*- To jest Aiden – powiedział Harry pewnego wieczoru, kiedy podszedł do stolika, gdzie siedziała już czwórka chłopaków. Liam i Niall uśmiechnęli się lekko do nowego przybysza, kiedy Zayn uniósł brew, a w Louisie po prostu zawrzało.
Aiden był wysoki, świetnie wystylizowany i niesamowicie zbudowany. Louis mógł to powiedzieć. Był pewien, że cały cholerny świat może to powiedzieć, biorąc pod uwagę delikatną krzywiznę rąk chłopaka w obcisłej, bardzo obcisłej koszulce. Aiden był idealny, tak zabawny, że Harry nie mógł oderwać do niego wzorku przez cały posiłek, tak czarujący, że Harry objął go ramieniem i delikatnie bawił się rękawem jego koszuli, tak olśniewający, że Harry patrzył się na jego usta przez całe dwie minuty, Louis liczył, zanim nie odwrócił wzroku.
I Louis był zazdrosny. Louis mógł ledwo przełknąć własny posiłek, bez słowa popychając wciąż pełny talerz w kierunku Nialla. Nie chciał tego przyznać, lecz absolutnie nienawidził całej uwagi jaką Harry poświęcał drugiemu chłopaki i musiał przegryźć język, by powtrzymać się od krzyku, tak mocno aż poczuł krew.
Harry przyprowadził Aidena na następną imprezę Zayna. Louis poczuł się opuszczony i zdradzony, lecz starał się tego nie pokazywać, śmiejąc się całą noc i tańcząc z obcymi osobami, patrząc na Harry’ego, by zdać sobie sprawę, że chłopak w ogóle się nim nie przejmuje.
Harry pieprzył Aidena w swoim samochodzie. Louis wiedział, ponieważ bezszelestnie śledził Harry’ego, gdy sprowadził swojego partnera z parkietu i pocałował go w blasku księżyca. Widział jak Harry popchnął Aidena na tylne siedzenia i rozebrał do naga, wstrzymał oddech, gdy okno zaparowało i prawie mógł usłyszeć uderzenia, świadczące o uprawianym stosunku.
- To jest Rita – oznajmił Harry tydzień później i tym razem wszyscy przy stoliku rzucili mu zaskoczone spojrzenia. Harry albo nie zauważył, albo się tym nie przejmował, ponieważ siadł wraz z Ritą i przez cały posiłek tylko jej poświęcał uwagę.
Louis był gotowy go zamordować. Dziewczyna? Widywanie Harry’ego z innym chłopakiem było wystarczająco złe, lecz to była nowość i nawet nie próbował ukryć gapienia się na Harry’ego przez cały wieczór. Nawet Rita zauważyła i odchrząknęła niezręcznie, starając się nawiązać rozmowę z Louisem, lecz on tego nie chciał, cała jego uwaga skupiona była na Harrym, który z roztargnieniem mieszał swojego drinka.
Rita chodziła do ich szkoły, jak się okazało i czego Louis nie wiedział, więc musiał oglądać Harry’ego całującego ją przy szafkach, ignorując nieustanne skurcze żołądka, które przypominały mu, że mógłby być na jej miejscu.
Wyszło na to, że Harry przyprowadzał nowego chłopaka lub dziewczynę na ich kolację co tydzień. Nawet Zayn zdawał się być odrobinę zmartwiony zachowaniem chłopaka, a Liam i Niall tylko wykorzystali to jako kolejny dowód na to, jakim to Harry jest okropnym człowiekiem.
- Widzisz od czego cię ocaliliśmy? – wspomniał niezobowiązująco pewnego wieczoru Niall, zajadając precle wyciągnięty na łóżku Louisa. – On jest podrywaczem na pełen etat.
- Zamknij się, Niall – powiedzieli jednocześnie Liam i Louis, zaraz po tym rzucając sobie zaskoczone spojrzenia.
——————
I tak rok później, który dla Louisa minął jak kilka dni, wypełniony w pełni tańcem i zachowaniem Harry’ego. Nie myślał nawet o studiach, lecz wydawało się, że wszyscy to zrobili, szczególnie kiedy spotkali się na kolacji. W tym tygodniu Harry’emu udało się zaliczyć małego stworka z czerwonymi ustami o imieniu Cher, która patrzyła na Harry’ego, jak gdyby chciała pożreć go w całości.
- Jeszcze tylko jeden test ludzie i będziemy mogli iść wolno! – wiwatował Niall i reszta uniosła swoje szklanki w poparciu. – Więc jakie są wasze plany?
Przy stoliku zrobiło się cicho i Zayn odchrząknął. – Harry i ja mamy pewne oświadczenie.
Louis spojrzał w górę, przestając bawić się swoją słomką, nagle zainteresowany rozmową. – Co? – zapytał cicho.
- Przeprowadzamy się do LA – oznajmił Harry bez patrzenia na niego i głowa Louisa obróciła się tak szybko w jego kierunku, że był pewien, iż coś złamał.
- Co? – powtórzył trochę głośniej.
-To skrót od Los Angeles. W Kalifornii – kontynuował Harry, wciąż wpatrując się w Cher, która robiła coś obscenicznego z hot- dogiem na talerzu. – Ameryka.
Było tak, jakby gardło Louisa zacisnęło się w tej chwili i zaczął cierpieć na brak powietrza, Niall klepał go po plecach i podał wody. Jak zauważył Louis, Liam spoglądał zdezorientowanie między Zayna a Harry’ego; grymas bólu wykrzywił jego rysy twarzy.
- Kiedy podjęliście tę decyzję? – zapytał spoglądając na Zayna, który patrzył w podłogę i bawił się swoją serwetką.
- My… my, um, mieliśmy spotkanie z wytwórnią płytową. Widzieli występ One Direction na YouTube? Myślą, że mamy duży potencjał, lecz musimy przeprowadzić się tak szybko, jak to możliwe. Zamierzałem powiedzieć ci wcześniej, ale…
- Ale co? – przerwał Liam. – Nie chciałeś mówić o tym swojemu chłopakowi? – powiedział szorstko. – Potrzebuję zaczerpnąć powietrza.
- To brzmi jak dobry pomysł – powiedział Louis i Liam złapał go pod ramię, wyprowadzając przed restaurację.
- Co się, kurwa, dzieje? – zapytał Louis, gdy znaleźli się na zewnątrz; jego oczy płonęły.
- Nie mam pojęcia Louis, o boże! O boże, o boże, czy to oznacza, że Zayn będzie chciał ze mną zerwać? – panikował Liam, obracając się twarzą do Louisa, a jego oczy były pełne łez, wyraz twarzy tak smutny, że Louis nie mógł zrobić nic innego, jak odepchnąć własny gniew i przytulić Liama.
- Nie ma takiej opcji, kochanie – wyszeptał Louis, kreśląc kółka na plecach przyjaciela. – On tak bardzo cię kocha.
Wtedy Zayn wyleciał z pomieszczenia, zauważając Liama i Louisa.
- Zastanów się nad tym, co mówisz – ostrzegł go Louis i Zayn zawahała się i wziął głęboki oddech przed rozpoczęciem swojej przemowy.
- Liam, – zaczął – kocham cię. Bardziej niż wszystko inne. I nie wystawiałbym tego na próbę dla jakiegoś głupstwa, prawda? Nie jechałbym do Kalifornii, gdybym nie sądził, że mamy tak realne szanse. Wiem, że może nam się udać, proszę, zrozum to. I ja… - Zayn urwał, wzdychając i robiąc krok w przód, by złapać ręce Liama. – Chcę byś pojechał ze mną. Proszę? Tam jest tak wiele możliwości dla ciebie. Możesz znaleźć sobie agenta? Możesz pracować zawodowo? Uczyć? Proszę Liam, po prostu chcę byś tam ze mną był.
Liam gapił się na Zayna zaszokowany, lecz odrobinę zdumiony. – Ja… Zayn, ja nie…
- Liam – powiedział Zayn, przybliżając się jeszcze bardziej, tak że jego czoło stykało się z czołem Liama. – Proszę.
Po dłuższej chwili Liam przemawia. – Dobrze – przytakuje. – Okej. Okej, tak, ja… muszę porozmawiać z moimi rodzicami, lecz tak, pojadę? Spróbuję. Zayn, ja po prostu… kocham cię.
Zayn przyciągnął Liama do uścisku, szeptając o tym, jak bardzo go kocha i wyglądało to tak intymnie, że Louis poczuł się, jakby czemuś przeszkadzał, więc szybko wślizgnął się ponownie do restauracji.
Gdy tylko wszedł jego wzrok powędrował w kierunku stolika, gdzie niezręcznie siedział Niall, starający się nie patrzeć na Harry’ego i Cher z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Wcześniej odczuwalna wściekłość ponownie go ogarnęła, więc podszedł do grupki znajomych. Niall zobaczył go i połowicznie pomachał, marszcząc odrobinę brwi, gdy Louis nie odpowiedział, następnie unosząc brwi, gdy zgadł zamiary szatyna.
Louis podszedł do miejsca, gdzie siedziała Cher, praktycznie ocierająca się teraz o uda Harry’ego i chwycił ją za okropną, różową koszulkę, odciągając ją od chłopaka w jednym ruchu. Wydała z siebie okrzyk zdziwienia i bólu, a potem prychnęła mamrocząc coś o tym, jak Louis zachowuje się niczym wariat, lecz Louis nie mógł się przejmować mniej.
Spojrzał na Harry’ego, który od tygodnia popatrzył prosto w jego oczy, jego szczęka zacisnęła się. Louis zacisnął dłoń na koszuli Harry’ego i pociągnął go w górę, na moment zaskakując ich oboje nowo odnalezioną siłą, po czym postawił go przed sobą. Musiał unieść głowę, by patrzeć chłopakowi w oczy, lecz był tak wściekły i cholernie wkurzony, że udało mu się zachować pewność siebie.
- Jak możesz – splunął, popychając odrobinę Harry’ego. Chłopak zatoczył się trochę, zaskoczony, lecz opanował się, rzucając śmiertelne spojrzenie na szatyna.
- Jak ja mogę? – wyśmiał. – To ty powiedz kto nas rozdziela, Louis. Ty powiedz kto podjął tę decyzję.
- Nie możesz wyjechać w ten sposób.
- Kto tak powiedział? Ty? Kim, kurwa, jesteś, by dyktować mi zasady Louis? Nie jesteś moim chłopakiem. Cholera, nie jesteś nawet moim przyjacielem. Jesteś tylko patetycznym, żałosnym dupkiem, który nie wie nawet, kiedy miłość stoi tuż pod jego nosem!
Louis zamarł na wspomnienie słowa na ‘m’, mrugając szybko, by odgonić łzy, kiedy patrzył na Harry’ego. Zanim zdał sobie sprawę, co robi, uniósł dłoń i wyprowadził ją prosto w policzek chłopaka.
Odgłos uderzenie rozniósł się po restauracji, którą od kilku minut ogarniała cisza, gdy klienci obserwowali rozwijającą się walkę.
Louis patrzył w szoku na swoją dłoń, potem na Harry’ego, który trzymał się za policzek i patrzył na Louisa z ogromnym zaskoczeniem. Szczęka Nialla była na podłodze, wzrok przemieszczał się między ich dwójką.
- Ja… - zaczął Louis, po czym przełknął, jego usta nagle stały się całkowicie suche. – Kurwa – powiedział, obracając się i wybiegając z restauracji, mijając zdezorientowanych Liama i Zayna, natychmiastowo za nim wybiegł Niall.
——-
Louis odmówił rozmowy z Liamem i Niallem o Harrym. Ignorował ich, kiedy tylko o nim wspominali i zamiast tego skupiał się na tańcu, spędzając długie wieczorne godziny w studiu. Jego mama rzucała mu zmartwione spojrzenia, gdy tylko wracał do domu, przytulając go przez długi czas. Louis miał dość szkoły, miał dość ocen i testów i wszystkich innych niepotrzebnych gówien, czuł jak ostatnie tygodnie szkoły mijają. Niedługo potem znalazł się w auli, przełykając nerwowo ślinę, gdy wchodził na scenę, by odebrać swój dyplom, uśmiechając się tylko ustami, nie oczami.
Następną wielką nocą był występ Louisa, jego ostatnio taniec ze studia pod instrukcją nauczycieli. Spędził godziny tańcząc, siniaki zdobiły prawie całe jego ciało, lecz szybko o tym zapomniał, gdy w myślał odtwarzał choreografię, zdeterminowany, by móc zrobić to z zamkniętymi oczami. Nawet próbował tańczyć w ten sposób kilka razy, niemal zbijając lustra w czasie i Alina natychmiast kazała mu zaprzestać takich działań.
Wszystko było zaplanowane na czwartkową noc i Louis mógł poczuć adrenalinę w swoich żyłach. Liam miał już swój występ wcześniej w tym tygodniu i Zayn, Niall oraz Louis pojawili się, dopingując go tak głośno, jak tylko mogli. Wyjrzał na widownię i zobaczył jego rodzinę siedzącą w tym samym rzędzie, co trójka chłopców, wszyscy rozmawiają i śmieją się. Nie zobaczył jednej twarzy, którą chciał zobaczyć, twarzy którą uderzył i od której uciekł, twarzy o której całowaniu śnił każdej nocy, lecz to nie ma znaczenia, ponieważ wszystko czego potrzebował to ludzie, którzy byli tutaj dla niego w tej chwili.
Alina złapała go zanim wyszedł, całując w oba policzki i Perrie zachichotała, gdy się zaczerwienił.
- Zamknij się – wymamrotał Louis, układając ręce na talii dziewczyny i stając w pozycji początkowej, kiedy różowa kurtyna uniosła się, publiczność zamilkła i rozpoczął się miękki dźwięk pianina.
Louis odetchnął głęboko i zaczął się poruszać, jego umysł nie przetwarzał nawet tego, co robiło ciało. Starał skoncentrować się po prostu na muzyce i Perrie, obserwując jej ruchy, by być zsynchronizowanym z nią, nigdy tego nie tracąc nawet jeśli by się poślizgnęła, czego oczywiście nie zrobiła. W rzeczywistości cały układ wyszedł gładko, nawet lepiej niż oczekiwał i Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu na gromkie brawa, które dostali od publiczności, puszczając oczko do swojej rodziny i przyjaciół, którzy z podnieceniem wiwatowali.
Zszedł ze sceny, z podnieceniem przytulając Perrie i Alina szybko wyciągnęła go na bok. – Louis. Pewni ludzie chcieliby cię poznać.
Louis rzucił jej zdezorientowane spojrzenie, lecz mimo wszystko ruszył jej śladami, zrozumienie uderzyło go, gdy tylko zobaczył dwójkę elegancko ubranych ludzi z teczkami i folderami przed sobą.
- To jest Louis Tomlinson – przedstawił go Alina, delikatnie szturchając go w żebra.
- Och. Um, tak. Witam! – powiedział Louis, starając się uspokoić szaleńcze kołatanie serca. – Cześć. Um, czy podobał się państwu występ?
- Och, tak! To było niesamowite – powiedziała niska kobieta z brązową szminką na ustach. Wysoki mężczyzna obok niej przytaknął w aprobacie.
- Jesteśmy z the Juilliard School of Dance* - rozpoczął i Louis zamarł, jego serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej, nawet jeśli nie mógł oddychać. Alina wydawał się to zauważyć , więc objęła go ramieniem, dopóki Louis ponownie nie zaczął wydychać powietrza.
- Och – odpowiedział Louis.
- Dużo o tobie słyszeliśmy od Aliny, która jest absolwentką naszej szkoły – kontynuował mężczyzna. – Teraz wiemy dlaczego.
- Och – powtórzył Louis, przełykając.
Kobieta uśmiechnęła się. – Chcielibyśmy zaoferować ci stypendium naszej szkoły, Louis. Czy byłbyś zainteresowany?
- Och? – powiedział po raz trzeci Louis, po czym otrząsnął się z oszołomienia. – Wow. Uch. O mój boże, tak, oczywiście. Ja… Ja marzyłem o Juillardzie odkąd skończyłem jakoś 14 lat, o mój boże. Czy to jest naprawdę? Nie jestem wkręcany, prawda?
Kobieta i mężczyzna zaśmiali się, tak jak i Alina, która przyciągnęła go bliżej. Louis poczuł, jak jego uśmiech się poszerza, tak bardzo, że jego policzki zaczęły boleć po kilku sekundach.
Nie był w stanie przestać się uśmiechać przez resztę konwersacji z reprezentantami Juliarda. Nie przestał również, gdy otworzył drzwi do przebieralni i zobaczył wszystkich zebranych wewnątrz, otwierających butelki z szampanem, przytulających się i całujących w policzki. Nie przestał, kiedy kładł się tej nocy do łóżka, jego serce kołatało od wydarzeń całego dnia.
Tak naprawdę nie przestał się uśmiechać nawet w nocy, gdy jego sny wypełnione były baletem i szampanem i wysokim nieznajomym z czekoladowymi lokami i szmaragdowymi oczami.
Obudził się następnego ranka z lekkim kacem, lecz natychmiast zerwał się z łóżka, chodząc po kuchni i denerwując swoje siostry, śpiewając przerobioną piosenkę o pójściu do Juilliarda.
- Jakie są twoje plany na resztę dnia, słoneczko? – zapytała jego mama i Louis wzruszył ramionami.
- Kto wie? Jestem wolnym mężczyzną! – zawołał, niespodziewanie podnosząc Lottie, która zapiszczała i przytuliła się do jego ramion. Mama uderzyła go w ramię, gdy ponownie położył ją na ziemi i zagoniła jego siostry na górę, by przygotowały się do szkoły. Louis przewrócił oczami i przytulił kobietę.
- To było miłe, że twoi przyjaciele przyszli zeszłej nocy – przyznała i Louis uśmiechnął się.
- Wiem. Kocham ęą trójkę bardzo mocno.
- Trójkę? – zapytała Jay, przechylając głowę w zdezorientowaniu. – Było ich czworo.
Louis zamarł. – Co?
- Tak. Liam i Niall, i ten chłopak – Zayn, prawda? – siedzieli w naszym rzędzie, lecz był jeszcze chłopak z tyłu. Podszedł do nas na końcu występu i przedstawił się, lecz nie wszedł z nami do twojej szatni.
- Jak on wyglądał? – wyszeptał Louis.
- Um. Trochę wyższy niż ty, mogę stwierdzić. Na pewno szczupły. Bałagan loków na głowie. Brązowe włosy, zielone oczy? Brzmi znajomo? – zapytała, przeczesując jego włosy.
- Harry – automatycznie wyszeptał Louis i Jay uśmiechnęła się.
- Tak, tak się przedstawił. Miły chłopiec. Chociaż wydawało mi się, że zauważyłam kolczyk na jego języku, gdy rozmawialiśmy. Trochę dziwne.
Louis skinął głową w roztargnieniu, by jego mama nie drążyła tematu.
- Och. Dobrze! Prawie zapomniałam. Wszystkie dziewczynki mają dziś zajęcia pozalekcyjne, a ja pracuję do późna, więc nie wrócimy przed dziewiątą. Poradzisz sobie?
Louis otrząsnął się odrobinę z pierwszego szoku i uśmiechnął się. – Postaram się jak najlepiej nie zepsuć wszystkiego.
- Żadnych domówek! – powiedziała przez ramię jego mama, gdy wychodziła z pokoju, chichocząc do siebie.
Louis poszedł na górę i położył się na łóżku, obserwując sufit.
Harry tam był. Przyszedł na jego recital.
Louis nie wiedział czemu, lecz zaczął płakać i pozwolił łzą spaść swobodnie na policzki, gdy kontynuował wpatrywanie się w nicość, zastanawiając się, dlaczego Harry pojawił się tam i dlaczego w ogóle musi istnieć.
Niedługo później dom był pusty, wszyscy rozeszli się do pracy i szkoły, a Louis po prostu krzątał się po domu przez resztę dnia, jedząc fast-foody i oglądając kilka beznadziejnych filmów, zanim spostrzegł, że zegar pokazuje już godzinę 19. Westchnął i przeszedł do kuchni, zastanawiając się czy lepiej zrobić sobie szybki posiłek z makaronem lub coś innego przed wzięciem prysznica, gdy zatrzymuje go dźwięk dzwonka do drzwi.
Louis krzywi się. Nikt nie miał wpadać. Kto mógłby być tutaj o 19 w piątek?
Powlekł się do drzwi, nie zadając sobie nawet trudu, by spojrzeć przez wizjer i zapiera mu dech w piersiach, gdy zauważa przed sobą Harry’ego.
- Cześć – mówi chłopak, niemal nieśmiało i Louis chce uderzyć go ponownie, tylko za to, zanim nie zauważa blaknącego, różowego znamienia na policzku Harry’ego.
- Um… hej? – mówi Louis.
- Mogę wejść?
- Oh. Pewnie. – Louis przesuwa się, zamykając drzwi, gdy chłopak już wchodzi. We dwoje stoją w korytarzu, patrząc w podłogę przez kilka minut, zanim nie odzywa się Harry.
- Nie jest mi przykro Louis.
Szatyn podnosi wzrok, zaskoczony, jego usta zaciskają się w wąską linię. – A mi powinno być?
Harry wstrząsa głową. – Nie. Lecz jeśli chcesz bym przeprosił, nie zrobię tego. Nie żałuję niczego w przeciągu tych kilku miesięcy.
- Dlaczego miałbyś? Musiałeś czuć się niesamowicie, biorąc pod uwagę ciągły seks jaki uprawiałeś.
Harry zmrużył oczy w kierunku Louisa. – Nie bądź kutasem.
Louis zaśmiał się cierpko. - Przyganiał kocioł garnkowi.
- Oboje zrobiliśmy rzeczy, za które powinniśmy przeprosić. Lecz wydaje mi się, że jesteśmy zbyt uparci, by to zrobić.
- Może. – Louis wzruszył ramionami.
- Nie. Zdecydowanie. Na przykład – zaczął Harry, podchodząc bliżej do Louisa i unosząc jego dłoń – jak to? – umieścił rękę szatyna na swoim policzku, dostosowując ją do siniaka tam i Louis rumieni się, lecz pozostaje na miejscu.
- Nie jest mi przykro z tego powodu.
- Mówiłem.
Louis wzdycha sfrustrowany. –Słyszałem, że byłeś na moim występie.
- Och. Um, tak.
- Podobało ci się? – zapytał Louis, spoglądając na podłogę, gdy zacisnął palce.
- Louis byłeś niesamowity. Nigdy nie widziałem, by ktokolwiek się tak ruszał, byłem zachwycony, ja…
- Dziękuję – przerywa mu Louis. Wzdycha. – Harry, dlaczego tutaj jesteś? Co tu robisz?
- Dziś wyjeżdżam – wypalił Harry, spoglądając na Louisa.
- Och. – Louis przełknął gulę formującą się w jego gardle. – Zayn też?
Harry przytaknął. – I reszta zespołu. Nasz lot jest o północy. Pierwsza klasa. Uroki bycia w zespole Zayna, tak mi się wydaje.
- Idę do Juilliarda – mówi mu Louis. – To znaczy, prawdopodobnie. Mam nadzieję. Zeszłej nocy dostałem stypendium.
- Och. Wow, Louis to niesamowicie.
- Tak, wiem. Pieprzona przyszłość, nie? Kto wie, gdzie będziemy za pięć lat?
- Nie obchodzi mnie to – mówi Harry z wahaniem, lecz podchodzi bliżej Louisa. – Obchodzi mnie tylko to, gdzie jesteśmy teraz.
- Oh? Czyli gdzie? – odpowiada Louis, przestając oddychać, gdy Harry podchodzi bliżej i bliżej, aż ich usta praktycznie ocierają się o siebie nawzajem.
- Właśnie tutaj. Z tobą – wyszeptał Harry, zamykając dystans między ich ciałami, gdy pochylił się, by pocałować Louisa. Wtedy właśnie szatyn zdał sobie sprawę, że jego ręka wciąż dotyka policzka Harry’ego, dłoń chłopaka przykrywa jego własną. Nie odsunął się nawet jeśli jego rozum krzyczał, by to zrobił. Zamiast tego oddał pocałunek, obejmując szyję Harry’ego, gdy ten złapał go w talii.
Minęło tak dużo czasu odkąd Louis był całowany przez Harry’ego, więc pozwolił sobie roztopić się w tym uczuciu, wzdychając radośnie, gdy chłopak przerwał pocałunek.
- Sypialnia? – wymamrotał i Louis chwycił go pod ramię, pociągając w kierunku schodów.
Upadli na łóżko Louisa, całkowicie ze sobą splątani. Przez moment Louis poczuł się winny, gdy zdał sobie sprawę jaki bałagan panował w jego pokoju, lecz ta myśl została odepchnięta, gdy Harry pracował swoim językiem w ustach szatyna.
Całowali się powoli, ciała złączone i gdy przestali ich twarze miały identyczne odcienie różu. Louis wiercąc się trochę odkrył, że był już twardy. Boże, samo całowanie Harry’ego nakręciło go tak bardzo. Jego ruchy nie pozostały niezauważone i Harry oddalił się odrobinę, by ściągnąć ubrania. Louis wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym zdał sobie sprawę, że powinien zrobić to samo i pospiesznie zaczął wszystko ściągać. Przesunął się do góry, aż jego głowa spoczywała na poduszkach, jego oddech był urywany, gdy Harry wczołgał się na niego.
Harry powoli całował drogę od jego pępka aż po szyję i Louis zadrżał, gdy Harry trącił jego szczękę. Chłopak przeniósł się w dół tak, że ciężar jego ciała opierał się o Louisa, praktycznie otulając go. Louis jęknął, gdy ich członki otarły się o siebie i objął szyję Harry’ego, gdy ponownie zaczęli się całować.
Harry docisnął biodra do Louisa, ich penisy twardniały obok siebie, a Louis nie mógł nawet rozpoznać, który z nich wydawał te wszystkie odgłosy, gdy Harry zaczął poruszać się szybciej, gryząc obojczyki Louisa. Chłopak zatrzymał się po chwili i Louis odczytał jego myśli, wskazując na szafkę nocną.
- Druga szuflada – mówi cicho i Harry bez słowa wyciąga prezerwatywę i lubrykant.
Louis wpatrywał się w nie, gdy chłopak położył je na boku, przegryzając wargę. – Harry, czy ty… chodzi mi o to… wiem, że sypiałeś z, um, wieloma ludźmi, lecz wiesz może czy jesteś, uch, wiesz…?
Harry rzucił mu zaciekawione spojrzenie. – Jestem czysty, jeśli o to pytasz – powiedział.
Louis wypuścił urywany oddech. – W takim razie, czy ty… nie musisz, wiesz, jeśli nie chcesz – powiedział szybko Louis, rumieniąc się odrobinę i wskazując na prezerwatywy.
Oczy Harry’ego rozszerzają się, lecz przytakuje. – Kurwa, Louis, kurwa. – Pochylił się i pocałował Louisa, przebiegając językiem po jego opuchniętych ustach. – Tak.
Louis zacięcie całuje Harry’ego, jego członek drga na myśl o barebackingu*. Nigdy czegoś takiego nie robił i biorąc pod uwagę reakcję Harry’ego, on również. Popycha lekko chłopaka, nadal pracując w jego ustach swoim językiem, sycząc, gdy Harry delikatnie naciska śliskim palcem na jego wejście. Harry wprowadza go powoli, obciągając sobie drugą dłonią. Czeka aż Louis dostosuje się i dodaje drugi palec, poruszając się odrobinę szybciej.
- Powoli – informuje Louis, przegryzając wargę. – Minęło trochę czasu.
Harry zamiera i Louis szybko otwiera oczy, by zobaczyć falę winy przepływającą przez twarz Harry’ego. – Ja… - zaczyna, marszcząc czoło. – Ty nie uprawiałeś… um, odkąd my…?
Louis ostrożnie kręci głową, unosząc brwi. Czy Harry myślał, że Louis sypiał z kimś innym? To dlatego zaczął ten cały łańcuch kumpli do pieprzenia? – Harry, co ty sobie… - zaczyna, lecz chłopak pochyla się, całując go szorstko i Louis jęczy mu w usta, poruszając biodrami, gdy chłopak wprowadza w niego dwa palce. Wyjmuje je, wycierając w pościel i ustawiając się przy otworze Louisa, trącając czubkiem wejście chłopaka, powoli całując linię jego szczęki. Louis wzdycha i Harry wchodzi głębiej, mniej więcej do połowy, po czym wychodzi i powtarza ruch. Przygniata Louisa, gdy udaje mu się w całości zanurzyć w ciele chłopaka, ich klatki piersiowe są złączone.
- Tak bardzo cię przepraszam, Louis – szepcze tak cicho, że Louis prawie to przegapia. – Ja… ja myślałem, że był ktoś inny i, więc, ja…
Louis przyciska palec do ust Harry’ego i kręci głową. – Nie. Moja, Harry, ja… to było okropne widywać cię z kimś innym każdego dnia, lecz przynajmniej mogłem cię zobaczyć, a teraz… - Louis zamyka oczy, starając się powstrzymać łzy i Harry całuje jego palec, powoli biorąc go do ust. Louis szarpnął biodrami w górę i jęknął, gdy Harry wziął jeden z jego palców i zaczął oplatać go językiem i Louis mógł poczuć jego erekcję przyciśniętą między ich ciałami. Harry ciągle tylko ocierał się, wychodząc z niego raz na jakiś czas i kręcąc biodrami.
To było za dużo, za blisko, za intymnie. Nigdy nie uprawiali w ten sposób seksu, tak powoli, jak namiętnie i Louis ugryzł się w język, ponieważ to było wszystko czego pragnął, a Harry zamierzał wyjechać i prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą. Nie mógł zrobić tego w ten sposób, przyciśnięty przez każdy centymetr ciała Harry’ego, czując wszystko, przez co drugi chłopak przechodził.
- Przestań – wyszeptał i Harry spojrzał na niego zdezorientowany, delikatnie odsuwając się.
- Louis, ja… - zaczął chłopak.
- Nie. Żadnego… żadnego więcej gadania. Nie mogę zrobić tego w ten sposób – przyznał Louis, sięgając w górę i przewracając Harry’ego tak, że teraz leżał na plecach. Louis musiał czuć Harry’ego, lecz nic poza jego penisem. Nie chciał czuć bijącego serca chłopaka tuż przy sobie, nie chciał drżeć przy jego wargach. Louis usiadł okrakiem na kolanach Harry’ego, pozwalając długości chłopaka ocierać się o swoje wejście; westchnął, gdy chłodny metal kolczyka dotknął jego skóry, tak gorącej, spoconej, przepełnionym pożądaniem i Harrym.
Opadł na niego w całości, sprawiając, że zarówno on, jak i Harry oddychają ciężko, gdy jego biodra stykają się z biodrami chłopaka. Ręce Harry’ego przemieszczają się z ud szatyna na jego talię i Louis powoli unosi się i opada. Powtarza ten ruch kilka razy i przyspiesza, pochylając się w przód, dłonie naciskające na obojczyki Harry’ego. – Kurwa – wysapuje, słysząc uderzenia skóry o skórę, gdy się porusza.
Harry nie poruszał się przez chwilę, gwałtownie łapiąc powietrze, nie będąc w stanie odwrócić wzroku od twarzy Louisa, lecz potem zaczął unosić biodra, by spotkać szatyna i Louis przewrócił oczami, gdy kolczyk kędzierzawego uderzył w jego prostatę. Jęknął nisko, lecz konturował poruszanie się, dostosowując się do pchnięć Harry’ego, przyjemność zaczęła budować się w jego wnętrzu.
Harry zauważył i przeniósł jedną dłoń na członka Louisa, delikatnie go gładząc i Louis drżał, gdy obciągnął mu kilka razy, po czym doszedł na klatkę piersiową chłopaka, nie będąc w stanie złapać oddechu, gdy opadł na chłopaka. Harry odchrząknął i kontynuował pchnięcia przez niecałą minutę, po czym również doszedł, głęboko we wnętrzu Louisa, który nie jest wstanie zrobić nic poza podpieraniem się o ciało chłopaka, jego ramiona drżą.
Harry obejmuje go i powoli wychodzi z jego ciała, delikatnie kładąc chłopaka obok siebie. Jego usta są wszędzie, całują, gryzą, więc Louis łapie go za szczękę i całuje go mocno, przelewając cały ból i cierpienie ostatnich miesięcy. Harry wyglądał na odrobinę oszołomionego, gdy Louis odchylił się, lecz szatyn nie mógł wyraźnie zobaczyć jego oczu. Zamiast tego jego wzrok powędrował w kierunku zegarka, który w ciemnościach świecił jasnym „20:30”.
- Moja rodzina będzie niedługo w domu – szepta Louis, głaszcząc chłopaka po włosach, nawet jeśli wie, że nie powinien.
- Muszę wziąć moje rzeczy i pojechać na lotnisko – odpowiada mu równie cicho Harry i oboje po prostu leżą w ciszy przez moment, zanim Harry nie przemawia. – Ja… wiem, że będziemy mieć między sobą niemal cały kontynent, lecz Louis…
- Przestań – mówi Louis, wstrząsając głową.
- Wciąż nie możesz? – pyta Harry, zaciskając usta w wąską linię. – Dlaczego?
- Mówiłem ci, w przeszłości…
- Wszyscy mamy przeszłość, Louis. Wszyscy pieprzyliśmy rzeczy. Wszyscy dawaliśmy sobą pomiatać. Dlaczego, do cholery, ma to jakieś znaczenie?
Ręce Louisa przestają bawić się włosami Harry’ego, zamiast tego zaciskają się w pięści na jego klatce piersiowej. – Ponieważ to niemal zrujnowało ludzi, na których mi zależy – powiedział i Harry spojrzał na niego zdewastowany.
- Więc nie zależy ci na mnie?
Wzrok Louisa przeniósł się na Harry’ego i nie wiedział, co powiedzieć.
Chłopak przegryzł wargę i przytaknął. – Ja… dobrze, wow. – Obrócił się i wstał z łóżka Louisa, zakładając ubrania. Był całkowitym bałaganem, zaczerwieniony i spocony; żołądek Louis ścisnął się w supeł, lecz starał się nie zwracać na to uwagi, skupiony tylko na ubieraniu się tak szybko, jak to możliwe.
- Harry, poczekaj, nie, ja… - zawołał Louis, wyplątując się z łóżka, by złapać chłopaka za ramię. – Zależy mi na tobie, bardzo, po prostu…
- Tak? – zadrwił Harry. – Dobrze, kurwa Louis, bo ja cię kocham! – wykrzyczał mu Harry, jego oczy płonęły po czym natychmiastowo rozszerzyły się, gdy zdał sobie sprawę, co powiedział. – Cholera. Cholera. Muszę iść.
Louis patrzył, jak Harry wybiega z sypialni, wciąż zaszokowany, po czym złapał parę dresów i włożył je w pośpiechu, gdy zbiegał za chłopakiem na korytarz. – Harry! Zatrzymaj się, proszę, Harry!
Lecz Harry zignorował go, otwierając drzwi wyjściowe i pozwalając zimnemu powietrzu uderzyć w ich dwójkę. Zawahał się, zamykając oczy i wdychając głęboko powietrze. – Żegnaj, Louis – niemal wyszeptał, zatrzaskując za sobą drzwi.
Louis stał tam, nie poruszając się, gdy usłyszał pisk opon samochodu Harry’ego, gdy chłopak odjeżdżał spod domu. Nie ruszył się, dopóki nie usłyszał podjeżdżającego auta mamy, więc powlókł się do swojego pokoju i zamknął za sobą drzwi. Osunął się na podłogę, szlochając zwinięty w kłębek i zastanawiając się czym, do cholery, stało się jego życie.
________
Juilliard School of Dance - uczelnia artystyczna usytuowana w Nowym Jorku, gdzie studenci kształcą się głównie pod kątem muzyki, tańca i aktorstwa.
barebacking - jest to inicjacja seksualna w czasie, której partnerzy z różnych powodów podejmują się ryzykownych zachowań. W sytuacji Louisa i Harry’ego chodzi akurat o seks bez zabezpieczenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz