w porządku – wybąkał Louis, powoli tracąc nad sobą panowanie. Starał się ignorować upojną sensację, kiedy ręce Harry’ego objęły go; jedna dłoń zaplątała się w jego włosy, a druga dość bezczelnie szarpała za rąbek koszulki, zanim zakradła się pod nią i błądziła swobodnie naprzeciw jego rozgrzanej skóry. Nagle przypomniał sobie, że był poniedziałek. - Za niedługo muszę iść do pracy.
- Nie pracujesz normalnie wieczorami w poniedziałki? - wyszeptał Harry i Louis nie mógł uwierzyć, że wciąż pamiętał jego godziny pracy z restauracji.
- Um, nie bardzo, już nie. - Louis miał problemy z wypowiedzeniem tego, raczej ograniczony przez to, że Harry nie mógł trzymać rąk przy sobie. - Właściwie, mam nową robotę.
To było wystarczające, by Harry odsunął się momentalnie, a Louis mógł pozbierać myśli.
- Nową robotę? - Młodszy chłopak zmierzył go oskarżycielskim spojrzeniem, prawie pytając, jak mógł zapomnieć napomknąć o tej nowości. - Gdzie pracujesz? Od kiedy?
Korzystając z takiego obrotu sprawy, Louis wymanewrował się z uścisku Harry’ego i usiadł tak blisko krawędzi łóżka, jak tylko był w stanie; nie mógł teraz ryzykować. Przebłysk zdezorientowania na twarzy drugiego chłopaka wykazał, że Harry zauważył jego zachowanie, ale wydawał się bardziej zaniepokojony obecnym tematem.
- Lou?
- Okej, dobrze – powiedział, patrząc w sufit. - Rzuciłem pracę w restauracji i dostałem nową w przedszkolu. To nic takiego.
- Nic takiego? - powtórzył Harry, podnosząc się z pozycji leżącej. - Lou, to wspaniale! To znakomicie! To coś, co chciałeś robić, no nie?
- Tak – odpowiedział niespokojnie Louis. Ale zanim mógł się ponownie odezwać, Harry rzucił się na niego i przyciągnął do ciasnego, gratulacyjnego objęcia.
Trzymali się blisko siebie przez jakieś kilka sekund, ale wydawało się to wiecznością. Wdychał zapach Harry’ego; zapach, który rozprzestrzeniał się w domu podczas jego nieobecności i trwał w sypialni Louisa oraz na jego własnościach. I podczas tego krótkiego momentu nie przejmował się tym, że Harry mocno szarpie jego koszulkę, przyciągając go niemożliwie bliżej i delikatnie uśmiecha się do jego ucha. To wydawało się właściwe, nawet jeżeli nie powinno.
Na szczęście Harry odsunął się pierwszy, pozostawiając Louisa w pewnym rodzaju oszołomienia. Posłał mu głupkowate spojrzenie, zanim wytoczył się z łóżka i potrząsnął swoimi rozczochranymi włosami, oklapłymi od snu.
- Zatem prawdopodobnie powinienem się zbierać, nie?
Nagle Louis poczuł się źle za praktyczne wykopywanie Harry’ego ze swojego mieszkania.
- Wybacz, stary. Zrobiłbym ci śniadanie, ale…
- Hej, to nie tak, że spaliśmy ze sobą. Okej, spaliśmy, ale… - Harry starał się zachowywać tak normalnie w tej sytuacji jak tylko mógł, lecz jego uśmiech był trochę nieswój, gdy przemawiał. - W każdym razie nie oczekuję niczego. Kupię coś w drodze do domu. Poza tym chłopaki pewnie martwią się o mnie. Nie powiedziałem im dokładnie, gdzie wychodzę zeszłego wieczora. Jednak myślę, że sami do tego doszli.
Louis skrzywił się. Coś w słowach Harry’ego nie wydawało się w porządku, jakby zostały wypowiedziane z przymusem. To sprawiło, że mały ból wewnątrz Louisa zdecydowanie się nasilił.
Harry już ubierał swoje buty i chwytał torbę leżącą na podłodze, kiedy Louis sięgnął i delikatnie ułożył dłoń na ręce drugiego chłopaka. Wzdrygnął się lekko na ten dotyk, jednakże podniósł wzrok, a jego oczy pociemniały z powodu, którego Louis nie mógł odgadnąć.
- Pogadamy później, okej?
Harry zerknął na dłoń na jego ręce, potem z powrotem na niego. Westchnął.
- Jasne, w porządku.
I po tym Harry zniknął.
* * *
Ale Louis nigdy nie określił, kiedy „później” nadejdzie, co w efekcie dało tydzień bez komunikowania się.
Nie było to dokładnie celowe, pomyślał Louis. Przez większość czasu był zajęty pracą i choć Harry nigdy nie wyjaśnił, jak dużo mają jeszcze albumu do nagrania i kiedy, zrozumiał, że on też musi być zajęty. Był to zwyczaj, do którego przywykł; założenie, że Harry był zaabsorbowany. I tak jak szalona była wiedza, że byli w tym samym mieście, mniej więcej oddychając tym samym powietrzem, pozwolił, by dni upływały bez żadnego incydentu. Życie było łatwiejsze, kiedy nie musiało aż tak bardzo kręcić się dookoła jednej osoby.
Były momenty, w których rozważał telefon do Charliego, by może przeprosić i poprosić o drugą szansę, czy coś w tym stylu. Lecz wiedział, że była to tylko grzeczność; nie pokrywało się to z aktualną chęcią kontynuowania spotykania się z nim. Był miłym facetem. I choć raz Louis myślał o sobie w ten sposób, teraz nie był już tego taki pewien. Ostatecznie zorientował się, że chodzenie na randki może nie być najmądrzejszym pomysłem jeszcze teraz.
Kiedy w końcu Louis nazbierał odwagi, by zadzwonić do Zayna podczas jednej ze swoich przerw na lunch i powiedzieć mu, że definitywnie zakończył sprawę z Charliem i Harry wrócił do miasta, był bardzo zaskoczony, słysząc, że jego przyjaciel już to wie.
- No, może nie tę część o Charliem, ale sam na to wpadłem – powiedział Zayn po drugiej stronie słuchawki.
- Naprawdę? - Louis wziął truskawkę do ręki. - Jak?
Nastąpiła pauza, po której Louis usłyszał, jak Zayn odchrząkuje i zacina się nerwowo przez kilka sekund, aż w końcu odpowiedział:
- Liam wrócił, prawda? Tak jak Niall, jeżeli to ma znaczenie. Wnioskuję, że Harry wrócił z nimi. I wiedziałem, że prawdopodobnie przyjdzie się z tobą zobaczyć i kiedy to zrobi, przypuszczałem, że nie będziesz już chciał widzieć Charliego ponownie.
- Hej, to nie w porządku. - Louis starał się powiedzieć to delikatnie, prawie jakby żartował. - Charlie był niesamowity…
- Tak, wiem to, stary. Ale on nie jest Harrym, nieprawdaż?
Cóż, temu nie można było zaprzeczyć.
Louis jęknął w swój telefon, tylko troszeczkę zły na swojego najlepszego przyjaciela za ogarnięcie całego tego bałaganu, podczas gdy on był tutaj, zadąsany w pokoju z ławkami i krzesłami dla elfów albo małych dzieci, drażniony przez wielokolorowe rysunki i rzeźby zamontowane na ścianach otaczających go. Niedawno podjął decyzję o jedzeniu lunchu w swojej klasie, co sprawiło, że zapoznawanie się z innymi członkami wydziału było trudne. Ale kiedy jego umysł był przeciążony, nie przeszkadzało mu kompletne nieprzejmowanie się.
Zayn był na tyle uprzejmy, by pozwolić Louisowi przemyśleć swoje problemy, zagłębiając się w ciszy, zanim z powrotem mógł rozmawiać.
- Dobra, dobra. W każdym razie nie mam zamiaru ponownie chodzić na randki przez jakiś czas. Nie dopóki… Nie wiem, nie dopóki to przestanie być skomplikowane.
- Nie musi takie być.
Louis zaszydził:
- Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić.
Mógł sobie wyobrazić swojego przyjaciela unoszącego brwi w zgodności. Po krótkiej chwili milczenia Zayn powiedział:
- Hej, miałem zamiar ci powiedzieć, zapraszają nas na obiad do swojego mieszkania w ten weekend. Jak za starych czasów.
- Zaraz, co? - Mówili o tych samych „nas”? Jeżeli tak… Zaraz, co?
Zayn zaśmiał się lekko, jakby spodziewał się takiej reakcji.
- Niall, Liam i zgaduję, że Harry, zaprosili nas na obiad w ten weekend. Może pogramy w FIFĘ. Pasuje ci to? Czy powinienem wymyślić jakąś wymówkę dla ciebie? Świńska grypa czy coś…
Nie było żadnego powodu, by odrzucić to zaproszenie, więc szybko oznajmił:
- Tak, pasuje. Pójdziemy. Jeżeli to nie problem dla nich.
- Nonsens, Liam będzie zadowolony. Martwi się o ciebie, stary. W zasadzie o was oboje. Ale on zawsze się martwi.
Louis nie mógł zaprzeczyć słyszalnemu zamiłowaniu w głosie Zayna, gdy przemawiał, jakby mówił o kimś, kogo znał przez dłuższy czas. To było słyszalne zawsze, gdy wypowiadał się o Liamie, nawet jeżeli bardzo się nie starał. Louis zakodował sobie w pamięci, aby nigdy nie rozstrzygać sprawy dotyczącej seksualności Zayna tak jak robił to on. Było wiele rzeczy, które mógł powiedzieć i przez które mógłby mieć urwane jaja, ale zrozumiał, że byli w takim punkcie swojego życia, gdzie nie było to już konieczne.
- Zayn?
- Tak, Lou?
- Czy ty… - Pytanie ugrzęzło mu w gardle, zbyt kleiste i niechętne do złożenia. Przełknął głośno ślinę, czując się niepotrzebnie zawstydzony. - Jesteś szczęśliwy?
Dziwnie uspokajającym było usłyszeć, że Zayn odpowiada bez wahania, jakby odpowiedź była oczywista.
- Jasne, że tak. Niesamowicie szczęśliwy, stary. - Louis pomyślał, że może słyszeć uśmiech w jego głosie.
Skinąwszy głową, rzekł:
- Dobrze. Cieszę się.
* * *
To było bardziej niż dziwne, zdecydował Louis z opóźnieniem, stojąc przed mieszkaniem One Direction. W taki sposób postanowił ich określać; w końcu już niedługo tak będzie identyfikować ich cały świat.
Czuł się tak, jakby nie miał prawa spotkać Harry’ego w taki sposób; nie wtedy, kiedy nie chodziło o zwykłe okoliczności uprawiania regularnego seksu. Pomyślał, że tego nie zauważy, ale był w pełni świadomy, że nie widzenie Harry’ego przez tydzień znaczyło także zero seksu z Harrym przez tydzień. A związek, który łączył go z drugim chłopakiem, wliczał ten element. Więc bycie tutaj nie tylko w tym samym mieście, ale także w tym samym mieszkaniu, po prostu nie wydawało się właściwe.
To było bardziej niż dziwne.
- Tatuś, w porządku? - Rosie spojrzała na ojca. Stawała się coraz mniej przychylna dla ludzi, którzy chcieli ją trzymać, nawet jeżeli chodziło o Louisa. Miewała dni, kiedy wolała chodzić niż być noszoną. Dlatego wydawała się być strasznie daleko, kiedy zerknęła na niego dużymi, zaniepokojonymi oczami, trzymając jego rękę tak mocno jak pozwalały na to jej małe paluszki.
Zayn odwrócił się, by sam się upewnić. Na jego twarzy widniało zdenerwowanie, jednakże Louis przypuszczał, że nie było to z jego winy. Ostatecznie założył, że był to pierwszy raz, kiedy Zayn i Liam mieli się zobaczyć, od kiedy chłopaki wrócili z podróży pełnej nagrywania materiału na płytę. Przynajmniej zachowanie Zayna pozwalało mu w to uwierzyć.
- Nic ci nie jest, stary?
- Co to, jakieś przesłuchanie? - zirytował się Louis, udając rozdrażnienie. Ale ani Rosie, ani Zayn się nie uśmiechnęli. Wciąż patrzyli na niego z dziwnie podobnymi obawami wypisanymi na ich twarzach.
- Tatuś – powtórzyła Rosie. - Boczysz się.
Louis zebrał się na najszerszy uśmiech, na jaki było go stać i wydawało się, że to wystarczy, by zadowolić małą dziewczynkę, ponieważ zachichotała w odpowiedzi i nie zwracała na to więcej uwagi. Zayn z drugiej strony patrzył na niego podejrzliwie.
- To trochę dziwne – rzekł cicho Louis, by tylko Zayn mógł go usłyszeć. - Ale mam się dobrze. Wszystko będzie dobrze. Tak, bardzo dobrze.
Zayn wywrócił oczami i miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale na szczęście drzwi otworzyły się, ujawniając Liama w progu ubranego w koszulę w kratę, wyglądając tak samo jak Louis go zapamiętał.
- Jesteście! - oznajmił rozpromieniony ich pojawieniem się. Przyciągnął Zayna do uścisku – naprawdę krótkiego, jeżeli Louis miał prawo to zaobserwować – zanim objął ramieniem Louisa i wyszeptał do jego ucha: - Cieszę się, że tutaj jesteś, Lou. - Potem kucnął i przyjrzał się dokładnie Rosie, nawet jeżeli mała nieśmiało ukryła się za nogą Louisa. - Pamiętasz mnie, Rosie? - spytał Liam, wyciągając ku niej dłoń. - Liam?
I po raz pierwszy, zamiast powiedzieć „Lyam”, Rosie wykrzyczała jego imię poprawnie i wpadła w ramiona drugiego chłopaka, pozwalając mu unieść ją nad ziemię.
- Ach, jesteś taka duża – rzekł Liam, składając krótkiego całusa na jej policzku. - Wybaczcie, chłopaki, ale obiad jeszcze nie jest gotowy. Wejdźcie, czujcie się jak u siebie w domu i będziemy jedli tak szybko jak tylko Haz skończy gotować.
Louis przełknął ślinę na wspomnienie ksywki Harry’ego i ostrożnie przestąpił próg mieszkania zafascynowany scenerią, która nie powinna być dla niego tak znajoma jak była. Nic wewnątrz się nie zmieniło podczas ich nieobecności, więc Louis zastanawiał się, dlaczego czuł się tak, jakby atmosfera jednak uległa zmianie.
- Siema! - pozdrowił ich Niall z kanapy, na której zajadał chipsy z paczki i oglądał jakiś mecz piłki nożnej w telewizji. - Miło was widzieć!
- Cześć, Niall. Ciebie również dobrze widzieć – wyznał serdecznie Louis. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu Rosie i spostrzegł, że wciąż znajdowała się w ramionach Liama przy drzwiach wejściowych. Zayn nachylał się nad nim, szepcząc raczej coś osobistego do ucha drugiego chłopaka i Louis poczuł się tak, jakby naruszał ich prywatność, więc przysiadł obok Irlandczyka rozproszonego przez telewizor.
- Co u ciebie słychać, stary? - zaciekawił się Niall z buzią pełną chipsów. Louis wywrócił delikatnie oczami; nic się nie zmieniło.
- Wszystko w porządku – odparł, nie mogąc powstrzymać się przed zerkaniem w stronę drzwi kuchennych, jak gdyby Ha… ktoś mógł przez nie przejść w każdym momencie. - A u ciebie? Jak idzie nagrywanie albumu?
- Idzie świetnie – odpowiedział Niall.
- Będziecie się pewnie za niedługo wyprowadzać, no nie? - Nie zdał sobie nawet sprawy z tego, że zadał to pytanie. - To znaczy, kiedy wszystko zacznie nabierać dla was tempa. Założę się, że będziecie musieli się przeprowadzić do czegoś większego.
Blondyn wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Podoba mi się to mieszkanie. Dodatkowo jesteśmy blisko ciebie i Zayna, a ponieważ nie mam za dużo znajomych w mieście, byłoby miło pozostać w kontakcie z ludźmi, z którymi się dogaduję.
Serdeczność i przywiązanie do Nialla Horana wypełniło wnętrze Louisa; było to pierwsze słowne potwierdzenie – nie żeby kiedykolwiek go potrzebował – przyjaźni Louisa z chłopakami. Zawsze czuł się nie na miejscu, będąc w ich gronie, prawie tak, jakby była to jakaś fantazja, z której mógłby być bezceremonialnie wyrzucony. Nie miał skrupułów do posiadania Rosie i Zayna jako najważniejszych osób w jego życiu po przeprowadzce do Londynu, zwłaszcza po tym, jak Eleanor odeszła. Ale widząc, jak jego mała grupa bliskich osób powiększa się, cóż, sprawiło to, że jego serce wydawało się pełniejsze i miał nadzieję, że pozostanie takie jak najdłużej.
- Dzięki, Ni – wypowiedział cicho Louis, a drugi chłopak skinął tylko głową, już skupiony na telewizorze.
Po kilku minutach oglądania futbolu z Niallem, uwaga Louisa została przyciągnięta przez małą dziewczynkę wskakującą na kanapę i wspinającą się na jego kolana.
- Tato, tato, patrz! - Trzymając wypchanego różowego słonia w jednej ręce, dziko nim wymachiwała, zanim przycisnęła go do swojej klatki piersiowej. - Od Liama!
Louis skierował spojrzenie na drugą stronę pokoju, gdzie stał Liam z ręką niezbyt subtelnie owiniętą dookoła talii Zayna. Chłopak uśmiechnął się hojnie.
- Co się mówi? - wyszeptał, pochylając się nad uchem Rosie.
- Ciękuję – pisnęła natychmiastowo, wymachując rękami w przypływie emocji. - Ciękuję, ciękuję!
- Kogo ja tutaj słyszę? - wtrącił się kolejny głos dochodzący z kuchni. - Czy to mały robaczek, którego słyszę?
Rosie obróciła się w stronę drzwi kuchennych, skąd dochodziły odgłosy i jej twarz rozświetliła się w rozpoznaniu. Zeskoczyła z kanapy nieświadoma, że wszystkie oczy skupiały się na niej i podbiegła prosto do Harry’ego, prawie potykając się w jego ramionach.
- Harji! - zachichotała radośnie, przytulając się do szyi chłopaka z dziką uciechą. - Cześć, Harji!
Motyle rozbudziły się w brzuchu Louisa, gdy patrzył, jak kędzierzawy chłopak rozpromienił się na widok małej dziewczynki bujającej się w jego ramionach, a jej wolna ręka głaskała jego perlistą skórę tak jak miała w zwyczaju. Były takie momenty w przeszłości, które szczerze przerażały Louisa, przerażały go przez zwykłą znajomość widzenia Rosie integrującej się z Harrym z całkowitym oddaniem i zamiłowaniem; zazwyczaj zachowywała się tak tylko przy nim i Zaynie. Ale to nie była jedna z tych chwil. W tym wypadku nie mógł powstrzymać się przed byciem wewnętrznie uradowanym na ten widok.
- Hej, Harry. - Głos Zayna wyprowadził Louisa z jego zadumy. Był bardziej niż trochę zaskoczony, widząc, że oczy Zayna były skupione na nim.
- Cześć, Zayn – odpowiedział Harry zaraz po tym, jak połaskotał Rosie po brzuszku. Zerknął na Louisa i zaoferował mu ciepły uśmiech dziwnie połączony z czymś jeszcze. - Cześć, Lou.
Jakąkolwiek lekkość poczuł Louis, oglądając Harry’ego i Rosie razem, natychmiastowo zmieniła się w niewytłumaczalny ciężar na jego piesi albo może coś bardziej zbliżonego do jego wnętrzności wiążących się ze sobą w zmieszaniu i konflikcie.
- H-Hej, Haz.
Utrzymywali kontakt wzrokowy przez kilka sekund i Louis modlił się, by w tym momencie nikt ich nie obserwował, choć wiedział, że jest zupełnie odwrotnie. Ale Harry odpuścił i odwrócił się ponownie do Rosie, uśmiechając się.
- Muszę wrócić do kuchni i gotować, okej, robaczku? Poradzisz sobie sama tutaj?
Rosie potrząsnęła głową z figlarnym uśmiechem na twarzy.
- Czy wolisz dołączyć do mnie i być moim małym pomocnikiem?
Rosie skinęła twierdząco głową szczęśliwa, że poświęcało się jej uwagę zamiast bycia odrzucaną do kąta z kilkoma kredkami i zabawkami. Harry znowu kuknął na Louisa, tym razem pytając o zgodę.
- Masz coś przeciwko?
- Nie, jest cała twoja – rzekł Louis.
Harry skinął głową z wdzięcznością i wymknął się z Rosie do kuchni, skąd reszta zgromadzona w salonie, mogła słyszeć ich zachwycone śmiechy.
Louis przypadkowo rzucił okiem na Zayna i, tak jak się spodziewał, jego najlepszy przyjaciel gapił się na niego, a jego oczy były pełne pytań mogące dotyczyć wszystkiego. Więc Tomlinson wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi.
- Napijmy się – powiedział nagle Liam, powodując, że atmosfera w pokoju zelżała.
- Wliczcie mnie! - wyraził swoją zgodność Niall, wstając z kanapy w przygotowaniu.
- Ale ty nie możesz pić – zauważył Zayn zatroskany, a jednocześnie rozbawiony.
- Wiem to – oznajmił Liam, udając rozdrażnienie, ale lekko klepnął Zayna ręką, która wciąż spoczywała na jego talii. - Co nie oznacza, że reszta nie może skorzystać z małej alkoholowej zabawy. No dalej. - Ledwo nawiązał kontakt wzrokowy z Louisem, zanim odwrócił się i Louis w tym momencie poczuł się tak, jakby wszyscy w pokoju dostosowywali się do niego.
Ale zanim mógł powiedzieć cokolwiek, Zayn skinął głową z uśmiechem.
- W porządku. Tylko pilnuj mnie i miej pewność, że nie zrobię się zbyt ckliwy.
- Nigdy – odpowiedział Liam figlarnie, odsuwając się od uścisku Zayna i skierował się do kuchni, gdzie, domyślił się Louis, będzie czekać alkohol.
Reszta wieczoru wydawała się mijać raczej bezproblemowo po propozycji Liama. Oczywiście jedynymi ludźmi, którzy naprawdę wzięli udział w piciu, byli Zayn, Niall i Harry. Liam odmówił z oczywistych powodów, a Louis zdecydował, że nie powinien pić – nawet jeżeli bardzo, bardzo tego chciał – by chociaż Rosie i Zayn mieli kogoś, kto będzie mieć na nich oko. Zatem siedział przez cały obiad przy trzech innych chłopakach, którzy doprowadzali się do stanu przyjemnego podpicia i nawet odkrył, że był wdzięczny Liamowi za ten pomysł. Większa połowa z nich miała alkohol w swoich żyłach, dzięki czemu nastrój wydawał się spokojniejszy, wolniejszy. Niemniej jednak zauważył, że Harry wydawał się pić nieco więcej niż reszta chłopaków, ale nie skomentował tego.
Gdy wszyscy skończyli swoją porcję makaronu – i po tym, jak Niall przebrnął przez trzy dokładki – Louis zdecydował zająć się naczyniami, sprzeciwiając się protestom Harry’ego i Nialla. Ale Liam wprowadził ich z powrotem do salonu, gdzie mogli rozerwać Rosie swoim rozluźnionym stanem, a sam dołączył do Louisa w kuchni.
Namydlili talerze i naczynia w kompletnej ciszy, pozwalając jedynie mydlinom i lejącej się wodzie narobić trochę hałasu. Louis pomyślał, że może jakimś cudem uniknął ewidentnego wykładu od Liama, o którym uprzedził go Zayn wcześniej tego wieczoru. Osobiście sam nigdy nie pochwalał czegoś takiego, ale Zayn z doświadczenia powiedział mu, by przyjąć to wszystko z przymrużeniem oka.
Niestety jego szczęście wydawało się zwiać, kiedy Liam cicho zaczął wycierać talerze.
- Harry tęskni za tobą, wiesz? - powiedział.
Louis nie do końca wiedział, jak na to odpowiedzieć bez przypadkowego rozbicia wszystkich naczyń w zlewie, więc utrzymywał pewien poziom opanowania, podczas gdy nieco agresywnie usuwał resztki jedzenia ze szpatułki.
- Przecież jestem tutaj – odparł.
Liamowi udało się cicho zaśmiać, lecz nie było w tym ani nuty radości.
- Tęsknił za tobą przez cały czas, gdy byliśmy w Ameryce. Pomyślałem, że rzeczy mogą ulec zmianie, kiedy wrócimy do domu. Ale cokolwiek wydarzyło się – zatrzymał się przy tym słowie na chwilę – pomiędzy wami tego wieczoru, w którym poszedł cię zobaczyć, wcale nie poprawiło to jego humoru. Nie chodzi dookoła mieszkania i dąsa się, ale nie jest też dokładnie Harrym. Wiesz, co mam na myśli?
Louis miał niewielkie pojęcie, więc skinął głową.
- Jestem pewien, że naprawdę chciałby z tobą porozmawiać – kontynuował Liam, choć brzmiał znacznie ostrożniej niż wcześniej. - To był raczej ciężki tydzień dla niego, bez możliwości zobaczenia się z tobą, więc jeżeli mógłbyś zamienić z nim słówko, czy coś…
- Okej – przerwał mu Louis. Zrozumiał, że nie chciał dłużej prowadzić tej konwersacji. Domył naczynia pozostawione w zlewie i odłożył je na bok, by Liam mógł je wytrzeć. - W porządku, porozmawiam. Wybacz, muszę iść do toalety, zaraz wrócę.
Liam patrzył na niego przez moment, po czym skinął głową z powagą. Pozwolił Louisowi wyjść z kuchni bez żadnego dodatkowego słowa.
Im dłużej Louis siedział w łazience, spędzając przesadną ilość czasu na myciu dłoni i patrzeniu na twarz w lustrze, tym bardziej dochodził do wniosku, że przyjście tutaj na obiad w ogólnym rozrachunku było złym pomysłem.
Przesiadywał w środku, nie chcąc wychodzić i mieć do czynienia z resztą chłopaków; Liam ze swoją milczącą dezaprobatą, Niall ze stałą energią, Zayn ze swoim szczęściem i cichym obserwowaniem oraz Harry ze swoim… cóż, z byciem sobą. Jedyne, co go ratowało, to myśl o zobaczeniu Rosie, która, jak przekonywał samego siebie, musiała przeżywać tak samo nieszczęśliwy czas jak on, nawet jeżeli spędziła cały wieczór, śmiejąc się i przytulając do chłopaków obok niej.
Tak, nieszczęśliwy. Tak było.
Louis cicho wymknął się z łazienki, ostrożnie zamykając za sobą drzwi i liczył swoje kroki, podczas gdy kierował się w dół korytarza bez szczególnego pośpiechu, by wrócić do salonu. Przeszedł obok dwóch drzwi, które wiedział, że prowadzą do pokoju Liama i Nialla, zanim zatrzymał się przy drzwiach najbliższych salonowi, które wiedział, że należą do sypialni Harry’ego.
Wstrzymał się. Nigdy wcześniej nie był w pokoju Harry’ego. Cóż, był, kiedy przyszedł tutaj po raz pierwszy i chłopaki zaserwowali mu wycieczkę dookoła mieszkania, ale tak naprawdę nigdy nie był wewnątrz, przynajmniej nie z tych samych powodów, z których Harry przebywał w jego sypialni. Drzwi były uchylone, więc nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nieumyślnie potknął się i wpadł na nie, a one otworzyłyby się…
Ściany były w kolorze błękitu, tak jak sobie przypominał. Narzuta na łóżku była skromna oraz dopasowana do ścian i Louis zrozumiał, że nie była potrzebna mu kołdra czy koc, nie kiedy jego właściciel będzie spędzać bardzo dużo czasu poza tym pokojem. Kilka plakatów zespołów, o których Louis nigdy nie słyszał, ale obiecał, że zapozna się z nimi, wisiało na ścianach. Ubrania były rozrzucone po podłodze, choć było ich zdecydowanie mniej niż za pierwszy razem, gdy Louis ujrzał to pomieszczenie. Doszedł do wniosku, że Harry jeszcze nie doszedł do swojego normalnego poziomu niechlujstwa po powrocie do domu.
Wędrował i rozglądał się dookoła, oglądając ściany, plakaty i wszystkie rzeczy, które należały do Harry’ego. To wszystko aż krzyczało „Harry!”. Wszystko, co go otaczało, było pamiątką chłopca, którego nie spodziewał się znać, nie spodziewał troszczyć się o niego. Ale jednak był tutaj w jego pokoju, nigdzie indziej.
Podszedł do biurka, które, co zaskoczyło Louisa, miało na swojej powierzchni kilka porozrzucanych książek. Louis słyszał o niektórych z nich, podczas gdy reszta wydawała się nie do końca znajoma. Ale to, co przykuło jego uwagę w kącie biurka, w połowie przykryte przez jakiś magazyn, było menu z jedzeniem na wynos z restauracji, w której kiedyś pracował.
Restauracji, w której poznał Harry’ego Stylesa.
- To bezczelne z twojej strony.
Louis obrócił się na dźwięk wycedzonego, ale niewyraźnego głosu dochodzącego zza progu. Harry prawie potknął się, wchodząc do środka, trzymając w ręku piwo i zamykając za sobą drzwi.
- Przepraszam – powiedział szybko Louis. - Nie powinienem tutaj wchodzić. Już stąd wychodzę…
- Nie, zostań – nalegał Harry, odkładając alkohol na krawędź stołu i ostrożnie podszedł do miejsca, gdzie stał Louis. - Zostań ze mną przez chwilę.
Louis nie wiedział, co zrobić albo co powiedzieć, więc pozwolił Harry’emu niezgrabnie założyć ręce na swoją szyję, wisząc na niej ociężale podczas pijackiego osłupienia. Podtrzymywał go delikatnie, układając dystyngowanie swoje dłonie po obu stronach jego talii i uniósł go nieco, by byli na tym samym poziomie – albo ostatecznie na tak równym poziomie, na jaki pozwalała ich różnica wzrostu.
- Harry, jesteś pijany.
- Nie, nie do końca – odparł zwyczajnie Harry i był prawie przekonujący. - Troszeczkę wstawiony.
Louis wywrócił oczami i prychnął.
- Stary, jesteś nawalony. Powinieneś się położyć czy coś.
Ale Harry zignorował go i uścisnął mocniej Louisa. Przysunął się bliżej, układając policzek na ramieniu drugiego chłopaka i westchnął w komforcie. W jego oddechu można było wyczuć alkohol, ale wciąż był ciepły, kiedy otulił nim skórę Louisa.
- Dlaczego miałbym się położyć, kiedy jesteś przy mnie?
Louis przełknął głośno ślinę. Nie powinien być. Nie powinno go tutaj być. Powinien być na zewnątrz z dala od tej sytuacji i z dala od Harry’ego.
Poczuł delikatne całusy na swojej szczęce i powinien był się odsunąć, ale zrozumiał, że za bardzo lubi pieszczotę, jaką serwował mu Harry.
- Lou… - wymruczał Harry, zanim zatrzymał się i przygryzł odkrytą skórę. - Lou, jesteś cudowny. Naprawdę jesteś. Rosie… Ona jest piękną dziewczynką.
- Dzięki – rzekł niezręcznie, utrzymując dłonie na talii Harry’ego. To wyglądało bardziej jak pozbawiony wdzięku powolny taniec bez muzyki, czy coś takiego.
- Sprawiasz, że wszystko jest dla mnie trudne, wiedziałeś to? - oznajmił Harry, a jego głos nagle stał się niski i chrapliwy. - Ja nie… - Zaśmiał się krótko. - Nie mówię o tym w sensie fizycznym, ale to też ma z tym związek. Sprawiłeś, że wszystko stało się dla mnie trudne, kiedy wyjechałem. Tak bardzo za tobą tęskniłem.
- Przepraszam. - To było wszystko, co mógł powiedzieć. Jego oczy skupiły się na suficie, szukając jakiegoś rodzaju ucieczki.
- I bardzo tęskniłem za Rosie.
- Przepraszam.
- I ty zacząłeś chodzić na randki.
- Przepraszam.
- Chryste, Lou, przestań mnie przepraszać! - Harry odsunął się i jeżeli Louis nie miałby szybkiego refleksu, prawdopodobnie upadłby na podłogę. Zaakceptował pomoc Louisa, jednak odepchnął go, gdy stanął stopami na pewnym gruncie.
- Zatem co chcesz, żebym robił? - spytał Louis, ignorując swój wzrastający ton głosu.
- Nie… nie przepraszaj – sprzeczał się Harry. - Chcę, żebyś przyznał, że też za mną tęskniłeś.
- Tęskniłem! - oznajmił defensywnie Louis. - Mówiłem ci to przy każdej okazji za każdym razem, gdy do ciebie pisałem…
- Nie w ten sposób, nic z tych bzdur – wybełkotał Harry. - Chcę, żebyś przyznał, że tęskniłeś za mną tak samo jak ja tęskniłem za tobą.
Głos Harry’ego utknął w powietrzu, zatruty i niewłaściwy. Louis poczuł, jak siła jego słów mimowolnie cofnęła go do tyłu, jakby miał problemy z poprawnym słuchem. Harry patrzył na niego z ustami lekko rozchylonymi, oczami błagalnymi i cała jego postawa była po prostu… rozbita. On był rozbity. I Louis nie wiedział, jak to naprawić.
- Haz…
- Nie, nie Haz – odparł Harry i przysuwając się do przodu, złączył swoje wargi z wargami Louisa.
To nie było w porządku. To nie był Harry, którego znał Louis; słony i gorzki w smaku od piwa na swoich ustach i języku. To było zbyt wiele, jednak niewystarczająco dużo w tym samym czasie – niewystarczająco dużo Harry’ego. Więc Louis odepchnął go raczej agresywnie i oderwał ich usta od siebie, ścierając ręką smak Harry’ego ze swoich warg.
- Nie – zagrzmiał Louis. - Nie. Kurwa, nie w ten sposób, Harry. Jesteś… Jesteś tak zajebiście pijany w tym momencie, że nawet nie wiesz, co robisz.
- Wiem, co…
- Nie, nie wiesz – poprawił go Louis, czując wzrastające ciepło na swojej twarzy. - Jeżeli nie byłbyś pijany, wiedziałbyś, że to wszystko jest niewłaściwe. Sposób, w jaki teraz się zachowujesz, jest niewłaściwy. Byłbyś bardziej ostrożny w stosunku do mnie, a nie zachowywał się jak kompletny kutas. I wiedziałbyś, że to nie jest coś, czego chcę.
Harry gapił się na niego i przez chwilę wyglądało to jak największy moment jasności dla obojga z nich.
- Nie to, co chcesz…?
- Nie w ten sposób – rzekł Louis i przeszedł obok niego, otwierając drzwi i zatrzaskując je za sobą, gdy wyszedł, zostawiając Harry’ego samego.
* * *
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz