poniedziałek, 10 marca 2014

- Naprawdę muszę się z kimś przespać… - powiedział Louis od niechcenia, gdy kroił limonki w plasterki, niemal sprawiając, że Zayn upuścił karton Redbulli, który próbował zmieścić do barowej lodówki. Rzucając mu brudne spojrzenie, kiedy na nowo podjął starania, zaraz się poddał, widząc, że był on o wiele za duży. Zamiast tego zaczął wkładać puszki pojedynczo.

- Miło z twojej strony, że dzielisz się ze mną tym spostrzeżeniem. Jestem zaskoczony, że w ogóle odczuwasz taką potrzebę… To znaczy, nie masz problemu ze znajdowaniem ludzi, którzy pójdą z tobą do łóżka…

Nie chodziło o to, że nie miał w kim przebierać, ale o prawdziwą blokadę, której doświadczał kiedykolwiek jego współlokator był w pobliżu, a zwłaszcza wtedy, gdy wspomniany współlokator był właśnie osobą, którą chciał zabrać do łóżka.

Chodziło jednak o to, że trzepanie sobie pod prysznicem przestało wystarczać, potrzebował fizycznego kontaktu z czymś innym, niż swoją lewą lub prawą ręką.

I, przypatrując się Zaynowi, Louis znał osobę, która mogła mu to dać…

- Nie chodzi o znalezienie takiej osoby, mój drogi. Problem w tym, że zawsze chcę rzeczy, których nie mogę mieć…

Zayn wyprostował się, rzucając mu niedowierzające spojrzenie, gdy złapał swoją butelkę z wodą.

- Więc co to jest, czego chcesz tym razem? - zapytał, podnosząc wodę do ust.

- Ty.

Zayn parsknął i zakaszlał, rozpryskując wodę na wszystko wokoło i sprawiając, że Louis wybuchł śmiechem.

- Louis, jesteś zły, wiesz o tym…

- Czasami. Jeśli tego ode mnie chcesz…

Zayn westchnął, opierając się o ladę i studiując Louisa intensywnie, jak gdyby widział go po raz pierwszy, skłaniając tym demona do lekkiego obrócenia się w jego stronę, z brwią wygiętą do góry w niemym pytaniu.

- Co jeśli się zgodzę? - zapytał Zayn, a nieznaczny rumieniec pojawił się na jego policzkach.

- Zgodzisz na co?

- Na seks. Sam seks. Czy to pozostanie w tej formie? To znaczy, pracujemy razem i chociaż jesteś irytującym chujem, uważam cię za mojego przyjaciela. Nie chcę, żeby seks wszystko to pomiędzy nami spieprzył.

Louis ledwo wierzył własnym uszom, odwracając się powoli, żeby stanąć twarzą w twarz z chłopakiem z ciemnymi włosami, który wyglądał bezwzględnie olśniewająco ze swoimi oczami w kolorze karmelu oraz muśnięciem rumieńca na bladej skórze.

- Rozważasz to? Poważnie?

Nieznaczny uśmieszek wygiął pełne usta Zayna, gdy ten odepchnął się od lady, podchodząc do Louisa w wolnym, drapieżnym skupieniu, które przybiło demona do jego miejsca. Zanim zrozumiał, co się dzieje, Zayn uwięził go w swoich silnych ramionach, zatrzaskując w pułapce pomiędzy ladą i swoim ciałem i ściskając ze sobą ich biodra. Szatyn nigdy nie oczekiwał doświadczenia tej strony Zayna, pomimo całego dokuczania, i nie mógł powiedzieć, że czuł się zawiedzony, kiedy wreszcie ją poznał.

Faktem było, że miał raczej nadzieję zobaczyć ją lepiej, i to całkiem szybko. Usta Zayna przesunęły się po zakrzywieniu jego szczęki, powoli drażniąc ją swym gorącym oddechem i Louis wypuścił pełen potrzeby jęk, kiedy białe ręby przygryzły wrażliwy płatek jego ucha, jedynie ostrzegając, drocząc się.

- Proszę, proszę, zobaczcie tylko, kto teraz bierze górę… - wyszeptał mu Zayn do ucha i jego niski głos sprawił, że kolana Louisa ugięły się, a ręce zacisnęły na cienkim t-shircie chłopaka. - Jeśli tego nie można nazwać rozważaniem, to w takim razie nie wiem, co to jest… - zamruczał, odsuwając się od Louisa, w tej samej chwili, w której wszedł do środka Paul, niosąc koszyk świeżych truskawek.

- Hej, chłopaki! Jak idą przygotowania? - zapytał, będąc swoim typowym wesołym i nieświadomym ja.

Nieświadomym faktu, że Louis z trudem utrzymywał się na nogach, z policzkami zarumienionymi ładnym odcieniem różu, próbując opanować swój oddech, podczas gdy Zayn uśmiechał się z wyższością przy drugim końcu baru, wróciwszy do wypełniania lodówki. Co za zły mężczyzna. Louis zastanowił się, czy wszystkie jego demoniczne skłonności nie przeszły na tego człowieka.

- Idą świetnie, Paul, ładnie i elegancko. Prawda, Louis?

- Cudownie - wymamrotał Louis, diabelsko poirytowany.

Paul skinął wesoło głową, ze stąpnięciem opuszczając koszyk na ladę. Koszyk pięknych, jasnoczerwonych truskawek, które błyszczały czarująco w swej dojrzałości.

- Patrzcie, co mam. Moglibyśmy zrobić z niech specjalne drinki, nie sądzicie?

Louis zbliżył się i wziął jedną z truskawek, przyglądając się jej przed ugryzieniem. Słodki smak owocu wypełnił jego usta. Zajęczał z przyjemności, witając odwrócenie uwagi i przytakując Paulowi.

- Zdecydowanie moglibyśmy coś z nimi zrobić, może coś słodko-kwaśnego? Wypróbuję kilka rzeczy i dam ci je do spróbowania.

Paul przytaknął entuzjastycznie z szerokim uśmiechem.

- Wiesz jak bardzo lubię próbować nowych drinków, daj znać, kiedy skończysz. Mam do złożenia kilka zamówień na następny tydzień…

- Jasne, szefie!

Gdy tylko Paul zniknął z zasięgu wzroku, Zayn z powrotem stanął obok Louisa z dokuczliwym uśmiechem na swoich pełnych, wydętych wargach. Wziął truskawkę, żartobliwie i drocząco przebiegając jej czubkiem po ustach Louisa i sprawiając, że oddech demona uwiązł w gardle, zanim Zayn podniósł ją do własnej buzi.

- Coś czuję, że dzisiejsza noc będzie ciekawa… - odezwał się, z zadowolonym uśmiechem wgryzając w końcówkę owocu.

***

Noc minęła w pokrętnie wolnym tempie, a jednocześnie z prędkością światła. Wolno, ponieważ wszystkim, czego Louis chciał, było pozbyć się swoich ubrań i dać się wypieprzyć, a szybko, ponieważ czuł, że nie chce, aby ta gra wstępna kiedykolwiek się skończyła. Bo pracowanie z napalonym Zaynem było równoważne z mocno dokuczliwą grą wstępną. Muskanie dłoni o dłoń, ciała o ciało, gorące spojrzenia i najbardziej kuszące ze wszystkiego - bardzo sprośne słowa szeptane mu do ucha pod błogim przykryciem muzyki. To było wspaniałe, jak ich dynamizm zmienił się w ciągu kilku godzin, nie w zły sposób, bo pracowali sprawnie jak zawsze, ale wydawało się, jakby gdyby występował pomiędzy nimi nowy pociąg fizyczny, czyniąc ich symbiozę za barem idealną.

Obaj westchnęli z ulgą, kiedy przybyło ich zastępstwo, ledwo poświęcając czas na pożegnanie się z Paulem i spiesząc do bocznego wyjścia, które prowadziło do zaciemnionej alejki. Louis został natarczywie popchnięty na ceglastą ścianę i chętnie usta Zayna odnalazły jego wargi, wygłodniałe, pożądające, nacierając zębami i językiem. Poddanie się wreszcie potrzebom, które pływały w jego krwi było takie dobre, takie wyzwalające. Minęło o wiele za dużo czasu, odkąd po raz ostatni im ustąpił i nie popełni tego błędu ponownie.

Szorstkie ręce błądziły po odsłoniętych ramionach Louisa, wślizgując się pod rąbek jego koszulki i modelując dół jego pleców, gdy ich biodra ocierały się o siebie równo. Przerwali pocałunek, żeby nabrać powietrza do płuc, a ich klatki piersiowe falowały mocno. Oczy Zayna błyszczały w przytłumionym świetle.

- U ciebie czy u mnie? - zapytał.

- U ciebie - odpowiedział Louis, myśląc o Harrym, który prawdopodobnie także skończył już pracę, wracając do domu.

Pomysł o przyprowadzeniu mężczyzny do mieszkania, kiedy był w nim anioł, wydawał się zły. Poczuł lekkie ukłucie w piersi, myśląc o tym, że Harry pewnie zignoruje fakt, że sam jest zmęczony i poczeka na niego, aż wróci. Uczucie to szybko zostało stłumione przez lawinę stymulujących sensorów, gdy Zayn zawładnął ponownie jego ustami, ciągnąć go w stronę drugiego końca alejki, gdzie stał zaparkowany jego samochód.

- No chodź, ślicznoto, zabawimy się troszeczkę… - uśmiechnął się, łapiąc Louisa żartobliwie za rękę.

- Okej…

Te ostre pchnięcia w jego wnętrzu były rozkoszne.

Klęczał na pluszowym dywanie w salonie Zayna, wokół nich rozrzucone były ubrania, gdyż obaj byli zbyt napaleni, żeby dotrzeć do sypialni. Gra wstępna była bardzo krótka, trochę ssania, podskubywania i przygryzania oraz nawilżone lubrykantem palce w jego wnętrzu, które wystarczyły do rozciągnięcia jego ciasnego wejścia, przygotowując go na penetrację. Nie potrzebował więcej, jako iż był tak napalony i chętny, że Zayn prawie nie musiał uważać, gdy w niego wchodził, będąc wciągniętym zachłannie przez płomienno gorące wnętrzności.

Nie było w tym sztuki, żadnego impasu w ich połączeniu, jedynie żądza, którą należało zaspokoić. Odnaleźli równy rytm, obaj sapali i jęczeli przy każdym pchnięciu, a Louis wychodził naprzeciw każdemu atakowi bioder Zayna.

Ręce chłopaka znalazły jego ramiona, chwytając mocno, gdy wygiął mu plecy w łuk, zmieniając kąt swoich pchnięć, aby odnaleźć ten najsłodszy punkt w jego wnętrzu, co udało mu się po kilku sekundach, sprawiając, że Louis wybuchnął wiązanką przekleństw, a jego ciało się naprężyło.

- Och kurwa… kurwa, tak… jeszcze raz… - wyjęczał, wyrzucając biodra do tyłu i czując, jak ostre kości biodrowe Zayna wbijają się w jego zaokrąglone pośladki, gdy przyspieszył pchnięcia, naciskając bezlitośnie na jego prostatę.

Ręka Zeyna ześliznęła się w dół po przedniej części ciała Louisa, sięgając po jego erekcję i pompując ją mocno przy każdym pchnięciu. Penis demona zapulsował w jego dłoni, gdy chłopak doszedł z jękiem, rozlewając białe nasienie po dywanie oraz palcach Zayna i popychając go do własnego orgazmu. Całe jego ciało skurczyło się i zadrżało, wewnętrzne mięśnie pieściły i zasysały podnieconego członka Zayna, sprawiając, że stracił on wszelkie poczucie opanowania, gdy doszedł gwałtownie, wyrzucając nierówno biodra, kiedy przebiegał przez niego orgazm.

Znieruchomieli, sapiąc, ich klatki piersiowe falowały. Zayn wyszedł z Louisa, gdy ten opadł z błogim westchnięciem na dywan, zamykając oczy. Leżał tam w ciszy, pozwalając unormować się swojemu oddechowi, kiedy Zayn wstał, idąc do łazienki, żeby pozbyć się zużytego kondoma. Louis usłyszał, jak chłopak myje ręce, szeleści ubraniami. Po omacku sięgnął po własne odzienie, wyławiając z niego papierosy, gdy przekręcił się na plecy, podkładając sobie pod głowę zgięte ramię.

- Masz coś przeciwko, żebym zapalił?

Zayn pojawił się w zasięgu wzroku, mając na sobie obcisłe grafitowe bokserki i nic więcej. Był piękny w ten sposób, z ustami napuchniętymi i czerwonymi, skórą śliską od potu oraz zwykle idealnymi włosami w nieładzie. Wysoki i smukły jak trzcina. Zayn wzruszył ramionami.

- Nie krępuj się. Chcesz coś do picia?

- Wystarczy woda, proszę. - Louis podpalił papierosa, zaciągając się głęboko i wzdychając szczęśliwie. To mogło brzmieć jak banał, ale palenie po seksie było przyjemną słabością, przynajmniej dla niego. Zayn poszedł o kuchni i wyjął wodę butelkowaną z lodówki, przynosząc ją i podając jedną Louisowi, który wciąż był rozłożony na dywanie, podczas gdy on sam usiadł na kanapie, odkręcając swoją butelkę, zanim wlał większą część jej zawartości do spragnionego gardła.

- Więc czujesz się lepiej? - odezwał się dokuczliwie, mrugając do Louisa, który zachichotał w odpowiedzi.

- Muszę powiedzieć, że… jesteś zdecydowanie dobry w te klocki.

Zayn parsknął, bawiąc się nakrętką od swojej butelki z wodą.

- To niezły komplement w twoich ustach. Z takim doświadczeniem jak twoje i w ogóle…

Louis usiadł z pozornie zirytowaną miną.

- Sugerujesz, że się puszczam?

Tym razem Zayn roześmiał się na poważnie.

- Może, tak trochę.

Obaj chichotali, aż Louis otrzeźwiał, kładąc rękę na udzie Zayna i ściskając lekko, zanim podniósł się z podłogi.

- Dzięki, Zayn. Naprawdę tego potrzebowałem.

Zayn wzruszył ramionami, a jego eleganckie policzki pokrywał lekki rumieniec.

- W porządku. Nie mogę powiedzieć, że sam nie bawiłem się dobrze, więc cała przyjemność po mojej stronie. Poza tym, naprawdę nie miałbym nic przeciwko, gdybyśmy to powtórzyli…

To zdecydowanie nie był ich ostatni raz…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz