wtorek, 11 marca 2014

*✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Harry nie chciał uwierzyć w to co usłyszał.
Tak naprawdę dopiero teraz gdy siedział na ciemnej kanapie w mieszkaniu Michaela i wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w ogień, który tlił się w kominku, zorientował się, że wolałby żyć w kłamstwie. Wolałby uważać, że to jego złe zachowanie i nieposłuszeństwo skłaniały ojca do tego wszystkiego, ale teraz zrozumiał, że Des po prostu go nienawidził. Nienawidził Harry’ego bo był on owocem zdrady i mimo tego, że wytrzymał z tą wiadomością piętnaście lat, potem Des zrezygnował z walki. Zrezygnował z walki o małżeństwo swoje i Anne, bo tak naprawdę przez te wszystkie lata starał się jej wybaczyć, a Harry mu to uniemożliwiał.
-Naprawdę nie mogłem się doczekać, aż zawitasz w moich progach -powiedział mężczyzna, wciskając między palce Harry’ego szklankę z jakimś drogim alkoholem i zajął miejsce na fotelu, który wcześniej ustawił naprzeciw chłopaka.- Tak w ogóle to jestem ciekawy jak odkryłeś, że jesteś czytnikiem*? Miałeś jakąś rozmowę? Ktoś ci się objawił? Zawsze zastanawiałem się jak t a c y j a k t y dowiadują się o swoim przeznaczeniu -wytłumaczył, unosząc brwi w zaciekawieniu i uśmiechnął się szeroko, ukazując swoje śnieżnobiałe i idealne zęby.
-Czytnikiem? -Harry zmarszczył brwi, powtarzając nieznane słowo wypowiedziane przez mężczyznę i uniósł na niego wzrok, proszący o wyjaśnienie.
Chociaż.. Może Harry sam powinien to wiedzieć? Może powinien się domyślić? Może w jego podświadomości od zawsze tliła się myśl, która w pewnym momencie miała uświadomić mu kim jest?
I nie myślcie, że to wszystko nie było dla niego irracjonalne. Tak naprawdę znów był przerażony. Bardziej niż wtedy, gdy Louis tak po prostu oznajmił mu, że jest wampirem, a Harry jest mu pisany i nic nie może tego zmienić.
-Och, czyli ty nic nie wiesz? -mężczyzna otworzył szerzej oczy, zdziwiony i mruknął coś pod nosem, w zamyśleniu pocierając swój podbródek dwoma palcami. -Cóż w takim razie musiałeś zrobić coś na własną rękę co sprawiło, że przyspieszyłeś dotarcie do ciebie informacji.
-Nadal nic nie rozumiem..- odparł cicho Styles i westchnął ciężko, pociągając ze szklanki spory łyk brunatnego napoju.
-W porządku, zaraz wszystko ci wytłumaczę -mruknął mężczyzna i pokiwał głową nadal nad czymś się zastanawiając. - W takim razie co cię skłoniło do odnalezienia mnie?
-Ja.. Um.. Miałem wizję.. Chyba tak mogę to nazwać. I z pewnego źródła dowiedziałem się, że tego typu widzenia nie są normalne i świadczą o pewnym darze.. I że jedno z rodziców musi mieć nadprzyrodzone moce by.. Bym ja mógł mieć ich cząstkę.. I.. -zaciął się na chwilę, bo słowa wychodzące z jego ust brzmiały jak pieprzony absurd. Jakie wizje?! Jakie nadprzyrodzone moce?! Przecież ktoś z całkowicie normalnego środowiska, albo on sam sprzed kilku miesięcy mógłby powiedzieć, że Harry zwariował i potrzebuje leczenia w klinice psychiatrycznej, ale on naprawdę nie kłamał. Cały tydzień spędził z Louisem w pracowni jego dziadka, który też był wampirem, lecz Tomlinson nie lubił opowiadać o tym w jaki sposób mężczyzna zginął, a Harry nie naciskał. I… Może powinni popracować nad rozmową na trudne tematy? Ale pomijając ten fakt, spędzili tydzień szukając jakiegoś starego dziennika i dopiero tam znaleźli te informacje i chociaż Harry naprawdę nie chciał w to wszystko wierzyć, to pomógł mu fakt, że Louis był wampirem i uwierzenie w inne nadprzyrodzone rzeczy było o wiele łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
-I połączyłeś fakty związane z tym, jak Des cię traktował i stwierdziłeś, że twoja matka nie do końca mówi prawdę? -dokończył za niego mężczyzna, a Styles jedynie skinął głową ze zdziwieniem wpatrując się w jego błękitne jak ocean oczy. -Och nie przesadzaj- mruknął, widząc jego minę- To naturalne, że obserwowałem cię przez te wszystkie lata.. Nawet nie wiesz jak wielki dar w sobie kryjesz..
-Czyli to prawda, że jesteś moim ojcem? -wszeptał zdumiony chłopak nie do końca kontrolując słowa, które wydobywały się z jego ust.
-Oczywiście, że tak, wiedziałem o tym zanim się urodziłeś Harry -odparł, po czym uniósł szklankę ku swoim wargom i wypił trochę ciemnego trunku.
-Ale jak to?
-Harry.. -westchnął cicho i przetarł twarz dłonią- Drabina** była zdesperowana, by zdobyć nowych czytników. Ktoś musiał się poświęcić, bo ludzie polowali na wasz gatunek, a każdy z was jest owocem miłości między aniołem a istotą ludzką, więc musieliśmy coś zrobić.
- I dlatego uwiodłeś moją matkę? Byłem.. Zaplanowany? -chłopak wstał z kanapy wypijając do końca swój drink, by po chwili ponownie wypełnić szklane naczynie brunatną cieczą.
Tak bardzo potrzebował teraz alkoholu..
-W pewnym sensie tak- skinął poważnie głową i przechylił ją lekko w prawo, patrząc uważnym spojrzeniem na umięśnione plecy chłopaka.- Chociaż nadal nie mieliśmy pewności czy przeżyjesz, ponieważ pięćdziesiąt procent anielskich potomków, przejmuje w genach typ układu odpornościowego istoty ludzkiej i zaraz po urodzeniu w jego organizmie rozstrzyga się spór między komórkami anielskimi a zwykłymi.
-Czyli można powiedzieć, że.. Miałem wiele szczęścia…? -mruknął cicho Harry, ponownie na niego patrząc.
To wszystko było tak cholernie absurdalne.
Najpierw dowiaduje się, że jego ojcem jest a n i o ł, potem, że tak naprawdę to, że się urodził było całkowicie zaplanowane i jego matka w pewnym sensie nie była niczego winna, a na samym końcu mężczyzna uświadamia mu, że mógł umrzeć.
I.. O boże tak bardzo pragnął wybuchnąć śmiechem.
-Dokładnie -skinął mężczyzna, wiercąc się na swoim miejscu i spojrzał w stronę ogromnych, pałacowych drzwi, dokładnie w tym samym momencie, gdy wysoka, smukła, czarnowłosa kobieta, wsunęła się do pomieszczenia, prawie bezszelestnie znajdując się przy jego boku.
Pochyliła się w jego kierunku, a jej kusa, czarna sukienka podsunęła się ku górze i Harry natychmiast odwrócił wzrok, wlepiając go w obraz wiszący pomiędzy dwoma półkami z ciemnego drewna.
Mężczyzna podniósł się szybko i podszedł do okna, patrząc w nieznanym Harry’emu kierunku, po czym zwrócił się błyskawicznie w jego stronę ze zmarszczonymi brwiami.
-Przyprowadziłeś intruza? -uniósł wysoko brwi, podchodząc bliżej chłopaka i chwytając delikatnie jego ramię.- Odpowiedz -warknął przez zaciśnięte zęby i zacieśnił uścisk, na co Harry jedynie wyrwał swoją rękę i cofnął się kilka kroków, przygładzając rękaw swojego swetra, by wyglądać na pewnego siebie i opanowanego mimo tego, że w środku był kłębkiem nerwów.
-Przyjechałem sam -odparł pewnie i odłożył szklankę, podchodząc do kanapy i chwytając płaszcz przewieszony przez jej oparcie.- Właściwie to będę się już zbierał. Mam tylko jedno pytanie.
-Jakie? -zapytał mężczyzna, nadal niepewnie marszcząc brwi. Zupełnie jakby mu nie dowierzał.
Harry zamyślił się na chwilę, zarzucając okrycie na chude ramiona i oblizał powoli wargi, starając się wydobyć jeszcze odrobinę pewności ze swojego wnętrza.
-Jakie właściwie jest moje zadanie?- skrzyżował ręce na piersi i oparł się delikatnie o mebel, przekrzywiając głowę w prawo.- Jako tego.. No.. Czytnika.
-Och, macie niezwykły dar!- twarz drugiego rozpromienił nagle szeroki uśmiech, jakby w jednej sekundzie zapomniał o co podejrzewał swojego syna, chociaż Harry tak na prawdę nie miał pojęcia dlaczego wampir może być dla nich intruzem.- Jako jedyni w całej galaktyce macie możliwość dostępu do pokoju spisów, w którym znajdują się miliardy ksiąg. Każdy z ludzi na całym świecie ma swoją księgę życia i tylko wy możecie odczytać ich los. Nawet archaniołowie postawieni najwyżej na drabinie nie potrafią tego robić.
I to wystarczyło chłopakowi, by jedynie skinąć głową i wyjść z pomieszczenia.
To był jakiś cholerny żart.

|PB|

Harry wpatrywał się w wodę, która delikatnie rozbijała się o ściany wysokich klifów, znajdujących się niedaleko od plaży, na której siedzieli.
Przyjechali tu mimo tego, że było ciemno i zimno, bo to właśnie w to miejsce, na tę plażę Harry zawsze przychodził by przemyśleć wszystkie swoje sprawy, a teraz miał aż nadmiar myśli, których dodatkowo nie potrafił ogarnąć.
Opowiedział wszystko Louisowi, a cisza między nimi zalegała już od dobrych kilku minut i Styles nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że niebieskooki chłopak już w ogóle nie miał zamiaru się odzywać tego wieczora.
Lecz Louis zabrał głos i co dziwne słowa wypływały z jego ust w tak zadziwiającym tempie, że młodszy chłopak nie rozróżniał żadnego z nich i w przypływie frustracji i również dlatego, że nie posiadał żadnego lepszego pomysłu, po prostu złączył ich wargi, zatrzymując potok słów, wypływających z pomiędzy warg starszego jak lawina.
Położył dłonie na jego torsie i nie przerywając delikatnego pocałunku, pchnął go ostrożnie w tył, by położył się na zimnym piasku.
Odsunął się powoli, jaszcze raz cmokając czule jego spierzchnięte usta i popatrzył uważnie w jego oczy, opierając dłoń tuż obok twarzy chłopaka.
-Teraz powiedz wszystko jeszcze raz, ale bardzo, bardzo, bardzo powoli, dobrze? -mruknął, pocierając dwoma palcami, policzek mężczyzny leżącego pod nim.
Louis zamknął powoli powieki, mrucząc cicho na miły dotyk skóry chłopaka i rozchylił delikatnie wargi, pospiesznie je oblizując, zanim słowa zaczęły opuszczać jego wnętrze w wolnym tempie:
-Mój dziadek.. Zabili go, ponieważ próbował zapolować na czytnika..- Harry wstrzymał powietrze, jednak jego dłoń nadal powoli poruszała się przy policzku chłopaka.-Tak jak powiedział Michael- wasz gatunek był słaby i było was coraz mniej, ale mój dziadek nie wiedział, kim jest ta osoba.. Zazwyczaj wyczuwamy pewnego rodzaju ostrzeżenie, gdy w naszym pobliżu znajduje się ktoś z tak wielkim darem, ale ta dziewczyna jeszcze nie wiedziała kim jest i ostrzeżenie było na tyle słabe, że dziadek go nie wyczuł..- sapnął żałośnie, chwytając nadgarstek chłopaka i prostując ich palce tak, by dłonie obu dotykały się w każdym możliwym miejscu.- Drabina wydała polecenie i..- zatrzymał się na chwilę, delikatnie splatając ich palce.- Gdy przyszli wykonać wyrok.. Byłem wtedy u dziadka i.. I widziałem wszystko..- zacisnął powieki na wspomnienie krzyku mężczyzny i widoku rozrywanego na strzępki ciała.
Harry wypuścił drżący oddech i wsunął się powoli na biodra chłopaka, siadając na nim okrakiem i kładąc się na jego torsie, równocześnie pozwalając sobie objąć go w pasie.
-Louis? -mruknął po chwili, unosząc załzawione tęczówki na twarz starszego chłopaka, a gdy otrzymał cichy pomruk postanowił kontynuować.- Kim do cholery jest ta drabina by robić tak okropne rzeczy?
Tomlinson zachichotał nerwowo i niepewnie przygryzł wargę, nie chcąc wypowiadać tych słów, bo tak naprawdę to mogło wszystko skomplikować.
-Drabina to.. Cóż.. To najwyżsi władcy duchowi świata. Bogowie wszystkich religii, którzy władają aniołami i.. Jeżeli tylko się o tobie dowiedzą to.. Również będziesz ich własnością.
I Harry naprawdę nie mógł powstrzymać łez.
To było zbyt wiele.

✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Oba pojęcia są wyjaśnione w tekście, jednakże ten rozdział był dla mnie okropnie trudny do napisania, bo naprawdę nie wiedziałam jak to wszystko co zalegało w mojej głowie odpowiednio napisać by wam to wyjaśnić, więc przytoczę odpowiednie fragmenty jeszcze raz:

* czytnik - ranga anielska, która (tutaj przytoczenie słów Michaela) „ Jako jedyni w całej galaktyce macie możliwość dostępu do pokoju spisów, w którym znajdują się miliardy ksiąg. Każdy z ludzi na całym świecie ma swoją księgę życia i tylko wy możecie odczytać ich los. Nawet archaniołowie postawieni najwyżej na drabinie nie potrafią tego robić.” Prościej mówiąc: w tych książkach jest spisane całe życie człowieka- przeszłość, teraźniejszość jak i przyszłość.

** drabina - (przytoczenie słów Louisa) „ Drabina to.. Cóż.. To najwyżsi władcy duchowi świata. Bogowie wszystkich religii, którzy władają aniołami i.. Jeżeli tylko się o tobie dowiedzą to.. Również będziesz ich własnością.”
UWAGA! - drabina (BOGOWIE) nie ma dostępu do „pokoju spisów” i do pośredniczenia potrzebni są im czytnicy.


✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖✖

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz