wtorek, 11 marca 2014

Lou była piękną kobietą. Powitała Harry’ego przyjacielskim całusem w policzek, a Louisa ciepłym potrząśnięciem ręki i uśmiechem. I wyglądała dziwnie znajomo, co skłoniło demona do zastanowienia się, czy może nie mignęła mu w bistrze, tylko tego po prostu nie pamiętał. Jej mąż Tom był wysokim mężczyzną o brązowych włosach i szerokim uśmiechu. Chłopcy zdjęli buty i poszli przywitać się z niedużym tłumem zebranym w kuchni. Louis był zaskoczony widokiem Paula, rozmawiającego z Zaynem i Perrie przy stole.

- Hej wy, zajęło wam to trochę czasu… - powiedziała dokuczliwie Perrie, wstając, żeby uściskać Louisa. Harry uniósł Lux na ramieniu, sprawiając, że mała dziewczynka zachichotała i zaczęła się wiercić.

- Przyczaił się na nas potwór, ale wszystko jest dobrze, złapaliśmy go - wyjaśnił, na co maleństwo zaprotestowało, a dorośli zaśmiali się.

Niall był już zajęty przy kuchence, rozbawiając tym Harry’ego, gdy anioł odstawił na podłogę wiercącą się dziewczynkę i pomógł jej zdjąć zimowe odzienie.

- Proszę, proszę, spójrzcie tylko kto nie może odejść od garów, nawet kiedy jest na wakacjach - odezwał się z przekorą, na co Niall wywrócił oczami.

- Mówisz, że nie zamierzasz mi pomóc w obieraniu tych wszystkich ziemniaków? - powiedział na migi, wskazując na stos. - Bo jeśli tak, nie dostaniesz deseru!

- Przecież wiesz, że nie przeżyję bez deseru… - odpowiedział mu jedną ręką Harry, drugą pomagając Lux przy suwaku w jej kurtce.

Kiedy dwie dziewczynki zostały wyswobodzone z kurtek i usadzone wygodnie przed telewizorem z gorącą czekoladą domowej roboty, dorośli wreszcie odprężyli się przy stole, gawędząc między sobą, podczas gdy Harry i Niall krzątali się, przygotowując obiad. Louis usiadł obok Paula, klepiąc go po ramieniu.

- Kto zaprosił takiego irytującego człowieka jak ty… - powiedział dokuczliwie, zarabiając kpiące plaśnięcie w ramię od Paula.

- Zayn ulitował się na biednym, starym samotnikiem, a nasza gospodyni była wystarczająco łaskawa, żeby poszerzyć zaproszenie.

Lou roześmiała się, ustawiając na stole wielki dzbanek z herbatą, gdy wręczyła każdemu po filiżance, a następnie jej mąż nadszedł z dużym talerzem delikatnie wyglądających ciasteczek.

- I jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, Paul, to sama przyjemność mieć cię w pobliżu - zapewniła go, nalewając wszystkim herbaty, podczas gdy Paul zarumienił się z powodu komplementu.

Popołudnie minęło na graniu w gry planszowe, z Paulem, który wziął dziewczynki na stronę i wygrał większość rozgrywek, co nikogo nie zdziwiło, oraz pogawędkach przy herbacie i domowych ciastkach, żeby umilić wszystkim czekanie, gdy dwóch ekspertów przygotowywało obiad.

Louis od bardzo długiego czasu nie był tak zrelaksowany, czując się ciepło i szczęśliwie za każdym razem, kiedy jego oczy napotykały nad szklanką herbaty wzrok Harry’ego. Uśmiechanie się i bycie wesołym nie wymagało wysiłku, gdy wszyscy wokoło byli w tak dobrych nastrojach i cała jego twarz jaśniała wspaniale, kiedykolwiek ktoś się zaśmiał. Pewien pomocnik szefa kuchni o kręconych włosach nie mógł pozostać na to obojętny.

- Hej, znowu się gapisz - pokazał mu na migi Niall, uśmiechając się głupkowato do Harry’ego, który raz jeszcze został kompletnie zahipnotyzowany dobrodusznym śmiechem Louisa.

Policzki anioła pokryły się ślicznym różem, gdy pochylił się nad swoim zadaniem, roztłukując, jak się wydawało, dziesięć kilogramów ziemniaków.

- Jak między wami się układa?

- Myślę, że dobrze. Wczoraj zjedliśmy razem śniadanie, było miło.

- Kiedy przestaniesz być maminsynkiem i mu powiesz?

Oczy Harry’ego dosłownie obróciły się w oczodołach.

- Wiesz, mógłbym powiedzieć to samo o tobie…

- Co masz na myśli?

- Ciebie i Zayna.

Niall parsknął, a jego wzrok uchwycił nad stołem spojrzenie ciemnowłosego chłopaka, który uśmiechnął się szeroko i mrugnął do niego. Blondyn odwrócił się do zszokowanego Harry’ego, wyginając zwycięsko brwi.

- Nie ma, kurwa, mowy…

Niall pokiwał głową, a mały szczęśliwy uśmieszek pojawił się na jego ustach, gdy wrócił do krojenia gruszki w kostkę wielkości kęsa do ich sałatki.

- Kiedy mu powiedziałeś?

- W Boże Narodzenie, za pomocą niezdarnego języka migowego.

- Achhh, to dlatego byłeś taki nieobecny w czasie świątecznej gorączki? Domyślam się, że nie spałeś za wiele…

Niall się zarumienił, chłostając go w ramię wierzchem swojej ręki.

- Wygląda na to, że teraz tylko Louis i ja zachowujemy się jak idioci…

***

Kolacja była głośnym przeżyciem, wypełniona ożywioną rozmową i wieloma toastami oraz okrzykami skierowanymi do dwóch rumieniących się kucharzy. Kiedy wszyscy byli tak pełni, że mogli pęc, a talerze zostały opróżnione, Harry zgłosił się na ochotnika, żeby położyć dziewczynki do łóżek, podczas gdy reszta cieszyła się chwilą spokoju i końcówką wina, czym zaskarbił sobie wdzięczne spojrzenie Louis i jej męża.

- Czy Harry często opiekuje się dziewczynkami? - zapytał Zayn, kiedy dotarł do nich z góry chichot i śmiech, bez dwóch zdań wywołany wojną na poduszki i ostatnią sesją łaskotek.

Tom skinął głową, napełniając kieliszki wszystkich winem.

- Raz w tygodniu przychodzi ich popilnować, kiedy my wychodzimy na naszą cotygodniową randkę. Gdy Lou zwierzyła mu się, że ledwo mamy czas dla siebie, nie mówiąc już o poszukiwaniu opiekunki, Harry od razu się zaoferował. Jest wspaniały, a dziewczynki go uwielbiają i nie wiem, co byśmy bez niego zrobili.

Louis był skonsternowany. Harry nigdy wcześniej o tym nie mówił, ale zanim demon zdążył zbyt głęboko pogrążyć się w swoich myślach, przerwał mu głos Perrie.

- Nie chcę być nietaktowana, ale ile lat ma najstarsza?

Lou uśmiechnęła się, biorąc łyk wina.

- Za kilka tygodni skończy jedenaście.

Stół ledwie pohamował swoje zaskoczenie. Lou i jej mąż nie wyglądali na starych, co najwyżej pod trzydziestkę. Oboje uśmiechali się szeroko, a ramię Toma owinęło się wokół wąskich barków żony.

- Ale wyglądacie na takich młodych, żeby mieć córkę w tym wieku… - odpowiedział Paul.

- Cóż, mamy po dwadzieścia osiem lat. Lux jest naszą córką, ale Heidi urodziłam zanim poznałam Toma. Prowadziłam wtedy całkiem inne życie, niż teraz.

To przykuło nagle uwagę Louis, który nadstawił uszu, gdy Lou zaczęła opowiadać swoją historię.

- Wiecie - rozpoczęła, odstawiając swój kieliszek - miałam bardzo ciężkie dzieciństwo. Mój tata odszedł, kiedy byłam malutka, a mama ledwo wiązała koniec z końcem. Wylądowałam w bardzo złym miejscu. Zaczęłam brać narkotyki, uciekłam z domu, wplątałam się we wszelkiego rodzaju kłopoty. Byłam wredna i zgorzkniała, czułam się, jakby moje życie szło donikąd. I tak właśnie było. Zaczęłam brać heroinę i zadłużyłam się mocno u dilera, więc zaczęłam rozprowadzać dla niego towar. Dotarłam do punktu, gdzie po prostu chciałam umrzeć.

Louis przez cały czas wstrzymywał oddech. Znał tę historię, tysiące razy widział, jak toczyła się dalej, ale miał przeczucie, że ta konkretna skończyła się inaczej, niż reszta.

- Zaszłam w ciążę z chłopakiem, który wyraźnie nie chciał wziąć odpowiedzialności, więc naprawdę myślałam, że nadszedł mój czas i pozostało mi tylko zniknąć. Wzięłam ogromną porcję, większą, niż kiedykolwiek wcześniej, i po prostu czekałam, aż śmierć zapuka do mych drzwi.

Te słowa sprawiły, że po kręgosłupie Louisa przebiegł dreszcz. Kiedyś to on był tą śmiercią, o jakiej wspominała Lou.

- I co się stało? - zapytał Zayn, chwytając jej słowa jak wszyscy inni robili przez ostatnie kilka minut.

Lou zachichotała, wyglądając tak pięknie i promiennie, że sam pomysł, że była kiedyś nędznym ćpunem, wydawał się absurdalny.

- Cóż, do dnia dzisiejszego wciąż nie wiem, czy to był sen, czy halucynacje, czy tam naprawdę jest coś większego, ale pamiętam, że usnęłam z myślą, że to koniec. A potem… to ta dziwna część… zostałam obudzona przez to… stworzenie. Wyglądało demonicznie, jeśli mam być szczera, było chude i mlecznobiałe, z oczami kompletnie czarnymi, ostrymi zębami i pazurami. Byłam przerażona. Stworzenie to powiedziało, że przyszło odebrać moją duszę, ale było skłonne dać mi szansę, ponieważ dziecko, które nosiłam, miało czystą duszę. Powiedziało mi, żebym poprawiła swoje postępowanie i stała się dobrym człowiekiem, albo w przeciwnym wypadku, prędzej czy później, znowu je spotkam.

Louis z brzękiem upuścił swój widelec i wszystkie oczy obróciły się w jego kierunku. Jego palce zdrętwiały i pobladł tak bardzo, że Zayn pochylił się, żeby położyć rękę na jego sztywnym ramieniu.

- Stary, wszystko w porządku?

Louis uwolnił stłumiony oddech, zmuszając się do uspokojenia. Potrząsnął głową i pokazał im gestem, żeby się rozluźnili, a jego policzki pokryły się rumieńcem.

- Taa, nic mi nie jest, przepraszam… Łatwo mnie przestraszyć - wymamrotał. - Proszę, nie martwcie się o mnie… Mów dalej, Lou.

- Na pewno? - zapytała kobieta, a jej śliczna twarz wyrażała delikatny niepokój.

Teraz sobie przypomniał, dlaczego wydawała mu się znajoma. Nie tylko rozpoznał jej duszę, ale ujrzał też w myślach przebłysk jej twarzy. Wtedy była wychudła i niezdrowa, pod jej oczami widniały głębokie kółka, na rękach miała pełno zrostów, a jej skóra była woskowata i śmiertelnie blada. Jej włosy słabe i pofarbowane na tani odcień czerni. Ale pod tym wszystkim kryła się ta sama twarz. Louis ledwo oddychał w szoku.

- Tak, proszę, nic mi nie jest.

- Powinieneś przystopować z winem, Louis! - powiedział dokuczliwie Paul, a cały stół wybuchł śmiechem.

Louis zmusił się do śmiania razem z nimi, żeby ukryć fakt, że znajdował się na granicy omdlenia.

- Więc tak, poprawiłam się, już następnego dnia przestałam brać. To było okropne, przez dwa dni przechodziłam detoks, a dojście do siebie zajęło mi całe miesiące. Ale miałam cel. Musiałam żyć dla siebie, ale też dla istoty we mnie. Znalazłam pracę, spłaciłam długi, pozbyłam się złych ludzi ze swojego życia, a nawet wróciłam do szkoły. Kiedy urodziłam Heidi i doktor powiedział mi, że jest zdrowa… Przepłakałam cały dzień, ponieważ byłam tak wdzięczna…

Jej piwne oczy wypełniły łzy, a mąż pocierał jej plecy wolnym, uspokajającym ruchem. Pochylił się i pocałował ją w skroń, a ona zachichotała pomimo wilgotnych oczu.

- Przepraszam, nie sądziłam, że tak się wzruszę, minęło tyle lat… Mam to wszystko już dawno za sobą. Nie mogłabym być szczęśliwsza. Wciąż nie wiem, czy wyobraziłam sobie tamto stworzenie, tego demona, czy cokolwiek to było, ale jeśli było prawdziwe, naprawdę chciałabym mu podziękować.

Louis zwilżył usta; jego gardło było tak spieczone, że zadanie pytania niemal sprawiło mu ból. Ale musiał zapytać, musiał.

- Lou, czy Harry słyszał tę historię? Jestem pewny, że byłby zainteresowany, dziwne zdarzenia lekko go fascynują - zmusił się do powiedzenia, starając się brzmieć obojętnie.

Lou przytaknęła z uśmiechem.

- Wie, właściwie rozmawialiśmy o tym tydzień temu, ponieważ odbyliśmy wtedy naprawdę głęboką rozmowę o przeznaczeniu i anielskich bytach. Posiada pewną wnikliwą wiedzę w temacie tych rzeczy…

Louis zachichotał. Faktycznie, wnikliwą. Odsunął się na krześle, wstając.

- Wyjdę na papierosa, zaraz wracam.

- Chcesz towarzystwa? - zapytał Paul, zaczynając się ponosić, ale Louis machnął do niego z uśmiechem.

- Jest okropnie zimno, nie przejmuj się tym. Wrócę za minutę.

***

Drzwi otworzyły się i zamknęły cicho za jego plecami.

Louis powoli wypalał swojego drugiego papierosa, stojąc kilka kroków za werandą, skąpany w miękkiej i ciepłej poświacie ulicznych lamp, ale nie kłopotał się spojrzeniem za siebie. Wiedział, kto to był. To mogła być tylko jedna osoba; stawiała długie kroki w sposób, jaki bardzo dobrze znał, bo słyszał je na skrzypiącej podłodze w swoim mieszkaniu. I nie mógłby pomylić zapachu tej duszy.

Harry podszedł, żeby stanąć obok niego i przez kilka sekund byli cicho, dopóki Louis nie odwrócił się do niego ze swoimi niebieskimi oczami pełnymi łez. Jego usta zatrzęsły się, kiedy przemówił, głos był niewiele głośniejszy od szeptu.

- Skąd? Skąd w ogóle…

- Wydawała się inna. Mogłem stwierdzić, że spotkało ją w życiu coś nieziemskiego, ale kiedy opowiedziała mi swoją historię… twoją historię… chciałem… chciałem, żebyś się dowiedział.

Harry podszedł bliżej, na tyle blisko, że ich klatki piersiowe zetknęły się, a miękkie i ciepłe ręce anioła prześlizgnęły się w górę po ramionach i szyi Louisa, aby ująć jego twarz, ocierając mu kciukami łzy. Jego oczy lśniły niczym płynne złoto, loki zlewały się z nocnym niebem, a jego piękno obramowały gwiazdy.

- Chciałem… chciałem, żebyś wiedział, że twoje poświęcenie było tego warte. Nie zrobiłeś tego na próżno, Louis… Cały ból i wygnanie były warte każdej godziny, każdej minuty i każdej sekundy spędzonej w tym ludzkim ciele…

- Haz… - wyszeptał Louis. Jego papieros upadł zapomniany na śnieg, gdy szatyn zacisnął obie ręce na przedzie kurtki Harry’ego, uczepiając się go jak linii życia. - Harry… Ja… nie wiem… nie wiem, co powiedzieć…

Kciuk Harry’ego musnął jego usta, delikatnie uciszając demona.

- Więc pozwól, że ja będę mówił, zbyt długo siedziałem cicho… - wymruczał, a potem też się nie odzywał.

Na tyle długo, żeby pokonać przestrzeń dzielącą ich usta, gdy pochylił się do dołu, by wreszcie zawładnąć wargami Louisa. Pod zamkniętymi powiekami demona wystrzeliły iskry, kiedy odnalazły go te miękkie usta, na początku niepewne i niezdecydowane, natychmiastowo rozgrzewając pocałunek, gdy ich języki w końcu się dotknęły. A wtedy iskry zmieniły się w fajerwerki. Kolana Louisa obróciły się w wodę, kiedy zęby Harry’ego uchwyciły jego dolną wargę.

Na dworze może było zimno, ale żar, który wykwitł pomiędzy nimi, sprawił, że obaj mieli ochotę zrzucić z siebie warstwy ubrań, tylko po to, aby odkryć to uczucie, jakie towarzyszyło dotykowi skóry na skórze. Zatrzymali się, żeby zaczerpnąć oddechu. Oczy Harry’ego wciąż były zamknięte, gdy anioł złączył ze sobą ich czoła, a ich mieszające się oddechy zamieniały się w mgłę w zimnie nocy.

- Tak bardzo chciałem umrzeć, kiedy mnie wypędzili… i wiem, że raz za razem raniliśmy się wzajemnie przez głupotę. Ale wszystko się skończyło. Jestem taki szczęśliwy, że mnie znalazłeś, Louis… Nie wyobrażam sobie prowadzenia nowego życia bez ciebie… Kocham cię… Kocham cię… - wymruczał, jakby odprawiał nabożeństwo modlitewne.

Louis otoczył go mocno ramionami w pasie, ścierając ze sobą ich ciała, gdy łzy popłynęły ciepłymi strumieniami po jego twarzy.

- Ja… Kocham cię… Mógłbym powiedzieć to tysiąc razy, a i tak byłoby to za mało… - wyszeptał, otrzymując od anioła uśmiech okalany dołeczkami w policzkach.

- Cóż, mamy wieczność, żeby to przetestować.

Całowali się, aż stracili oddech, a potem jeszcze trochę, dopóki nie mieli wrażenia, że ich palce u stóp i rąk, a nawet czubki nosów, zamarzły. Niechętnie odsunęli się od siebie, kiedy Louis zadrżał. Harry z uśmiechem złapał go za rękę, prowadząc z powrotem do domu.

- Chodź, wracajmy zanim odpadną ci palce u nóg…

- Okej…

W środku powitał ich powiew rozkosznie ciepłego powietrza oraz całkiem niezłe oklaski i pogwizdywanie od reszty imprezowiczów, którzy zebrali się przy wejściu. Obaj zarumienili się i zachichotali, gdy zdjęli z siebie kurtki, a zażenowanie wyraźnie rysowało się na ich twarzach.

- Wygląda na to, że nieźle się tam bawiliście… Tak tylko mówię… - odezwał się Zayn, oczywiście bezceremonialnie.

- No wreszcie… - pokazał na migi Niall, uśmiechając się szeroko z zadowoleniem.

- Okej, które z was podglądało nas przez okno? Przyznać się! - polecił Louis i zajęczał, kiedy wszyscy podnieśli swoje ręce, nawet Lou i jej mąż, którzy chichotali na tyle jak nastolatki.

Harry zachichotał, nieśmiało splatając ze sobą ich palce.

- To nic, daj im się nacieszyć swoim triumfem, zrobili wystarczająco, żeby nas zeswatać, więc myślę, że sobie zasłużyli…

- Mhm… - zgodził się Louis, niechętny. - Przynajmniej nie będą podglądać, kiedy później będziemy uprawiać seks… - powiedział z przekąsem, wybuchając śmiechem, kiedy wszyscy zajęczeli i udali, że zatykają sobie uszy.

- W porządku! Wygrałeś, Louis! Wystarczy, chodźmy dokończyć tamtą butelkę wina, co wy na to? - zaproponował Paul i wszyscy szczęśliwie powrócili do salonu, żeby zakończyć noc w dobrym stylu.

Louis i Harry także za nimi poszli, ale dopiero po tym, jak wysoki anioł o kręconych włosach uniósł rękę brązowowłosego demona do swoich ust, składając delikatny pocałunek po wewnętrznej stronie jego nadgarstka, gdzie pod skórą uderzał puls.

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz