- Chyba się zakochałem - oznajmił Louis, podpalając kolejnego papierosa.
Obaj leżeli na niepościelonym łóżku Zayna, nadzy, ze skórą przyozdobioną kropelkami potu, wygrzewając się w łunie światła. Ich zmiana była frustrująca; wielu irytujących klientów i rzeczy, które nie szły zgodnie z planem, co poskutkowało tym, że obaj upuścili nieco pary, tak jak weszło im w nawyk. Oświadczenie Louisa sprawiło, że Zayn przekręcił się na bok, żeby znaleźć się z nim twarzą w twarz, z bardziej przestraszoną, niż zaintrygowaną miną na jego pięknym obliczu.
- Co, co diabła, masz przez to na myśli? We mnie…?
Louis parsknął, zaciągając się głęboko papierosem.
- Nie pochlebiaj sobie, ciągle jesteś denerwującym dzieciakiem. - A po krótkiej pauzie dodał. - W Harrym.
- W Harrym? Tym wysokim, bardzo pięknym facetem, z którym mieszkasz? Nie mogę powiedzieć, że cię winię, koleś jest… szalenie seksowny.
Zayn spotkał Harry’ego kilka razy, Louis nalegał, żeby zabierać go do baru, kiedy chłopak nie miał nic lepszego do roboty, gdzie on i Zayn przez całą zmianę śmiali się do rozpuku, obserwując, jak Harry zmuszony był odpierać zaloty zarówno dziewczyn, jak i chłopaków. To było niezłym źródłem rozrywki. Raz czy dwa.
- Nie chodzi o to, że jest seksowny, naprawdę uważasz mnie za tak płytkiego? Ale tak, zgadzam się, że jest prawdziwą pięknością, chodzi po prostu o to… Nie wiem. Przy nim czuję się bezpiecznie, rozśmiesza mnie, zawsze poprawia mi humor i się o mnie troszczy. Pamiętasz, jak dwa tygodnie temu się rozchorowałem?
- No, byłeś nieźle udupiony.
- Cóż, Harry zajmował się mną przez cały czas, przygotował mi kąpiel, następnie zrobił herbatę i zupę i przytulał mnie przez cały dzień na kanapie. A potem zaniósł mnie do łóżka i ze mną spał, ponieważ nie chciałem być sam.
Oczy Zayna rozszerzyły się troszeczkę.
- Taa, to są poważne rzeczy. Co cię powstrzymuje?
Louis wzruszył ramionami, ponownie głęboko zaciągając się dymem.
- Wydaje mi się, że się boję. Boję się, że tego nie odwzajemni, że go odstraszę. Nie znamy się tak długo, ale czuję, że nie chcę, aby kiedykolwiek mnie opuścił. Wiesz, co mam na myśli?
Zayn przytaknął, siadając prosto, żeby złapać swoją butelkę z wodą z szafki nocnej.
- Chcesz, żebym wtrącił swoje trzy grosze? Każdy facet, który zajmuje się tobą w taki sposób, musi przynajmniej się o ciebie troszczyć, poza tym nie wiem, jak w przeciwnym wypadku ktokolwiek wytrwałby z tobą w tym samym mieszkaniu przez tak długi czas, jesteś irytującym chujem. - Louis rzucił poduszką w Zayna, który trząsł się ze śmiechu, śmiejąc się nawet bardziej, kiedy poduszka całkowicie go minęła i ze stąpnięciem wylądowała na podłodze. Louis wydął wargi, gasząc swojego papierosa. - Ale tak na serio, wydaje mi się, że powinniśmy pójść kiedyś wszyscy na obiad lub drinka, a potem przeanalizuję to i powiem ci, co myślę.
- Dla mnie brzmi dobrze, zresztą i tak muszę jeszcze odwiedzić to bistro, w którym pracuje, bo dotąd nie miałem czasu. Chcesz pójść tam w następnym tygodniu na późny obiad? Obaj mamy wolne w czwartek, a on kończy o północy, moglibyśmy pójść potem na drinka - zaproponował Louis, wstając z łóżka, żeby odszukać swoje porozrzucane po pokoju ubrania.
- Niezły plan. Wiesz, że możesz tu zostać? Nie ma potrzeby się spieszyć, w końcu nie czeka na ciebie w domu żona.
Louis uśmiechnął się głupkowato, przytakując, gdy wśliznął się w swoje bokserki.
- Nie, nie czeka na mnie żona. Ale piękny anioł o kręconych włosach już tak.
Zayn zachichotał.
- On rzeczywiście wygląda jak jeden z tych cherubinów z loczkami, zdecydowanie mógłby nim być.
Gdyby tylko Zayn wiedział, oj gdyby wiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz