niedziela, 9 marca 2014

*Sobotni Ranek

Harry nie wyjaśnił co miał na myśli swoim małym, lecz pełnym mocy stwierdzeniem, a Louis zdecydował, że to nie jego sprawa i nie ma prawa wymagać od chłopaka tłumaczenia. Powie mu, kiedy będzie gotowy. Mimo to niebieskooki chłopak poczuł jak rośnie w nim ciekawość. Co Styles mógł mieć na myśli?

Leżeli na trawie jeszcze trochę dłużej, rozmawiając o wszystkim co przyszło im do głowy, dopóki Louis nie zorientował się jak późno jest (wpół do pierwszej) i przypomniał sobie, że jutro rano miał trening. Był trochę zirytowany tym, że odpuścił swój wieczorny trening przez mecz i postanowił, że musi to nadrobić. Harry nie był jednak urażony. Powiedział tylko, że jest kilka imprez na których zapewne oczekują jego pojawienia się.

Oczywiście.

Razem wrócili do akademika, a Louis nawet się nie zorientował, że Harry odprowadził go do pokoju, zanim tam dotarli. Po raz pierwszy w życiu, żałował, że nie mieszkał chociaż kawałek dalej. Podobało mu się jak układała się ich znajomość, to wszystko. Była łatwa w ten sposób w jaki inne rzeczy dawno przestały być.

Obudził się w sobotę rano, totalnie na luzie, o dziewiątej. Była to miła odmiana od jego codziennych pobudek o wpół do piątej. Jeśli miał być szczery, to był jego najdłuższy od dłuższego czasu sen. Zayn nadal spał w swoim łóżku, chrapiąc donośnie z szerokok otwartymi ustami. Tomlinson miał przeczucie, że kiedy kruczo włosy chłopak się obudzi, będzie miał kaca, więc na stoliku nocnym postawił wodę i aspirynę. W końcu był najlepszym przyjacielem na świecie.

Ubrał się szybko i bez większych problemów (jeśli nie liczyć tego, że prawie się zabił wkładając spodnie… Czemu poza lodowiskiem musiał by ć taki niezdarny?) po czym zawiesił na rameiniu torbę i wymknął się z pokoju, delikatnie zamykając za sobą drzwi. Nikt jeszcze nie wstał, a nawet jeśli, to nie wyszli jeszcze z pokoi. Łyżwiarz samotnie opuścił budynek, nareszcie mając ciszę i spokój, potrzebne do ćwiczeń.

Po okropnym treningu, wczorajszego ranka, bał się, że jazda na łyżwach przestała mu wychodzić. Przeraziło go to bardziej niż cokolwiek na świecie. Jedynymi rzeczami, które kochał, były jego rodzina, Zayn i ten wspaniały sport, w którym uczestniczył z tak wielką pasją. Myśl, że mógłby to stracić, była… Nie do zniesienia. Nie. To było nie do pomyślenia. Nie mógł na to pozwolić. Dlatego nawet jeśli miał tylko dwie godziny treningu z osobistym trenerem, miał zamiar spędzić dodatkowe dwie godziny na lodowisku, doskonaląc swoją technikę (nie tylko tą wymaganą na egzamin)

Kiedy tam dotarł, lodowisko było już zatłoczone, ale nie aż tak jak bywało w dnie powszednie. To naprawdę nie miało sensu. Nigdy tylu łyżwiarzy nie spędzało swojego wolnego czasu ćwicząc, ale trudno. Grupy łyżwiarek chichotały ciągnąc za sobą swoje torby Zuca* z tandetnymi świecącymi kółkami, będąc bardziej dziewczęcymi niż Louis mógł znieść tak wcześnie rano. Kilku jego kolegów z drużyny też tam było, ale byli zbyt zajęci ćwiczeniami, by dostrzec Tomlinsona.

Widząc, że ma jeszcze trochę czasu, Louis usiadł na ławce i powoli zaczął się rozciągać. Czuł pulsujące pod skórą mieśnie, które jakimś cudem za każdym razem były tak spięte, że bolało. Chwilę później zakładał już łyżwy, zawiązując je i nawet o tym nie myśląc. Robił to już tyle razy, że był zdolny do zawiązania ich automatycznie. Kiedy był gotowy, podszedł do barierki i wszedł na lód, powoli zaczynając się poruszać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jego trenerka już tam była, ale wiedział, że dopiero kończy trening z którymś z podopiecznych.

Kiedy skończył robić okrążenia, zabrał się za podstawowe podskoki, by się rozgrzać, powoli przechodząc do podwójnych. Nie miał szansy zacząć potrójnych, bo usłyszał głos wołający go z drugiej strony tafli.

-Tomlinson, tutaj!

Louis podjechał do kobiety, która go wołała. Karen. Jego prywatna trenerka od czterech lat. Była ona niską, lecz energiczną pięćdziesięciolatką. Jej włosy, w jasnym odcieniu rudości, okalały jej surową twarz. Poza tym zawsze pachniała cynamonem. Mimo tego, że pracowali razem tak długo i była dla niego prawie jak druga matka – zawsze wołała na niego po nazwisku.

Louis nie odpowiedział. Po protstu stanął przed nią. Karen zawsze powtarzała, że to łyżwiarze podjeżdżają do trenerów. Była to oznaka szacunku. Dlatego chłopak robił to za każdym razem.

-Spóźniłeś się – powiedziała chłodno, zerkając na niego znad okularów.

Łyżwiarz oparł się pokusia wywrócenia oczami. “Spóźnić się” w słowniku Karen znaczyło, że przyszedłeś idealnie na czas. Zawsze chciała, by jej podopieczni przychodzili przynajmniej pół godziny przed czasem.

-Przepraszam, Karen – powiedział, przygryzając wargę, by powstrzymać uśmiech, starając się wyglądać niewinnie.

-Nie marnuj mojego czasu, zrozumiano? - ciepło w jej oczach kontrastowało z jej ostrymi słowami – Zaczynajmy.




Natychmiast zaczęli pracę. Na początku Louis trenował wszystkie figury osobno. Dopiero potem Karen pozwoliła mu przećwiczyć układ. Na razie bez muzyki. Próbował oddychać spokojnie, bez zadyszki. Była to jedna z reczy, których nauczył się żyjąc na lodzie. Ćwiczył cały układ, upewniając się, że wkłada w ruchy całą swoją siłę i pasję. Patrząc na jego płynne ruchy, żaden przypadkowy obserwator, nie zdał by sobie sprawy z tego jak precyzyjne jest to wszystko. Każda łydka miała swoją pozycję, na której musiała znaleźć się w określonym czasie. Praca ta była żmudna, jednak nie wyczerpująca. Wręcz przeciwnie. Ożywiała go.

Jego aksel był na samym początku, ale Karen nalegała na pominięcie skoku i zajęcie się innymi rzeczami. Rozumiała, że miał ostatnio z tym problemy. Louis starał się nie pozwolić, by to uraziło jego dumę.

Kiedy w końcu wszystko przećwiczyli, trenerka pozwoliła mu powoli zacząć ćwiczyć z muzyką. Wolał te utwory od tych, przy których musiał jeździć na zawodach. Zaczynały się głosno i szybko, a potem przechodziły w coś łagodnego i słodkiego, co sprawiało, że jego ruchy były bardziej płynne, a on pozwalał muzyce płynąć przez ciało.

Pierwszy był podwójny lutz. Nie było w nim nic do myślenia. Ten skok był wymagany od każdego Seniora. Osobiście Louis, nigdy zbytnio go nie lubił i nie rozumiał, dlaczego był niezbędny. Zaraz po tym, była kombinacja potrójnego salchowa i podwónej pętli. Wykonywał każde ćwiczenie tak jak miało być wykonane, robiąc to jak najlepiej mógł, przy takiej ilości łyżwiarzy (którzy wyraźnie czuli nieodpartą potrzebę plątania mu się pod nogami)

W końcu nadszedł czas na potrójnego aksla. Louis chciał na chwię przerwać, by skupić się, tak mocno jak tylko się dało, ale nie mógł przerywać. Na teście nie będzie na to czasu, więc nie mógł wyrobić sobie nawyku przerywania w środku. Wziął głęboki wdech i wyskoczył. Przyciągnął ramiona blisko klatki piersiowej i pozwolił prawom fizyki zrobić resztę. Jeden obrót… Dwa obroty… Trzy i pół. Wylądował na prawej nodze i rozjerzał się dookoła, by sprawdzić, czy wszystko zrobił dobrze. Niemal stracił opanowanie i powagę, kiedy okazało się, że wylądował idealnie. Poczuł niemal obezwładniającą radość w środku. Jego aksel wrócił! Po kilku tygodniach sprawiania mu problemów, wreszcie wrócił, w całej swej okazałości.

Na zewnątrz nadal wyglądał jak oddany i skupiony na jeździe łyżwiarz, jednak w środku skakał z radości. Jego egzamin miał się odbyć za kilka tygodni i Louis miał pewność, że wszystko pójdzie dobrze.




Sobotni wieczór

Tomlinson położył się na plecach i westchnął, rozciągając się i pozwalając stawom strzykać. Chwilę później pozwolił mięśniom się rozluźnić. Nie czuł się ani trochę inaczej. Nadal był niesamowicie i niemal boleśnie znudzony. Jego oczy pomknęły w kierunku łóżka po drugiej stronie pokoju. Zayn wyszedł, co było stosunkowo rzadkim zjawiskiem, skoro jedynymi przyjaciółmi mulata był Louis oraz Mary Jane. Najważniejszym było jednak to, że chłopak zostawił Louisa na cały dzień. Około południa Tomlinson, wywnioskował, że Eleanor jest na niego zła i napisał do niej wiadomość, prosząc o spotkanie. Nie odpowiedziała.

Teraz był sam.

Oglądał dziesiąty sezon “Przyjaciół” (wcale NIE płacząc w poduszkę i NIE powtarzając “Nie idź, Rachel!”, mimo tego, że widział ten odcinek tysiąc razy i potrafił go zacytować słowo w słowo) na DVD, przez ostatnie kilka godzin, próbując nie rozmyślac nad własną żałosnością, kiedy zotrientował się, że mógł spędzić czas lepiej, pisząc do swoich przyjaciół.

Uśmiechając się, dumny ze swojego pomysłu (wow, naprawdę potrzebował życia), wyciągnął telefon i przejrzał swoje kontakty, szukając ofiary. El nie odpisywała, więc to było bezsensowe. Zayn najprawdopodobniej po prostu by go zignorował, albo zbył go, mówiąc, że jest zajęty. Zostawał Harry.

Był czas w którym Louis wahał by się do niego napisać (zwłaszcza jako pierwszy, bo nigdy tego nie robił), ale to zdawało się być wieki temu. Nigdy wcześniej nie był tak swobodny w kontaktach z inną osobą, tak krótko po nawiązaniu relacji. Teraz jednak wydawało się to łatwe, zwłaszcza, że Harry wydawał się zaakceptować Louisa w swoim życiu.

Myślisz, że można umrzeć z nudów? -L

Odpowiedź przyszła tak szybko, że było to przerażające.

Nie możesz umrzeć. Moja ocena z angielskiego zależy od ciebie. -H

Louis wywrócił oczami.

Nie o to chodzi, Styles. -L

Racja. Przepraszam. Czemu się nudzisz? -H

Bo mój najlepszy przyjaciel jest dupkiem i mnie porzucił </3 -L

Aww… Biedny Lou -H

Nie sprawiaj, żebym żałował tego, że do ciebie napisałem -L

To, że Harry nie odpowiedział od razu, nie było czymś wielkim. Nie było też takie, kiedy odpowiedź nie przychodziła po minucie i dwóch, jednak kiedy po dziesięciu minutach, Louis nadal nie dostał odpowiedzi, zaczął się przejmować bardziej. Zerkał na telefon co kilka minut… Dobrze, co kilka sekund… Żeby upewnić się, czy przypadkiem nie przeoczył wiadomości od Harry’ego. Niestety. Niecierpliwie bębił palcami o ramę łóżka, nie mogąc usiedzieć spokojnie.

W jego sercu pojawiło się nieprzyjemne uczucie zawodu. Natychmiast wytknął sobie, że to babskie. Harry na pewno był po prostu zajęty, albo nie chciało mu się odpowiadać… To nie był koniec świata. Czemu w ogóle Louis się przejmował tym, że…

Jego myśli przerwało ciche pukanie do drzwi. Chłopak zmarszczył brwi, zastanawiając się kto to mógł być. Zayn, by nie pukał…. Może El chciała przeprosić za ignorowanie go, albo któryś z sąsiadów chciał na niego nawrzeszczeć, żeby ściszył telewizor.

Wstał z łóżka i ruszył do drzwi, ostrożnie je otwierając. Jego szczęka opadła do podłogi. W korytarzu stał Harry, uśmiechając się od ucha do ucha. Bez słowa, chłopak chwycił jego dłoń, wyciągnął go z pokoju (powodując, że Louis omal na niego nie wpadł) i zamknął za nim drzwi.

W następnej chwili już biegli korytarzem z nadludzką prędkością, nadal trzymając się za dłonie. Louis był zbyt zaskoczony, by cokolwiek powiedzieć. Otwierał usta, tylko po to, by po chwili znowu je zamknąć. Za każdym razem, kiedy próbował się odezwać, gubił się w swoich myślach, więc po prostu ścisnął mocniej dłoń Harry’ego i pozwolił młodszemu chłopakowi, pociągnąć go korytarzem. Osoby, które mijali, rzucały im zaskoczone i zdziwione spojrzenia.

Dopiero kiedy dotarli do schodów, Louis przypomniał sobie, że umie mówić.

-Co ty robisz? - usłyszał swój głos, pełen zaskoczenia.

-My – poprawił go Harry, zerkając przez ramię na Louisa, nadal uśmiechając się szeroko – Rozwiązujemy problem twojej nudy – pociągnął Tomlinsona za dłoń (którą nadal trzymał), ciągnąć go za sobą jeszcze szybciej.

Louis przyspieszył, starając się nie potknąć o własne stopy. Nie przeszkadzało mu trzymanie się za ręce… To po prostu wydawało się dobre. Harry miał na niego taki wpływ, jakby był stabilny, co było zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że wcześniej zawsze czuł się, jakby nieustannie balansował na krawędzi.

Poczuł wzbierającą w nim radość, połączoną z tym dziwnym, łaskoczącym uczuciem, spowodowanym faktem, że Harry porzucił wszystko co akurat robił, tylko po to, żeby spędzić czas z Louisem. Ale dla niego, pewnie to było nic. Pewnie po prostu nie był zajęty i pomyślał, że spędzenie czasu z nim może być fajne.

-A jak mamy zamiar to zrobić? - spytał Louis, jednocześnie z rozbawieniem i zdziwieniem.

-Wyruszamy na przygodę.

-Lubisz niespodzianki, co? - szatyn powstrzymał westchnięcie.

-Tak – chłopak niemal czuł jak Harry uśmiecha się szerzej.

Niebieskooki skrzywił się teatralnie, ale nie powiedział nic więcej po czym podążył za swoim-nie, nie swoim! - Przyjacielem, który poprowadził go schodami, przez hol, aż w końcu do wyjścia z budynku. Słońce wisiało wysoko na niebie, mimo tego, że było po piątej. W tej chwili cieszył się, że miał na sobie buty, kiedy Harry zdecydował się go porwać. Dopiero po chwili zwrócił uwagę na swój strój i jęknął z niezadowoleniem.

-Harry, nie jestem odpowiednio ubrany – mruknął, nie przejmując się tym, że (znowu) gada jak dziewczyna. W głowie przeklął swoje lenistwo. Nadal był w ubraniach z treningu – spodnie do jazdy, kurtka North Face i w ogóle.

Harry nawet nie odwrócił się, by na niego spojrzeć, tylko wydał z siebie zabawny dźwięk, którego znaczenia Louis nie mógł zrozumieć.

-Wyglądasz dobrze, Lou – sposób w jaki to powiedział, wywołał u Louisa mieszane uczucia, bo był niemal pewien, że zaraz po tym usłyszał ciche “zawsze wyglądasz dobrze”, ale było to na tyle niedorzeczne, że po prostu odepchnął od siebie tą myśl.

Oczywiście, Harry wyglądał zupełnie normalnie (Louis zignorował to, że podświadomie pomyślał o tym, że wygląda nieco lepiej niż “normalnie”). Ubrany był elegancko, w porównaniu z tym co miał na sobie po grze. Miał na sobie czarną bluzę z podwiniętymi do łokci rękawami, które odsłaniały jego opalone przedramiona (jak ludzie w ogóle opalali sobie przedramiona?) oraz zwykłą białą koszulkę i ciemne rurki.

Louisowi nie zajęło dużo czasu, by zorientować się, że wychodzą z kampusu. Szmaragdowe Wzgórza nigdy nie zakazywały starszym uczniom opuszczać terenu szkoły w weekendy (poza tym, nawet jeśli nie miało się pozwolenia na wyjście, bardzo łatwo można było się wymknąć). Nie bylo więc zaskoczeniem, że bez problemu wyszli przez bramę. To co zaskoczyło starszego chłopaka, to to, że Harry puścił jego dłoń (Louis zdążył już zapomnieć, że nadal ją trzyma). Szatyn od razu zatęsknił za uczuciem dłoni Harry’ego ściskającej jego, kiedy poczuł chłodne powietrze na ręce. Ale Styles musiał złapać taksówkę, a to, że Louis chciał trzymać go za rękę nie miało większego sensu, więc po prostu odpuścił. Kiedy loczkowi udało się przywołać samochód, odwrócił się i z szerokim uśmiechem spojrzał na Louisa.

-Panie przodem – uśmiechnął się, otwierając drzwi.

Tomlinson wywrócił oczami i żartobliwie uderzył chłopaka w ramię, ale wskoczył do samochodu, gotowy na rozpoczęcie prawdziwej przygody.
~*~

W końcu wylądowali w kinie, które nie było miejscem szczególnie ekscytującym jeśli chodzi o cel przygody, ale serce Harry’ego i tak waliło. Wyszedł gdzieś z Louisem. W miejsce, które nie było na terenie szkoły, co było wiele, wiele lepsze od zwykłego obserwowania gwiazd. Zawsze, gdy byli razem, Harry bał się, że nadejdzie moment, w którym Louis uzna, że wcale nie jest taki super i po prostu go zostawi. Czas spędzony wspólnie był cenny.

Nie musiał się dwa razy zastanawiać, kiedy usłyszał, że Louis się nudzi. Był niesamowicie wdzięczny za to, że pozwolił mu odprowadzić się poprzedniej nocy, dzięki czemu wiedział, gdzie mieszka Tomlinson. Tak naprawdę, prawie o tym nie myślał. W jednej chwili dostał od chłopaka wiadomość, a w drugiej już był w drodze do jego pokoju, jakby go przyciągał.

Nie zdał sobie nawet sprawy z tego, że trzymają się za ręce, dopóki Louis się nie odezwał i go to nie uderzyło. To było wystarczająco, by puścił dłoń szatyna i wrócił do swojej bezpiecznej strefy, gdzie jego uczucia nie były, aż tak intensywne. Bo Louis nie puścił jego dłoni, niezależnie czy zdawał sobie z tego sprawę, czy nie. Nawet ściskał jego dłoń, więc musiał wiedzieć co robi. Oczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego jaki to miało wpływ na Harry’ego, ale przynajmniej był świadomy faktu, że trzymali się za ręce.

Louis sprawiał, że tracił swoją zuchwałość. Po prostu miał na niego taki wpływ. Nie planował spędzać z nim czasu po grze, ale kiedy zobaczył chłopaka na trybunach, nie mógł się oprzeć. Louis przyszedł na mecz. Przyszedł zobaczyć jak Harry gra (pewnie nie po to, żeby zobaczyć jak gra, ale trudno). Sam ten fakt sprawił, że skoczył mu poziom adrenaliny i zaproponował mu wspólne spędzenie czasu, zanim to porządnie przemyślał., a odpowiedź Louisa sprawiła, że zaparło mu dech w piersi, a jego serce zabiło szybciej. Myślał, że lubił Louisa wcześniej, zanim w ogóle zaczęli ze sobą rozmawiać, ale się mylił. To co czuł teraz było zupełnie inne. To było prawdziwe, przełomowe i nowe i fantastyczne i prawdziwe. Jego serce płonęło czymś czego jeszcze nigdy nie czuł.

Wiedział, że to nie skończy się dla niego dobrze.

Teraz jednak, Louis gapił się na niego, z uniesionymi brwiami.

-To nazywasz przygodą? - spytał – Serio?

-Przepraszam, że moje przygody nie dorównują twoim oczekiwaniom. Mówiłeś, że się nudzisz, a teraz już nie – Harry pokazał mu język.

-Skąd wiesz? Mogę umierać z nudów. Nie jesteś najbardziej interesującą osoba na świecie.

-Jak możesz! - Harry pisnął, udając obrażonego – Dla twojej informacji jestem bardzo interesującym towarzyszem.

-Kto tak mówi? Twoja mama? - zażartował Louis.

Harry kochał, kiedy Louis był tak zuchwały. Kochał też, kiedy był poważny… I kiedy w ogóle nic nie mówił.

-Uroczy – powiedział Harry, krzywiąc się i zerkając nad głową Louisa na budynek kina.

Wszystkie neony były zapalone, reklamując filmy, które akurat grano, ceny pocornu i całą resztę. Ten widok przyprawił go o zawrót głowy, dopóki nie przypomniał sobie, że to nie jest randka, niezależnie od tego jak bardzo tego chciał.

-Co chcesz obejrzeć?

Louis wydawał się zaskoczony tym pytaniem, jakby nie zorientował się, że są w miejscu, gdzie ogląda się filmy.

-Uhh…. - zerknął przez ramię, na plakaty filmów – Nie wziąłem pieniędzy.

-Przyjaciele płacą za lekarstwo na nudę swoich przyjaciół – wywrócił oczami.

To nie randka, to nie randka, to nie randka.

-Ktoś powinien powiedzieć to Zaynowi. Nie płacił za siebie od lat.

-Pewnie dlatego, że ty jesteś tanią randką – mimo tego, że się droczyli, Harry chciał się uderzyć za te słowa. Nie tylko dlatego, że były obraźliwe, ale również dlatego, że użył słowa “randka”, co w jego sytuacji nie było korzystne.

Louis prychnął, jakimś cudem ciągle będąc przy tym uroczym, podczas gdy kiedy Harry to robił, był niemal pewny, że wyglądał jak łoś.

-Chciałbyś. Zmuszę cię do kupienia wszystkiego w największych rozmiarach – poruszył brwiami i uśmiechnął się szeroko, po czym pobiegł w kierunku schodów i przez drzwi.

Harry przez chwilę musiał tam stać, czując nieprzyjemną suchość w ustach, szybkie bicie serca i wirowanie przed oczami, bo, cholera, tyłek Louisa wyglądał naprawdę dobrze w tych spodniach.

Kiedy w końcu zepchnął swoje nieprzyzwoite myśli w kąt swojego umysłu (gdzie przechowa je, aż do późniejszych godzin), podążył za chłopakiem, w duchu dziękując twórcy spodni do jazdy na łyżwach i sobie samemu, że zdecydował się porwać Louisa zanim zdążył się przebrać.

Przywitało go chłodne powietrze z klimatyzacji, która była zupełnie niepotrzebna, biorąc pod uwagę chłodną temperaturę na zewnątrz. Louis stał tuż przy drzwiach, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i z poważnym wyrazem twarzy, ze skoncentrowaniem przeglądając repertuar.

-Grają same słabe filmy – poinformował Harry’ego, zerkając na niego – Wybrałeś kiepski dzień na przyjście.

-Może to wszechświat mówi, że mamy zobaczyć kiepski film. To nawet lepiej. Możemy poprzeszkadzać innym w oglądaniu – wywrócił oczami.

-Ugh, a ja myślałem nad daniem ci szansy, by pokazać mi swoje sławne cat-call – westchnął dramatycznie – Ale twoja propozycja jest lepsza.

Harry uśmiechnął się szeroko, i oderwał wzrok od Louisa, spoglądając na repertuar (gdyby popatrzył na łyżwiarza chwilę dłużej, zobaczyłby, że niebieskie oczy lustrują jego twarz, a potem chłopak odwraca wzrok, jakby zawstydzony).

Wybrali najdziwniejszy z filmów, które grali “Abraham Lincoln: Łownca Wampirów”, dlatego, że wyglądał na tak głupi, że Harry niemal umarł ze śmiechu po przeczytaniu samego tytułu. Hokeista cieszył się, że Louis nie zaczął na niego patrzeć jak na idiotę. Po prostu zerknął na niego z rozbawieniem i czymś co wyglądało jak czułość, ale nie mogło nią być, bo Louis był hetero i wszystko było do bani. Tomlinson pozwolił Harry’emu kupić bilety, bez mrugnięcia, ale opierał się, kiedy Styles zaproponował kupno przekąsek.

-To bez sensu – sprzeciwił się – Ja i tak nie mogę tego jeść. Za dużo sali i tłuszczu.

To, że Louis był na diecie było sensowne ze względu na jego sport, ale Harry i tak był przeciwny temu, bo Louis był idealnie zbudowany i nie musiał zrzucać wagi.

-Mam zamiar kupić ten sporych rozmiarów kubełek popcornu – wskazał na największy kubełek – oraz duże picie, gdybyś w razie czego się zdecydował. Będzie wystarczająco – uśmiechnął się, czując się zwycięsko, kiedy Louis odpowiedział uśmiechem , który spowodował, że Harry poczuł jakby miał się roztopić. Chłopak tylko leciutko uniósł kąciki ust., a spowodowało to, że wszystkie emocje uderzyły Stylesa ze zdwojoną siłą.

Wzięli przekąski i weszli do ciemnej sali, siadając niemal na końcu, sami. Z jakiegoś dziwnego powodu, mimo idiotyzmu filmu, sala była niemal pełna. Jedyny rząd, który był prawie pusty to ten w którym usiedli. Harry’emu się to podobało. W ten sposób mógł się skupić na Lou, a nie na ludziach, którzy ich otaczali.

Kiedy wszystkie światła zgasły, oznajmiając początek reklam, Harry podświadomie przysunął się bliżej do Louisa, przez przypadek sprawiając, że ich ramiona otarły się o siebie. Louis nie zesztywniał, wydawał się nawet nie zauważyć, podczas gdy serce Harry’ego biło tak szybko, że niemal mógł je poczuć w gardle. Po raz pierwszy to on spinał się w obecności Louisa, a nie na odwrót, jednak nic nie mógł na to poradzić. Za każdym razem, kiedy nawiązywali kontakt wzrokowy, lub przez przypadek stykali się ramionami, w głowie Harry’ego pojawiała się upiorna myśl “Cholera, on wie, on wie”, ale nie mógł wiedzieć. Oczywiście, że nie, bo gdyby wiedział, po prostu spojrzałby na Harry’ego z obrzydzeniem i wyszedł, bo w końcu miał dziewczynę, która pewnie była wspaniała i Harry nie miał po co się za nim uganiać.

Kiedy film się zaczął, Harry zrelaksował się , ale nie poruszył ramieniem. Louis oczywiście nie zauważył, bo gdyby zauważył, zabrałby rękę, mimo to, Harry poczuł się przyjemnie. Tak bardzo chciał, tak bardzo, że to aż bolało, po prostu spleść palce z palcami Louisa, ale nie mógł tego zrobić. Byli przyjaciółmi i to musiało mu wystarczyć.

Film był tak zły jak sobie to wyobrażali, a nawet gorszy. Aktorzy dobrze odgrywali swoje role, ale całość była tak zła, że niemal powodowała fizyczny ból. Po czterdziestu pięciu minutach stwierdził, że więcej chyba nie wytrzyma i już miał zapytać Louisa, czy chce iść, kiedy drugi chłopak odwrócił się i spojrzał na niego.

Harry instynktownie się odsunął, za co przeklął samego siebie, bo gdyby tego nie zrobił, Louis praktycznie by go pocałował. Czemu wszystko było przeciwko niemu?

-To najgorsza rzecz jaką w życiu widziałem – stwierdził szatyn, nie przejmując się mówieniem szeptem. Kilka osób odwróciło się i rzuciło mu srogie spojrzenia, przez co Harry musiał powstrzymać śmiech – Chodźmy, dobrze?

-Mam lepszy pomysł – powiedział Styles, nagle pewny siebie – Sprawmy, żeby nas wyrzucili.

To był idiotyczny pomysł, a wykonanie tego, było jeszcze gorszym i Harry spodziewał się, że Louis natychmiast odmówi. Ku jego zaskoczeniu, chłopak uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach pojawiły się psotne iskierki. Tomlinson pokiwał głową, a podekscytowanie niemal biło od niego falami. Harry odpowiedział równie szerokim uśmiechem po czym spojrzał na kubełęk popcornu spoczywający na jego kolanach. Louis najwyraźniej zrozumiał o co mu chodziło, bo pokazał mu kciuki uniesione do góry, po czym wziął z pudła dwie garści popcornu. Harry zrobił to samo i chwilę potem, krzyczeli na całe gardło, rozrzucając popcorn dookoła. Ludzie na których wylądowała kukurydza, byli trochę mniej zadowoleni, niż oni, bo z oburzeniem zaczęli wołać ochronę. Louis i Harry, nie poddali się i dalej rozrzucali dookoła popcorn, dopóki ich kubełek nie był prawie pusty, a ochrona nie pojawiła się w sali, oznajmiając, że muszą opuścić kino.

Chłopcy podnieśli się z siedzeń i Harry mógł przysiąc, że umarł w tym momencie, bo powtórzyła się ta sama sytuacja, która miała miejsce wcześniej, jednak tyn razem to Louis złapał go za rękę i pociągnął go za sobą z prędkością światła. Pomknął wdłuż siedzeń, nie przejmując się tym, że nikt ich nie goni. Bieg po prostu sprawiał, ze ich wyjście było bardziej realistyczne i bardziej zapadało w pamięć. Ich palce nie były splecione (bo gdyby były to Harry z pewnością by umarł), ale ściskali swoje dłonie i Harry miał nadzieję, że szatyn nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo Harry dawał znać, że nigdy nie chciał puścić jego ręki.

~*~

Louis nadal się śmiał, kiedy złapali taksówkę. Nadal się śmioał, kiedy dotarli do Szmaragdowych Wzgórz o dziewiętnastej. Nadal się śmiał, kiedy dotarli do jego pokoju, opierając się o drzwi i łapiąc się za boki, które zaczynały go boleć. Śmiał się tak długo, że zaczynał się bać, bo nie obchodziło go, że Harry jest obok ze łzami w oczach.

Kiedy jakimś cudem się uspokoili, na tyle, że ręce Louisa przestały się trząść, chłopak otworzył drzwi pokoju i wszedł do środka, zakładając, że Harry po prostu za nim pójdzie. Po chwili, kiedy nadal nie usłyszał odgłosu zamykanych drzwi, spojrzał za siebie. Harry nadal stał w progu, wyglądając na zaskoczonego.

-Chcesz, żebym wszedł? - spytał chłopak zaskoczony. Wyraźnie się tego nie spodziewał.

-Po to zostawiłem otwarte drzwi, Curly – Louis wywrócił oczami.

Nie przejmował się poprawianiem tego jak nazwał chłopaka, bo był na haju spowodowanym adrenaliną. Harry prychnął i wszedł do środka, zamykając drzwi kopniakiem.

-Aleś ty kreatywny, Lou. Jak na to wpadłeś? Zadziwiasz mnie.

-Hey – zaczął Louis z udawaną powagą – Tylko jedna osoba w tym pokoju ma prawo być zuchwałym i jestem to ja, więc zwolnij trochę Styles.

Harry uniósł dłonie, poddając się.

-Przepraszam, Mistrzu – skłonił się, jakby Louis był z królewskiej rodziny, a niebieskooki nie mógł się oprzeć i poczochrał jego loki.

-Teraz, kiedy jesteś tu, gdzie cię chciałem… - Louis urwał, używając głosu, którego nie powstydziłby się żaden z ciemnych charakterów. Harry uniósł głowę, wyglądając na zaniepokojonego – Może obejrzymy przynajmniej w połowie znośny film?

Harry wyraźnie odetchnął z ulgą, co sprawiło, że Louis nabrał ochoty spytać go, przez co tak się spiął, ale powstrzymał się w porę.

-Brzmi świetnie. Jakieś propozycje?

Kłócili się o film przez dobre dziesięć minut, dopóki Louis nie powiedział, że pozwoli Harry’emu wybrać następny. Chłopak wyraźnie się ucieszył (głównie dlatego, że znaczyło to, że będzie mógł zostać dłużej) i zgodził się. Usiedli na łóżku Louisa przed telewizorem, a chwilę potem “Grease” pojawiło się na ekranie. Nie myśląc o tym, Louis ścisnął kolano Harry’ego.

-Pokochasz ten film – powiedział po czym ułożył dłonie na swoich nogach i skupił się na filmie.

Naprawdę chciał się skupić na filmie, a nie na fakcie, że siedzi na swoim łóżku z Harry’m Stylesem i oglądają “Grease”, bo są teraz przyjaciółmi, ale to po prostu było dla niego zbyt nierzeczywiste. Harry był zbyt zainteresowany filmem, by zwrócić uwagę na to, że Louis zerka na niego co kilka minut. Poczuł niesamowitą dumę z siebie, kiedy zobaczył iskierki w oczach Harry’ego i mały uśmiech na jego twarzy. Sukces.

Mniej więcej w połowie filmu obaj leżeli na łóżku, zupełnie zrelaksowani, cal lub dwa od siebie. Harry przekrzywił głowę tak, że niemal opierała się o ramię Louisa. Tomlinsonowi podobało się wszystko dokładnie tak jak było teraz. Czuł się jakby mógł żyć w tym momencie na zawsze. Nie było żadnej presji. Po prostu spędzali razem czas i oglądli filmy.

Niedługo potem przyszedł sen. Louis czuł się tak komfortowo we własnym łóżku, leżąc obok nowego przyjaciela, że nie mógł się oprzeć, kiedy poczuł zmęczenie. Miał nadzieję, że Harry mu to wybaczy – w końcu zawsze mogli spędzić więcej czasu razem, jutro.




*torby Zuca - plecaki na kółkach ze świecącymi kółkami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz