**** Kiedy Harry wraca w sobotę, Louis nadal czuje się jakby miał kaca od Nowego Roku. Rozkłada się w recepcji w błogo pustej księgarni, marząc o herbacie i plackach ziemniaczanych, kiedy telefon wibruje przy jego uchu. Marudząc, podnosi głowę i wpatruje się mętnie w wyświetlacz. Dochodzi do siebie, kiedy widzi tam twarz Harry’ego, poprawia grzywkę, tak żeby nie wpadała mu w oczy i drapie się po brodzie, po czym przypomina sobie, że Harry nawet go nie zobaczy. Przewracając oczami, Louis naciska ‘odbierz’. Nie może powstrzymać uśmiechu ani zamiłowania w głosie, kiedy mówi – Kochanie.
- Hej, Lou.
Louis zamiera i poprawia się na siedzeniu. Niepewność w głosie Harry’ego ostrzega go od razu. Serce zaczyna bić nerwowo, kiedy Louis powoli mówi – Coś się stało? Wszystko dobrze? Coś stało się na Majorce?
- Nie – szepcze Harry, więc Louis przykłada telefon bliżej ucha, próbując lepiej słyszeć. Harry odchrząkuje, po czym dodaje – Więc…jak twój Sylwester? I, em.. Odsłuchałem twoją wiadomość.
Och.
Och.
- To było-
Louis słyszy przygnębienie, kiedy Harry mówi – Brzmiało, jakbyś się dobrze bawił.
- Nie, ja. To znaczy, spędziłem większość czasu z Niallem, więc to było w porządku, ale północ była… to znaczy, wiedziałem że cię tu nie ma i nie dobierzesz, ale chciałem w jakiś sposób spędzić ją z tobą. – Louis drapie się po nosie, czując się niezręcznie, niepewnie, smutno i z nadzieją jednocześnie. – Aiden pojawił się nagle i pocałował mnie, ale ja nie – nie oddałem pocałunku. I potem wyszedłem. To nic nie znaczyło.
- Nie musisz się mi tłumaczyć, ja nie-
- Nie – wtrąca Louis, panikując. Chce, żeby Harry zrozumiał, chociaż nie wie, jak okazać to bez przyznania się, że chłopak mu się podoba. Kurwa. Przecież nawet nie przyznał się do tego przed samym sobą, jeszcze. – To naprawdę nie było tak, nie chciałem, żeby mnie pocałował. Jesteśmy tylko znajomymi. Ja, ja chciałem spędzić nowy rok z tobą. Nawet jeśli to miało oznaczać rozmawianie z pocztą głosową.
Louis przygryza wargę, wpatrując się w blat. Jest zaśmiecony naklejkami i ulotkami z różnych imprez, zwłaszcza tych, które odbyły się w zeszłym roku. Bawi się nerwowo rogiem naklejki Boba Marley’a, kiedy czeka na odpowiedź Harry’ego. Ten moment wydaje się ważny i im dłużej Harry pozostaje cicho, tym bardziej gardło Louisa zaczyna boleć.
Po kilku minutach, słyszy jak Harry wypuszcza westchnienie, a ulga jest słyszalna w jego głosie, kiedy mówi – Ja też. To znaczy, Majorka była cudowna, ale bycie bez telefonu nigdy nie było takie trudne, a Nowy Rok był raczej dołujący.
- Żadnego pocałunku o północy? - Jest trochę zdenerwowany, czekając na odpowiedź.
Harry prycha i mówi – Chyba, że moja mama się liczy.
Louis musi przygryźć język, żeby nie powiedzieć ‘to dobrze’. Zamiast tego odpowiada – Więc, wróciłeś do Brighton?
- Tak – wzdycha Harry. – Mam egzaminy za trzy tygodnie, więc będę zajęty powtarzaniem. Prawdopodobnie, nie będę mógł rozmawiać z tobą tak, jak zazwyczaj, mam masę do zrobienia.
Rozczarowanie wypełnia Louisa. Właśnie spędził tydzień bez rozmawiania z Harrym, a teraz ma przeżyć jeszcze trzy? Próbuje zatuszować smutek w głosie, kiedy mówi – Och, uniwersytet jest najważniejszy, rozumiem.
- Możemy.. to trochę głupie, ale Gem i ja czasami to robiliśmy, kiedy poszła na uniwersytet. Siedzieliśmy na Skype, ale żeby odrabiać zadania. Więc właściwie nie rozmawialiśmy, oprócz małych przerw, ale nie wiem, wydawało się, jakbyśmy byli razem? – Louis nie ma szansy nawet odpowiedzieć, kiedy Harry mówi pośpiesznie – Przepraszam, to głupie, nawet nie ma sensu-
- Nie, to brzmi fajnie – wtrąca Louis, próbując wydobyć w swoim głosie jak najwięcej entuzjazmu. – Mogę sprawdzać twoją wiedzę z Szekspira czy coś.
Harry brzmi na rozważnie zadowolonego, kiedy dyszy – Tak?
- Jasne, Loczku. Chyba nie oczekiwałeś ode mnie, że przeżyję kolejne trzy tygodnie bez rozmawiania z tobą, prawda?
- Nie – śmieje się Harry. – Chyba nie.
***
Rozmawianie na Skype jest dziwne, ale o wiele bardziej komfortowe niż Louis myślał, że będzie. Bierze laptopa ze sobą do pracy i kładzie go za częścią, której nikt nie używał, więc żaden klient go nie zauważy, ale Louis widzi Harry’ego, który pochyla się o biurko, a grzywka opada mu na oczy, kiedy skrobie coś na kartce. Rozmawiają bez celu pomiędzy atakami klientów Louisa i podczas przerw na lunch, nawet zaczepił jedno z zadanych powieści Harry’ego na półce i zabiera go na przerwę, żeby przepytywać chłopaka, kiedy je.
Po pracy lub w dni wolne, Louis układa laptopa na kanapie, kiedy gra w FIFE w salonie lub ustawia go przy stopach, podczas przeglądania gazet. Ilość czasu spędzonego na byciu ze sobą wirtualnie jest raczej niezdrowe, ale bardzo kojące. Może robić własne rzeczy, jak zawsze, ale kiedy odwróci głowę, widzi Harry’ego – skulonego nad swoją książką, mamrocząc cicho do siebie i spoglądając na ekran zbyt często, aby posłać Louisowi uśmiech i zapytać jak się miewa.
Liam dokucza mu w czasie, kiedy Louis nie jest przy komputerze, ale ten tylko wzrusza ramionami. Wie, że to trochę żałosne, to co może zrobić, żeby uzyskać choć trochę uwagi Harry’ego, ale nie potrafi się tym przejmować. Nie kiedy Harry bierze okazjonalne przerwy w nauce, oboje zbliżają się do ekrany laptopa i rozmawiają o niczym ważnym, co sprawia, że chichotają i uśmiechają się głupio do siebie, ich policzki są zaróżowione a oczy błyszczą. Nie kiedy, ogląda codzienne filmiki Harry’ego – gdzie przechadza się pomiędzy zajęciami, lub kiedy siedzi w pokoju i czyta książkę – i słucha go, kiedy mówi o tym, jak Louis przepytuje go, opowiada mu żarty i nowinki ze świata, kiedy ten się uczy.
Ich małą grupa fanów jest w niebie, jak zauważa Harry, a za każdym razem, kiedy Louis dostaje komentarz pod swoim filmikiem o Lourrym, jego żołądek przewraca się przyjemnie w brzuchu i myśli o twarzy bruneta, kiedy zadzwonił do niego w urodziny podczas nagrania na żywo.
***
Harry pociera nerwowo rękoma o uda, a wnętrze dłoni pali nieprzyjemnie. Minęły wieki odkąd był w Londynie, więc jest nerwowy i podekscytowany. Dziwi się trochę, kiedy Niall marszczy brwi, ponieważ bardziej spodziewał się zobaczyć blondyna uśmiechającego się maniakalnie.
- Podekscytowany?
- Tak – mruczy Harry. – Bardzo. Czekałem na to od wieków, nie wierzę, że zdobyłeś dla nas bilety. – Właściwie podziękował już Niallowi dziesiątki razy w zeszłym tygodniu, ale zatrzymuje się na środku stacji kolejowej i robi to ponownie, przyciągając Nialla do uścisku i mamrocząc mu w szyję – Dziękuję.
Niall poklepuje jego plecy – Nie ma za co. Znowu. A teraz chodźmy, nie chcemy się spóźnić.
Idą w kierunku wyjścia za tłumem ludzi, kiedy Niall klepie jego bok i mówi – Jesteś pewny, że nie chcesz zadzwonić do Louisa?
Poczucie winy gromadzi się w brzuchu Harry’ego, ale kręci tylko głową na nie. Wspominali kilka razy o spotkaniu się, ale nigdy właściwie nie przedyskutowali tego. Nie jest pewny, czy jest na to gotowy. Louis właściwie nie ma pojęcia, ze jest w Londynie i to sprawia, że Harry czuje się trochę winny. – Nie mogę.
Niall gapi się na niego ze zmarszczonymi brwiami. – Jesteś taki dziwny, H. Jest praktycznie w tobie zakochany, nie sądzę, żeby jakoś się rozczarował, kiedy w końcu się spotkanie. – Przerywa, aby to przemyśleć, po czym kontynuuje – No może oprócz twoich dziwnych palców u stóp i to, jak trudno ściągnąć twoje stopnie. Wiesz, że jeżeli to nagrasz, to w końcu się o tym dowie?
Harry przygryza wargę I kiwa głową, po czym wyciąga kamerę z plecaka. – Powiem mu zanim opublikuję. – Bierze głęboki wdech I wyrzuca myśli o Louisie z głosy. – Dalej, zacznijmy nagrywać.
Obrócił ekran, tak żeby mogli widzieć siebie i oboje zaczęli zmieniać pozycje tak, aby zmieścić się w ramce.
- Hej wszyscy, więc tak jak wspominałem zapewne raz czy dwa, dzisiaj się moje urodziny! Niall zaskoczył mnie, kupując bilety na koncert The 1975, więc jesteśmy tutaj, w Londynie. – Spędza chwilę na poruszaniem kamerą dookoła ulicy przy London Bridge, po czym ponownie od wraca ją na nich. – Gotowi, żeby zobaczyć najlepszy zespół na świecie!
Nie wyłączył kamery, nawet kiedy wsiedli do autobusu. Filmował przypadkowych ludzi i nagrywał kawałki ich rozmów oraz krótkie migawki widoków za oknem, które zamierza zedytować później. Przed Areną O2 jest bardzo długa kolejka, więc czekają w niej, rozmawiając z ludźmi, a Niall pali papierosa z dziewczynami stojącymi przed nimi. W końcu dostali się do środka, jest prawdopodobnie zamarznięty. Nie czuje palców, kiedy ściska kamerę, ale w końcu udaje się im zająć swoje miejsca, więc pozwala ciepłu, które pochodzi od innych ludzi przesiąknąć na niego.
Zespół, który otwiera koncert jest fajny, ale właściwie nie warty udokumentowania, wiec Harry chowa kamerę i pozwala, aby muzyka poniosła go, tańcząc jak głupek z Niallem i wymyślając własne słowa do piosenki, kiedy śpiewa z całych sił. Kiedy The 1975 wchodzi na scenę, Harry jest całkowicie zachwycony. Filmuje urywki każdej piosenki, a te które są jego ulubionymi nagrywa całe, śpiewając do muzyki i głosu Matta Healy’a.
Koncert jest obłędny i Harry czuje, jakby unosił się, kiedy wychodzą na zimną ulicę, a ich oddechy tworzą parę. Niall kładzie rękę na ramieniu Harry’ego i przytula go w połowicznym uścisku, po czym zabiera mu z ręki kamerę i włącza kamerę, odchodząc trochę, aby mógł nagrać Harry’ego.
- Pieprz mnie, to było niesamowite – śmieje się Niall. – Powiedz nam, co myślisz, Styles.
Harry wzrusza ramionami, trochę wszystkim przytłoczony. – To był najlepszy koncert w moim życiu, bez wątpliwości. – Skupia się na obiektywnie, chociaż jego wzrok jest nadal trochę zamglony od świateł. – Matt Healy, jeżeli to oglądasz, chcę mieć z tobą dzieci. Zadzwoń.
Niall wybucha śmiechem, który po chwili jeszcze bardziej się powiększa, wiec Harry zabiera mu kamerę, zanim ją upuści i układa bezpiecznie w swojej torbie. Zamierza nakręcić jeszcze jedną chwilę, kiedy będą w pociągu z powrotem do Brighton, ale jak na razie, ma wszystko czego chciał. Przewracając oczami na Nialla, który kuca na ziemi, nadal się śmiejąc, pochyla się i ciągnie go za rękę.
- Chodź idioto – mamrocze. – Musimy złapać autobus.
- Mieć z nim dzieci – chichota Niall. Otacza Harry’ego ponownie ramieniem i ukrywa zmarznięty nos w zagłębieniu jego szyi. – Wszystkiego najlepszego, Hazza. Kocham cię.
Serce bruneta rozpływa się przez to uczucie. Składa pocałunek na czubku głowy chłopaka i mówi – Też cię kocha, Niall.
***
- To będzie piętnaście funtów i trzydzieści pensów. Siedemnaście pensów reszty, dziękuję, miłego dnia. – Słyszy szelest. – Haz, nadal tam jesteś?
- Tak. – Harry otula się bardziej płaszczem, próbując uchronić się przed mrozem, jak tylko potrafi. – Męczący dzień?
- Nie, wracasz do domu?
Harry mruczy w odpowiedzi, schodząc z trawy i omijając dziewczynę siedzącą na środku chodnika z gitarą. – Zayn i Liam skończyli już ich nagranie, czekają w mieszkaniu z Niallem.
Louis wydaje z siebie niedowierzający śmiech. – Nie mogę uwierzyć, że są tam, a ja nie.
Harry przygryza wargę, kiedy zatrzymuje się. Sygnalizacja świetlna pokazuje czerwone światło, a samochody przejeżdżają, zapewne wioząc mieszkańców do domu po ciężkim dniu w pracy. – Dlaczego nie jesteś?
- Praca – odpowiada Louis, chociaż oboje wiedzą, że to słaba wymówka. – Przynajmniej nie przyjechałem tam i nie powiedziałem tobie – droczy się.
- Lou, ja nie-
- Wiem, wiem. Przepraszam. – Harry słyszy jakiś łomot, a potem głos Louisa.- Dzień dobry. To wszystko dla pani? To będzie dwadzieścia trzy funty dziewięćdziesiąt pięć pensów. Proszę podpisać. Dziękuje, miłego dnia!
Harry wpatruje się w niebo, czkając aż Louis podniesie telefon. – Wiesz, dlaczego nie zadzwoniłem, rozmawialiśmy o tym. To nie tak, że nie chciałem cię zobaczyć, po prostu byłem – jego głos przemienia się w szept, kiedy wpatruje się w swoje stopy. – Przerażony.
- Jesteś idiotą – odpowiada Louis, ale jego głos jest ciepły, więc szczęście wypełnia Harry’ego.
- Kochasz mnie – sprzeciwia się bez namysłu, a kiedy rozważa to co powiedział, jego serce zatrzymuje się. To – to nie jest coś, co powiedzieli sobie kiedykolwiek wcześniej, nawet mimochodem – nie rozmawiali w ogóle o tym co czuję. Uważa, że to zrozumiałe, że podoba mu się Louis, jest prawie pewny, że ten to odwzajemnia, ale nigdy nic nie wiadomo.
Przerwa w ich rozmowie wydaje się być ważna i napięta, a Harry ma chwilę na przerażenie i powątpiewanie w siebie, kiedy myśli, że całkowicie przekroczył granicę, ale wtedy Louis mruczy – Niczego nie udowodnisz – a jego ramiona rozluźniają się i zaczyna oddychać. Jego serce nadal wściekle bije w jego uszach i dopiero, kiedy ktoś szturcha jego ramię, zdaje sobie sprawę, że nadal stoi na przejściu, a w tym czasie, zielone światło zapaliło się już trzy razy.
Potrząsając głową, Harry przechodzi przez jezdnię, a rozmowa wraca do normy i rozłączają się dopiero gdy biegnie po schodach do mieszkania. Otwiera drzwi i zastaje Nialla, Zayna i Liama w salonie, grających w Mario Kart. Słyszy chór powitań i odpowiada bez namysłu – Louis mówi cześć. – Wszystkie trzy głowy odwracają się w jego stronę, a Harry kuli się pod ich wzrokiem, mamrocząc obronnie – Co?
Zayn tylko potrząsa głową i mówi – Wy dwaj jesteście obrzydliwi.
Harry daje prztyczka w jego ucho, kiedy przechodzi i mruczy – Ktoś tu jest zazdrosny.
- O co? – Woła Liam, żeby Harry usłyszał go ze swojej sypialni. – Wszystko co robicie, to usychanie z tęsknoty z dala od siebie! Musicie coś z tym zrobić, koleś, mieszkanie z Louisem robi się nie do zniesienia.
Słyszy prychnięcie Nialla. – Spróbuj mieszkać z Haz.
Harry ignoruje to, kiedy ściąga płaszcz i zauważa paczkę na poduszce. Siada na łóżku, żeby zdjąć buty, marszcząc brwi, aby wreszcie otworzyć prezent. Jest zapakowany niechlujnie w gazetę, ale rozpoznaje pismo na karteczce przyczepionej do niego. ‘Dla Loczka ♥’
Jego żołądek wypełnia się zdezorientowaniem i przewidywaniem. Pociąga ostrożnie za taśmę i rozrywa ją, układając na kolanach. Wydaje z siebie zaskoczony śmiech i przebiera w skrawkach gazety, aby zobaczyć błękitną z namalowanymi małymi bananami obudowę do telefonu. Harry chichota i przygląda się przedmiotowi. To tylko głupi, mały prezent, ale żadnego nie oczekiwał, więc fakt, że Louis pomyślał o nim, sprawia że to jest słodkie i idealne… Harry wzdycha i pociera kciukiem obudowę, chcąc podziękować Louisowi osobiście.
Mija godzina i przedyskutowali to – właściwie nie bardzo, tylko niewyraźne mamrotali o zmartwieniu i strachu, ale w ukrytym znaczeniu, po prostu nie są jeszcze gotowi. Więc zamiast tego, chwyta telefon i pstryka zdjęcia siebie, trzymającego obudowę z szeroko otwartymi oczami i wystawionym językiem, po czym chowa telefon w plastik. Ma tę komórkę od roku i zbytnio nie przejmował się, aby kupić właściwa obudowę, nawet jeśli upadał mu miliony razy. Podziwia ją i czeka na odpowiedź Louisa na zdjęcie, kiedy Zayn wychyla głowę zza framugi. – Hej, gotowy na kręcenie? Niall ma wszystko gotowe w kuchni.
- Jasne. – Harry zostawia telefon na łóżku, żeby nie rozpraszać się, kiedy będą kręcić. Idzie za Zaynem przez salon, kierując się w stronę kuchni, ale zostają zatrzymani przez Liama.
- Sorry chłopaki, musicie mieć zakryte oczy zanim wjedziecie. Nie możecie widzieć etykiet. – nagrywają początek filmiku, kiedy stoją przed drzwiami, a Liam w końcu wyciąga dwie bandany i zawiązuje im oczy, a potem on i Niall kierują ich do kuchni i usadawiają na przy stole.
Harry słyszy dźwięk przygotowywania wszystkiego przez Nialla i Liama, kiedy czuje, że ktoś szturcha go w bok. – Hej – mruczy Zayn. – Dostałeś prezent od Lou?
Brzuch Harry’ego skręca się w radości na myśl o małym prezencie i czuje, że uśmiech rozszerza się na jego twarzy tak szeroko, że aż policzki zaczynają go bolec. – Tak – kiwa głową, pocierając rękoma i uda. – Uwielbiam go. Jest idealny.
Słyszy jak Zayn prycha i mówi – Tak, wszyscy wiemy co kochasz. Chociaż powinienem powiedzieć kogo-
- Dobra – przerywa niechcący Liam, a jego głos jest radosny i pełen ekscytacji. – Niall filmuje, a ja będę was karmił. Nic z tego nie było testowane przeze mnie i Nialla, więc powodzenia.
Odrzucając przerwaną wypowiedź Zayna, Harry skupia się na huku szklanki o drewniany stół i brzęk łyżki, po czym mówi – Zayn powinien zacząć pierwszy. Jest gościem i w ogóle.
Czuje, że Zayn przesuwa się na krześle, a jego łokieć pociera o jego bok, a potem dłoń szczypie udo. – Jak miło – mamrota Zayn. – Pierwszy raz w twoim domu i już rzucasz mnie na pożarcie psom.
- Przestańcie się kłócić – beszta ich Liam. – Dobra, otwieraj usta Zayn. I spróbuj nie – Słyszy hałas, a Niall wybucha śmiechem. – Spróbuj nie ruszać się! Nie myślałem, że potrzebujesz śliniaczka, boże, Zayn, masz dwadzieścia dwa lata. Kontroluj się.
- Właśnie – mówi Harry, uśmiechając się w stronę, gdzie myśli, że stoi kamera. – Gdzie twoje maniery?
- Odpieprz się – mruczy Zayn, a potem robi odgłos wymiotów. – Co to jest? Smakuje jak odpadki.
- To ty masz zgadnąć – śmieje się Liam.
- Ugh – kaszle Zayn, a Harry próbuje nie wybuchnąć śmiechem. – Obrzydliwie. Smakuje jak…jakby komuś nie wyszła kolacja wigilijna. Nie, to jest jak… spalony sernik.
- Jeeej – raduje się Niall, a Harry robi kwaśną minę.
- Pierwszy i już zgadł. Hej, Liam – wyciąga rękę w stronę, gdzie ostatnio słyszał Liama. Musi trochę poruszać ręką, ale w końcu natrafia na coś, co jak myśli jest biodrem chłopaka. – Liam, daj mi coś dobrego, dobrze? Coś słodkiego. Wiem, że jest tam jedzenie dla dzieci o smaku bananowym, daj mi coś takiego.
- Za to daj mu trochę sernika, Liam. – Krzywiąc się, Harry macha na ślepo ręką i natrafia na klatkę piersiową Zayna z satysfakcjonującym uderzeniem. Ale jego dłoń przesuwa się po czymś mokrym i lepiącym, więc krzywi się i szybko odsuwa rękę.
- Boże, Liam, jak trudno jest trafić w jego usta?
- Szkoda, że nie gramy w innuendo bingo* – mamocze Zayn.
***
- Dobra, ostatnie – ogłasza Liam. – Harry pierwszy. Otwieraj usta i do cholery nie ruszaj-
Harry otwiera usta za późno, a łyżka uderza jego brodę, rozsypując całe jedzenie po klatce piersiowej. – Cholera, Liam. Robisz to specjalnie.
- Wcale nie! Po prostu robisz to za wolno. Otwórz usta i zostań tak.
Wzdychając, Harry posłusznie wykonuje to, chociaż wie jak absurdalnie wygląda w tym momencie – z zawiązanymi oczami, buzią szeroko otwartą i jedzeniem dla dzieci przed nim. To nagranie będzie wymagało dużych poprawek. Czuje, jak Liam zbliża się i wkłada łyżkę do jego ust, więc automatycznie je zamyka. Jest pełen obaw co do tego, prawie pewny że stracił zmysł smaku po próbowaniu słodkiego ziemniaka i wołowinę w cieście, ale ten smak.
- Mmm – Przełyka jedzenie i wystawia język, aby dostać więcej. – Takie dobre, daj mi jeszcze.
Praktycznie może wyczuć, jak Liam robi głupie miny w jego stronę. – Jesteś obrzydliwy, odejdź ode mnie.
- Liam – pojękuje Harry, wyciągając rękę, aby go chwycić, ale słyszy jak coś uderza w stół – dochodzi do wniosku, że to ciało Liama. – Lubię to! Smakuje jak banany. – Liże usta. – Banany i mango.
- To dlatego, że to są banany i mango – mówi trochę rozdrażniony Liam. – Nie dam ci więcej jedzenia dla dzieci, masz dwadzieścia jeden lat, miej trochę godności. Teraz, pozwól mi nakarmić Zayna.
Po ośmiu rundach próbowania jedzenia dla dzieci, twarz i ręce Harry’ego są lepiące, więc ściąga ostrożnie opaskę, próbując nie pobrudzić włosów. – Boże – krzyczy, spoglądając na koszulkę. Na całej klatce piersiowej są plamy białej, brązowej i pomarańczowej mazi, więc wygląda jakby zwymiotował na siebie.
Gmera trochę w różowej mazi na klatce piersiowej, a jego żołądek skręca się, czując mdłości, więc zaczyna ściągać koszulkę, kiedy Liam chwyta jego ramię i mówi – Nie, czekaj. Zostań tak, mamy kolejne wyzwanie.
- Cooo – skrzyczy Zayn. Nadal ma zawiązane oczy i czeka na ostatnią rundę. – Jeśli powiesz, że to wyzwanie z puszkami, uderzę cię Liam, obiecuję-
Liam przerywa mu przez wsunięcie mu łyżki do ust. Zayn wypluwa trochę, rozpryskując część jedzenia na Liamie i kaszle. – To jest szaleństwo, znowu dałeś mi sernika? Za chwilę… – Ściąga opaskę, a jego oczy wyrażają chęć morderstwa, ale Liam śmieje się i uderza go w głowę.
- Uspokój się, Zaynie, jesteśmy w kamerze! Właśnie, więc Niall i ja zdecydowaliśmy, że kolejnym wyzwaniem będzie nagie wyzwanie!
- Wiedziałem – syczy Harry. Patrzy na Zayna, szukając wsparcia. – Zrobił to specjalnie. Chce po prostu zobaczyć nas nagich.
- Aww, Liam – gaworzy Zayn. – Mogłeś po prostu poprosić.
Liam przewraca oczami w stronę kamery, a potem chwyta czapke ze stołu. Jest wypełniona skrawkami papieru, a Harry patrzy na nie uważnie, kiedy Liam potrząsa nią.
- Kto to wybrał?
- Moi obserwujący. – Wyłania się uradowany Niall. – I nie martw się, powiedziałem, żeby nie hamowali się.
Harry obserwuje z obawą i wstrzymanym oddechem, kiedy Liam wyciąga czapkę, aby Zayn wybrał pierwszy. Z marszczonymi brwiami, brunet mieszka w papierkach i wyciąga jeden, po czym czyta – Zrób taniec kurczaka.
- Tak – triumfuje Harry. – Nie myśl, że nie pamiętam, jak bardzo nienawidzisz tańczyć. Obejrzałem wszystkie twoje filmiki.
Wyczuwając zwycięstwo, Harry zaczyna taniec przypominający taniec kurczaka, kiedy inni śmieją się z niego i dopingują go. Zayn, nawet nie podejmujący wyzwania, pochyla się tylko i ściąga jedną ze skarpetek, machając nią przed kamerą.
- Dobra - mówi Liam. – Twoje kolej, Harry.
Harry wyciąga jeden skrawek papieru i czyta – Chubby bunny*.
Uśmiechając się w stronę Zayna, Harry porusza brwiami i wyciąga język. Wygląda na to, że to on ma teraz szczęście.
czwartek, 22 maja 2014
środa, 21 maja 2014
***********************
Odprowadził Nialla na zajęcia. Pożegnał go mocnym uściskiem i obdarował soczystym buziakiem w policzek. Na sam koniec posłał mu uśmiech i przypomniał by nie rozgadywał, iż objawiło mu się celtyckie bóstwo, a wypadek z upadkiem zwalił na alkohol i dym. Zapowiedział też, że zobaczą się po południu, po zakończonych zajęciach.
Gdy tylko drzwi do klasy zamknęły się za blondynem uśmiech na jego twarzy zastąpiła determinacja. Zszedł do głównego holu, gdzie czekał już na niego Zayn i obaj skierowali się do siedziby ISMIO. Weszli do środka, rzucając Perrie, by poinformowała Simona, że idą. Chwilę czekali na windę, która zawiozła ich na trzecie piętro.
Liam zapukał, a gdy usłyszał „proszę” nacisnął klamkę i wraz z Malikiem wszedł do środka. Mężczyzna podniósł na nich wzrok, a na jego twarz zawitał uśmiech, gdy oczy spoczęły na brunecie. Wciąż dochodził do siebie, a Nick powiedział, że świeże powietrze i ruch dobrze mu zrobią.
- Zayn. Tak się cieszę, że wróciłeś do zdrowia – odezwał się Cowell, gdy usiedli w fotelach.
- Dziękuję, proszę pana – odpowiedział uprzejmie i spojrzał na Liama.
- Mamy problem. I to całkiem spory problem – zaczął szatyn, a jego wuj ulokował na nim swoje brązowe oczy. – Podczas Beltene, dym ze świętych drzew wpłynął na Nialla. Miał wizje. Mrok wysłał lub wyśle swoich popleczników by zabili Pure-Blood, którzy nie są świadomi. Widział jak demony dosięgają granic Violet Hill i… Widział trupy na błoniach.
- W połączeniu z tym co powiedziały mu duchy w Świątyni Druidów, to ma sens – westchnął Simon i opadł na oparcie swojego krzesła, splatając ręce na piersi.
- I jeszcze jedno – zaczął Payne, po czym spojrzał na swojego przyjaciela, który skinął mu głową, więc wznowił. – Kiedy zaczęło wtedy padać. Ukazał mu się Bóg. Olloudius. A ty najlepiej wiesz co to za rodzaj bóstwa.
- To opiekun danego terenu – mruknął mężczyzna, a jego wargi zacisnęły się w wąską linię. Na czole pojawiła się zmarszczka. Najwyraźniej myślał o czymś intensywnie. Rozważając jakie decyzje może już podjąć, a jakie musi skonsultować z innymi dyrektorami ISMIO.
- Dobrze. To poważna sprawa i nie możemy tego lekceważyć – odezwał się w końcu Simon. – Dziś przy kolacji ogłosimy stan najwyższej gotowości. Przygotuje harmonogram patroli i rozdamy go. Będziemy musieli też powiedzieć kim jest Niall. Na razie tylko tyle mogę zrobić.
- Rozumiem, że patrole w granicach Violet Hill – odezwał się Zayn, na co Cowell mu przytaknął. – No dobrze. Zorganizujemy na razie patrole, a co potem? Jeśli demony Mroku faktycznie zaatakują nie zdołamy się obronić. Pure-Blood jest ledwo setka. Z opiekunami i resztą szpiegów ponad dwie. Sami nie damy rady.
- Wiem. Dlatego natychmiast wyślę wiadomości do oddziałów ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, że to u nas pojawił się Potomek – wyznał szef bruneta. – Północne skrzydło i część południowego są puste. Pomieścimy ewentualne wsparcie. Tak więc Liam – zwrócił się do swojego siostrzeńca. – Miej na oku Nialla przez resztę dnia. Zobaczymy się na kolacji.
Młodzi mężczyźni przytaknęli i skierowali się do wyjścia z gabinetu. Szatyn nacisnął klamkę i przepuści przyjaciela w drzwiach. Gdy był jedną nogą na korytarzu, zatrzymał się i na moment cofną z powrotem do środka.
- Wuju – zwrócił na siebie jego uwagę, a gdy ciemne oczy mężczyzny spoczęły na nim uśmiechnął się lekko. – Tym razem się nie pomyliłeś.
- To musiał być któryś ze związanych z naturą – odpowiedział. – A teraz uciekaj. Od jutra czeka cię ciężka praca, będziesz musiał wytłumaczyć Niallowi wiele spraw.
Przytaknął i w końcu opuścił gabinet. Wraz z Zaynem zjechali windą na dół i udali się do mieszkania Payne’a w ciszy. Dopiero gdy na stoliku stanęły dwa piwa, brunet odważył się przerwać ciszę.
- Nie mogę pić – wyznał, a jego przyjaciel spojrzał na niego zaskoczony. Dopiero po chwili Li przypomniał sobie, że brunet ledwo co wstał z łóżka i wciąż bierze leki. Westchnął ciężko i odstawił butelkę do lodówki, po czym otworzył swoją. Opróżnił pół butelki w kilku łykach i zaczął krążyć po niewielkim salonie.
To wszystko potoczyło się zbyt szybko. I nie martwił się w tej chwili o siebie, bo on radził sobie z nagłymi zmianami. Tak był wyszkolony. Tak się działo w tym świecie, pełnym potworów i magii. Martwił się o Nialla. Ledwo półtorej miesiąca temu pojawił się w Violet Hill, a jego spotykały takie rzeczy, do których nie dopuszczano Pure-Blood lub wcale im się nie przytrafiały. Ale wiedział, że Horan był wyjątkowy. Wiedział to od momentu, kiedy zabił demona w jego mieszkaniu. Jednak nie wiedział, że jest aż tak wyjątkowy i ważny.
Dopił piwo i poszedł po kolejne. Pił, gdy się denerwował, a to nie był najlepszy nawyk. Odstawił więc butelkę i porwał ze stolika paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Wyciągnął jednego, wsadził między wargi i odpalił. Zaciągnął się dymem, który przytrzymał w płucach i dopiero po chwili wypuścił. Znów zaczął krążyć po pokoju, zastanawiając się co powinien powiedzieć Niallowi, jak się dziś z nim zobaczy. Na pewno przestrzeże go przed tym by trzymał się tych, którzy go znają. Przyjaciół. By trzymał się blisko Louisa i Harry’ego, gdyż po tym co zostanie ogłoszone dziś wieczorem, będą mu potrzebni. By nie ufał tym, którzy nagle zechcą być jego znajomymi. Najbliższe dni będą trudne. Ciężkie.
- Denerwujesz się jak facet, którego kobieta właśnie rodzi – odezwał się Zayn, który rozparł się na kanapie i patrzył na przyjaciela. – Wrzuć na luz.
- Nie potrafię – wyznał. – Niall… Jest potężny, to prawda. Jednak boję się, że to może go przerosnąć.
- Dlatego ma ciebie – przypomniał mu mulat. – Musisz go uspokoić. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Że nie jest sam.
- Po dzisiejszym wieczorze na pewno nie będzie sam – stwierdził Liam, znów zaciągając się dymem i wypuszczając go z ust. – I przygotuj się. Na pewno wybierze Louisa do Kręgu.
- Domyśliłem się od razu – przytakną Malik. – Poprosił Nialla by mi pomógł. Niejako ma dług u niego. Może nie są przyjaciółmi, ale są na tyle blisko, by mógł mu zaufać. Poza tym Lou tylko gra zimnego. Martw się raczej co z resztą.
- Wybierze też Harry’ego – zauważył. – Ale jeśli chodzi o resztę, to musi być ostrożny. Każdy będzie chciał być blisko niego po tym.
- Prawda – mruknął mulat i westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Payne dopalił papierosa i choć bardzo nie chciał to wypił drugie piwo.
2.
Niall rozejrzał się niepewnie dookoła i zaraz spuścił spojrzenie na swoje dłonie. Obracał w nich niewielki kwiatek, który wyrósł w szczelinie muru, kiedy przystanął w jednym miejscu na dłużej. Zamierzał dać go swojemu opiekunowi, jednak nigdzie go nie widział. A mieli spotkać się po zajęciach, które zakończył ponad godzinę wcześniej.
Zrezygnowany westchnął cicho i poprawił pasek torby, która zsuwała mu z ramienia. Po przemyśleniu wszystkich opcji, jakie miał do wyboru, zdecydował się zajrzeć do Harry’ego. Mimo wszystko potrzebował z nim porozmawiać. I było to bezpieczniejsze, niż włóczenie się po błoniach, zamku czy bibliotece, gdzie mógł go zaczepić każdy.
Zostawiwszy swoje rzeczy w sypialni, przebrał się w wygodniejsze ubranie i ruszył w kierunku pokoju Stylesa. Dotarł tam po niespełna pięciu minutach, unikając szerszych korytarzy. Najpierw przysunął ucho do drzwi, żeby sprawdzić czy nie ma tam nikogo innego i zapukał donośnie. Nie zaczekał na zaproszenie, tylko wsunął się do środka i posłał brunetowi delikatny uśmiech.
- Hej, nie przeszkadzam ci? – zapytał nieśmiało blondyn, przystając na progu i patrząc niepewnie na młodszego. – Przepraszam, potrzebuję z kimś posiedzieć. Liama nigdzie nie ma, Demi jest zajęta – dodał, łamiącym się głosem, wbijając paznokcie w wierzch swojej dłoni. – A nikogo innego właściwie tutaj nie znam na tyle, żeby…
Brunet uciszył go machnięciem ręki i zsunął się z materaca, odrzucając na bok książkę. Jej tytuł świadczył o tym, że nie jest to żaden z podręczników, a raczej romans o tytule „Jezioro marzeń”. Nie zawracając sobie głowy zaznaczeniem strony, stanął przed przyjacielem i przyciągnął go do uścisku.
- Nie smuć się – poprosił zielonooki, gładząc dłonią zaczerwieniony policzek Irlandczyka. – Daj spokój, wszystko jest w porządku – stwierdził, unosząc w górę kąciki swoich ust. – Masz ochotę posłuchać muzyki? Mam kilka nowych piosenek i myślę, że ci się spodobają – zaproponował, wdrapując się z powrotem na łóżko.
Horan przytaknął cicho i ułożył się obok, zrzucając wcześniej swoje tenisówki. Głowę ułożył na ramieniu młodszego mężczyzny i wsunął do ucha słuchawkę. Ociężałe powieki przymknął, w oczekiwaniu na nadchodzącą melodię. Kiedy rozbrzmiała, uśmiechnął się szeroko i wypuścił z ust ciche westchnienie.
- I jak? – zagadnął Harry po dłuższej chwili milczenia, lustrując go uważnie swoim szmaragdowym spojrzeniem. – A nie mówiłem, a nie mówiłem – zanucił zadowolony z siebie, kiedy otrzymał aprobującą odpowiedź.
Niall wywrócił oczami w odpowiedzi i podniósł się do siadu. Od leżenia w niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, więc potrzebował przeciągnąć się mocno. Towarzyszył temu przeciągły jęk, przerwany w połowie przez donośnie pukanie do drzwi.
- Proszę! – krzyknął Styles, wsuwając dłonie w swoje loki, które i tak już były zmierzwione. – Och, cześć Liam – powiedział nieco speszony, patrząc w sarnie oczy Payne’a i odsunął się nieco od blondyna.
- Hej – skinął głową szatyn i utkwił spojrzenie w swoim chłopaku, zagryzając dolną wargę. – Szukałem cię, Głodomorku – powiedział, a jego ton stał się miękki i pełen troski. – Przepraszam za spóźnienie? – rzucił z mniejszą pewnością siebie.
W odpowiedzi otrzymał niezadowolone prychnięcie. Niebieskooki zszedł niezgrabnie z materaca i nasunął na stopy trampki. Pożegnawszy się z przyjacielem, mocno chwycił Liama za rękę i pociągnął w kierunku swojej sypialni. Tym razem nie zawracał sobie głowy wymyślnymi okrążeniami zatłoczonych miejsc. Jego mina i tak odstraszała wszystkich.
Irlandczyk wpadł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi, strasząc tym Johna, wygrzewającego się na parapecie. Nie dając starszemu dojść do słowa, stanął na palcach i złączył ich wargi w czułym pocałunku. Zamknąwszy oczy, ułożył dłonie na silnych ramionach i zacisnął na nich swoje palce.
- Stęskniłem się – szepnął Niall, odsuwając się o kilka kroków i nagle zmarszczył brwi, rzucając opiekunowi niezadowolone spojrzenie. – Piłeś – bardziej stwierdził niż zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
Brązowooki uniósł lekko brew i przysunął się, układając dłonie na jego szczupłych biodrach. Chciał coś powiedzieć, prawdopodobnie wytłumaczyć się, ale przerwało mu niezadowolone warknięcie.
- Jest środek dnia! – sapnął blondyn, odtrącając jego dłonie. – I właściwie dlaczego piłeś? A z resztą nieważne, nie odpowiadaj. Ale wiedz, że mi się to nie podoba – tupnął nogą, wyglądając przy tym jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
Przepełniony wściekłością, przemaszerował przez pokój i zamaszystym ruchem strącił z biurka trzy książki. Nie odzywając się więcej ani słowem, stanął przy oknie, odwrócony tyłem do Liama, ścisnął w drżących dłoniach brzeg swojej koszulki. Jego dolna warga drżała niebezpiecznie, zwiastując płacz, jednak w porę go powstrzymał.
Czując, jak cała złość ulatuje w przeciągu kilku sekund, Niall przysiadł na parapecie i podciągnął kolana do klatki piersiowej. Zanim objął je ramionami, na jego kolana wdrapał się John i pisnął pocieszająco, przesuwając szorstkim językiem po zaczerwienionych policzkach właściciela. Mężczyzna uśmiechnął się, przebiegł palcami przez miękkie futerko i pozwolił zwierzakowi owinąć się dookoła swojej szyi.
- Niall, kochany, nie złość się – poprosił Payne, po kilku minutach kompletnej ciszy, i przysiadł po przeciwnej stronie parapetu.
- Przepraszam – szepnął Irlandczyk, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą otarł pospiesznie. – Nie jestem zły na ciebie. Po prostu… To wszystko się na mnie zwaliło i już zacząłem się gubić. I te wszystkie emocje potrzebowały ujścia, przepraszam, że padło na ciebie – załkał, owijając swoje chude ramiona wokół jego szyi.
- Ćśśśś, już w porządku – szatyn przyciągnął go na swoje kolana i objął mocniej, kołysząc przy tym równomiernie. – Rozumiem, staram się zrozumieć twoje położenie. I możesz mi uwierzyć na słowo, że nie jestem zachwycony tym, co się teraz dzieje wokół ciebie – powiedział spokojnie, sunąc dłonią wzdłuż drżących pleców. – Porozmawiamy na spokojnie?
Niebieskooki pospiesznie otarł policzki i pokiwał głową. Ułożył ją na ramieniu starszego, a palce zacisnął na jego koszulce, przygotowując się na słowa, jakie miały nadejść. Nie był pozytywnie nastawiony, ale uspokoił się, czując, że nie został sam.
- Po pierwsze, i za pewne najważniejsze – zaczął ostrożnie Liam, sunąc powoli dłonią po udzie swojego podopiecznego – Dzisiaj na kolacji zostanie ogłoszone coś ważnego. I powinieneś wiedzieć, że po tym staniesz się obiektem zainteresowań wszystkich adeptów. Każda osoba będzie chciała ci się przypodobać, możesz być tego pewien – westchnął głosem, nie wyrażającym zadowolenia. – Ale nie powinieneś ufać tym wszystkim pochlebstwom. Jeśli mogę ci coś poradzić to to, żebyś trzymał się ludzi, którym ufasz.
Horan skinął krótko głową i wtulił się mocniej w umięśnioną klatkę piersiową, poszukując tym samym ciepła i bezpieczeństwa. Wiedziony przeczuciem, że nie jest to koniec rozmowy, posłał szatynowi pytające spojrzenie i zagryzł dolną wargę. Od tej pory wszystko miało się stać o wiele trudniejsze.
3.
Przekazał Niallowi tyle ile mógł i został z nim potem jeszcze dość długo. Kołysał go w swoich ramionach, gładząc po plecach oraz udzie i składając drobne pocałunki na jego włosach, czole, policzkach. Powtarzał, że nie jest sam i zawsze może do niego przyjść, cokolwiek by się działo. Chciał by miał tego świadomość. Nie chciał by coś skończyło się w niewłaściwy sposób.
Godzinę przed kolacją opuścił jego pokój, chcąc doprowadzić się do względnego porządku. Wziął więc szybki prysznic. Przebrał się w czarne dżinsy i szarą koszulkę przylegającą dokładnie do jego ciała, która podkreślała jego dobrze zbudowane ciało. Podciągnął jej rękawy i udał się do Sali Jadalnej.
Odnalazł Nialla, który jak zawsze siedział przy stoliku z Harrym oraz Louisem. Usiadł naprzeciwko Zayna, z którym wymienił znaczące spojrzenia. Zmusił się do zjedzenia czegokolwiek, bo zdenerwowanie zbytnio mu na to nie pozwalało. Zerkał na Simona, który jadł swój posiłek przy stole z nauczycielami, wyczekując jego znaczącego spojrzenie.
- To dziwne – odezwał się Harry. – Simon jada z nauczycielami tylko przy specjalnych okazjach. Święta, zakończenie, początek roku. Co robi tu dzisiaj?
- A co cię to interesuje, Styles – rzucił Louis, jak zwykle z nutą chłodu w głosie. – Może wpadł na spotkanie towarzyskie.
Malik spojrzał spod grzywki na swojego przyjaciela, a ten wcisnął w usta kolejną porcję swojej sałatki i przeżuł. Upił łyk soku, choć zdecydowanie wolałby by było to whiskey albo piwo. Wesołe rozmowy, które go otaczały, drażniły go jeszcze bardziej niż się spodziewał.
Znów zerknął na stół, przy którym siedział jego wuj. Dostał od niego znaczące spojrzenie i wiedział, że zaraz zacznie się całe przedstawienie. Odłożył sztućce na bok i odetchnął głęboko co nie umknęło uwadze wszystkich przy stole.
- Pamiętaj co ci dziś mówiłem – odezwał się ściskając kolano blondyna. – Zobaczymy się po kolacji u mnie.
Niall przytaknął, a on wstał od stołu, odprowadzonym zaskoczonymi spojrzeniami Louisa oraz Harry’ego. Przemknął i podszedł do stołu nauczycielskiego. Wziął od Cowella plik kartek, na których został rozpisany harmonogram patroli. Staną za mężczyzną, który klasnął kilka razy w dłonie by uciszyć salę. Gdy zapanowała kompletna cisza, przebiegł wzrokiem po uczniach i opiekunach, po czym odchrząknął i zaczął mówić.
- Moi drodzy. Jak wiecie Mrok z każdym dniem rośnie w siłę. Coraz więcej demonów zalewa ulice miasta i atakuje wam podobnych, wciąż nieświadomych swych zdolności – jego stanowczy i pewny głos, poniósł się echem po sali, a niektórzy wymienili zdziwione spojrzenia. Mężczyzna posłał Liamowi spojrzenie, a ten ruszył między stolikami i zaczął rozdawać harmonogramy. – Nastały niebezpieczne czasy. Obawiamy się ataku na Violet Hill, dlatego ustaliliśmy harmonogram patroli granic. Wraz z nauczycielami uznaliśmy również, że zajęcia zostaną skrócone do trzydziestu minut, a przerwy do dziesięciu. Lekcję poranne więc będą zaczynać się o dziesiątej trzydzieści, a nie o dziewiątej. Popołudniowe bez zmian zaczynają się od czternastej, ale również zostają skrócone.
- Jeśli granice Violet Hill są zagrożone, to sami sobie nie poradzimy – odezwała się ze sali dziewczyna, które włosy były niczym płynna czekolada. Patrzyła na harmonogram, który właśnie otrzymała od szatyna.
- Proszę się nie martwić panno Colins – uspokoił ją Simon. – Powiadomiłem dziś rano oddziały ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, tak więc na pewno wkrótce do nas zawitają.
- Przepraszam, panie Cowell – ze swojego miejsca podniósł się nie kto inny jak Tom. Payne spojrzał na niego bykiem, gdy stanął u boku wuja. – Ale skąd pomysł, że granice Violet Hill zostaną zaatakowane? – kilku uczniów poparło go głośno. – Nic na to nie wskazuje.
- W tym roku trafił do nas wyjątkowy Pure-Blood. Mrok wie, że on tu jest i będzie chciał go zabić, bo jest on jedyną osobą, która może mu zagrozić – odparł głośno mężczyzna, stanowczo patrząc na blondyna. – Był w Świątyni na południowych granicach, gdzie duchy przekazały mu, iż granicom grozi niebezpieczeństwo. Ostatnio, podczas Beltene, miał wizję, w której jasno zobaczył atak na nas. Czekaliśmy na tą osobę od wieków. To Potomek Melina – przez jadalnie przeszła fala szeptów podekscytowania, a Liam odnalazł twarz Nialla, który pobladł niesamowicie. – To Niall James Horan.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Irlandczyka, który siedział z głową spuszczoną na swoje kolana. Nie chciał patrzeć na tych wszystkich ludzi. Payne przestąpił z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
- Zabierz go stąd – usłyszał szept wuja przy swoim uchu. Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Przeszedł szybkim krokiem przez salę i wyciągnął dłoń do Nialla. Młody mężczyzna chwycił ją, a on odkrył, że jest okropnie zimna.
Objął blondyna w pasie i opuścili Salę Jadalną. Horan cały czas miał głowę spuszczoną w dół. Liam mocno zacisnął palce na jego talii i ruszyli do jego pokoju. Nacisnął klamkę i puścił go przodem, po czym wszedł za nim. I gdyby nie on, Niall prawdopodobnie osunąłby się na ziemię. Złapał go jednak w ostatniej chwili i wziął na ręce. Ostrożnie ułożył go na łóżku i przysiadł obok. Loki od razu pojawił się po drugiej stronie blondyna, układając łeb na piersi młodszego.
- Niall – odezwał się cicho, lekko klepiąc go po policzkach i próbując ocucić. – Niall. Głodomorku, ty mój.
Powieki Irlandczyka zatrzepotały, a chwilę potem wyłoniły się zza nich chabrowe tęczówki, które od razu odnalazły sarnie. Uśmiechnął się do niego trochę z czułością, trochę z bólem i nachylił, by złożyć czuły pocałunek na jego czole.
- Tak mi przykro – wyszeptał drżącym głosem i schował twarz w jego szyi. – Tak mi przykro, że to wszystko spotyka akurat ciebie. Gdybym mógł zrobiłbym co tylko w mojej mocy, by choć trochę cię odciążyć.
Dłoń blondyna przebiegła po jego plecach i zacisnęła się na materiale jego szarej koszuli tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Liam złożył pocałunek na jego odsłoniętej szyi. Chwilę potem Horan wtulił się mocno w swojego opiekuna, uczepiając się go niczym mała małpka. On tulił go i kołysał, póki nie usnął. Loki ułożył się za plecami młodszego mężczyzny, ogrzewając przyjemnie jego plecy, a szatyn przebiegł palcami przez jego sierść i sam spróbował zasnąć.
Odprowadził Nialla na zajęcia. Pożegnał go mocnym uściskiem i obdarował soczystym buziakiem w policzek. Na sam koniec posłał mu uśmiech i przypomniał by nie rozgadywał, iż objawiło mu się celtyckie bóstwo, a wypadek z upadkiem zwalił na alkohol i dym. Zapowiedział też, że zobaczą się po południu, po zakończonych zajęciach.
Gdy tylko drzwi do klasy zamknęły się za blondynem uśmiech na jego twarzy zastąpiła determinacja. Zszedł do głównego holu, gdzie czekał już na niego Zayn i obaj skierowali się do siedziby ISMIO. Weszli do środka, rzucając Perrie, by poinformowała Simona, że idą. Chwilę czekali na windę, która zawiozła ich na trzecie piętro.
Liam zapukał, a gdy usłyszał „proszę” nacisnął klamkę i wraz z Malikiem wszedł do środka. Mężczyzna podniósł na nich wzrok, a na jego twarz zawitał uśmiech, gdy oczy spoczęły na brunecie. Wciąż dochodził do siebie, a Nick powiedział, że świeże powietrze i ruch dobrze mu zrobią.
- Zayn. Tak się cieszę, że wróciłeś do zdrowia – odezwał się Cowell, gdy usiedli w fotelach.
- Dziękuję, proszę pana – odpowiedział uprzejmie i spojrzał na Liama.
- Mamy problem. I to całkiem spory problem – zaczął szatyn, a jego wuj ulokował na nim swoje brązowe oczy. – Podczas Beltene, dym ze świętych drzew wpłynął na Nialla. Miał wizje. Mrok wysłał lub wyśle swoich popleczników by zabili Pure-Blood, którzy nie są świadomi. Widział jak demony dosięgają granic Violet Hill i… Widział trupy na błoniach.
- W połączeniu z tym co powiedziały mu duchy w Świątyni Druidów, to ma sens – westchnął Simon i opadł na oparcie swojego krzesła, splatając ręce na piersi.
- I jeszcze jedno – zaczął Payne, po czym spojrzał na swojego przyjaciela, który skinął mu głową, więc wznowił. – Kiedy zaczęło wtedy padać. Ukazał mu się Bóg. Olloudius. A ty najlepiej wiesz co to za rodzaj bóstwa.
- To opiekun danego terenu – mruknął mężczyzna, a jego wargi zacisnęły się w wąską linię. Na czole pojawiła się zmarszczka. Najwyraźniej myślał o czymś intensywnie. Rozważając jakie decyzje może już podjąć, a jakie musi skonsultować z innymi dyrektorami ISMIO.
- Dobrze. To poważna sprawa i nie możemy tego lekceważyć – odezwał się w końcu Simon. – Dziś przy kolacji ogłosimy stan najwyższej gotowości. Przygotuje harmonogram patroli i rozdamy go. Będziemy musieli też powiedzieć kim jest Niall. Na razie tylko tyle mogę zrobić.
- Rozumiem, że patrole w granicach Violet Hill – odezwał się Zayn, na co Cowell mu przytaknął. – No dobrze. Zorganizujemy na razie patrole, a co potem? Jeśli demony Mroku faktycznie zaatakują nie zdołamy się obronić. Pure-Blood jest ledwo setka. Z opiekunami i resztą szpiegów ponad dwie. Sami nie damy rady.
- Wiem. Dlatego natychmiast wyślę wiadomości do oddziałów ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, że to u nas pojawił się Potomek – wyznał szef bruneta. – Północne skrzydło i część południowego są puste. Pomieścimy ewentualne wsparcie. Tak więc Liam – zwrócił się do swojego siostrzeńca. – Miej na oku Nialla przez resztę dnia. Zobaczymy się na kolacji.
Młodzi mężczyźni przytaknęli i skierowali się do wyjścia z gabinetu. Szatyn nacisnął klamkę i przepuści przyjaciela w drzwiach. Gdy był jedną nogą na korytarzu, zatrzymał się i na moment cofną z powrotem do środka.
- Wuju – zwrócił na siebie jego uwagę, a gdy ciemne oczy mężczyzny spoczęły na nim uśmiechnął się lekko. – Tym razem się nie pomyliłeś.
- To musiał być któryś ze związanych z naturą – odpowiedział. – A teraz uciekaj. Od jutra czeka cię ciężka praca, będziesz musiał wytłumaczyć Niallowi wiele spraw.
Przytaknął i w końcu opuścił gabinet. Wraz z Zaynem zjechali windą na dół i udali się do mieszkania Payne’a w ciszy. Dopiero gdy na stoliku stanęły dwa piwa, brunet odważył się przerwać ciszę.
- Nie mogę pić – wyznał, a jego przyjaciel spojrzał na niego zaskoczony. Dopiero po chwili Li przypomniał sobie, że brunet ledwo co wstał z łóżka i wciąż bierze leki. Westchnął ciężko i odstawił butelkę do lodówki, po czym otworzył swoją. Opróżnił pół butelki w kilku łykach i zaczął krążyć po niewielkim salonie.
To wszystko potoczyło się zbyt szybko. I nie martwił się w tej chwili o siebie, bo on radził sobie z nagłymi zmianami. Tak był wyszkolony. Tak się działo w tym świecie, pełnym potworów i magii. Martwił się o Nialla. Ledwo półtorej miesiąca temu pojawił się w Violet Hill, a jego spotykały takie rzeczy, do których nie dopuszczano Pure-Blood lub wcale im się nie przytrafiały. Ale wiedział, że Horan był wyjątkowy. Wiedział to od momentu, kiedy zabił demona w jego mieszkaniu. Jednak nie wiedział, że jest aż tak wyjątkowy i ważny.
Dopił piwo i poszedł po kolejne. Pił, gdy się denerwował, a to nie był najlepszy nawyk. Odstawił więc butelkę i porwał ze stolika paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Wyciągnął jednego, wsadził między wargi i odpalił. Zaciągnął się dymem, który przytrzymał w płucach i dopiero po chwili wypuścił. Znów zaczął krążyć po pokoju, zastanawiając się co powinien powiedzieć Niallowi, jak się dziś z nim zobaczy. Na pewno przestrzeże go przed tym by trzymał się tych, którzy go znają. Przyjaciół. By trzymał się blisko Louisa i Harry’ego, gdyż po tym co zostanie ogłoszone dziś wieczorem, będą mu potrzebni. By nie ufał tym, którzy nagle zechcą być jego znajomymi. Najbliższe dni będą trudne. Ciężkie.
- Denerwujesz się jak facet, którego kobieta właśnie rodzi – odezwał się Zayn, który rozparł się na kanapie i patrzył na przyjaciela. – Wrzuć na luz.
- Nie potrafię – wyznał. – Niall… Jest potężny, to prawda. Jednak boję się, że to może go przerosnąć.
- Dlatego ma ciebie – przypomniał mu mulat. – Musisz go uspokoić. Powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Że nie jest sam.
- Po dzisiejszym wieczorze na pewno nie będzie sam – stwierdził Liam, znów zaciągając się dymem i wypuszczając go z ust. – I przygotuj się. Na pewno wybierze Louisa do Kręgu.
- Domyśliłem się od razu – przytakną Malik. – Poprosił Nialla by mi pomógł. Niejako ma dług u niego. Może nie są przyjaciółmi, ale są na tyle blisko, by mógł mu zaufać. Poza tym Lou tylko gra zimnego. Martw się raczej co z resztą.
- Wybierze też Harry’ego – zauważył. – Ale jeśli chodzi o resztę, to musi być ostrożny. Każdy będzie chciał być blisko niego po tym.
- Prawda – mruknął mulat i westchnął ciężko, odchylając głowę do tyłu. Payne dopalił papierosa i choć bardzo nie chciał to wypił drugie piwo.
2.
Niall rozejrzał się niepewnie dookoła i zaraz spuścił spojrzenie na swoje dłonie. Obracał w nich niewielki kwiatek, który wyrósł w szczelinie muru, kiedy przystanął w jednym miejscu na dłużej. Zamierzał dać go swojemu opiekunowi, jednak nigdzie go nie widział. A mieli spotkać się po zajęciach, które zakończył ponad godzinę wcześniej.
Zrezygnowany westchnął cicho i poprawił pasek torby, która zsuwała mu z ramienia. Po przemyśleniu wszystkich opcji, jakie miał do wyboru, zdecydował się zajrzeć do Harry’ego. Mimo wszystko potrzebował z nim porozmawiać. I było to bezpieczniejsze, niż włóczenie się po błoniach, zamku czy bibliotece, gdzie mógł go zaczepić każdy.
Zostawiwszy swoje rzeczy w sypialni, przebrał się w wygodniejsze ubranie i ruszył w kierunku pokoju Stylesa. Dotarł tam po niespełna pięciu minutach, unikając szerszych korytarzy. Najpierw przysunął ucho do drzwi, żeby sprawdzić czy nie ma tam nikogo innego i zapukał donośnie. Nie zaczekał na zaproszenie, tylko wsunął się do środka i posłał brunetowi delikatny uśmiech.
- Hej, nie przeszkadzam ci? – zapytał nieśmiało blondyn, przystając na progu i patrząc niepewnie na młodszego. – Przepraszam, potrzebuję z kimś posiedzieć. Liama nigdzie nie ma, Demi jest zajęta – dodał, łamiącym się głosem, wbijając paznokcie w wierzch swojej dłoni. – A nikogo innego właściwie tutaj nie znam na tyle, żeby…
Brunet uciszył go machnięciem ręki i zsunął się z materaca, odrzucając na bok książkę. Jej tytuł świadczył o tym, że nie jest to żaden z podręczników, a raczej romans o tytule „Jezioro marzeń”. Nie zawracając sobie głowy zaznaczeniem strony, stanął przed przyjacielem i przyciągnął go do uścisku.
- Nie smuć się – poprosił zielonooki, gładząc dłonią zaczerwieniony policzek Irlandczyka. – Daj spokój, wszystko jest w porządku – stwierdził, unosząc w górę kąciki swoich ust. – Masz ochotę posłuchać muzyki? Mam kilka nowych piosenek i myślę, że ci się spodobają – zaproponował, wdrapując się z powrotem na łóżko.
Horan przytaknął cicho i ułożył się obok, zrzucając wcześniej swoje tenisówki. Głowę ułożył na ramieniu młodszego mężczyzny i wsunął do ucha słuchawkę. Ociężałe powieki przymknął, w oczekiwaniu na nadchodzącą melodię. Kiedy rozbrzmiała, uśmiechnął się szeroko i wypuścił z ust ciche westchnienie.
- I jak? – zagadnął Harry po dłuższej chwili milczenia, lustrując go uważnie swoim szmaragdowym spojrzeniem. – A nie mówiłem, a nie mówiłem – zanucił zadowolony z siebie, kiedy otrzymał aprobującą odpowiedź.
Niall wywrócił oczami w odpowiedzi i podniósł się do siadu. Od leżenia w niewygodnej pozycji rozbolały go plecy, więc potrzebował przeciągnąć się mocno. Towarzyszył temu przeciągły jęk, przerwany w połowie przez donośnie pukanie do drzwi.
- Proszę! – krzyknął Styles, wsuwając dłonie w swoje loki, które i tak już były zmierzwione. – Och, cześć Liam – powiedział nieco speszony, patrząc w sarnie oczy Payne’a i odsunął się nieco od blondyna.
- Hej – skinął głową szatyn i utkwił spojrzenie w swoim chłopaku, zagryzając dolną wargę. – Szukałem cię, Głodomorku – powiedział, a jego ton stał się miękki i pełen troski. – Przepraszam za spóźnienie? – rzucił z mniejszą pewnością siebie.
W odpowiedzi otrzymał niezadowolone prychnięcie. Niebieskooki zszedł niezgrabnie z materaca i nasunął na stopy trampki. Pożegnawszy się z przyjacielem, mocno chwycił Liama za rękę i pociągnął w kierunku swojej sypialni. Tym razem nie zawracał sobie głowy wymyślnymi okrążeniami zatłoczonych miejsc. Jego mina i tak odstraszała wszystkich.
Irlandczyk wpadł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi, strasząc tym Johna, wygrzewającego się na parapecie. Nie dając starszemu dojść do słowa, stanął na palcach i złączył ich wargi w czułym pocałunku. Zamknąwszy oczy, ułożył dłonie na silnych ramionach i zacisnął na nich swoje palce.
- Stęskniłem się – szepnął Niall, odsuwając się o kilka kroków i nagle zmarszczył brwi, rzucając opiekunowi niezadowolone spojrzenie. – Piłeś – bardziej stwierdził niż zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
Brązowooki uniósł lekko brew i przysunął się, układając dłonie na jego szczupłych biodrach. Chciał coś powiedzieć, prawdopodobnie wytłumaczyć się, ale przerwało mu niezadowolone warknięcie.
- Jest środek dnia! – sapnął blondyn, odtrącając jego dłonie. – I właściwie dlaczego piłeś? A z resztą nieważne, nie odpowiadaj. Ale wiedz, że mi się to nie podoba – tupnął nogą, wyglądając przy tym jak dziecko, któremu zabrano lizaka.
Przepełniony wściekłością, przemaszerował przez pokój i zamaszystym ruchem strącił z biurka trzy książki. Nie odzywając się więcej ani słowem, stanął przy oknie, odwrócony tyłem do Liama, ścisnął w drżących dłoniach brzeg swojej koszulki. Jego dolna warga drżała niebezpiecznie, zwiastując płacz, jednak w porę go powstrzymał.
Czując, jak cała złość ulatuje w przeciągu kilku sekund, Niall przysiadł na parapecie i podciągnął kolana do klatki piersiowej. Zanim objął je ramionami, na jego kolana wdrapał się John i pisnął pocieszająco, przesuwając szorstkim językiem po zaczerwienionych policzkach właściciela. Mężczyzna uśmiechnął się, przebiegł palcami przez miękkie futerko i pozwolił zwierzakowi owinąć się dookoła swojej szyi.
- Niall, kochany, nie złość się – poprosił Payne, po kilku minutach kompletnej ciszy, i przysiadł po przeciwnej stronie parapetu.
- Przepraszam – szepnął Irlandczyk, a po jego policzku spłynęła samotna łza, którą otarł pospiesznie. – Nie jestem zły na ciebie. Po prostu… To wszystko się na mnie zwaliło i już zacząłem się gubić. I te wszystkie emocje potrzebowały ujścia, przepraszam, że padło na ciebie – załkał, owijając swoje chude ramiona wokół jego szyi.
- Ćśśśś, już w porządku – szatyn przyciągnął go na swoje kolana i objął mocniej, kołysząc przy tym równomiernie. – Rozumiem, staram się zrozumieć twoje położenie. I możesz mi uwierzyć na słowo, że nie jestem zachwycony tym, co się teraz dzieje wokół ciebie – powiedział spokojnie, sunąc dłonią wzdłuż drżących pleców. – Porozmawiamy na spokojnie?
Niebieskooki pospiesznie otarł policzki i pokiwał głową. Ułożył ją na ramieniu starszego, a palce zacisnął na jego koszulce, przygotowując się na słowa, jakie miały nadejść. Nie był pozytywnie nastawiony, ale uspokoił się, czując, że nie został sam.
- Po pierwsze, i za pewne najważniejsze – zaczął ostrożnie Liam, sunąc powoli dłonią po udzie swojego podopiecznego – Dzisiaj na kolacji zostanie ogłoszone coś ważnego. I powinieneś wiedzieć, że po tym staniesz się obiektem zainteresowań wszystkich adeptów. Każda osoba będzie chciała ci się przypodobać, możesz być tego pewien – westchnął głosem, nie wyrażającym zadowolenia. – Ale nie powinieneś ufać tym wszystkim pochlebstwom. Jeśli mogę ci coś poradzić to to, żebyś trzymał się ludzi, którym ufasz.
Horan skinął krótko głową i wtulił się mocniej w umięśnioną klatkę piersiową, poszukując tym samym ciepła i bezpieczeństwa. Wiedziony przeczuciem, że nie jest to koniec rozmowy, posłał szatynowi pytające spojrzenie i zagryzł dolną wargę. Od tej pory wszystko miało się stać o wiele trudniejsze.
3.
Przekazał Niallowi tyle ile mógł i został z nim potem jeszcze dość długo. Kołysał go w swoich ramionach, gładząc po plecach oraz udzie i składając drobne pocałunki na jego włosach, czole, policzkach. Powtarzał, że nie jest sam i zawsze może do niego przyjść, cokolwiek by się działo. Chciał by miał tego świadomość. Nie chciał by coś skończyło się w niewłaściwy sposób.
Godzinę przed kolacją opuścił jego pokój, chcąc doprowadzić się do względnego porządku. Wziął więc szybki prysznic. Przebrał się w czarne dżinsy i szarą koszulkę przylegającą dokładnie do jego ciała, która podkreślała jego dobrze zbudowane ciało. Podciągnął jej rękawy i udał się do Sali Jadalnej.
Odnalazł Nialla, który jak zawsze siedział przy stoliku z Harrym oraz Louisem. Usiadł naprzeciwko Zayna, z którym wymienił znaczące spojrzenia. Zmusił się do zjedzenia czegokolwiek, bo zdenerwowanie zbytnio mu na to nie pozwalało. Zerkał na Simona, który jadł swój posiłek przy stole z nauczycielami, wyczekując jego znaczącego spojrzenie.
- To dziwne – odezwał się Harry. – Simon jada z nauczycielami tylko przy specjalnych okazjach. Święta, zakończenie, początek roku. Co robi tu dzisiaj?
- A co cię to interesuje, Styles – rzucił Louis, jak zwykle z nutą chłodu w głosie. – Może wpadł na spotkanie towarzyskie.
Malik spojrzał spod grzywki na swojego przyjaciela, a ten wcisnął w usta kolejną porcję swojej sałatki i przeżuł. Upił łyk soku, choć zdecydowanie wolałby by było to whiskey albo piwo. Wesołe rozmowy, które go otaczały, drażniły go jeszcze bardziej niż się spodziewał.
Znów zerknął na stół, przy którym siedział jego wuj. Dostał od niego znaczące spojrzenie i wiedział, że zaraz zacznie się całe przedstawienie. Odłożył sztućce na bok i odetchnął głęboko co nie umknęło uwadze wszystkich przy stole.
- Pamiętaj co ci dziś mówiłem – odezwał się ściskając kolano blondyna. – Zobaczymy się po kolacji u mnie.
Niall przytaknął, a on wstał od stołu, odprowadzonym zaskoczonymi spojrzeniami Louisa oraz Harry’ego. Przemknął i podszedł do stołu nauczycielskiego. Wziął od Cowella plik kartek, na których został rozpisany harmonogram patroli. Staną za mężczyzną, który klasnął kilka razy w dłonie by uciszyć salę. Gdy zapanowała kompletna cisza, przebiegł wzrokiem po uczniach i opiekunach, po czym odchrząknął i zaczął mówić.
- Moi drodzy. Jak wiecie Mrok z każdym dniem rośnie w siłę. Coraz więcej demonów zalewa ulice miasta i atakuje wam podobnych, wciąż nieświadomych swych zdolności – jego stanowczy i pewny głos, poniósł się echem po sali, a niektórzy wymienili zdziwione spojrzenia. Mężczyzna posłał Liamowi spojrzenie, a ten ruszył między stolikami i zaczął rozdawać harmonogramy. – Nastały niebezpieczne czasy. Obawiamy się ataku na Violet Hill, dlatego ustaliliśmy harmonogram patroli granic. Wraz z nauczycielami uznaliśmy również, że zajęcia zostaną skrócone do trzydziestu minut, a przerwy do dziesięciu. Lekcję poranne więc będą zaczynać się o dziesiątej trzydzieści, a nie o dziewiątej. Popołudniowe bez zmian zaczynają się od czternastej, ale również zostają skrócone.
- Jeśli granice Violet Hill są zagrożone, to sami sobie nie poradzimy – odezwała się ze sali dziewczyna, które włosy były niczym płynna czekolada. Patrzyła na harmonogram, który właśnie otrzymała od szatyna.
- Proszę się nie martwić panno Colins – uspokoił ją Simon. – Powiadomiłem dziś rano oddziały ISMIO w Irlandii, Francji oraz Włoszech, tak więc na pewno wkrótce do nas zawitają.
- Przepraszam, panie Cowell – ze swojego miejsca podniósł się nie kto inny jak Tom. Payne spojrzał na niego bykiem, gdy stanął u boku wuja. – Ale skąd pomysł, że granice Violet Hill zostaną zaatakowane? – kilku uczniów poparło go głośno. – Nic na to nie wskazuje.
- W tym roku trafił do nas wyjątkowy Pure-Blood. Mrok wie, że on tu jest i będzie chciał go zabić, bo jest on jedyną osobą, która może mu zagrozić – odparł głośno mężczyzna, stanowczo patrząc na blondyna. – Był w Świątyni na południowych granicach, gdzie duchy przekazały mu, iż granicom grozi niebezpieczeństwo. Ostatnio, podczas Beltene, miał wizję, w której jasno zobaczył atak na nas. Czekaliśmy na tą osobę od wieków. To Potomek Melina – przez jadalnie przeszła fala szeptów podekscytowania, a Liam odnalazł twarz Nialla, który pobladł niesamowicie. – To Niall James Horan.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Irlandczyka, który siedział z głową spuszczoną na swoje kolana. Nie chciał patrzeć na tych wszystkich ludzi. Payne przestąpił z nogi na nogę coraz bardziej się denerwując.
- Zabierz go stąd – usłyszał szept wuja przy swoim uchu. Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Przeszedł szybkim krokiem przez salę i wyciągnął dłoń do Nialla. Młody mężczyzna chwycił ją, a on odkrył, że jest okropnie zimna.
Objął blondyna w pasie i opuścili Salę Jadalną. Horan cały czas miał głowę spuszczoną w dół. Liam mocno zacisnął palce na jego talii i ruszyli do jego pokoju. Nacisnął klamkę i puścił go przodem, po czym wszedł za nim. I gdyby nie on, Niall prawdopodobnie osunąłby się na ziemię. Złapał go jednak w ostatniej chwili i wziął na ręce. Ostrożnie ułożył go na łóżku i przysiadł obok. Loki od razu pojawił się po drugiej stronie blondyna, układając łeb na piersi młodszego.
- Niall – odezwał się cicho, lekko klepiąc go po policzkach i próbując ocucić. – Niall. Głodomorku, ty mój.
Powieki Irlandczyka zatrzepotały, a chwilę potem wyłoniły się zza nich chabrowe tęczówki, które od razu odnalazły sarnie. Uśmiechnął się do niego trochę z czułością, trochę z bólem i nachylił, by złożyć czuły pocałunek na jego czole.
- Tak mi przykro – wyszeptał drżącym głosem i schował twarz w jego szyi. – Tak mi przykro, że to wszystko spotyka akurat ciebie. Gdybym mógł zrobiłbym co tylko w mojej mocy, by choć trochę cię odciążyć.
Dłoń blondyna przebiegła po jego plecach i zacisnęła się na materiale jego szarej koszuli tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Liam złożył pocałunek na jego odsłoniętej szyi. Chwilę potem Horan wtulił się mocno w swojego opiekuna, uczepiając się go niczym mała małpka. On tulił go i kołysał, póki nie usnął. Loki ułożył się za plecami młodszego mężczyzny, ogrzewając przyjemnie jego plecy, a szatyn przebiegł palcami przez jego sierść i sam spróbował zasnąć.
wtorek, 20 maja 2014
*********************
**********************
*******
Harry wiedział, że wpadł gdy tylko zaczął myśleć o Louisie częściej niż kilka razy dziennie. Wiedział, że wpadł gdy to Louis był ostatnią osobą o której myślał przed snem. I był z tego powodu zdecydowanie bardziej niż niezadowolony. Bo jakie szanse były na to że Louis odwzajemni jego uczucia? Żadne. Louis był zabawny, miły, dobrze wychowany, a jednocześnie zbuntowany i bezczelny. Był niezwykle przystojny, mimo nieco kobiecych krągłości i rysów twarzy, które czasami starał się ukrywać pod zarostem. I najważniejsze NIE BYŁ GEJEM. Jak więc Harry ze swoją niezdarnością, pesymistycznym podejściem do życia i uzależnieniem od narkotyków, mógł myśleć, że ten go zechce.
Jednak to właśnie może przez to wszystko sprawiło, że Harry zadłużył się w Tomlinsonie. W końcu jako jeden z nielicznych mężczyzn z którymi Harry miał styczność lubił go za jego charakter i osobowość, a nie z przyjemność jaką może sprawić mu jego ciało.
Louis również – jak Harry mógł się domyślić – wiedział o jego stylu życia, a mimo to nie komentował tego i nie starał się go na siłę zmieniać jak to robił Niall. Traktował go jak zwykłego nastolatka, za co był bardzo wdzięczny. Nawet zmartwione spojrzenia, które czasami rzucał w jego stronę w szkole, gdy ten wyglądał jak gówno, bo noc wcześniej spędził noc z chłopakiem, który okazał się być wyjątkowym dupkiem, czy wciągnął coś na przerwie, nie denerwowały go tak bardzo i uważał to za coś uroczego. Można więc powiedzieć, że niecodzienna przyjaźń o której wiedział tylko Louis, Harry, Niall i prawdopodobnie Zayn, zaczynała kwitnąć. I nawet Niall mógł to zauważyć, gdyż od pewnego czasu Harry, mimo że wciąż był na niego obrażony przebywał częściej w domu i uśmiechnął się do telefonu, gdy oglądali film, siedząc na jednej kanapie, co wcześniej było nie do pomyślenia. Chyba będzie musiał uściskać Tomlinsona.
Harry westchnął próbując wygonić ze swojej głowy obraz uśmiechniętego Louisa, ponieważ było to nie w porządku zarówno ze względu na szatyna jak i na Davida, który go właśnie pieprzył. Był sympatyczny i przystojny, więc zasługiwał na pełną uwagę Harry’ego.
- O tak… Harry.- krzyknął, przyśpieszając ruchy swoich bioder, wchodząc w chłopaka coraz głebiej. Harry uśmiechnął się lekko, wychodząc mu naprzeciw, starając się czerpać z seksu jak najwięcej przyjemności.
Lubił Davida, bo nie patrzył na niego jak na rzec, która ma pomóc mu dosięgnąć spełnienia. Często po stosunku, a nawet w trakcie, rozmawiali, podejmując zupełnie przypadkowe tematy. Do tego był pomysłowy i nie zadowalał się mało kreatywną pozycją na pieska, a przy tym był niezwykle delikatny dbając o to by i Harry czuł się dobrze.
Chłopak nie mógł pozbyć się jednak wrażenia, że Louis byłby w tym lepszy.
- M-m-mocniej. – wysapał Harry, zaciskając powieki, pragnąc w końcu dojść. Wygiął plecy w łuk, łapiąc w palce jednej ręki prześcieradło, a drugą owijając wokół swojego penisa.
Choć David nie był z tego powodu zadowolony, bo chciał patrzeć jak Harry, dochodzi tylko dzięki jego działaniom, przemilczał to. Zacisnął ręce na udzie chłopaka, który poprawił nogę, która zsuwała się z ramienia kochanka.
- O Boże… - jęknął podkurczając palce u stóp, czując zbliżający się orgazm.
- Tak Hazz.. o Boże. – zawtórował mu David, przyciskając swoje biodra do jego rozszerzonych pośladków i doszedł wewnątrz prezerwatywy. Nie wyszedł jednak od razu z chłopaka, kręcąc się lekko, przedłużając swój orgazm. W końcu jednak zmęczony opadł tyłkiem na drugą nogę chłopaka, którą ciągle miał pod sobą i wyszedł z niego, patrząc jak Hazz dochodzi w swojej dłoni.
Uśmiechnął się do niego, po czym ściągnął wiotką nogę chłopaka ze swoich ramion.
- Uwielbiam cię… - zaczął, kładąc się na plecach, obok Harry’ego. Serce młodszego chłopca zatrzepotało, a po jego organizmie rozlał się nieznajome ciepło. – pieprzyć Hazz. – dokończył, obracając głowę w jego stronę, uśmiechając się szeroko. No jasne, uwielbia go… pieprzyć.
- To na co czekasz? – powiedział Harry, swoim zwykłym beztroskim tonem, udając, że słowa chłopaka wcale go nie zabolały. Podniósł się na łokciu, a kilka sekund później siedział okrakiem na udach Davida. – Kolejna runda. – powiedział z błyskiem w oczach, ściągając prezerwatywę z jego wiotkiego jeszcze członka, by po chwili wziąć go do buzi, rozkoszując się smakiem jego spermy.
Louis zdecydowanie byłby w tym lepszy.
***
Trójka przyjaciół siedziała przy stole i zajadała się lunchem, korzystając z pierwszej okazji tego dnia do porozmawiania.
- No mówię wam. - ekscytował się Zayn, opowiadając o filmie jaki ostatnio oglądał. - Głowy latają, nogi latają, ręce latają. – mówił, gestykulując rękami, nie zważając na to, że w jednej trzymał kanapkę, z której wystawał ogórek. Może Zayn nie należał do osób bardzo wygadanych czy okazujących nadmierne emocje, ale jeżeli chodziło o filmy to… tak Malik zdecydowanie uwielbiał filmy o zombie. Co skutkowało tym, że jego przyjaciele zerkali to na niego, to na jego kanapkę, bojąc się, że oberwą ogórkiem w twarz.
- Dobra, dobra, załapaliśmy aluzję - przerwał jego monolog Louis, odkładając na talerz nadgryzioną frytkę. Już mógł być pewny, że przed snem tak scena dokładnie namaluje mu się przed oczami.
- Nie, nie. - nie dał się przegadać Zayn. - Nie opowiedziałem jeszcze najlepszego. - próbował się bronić.
- Serio, stop. - powiedział głośno Liam, nie mogąc już dłużej znieść historii Zayna. Nie żeby nie lubił ich słuchać, bo lubił naprawdę. Dzięki temu oszczędzał czas, bo nie musiał oglądać tylu filmów, a i tak mógł pochwalić się ich znajomością w towarzystwie. Cóż… Zayn dosyć szczegółowo opowiadał filmy i gdy się wkręcił, dorzucając do tego swoje komentarze, czasami przebijał faktyczną długość filmu. Posiłek jednak nie był najlepszym czasem na słuchanie o tym jak bohater A rozerwał wnętrzności bohaterowi B i zrobił sobie szalik z jego jelit. Naprawdę nie.
- Czekaj. - wyprostował się Louis, który siedział - lepsze stwierdzenie leżał - rozwalony na krzesełku.- Czy to przez ten film spóźniłeś się na trening? - spojrzał na niego podejrzliwie, opierając łokcie na wolnym miejscu na stoliku.
- Hmm… - mruknął Zayn, rozglądając się wszędzie tylko nie na przyjaciół. Doskonale wiedział o co chłodziło Louisowi. Zawsze czepiał się osób, które opuszczały treningi lub przychodzili na nie spóźnieni, a teraz sam okazał się być taką osobą. Ale hejj.. oglądał Resident Evil! - Całkiem możliwe. - odpowiedział w końcu, wiedząc że dalsze unikanie odpowiedzi nie ma sensu. - Wolę jednak wersję, że były korki na chodnikach. - uśmiechnął się szeroko do przyjaciół i nie minęła sekunda, a cała trójka wybuchła śmiechem. Nie był to jednak śmiech bez przyczyny, bo przypomniała im się sytuacja, która miała miejsce na ich pierwszym obozie piłkarskim.
Ostatniej nocy wymknęli się do klubu i wszystko byłoby w porządku, gdyby zdążyli wrócić do ośrodka przed ciszą nocną, która wyjątkowo przesunięta została do dwunastej w nocy, albo nie napatoczyli się na trenera, który od razu niesamowicie na nich zły zaczął krzyczeć. Wtedy w Louisie obudziła się odpowiedzialna jego część i nieco zamroczona wypitym alkoholem, zaczęła się tłumaczyć. "Panie trenerze… My bylibyśmyśmy na czas, ale były korki… - zaciągnął. - na chodnikach. - dodał i uśmiechnął się dumny ze swojej kreatywności"
- Właśnie. - zaczął Liam, opanowując śmiech. - Jeżeli mowa o treningu to ja dzisiaj odpadam. - uniósł do góry ręce w obronnym geście, kręcą przy okazji przecząco głową.
- No weź. - jęknął Zayn.
- Wiem, że dzisiaj pierwsze spotkanie drużyny, ale już wcześniej obiecałem Sophie, że pójdę z nią.. - spojrzał niepewnie na przyjaciół. - na zakupy. - dodał ciszej, doskonale wiedząc jak na to zareagują przyjaciele. I tak też się stało. Obaj chłopcy wybuchli głośnym, nieco wymuszonym śmiechem. Jednak gdy nie zobaczyli na twarzy Payne żadnej oznaki żartu, spoważnieli.
- Ty tak serio? - Louis spojrzał na niego, unosząc do góry brwi w geście zdziwienia. Nie żeby dziwił się, że Liam wystawia ich na rzecz swojej dziewczyny, ale zakupy? Serio? Jaki chłopak woli chodzić po sklepach i wybierać ciuszki, zamiast biegać za piłką z przyjaciółmi. Liam jednak skinął potwierdzająco głową.
- Po ostatnim razie jak odwołałem nasze spotkanie na waszą korzyść oczywiście - powiedział podkreślając zaimek “waszą”, by już w tym momencie podważyć argumenty chłopców typu: “Przecież cały czas się z nią spotykasz, nic się nie stanie jak raz pójdzie sama”. - nie odzywała się do mnie przez tydzień, nie mówiąc już o seksie. - to ostatnie dodał szeptem, by cała szkoła nie słyszała jak Sophia potrafi trzymać Liama w garści.
Louis jednak nie wykazał się empatią i prychnął pod nosem.
- Pogadamy jak znajdziesz dziewczynę Lou. - chłopak o sarnich oczach, uśmiechnął się przyjaźnie.
- I właśnie dlatego jestem gejem. - mruknął pod nosem Malik.
- Ale serio nie da się nic zrobić? - Tomlinson spojrzał na niego pytająco.
- Nie ma szans. - westchnął, kręcąc głową. Jemu też nie uśmiechało się chodzenie po sklepach i wysłuchiwanie marudzenia Sophie, gdy nie będzie potrafiła znaleźć wymarzonej sukni. Czy ona naprawdę nie rozumiała, że dla Liama tak czy tak była piękna? Bez różnicy na strój. Nawet nago. A może szczególnie nago? - Musi kupić sukienkę na bal maturalny czy coś. - wzruszył ramionami, pogodzony ze swoim losem.
- Ale to przecież za dwa miesiące. - zauważył Zayn.
- I mi to mówisz? - zawołał Liam, wskazując na siebie palcem. - To ja przez te dwa miesiące będę codziennie słuchał o tym jak to mało czasu jeszcze zostało. - powiedział, wyraźnie zmęczony na samą myśl o tym co go czeka.
- Ale masz pewność, że zaliczysz. - rzucił z łobuzerskim uśmiechem Louis, na co Payne od razu się rozchmurzył.
- No mam. - wyszczerzył się do przyjaciół i przybił piątkę z niebieskookim. - A wy chłopcy kogo zamierzacie zaprosić? - zapytał, chcąc w jakiś sposób odejść od tematu jego samego.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami Louis. - Nie myślałem o tym jeszcze, ale pewnie zaproszę którąś z dziewczyn z niższej klasy. - powiedział, rozglądając się po stołówce w poszukiwaniu potencjalnej partnerki.
- A ty? - chłopak zwrócił się w stronę Zayna, który miał nadzieję zostać niezauważony. Jednak spostrzegawcze oko Liama, zauważyło przyczajoną pozycję przyjaciela.
- Hmmm… - zastanawiał się jak z tego wybrnąć. Jednak doszedł do wniosku, że nie warto okłamywać przyjaciół, bo ci i tak w końcu się o tym dowiedzą. Poza tym mogli okazać się całkiem pomocni. - Mam kogoś na oku. - uśmiechnął się nieśmiało.
- Słucham?! - uniósł głos Liam, patrząc na przyjaciela. Nie żeby któregoś z nich szczególnie zdziwił fakt, że Zaynowi ktoś się spodobał - do dobra, chłopak należał do osób wymagających - a bardziej to, że im o tym powiedział.
Zayn nieszczególnie lubił mówić o swoim życiu towarzyskim, a chłopcy to rozumieli. Dlatego też, mimo że Zayn miał za sobą już kilka randek i nic nieznaczący nocnych przygód to nigdy nie powiedział o tym przyjaciołom. Bo i niby po co? Ci mężczyźni nie byli dla niego ważni i nie zamierzał się z nimi w jakikolwiek wiązać, więc nie widział potrzeby zapoznawania ich czy nawet zaprzątania ich osobą głów swoich przyjaciół. Teraz jednak zaznaczył, że jest pewna osoba o której myśli, więc jasnym dla chłopców było to, że nie jest to zwykły chłopak. To musiał być ktoś kogo Zayn polubił i uznał, że jest wart jego uwagi. Musiał być dla niego ważny.
- I ja słucham! - dodał Louis, równie podekscytowany co Liam. No bo hej, kto nie cieszy się ze szczęścia przyjaciela? - Czyżby ktoś cię oczarował? - uśmiechnął się do niego podejrzliwie, ruszając sugestywnie brwiami.
- Spadaj. - warknął do niego, nachylając się nad stolikiem by go szturchnąć.
- To prawda. - bronił się szatyn. - Nigdy o nikim nie mówisz.
- I tym razem nie zamierzam. - oparł się o oparcie krzesła i założył ręce na piersi, w obronnej pozycji.
- Daj spokój. - machnął ręką Liam i przysunął się do przodu, by oprzeć się łokciami o stolik, wlepiając w jego świdrujące spojrzenie. - Kto jest tym szczęśliwcem, hmm? - mruknął w jego stronę, dodatkowo szturchając co nogą pod stołem. - Matt? - strzelił.
- Jest uroczym blondynem. - rzucił Louis, przyciągając na sobie wzrok Zayna.
- Sebastian? - spojrzenie Malika przeskoczyło na Liama.
- Ma niebieskie oczy? - ponowie patrzył się na Louisa, powoli zaczynając wariować.
- Kurt? - i znowu odezwał się Liam.
- Jest Irlandczykiem? - Zayn, słysząc to wyrażenie otworzył szerzej oczy i spojrzał przestraszony na chłopców.
- Niall? - zapytali równocześnie, a gdy Zayn nic nie odpowiedział tylko patrzył się na nich szeroko otworzonymi oczami, krzyknęli:
- Boże Niall!
- Czego? – odezwał się głos z mocnym irlandzkim akcentem.
- Ummm… – trójka przyjaciół spojrzała na blondyna, którzy zatrzymał się przy ich stoliku, z pytającą miną. - Dzisiaj jest trening, pamiętaj. – odezwał się w końcu Zayn, próbując w jakiś sposób uratować sytuację.
- Jak mógłbym zapomnieć, skoro przypominasz mi o nim na każdym kroku. – prychnął i nie mówić nic więcej, ruszył we wcześniej obranym kierunku.
- Jak Boga kocham zabiję was. – mruknął i opadł głową na stolik, oddychając ciężko.
***
Wybiła godzina piętnasta dwadzieścia i ósemka chłopców weszła na salę gimnastyczną po uprzednim otrzymaniu pozwolenia i kluczy od nauczyciela wf, który był opiekunem ich drużyny. Starszy mężczyzna szybko uspokoił rozgadanych chłopców i poprosił ich o ustawienie się w linii. Zawodnicy wykonali polecenie nauczyciela, a ten zaczął przemawiać.
Na początku zaczął od przedstawienia się – nie, żeby wszyscy chłopcy chodzili do tej szkoły od dwóch lat, a co najmniej połowa z nich miała z nim zajęcia – a później wytłumaczył na czym dokładnie będzie polegało ich zadanie. Czyli mniej więcej tyle, że zgłasza drużynę do rozgrywek o Puchar Anglii, które rozpoczynają się już pod koniec miesiąca. Dzięki temu będą mogli się wykazać swoimi umiejętnościami, a za reprezentowanie szkoły zostaną nagrodzeni dodatkowymi punktami z zachowania i oceną celującą ze wf. Oczywiście nie zapomniał wspomnieć, że dla drużyn które dojdą do finału przewidziane są nagrody rzeczowe oraz jednorazowe stypendium na koniec roku. Nie trzeba dodawać, że to właśnie ta cześć jego wypowiedzi została przyjęta najbardziej entuzjastycznie.
- Teraz jednak muszę załatwić jeszcze kilka spraw, więc oddaję was w ręce Louisa. – powiedział i skinął głową na chłopaka, żeby wystąpił do przodu. – Louis poproszę poprowadź trening. – zwrócił się do niego indywidualnie, mimo to reszta chłopców mogła to doskonale usłyszeć. – A więc a takim razie, do widzenia. – machnął do niech ręką i skierował się do wyjścia, jednak zaraz się zatrzymał. – Po skończonym treningu proszę, zamknijcie salę i szatnie i oddajcie klucz woźnemu. – dodał, patrząc na szatyna, który miał być za to odpowiedzialny. Tomlinson skinął głową na znak, że rozumie, po czym odwrócił się do swoich kolegów.
- A więc tak. – uśmiechnął się. – Na rozgrzewkę dziesięć długość podczas których rozgrzewamy ręce i nogi, a później kilka ćwiczeń w parach. – powiedział, patrząc na każdego przez chwilę, by nikt nie poczuł się mniej ważny w drużynie. Jednak nie mógł się powstrzymać przed nieco dłuższym przyjrzeniu się Harryemu, który zawzięcie próbował włożyć koszulkę do spodni. Uśmiechnął się lekko na ten widok i klasnął w dłonie, dając znak do rozpoczęcia treningu. – Zayn ty jesteś ze mną. – zawołał do przyjaciela, który już szedł w stronę Nialla. Ten podbiegł do niego, posyłając mu pytające spojrzenie.
- Co jest?
- Nic. Chcę żebyś był ze mną w parze. –wzruszył ramionami. – Czy to takie dziwne? – uśmiechnął się do niego zwyczajnie.
- Tak, od kiedy ostatnio tak bardzo chciałeś być ze Stylesem – powiedział, nie kryjąc złości za tamto wydarzenie.
- Cóż, nie chcę złamać twojego serduszka mówiąc, że dostrzegłem swój błąd i chcę się zmienić, ale jak myślisz, że kim Harry będzie ćwiczył jak nie ze mną? – zapytał i mimo truchtu jaki wykonywali, objął przyjaciela ramieniem. Zayn przytrzymywany przez Louisa, spojrzał w bok, dostrzegając dwójkę chłopców biegnących obok siebie i nieśmiało na siebie zerkających. – Dokładnie tak. – uśmiechnął się szeroko Louis, widząc, że Zayn załapał jego plan. Odsunął się od niego i zaczął wymachiwać rękoma na boki, by rozgrzać odpowiednie stawy. Nie przeoczył jednak podejrzliwego spojrzenia Zayna, które w niego ciskał. – Oboje wiemy, że kłótnie w drużynie nie wpływają na jej korzyść. – wzruszył ramionami, jakby odpowiedź której udzielił, była najbardziej logiczna.
- Tak. – zgodził się z nim Zayn, papugując jego ćwiczenie. – Oboje jednak wiemy, że nie zrobiłeś tego tylko dlatego. – nie dawał za wygraną Mulat.
- Akurat ty nie powinieneś mieć o to do mnie pretensji. – pokręcił przecząco głową. – Szczęśliwego Nialla uda ci się łatwiej poderwać. – wyszczerzył się do niego, za co oberwał z pięści w ramię, mimo to przyznał mu rację.
- I nie ma pretensji, po prostu próbuję rozgryźć co łączy cię z Stylesem. – spojrzał w stronę chłopaka o którym rozmawiali.
- Nic co powinno zaprzątać twoją piękną główkę. – odpowiedział szatyn i uśmiechnął się do niego w taki sposób, że Zayn wiedział, że Louis uważa temat za skończony.
W tym samym czasie Niall, biegł obok Harry’ego, zastanawiając się czy są jakiekolwiek szansę na to, że loczek zgodzi się być jego parą. Nie to, że Niall miałby problem ze znalezieniem kogoś innego na jego miejsce, bo należał do osób towarzyskich i łatwo nawiązujących kontakty, ale wiedział, że Harry ten problem będzie miał większy. Dlatego nie mając nawet pewności, że Hazz zgodzi na ćwiczenie z nim, odrzucił propozycję Josha. Na szczęście się to jednak opłaciło, bo podczas wykonywania szóstej długość, Harry nieśmiało szturchnął go w ramię i zapytał się czy chce być jego parą. Niall nie musiał nic wielkiego mówić, bo wystarczyło lekkie skinięcie głową i szeroki uśmiech, a na twarzy Stylesa zagościł cień ulgi.
Podczas ćwiczeń z piłką, chłopcy nie powinni rozmawiać, ale to im nie przeszkodziło. Wystarczyło, że jeden wypowiedział jedno słowa, a reszta się posypała. Starali się jednak być na tyle cicho, by osoby ćwiczące w parze trzy metry dalej nie mogli wszystkiego wyłapać.
„Przepraszam”
„… zły bo nie powinieneś tego mówić”
„… postąpiłem głupio… zdenerwowany”
„… mówisz”
„ Harry… się kłócić… mi wybaczyć … ciółmi? Tęsknie… koleś”
„….”
„ … więcej się nie będę wtrącał”
„… myślę, ale też przepraszam… jak gówniarz.”
„… minęło”
Po zakończeniu tej rozmowy, trening chłopcom minął jak z bicza strzelił i ani się obejrzeli, a wychodzili ze szkoły, rozmawiając o totalnych głupotach, ani na moment nie przywołując czasu, kiedy ich przyjaźń przechodziła mały kryzys.
Niall właśnie opowiadał Harryemu jak do jego sklepu sportowego przyszła kobieta, poszukująca dla swojego syna getrów sportowych, opisujące ja jako czarne podkolanówki dla mężczyzna grających w piłkę nożną. Blondyn, pokładał się ze śmiechu nawet teraz gdy to opowiadał, jednak Harry nie był tak bardzo zaangażowany w słuchanie tej historii jak mogłoby się Niallowi wydawać. Mimo to uśmiechał się lekko po nosem.
- Co jest? – zapytał go Niall, widząc jak ten chowa telefon.
- Nie, nic. – zaprzeczył, machnięciem ręki i poprosił o opowiedzenie tej historii jeszcze raz.
- Nie chcę się znowu wtrącać w twoje życie, ale wydaje mi się, że skoro olałeś moją mega śmieszną historię na rzecz telefonu to należą mi się jakieś wyjaśnienia. – powiedział, przyglądając mu się uważnie. Harry wyglądał jakby nie zamierzał się odezwać, jednak gdy przegrał z nim bitwę na spojrzenia, poddał się.
- Nie będzie mnie dzisiaj wieczorem, bo idę do Louisa. – powiedział, mając nadzieję, że jego szczeniacki, zadowolony uśmiech nie wyda tego jak bardzo lubi chłopaka.
- Do Louisa? – zdziwił się blondyn.
- Yhhm… tak. – skinął głową, a mięśnie jego twarzy powoli zaczynały słabnąć, tym samym ukazując delikatny uśmiech. Już czekał na jakąś reprymendę i krzyki, że jest głupi zadając się z nim. Blondyn jednak uśmiech się równie delikatnie i szepnął do niego, żeby na siebie uważał.
***
Tak jak umówił się z Louisem, spotkał się z nim pod Tesco, by najpierw zrobić zakupy na wieczór filmowy który planowali sobie zrobić, a po skończonych zakupach udali się prosto do domu chłopaka. Od razu gdy tylko weszli, szatyn kazał mu się rozgościć, czego ten nie zamierzał oczywiście robić i nieśmiało odwiesił kurtkę na wieszak, dokładnie obserwując Tomlinsona. Bał się, że gdy ten spuści go z oczu ten zniknie, zostawiając go tu samego.
- Louis, Louis. – usłyszał najpierw dwa piskliwe głosiki, a zaraz zobaczył ich właścicielki. Były to góra siedmioletnie dziewczynki, które wyglądały tak samo, ubrane w takie same sukienki. – Mama powiedziała, że nas spakujesz. – krzyczały, uwieszając się na rękach ich brata.
- Tak powiedziała? – zapytał, wyraźnie zdziwiony tym pomysłem. – A gdzie ona jest?
- Dostała telefon i musiała pilnie pójść do pracy. – tłumaczyła jedna z dziewczynek, wiedząc że im szybciej odpowiedzą na pytania brata, tym szybciej ten je spakuje i tym szybciej będą mogły spokojnie czekać na przyjazd taty Brook, u której miały dzisiaj spać.
- I zostawiła was same? – zadał kolejne pytanie, nie kryjąc w głosie zdenerwowania.
- Nie… - pokręciły głowami. – Zostawiła nas z Lottie, ale ona poszła do Adama i kazała nam siedzieć w salonie i oglądać bajki. – powiedziały oburzone, a Harry nie wiedział czy były złe z powodu zostawienie ich samych, czy z powodu konieczności oglądania bajek.
- W porządku. – powiedział Louis, najwyraźniej mając wszystkie potrzebne mu informacje. – To lećcie do pokoju naszykować rzeczy, a ja zaraz je przejrzę i spakuję. – powiedział do nich, popychając je delikatnie w stronę schodów. Dziewczynki skinęły zadowolone głowami i w podskokach pobiegły do pokoju. Zatrzymały się jednak na schodach, przypominając sobie o dobrych manierach i pożegnały się z Harrym, kulturalnym „dowidzenia”.
- Umm.. Tak więc.. ja muszę je wyszykować. – powiedział szatyn, w końcu zwracając na niego uwagę. – A ty pójdź do mojego pokoju i tam zaczekaj. – uśmiechnął się do niego przepraszająco, jakby to była jego wina, że ma dwie młodsze siostry, którymi musi się zająć. Harry wysłuchał uważnie instrukcji chłopaka w którą stronę ma iść, by dotrzeć do jego pokoju.
Siedział na łóżku, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Nigdy nie był u Louisa, a tym bardziej nie siedział na jego łóżku. Baaaa… bez chłopaka przy sobie, czuł się jakby naruszał jego prywatność, mimo że szatyn wcześniej powiedział, że ma się nie krępować.
- Tylko mi nie mów, że przez ten cały czas siedziałeś tu jak truś. – zaśmiał się Louis, wchodząc do pokoju. Nie było go przecież przeszło 20 minut i nie wyobrażał sobie, żeby ktoś tyle czasu potrafił przesiedzieć w jednej pozycji. Ale Harry wyglądał na tak spiętego, że wcale by się nie zdziwił.
- W taki razie nie powiem. – pokręcił głową, siląc się na delikatny uśmiech.
- Mówiąc rozgość się miałem to na myśli, serio. – pokiwał głową i rzucił na łóżko koło Harry’ego chipsy, które wcześniej zostawił na przed pokoju. – Zayn prawdopodobnie, przeszukiwałby pod moją nieobecność jakiś pornosów, schowanych pod łóżkiem. – powiedział swobodnie, wskakując na łóżko i rozkładając się na nim wygodnie, za plecami szatyna.
- Czy ktoś jeszcze kupuje takie gazety? – zdziwił się Styles, obracając się w jego stronę, by móc na niego patrzeć.
- Mnie się nie pytaj. Nigdy takiego czegoś nie miałem w rękach. – wzruszył ramionami. – Wiesz, posiadanie takich gazet, gdy w domu są cztery młodsze siostry i matka, która myśli, że jej syn jest prawiczkiem nie jest bezpieczne. – pokręcił głową. – Naprawdę nie chcę doprowadzić ich do zawału, gdyby takie coś u mnie znalazły. – uśmiechnął się do niego. Poza tym komu w tobie komputerów, potrzebne są gazety? Na pewno nie Louisowi. Harry skinął głową, bo doskonale pamiętał dzień, w którym jego matka przyłapała go na oglądaniu nagich zdjęć mężczyzn na komputerze. Przez godzinę miał taką pogadankę z rodzicami na temat tego, że to jest niewłaściwe, że naprawdę zaczął siebie nienawidzić siebie za to, że nie zamknął pokoju na klucz.
Chłopcy leżeli na łóżku w odpowiedniej odległości od siebie i rozmawiali o szkole i przyjaciołach, zupełnie ignorując powód dla którego tak właściwie się spotkali.
- Harry? – wypalił nagle Louis nie z tego, nie z owego. – Mogę cię o coś zapytać? – podniósł się na łokciu, by łatwiej było mu się na niego patrzeć.
- Ummm. Czemu nie. – wzruszył ramionami. Zaraz jednak dodał. – Ale jeżeli ja będę później mógł zapytać o coś ciebie. – uśmiechnął się wyzywająco. Czemu nie miał skorzystać z tej okazji i spróbować zrozumieć działania i intencję Louisa?
- Ok. Tylko się nie denerwuj, dobra? – powiedział szatyn i usiadł po turecku obok Harry’ego. – Bo ja… tak jakby kiedyś niechcąco usłyszałem fragment twojej rozmowy z Niallem jak wychodziliście ze szkoły. – zaczął niepewny tego jak zareaguje na to Harry. Jednak przewidywał, że nie będzie zadowolony z tematu tej rozmowy. I tak też zareagował Styles. Mimo że nie wiedział do czego zmiesza Tomlinson już sam początek mu się nie podobał, dlatego sam również usiadł, mimowolnie spinając wszystkie mięśnie.
- I…?
- I słyszałem jak Niall proponował ci pomoc w… rzuceniu narkotyków. – mówił powoli i ostrożnie, zdając sobie sprawę, że nie jest to coś o czym ludzie lubią mówić. Harry też na takiego nie wyglądał, a wręcz przeciwnie, wyglądał na złego, że Louis w ogóle podjął ten temat. – Ale ty odmówiłeś mu, mówiąc, że sam dasz sobie radę. – kontynuował. – Ale mi się wydaje, że nie dasz. Nikt sobie sam z tym nie radzi – pokręcił głową, wyglądając na autentycznie przybitego. – I wiem, że nie powinienem się w to wtrącać, bo już raz przysporzyłem się kłopotów z tego powodu.
- I masz rację. – warknął Harry, wstając z łóżka, by skierować się do wyjścia. Pokłócił się o to z Niallem, nie zamierzał tego robić również z Louisem. – Nie powinieneś. – powiedział, patrząc na niego ze złością wymalowaną na twarzy.
- Zaczekaj. – zawołał szatyn, łapiąc go za nadgarstek. – Ja naprawdę nie chciałem się zdenerwować. Po prostu zależy mi na tobie i też chcę ci pomóc. Nie mogę patrzeć na to jak się powoli zabijasz. – pokręcił głową, a jego wzrok był tak zatroskany i smutny jak chyba jeszcze nigdy. Naprawdę nie sądził, że polubi Harry’ego tak bardzo i mimo że nadal planował go wykorzystać to nie zmieniało faktu, że nie chciał by ten kiedyś zaćpał się na śmierć.
- Zależy ci? – warknął Harry, jednak nie wyszarpał ręki z jego uścisku, który wydawał się być niesamowicie kojący. – To teraz moja kolej. – powiedział i wyprostował się przed nim, co sprawiło że Louis dopiero teraz zwrócił uwagę na to jaki naprawdę jest wysoki. – Jesteś gejem? – zapytał bez ogródek, uważnie mu się przyglądając. Louis zamarł. Nie wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie, by się totalnie nie pogrążyć.
- Myślę, że nie. – powiedział szczerze, albo raczej tak jak miał nadzieję, że jest.
- Aha. – przyjął do wiadomości Harry, jednak mimo to nie wyglądał na zadowolonego. – To w takim razie co to było to po naszym spotkaniu w kawiarni? – zapytał. – Ten pocałunek. – dodał jakby Louis miał problemu z pamięcią.
- Nie wiem. – wzruszył ramionami, uśmiechając się nieśmiało, mając nadzieję, że może to podziała na chłopaka. Na wszystkie dziewczyny działało.
- Nie wiesz, mówisz. – powiedział Harry, a złość w jego głosie wcale nie zmalała. Już sam nawet nie wiedział na co jest bardziej zły. Na Louis, że tak jak Niall się nim przejmuje i chcę wyciągnąć go z narkotyków, czy siebie za to, że miał nadzieję, że Louis może jednak okaże się gejem i go pokocha. – Szkoda. – westchnął i już miał wychodzić, gdy Louis zarzucił mu ręce na szyję i przycisnął usta do jego warg. Cóż… kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić, a to było jedyną myślą jaka pojawiała się w jego głowie, widząc wychodzącego Harry’ego. Ten jednak nie odwzajemnił pocałunku Louisa, odpychając go od siebie.
- Nie jesteś gejem. – powiedział, przypominając mu o tym.
- Wiem, ale uwielbiam cię całować. – szepnął w jego usta, ponownie je łącząc. Włożył w ten pocałunek wydawało mu się, że tyle uczuć ile tylko mógł, modląc się „nie odpychaj mnie, nie odpychaj mnie”. I najwyraźniej jego modlitwy się spełniły, bo Harry przegrywając ze swoim pragnieniem, poddał się pocałunkowi.
Nie minęło jednak wiele czasu, jak zwykły pocałunek, przerodził się w sesję migdalenia i obściskiwania się na łóżku. Louis już myślał, że może dzisiaj mu się poszczęści i chociaż w małym stopniu sprawdzi czy te wszystkie rzeczy które robią ze sobą chłopcy chociaż w połowie są takie przyjemne jak mu się wydaje, że są, przez co uśmiechnął się delikatnie w usta Harry’ego, co chłopak mógł wyczuć. Niestety radość Louisa okazała się zbyt szybka, bo gdy tylko zjechał dłonią, którą wcześniej trzymał pod koszulką Stylesa i pieścił nią jego sutki, na jego krok, by rozpiąć rozporek, Harry się opamiętał. Louis nie był gejem. Louis go nie chciał. I zdecydowanie Harry nie mógł mu tego zrobić. Nie mógł wykorzystać chwilowej niepoczytalności Louisa dla własnych korzyści i przyjemności. To nie był Harry, on tak nie postępował, a już na pewno nie z ludźmi na których mu zależało. Nie mógłby później spojrzeć sobie w twarz, wiedząc czego się dopuścił. Przecież to byłoby prawie jak gwałt. Dlatego też, mimo gorąca które opanowało jego ciało i wciąż coraz bardziej twardniejącego penisa, odepchnął od siebie chłopaka, który zaskoczony niemalże zleciał w łóżka.
- Przepraszam Lou. Ja… ja nie chciałem. Nie mogę. – jęczał, schodząc z łóżka, przy okazji poprawiając zmiętoloną koszulkę. Był tak zawstydzony swoim zachowaniem, że wychodząc nawet nie spojrzał na przyjaciela. Nie mógł więc zobaczyć zawiedzonego wyrazy twarzy Louisa.
Chłopak opadł na łóżko, przykrywając oczy jedną rękę i starając się nie zwracać uwagi – chociaż przez moment – na problem z którym zostawił go Harry, westchnął. Był już tak blisko. Już prawie… jednak znowu mu się nie poszczęściło.
**********************
*******
Harry wiedział, że wpadł gdy tylko zaczął myśleć o Louisie częściej niż kilka razy dziennie. Wiedział, że wpadł gdy to Louis był ostatnią osobą o której myślał przed snem. I był z tego powodu zdecydowanie bardziej niż niezadowolony. Bo jakie szanse były na to że Louis odwzajemni jego uczucia? Żadne. Louis był zabawny, miły, dobrze wychowany, a jednocześnie zbuntowany i bezczelny. Był niezwykle przystojny, mimo nieco kobiecych krągłości i rysów twarzy, które czasami starał się ukrywać pod zarostem. I najważniejsze NIE BYŁ GEJEM. Jak więc Harry ze swoją niezdarnością, pesymistycznym podejściem do życia i uzależnieniem od narkotyków, mógł myśleć, że ten go zechce.
Jednak to właśnie może przez to wszystko sprawiło, że Harry zadłużył się w Tomlinsonie. W końcu jako jeden z nielicznych mężczyzn z którymi Harry miał styczność lubił go za jego charakter i osobowość, a nie z przyjemność jaką może sprawić mu jego ciało.
Louis również – jak Harry mógł się domyślić – wiedział o jego stylu życia, a mimo to nie komentował tego i nie starał się go na siłę zmieniać jak to robił Niall. Traktował go jak zwykłego nastolatka, za co był bardzo wdzięczny. Nawet zmartwione spojrzenia, które czasami rzucał w jego stronę w szkole, gdy ten wyglądał jak gówno, bo noc wcześniej spędził noc z chłopakiem, który okazał się być wyjątkowym dupkiem, czy wciągnął coś na przerwie, nie denerwowały go tak bardzo i uważał to za coś uroczego. Można więc powiedzieć, że niecodzienna przyjaźń o której wiedział tylko Louis, Harry, Niall i prawdopodobnie Zayn, zaczynała kwitnąć. I nawet Niall mógł to zauważyć, gdyż od pewnego czasu Harry, mimo że wciąż był na niego obrażony przebywał częściej w domu i uśmiechnął się do telefonu, gdy oglądali film, siedząc na jednej kanapie, co wcześniej było nie do pomyślenia. Chyba będzie musiał uściskać Tomlinsona.
Harry westchnął próbując wygonić ze swojej głowy obraz uśmiechniętego Louisa, ponieważ było to nie w porządku zarówno ze względu na szatyna jak i na Davida, który go właśnie pieprzył. Był sympatyczny i przystojny, więc zasługiwał na pełną uwagę Harry’ego.
- O tak… Harry.- krzyknął, przyśpieszając ruchy swoich bioder, wchodząc w chłopaka coraz głebiej. Harry uśmiechnął się lekko, wychodząc mu naprzeciw, starając się czerpać z seksu jak najwięcej przyjemności.
Lubił Davida, bo nie patrzył na niego jak na rzec, która ma pomóc mu dosięgnąć spełnienia. Często po stosunku, a nawet w trakcie, rozmawiali, podejmując zupełnie przypadkowe tematy. Do tego był pomysłowy i nie zadowalał się mało kreatywną pozycją na pieska, a przy tym był niezwykle delikatny dbając o to by i Harry czuł się dobrze.
Chłopak nie mógł pozbyć się jednak wrażenia, że Louis byłby w tym lepszy.
- M-m-mocniej. – wysapał Harry, zaciskając powieki, pragnąc w końcu dojść. Wygiął plecy w łuk, łapiąc w palce jednej ręki prześcieradło, a drugą owijając wokół swojego penisa.
Choć David nie był z tego powodu zadowolony, bo chciał patrzeć jak Harry, dochodzi tylko dzięki jego działaniom, przemilczał to. Zacisnął ręce na udzie chłopaka, który poprawił nogę, która zsuwała się z ramienia kochanka.
- O Boże… - jęknął podkurczając palce u stóp, czując zbliżający się orgazm.
- Tak Hazz.. o Boże. – zawtórował mu David, przyciskając swoje biodra do jego rozszerzonych pośladków i doszedł wewnątrz prezerwatywy. Nie wyszedł jednak od razu z chłopaka, kręcąc się lekko, przedłużając swój orgazm. W końcu jednak zmęczony opadł tyłkiem na drugą nogę chłopaka, którą ciągle miał pod sobą i wyszedł z niego, patrząc jak Hazz dochodzi w swojej dłoni.
Uśmiechnął się do niego, po czym ściągnął wiotką nogę chłopaka ze swoich ramion.
- Uwielbiam cię… - zaczął, kładąc się na plecach, obok Harry’ego. Serce młodszego chłopca zatrzepotało, a po jego organizmie rozlał się nieznajome ciepło. – pieprzyć Hazz. – dokończył, obracając głowę w jego stronę, uśmiechając się szeroko. No jasne, uwielbia go… pieprzyć.
- To na co czekasz? – powiedział Harry, swoim zwykłym beztroskim tonem, udając, że słowa chłopaka wcale go nie zabolały. Podniósł się na łokciu, a kilka sekund później siedział okrakiem na udach Davida. – Kolejna runda. – powiedział z błyskiem w oczach, ściągając prezerwatywę z jego wiotkiego jeszcze członka, by po chwili wziąć go do buzi, rozkoszując się smakiem jego spermy.
Louis zdecydowanie byłby w tym lepszy.
***
Trójka przyjaciół siedziała przy stole i zajadała się lunchem, korzystając z pierwszej okazji tego dnia do porozmawiania.
- No mówię wam. - ekscytował się Zayn, opowiadając o filmie jaki ostatnio oglądał. - Głowy latają, nogi latają, ręce latają. – mówił, gestykulując rękami, nie zważając na to, że w jednej trzymał kanapkę, z której wystawał ogórek. Może Zayn nie należał do osób bardzo wygadanych czy okazujących nadmierne emocje, ale jeżeli chodziło o filmy to… tak Malik zdecydowanie uwielbiał filmy o zombie. Co skutkowało tym, że jego przyjaciele zerkali to na niego, to na jego kanapkę, bojąc się, że oberwą ogórkiem w twarz.
- Dobra, dobra, załapaliśmy aluzję - przerwał jego monolog Louis, odkładając na talerz nadgryzioną frytkę. Już mógł być pewny, że przed snem tak scena dokładnie namaluje mu się przed oczami.
- Nie, nie. - nie dał się przegadać Zayn. - Nie opowiedziałem jeszcze najlepszego. - próbował się bronić.
- Serio, stop. - powiedział głośno Liam, nie mogąc już dłużej znieść historii Zayna. Nie żeby nie lubił ich słuchać, bo lubił naprawdę. Dzięki temu oszczędzał czas, bo nie musiał oglądać tylu filmów, a i tak mógł pochwalić się ich znajomością w towarzystwie. Cóż… Zayn dosyć szczegółowo opowiadał filmy i gdy się wkręcił, dorzucając do tego swoje komentarze, czasami przebijał faktyczną długość filmu. Posiłek jednak nie był najlepszym czasem na słuchanie o tym jak bohater A rozerwał wnętrzności bohaterowi B i zrobił sobie szalik z jego jelit. Naprawdę nie.
- Czekaj. - wyprostował się Louis, który siedział - lepsze stwierdzenie leżał - rozwalony na krzesełku.- Czy to przez ten film spóźniłeś się na trening? - spojrzał na niego podejrzliwie, opierając łokcie na wolnym miejscu na stoliku.
- Hmm… - mruknął Zayn, rozglądając się wszędzie tylko nie na przyjaciół. Doskonale wiedział o co chłodziło Louisowi. Zawsze czepiał się osób, które opuszczały treningi lub przychodzili na nie spóźnieni, a teraz sam okazał się być taką osobą. Ale hejj.. oglądał Resident Evil! - Całkiem możliwe. - odpowiedział w końcu, wiedząc że dalsze unikanie odpowiedzi nie ma sensu. - Wolę jednak wersję, że były korki na chodnikach. - uśmiechnął się szeroko do przyjaciół i nie minęła sekunda, a cała trójka wybuchła śmiechem. Nie był to jednak śmiech bez przyczyny, bo przypomniała im się sytuacja, która miała miejsce na ich pierwszym obozie piłkarskim.
Ostatniej nocy wymknęli się do klubu i wszystko byłoby w porządku, gdyby zdążyli wrócić do ośrodka przed ciszą nocną, która wyjątkowo przesunięta została do dwunastej w nocy, albo nie napatoczyli się na trenera, który od razu niesamowicie na nich zły zaczął krzyczeć. Wtedy w Louisie obudziła się odpowiedzialna jego część i nieco zamroczona wypitym alkoholem, zaczęła się tłumaczyć. "Panie trenerze… My bylibyśmyśmy na czas, ale były korki… - zaciągnął. - na chodnikach. - dodał i uśmiechnął się dumny ze swojej kreatywności"
- Właśnie. - zaczął Liam, opanowując śmiech. - Jeżeli mowa o treningu to ja dzisiaj odpadam. - uniósł do góry ręce w obronnym geście, kręcą przy okazji przecząco głową.
- No weź. - jęknął Zayn.
- Wiem, że dzisiaj pierwsze spotkanie drużyny, ale już wcześniej obiecałem Sophie, że pójdę z nią.. - spojrzał niepewnie na przyjaciół. - na zakupy. - dodał ciszej, doskonale wiedząc jak na to zareagują przyjaciele. I tak też się stało. Obaj chłopcy wybuchli głośnym, nieco wymuszonym śmiechem. Jednak gdy nie zobaczyli na twarzy Payne żadnej oznaki żartu, spoważnieli.
- Ty tak serio? - Louis spojrzał na niego, unosząc do góry brwi w geście zdziwienia. Nie żeby dziwił się, że Liam wystawia ich na rzecz swojej dziewczyny, ale zakupy? Serio? Jaki chłopak woli chodzić po sklepach i wybierać ciuszki, zamiast biegać za piłką z przyjaciółmi. Liam jednak skinął potwierdzająco głową.
- Po ostatnim razie jak odwołałem nasze spotkanie na waszą korzyść oczywiście - powiedział podkreślając zaimek “waszą”, by już w tym momencie podważyć argumenty chłopców typu: “Przecież cały czas się z nią spotykasz, nic się nie stanie jak raz pójdzie sama”. - nie odzywała się do mnie przez tydzień, nie mówiąc już o seksie. - to ostatnie dodał szeptem, by cała szkoła nie słyszała jak Sophia potrafi trzymać Liama w garści.
Louis jednak nie wykazał się empatią i prychnął pod nosem.
- Pogadamy jak znajdziesz dziewczynę Lou. - chłopak o sarnich oczach, uśmiechnął się przyjaźnie.
- I właśnie dlatego jestem gejem. - mruknął pod nosem Malik.
- Ale serio nie da się nic zrobić? - Tomlinson spojrzał na niego pytająco.
- Nie ma szans. - westchnął, kręcąc głową. Jemu też nie uśmiechało się chodzenie po sklepach i wysłuchiwanie marudzenia Sophie, gdy nie będzie potrafiła znaleźć wymarzonej sukni. Czy ona naprawdę nie rozumiała, że dla Liama tak czy tak była piękna? Bez różnicy na strój. Nawet nago. A może szczególnie nago? - Musi kupić sukienkę na bal maturalny czy coś. - wzruszył ramionami, pogodzony ze swoim losem.
- Ale to przecież za dwa miesiące. - zauważył Zayn.
- I mi to mówisz? - zawołał Liam, wskazując na siebie palcem. - To ja przez te dwa miesiące będę codziennie słuchał o tym jak to mało czasu jeszcze zostało. - powiedział, wyraźnie zmęczony na samą myśl o tym co go czeka.
- Ale masz pewność, że zaliczysz. - rzucił z łobuzerskim uśmiechem Louis, na co Payne od razu się rozchmurzył.
- No mam. - wyszczerzył się do przyjaciół i przybił piątkę z niebieskookim. - A wy chłopcy kogo zamierzacie zaprosić? - zapytał, chcąc w jakiś sposób odejść od tematu jego samego.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami Louis. - Nie myślałem o tym jeszcze, ale pewnie zaproszę którąś z dziewczyn z niższej klasy. - powiedział, rozglądając się po stołówce w poszukiwaniu potencjalnej partnerki.
- A ty? - chłopak zwrócił się w stronę Zayna, który miał nadzieję zostać niezauważony. Jednak spostrzegawcze oko Liama, zauważyło przyczajoną pozycję przyjaciela.
- Hmmm… - zastanawiał się jak z tego wybrnąć. Jednak doszedł do wniosku, że nie warto okłamywać przyjaciół, bo ci i tak w końcu się o tym dowiedzą. Poza tym mogli okazać się całkiem pomocni. - Mam kogoś na oku. - uśmiechnął się nieśmiało.
- Słucham?! - uniósł głos Liam, patrząc na przyjaciela. Nie żeby któregoś z nich szczególnie zdziwił fakt, że Zaynowi ktoś się spodobał - do dobra, chłopak należał do osób wymagających - a bardziej to, że im o tym powiedział.
Zayn nieszczególnie lubił mówić o swoim życiu towarzyskim, a chłopcy to rozumieli. Dlatego też, mimo że Zayn miał za sobą już kilka randek i nic nieznaczący nocnych przygód to nigdy nie powiedział o tym przyjaciołom. Bo i niby po co? Ci mężczyźni nie byli dla niego ważni i nie zamierzał się z nimi w jakikolwiek wiązać, więc nie widział potrzeby zapoznawania ich czy nawet zaprzątania ich osobą głów swoich przyjaciół. Teraz jednak zaznaczył, że jest pewna osoba o której myśli, więc jasnym dla chłopców było to, że nie jest to zwykły chłopak. To musiał być ktoś kogo Zayn polubił i uznał, że jest wart jego uwagi. Musiał być dla niego ważny.
- I ja słucham! - dodał Louis, równie podekscytowany co Liam. No bo hej, kto nie cieszy się ze szczęścia przyjaciela? - Czyżby ktoś cię oczarował? - uśmiechnął się do niego podejrzliwie, ruszając sugestywnie brwiami.
- Spadaj. - warknął do niego, nachylając się nad stolikiem by go szturchnąć.
- To prawda. - bronił się szatyn. - Nigdy o nikim nie mówisz.
- I tym razem nie zamierzam. - oparł się o oparcie krzesła i założył ręce na piersi, w obronnej pozycji.
- Daj spokój. - machnął ręką Liam i przysunął się do przodu, by oprzeć się łokciami o stolik, wlepiając w jego świdrujące spojrzenie. - Kto jest tym szczęśliwcem, hmm? - mruknął w jego stronę, dodatkowo szturchając co nogą pod stołem. - Matt? - strzelił.
- Jest uroczym blondynem. - rzucił Louis, przyciągając na sobie wzrok Zayna.
- Sebastian? - spojrzenie Malika przeskoczyło na Liama.
- Ma niebieskie oczy? - ponowie patrzył się na Louisa, powoli zaczynając wariować.
- Kurt? - i znowu odezwał się Liam.
- Jest Irlandczykiem? - Zayn, słysząc to wyrażenie otworzył szerzej oczy i spojrzał przestraszony na chłopców.
- Niall? - zapytali równocześnie, a gdy Zayn nic nie odpowiedział tylko patrzył się na nich szeroko otworzonymi oczami, krzyknęli:
- Boże Niall!
- Czego? – odezwał się głos z mocnym irlandzkim akcentem.
- Ummm… – trójka przyjaciół spojrzała na blondyna, którzy zatrzymał się przy ich stoliku, z pytającą miną. - Dzisiaj jest trening, pamiętaj. – odezwał się w końcu Zayn, próbując w jakiś sposób uratować sytuację.
- Jak mógłbym zapomnieć, skoro przypominasz mi o nim na każdym kroku. – prychnął i nie mówić nic więcej, ruszył we wcześniej obranym kierunku.
- Jak Boga kocham zabiję was. – mruknął i opadł głową na stolik, oddychając ciężko.
***
Wybiła godzina piętnasta dwadzieścia i ósemka chłopców weszła na salę gimnastyczną po uprzednim otrzymaniu pozwolenia i kluczy od nauczyciela wf, który był opiekunem ich drużyny. Starszy mężczyzna szybko uspokoił rozgadanych chłopców i poprosił ich o ustawienie się w linii. Zawodnicy wykonali polecenie nauczyciela, a ten zaczął przemawiać.
Na początku zaczął od przedstawienia się – nie, żeby wszyscy chłopcy chodzili do tej szkoły od dwóch lat, a co najmniej połowa z nich miała z nim zajęcia – a później wytłumaczył na czym dokładnie będzie polegało ich zadanie. Czyli mniej więcej tyle, że zgłasza drużynę do rozgrywek o Puchar Anglii, które rozpoczynają się już pod koniec miesiąca. Dzięki temu będą mogli się wykazać swoimi umiejętnościami, a za reprezentowanie szkoły zostaną nagrodzeni dodatkowymi punktami z zachowania i oceną celującą ze wf. Oczywiście nie zapomniał wspomnieć, że dla drużyn które dojdą do finału przewidziane są nagrody rzeczowe oraz jednorazowe stypendium na koniec roku. Nie trzeba dodawać, że to właśnie ta cześć jego wypowiedzi została przyjęta najbardziej entuzjastycznie.
- Teraz jednak muszę załatwić jeszcze kilka spraw, więc oddaję was w ręce Louisa. – powiedział i skinął głową na chłopaka, żeby wystąpił do przodu. – Louis poproszę poprowadź trening. – zwrócił się do niego indywidualnie, mimo to reszta chłopców mogła to doskonale usłyszeć. – A więc a takim razie, do widzenia. – machnął do niech ręką i skierował się do wyjścia, jednak zaraz się zatrzymał. – Po skończonym treningu proszę, zamknijcie salę i szatnie i oddajcie klucz woźnemu. – dodał, patrząc na szatyna, który miał być za to odpowiedzialny. Tomlinson skinął głową na znak, że rozumie, po czym odwrócił się do swoich kolegów.
- A więc tak. – uśmiechnął się. – Na rozgrzewkę dziesięć długość podczas których rozgrzewamy ręce i nogi, a później kilka ćwiczeń w parach. – powiedział, patrząc na każdego przez chwilę, by nikt nie poczuł się mniej ważny w drużynie. Jednak nie mógł się powstrzymać przed nieco dłuższym przyjrzeniu się Harryemu, który zawzięcie próbował włożyć koszulkę do spodni. Uśmiechnął się lekko na ten widok i klasnął w dłonie, dając znak do rozpoczęcia treningu. – Zayn ty jesteś ze mną. – zawołał do przyjaciela, który już szedł w stronę Nialla. Ten podbiegł do niego, posyłając mu pytające spojrzenie.
- Co jest?
- Nic. Chcę żebyś był ze mną w parze. –wzruszył ramionami. – Czy to takie dziwne? – uśmiechnął się do niego zwyczajnie.
- Tak, od kiedy ostatnio tak bardzo chciałeś być ze Stylesem – powiedział, nie kryjąc złości za tamto wydarzenie.
- Cóż, nie chcę złamać twojego serduszka mówiąc, że dostrzegłem swój błąd i chcę się zmienić, ale jak myślisz, że kim Harry będzie ćwiczył jak nie ze mną? – zapytał i mimo truchtu jaki wykonywali, objął przyjaciela ramieniem. Zayn przytrzymywany przez Louisa, spojrzał w bok, dostrzegając dwójkę chłopców biegnących obok siebie i nieśmiało na siebie zerkających. – Dokładnie tak. – uśmiechnął się szeroko Louis, widząc, że Zayn załapał jego plan. Odsunął się od niego i zaczął wymachiwać rękoma na boki, by rozgrzać odpowiednie stawy. Nie przeoczył jednak podejrzliwego spojrzenia Zayna, które w niego ciskał. – Oboje wiemy, że kłótnie w drużynie nie wpływają na jej korzyść. – wzruszył ramionami, jakby odpowiedź której udzielił, była najbardziej logiczna.
- Tak. – zgodził się z nim Zayn, papugując jego ćwiczenie. – Oboje jednak wiemy, że nie zrobiłeś tego tylko dlatego. – nie dawał za wygraną Mulat.
- Akurat ty nie powinieneś mieć o to do mnie pretensji. – pokręcił przecząco głową. – Szczęśliwego Nialla uda ci się łatwiej poderwać. – wyszczerzył się do niego, za co oberwał z pięści w ramię, mimo to przyznał mu rację.
- I nie ma pretensji, po prostu próbuję rozgryźć co łączy cię z Stylesem. – spojrzał w stronę chłopaka o którym rozmawiali.
- Nic co powinno zaprzątać twoją piękną główkę. – odpowiedział szatyn i uśmiechnął się do niego w taki sposób, że Zayn wiedział, że Louis uważa temat za skończony.
W tym samym czasie Niall, biegł obok Harry’ego, zastanawiając się czy są jakiekolwiek szansę na to, że loczek zgodzi się być jego parą. Nie to, że Niall miałby problem ze znalezieniem kogoś innego na jego miejsce, bo należał do osób towarzyskich i łatwo nawiązujących kontakty, ale wiedział, że Harry ten problem będzie miał większy. Dlatego nie mając nawet pewności, że Hazz zgodzi na ćwiczenie z nim, odrzucił propozycję Josha. Na szczęście się to jednak opłaciło, bo podczas wykonywania szóstej długość, Harry nieśmiało szturchnął go w ramię i zapytał się czy chce być jego parą. Niall nie musiał nic wielkiego mówić, bo wystarczyło lekkie skinięcie głową i szeroki uśmiech, a na twarzy Stylesa zagościł cień ulgi.
Podczas ćwiczeń z piłką, chłopcy nie powinni rozmawiać, ale to im nie przeszkodziło. Wystarczyło, że jeden wypowiedział jedno słowa, a reszta się posypała. Starali się jednak być na tyle cicho, by osoby ćwiczące w parze trzy metry dalej nie mogli wszystkiego wyłapać.
„Przepraszam”
„… zły bo nie powinieneś tego mówić”
„… postąpiłem głupio… zdenerwowany”
„… mówisz”
„ Harry… się kłócić… mi wybaczyć … ciółmi? Tęsknie… koleś”
„….”
„ … więcej się nie będę wtrącał”
„… myślę, ale też przepraszam… jak gówniarz.”
„… minęło”
Po zakończeniu tej rozmowy, trening chłopcom minął jak z bicza strzelił i ani się obejrzeli, a wychodzili ze szkoły, rozmawiając o totalnych głupotach, ani na moment nie przywołując czasu, kiedy ich przyjaźń przechodziła mały kryzys.
Niall właśnie opowiadał Harryemu jak do jego sklepu sportowego przyszła kobieta, poszukująca dla swojego syna getrów sportowych, opisujące ja jako czarne podkolanówki dla mężczyzna grających w piłkę nożną. Blondyn, pokładał się ze śmiechu nawet teraz gdy to opowiadał, jednak Harry nie był tak bardzo zaangażowany w słuchanie tej historii jak mogłoby się Niallowi wydawać. Mimo to uśmiechał się lekko po nosem.
- Co jest? – zapytał go Niall, widząc jak ten chowa telefon.
- Nie, nic. – zaprzeczył, machnięciem ręki i poprosił o opowiedzenie tej historii jeszcze raz.
- Nie chcę się znowu wtrącać w twoje życie, ale wydaje mi się, że skoro olałeś moją mega śmieszną historię na rzecz telefonu to należą mi się jakieś wyjaśnienia. – powiedział, przyglądając mu się uważnie. Harry wyglądał jakby nie zamierzał się odezwać, jednak gdy przegrał z nim bitwę na spojrzenia, poddał się.
- Nie będzie mnie dzisiaj wieczorem, bo idę do Louisa. – powiedział, mając nadzieję, że jego szczeniacki, zadowolony uśmiech nie wyda tego jak bardzo lubi chłopaka.
- Do Louisa? – zdziwił się blondyn.
- Yhhm… tak. – skinął głową, a mięśnie jego twarzy powoli zaczynały słabnąć, tym samym ukazując delikatny uśmiech. Już czekał na jakąś reprymendę i krzyki, że jest głupi zadając się z nim. Blondyn jednak uśmiech się równie delikatnie i szepnął do niego, żeby na siebie uważał.
***
Tak jak umówił się z Louisem, spotkał się z nim pod Tesco, by najpierw zrobić zakupy na wieczór filmowy który planowali sobie zrobić, a po skończonych zakupach udali się prosto do domu chłopaka. Od razu gdy tylko weszli, szatyn kazał mu się rozgościć, czego ten nie zamierzał oczywiście robić i nieśmiało odwiesił kurtkę na wieszak, dokładnie obserwując Tomlinsona. Bał się, że gdy ten spuści go z oczu ten zniknie, zostawiając go tu samego.
- Louis, Louis. – usłyszał najpierw dwa piskliwe głosiki, a zaraz zobaczył ich właścicielki. Były to góra siedmioletnie dziewczynki, które wyglądały tak samo, ubrane w takie same sukienki. – Mama powiedziała, że nas spakujesz. – krzyczały, uwieszając się na rękach ich brata.
- Tak powiedziała? – zapytał, wyraźnie zdziwiony tym pomysłem. – A gdzie ona jest?
- Dostała telefon i musiała pilnie pójść do pracy. – tłumaczyła jedna z dziewczynek, wiedząc że im szybciej odpowiedzą na pytania brata, tym szybciej ten je spakuje i tym szybciej będą mogły spokojnie czekać na przyjazd taty Brook, u której miały dzisiaj spać.
- I zostawiła was same? – zadał kolejne pytanie, nie kryjąc w głosie zdenerwowania.
- Nie… - pokręciły głowami. – Zostawiła nas z Lottie, ale ona poszła do Adama i kazała nam siedzieć w salonie i oglądać bajki. – powiedziały oburzone, a Harry nie wiedział czy były złe z powodu zostawienie ich samych, czy z powodu konieczności oglądania bajek.
- W porządku. – powiedział Louis, najwyraźniej mając wszystkie potrzebne mu informacje. – To lećcie do pokoju naszykować rzeczy, a ja zaraz je przejrzę i spakuję. – powiedział do nich, popychając je delikatnie w stronę schodów. Dziewczynki skinęły zadowolone głowami i w podskokach pobiegły do pokoju. Zatrzymały się jednak na schodach, przypominając sobie o dobrych manierach i pożegnały się z Harrym, kulturalnym „dowidzenia”.
- Umm.. Tak więc.. ja muszę je wyszykować. – powiedział szatyn, w końcu zwracając na niego uwagę. – A ty pójdź do mojego pokoju i tam zaczekaj. – uśmiechnął się do niego przepraszająco, jakby to była jego wina, że ma dwie młodsze siostry, którymi musi się zająć. Harry wysłuchał uważnie instrukcji chłopaka w którą stronę ma iść, by dotrzeć do jego pokoju.
Siedział na łóżku, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Nigdy nie był u Louisa, a tym bardziej nie siedział na jego łóżku. Baaaa… bez chłopaka przy sobie, czuł się jakby naruszał jego prywatność, mimo że szatyn wcześniej powiedział, że ma się nie krępować.
- Tylko mi nie mów, że przez ten cały czas siedziałeś tu jak truś. – zaśmiał się Louis, wchodząc do pokoju. Nie było go przecież przeszło 20 minut i nie wyobrażał sobie, żeby ktoś tyle czasu potrafił przesiedzieć w jednej pozycji. Ale Harry wyglądał na tak spiętego, że wcale by się nie zdziwił.
- W taki razie nie powiem. – pokręcił głową, siląc się na delikatny uśmiech.
- Mówiąc rozgość się miałem to na myśli, serio. – pokiwał głową i rzucił na łóżko koło Harry’ego chipsy, które wcześniej zostawił na przed pokoju. – Zayn prawdopodobnie, przeszukiwałby pod moją nieobecność jakiś pornosów, schowanych pod łóżkiem. – powiedział swobodnie, wskakując na łóżko i rozkładając się na nim wygodnie, za plecami szatyna.
- Czy ktoś jeszcze kupuje takie gazety? – zdziwił się Styles, obracając się w jego stronę, by móc na niego patrzeć.
- Mnie się nie pytaj. Nigdy takiego czegoś nie miałem w rękach. – wzruszył ramionami. – Wiesz, posiadanie takich gazet, gdy w domu są cztery młodsze siostry i matka, która myśli, że jej syn jest prawiczkiem nie jest bezpieczne. – pokręcił głową. – Naprawdę nie chcę doprowadzić ich do zawału, gdyby takie coś u mnie znalazły. – uśmiechnął się do niego. Poza tym komu w tobie komputerów, potrzebne są gazety? Na pewno nie Louisowi. Harry skinął głową, bo doskonale pamiętał dzień, w którym jego matka przyłapała go na oglądaniu nagich zdjęć mężczyzn na komputerze. Przez godzinę miał taką pogadankę z rodzicami na temat tego, że to jest niewłaściwe, że naprawdę zaczął siebie nienawidzić siebie za to, że nie zamknął pokoju na klucz.
Chłopcy leżeli na łóżku w odpowiedniej odległości od siebie i rozmawiali o szkole i przyjaciołach, zupełnie ignorując powód dla którego tak właściwie się spotkali.
- Harry? – wypalił nagle Louis nie z tego, nie z owego. – Mogę cię o coś zapytać? – podniósł się na łokciu, by łatwiej było mu się na niego patrzeć.
- Ummm. Czemu nie. – wzruszył ramionami. Zaraz jednak dodał. – Ale jeżeli ja będę później mógł zapytać o coś ciebie. – uśmiechnął się wyzywająco. Czemu nie miał skorzystać z tej okazji i spróbować zrozumieć działania i intencję Louisa?
- Ok. Tylko się nie denerwuj, dobra? – powiedział szatyn i usiadł po turecku obok Harry’ego. – Bo ja… tak jakby kiedyś niechcąco usłyszałem fragment twojej rozmowy z Niallem jak wychodziliście ze szkoły. – zaczął niepewny tego jak zareaguje na to Harry. Jednak przewidywał, że nie będzie zadowolony z tematu tej rozmowy. I tak też zareagował Styles. Mimo że nie wiedział do czego zmiesza Tomlinson już sam początek mu się nie podobał, dlatego sam również usiadł, mimowolnie spinając wszystkie mięśnie.
- I…?
- I słyszałem jak Niall proponował ci pomoc w… rzuceniu narkotyków. – mówił powoli i ostrożnie, zdając sobie sprawę, że nie jest to coś o czym ludzie lubią mówić. Harry też na takiego nie wyglądał, a wręcz przeciwnie, wyglądał na złego, że Louis w ogóle podjął ten temat. – Ale ty odmówiłeś mu, mówiąc, że sam dasz sobie radę. – kontynuował. – Ale mi się wydaje, że nie dasz. Nikt sobie sam z tym nie radzi – pokręcił głową, wyglądając na autentycznie przybitego. – I wiem, że nie powinienem się w to wtrącać, bo już raz przysporzyłem się kłopotów z tego powodu.
- I masz rację. – warknął Harry, wstając z łóżka, by skierować się do wyjścia. Pokłócił się o to z Niallem, nie zamierzał tego robić również z Louisem. – Nie powinieneś. – powiedział, patrząc na niego ze złością wymalowaną na twarzy.
- Zaczekaj. – zawołał szatyn, łapiąc go za nadgarstek. – Ja naprawdę nie chciałem się zdenerwować. Po prostu zależy mi na tobie i też chcę ci pomóc. Nie mogę patrzeć na to jak się powoli zabijasz. – pokręcił głową, a jego wzrok był tak zatroskany i smutny jak chyba jeszcze nigdy. Naprawdę nie sądził, że polubi Harry’ego tak bardzo i mimo że nadal planował go wykorzystać to nie zmieniało faktu, że nie chciał by ten kiedyś zaćpał się na śmierć.
- Zależy ci? – warknął Harry, jednak nie wyszarpał ręki z jego uścisku, który wydawał się być niesamowicie kojący. – To teraz moja kolej. – powiedział i wyprostował się przed nim, co sprawiło że Louis dopiero teraz zwrócił uwagę na to jaki naprawdę jest wysoki. – Jesteś gejem? – zapytał bez ogródek, uważnie mu się przyglądając. Louis zamarł. Nie wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie, by się totalnie nie pogrążyć.
- Myślę, że nie. – powiedział szczerze, albo raczej tak jak miał nadzieję, że jest.
- Aha. – przyjął do wiadomości Harry, jednak mimo to nie wyglądał na zadowolonego. – To w takim razie co to było to po naszym spotkaniu w kawiarni? – zapytał. – Ten pocałunek. – dodał jakby Louis miał problemu z pamięcią.
- Nie wiem. – wzruszył ramionami, uśmiechając się nieśmiało, mając nadzieję, że może to podziała na chłopaka. Na wszystkie dziewczyny działało.
- Nie wiesz, mówisz. – powiedział Harry, a złość w jego głosie wcale nie zmalała. Już sam nawet nie wiedział na co jest bardziej zły. Na Louis, że tak jak Niall się nim przejmuje i chcę wyciągnąć go z narkotyków, czy siebie za to, że miał nadzieję, że Louis może jednak okaże się gejem i go pokocha. – Szkoda. – westchnął i już miał wychodzić, gdy Louis zarzucił mu ręce na szyję i przycisnął usta do jego warg. Cóż… kompletnie nie wiedział co mógłby zrobić, a to było jedyną myślą jaka pojawiała się w jego głowie, widząc wychodzącego Harry’ego. Ten jednak nie odwzajemnił pocałunku Louisa, odpychając go od siebie.
- Nie jesteś gejem. – powiedział, przypominając mu o tym.
- Wiem, ale uwielbiam cię całować. – szepnął w jego usta, ponownie je łącząc. Włożył w ten pocałunek wydawało mu się, że tyle uczuć ile tylko mógł, modląc się „nie odpychaj mnie, nie odpychaj mnie”. I najwyraźniej jego modlitwy się spełniły, bo Harry przegrywając ze swoim pragnieniem, poddał się pocałunkowi.
Nie minęło jednak wiele czasu, jak zwykły pocałunek, przerodził się w sesję migdalenia i obściskiwania się na łóżku. Louis już myślał, że może dzisiaj mu się poszczęści i chociaż w małym stopniu sprawdzi czy te wszystkie rzeczy które robią ze sobą chłopcy chociaż w połowie są takie przyjemne jak mu się wydaje, że są, przez co uśmiechnął się delikatnie w usta Harry’ego, co chłopak mógł wyczuć. Niestety radość Louisa okazała się zbyt szybka, bo gdy tylko zjechał dłonią, którą wcześniej trzymał pod koszulką Stylesa i pieścił nią jego sutki, na jego krok, by rozpiąć rozporek, Harry się opamiętał. Louis nie był gejem. Louis go nie chciał. I zdecydowanie Harry nie mógł mu tego zrobić. Nie mógł wykorzystać chwilowej niepoczytalności Louisa dla własnych korzyści i przyjemności. To nie był Harry, on tak nie postępował, a już na pewno nie z ludźmi na których mu zależało. Nie mógłby później spojrzeć sobie w twarz, wiedząc czego się dopuścił. Przecież to byłoby prawie jak gwałt. Dlatego też, mimo gorąca które opanowało jego ciało i wciąż coraz bardziej twardniejącego penisa, odepchnął od siebie chłopaka, który zaskoczony niemalże zleciał w łóżka.
- Przepraszam Lou. Ja… ja nie chciałem. Nie mogę. – jęczał, schodząc z łóżka, przy okazji poprawiając zmiętoloną koszulkę. Był tak zawstydzony swoim zachowaniem, że wychodząc nawet nie spojrzał na przyjaciela. Nie mógł więc zobaczyć zawiedzonego wyrazy twarzy Louisa.
Chłopak opadł na łóżko, przykrywając oczy jedną rękę i starając się nie zwracać uwagi – chociaż przez moment – na problem z którym zostawił go Harry, westchnął. Był już tak blisko. Już prawie… jednak znowu mu się nie poszczęściło.
niedziela, 18 maja 2014
***********************
************************************
*
** *
************
**
***
******
****
http://neilzgurlfriend.tumblr.com/rekomendacje
************************************
*
** *
************
**
***
******
****
http://neilzgurlfriend.tumblr.com/rekomendacje
Subskrybuj:
Posty (Atom)