niedziela, 9 marca 2014

*Niedziela Rano

Ranek nastał wraz z najgorszym znanym ludzkości kacem. Ból przeszył czaszkę Harry’ego, natychmiast wyrywając go ze spokojnego snu. Hokeista jęknął i ułożył się wygodniej na tym na czym leżał, cokolwiek to było, powoli otwierając oczy. Światło było zdecydowanie jaśniejsze niż by sobie tego życzył, drażniąc nadal zaspane oczy. Mimo to zdołał utrzymać uniesione powieki i w końcu przyzwyczaił się do światła. Wtedy zorientował się, że leży na kanapie, owinięty przynajmniej trzema kocami.

Nie pamiętał jednak jak się tam znalazł.

Zobaczmy… Co pamiętał z ostatniej nocy? Pił. Dużo. Nie więcej niż kiedykolwiek wypił, ale mimo wszystko całkiem sporo. Cały ten alkohol sprawił, że kręciło mu się w głowie i był pełen energii… I jeśli pamięć go nie zawodziła… Tak. Pocałunek.

Ten. Cholerny. Pocałunek.

Jeśli chcecie znać prawdę, to im więcej Harry o tym myślał, tym bardziej chciał złapać nóż i wbić go sobie w twarz, przez te wszystkie uczucia. Cholerne uczucia. To było wyzwanie… Zdecydowanie najlepsze wyzwanie jakie w życiu otrzymał. Nie miał zamiaru kłamać. Ale to nie czyniło go ani trochę mniej… Cóż, wspaniałym. Nawet mimo tego, że Louis nie był pewny i nie czuł się zupełnie komfortowo i że trwało to tak krótko. Nie obchodziło go to. W sekundzie w której jego usta dotknęły ust drugiego chłopaka, czuł się jakby miał umrzeć, bo nie spodziewał się urzeczywistnienia tej fantazji.

-No patrzcie państwo, to najsłodszy widok jaki w życiu widziałem.

Harry otworzył oczy i dostrzegł Louisa, który jakimś cudem nadal wyglądał wspaniale, nawet o tak wczesnej godzinie. Chłopak stał nad nim. Styles poczuł suchość w ustach i przez chwilę otwierał je i zamykał, by po chwili mruknąć.

-Jesteś… Uroczy.

To była beznadziejna reakcja.

-Aww, Haz – uśmiechnął się Lou, przykładając dłoń do piersi i siadając w nogach kanapy, tam gdzie Harry miał stopy. –Jesteś słodki.

Harry wywrócił oczami, i uderzył przyjaciela w ramię.

-Spadaj. Jest zbyt wcześnie na tą twoją radość. Jakim cudem nie masz kaca?

-Och, mam – zapewnił go Louis. – Mam takiego kaca, że śmiem przysiąc, że nigdy więcej nie będę pić, nawet jeśli jest to kłamstwo. Może Bóg się nade mną zlituje.

-To sprawia, że czuję się lepiej – zaśmiał się Harry.

-Po to żyję, Curly – wyszczerzył się Tomlinson, a Harry natychmiast poczuł ukłucie zazdrości (razem ze swoją zwykłą dawką zauroczenia Louisem). On oczywiście w ogóle nie myślał o ich pocałunku. Ani trochę się tym nie przejmował. Szczęściarz.

Ale na szczęście dla Harry’ego był niesamowicie przystojnym szczęściarzem. Mogło być gorzej.

Teraz, kiedy Tomlinson siedział w nogach kanapy, Harry’emu oddychało się trochę łatwiej, bo tak naprawdę, nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo bał się, że ten pocałunek, zmieni ich relacje (i to nie w sposób w który Harry chciał, by się zmieniły), na gorsze. Sam ten pomysł był dla niego niewyobrażalny. Oczywiście, był oczarowany Louisem zanim tak naprawdę go poznał i wtedy wystarczyło mu podziwianie chłopaka z daleka, ale teraz, kiedy już byli przyjaciółmi, rozmawiali ze sobą i śmiali się razem, Harry nie mógł wrócić do tego co było wcześniej. Nie chciał.

-Hej – odezwał się nagle Louis, wyrywając Harry’ego z zamyślenia. Chłopak z lokami zerknął a niego, przez rzęsy i uniósł brwi, jakby chciał powiedzieć Co? –Mam… Mam pytanie.

Styles próbował nie okazać tego, że jego serce niemal się nie zatrzymało. Przełknął, po czym odkaszlnął.

-Tak?

-Tak – pokiwał Tomlinson, spuszczając wzrok na swoje kolana i bawiąc się dłońmi. –Czy my… Znaczy… Czy wszystko między nami… W porządku?

Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Siedział tam zszokowany, oddychając głośno.

-Po prostu –niebieskooki ponownie przerwał ciszę. –Wiem, że to było wyzwanie i w ogóle, ale chciałem się upewnić, że nie sprawiłem, że czujesz się niekomfortowo i nie zepsułem naszych relacji. Bo to ostatnia rzecz jakiej bym chciał, więc jeśli możemy po prostu…

Harry wyrwał się do przodu i objął przyjaciela, miażdżąc go w uścisku i przerywając mu. Louis na chwilę zamarł, ale potem też objął Stylesa. Jego ramiona opadły (z ulgi?).

Hokeista zaśmiał się i oparł czoło na ramieniu Louisa.

-Naprawdę myślałeś, że nie będę chciał się już z tobą przyjaźnić, przez to? – odsunął się kawałek i rzucił mu spojrzenie, które mówiło Naprawdę jesteś cholernym idiotą. Pomimo tego co wyrażała jego twarz, w środku Harry niemalże skakał salta ze szczęścia, bo Louis też cenił sobie ich przyjaźń. Ale jeśli myślał, że to coś zmieni, to znaczy, że musiał coś do niego czuć… Nie. Nawet o tym nie myśl, Harry.

Łyżwiarz uśmiechnął się nieśmiało, coś co było u niego niezwykle rzadkie.

-Byłem głupi, co?

Harry odsunął się kawałek (i tak, zrobił to trochę niechętnie), żeby żartobliwie uderzyć przyjaciela w pierś.

-Przestań we mnie wątpić, Tomlinson. Ranisz moje uczucia – wykrzywił się teatralnie, na co Louis wywrócił oczami i poczochrał loki Stylesa.

-Jesteś takim głupkiem. Dlaczego w ogóle cię lubię?

-Zgaduję, że to przez mój świetny wygląd i chłopięcy urok – Harry jak zwykle puścił mu oko, w wyraźnie przesadzonym geście, ale z jakiegoś powodu tym razem Louis zareagował inaczej niż zwykle.

Zesztywniał na chwilę, po czym zakaszlał i odwrócił wzrok. Harry zmarszczył brwi, zastanawiając się co zrobił źle.

-Więc przyjaciele mogą się całować i nic między nimi nic się nie zmieni? – spytał, zerkając na Harry’ego kątem oka.

Harry zaśmiał się, by ukryć burzę motyli (serio? Kiedy zmienił się w trzynastoletnią dziewczynkę?) w swoim brzuchu.

-Oczywiście – powiedział z łatwością, mając nadzieję, że brzmi na wyluzowanego. –Po prostu przyjacielski buziak. Komu może coś takiego zaszkodzić? – Harry wiedział komu. Wiedział to lepiej niż cokolwiek innego.

Louis zaśmiał się, ale wydawał się nieprzekonany. Harry poczuł nadzieję budującą się w jego piersi i szybko ją stłumił.

-Tak – zachichotał Louis. –Pewnie masz rację.

-Masz szczęście, że Liam i Zayn wtedy wrócili – powiedział Harry z kamienną twarzą. –Inaczej wykorzystał bym cię do moich niecnych celów i nie mogli byśmy wrócić do normalności.

Łyżwiarz zaśmiał się głośno, ale tym razem to był szczery, ciepły i szczęśliwy śmiech, do którego Harry był przyzwyczajony. Sprawił, że jego serce napuchło z dumy, wiedząc, że to dzięki niemu.

-Nie wierzę, że Liam naćpał się z Zaynem – rzucił Louis, kiedy przestał się śmiać. –To jakby Zayn skorumpował szczeniaczka.

Harry wywrócił oczami.

-Li jest dużym chłopcem. Myślę, że chciał zaimponować Zaynowi.

-Tak – pokiwał głową Louis. – Dobrze, że Zayn był na niego napalony, Bóg wie jak długo.

-Zakładam, że pełne tęsknoty spojrzenia Liama i oczy w kształcie serduszek nie pomagały.

-Pewnie nie – zaśmiał się chłopak z Doncaster. – Myślisz, że… Wiesz, umówią się? Zayn nie jest tak naprawdę…

-Zayn nie jest naprawdę, co? – wspomniany chłopak wszedł do salonu, przecierając oczami i zerkając na Louisa i Harry’ego sennie. – Naprawdę, Lou. Mów dalej.

-Właśnie rozmawialiśmy o twoim chłopaku –powiedział śpiewnie Louis, rzucając przyjacielowi znaczące spojrzenie.

-Zamknij się – mruknął, odwracając się, by pójść do kuchni.

Harry i Louis wymienili się spojrzeniami, po czym zerwali się z kanapy, pędząc za brunetem, do kuchni.

-Czekaj – powiedział Tomlinson. – Więc jest nim? Twoim chłopakiem? Liam?

-Nie wiem – wzruszył ramionami Malik. – Tak? Może? Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.

-Ale chcesz, żeby nim był – zawołał Louis, klaszcząc w dłonie i uśmiechając się szeroko.

Ten widok sprawił, że Harry’emu zaparło dech w piersiach, bo wyglądał tak uroczo i pięknie, i och, jego cholerne, okropne życie.

-Odwal się, Lou – Harry po raz p;ierwszy w życiu widział Zayna (nie wzruszonego niczym bad boya) rumieniącego się. Co mogło oznaczać tylko jedno.

Harry trącił Louisa łokciem i dwójka uśmiechnęła się do siebie szeroko, zanim zaczęli śpiewać na całe gardła „Zayney ma chłopaka, Zayney ma chłopaka!”

Zayn warknął i zaczął gonić (wciąż śpiewających) chłopców po całej kuchni, próbując być złym, jednak jego śmiech go zdradzał.

Kiedy kilka minut później Liam wszedł do pomieszczenia, zerkając na chłopaków, którzy mieli czerwone twarze i oddychali bez tchu, uśmiechając się jak szaleni. Kiedy spytał co się stało, Harry i Louis znowu wybuchli śmiechem, a Zayn zaczerwienił się po cebulki włosów. Nie było w tym nic subtelnego, ale kiedy Liam podszedł do niego bliżej i pocałował go w usta, Harry sądził, że Zayn się tym nie przejmował.

To było łatwe i naturalne. Stać tam w dużej kuchni w mieszkaniu brata Nialla i po prostu zatracić się w tym momencie. Harry’emu łatwo było przestać myśleć o tym, że ostatnia noc tylko uświadomiła mu, że był po uszy zakochany i chciał być z Louisem. Fakt, że jego uczucia nie były odwzajemnione był jak nóż wbity w serce, ale on nie miał zamiaru pozwolić, by to go powstrzymało. Louis był… Cóż. Harry’emu zbyt bardzo na nim zależało, by po prostu odpuścić. Więc nawet jeśli nie chciał, nie mógł chcieć być z Harrym w ten sposób, to ta przyjaźń mu wystarczy. Musi.



Środa wieczór

Tygodnie mijały, a chłopcy wrócili do swojej rutyny. Każdego dnia Louis szedł na swoje poranne treningi, Zayn przynosił mu śniadanie, a potem szli razem na lekcje. Na Angielskim, jedynej lekcji, którą mieli wszyscy razem, siedzieli w jednej grupie i ku niezadowoleniu Pana Turnera, przeszkadzali w lekcji. Po skończeniu lekcji Zayn i Liam odprowadzali Harry’ego i Louisa na lodowisko, gdzie chłopcy mieli swoje treningi. A potem Harry zawsze czekał na Louisa i szli do jednego z ich pokoi w którym spędzali resztę wieczoru, aż do momentu w którym któryś z nich powiedział „naprawdę powinniśmy iść już spać”. Proste, ale wspaniałe.

Cóż, przynajmniej zazwyczaj.

Czasami¸ oczywiście były drobne trudności, a trudności, znaczyło, że czasami Louis musiał spędzić trochę czasu z Eleanor zamiast z trzema kolegami (bo Niall stwierdził, że nie chce być piątym kołem u wozu). To wcale nie sprawiało, że Harry chciał go uderzyć. No może trochę.

Po prostu bez niej, wszystko było takie wspaniałe. Kiedy Eleanor nie było w pobliżu, Harry mógł zupełnie o niej zapomnieć, że była dziewczyną Louisa i że Louis jest zajęty i hetero. Może sam się oszukiwał, wpędzając się tak głęboko w to zaprzeczenie wszystkiemu, że zaczął w tym tonąć, ale nie obchodziło go to. To nie miało znaczenia.

Od zawodów minęły trzy tygodnie i większość czasu minęło im wspaniale, jeśli chodzi o łyżwiarstwo. Ten sezon był naprawdę udany dla drużyny hokejowej Emerald Hills (bo serio, czy kiedykolwiek taki nie był?), a w następnych zawodach Louis ponownie zajął pierwsze miejsce (Harry poszedł na zawoy z dużym plakatem „Boobear jest #1” i siedział razem z rodziną Tomlinsonów) i w ogóle chłopcy spędzali razem więcej czasu niż kiedyś uważali za możliwe.

To naprawdę było przyjemne, spędzać czas z Niallem i Zaynem, i Liamem, ale Harry najbardziej lubił te sytuacje, kiedy byli sam na sam z Louisem. Nie miało to tyle wspólnego z jego uczuciami co z faktem, że po prostu lubił spędzać z nim czas. Louis był niczym światłość. Sam jego widok przyprawiał Stylesa o dreszcze.

Tak jak teraz. Wracali z lodowiska do pokoju i Louis z podekscytowaniem opowiadał o swoim zbliżającym się egzaminie, który był już za półtora tygodnia. Był pewny siebie, ale nie przesadnie i Harry to widział. Widział ledwie dostrzegalny w jego oczach nerwowy błysk, który pojawiał się za każdym razem, gdy o tym mówił, co tylko sprawiało, że wydawał się Stylesowi jeszcze bardziej uroczy. To było po prostu słodkie. W każdym razie, Louis ćwiczył nieprzerwanie przez ostatnie tygodnie (i dłużej) i Styles miał nadzieję, że zda.

-Jak myślisz, jakie to będzie uczucie? – spytał nagle Tomlinson, przywołując Harry’ego do rzeczywistości. –Wygranie pierwszych zawodów na poziomie Seniorów?

-Myślę, że wspaniałe, Lou – natychmiast odparł Harry, nawet nie zastanawiając się nad tym. –Myślę, że ty będziesz wspaniały.

Mógł mówić coś takiego, bez jąkania się. Punkt dla niego.

-A ja myślę, że jesteś stronniczy – stwierdził Louis, trącając przyjaciela ramieniem. –Twoja opinia się nie liczy.

-Dlaczego? Bo się z tobą przyjaźnię? Zayna słuchas!

-Nie – pokręcił głową chłopak. –Bo jesteś Harrym.

-Co to miało znaczyć?

-Jesteś… Nie wiem jak to wyjaśnić – Louis zmarszczył czoło, w koncentracji. –Widziałeś jak jeżdżę, ale z zupełnie innej strony. Wydajesz się… Rozumieć to o wiele lepiej niż inni ludzie.

-Czyli, że nie mogę dawać ci komplementów? – Styles usiłował brzmieć na obrażonego.

-Nie, to po prostu znaczy, że zapewne zawsze będziesz uważał, że jestem świetny, co zresztą jest prawdą – uśmiechnął się chłopak z Doncaster, a loczek wywrócił oczami.

-Tylko za to, mam nadzieję, że upadniesz na tyłek na treningu i zrobisz z siebie pośmiewisko.

-A co gdybym się skrzywdził? – zakpił Tomlinson.

-Z twoim wielkim tyłkiem? – Harry spojrzał przez ramię, patrząc na siedzenie chłopaka (i hej, to był naprawdę niezły widok) i zacmokał. – Jestem pewien, że jedyną rzeczą, która zostanie skrzywdzona, będzie twoja duma.

Louis zaśmiał się i popchnął go lekko.

-Mój tyłek wcale nie jest wielki.

-Masz rację – przyznał zielonooki z powagą, kiwając głową. –Wielki nie jest odpowiednim słowem. Powinienem powiedzieć ogromny, albo zmysłowy.

Albo zachwycający, albo tak wspaniały, że po prostu chce się go dotknąć…

Louis pisnął z oburzeniem i hokeista zdecydował, że ucieczka była by dobrym pomysłem. Więc puścił się biegiem, oddalając się od łyżwiarza, który natychmiast ruszył za nim, wrzeszcząc rzeczy, które (Harry miał nadzieję) ktoś usłyszał.

Harry zawsze myślał, że biega całkiem szybko, jednak najwyraźniej w tym przypadku tak nie było, bo niedługo poczuł dłonie na ramionach i czyjeś ciało, przygwoździło go do podłogi. Tomlinson przytrzymał go w miejscu. To nie było dla niego niewygodne… Dopóki nie zaczął sobie wyobrażać jak to by było, leżeć pod Louisem… Albo być nad nim… Albo obok, albo gdziekolwiek blisko niego, w sytuacji, która nie koniecznie wymagała ubrań.

-Dobrze, przepraszam, zejdź ze mnie! – zawołał, próbując zrzucić z siebie przyjaciela, tocząc wewnętrzną walkę, by nie przycisnąć krocza do pośladków Louisa i nie wypchnąć bioder ku niemu i… Słodki Boże, Harry, kontroluj swoje hormony!

-A żebyś wiedział – prychnął Tomlinson, podnosząc się. –To cię nauczy, by nie nazywać mojego tyłka wielkim.

Jeśli to miała być kara, to hokeista był pewien, że mu nie przeszkadzała. Ani trochę. Ale zamiast powiedzieć tego na głos, po prostu westchnął i też wstał na nogi, patrząc na Louisa.

-Teraz się spóźnimy na film i chłopcy będą źli – szczerze mówiąc, do tego momentu, Harry zapomniał, że kierowali się do pokoju Nialla (szczęściarz miał cały pokój dla siebie, po tym jak jego współlokatora wyrzucili ze szkoły), żeby obejrzeć jakiś horror, którym Styles zupełnie się nie przejmował.

-Twoja wina – stwierdził krótko szatyn, mijając, tak mijając Harry’ego i kierując się w stronę sypialni.

Dotarcie do pokoju Nialla nie zajęło im dużo czasu, a kiedy tam dotarli, Irlandczyk przywitał ich słowami „Co do cholery zajęło wam tyle czasu? Liam zamówił pizzę!”, bo szczerze mówiąc, tego chłopaka bardziej obchodziło jedzenie, niż jego dwaj koledzy. Harry i Louis wmówili mu jakieś bzdury, które zapewne brzmiały jak bzdury, ale nie bardzo ich to obchodziło, bo byli zbyt zajęci zerkaniem na siebie, chichotaniem i uśmiechaniem się.

W końcu po kilku minutach, każdy wziął kawałek pizzy i zajął miejsce przed telewizorem. Zayn i Liam skulili się na łóżku Nialla, który siedział w jego nogach, a Harry i Louis siedzieli ramię w ramię na podłodze. To wszystko przypominało Stylesowi pierwszy raz, kiedy spędzali razem czas. Zanim się naprawdę zaprzyjaźnili, przed wszystkimi awanturami i innymi wydarzeniami. W czasach, kiedy byli po prostu Harrym Stylesem i Louisem Tomlinsonem.

Film był beznadziejny, ale to nie miało tak naprawdę znaczenia. Wszyscy się zrelaksowali. Niall, Liam i Zayn zasnęli, a Harry i Louis byli po prostu bardzo zmęczeni. Loczek siedział tam z głową w zagięciu szyi przyjaciela, z ramieniem spoczywającym na torsie chłopaka. Niebieskooki otaczał ramieniem barki Harry’ego z taką łatwością, jakby idealnie do siebie pasowali, a jego głowa opierała się o głowę chłopaka z Cheshire. Hokeista oddychał głęboko i pozwolił sobie cieszyć się chwilą. Kolejną idealną chwilą z Louisem Tomlinsonem.

W końcu noc musiała się jednak skończyć. Kiedy film się skończył, Harry i Louis nadal byli jedynymi, którzy nie spali i zdecydowali, że nie będą budzić przyjaciół, którzy potem mieli by pewnie problemy z zaśnięciem. Dwójka opuściła pokój Irlandczyka i skierowała się do sypialni Harry’ego, bo była znacznie bliżej. Szatyn co prawda wyglądał na wykończonego, jakby miał zasnąć w każdej chwili, ale odmówił pójścia prosto do siebie.

-Czekaj – powiedział Harry, łapiąc przyjaciela za dłoń. Łyżwiarz odwrócił się w jego stronę. – Możesz zostać tutaj. Łóżko Liama jest puste, a ty wyglądasz na ledwo żywego.

Louis uniósł kąciki ust w małym uśmiechu (który nadal był cholernie piękny).

-Okej – powiedział po prostu, mijając Harry’ego i wchodząc do pokoju, od razu padając na łóżko nieobecnego przyjaciela Stylesa.

Skulił się na posłaniu i wszystko co zielonooki chciał wtedy zrobić to podbiec do niego i wskoczyć na łóżko obok niego. Chciał, by Louis wtulił się w niego tak jak wtulał się w poduszkę, ale nie mógł tego zrobić.

Więc po prostu zachichotał i wyłączył światło, kładąc się na swoim łóżku, szepcząc „Dobranoc Lou” i spoglądając na chłopaka, który skradł mu serce.



Naprawdę Cholernie wcześnie rano w Czwartek

Louis naprawdę nie miał nic przeciwko spania u Harry’ego w pokoju, głównie dlatego, że był o tyle bliżej niż jego sypialnia, a on był tak strasznie zmęczony.

To się zmieniło, kiedy zza okna jego uszu dobiegł głośny odgłos. Szatyn natychmiast się obudził, siadając na łóżku, wyprostowany jak struna. Jego serce podskoczyło w jego piersi, a z jego ust wydobywały się krótkie, urywane oddechy. Na jego czole pojawiły się kropelki zimnego potu. Jedynym ostrzeżeniem przed następnym grzmotem, który zatrząsnął oknem, był błysk światła.

Louis zamarł w miejscu, biorąc głęboki wdech i licząc do dziesięciu, coś czego nauczyła go mama, gdy był młodszy. Był bezpieczny, był bezpieczny. To tylko burza. Nic strasznego. Wszystko było w porządku.

Aż do momentu, kiedy za oknem ponownie rozległ się dźwięk grzmotu i nic nie było w porządku. Oddech zamarł mu w piersi, a jego palce zacisnęły się na prześcieradle. Jego knykcie zbielały od ściskania materiału tak mocno. Jego serce waliło jak oszalałe, ale Louis mógł się skupić tylko na strasznej panice i niemocy, i cholera jasna, nienawidził się tak czuć.

Myśl, myśl, myśl. Kiedy zerknął na zegarek stojący na stoliku nocnym, dostrzegł, że jest wpół do trzeciej. Cholera jasna. Było wpół do trzeciej rano. Było za późno, żeby zadzwonić do mamy (zamknijcie się, burze były naprawdę straszne). Zazwyczaj uspokajał się dzięki Zaynowi, ale chłopaka nie było w pokoju, więc nie mógł go poprosić o pomoc, ale… Chwila moment.

Nagle w jego głowie pojawiło się idealne rozwiązanie. Harry nadal wisiał mu przysługę i teraz był idealny moment, by to wykorzystać.

Louis odrzucił kołdrę i podniósł się z posłania, chwiejąc się na nogach. Podszedł do łóżka Harry’ego na którym leżał chłopak z lokami, śpiąc jak nieżywy, najwyraźniej nie przejmując się burzą, w ogóle jej nie zauważając. Szczęściarz. Nagle szatyn zaczął się wahać. On, który nie denerwował się niczym, nagle był zbyt zdenerwowany, by spytać Harry’ego czy mógł by z nim spać. I po prostu nie sądził, by mógł to zrobić.

Za oknem znowu błysnęło i chłopak natychmiast podjął decyzję.

-Haz – szepnął, płaczliwie, dźgając przyjaciela w ramię. –Haz przesuń się.

Hokeista wydał z siebie senny jęk, po czym powoli otworzył oczy, zerkając na chłopaka.

-Lou? – jego głos był ochrypły i pełen zmęczenia. Chłopak wyciągnął ramiona w kierunku przyjaciela, co dla łyżwiarza było jak przypieczętowanie umowy.

-Nie mogę spać – mruknął, kładąc się pod kołdrą i pozwalając młodszemu chłopakowi otoczyć go ramionami.

Ułożył głowę na ramieniu Harry’ego, od razu czując się lepiej, dzięki samej obecności przyjaciela.

-Boisz się burz, Lou? – spytał Styles, a jego głos brzmiał, jakby już znowu zasypiał. Louis przełknął ślinę, bojąc się do tego przyznać. Haz wydawał się to rozumieć, bo zacieśnił uścisk na talii przyjaciela. –Rozumiem, nie martw się.

Tomlinson odetchnął z ulgą, wdzięczny, że nie musiał się tłumaczyć i że Harry nie uważał za dziwne tego, że szukał u niego pocieszenia w takiej sytuacji. Nie wydawał się tym przejmować. Wydawał się szczęśliwy, że może pomóc. Co miało sens, bo przecież się przyjaźnili i spali wcześniej w jednym łóżku, więc to nie było nic wielkiego.

Ale wydawało się czymś wielkim.

Z jakiegoś powodu, to wydawało się być wielką sprawą, bo leżał w łóżku z chłopakiem, który go uspakajał i pomagał mu w potrzebie. Z chłopakiem, który uważał, że Louis jest świetnym łyżwiarzem. Z chłopakiem, który śmiał się z jego żartów nawet, kiedy nie były zabawne. Z chłopakiem, który uważał go za interesującego z powodów innych, niż to, że był łyżwiarzem. Louis nie wiedział czemu myślał o tym wszystkim, ale nie mógł się powstrzymać.

Harry uniósł dłoń i przeczesał palcami włosy Louisa, nucąc spokojną melodię i to naprawdę było wielką sprawą dla Louisa. Przyspieszone bicie jego serca, było czymś wielkim. Ciepło napływające do jego policzków było czymś cholernie wielkim. A to uczucie, którego nie umiał nazwać, które nagle wypełniało go całego, aż po czubki palców, zdecydowanie było czymś naprawdę cholernie wielkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz