*Sobota Rano
Serce Louisa tłukło się w jego piersi, zanim w ogóle otworzył oczy. I to nie dlatego, że obudził się wtulony w Harry’ego. Wtedy to było już codziennością.
Nie, obudził się z galopującym sercem, bo była ósma rano, co znaczyło, że za dwie godziny miał egzamin.
Próbował nie panikować.
Był gotowy. Naprawdę był gotowy (bo nie było sensu wydawać 80 dolców na test, skoro nie sądził, że zda), ale i tak się denerwował. No bo jak miał się nie denerwować? To był chyba najważniejszy test w całym jego życiu (chociaż jego mama kłóciła by się, że testy w szkole były równie ważne, ale kogo ona próbowała oszukać?)
Szatyn wziął głęboki wdech, kiedy świadomość tego wszystkiego zaatakowała go z pełną mocą. Spróbował wstać z łóżka, ale dużym utrudnieniem było to, że nadal tkwił w uścisku umięśnionego hokeisty o kamiennym śnie. Louis poruszył się delikatnie, próbując wyplątać się z ramion Harry’ego, bez budzenia go.
Udało mu się, chociaż to jak miał wstać z łóżka, bez budzenia przyjaciela, było dla niego tajemnicą, ale trudno. Wszystko czego potrzebował na egzamin było już zapakowane do torby, która czekała przy drzwiach, bo z góry zakładał, że nie zdążył by wrócić do swojego pokoju (zwłaszcza, że to mogło się wiązać z zobaczeniem pewnego widoku, którego nie miał ochoty oglądać, nigdy w życiu).
Założył sweter, który poprzedniej nocy rzucił gdzieś na podłogę, po czym podszedł do stolika nocnego Harry’ego, by znaleźć długopis i kartkę, i napisać przyjacielowi liścik. Co prawda Harry nalegał, by iść z nim, ale Tomlinson odmówił, twierdząc, że będzie się nudził i Harry zgodził się zostać w pokoju, do czasu, kiedy Zayn i Liam przyjdą i pomogą mu pójść na lodowisko.
Ale Louis czuł się zobowiązany, by zostawić śpiącemu chłopakowi wiadomość, że nie zapomniał o tym.
Na szczęście na stoliku było dużo różnych kartek. Louis ostrożnie otworzył szufladę, zerkając na przyjaciela, by upewnić się, że nadal śpi. Złapał pierwszy długopis i szybko napisał na karteczce „Poszedłem na lodowisko. Do zobaczenia xx”.
A potem odłożył długopis z powrotem i to zobaczył.
A mówiąc to, mam na myśli TO. To był esej Harry’ego. Esej Harry’ego. O NIM.
Łyżwiarz zrobił wielkie oczy, podczas gdy w jego umyśle rozgrywała się bitwa. Jego serce przyspieszyło (co było dziwaczne, bo przecież to był tylko esej, na miłość Boską, to nie było coś przez co powinien się tak ekscytować… Ale było).
Zobaczył jakiś ruch kątem oka i zaskoczony stwierdził, że to jego ręka sięga po esej. Szybko się powstrzymał. Nie mógł tak po prostu wziąć eseju Harry’ego. Styles jasno powiedział, że (z jakiegoś powodu) nie chciał by, by Louis czytał jego pracę.
Ale z drugiej strony. Tak po prostu tam leżał… Sam w szufladzie, praktycznie błagając, by być przeczytanym…
Tomlinson potrząsnął głową. Nie. Nie mógł tego zrobić. Gdyby Harry chciał, żeby to przeczytał, pozwolił by mu. Poza tym teraz powinien się martwić egzaminem. Był znacznie ważniejszy.
Nie bierz go. Odłożył długopis do szuflady.
Nie bierz go. Oparł dłoń o szufladę, gotowy ją zamknąć.
Nie bierz go. Patrzył się na esej.
Och, pieprzyć to. Louis złapał kartkę i zatrzasnął szufladę, ostrożnie wkładając pracę przyjaciela do torby. Opuścił pokój i ruszył korytarzem, zanim dopadły go wyrzuty sumienia, przed wyjściem po raz ostatni zerkając na Harry’ego śpiącego spokojnie. Nie był pewien czy czytać esej, czy zrobić to dopiero później, ale to naprawdę nie było ważne.
Teraz szedł na lodowisko, gdzie czekała na niego jego przyszłość.
—
Louis nie panikował. Naprawdę. Jasne, może jego serce normalnie nie biło aż tak szybko, a jego dłonie się nie trzęsły, ale po prostu się denerwował, okej? Denerwował się egzaminem i nie było sensu zaprzeczać.
Był coraz bliżej. Do rozpoczęcia zostało tylko czterdzieści pięć minut.
Właśnie siedział na jednej z ławek z zamkniętymi oczami, oddychając głęboko. Dotarł na lodowisko całkiem wcześnie, więc miał wystarczająco czasu, by kupić sobie jakieś zdrowe przekąski, albo jak nazywała to jego trenerka „dopalacze energii”. Karen odebrała od niego płytę z podkładem i zostawiła go samego, by mógł się rozciągnąć i rozgrzać. Po kilku minutach skakania na skakance i ćwiczeń na poprawne lądowanie, wreszcie włożył do uszu słuchawki i kilka razy wykonał cały układ z muzyką.
A teraz cały się trząsł. Z nerwów i z adrenaliny. Bo ten test był ważny i przerażający i jego. To był test Louisa. Urodził się, by być łyżwiarzem, wiedział to całe życie. Teraz musiał tylko pozostać skupiony, wyjść na lód i pokazać to sędziom.
Jedyną rzeczą, która trochę go rozpraszała, był esej Harry’ego. Może myślicie: „Wow, naprawdę nie powinien go brać”. Ale to nie to było problemem. Problemem było to, że chciał go przeczytać, ale nie mógł się zmusić, by to zrobić.
Wstał z ławki i przejechał dłońmi po twarzy, jęcząc. Musiał coś zrobić, bo inaczej zawali test, nie mogąc wyrzucić z głowy Harry’ego cholernego Stylesa.
Zerknął na zegar, miał jeszcze czterdzieści minut, i westchnął. Musiał się przynajmniej przebrać w kostium, zanim przeczyta esej. Tak, to był dobry pomysł.
Jego kostiumem na egzamin był dokładnie ten sam, który miał na sobie na pierwszych zawodach. Bordowa koszula, czarne spodnie i szelki. Może był sentymentalny, ale w tym wygrał zawody i mając go znowu na sobie, czuł się trochę bardziej zwycięsko (i może wybrał go też dlatego, że Harry’emu podobało się jak wyglądał w szelkach, ale nawet jeśli to co z tego?). Jego włosy uczesane były w stylowego quiffa, przez co wyglądał jeszcze bardziej profesjonalnie.
Kiedy się ubrał i z powrotem usiadł na ławce, zerknął na zegar. Trzydzieści minut.
Okej. Miał czas, żeby przeczytać ten esej.
Ostrożnie, jakby to ona była czymś bardzo ważnym, a nie słowa na niej zapisane, wyjął kartkę z torby i zaczął czytać.
Louis jest jak słońce, tak się zaczynało. Jest niesamowicie głośny, wielki i jasny i ma w sobie ten dar od natury, który sprawia, że przyciąga ludzi jak grawitacja. Nie jestem pewien, czy w ogóle zdaje sobie z tego sprawę, ale ja zawsze to widziałem. Pierwszego dnia, kiedy zobaczyłem Louisa, wiedziałem, że jest w nim coś innego. Coś rzadkiego, co odróżnia go od innych ludzi. Ale bardzo długo nie mogłem się zorientować co to było.
Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jak jeździ, przestałem się zastanawiać, bo po prostu wiedziałem, że to znalazłem. Właśnie to go wyróżniało z tłumu. Przysięgam, że kiedy go zobaczyłem, przestałem oddychać, bo nie sądzę, bym kiedykolwiek widział coś tak pięknego czy doskonałego. Większość ludzi opowiada swoje historie, by wyrazić siebie słowami. Louis jest inny. Louis mówi ludziom o sobie przez swoją jazdę. Każdy ruch, nawet najdrobniejszy… To jest jego język. Mówi poprzez lód i tam pozwala swojej pasji świecić. Ktoś kto nigdy nie widział jak jeździ, nie może powiedzieć, że zna prawdziwego Louisa Tomlinsona. Bo nie znali by jego najważniejszej części. Loui jest jednym z najlepszych łyżwiarzy naszego pokolenia. Wiem to i myślę, że każdy kto dostał ten przywilej, by widzieć jak występuje…
Louis nie oddychał. Jego ręce trzęsły się, ale nie z nerwów, tylko od… Cóż, od uczucia jakby jego wnętrzności były zrobione ze złota, a jego serce miało zaraz wyskoczyć z jego piersi. Przygryzł wargę, usiłując powstrzymać uśmiech, który w każdej chwili mógł zająć stałe miejsce na jego twarzy.
On po prostu… Nie mógł uwierzyć, że Harry to napisał. W jakiś sposób wiedział, że chłopak tak o nim myśli i w ogóle (dzięki tym wszystkim przemowom), ale widzieć to wszystko napisane na papierze, było czymś zupełnie innym. Poza tym sam fakt, że chłopak dał to do oceny, a Pan Turner czytał ten esej, sprawiał, że chciał się uśmiechać. Jeśli nauczyciel wyciągnął z tego takie same wnioski jak Louis…
-Tomlinson, gotowy?
Szatyn podniósł głowę, a jego oczy spoczęły na niskiej, rudej trenerce, która stała przed nim, patrząc na niego z oczekiwaniem.
Gotowy? Pomyślał, patrząc na zegar. Mam jeszcze… Cholera. Miał kwadrans.
-Uhhh- mruknął, wkładając esej do torby i wyciągając z niej łyżwy. –Tak, zaczekaj chwilę. Muszę tylko założyć łyżwy.
Karen wywróciła oczami.
-Naprawdę, Tomlinson – westchnęła kobieta. –Najważniejszy test w twojej karierze, a ty się nie przygotowałeś?
-Popatrzył bym teraz na ciebie ze złością, gdybym nie był zajęty pilnym wiązaniem łyżew.
Trenerka nie zaszczyciła go odpowiedzią.
Upewnienie się, że założył łyżwy prawidłowo zajęło mu tylko kilka minut, a potem ruszył w kierunku biurka przy którym siedziała komisja.
Karen coś do niego mówiła, ale Louis był w swoim własnym świecie. Jego serce bijąc, niemal powtarzało HarryHarryHarry, i z każdą sekundą miał tylko nadziejęnadziejęnadzieję. Chłopak spojrzał na trybuny, mając nadzieję, że wśród ludzi odnajdzie… Och, tam.
Siedział obok mamy i sióstr Louisa, oraz Zayna (i Liama, oczywiście). Harry. Jego kule leżały obok, a oczy chłopaka obserwowały Tomlinsona. Chłopak poczuł, jak jego serce jeszcze przyspiesza, a jego oddech zamiera w piersi i wow… To było nowe. Dawno nie czuł czegoś takiego do kogoś. Ale to był Harry, więc było w porządku. Jak kiedykolwiek mógł myśleć, że tych uczuć nie było?
Uśmiechnął się i uniósł rękę, machając do Stylesa. Twarz hokeisty rozjaśnił szeroki uśmiech, a potem chłopak odmachał energicznie, a żołądek Louisa wykonał kilka salt. Obiecał sobie, że zajmie się tym po egzaminie, niezależnie od tego czy zda, czy nie.
Grupa z którą miał rozgrzewkę, została zawołana na lód i Louis wsunął się na taflę, natychmiast skupiając się na tym co było teraz najważniejsze. Wykonał podstawowe skoki i kilka obrotów, próbując się rozgrzać, ale nie zmęczyć się przed testem. Czas przeznaczony na rozgrzewkę był zbyt krótki, ale może to tylko jemu się tak wydawało.
Kiedy zeszli z lodu, Louis usiadł na chwilę, wiedząc, że będzie zdawał jako pierwszy. Karen spojrzała na niego z powagą i położyła mu dłoń na ramieniu.
-Dasz radę, Tomlinson. Przez wszystkie lata, prawie nigdy nie spotkałam łyżwiarza z twoim oddaniem i talentem. Ciężko na to pracowałeś i zasługujesz na to. Musisz pokazać to sędziom – powiedziała, a jej oczy skierowały się w kierunku trybun, a jej usta wygięły się w pół uśmiechu. –I wydaje mi się, że ten chłopiec wierzy w ciebie tak samo mocno jak ja.
Louis popatrzył tam gdzie ona i dostrzegł Harry’ego, obserwującego ich uważnie. Odwrócił wzrok, kiedy tylko oboje na niego spojrzeli, ale szatyn wiedział co trenerka miała na myśli.
-Dzięki, Karen – westchnął. –Wiesz, że nie zrobiłbym tego bez…
-Och, przestań – przerwała mu kobieta. – Zachowaj to na świętowanie.
Łyżwiarz uśmiechnął się szeroko i dokładnie w tym samym momencie, usłyszał wołanie. „Louis Tomlinson, zapraszamy do sędziów”.
-Rzuć ich na kolana – uśmiechnęła się trenerka.
Louis przełknął i pokiwał głową, ocierając dłonie o spodnie i podnosząc się. Wsunął się na lód. W ciszy panującej na arenie, dźwięk ostrzy łyżew przesuwających się po tafli lodu, brzmiał jak strzały, i powodował, że przechodziły go dreszcze. Miał tylko nadzieję, że jurorzy tego nie zauważyli.
Zatrzymał się przed panelem sędziów, którzy patrzyli na niego uważnie.
-Zdajesz na seniora? – spytała jedna z kobiet, zerkając na niego znad okularów w rogowych oprawkach.
-Tak, proszę pani – skinął głową Louis.
Kobieta uśmiechnęła się chłodno.
-W takim razie powodzenia. Możesz zająć pozycję i zacząć, kiedy będziesz gotowy.
Chłopak ponownie skinął głową. Teraz, kiedy już porozmawiał z sędziami, jego nerwy zniknęły. Oni byli tylko ludźmi, upomniał się, kiedy zajmował pozycję. Po prostu łyżwiarze, którzy chcieli by zdał tak samo bardzo jak on. Nie chcieli go oblać.
Kiedy zajął pozycję i czekał na znak, jego serce wreszcie zwolniło. Jego nerwy gdzieś odpłunęły. Był w swoim żywiole. Był w domu. Jego ciało się zrelaksowało. Mógł to zrobić. Po chwili rozbrzmiała muzyka, a on ruszył.
Poczuł wiatr wokół siebie. Ten chłód wyostrzał jego zmysły i sprawiał, że nie tracił koncentracji. Po tylu latach, mróz stał się sprzymierzeńcem, kolejną rzeczą, która sprawiała, że pamiętał kim jest. Jego łyżwy bez wysiłku poruszały się po lodzie, jak już to robiły tyle razy.
Wszystko szło tak jak miało być. Od kombinacji obrotów (flying camel-front sit ze zmianą stron do back sit-cannonball-shotgun) to kombinacji skoków (potrójny salchow-double toe loop i potrójny flip-half loop-double salchow-double toe loop). Każdy ruch był przedłużeniem jego ciała. Wykonywał go z łatwością. Jedyną rzeczą, którą się martwił był potrójny aksel.
Ale kiedy zaczął robić back-crossovers, przygotowując się, pomyślał o tym co Harry o nim napisał w eseju. Rozumiał coś, czego nigdy nie tłumaczył, nawet swojej rodzinie. Lód był częścią jego. To było jego życie, jego pasja, jego powód by być. To nie było po prostu hobby. To było wyrażanie siebie.
Nagle potrójny aksel nie wydawał się już taki przerażający. Wyskoczył i bez problemu wylądował, a jego serce puchło z dumy. Nie wątpił w to, że gdyby podniósł wzrok i spojrzał na Harry’ego, zobaczył by, że chłopak z lokami posyła mu jeden z tych swoich uśmiechów o mocy tysiąca watów. I to wystarczyło, by dokończył układ, cały czas się uśmiechając.
-Dziękujemy, panie Tomlinson.
Szatyn zaczekał, aż bezpiecznie zejdzie z lodu i odejdzie kawałek od barierki lodowiska. Dopiero wtedy podbiegł do trenerki i uściskał ją najmocniej jak tylko mógł, uśmiechając się tak szeroko, że był pewien, że jego twarz zaraz pęknie na pół. Udało mu się. Zrobił to. Niemożliwe było, żeby miał nie zdać.
Odsunął się od Karen i złapał torbę, idąc do jednej z szatni. Na wyniki musiał poczekać kilka minut, więc miał czas, by zdjąć kostium i zrelaksować się trochę, zanim będzie musiał się z tym zmierzyć.
Z ulgą stwierdził, że szatnia jest pusta. Westchnął i opuścił torbę na ziemię. Szybko zdjął kostium, chcąc tylko przebrać się w swoje wygodne ubrania. Kiedy tylko się przebrał, zza jego pleców odezwał się głos.
-Spóźniłem się na striptiz?
Louis pisnął i podskoczył, odwracając się i stając twarzą w twarz z Harrym, który uśmiechał się szeroko, jak idiota. Łyżwiarz figurowy prychnął mimo tego, że (teraz mógł to przyznać) w jego żołądku stado motyli poderwało się do lotu.
-Wybacz, Curly – powiedział. –Muszę ci przypominać, że to nie ja jestem w tej przyjaźni dziwką?
Harry wywrócił oczami i kuśtykając podszedł do Louisa, po czym usiadł na ławce.
-No tak, jak mogłem zapomnieć?
-Myślę, że twoje włosy przeszkadzają ci w myśleniu – wzruszył ramionami Tomlinson.
-Ale z ciebie księżniczka.
-Księżniczka, która właśnie powaliła sędziów na kolana.
-Wiem. Chodź tu, żebym mógł cię porządnie przytulić.
Szatyn podszedł do niego i pomógł mu podnieść się z miejsca, obejmując wyższego chłopaka w talii i chowając głowę w zgięciu szyi przyjaciela, myśląc o tym, jaka to ulga, że poszło mu tak dobrze. Nie mógł sobie wyobrazić co by zrobił, gdyby zawalił test.
-Byłeś wspaniały, Lou – mruknął Harry, całując chłopaka w głowę i zacieśniając uścisk wokół niego. –Naprawdę wspaniały. Chciałbym, żebyś mógł się zobaczyć. Jeśli mam być szczery, to na chwilę zapomniałem jak się oddycha.
Louis poczuł jak jego wnętrzności robią fikołka, i nagle przypomniał sobie o czymś co sobie obiecał wcześniej.
-Haz, muszę ci coś powiedzieć – powiedział cicho, odsuwając się.
-Co takiego? – Styles spojrzał na niego, zdziwiony.
-Usiądźmy – kiedy to zrobili, Louis odwrócił wzrok. Jego serce biło jak szalone. Teraz kiedy już był gotowy, słowa wydawały się parzyć go w język. Nie był pewien, czy był gotowy, by to powiedzieć, ale musiał. Musiał to powiedzieć.
-Ja po prostu – chłopak wziął głęboki wdech, by się uspokoić. –Czytałem twój esej.
Harry wyglądał na przerażonego. Na jego twarzy pojawiła się panika.
-Co? Louis, czekaj, mogę to wyjaśnić….
-Nie, cicho. Nie przerywaj mi – przerwał mu łyżwiarz. –Muszę to powiedzieć teraz, bo inaczej nigdy tego nie zrobię, okej? – hokeista przez chwilę siedział bez ruchu, po czym powoli skinął głową. –Okej. Lubię cię. Bardzo. Bardziej niż przyjaciela… I zdaję sobie sprawę z tego, że zachowuję się jak dupek, bo kto normalny zarywa do najlepszego kumpla? Ale trudno. Muszę ci to powiedzieć. Myślę, że jesteś wspaniały. Naprawdę. Myślałem tak już od jakiegoś czasu, ale nie wiedziałem co z tym zrobić, zwłaszcza, że umawiałem się z Eleanor. Przez całe moje życie, ludzie mówili mi, że skoro jestem łyżwiarzem figurowym to na pewno jestem gejem i szczerze mówiąc, to cholernie niesprawiedliwe, że moje ciało nagle zdecydowało się zmienić zdanie, kiedy cię poznałem… Ale, po prostu… Nie mogę przestać o tobie myśleć. Prawdopodobnie brzmię jak jakaś zakochana nastolatka, ale to prawda. Cały czas o tobie myślę. Jesteś po prostu… Cały czas się przytulamy, nosisz mój sweter i oglądamy razem filmy. Śmiejemy się i kłócimy i to jest po prostu takie naturalne. To jest po prostu dobre. Więc, to co chcę powiedzieć, to… Lubię cię, Harry Stylesie. A twój esej… Przeczytałem tylko jego część, ale i tak sprawił, że bardzo chciałem cię pocałować i naprawdę cieszę się, że mam tak dużą samokontrolę, bo inaczej nie mógł bym siedzieć tu z tobą tyle czasu bez zrobienia tego.
Na chwilę zapadła cisza. Harry gapił się na Louisa. I tyle. Żadnego mrugania, żadnego ruchu (tak naprawdę, chyba nawet nie oddychał), po prostu się gapił. Wyglądał na oniemiałego, jakby nie wiedział jak się mówi.
A potem.
-Naprawdę? – odezwał się tak nagle, że Louis o mało co nie podskoczył.
-Co? – spytał chłopak zaskoczony.
-Czy naprawdę… Mówisz szczerze?
-Oczywiście że tak, Haz. Nie robił bym tego wszystkiego, gdybym…
A potem się całowali.
Dłonie Harry’ego objęły głowę Louisa, stanowczo, jednak delikatnie, przyciągając chłopaka bliżej. Tomlinson poczuł, jak wszystkie jego mięśnie relaksują się pod wpływem jego dotyku. Zarzucił ramiona na szyję drugiego chłopaka, przyciągając go tak blisko jak to tylko było możliwe. Niemal się nie uśmiechnął i zrobił by to, ale nie chciał przerywać pocałunku. Bo czuł się… Wolny. Jakby wreszcie znalazł to czego szukał. Jakby dostał coś, chociaż nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie tego pragnął.
Coś między nimi powstało. Coś silnego, jednak zupełnie nowego i nieznanego. Harry wsunął dłonie we włosy Louisa, masując jego czaszkę i szatyn poczuł, jak jego wnętrzności robią fikołki. Nieznacznie rozchylił usta i chwycił nimi dolną wargę Stylesa, który wydał z siebie zaskoczony dźwięk, a potem jego język przebiegł po wargach starszego chłopaka, prosząc o wejście. Tomlinson natychmiast otworzył usta, pozwalając Harry’emu zassać jego język… Pozwalał chłopakowi całować go w sposób, który sprawiał, że kręciło mu się w głowie.
Obaj byli niedoświadczeni, ale mimo to, to było tak bardzo, bardzo dobre. Louis czuł się jakby spadał bez spadochronu. Głębiej i głębiej w Harry’ego. Intensywność uczuć, które zagnieździły się na samym dnie jego brzucha, mówiła mu, by zaufał i poczuł i pozwolił by to wszystko się działo, bo to było wspaniałe i miał zamiar się tego trzymać.
Dopiero, kiedy poczuł ukłucie bólu w klatce piersiowej, spowodowane niedoborem tlenu, odsunął się od Stylesa i otworzył oczy. Zobaczył najpiękniejszy widok w całym swoim życiu…
Policzki Harry’ego były zaczerwienione, oczy lśniące, a usta opuchnięte, czerwone i takie… Louisa. Wyglądał na oszołomionego, patrząc na drugiego chłopaka i dysząc. W jego oczach mieszały się szczęście, pożądanie, nadzieja i oczekiwanie.
Louis uśmiechnął się i położył dłonie na ramionach loczka.
-Cześć.
Harry odetchnął, uśmiechając się, powodując, że w jego policzkach pojawiły się dołeczki.
-Hej. Więc… To się stało.
-Ależ ty bystry, Hazza – prychnął Louis. –Jeszcze jakieś błyskotliwe rzeczy, którymi chcesz się ze mną podzielić?
-Cóż, jedno przychodzi mi do głowy – powiedział cicho, przygryzając dolną wargę. –Czy to znaczy, że jesteś mój?
-Myślałem, że to oczywiste – próbował brzmieć spokojnie, ale był pewien, że Harry widział podekscytowanie w jego oczach. –Ty, mój drogi Curly, masz zaszczyt umawiać się z najgorętszym łyżwiarzem figurowym w Emerald Hills… Jeśli mnie przyjmiesz.
-Czekałem na ciebie, Lou. Pragnę tego od początku roku szkolnego.
-Naprawdę? – Louisowi opadła szczęka.
Hokeista pokiwał głową.
-Jesteś wszystkim czego pragnę.
-Harry – westchnął Louis, uśmiechając się delikatnie. –Ja po prostu…
Harry przerwał mu, składając na jego ustach, niewiarygodnie słodki pocałunek, po czym odsuwając się i opierając czoło o czoło szatyna.
-Przepraszam, to po prostu takie wspaniałe, że mogę teraz zrobić coś takiego.
-Jesteś idiotą – wywrócił oczami łyżwiarz.
-Ale twoim idiotą –zaśpiewał Styles, z szerokim uśmiechem.
-Tak… Moim idiotą – mruknął do siebie Louis. –A teraz mój idioto, musimy pójść sprawdzić, czy zdałem, czy nie.
-Ale przecież i tak wiemy, że zdałeś. Nie możemy tu posiedzieć i się trochę pocałować?
-Zdecydowanie nie, napaleńcu – powiedział Louis z udawanym niesmakiem, wstając i poprawiając (rozczochrane) włosy i ubrania. –Ale mamy całą noc, żeby świętować.
-Nie mogę się doczekać.
Razem opuścili szatnię, idąc tak blisko siebie jak tylko mogli, z kulami Harry’ego. Louisowi było trochę smutno, że nie mógł trzymać go za rękę i pokazać wszystkim swojego nowego chłopaka. CHŁOPAKA. Ale wiedział, że będzie miał na to dużo czasu później.
Kiedy opuścili lodowisko, zobaczyli mamę i siostry Louisa, czekające z Zaynem i Liamem, którzy byli zbyt zajęci zabawianiem Daisy i Phoebe, by ich dostrzec. Trenerka Louisa też tam była. Czekała przy drzwiach, trzymając kartkę papieru. Całe szczęście Tomlinsona w jednej chwili zostało zastąpione przez nerwy. Mimo tego, że jego zdaniem poszło mu świetnie, nadal była szansa, że sędziowie sądzili inaczej.
Harry zatrzymał się i wyciągnął rękę, by uścisnąć dłoń chłopaka.
-Będę czekał tam – wskazał ruchem głowy na miejsce gdzie stała rodzina Harry’ego.
Louis skinął głową i w nagłym przypływie odwagi, nachylił się, cmokając Harry’ego w usta, mając nadzieję, że doda mu to trochę wiary w siebie (tak naprawdę, po prostu już pokochał całowanie chłopaka). Ruszyli w dwie różne strony. Tomlinson nerwowo bawił się dłońmi, kiedy zbliżał się do trenerki.
Twarz Karen nic nie zdradzała, nie żeby Louis sądził, że będzie. Tak naprawdę kobieta była niemalże jak z kamienia. Odkaszlnęła, kiedy zatrzymał się przed nią.
-A teraz, Tomlinson…
Chłopak zamarł. Te słowa zawsze oznaczały złe wieści.
-Chcę, żebyś wiedział, że to jeden z wielu testów do których staniesz w całym swoim życiu i nawet jeśli nie zdałeś to możesz się z tego dużo nauczyć.
Nie mógł oddychać. Całe jego ciało zdrętwiało. Oblał. Nie mógł uwierzyć, że oblał.
-I musisz wiedzieć, że zawsze będą dni, lepsze i gorsze.
-Rozumiem –pokiwał sztywno głową.
-Okej – skinęła. –W takim razie, bardzo mi przykro, Tomlinson… Ale zdałeś.
Louis spojrzał na nią wielkimi oczami, zasłaniając usta dłońmi. Był w szoku. Wbrew swojej woli, poczuł jak do jego oczu napływaj łzy ulgi. Czuł, jakby właśnie zdjęto mu z ramion cały świat. Jego ciało zaczęło się trząść od nadmiaru emocji.
-O mój Boże…
-Gratulacje, Louis – uśmiechnęła się Karen.
Chłopak uśmiechał się tak szeroko, że bolały go policzki, a przez łzy gromadzące się w jego oczach, nic nie widział, ale ani trochę się tym nie przejmował, bo zdał. Wszystko nad czym tyle pracował. Treningi od kiedy miał kilka lat… Udało mu się. To było niewiarygodne.
Odwrócił się na pięcie i rozłożył ramiona szeroko, biegnąc do bliskich i krzycząc, „Zdałem!”
Rozległy się krzyki, wiwaty i aplauz. Wszyscy przytulili go, całując go w policzki.
-Jestem z ciebie taka dumna, skarbie – szepnęła jego mama, przyciągając go blisko.
-Niezła robota, stary – powiedział Liam klepiąc go po plecach.
-Wiedziałem, że ci się uda Księżniczko Lodu! – Zayn zmiażdżył go w uścisku.
Jego siostry też uśmiechały się szeroko, ale jedna osoba wyróżniała się z tłumu. Harry. Cierpliwie czekał, aż Louis skończy, patrząc na niego, jakby był jedyną osobą na całym świecie. Pobiegł do niego, ciągle uśmiechając się szeroko, podczas gdy jego mama zaproponowała, by Zayn i Liam poszli z nią i siostrami Louisa po śniadanie.
-Chyba jesteś moim amuletem na szczęście, Harry Stylesie – powiedział łyżwiarz szczerze.
-Będziesz musiał trzymać mnie blisko i się przekonać – uśmiechnął się Harry, na co Louis zachichotał.
-Byłbym zapomniał –przerwał i wyciągnął z torby esej chłopaka. –Powinienem ci to oddać.
Harry spojrzał na kartkę, po czym pokręcił głową.
-Nie, zatrzymaj go. Skoro przeczytanie części skłoniło cię do tego to mogę tylko się zastanawiać co zrobisz po przeczytaniu całości – puścił szatynowi oko.
-Jesteś niemożliwy.
-A jednak wybrałeś mnie –wzruszył ramionami loczek.
-Nie mogę się z tym kłócić – nachylił się, by ponownie go pocałować, ale nagle zza jego pleców dobiegło gwizdanie.
-Proszę, proszę – powiedział Zayn podchodząc do nich. –Co my tu mamy… Kto zrobił pierwszy ruch? Zakładaliśmy się o to z Niallem.
-Zakładaliście się na temat tego czy będziemy razem? – spytał zbulwersowany Louis. –Jak mogliście!
Malik tylko wywrócił oczami.
-Och, wyluzuj Księżniczko Lodu. Wiedzieliśmy, że to się stanie, długo przed wami. Liam może potwierdzić – hokeista pokiwał głową.
-Tak, tak…. Jestem ślepym idiotą, nie ważne – Louis machnął ręką. –Wiem tylko, że umieram z głodu i mam ochotę świętować.
Cała grupka pokiwała głowami i wspólnie opuścili lodowisko, idąc do miejsca w którym zaparkowała mama Louisa. Harry i Louis szli na końcu, ale czy to było zamierzone, czy tylko dlatego, że Harry szedł wolniej z powodu kul, Louis był wdzięczny.
-Nie mogę uwierzyć, że na początku roku się nienawidziliśmy – mruknął Tomlinson, kiedy szli. Sam taki pomysł wydawał się głupi i naciągany.
-Ja nigdy cię nienawidziłem –poprawił go Styles. –To byłeś tylko ty.
-Ale w takim razie czemu zawsze… - zaczął szatyn zaskoczony.
-Wszystko jest w eseju.
-Wszystko?
-Cóż – zarumienił się Harry. –Większość.
Niebieskooki uśmiechnął się do siebie, instynktownie, trzymając torbę blisko, nie mogąc się doczekać, by przeczytać całą pracę.
Nie mógł uwierzyć, że to naprawdę się działo. Nie mógł uwierzyć, że to było jego życie. Gdybyście na początku roku spytali Louisa Tomlinsona gdzie widział się za kilka miesięcy, powiedział by coś o zdaniu egzaminu i świętowaniu z Eleanor.
A teraz szedł na śniadanie ze swoją rodziną, najlepszym przyjacielem, chłopakiem najlepszego przyjaciela i… Co najważniejsze i najbardziej szokujące…. Ze swoim chłopakiem, którego przez tyle lat nienawidził. Potrząsnął głową, powstrzymując szeroki uśmiech. Nie mógł w to uwierzyć.
Ale kiedy spojrzał na Harry’ego, którego loki podskakiwały za każdym razem, gdy wspierał się na kulach, czuł, że jego ciało jest pełne emocji. Styles, najwyraźniej wyczuł, że Louis się na niego patrzy, bo spojrzał na chłopaka kątem oka i również się uśmiechnął.
I może jednak, pomyślał Louis, mógł uwierzyć, że to jego życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz