wtorek, 11 marca 2014

*Następny dzień był jedną z tych rzadkich okazji, kiedy Harry skończył wcześnie, co skrzętnie wykorzystał, szczęśliwy, że oddali się od Perrie i Nialla, którzy nie przestawali mu dokuczać z powodu jego idealnie wyglądającego współlokatora. Wracał do domu nieprędkim spacerem, poświęcając czas na cieszenie się zachodem słońca, gdzie niebo ożywiał pomarańcz, czerwienie i fiolety. Nie spieszyło mu się, choć odczuł ulgę, kiedy jego powolne kroki doprowadziły go do znajomego budynku i jego ciemnych drzwi wejściowych. Wspiął się po schodach, jak zwykle pokonując po dwa stopnie naraz, i zatrzymał się raptownie, gdy dotarł do wejścia od mieszkania. Zza drzwi dochodził jakiś dźwięk. Nic głośnego, ale był on równomierny i dudniący, jak gdyby coś raz za razem uderzało w ścianę. Robiąc najmniej hałasu, jak było to możliwe, przekręcił klucz w zamku, wchodząc do środka i stawiając przytłumione kroku. Zatrzymał się, kiedy usłyszał jęk dochodzący z sypialni Louisa.

- O Boże… tak!

Głos nie należał do demona, ale i tak był bardzo znajomy. Instynkt Harry’ego wrzeszczał, żeby chłopak nie szedł dalej, tylko obrócił się na pięcie i wyszedł. Jednak po raz pierwszy w swoim ludzkim życiu anioł zignorował go, bardzo delikatnie zamykając za sobą drzwi, gdy poszybował w stronę drzwi od sypialni Louisa.

Były uchylone zaledwie na kilka cali, co wystarczyło Harry’emu do ukradkowego podejrzenia sceny w środku, samemu nie będąc widzianym. Ale tak naprawdę nic nie mogłoby go przygotować na to, czego świadkiem stał się przez przerwę w drzwiach.

Louis klęczał na materacu z twarzą zwróconą w kierunku nóg łóżka, dzięki czemu Harry mógł podziwiać go w całej swej nagiej chwale. Jego opalona skóra błyszczała od potu w przyciemnionym świetle. Zayn, równie nagi i spocony, znajdował się na kolanach tuż za nim, zaciskając ręce na ramionach Louisa, gdy jego biodra pokrywały i wykonywały pchnięcia przy zaokrąglonych pośladkach szatyna. Wchodząc w niego, miał głowę odrzuconą do tyłu. Wyraźnie czerpali z tego przyjemność, sądząc po jękach i okrzykach rozkoszy, które wydobywały się z obu mężczyzn. Oddech Harry’ego zamarł w gardle, gdy Zayn pociągnął w górę ramiona Louisa, wyginając jego plecy w gładki łuk i sięgając między jego nogi, żeby chwycić erekcję demona. Louis odrzucił głowę do tyłu, a posklejane przez pot włosy przykleiły się do jego twarzy i szyi; na twarzy miał minę odprężoną w przyjemności. Jego na wpół otwarte oczy były zamglone, policzki pokrywał rumieniec, a zaczerwienione, opuchnięte usta rozwarte, gdy zasysał do płuc oddech za oddechem. Stanowił typowy przykład żądzy i pragnienia.

Harry miał problemy z oddychaniem; znajome już łaskotanie w podbrzuszu dawało mu znać, że jakaś jego część naprawdę chciałaby być na miejscu Zayna. Ciepło promieniowało od jego brzucha w górę na klatkę piersiową, sutki mrowiły, a usta swędziały, aby poznać smak tej śliskiej od potu skóry.

Co się z nim działo?

- Dojdziesz dla mnie? - zapytał Zayn, zziajany, łapiąc w pięść włosy Louisa i sprawiając, że oczy demona zamknęły się z przyjemności. - W mojej ręce?

Louis zajęczał, przygryzając dolną wargę, gdy biodra Zayna zakołysały się i pchnęły do przodu, naciskając na jego najsłodszy punkt. Mięśnie w jego udach i brzuchu napięły się, kiedy jego ciało przygotowywało się do szczytowania.

- Dojdę… o kurwa… tak… Zayn… - wydyszał. Jego kręgosłup wyprostował się, biodra wyskoczyły do tyłu na spotkanie Zayna, podczas gdy jego penis nabrzmiał i zapulsował, a biała sperma rozbryzgała się po rękach drugiego chłopaka oraz wszędzie na bladym prześcieradle, kiedy doszedł z niskim jękiem.

Zayn podążył za nim we własnym orgazmie, mięśnie jego brzucha drgnęły, gdy zastygł, zatrzymując się, kiedy zalała go ulga, zagrzebany tak głęboko, jak mógł w tym kurczącym się, drżącym i płonącym gorącu.

Splątani, opadli na łóżko, a ich klatki piersiowe unosiły się ciężko, gdy dochodzili do siebie. Ale Harry nie został, żeby śledzić następstwo seksu. Wziął głęboki oddech, który wstrzymywał, gdy żywy obraz szczytującego Louisa wyrył się w jego pamięci, i powoli i ostrożnie opuścił mieszkanie, równie cicho jak do niego wszedł, przez nikogo niezauważony.

***

Po tym, jak Harry wyszedł do pracy następnego dnia po ich przyjacielskiej kolacji, Louis próbował zająć się wszystkim i niczym, co mógł znaleźć, żeby zabawić się w mieszkaniu, zanim nie zrzucił ręcznika i nie wykręcił numeru Zayna. Potrzebował sobie ulżyć, i to natychmiast. Jego entuzjazm zaskoczył nawet chłopaka o ciemnych włosach, który został niemalże siłą zaciągnięty do sypialni, gdy tylko przybył do mieszkania, zawładnięty przez wygłodniałe usta Louisa. Uspokoił się dopiero po ich pierwszym orgazmie; pot i sperma błyszczały na jego skórze, gdy sapał i oddychał ciężko, z włosami rozrzuconymi na poduszce niczym nieporządne halo.

- Okej, wypluj to z siebie… - poprosił Zayn, wciąż pozbawiony oddechu, gdy położył się na brzuchu obok Louisa, przerzuciwszy ramię przez smukła klatkę piersiową demona.

- Co? - zapytał Louis, udając nonszalancję, choć niezbyt przekonywująco.

- Co się stało, że jesteś taki sfrustrowany? Nigdy wcześniej nie widziałem, żebyś tak chętnie dał się komuś wypieprzyć.

Usta Louisa skrzywiły się w niewygodzie. Zachowywał się jak desperat, prawda? Jak desperat, który chce odciąć się od swoich uczuć, od prawdziwego chaosu w głowie.

- Poszedłem wczoraj i odebrałem Harry’ego z jego pracy…

- A potem?

- Ugotował mi coś do jedzenia, zjedliśmy, wypiliśmy trochę wina. Kurwa, to było idealne, wiesz? Jak jedna z tych kolacji dla dorosłych, z prawdziwymi przerwami w rozmowie, i było… było tak prawdziwie, przyjemnie i porządnie. Przedstawił mnie swojemu szefowi, facet jest uroczy, a także jest niemową, więc Harry mówił do niego w języku migowym. Masz pojęcie, jak cholernie seksownie mówi przy pomocy swoich rąk? Kurwa… te ręce…

Słowa opuszczały go szybko, pospiesznie, były zagmatwane. Zayn nigdy nie widział Louisa tak speszonego, w jego oczach demon zawsze był taki pewny siebie i zwarty, jakby nic na tym świecie nie mogło go przestraszyć.

- Brzmi jak całkiem miły wieczór…

- Och, to jeszcze nie koniec. Wróciliśmy do domu pieszo i on przez cały czas trzymał mnie ramieniem blisko siebie, ponieważ wydawało mu się, że wyglądam na zmarzniętego. A potem weszliśmy tu do mieszkania, a mój mózg był w pieprzonej rozsypce i nie miałem pojęcia, co robić lub powiedzieć i wtedy on… po prostu złapał mnie i przytulił mocno do siebie. Poczułem się… Poczułem się, jakbym chciał, żeby trzymał mnie tak przez wieczność, wiesz? Nie chciałem, żeby kiedykolwiek mnie wypuścił, po prostu stałem tam i trzymałem się go i w jego ramionach było tak.. tak bezpiecznie. A następnie mnie pocałował, o tutaj… - Opuszki jego palców musnęły tę miękką skórę pomiędzy jego brwiami, a w oczach szatyna znajdowała się tęsknota. - Jego usta po prostu zatrzymały się na mojej skórze w tym miejscu… i… kurwa… mam w tym momencie taki pieprzony bałagan w sercu…

- Naprawdę się zakochałeś, prawda? Zawołałeś mnie tutaj, ponieważ fizyczna ulga wydaje ci się bezpieczniejsza, niż to, co teraz czujesz.

- Taa… wydaje mi się, że tak. Kiedy się pieprzymy, czuję, jakbym naprawdę mógł pozbyć się wszystkiego i skupić się tylko na moim ciele i przyjemności, a teraz jest to jedyna rzecz, która ma sens. Wszystko inne jest… po prostu w nieładzie… Nie wiem, czy chce mi się płakać, czy śmiać, czy obie te rzeczy naraz.

- Byłeś już kiedyś zakochany? Mam na myśli, naprawdę zakochany, nie zauroczony.

Louis poświęcił temu pytaniu chwilę szczerego zastanowienia, nie spiesząc się z odpowiedzią.

- W swoim życiu miałem okazję poczuć naprawdę silne emocje, ale nic takiego, jak to. Do niczego nie mogę tego porównać.

Zayn uśmiechnął się głupkowato, przekręcając na bok i kreśląc palcami wzorki na lepkim brzuchu Louisa.

- Taka właśnie jest miłość. Czujesz się podekscytowany i chory jednocześnie, a kiedy widzisz osobę, którą kochasz, robi ci się gorąco i zimno, i jakbyś mógł zdobyć świat, choć w tym samym czasie bez przerwy masz wątpliwości. Po prostu z nim pogadaj, Louis, przysięgam ci, że musi czuć do ciebie to samo.

- Nie… nie mogę, jeszcze nie teraz…

- Dlaczego nie?

- Nie wiem, czy jest gotowy… tuż przed tym, jak się do mnie wprowadził, zakończył bardzo tragiczny związek i ja… sam nie wiem…

- Tragiczny?

- Jego ukochany umarł.

- O kurwa.

Zayn ani trochę tego nie oczekiwał. To rzeczywiście w znacznym stopniu komplikowało sprawy.

- No… to nie takie proste. Ale wiesz, co jest proste? To. To, co jest teraz pomiędzy tobą i mną. I jest przyjemne i w tym momencie nic innego nie potrzebuję. Więc pieprz mnie… - wymamrotał, popychając plecy Zayna na materac, gdy usiadł na nim okrakiem, z członkiem, który zdążył stwardnieć. - Naprawdę tego potrzebuję. Proszę, proszę pieprz mnie i spraw, żebym zapomniał o tym, jak się czuję… - poprosił łamiącym się głosem.

Ciemne oczy Zayna zmiękły w prawdziwym współczuciu, gdy odnalazł rekami wąskie biodra Louisa, przeciągając dłońmi w górę jego boków, żeby pogłaskać miękko tę opaloną skórę, kiedy usiadł prosto, owijając ramiona wokół tego smukłego, kruchego ciała. Przycisnął usta do szyi szatyna, sprawiając, że połowiczny demon pożądania z westchnięciem wygiął się pod jego dotykiem.

- Okej, dzięki mnie zapomnisz…

A potem przeszli dalej do pieprzenia. Aż noc kompletnie ich pochłonęła.

***

Harry bezowocnie próbował zapomnieć o obrazie, który wypalił się w jego mózgu.

Louis. Przepięknie zarumieniony, lubieżny, z płonącymi oczami i opuchniętymi ustami, zatracony w prawdziwej ekstazie, gdy całe jego ciało trzęsło się z przyjemności. Jak mógłby mieć nadzieję, że kiedykolwiek zapomni? Poza tym, czy naprawdę chciał zapomnieć? Louis był wtedy taki piękny, bezbronny, obezwładniony doznaniami. Chciał zobaczyć go takiego jeszcze raz, chciał go takim uczynić, chciał usłyszeć, jak te soczyste usta jęczą jego imię.

Chciał tego tak bardzo, że ciężko mu było utrzymać obojętną twarz, kiedy następnego dnia Louis wyszedł ze swojej sypialni, z niebieskimi cieniami pod oczami, mając na sobie luźną koszulkę i spodnie od dresu, i tak po prostu podszedł go przytulić. Przed uściskiem Harry nabrał głęboko powietrza do płuc, żeby odgrodzić się od tego ciepła, tych smukłych ramion, które owinęły go w pasie, tej głowy pełnej zmierzwionych przez sen włosów, która została wetknięta pod jego podbródek. Demon pachniał jak czysty pot, rdzenne nuty jego wody kolońskiej i jak coś piżmowego i kuszącego, co kojarzyło się całkowicie z nim. Jak seks. Zwietrzały zapach seksu przywarł do niego jak druga skóra, co sprawiało, że Harry miał ochotę robić z nim rzeczy, których mechanizmów nie zaczął nawet pojmować.

Anioł wrócił do domu kilka godzin wcześniej, na tyle późno, żeby mieć pewność, że albo obaj będą spać, albo Zayn zdąży wyjść. Co okazało się prawdziwe, bo kiedy otworzył drzwi wejściowe, buty Zayna zniknęły, a Louis był prawdopodobnie pogrążony we śnie, jak sugerowała nieruchoma cisza mieszkania. Harry próbował usnąć we własnym łóżku, ale bez skutku, przewracając się i obracając z wiedzą, że w pokoju obok spał Louis i jego ciało wciąż matowiało od stygnącego potu, a usta były kusząco opuchnięte. Jego myśli powędrowały do Liama, jego blondwłosego i jasnookiego piękna, ich miłości. Całowali się, tylko kilka razy, co było aktem tak ciężkim od grzechu, choć zawsze pozostawało bardzo czyste w porównaniu ze standardami ludzi. Miękki nacisk warg na usta. Czasami obserwował Lou, ich cukiernika, kiedy jej mąż odbierał ją po pracy, i jak czule się do siebie odnosili. Albo Perrie, gdy odwiedzał ją chłopak, jak go całowała przy pomocy ust i figlarnego języka, dyskretnie wślizgując ręce pod ubrania. Ukradkiem patrzył z ciekawością, ale też z odrobiną zazdrości, zastanawiając się, jakby to było przycisnąć język do czyjegoś języka, do języka Louisa…

W jego snach nie gościł dłużej Liam… tylko Louis.

Harry przerwał uścisk, delikatnie, czując ulgę, kiedy ten mocny zapach się rozproszył, i uczynił wymówkę, żeby wyjść wcześniej, nalewając Louisowi kubek ciemnej kawy, zanim wrzucił na siebie płaszcz oraz buty, kilkoma łykami osuszając własną szklankę i niemal parząc się w język, a potem pospiesznie opuścił mieszkanie, nim Louis zdążył wypowiedzieć słowo. Czuł się, jakby wrócił do punktu wyjścia.

Nadszedł czwartek i Harry był odrobinę niespokojny z powodu wyjścia na miasto z Louisem i Zaynem, zastanawiając się, jak długo wytrzyma, zanim nie przyzna się, że ich widział. Niall mógł wyczuć jego napięcie, gdy wieczorem robili przygotowania w bistrze, ręka w rękę przy wielkim drewnianym stole na tyle kuchni, gdzie Harry zagniatał makaron, podczas gdy Niall zwijał go na kształt tagliatelle. Zatrzymał się, przyciskając rękę do nagiego przedramienia anioła, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.

- Co tam? Nie jesteś dzisiaj sobą… - pokazał na migi, a Harry westchnął, gdy wytarł ręce w fartuch.

- W porządku, po prostu jestem trochę zestresowany - odmigał, po czym zrolował ciasto w kulkę, owijając je w plastik, dzięki czemu nie wyschnie.

Niall spojrzał na niego rzeczowo, krzyżując ramiona na piersi. Harry nic na to nie poradził, ale uśmiechnął się głupkowato - Niall był tak fizycznie ekspresywny, że czasami nie musiał nawet migać, żeby się z kimś porozumieć. Harry znał tę minę całkiem dobrze. To była ta z rodzaju “kogo próbujesz oszukać?”.

- Nie chrzań, dobra? Co się dzieje, cały dzień nie byłeś sobą - pokazał na migi blondyn, po czym uniósł papier z rozwałkowanym ciastem, żeby rozłożyć je do wyschnięcia.

- Louis i jego przyjaciel przychodzą tu dzisiaj wieczorem zjeść, a potem razem wychodzimy. To trochę stresujące…

Na twarzy Nialla pojawił się zaintrygowany wyraz, blondyn najwyraźniej zastanawiał się, co takiego stresującego było w wyjściu ze znajomymi.

- Wczoraj, kiedy wróciłem do domu, Louis i Zayn, jego przyjaciel, cóż… oni…

- Oni co?

- Nie wiem, jak to pokazać na migi… oni… byli chyba w intymnej sytuacji.

Oczy Nialla rozszerzyły się. Chłopak wiedział, co Harry czuł do Louisa i po tamtej nocy on, bez wątpienia razem ze wszystkimi wtedy obecnymi, był całkowicie przekonany, że pomiędzy nimi jest coś na rzeczy.

- Widzieli cię?

- Nie… Wszedłem po cichu, zobaczyłem i wyszedłem. Jestem po prostu… sam nie wiem, co myśleć. I naprawdę nie mam ochoty być piątym kołem u wozu…

- Pójdę z tobą.

- Co?! - Harry był tak zaskoczony, że wypowiedział to słowo głośno, sprawiając, że Niall roześmiał się bezdźwięcznie.

- Nie musisz, naprawdę… - powiedział na migi, czując się nagle nieśmiało.

Niall z uśmiechem klepnął go w ramię.

- Poważnie, będzie fajnie. Od wieków nigdzie nie wychodziłem i jestem pewny, że przyda mi się trochę rozrywki.

Byłoby coś naprawdę nie w porządku z Louisem, gdyby miał już chłopaka, a jednocześnie patrzył na swojego współlokatora, jakby był on aniołem zesłanym z niebios. Blondyn był tego więcej, niż ciekawy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz