niedziela, 9 marca 2014

*Czwartek

Po tym zdarzeniu środa minęła stosunkowo szybko, częściowo z powodu tego, że po głowie Louisa cały czas krążyły myśli o wiadomości od Harry’ego. Wydawała się zbyt uprzejma, żeby być prawdziwa. W końcu to było niemożliwe, żeby Harry czekał na pracę z nim…

Poza tym Tomlinson nie mógł przestać myśleć o tym, że mieli spędzać razem czas. Może „spędzać czas” to trochę za dużo powiedziane. W końcu, będą pracować nad projektem, ale jednak…. Nie mógł uwierzyć, że to naprawdę się działo.

Louis siedział na pierwszej lekcji, czekając niecierpliwie. Powodem jego niecierpliwości – jeśli miał być szczery – było wszystko związane z chłopakiem o kręconych włosach, który jeszcze nie pojawił się w klasie. Dzwonek zadzwonił kilka minut temu, jednak Louis nie przejął się zbytnio nieobecnością Stylesa. Chłopak częściej się spóźniał, niż przychodził na czas.

Louis zabębnił palcami w blat biurka. Czas mijał, a miejsce obok niego nadal pozostawało puste. Westchnął i odwrócił wzrok, kierując oczy na swojego ciemnowłosego, najlepszego przyjaciela.

Zayn siedział kawałek od niego, jednak Louis nadal dostrzegł jak chłopak odrzuca głowę i śmieje się – stosunkowo głośno – z czegoś co powiedział Liam. Hokeista w odpowiedzi zarumienił się lekko, dopiero po chwili relaksując się i wyginając kąciki ust w uśmiechu.

Louis poczuł niemiłe uczucie, w brzuchu, którego doświadczał raczej rzadko. Zazdrość. Chryste, on tego chciał. Chciał móc rozmawiać i śmiać się ze swoim partnerem, który nie pałał by do niego nienawiścią. Nie chciał powiedzieć, że chciał tego z Harry’m – nie bądźcie śmieszni – po prostu łatwiej byłoby z kimś takim.

Po dwudziestu minutach lekcji, Louis doszedł do wniosku, że Harry nie zamierza pojawić się w klasie. Dziwne było to, że Louis nawet się nie złościł. Oczywiście, był trochę zirytowany, że marnował czas w klasie, ale to uczucie było szokujące podobne do zawodu i rozczarowania… Nie żeby to był powód do smutku.

Louis zdławił westchnięcie i wyciągnął telefon, by wysłać Harry’emu krótką wiadomość.

Ominąłeś zajęcia, leniu – L

Nawet nie oczekiwał odpowiedzi, bo skoro Harry’ego nie było w szkole, to pewnie jeszcze spał, dlatego, kiedy jego telefon zawibrował niecałą minutę później, w zaskoczeniu zerknął na wyświetlacz by odczytać wiadomość.

Już za mną tęsknisz? ;) –H

Louis prychnął, nie zwracając uwagi na to, że był w miejscu publicznym i nie powinien siedzieć i śmiać się do telefonu.

Chciałbyś. Już czuję jak moja ocena spada -L

Boże, słyszałem, że łyżwiarze mają skłonność do dramatyzowania, ale ty to już chyba przesadzasz, Tomlinson. -H

Wybacz, że zależy mi na ocenach -L

Wywrócił oczami, zastanawiając się po co w ogóle wdał się z dyskusję z Harry’m. Miał przecież tylko zapytać, czemu nie było go na lekcji, jednak następna wiadomość hokeisty, wyrwała go z rozmyślań.

Doszedłem do tego. Nadal jesteśmy umówieni na wieczór? -H

Oczy Louisa rozszerzyły się nieznacznie. Nie rozumiał dlaczego jego serce akurat teraz zdecydowało się przyspieszyć. To było normalne pytanie. Przyjacielskie pytanie. Jakby przez cały czas byli kolegami, podczas gdy było zupełnie inaczej. Poza tym brzmiało to jak coś więcej niż pytanie przyjaciela. Czemu do cholery o tym pomyślał?

Przełknął gulę, która pojawiła się w jego gardle.

Więc, zakładam, że nie leżysz na łożu śmierci? -L

Nie, tylko na zwykłym łóżku. Byłem zbyt zmęczony, a pan T by mnie uśpił –H

Współczuję idiocie, który zasypia na jego lekcjach -L

Kiedy tylko wiadomość została wysłana, Louis natychmiast chciał ją cofnąć. Po prostu powiedz mu, że zobaczysz się z nim później, zanim palniesz coś jeszcze głupszego. Ale czy to nie był cały cel tego zadania? Poznać siebie? Louis już mógł powiedzieć, że Harry był strasznie leniwy, jeśli chodziło o szkołę. Poza tym był zabawny. Tak Harry był zabawny.

Uświadomię cię, że właśnie się zaśmiałem. Dobrze, że nikogo tu nie ma –H

Powinieneś zobaczyć mnie. Śmieję się jak idiota do samego siebie –L

Więc jestem zabawny? :) Rozmawiając o tym spotkaniu… Możesz wpaść do mnie kiedy skończysz trening. Czy wolisz, żebym ja przyszedł do ciebie? -H

Louis czytał wiadomość raz za razem. Było w niej coś (może to ta uśmiechnięta buźka, która była znakiem przyjaźni) co wywołało u niego emocje, których nie potrafił nazwać. Nie wiedział co to było, ale wiedział, że na pewno nie było złe.

Pomyślał o swojej sypialni, która była zawalona, rzeczami jego i Zayna (głównie Zayna), a poza tym cały czas śmierdziała marihuaną. Był pewien, że Harry potrafił imprezować jak Zayn, ale przebywanie w jednym pokoju z jego naćpanym (bo najwyraźniej chłopak miał napad kreatywności) kumplem, byłoby odrobinę rozpraszające.

U ciebie. Będę kwadrans po osiemnastej –L

Ani sekundy później –H

Nie za wcześnie na taką zuchwałość? Do zobaczenia -L

Prawda była taka, że Louis nie chciał, by ich rozmowa się kończyła, ale musiał. Im dłużej rozmawiali tym dziwniejsze uczucia wypełniały Louisa, a on nie potrafił ich rozpoznać. Zastanawiał się czemu tak długo unikał Harry’ego. Ale obaj znali odpowiedź i to było na tyle ważne, żeby trzymać go z daleka od loczka.

Ale następna wiadomość Harry’ego sprawiła, że był bliski wyrzucenia tych myśli z głowy.

Nie mogę się doczekać –H



Nienawiść była zabawną rzeczą. Ze wszystkich emocji, które mógł odczuwać, nienawiść była najsłabszą. Wystarczyło pomyśleć… Zawsze zaczynała się od małej iskry złości albo jakiegoś nieważnego zdarzenia, które mogło nawet nie bardzo się liczyć. Nienawiść była stała. Nie ruszała się, nie rozwijała się, nigdy nie sięgała głębiej niż do skóry.

Naprawdę, wszystko czego potrzebował, żeby przekonać do siebie Louisa, było kilka miłych słów, uśmiech czy wiadomość, żeby uświadomić komuś, że się myli, że nie nienawidzą cię. To właśnie Harry myślał o jego relacji z Tomlinsonem, kiedy przeszukiwał szafę w poszukiwaniu stroju, który spodoba się niebieskookiemu łyżwiarzowi (zamknijcie się, to wcale nie jest, aż tak babskie zachowanie). Musiał tylko zrobić coś, żeby pokazać chłopakowi, że jest zupełnie inny niż do tej pory tamten sobie wyobrażał, co nie mogło być tak trudne, bo w wyobrażeniu chłopaka, był pewnie na jego czarnej liście, wyżej niż najgorsi terroryści, podczas gdy prawdziwy Harry był… Cóż, nie był taki zły.

Musiał wywrzeć na szatynie wrażenie do najbliższej środy, żeby po zakończeniu zadania chłopak nie zerwał z nim kontaktu

Nienawiść była zabawną i interesującą rzeczą, ale miłość była silniejsza.



Krok, krok, obrót, ślizg, obrót, skłon, podskok, wylądowanie, obród, ślizg, wirowanie, obrót, skłon, podwójny Salchow, podwójna pętla…

Louis próbował ułożyć swoją choreografię tak, żeby idealnie pasowała do muzyki. Nieszczególnie lubił tą część zawodów. Delikatna, klasyczna muzyka była odrobinę zbyt wolna i zbyt relaksacyjna, ale dzięki tej części mógł wygrać parę złotych medali.

Reszta drużyny, już skończyła trening, ale Louis jako ulubieniec, miał „przywilej” zostawania dłużej i wychodzenia jako ostatni. Trudnością w dopracowaniu układu nie było to, że nie włożył w to serca, szczerze mówiąc, Louis nie pamiętał czasów kiedy nie wkładał serca w jazdę. Był nieco rozproszony przez zbliżające się spotkanie z Harry’m i świadomość, że się spóźni, jeśli zaraz nie skończy ćwiczyć. Trener Cowell zdecydował, że tego dnia każdy przejdzie przez wydłużony trening, mimo tego, że tylko część z nich brała udział w zawodach. Obserwowanie jak wskazówki zegara nieubłaganie wskazują osiemnastą, było dla Louisa agonią.

Louis odwrócił się, kiedy wykonał potrójną pętlę, tak, że teraz jechał po lodzie tyłem. Kiedy osiągnął dobrą prędkość, uniósł do góry prawą nogę i zaczął obracać się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Uniósł nogę zginając ją w kolanie tak, że wewnętrzna część uda i łydka były ułożone równolegle do tafli. Później wypchnął biodra do przodu, dzięki czemu mógł odchylić się do tyłu, aż jego plecy były niemal równolegle do lodu. Pozycja ta powodowała niemiłe palenie i rozciąganie się mięśni, jego pleców i brzucha, ale czuł się też dobrze, bo wychodziło mu to całkiem nieźle.

Muzyka ucichła chwilę po tym i Louis prześliznął się po lodzie, zatrzymując się przy poręczy, starając się ukryć fakt, że dyszał z wysiłku. W końcu cztery i pół minuty to całkiem sporo czasu, ale to był przecież długi konkurs. Zerknął na trenera, z oczekiwaniem, a starszy mężczyzna, skinął lekko głową. Louis z ulgą stwierdził, że nauczyciel nie zauważył jego rozkojarzenia.

-Bardziej ugnij kolana przed podskokiem – pouczył go Cowell – Musisz się wybić wyżej.

Louis pokiwał głową zapamiętując informację.

-Spróbować jeszcze raz? – poruszył się, ale Simon pokręcił głową.

-Wystarczy na dziś – Louis pokiwał głową i zaczął odjeżdżać, wiedząc, że może odejść – Och, i Louis?

Chłopak zatrzymał się i odwrócił się do trenera, który obserwował go z dziwnym wyrazem twarzy.

-Weź jutro wolne. Za ciężko pracujesz.

Przez sekundę Louis, mógł tylko powtarzać w głowie „choleracholeracholeracholerajakonsiędowiedział”. Jak Cowell dowiedział się, że trenuje po godzinach? No i dlaczego go za to wynagradzał? Nie, nie mógł wiedzieć. Ale jeśli nie wiedział to czemu dawał mu dzień wolnego? Nikt, absolutnie nikt nie był zwalniany. Czy trener myślał nad tym, żeby nie pozwolić mu wziąć udziału w zawodach? To był jego ostatni rok! Musiał!

-Naprawdę nie potrzebuję przerwy, trenerze – powiedział Louis – Jest w porządku.

-Jest lepiej niż w porządku, Louis i nie mam wątpliwości co do tego, że nie chcesz przerwy – odparł – Jednak, myślę, że jej potrzebujesz. Zasługujesz na nią. Teraz możesz iść.

Takie pożegnania złościły Louisa, kiedy był młodszy, ale teraz już zdążył się przyzwyczaić. Opuścił lodowisko, zdezorientowany z natłokiem myśli, nie do końca rozumiejąc co się zdarzyło. Simon nie mógł poważnie rozważać, odsunięcie go od uczestnictwa w zawodach. Chyba, że poznał jego sekret. Louis wszedł do szatni i szybko się założył koszulkę w czarno białe paski i jasno turkusowe, obcisłe dżinsy. Próbował się uspokoić, jednak wiedział, że będzie się tym martwił aż do sobotniego treningu.

Louis już miał opuścić szatnię z torbą jak zwykle przewieszoną przez ramię, kiedy dostrzegł swoje odbicie w lustrze. Bez wątpienia wyglądał na zmartwionego. Można to było dostrzec po samym wyrazie jego oczu, które nerwowo zerkały z odbicia. Widać było również jego zmęczenie. Co prawda nie miał sińców pod oczami, ale nie wiadomo było jak długo będzie mógł zostać na nogach. Chęć pójścia do sypialni, położenia się i przespania całej nocy, była niemal obezwładniająca, ale nie mógł odwołać spotkania z Harry’m. W końcu jego ocena od tego zależała. Opłukał twarz wodą, by się trochę rozbudzić i opuścił szatnię.

Na zewnątrz było chłodno, kiedy wyszedł z hali i ruszył w kierunku męskich sypialni. Słońce wisiało nisko na niebie. Zapowiadał się piękny zachód i Louisowi przemknęło przez głowę czy Zayn będzie próbował go uchwycić. Oczywiście jeśli nie mieli z Liamem planów na wieczór. To, że spędzali razem czas nie było dziwne, pomimo wielkiej różnicy pozycji w społeczności szkoły. Mieli prawo lubić siebie nawzajem.

Niedorzeczne było to jak gorące potrafiły być angielskie lata, szczególnie kiedy zaraz po nich następowała jesień i zima, która wywiewała wspomnienia ciepła z umysłów. Zbliżał się koniec października i Louis mógł z łatwością stwierdzić, że kiedy nadejdzie zima, będzie brutalna. (lol, winter is coming* dop. autorki).

Pozwolił myślom odpłynąć i zanim się zorientował wkroczył do budynku w którym znajdowały się męskie sypialnie, idąc w kierunku schodów. Zaczął się po nich wspinać, mijając kolejne piętra i odruchowo poprawiając włosy, które opadły mu na czoło. Kiedy wreszcie stanął przed drzwiami Harry’ego, czuł jakby mięśnie jego nóg płonęły. Zapukał tylko raz, a drzwi natychmiast się otworzyły. Widok hokeisty był wystarczający, żeby sprawić, by Louis zapomniał o swoich obawach dotyczących łyżwiarstwa.

Harry stał w progu ubrany w ściśle przylegającą do ciała, czarną koszulkę w serek i dżinsy zawieszone nisko na biodrach. Patrzył na swoje dłonie, próbując wyciągnąć trochę pieniędzy z portfela.

-Jeśli myślisz mi o płaceniu za moje towarzystwo, to przestań, Styles – oznajmił Louis, obserwując chłopaka w rozbawieniu.

Reakcja Harry’ego była bezcenna. Upuścił portfel i natychmiast się wyprostował, a jego oczy wyglądały jak dwa zielone talerze.

-Louis! – wykrztusił.

-Ja! – odparł chłopak, wywracając oczami – Spodziewałeś się kogoś innego?

-Co? Nie – powiedział Harry, za szybko, żeby być przekonującym.

-Jaaasne – Louis zakołysał się na stopach.

Harry nie poruszył się ani trochę, by wpuścić łyżwiarza do sypialni, więc chłopcy po prostu gapili się na siebie przez moment.

-Wpuścisz mnie?

-Och, jasne – loczek schylił się po swój portfel po czym cofnął się, gestem zapraszając Louisa do środka - Wejdź.

Louis oczekiwał, że pokój Harry’ego będzie wyglądał jak pokój każdego nastolatka, kompletna katastrofa i bałagan, ale okazało się być inaczej. Pokój był stosunkowo czysty, ale jedna jego część była dosłownie nieskazitelna. Naprawdę. Nie było tam nawet odrobinki kurzu, łóżko było idealnie posłane i wszystko! Louis nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio on posłał swoje łóżko. Chodziło w końcu o to, żeby kołdra i koce leżały na materacu, to było dla niego wystarczająco.

Pierwszą myślą, która przemknęła Louisowi przez głowę, było Czy naprawdę posprzątał tu dla mnie? Po chwili zrozumiał jednak jak niedorzeczna była ta myśl. Mimo to odwrócił się do Harry’ego i uniósł brwi.

-Zabawne – powiedział – Nie wiedziałem, że nasze mamy mogą przychodzić i sprzątać za nas nasze pokoje.

-Zamknij się – Harry wystawił język i odwrócił się, podchodząc do łóżka i siadając na nim po turecku – Po prostu nie lubię bałaganu.

-W takim razie dobrze, że nie jesteśmy u mnie – oznajmił Louis i dołączył do loczka, siadając na krawędzi łóżka – Mógłbyś umrzeć na zawał.

-Możesz to napisać w swojej pracy – odparł Harry – Ma, niemęską niechęć do bałaganu.

-Mogę… - mruknął – Ale to mogłoby źle wpłynąć na moje obserwacje. Mam na myśli… Co jeśli będziesz zmuszony podjąć się pracy w brudnych miejscach?

-Nie będę… Jestem kapitanem drużyny hokejowej Szmaragdowych Wzgórz – oznajmił chłopak, krzywiąc się zabawnie.

-O mój Boże – powiedział Louis – Nie przygniataj mnie ogromem swojego autorytetu!

Harry wybuchł głośnym śmiechem, a Louis poczuł jak jego serce rośnie z dumy. Właśnie tego chciał wcześniej… Ale moment… Nie, nie mógł chcieć czegoś takiego z Harry’m. Nie powinni być przyjaciółmi.

-Wiesz, taki jestem – powiedział chłopak i, słodka Maryjo, puścił Louisowi oczko.

Kto w ogóle to robił, nie licząc głupich komedii romantycznych? Serio, czy to w ogóle było dozwolone w normalnym świecie?

-Chciałbyś - wywrócił oczami Louis.

Między nimi zapadła cisza, która wcale nie była tak niezręczna, ale nie była również przyjemna. Louis spojrzał na podłogę, potem na ściany, by tylko uniknąć spojrzenia na Harry’ego, który wyraźnie nie mógł oderwać oczu od niego. Czuł się dziwnie, niepewnie pod jego badawczym spojrzeniem. Czy coś było z nim nie tak? Czy jego włosy nadal były mokre od wody?

-Mam coś na twarzy? – spytał nagle Louis, przerywając ciszę.

Harry wyglądał na oszołomionego, nagłym dźwiękiem, ale po chwili wyraz jego twarzy przekształcił się w urocze zdziwienie.

-Nie, czemu?

-Po prostu… Gapisz się – mruknął Louis, próbując pokazać Harry’emu co było w tym dziwnego – Zazwyczaj ludzie się na mnie nie gapią, chyba, że mam coś na twarzy, albo akurat jeżdżę na łyżwach.

-Może powinni.

Louis wydał z siebie zaskoczony odgłos i wytrzeszczył oczy.

-Co?

Głośne pukanie do drzwi, przerwało im rozmowę. Chłopak z Cheshire zerwał się z łóżka i pomknął do drzwi, otwierając je szeroko. Louis spodziewał się Liama (co było głupie, bo w końcu chłopak tam mieszkał i miał swój własny klucz) albo Nialla, ale okazało się, że był to dostawca z lokalnej pizzerii, jedynej, która dowoziła pizzę do Akademii.

-To będzie 13.50 – oznajmił chłopak trzymający pudełko, wyglądając na znudzonego i rozczarowanego swoim smutnym życiem.

Harry podał mu wyliczoną kwotę i odebrał pudełko. Dopiero wtedy Louis zorientował się, że jedzenie jest dla nich i dlatego Harry otworzył mu drzwi z portfelem w dłoni. Kupił im kolację.

Razem z El jedliśmy pizzę na pierwszej randce. Louis niemal się wzdrygnął, kiedy ta myśl pojawiła się w jego głowie. Czemu o tym pomyślał?

Harry zamknął drzwi i wrócił do Louisa, kładąc pudełko między nimi na łóżku i ponownie zajmując swoje miejsce.

-Więc – zaczął, otwierając karton i wyjmując gorący kawałek pysznej, serowej pizzy – Jak powinniśmy zacząć?

Louis nachylił się, wziął kawałek pizzy i ugryzł. Nie przyznał by tego na głos, ale był wdzięczny za to, że Harry pomyślał o jedzeniu. Po długim dniu w szkole i wyczerpującym treningu, niemal umierał z głodu.

-Co myślisz o szkole? – zapytał Louis, nie przejmując się tym jak głupie było pytanie – Wiesz, biorąc pod uwagę, że dziś cię nie było i tak dalej.

Harry zerknął na niego.

-Będziesz mi to wypominał do końca życia, prawda? Szczerze mówiąc, chyba myślę o szkole to co każdy inny. Jest okropna.

-Wiem o czym mówisz. Cały czas czuję się jakbym marnował czas – Louis uśmiechnął się lekko.

-Dokładnie! Nie rozumiem dlaczego musimy robić większość rzeczy, które każą nam robić.

Louis z wczoraj około szóstej rano, powiedział by coś w stylu „Tak jak ten projekt” z impertynencją. Bo taką osobą był (sassmasta from Doncasta, co? XD dop. Tłumaczki). Ale ten Louis teraz, nie mógł się zdobyć na złośliwość.

-Jaki jest twój ulubiony kolor? – spytał Harry zanim Louis wystrzelił z kolejnym boleśnie nudnym pytaniem.

-Nigdy się nad tym jakoś nie zastanawiałem – zmarszczył brwi, zamyślony – Ale… Cóż… Fioletowy jest w miarę ładny.

-Tak – pokiwał głową Styles - Ja przez pewien czas lubiłem czerwony, ale teraz podoba mi się niebieski.

Dłoń Louisa w której trzymał kawałek pizzy, zamarła w połowie drogi do ust.

-Niebieski?

Harry patrzył mu prosto w oczy, niezłomnie.

-Mhm. Nie taki królewski błękit, czy coś… Jaśniejszy… Bardziej jak ocean.

Serce Louisa zamarło, kiedy usłyszał słowa Harry’ego. To był przypadek. Cholera jasna. Zupełnie naturalny i nie dziwny zbieg okoliczności, że ulubionym kolorem Harry’ego był dokładnie, kolor oczu Louisa.

-O-okej – zająknął się, próbując, zabrzmieć naturalnie – Też jest ładny. Jaki jest twój ulubiony… Film?

-Obiecujesz, że nie będziesz się śmiać? – Harry zmrużył oczy.

-Och nie! Jesteś jednym z tych skrytych fanów „Pamiętnika” prawda?

-Hej! Dla twojej informacji „Pamiętnik” to dzieło geniusza romansu! – Harry próbował wyglądać na obrażonego, ale w końcu wybuchł śmiechem.

-A mówią, że to ja jestem Królową Lodu – prychnął szatyn.

-W każdym razie. Nie powiem ci dopóki nie obiecasz.

-Dobra – westchnął – Ale żadnej pinky promise**. Nie jestem dziewczyną.

Harry wywrócił oczami.

-Bambi.

Louis był przygotowany na wszystko, poza tym. Harry mógł powiedzieć, że jego ulubiony film był o szukaniu martwych zwierząt, albo o dziwnych fetyszach i nie byłby tak zaskoczony jak wtedy kiedy Harry powiedział tytuł filmu.

-Ten o jelonku?

-Obiecałeś się nie śmiać! – Harry ukrył twarz w dłoniach – Jestem dużym dzieckiem, okej?

-Nie, nie, nie, nie będę się śmiać. Po prostu fakt, że to jest twój ulubiony film, jest… - Naprawdę cholernie uroczy – Zaskakujący. To wszystko.

Harry zerknął na niego przez palce.

-Jestem pewien, że twoim ulubionym filmem jest coś męskiego.

-Nie bardzo. To „Grease” – prychnął Louis.



Harry nagle wybuchł śmiechem, nie próbując ukryć faktu, że uważał to za niedorzeczne.

-Okej, o wiele gorsze niż „Bambi”

-Co?!

-„Grease” to musical – wyjaśnił Harry – Musicale są trzy razy bardziej kobiece niż filmy Disneya, to sprawdzony fakt.

Jak to się sprawdza?

-A co z filmami Disneya, które są musicalami?

-Jeśli nikt nie wie, że je oglądasz… - zaczął rozważać Harry.

Zaśmiali się razem, a ich głosy połączyły się, a Louis zaczął podziwiać jak piękny był śmiech Harry’ego. To miało sens, w końcu głos którym mówił też był naprawdę ładny, ale jego śmiech był specjalny. Brzmiał jak… Louis nawet nie wiedział do czego go porównać. Jak promienie słońca i cała masa innych gejowskich rzeczy.

Od tego momentu rozmowa przebiegała z łatwością. Chłopcy bez trudności zmieniali tematy. Kiedy Liam w końcu wpadł do pokoju, z oczami wlepionymi w ekranik telefonu, z podekscytowanym Niallem uwieszonym na ramieniu, gadającym do niego, dwójka już kończyła pizzę. Louis na chwilę porzucił swoją surową łyżwiarską dietę i naprawdę siedział na łóżku, w dodatku stosunkowo blisko Harry’ego. W zasadzie ich ramiona otarły się o siebie kilka razy. Policzki bolały ich od śmiechu, a brzuchy od zjedzonego jedzenia.

Louis pożegnał się o dwudziestej pierwszej z uśmiechem, wracając myślami do wszystkiego czego dowiedział się o Harry’m przez te krótkie kilka godzin. Miał najdłuższy na świecie tułów, jego siostra siłą zaciągnęła go na premierę dwóch pierwszych części „Zmierzchu” o północy (które nie były takie złe), a jego ulubionym jedzeniem była pizza. W końcu Louis czuł się na tyle swobodnie, że przyznał, że jego ulubioną osobą (poza Zaynem) jest jego mama, nie przejmując się tym jak głupio i dziecinnie to brzmiało. Harry jednak nie śmiał się z niego. Ku jego zaskoczeniu, chłopak po prostu popatrzył na niego i z rozbrajającą szczerością odparł, że jego też.

Naprawdę zadziwiające było jak szybko przeszli od Harry’ego Stylesa i Louisa Tomlinsona, gwiazd sportu Akademii Szmaragdowych Wzgórz, do Harry’ego i Louisa… Znajomych.

Louis nie był geniuszem, ale wiedział, że powoli się zaprzyjaźniali… I nie miał nic przeciwko. Wręcz przeciwnie. Cieszył się, dopóki nie uświadomił sobie, że musieli ze sobą rozmawiać tylko przez najbliższy tydzień. Wtedy uśmiech zniknął z jego twarzy.

Za tydzień wszystko wróci do normy. Harry nie będzie więcej spędzał z nim czasu. Nie będą zmuszeni do rozmawiania ze sobą i wrócą do nienawidzenia siebie. Louis poczuł się głupio, że myślał, że mogą być przyjaciółmi. Harry był po prostu dobry w gadaniu z ludźmi. To wszystko. Nie obchodził go Louis. Ani trochę.

*Przepraszam, ale wręcz musiałam to zostawić. Ali to dodała, a ja jako wielka fanka „Gry o Tron” po prostu nie miałam serca tego usunąć :)

**Jeśli ktoś nie wie, Pinky Promise to obietnica, polegająca na skrzyżowaniu małych palców u rąk. Faktycznie robią to głównie dziewczyny i dzieci. To pewnie ma polską nazwę, ale angielska bardzo mi pasuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz