*Niedziela Rano
Blade światło słoneczne rozjaśniało pokój Louisa, zwiastując nowy dzień. Tomlinson leżał w łóżku i było mu wygodniej niż przez wszystkie lata pobytu w Szmaragdowych Wzgórzach. Jego policzek opierał się o poduszkę, którą leniwie otoczył ramieniem. Z zadowolonym westchnieniem zacieśnił uścisk i wtulił twarz w ciepłą i twardą poduszkę… Chwila moment.
Poduszki nie były ciepłe, ani twarde, a przynajmniej jego poduszka taka nie była. Poza tym Louis miał sto procent pewności, że nie oddychały i nie otaczały go ramieniem, kiedy spał.
Louis natychmiast się spiął i powoli uniósł głowę, by zobaczyć, że to co teraz przytulał, nie było poduszką. Było Harry’m Stylesem.
Chłopak był niemal pewny, że serce wyskoczy mu przez gardło, kiedy to zobaczył. Pamiętał, że zasnął podczas oglądania filmu, ale nie zwrócił uwagi, że najwyraźniej Harry również odpłynął.
Styles leżał na połowie łóżka, przysuniętej do ściany. Zdawał się nie zauważyć tego, że Louis się obudził i po prostu dalej spał. Jego twarz była spokojna i nie wyrażała żadnych emocji. Wyglądał o tyle młodziej, kiedy spał. Bez żadnych ostrych słów, albo pewnego siebie uśmieszku, by się bronić. Wyglądał… Łagodniej, tak przynajmniej opisałby to Louis. Była w nim taka bezbronność, która sprawiała, że serce szatyna zaczęło bić szybciej, niż zwykle.
To, jak się obudził w tej pozycji, pozostawało tajemnicą. Nie było tak, że on i Zayn nigdy się nie przytyulali (nie, żeby kiedykolwiek się do tego przyznali), ale jego przyjaźń z Harry’m była czymś nowym. Zbyt nowym dla niego. Mimo to, jego ciało zdawało się tego nie rozumieć i z łatwością owinęło się wokół Harry’ego w ciągu nocy.
Styles westchnął i wydał z siebie cichy pomruk, który nie był ani trochę uroczy. Wcale. Chłopak zaczął się wiercić. Świadomy, wciąż zmniejszającej się odległości między nimi, Louis jak idiota, wydał z siebie cichy piskliwy odgłos (który nie był, ani trochę męski) i gwałtownie odsunął się od Harry’ego… Spadając prosto na podłogę.
-Cholera – krzyknął, kiedy wylądował na twardych deskach, w a jego ciało przeszył ból.
Harry sapnął i natychmiast wystrzelił do pozycji pionowej.
-Lou? - spytał, pospiesznie rozglądając się dookoła. Kiedy dostrzegł chłopaka na podłodze, przechylił głowę na bok. Jego, wciąż zaspane, oczy wyrażały zdziwienie – Czemu jesteś na podłodze?
Jezu Chryste. Głos Harry’ego brzmiał inaczej, kiedy chłopak dopiero się obudził. I tak niski, spadał o oktawę niżej. Był szorstki i głęboki i… Skąd u niego takie myśli? To było po prostu dziwne, okej? Brzmienie głosu chłopaka i jego wygląd tuż po obudzeniu się… To było po prostu dziwne.
Poza tym, jak Louis miał odpowiedzieć na to pytanie? “Och, wiesz… Jestem na podłodze, bo obudziłem się, a my się przytulaliśmy, do cholery jasnej. Trochę mi odbiło i sturlałem się z łóżka”. Tak to by było świetne! Harry najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakiej pozycji spali, i Louis wolał, żeby tak zostało.
-Nie wiedziałem, że krawędź łóżka jest tak blisko i spadłem – chłopak skłamał gładko, mając nadzieję, że nie brzmi jak idiota.
-No tak. To w twoim stylu – zaśmiał się Harry, ponownie opadając na łóżko.
-Co to miało znaczyć? - Louis się najeżył.
-Och, no wiesz – odparł hokeista, wyraźnie wciąż zmęczony – Jak na kogoś kto porusza się na lodzie z taką gracją, jesteś zaskakująco niezdarny poza nim.
Na usta chłopaka wkradł się mały uśmiech… Który zniknął w momencie, gdy Louis walnął go poduszką w twarz. Harry wydał z siebie piskliwy krzyk, przypominający odgłos, który wydaje Chihuahua, kiedy nastąpi się na jego ogon. Louis opadł na podłogę, chwytając się za boki, ze śmiechu.
-Myślisz, że to takie zabawne? - spytał Harry, unosząc się na łokciach i mrużąc oczy.
Jeśli jego śmiech był jakąkolwiek wskazówką, to owszem, Louis myślał, że to bardzo zabawne (nie bądź głupi, Harry). Następną rzeczą z której zdał sobie sprawę, była ciężka waga, która go przygwoździła kiedy Harry popchnął go na podłogę. Plecy łyżwiarza z głuchym stuknięciem, uderzyły o podłogę, powodując, że powietrze uciekło mu z płuc. Harry wydawał się jednak tego nie zauważyć i po prostu przycisnął łopatki Tomlinsona do dywanu, uśmiechając się złośliwie. Nie zamierzając poddać się bez walki, Louis chwycił tył koszulki Stylesa i przewrócił ich, tak, że teraz to loczek był przyciśnięty do podłogi. Chłopak próbował się wyrwać, jednak Louis ścisnął jego biodra, udami, przytrzymując go w miejscu.
-Nie wyszło tak jak tego chciałeś, co? - spytał Louis, patrząc na chłopaka w rozbawieniu.
-Wręcz przeciwnie – wykrztusił zielonooki, dysząc – Dokładnie na to liczyłem – puścił Louisowi oczko, z diabelskim błyskiem w źrenicach.
Wtedy szatyn zdał sobie sprawę, że siedzi ba Harry’m okrakiem (jakby przytulanie się, nie było wystarczająco złe) i oddech zamarł mu w piersi. Poczuł w klatce piersiowej tępy ból i był niemal pewien, że jego serce przyspieszyło. Co było jeszcze gorsze, nie mógł się zmusić, by zejść z loczka, chociaż był pewien, że jeśli zostaną w tej pozycji chociaż minutę dłużej, to Styles uzna go za totalnego dziwaka i nigdy więcej nie będzie chciał z nim rozmawiać.
-Oczywiście – powiedział chłopak chłodno, podnosząc się i wyciągając dłoń do Harry’ego.
Tamten z wdzięcznością przyjął pomoc i również stanął na stopy.
-Nie, żeby to było gorsze, niż to co robiłeś w nocy. Muszę przyznać, że lubisz się przytulać, kiedy śpisz – oznajmił Harry, rozciągając ramiona ponad głową i ziewając – Rączek też nie trzymasz przy sobie. Szczerze myślałem, że masz zamiar mnie molestować.
-Jakby twoja cnota miała na tym ucierpieć – Louis prychnął i wywrócił oczami.
Mimo tego, chłopak poczuł ciepło napływające do policzków. Oczywiście, że Harry zauważył pozycję w której spali. Louis niemal zapomniał, że wszechświat ma zwyczaj rzucania mu piaskiem w oczy.
-Nie wiem, czemu uważasz mnie za jakąś tanią dziwkę, Tomlinson – prychnął hokeista.
-Bo to ciekawa fabuła, Styles – uśmiechnął się szeroko – Może mógłbym to wykorzystać w mojej pracy.
-Hej! - zaprotestował urażony Harry – Pan T. Powiedział, żadnych osobistych uwag.
-Moim obowiązkiem, jako zaniepokojonego ucznia, jest wyjawić nauczycielowi prawdę.
Harry wydął wargi i istniała duża szansa, że to była najbardziej urocza rzecz, jaką Louis kiedykolwiek widział.
-Przy okazji, przepraszam, że zostałem na noc. Nawet nie dałem rady wytrwać do końca Grease.
-Ja też nie – przyznał Tomlinson, ze smiechem – Z jakiegoś powodu, byłem kompletnie wyczerpany.
-W takim razie, cieszę się, że zostało mi przebaczone – Harry zerknął na przegub, gdzie widniał zegarek, którego Louis wcześniej nie dostrzegł. - Powinienem się zbierać. Mam więcej pracy domowej, niż to powinno być legalne.
-Może powinieneś ją odrabiać, zamiast porywać swojego partnera z Angielskiego i razem z nim zostać wyrzuconym z kina. - Powoli ruszyli w kierunku drzwi, obaj niechętni by się rozdzielić, chociaż żaden z nich nie zdawał sobie z tego sprawy.
-Tak, ale to w ogóle nie jest zabawne – Harry wywrócił oczami.
Louis patrzył na Harry’ego i śmiał się, kiedy otwierał drzwi, przez co nie dostrzegł Eleanor, stojącej tam, z uniesioną ręką, jakby miała zapukać.
-Och – powiedziała zaskoczona, unosząc brwi wysoko.
To wyrwało Louisa z jego małego świata. Odwrócił głowę, tak, że jego oczy spotkały się z oczami dziewczyny.
-El! - wykrztusił zaskoczony.
Jego dłoń pusciła klamkę i zdarzyła się jedna z dwóch rzeczy. Albo Louis bardzo się zaczerwienił, albo wszystkie kolory odpłynęły z jego twarzy. Eleanor była ostatnią osobą, która spodziewał się zobaczyć tego ranka. Zwłaszcza, kiedy poprzedniego dnia, zupełnie go olewała. Co gorsze, Louis nie miał pojęcia jak jej wyjaśnić, że Harry był u niego w pokoju, bez mówienia prawdy.
W chłopaku natychmiast narosło poczucie winy, do którego szybko dołączyła irytacja, przez to, że w ogóle czuł się winny. Przecież mógł się przyjaźnić z Harry’m. Mógł się mylić co do chłopaka z lokami. Mógł mieć przyjaciół, którzy nie byli łyżwiarzami figurowymi. To nie było nic wielkiego, prawda?
-Louis – odparła Eleanor, sztywno. Jej oczy powędrowały do drugiego chłopaka. - I Harry Styles. Interesujące.
Tomlinson był zbyt zajęty, próbując uporać się ze sprzecznymi emocjami. Jednocześnie rumieńcami wstydu i złości, by cokolwiek powiedzieć, więc Harry to zrobił.
-Po prostu Harry – odkaszlnął.
Eleanor nie doceniła jego gestu i tylko zmrużyła oczy. W jej wyrazie twarzy nie było ani trochę ciepła, albo uprzejmości.
-W takim razie, Harry – jej głos był jak lód – Naprawdę doceniłabym to, gdybyś dał nam chwilkę na osobności, z moim chłopakiem.
Może Louis tylko to sobie wyobraził, ale wydawało mu sie, jakby Eleanor położyła szczególny nacisk na słowo “chłopak”, a on nie bardzo mógł zrozumieć, czemu.
-Uh – Harry odwrócił wzrok od rozeźlonej Calder i spojrzał na Louisa, który był spięty i lekko spanikowany – Jasne. Ja właśnie wychodziłem .- Chłopak odsunął się od Louisa i minął Eleanor, wychodząc na korytarz, pozwakając dziewczynie wejść do pomieszczenia. - Zobaczymy się później, Lou.
-J-jasne – odparł szatyn, z dziwnym brzmieniem w głosie – Do zobaczenia później.
Eleanor nie zadała sobie trudu, by pożegnać się z hokeistą i po prostu zatrzasnęła mu drzwi przed twarzą, ucinając rozmowę. Nie odwróciła się od razu. Przez kilka chwil wpatrywała się w drzwi, biorąc głębokie wdechy, które wydawały sie niemal wymuszone, jakby pozostawanie spokojną nie wychodziło jej zbyt dobrze.
-El – zaczął Louis, mając nadzieję, że nie brzmiał na tak roztrzęsionego, jak w rzeczywistości był – El, mogę to wyjaśnić…
-Louis, co to do cholery było? - wykrzyczała te słowa, pełna niedowierzania, mieszającego się ze złością, odwracając się na pięcie i spoglądając na niego, wyraźnie posiniała ze złości.
Louis nie wiedział jak zareagować. To przecież była Eleanor – słodka, kochająca i delikatna Eleanor, która nigdy się nie złościła oraz rzadko kiedy przeklinała. Wszystko było nie tak. Jej twarz nie powinna byc ściągnięta w gniewie, a spokojna i kochająca. Jej głos nie powinien być pełen pogardy, a łagodny i słodki. To wszystko było złe.
-To nie było to na co wyglądało…
-Naprawdę? - przerwała mu dziewczyna. Jej słowa ociekały sarkazmem. - Ostatnio kiedy sprawdzałam, nie pozwalałam ludziom, którzy są tylko ‘partnerami na Angielskim’, spać u mnie w pokoju. - Łyżwiarka zrobiła nawet w powietrzu cudzysłów, jakby Louis skłamał o byciu partnerami na lekcji.
-Jesteśmy partnerami! - wykrzyknął Louis, próbując nie brzmieć na oburzonego. - Zostaliśmy połączeni w Środę i, sam nie wiem… Jakoś zostaliśmy przyjaciółmi.
-Postradałeś zmysły? - krzyknęła, niedowierzając -Zapomniałeś kto to jest? To Harry Styles, chłopak, którego nienawidziłeś przez ostatnie cztery lata!
-Wiem kim on jest, El… - Louis walczył, by zachować spokój.
-Och, to świetnie – syknęła – A ja już myślałam, że oszalałeś, ale nie! Jest gorzej. Zaprzyjaźniłeś się z pieprzonym, Harry’m Stylesem.
-On nie jest taki jak myślisz! - Szatyn nie wiedział skąd nagle u niego ta chęć, by bronić jego przyjaźni z Harry’m. - Czemu tak trudno ci się z tym pogodzić?
-Bo to nie w porządku, Lou – powiedziała dziewczyna, jakby była zaskoczona, że musi to tłumaczyć, zaskoczona, że w ogóle o to spytał – Przecież od kiedy tu chodzisz, każde słowo, które powiedziałeś o Harry’m Stylesie, było negatywne. Czemu zmieniasz to teraz?
Nagle to Louis był zdziwiony. Ten ton… Znał go. Był zaborczy, był opiekuńczy, był… Pełen zazdrości. Eleanor była zazdrosna o jego nową przyjaźń. To przecież nie miało żadnego, cholernego, sensu.
-Myliłem się, El – powiedział, wzruszając ramionami – Myślałem, że jest inny, ale teraz wiem, że się myliłem. On nie jest złym chłopakiem… A to niczego nie zmienia – Kiedy to mówił, Louis nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że to kłamstwo – To że się z nim przyjaźnię, nie zmienia niczego między nami.
-A właśnie, że tak – westchnęła Calder – Ty się zmieniasz.
-Nie, El – powiedział, podchodząc bliżej i chwytając jej dłoń. - Nadal cię kocham. Moja przyjaźń z Harry’m nigdy tego nie zmieni. Nie ma powodu.
Eleanor westchnęła i spuściła wzrok na podłogę.
-Ja po prostu… Nie wiem jak się mam czuć. Mam na myśli… W drodze na mecz, powiedziałeś, że jest tylko partnerem z Angielskiego, ale podczas gry, machał do ciebie, jakbyście byli najlepszymi przyjaciółmi. Myślałam, że skłamałeś.
Tak naprawdę to skłamał. Wnętrzności Louisa związały się w supeł. Nie sądził, że dziewczyna to widziała, albo przynajmniej miał nadzieję, że nie widziała.
-Przepraszam, jeśli tak pomyślałaś – powiedział – Po prostu… Nie wiedziałem jak ci powiedzieć. W końcu… Nie przyjęłaś tego spokojnie.
Eleanor była cicho, przez kilka sekund, myśląc nad tym. Jej oczy wpatrywały się w twarz Louisa, szukając jakichkolwiek oznak niepewności, czy dowodu na to, że kłamie. Najwyraźniej nie znalazła żadnego, bo ponownie westchnęła i usmiechnęła się lekko.
-Przepraszam – powiedziała w końcu – Przesadziłam.
To za mało powiedziane. Louis zaskoczył tym sam siebie. Jasne, może El trochę dramatyzowała, ale nie było to zupełnie, nieuzasadnione.
-Nie mogę uwierzyć, że nasza pierwsza kłótnia była o Harry’ego Stylesa – Eleanor pokręciła głową.
Louis zaśmiał się cicho i objął ją, otaczając ramionami jej znajomą sylwetkę (która nagle z jakiegoś powodu wydawała sie za mała i zbyt drobna).
-Ja też.
-Nie bądź dupkiem – prychnęła El i pchnęła go w ramię, wystawiając język.
-I’m beautiful in my way ‘cause God makes no mistakes. I’m on the right track baby, I was born this way!*
Drzwi otworzyły się na oścież i do pokoju wszedł pewien ciemno włosy współlokator, który śpiewał piosenkę Gagi na cały głos. Po zobaczeniu pary stojącej na środu pomieszczenia, większość ludzi przerwała by, byćmoże przepraszając za próbę ogłuszenia pozostałych, piosenką Lady G. Jednak Zayn po prostu szeroko się uśmiechnął, pomachał im dłonią, w której trzymał donuta** i zaczął śpiewać głośniej, albo nie zdając sobie sprawy z tego, że właśnie im przerwał, albo po prostu się tym nie przejmując.
-Zayn, ty nieznośny dupku. Zniszczyłeś chwilę. - Same słowa były ostre, jednak ton Louisa zdradzał, że chłopak tylko żartował.
-Ciebie też miło widzieć, Boo Bear – odparł jego współlokator, biorąc dużego gryza pączka – Hej, El.
-Hej, Zayn – Eleanor uśmiechnęła się szeroko – Serio? Donuty? Wiesz, że my nie możemy. Chyba czas pogadać o tym jak niewrażliwy jesteś.
-To, że wy, łyżwiarze jesteście na jakiejś diecie, która polega na umartwianiu się, to nie znaczy, że ja też. - Malik wywrócił oczami.
Calder zaśmiała się i zerknęła na Louisa.
-Muszę iść. Mam dziś trening.
-W weekend? - Tomlinson uniósł brwi – Ty nigdy nie ćwiczysz w weekend.
-Nie jesteś jedynym, który się zmienia – zażartowała – Ale tak na serio… Między nami w porządku, tak? Nie masz mi tego za złe?
-Oczywiście, że nie – odparł Louis natychmiast. - Powinienem od razu powiedzieć prawdę.
Fakt, że powiedział te słowa, nie wierząc w nie, sprawił, że szatyn poczuł, iż nie mówił tego szczerze. Prawdopodobnie powiedział by jej o Harry’m… No wiecie… Po jakimś czasie.
-Nie martw się Lou, przecież to nie było nic tak ważnego – uśmiechnęła się ciepło i ponownie go przytuliła, wtulając twarz w zagłębienie jego szyi. - Kocham cię.
-Ja ciebie też. - Niebieskooki również ją uścisnął, uśmiechając się. Niedługo potem, Eleanor wyszła, obiecując, że napisze do niego, jak tylko skończu trening.
Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Zayn spojrzał na Louisa z wyczekiwaniem.
-O co chodziło?
Louis westchnął i potarł czoło, czując nadchodzący ból głowy, spowodowany kłótnią i dociekliwością przyjaciela.
-Pamiętasz, jak El mnie ignorowała? Och, czekaj… Nie pamiętasz, bo nie było cię cały weekend. - Szatyn posłał przyjacielowi urażone spojrzenie.
-Tak mi przykro, że porzuciłem cię, gdy mnie potrzebowałeś, Księżniczko Lodu. - Zayn udał, że wyciera łezkę z oka.
-Okej, idioto. Chodziło o to, że El była na mnie zła, a ja nie wiem czemu, wiec przyszła żeby pogadać i wpadła na wychodzącego Harry’ego…
-Harry’ego? - spytał Zayn z niedowierzaniem. - Wyszedł rano? Mam nadzieję, że to nie był walk of shame***. Lou nie poznaję cię.
-Czasami zastanawiam się, czemu się z tobą przyjaźnię. - Oznajmił Louis patrząc na Zayna z poważnym wyrazem twarzy.
-Bo jesyem jedynym, który dobrowolnie się z tobą użera.
-Uznam to jako obrazę.
Zayn pewnie miał przygotowaną na to odpowiedź, ale przerwało im pukanie do drzwi. Louis zmarszczył brwi, zastanawiając się czy El czegoś zapomniała.
To nie była jednak Eleanor. To był Harry. Wyglądał na onieśmielonego i zawstydzonego, że musiał wrócić do pokoju Louisa, po zostaniu wyrzuconym przez Eleanor.
-Hej – powiedział, pocierając kark, wyraźnie czując się niezręcznie – Ja… Uhm… Zostawiłem tu bluzę.
-Wyszła, Harry. Spokojnie. - Wyszczerzył się Louis.
Młodszy chłopak odetchnął, wyraźnie czując ulgę.
-Wow, czuję się o wiele lepiej z tym, że musiałem wrócić. - Zaśmiał się cicho. - Nie zbyt mnie lubi, co?
-El nie szczególnie lubi hokeistów. - Louis cofnął się, pozwalając Harry’emu wejść do środka i odebrać bluzę. - Nie bierz tego do siebie. - Zdecydował, że powiedzenie tego, było o wiele lepsze, niż powiedzenie “Taa. Wiesz jak bardzo cię kiedyś nienawidziłem? Ona nienawidzi cię dwa razy bardziej”.
-Postaram się. - Harry minął go i złapał sweter, który leżał na podłodze obok łóżka Louisa. Kiedy się wyprostował, po raz pierwszy zauważył Zayna i pomachał do niego niepewnie.
-Hej, jestem Harry.
-Tak, wiem. Jestem Zayn. - Mulat rzucił znaczące spojrzenie w stronę Tomlinsona.
-Miło cię poznać. - W jego tonie nie było nic poza szczerością. Louis był niemal pewien, że Zayn go polubi. - Dobra, teraz naprawdę muszę iść.
Louis wyszczerzył się i ponownie odprowadził go do drzwi. Kiedy tylko Styles przekroczył próg, odwrócił się na pięcie, zatrzymując się z twarzą tylko kilka centymetrów od twarzy Louisa.
-Lou? - zaczął po cichu.
-Tak? - spytał łyżwiarz, obserwując drugiego chłopaka.
-Jak bardzo sprzeciwiasz się łamaniu zasad?
-Uh – powiedzał, niepewien dokąd to zmierza. - Wydaje mi sie, że niektóre z zasad to tylko sugestie… Czemu pytasz?
-Bo mam świetny pomysł. - Wyszczerzył się Styles i w jego uśmiechu zawierało się milion różnych rzeczy. Przebuegłość, psotność i wyzwanie. Chłopak nachylił się tak blisko, by tylko Louis mógł go usłyszeć. Jego gorący oddech łaskotał szatyna w ucho. - Jutro wieczorem, pójdźmy pojeździć na lodowisku po godzinach.
Louis wzdrygnął się. Jego serce waliło jak młot. Nie mógł uwierzyć, że Harry zaproponował coś takiego. Po pierwsze, nie mógł uwierzyć, że ktoś poza nim robił to co on, a po drugie, to był szalony zbieg okoliczności, że Harry zaproponował to akurat wtedy, gdy Louis i tak zamierzał tam iść.
-Co? - spytał chłopak, nadal zszokowany. - Ale to… Możemy się znaleźć w kłopotach.
Świetnie, teraz brzmiał jak tchórz. Tak naprawdę, po prostu nie chciał, by Harry dowiedział się o jego sekrecie.
-Louuuuuu – jęknął Harry. - Proszę. Będzie fajnie, przysięgam.
Louis walczył sam ze sobą. Gdyby odmówił Harry’emu, ten i tak mógłby przyjść na lodowisko, a wtedy miałby przechlapane. (Chociaż, może i nie? W końcu, Harry’emu wydawało się nie przeszkadzać łamanie reguł). Gdyby się zgodził, spędziłby czas z Harry’m zamiast ćwiczyć na egzamin. Czy spędzanie czasu z przyjacielem, było warte ominięcia treningu?
Oczywiście, że tak.
-Dobrze. - Louis poddał się po chwili.
Oczy Harry’ego natychmiast się rozjaśniły.
-Będzie fajnie, Lou, Obiecuję. Byłem kiedyś na lodowisku po godzinach. To przyjemne.
Louis pokręcił głową. Gdyby tylko Harry wiedział… Po tym loczek odszedł, obiecując, że napisze do szatyna później (to było naprawdę jakieś dziwaczne déjà vu). Tomlinson zamknął drzwi i odwrócił się, opierając się o nie plecami.
Z drugiej strony pokoju, Zayn posyłał mu wszystko wiedzący uśmieszek, a jedyne co Louis mógł zrobić to powiedzieć mu, żeby się odwalił.
To nie mogło się skończyć dobrze.
*linijka z piosenki “Born This Way” Lady Gagi, do której Zayn ma najwyraźniej słabość xD
** donut – amerykański pączek z dziurą w środku.
*** walk of shame – amerykańskie nazewnictwo na poranny powrót do domu z jakiegoś często zawstydzającego powodu np. Po nocy w barze czy w klubie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz