21 lutego 2013
Alternatywna rzeczywistość
Zielone oczy i dołeczki. Właśnie to zobaczyłem, kiedy otworzyłem oczy.
‘Dobrze się pan czuje, sir?’ Zapytał, pochylając się nade mną.
Sapnąłem i otworzyłem szerzej oczy. Czyli to nie jest sen? Naprawdę jestem w… alternatywnej rzeczywistości? Dobry Boże. Nigdy nie myślałem, że to powiem.
‘Sir?’
‘Tak, tak. Czuję się dobrze. Nie nazywaj mnie sir.’ Odpowiedziałem, pocierając głowę i usiadłem, zauważając, że położył poduszkę pod moją głowę.
‘Ale zawsze kazał się pan nazywać się sir.’
‘Ten „dawny ja”.’
‘Dawny ty?’
‘Tak. Pamiętasz? Jestem z innego świata. Nie jestem tym samym facetem, którego znałeś.’
‘Aaa, tak.’
Uśmiechnął się naprawdę szeroko i usiadł obok mnie na okrytej dywanem podłodze. Jego uśmiech przywołał do moich myśli jego twarz z „innego świata”. Jego pulchne palce przebiegały między nitkami dywanu, a jego oczy spotkały moje. Podziwiałem, jak piękne jest to dziecko przede mną. Jego pucołowate policzki. Krótkie puszyste włosy. Wielkie, zielone oczy. No i te dołeczki, na punkcie których miałem obsesję.
‘Czy „ten ty” jest milszy od „dawnego ciebie”?’ Zapytał Harry marszcząc brwi.
Smutek wypełnił jego oczy, sprawiając, że to uczucie zagościło także na dnie mojego żołądka.
‘Dlaczego pytasz?’ Spytałem, odwracając się w jego stronę.
‘Ten „dawny ty” nigdy się ze mną nie bawił. Zawsze był w swoim gabinecie i pracował. Kiedy prosiłem, żebyśmy w coś pograli, nie zwracał na mnie w ogóle uwagi. Nigdy nie utulał mnie do snu, nigdy nie chodził na drzwi otwarte ani na Noc Nauczycieli i Rodziców. Albo do parku. Albo w ogóle gdziekolwiek. Wszystkie inne dzieci mówiły o tym, jak dobrze się bawią ze swoimi ojcami… ale ja nigdy.’
Jego oczy zaczęły wypełniać się łzami. Spuścił głowę na dół i gwałtownie starł z twarzy słone krople, które zdążyły wymknąć się spod powiek.
I jak miałem chociażby myśleć o odejściu? Zresztą, gdzie bym poszedł? Jestem w alternatywnej rzeczywistości. (To nadal brzmi dziwnie. Jak w filmie science-fiction.) Nie mogłem odejść. Zwłaszcza teraz. Nie mogłem go porzucić. Potrzebował mnie. Potrzebował kogoś. Kogoś, kto się nim zaopiekuje. Jeśli utknąłem w tym świecie, równie dobrze mogę tu z nim zostać. Dbać o niego. Kochać go.
‘Harry… To wszystko się teraz zmieni.’
Wziąłem jego mniejszą, miękką dłoń w swoją i uścisnąłem ją delikatnie.
‘Będę twoim nowym tatą, mały aniołku.’
Jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech, rozciągający się od ucha do ucha.
‘Obiecujesz?’ Wyszeptał.
Uśmiechnąłem się. Ten ‘starszy Harry z innego świata’ także szeptał, nawet jeśli nikogo nie było w pobliżu.
‘Tak. Obiecuję. A ja nigdy nie łamię obietnic.’ Odszepnąłem mu.
‘Mogę cię przytulić?’
‘Nie musisz o to pytać.’
Doskoczył do mnie i owinął swoje ramiona wokół mojej szyi. Powoli objąłem go i przyciągnąłem bliżej. Jego ciało było takie kruche i malutkie w moich ramionach, nie tak jak ‘tego starszego Harry’ego z innego świata’, który był wyższy i silniejszy ode mnie. Ale nasze przyjacielskie uściski zawsze były miłe. Tak jak ten w tym momencie.
‘On nigdy mnie nie przytulał.’ Wyszeptał do mojego ucha, wciąż mnie przytulając.
‘Ja zawsze będę.’ Obiecałem.
‘Naprawdę?’ Zapytał, pozwalając mi się odsunąć i patrząc na mnie jasnymi oczami.
Pokiwałem głową.
‘Uwielbiam się przytulać. Zwłaszcza z…’
Może nie powinienem mówić mu o jego ‘starszej, z innego świata’ wersji. To mogłoby go przestraszyć.
‘Z kim?’ Spytał niecierpliwie.
Uśmiechnąłem się szeroko.
Nigdy nie zwróciłem uwagi na to, jaki uroczy był Harry na zdjęciach z dzieciństwa. Jego oczy, wielkie i okrągłe, wyglądały na tak szczęśliwe, że ma mnie obok. Jego policzki delikatnie zaróżowione. Teraz, ja byłem o wiele starszy od niego. Teraz czułem potrzebę chronienia go i dbania o niego dużo bardziej niż w świecie, gdzie dawniej żyłem. Byłem jego nowym tatą… I miałem wrażenie, że to będzie wielkie wyzwanie. Głównie dlatego, że nigdy nie byłem rodzicem. Tylko starszym bratem dla moich czterech sióstr i czterech braci z innych matek (One Direction). Ale nigdy nie spoczywała na mnie pełna odpowiedzialność.
‘Uwielbiam się przytulać… z tobą.’ Powiedziałem szczerze.
Jego uśmiech jeszcze się powiększył i przytulił mnie znowu. Otoczyłem go ramionami i trzymałem mocno.
‘Panie Tomlinson?’
Zachichotałem.
‘Nie musisz mnie tak więcej nazywać.’ Powiedziałem z uśmiechem.
Spojrzał na mnie, zdezorientowany uwalniając się z uścisku.
‘To jak mam cię nazywać?’
‘Louis, tak myślę.’
‘Louis?’ Zapytał przechylając głowę i patrząc na mnie.
‘Tak.’
‘Okej, pasuje ci!’
Roześmiałem się.
‘Cool. A teraz, czego potrzebujesz?’
‘A, tak! Muszę iść dzisiaj do szkoły.’ Powiedział.
Oh, Boże.
‘Oh, okej. Jesteś gotowy?’ Spytałem, nie za bardzo wiedząc co robić.
‘Ja już jestem gotowy, głupku! Ty musisz się przygotować do pracy!’
Spojrzałem na niego, spostrzegając, że jest ubrany w białą koszulkę, niebieską kurtkę i białe tenisówki na rzep. Serio? Czy ‘dawny ja’ nie miał żadnego wyczucia stylu a propo ubierania dzieci czy dekorowania pokoju? Chwila, chwila, praca? W urzędzie miasta? Nie wydaje mi się!
‘ Ugh. Muszę iść?’ Jęknąłem, żaląc się jak dziecko.
Harry zachichotał, przypominając mi o tym ‘starszym Harry’m’.
Tak! Ja muszę iść do szkoły. Więc ty musisz iść do pracy, żebyś cierpiał tak jak ja.’
Zaśmiałem się histerycznie.
‘Szkoła nie może być taka zła.’
‘Szkoła jest do kitu. I jest tam pełno wstrętnych dziewczyn! One mają wszy!’
Czy to na pewno jest Harry? Chociaż, jesteśmy w alternatywnej rzeczywistości (To wciąż brzmi przerażająco. Alternatywna rzeczywistość…).
‘Już niedługo zmienisz tok myślenia, stary.’
Wstałem i on zrobił to samo.
‘Na którą godzinę musisz być w szkole?’
‘Autobus odjeżdża o 7:30.’
Spojrzałem na zegarek, który wskazywał 7:00.
‘O Boże! Gdzie jest przystanek autobusowy?’
‘Blok dalej.’
‘Dobrze. W takim razie zdążymy.’
‘My?’ Zapytał.
Spojrzałem na niego.
‘Co? Czy ten „dawny ja” nie odprowadzał cię?’
Potrząsnął głową.
‘Chodziłeś sam? Przecież masz tylko- Ile lat?’
‘Sześć-‘
Miałem rację.
‘-i nie chodzę sam. Nasz sąsiad mnie odprowadzał.’
‘Dlaczego nie ja?’
‘Byłeś w pracy.’
‘Powinienem być teraz w pracy?’
Pokiwał głową.
‘Oh, świetnie!’ Zawołałem. ‘Dzisiaj ja cię odprowadzam. Pieprzyć pracę! Spóźnię się dzisiaj.’
Chwila. Czy ja powiedziałem „pieprzyć” przy nim? Robiłem tak przy moich siostrach, ale one były inne. Harry był jak… mój syn… Tak myślę. Nigdy nie myślałem, że to powiem.
‘Zadzwonię do sąsiada, żeby mu o tym powiedzieć.’ Powiedział Harry.
‘Dobrze. Ja pójdę się przygotować. Będę na górze… jeśli będziesz mnie potrzebował.’
Uśmiechnął się do mnie, kiedy wybierał numer na telefonie. Nagle, gdy już obróciłem się w stronę schodów, podbiegł do mnie i objął mnie wokół talii, jego głowa oparła się o mój brzuch. On jest cholerną, najsłodszą istotką na tym świecie. Po chwili puścił mnie i usiadł na kanapie z telefonem przy uchu, jakby nic się nie stało. To było tak nieprawdopodobnie urocze i swobodne. Uśmiechnąłem się do siebie i poszedłem się ubrać, tylko po to by przekonać się, że ten „dawny ja” miał tak okropne wyczucie stylu, zarówno jeśli chodzi o samego siebie, jak w przypadku wystroju pokojów, czy ubrań dla adoptowanego syna.
W mojej szafie były garnitury. Garnitury. O, i co jeszcze? Garnitury! Żadnych TOMS’ów czy czegoś w paski. Żadnych szelek. Niebieskich spodni. Jeansowych kurtek. Czerwonych rurek. Tylko garnitury, które nawet nie były cool. Brzmiałem jak dziewczyna i byłem opryskliwy, ale taka byłem tylko szczery. Prawda boli. A prawda była taka, że wyczucie stylu „dawnego mnie” było do dupy.
Już prędzej pójdę tam w piżamie. Przeszukałem całą szafę, dopóki nie znalazłem białego t-shirtu. Chociaż w szafie było pełno rzeczy, to żadne mi się nie podobały. Desperacko potrzebowałem odwiedzić sklep by kupić nowe ciuchy. Dla mnie i dla Harry’ego. Myślę, że moglibyśmy się wybrać po szkole i po pracy. Nienawidziłem tego słowa. Praca. Nigdy nie myślałem o One Direction jako o pracy.
Mam na myśli, że było dosyć ciężko, kiedy tyraliśmy i dopadał mnie ból głowy. Ale miałem tak dużo radości, występując z moimi przyjaciółmi na scenie, że zapominałem, że to praca i dostaje za to pieniądze. Rozebrałem się i włożyłem czystą parę bokserek, które znalazłem w szafie przy drzwiach oraz biały t-shirt. Czy naprawdę nie miałem żadnej pary czerwonych rurek? Naprawdę? Co było nie tak z „dawnym mną”? Zdjąłem eleganckie spodnie z wieszaka i włożyłem. Znalazłem także płaszcz, wyglądający na kosztowny oraz wyjściowe buty, i to także ubrałem. Spojrzałem w lustro w łazience i szybko ułożyłem włosy i umyłem zęby.
‘Louis!’ Zawołał Harry z dołu.
‘Tak?’ Odkrzyknąłem, podchodząc do szczytu schodów.
Harry stał na dole, z kurtką w ręku.
‘Nie mogę włożyć kurtki!’ Powiedział.
Szybko zbiegłem na dół.
‘Musimy się pośpieszyć, albo spóźnisz się na autobus.’ Powiedziałem, zabierając od niego kurtkę i pomagając mu ją włożyć, najpierw jedną rękę, potem drugą.
Zapiąłem zamek i podniosłem go na ręce.
‘Co ty robisz?’ Zapytał.
‘Podnoszę cię na ręce. A na co to wygląda?’ Zapytałem z uśmiechem, kiedy opuszczaliśmy dom.
‘Oh. Tylko nasz sąsiad bierze mnie na ręce. Opiekuje się mną, kiedy ty jesteś w pracy. „Dawny ty” nigdy nie brał mnie na ręce.’
Uśmiechałem się, kiedy szedłem przez podjazd z nim na rękach.
‘Czekaj! Musisz zakluczyć drzwi! Twoje klucze są na stole w kuchni.’
‘Oh, okej.’
Odłożyłem go na dół i schyliłem się tak, że teraz nasze twarze były na równej wysokości.
‘Idę po klucze. Nigdzie się stąd nie ruszaj, okej?’ Powiedziałem.
Uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
Wbiegłem do domu i chwyciłem klucze, które jak się domyśliłem były od domu i od auta, które tak przy okazji muszę później obejrzeć. Wybiegłem na zewnątrz, spodziewając się ujrzeć słodkiego, małego sześcioletniego Harry’ego, ale zamiast tego… nie zobaczyłem nikogo.
Harry zniknął.
~*~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz