niedziela, 9 marca 2014

*Sobota

Następnych kilka dni, nie minęło łatwo. W Czwartek rano, kiedy Louis się obudził, wszystko było w porządku. Był nawet szczęśliwy, ale potem wstał z łóżka, zobaczył swoją torbę i nagle wróciłhy wspomnienia z poprzedniej nocy. Louis nie był sobą tamtego dnia, ale udało mu się przetrwać trening. Kiedy Zayn pojawił się na lodowisku, by pójść z nim do klasy, był tak zajęty opowiadaniem o tym jak świetnie się bawił z Liamem i Niallem („Tak naprawdę, on jest o wiele fajniejszy niż myśleliśmy”) poprzedniej nocy i Louis zdecydował, że nie będzie zarzucał przyjaciela swoimi problemami.

Dopiero, kiedy Harry wszedł do klasy, usiadł na swoim miejscu obok Louisa i powiedział coś w stylu „Louis, tak bardzo przepraszam. Możemy o tym porozmawiać?”, Zayn zauważył, że coś jest nie tak.

Może zorientował się też dlatego, że Louis odwrócił się do Harry’ego i odpowiedział, niesamowicie spokojnym tonem, „Nie. Odpieprz się.” Odwrócił się, zanim miał szansę dostrzec wyraz twarzy Stylesa. Jakby ktoś mu powiedział, że został mu tylko jeden dzień życia. Chłopak z Cheshire podniósł się z krzesła i ruszył do ławki w której siedział w zeszłym tygodniu, kiedy to życie Louisa było o tyle mniej skomplikowane.

Szatyn zaraz po szkole, powiedział Zaynowi o tym co się zdarzyło w środę. Brunet słuchał uważnie, a kiedy Lou skończył mówić, jego przyjaciel chyba po raz pierwszy w życiu nie wiedział co powiedzieć. Wyglądał jakby chciał spytać „Dlaczego po prostu nie pozwoliłeś mu się wyjaśnić?”, ale jedno spojrzenie Louisa wystarczyło, by się nie odezwał. Więc brunet po prostu, podobnie jak Louis, zaczął ignorować Harry’ego. Tomlinson był szczęściarzem mając takiego przyjaciela.

Ale to, że był na niego wściekły, nie znaczyło, że łatwo było się trzymać z dala od Harry’ego i Louis nienawidził siebie za to. Był zły, oczywiście, ale był również zraniony i czuł się zdradzony, a to nie miało przecież żadnego sensu. Nic nie miało sensu. Jak Louis mógł dać się tak nabrać? Czuł się tak bezpiecznie w tym związku… Znaczy, przyjaźni… Że nigdy nie spodziewał się, że coś takiego może się stać i oczywiście był ślepy. Mimo tego, trudno było mu przestać myśleć o chłopaku z lokami i zastanawiać się co mógł by powiedzieć, żeby to naprawić.

Nie, żeby Louis go wysłuchał.

Ku jego zaskoczeniu, Harry nie próbował więcej rozmawiać z nim osobiście. Nie czekał na Louisa po treningu, ani przy jego pokoju, wrócił nawet do siedzenia podczas lekcji obok Liama. Kontaktował się z szatynem jedynie przez smsy, które wydawały się przychodzić bez końca.

Lou, przepraszam. Proszę, pozwól mi to wytłumaczyć. To nie tak jak myślisz, naprawdę, chcę powiedzieć ci prawdę. Proszę. –H

Louis, naprawdę muszę z tobą porozmawiać. -H

Proszę, odbierz. Albo odpisz mi, cholera, przepraszam. –H

Po prostu chcę pogadać. –H

Nie będziesz musiał więcej ze mną rozmawiać, jeśli nie będziesz chciał. –H

Lou, proszę odpisz mi. –H

Proszę. –H

Powodzenia. X -H

Za każdym razem, kiedy dostawał wiadomość, Louis otwierał telefon i czytał ją (mimo tego, że tylko wychodziło mu to na złe), a potem kasował, ignorując boleśnie ściskające się wnętrzności, kiedy to robił.

I tak mijały dni, powoli i nudno, aż w końcu przyszedł Sobotni poranek. Zayn obudził Louisa o siódmej, krzycząc głośno

-Wstawaj i lśnij, Księżniczko Lodu!

I wskakując na śpiącego chłopaka. Oczywistym było, że Louis nie był szczęśliwy z tego typu pobudki. Po zepchnięciu z siebie przyjaciela, podniósł się i ubrał. Adrenalina i nerwy zastąpiły zmęczenie. Dzisiaj były zawody. Pierwsze w całym sezonie.

Dotarł na lodowisko stosunkowo wcześnie. Żadna z drużyn gości jeszcze nie przyjechała, ale to mu nie przeszkadzało. Lubił atmosferę panującą na pustym (albo prawie pustym) lodowisku, lubił oddychać chłodnym, rześkim powietrzem, zanim musiał przebrać się w strój.

Jego drużyna czekała na niego w ich szatni, tak jak tego oczekiwał. Wszyscy wyglądali na zdenerwowanych, co sprawiło, że Louis chciał ukryć swoje nerwy jeszcze bardziej. Nikt nigdy nie powiedział tego na głos, ale on był ich liderem. Drużyna liczyła na niego.

Więc Louis odepchnął wszystkie nerwy, wymazał z głowy myśli o Harrym Stylesie i całym tym zamieszaniu (zwłaszcza o ostatniej wiadomości w której życzył mu powodzenia) i z uśmiechem podszedł do Eleanor.

-Skopmy im tyłki.

Całe pomieszczenie wypełnił jednogłośny pomruk zgody. Eleanor pocałowała go w policzek, a Louis pomyślał, że może to wszystko wyjdzie na dobre.



Jego krótszy program poszedł okropnie (właściwie, to dla zwykłego obserwatora, wszystko poszło świetnie). Tak naprawdę to on nie zrobił nic źle. Wykonał wszystkie ruchy tak jak miały być wykonane, jednak coś musiało pójść nie tak, bo był na trzecim miejscu, zamiast na pierwszym. Trzecie miejsce zupełnie mu nie odpowiadało. W zasadzie, to było trochę upokarzające, biorąc pod uwagę jego reputację.

Trzecie, było dobre dla większości ludzi, zwłaszcza jeśli rywalizowało się z dwunastoma innymi chłopakami. Trzecie było wspaniałe dla większości ludzi. Ale nie dla Louisa. Trzecie było tak dobre jak ostatnie.

Poza tym cały czas myślał o ostatniej wiadomości od Harry’ego i nienawidził siebie za to. Po prostu było w niej coś takiego, co mówiło Louisowi, że Harry… Jednak się nim przejmuje. Jakby naprawdę chciał mu życzyć powodzenia… Ale czemu miał by to robić, skoro szpiegował Louisa dla Simona? (I ten buziak na końcu smsa? Zupełnie NIEPOTRZENY.)

Tomlinson próbował wyrzucić to z głowy, kiedy przygotowywał się do swojego występu free style. Poprawił strój (burgundową koszulę, czarne spodnie i pasujące kolorystycznie szelki, idealnie pasowały do jazzowych klimatów jego występu) i włosy. Harry Styles mógł zajmować jego myśli później. Teraz musiał skupić się na jeździe.

-Louis.

Chłopak zamarł, a jego oddech urwał się na chwilę. Znał ten głos. Nawet nie musiał się zastanawiać. Należał on do osoby, która była mu najmniej potrzebna w tej chwili.

Harry stał kilka kroków za nim, z dłońmi w kieszeniach, wyglądając jak definicja opanowania. Ubrany był codziennie. Louis nie mógł się powstrzymać przed zauważeniem, że ma na sobie ciemne dżinsy, koszulkę Ramones i czarne beanie, zakrywające loki.

Pierwszą reakcją łyżwiarza był szok. Co do cholery Harry tam robił? Znowu go obserwował? Ale czemu? Jaki był tego sens? Poza tym ledwie widywał Harry’ego od Czwartku, a teraz pojawił się tu, tak znikąd? To było dla niego nie do przyjęcia.

Jego następną reakcją była niesamowita złość, która z łatwością wyparła tą małą (naprawdę minimalną) cząstkę jego, która cieszyła się, że Harry przyszedł.

-Co tu robisz? – Spytał szatyn lodowato, zupełnie jakby nigdy się nie przyjaźnili.

-Chcę z tobą porozmawiać – po raz pierwszy od kilku dni Harry nie wyglądał na niepewnego czy zdenerwowanego. Wyglądał na zdeterminowanego. – Nie możesz mnie unikać do końca życia, Lou.

-Nie chcę z tobą rozmawiać – rzucił Louis, po czym odwrócił się i odmaszerował w kierunku szatni.

-Trudno – zawołał Harry, łapiąc niebieskookiego za ramię. Chłopak był tak zaskoczony, że nawet nie próbował się wyrwać. Po prostu spojrzał na Stylesa zaskoczony. –Mam dość twojego uciekania ode mnie i unikania mnie, bo myślisz, że zrobiłem coś złego. – W oczach hokeisty był ogień, którego Louis nigdy wcześniej nie widział. –Wysłuchaasz mnie, czy tego chcesz, czy nie.

Po tym pociągnął łyżwiarza, niezbyt delikatnie, do otwartej szatni. Wepchnął chłopaka do środka, powodując, że Tomlinson omal się nie potknął. Kiedy znaleźli się w pomieszczeniu, Harry rozejrzał się, a ujrzawszy, że pokój jest pusty(nie licząc toreb), zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku, potem ponownie odwracając się do Louisa. Nic w jego postawie nie wskazywało na to, że coś jest nie tak, ale jego oczy… Och, jego oczy. Przypominały baseny czystego, zielonego ognia, ich spojrzenie było pełne mocy i przeszywające tak, że niemal wypaliło dziurę w Louisie. Było przytłaczające.

-Harry… - zaczął Louis, próbując brzmieć na zdenerwowanego, bo powinien się teraz rozgrzewać, ale brzmiał jakby brakowało mu tchu, co zresztą było prawdą.

-Nie – przerwał Harry stanowczo, podchodząc bliżej do Tomlinsona. W sposobie w jaki się poruszał nie było złości, ani niczego co było by zagrożeniem, ale szatyn cofnął się, jakby hokeista był jadowitym wężem. – Teraz moja kolej, żeby coś powiedzieć. – Podchodził coraz bliżej do niebieskookiego chłopaka, a tamten cofał się, aż jego plecy nie uderzyły w ścianę, odcinając mu drogę ucieczki. Harry zatrzymał się trzy stopy przed Louisem, co nie naruszyło jego przestrzeni osobistej, ale jak dla Louisa mimo to był zbyt blisko.

-Ja… Nie chcę z tobą rozmawiać – powtórzył chłopak, przeklinając swój głos, za to, że nie jest bardziej stanowczy i opanowany.

-W takim razie dobrze, że to ja będę mówił.

-Harry…

-Nie obchodzi mnie to – ponownie przerwał mu Styles, wzruszając ramionami. – Szczerze, już mnie to nie obchodzi, bo to się stało śmieszne. Musisz mnie kiedyś wysłuchać. – To skutecznie uciszyło Louisa. – Dziękuję – odetchnął Styles, wyraźnie z ulgą. –Teraz… Co najważniejsze, nie szpiegowałem cię.

-Ale…

-Nie przerywaj – powiedział zielonooki stanowczo. Tomlinson westchnął i skrzyżował ramiona, ale nic nie powiedział. – Nie szpiegowałem cię. Oglądałem cię.

-Oczywiście – mruknął łyżwiarz.

Harry spojrzał na niego, wyraźnie zdenerwowany.

-Naprawdę doceniam twoje komentarze, Lou, dziękuję. W każdym razie, tak jak powiedziałem, nie szpiegowałem cię. Prawda jest taka, że pewnej nocy zasnąłem w szatni, a kiedy wyszedłem, ty już byłeś na lodowisku.

-Kiedy to było?

-Wydaje mi się, że nie rozumiesz, co znaczy „nie przerywaj” – wytknął Harry. – Ale, to było tydzień temu.

-Więc czemu byłeś tam w Środę w nocy?

Po raz pierwszy tego popołudnia, Harry wyglądał, jakby niechętnie to mówił, a na jego policzkach pojawiły się blade rumieńce.

-Cóż… – Zaczął, unikając spojrzenia Louisa. –Prawda jest taka, że…

Louis wstrzymał oddech. To było to. Wreszcie miał zrozumieć co się stało.

-Przestałem czerpać przyjemność z jazdy – przyznał w końcu Harry. Louis zmarszczył czoło, nic nie rozumiejąc. Co to miało wspólnego z nim? –Moja pasja nagle zniknęła… Pamiętasz naszą rozmowę po meczu hokeja? – szatyn pokiwał głową, nie odzywając się. – Powiedziałem ci prawdę. Że czułem jakby hokej mnie już nie obchodził… A potem zobaczyłem jak jeździsz.

Wnętrzności Louisa wykonały fikołka i zawiązały się w supeł, a jego serce nagle przyspieszyło. Co to znaczyło?

-Byłeś… Jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem. To jak poruszałeś się na lodzie… Mogłem niemal poczuć jak bardzo kochasz to co robisz. Tak… Tak czułem się kiedyś, kiedy grałem. Teraz już nie. – Potrząsnął głową, wydając się być w świecie swoich myśli. – Pomyślałem, że jeśli będę patrzeć jak jeździsz, może znowu to pokocham… Ale to było złe. Nie powinienem się wkradać i cię podglądać, zwłaszcza kiedy już się zaprzyjaźniliśmy. Chcę, żebyś wiedział, że jest mi przykro i nigdy nie chciałem, żeby wynikło z tego coś złego, a teraz mówiąc ci to, czuję się jak zupełny idiota, bo…

Nagle umilkł, bo Louis zakrył jego usta dłonią, przerywając mu. To było cudem, że powstrzymał swoje dłonie od trzęsienia się, bo uczucia szarpały nim w różne strony i nie do końca wiedział jak sobie z nimi poradzić.

-Wiedziałeś. Tej nocy, kiedy wymknęliśmy się razem… Wiedziałeś, że robię to każdej nocy – nie to Louis chciał powiedzieć. To co chciał zrobić, to gapić się na młodszego chłopaka w zupełnym szoku, bo jego słowa… Były najwspanialszą rzeczą, jaką usłyszał w całym życiu. Poza tym, jeśli miał być szczery, musiał zakryć usta Harry’ego, by uniknąć poddania się pokusie, ponieważ nigdy nie pragnął pocałować kogoś tak bardzo, jak w tamtym momencie. Eleanor niech będzie przeklęta… To była po prostu nieodparta chęć, która pojawiała się, kiedy ktoś sprawiał, że czułeś się tak, jak on czuł się przez słowa Stylesa… Lekki i beztroski. Na szczycie świata.

Harry nie mogąc mówić, po prostu skinął głową, z szeroko otwartymi oczami, zerkając na dłoń Louisa. Szatyn również pokiwał i opuścił rękę…. Rękę, która po chwili z powrotem się uniosła, by uderzyć Harry’ego w klatkę piersiową.

-Auć! – zawołał loczek, cofając się i unosząc ramię, by się osłonić. – Louis, co to było?

-Przepraszam, to po prostu… - Urwał i zaczął się śmiać. – To takie niedorzeczne. Ze wszystkich możliwych powodów o których myślałem… To, nigdy nie przyszło mi do głowy.

-Czekaj chwilę… Więc nie jesteś na mnie zły? – chłopak z Cheshire wyglądał na zaskoczonego.

-Och, oczywiście, że jestem. Jestem wściekły – sprostował Louis. –Ale tylko dlatego, że jesteś taki głupi. Serio Harry… Czemu po prostu mi tego nie powiedziałeś? Nie zabronił bym ci przecież przychodzenia. Zwłaszcza jeśli ci to pomagało. – Zwłaszcza, że myślałeś, że jestem świetny. Tomlinson nie wiedział czemu, ale komplement od Harry’ego znaczył o wiele więcej niż od kogokolwiek innego.

-Cóż… Ja… To jest… Uh… - zielonooki chłopak nie wiedział co powiedzieć.

Louis wywrócił oczami i żartobliwie uderzył go w tors.

-Użyj mózgu, Hazza – chciał zabrać dłonie z piersi Harry’ego, ale ten przytrzymał je, nie pozwalając mu na to.

-Hazza? – spytał, unosząc brew pytająco.

Nie, Louis się nie zarumienił. Po prostu czuł jakby to zrobił, ale wzruszył ramionami, próbując grać opanowanego.

-Daję ci ksywki. Tak robią przyjaciele.

-Więc znowu jesteśmy przyjaciółmi?

Louis pokiwał głową i odwrócił wzrok.

-Wiesz, to ja powinienem przeprosić. Spanikowałem kompletnie bez powodu. Byłem głupi.

-Nie! – natychmiast zaprzeczył Harry. Wykorzystał swój uchwyt na dłoniach łyżwiarza, by przyciągnąć go bliżej. –Lou, na twoim miejscu zrobił bym to samo. Szczerze mówiąc, myślałem, że nawet jeśli nie będziesz zły, będziesz przerażony… No i że będziesz mnie uważał za dziwaka.

-To nie jest przerażające. To jest… - Słowa utknęły w jego gardle i Louis musiał odwrócić wzrok, zbierając się w sobie, by kontynuować. –To w zasadzie… Mi pochlebia? – Wydusił z siebie, nie mając zamiaru spojrzeć na Harry’ego.

Ale potem jedna z jego dłoni nagle była wolna, a on poczuł palce pod brodą, kierujące jego głowę do góry. Harry się uśmiechał. To dobry znak, prawda?

-Jesteś uroczy, kiedy jesteś taki speszony – powiedział z kamienną twarzą.

To natychmiast przywołało szatyna do rzeczywistości. Wywrócił oczami, wyrywając się z uścisku Harry’ego.

-Idiota.

-Kochasz to. – Harry wystawił język (I, Jezu, nie mówił tego dosłownie, Lou kontroluj bicie swojego serca.)

-Jasne – zażartował Louis. Nie patrzył Harry’emu w twarz, a jego oczy spoczęły na zegarze. Godzina którą wskazywał sprawiła, że stłumił okrzyk. –Cholera jasna. Muszę się rozgrzać – minął Stylesa, potem czując znajomą dłoń chwytającą go za nadgarstek. Odwrócił się lekko, by spojrzeć na Harry’ego, który wpatrywał się w niego intensywnie.

Harry zrobił krok w jego kierunku i tym razem Louis się nie cofnął.

-Nie wiem, czy to przeze mnie, ale wcześniej byłeś wyraźnie zajęty czym innym – Louis otworzył usta, by zaprzeczyć (mimo tego, że to była prawda), ale hokeista uniósł dłoń. – Ale cokolwiek to było, zapomnij o tym teraz. Jesteś niesamowity, Lou i zasługujesz na o wiele więcej niż trzecie miejsce.

Louis nie mógł zaprzeczyć, że jego policzki przybrały odcień buraka, po tym komplemencie. Podczas gdy jego umysł zastanawiał się czemu się rumieni, on po prostu się uśmiechał.

-Dziękuję, Harry.

Harry zrelaksował się trochę, a jego twarz przybrała poważny wyraz. Chłopak nachylił się do Louisa, który pozostał tam gdzie był, desperacko próbując pozostać spokojnym, podczas gdy jego przyjaciel coraz bardziej zmniejszał dystans między nimi. Hokeista zdecydowanie naruszał jego przestrzeń osobistą. Kiedy w końcu się zatrzymał, kąciki jego ust uniesione były do góry. Po pomieszczeniu rozległ się głośny odgłos, a Louis poczuł ukłuie bólu.

-Skop im tyłki, Tygrysie! – zawołał Styles, odbiegając jak tchórz, bo właśnie strzelił łyżwiarza jego własnymi szelkami.

-Później cię za to zabiję, Styles! – zawołał za nim szatyn, opuszczając szatnię.

-Nie mogę się doczekać, Tomlinson!

Louis zachichotał sam do siebie, zanim nie przypomniał sobie, że brał udział w zawodach i miał je wygrać, więc naprawdę powinien skupić się teraz na tym.



-Powitajmy na lodzie, Louisa Tomlinsona.

Louis wziął głęboki oddech i jeszcze raz zerknął na trenera Cowella, który skinął głową, po czym chłopak wszedł na lód, uśmiechając się do widzów, kiedy zajął swoją pozycję i przygotował się, by zacząć. Jego serce biło jak oszalałe, a kiedy przyjął pozę, energia płynąca ze zdenerwowania, zaczęła przekształcać się w adrenalinę. Lubił tą część. Był w tym dobry. Mógł to zrobić.

Muzyka zaczęła grać, a Louis ruszył, niemal automatycznie wykonując każdy ruch. Pozwolił mięśniom pracować, nie przestając się uśmiechać. Harry miał rację. Zasługiwał na więcej niż trzecie miejsce. Pracował zbyt długo i zbyt ciężko, by osiągnąć tylko tyle.

Kiedy bezbłędnie wykonał potrójnego aksla, lądując bez wysiłku, Louis zatracił się w łyżwiarstwie, jak to robił zawsze, wczuwając się w muzykę i pozwalając ciału go prowadzić. Czuł się jak stary on. Nie był dłużej przytłoczony myślami o Harrym. Teraz, kiedy już to omówili.

Jego flying sit spin wyszedł idealnie, tak samo potrójna kombinacja loop-double loop i cała reszta. Ale Louis nie martwił się o technikę, a o to jak się prezentował, bo tam wydawał się mieć braki.

Mimo to, czuł jakby odwalił kawał dobrej roboty. Jeśli długi aplauz i okrzyki ze strony widowni, były jakimkolwiek potwierdzeniem. I kiedy muzyka wreszcie dobiegła końca, chłopak zatrzymał się z szerokim uśmiechem i zupełnie niczego nie żałując.



Nie pozwolono mu z nikim rozmawiać w czasie między jego układem, a ogłoszeniem wyników. Występował jednak jako przedostatni, więc nie musiał długo czekać, na wywieszenie listy (mimo to oczekiwanie ciągnęło się w nieskończoność).

Simon siedział z nim w ciszy, na tyle blisko, by Louis się nie denerwował, ale odpowiednio daleko, by nie wyglądało to tak jakby Simon go faworyzował (co, tak fyi*, było prawdą).

A potem wywieszono listę i Tomlinson ruszył w tamtym kierunku ze sztywnymi ze zdenerwowania nogami, mając nadzieję, modląc się, by okazało się, że jego układ był wystarczająco dobry.

1. Louis Tomlinson, Drużyna Łyżwiarstwa Figurowego Emerald Hills

Udało mu się. Wygrał. Podniecenie i duma eksplodowały w jego ciele, dokładnie w tym samym momencie. Pierwsze zawody w tym roku i już zdobył złoty medal. Nie istniało piękniejsze uczucie.

Simon poklepał go po plecach, co było jego sposobem, by powiedzieć „Jestem z ciebie naprawdę, bardzo dumny”, tak naprawdę nie używając słów, bo to był trener Cowell, który tak naprawdę nie okazywał emocji. Jednak dla Louisa to było wystarczające.

Przyjął swój złoty medal z godnością i opanowaniem, powstrzymując szeroki uśmiech. Widział swoich znajomych, czekających, aż do nich podejdzie, Simona, swoją matkę i wszystkie młodsze siostry i na końcu, chociaż nie mniej ważnego, Harry’ego, który stał kawałek dalej, uśmiechając się do niego szeroko, jakby to on właśnie wygrał zawody, a nie Louis. Eleanor nie było wśród nich, ale Louis się tego spodziewał, bo przecież miała własne konkurencje do wygrania. Mogli porozmawiać później.

Zeskoczył z podium, tak szybko jak tylko mógł bez bycia uznanym za niewychowanego, czy niewdzięcznego i pognał do tłumu, przytulając swoją rodzicielkę.

-Przyszłaś – mruknął radośnie, chowając twarz w jej włosach.

Pachniała słodko, jak ciastka i płyn do zmiękczania tkanin… Jak dom. W tej chwili uderzyło go to jak bardzo tęsknił za Doncaster. Do tego momentu, było w porządku, ale spotkanie z rodziną, wywołało nostalgię, którą -próbował stłumić.

-Oczywiście skarbie – zaśmiała się Jay, przytulając syna. –Wiedziałeś, że przyjdę.

Wzruszył ramionami z uśmiechem, ponownie wywołując śmiech u swojej mamy. Kobieta odsunęła się na długość ramienia.

-Byłeś wspanały. Jak zawsze. Jestem z ciebie taka dumna.

Ledwie zdążył mruknąć „Dziękuję, mamo”, bo zaraz został zaatakowany przez siostry, które podskakiwały, chcąc go przytulić jako pierwsze (z czego wynikła dziwna plątanina nóg i rąk, która jakoś przekształciła się w jeden grupowy uścisk).

-Lou, dlaczego tym razem twój kostium nie błyszczy? – spytała Daisy, patrząc na niego.

-Właśnie – dołączyła Phoebe, patrząc na brata, jakby oczekiwała wyjaśnienia braku brokatu na jego stroju.

-Przepraszam dziewczynki – powiedział poważnie. – Brokat i swing do siebie nie pasują – widząc niezadowolone miny dziewczynek, niepewnie dodał. – Ale następnym razem mogę poprosić trenera Cowella o coś do czego pasuje. – Nie było szansy, żeby trener kiedykolwiek się na to zgodził, ale bliźniaczki mimo to wykrzyknęły radośnie.

-Gratulację, Louis – powiedziała Lottie, uśmiechając się do brata.

Chłopak, ku jej niezadowoleniu potargał jej włosy.

-Dzięki, Lottie.

-Dobra robota, Lou – dodała Felicite, wyciągając zza pleców mały bukiet goździków i podając mu.

-Aww… Dziękuję Fizz, są piękne.

Nawet jeśli goździki to kwiaty biedaków.

Jego siostra wydawała się zadowolona z jego aprobaty i poszła porozmawiać z trenerem Cowellem, albo, jak ona go nazywała, z Wujkiem Simonem. Louis uśmiechnął się do siebie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego oczy spoczęły na Harrym, który trzymał się z boku, pozwalając mu cieszyć się z rodziną.

-Hej – powiedział Louis, podchodząc do chłopaka. W odpowiedzi uśmiech Harry’ego tylko zrobił się szerszy.

-Gratulacje – ucieszył się Styles. –Mam coś dla ciebie.

-Tak? – to zainteresowało Louisa. Nie wyobrażał sobie, że dostanie cokolwiek od chłopaka z lokami. –Co takiego?

Harry nie odpowiedział. Po prostu wyciągnął coś zza pleców (tak jak Fizzy) i podał to Louisowi. Łyżwiarz obserwował prezent przez pięć sekund po czym wybuchł śmiechem. Harry przyniósł mu ogromnego, różowego, pluszowego misia.

-Nie wierzę… - powiedział, biorąc przytulankę od loczka. – Dla mnie, naprawdę?

-Powiedziałem przecież, że przyniosę – odparł, a jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. – Po prostu nie chciałem rzucać go na lód.

-Kocham go Harry, dziękuję – szczerze mówiąc, Louis nie wiedział, czy zaśmiać się z Harry’ego, czy go przytulić, bo to było słodkie z jego strony. – Wiesz, nie musiałeś stać z boku.

-Nie chciałem przeszkadzać – powiedział Harry niewinnie. Jego wzrok wędrował od Louisa do jego rodziny, która rozmawiała z Simonem. –Nie widziałeś ich jakiś czas i chciałem dać wam chwilę tylko dla was.

-Nonsens. Chodź – Tomlinson złapał go za rękę, która była ciepła i znajoma w jego własnej dłoni, po czym pociągnął go do swojej rodziny, ignorując protesty chłopaka. –Mamo – powiedział, przykuwając uwagę Jay. – Chciałbym, żebyś poznała mojego przyjaciela, Harry’ego.

-Miło panią poznać, Pani Tomlinson – Harry wyciągnął do niej rękę, zaskoczony, kiedy kobieta podeszła bliżej i objęła go mocno. Louis próbował się nie śmiać, kiedy Harry zesztywniał, zaskoczony, dopiero potem relaksując się.

-Mnie też miło cię poznać skarbie, ale mów mi Jay.

-Jay – poprawił się Harry, kiwając głową, kiedy mama Louisa wypuściła go z objęć.

-Kim jesteś? – natychmiast spytały Daisy i Phoebe, lustrując Harry’ego wzrokiem.

Harry zerknął na Louisa rozbawiony.

-Jestem Harry – przedstawił się, kucając przed nimi. – A wy musicie być Daisy i Phoebe.

Uśmiechy rozjaśniły twarze bliźniaczek, kiedy Harry zwrócił się do nich po imieniu, wyraźnie zadowolone z tego, że Harry już je znał. Uczepiły się nóg chłopaka i zaczęły zasypywać go niekończącymi się pytaniami. („Jak długo znasz Lou?”, „Czemu twoje włosy są tak kręcone?”, „Czy ty i Louis jesteście najlepszymi przyjaciółmi?) Łyżwiarz poczuł ciepło w sercu, widząc to.

Na szczęście Harry nie wydawał się przytłoczony pytaniami, ciągnięciem za włosy i po prostu przyjął to wszystko bez słowa, odpowiadając na wszystkie pytania niezwykle poważnie. Bliźniaczki były uszczęśliwione faktem, że znalazły nowego przyjaciela. Po krótkim przedstawieniu Harry’ego Lottie i Fizz, odezwała się Jay.

-Harry, czy chciałbyś dołączyć do nas na kolacji?

-Och, nie. Nie mogę – wyjąkał Harry, wyraźnie zbity z tropu i zaskoczony.

Jay tylko machnęła ręką.

-Oczywiście, że możesz skarbie. Jestem pewna, że Louis nie ma nic przeciwko.

Louis zdecydowanie nie miał nic przeciwko, ale nie chciał, by Harry czuł się niekomfortowo.

-Nie musisz – powiedział koledze – ale było by mi bardzo miło, gdybyś do nas dołączył.

-W takim razie chętnie – powiedział Harry, jak gdyby, nie pójście nie wchodziło w grę, jeśli Louis chciał, żeby był. – Poza tym potem mamy imprezę. Możemy po prostu pójść razem.

-Czekaj, to impreza nadal jest aktualna? – Louis był bardziej niż trochę zaskoczony, biorąc pod uwagę to, że przez ostatnie dni ignorował Harry’ego.

-Nigdy nie była odwołana.

-Och, więc po prostu wiedziałeś, że ci przebaczę, tak?

-Nie – odparł Harry, obejmując barki Tomlinsona ramieniem i ruszając w kierunku wyjścia. –Ale zawsze byłem optymistą.

*fyi -for your information


Sobotnia Noc

-Moim małym okiem widzę coś… Kręconego.

-Nie możesz powiedzieć coś kręconego. To musi być kolor.

-W takim razie brązowego i kręconego.

-Ale teraz to oczywiste!

-Hej, co mówiłem o krzywieniu się? Dostaniesz zmarszczek.

-Przestanę się krzywić, jeśli przestaniesz oszukiwać!

Louis westchnął dramatycznie i spojrzał na Daisy.

-Czy ja oszukiwałem? – spytał siostry, z dużymi, niewinnymi oczami.

Daisy odwróciła się do swojej bliźniaczki, która przenosiła wzrok z jednego chłopaka na drugiego, oceniając sytuację.

-Yup.

Harry zaśmiał się zwycięsko, a Louis tylko skrzywił się i osunął się na krześle.

-Nieważne – mruknął.

-Aww, nie krzyw się, Lou – zagruchał Harry kpiąco, nachylając się do niego i szczypiąc go w policzek. - Dostaniesz zmarszczek.

Wszystkie dziewczyny Tomlinsonów, włączając w to Jay, rodzoną matkę Louisa, zaśmiały się na to małe „aww” i na to jak Harry nucąc pod nosem kpił z Louisa.

-Czy biedny mały Lou został pokonany?

Louis posłał im wszystkim zabójcze spojrzenia, na co w odpowiedzi otrzymał szeroki uśmiech od Harry’ego.

Ich wspólna kolacja, zdaniem Louisa, poszła wspaniale. Jego siostry były absolutnie zauroczone Harrym i uważnie słuchały, kiedy opowiadał im o sobie, chociaż zaczął dopiero, kiedy został zachęcony przez Jay. Kiedy wspomniał bycie kapitanem drużyny hokeja, matka Louisa rzuciła synowi pytające spojrzenie i uniosła brwi, ale chłopak tylko ledwie zauważalnie pokręcił głową, dając jej znak, że to nie jest odpowiedni czas, żeby pytać o to, chociaż jego rodzicielka zapewne umierała z ciekawości, żeby to zrobić.

Łyżwiarz też odpowiedział na masę pytań, ale były to podstawowe rzeczy o które rodzina zawsze pyta, kiedy nie widziała danej osoby przez dłuższy okres czasu.

Jay wydawała się być jedyną zainteresowaną nieobecnością Eleanor (oczywiście, że Louisa obchodziła jego dziewczyna, ale po prostu był zajęty), spytała o to gdzie jest i czy wybiera się na tą samą imprezę co Louis i Harry. Szatyn usiłował się nie zaśmiać, kiedy chłopak z lokami zesztywniał i lekko się zaczerwienił na wzmiankę o dziewczynie przyjaciela. Oczywiście przeżywał na nowo ich pierwsze spotkanie. Tak czy siak, niebieskooki chłopak powiedział mamie, że El była zbyt zajęta, by do nich dołączyć, co zapewne było prawdą, ale przyznał, że nie pomyślał o tym, aby zaprosić ją na przyjęcie, zwłaszcza, że było urządzane przez hokeistów. Jednak, kiedy wysłał jej smsa z zaproszeniem odpisała mu Dziś nie mogę, kochanie. Baw się dobrze. Kocham cię xx. Więc Louis nie myślał o niej więcej.

Poza tym, wszystko poszło wspaniale i nie było ani trochę niezręcznie. Harry wydawał się idealnie wpasowywać w rodzinę Tomlinsonów ze swoim czarującym uśmiechem, zainteresowanym spojrzeniem i ciekawymi historiami. Teraz byli w drodze do miejsca w którym miała się odbyć impreza, prowadzeni przez wskazówki Harry’ego. Louis był nieco zaniepokojony tym jak jego siostry przyjmą wyjście loczka, zwłaszcza, że uważały go za swojego nowego najlepszego przyjaciela.

Jay zatrzymała samochód przed dwupiętrowym, ceglanym budynkiem, wciśniętym między podobne do niego domy. Po kilku minutach pożegnań i pytań typu „Harry, czy ty też możesz być naszym bratem?”, Styles wyszedł z samochodu, uśmiechając się jeszcze raz do dziewczynek i machając im. Louis również chciał wyjść, jednak zatrzymała go ręka chwytająca go za rękę.

-Masz chwilkę, Lou? – spytała Jay.

-Uh – Louis zerknął na swój nadgarstek, a potem na Harry’ego. –Czy to nie problem?

-Skąd. Poczekam przy drzwiach.

Loczek zamknął drzwi samochodu i ruszył do drzwi budynku, pozwalając Louisowi porozmawiać z mamą. Dziewczynki znowu zaczęły się przekrzykiwać, nie okazując najmniejszego zainteresowania tym o czym Jay chciała porozmawiać z synem.

-Więc, Louis – zaczęła Jay, wzdychając i obracając się na fotelu tak, że siedziała przodem do niego.

-Więc, mamo… - westchnął Lou, udając ją i rzucając jej ponaglające spojrzenie.

-To był Harry Styles – stwierdziła, wskazując ruchem głowy na miejsce gdzie stał chłopak.

-Tak…? – Louis nie był zaskoczony. Spodziewał się tego.

-Ten sam Harry Styles, jeśli się nie mylę, którego tak bardzo nie lubiłeś przez te wszystkie lata.

Chłopak jęknął i wywrócił oczami (i może odrobinę się zarumienił, ale nawet jeśli to co?)

-Proszę cię… Ty też?

-Co? – spytała Jay, niewinnie unosząc ręce.

-Czy masz pojęcia ile osób już to wytykało? Naprawdę mamo. Jestem już przyzwyczajony, więc mów.

-Nie chciałam ci niczego wytykać, Louis – jakimś cudem Jay wyglądała jednocześnie na rozbawioną i zmartwioną, bo była jakąś Czarodziejką Emocji. – Po prostu chciałam spytać czemu spędziłeś te wszystkie lata, nie lubiąc go. Z tego co widziałam, Harry jest wspaniałym chłopcem i najwyraźniej staliście się sobie bardzo bliscy.

To było coś czego nigdy nie spodziewał się usłyszeć.

-Uh… Tak, jest… Cóż… Jest Harrym… I jest wspaniały, mimo tego, że byłem w stosunku do niego naprawdę okropny. Nie jest ani trochę taki jak myślałem. Naprawdę mamo. Jesteśmy blisko –gdyby tylko wiedziała jak blisko naprawdę byli – i po prostu przebywanie w jego towarzystwie wydaje się… Naturalne, wiesz?

-Uważaj, bo Eleanor zrobi się zazdrosna.

-Co? – spytał zaskoczony. Poczuł jakby jego matka w tym samym momencie wymierzyła mu policzek i oblała lodowatą wodą

-Zayn też – kobieta uniosła brwi, a ton jej głosu, niemal pytał co do cholery jest z nim nie tak, bez zadawania tego pytania na głos, bo to było by niegrzeczne.

Louis wypuścił oddech, czując bolesne ukłucie w płucach, bo najwyraźniej przez moment zapomniał żeby oddychać. Jay o nic go nie oskarżała (bo niby czemu by miała to robić? Nie było o co go oskarżać!), po prostu żartowała. Tylko, że szatyn wiedział, że Zayn nigdy nie był by zazdrosny o Harry’ego. W końcu przeszli razem przez naprawdę dużo i zbyt dużo czasu spędzili razem, by teraz się rozdzielić. Poza tym on miał Liama… i to coś co ich łączyło. Z kolei Eleanor… Ona zdecydowanie mogła być problemem. Nie, żeby myślał, że jest problemem, po prostu… Odczepcie się, wiecie o co chodzi.

-Tak – zaśmiał się Tomlinson, nadal niepewnie. – Nie martwił bym się o nich. Muszę lecieć mamo. Kocham cię.

-Też cię kocham, skarbie – zawołała za nim Jay, kiedy w pośpiechu opuścił samochód.

-Wszystko w porządku? – spytał Harry. Jego oczy błyszczały, pełne zaineresowania.

-Tak, tak – Louis machnął ręką na zmartwienia. –Jak ona może mieć syndrom pustego gniazda, kiedy ma jeszcze czwórkę innych dzieci, poza mną. – To stwierdzenie sprawiło, że w jego głowie pojawił się obraz Dżina z Alladyna, mówiącego „Powiedz jej PRAWDĘ” (poza tym, że, no wiecie, Harry był chłopakiem).

Harry tylko się zaśmiał.

-Znam to. Moja mama ma to samo… Tylko, że jej gniazdo naprawdę jest puste.

Szatyn zaczął się zastanawiać jaka była mama Harry’ego… I jego siostra… I ojczym. Czy kiedyś ich spotka? Naprawdę miał nadzieję, że tak.

Chłopcy wspięli się po schodach, a kiedy byli już na piętrze, Harry po prostu wciągnął go do środka, nie przejmując się pukaniem. Łyżwiarz miał trzy sekundy na rozejrzenie się po pomieszczeniu, bo potem ogłuszył go zgodny okrzyk „Księżniczka Lodu!”, a jeszcze później został zmiażdżony przez ciało osoby, która rzuciła się na niego z impetem, omal nie zwalając go z nóg. Zayn objął go i uśmiechnął się szeroko, co mogło znaczyć tylko jedno. Już był pod wpływem czegoś.

-Hej, Zayney – zaśmiał się Tomlinson, rzucając hokeiście rozbawione spojrzenie. – W porządku?

-Lepiej niż w porządku – odparł jego przyjaciel, puszczając go. – Ale ty się spóźniłeś.

-Królowa nigdy się nie spóźnia, Zayn – oznajmił Louis, po czym odwrócił się, by spojrzeć na Liama, który właśnie do nich podszedł z uśmiechem, widząc w jakim stanie jest chłopak z Bradford. – Ile wypił?

-Straciłem rachubę – przyznał Payne. – Ale na chwilę udało mi się powstrzymać go przed dalszym piciem.

-Ratujesz nam życie – odetchnął Tomlinson.

-Rujnuje zabawę – mruknął Zayn.

Szatyn go zignorował.

-Wreszcie oficjalnie się poznajemy. Zayn nie przestaje o tobie gadać, a Harry jest zbyt nieuprzejmy, by nas sobie przedstawić.

Liam zaśmiał się i uścisnął dłoń niebieskookiego chłopaka.

-Oj, Harry też nie przestaje o tobie mówić… Aua! - Harry kopnął Liama w nogę, przerywając mu mówienie.

-Mam nadzieję – powiedział chłopak z Doncaster, z kamienną twarzą. –Ktoś musi cię na bieżąco informować w sprawie naszej wielkiej miłosnej afery.

Z ust Harry’ego wydobył się odgłos, który trochę przypominał krztuszenie się, a Louis tylko zachichotał w odpowiedzi.

-Jestem zdecydowanie zbyt trzeźwy, by o tym rozmawiać – oznajmił chłopak z lokami.

-Zgadzam się. Prowadź do alkoholu, Payne! – wyszczerzył się Louis.

Kilka drinków i półtora piwa później, Louis był pełen energii. Był również bardzo, bardzo pijany, ale w ten przyjemny sposób. Jego głowa była lekka, a on czuł się wolny i po prostu tak cholernie bardzo radosny.

Harry nie odstąpił go na krok, trzymając się blisko przyjaciela, wypijając jednego drinka po drugim i gadając o jakiś bezsensownych rzeczach. Louis był wdzięczny za jego towarzystwo. Zayn poszedł nie wiadomo gdzie, a miło było mieć przy boku kogoś kogo się znało.

Cały budynek pulsował ,dosłownie i w przenośni, przez basy grającej muzyki, i dzikie podskakiwanie ludzi stłoczonych w salonie. Louis obserwował ich i nie mógł się powstrzymać od stwierdzenia, że to wyglądało na niezłą zabawę. Ale potem do jego pleców przylgnął chłopak, szepcząc do jego ucha „Chcesz zatańczyć?” i szatyn zorientował się, że zapewne wyraził swoją opinię na głos. Mimo to zgodził i chwilę potem Harry ciągnął go na środek pomieszczenia, po czym odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z Lou, uśmiechając się szeroko.

-Poza lodem też umiesz się ruszać? – Harry próbował przekrzyczeć muzykę, chwytając dłonie Louisa i kładąc je na swoich ramionach.

Tomlinson nawet się nie sprzeciwił. Po prostu zaśmiał się i przysunął bliżej.

-Cóż, chyba zaraz się dowiesz, Styles – zaczął się poruszać, nie zdejmując dłoni z ramion Harry’ego, którego ręce otoczyły talię szatyna i przyciągnęły go bliżej, powodując, że ich biodra omal się nie spotkały

To w porządku, pomyślał Louis. To w porządku. Przyjaciele mogą ze sobą tańczyć. Ale potem ich biodra się spotkały i przez chwilę Tomlinson myślał, że nie wytrzyma, bo to było wspaniałe… A przecież przyjaciele mogli się o siebie ocierać, tylko po przyjacielsku… Prawda?

-Szkoda, że musiałeś przebrać się z kostiumu – powiedział nagle Harry, mierząc Louisa wzrokiem.

-Dlaczego?

-Cóż, nie masz szelek – wyjaśnił hokeista, wskazując na jego klatkę piersiową łyżwiarza na której faktycznie nie było szelek.

-Spostrzegawczy jesteś – zaśmiał się łyżwiarz. –Lubisz je?

-Kocham – poprawił go Styles z szerokim uśmiechem. – I tak między nami – nachylił się tak, że jego usta musnęły ucho Tomlinsona. –Myślę, że powinieneś nosić je częściej.

Louis zrobił wielkie oczy, patrząc na Stylesa z niedowierzaniem. Przyjaciele mogli mówić coś takiego. Oczywiście, że tak. Mogli to robić do licha. Ale w tym jak Harry to powiedział, było coś co zdecydowanie nie było przyjacielskie. W tym jak jego oczy pociemniały. Było coś co sprawiało, że Louis czuł jakby to nie był tylko żart.

Jednak zanim mógł dalej się nad tym zastanawiać, Zayn pojawił się znikąd, klepiąc obu chłopaków po plecach.

-Chodźcie ze mną. Gramy w butelkę!

Trzeźwy Louis pewnie skomentował by to, mówiąc jak dziecinna to jest zabawa, ale pijany Louis się tym nie przejmował. Po prostu uśmiechnął się szeroko i uczepił się ręki Harry’ego, kiedy szli za Malikiem po schodach na górę i do pokoju w którym grupka ludzi już siedziała w kole. Louis rozpoznał kilka osób. Zwłaszcza Nialla i Liama.

Początek był beznadziejny. Większość ludzi wybierała prawdę, a nieliczne wyzwania były naprawdę głupie. Interesująco zaczęło się robić dopiero, kiedy Zayn został wyzwany, by zrobić lapdance* dla Liama (na co twarz Liama przybrała imponujący odcień czerwieni). Louis dostał wyzwanie, by zrobić Zaynowi malinkę, co tylko potwierdzało to, że nigdy nie myślał o przyjacielu w ten sposób, a rudy chłopak o imieniu Ed miał wyjawić jaka była jego najbardziej szalona fantazja związana z seksem. Krótko mówiąc, wszyscy szli na całość.

Sprawy przybrały poważny obrót, kiedy Niall wyzwał Liama, żeby poszedł zapalić dżointa z Zaynem. Louis sądził, że hokeista nie zgodzi się tego zrobić nawet za milion lat, ale chłopak nie protestując podniósł się i wyszedł z pokoju, ciągnąc Zayna za sobą.

Louis miał przeczucie, że to będzie interesujące.



To był błąd. Wielki, wielki, wielki błąd. To było jedyne o czym Liam był w stanie myśleć, kiedy usiadł na łóżku w innym pokoju, obserwując jak Zayn wyciąga plastikową torebkę z marihuaną i zaczyna skręcać dżointa. Co on sobie myślał? Zgodzić się na coś takiego? Nikt by go nie oceniał, gdyby powiedział nie.

Ale wyraz twarzy Malika, kiedy wyciągnął go z pokoju i poprowadził do innej sypialni, sprawiał, że Liam myślał, że było warto. Wyglądał na zszokowanego, oczywiście, ale też… Dumnego? Liam też był dumny, ale to nie zmieniało fakty, że bał się jak cholera. Może dzięki temu poczuje się trochę lepiej? Liam miał tylko jedną nerkę i nie mógł zbyt dużo pić, więc był prawie zupełnie trzeźwy, a palenie mogło go trochę rozluźnić.

Ta myśl natychmiast zniknęła, kiedy Zayn zapalił końcówkę skręta i zaciągnął się, potem podając go Liamowi, który po prostu gapił się na niego wielkimi oczami.

-Ja… Boże… Nie wiem czy dam radę to zrobić.

Zayn nie śmiał się, ani nie żartował z niego. Po prostu westchnął, jakby się tego spodziewał.

-Liam… - zaczął.

-Po prostu nigdy wcześniej nie próbowałem i boję się, że zrobię coś głupiego, albo zniszczę swój mózg, albo umiejętności do gry w hokeja.

-Liam.

-Albo gorzej… Jeśli to wpłynie na moje zdolności ruchowe i zapomnę jak się jeździ na łyżwach? O Boże… Miał bym przechlapane.

-Liam.

-Wiesz co, to był zły pomysł. Nie powinienem się na to zgadzać. Nie wiem czemu chciałem to zrobić. Powinienem po prostu pójść…

Reszta jego słów została stłumiona przez usta napierające na jego wargi i skutecznie go uciszające. Oczy Liama rozszerzyły się tak bardzo jak tylko mogły, kiedy poczuł usta Zayna na swoich. Całował go. Zayn Malik. Ze swoimi idealnie ułożonymi włosami i pięknymi, pięknymi oczami, i uśmiechem, który sprawiał, że w głowie Liama nie pozostawała ani jedna spójna myśl, i… O czym on w ogóle myślał?

Payne przerwał pocałunek, wydając z siebie dziwny, spanikowany odgłos.

-Pocałowałeś mnie – powiedział bez tchu, wyraźnie niedowierzając.

Nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie jak by to było całować chłopaka (a pewnego rodzaju sny o ciemnowłosym chłopaku się nie liczyły), ale zawsze myślał, że to go to obrzydzi. Nigdy nie myślał, że poczuje coś wręcz przeciwnego.

Zayn wzruszył ramionami, jakby to było nic wielkiego… I może nie było. Nie żeby Liam się tym przejmował.

-Nie mogłeś wykrztusić słowa i panikowałeś – powiedział w ramach wytłumaczenia. – Tylko tak mogłem ci przerwać.

Liam trochę się uspokoił. To nic nie znaczyło. Zrobił to, żebyś się zamknął. Nie wiedział czy się zarumienić, czy być złym.

-Uh… Przepraszam za to. Nerwowy nawyk.

-Nie przepraszaj – zachichotał Zayn, uśmiechając się szeroko. – To było urocze.

-Nie jestem gejem – Liam wydał z siebie dziwaczny, przerażony odgłos. Nie wiedział czemu to powiedział i od razu poczuł się źle, za to, że to zrobił.

Brunet uniósł brwi.

-Ja też nie.

-Ale ty…

-Nie wierzę w orientację – dokończył Malik. – Płeć nie ma znaczenia. Ważna jest więź z daną osobą.

-A czy… My mamy… Taką więź? – wyjąkał Liam, usiłując (bez skutku) nie brzmieć jak zupełny idiota.

Drugi chłopak zdawał się jednak tego nie zauważyć. Po prostu uniósł brwi.

-Myślałem, że to oczywiste.

Patrząc wstecz, Liam nie wiedział czemu zrobił to co zrobił. Może spowodowane to było nagłym przypływem adrenaliny. Tak czy siak, coś spowodowało, że Liam Payne, mądra, rozsądna i hetero, gwiazda hokeja, pochylił się i pocałował Zayna, zarzucając ramiona na jego szyję. A kiedy Zayn, bez najmniejszego wahania wplótł palce we włosy Liama, oddając pocałunek, Liam nie mógł oprzeć się myśli, że rzeczywistość była o wiele lepsza niż sny.



Pół godziny później gra w butelkę nadal trwała i nic nie wskazywało na to, żeby miała się skończyć. Kilka osób opuściło koło, kilka do niego dołączyło, ale Louis na razie nie miał zamiaru nigdzie się wybierać. Harry, którego od Louisa dzieliła tylko jedna osoba, najwyraźniej też nie. Loczek cały czas pochylał się nieco, żeby spojrzeć na Louisa, za każdym razem, kiedy to on wybierał następną osobę.

Teraz była kolej dziewczyny imieniem Cher. Jej brązowe oczy przebiegły po wszystkich siedzących w kole, aż w końcu wskazała na Louisa.

-Łyżwiarz figurowy – mruknęła. – Prawda czy wyzwanie?

Powiedzenie „prawda” było by świetnym pomysłem. Szczerze mówiąc, oszczędziło by pewnie Louisowi dużo kłopotów. To był zazwyczaj bezpieczny wybór. W końcu to nie było tak, że ktoś trzymał broń przy twojej głowie i zmuszał cię do powiedzenia najszczerszej prawdy. Można było się całkiem nieźle wywinąć, kłamiąc.

Ale zamiast być mądrym, Louis po prostu uśmiechnął się do Cher.

-Wyzwanie.

Cher wyglądała, jakby właśnie to chciała usłyszeć. Uśmiech, dorównujący mocą żarówce o mocy miliona watów, rozświetlił jej twarz.

-Wyzywam cię, żebyś – powiedziała, pochylając się nieco – dał naszemu drogiemu kapitanowi drużyny, porządnego buziaka.

Ku zaskoczeniu Tomlinsona nikt nie wstrzymał oddechu, ani nie zaprzeczył. Nikomu nie opadła szczęka. Nie było to jednak nic dziwnego, bo wszyscy w uczestnicy zabawy byli pijani do nieprzytomności i większość z nich już się ze sobą całowała.

Więc Harry podniósł się i na kolanach zbliżył się do miejsca w którym siedział niebieskooki chłopak, cały czas patrząc mu prosto w oczy. Kiedy siedzieli twarzą w twarz, loczek ponownie usiadł i siedział tam, cierpliwie czekając. Uśmiechał się szeroko. Oczywiście, że się uśmiechał, bo dla niego to pewnie był jeden wielki żart, a jego serce nie biło tak szybko, że miał wrażenie, że zemdleje.

Louis oblizał usta i przełknął, próbując opędzić gulę, która pojawiła się w jego gardle. Oczy Stylesa obserwowały każdy jego ruch i Tomlinson stwierdził, że jeśli zaraz tego nie zrobi, to straci odwagę.

Louis nie ruszając się z miejsca, chwycił Harry’ego za ramiona i przyciągnął go bliżej, aż byli tak blisko siebie, że ich nosy się stykały. Louis nie był w takiej sytuacji, z kimś, kto nie był Eleanor, od dłuższego czasu. Nie sądził, żeby był w stanie to zrobić. Spojrzał w oczy Harry’ego i… Cholera jasna, czy one zawsze były tak zielone? Kiedy byli tak blisko siebie, było to zupełnie nowe doświadczenie. Mimo tego, że Harry był pijany, jego oczy ze skupieniem obserwowały przyjaciela. Jakby wszystko było tylko snem, a oni byli w pokoju sami.

Uśmiech Harry’ego nieco zbladł, kiedy chłopka wyczuł wahanie Tomlinsona. Spojrzał na drugiego z powagą.

-Jest w porządku – mruknął tak cicho, że tylko Lou mógł go usłyszeć. –Po prostu się rozluźnij – przesunął dłońmi po napiętych barkach chłopaka, po czym splótł dłonie na karku przyjaciela, powoli nachylając się do niego, aż…

Ich usta się spotkały. Delikatnie, łagodnie, tak, że szatyn mógł poczuć ciepło ust drugiego chłopaka.

Ale czuł się, jakby całe jego ciało płonęło, od tego jednego dotyku, który jakimś cudem, wydawał się mieć moc, by zmienić świat. Uczucie ust na ustach, coś czego Louis doświadczał tak często, teraz wydawało się zupełnie nowe. Jakby całowanie Harry’ego było pierwszym razem, kiedy jego usta dotknęły czyichś, bo to był jedyny raz, kiedy to się liczyło.

Może Harry czuł to samo, bo nie przerwał pocałunku, a przysunął się jeszcze bliżej. Palce jednej dłoni wplótł we włosy Louisa i…

Drzwi nagle się otworzyły, a Louis i Harry odskoczyli od siebie. Niebieskooki dyszał, jakby właśnie przebiegł maraton. Liam i Zayn wpadli do pokoju z potarganymi włosami i czerwonymi, opuchniętymi ustami. Liam zajął miejsce w kole. Miał wielkie oczy, a podekscytowanie biło od niego falami.

-Wy – zaczął chłopak z Wolverhampton, patrząc na wszystkich obecnych, jakby właśnie dostał objawienia. – Właśnie miałem najlepszy pomysł… Na świecie.

Louis naprawdę chciał zachować powagę (zwłaszcza po tym co się dopiero co stało), ale był zbyt pijany i skończył chichocząc jak głupi. Spojrzał Na Harry’ego, który nadal był na kolanach… (Słodki Boże, on był na kolanach, przed nim) i uśmiechnął się szeroko, łapiąc hokeistę za dłoń i ciągnąc go na miejsce obok siebie.

-W takim razie, powiedz nam – poprosił Tomlinson, wtulając się w Harry’ego, który teraz siedział obok niego.

Miał wystarczające doświadczenie z Zaynem i wiedział jak się obchodzić z ludźmi, którzy byli na haju, a Liam był nieźle naćpany.

-Okej, więc wszyscy znacie YOLO, nie? – rozejrzał się, żeby się upewnić.

Harry prychnął, otaczając Louisa ramionami i opierając głowę na ramieniu Tomlinsona.

-Tak, Li.

-Właśnie rozmawiałem z Zaynem – wskazał na chłopaka, jakby nikt tu go nie znał – i wymyśliłem… Wiecie co jeszcze moglibyśmy mówić? Hearts Only Beat Once. HOBO! Łapiecie? Hobo¸ jak bezdomni.

Nikt nic nie powiedział, ale to było w porządku, bo Liam wydawał się przeżywać najlepsze chwile swojego życia, po prostu mówiąc do siebie, aż w końcu upadł, śmiejąc się tak bardzo, że jego twarz zrobiła się czerwona.

-Powinniśmy się martwić? – spytał Harry.

Jego usta musnęły przy tym szyję Louisa, który walczył z sobą, by powstrzymać dreszcz.

-Nie – szatyn lekko przechylił głowę, uśmiechając się do hokeisty i chowając głowę w zgięciu szyi. – Zayn po prostu zaznajomił go z roller coasterem, którym jest trawka.

Kiedy Styles się zaśmiał, Lou poczuł jak całe jego ciało wibruje i tym razem Louisa naprawdę przeszły dreszcze. Jakaś jego część, która pozostawała racjonalna, nagle zdała sobie sprawę z tego jak blisko są.

Harry, jak gdyby to wyczuł i przechylił głowę, zerkając na Tomlinsona i marszcząc brwi.

-Czy to jest w porządku? – spytał cicho, nieco poluźniając swój uścisk na talii Louisa, by dać mu znać o co chodzi.

Czy to było w porządku? Ile znaczeń miało to pytanie? Czy dla Louisa to było w porządku? Tak. Czy to uczucie było w porządku? Cholera, oczywiście, że tak. Ale na tle całej ich relacji i wszystkiego, czy to było w porządku? Czy Louis naprawdę powinien tak bardzo pragnąć towarzystwa Harry’ego? Pragnąć jego dotyku, nie ważne, czy pod wpływem alkoholu, czy nie? Nie był tego taki pewien.

-Tak – mruknął, ściskając bok Harry’ego. –Jesteśmy przyjaciółmi, Haz – czemu te słowa nagle wydawały mu się gorzkie i nieszczere?

-Tak – potwierdził Styles, ponownie zacieśniając uścisk swoich ramion. –Jesteśmy przyjaciółmi.

Po powrocie Zayna i Liama, gra zaczęła dobiegać końca. Wszyscy, zamiast porozmawiać, ruszyli w poszukiwaniach alkoholu. Louisowi zaczęło kręcić się w głowie, a jego serce przyspieszyło, jednak był niemal pewien, że nie ma to najmniejszego związku z jego obecnym stanem, za to ma dużo wspólnego z zielonookim chłopakiem, który go przytulał. Prawdopodobnie akurat ta godzina, akurat tej nocy nie była odpowiednim czasem, by jego własny umysł zaczął go zdradzać, ale to właśnie się stało. Jego umysł podsuwał mu obrazy, które wcale nie były mile widziane.

Po pierwsze: pocałunek. Ten pocałunek, który nie był bez znaczenia. Przynajmniej dla niego. Louis był wystarczająco mądry, by to zrozumieć. Ale jak to mogło coś znaczyć? Przecież liczyły się tylko pocałunki z Eleanor. To nie miało sensu z wielu różnych powodów. Przecież ledwie się całowali. To trwało tylko krótką chwilę. Gdyby Louis nie widział wtedy przed sobą Harry’ego, mógł by być przekonany, że to krewny cmoknął go w usta (poza tym, że krewny nie wywołał by u niego tych wszystkich uczuć, bo to było kazirodztwo). Poza tym, to był Harry. Całował Harry’ego, swojego przyjaciela, który był hetero jak linia**, która nie miała żadnych załamań. Całowanie osób tej samej płci nie było dla niego problemem, bo po prostu nic dla niego nie znaczyło.

Po drugie: czy zdradził Eleanor? Większość ludzi stwierdziła by, że nie, bo to przecież było tylko wyzwanie. Louis doszedł do wniosku, że mogło by to zostać uznane za zdradę tylko wtedy, gdyby osoba zdradzająca czerpała przyjemność z tego co robiła i to był właśnie problem… Bo Louis zdecydowanie czerpał przyjemność z pocałunku i przez to umierał ze strachu.

I po trzecie, i ostatnie: co to znaczyło? Wiedział już co to znaczyło dla Harry’ego. Nic. Oczywiście. Tylko, że teraz Louis panikował, bo głęboko w sercu wiedział, że dla niego to jednak coś znaczyło (nie żeby kiedykolwiek miał odwagę to przyznać i być zbombardowanym przez miliony „Wiedziałem, że jest gejem!!!”).

Nadal nie był gejem. Ale mógł być hetero i przyznać, że podobało mu się całowanie się z Harrym, i że Styles był atrakcyjny… Mój Boże, atrakcyjny. Alkohol najwyraźniej odbierał mu zdolność logicznego myślenia, bo nagle jedyne o czym mógł myśleć to to, jak ładne i przeszywające były oczy chłopaka. I o tym jak pełne i różowe, i… Cóż, idealne do całowania były jego usta w tej chwili, kiedy nachylał się, by pocałować Louisa, i o tym jak zaczerwienione były jego policzki, kiedy odsunęli się od siebie, jakby też mu się to podobało…

Louis wyprostował się, zaalarmowany swoimi myślami. Co on sobie wyobrażał, myśląc tak o Harrym? Nie miał prawa. Zwłaszcza, że jego uczucia nie były odwzajemniona. Zwłaszcza, że sam był w związku

O cholera. Był w związku.

Tomlinson zabrał dłonie z ramion Harry’ego, z szaleńczo bijącym sercem. Harry natychmiast to zauważył i zabrał ręce z talii chłopaka, siadając prosto.

-Lou? – spytał niepewnie. –Wszystko w porządku?

-Tak – wykrztusił szatyn, nie patrząc na niego. –Po prostu muszę… Iść do łazienki.

Chwiejnie stanął na nogach, ignorując spowodowane tym zawroty głowy, i szybko opuścił pokój.

Wypadł na korytarz i powlókł się korytarzem, wpadając do pierwszej łazienki którą zobaczył, zatrzaskując za sobą drzwi. Oparł się o umywalkę i spryskał twarz chłodną wodą, próbując kontrolować swój oddech. Nagle wszystko wydawało się jaśniejsze. Pocałował Harry’ego Stylesa i podobało mu się to. Co do cholery się z nim działo?

Wiedział jedno. Eleanor go zabije.

A może nie? Może jeśli po prostu z nią porozmawia i wyjaśni, że to było tylko wyzwanie, to nic się nie zmieni. A może po prostu nie powinien jej mówić? Nie, nie, nie. Musiał. Był jej to dłużny.

…Właściwie, to wcale nie. Louis miał zamiar zostawić to przypadkowi. Zadzwoni do El, a jeśli ona odbierze, powie jej. Jeśli nie… Cóż, w takim razie nie musi wiedzieć.

Wyciągnął telefon i zdrętwiałymi palcami wybrał jej numer, wsłuchując się w sygnały. To była agonia. Tomlinson miał jednocześnie nadzieję, że odbierze i że tego nie zrobi. W końcu, usłyszał po drugiej stronie „Hej, tu El! Przepraszam, ale nie mogę…” i odetchnął z ulgą.

Na razie był bezpieczny, ale jeśli samemu nie uda mu się zrozumieć swoich uczuć, to stanie się niezłym bagnem, nie tylko dla niego, ale dla wszystkich.

*lapdance – rodzaj erotycznego tańca, wykonywanego głównie przez striptizerki, jak nazwa wskazuje, na kolanach klienta.

**hetero – eng. Straight

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz