czwartek, 22 maja 2014

**** Kiedy Harry wraca w sobotę, Louis nadal czuje się jakby miał kaca od Nowego Roku. Rozkłada się w recepcji w błogo pustej księgarni, marząc o herbacie i plackach ziemniaczanych, kiedy telefon wibruje przy jego uchu. Marudząc, podnosi głowę i wpatruje się mętnie w wyświetlacz. Dochodzi do siebie, kiedy widzi tam twarz Harry’ego, poprawia grzywkę, tak żeby nie wpadała mu w oczy i drapie się po brodzie, po czym przypomina sobie, że Harry nawet go nie zobaczy. Przewracając oczami, Louis naciska ‘odbierz’. Nie może powstrzymać uśmiechu ani zamiłowania w głosie, kiedy mówi – Kochanie.

- Hej, Lou.

Louis zamiera i poprawia się na siedzeniu. Niepewność w głosie Harry’ego ostrzega go od razu. Serce zaczyna bić nerwowo, kiedy Louis powoli mówi – Coś się stało? Wszystko dobrze? Coś stało się na Majorce?

- Nie – szepcze Harry, więc Louis przykłada telefon bliżej ucha, próbując lepiej słyszeć. Harry odchrząkuje, po czym dodaje – Więc…jak twój Sylwester? I, em.. Odsłuchałem twoją wiadomość.

Och.

Och.

- To było-

Louis słyszy przygnębienie, kiedy Harry mówi – Brzmiało, jakbyś się dobrze bawił.

- Nie, ja. To znaczy, spędziłem większość czasu z Niallem, więc to było w porządku, ale północ była… to znaczy, wiedziałem że cię tu nie ma i nie dobierzesz, ale chciałem w jakiś sposób spędzić ją z tobą. – Louis drapie się po nosie, czując się niezręcznie, niepewnie, smutno i z nadzieją jednocześnie. – Aiden pojawił się nagle i pocałował mnie, ale ja nie – nie oddałem pocałunku. I potem wyszedłem. To nic nie znaczyło.

- Nie musisz się mi tłumaczyć, ja nie-

- Nie – wtrąca Louis, panikując. Chce, żeby Harry zrozumiał, chociaż nie wie, jak okazać to bez przyznania się, że chłopak mu się podoba. Kurwa. Przecież nawet nie przyznał się do tego przed samym sobą, jeszcze. – To naprawdę nie było tak, nie chciałem, żeby mnie pocałował. Jesteśmy tylko znajomymi. Ja, ja chciałem spędzić nowy rok z tobą. Nawet jeśli to miało oznaczać rozmawianie z pocztą głosową.

Louis przygryza wargę, wpatrując się w blat. Jest zaśmiecony naklejkami i ulotkami z różnych imprez, zwłaszcza tych, które odbyły się w zeszłym roku. Bawi się nerwowo rogiem naklejki Boba Marley’a, kiedy czeka na odpowiedź Harry’ego. Ten moment wydaje się ważny i im dłużej Harry pozostaje cicho, tym bardziej gardło Louisa zaczyna boleć.

Po kilku minutach, słyszy jak Harry wypuszcza westchnienie, a ulga jest słyszalna w jego głosie, kiedy mówi – Ja też. To znaczy, Majorka była cudowna, ale bycie bez telefonu nigdy nie było takie trudne, a Nowy Rok był raczej dołujący.

- Żadnego pocałunku o północy? - Jest trochę zdenerwowany, czekając na odpowiedź.

Harry prycha i mówi – Chyba, że moja mama się liczy.

Louis musi przygryźć język, żeby nie powiedzieć ‘to dobrze’. Zamiast tego odpowiada – Więc, wróciłeś do Brighton?

- Tak – wzdycha Harry. – Mam egzaminy za trzy tygodnie, więc będę zajęty powtarzaniem. Prawdopodobnie, nie będę mógł rozmawiać z tobą tak, jak zazwyczaj, mam masę do zrobienia.

Rozczarowanie wypełnia Louisa. Właśnie spędził tydzień bez rozmawiania z Harrym, a teraz ma przeżyć jeszcze trzy? Próbuje zatuszować smutek w głosie, kiedy mówi – Och, uniwersytet jest najważniejszy, rozumiem.

- Możemy.. to trochę głupie, ale Gem i ja czasami to robiliśmy, kiedy poszła na uniwersytet. Siedzieliśmy na Skype, ale żeby odrabiać zadania. Więc właściwie nie rozmawialiśmy, oprócz małych przerw, ale nie wiem, wydawało się, jakbyśmy byli razem? – Louis nie ma szansy nawet odpowiedzieć, kiedy Harry mówi pośpiesznie – Przepraszam, to głupie, nawet nie ma sensu-

- Nie, to brzmi fajnie – wtrąca Louis, próbując wydobyć w swoim głosie jak najwięcej entuzjazmu. – Mogę sprawdzać twoją wiedzę z Szekspira czy coś.

Harry brzmi na rozważnie zadowolonego, kiedy dyszy – Tak?

- Jasne, Loczku. Chyba nie oczekiwałeś ode mnie, że przeżyję kolejne trzy tygodnie bez rozmawiania z tobą, prawda?

- Nie – śmieje się Harry. – Chyba nie.

***

Rozmawianie na Skype jest dziwne, ale o wiele bardziej komfortowe niż Louis myślał, że będzie. Bierze laptopa ze sobą do pracy i kładzie go za częścią, której nikt nie używał, więc żaden klient go nie zauważy, ale Louis widzi Harry’ego, który pochyla się o biurko, a grzywka opada mu na oczy, kiedy skrobie coś na kartce. Rozmawiają bez celu pomiędzy atakami klientów Louisa i podczas przerw na lunch, nawet zaczepił jedno z zadanych powieści Harry’ego na półce i zabiera go na przerwę, żeby przepytywać chłopaka, kiedy je.

Po pracy lub w dni wolne, Louis układa laptopa na kanapie, kiedy gra w FIFE w salonie lub ustawia go przy stopach, podczas przeglądania gazet. Ilość czasu spędzonego na byciu ze sobą wirtualnie jest raczej niezdrowe, ale bardzo kojące. Może robić własne rzeczy, jak zawsze, ale kiedy odwróci głowę, widzi Harry’ego – skulonego nad swoją książką, mamrocząc cicho do siebie i spoglądając na ekran zbyt często, aby posłać Louisowi uśmiech i zapytać jak się miewa.

Liam dokucza mu w czasie, kiedy Louis nie jest przy komputerze, ale ten tylko wzrusza ramionami. Wie, że to trochę żałosne, to co może zrobić, żeby uzyskać choć trochę uwagi Harry’ego, ale nie potrafi się tym przejmować. Nie kiedy Harry bierze okazjonalne przerwy w nauce, oboje zbliżają się do ekrany laptopa i rozmawiają o niczym ważnym, co sprawia, że chichotają i uśmiechają się głupio do siebie, ich policzki są zaróżowione a oczy błyszczą. Nie kiedy, ogląda codzienne filmiki Harry’ego – gdzie przechadza się pomiędzy zajęciami, lub kiedy siedzi w pokoju i czyta książkę – i słucha go, kiedy mówi o tym, jak Louis przepytuje go, opowiada mu żarty i nowinki ze świata, kiedy ten się uczy.

Ich małą grupa fanów jest w niebie, jak zauważa Harry, a za każdym razem, kiedy Louis dostaje komentarz pod swoim filmikiem o Lourrym, jego żołądek przewraca się przyjemnie w brzuchu i myśli o twarzy bruneta, kiedy zadzwonił do niego w urodziny podczas nagrania na żywo.

***

Harry pociera nerwowo rękoma o uda, a wnętrze dłoni pali nieprzyjemnie. Minęły wieki odkąd był w Londynie, więc jest nerwowy i podekscytowany. Dziwi się trochę, kiedy Niall marszczy brwi, ponieważ bardziej spodziewał się zobaczyć blondyna uśmiechającego się maniakalnie.

- Podekscytowany?

- Tak – mruczy Harry. – Bardzo. Czekałem na to od wieków, nie wierzę, że zdobyłeś dla nas bilety. – Właściwie podziękował już Niallowi dziesiątki razy w zeszłym tygodniu, ale zatrzymuje się na środku stacji kolejowej i robi to ponownie, przyciągając Nialla do uścisku i mamrocząc mu w szyję – Dziękuję.

Niall poklepuje jego plecy – Nie ma za co. Znowu. A teraz chodźmy, nie chcemy się spóźnić.

Idą w kierunku wyjścia za tłumem ludzi, kiedy Niall klepie jego bok i mówi – Jesteś pewny, że nie chcesz zadzwonić do Louisa?

Poczucie winy gromadzi się w brzuchu Harry’ego, ale kręci tylko głową na nie. Wspominali kilka razy o spotkaniu się, ale nigdy właściwie nie przedyskutowali tego. Nie jest pewny, czy jest na to gotowy. Louis właściwie nie ma pojęcia, ze jest w Londynie i to sprawia, że Harry czuje się trochę winny. – Nie mogę.

Niall gapi się na niego ze zmarszczonymi brwiami. – Jesteś taki dziwny, H. Jest praktycznie w tobie zakochany, nie sądzę, żeby jakoś się rozczarował, kiedy w końcu się spotkanie. – Przerywa, aby to przemyśleć, po czym kontynuuje – No może oprócz twoich dziwnych palców u stóp i to, jak trudno ściągnąć twoje stopnie. Wiesz, że jeżeli to nagrasz, to w końcu się o tym dowie?

Harry przygryza wargę I kiwa głową, po czym wyciąga kamerę z plecaka. – Powiem mu zanim opublikuję. – Bierze głęboki wdech I wyrzuca myśli o Louisie z głosy. – Dalej, zacznijmy nagrywać.

Obrócił ekran, tak żeby mogli widzieć siebie i oboje zaczęli zmieniać pozycje tak, aby zmieścić się w ramce.

- Hej wszyscy, więc tak jak wspominałem zapewne raz czy dwa, dzisiaj się moje urodziny! Niall zaskoczył mnie, kupując bilety na koncert The 1975, więc jesteśmy tutaj, w Londynie. – Spędza chwilę na poruszaniem kamerą dookoła ulicy przy London Bridge, po czym ponownie od wraca ją na nich. – Gotowi, żeby zobaczyć najlepszy zespół na świecie!

Nie wyłączył kamery, nawet kiedy wsiedli do autobusu. Filmował przypadkowych ludzi i nagrywał kawałki ich rozmów oraz krótkie migawki widoków za oknem, które zamierza zedytować później. Przed Areną O2 jest bardzo długa kolejka, więc czekają w niej, rozmawiając z ludźmi, a Niall pali papierosa z dziewczynami stojącymi przed nimi. W końcu dostali się do środka, jest prawdopodobnie zamarznięty. Nie czuje palców, kiedy ściska kamerę, ale w końcu udaje się im zająć swoje miejsca, więc pozwala ciepłu, które pochodzi od innych ludzi przesiąknąć na niego.

Zespół, który otwiera koncert jest fajny, ale właściwie nie warty udokumentowania, wiec Harry chowa kamerę i pozwala, aby muzyka poniosła go, tańcząc jak głupek z Niallem i wymyślając własne słowa do piosenki, kiedy śpiewa z całych sił. Kiedy The 1975 wchodzi na scenę, Harry jest całkowicie zachwycony. Filmuje urywki każdej piosenki, a te które są jego ulubionymi nagrywa całe, śpiewając do muzyki i głosu Matta Healy’a.

Koncert jest obłędny i Harry czuje, jakby unosił się, kiedy wychodzą na zimną ulicę, a ich oddechy tworzą parę. Niall kładzie rękę na ramieniu Harry’ego i przytula go w połowicznym uścisku, po czym zabiera mu z ręki kamerę i włącza kamerę, odchodząc trochę, aby mógł nagrać Harry’ego.

- Pieprz mnie, to było niesamowite – śmieje się Niall. – Powiedz nam, co myślisz, Styles.

Harry wzrusza ramionami, trochę wszystkim przytłoczony. – To był najlepszy koncert w moim życiu, bez wątpliwości. – Skupia się na obiektywnie, chociaż jego wzrok jest nadal trochę zamglony od świateł. – Matt Healy, jeżeli to oglądasz, chcę mieć z tobą dzieci. Zadzwoń.

Niall wybucha śmiechem, który po chwili jeszcze bardziej się powiększa, wiec Harry zabiera mu kamerę, zanim ją upuści i układa bezpiecznie w swojej torbie. Zamierza nakręcić jeszcze jedną chwilę, kiedy będą w pociągu z powrotem do Brighton, ale jak na razie, ma wszystko czego chciał. Przewracając oczami na Nialla, który kuca na ziemi, nadal się śmiejąc, pochyla się i ciągnie go za rękę.

- Chodź idioto – mamrocze. – Musimy złapać autobus.

- Mieć z nim dzieci – chichota Niall. Otacza Harry’ego ponownie ramieniem i ukrywa zmarznięty nos w zagłębieniu jego szyi. – Wszystkiego najlepszego, Hazza. Kocham cię.

Serce bruneta rozpływa się przez to uczucie. Składa pocałunek na czubku głowy chłopaka i mówi – Też cię kocha, Niall.

***

- To będzie piętnaście funtów i trzydzieści pensów. Siedemnaście pensów reszty, dziękuję, miłego dnia. – Słyszy szelest. – Haz, nadal tam jesteś?

- Tak. – Harry otula się bardziej płaszczem, próbując uchronić się przed mrozem, jak tylko potrafi. – Męczący dzień?

- Nie, wracasz do domu?

Harry mruczy w odpowiedzi, schodząc z trawy i omijając dziewczynę siedzącą na środku chodnika z gitarą. – Zayn i Liam skończyli już ich nagranie, czekają w mieszkaniu z Niallem.

Louis wydaje z siebie niedowierzający śmiech. – Nie mogę uwierzyć, że są tam, a ja nie.

Harry przygryza wargę, kiedy zatrzymuje się. Sygnalizacja świetlna pokazuje czerwone światło, a samochody przejeżdżają, zapewne wioząc mieszkańców do domu po ciężkim dniu w pracy. – Dlaczego nie jesteś?

- Praca – odpowiada Louis, chociaż oboje wiedzą, że to słaba wymówka. – Przynajmniej nie przyjechałem tam i nie powiedziałem tobie – droczy się.

- Lou, ja nie-

- Wiem, wiem. Przepraszam. – Harry słyszy jakiś łomot, a potem głos Louisa.- Dzień dobry. To wszystko dla pani? To będzie dwadzieścia trzy funty dziewięćdziesiąt pięć pensów. Proszę podpisać. Dziękuje, miłego dnia!

Harry wpatruje się w niebo, czkając aż Louis podniesie telefon. – Wiesz, dlaczego nie zadzwoniłem, rozmawialiśmy o tym. To nie tak, że nie chciałem cię zobaczyć, po prostu byłem – jego głos przemienia się w szept, kiedy wpatruje się w swoje stopy. – Przerażony.

- Jesteś idiotą – odpowiada Louis, ale jego głos jest ciepły, więc szczęście wypełnia Harry’ego.

- Kochasz mnie – sprzeciwia się bez namysłu, a kiedy rozważa to co powiedział, jego serce zatrzymuje się. To – to nie jest coś, co powiedzieli sobie kiedykolwiek wcześniej, nawet mimochodem – nie rozmawiali w ogóle o tym co czuję. Uważa, że to zrozumiałe, że podoba mu się Louis, jest prawie pewny, że ten to odwzajemnia, ale nigdy nic nie wiadomo.

Przerwa w ich rozmowie wydaje się być ważna i napięta, a Harry ma chwilę na przerażenie i powątpiewanie w siebie, kiedy myśli, że całkowicie przekroczył granicę, ale wtedy Louis mruczy – Niczego nie udowodnisz – a jego ramiona rozluźniają się i zaczyna oddychać. Jego serce nadal wściekle bije w jego uszach i dopiero, kiedy ktoś szturcha jego ramię, zdaje sobie sprawę, że nadal stoi na przejściu, a w tym czasie, zielone światło zapaliło się już trzy razy.

Potrząsając głową, Harry przechodzi przez jezdnię, a rozmowa wraca do normy i rozłączają się dopiero gdy biegnie po schodach do mieszkania. Otwiera drzwi i zastaje Nialla, Zayna i Liama w salonie, grających w Mario Kart. Słyszy chór powitań i odpowiada bez namysłu – Louis mówi cześć. – Wszystkie trzy głowy odwracają się w jego stronę, a Harry kuli się pod ich wzrokiem, mamrocząc obronnie – Co?

Zayn tylko potrząsa głową i mówi – Wy dwaj jesteście obrzydliwi.

Harry daje prztyczka w jego ucho, kiedy przechodzi i mruczy – Ktoś tu jest zazdrosny.

- O co? – Woła Liam, żeby Harry usłyszał go ze swojej sypialni. – Wszystko co robicie, to usychanie z tęsknoty z dala od siebie! Musicie coś z tym zrobić, koleś, mieszkanie z Louisem robi się nie do zniesienia.

Słyszy prychnięcie Nialla. – Spróbuj mieszkać z Haz.

Harry ignoruje to, kiedy ściąga płaszcz i zauważa paczkę na poduszce. Siada na łóżku, żeby zdjąć buty, marszcząc brwi, aby wreszcie otworzyć prezent. Jest zapakowany niechlujnie w gazetę, ale rozpoznaje pismo na karteczce przyczepionej do niego. ‘Dla Loczka ♥’

Jego żołądek wypełnia się zdezorientowaniem i przewidywaniem. Pociąga ostrożnie za taśmę i rozrywa ją, układając na kolanach. Wydaje z siebie zaskoczony śmiech i przebiera w skrawkach gazety, aby zobaczyć błękitną z namalowanymi małymi bananami obudowę do telefonu. Harry chichota i przygląda się przedmiotowi. To tylko głupi, mały prezent, ale żadnego nie oczekiwał, więc fakt, że Louis pomyślał o nim, sprawia że to jest słodkie i idealne… Harry wzdycha i pociera kciukiem obudowę, chcąc podziękować Louisowi osobiście.

Mija godzina i przedyskutowali to – właściwie nie bardzo, tylko niewyraźne mamrotali o zmartwieniu i strachu, ale w ukrytym znaczeniu, po prostu nie są jeszcze gotowi. Więc zamiast tego, chwyta telefon i pstryka zdjęcia siebie, trzymającego obudowę z szeroko otwartymi oczami i wystawionym językiem, po czym chowa telefon w plastik. Ma tę komórkę od roku i zbytnio nie przejmował się, aby kupić właściwa obudowę, nawet jeśli upadał mu miliony razy. Podziwia ją i czeka na odpowiedź Louisa na zdjęcie, kiedy Zayn wychyla głowę zza framugi. – Hej, gotowy na kręcenie? Niall ma wszystko gotowe w kuchni.

- Jasne. – Harry zostawia telefon na łóżku, żeby nie rozpraszać się, kiedy będą kręcić. Idzie za Zaynem przez salon, kierując się w stronę kuchni, ale zostają zatrzymani przez Liama.

- Sorry chłopaki, musicie mieć zakryte oczy zanim wjedziecie. Nie możecie widzieć etykiet. – nagrywają początek filmiku, kiedy stoją przed drzwiami, a Liam w końcu wyciąga dwie bandany i zawiązuje im oczy, a potem on i Niall kierują ich do kuchni i usadawiają na przy stole.

Harry słyszy dźwięk przygotowywania wszystkiego przez Nialla i Liama, kiedy czuje, że ktoś szturcha go w bok. – Hej – mruczy Zayn. – Dostałeś prezent od Lou?

Brzuch Harry’ego skręca się w radości na myśl o małym prezencie i czuje, że uśmiech rozszerza się na jego twarzy tak szeroko, że aż policzki zaczynają go bolec. – Tak – kiwa głową, pocierając rękoma i uda. – Uwielbiam go. Jest idealny.

Słyszy jak Zayn prycha i mówi – Tak, wszyscy wiemy co kochasz. Chociaż powinienem powiedzieć kogo-

- Dobra – przerywa niechcący Liam, a jego głos jest radosny i pełen ekscytacji. – Niall filmuje, a ja będę was karmił. Nic z tego nie było testowane przeze mnie i Nialla, więc powodzenia.

Odrzucając przerwaną wypowiedź Zayna, Harry skupia się na huku szklanki o drewniany stół i brzęk łyżki, po czym mówi – Zayn powinien zacząć pierwszy. Jest gościem i w ogóle.

Czuje, że Zayn przesuwa się na krześle, a jego łokieć pociera o jego bok, a potem dłoń szczypie udo. – Jak miło – mamrota Zayn. – Pierwszy raz w twoim domu i już rzucasz mnie na pożarcie psom.

- Przestańcie się kłócić – beszta ich Liam. – Dobra, otwieraj usta Zayn. I spróbuj nie – Słyszy hałas, a Niall wybucha śmiechem. – Spróbuj nie ruszać się! Nie myślałem, że potrzebujesz śliniaczka, boże, Zayn, masz dwadzieścia dwa lata. Kontroluj się.

- Właśnie – mówi Harry, uśmiechając się w stronę, gdzie myśli, że stoi kamera. – Gdzie twoje maniery?

- Odpieprz się – mruczy Zayn, a potem robi odgłos wymiotów. – Co to jest? Smakuje jak odpadki.

- To ty masz zgadnąć – śmieje się Liam.

- Ugh – kaszle Zayn, a Harry próbuje nie wybuchnąć śmiechem. – Obrzydliwie. Smakuje jak…jakby komuś nie wyszła kolacja wigilijna. Nie, to jest jak… spalony sernik.

- Jeeej – raduje się Niall, a Harry robi kwaśną minę.

- Pierwszy i już zgadł. Hej, Liam – wyciąga rękę w stronę, gdzie ostatnio słyszał Liama. Musi trochę poruszać ręką, ale w końcu natrafia na coś, co jak myśli jest biodrem chłopaka. – Liam, daj mi coś dobrego, dobrze? Coś słodkiego. Wiem, że jest tam jedzenie dla dzieci o smaku bananowym, daj mi coś takiego.

- Za to daj mu trochę sernika, Liam. – Krzywiąc się, Harry macha na ślepo ręką i natrafia na klatkę piersiową Zayna z satysfakcjonującym uderzeniem. Ale jego dłoń przesuwa się po czymś mokrym i lepiącym, więc krzywi się i szybko odsuwa rękę.

- Boże, Liam, jak trudno jest trafić w jego usta?

- Szkoda, że nie gramy w innuendo bingo* – mamocze Zayn.

***

- Dobra, ostatnie – ogłasza Liam. – Harry pierwszy. Otwieraj usta i do cholery nie ruszaj-

Harry otwiera usta za późno, a łyżka uderza jego brodę, rozsypując całe jedzenie po klatce piersiowej. – Cholera, Liam. Robisz to specjalnie.

- Wcale nie! Po prostu robisz to za wolno. Otwórz usta i zostań tak.

Wzdychając, Harry posłusznie wykonuje to, chociaż wie jak absurdalnie wygląda w tym momencie – z zawiązanymi oczami, buzią szeroko otwartą i jedzeniem dla dzieci przed nim. To nagranie będzie wymagało dużych poprawek. Czuje, jak Liam zbliża się i wkłada łyżkę do jego ust, więc automatycznie je zamyka. Jest pełen obaw co do tego, prawie pewny że stracił zmysł smaku po próbowaniu słodkiego ziemniaka i wołowinę w cieście, ale ten smak.

- Mmm – Przełyka jedzenie i wystawia język, aby dostać więcej. – Takie dobre, daj mi jeszcze.

Praktycznie może wyczuć, jak Liam robi głupie miny w jego stronę. – Jesteś obrzydliwy, odejdź ode mnie.

- Liam – pojękuje Harry, wyciągając rękę, aby go chwycić, ale słyszy jak coś uderza w stół – dochodzi do wniosku, że to ciało Liama. – Lubię to! Smakuje jak banany. – Liże usta. – Banany i mango.

- To dlatego, że to są banany i mango – mówi trochę rozdrażniony Liam. – Nie dam ci więcej jedzenia dla dzieci, masz dwadzieścia jeden lat, miej trochę godności. Teraz, pozwól mi nakarmić Zayna.

Po ośmiu rundach próbowania jedzenia dla dzieci, twarz i ręce Harry’ego są lepiące, więc ściąga ostrożnie opaskę, próbując nie pobrudzić włosów. – Boże – krzyczy, spoglądając na koszulkę. Na całej klatce piersiowej są plamy białej, brązowej i pomarańczowej mazi, więc wygląda jakby zwymiotował na siebie.

Gmera trochę w różowej mazi na klatce piersiowej, a jego żołądek skręca się, czując mdłości, więc zaczyna ściągać koszulkę, kiedy Liam chwyta jego ramię i mówi – Nie, czekaj. Zostań tak, mamy kolejne wyzwanie.

- Cooo – skrzyczy Zayn. Nadal ma zawiązane oczy i czeka na ostatnią rundę. – Jeśli powiesz, że to wyzwanie z puszkami, uderzę cię Liam, obiecuję-

Liam przerywa mu przez wsunięcie mu łyżki do ust. Zayn wypluwa trochę, rozpryskując część jedzenia na Liamie i kaszle. – To jest szaleństwo, znowu dałeś mi sernika? Za chwilę… – Ściąga opaskę, a jego oczy wyrażają chęć morderstwa, ale Liam śmieje się i uderza go w głowę.

- Uspokój się, Zaynie, jesteśmy w kamerze! Właśnie, więc Niall i ja zdecydowaliśmy, że kolejnym wyzwaniem będzie nagie wyzwanie!

- Wiedziałem – syczy Harry. Patrzy na Zayna, szukając wsparcia. – Zrobił to specjalnie. Chce po prostu zobaczyć nas nagich.

- Aww, Liam – gaworzy Zayn. – Mogłeś po prostu poprosić.

Liam przewraca oczami w stronę kamery, a potem chwyta czapke ze stołu. Jest wypełniona skrawkami papieru, a Harry patrzy na nie uważnie, kiedy Liam potrząsa nią.

- Kto to wybrał?

- Moi obserwujący. – Wyłania się uradowany Niall. – I nie martw się, powiedziałem, żeby nie hamowali się.

Harry obserwuje z obawą i wstrzymanym oddechem, kiedy Liam wyciąga czapkę, aby Zayn wybrał pierwszy. Z marszczonymi brwiami, brunet mieszka w papierkach i wyciąga jeden, po czym czyta – Zrób taniec kurczaka.

- Tak – triumfuje Harry. – Nie myśl, że nie pamiętam, jak bardzo nienawidzisz tańczyć. Obejrzałem wszystkie twoje filmiki.

Wyczuwając zwycięstwo, Harry zaczyna taniec przypominający taniec kurczaka, kiedy inni śmieją się z niego i dopingują go. Zayn, nawet nie podejmujący wyzwania, pochyla się tylko i ściąga jedną ze skarpetek, machając nią przed kamerą.

- Dobra - mówi Liam. – Twoje kolej, Harry.

Harry wyciąga jeden skrawek papieru i czyta – Chubby bunny*.

Uśmiechając się w stronę Zayna, Harry porusza brwiami i wyciąga język. Wygląda na to, że to on ma teraz szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz