wtorek, 11 marca 2014

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Przebudziłem się, mrucząc cicho, gdy światło wpadające do pokoju przez okno, oświetliło moją twarz, wyrywając mnie z odprężającego snu.

Przewróciłem się na drugi bok i przetarłem zaspane oczy, po chwili rozchylając delikatnie powieki, aby przyzwyczaić tęczówki do jasnych promieni.
Wpatrywałem się przez chwilę w zdjęcia wiszące na kremowej ścianie, przedstawiające mnie, mamę i Gemmę, oraz kilka zdjęć z Robinem.
Jedno z nich ukazywało piętnastoletniego chłopca z nieułożoną burzą loków na głowie i szerokim uśmiechem, wyłaniającym dwa głębokie dołki w jego policzkach. W jednej dłoni trzymał wędkę, a drugą delikatnie wystawiał do przodu, ukazując tym samym swoją pierwszą w życiu zdobycz. Co z tego, że zaraz po zrobieniu zdjęcia wypuścił rybę? Co z tego, że nie złowił jej sam, a z pomocą swojego ojczyma?
Była jego zdobyczą.
Była moją zdobyczą.

Westchnąłem cicho i odwróciłem się na plecy, sięgając dłonią na szafkę nocną by odnaleźć swój telefon. Odblokowałem ekran i spojrzałem na godzinę ponownie pozwalając cichemu westchnieniu opuścić moje rozchylone i spierzchnięte wargi.
Spuściłem swój wzrok niżej i dostrzegłem żółtą migającą kopertę w rogu ekranu, na co zmarszczyłem brwi i w zaciekawieniu przygryzłem wargę, klikając w pulsującą ikonkę.

[1] Message
Louis
7:50

Hej, Harry.
Wiem, że miałem zaczekać aż wszystko sobie przemyślisz i dasz mi znać, ale minął już tydzień i naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić, bo nie odezwałeś się do mnie ani razu..
Po prostu… Proszę… Odezwij się.

Zacząłem nerwowo skubać dolną wargę zębami, jednocześnie czytając kilka razy wiadomość od niebieskookiego chłopaka. Mogłem w tych kilkudziesięciu słowach wykryć desperację i to, że on naprawdę oczekiwał mojej odpowiedzi, a ja po prostu starałem się przestać o nim myśleć, mając nadzieje, że zostawi mnie w spokoju.
To nie tak, że nie chciałem dać mu jakiejkolwiek nadziei. Gdy usłyszałem ile lat wyczekiwał mojego przybycia (jakkolwiek głupio i absurdalnie to brzmi) miałem ochotę podarować mu szansę, ale gdy po kilku chwilach dotarło do mnie to, że osoba przede mną uważa się za wampira i twierdzi, że jesteśmy sobie przeznaczeni, po prostu wybuchnąłem głośnym i zarazem histerycznym śmiechem, bo przecież.. ŻADNE CHOLERNE WAMPIRY NIE ISTNIEJĄ.
Prawda?
Lecz teraz, po siedmiu dniach i długich stu sześćdziesięciu ośmiu godzinach, zorientowałem się, że nawet przez chwilę nie przestałem o nim myśleć.
Wręcz przeciwnie. Za każdym razem gdy próbowałem skierować swoje myśli na coś innego, nie związanego z Louisem one i tak znalazły drogę do jego niebieskich tęczówek, nieziemskiego głosu i potarganych, odstających na wszystkie strony włosów.

Message to: Louis
10:32

Wiesz gdzie mieszkam, prawda?

Kliknąłem ”Send” i mruknąłem cicho, opuszczając rękę obok swojego tułowia, nadal szczelnie ściskając telefon, by nie zgubić go gdzieś w puszystej, białej pościeli.
Odpowiedź przyszła prawie natychmiastowo, roznosząc głośny dźwięk po pomieszczeniu, na co wzdrygnąłem się delikatnie, unosząc dłoń i ponownie odblokowując telefon.

[1] Message
Louis
10:33

Nareszcie się odezwałeś! Wiem, że zabrzmi to maniakalnie, ale tak, wiem gdzie mieszkasz.

Message to: Louis
10:33

Bądź o szóstej. Sądzę, że nasza randka nadal jest aktualna.

-Cholera.. Będę tego żałował..-mruknąłem sam do siebie, ponownie przecierając dłonią zaspaną twarz.
Ale, czy na pewno?

|PB|

Przysiadłem na miękkim, wyłożonym delikatnym materiałem i kawałkiem miękkiej gąbki, parapecie, spoglądając na ulicę i przejeżdżające nią samochody, oraz pieszych, lecz o tej porze były to raczej pary, spacerujące lub kierujące się do pobliskiego parku. Objąłem rękoma kolana, wystukując na łydkach stały rytm palcami i tworząc w głowie melodię, którą usłyszeć i podziwiać mogłem tylko i wyłącznie ja. Lubiłem takie momenty, kiedy miałem czas dla siebie i mogłem usiąść i myśleć lub jedynie obserwować.
Zmarszczyłem brwi widząc jak czarny, błyszczący i wyglądający na nowy-jakby dopiero wyjechał z salonu, samochód zajmuje wolne miejsce parkingowe przed budynkiem.
Co ktoś tak bogaty- wnioskując po tym ile musiał kosztować jego samochód- robił w tej, szczerze mówiąc, niezbyt bogatej okolicy?
To nie tak, że każdy kto tutaj mieszkał, był osobą z marginesu społecznego i żył z zasiłku. Wielu moich sąsiadów było przykładnymi obywatelami, którzy mieli wspaniałe rodziny. Ja również nie uznawałem siebie za kogoś gorszego. Oczywiście pracowałem jedynie w barze mojego znajomego, który płacił mi o wiele więcej niż na to zasługiwałem, ale to dzięki niemu mogłem mieszkać sam, bez niepotrzebnych i przede wszystkim denerwujących lokatorów.
I byłem mu za to naprawdę bardzo wdzięczny.
Jednak, gdy z samochodu wysiadł Louis, mocniej zmarszczyłem brwi i zamrugałem kilka razy by upewnić się, że to on.
Lecz chłopak nie zniknął, a jedynie zablokował drzwi i wsadził dłonie do dżinsowej kurtki, po czym skierował się do wejścia.
Zerwałem się na równe nogi nagle czując powracającą panikę i strach. Wiedziałem, że nie przestanę się go bać. Dla zdrowo myślącej osoby mógłby być psychopatą i dziwakiem, gdyż uważał że jest wampirem i na dodatek przeżył kilka wieków, a nadal wygląda jak dziewiętnastolatek.
Ja też tak myślałem. I jedynie udowodnienie mi tego w jakiś sposób mogło minimalnie zmniejszyć mój strach.
Ale skoro jestem jego przeznaczeniem to nie muszę się go bać, tak? Przecież mnie nie skrzywdzi, prawda?
Podskoczyłem gdy delikatne pukanie do drzwi, rozniosło się po mieszkaniu i przygryzłem nerwowo wargę, ruszając w stronę drzwi.
Złapałem delikatnie klamkę i zaczerpnąłem kilka głębokich oddechów po czym uchyliłem drzwi, od razu dostrzegając za drewnianą powłoką rozpromienioną twarz Louisa.
-Hej-uśmiechnął się szeroko, sprawiając że jego oczy delikatnie się przymknęły, ukazując przy tym proste i śnieżnobiałe zęby.
Wiedziałem, że był to szczery uśmiech.
-Cześć, jestem prawie gotowy, zaczekaj chwilę- rzuciłem przez ramię i wsunąłem telefon do kieszeni, po czym założyłem zimowy płaszcz i buty. Zatrzymałem się i chwyciłem klucze z półki, następnie zwracając się w jego stronę i natychmiastowo wstrzymując oddech.
Chłopak obracał w dłoni śnieżnobiałą różę i uśmiechał się delikatnie. Zrobił krok w moją stronę i pochylił się, przyciskając do mojego policzka krótki pocałunek i chwytając moją dłoń, by wsunąć w nią łodygę kwiatu.
-To dla ciebie- szepnął, nadal się uśmiechając i cofnął się na odległość kilku centymetrów.
-Och.. Dziękuje.. Jest piękna-wyszeptałem z nieśmiałym uśmiechem i wręcz czułem jak ogień rozgrzewa moje policzki, gdy dotarło do mnie nieme ”Tak samo jak ty” ze strony chłopaka- Wstawię ją do wody i możemy iść.
Ruszyłem do kuchni, łapiąc po cichu głębokie oddechy. Chwyciłem mały, porcelanowy wazon i nalałem do niego wody, następnie umiejscawiając w niej różę.
Zapowiadał się naprawdę miły wieczór.

|PB|

Gdy wyszliśmy z kina, nadal kurczowo trzymałem dłoń Louisa, równocześnie mocno przywierając do jego boku, gdy zimne, styczniowe powietrze ogarnęło odkryte lub zbyt cienko odziane fragmenty mojej skóry.
-To był najdziwniejszy i najbardziej przerażający horror jaki kiedykolwiek widziałem- powiedziałem, wypuszczając głośno powietrze, tworząc przy tym mglisty obłok przed swoją twarzą.
-Naprawdę nie zauważyłem, że przez cały czas chowałeś twarz w moim ramieniu, Harry- zaśmiał się cicho, na co puściłem jego dłoń i szturchnąłem go w ramię.
Ponownie się zaśmiał, tym razem głośniej, lecz ja nadal udając urażonego, odszedłem kawałek dalej i założyłem dłonie na piersi, wpatrując się w jakiś martwy punkt przed sobą. Po kilku sekundach jego śmiech ustał i byłem prawie pewny, że po prostu uznał mnie za cholernie dziecinnego i sobie poszedł, jednak moim stwierdzeniom zaprzeczyła ręka, delikatnie owijająca moją talię i usta, składające delikatny pocałunek za prawym uchem.
-Nie złość się, Harry. Nie powiedziałem, ze mi się nie podobało..-mruknął cicho, na co nerwowo skubnąłem swoją wargę zębami, starając się nie zwracać uwagi na to jak blisko był.
Był bardzo, bardzo blisko.
-Louis? -mruknąłem, starając się powoli wysunąć z jego objęć , lecz on natychmiast chwycił moją dłoń i ruszył w stronę zaśnieżonego parku.
Ta część miasta, podczas zimy była piękna. Wszystkie trawniki i mniejsze drzewa były pokryte śniegiem, a konary większych okrywał szron, który za dnia mienił się w słońcu, natomiast w nocy w świetle latarni lub niebieskich lampek, które porozwieszane były w miejscach, mniej oświetlonych, w których trudno było odnaleźć ścieżkę. I mimo tego, że wiele osób nie lubiło tej pory roku- ja dzięki temu miejscu, pokochałem ją w każdy możliwy sposób.
-Tak?- chłopak szepnął po chwili, mocniej ściskając moje palce, gdy mijaliśmy bramę, wprowadzającą nas do parku.
-Ja.. To wszystko nadal jest dla mnie trochę dziwne i przepraszam, że to powiem ale nie potrafię ci uwierzyć.. To.. To dziwne.. -mruknąłem cicho, zatrzymując wzrok na zamarzniętej wodzie, która wypełniała fontannę i w pewnym sensie chciałbym nią być. Chciałbym być zimny i nieczuły. Chciałbym by nikt nie mógł mnie skrzywdzić.
Ale czy lodu nie można było skrzywdzić?
Pomimo tego, że on nie posiada uczuć, nadepnięcie na jego powierzchnię, sprawiało, że się łamał.
Dokładnie, jak zraniony człowiek.
-Domyślałem się, że będziesz chciał dowodu-westchnął cicho, kierując wolną dłoń w górę i przeczesując bladymi palcami kasztanowe włosy.
-Pokaż mi..-szepnąłem niepewnie, kierując wzrok w jego stronę i napotykając tym samym błękitne tęczówki- Pokaż mi, Louis. Chcę uwierzyć.
Przez chwilę wpatrywał się w moje oczy i pociągnął mnie za dłoń, tak bym pochylił się delikatnie i wyrównał nasze twarze.
Wstrzymał lekko drżący oddech, który czułem na swojej twarzy i zacisnął na chwilę powieki, jednocześnie kładąc małą dłoń na moim policzku i gładząc go kciukiem.
-Gotowy?- mruknął cichutko, na co głos ugrzązł w moim gardle, bo tak naprawdę już nie byłem tak bardzo pewny, że chcę zyskać dowód, że chcę złamać swoje dotychczasowe twierdzenie, iż żadne nadludzkie istoty nie istnieją.
Jedynie jego dłoń umiejscowiona na moim policzku dała mi możliwość, że gdy pokiwam głową, on będzie wiedział, że właśnie tego chcę. Że pragnę się dowiedzieć, mimo wszystko.
I właśnie to zrobiłem- pokiwałem delikatnie głową.
I gdy rozchylił powoli powieki, a moim oczom ukazały się jego tęczówki przepełnione złotem, które połyskiwało w kilkudziesięciu niebieskich odcieniach i mieniło się żywym blaskiem, ja poczułem, że jestem w domu.

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz